Franiu...
Chciałabym, żebyś z jednego zdała sobie sprawę. Od przemocowca się ucieka. Nie walczy z nim. Skoro chcesz poczucia bezpieczeństwa dla swojej córki, nie tędy droga. Na nic ta walka. Ona Ciebie jedynie wyniszczy.
Wiesz... Ja jeszcze teraz zastanawiam się, dlaczego to wszystko mnie spotkało. I dochodzę coraz głośniej do wniosku, że sama sobie na to zasłużyłam. Bo.... To były moje wybory.
Byłam wtedy bardzo młodziutka. Miałam marzenia. O Domu. Teraz dostrzegam, że zapalały się tzw czerwone lampki. Ja je - zdaje się nie dostrzegając ich znaczenia, ignorowałam. A potem pewnie nie chciałam się wycofać, bo widziałam co zostawiłam za plecami (w rodzinnym domu). I uznałam, że lepsze to, co teraz. Że sobie jakoś poradzę, przetrzymam. Potem pojawiło się dziecko. I dla niego chciałam lepszego życia. A gdy chciałam się wycofać po latach, dostałam obuchem w twarz właśnie od dzieci.
Myślę sobie, że mój były być może nie byłby taki, jakim się okazał. Że to moja osoba, moje zachowanie, wyzwoliło w nim jego drugie "ja". Bo ponoć każdy z nas ma swoja mroczną stronę. I właśnie świadomość, że mogłam działać na niego jak przysłowiowa płachta na byka, powoduję, że czuję się winna. Jego straconych lat (bo takie zarzuty też usłyszałam), zafundowanych dzieciom przeżyć. Próbuję tę winę umniejszyć w sobie. Bo przecież on też wyborów dokonywał. Takich a nie innych. Powolutku małymi kroczkami próbuje się z ty uporać.
Nie walcz. Pójdź swoja drogą. Daj wiarę, że można utrzymać się za te pieniądze, którymi dysponujesz. Mam te same co miesiąc i dwójkę dzieci na utrzymaniu. Żadnych alimentów póki co na razie. Poszukaj mieszkania nie na wolnym rynku a bezpośrednio gdzieś u zarządcy nieruchomości. Tam będziesz miała czynsz o wiele niższy. Da się wszystko ogarnąć. Ja zaczynałam wszystko od zera w wieku 40-stu lat. Sama. Bez niczyjego wsparcia. Ty masz rodzinę.
Złość i poczucie skrzywdzenia, które w sobie nosisz do niczego Ciebie nie doprowadzi. Przesiąkniesz tym tak, że się zatracisz. Spójrz na swoje dziecko. Czy tego właśnie chcesz?
Bo walka jaką próbujesz toczyć to niekoniecznie uniesiona głowa Franiu...