GGac,
moim zdaniem przyczyna Twych problemów tkwi w szukaniu szczęścia na zewnątrz, co powoduje nieustanne porównywanie i negatywne ocenianie własnych możliwości, własnych perspektyw. A jednocześnie goniąc za tymi zewnętrznymi oznakami szczęścia i zadowolenia zapominasz o tym, co najważniejsze. O własnym rozwoju. O pielęgnowaniu swoich zainteresowań i pasji. O zauważaniu i cieszeniu się drobiazgami. O byciu pogodnym człowiekiem.
W swoim, niezbyt krótkim, życiu spotkałam się z ludźmi znacznie starszymi ode mnie, a pełnymi pasji, zainteresowań, bardzo pogodnymi. I były wśród nich osoby od wielu lat schorowane i niesprawne ruchowo, ale ze świeżym umysłem. Wzorem jest dla mnie przemiła kobieta mająca ponad 80 lat (ja wtedy byłam smarkulą, niespełna 16-letnią): otyła, niechodząca, nie wychodząca z domu, niezamożna pod względem materialnym, tzw. samotna (bez męża i dzieci), a pogodna, życzliwa, pełna pomysłów na swoje życie i ciągle rozwijająca swe zainteresowania (w wieku 80 lat rozpoczęła kurs języka esperanto, bo znajomość 5 języków była wg niej niewystarczającą). I spotkałam się z osobami, które wg metryki miały lat 25-30, były zdrowe, miały wymarzoną pracę, fajnego męża, dzieci, przyjaciół, pieniądze, własne mieszkanie, a ze sposobu bycia, zgorzknienia, poglądów były zgrzybiałymi staruszkami.
Bardzo dużo zależy od naszego nastawienia, od tego, na co nastawiamy swoje antenki. Na pozytywy, czy na negatywy. To, czy mówimy o szklance napełnionej do połowy wodą, że jest w połowie pusta, czy że jest do polowy pełna. Na szczęście, bycie szczęśliwym nie jest obowiązkowe.
Jeśli decydujesz się na zmianę swego sposobu życia, bycia, myślenia, patrzenia, zacznij zauważać i może każdego wieczoru zapisywać sobie w notesie przyjemne rzeczy, które były Twoim udziałem. Takie drobiazgi. To, że świeci słońce, że ktoś się do Ciebie uśmiechnął, że Ty się uśmiechnąłeś. Zadowolenie składa się z takich poskładanych drobiazgów.