Nikt nie może ustrzec się tego tematu, śmierć dosięgnie każdego z nas, a często niestety jeszcze za życia, mam na myśli śmierć bliskiej osoby. Nie da się opisać słowami tego, co czuje osoba, która kogoś straciła... wiedzą to wszyscy ci, którzy kogoś stracili. jest taka strona http://smierc.org która mi się przypomniała po czytaniu tych wszystkich przykrych słów. zobaczcie. i co o niej myślicie?
456 2012-02-19 10:35:34 Ostatnio edytowany przez psychot (2012-02-19 13:46:28)
Podobne tematy
Nikt nie może ustrzec się tego tematu, śmierć dosięgnie każdego z nas, a często niestety jeszcze za życia, mam na myśli śmierć bliskiej osoby. Nie da się opisać słowami tego, co czuje osoba, która kogoś straciła... wiedzą to wszyscy ci, którzy kogoś stracili. jest taka strona smierc.org która mi się przypomniała po czytaniu tych wszystkich przykrych słów. zobaczcie. i co o niej myślicie?
Uważam,że jest beznadziejna. Odpowiadasz na 41 pytań, potem chcą 3 zl za to co zostało stwierdzone czysto hipotetycznie i przez pseudospecjalistów. Znajdż taką stronę, gdzie taki test jest ZA DARMO. Nie wchodźcie na to, szkoda czasu, a na pewno pieniędzy.
Samobójstwo przez powieszenie świadczy moim zdaniem o dużych problemach psychicznych. Może rozejrzyjmy się dookoła i popatrzmy uważnie na osoby wokół siebie.Czasem wystarczy jakieś dobre słowo,rada,uśmiech.To przerażające,że tyle ludzi potrzebuje pomocy!
Samobójstwo przez powieszenie świadczy moim zdaniem o dużych problemach psychicznych. Może rozejrzyjmy się dookoła i popatrzmy uważnie na osoby wokół siebie.Czasem wystarczy jakieś dobre słowo,rada,uśmiech.To przerażające,że tyle ludzi potrzebuje pomocy!
Jesteśmy tak zabiegani i zaabsorbowani sobą,że nie dostrzegamy problemów innych ludzi... Zdałam sobie wczoraj z tego sprawę,wracalam pociągiem, pan siedzący na przeciwko momentami płakał, za chwilę przestawał. Nie odezwałam się do niego, nie wiem jak mam się zachować w takiej sytuacji, dlatego nie zrobiłam nic. Po przyjściu do domu pomodliłam się za niego, może choć w ten sposób pomogę.
mój mąż też niewiele ponad miesiąc temu odebrał sobie zycie ..
jeżeli ktos chciałby ze mna pogadac to moje gg41707660
Ludzie popełniają samobójstwa, gdy już nie mają siły do życia, są nim zmęczeni, nie widzą możliwości poprawy tego życia-powody takiego stanu rzeczy mogą być różne, a decyzja uwarunkowana jest wieloma czynnikami, które zależą od naszej wrażliwości, charakteru i długości destrukcyjnego dla naszego organizmu procesu, zależy ile taki stan rzeczy po prostu się utrzymuje, czym dłużej tym gorzej.
Często wystarczy zwykły uśmiech, spytanie czy wszystko gra, podanie ręki do drugiego człowieka, bo w końcu nie mamy pojęcia co dzieje się u niego w środku i to już poprawia mu nastrój, skłania do refleksji, ze może jeszcze z nim lub ze światem nie jest jeszcze tak źle, często też wystarczy chwilę się zatrzymać i po prostu dać człowiekowi się wygadać, aby nie czuł się samotny...Samotność, to straszne słowo, tym bardziej, ze owe zjawisko jest czymś tak powszechnym i częstym w dzisiejszym świecie.
charlotte1108, bardzo dobrze, że się pomodliłaś, ale następnym razem, po porostu zapytaj czy nie możesz jakoś pomóc, czy nie chciałby ten ktoś Tobie wygadać, tyle, nie wolno się wstydzić czy nie wiedzieć jak się zachować, bo to chyba oczywiste!
Oczywiście oprócz modlitwy;)
Mój kolega powiesił sie w sylwestra rano
Widocznie było coś , jakis powód , moze mial jakis problem
Niektórym moze sie wydawac ze ktos wiedzie szczesliwe zycie /jest młody ,zdrowy, ma przyjaciół, ale o problemie moze nie wie nikt tylko "samobójca" , no własnie : w rzeczywistosci jest zupełnie inaczej
Ja wiele razy słysze od ludzi ze jestem mloda, niczego mi nie brakuje ,ze mi zazdroszczą a tymczasem mam problem z którego oni sobie nie zdaja sprawy ,jest mi źle totalnie.
Jest wiele rzeczy o których poprostu nie wiemy
mój mąz nie chciał się wygadać dusił wszystko w sobie.. widziałam że strasznie się odizolował ode mnie i od dzieci ale rozmawiać nie chciał. raz tylko powiedział dwa tygodnie wcześniej że pęknie i zrobi coś głupiego.. ale na moje pytania nie reagował, nie chciał iść do lekarza nie chciał w żaden sposób się ratować.. nie rozumiem tego...
minąl już cały miesiąc i ja coraz mocnej czuję jego brak a to dopiero też myśle że poczatek tej tęsknoty.. do tej pory żyłam jak w jakimś transie tyle rzeczy było do załatwienia...
mój mąz nie chciał się wygadać dusił wszystko w sobie.. widziałam że strasznie się odizolował ode mnie i od dzieci ale rozmawiać nie chciał. raz tylko powiedział dwa tygodnie wcześniej że pęknie i zrobi coś głupiego.. ale na moje pytania nie reagował, nie chciał iść do lekarza nie chciał w żaden sposób się ratować.. nie rozumiem tego...
minąl już cały miesiąc i ja coraz mocnej czuję jego brak a to dopiero też myśle że poczatek tej tęsknoty.. do tej pory żyłam jak w jakimś transie tyle rzeczy było do załatwienia...
Moj tata też coś przebąkiwał, ale nie potraktowałyśmy tego poważnie z mama... Nigdy nie miał problemów z psychiką, nie było nigdy żadnych prób.Jeszcze święta. Każde następne będą miały w sobie tęksnote i gorycz.
Masz dzieci?? Jeśli tak, to one osłodzą Ci Twoje życie, dla Was życie toczy się dalej, macie szanse być kiedyś naprawde szczęśliwi mimo tej trwałej rany na serduszku. Jeśli nie masz, możesz poczuć się samotna i bezsilna, ale Ty też kiedyś będziesz szczęśliwa, Twoje życie nie kończy się,a dopiero zaczyna.Od nowa. Będzie ciężko,ale masz szanse coś zmienić. Oni już nie,żałują tego co zrobili, ponieważ taka decyzja jest nieodwracalna.
Witam. Piszę, bo nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Świat mi się zwalił na głowę i nie widzę już sensu dalszego życia...
Moj chłopak (25 lat, ja mam 23) odebrał sobie życie przez powieszenie w ten Wielki Piątek. Okazało się, że od bardzo długiego czasu nas wszystkich okłamywał. Nawet mnie...w wielu kwestiach. Jeżeli chodzi o to, jak to się stało to, mi powiedział, że jedzie do rodziców na święta, rodzicom, że zostaje u siebie w wynajmowanym mieszkaniu, bo pracę znalazł. I był sam...i się zabił ;( nie umiem sobie z tym poradzić. Znaliśmy się 6 lat, a byliśmy około 5. Był całym moim światem. Najbardziej mnie boli, że mi nic nie powiedział, że ma problem, grał perfekcyjnie. Nie widziałam obniżonego nastroju nawet. Nic nie widziałam. Jeszcze okazało się, że jakieś prochy brał (acodin), Też o tym nic nie wiedziałam. Gdybym coś przeczuwała poruszyłabym niebo i ziemie. Mam straszne poczucie winy, że mu nie pomogłam, że nic nie widziałam. Boję się, że go zawiodłam, że przeze mnie nie żyje...
Jak ja mam teraz żyć? Jedyne czego pragnę teraz, to umrzeć i być z nim. Minęły 3 tygodnie a ja dalej w to nie dowierzam, co się stało. Zostawił mi list, że mnie przeprasza , że nie chce, abym cierpiała. Napisał, że wie, że potrafię cieszyć się życiem i jeszcze będę szczęśliwa. I że on chce tam w przyszłym świecie ze mną zacząć wszystko na nowo.
Nie wiem jak mam teraz żyć, ciągle płaczę, nic nie ma sensu. Był dla mnie najważniejszą osobą, chyba nawet ważniejszą od rodziny. Mam wrażenie, że będę sama do końca życia.
Jak mam się z tego podnieść? Błagam, niech mi ktoś pomoże...
Mój tata też to zrobił w ten sposób jeszcze w moje 17 urodziny. Mówili ze musze dać czas dałam i nic nie jest lepiej wręcz przeciwnie tęsknię za nim i nie potrafie sie z tym pogodzić a tym bardziej ze on był dla mnie przyjacielem. Teraz w 27 czerwca czeka mnie moja głupia 18 nie wiem jak dam sobie radę nie wyprawiam ani nic ale to teraz juz wogóle będzie chodziło za mną przez całe życie dlatego też odechciewa mi sie żyć ciężko jest bez niego dlaczego to zrobił przecież był młody miał tyko 35 lat juz nigdy sie nie dowiem. To wszystko za bardzo boli. Teraz to tylko jeszcze mnie trzyma chłopak bo gdybym go nie miała nie wiem jak by to wszystko wyglądało. Naprawdę ci współczuje wiem co teraz czujesz. Ja też nadal mam wszystko przed oczami, krzyk, płacz karetka nie czuje ze mineło tyle czasu tyko jak by to było wczoraj. Nie daje z sobą rady i też zapisałam sie na to forum, do psychologa też chodzę ale czy to pomaga przynajmiej mi chyba nie ;( w domu też atmosfera jest jaka jest no i jeszcze szkoła i wszyscy co nie rozumieją co teraz przechodze;(
staram się 'normalnie' żyć, ale ciągle to bardzo odbiega od normalności. Mam cholerny żal do Niego, że zachował się tak egoistycznie. Żeby chociaż mówił, że ma problem i chciał pomocy, to wtedy można byłoby uznać, że depresja z nim wygrała i to zrobił. Ale to, że wszystkich na około oszukiwał i kłamał w żywe oczy? Rozmawia ze mną dzień przed śmiercią i się do mnie śmieje i wszystko jest ok? Obiecuje, że w poniedziałek przyjedzie, a tak naprawdę do mnie list pożegnalny pisze? To jest po prostu dla mnie szczyt, jak po czymś takim komuś zaufać. Byliśmy 6 lat prawie, dla mnie to kupa czasu, bo byłam gówniarą 17 letnią jak Go poznałam. A teraz? Stoję na zakręcie mając lat 23 i nie widzę wyjścia dla mej osoby, aby być kiedyś szczęśliwą. Jak zaufać?
Naprawdę nie wiem jak ogarnąć się ;/
Przykro mi Satu89,moze powinnas porozmawiac o tym z jakims specjalista? Moj kolega tez odebral sobie zycie przez powieszenie.mial 19 lat:(.....
Chodzę do terapeuty, dopiero początki, więc nie mogę powiedzieć, czy coś mi to daje.
Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Kompletnie nie mam na nic siły. Najdziwniejsze jest to, że jak jestem ze znajomymi to sama nakłada mi się maska uśmiechu, a w środku jestem rozsypana na kawałki. Nie chcę ich ciągle zadręczać sobą, ponadto jak już jestem w śród ludzi staram się na chwilę o tym wszystkim zapomnieć. Zawsze byłam bardzo wesołą osobą, która wszystkich rozśmiesza...
Obudziła się we mnie wielka tęsknota za Nim. Naprawdę nie wierzę, że uda mi się kiedyś żyć normalnie. Mam wrażenie, że to wydarzenie już do końca życia będzie się za mną ciągła. Ojciec alkoholik, szwagier miał kiedyś tendencje do bicia, mój chłopak się powiesił - co za patologia. Nie zasługuję na szczęście widocznie. Za każdą chwilę radości płacę wiadrem łez. Nie mam siły już żyć. Kto by tam po mnie płakał. Jedynie mama i siostra. Tak to nikt.
Boję się wakacji, będę sama i chyba zadręczę się na śmierć.
473 2012-05-20 10:52:56 Ostatnio edytowany przez Anechoreta (2012-05-20 10:56:53)
Heja, jako osoba po trzech próbach samobójczych, którego znajomy leży właśnie w szpitalu po własnej nieudanej próbie, spóbuję coś tam rozjaśnić, może pomoże ![]()
Gdybym coś przeczuwała poruszyłabym niebo i ziemie. Mam straszne poczucie winy, że mu nie pomogłam, że nic nie widziałam. Boję się, że go zawiodłam, że przeze mnie nie żyje...
Gdyby babcia miała wąsy, to by była wojewodą Ziętkiem.
Tak, zawiodłaś go bo, jak się spotkaliście, to dałaś mu dwa metry sznura mówiąc "Kupiłam ci specjalnie taki ekstra wytrzymały, utrzyma cię w kurtce i kaloszach", a może jak wracał skądś wieczorem to wyskoczyłaś nagle z krzaków i przywaliłaś mu betonowym słupkiem w czoło ??
Nie ?? A, to sorry, zero punktów, nie możesz przypisać sobie niestety tej zasługi.
Powiem tak, o moich trzech próbach nie wie nikt, oprócz jednej osoby, która widziała naocznie jedną z nich i zrobiła karpika, więc musiałem zaprzestać, bo rozpętała by jakieś piekło u mnie w robocie.
Jak ja mam teraz żyć? Jedyne czego pragnę teraz, to umrzeć i być z nim. Minęły 3 tygodnie a ja dalej w to nie dowierzam, co się stało. Zostawił mi list, że mnie przeprasza , że nie chce, abym cierpiała. Napisał, że wie, że potrafię cieszyć się życiem i jeszcze będę szczęśliwa. I że on chce tam w przyszłym świecie ze mną zacząć wszystko na nowo.
Fajny liścik. Mam nadzieję, że nie jesteście katolikami bo wiesz, samobójstwo = piekło, morze siarki, diabły z widłami, wieczne cierpienie przekraczające granice twojego wyobrażenia. Pakuj się, nie zapomnij tylko okularów przeciwsłonecznych, olejku do opalania i posypki do grilla.
Facetowi było źle, trapiło go coś, co go przerosło. Może nie chciał pomocy bliskich bo się wstydził własnej słabości, może nie pomyślał o niej bo jego uwaga skupiona była na problemach. Jak już zrobisz pierwszy krok na tej drodze, bardzo dużo rzeczy o których wcześniej nie myślałeś, zaczyna kłębić się w twojej głowie. Zapomina się wtedy o rodzinie, przyjaciołach, obowiązkach, codziennych życiowych sprawach.
Szkoda w sumie, że ten list w ogóle napisał, bo nieświadomie zadał ci emocjonalnego kopniaka, po którym teraz będziesz musiała się pozbierać, żeby móc dalej normalnie żyć.
Nie wiem jak mam teraz żyć, ciągle płaczę, nic nie ma sensu. Był dla mnie najważniejszą osobą, chyba nawet ważniejszą od rodziny. Mam wrażenie, że będę sama do końca życia.
Życie często bywa dalekie od naszych wyobrażeń i oczekiwań, szczególnie, gdy otaczają nas radośni sąsiedzi/znajomi/rodzina, nie mający bladego pojęcia o naszych tragediach i problemach (i często bardzo nie są zainteresowani psuciem własnego błogostanu pomagając nam).
Cóż mogę powiedzieć. Przypomnij sobie jak było zanim go poznałaś, zacznij od punktu zero, tak jakby te sześć lat nigdy nie nastąpiło. Nie zastanawiaj się nad powodami, utraconymi szansami, co by było gdyby. Tego już nie ma i nie będzie. Żaden twój żal, gniew, ból, krzyk do Boga/Diabła/UFO o naprawienie twojej krzywdy nic nie zdziała. Po prostu.
Jak budujemy zamek z piasku na plaży i zmyje nam go fala też jesteśmy niezadowoleni, źli, sfrustrowani stratą czegoś, w co włożyliśmy dużo serca. Zazwyczaj wtedy przenosimy się trochę dalej od brzegu, albo budujemy głęboką fosę, żeby zatrzymała wodę. Nie myślimy już o tamtym zamku, pochłania nas wizja tego, że teraz zbudujemy coś znacznie trwalszego, bo już wiemy czego się spodziewać.
Jak mam się z tego podnieść? Błagam, niech mi ktoś pomoże...
Pomyśl o tym tak, że on cierpiał na straszliwą, nieuleczalną chorobę, która niszczyła nie ciało, ale umysł i duszę. Teraz jest wolny. Uwolnił też ciebie od dzielenia się z tobą tym cierpieniem, więc powinnaś być mu wdzięczna za to i za szczęśliwe chwile, które razem spędziliście i za doświadczenie, które wtedy zdobyłaś.
Zmów modlitwę za jego duszę i żyj dalej.
Anechor - pięknie zakończyłeś swoją wypowiedź.Zachowanie tego chłopaka było wynikiem strasznej choroby.Pamiętam , że kiedy ja myślałam o samobójstwie nie czułam , że inni mnie zawiedli a wręcz przeciwnie , że to ja straszliwie wszystkich rozczarowałam i ciągle rozczarowuję tym , że nie potrafię wyjść z depresji i zachowywać się normalnie.Nie widziałam innego wyjścia jak uwolnić swiat i ludzi od swojego marnego istnienia.Pragnienie śmierci ,a może i jej nieuchronność była mją jedyną i obsesyjną myślą.Chciałam rzucić się pod pociąg wszystko miałam zaplanowane ale bardzo się bałam.Nieświadomie uratował mnie mój chłopak, który wcześniej ze mną zerwał w bardzo nieładny sposób.Wydawało mi się ,że mimo wszystko coś nas jeszcze łączy kiedyś był moim najlepszym przyjacielem zwierzyłam mu się z moich myśli- kiedy dowiedział się o tym co chce zrobić powiedział, że zrobi to samo bo nie będzie umiał z tym żyć .Tylko dlatego jeszcze żyję, nadal go kochałam i chciałam żeby żył.Wcześniej mówiłam o moich myślach mojej mamie i tacie- szukałam ratunku-potwornie mnie wyzwali , że nie mam sumienia, i inne mocne słowa....
Satu Twój chłopak nie widział innego wyjścia- był chory na złośliwego raka duszy, przykro mi.....
znalazlam to forum przypadkiem. sama mam wiekszosc rzeczy, ktore mozna chciec miec. jestem mloda, mam 20 lat. mam 3 lata chlopaka, jestem szczesliwie zakochana i moja milosc jest odwajemniona. mam pozornie normalna rodzine, zadnych wiekszych problemow. moje zycie niczym sie nie wyroznia, mam wszystko co mozna chciec miec. zrobilam troche bledow, ale nie powinnam ich nawet pamietac. pomimo to,od kilku lat mam wszystkiego dosc. 4-5 lat temu zaczelam swoja przygode z samookaleczaniem, kiedy pierwszy raz stracilam cos co okazalo sie dla mnie wazne. przestalam, ale psychika pozostala. dzisiaj robie wszystko jak inni, normalnie spedzam dzien, wykonuje czynnosci, ktore powinny mnie uszczesliwiac, bawie sie i smieje. i co z tego, jezeli kazdego dnia mysle o smierci, stwierdzam, ze chce umrzec. w 2011 roku 3 razy planowalam to. wiem, ile mam rzeczy, wiem ile moge robic, naprawde wszystko jest w porzadku. pomimo to nie widze dla siebie przyszlosci, nie chce miec miejsca w tym spoleczenstwie, nie chce robic tego co wszyscy. jestem zmeczona nasza rzeczywistoscia. od prawie roku dzien w dzien mysle o samobojstwie, co bym nie robila. czuje sie zaklamana, wszyscy wokol mysla, ze jest w porzadku chociaz nie jest. bo co sie nie dzieje ja po prostu NIE CHCE zyc.
jako osoba po trzech próbach samobójczych,
Może to kwestia mojego chorego poczucia humoru, ale mam nadzieję, że bardziej cię rozbawię niż urażę....można by rzecz, że ciekawe masz hobby ![]()
Czasem chyba tak jest, że jednak człowiek nie specjalnie i nie do końca chce się zabić i byle pretekst wystarczy, aby zrezygnował. A czasem nie pomoże nic. Kiedyś, w poprzednim miejscu mojego zamieszkania, facet skakał bodajże 3 razy z 8 piętra. Za trzecim razem w końcu złamał sobie rękę i odwieźli go do psychiatryka. Wyobrażacie sobie? Dwa razy leciał z 8 piętra i jedynie się poobijał. Do czego zmierzam....nie jestem osobą wierzącą, ale uważam, że jednak każdy ma zapisany określony czas. Jedni mają go dużo, inni malutko. To jaki będzie to koniec nie zależy od nas, a trudno o samobójcach stwierdzić, aby podejmowali racjonalne i logiczne decyzje. Więc toczy ich choroba duszy podobna do najgorszych odmian raka.
Generalnie nie ma co rozpamiętywać. Stało się. Warto skupić się i pamiętać te szczęśliwe chwile. Rozmowy, uśmiechy. Ale nie zadręczać się pytaniami "dlaczego?"
Nie wgłębiałam się we wcześniejsze posty ale co do tematu postu ...Ja rozumiem problemy życiowe ,tragiczne przejścia ,myślę że większość z nas ma nie raz takie myśli że odechciewa się żyć ,ale...Samobójstwo? nie wiem jak zdesperowanym trzeba być i z drugiej strony silnym żeby unicestwić samego siebie,przecież z natury mamy instynkt przetrwania w zagrożeniu robimy wszystko żeby przeżyć ,druga strona to egoizm. Bo jaką tragedię przeżyją najbliżsi ,rodzina ? Jaki cios to byłby dla nich .
Podobne pytanie można zadać sobie w przypadku eutanazji. Czy jest to zabójstwo, samobójstwo czy w ogóle jak do tego podchodzić, bo na dobrą sprawę nie wiadomo.
Tutaj chyba wiele namieszał humanitaryzm, który głosi, że życie samo w sobie jest najwyższą wartością i to niezależnie od jego jakości/problemów/honoru/przewinień/wyznawanych zasad. Przecież dawniej tak nie było, a właśnie samobójcza śmierć (niezależnie od formy) była jednym ze sposobów odzyskania honoru. I to nie tylko w naszej kulturze. Nie namawiam do samobójstwa - wręcz przeciwnie. Uważam podobnie do ciebie, że jest to wyjście bardzo egoistyczne i tchórzliwe. Jednak zwracam uwagę na zmianę (i to w zasadzie w ciągu ostatnich kilku dekad) pewnych fundamentalnych wartości. Na dobrą sprawę trudno jest jeszcze wyrokować, czy ta zmiana jest naturalna i związana z naszym rozwojem, czy też sztuczna.
Weźmy na ten przykład kapitana Reginisa - bohatera narodowego z czasów II wojny światowej (a więc niedawno). Bronił się pod Wizną. Nie dał rady więc odebrał sobie życie. Cześć i honor. A wyobrażasz sobie taki scenariusz dzisiaj? Np gdyby w Karbali w 2004 roku (największa bitwa z udziałem Polaków od czasów II wojny światowej) wydarzenia potoczyły się choć trochę inaczej? Myślisz, że równie pozytywne wrażenie by to wywarło?
Eutanazja jest czymś innym niż samobójstwo na własne widzi mi się ,ja przyznam że jestem za tym ,oczywiście nie można tego nadużywać ,ale jeśli ktoś ciężko choruje ,męczy się każdego dnia ,nie ma szans na wyzdrowienie to powinno to być stosowane w takich na prawdę wyjątkowych sytuacjach ,na które już nie mamy żadnego wpływu . A co do samobójstwa ,czy to za honor,za dumę nie usprawiedliwia to niczego i nieco idiotyczne podejście bo co oni chcieli tym udowodnić ? Jedynie Bóg daję nam życie i może je odebrać ,żaden człowiek nie ma do tego prawa samobójstwo,zabójstwo to wielki grzech ,ale to już sprawy stricte religijne .Mamy teraz zupełnie inny świat niż za czasów wojen ,inaczej funkcjonujący ,ludzi przerasta życie ,depresja to choroba społeczna na szeroką skale dotykająca coraz to więcej osób to skłania ich do takich kroków,nie ma co dywagować nad sensem samobójstwa bo nie o to tu chodzi ,kto chcę i tak będzie próbował to zrobić ,ale to ich słabość ,zamiast stawić czoła problemom ,przykrej rzeczywistości ,zmienić coś uważają że jest to najlepsze wyjście ,takim ludziom trzeba uświadomić że każdy ma tragedie ,złą passe ale kiedyś to mija w końcu i życie potrafi być piękne ,mogą spotkać nas jeszcze dobre rzeczy ale dużo zależy od nas samych .
Witam
Trafiłam tu przypadkiem,szukając wiadomości na temat śmierci przez powieszenie...Jutro miną 3 miesiące jak pochowałam jedynego brata,który zginął w ten sposób...nadal nie umiem o tym rozmawiać,tyle czasu już minęło...to było tak nagle...ciągle się zastanawiam,co się wydarzyło,że umarł?Dodam,że trwa śledztwo,które prowadzi Pani prokurator,twierdząc,że nie było to typowe samobójstwo...jak dotąd wiadomo tylko tyle,że policja zebrała pewne dowody wskazujące na udział osoby trzeciej...wyników sekcji nadal nie znamy...męczy mnie milion pytań,których nie umiem sobie po ludzku wytłumaczyć...mój brat był tak radosnym człowiekiem,nigdy się nie załamywał,życie brał lekko,zawsze mówił,że trzeba korzystać z tego co daje los,bo nigdy nie wiadomo...i zdarzyło się kilka razy,że powiedział że nie dożyje starości...z ostatniego okresu jego życia wynika wiele,co może wskazywać że jednak sam to zrobił,m.in: kłopoty z dziewczyną z którą był dobrych parę lat,tyle że młodsza od niego sporo(i to mogło zaważyć na ich wspólnym losie także...)wiem,że ona teraz ma już nowego faceta,tak jakby nigdy nic...kolejna rzecz problemy finansowe,dłuższy czas był bez pracy,trochę długów,ale to nigdy nie był dla niego jakiś wielki problem,żeby sobie nie poradził...
Rozmawiałam z nim na 3 dni przed jego śmiercią...mówił,że wszystko zaczyna od nowa,załatwił sobie mieszkanie,prace miał zacząć za kilka dni...teraz próbuję przypominać sobie jego każde słowo,znaleźć jakiś haczyk który wskaże mi powód...może nie słuchałam tak dokładnie jak powinnam...?może coś przegapiłam...?Przeszłam już chyba wszystkie etapy,od wstrząsu kiedy się dowiedziałam(zadzwonił nasz Tato,który musiał go zidentyfikować...),przez niedowierzanie,potem kolejno wściekłość na brata,na siebie,że nic nie zauważyłam,poprzez wielki żal i tęsknotę,że już nigdy więcej się nie spotkamy...
Widywaliśmy się rzadko odkąd wyjechałam 600km od domu...założyłam swoją rodzinę,mam 4-letnią córeczkę i wspaniałego faceta...ostatni raz z bratem widzieliśmy się na 5 miesięcy przed jego odejściem...planowaliśmy wakacje razem...miał być moim świadkiem na ślubie...rozmawialiśmy często przez telefon,zawsze były żarty,głupoty na różne tematy i sprawy życia codziennego...bardzo rzadko się żalił na coś,choć ostatnio właśnie na swoją dziewczynę...nie chcę tak myśleć,ale coraz częściej dochodzi mi do głowy głos,że jednak to się stało przez nią...w dzień jego śmierci spotkał się z nią właśnie,i to ona była ostatnią osobą która widziała Artura żywego i ostatnią osobą do której brat się odezwał-napisał jej sms'a: Przepraszam...potem został znaleziony w dziwnym miejscu w mieście,gdzie normalnie się nie chodzi bo teren bagnisty,jedyne co miał przy sobie to porwany różaniec i wyciąg z konta bankowego na drobną kwotę no i telefon...wszystkie rzeczy tzn portfel itp itd zostawił u swojej dziewczyny...jak to wygląda według Was???
Mózg mnie boli już czasem od tych domysłów...wiem,że brat nie miał wrogów,jedynym mógł być nowy kochaś tej jego dziewczyny...Jednak wątpliwości ciągle krążą i są chwile,że nie mogę logicznie myśleć o tym wszystkim...ostatnio męczy mnie strasznie uczucie niemocy,że nie jestem w stanie odwiedzać go nawet...nie mogę tak po prostu wsiąść do auta i jechać z dzieckiem 600km...tęsknie...jak cholera...i myślę o nim każdego dnia...boli mnie że w tej ostatniej chwili na ziemi był zupełnie sam...a przecież mógł powiedzieć słowo,byłam obok zawsze jak chciał pogadać...
W życiu nie pomyślałabym,że coś takiego mnie spotka...wiele przeszłam złego,nie raz "darłam koty" z bratem,jednak był dla mnie bardzo ważny...mój starszy brat,jedyny...
Jak żyć,nie wiedząc nic właściwie co się wtedy stało...???Tuż po jego śmierci,śnił mi się prawie noc w noc,myślę,że przychodził się pożegnać...mówił,że dowiemy się wszystkiego z wyników,odchodził z tym swoim wiecznym uśmieszkiem na ustach...odnosiłam wrażenie,że czegoś się bardzo wstydzi,nie chciał powiedzieć...raz nawet był wściekły na swoją dziewczynę,chciał żeby ona zaniosła mu na grób kwiaty...nie wiem czy jakieś przynosiła,nie była na pogrzebie ponieważ nasz Tato nie chciał jej widzieć,bałam się że może wyjść coś złego jeszcze i ostrzegłam ją,żeby nie przychodziła dla własnego bezpieczeństwa,poza tym znajomi Artura są przekonani że to tylko przez nią...
Ciężko to wszystko poukładać w całość...życie trwa,mam swoją rodzinę,jednak jeden rozdział mojego życia zostanie już pusty na zawsze...i choć wiem,że go już nie ma,nadal mam jego numer w telefonie...
Witajcie, jestem z Wami od miesiąca ale nigdy nie miałam odwagi napisać...nie wiem czy ktos jeszcze czyta to forum ale chyba potrzebuje kogoś, kto przezył to, co ja.... Miesiąc temu- 06.08 straciłam mojego starszego brata. tak jak Wy wszyscy nie moge tego zrozumieć i się z tym pogodzić (teraz w tle słysze jak śpiewa piosenke, zostawił nam około 20 nagrań piosenek i 89 wierszy...)jestem w rozsypce, nawet nie wiem, co mam napisać, z tym dniem, kiedy odszedł odesz la tez część mnie...............
Czyta, extunia19...tylko często-tak jak Ty -nie ma odwagi się odezwać...choć na usta i pod palce ciśnie się tyle słow.
może niech te słowa wypłyną...?
I jak sobie radzić?....
Jak sobie radzić?
Pozwolić na przeżywanie wszystkich uczuć, które się w Tobie kłębią. Nie chować ich, nie chomikować, nie udawać.
Pozwolić sobie na płacz, na złość, na wściekłość, na rozpacz, na...
Pozwolić sobie na niemoc, na rozdrażnienie.
Zaakceptować własną bezradność i bezsilność.
Te sposoby, z pozoru będące nieradzeniem sobie, są właśnie radzeniem sobie.
Radzić sobie można jedynie w ten sposób,że każdy kto decyduje się na własną śmierć to robi to tylko dla siebie nie patrząc na rodzinę bliskich...nikt się nie liczy tylko on sam.
Dla bliskich pozostaje tęsknota i niezrozumienie,setki pytań.
Jedno jest pewne,że temu kto umiera w taki sposób jest teraz o wiele lepiej niż za życia i ja w to wierze...
Radzić sobie można jedynie w ten sposób,że każdy kto decyduje się na własną śmierć to robi to tylko dla siebie nie patrząc na rodzinę bliskich...nikt się nie liczy tylko on sam.
Dla bliskich pozostaje tęsknota i niezrozumienie,setki pytań.
Jedno jest pewne,że temu kto umiera w taki sposób jest teraz o wiele lepiej niż za życia i ja w to wierze...
To chyba prawda! Mój mąż zrobił to samo, zostawił mnie i dwójkę maleńkich dzieci. On ma spokój, a ból, który zostawił jest nie do zniesienia. Nie było żadnego listu pożegnalnego tylko sms. Nie wiem co czuł i dlaczego..Nie wiem czy to kiedykolwiek zrozumię:(
Jak sobie radzić?
Pozwolić na przeżywanie wszystkich uczuć, które się w Tobie kłębią. Nie chować ich, nie chomikować, nie udawać.
Pozwolić sobie na płacz, na złość, na wściekłość, na rozpacz, na...
Pozwolić sobie na niemoc, na rozdrażnienie.
Zaakceptować własną bezradność i bezsilność.Te sposoby, z pozoru będące nieradzeniem sobie, są właśnie radzeniem sobie.
Zgadzam sie z tym co napisalas.
Sama przezylam smierc bliskiejmi osoby. Pomimo ze od tego czasu minelo juz 11 lat, emocje na wspomnienie tego wydarzenia sa nadal bardzo silne. Nie staram sie ich jednak tlumic. One musze miec swoje ujscie. Wtedy jesli czlowiekowi po prostu lzej.
489 2012-09-30 15:38:28 Ostatnio edytowany przez szymek_90 (2012-09-30 15:40:42)
Witam, dziękuję wam za wspaniały temat o samobójstwie, nigdzie takiego nie znalazłem, ten jest naprawdę fascynujący.
zamierzam dzisiaj odebrac sobie zycie, jesli si na to nei zdecyduje to w ciagu najblizszych kilku dni
zbyt wiele w zyciu mi sie zniszczylo a umysl ulegl degradacji przez brane przezemnie narkotyki oraz lewych przyjaciol
wszystko sie zle potoczylo i nie wiem juz jak to naprawic, te stany lekowe, ten dramat i brak kierunku
to ze moge o tym napisac ot odrobina przyjemnosci ktora chyba niczego nie naprawia ale napawam sie ta chwilowa normalnoscia
dziekuje ze to czytacie
Bo jaką tragedię przeżyją najbliżsi ,rodzina ? Jaki cios to byłby dla nich .
jakaz tragedia jest zyc dla innych w cierpieni tylko dlatego ze oni sobie tego wymagaja?
Jestem po lekturze tematu "samobójstwo", powiem Wam szczerze , jestem bardzo blisko kroku ostatecznego.
Dlaczego ???
Rozpad małżeństwa z dnia na dzień, przeżywam to strasznie, a lat mam 58.
Jestem po lekturze tematu "samobójstwo", powiem Wam szczerze , jestem bardzo blisko kroku ostatecznego.
Dlaczego ???
Rozpad małżeństwa z dnia na dzień, przeżywam to strasznie, a lat mam 58.
Odbierz mail'a. ![]()
***
Właśnie wrócił do mnie z notką, że podane przez Ciebie konto mail'owe nie istnieje. Podaj swój mail, na który mogę wysłać Ci wiadomość.
Praktycznie straciłem kontakt z rzeczywistością, nie jestem w tej chwili w stanie cokolwiek myśleć.
Poczta niby jest,a jej nie ma?
Jak trochę się spamiętam,odpiszę.
Pozdrawiam
Czasem potrzebny jest czas, by dać ujście kłębiącym się uczuciom.
Dobrze, gdy tych uczuć nie racjonalizujemy, gdy nie usiłujemy ich opanować, gdy nie próbujemy wytłumaczyć sobie, że "nic się takiego nie stało".
Często pisanie/mówienie o swym problemie jest początkiem zdrowienia, a na pewno sposobem radzenia sobie z trudną sytuacją.
To bardzo poruszające jak wiele osób o tym myśli...ale nie dziwię się, że tak jest...zbyt wiele może dziś przygniatać, dla wielu to ból nie do zniesienia.
Samobójstwo członka rodziny lub bliskiego przyjaciela przysparza ogromnych udręk emocjonalnych. Wielu obwinia za tę tragedię siebie. Mówią: ?Gdybym tylko poświęcił mu tamtego dnia trochę więcej czasu?, ?Czemuż nie ugryzłem się wtedy w język?, ?Dlaczego nie zrobiłem dla niego jeszcze czegoś?. Osoby takie myślą, że mogły w jakiś sposób zapobiec tej śmierci. Czy jednak słusznie jest obarczać siebie winą za czyjeś samobójstwo?
Po fakcie łatwo jest rozpoznać sygnały zdradzające tendencje samobójcze. Ale wcześniej sprawa ma się zupełnie inaczej.
Niekiedy po prostu nie sposób ustalić, co ktoś myśli lub czuje. Wiele osób mających zamiary samobójcze nie potrafi jasno wyrazić swych najgłębszych uczuć, nawet przed najbliższą rodziną. Nawet ich rozpoznanie nie gwarantuje, że uda się zapobiec samobójstwu. Zamiast więc się zadręczać, lepiej szukać pociechy w słowach mądrego króla Salomona: ?Żyjący są świadomi tego, że umrą, lecz umarli nie są świadomi niczego? (Kaznodziei 9:5). Bliska ci osoba nie znosi mąk w ognistym piekle. Nie doznaje już udręki emocjonalnej, która popchnęła ją do samobójstwa. Nie cierpi; po prostu jest w stanie spoczynku.
Teraz najrozsądniej będzie zatroszczyć się o żyjących, w tym również o siebie.
Bardzo ciekawe informacje jak sobie z tym radzić znalazłam na stronie.... bloggera w blogu - dlaczego ludzie rezygnują z życia
Polecam i pozdrawiam ciepło!
Widzę, że jest tu Was trochę..myślałam, że juz nikt tu nie zagląda, teraz musze lecieć, ale napiszę niedługo więcej, trzymajcie się i błagam!!! nie róbcie tego!!! błagam, pomogę, jak będę umiała!
Opowiem pewną historię w skrócie.
Kilka lat temu pracowałam z kolegą,który po kilku latach związał sie z kobietą urodziło im się dziecko.
Niestety związek bardzo burzliwy nie przetrwał,"odbiło" się to na zdrowiu kolegi poważnie-silna depresja,ataki epilepsji...
Jakiś czas temu byłam jego powiernikiem smsowym o każdej porze dnia i nocy.Pisał jak się czuje i ciągle,że popełni samobójstwo.Tak przez kilka miesięcy tłumaczyłam,"maglowałam" na okrągło o sensie i wszystkim pozytywnym co można w życiu zrobić,miec hobby,pasje życiowe itp.itd.
Az do pewnego momentu,cos we mnie pękło(pomyślałam,że dobrze że nie poszłam na psychologię bo nie poradziła bym sobie) po raz kolejny tłumaczyłam...i powiedziałam,że niech to zrobi jesli czuje taką potrzebe,nawrzeszczałam na niego on na mnie i na tym skończyła sie nasza znajomość.
Jakiś czas temu odwiedził mnie zadowolony,kupił dom,auto i w sumie całkiem dobrze sobie radzi.
Powie ktos,że durze ryzyko było,czyjes zycie w moich rękach.Tak moze to tak wygladało,sama nie wiedziałam co zrobi ale też stwierdziłam,ze jego lekarz nie pomógł jemu to co ja dopiero.Sama jestem cudem ocalała po takim czynie.
Przyznam,ze to była jedna z najcieższych moich życiowych ról.
Bawię się w górnika i wyciągam dawno nie odwiedzany temat. Ale mam pytanie które wiąże się z wypowiedziami w tym temacie..
Po jakim czasie średnio przechodzi rodzinie, znajomym bliższym i znajomym dalszym, smutek po czyimś samobójstwie?
Zakładam że osoba w miarę dobrze gra. (a przynajmniej dobrze od średnio pół roku). I nie daje po sobie poznać o swoich planach ani deadlinie. Normalnie pracuje, ćwiczy itd.
I czy szybszy czas przechodzenia jest wtedy jak wygląda to na wypadek?
Czemu to że ktoś się zabił jest nazywane egoizmem, a zmuszanie kogoś do życia wbrew jego woli, tylko dlatego bo tak jest wygodniej już egoizmem nie jest?
Pozdrawiam
Bawię się w górnika i wyciągam dawno nie odwiedzany temat. Ale mam pytanie które wiąże się z wypowiedziami w tym temacie..
Po jakim czasie średnio przechodzi rodzinie, znajomym bliższym i znajomym dalszym, smutek po czyimś samobójstwie?
Zakładam że osoba w miarę dobrze gra. (a przynajmniej dobrze od średnio pół roku). I nie daje po sobie poznać o swoich planach ani deadlinie. Normalnie pracuje, ćwiczy itd.
I czy szybszy czas przechodzenia jest wtedy jak wygląda to na wypadek?Czemu to że ktoś się zabił jest nazywane egoizmem, a zmuszanie kogoś do życia wbrew jego woli, tylko dlatego bo tak jest wygodniej już egoizmem nie jest?
Pozdrawiam
Kiedy rodzinie przechodzi?! Dziwne pytanie - nigdy! To pozostaje na zawsze.
A czy nie egoistą jest ten, który zostawia rodzinę, dzieci?!
Nie żyjemy w epoce kamienia łupanego, jest wielu specjalistów, można sobie pomóc, trzeba chcieć i mieć odwagę, spróbować....
Czy rodzina ma szansę być kiedyś szczęśliwa w takim razie jeżeli nie przechodzi nigdy?
Jeżeli zostawia dzieci to tak jest egoistom bo skoro już je zmusił do życia to niech teraz się nimi zajmuje. W przypadku rodziny, a właściwie tylko rodziców sytuacja wydaje mi się być wyrównana. Oni zmusili mnie do życia, więc też byli egoistami.
Już 2-krotnie próbowałem korzystać z pomocy, jednakże to okazało się nie skuteczne. Myślałem nad tym i nie da mi się pomóc.
Mój tato odebrał sobie w ten sposób życie 4 miesiące temu...
Nawet ciężko wyrazić słowami to co zrobił. Zawsze mówię zrobił"to" bo nie potrafię wypowiedzieć słów "powiesił się".
I nie pojmuję jak możecie pisać że ktoś kto to zrobił był egoistą!
A może egoistami są osoby z otoczenia które nie zauważały sygnałów które świadczyły o tym że z tą osobą coś się dzieje,że trzeba jej pomóc. A może nie chciały widzieć...
Ja do dziś dnia mam wyrzuty sumienia że mogłam coś więcej zrobić,aby temu zapobiec. Nigdy sobie tego nie wybaczę,bo są winni jego desperackiego kroku,którzy bezczelnie się z tego śmieją...
A kiedy przechodzi??? Bardziej głupie pytanie nie mogło paść bo nie przechodzi nigdy!!!
Budzisz się rano i płaczesz jak dziecko bo ból i rozpacz wraca do Ciebie jak bumerang. Tak samo było miesiąc temu,jest teraz i będzie za rok,za pięć lat i już zawsze...
Ok. Czyli to oznacza że dużą krzywdę sprawia się tylko jeżeli ma się jakieś rodzeństwo, dzieci albo żonę a w pozostałych przypadkach nie jest to krzywda długotrwała i przechodzi, i pozostaje tylko się zastanowić czy chce się poświęcać dla innych i męczyć się przez wiele lat, czy rozwiązać problem szybciej narażając innych na tymczasowy dyskomfort.
Wybór wydaje się być oczywisty.
Dziękuję za informację.
GGac zawsze się kogoś zrani stawiając tak desperacki krok. Choćby się w danej chwili myślało mam dość zrobię to bo i tak nikt za mną nie będzie płakał jest to bezsensowne,bo każdy człowiek komuś tam na świecie jest bliski,choć na codzień sobie tego nie okazujemy.
samobojstwo to ucieczka przez bolem,samotnoscia i problemami...ciezko nam to zrozumiec ,bo wydaje nam sie ze przeciez mial czy miala tyle ludzi wokol siebie,a czy ktos wie co to znaczy samotnosc w tlumie???ja wiem i gdyby nie to ze mam dziecko ktore tzryma mnie przy zyciu...nie wim co by sie ze mna dzisaj stalo.czasami mysle ,ze to jedyna opcja,zeby uwolnic sie z tego bolu ....
Tak rozumiem że mogę sprawić komuś przykrość. Ale ograniczoną w czasie. Znałem ludzi których znajomi się zabili, względnie szybko wracali do normalnego życia. Ja na szczęście nie mam żadnych dzieci ani innych więzów, ty abb82 już niestety utknęłaś i jesteś odpowiedzialna za swoje dziecko.
Nikt również nie będzie miał myśli że mógł coś zrobić, bo nikt o niczym nie wie i nie będzie wiedział. Umiem grać uśmiech i bycie pogodnym i zawsze tak wyglądam.
I tu jest Twój błąd w myśleniu. I to bardzo wielki błąd!
Bo nikt nic nie będzie wiedział...bo to bo tamto. Ale każdy będzie czuł!
Jednym ból minie prędzej,drugim później. Ale znajdą się też tacy którym pozostawi się zadrę w sercu do końca życia.
Mógłbyś zadać komuś ból? odpowiedz sobie szczerze na to pytanie...
GGac a powiedz tak szczerze, dlaczego tak bardzo chcesz opuścić ten świat? Z czym jest Ci tak źle? Co jest tego głównym powodem? Wysłałam Ci maila, odczytałeś? Postaraj się zmienić swoje życie, ale nie rezygnuj z niego. Uwierz w moje słowa... Teraz nie masz dzieci, ale możesz je mieć, możesz wieść szczęśliwe życie! Wszystko zależy tylko od Ciebie!!! Odczytaj maila i się odezwij, ok?
samobojstwo to ucieczka przez bolem,samotnoscia i problemami...ciezko nam to zrozumiec ,bo wydaje nam sie ze przeciez mial czy miala tyle ludzi wokol siebie,a czy ktos wie co to znaczy samotnosc w tlumie???ja wiem i gdyby nie to ze mam dziecko ktore tzryma mnie przy zyciu...nie wim co by sie ze mna dzisaj stalo.czasami mysle ,ze to jedyna opcja,zeby uwolnic sie z tego bolu ....
Moja droga, ja uważam,że samobójstwo to nie jest ucieczka, ani chęć śmierci. Ktoś chce żyć inaczej, ale nie potrafi tego zmienić... I woli wybrać śmierć...A uwierz - to nie jest dobry wybór i zapieram się i będę - jeśli już - egoistyczny!
abb82 napisał/a:samobojstwo to ucieczka przez bolem,samotnoscia i problemami...ciezko nam to zrozumiec ,bo wydaje nam sie ze przeciez mial czy miala tyle ludzi wokol siebie,a czy ktos wie co to znaczy samotnosc w tlumie???ja wiem i gdyby nie to ze mam dziecko ktore tzryma mnie przy zyciu...nie wim co by sie ze mna dzisaj stalo.czasami mysle ,ze to jedyna opcja,zeby uwolnic sie z tego bolu ....
Moja droga, ja uważam,że samobójstwo to nie jest ucieczka, ani chęć śmierci. Ktoś chce żyć inaczej, ale nie potrafi tego zmienić... I woli wybrać śmierć...A uwierz - to nie jest dobry wybór i zapieram się i będę - jeśli już - egoistyczny!
dokładnie ,mam takie samo zdanie
85mila85 napisał/a:abb82 napisał/a:samobojstwo to ucieczka przez bolem,samotnoscia i problemami...ciezko nam to zrozumiec ,bo wydaje nam sie ze przeciez mial czy miala tyle ludzi wokol siebie,a czy ktos wie co to znaczy samotnosc w tlumie???ja wiem i gdyby nie to ze mam dziecko ktore tzryma mnie przy zyciu...nie wim co by sie ze mna dzisaj stalo.czasami mysle ,ze to jedyna opcja,zeby uwolnic sie z tego bolu ....
Moja droga, ja uważam,że samobójstwo to nie jest ucieczka, ani chęć śmierci. Ktoś chce żyć inaczej, ale nie potrafi tego zmienić... I woli wybrać śmierć...A uwierz - to nie jest dobry wybór i zapieram się i będę - jeśli już - egoistyczny!
dokładnie ,mam takie samo zdanie
przeżyłam samobójczą śmierć mojego męża i wiem,że on nie chciał umrzeć, nie potrafił zmienić pewnych spraw...Ba! pozwolę sobie nawet powiedzieć,że chyba nie do końca chciał to zmienić... Mam jedną radę do GGac, może porozmawiaj z ludźmi, którzy cierpią po utracie bliskich - właśnie w ten sposób.Może to będzie pomocne??!!
Mój tato odebrał sobie w ten sposób życie 4 miesiące temu...
Nawet ciężko wyrazić słowami to co zrobił. Zawsze mówię zrobił"to" bo nie potrafię wypowiedzieć słów "powiesił się".
I nie pojmuję jak możecie pisać że ktoś kto to zrobił był egoistą!
A może egoistami są osoby z otoczenia które nie zauważały sygnałów które świadczyły o tym że z tą osobą coś się dzieje,że trzeba jej pomóc. A może nie chciały widzieć...
Ja do dziś dnia mam wyrzuty sumienia że mogłam coś więcej zrobić,aby temu zapobiec. Nigdy sobie tego nie wybaczę,bo są winni jego desperackiego kroku,którzy bezczelnie się z tego śmieją...
A kiedy przechodzi??? Bardziej głupie pytanie nie mogło paść bo nie przechodzi nigdy!!!
Budzisz się rano i płaczesz jak dziecko bo ból i rozpacz wraca do Ciebie jak bumerang. Tak samo było miesiąc temu,jest teraz i będzie za rok,za pięć lat i już zawsze...
Masz racje. To nigdy nie przechodzi... Ja po 12stu latach od smierci mojego taty, na sama mysl o nim, przezywam wszystko tak samo. W ulamku sekundy jestem w stanie odtworzyc kazda minute z jego ostatniego dnia zycia. Do dnia dzisiejszego mam problem z powiedzeniem w jaki sposob doszlo do jego smierci. Tego uczucia nie da sie opisac.
Po jakim czasie średnio przechodzi rodzinie, znajomym bliższym i znajomym dalszym, smutek po czyimś samobójstwie?
Po ŻADNYM !!!
Prawie 30 lat temu byłem na obozie dla "młodych, gniewnych, "innych" ". Poznałem tam dziewczynę. Spędzaliśmy ze sobą dość dużo czasu. Zostaliśmy przyjaciółmi.
Nigdy nie powiedziała, że chce popełnić samobójstwo. Ja to czułem (przez całe życie męczę się z taką durną zwiększoną empatią
). Tydzień przed końcem obozu musiałem wyjechać na "wyjazd zarobkowy za granicę". Dzień przed końcem obozu zrobiła to.
Nie była moją rodziną, nie była moją kochanką, ani miłością. Znałem ją tylko przez dwa tygodnie. Nie myślę o tym na codzień. Po przeczytaniu Tych postów stanęła mi znowu przed oczami. Znowu widzę nasz ostatni spacer, moment, gdy nie mogąc ukryć swojej słabości ukryła twarz, zasłaniając się włosami. Znowu myślę, że mogłem zrobić wtedy coś więcej.
Pewnych rzeczy nie zapomina się nigdy.
Po co żyć. Wychodzi na to że tylko po to aby innym było wygodniej.
W moim przypadku życie to tylko stresowanie się pracą, marnymi zarobkami, psujących się samochodem, byciem gorszym od innych. Powiększająca się samotność, mimo moich prób utrzymania kontaktu z znajomymi których i tak miałem niewielu z powodu błędów w przeszłości. Jedyne co czuję to zmęczenie, Zazdrość, irytacja, zimno. Nie przypominam sobie bym był kiedyś szczęśliwy, różne rzeczy próbuję już od dawna robić ale widać być szczęśliwy nie umiem.
Tak więc, koszt polepszenia mojej sytuacji będzie taki że kilka osób od czasu do czasu przypomni sobie że znali kogoś kto się zabił? Cóż wiem że są szczęśliwi, poradzą sobie szybko z tym, zresztą pół roku odczekam, jeżeli ja się z nimi nie będe kontaktował to oni się do mnie nie odezwą.
GGac weź proszę Cię przeczytaj sobie to co napisałeś i odpowiedź czy to jest logiczne w ogóle???
Myślisz że tylko Ty masz ciężko? Mi też nie jest lekko ale życie to nie tylko samo szczęście i wygoda. Uwierz mi że większość tych osób które uważasz w chwili obecnej za mega szczęśliwe też mają swoje problemy tylko nie mówią o nich głośno.
Musisz spróbować poradzić sobie z tym,nie wiem na czym polega Twój problem,jeśli chcesz opowiedz o tym. Czasem nawet zwykłe wygadanie się pomaga.
A co powiesz na to jak ja za pół roku odezwę się do Ciebie???
Można mieć różne cele w życiu ale łączy je jedno. Chęć bycia szczęśliwy. Każdy ma problemy, ale przynajmniej bywają szczęśliwi, ja nie bywam. Jeżeli nie bywam i nie ma żadnego sposobu żebym był to po co się męczyć?? Skoro i tak się kiedyś umże to po co przedłużać to?
Nie chcę żyć bo wiem że w przyszłości jeszcze bardziej będę zazdrościł znajomym którzy są szczęśliwi, lepiej żyją, są lepsi Będzie tylko gorzej. Będę jedynie żałował że bez sensu zmuszałem się do życia jak mogłem mieć już dawno spokój.
Kwiatuszek100 jak się odezwiesz za pół roku to to nic nie zmieni. Jesteś dla mnie obcą, anonimową osobą tak samo jak ja jestem dla ciebie. Ale o to w internecie chodzi. Mogę zadawać pytanie, którego nie mógłbym zadać osobom które znam gdyż wtedy właśnie mogły mieć myśli: "mogłem coś zrobić".
Ja już od tej chwili mogę myśleć mogłam coś zrobić od kiedy odpowiedziałeś na mojego posta.
Anonimowość to jedna sprawa a życie ludzkie to druga...
Tobie się wydaje że nic nie jest warte ale są na pewno jakieś superlatywy u Ciebie których być może nie dostrzegasz na co dzień,bo jesteś zajęty przygnębianiem się,,,
Właśnie chęć bycia szczęśliwym powinna Cię mobilizować.
I przepraszam Cię ale bezsensu stwierdzenie że po co żyć jeśli i tak się umrze...powiedz mi to po co w ogóle się rodzić co??? Czy jesteśmy głupcami bo mamy lub chcemy mieć dzieci bo skazujemy je na odwieczne cierpienie???
GGac...
Czy Ty szukasz tutaj akceptacji, pelnego zrozumienia swoich zamiarow, usprawiedliwienia go...?
Szukasz wspolczucia, bo Twoje zycie nie wyglada tak jakbys chcial?
Liczysz ze ktos napisze Ci "Tak, zrob to. Przeciez i tak nie masz juz nic do stracenia."?
Czego Ty wlasciwie chcesz?
Wbrew temu co myslisz, nie jest tak, ze ludzie zapominaja. Ludzie nie majac wyjscia, ucza sie zyc ze swiadomoscia co sie stalo. Jest to cholernie trudne.
GGac mam wrażenie, że Ty nie chcesz być szczęSliwy. Nawet nie próbujesz...
Życie jest piękne, tylko trzeba znaleźć to piękno, a nie patrzeć tylko na to co najgorsze. Nie znam Cię ale mam wrażenie, że zamykasz się w sobie i sam odtrącasz ludzi. Spróbuj być odrobinę bardziej otwarty. Niepowodzenia odbieraj jako lekcje, nie jak porażkę.
Myślisz, że innym jest łatwo? Nie, nie jest łatwo, ale każdy dąży do poprawy swojego bytu. A Ty najzwyczajniej się poddajesz. Chcesz uciec? Myślisz, że śmierć to rozwiązanie? Skąd pewność, że w przyszłości nie czeka Cię wiele wspaniałych chwił?
Kiedyś myślałam podobnie jak Ty. Świat mi się zawalił i w pewnym momencie jedynym rozwiązaniem stało się dla mnie samobójstwo. Ale kiedy już to chciałam zrobić, uświadomiłam sobie, że otaczają mnie ludzie którzy mnie kochają - moja mama, rodzeństwo, babcia i dziadek... Wiedziałam, że jeśli to zrobię, moja kochana mateńka tego nie udźwignie...
Owdowiała 17 lat temu, w wieku 32 lat. Kochała ojca ponad życie pomimo, że był dla nas katem. Nie mogła pozbierać się po tym jak się powiesił. Ale musiała, została sama z 4 dzieci gdzie najmłodsza siostra miała 4 miesiące... Do dzisiaj z nikim się nie związała, z resztą nigdy nie szukała i całe życie poświęciła nam, dzieciom...
Próbowaliśmy pomóc ojcu, nie dał sobie pomóc. Leczenie psychiatryczne też nic nie dało, zrobił to będąc na przepustce ze szpitala...
Czy się zapomina? Nie, nigdy się nie zapomina i gdybyśmy mogli cofnąć czas jeszcze bardziej byśmy go pilnowali - ale znów z drugiej strony, czy samobójcę da się upilnować? Nie, nie da się, bo jeśli chce to zrobić to i tak w końcu to zrobi. Tym bardziej jeśli nie daje sobie pomóc...
@simpleKarolina
Szukałem odpowiedzi na pytanie z pierwszego postu, na które odpowiedź uzyskałem. Teraz już tylko odpowiadam na pytania zadawane, nie zostawiam nigdy pytania bez odpowiedzi, to było by nieuprzejme.
Cholernie trudne, ale mimo wszystko dają radę i żyją dalej i są szczęśliwi?
@Kwiatuszek100
Było by to naiwne myślenie iż mogłabyś coś zrobić. Nie zastanawiaj się już proszę nad tym.
Tak. Posiadanie dzieci nie ma żadnego sensu. I mam swoim rodzicom za złe że istnieję.
@nieznajoma85
Co znaczy nie próbuję? 3 lata próbuję a mimo to wszystko zmierza w kierunku "Lepiej już było". Nie siedzę zamknięty w domu.
Nie utrzymuję ponurej miny. Staram się utrzymać kontakt z tymi których znam (co jest coraz trudniejsze bo każdy ma coraz mniej czasu). Kurs tańca, Kurs salsy, kurs niemieckiego, siłownia, końcówka studii, praca. Kombinuję jak mogę by nie siedzieć w domu i zmienić coś. Ale i tak stoję w miejscu. Wracam do domu, zostaję znowu sam. I słyszę ciągle od innych gdzie byli, co umieją i co mają. Nie dość że sam to jeszcze ciągle gorszy od innych. Bo nie miałem farta, bo ciągną się błędy z przeszłości. Pewności że nie będę szczęśliwy nigdy nie ma. Ale nie mam ochoty się zbyt długo męczyć tylko dlatego że istnieje jakieś znikome prawdopodobieństwo tego że będzie fajnie.
Psychiatra też nic nie zmienił w moim przypadku, co z tego że mam wiecej dopaminy jak to nie jest bycie szczęśliwym a jedynie bycie czasowo zadowolonym. Równie dobrze mógbłym zostać alkocholikiem, albo wypalić sobie mózg marichuaną.. Ale przecież nie o to chodzi.
A mój świat się nigdy nie zawalił. Popostu od samego początku źle go budowałem. Jeżeli fundamenty są do kitu to nic na tym się nie zbuduje. A na poprawianie jest za późno bo wszyscy inni też nie stoją w miejscu. Zawsze do nich będę tracił.
Nie nie da się upilnować kogoś kto wie czego chce. Tym bardziej jak miał czas nauczyć się grać.
Gac, przeciez Ty nie chcesz sie zabic, wiec po co to wszystko?
Gdybys chcial, nie zastanawialbys sie, czy ktos bedzie po Tobie plakal.
Samobojca robi co w swoim mniemaniu musi, nie mysli o tym, kogo pozostawia.
Gdybys chcial odejsc, zrobilbys to.
Chcesz wyzdrowiec? Zglos sie na oddzial psychiatryczny, tam Cie wylecza, postawia na nogi.
Nie chcesz sie wyleczyc, to rob to, co uwazasz za stosowne, nie wypytuj o konsekwencje, bo to nie ma sensu.
Raczej, jeszcze nie umiem się zabić. Po co te pytania? By móc zaplanować wszystko tak by jak najmniejsze konsekwencje tego były, a później tylko czekac aż będę umiał.
Byłem już u 2 rózncyh psychiatrów przez ostatnie 3 lata. Widać, nie da się wyleczyć.