netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

183 odpowiedzi24 365 wyświetleńzałożony przez chwytajzycie, 19.11.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 184 ]

1 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-19 17:09:44)

Temat: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Ona: 25 lat, mieszka z mamą, bez ojca.
On: 31 lat, mieszka sam, no jest pies:), ma silną potrzebę stworzenia rodziny.

MARZEC
Poznałem ją. Zauważyłem, że to typ osoby, która najpierw mówi, potem myśli. Na 2giej randce usłyszałem mnóstwo historii o byłych, w trakcie związku, mimo że ją prosiłem, też kilka razy się zdarzyło. Miałem to "z tyłu głowy" będąc z nią.
Podczas pierwszych spotkań, powiedziałem jej że nie byłem jeszcze z kobietą, która pali i nie wiem czy będę w stanie to zaakceptować - ona na następnym spotkaniu oznajmia że rzuca palenie, ok gratuluję jej.

MAJ
jesteśmy parą kłócimy się co jakiś czas, ale jest wspaniale, pomagam jej w ukończeniu szkoły, uporządkowaniu kwestii zdrowotnych, motywuję do odnowienia kursu na prawo jazdy. Sam też się rozwijam ale to na niej skupiam swą energię. Kibicuję jej przy robieniu obiadów, dla niej to nowość. Dzielimy się domowymi obowiązkami.

CZERWIEC
mieszkamy już razem (ona miała wątpliwości odnośnie tego czy jej mama będąc sama da sobie radę), bo ona w końcu podejmuje decyzję, że chce.  W kolejnym miesiącu wybucha duża kłótnia, znów mówiła o przeszłości, ja w nerwach każę jej pojechać na noc do mamy. Potrzebuję czasu, kilki dni.
Po kilku dniach trudne rozmowy, wzajemnie się przepraszamy i znów mieszkamy razem.

LIPIEC
ona wyjeżdża na wycieczkę z pracy, po powrocie wraca, dowiaduję się że paliła tam papierosy, rozmawiam z nią, jest mi przykro bo czuję się zawiedziony, mówię jej to, a ona do mnie "nie rób z siebie ofiary" Ta kłotnia ma miejsce rano, przed jej pracą, po pracy nie wraca do domu tylko do mamy, skąd dzwoni z zapytaniem czy chcę z nią porozmawiać. Wtedy zastanawiałem się nad skończeniem tej relacji, jednakże kocham ją i godzimy się, jest dobrze.

PAŹDZIERNIK
ostatnia sobota miesiąca- na ten dzień po raz pierwszy zapraszam moich znajomych na kawę. Podczas kłótni pierwszy raz słyszę wulgaryzmy w moją stronę, zamykam się w sobie. Ona chce się pogodzić, raz drugi , ja nic nie mówię, nie ostygłem jeszcze po jej słowach. Ona wychodzi z domu, dostaję sms'a, że jest u mamy i jak już nie będe zły to mam napisać. Gości przyjmuję sam:(  W złości wieczorem piszę jej sms'a aby została już u mamy. Następnego dnia wyjeżdżam do rodziców na dzień, wieczorem planuję sobie kino i tam też wychodzę, ona wraca do domu i dzwoni abyśmy porozmawiali, ja że już wieczór zaplanowałem, zaraz zaczyna się film. Ona, pyta czy to w smsie to na poważnie było. Ja nic nie mówię, jedynie że mi przykro, ona mówi że mi ułatwi i ODCHODZI...

LISTOPAD
Pierwszy tydzień listopada mija we wzajemnej ciszy, w niedzielę zapraszam ją na kolację do domu, ona inaczej się zachowuje, jest zła, klnie, mówi że jest teraz sobą, a będąc ze mną nie była sobą. Rozstajemy się, ja pomagam zawieść jej rzeczy do mieszkania jej mamy.
Zaczyna się drugi tydzień listopada, w poniedziałek jadę do niej, przepraszam za wszystko i wybaczam jej. Ona mówi, że jest w niej zadra...
We czwartek odbieram ją z pracy, daję leki i zawożę do mieszkania mamy. Ona mnie pyta czy sądzę, że odbudujemy naszą relację ? Ja na to 'czas pokaże'. Wieczorem wymieniamy się sms.ami z ktorych dowiaduję się że moglibyśmy jeszcze spróbować, powoli od początku - randki, smsy, telefony.

W piątek rano wysyłam smsa z propozycją spotkania. Ona się zgadza, ale na 2 godz. przed spotkaniem pisze że nie może bo gorzej się czuje. Wieczorem mam kryzys i dzwonię do niej, żeby porozmawiać, czuję u niej tylko chłód i złość, dowiaduję się, że u niej coś pękło.Zaczynam po tej rozmowie zastanawiać się, że ona po mnie 'jedzie' mówię sobie zajmij się sobą teraz nie proś jej już o spotkanie. W sobotę czytam 'Prawo przyciągania', podejmuję decyzję, że jej meble które są u mnie muszą do niej wrócić, że jak tak dłużej będzie, to się zamęczę. W sobotę wysyłam sms,a do niej z info że przyjadą do niej panowie z meblami. Ona dzwoni i jest zła. Ja mówię, że zależy mi na niej ale nie możemy być razem teraz bo się zagryziemy, ona przyznaje rację....

Ta rozmowa miała miejsce 10 listopada, od tamtej pory nie mamy kontaktu.  Jej złość w ostatnim etapie pokazała mi, że ona już nie przyjmuje żadnych słów. Chwilę mi zajęło dojście do tego dlaczego tak się stało. Przemyślałem, zrozumiałem i 16 listopada wysłałem do niej list o moich przemyśleniach, wraz z informacją że pod koniec listopada będę w kawiarni X o tej godzinie i jeśli może przyjść, to zapraszam.


Co jest teraz?  Odbudowuję siebie po tym związku, poczucie własnej wartości. Mam też poczucie winy, że tamtej soboty nie dałem się przeprosić:(

Chcę walczyć o ten związek, wzbudzić u niej to uczucie od nowa. Nie chcę się poniżać jednak, bo gdy rozmawiałem z nią w jej stanie złości odbierało mi energię.

I teraz nie wiem co dalej? Jak się nie pojawi na spotkaniu, sprawa jasna - zdechło.
A jeśli się pojawi, to nie wiem jak z nią rozmawiać?
Ile można być złym?

2

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Czy ktoś może mi pomóc zrozumieć tę sytuację?

3

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Jak dla mnie to zabrakło porozumienia w relacji, szczerej rozmowy i opanowania. Wszystko jest do naprawienia.

4

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Cytryna, ok. Tylko, że ja chciałem rozmawiać szczerze ale ona gdy otwierałem się przed nią była złośliwa, chłodna, inna... dlatego uznałem, że tak dalej być nie może. Ostatnie 9 dni samotności wiele mi uświadomiły, ale nie wiem w jakim ona jest stanie. Wiedziała, że dziś mam ważny egzamin i nic nie napisała....

5

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Zaczęliście kiepsko, bo od rozmów o jej byłych, po co, skoro to nie wnosi nic pozytywnego, to nic nie buduje...Okłamała na dzień dobry, że rzuca palenie... A nie zrobiła tego.

Kolejna sprawa - sama powiedziała, że rzuca palenie, a potem miała do ciebie żal o to, że wspomniałeś, obraża się i do mamy jedzie mając w nosie wszystko...

Październik - zastanów się nad tym, czy ona Cię szanowała? Nie sądzę, poza tym każdy ma prawo wyjść, zaplanować sobie wieczór, to się nazywa mieć przestrzeń, która każdemu się należy. Co zrobiła - zagrywka - ułatwię Ci to wszystko - to koniec.

Listopad - skoro zakończona została znajomość, to została. To był dla Ciebie koniec, bo dla niej już dużo wcześniej. Popełniłeś błąd przepraszając za wszystko, bo za co? Nic to nie mogło zmienić, bo ją od dawna nie interesowałeś, a poniżyłeś co najwyżej w jej oczach.

Po co chcesz spotkać się z kimś dla kogo nie jesteś już ważny? Po co spotykać się w tej kawiarni... Piszesz, że chcesz wzbudzić uczucia na nowo.. To niemożliwe, bo tylko raz ma się szansę, być może z nudów, być może by dalej się bawić - spotka się z Tobą... Ona nie interesuje się Tobą i nigdy nie zacznie już.

Kobiety są różne - są odpowiedzialne, dobre, są i złe, lubiące się zabawić... Już wtopiłeś przepraszając, bo ona powiedziała - koniec. To był koniec i kropka. Odbuduj siebie i poznaj normalną dziewczynę a nie wariatkę. Tego Ci życzę.

6 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-19 22:44:50)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
Remi napisał/a:

Zaczęliście kiepsko, bo od rozmów o jej byłych, po co, skoro to nie wnosi nic pozytywnego, to nic nie buduje...Okłamała na dzień dobry, że rzuca palenie... A nie zrobiła tego.

Kolejna sprawa - sama powiedziała, że rzuca palenie, a potem miała do ciebie żal o to, że wspomniałeś, obraża się i do mamy jedzie mając w nosie wszystko...

Październik - zastanów się nad tym, czy ona Cię szanowała? Nie sądzę, poza tym każdy ma prawo wyjść, zaplanować sobie wieczór, to się nazywa mieć przestrzeń, która każdemu się należy. Co zrobiła - zagrywka - ułatwię Ci to wszystko - to koniec.

Listopad - skoro zakończona została znajomość, to została. To był dla Ciebie koniec, bo dla niej już dużo wcześniej. Popełniłeś błąd przepraszając za wszystko, bo za co? Nic to nie mogło zmienić, bo ją od dawna nie interesowałeś, a poniżyłeś co najwyżej w jej oczach.

Po co chcesz spotkać się z kimś dla kogo nie jesteś już ważny? Po co spotykać się w tej kawiarni... Piszesz, że chcesz wzbudzić uczucia na nowo.. To niemożliwe, bo tylko raz ma się szansę, być może z nudów, być może by dalej się bawić - spotka się z Tobą... Ona nie interesuje się Tobą i nigdy nie zacznie już.

Kobiety są różne - są odpowiedzialne, dobre, są i złe, lubiące się zabawić... Już wtopiłeś przepraszając, bo ona powiedziała - koniec. To był koniec i kropka. Odbuduj siebie i poznaj normalną dziewczynę a nie wariatkę. Tego Ci życzę.

No to Remi pojechałeś, to się nazywa obiektywizm, ale do rzeczy...

Rzucenie palenia było jedną z tych rzeczy które zrobiła by ze mną być.  Potem w związku też np. nie klęła jak szewc bo powiedziałem jej że to do kobiet nie pasuje. Mówiłem jej palenie rzucasz dla siebie nie dla mnie.
Podczas kolacji październikowej wspomniała że źle się czuła w związku bo:

1.nie mogła zapalić sobie,
2.musiała kontrolować swe słowa,
3.nie była sobą - stale coś robiła by mnie zadowolić.

Ja starałem się jej nie krytykować, chwaliłem każdy obiad, zwracałem zaś uwagę gdy mówiła nie przemyślane rzeczy, które sprawiały mi przykrość.
Powiedziałem jej wtedy uważaj na słowa bo zostają, a przepraszam działa do pewnego momentu.

Cieszę się , że ją przeprosiłem, bo mi z tym lepiej. Do samego końca zachowałem się kulturalnie.
Co do spotkania pod koniec listopada, chcę dowiedzieć się czy jest gotowa walczyć.

Na pewno nie będę prosił o szanse etc. bo znam swą wartość.  Szkoda mi tylko tego związku, bo poza tymi zgrzytami dogadywaliśmy się.

Z perspektywy czasu zastanawiam się nad mechanizmem z jakim ten związek się rozpoczął.
Ona dosyć szybko się zakochała, potem ja. Szybko przedstawiła mnie swej rodzinie, jakby chciała się tym pochwalić.

7

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Czy któraś z doświadczonych Pań może się wypowiedzieć?

8

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Jak dla mnie sprawa jest prosta. Nie akceptowałeś od początku tego jaka jest, chciała się zmienić dla Ciebie, próbowała nie wychodziło ( potrzeba dużo czasu żeby zmienić nawyki).
Oczekiwałeś od niej, że się zmieni, bo Tobie nie pasuje taka jaka jest, jej ciężko jest być kimś innym- stąd nieporozumienia i kłótnie.

To pewnie nie jedyny powód waszego rozstania ale na pewno istotny.

9

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
troublemaker napisał/a:

Jak dla mnie sprawa jest prosta. Nie akceptowałeś od początku tego jaka jest, chciała się zmienić dla Ciebie, próbowała nie wychodziło ( potrzeba dużo czasu żeby zmienić nawyki).
Oczekiwałeś od niej, że się zmieni, bo Tobie nie pasuje taka jaka jest, jej ciężko jest być kimś innym- stąd nieporozumienia i kłótnie.

To pewnie nie jedyny powód waszego rozstania ale na pewno istotny.

Wiele zaakceptowałem, w końcu musiałem żyć z nią i jej historiami o przeszłości.
Fakt nie akceptuję palenia ale to powiedziałem na samym początku, ona podjęła decyzję.

Był u niej taki strach, mówiła sama z siebie że boi się, iż nie sprosta moim wymaganion, gdzie ja nic nie mówiłem o oczekiwaniach.

Eeehh kiepsko się teraz czuję, wiem że oboje musielibyśmy się postarać poprawić.

10

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
chwytajzycie napisał/a:

źle się czuła w związku bo:

1.nie mogła zapalić sobie,
2.musiała kontrolować swe słowa,
3.nie była sobą - stale coś robiła by mnie zadowolić.

Nie pasujecie do siebie.

chwytajzycie napisał/a:

Ja starałem się jej nie krytykować, chwaliłem każdy obiad, zwracałem zaś uwagę gdy mówiła nie przemyślane rzeczy, które sprawiały mi przykrość.
Powiedziałem jej wtedy uważaj na słowa bo zostają, a przepraszam działa do pewnego momentu.

Próbowałeś ją wychować. O jakieś ćwierć wieku za późno.

Jeszcze coś. Normalnie jestem kulturalna, ale czasem się wściekam. Gdy coś chlapnę, po sekundzie jest mi strasznie głupio. Mój Kochany nigdy się nie gniewa. Mnie jest źle, gdy mi puściły nerwy i powiedziałam coś złośliwego, niemiłego. I spotykam się ze zrozumieniem (choć jemu nigdy nerwy nie puszczają:), on wybacza od razu. Kocham go coraz bardziej i jestem coraz spokojniejsza. Moje burze trwają ułamki sekund, najczęściej ostatnio ochłonę, zanim podniosę głos. Wyleczyła mnie jego miłość.

Ty kochałeś, ale groziłeś/ostrzegałeś że może przepraszanie nie zadziałać. Więc ona nie miała pewności, że jest kochana taka jaka jest (bo i nie była... Wolałbyś damę, a ona się wyrażała jak chamka).

chwytajzycie napisał/a:

Cieszę się , że ją przeprosiłem, bo mi z tym lepiej. Do samego końca zachowałem się kulturalnie.
Co do spotkania pod koniec listopada, chcę dowiedzieć się czy jest gotowa walczyć.

Ale nawet gdyby chciała, po co? Ona musiałaby stać się kimś innym, żebyś ją pokochał. Ją, a nie ideał, którym ma się stać, dzięki Twojemu kulturalnemu prowadzeniu.

chwytajzycie napisał/a:

Na pewno nie będę prosił o szanse etc. bo znam swą wartość.  Szkoda mi tylko tego związku, bo poza tymi zgrzytami dogadywaliśmy się.

Dogadywaliście się, ale się nie kochacie. Tzn. Ty nie kochasz jej, takiej jaka jest a ona - nie wiem. Skoro rzuciła palenie (prawie), to bardzo chciała z Tobą być. Ale chciała też, żebyś kochał JĄ, a nie marzenia o tym jaka mogłaby być cudowna, gdyby się dała zmienić...

chwytajzycie napisał/a:

Z perspektywy czasu zastanawiam się nad mechanizmem z jakim ten związek się rozpoczął.
Ona dosyć szybko się zakochała, potem ja. Szybko przedstawiła mnie swej rodzinie, jakby chciała się tym pochwalić.

Ty chcesz być z kobietą, ona chciała być z mężczyzną. Nie poszukaliście swojej drugiej połówki, tylko każde złapało co było pod ręką i próbowało się w tym odnaleźć.

Seks, orgazm=oxytocyna= przywiązanie. U mężczyzn dodatkowo wazopresyna=uległość. Trochę upraszczam, ale tak to mniej więcej działa...

11 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-20 18:55:35)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
Artemida napisał/a:
chwytajzycie napisał/a:

źle się czuła w związku bo:

1.nie mogła zapalić sobie,
2.musiała kontrolować swe słowa,
3.nie była sobą - stale coś robiła by mnie zadowolić.

Nie pasujecie do siebie.

chwytajzycie napisał/a:

Ja starałem się jej nie krytykować, chwaliłem każdy obiad, zwracałem zaś uwagę gdy mówiła nie przemyślane rzeczy, które sprawiały mi przykrość.
Powiedziałem jej wtedy uważaj na słowa bo zostają, a przepraszam działa do pewnego momentu.

Próbowałeś ją wychować. O jakieś ćwierć wieku za późno.

Jeszcze coś. Normalnie jestem kulturalna, ale czasem się wściekam. Gdy coś chlapnę, po sekundzie jest mi strasznie głupio. Mój Kochany nigdy się nie gniewa. Mnie jest źle, gdy mi puściły nerwy i powiedziałam coś złośliwego, niemiłego. I spotykam się ze zrozumieniem (choć jemu nigdy nerwy nie puszczają:), on wybacza od razu. Kocham go coraz bardziej i jestem coraz spokojniejsza. Moje burze trwają ułamki sekund, najczęściej ostatnio ochłonę, zanim podniosę głos. Wyleczyła mnie jego miłość.

Ty kochałeś, ale groziłeś/ostrzegałeś że może przepraszanie nie zadziałać. Więc ona nie miała pewności, że jest kochana taka jaka jest (bo i nie była... Wolałbyś damę, a ona się wyrażała jak chamka).

chwytajzycie napisał/a:

Cieszę się , że ją przeprosiłem, bo mi z tym lepiej. Do samego końca zachowałem się kulturalnie.
Co do spotkania pod koniec listopada, chcę dowiedzieć się czy jest gotowa walczyć.

Ale nawet gdyby chciała, po co? Ona musiałaby stać się kimś innym, żebyś ją pokochał. Ją, a nie ideał, którym ma się stać, dzięki Twojemu kulturalnemu prowadzeniu.

chwytajzycie napisał/a:

Na pewno nie będę prosił o szanse etc. bo znam swą wartość.  Szkoda mi tylko tego związku, bo poza tymi zgrzytami dogadywaliśmy się.

Dogadywaliście się, ale się nie kochacie. Tzn. Ty nie kochasz jej, takiej jaka jest a ona - nie wiem. Skoro rzuciła palenie (prawie), to bardzo chciała z Tobą być. Ale chciała też, żebyś kochał JĄ, a nie marzenia o tym jaka mogłaby być cudowna, gdyby się dała zmienić...

chwytajzycie napisał/a:

Z perspektywy czasu zastanawiam się nad mechanizmem z jakim ten związek się rozpoczął.
Ona dosyć szybko się zakochała, potem ja. Szybko przedstawiła mnie swej rodzinie, jakby chciała się tym pochwalić.

Ty chcesz być z kobietą, ona chciała być z mężczyzną. Nie poszukaliście swojej drugiej połówki, tylko każde złapało co było pod ręką i próbowało się w tym odnaleźć.

Seks, orgazm=oxytocyna= przywiązanie. U mężczyzn dodatkowo wazopresyna=uległość. Trochę upraszczam, ale tak to mniej więcej działa...

Artemida, dziękuję za te uwagi, dużo ciekawych spojrzeń na sprawę.

Czy oczekiwanie od partnera tego aby przemyślał swe słowa zanim wypowie bo ranią to mega-wymaganie?
Uważam, że doza empatii jest potrzebna. Nie raz ugryzłem się w język z myślą aby nie robić jej przykrości.

Przemyślałem już w czasie rozłąki to, co jestem w stanie zaakceptować, ale ona dowie się o tym jeśli los pozwoli nam podjąć walkę o związek.

Dlaczego ja nadal chcę walczyć?  Sam się zastanawiałem, może dlatego że myślałem o niej poważnie, przedstawiłem ją rodzicom, synkowi i jestem za naprawianiem związków a nie rozpoczynaniem ich od nowa.

12

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Witam. Jestem tu nowa. Może mój głos nie wniesie nic nowego, ale nie podoba mi się cała ta sytuacja, którą opisujesz chwytajzycie. Mam wrażenie, że zupełnie nie pasujecie do siebie. Znacie się zaledwie kilka miesięcy a tu już taka burza...... Rozstania i powroty. Przepraszanie, czy wybaczanie. Na tym etapie znajomości powinno być cudownie, ale nie tylko przez chwilę. Sytuacje intymne potrafią zmącić obraz, ale życie szybko to zweryfikuje i mam wrażenie,że to się właśnie u Was dzieje. To jest dopiero początek a tu już widzimy, że coś jest nie tak. Uważam, że zbyt krótko się znacie, by mówić o kochaniu. Inną kwestią jest fakt,że Ona tak szybko zamieszkała z Tobą, to też na coś wskazuje. Jeśli dobrze zrozumiałam, to o czym tutaj piszesz, to dziewczyna (moim zdaniem) próbowała się ,,dostosować", ale ponad swoje siły, co i tak wyjdzie w praniu, jak nie teraz, to później. Będziecie się męczyć, czego symptomy już są. Myślę, że kochanie nie polega na rzucaniu wulgaryzmami, bo to świadczy o pewnych brakach, np. w wychowaniu, choć nie tylko. A jeśli robi to kobieta i to już  na samym początku, to jest to problem i źle o niej świadczy. Wspominasz o jej emocjach, chyba ta jej sfera osobowości pozostawia wiele do życzenia. Weź pod lupę za i przeciw a zobaczysz, co z tego wyjdzie. Z doświadczenia wiem, że pośpiech może być złym doradcą. Wartościowa dziewczyna, nie poczyni takich kardynalnych błędów, nawet jeśli uczy się dopiero gotować.  Pewne błędy mogą być ,,rozwojowe", ale nie te o których tu napisałeś.

Życzę powodzenia i przemyślenia całej sytuacji. Nie sugeruj się tym, że poznaliście swoich Rodziców.

13

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

dziewczyna kreowala sie na inna osobe ..jak dlugo mozna udawac...jesli sie nie spotkaacie, to nie ma czego zalowac, naprawde...na poczatku jest fascynacja i podoba sie innosc, ale przy wspolnym mieszkaniu ze soba ,czlowiek chcialy nadawac na tej samej fali...ile sie nasluchalam opowiesci o klotniach zwlaszcza gdy maja przyjsc goscie i trzskanie dtrzxwiami, wypad do mamusi, to standart...i teraz albo zaakceptujesz ja ze wszystkimi wadaami i dasami .., ciagle bedzie  sie pakowala, uciekala, wszczynala awantury, ciagla hustawka emocjonalna...albo daj sobie spokoj z nia....ja zyje z czlowiekiem  i nigdy nie wiem co bedzie, ustalamy cos a    za 2 h on robi zupelnie cos innego, w zasadzie to kazdy zyje swoim zyciem...brak slow..

14 Ostatnio edytowany przez bags (2012-11-20 21:05:53)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Chwytajżycie...

Ciche dni
- Nasz problem polega na tym, że po każdym sporze, X przestaje się do mnie odzywać. Milknie na trzy, cztery dni. Wypowiada tylko słowa niezbędne do wypełniania podstawowych czynności domowych. Potem, tak jakby ostrożnie zaczynają padać pierwsze dłuższe zdania, i po jakimś czasie nasze relacje wracają do normy. Ale... do następnego razu. Bardzo jest to dla mnie męczące - żalił się kiedyś Y, od 10 lat żonaty. Jeden rodzaj cichych dni wynika z chęci ukarania współmałżonka milczeniem. Jedno z małżonków obraża się i milczy. Rozumuje: skoro on ? czy ona - jest taki, to ja w ogóle się nie będę odzywać, szkoda słów, i tak do niego nie dotrze to, co mówię... U źródeł takiego zachowania leży poważne zranienie, uczucia skrzywdzenia, urażenia i poniżenia przeżywane powoli, długo zalegające w sercu. Powracające, podsycane i żywione. Zawzięte. Drugi rodzaj cichych dni jest wyrazem bezradności wobec konfliktu. Jedna strona milczy, gdyż boi się, że zostanie źle zrozumiana, że jej odezwanie się wywoła nową falę pretensji i agresji. Boi się odrzucenia. Często nie tylko nie potrafi wypowiedzieć, ale nawet nazwać w sobie tego, co czuje. Dlatego unika rozmowy. Ale to także ślepy zaułek porozumienia. Poczucie humoru jest ważne w rozładowywaniu napięcia we wzajemnych relacjach, ale nie może być jedyną receptą na ich uzdrowienie.
Skąd się biorą te trudności?
Różne są nasze cechy osobowości. Jedni z nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki. Słynne: ty znowu, ty zawsze, ty nigdy powstają najczęściej na bazie emocji. Na emocjonalność może nakładać się szybkość reagowania. Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Jedni z nas są bardziej wojowniczy, drudzy ? ugodowi. Jedni bardziej towarzyscy, inni ? separatywni. Wszystko są to cechy naszej osobowości, których predyspozycje przynosimy ze sobą na świat w genach. Cechy te są pierwotnie dobre, tylko nasza natura ludzka powoduje, że tak często te dobre cechy wykorzystujemy w sposób zły, prowadzący do konfliktów, napięć i niezgody. Warto zauważyć, że na przykład wojowniczość może być dobrze wykorzystywana, kiedy wspiera nas w wytrwałym dążeniu do celu i nie poddaniu się przeciwnościom. Ugodowość, dążenie do zgody, zdawać by się mogło niezwykle pożądana cecha, może być zagrożeniem więzi małżeńskiej, gdy jedna strona daje sobie, jak to się mówi, ?chodzić po głowie? i podporządkowuje się we wszystkim, nie zawsze zgodnym z miłością zachowaniom czy pomysłom współmałżonka. Słynne ?bycie od pantoflem? jest owocem nadmiernie ugodowego męża wobec wojowniczej i emocjonalnej żony. Doświadczenie mówi, że osoby, które szybko i gwałtownie reagują, i szybko im ?przechodzi?, maja skłonności do recydywy. Dotyczy to np. problemu wierności małżeńskiej, z którą te osoby mają czasem trudności. Natomiast ich łatwość przebaczania jest niewątpliwą zaletą. Z drugiej jednak strony osoby trzymające w sobie przezywane emocje długo, wyciągają na trwałe wnioski z popełnionych błędów, ale wypominanie współmałżonkowi popełnionych win, nieraz dawno przebaczonych, ciągnie się nieraz latami. I wreszcie jeszcze jedna z ? jakby biegunowych cech osobowości ? separtaywność i towarzyskość. Separatywny, a jeżeli jeszcze dodatku emocjonalny, ma trudność, niejako wrodzoną, z nawiązaniem kontaktu i trudniej mu pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Towarzyskiemu, dla którego więź z drugą osoba jest często ważniejsza niż ?racje? zdecydowanie łatwiej powiedzieć przepraszam.
Jak się pojednać?
Już z tego krótkiego przeglądu cech osobowości widać, że mamy odmienne predyspozycje, które w różny sposób wpływają na zdolność przebaczenia. Warto poznawać cechy swojej osobowości, rozpoznawać je.
Jednym z nas jest łatwiej, a innym trudniej podjąć rozmowę. ? On nie jest winny, tylko on jest inny ? odkryła jedna z naszych znajomych ? On inaczej przeżywa niż ja. I ja tego nie zmienię. Mogę tylko zmienić mój własny sposób reagowania. Mamy wrodzone cechy osobowości, które są nam dane, ale i zadane równocześnie. W jednych poczucie zranienia zalega długo i trudno im zapomnieć, przebaczyć. Oni szczególnie powinni pamiętać, by ?urazy chętnie darować?. Jednak jeśli sami popełnią coś, co nadweręży ich małżeńskie relacje i zrozumieją, to można im zaufać. Poprawa jest zazwyczaj trwała. U innych osób, gotowość przejścia, jak to się mówi, do porządku dziennego, nad nieporozumieniami, jest bardzo ważna w nawiązywaniu zerwanego kontaktu. Jednak, jak uczy psychologia, osoby te są skłonne do recydywy. Warto też, by ci, którym łatwo zrobić pierwszy krok w kierunku porozumienia, próbowali zrozumieć, że małżonkowi może być trudno zrobić to samo. Nie należy wtedy przyspieszać porozumienia ?na siłę?, ale pozwolić, by trudne uczucia spokojnie w nim wygasły. Warto też, by małżonkowie, u których trudne uczucia zalęgają długo, starali się ich nie żywić i nie podsycać. Szczególnie jeśli zarówno mąż jak i żona mają w tym kierunku skłonności. Zarówno mąż jak i żona w małżeństwie, które się tak ostro kłóciło, a potem zaraz szło pod rękę, o którym pisałem wyżej, byli wojowniczy, emocjonalni, ale ich emocje trwały krótko i szybko opadały. Natomiast u Wandy, w przeciwieństwie do Łukasza, zalegały długo.
Czy on jest winny?
Na trudności we wzajemnym porozumieniu w małżeństwie warto popatrzeć nie tyle od strony, że ten drugi jest winny, ale także, że ja nie potrafię reagować z miłością. Dlatego nad cechami osobowości, które są dane i zadane, warto pracować. Na tkwiących w nich szansach budować porozumienie, a pracować nad skłonnościami, które to porozumienie utrudniają. przy odkryciu naszej znajomej: On nie jest winny, on jest inny. Niech to nam pomoże nie tylko pokonać ciche dni, ale w ogóle popatrzeć na nowo na budowanie porozumienia w małżeństwie. Chodzi o to, że musimy przepracować w sobie w jaki sposób kształtujemy w sobie nasze pierwotne cechy osobowości. One nie są same w sobie ani dobre ani złe. Dobre lub złe jest dopiero to, co z nimi zrobimy. Jeżeli widzimy, że druga strona konfliktu ? mąż, czy żona ? podsyca, jak się nam zdaje swoje ?niedobre? skłonności, to popatrzmy na siebie: czy sami nie budujemy naszej postawy na własnych ?złych? skłonnościach. Jeżeli sami mamy skłonności do długiego trzymania uraz, zauważmy, że przeciąganie cichych dni nie jest naszą ?słuszną? decyzją, tylko raczej objawem własnej niedojrzałości osobowościowej. Zauważmy jednak, że jeżeli współmałżonkowi jest trudno i ?trzyma w sobie? dajmy mu spokój, tylko życzliwą postawa ułatwmy mu szybsze wydobycie się z tego zaułka. To jest problem odpowiedzialnej postawy każdego z nas za współmałżonka.
Separacja (rozstanie) jest okazją, aby popatrzeć krytycznie na siebie. Przyjrzeć się swoim wadom i zaletom, szansom i zagrożeniem swojego temperamentu, swoich cech osobowości. Nie jest bowiem możliwe pojednanie się ze sobą samym bez pojednania ze współmałżonkiem. Odkrycie słabości we własnym sposobie reagowania, odkrycie budowania własnych niechrześcijańskich reakcji na ?niewątpliwe winy? i ?złe cechy? współmałżonka, jest wystarczającym argumentem, by samemu pierwszemu dążyć do zgody, a nie wymuszać swoich racji. A jeżeli współmałżonek nie jest do tego jeszcze gotowy, to nie dlatego, że jest ?zły?, ale być może dlatego, że jest bardziej emocjonalny i ma predyspozycję do długiego trzymania w sobie przykrych emocji. Skłonność do długiego trzymania w sobie uczuć przy innej okazji może wykorzystać w bardzo dobry sposób, teraz jednak ma takie trudności z darowaniem urazy. To ode mnie zależy, czy pozwolę mu na to, czy też swoją wojowniczość wykorzystam w zły sposób, przeciwko niemu. Zwornikiem wszystkich cech osobowości jest przykazanie miłości Boga i bliźniego. Wszystkie swoje zachowania, sposób korzystania z naturalnych predyspozycji, jako katolicy, podporządkowujemy temu przykazaniu. Budujemy na nim miłość w naszych relacjach ma małżeńskich. Nie miejmy więc satysfakcji, jeżeli współmałżonek nas pierwszy przeprosi. To może być pozorne zwycięstwo, a może nawet własna porażka, bo nie udało się samemu pierwszemu wyjść ze swoich emocjonalnych i wojowniczych okopów. Niewątpliwie ten, kto pierwszy przeprasza, niezależnie od wagi win i błędów, wykazuje się pełniejszym przepracowaniem w sobie cech temperamentu. Oznacza, że bardziej przepracował je w duchu miłości Boga i bliźniego. Impuls do przeproszenia może wynikać z własnych predyspozycji psychicznych, z pogłębionej dojrzałości osobowości przepraszającego. Ważne jest, byśmy naprawdę wrócili do siebie pojednani. I żeby to pojednanie było trwałe, a ono też zależy od własnych predyspozycji i pracowania nad nimi...
Wszystko to wymaga zdolności do spojrzenia z dystansu na siebie samego, przepracowania w sobie własnych sposobów reagowania. Potrzebna jest świadomość swoich cech. Nikt jednak nie może powiedzieć: taki jestem i taki będę, tak mam. Każdy z nas jakoś ?ma? ale jest powołany do tego, by nad tym co ?ma? pracować w kierunku coraz większej miłości. Jesteśmy sobie w małżeństwie dani i zadani.
Tylko kropką nad ?i? jest stwierdzenie, że całe to ?przepracowywanie? w sobie predyspozycji swojej osobowości jest owocne jeżeli się poddajemy źródłu miłości: Bogu i Jego łasce. Każdy powrót do siebie w małżeństwie, każde odzyskanie siebie po kłótni, czy nawet zdradzie, to przeżycie na nowo sakramentu małżeństwa, to jak gdyby ponowne udzielenie go sobie nawzajem, ponowne potwierdzenie miłości jako postawy wierności w trudnościach i uczciwości we wspólnym budowaniu i odbudowywaniu więzi.

...tak po chłopsku o przypadku takim jak Twój w małżeństwie...
Artemida... chylę czoła za Twój elaborat. Święte słowa.

15

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Przeoczyłam jeszcze jeden wątek, informowanie jej o tym, że będziesz w kawiarni X do niczego nie prowadzi. Nawet jeśli przyjdzie, to nic tym ona nie zmieni. Ona jest taka, jaka jest. Sama Ci powiedziała, co jej nie pasuje : nie może palić, musi się kontrolować, uważać na to, co mówi,  musisz ją motywować, by ukończyła szkoły, by zdała prawo jazdy, ......i co jeszcze....... - czyli kim ona jest, atrapą dziewczyny, którą nigdy nie będzie.  A pamiętaj o tym, że prawdziwego jej oblicza jeszcze nie znasz, to są początki, a wtedy jest ponoć najfajniej, więc czego można spodziewać się później? Dobrze trzeba się poznać, zanim ,,wprowadzi"  się kogoś do własnego życia i rodziny.

16

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

jak jestes czlowiekiem na poziomie,duzo widzisz,a malo mowisz, to nie jestem pewna czy okielzasz ta dziewczyne.....trzeba szukac  dalej.....

17

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Mądra i wartościowa dziewczyna nigdy nie powinna doprowadzić do sytuacji, w której:
- mężczyzna będzie mógł poniżyć ją;
- ona sama się przed nim poniży;
- nie będzie panować nad swoimi emocjami;
- będzie dla niego niewiarygodna;
- będzie kimś, kim tak naprawdę nie jest;
- będzie opowiadać mu o ,,swoich byłych" lub próbować wydobywać  informacje od niego, na temat jego  byłych kobiet,
- odda mu ,, panowanie" nad swoim życiem.
To tylko niektóre cechy, które powinny być pożądane u współczesnych kobiet, niestety dzisiejsze czasy coraz częściej pokazują nam dokładnie to, o czym napisałeś.

18 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-20 23:53:01)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
gra1234 napisał/a:

dziewczyna kreowala sie na inna osobe ..jak dlugo mozna udawac...jesli sie nie spotkaacie, to nie ma czego zalowac, naprawde...na poczatku jest fascynacja i podoba sie innosc, ale przy wspolnym mieszkaniu ze soba ,czlowiek chcialy nadawac na tej samej fali...ile sie nasluchalam opowiesci o klotniach zwlaszcza gdy maja przyjsc goscie i trzskanie dtrzxwiami, wypad do mamusi, to standart...i teraz albo zaakceptujesz ja ze wszystkimi wadaami i dasami .., ciagle bedzie  sie pakowala, uciekala, wszczynala awantury, ciagla hustawka emocjonalna...albo daj sobie spokoj z nia....ja zyje z czlowiekiem  i nigdy nie wiem co bedzie, ustalamy cos a    za 2 h on robi zupelnie cos innego, w zasadzie to kazdy zyje swoim zyciem...brak slow..

Tak. O tym, że emocjonalnie jest chwiejna, to informowała mnie na samym początku. Pomyślałem, że razem to przejdziemy. Było kilka sytuacji, w których powiedziałem jej delikatnie że z pewnego jej zachowania było mi przykro -  to nie było nic poważnego, ona po tym płakała, mówiąc że mnie zawiodła, a ja jej mówiłem, że to nie tak poważna sprawa. Jednym słowem był kilka razy płacz z byle powodu, tak jakby ogromnie bała się, że jak jeszcze raz będzie mi przykro to z niej zrezygnuję. Rzecz w tym, że nie dawałem jej powodów by tak myślała.

Ta jej obawa, że nie sprosta moim wymaganiom mogła się wziąć w znacznej różnicy co do inteligencji i wykształcenia, dla mnie to nie było istotne bo nie szukałem pani profesor tylko kobiety z sercem.

Martwiło mnie też od pewnego momentu jej brak samodzielnych decyzji po kłótni, zawsze radziła się mamy, pod której była wpływem.

Nie wiem czy w tym co teraz napiszę jest jakaś ukryta prawda o jej charakterze ale gdy na początku zapytałem ogólnie dlaczego jej związki się kończyły, powiedziała, że była za dobra dla tych facetów...
Czy tylko ja widzę tu podobieństwo w mojej relacji z tą dziewczyną?

19 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-21 00:03:34)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
gra1234 napisał/a:

jak jestes czlowiekiem na poziomie,duzo widzisz,a malo mowisz, to nie jestem pewna czy okielzasz ta dziewczyne.....trzeba szukac  dalej.....

Łatwo powiedzieć, włożyłem tyle energii w ten związek, musiałem przegryść w sobie historie z przeszłości, a teraz trudno mi od tak zrezygnować.

Ale jak napisałem,  okres rozłąki to dla mnie przemyślenia, niejednoznaczne jednak.

Znam jednak swą wartość i nie zamierzam się płaszczyć.

20

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Przeoczyłam jeszcze jeden wątek, informowanie jej o tym, że będziesz w kawiarni X do niczego nie prowadzi. Nawet jeśli przyjdzie, to nic tym ona nie zmieni. Ona jest taka, jaka jest. Sama Ci powiedziała, co jej nie pasuje : nie może palić, musi się kontrolować, uważać na to, co mówi,  musisz ją motywować, by ukończyła szkoły, by zdała prawo jazdy, ......i co jeszcze....... - czyli kim ona jest, atrapą dziewczyny, którą nigdy nie będzie.  A pamiętaj o tym, że prawdziwego jej oblicza jeszcze nie znasz, to są początki, a wtedy jest ponoć najfajniej, więc czego można spodziewać się później? Dobrze trzeba się poznać, zanim ,,wprowadzi"  się kogoś do własnego życia i rodziny.

Tak, na przyszłość będę odwlekał moment zapoznania z rodziną.
Z drugiej strony, nigdy nie dowiemy się na ile już znamy daną osobę, rok, a może dwa - uczucia to nie matematyka, przecież.

21

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

"Tak. O tym, że emocjonalnie jest chwiejna, to informowała mnie na samym początku."

Szacunek... ale czy do końca???

"...ona po tym płakała, mówiąc że mnie zawiodła, a ja jej mówiłem, że to nie tak poważna sprawa...
Ta jej obawa, że nie sprosta moim wymaganiom...
...gdy na początku zapytałem ogólnie dlaczego jej związki się kończyły, powiedziała, że była za dobra dla tych facetów...
Czy tylko ja widzę tu podobieństwo w mojej relacji z tą dziewczyną?"

To w końcu jak???
Nie sprostała Twoim wymaganiom czy była też i za dobra dla Ciebie???
Sprzeczność goni sprzeczność.

A to:
"Martwiło mnie też od pewnego momentu jej brak samodzielnych decyzji po kłótni, zawsze radziła się mamy, pod której była wpływem."

Jednym słowem byłeś członkiem toksycznego trójkąta, skoro była "pod dyktandem" matki... wiem coś o tym z autopsji.

"Łatwo powiedzieć, włożyłem tyle energii w ten związek, musiałem przegryść w sobie historie z przeszłości, a teraz trudno mi od tak zrezygnować. Ale jak napisałem,  okres rozłąki to dla mnie przemyślenia, niejednoznaczne jednak."

Tu mogę Ci rękę podać na gest poparcia... to samo robiłem i robię...

22

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Przeoczyłam jeszcze jeden wątek, informowanie jej o tym, że będziesz w kawiarni X do niczego nie prowadzi. Nawet jeśli przyjdzie, to nic tym ona nie zmieni. Ona jest taka, jaka jest. Sama Ci powiedziała, co jej nie pasuje : nie może palić, musi się kontrolować, uważać na to, co mówi,  musisz ją motywować, by ukończyła szkoły, by zdała prawo jazdy, ......i co jeszcze....... - czyli kim ona jest, atrapą dziewczyny, którą nigdy nie będzie.  A pamiętaj o tym, że prawdziwego jej oblicza jeszcze nie znasz, to są początki, a wtedy jest ponoć najfajniej, więc czego można spodziewać się później? Dobrze trzeba się poznać, zanim ,,wprowadzi"  się kogoś do własnego życia i rodziny.

Spotkanie w tej kawiarni, to dla mnie decydujący moment. Chcę zaobserwować jej postawę.

Jeśli się pojawi i będzie nadal w niej złość, obojętność , to nie ma sensu nic dalej robić, do tanga trzeba dwóch osób, z których każda weźmie część winy na siebie, gdy 9 listopada z nią rozmawiałem, nie widziałem aby czuła się winna za to, że wulgarnie się odniosła i pojechała do mamy.

Z drugiej strony może przemyślała sprawę i inaczej się zachowa, to się okaże.

23

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Niezależnie od wszystkiego jak to się dalej potoczy,  dzięki temu, że napisałem tutaj, jest mi lżej - dziękuję Wam, za posty. Na pewno poinformuję o tym co się wydarzyło (lub nie ) pod koniec listopada.

24

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Nie przywiązywałabym aż tak wielkiego znaczenia do tego spotkania w kawiarni, gdyż to może być kolejna sytuacja- imitacja. Według mnie masz już wystarczającą ilość danych, których ocena należy do Ciebie. To, jak ona się zachowa chyba zależy od wielu czynników, a w miłości (tej prawdziwej) wszystko powinno być proste. Musisz spojrzeć na to całościowo.

25

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Wypowiedź kobiety, że była zostawiana przez facetów, bo była za dobra źle o niej świadczy.  ,,Za dobra" w tym wypadku ja interpretuję jako ,,za głupia". Osobiście znam kobiety i ich relacje z mężczyznami, które często określają siebie jako za ,,dobre" a po głębszej analizie sytuacji okazuje się, że bardziej zbłaźnić się już nie można. Profesorką to chyba ona raczej  nie będzie, ale dziewczyną z ,,sercem" też nie. Jeśli piszesz, że takowej szukasz, to wiesz w czym tkwi sens. Dziewczyny z sercem nie spotyka się ot tak. To musi być wyjątkowa dziewczyna a zarazem mądra dziewczyna, inteligentna, oczytana, kulturalna, radząca sobie w życiu, mająca pasje i znająca swoją wartość. No, ale takich coraz mniej. A tu mamy do czynienia z dziewczyną ,,chaosem": palącą, może i pijącą, rozchwianą emocjonalnie, używającą wulgaryzmów, która funduje Ci takie i inne niespodzianki. Wygląd i seks nie wystarczy, by ułożyć sobie ,,normalne" życie, w dzisiejszych czasach te dwie ,,rzeczy" da Ci każda, ale innych w sensie pozytywnym już nie. Warto się nad tym zastanowić.

26

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Wypowiedź kobiety, że była zostawiana przez facetów, bo była za dobra źle o niej świadczy.  ,,Za dobra" w tym wypadku ja interpretuję jako ,,za głupia". Osobiście znam kobiety i ich relacje z mężczyznami, które często określają siebie jako za ,,dobre" a po głębszej analizie sytuacji okazuje się, że bardziej zbłaźnić się już nie można. Profesorką to chyba ona raczej  nie będzie, ale dziewczyną z ,,sercem" też nie. Jeśli piszesz, że takowej szukasz, to wiesz w czym tkwi sens. Dziewczyny z sercem nie spotyka się ot tak. To musi być wyjątkowa dziewczyna a zarazem mądra dziewczyna, inteligentna, oczytana, kulturalna, radząca sobie w życiu, mająca pasje i znająca swoją wartość. No, ale takich coraz mniej. A tu mamy do czynienia z dziewczyną ,,chaosem": palącą, może i pijącą, rozchwianą emocjonalnie, używającą wulgaryzmów, która funduje Ci takie i inne niespodzianki. Wygląd i seks nie wystarczy, by ułożyć sobie ,,normalne" życie, w dzisiejszych czasach te dwie ,,rzeczy" da Ci każda, ale innych w sensie pozytywnym już nie. Warto się nad tym zastanowić.

'Netproblemy' dziękuję za cenne uwagi.  Pamiętam taki moment, 2gie spotkanie gdzie usłyszałem, o tych byłych, też inne głupstwa na swój temat palnęła, po tym spotkaniu pomyślałem to nie jest dziewczyna dla Ciebie. Ale fakt, fizycznie mnie do niej ciągnęło, ona zaczęła zabiegać i tak dalej poszło. 
Fakt różnicy intelektualnej, środowisk z których pochodzimy, słownictwo - pomyślałem jak prawdziwa miłość, to nie powinno to stanowić przeszkody.

Ponieważ raz już mi się rodzina rozpadła, wiele mnie to nauczyło i traktowałem ją jak najlepiej potrafiłem.
Może tak bardzo pragnąłem mieć tę rodzinę,  chciałem dać szansę relacji, że na pewne rzeczy nie zwróciłem uwagi. Teraz wiem, że na początku gdy miałem wątpliwości odnośnie jej, trzeba było nie wchodzić w tę relację.
Ale cóż takie życie, uczucia, emocje, pociąg fizyczny - łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać.

27

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Nie wszyscy zasługują na to, by traktować ich tak samo. Rozkład rodziny dla każdego jest przeżyciem, tym bardziej powinieneś być bardziej ostrożny. Mądra i przyzwoita dziewczyna nie pozwoli sobie na zamieszkanie u mężczyzny po tak krótkim czasie znajomości, choćby nie wiadomo, jak bardzo tego  chciała. Znam przypadki, że nawet po 2 tygodniach (oczywiście klapa na całej linii, nie mogą patrzeć na siebie). Jeśli chodzi o seks, to z tym też trzeba uważać. Szybko dające zazwyczaj zabiegają o mężczyzn, a powinno być odwrotnie. To facet ma wypracować tę drogę i dobrze jest jeśli mu się odmówi (nawet kilka razy), jak ma kochać to poczeka. Niestety kobiety są zbyt łatwe (oczywiście nie wszystkie), myślą, że jak wskoczą facetowi do łóżka to mają przewagę. Ja odbieram to zupełnie inaczej, dają się wykorzystywać.

28

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

........a szybko dążą do seksu, bo same nie mają nic więcej do zaoferowania. Godziny spędzone w łóżku na mizianiu (fajne!)...,  czas spędzacie w miłej atmosferze, a tu umykają pewne rzeczy bardziej istotne - poznanie osobowości drugiej połówki. Myślę, że różnice społeczne, intelektualne i inne, są bardzo ważne przy doborze odpowiedniego kandydata na potencjalnego partnera życiowego. Zapominamy o tym, dlatego tyle jest rozwodów.

29

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
chwytajzycie napisał/a:

Czy oczekiwanie od partnera tego aby przemyślał swe słowa zanim wypowie bo ranią to mega-wymaganie?
Uważam, że doza empatii jest potrzebna. Nie raz ugryzłem się w język z myślą aby nie robić jej przykrości.

Ha, tu mnie masz. Nie mogłabym być z kimś, kto chlapie ze złością jak ja. Kiedyś taka nie byłam, nauczyłam się odszczekiwać i ranić przy exie - musiałam odpowiadać ciosem na cios, bo inaczej byłabym tylko workiem treningowym (a tak byłam partnerem do sparingu, koszmar). Nie jest łatwo to w sobie wykorzenić. Zaprawdę, powiadam, ciężka droga za mną i kawał spory jeszcze przede mną.

To jest tak: Ty jesteś spokojniejszy, reagujesz wolniej i ZDĄŻYSZ się ugryźć w język. A ja: "co w sercu to na widelcu". Podobnie jak Twoja dziewczyna. Ja NIE ZDĄŻĘ. Nie ma szans. Muszę pracować ZUPEŁNIE INACZEJ. Muszę umieć NIE GENEROWAĆ W SOBIE ZŁYCH UCZUĆ. Bo jak będą, dadzą się zauważyć. Każdy je zauważy, niestety. Klient także. I przechodzień.

Gdy próbowałam wypracować coś podobnego do "ugryzienia się w język", też  wybuchałam. Tyle, że do środka. I od tego chorowałam. Całkiem prawdziwie, z poważnym leczeniem. Długo myślałam, że nikt ze mną nie wytrzyma, dopóki nie stanę się zupełnie święta. Gdy się z tym pogodziłam, znalazł się mocny zawodnik.

I teraz: zostałam wychowana w domu, gdzie tata przeklinał słowem "cholera" i jak tym chlapnął przy dzieciach, to zgroza po prostu, obciach, wstydził się przed Mamą i przed nami. Mama mówiła najwyżej "choroba" - gdy była strasznie, przeokropnie zła. A gdy powiedziała "choroba jasna"... Uch... Lepiej było zejść jej z oczu. Uderzyłaby? Skąd! Ale by zmarszczyła brwi. Albo - co gorsza - byłaby smutna.

Więc ja bardzo rzadko bluzgam. Gdy jestem wściekła, zwykle wrzasnę: obudź się! Nie bądź głupi! Nie bądź takim wrednym ryjem! Co mi tu wciskasz ciemnotę małpo wredna! Nic do ciebie nie dociera?! Itp. Albo trzasnę drzwiami... Wstyd, wiem. Zwłaszcza, że gdy sytuacja się wyjaśni, okazuje się, że Kochany nigdy, przenigdy nie miał złych zamiarów wobec mnie ani nie postąpił głupio.

Ona - być może - wyrastała w środowisku, w którym mężczyzna do kobiety zwracał się per szmato, k..., dz... I dla niej takie słowa, prymitywne zachowania są naturalne.  Jej nie podrzuca, gdy ktoś w przerwie na oddech mówi k..., ch... Dla niej to normalny język. A tu pojawia się ktoś ze swoim (w jej mniemaniu) ą i ę, bułkę przez bibułkę. Ona próbuje się kontrolować, ale w ten sposób traci energię. I czuje się zagrożona, więc łatwiej ją wyprowadzić z równowagi.

[Proszę Moderację o pozostawienie tekstu w takiej postaci, z wykropkowanym przekleństwami; ich usunięcie sprawi, ze straci on - tekst - na przejrzystości]

Ktoś napisał, że łatwiej się porozumieć ludziom o innej narodowości, ale z tej samej sfery, niż pochodzących z różnych klas. Może to prawda, może nie - nie badałam zjawiska szczegółowo. Ale wiem, że trzeba się dobrze poznać ZANIM się zacznie seks. Żeby WIDZIEĆ a nie wyobrażać sobie partnera będąc jakby na rauszu.

Ktoś wyżej pisał, że nie należy razem zamieszkać zbyt szybko. A ja zamieszkałam z Kochanym bardzo szybko - po kilku spotkaniach. Ale... Bez seksu. Widziałam jakie ma nawyki, jaki jest na co dzień. On widział, jaka jestem ja. Poznawaliśmy się. Rozmawialiśmy nieustannie, wciąż byliśmy razem. Razem gotowaliśmy, robiliśmy zakupy, razem wyrzucaliśmy śmieci! Po jakimś czasie zdecydowałam, że czas rozwinąć relację. Zrobiliśmy badania, oboje. Poczekaliśmy na wyniki. A potem na nastrój. I dopiero wtedy był seks. Dopiero gdy sprawdziliśmy, że mamy podobne priorytety, język, zapatrywania w istotnych sprawach. Dopiero, gdy sprawdziliśmy, że możemy być serdecznymi przyjaciółmi.

Czy widzisz w niej przyjaciółkę? Gdyby się okazało, że o seksie nie ma mowy, spotykałbyś się z nią? Dla rozmów, bliskości... Wybrałbyś ją, nawet gdyby była asem?

Bags, dzięki za miłe słowa.

30

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

...wracają wspomnienia, dziś miałem sen...ehhh chciałbym już, żeby to był ten dzień spotkania, kiedy wszystko się okaże.  Są dni kiedy 3mam się dobrze, ale przychodzi czasem taki dzień jak dziś. Ona oczywiście się nie odzywa.

31

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Nie wszyscy mogą być ze sobą. Jak dla mnie sprawa jest oczywista. Toksyczny związek, po co? Chyba, że lubicie takie zabawy..., ale to nie prowadzi do niczego dobrego - film ,,Big love". Wcześniej, czy później to siądzie. To tylko kwestia czasu. A emocje zarówno te pozytywne, jak negatywne dają się we znaki, trzeba to przetrwać, ludzie już tak mają.

32

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Nie wszyscy mogą być ze sobą. Jak dla mnie sprawa jest oczywista. Toksyczny związek, po co? Chyba, że lubicie takie zabawy..., ale to nie prowadzi do niczego dobrego - film ,,Big love". Wcześniej, czy później to siądzie. To tylko kwestia czasu. A emocje zarówno te pozytywne, jak negatywne dają się we znaki, trzeba to przetrwać, ludzie już tak mają.

Zapewne jest tak, jak piszesz - za jakiś czas, tygodnie, miesiące? Spojrzę na to zupełnie inaczej, jak na razie wspomnienia dają górę:(

33

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
Artemida napisał/a:
chwytajzycie napisał/a:

Czy oczekiwanie od partnera tego aby przemyślał swe słowa zanim wypowie bo ranią to mega-wymaganie?
Uważam, że doza empatii jest potrzebna. Nie raz ugryzłem się w język z myślą aby nie robić jej przykrości.

Ha, tu mnie masz. Nie mogłabym być z kimś, kto chlapie ze złością jak ja. Kiedyś taka nie byłam, nauczyłam się odszczekiwać i ranić przy exie - musiałam odpowiadać ciosem na cios, bo inaczej byłabym tylko workiem treningowym (a tak byłam partnerem do sparingu, koszmar). Nie jest łatwo to w sobie wykorzenić. Zaprawdę, powiadam, ciężka droga za mną i kawał spory jeszcze przede mną.

To jest tak: Ty jesteś spokojniejszy, reagujesz wolniej i ZDĄŻYSZ się ugryźć w język. A ja: "co w sercu to na widelcu". Podobnie jak Twoja dziewczyna. Ja NIE ZDĄŻĘ. Nie ma szans. Muszę pracować ZUPEŁNIE INACZEJ. Muszę umieć NIE GENEROWAĆ W SOBIE ZŁYCH UCZUĆ. Bo jak będą, dadzą się zauważyć. Każdy je zauważy, niestety. Klient także. I przechodzień.

Gdy próbowałam wypracować coś podobnego do "ugryzienia się w język", też  wybuchałam. Tyle, że do środka. I od tego chorowałam. Całkiem prawdziwie, z poważnym leczeniem. Długo myślałam, że nikt ze mną nie wytrzyma, dopóki nie stanę się zupełnie święta. Gdy się z tym pogodziłam, znalazł się mocny zawodnik.

I teraz: zostałam wychowana w domu, gdzie tata przeklinał słowem "cholera" i jak tym chlapnął przy dzieciach, to zgroza po prostu, obciach, wstydził się przed Mamą i przed nami. Mama mówiła najwyżej "choroba" - gdy była strasznie, przeokropnie zła. A gdy powiedziała "choroba jasna"... Uch... Lepiej było zejść jej z oczu. Uderzyłaby? Skąd! Ale by zmarszczyła brwi. Albo - co gorsza - byłaby smutna.

Więc ja bardzo rzadko bluzgam. Gdy jestem wściekła, zwykle wrzasnę: obudź się! Nie bądź głupi! Nie bądź takim wrednym ryjem! Co mi tu wciskasz ciemnotę małpo wredna! Nic do ciebie nie dociera?! Itp. Albo trzasnę drzwiami... Wstyd, wiem. Zwłaszcza, że gdy sytuacja się wyjaśni, okazuje się, że Kochany nigdy, przenigdy nie miał złych zamiarów wobec mnie ani nie postąpił głupio.

Ona - być może - wyrastała w środowisku, w którym mężczyzna do kobiety zwracał się per szmato, k..., dz... I dla niej takie słowa, prymitywne zachowania są naturalne.  Jej nie podrzuca, gdy ktoś w przerwie na oddech mówi k..., ch... Dla niej to normalny język. A tu pojawia się ktoś ze swoim (w jej mniemaniu) ą i ę, bułkę przez bibułkę. Ona próbuje się kontrolować, ale w ten sposób traci energię. I czuje się zagrożona, więc łatwiej ją wyprowadzić z równowagi.

[Proszę Moderację o pozostawienie tekstu w takiej postaci, z wykropkowanym przekleństwami; ich usunięcie sprawi, ze straci on - tekst - na przejrzystości]

Ktoś napisał, że łatwiej się porozumieć ludziom o innej narodowości, ale z tej samej sfery, niż pochodzących z różnych klas. Może to prawda, może nie - nie badałam zjawiska szczegółowo. Ale wiem, że trzeba się dobrze poznać ZANIM się zacznie seks. Żeby WIDZIEĆ a nie wyobrażać sobie partnera będąc jakby na rauszu.

Ktoś wyżej pisał, że nie należy razem zamieszkać zbyt szybko. A ja zamieszkałam z Kochanym bardzo szybko - po kilku spotkaniach. Ale... Bez seksu. Widziałam jakie ma nawyki, jaki jest na co dzień. On widział, jaka jestem ja. Poznawaliśmy się. Rozmawialiśmy nieustannie, wciąż byliśmy razem. Razem gotowaliśmy, robiliśmy zakupy, razem wyrzucaliśmy śmieci! Po jakimś czasie zdecydowałam, że czas rozwinąć relację. Zrobiliśmy badania, oboje. Poczekaliśmy na wyniki. A potem na nastrój. I dopiero wtedy był seks. Dopiero gdy sprawdziliśmy, że mamy podobne priorytety, język, zapatrywania w istotnych sprawach. Dopiero, gdy sprawdziliśmy, że możemy być serdecznymi przyjaciółmi.

Czy widzisz w niej przyjaciółkę? Gdyby się okazało, że o seksie nie ma mowy, spotykałbyś się z nią? Dla rozmów, bliskości... Wybrałbyś ją, nawet gdyby była asem?

Bags, dzięki za miłe słowa.

Czy widzę/widziałem w niej przyjaciółkę - bywało z tym różnie, na początku wspieraliśmy się.
Było mi przykro kiedyś, gdy byłem po operacji i musiałem leżeć dużo, był taki dzień gdzie pojechała do pracy nie zostawiając obiadu - dałem sobie radę. Jednak gdy o tym jej powiedziałem, stwierdziła ,przecież jesteś dorosły, możesz sobie zrobić'

Z tymi obiadami to generalnie był problem, ona traktowała to jak obowiązek- nie robiła tego z przyjemności. Ja miałem też inne obowiązki.

Bilans przyjaźni w tym związku jest taki że pomogłem, jej przejść wiele ważnych tematów m.in. szkoła, szukanie pracy.  Dziś widzę, że moje ważne wydarzenia albo robiłem sam, albo zaniedbałem.

Co do rozmów.... luźne rozmowy tak, głębsze - gorzej, różnica w inteligencji.

34

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Musisz sobie jakoś pomóc. Weź się w garść. Nie myśl, bo to błąd. Dzisiej jest czwartek, zajmij się czymś, co zwykle robisz tego dnia. Gdy będą dopadać Cię myśli, koncentruj się na tym, by je odsunąć, ale przestań myśleć!!! Bo nie warto! Szkoda Twojego zdrowia i energii.

35

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Przeczytałam Twoją odpowiedź na temat ,,przyjaźni" z tą dziewczyną i muszę zauważyć, że nie była ona nawet Twoją dobrą koleżanką, a co dopiero mówić o partnerstwie w związku. Przykład, który podałeś, wskazuje na to, że zmuszała się do wykonywania rutynowych obowiązków w normalnym związku ( z wyjątkiem seksu pewnie) - zastanów się dlaczego, na coś pewnie liczyła.............(odpowiedź musisz znać), czyli ma to wszystko gdzieś! Byłeś jej potrzebny, by odbić się od dna, praca, szkoła, może i kasa............(Ty to wiesz!). Byłeś po operacji!!! -  a ona (przez małe ,,o") potraktowała Cię, jak................! Obudź się, ona nie warta jest kopniaka w ...........!!!

36

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Daj sobie spokój z ,,tym czymś". Poznanie tej osoby było złe . Mam wrażenie, że to jedna z tych pustych dziewuch, których jest teraz pełno . Poznaj najpierw dobrze wnętrze, nie sugeruj się za bardzo ,,okładką" - choć to facetów przyciąga najpierw.

37

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

przypominam sobie i dziwie sie, jak to po  wspolnym zamieszkaniu dziewczyny ...nie bede tobie prala, obiad..przeciez masz zdrowe rece,w miare porzadek...jak sie nie podoba, sam sprzatnij...to tez o czyms swiasdczy...maz kolezanki  dostal zawal serca i zapasc poprzez jej chamskie odzywki przy dzieciach i sasiadach , aby ratowac swoje zycie ..doslownie..uciekl z tego domu i rozwiedli sie....a kolezanka dalej  klnie, i szuka mezczyzny...dlatego jak dziewczyna ma inklinacje do wulgaryzmow a za 5minut jakby nic sie stalo..ecie pecie.. to zly sygnal!!!!  jak kobieta wiaze nadzieje z dana znajomoscia, to serce spiewa, robota pali sie w rekach, co to za problem .obiad......az sie denerwuje co to bedzie???

38

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

A co ma być? Wielka klapa,.............., już jest!

39

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Chwytajzycie
Znalazłam Twój post z 2011 roku, jeśli dobrze myślę, to nie jest on o tej dziewczynie, o której teraz piszesz (nie czytałam dokładnie,ale tak mi się -wydaje, gdyż o tamtej piszesz jakoś cieplej, w każdym bądź razie inaczej).

40

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Chwytajzycie
Znalazłam Twój post z 2011 roku, jeśli dobrze myślę, to nie jest on o tej dziewczynie, o której teraz piszesz (nie czytałam dokładnie,ale tak mi się -wydaje, gdyż o tamtej piszesz jakoś cieplej, w każdym bądź razie inaczej).

Tak, tamto to odrębny temat.

41

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
gra1234 napisał/a:

przypominam sobie i dziwie sie, jak to po  wspolnym zamieszkaniu dziewczyny ...nie bede tobie prala, obiad..przeciez masz zdrowe rece,w miare porzadek...jak sie nie podoba, sam sprzatnij...to tez o czyms swiasdczy...maz kolezanki  dostal zawal serca i zapasc poprzez jej chamskie odzywki przy dzieciach i sasiadach , aby ratowac swoje zycie ..doslownie..uciekl z tego domu i rozwiedli sie....a kolezanka dalej  klnie, i szuka mezczyzny...dlatego jak dziewczyna ma inklinacje do wulgaryzmow a za 5minut jakby nic sie stalo..ecie pecie.. to zly sygnal!!!!  jak kobieta wiaze nadzieje z dana znajomoscia, to serce spiewa, robota pali sie w rekach, co to za problem .obiad......az sie denerwuje co to bedzie???

Co do wypowiadanych słów, wychodziła z założenia, że zawsze można przeprosić, do czego szybko dążyła.
Mówiła, nie lubię się kłócić... a chodziło m.in. o okres po kłótni, bo po którymś już razie, ja nie chciałem przyjmować słowa przepraszam, tak szybko...

42

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Czyli dobrze myślałam.
Pozdrawiam.

43

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

W tym wszystkim, co tutaj napisałeś brakuje odpowiedzi na zasadnicze pytanie w tym temacie, które zadała Ci Artemida: Gdyby się okazało, że o seksie nie ma mowy, spotykałbyś się z nią? Dla rozmów, ..........., ............. . Wybrałbyś właśnie ją?

44 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-24 10:31:39)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

W tym wszystkim, co tutaj napisałeś brakuje odpowiedzi na zasadnicze pytanie w tym temacie, które zadała Ci Artemida: Gdyby się okazało, że o seksie nie ma mowy, spotykałbyś się z nią? Dla rozmów, ..........., ............. . Wybrałbyś właśnie ją?

Tak, wiem, że to zasadniczy temat.  Z tym było tak, że mimo różnych środowisk i poziomów inteligencji, rozmawialiśmy na różne tematy, nie były to jakieś głębokie wywody, ot tak proste rozmowy.
Czasem w rozmowach przewijało się zdanie jej mamy, koleżanki, bratowej , tak jakby łatwo sugerowała się zdaniem innych, dodając rozchwianie emocjonalne (o czym sama powiedziała), pokazywało to jej niedojrzałość.
Mimo tego, taką ją zaakceptowałem. Ostatnie rozmowy po rozstaniu nie były już możliwe w normalnym tonie, bo ona była zła, klęła przez telefon.


Tak sobie myślę, gdzie ty miałeś wtedy rozum, jak ją poznawałeś. Ale serce nie sługa... Mozliwe, ze na początku ujęła mnie tym, że sama o mnie zabiegała...

Co do spotkania, w przyszły czwartek, to są dni gdy mam wątpliwości, co do jego sensu.
Innym razem myślę, aby zaproponować jej abyśmy zostali przyjaciółmi i zobaczyć czy to przetrwa, czy ona pokaże, że potrafi mi w czymś pomóc.

45

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Właśnie odpowiedziałeś Sobie na jedno z najważniejszych pytań w życiu człowieka.TY JEJ NIE KOCHASZ. Ty ją akceptujesz (a to ogromna różnica), może nawet lubisz ją tak sobie......., gdyby miała być tylko Twoją koleżanką,  może byłaby najgorszą z nich. Dobrze dla Ciebie i dla niej, że to sobie uświadomiłeś. W znajomości powinny być etapy : znajoma, koleżanka, przyjaciółka, Twoja dziewczyna (bez seksu), Twoja dziewczyna - rozwinięcie relacji, seks i branie też odpowiedzialności za to, że gdyby była w ciąży, to nie wyślesz ją na skrobankę. 

Za bardzo chciałeś mieć  przy sobie kobietę, a ona była ,,gotowcem do wzięcia od zaraz" ( przepraszam za ten zwrot, ale musiałam).
Nie kazała na siebie czekać,......., brać bo trafił się fajny facet. Pewnie wiedziała, że do siebie nie pasujecie, rozsądna dziewczyna przemyśli to, potrzebuje czasu, czasu i jeszcze raz czasu, bo myśli.  Mało tego stałeś się ,,przedmiotem" jej manipulacji,  rodziny i koleżanek.

Tak na marginesie, przeczytałam to z 2011. Czyli wiesz, że może być inaczej,  łakniesz jednak chyba fajnej dziewczyny. Aż tak się śpieszyłeś, że ,,coś" zgubiłeś.

46

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

,,Co do spotkania............, że potrafi mi w czymś pomóc". - po co?
Dlaczego coś ma Ci pokazywać? Niech lepiej znajdzie sobie faceta na swoim  poziomie, a Ty dziewczyny na swoim. Szukaj dalej, ale rozsądnie.

47

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Właśnie odpowiedziałeś Sobie na jedno z najważniejszych pytań w życiu człowieka.TY JEJ NIE KOCHASZ. Ty ją akceptujesz (a to ogromna różnica), może nawet lubisz ją tak sobie......., gdyby miała być tylko Twoją koleżanką,  może byłaby najgorszą z nich. Dobrze dla Ciebie i dla niej, że to sobie uświadomiłeś. W znajomości powinny być etapy : znajoma, koleżanka, przyjaciółka, Twoja dziewczyna (bez seksu), Twoja dziewczyna - rozwinięcie relacji, seks i branie też odpowiedzialności za to, że gdyby była w ciąży, to nie wyślesz ją na skrobankę.

Uwierz, że był czas, gdy byłem dla niej przyjacielem, gdy mówiła, że nikt nigdy tak jej nie traktował. Pomoc w szkole, obecność w trudnych dla niej momentach życiowych. Tak, był taki moment, że czułem, źe gdy mielibyśmy mieć teraz (wtedy) dziecko to nie traktowałbym tego jak złej nowiny.
Po czasie jednak, zbilansowałem to w czym ona mi pomogła, niewiele. Czasami czułem się jak jej ojciec, który ma jej pokazać na czym polega dorosłe życie.  Gdybym jej nie kochał to nie zaakceptowałbym jej zachowań.

netproblemy napisał/a:

Tak na marginesie, przeczytałam to z 2011. Czyli wiesz, że może być inaczej,  łakniesz jednak chyba fajnej dziewczyny. Aż tak się śpieszyłeś, że ,,coś" zgubiłeś.

Tak łaknę, bo mimo, źe potrafię czas sobie zorganizować, mam znajomych - to tęsknię za tym aby mieć prawdziwą rodzinę.

48

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

,,Co do spotkania............, że potrafi mi w czymś pomóc". - po co?
Dlaczego coś ma Ci pokazywać? Niech lepiej znajdzie sobie faceta na swoim  poziomie, a Ty dziewczyny na swoim. Szukaj dalej, ale rozsądnie.

Dlaczego, po co? A może dlatego, że mam naturę wojownika, łatwo się nie poddaję. Szkoda mi tak zostawić tamten czas, zazdroszczę tym, którzy z łatwością  zamykają związki grubą kreską.
A może dlatego, że mam już dosyć nieudanych relacji, chcę w końcu mieć tę Jedyną.

Czy coś ze mną jest nie tak?

49

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Czuję, że zły jesteś na tamtą, czyli nie jest Ci obojętna. Uważam, że trzeba było tylko na nią dłużej poczekać. Jeśli była taka, jak o niej piszesz, to czekała na konkretny Twój ruch ( wszystko zależy z jakiej rodziny pochodzi, jeśli z innej niż obecna, to chciała byś o nią choć trochę zawalczył).- za bardzo się wtopiłam w temat, ale tak to jest, gdy ma się zapalenie oskrzeli i jeszcze cały następny tydzień w domu, a potem praca, praca,.........,.............,...........!

50

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Z Tobą wszystko w porządku i to jak najlepszym. Jesteś konkretnym facetem, który wie, czego chce.

51 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2012-11-24 14:27:18)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Czuję, że zły jesteś na tamtą, czyli nie jest Ci obojętna. Uważam, że trzeba było tylko na nią dłużej poczekać. Jeśli była taka, jak o niej piszesz, to czekała na konkretny Twój ruch ( wszystko zależy z jakiej rodziny pochodzi, jeśli z innej niż obecna, to chciała byś o nią choć trochę zawalczył).- za bardzo się wtopiłam w temat, ale tak to jest, gdy ma się zapalenie oskrzeli i jeszcze cały następny tydzień w domu, a potem praca, praca,.........,.............,...........!

Wiesz co to nie jest złość na nią , może bardziej na to że za bardzo skupiłem się na niej niż na swoich rzeczach.
To dobra lekcja dla mnie, nie zapominać o swoich pasjach, choćby nie wiem co!

Co do dłuższego poczekania, to musiałem zerwać kontakt, gdyż przy jej obojętności, złości tylko bym się poniżał.

Konkretny ruch z mojej strony.... Było ich kilka i niewiele dały, ona się zablokowała, więc całkowite urwanie kontaktu było potrzebne.
Dla mnie ten okres ciszy to bilansowanie to było, na chłodno.  Jeszcze 2 tygodnie temu zrobiłbym wiele abyśmy byli razem, dziś już tak jej nie idealizuję - to mi było potrzebne.

Wiesz, z 2 giej strony, jeśli ta 3- tygodniowa cisza zabiła w niej uczucia, to nie będzie czego żałować...

Bardzo dobrze, że wtopiłaś się w temat, życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

52

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

I jeszcze jedno, gdybyście się akceptowali, to nie byłoby tych wszystkich kłótni, rozstań  i innych negatywnych sytuacji. Być może szukasz u  aktualnej dziewczyny tego, co miała tamta a za czym możesz tęsknić, nie uświadamiając tego sobie.

53

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Dziękuję, źle znoszę choroby, a najgorzej zbyt długie przebywanie w domu bez możliwości wyjścia.

54

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Coś wydarzyło się 2 tygodnie temu, że nie idealizujesz już tamtej?

55

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Zobacz z aktualną mieszkasz a tamta Ci nadal ,,siedzi' w głowie.

Też myślę, że nie musisz żałować, czas, przemyślenia - musisz nabrać dystansu do tego wszystkiego.

56

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Zobacz z aktualną mieszkasz a tamta Ci nadal ,,siedzi' w głowie.

Też myślę, że nie musisz żałować, czas, przemyślenia - musisz nabrać dystansu do tego wszystkiego.

Obecnie mieszkam  z psem:) , była tylko 1 kobieta.

57

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Jeśli dobrze rozumiem, to aktualna, czy jeszcze jakaś inna?

58

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Nie odpowiedziałeś jeszcze na kilka pytań, ale przedstawię Ci moje wnioski tej całej sytuacji:
- zerwałeś kontakt z ,,byłą", która cię ostro kręciła, ale nadal siedzi Ci w głowie;
-  skutkuje to tym, że w obecnej dziewczynie szukasz tamtej;
- efektem tego są m.in. nieporozumienia w obecnym związku - chciałbyś, żeby aktualna była, jak tamta, która na pewno ma wyższe wykształcenie  skoro pracuje z dziećmi i młodzieżą - stąd też zauważasz u nowej jej braki - intelekt, słownictwo, i inne;
- starasz się nową akceptować, ale widzisz, że ona jest niedojrzała, ma jakieś problemy emocjonalne ( ważne jest to, że powiedziała Ci to na samym początku, gdyż nie jest to wynikiem zazdrości o tamtą - nie wiem, czy ona o niej wie);
- nowa jest niezaradna życiowo - bardzo jej pomogłeś, i tu pełen szacunek ;
- nowa tak łatwo nie odnajdzie się (albo wcale), taką jaką byś Ty chciał - jej problemy emocjonalne mogą się wręcz nasilić;
-  zbyt różnicie się oboje - wywodzicie się z innych środowisk, może i warstw społecznych - nie wiem, jak ona funkcjonowała w Twoim środowisku - tu może dla niej być dodatkowo kolejny stres - awantury, rozpacz, bo nie sprosta;
- ponieważ nowa całkowicie sobie z tym nie radzi - włączyła w tą relację rodzinę, koleżanki, wspólnie wszyscy debatują nad Waszym losem - chore!!! - uwaga pali się czerwone światło!
To tylko niektóre przemyślenia tak w skrócie, obym się myliła w tym wszystkim, co napisałam.

59

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

- tamtą przestałeś idealizować, bo widzisz, że ta ma pełno wad, ale tamtej to nie zmieni, jest i tak na górze tego wszystkiego.
Pozdrawiam.

60

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

Nie odpowiedziałeś jeszcze na kilka pytań, ale przedstawię Ci moje wnioski tej całej sytuacji:
- zerwałeś kontakt z ,,byłą", która cię ostro kręciła, ale nadal siedzi Ci w głowie;
-  skutkuje to tym, że w obecnej dziewczynie szukasz tamtej;
- efektem tego są m.in. nieporozumienia w obecnym związku - chciałbyś, żeby aktualna była, jak tamta, która na pewno ma wyższe wykształcenie  skoro pracuje z dziećmi i młodzieżą - stąd też zauważasz u nowej jej braki - intelekt, słownictwo, i inne;
- starasz się nową akceptować, ale widzisz, że ona jest niedojrzała, ma jakieś problemy emocjonalne ( ważne jest to, że powiedziała Ci to na samym początku, gdyż nie jest to wynikiem zazdrości o tamtą - nie wiem, czy ona o niej wie);
- nowa jest niezaradna życiowo - bardzo jej pomogłeś, i tu pełen szacunek ;
- nowa tak łatwo nie odnajdzie się (albo wcale), taką jaką byś Ty chciał - jej problemy emocjonalne mogą się wręcz nasilić;
-  zbyt różnicie się oboje - wywodzicie się z innych środowisk, może i warstw społecznych - nie wiem, jak ona funkcjonowała w Twoim środowisku - tu może dla niej być dodatkowo kolejny stres - awantury, rozpacz, bo nie sprosta;
- ponieważ nowa całkowicie sobie z tym nie radzi - włączyła w tą relację rodzinę, koleżanki, wspólnie wszyscy debatują nad Waszym losem - chore!!! - uwaga pali się czerwone światło!
To tylko niektóre przemyślenia tak w skrócie, obym się myliła w tym wszystkim, co napisałam.

Netproblemy, widzę, że się pogubiłaś.  Nie ma żadnej byłej i aktualnej, z tamtą z przeszłości nigdy nie byłem.
Mój post dotyczy jednej relacji z 1 dziewczyną, na przestrzeni ostatnich 2 lat.

61

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Skoro się pogubiłam, to bardzo dobrze:). Jest mi lżej!

62 Ostatnio edytowany przez majusia (2012-11-25 12:42:38)

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?
netproblemy napisał/a:

........a szybko dążą do seksu, bo same nie mają nic więcej do zaoferowania. Godziny spędzone w łóżku na mizianiu (fajne!)...,  czas spędzacie w miłej atmosferze, a tu umykają pewne rzeczy bardziej istotne - poznanie osobowości drugiej połówki. Myślę, że różnice społeczne, intelektualne i inne, są bardzo ważne przy doborze odpowiedniego kandydata na potencjalnego partnera życiowego. Zapominamy o tym, dlatego tyle jest rozwodów.

Netproblemy,

A nie przyszlo ci do glowy ze niektore kobiety sie tak zachowuja bo chca tylko seksu? tak naprade kobiety az tak bardzo od facetow sie nie roznia.

I czesto spotykaja sie z kims tylko dla przyjemnosi i nie chca zwiazkow i nie oznacza, ze sa latwe. Nie lubie jak sie okresla kobiety latymi. Uprawiaja seks bo chca a nie dla tego ze sa latwe.

Co innego jak faktycznie ida do lozka tylko by komus zaimponowac, ale... nie oszukujmy sie nie tylko ida do lozka dla pozerstwa tylko dla przyjemnosci.

Czasy sie zmieniaja a najbardziej wlasnie kobiety...

Jak facet sypia codziennie z inna to jest bohater, nierozumiem tego ....

63

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Chwytajzycie,

Ta dzieczyna cie nie kocha, pewnie cie lubi i pewnie jestes dla niej wazny, ale cie nie kocha...

Wiem, ze jest to przykre bo sama musialam sobie to uswiadomic, jak mnie narzeczony zostawil...

Jak sobie to uswiadomisz to chociaz zaznasz spokoju i przestaniesz sie miotac i ''walczyc z wiatrakami''

64

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Majusia,

Oczywiście, że masz rację, może chciała tylko seksu. W naszej rozmowie nie podjęliśmy wszystkich aspektów, ale fajnie, że wniosłaś coś nowego, o to  właśnie tutaj chodzi - rzucić ,,światło" na całą sytuację i mechanizmy tej relacji. Każda opinia jest ważna - a zdania możemy mieć różne. Chwytajzycie, tak naprawdę nie wspominał o szczegółach tej relacji, przedstawił tylko skutki: ona nie wróciła do domu, lub była zła, i inne.........
Może w tej relacji miał być tylko seks................,- on nam tego nie powiedział, a to by wiele zmieniało - związek dla cielesnej przyjemności i tylko tyle ( mało konkretów).

65

Odp: Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

chwytajzycie wy niestety do siebie nie pasujecie i kiedyś to zrozumiesz.
Bo od Ciebie nie można wymagać że będziesz jej agresje tolerował, a od niej że się zmieni.
Ty nie tęsknisz za nią tylko ogólnie za kobietą. I uwierz mi, że znajdziesz taką, która zadba o dom, o Ciebie i o przyszłą rodzinę. Mieszkałeś z nią, ale mimo tego czułeś się jak byś mieszkał nadal sam (po operacji sobie obiad musiałeś gotować...) Ona kompletnie do Ciebie nie pasowała, a Ty do niej. Otrząśnij się po tym związku, bo będziesz się tylko niepotrzebnie obwiniał. Jej nie zmienisz i siebie też nie. Zasługujesz na kobietę, która da Ci prawdziwy dom, ciepło i miłość.

Posty [ 1 do 65 z 184 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie - co dalej z tym zrobić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026