Życie jest jedno i trzeba to wykorzystać, cieszyć się. Nie widze żadnego powodu by się zabijać itd.. Uważam, że to ostatnia głupota bo przecież kolejnego życia nie dostaniemy. I musimy docenić to co mamy bo nie każdy ma to co my. Inni mają gorzej i jakoś żyją, dają radę. A my co mamy kochane rodziny i ciepły dom, nic nie brakuje to właśnie to robią... Nigdy tego nie rozumiałam, nie rozumiem i nie zrozumiem takiego postępowania.
Podobne tematy
Trzeba wierzyć, że się poukłada. Też czasem mam doła i myślę, że niektórzy ludzie mają w życiu całkiem dobrze, a mimo to narzekają. Ale oni też mają swoje problemy.
Życie jest jedno i trzeba to wykorzystać, cieszyć się. Nie widze żadnego powodu by się zabijać itd.. Uważam, że to ostatnia głupota bo przecież kolejnego życia nie dostaniemy. I musimy docenić to co mamy bo nie każdy ma to co my. Inni mają gorzej i jakoś żyją, dają radę. A my co mamy kochane rodziny i ciepły dom, nic nie brakuje to właśnie to robią... Nigdy tego nie rozumiałam, nie rozumiem i nie zrozumiem takiego postępowania.
Nie pisz że to głupota, nigdy nie przeszłaś przez bagno depresji, nie wiesz jak to rozwala od wewnątrz, nie wiesz jak czuje się taka osoba, nigdy nie stałaś przed decyzją odebrania sobie życia, nigdy też nie podjęłaś tej decyzji i nie wprowadziłaś jej w życie, dlatego proszę nie pisz że głupota. Oczywiście nie piszę że to dobry wybór, gdyż tak nie jest, ale to jest jedyny wybór dla tej osoby (z jej punktu widzenia). Piszesz że nigdy nie rozumiałaś, nie rozumiesz i nie zrozumiesz takiego postępowania, czyż nie jesteś zbyt ślepa na ból i cierpienia innych ludzi? Patrzysz na wszystko tylko ze swojego punktu widzenia, spróbuj zrozumieć tą drugą osobą, chociaż wiem że to trudne postawić się na miejscu osoby tak bardzo załamanej psychicznie. Piszesz że to głupota bo przecież kolejnego życia nie dostaniemy, rozmawiałaś kiedyś z samobójcą? Tu nie ma co oceniać, oskarżać, taka osoba cierpi, trzeba jej pomóc, jak się umie najlepiej. Trudniej jest gdy tak jak w przypadku anniki80 i ewelinygruchy do problemu dołącza alkohol lub być może jest on jedynym sprawcą który ten problem stwarza.
69 2009-08-11 22:29:20 Ostatnio edytowany przez MortarChaos (2009-08-11 22:30:50)
Nie napisałam przecież że Ci ludzie którzy chcą odebrać sobie życie to jacyś nienormalni. Jesteś pewna że nigdy nie przeszłam przez to ? Mylisz się, przeszłam. I wiem, że takie myślenie o samobójstwie do dobrego nie prowadzi. W czas wkroczyli rodzice i pedagog szkolna i za to dziękuje, że na to nie pozwolili tylko działali
Moj znajomy rozwniesz popelnil samobojstwo. Powiesil sie. Wiele plotek krazy na ten temat, ze nie zrobil tego sam. Niektorzy mowia ze bracia jaego bylej dziewczyny zastraszali go i mu w tym pomogli... Ludzie robia to ze strachu albo poprostu cos ich do tego skoloni sytuacja rodzinna itd.
annika80 jak tam sprawy u ciebie i męza jest jakiś postęp w rozmowach!!!
Wiem z doswiadczenia że jest bardzo trudno wogóle rozpocząc tema a co dopiero iśc na przód!!!
Teraz obecnie zmagam sie z innymi problemami zycia codziennego!!! Przekaż męzowi że śmierć nie rozwiązuje problemów tylko je komplikuje!!!
Kobieto mam nadzieję że powoli wychodziosz z tych gorszych dni i chcesz żyć ponieważ zawsze jest dla kogo zyć!!!
Nawet dla takich rozmów na forum aby codziennie odpiac komuś aby poprostu z kims porozmawiać
Pozdrawiam was kochane
72 2009-08-12 13:19:03 Ostatnio edytowany przez Kobieta (2009-08-12 13:28:17)
MortarChaos w takim razie miałaś więcej szczęścia niż ja. Chociaż nie żałuję swojej decyzji, cieszę się że mimo wszystko żyję, ale nie żałuje. Nauczyło mnie to sporo, inaczej patrzę na świat, ludzi, życie... zmieniłam się. Gdyby nie te "doświadczenia" być może byłabym bardziej oziębła, niewzruszona na ból innych, cierpienia (wiem piszę jak nawiedzona, ale tak czuję)... Z każdej sytuacji warto wysnuć jakieś wnioski. Przepraszam być może źle zrozumiałam, nie chciałam Cię zaatakować. Po tym co przeczytałam w twoim komentarzu od razu przypomniały mi się pielęgniarki w szpitalu, a to nie są przyjemne wspomnienia...
Ewelinagrucha te gorsze dni już dawno za mną całe szczęście, chcę żyć i żyję mimo iż próbowałam się "pozbyć" tego życia. Pozdrawiam kobietki:) Ty za to pamiętaj trzymaj się, nie rozpamiętuj tak o przeszłości, zrobiłaś tak wiele jak tylko mogłaś i potrafiłaś, przed tobą teraźniejszość, przyszłość i przede wszystkim to małe cudo, wasz synek.
Mam nadzieję że annikce80 się uda. Musisz zbierać siły bo ciężka bitwa przed Tobą...
KimberleyKiSS no właśnie sama napisałaś PLOTKI. Nie wierz we wszystko, skąd Ci ludzie mogą znać prawdę, sama pomyśl. Niektórzy ludzie lubią w ten sposób zaistnieć, lubią być autorami fikcyjnych opowieści... Często nikt poza samym samobójcą nie zna przyczyny, nie warto więc oskarżać nikogo bez udowodnienia winy ale mogło być różnie...
Kobieto piszesz naprawde mądrze
Jesteś dzielna , wszystkie jestesmy i musimy być zawsze sa gorsze i lepsze dni!!! a dlaczego??? Nigdy się nie dowiemy!!!
Mam tylko do ciebie pytanie dlaczego nie pomyslałaś że jednak ktoś bedzie płakał i rozpaczał po twoim odejściu , o czym w danej chwili mysli samobójca !!!
cały czas zastanawiam sie o kim o czym myslałm mój mąż ( napewno nie o nas ponieważ nas zostawił)
Nie wiem
Mój mąz od wczoraj sie uspokoił.... jest znów NORMALNY.... ale dzień wcześniej dał mi popalic słowami i tą swoja obojętnością tak bardzo, że poryczałam sie jak bóbr... a wczoraj już mnie przytulał, a przede wszystkim obejmował moje nogi...mimo,że nie należe do modelek(co równiez mąz mi przedczoraj uswiadomił) to wczoraj kilkanaście razy powtarzała że uwielbia moje ciało ,tylko głowe by odrąbał, bo za duzo pyskuje.....
kiedys z nim rozmawiałam o tym co by było gdyby ,,''
mówiłam o sobie i dzieciach, że bysmy bardzo cierpiały, wszystkie trzy i jego mama.... a ja to pewnie zaraz za nim bym umarła... co wtedy z dziećmi... mówił bym głupot nie mówiła....
ale na każde pytanie i argument z mojej strony miał odpowiedź... mówił to tak jakby był pozbawiony uczuć i serca.... mówił,że on by nic wtedy nieczół i nie widział by ,co my przeżywamy.... zaraz potem mówił że żartuje, że tak by nie zrobił, bo co ja bym bez niego zrobiła....
tak prawde mówiąc,miało to miejsce ok. rok temu.... od tamtej pory tak nie mówił...ale i ja i jego matka dobrze to pamietamy....
teraz jak sie napije, niekt go nie zaczepia, a jak szuka zaczepki to każe dzwonic na policję, albo mówiże wszystkich poustawia.... schodzimy mu z drogi, ja unikam z nim jaiej kolwiek konfrontacji, bo tez lubie cos durnego mu powiedzieć, cogo bardzo wyprowadza z równowagi...
nie wiem jak mam z nim rozmawiać... onuważa że jego picie to nie problem.... picie może nie, ale konsekwence jego picia sa okropne,
I to jest problem alkoholików - oni nigdy nie mają problemów...
Ewelinagrucha dlaczego nie pomyślałam o innych? Bo pragnęłam spokoju, ja miałam trudną sytuację w domu, mama nałogowo piła, wstydziłam się tego, byłam bardzo nieśmiała, wrażliwa, odkąd mama piła zaczęłam się zamykać w sobie, zaczęłam budować wokół siebie ogromny mur, straciłam całą pewność siebie której i tak miałam nie wiele, w szkole nie należałam do tych najbardziej lubianych, zawsze byłam ta be bo stałam z boku, nie miałam przyjaciół, rodzice mieli swoje problemy i nikt nie przypuszczał że mnie to wszystko tak przytłacza. A dziwne Duuużo czasu minęło zanim podjęłam tą decyzję, myślałam wtedy tylko o wolności, błogości, pozbyciu się bólu, nienawidziłam siebie... Ciężko to opisać... Nie myślałam wtedy o tym bólu który mogą odczuć moi najbliżsi, ja byłam tak przepełniona bólem, strachem że tam w środku nie było już miejsca aby przejmować się czyimiś uczuciami... Moja sytuacja była zupełnie inna niż Twojego męża, tak mi się zdaje przynajmniej... Ciężko mi to wyjaśnić, bo tak skomplikowane, na to jedno wydarzenie złożyło się tyle rzeczy, problemów... i po dwóch latach postanowiłam to co postanowiłam... Tyle napisałam a i tak pewnie nie odpowiedziałam na Twoje pytanie...
No nie chyba juz nigdy nie dowiem sie dlaczego......
Ja także pochodze z rodziny gdzie mama naduzywała alkoholu raze z tata ale jakos nie poddałam sie walczyłam o siebie " nie moge mieć takiej rodziny jaka miałam Ja"
Niestety do końca mi się to nie udałao ponieważ straciłam męża zostałam sama z synem i mieszkam jeszcze u teśców - dla których ich syn był ukochany a ja własnie be
ale szcze trochę chyba że sama się wykończe naszczęście jest wokół mnie wile ludzi którzy doceniaja mnie i to co robiłam i robie nadal - walcze jak lwica -o moja rodzine
Pozdrawiam kochane
annika80 twoje opowieści sa zdarte jak skóra z moich przeżyć. tak jak ty gdy mąz pił włączał mi się lampka jak możesz, dlaczego , przecież wszystko robie abuy było ok, dlaczego to robisz, mamy cudownego syna,mamy wspaniałe zycie, nie moge na tobie polegac, wszystko na mojej głowie itp. itd.
a gdy mój ukochany był trzeźwy był kochany czuł kochał nas naprawde - w danych momentach był dwoma osobami i ta truga niestety była silniejsza
Pozdrawiam
myśle że życie pokaże co nas czeka... nie chcę mówic z ni o tym co było by , gdyby.... narazie pije co dzień... dzisiaj wypił sam pół litra wódki i 2 piwa... juz sie mnie czepia... nie odzywam się, bo wiem że to nic nie da to moje gderanie... jutro mu powiem co czułam i myslałam....
a ta sprawa nie będę sobie zabijać głowy, bo bym chyba oszalała....
Ewelino współczuję Ci bardzo... wiem jedno JESZCZE ZASWIECI DLA CIEBIE SŁONECZKO, BARDZO, BARDZO MOCNO... może juz zapomnisz wtedy nas i o forum, a może nie... ale JESZCZE BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA... patrz na swojego maluszka... to Twoje słoneczko... twoja gwiazdka .dla której Twój usmiech to DAR od losu...
trzymaj sie kochana!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zycze Wam wszystkiego co najlepsze !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
----------
annika
ewelinagrucha, widzisz, są wokół Ciebie ludzie, którzy widzą ile w Tobie dobra i poświęcenia:)
A mogę zapytać, jak Twój synek ma na imię?
Wpadam na forum i jakoś wciągnęły mnie Wasze historie.
annika80, nigdy nie wiadomo, czasem ludzie zmieniają się z dnia na dzień. W każdym razie- jesteśmy z Tobą:)
Mój synek ma naimie Olek mały urwisek moje szczęscie
dz8isiaj dużo pracyyyyyyyyyy
Pozdrawiam
Dużo pracy, dużo zajęcia- mniej czasu na myślenie o smutnych sprawach.
Cześć
Dzisiaj mam doła własnie przypada nasza 4 rocznica slubu o jego nie ma chyba zwaruje!!!
Gdzie ty jesteś kochnie
Wierze,że jest Ci smutno... ja tez zawsze w rocznice slubu jestem sama... tylko wiem że on wróci za jakis czas...
Trzymaj sie malutka... zaglądaj tutaj i pisz wszystko co czujesz... my nie zostawimy Cie z tym samej!!!
Właśnie, annika80 dobrze napisała- pisz co Cię trapi.
Stworzymy taką własną grupę wsparcia:)
Pozdrawiam, 3majcie się.
witajcie Dziewczyny!
tak się naczytałam Waszych historii że aż postanowiłam się podzielić z Wami i moją.
to było jakieś 5lat temu. wtedy świat się dla mnie zawalił. studiowałam w krakowie mój wymarzony kierunek. byłam na studiach dziennych a że nie pochodziłam ze zbyt bogatej rodziny cięzko się było utrzymać. i tak było trudno bo tylko słyszałam nie raz z ust ojca i matki że idę na studia bo robić mi się nie chce-nic tylko o kasę chodziło-miałam iść do pracy i ich utrzymywać:( ale jakoś wiązałam koniec z końcem. miałam stypendium socjalne, obcy ludzie mi pomagali i jakoś się to kręciło. nie byłam jakimś tam orłem ale szłam do przodu. byłam na drugim roku i wtedy zaczęło się wszystko psuć. nie było ludzi którzy by mi pomogli finasowo. w dodatku nie zdałam cholernego 1 przedmiotu i musiałam wziąć warunek co wiązało się z zabraniem przez uczelnię stypendium. oznaczało to że nie miałam z czego opłacać akademika a o jedzeniu już nie wspomnę. znalazłam niby pracę ale ciężko było to wszystko pogodzić ze sobą. musiałam zrezygnować ze studiów nie przystepując do sesji. bolało mnie o tak bardzo że nie umiałam sobie z tym poradzić. w dodatku moi rodzice postanowili że muszę iśc do pracy a nie myśleć o studiach bo jak nie to wypad z domu. nie było nikogo kto by mnie wtedy pocieszył i poweidział ze jestem z toba. sama ze wszystkim. na domiar złego nie mogłam znaleźć pracy. to był koszmar-sama zostałam z tym wszystkim. to było straszne. w końcu pewnego wieczoru poszłam na spacer, długi spacer po lesie, 100myśli na minutę, płakałam sama do siebie, nie mogłam się opanować, w końcu dopadła mnie myśl-skończ z tym życiem-przecież i tak nie masz nikogo kto zapłaczę za toba, nikt nie zatęskni, po co się masz męczyć? to życie nie jest nic warte...to było to. przestałam płakać. czułam tylko ulgę że jednak jest rozwiązanie-koniec życia...tego samego wieczoru siedziałam w łazience z żyletką, czułam spokój ktory mnie ogarnął...już miałam się ciąć ale poczułam jak ktoś chwyta mnie za rękę i mowi nie rob tego, to nie jest rozwiązanie...nie bylo nikogo oprocz mnie...rozplakalam sie,zaczelam sie modlic i dziekowac Bogu ze jednak jest ktos komu zalezy na mnie-poczułam ze to ON mnie kocha, dał mi to życie i ON mi je odbierze. to byl przelom w moim zyciu.
teraz jestem w miarę szczęśliwa. jestem samotna-ale potrafie z tym żyć. mam dobrą prace, wynajmuje mieszkanie.miewam gorsze i lepsze dni,jak każdy, ale wiem że nawet jak zabraknie ludzi obok mnie jest ktoś kto nade mną czuwa....
ps.dziekuje że jest to forum-mozna sie wygadac
Justyna
Justynka, no widzisz, jakoś się wyprostowało:)
A myśl, że jest ktoś, komu na nas zależy bardzo pomaga.
Cieszę się i jestem z Ciebie dumna:)
86 2009-08-25 12:54:43 Ostatnio edytowany przez siss23 (2009-08-25 12:56:25)
Znam rodzinę gdzie powiesił się ojciec.W domu jest czworo dzieci, wszystkie mają problemy ze sobą, może oprócz najmłodszego,ale wydaje mi sie dlatego że ta sytuacja zatarła się w jego pamięci bo był wtedy mały, nie za bardzo mógł zdawać sobie sprawę z tego co sie działo, i nie doznał aż tak wielkiego szoku. Dwie z tych osób jakby całkowicie straciły zdolność do kochania. Nie są w żadnych związkach, nawet przelotnych, jedynie trafiają im sie jakieś przygody seksualne jednorazowo. Wszyscy mają nałogi(alkohol,narkotyki, najmłodszy narazie pali papierosy ale ponoć trawkę też czasami podpala i zaczyna pić alkohol) choć to może nie bezpośrednia przyczyna tego samobójstwa bo to takie patologiczne środowisko,gdzie wiele osó na tym osiedlu nie pracuje, pije,ćpa kradnie, ale napewno ta śmierć pogłebiła problem. Wystepuje tez u nich agresja,także u matki, ale to pewnie spowodowane że nie mogą sie pogodzić z tą smiercią,obwiniaja siebie nawzajem, a pewnie podświadomie sami czują wyrzuty i może obwiniaja sie ze gdyby wczesniej przybyli na miejsce gdzie to zrobił, albo zauważyli że coś jest nie tak.....To ogólnie moje przypuszczenia na ten temat, ponieważ nie jestem żadnym psychologiem, ale to tyle co zauważyłam na podstawie obserwacji
Czesc Kochane
Nic nie piszecie od dłuższego czasu co się u was dzieje
U nas staramy się normalnie funkcjonować!!! Olek jest coraz mądrzejszy ale nie wie i nie pamieta taty (niestety) teściowa ma mi za złe że nie rozmawiam o mężu ale nie bardzo chce wracac w ten piatek 13!!! Natomiast Olkowi notorycznie powtarzam że na zdjęciu jest tata i olus jak był malutki.
Pozdrawiam was
W jakim wieku jest Wasz synek?
Nasz synek w listopadzie skończy dwa latka
jest obecnie moim szczęściem które trzyma mnie przy życiu i normalnym funkcjonowaniu
Hej.
ewelinagrucha, poniekąd rozumiem Twoją teściową, ale ona Ciebie też powinna postarać się zrozumieć, że nie jest Ci łatwo o tym mówić.
Pozdrawiam.
Temat samobójstwa jest pytaniem o życie i śmierć, o sens życia i śmierci, o drogę człowieka przez życie. Człowiek rzadko zastanawia się nad sensem swej egzystencji. Tempo życia zmusza nas do nieustannego pośpiechu. Nie mamy czasu snuć refleksji na egzystencjalne tematy. Dopiero śmierć bliskiej nam osoby, chwila rozczarowań i niepowodzeń życiowych lub proces starzenia się skłaniają nas do zastanowienia nad sensem życia, zabieganiem o dobra doczesne, staraniami o doskonalenie siebie. Śmierć jawi się jako najbardziej przerażająca pustka. Może dlatego, że mimo iż jest bardzo realna, to w gruncie rzeczy niewyobrażalna i niesprawdzalna w indywidualnym doświadczeniu. Jakże ciężka do zniesienia musi być egzystencja, jak beznadziejne wydaje się dalsze życie, skoro człowiek wybiera samobójczą śmierć, która według niego ma być ukojeniem, kresem cierpień, kresem aspiracji, dążeń, nadziei. Jak to jest? Z jakimi problemami musimy się zetknąć, jak głęboko je przeżyć, zanim zamkniemy za sobą drzwi nieodwołalnie i ostatecznie?
WITAJCIE ![]()
tego nikt z nas chyba nie wie... tylko osoby będące na tej drodze to wiedza i zabieraja te tajemnice ze soba .............
a co u mnie?? napisze dzis bardzo króciutko... mąż chce iśc na terapię...
nie wiem czy to tylko dlatego że ma dośc mojego olewtorstwa w stosunku do niego, czy faktycznie cos zaczyna widzieć...
ostatniej soboty sam zadzwonił na policje by go zabrali...
nie wiem co w nim siedzi, ale codziennie sie martwie czy go gdzieś nie znajdę...
w piątek napisze Wam czy doszło do spotkania mojego męza z terapeuta...
a Wy moje kochane trzymajcie sie cieplutko...
EwelinoG a Tobie zycze wszystkiego co najlepsze!!!!!!!!!!!!!
Słoneczko juz wkrótce napewno!!!!!!!!!!!!!!! dla Was zaswieci!@!!!!!!!!!!!!!! ![]()
Dzisiaj dowiedziałam się że mojej koleżanki syn(17lat) w sobotę powiesił się.....dwa lata walczyła żeby zajść z Nim w ciążę a teraz taka tragedia.Jeszcze w ubiegłym tygodniu dodawała na naszej-klasie zdjęcia ze wspólnych rodzinnych wakacji gdzieś w egzotycznych krajach....wszyscy usmiechnięci,radośni,wydawało się że szczęśliwi.....co targa młodymi ludźmi że decydują się na taki krok....
wczoraj byłam na pogrzebie kolegi. Miał 20 lat i się powiesił. Nie wiem dlaczego. Dla mnie nic nie wytłumaczxy takiego egoistycznego rozwiązania sprawy. Koleś miał żonę i dwójkę małych dzieci. Zostawił to wszystko. I po prostu odszedł.
Macie rację to egoistyczne postępowanie, ale zanim te wszystkie osoby zdecydowały się aby zrobić to co zrobiły dawały oznaki przez długi czas że dzieje się z nimi coś złego. Zanim osądzimy takich samobójców i pobawimy się w Boga, zwróćmy też uwagę na to gdzie była rodzina, najbliżsi... W większości przypadków mogli pomóc. Piszę większość bo wiem że są osoby (jak np, jedna tutaj kobieta, nie podam nicka bo już nie chce mi się grzebać w tych komentarzach) które coś próbowały, nie udało się ale to nie jest ich wina. Nie chcę aby wyszło że wina leży po stronie rodziny, nie. Winy nie ma nigdzie, nikt nie jest temu winny że sprawy się tak potoczyły. Chodzi mi głównie o osoby które popełniły samobójstwo z powodu depresji, załamania czyli z poważnych powodów.
Niektórzy nie zauważają tych oznak albo dostrzegą je zbyt późno..
annika80, czekamy na DOBRE wieści.
Trzymajcie się cieplutko;)
Macie rację to egoistyczne postępowanie, ale zanim te wszystkie osoby zdecydowały się aby zrobić to co zrobiły dawały oznaki przez długi czas że dzieje się z nimi coś złego. Zanim osądzimy takich samobójców i pobawimy się w Boga, zwróćmy też uwagę na to gdzie była rodzina, najbliżsi... W większości przypadków mogli pomóc. Piszę większość bo wiem że są osoby (jak np, jedna tutaj kobieta, nie podam nicka bo już nie chce mi się grzebać w tych komentarzach) które coś próbowały, nie udało się ale to nie jest ich wina. Nie chcę aby wyszło że wina leży po stronie rodziny, nie. Winy nie ma nigdzie, nikt nie jest temu winny że sprawy się tak potoczyły. Chodzi mi głównie o osoby które popełniły samobójstwo z powodu depresji, załamania czyli z poważnych powodów.
Nawet nie zadajesz sobie sprawy jak taka osoba może uśpić naszą czujność....pisałam o tym dużo wcześniej,wydawało się że wszystko jest już na dobrej drodze i własnie wtedy to się stało....to już 3,5 roku jak Go nie ma wśród nas.....
98 2009-09-03 09:37:38 Ostatnio edytowany przez yvette (2009-09-03 11:37:45)
annika80 trzymam kciuki za was - pamiętaj walcz o niego zawsze warto!!!
Wiecie co ja mojego męża w ogóle nie obwiniam za nic - obecnie kocham go jeszcze mocniej!!! Tęsknie za nim ale podobno jest tam do góry coś jeszcze więc mam nadzieje że kiedys bedziemy razem i w końcu bedziemy szczęśliwi!!!
Dlaczego "oni" to robią dlaczego nas zostawiają na to pytanie nie ma odpowiedzi!!! I gdybanie dlaczego przecież miał tak dobrze ...... - nie wiadomo co w ich głowie siedzi!!!!
annika80 mam do ciebie wielki sentyment ponieważ twoja sytuacja rodzinna jest bardzo podobna do mojej!!! Mam nadzieje że wam się uda, że dacie radę przezwyciężyć ten nałóg!!!
Pozdrawiam was kochane
Proszę, nie używaj wulgaryzmów.
Pozdrawiam
Yvette
99 2009-09-03 20:19:39 Ostatnio edytowany przez Dianaa (2009-09-03 20:25:52)
Dianaa napisał/a:Macie rację to egoistyczne postępowanie, ale zanim te wszystkie osoby zdecydowały się aby zrobić to co zrobiły dawały oznaki przez długi czas że dzieje się z nimi coś złego. Zanim osądzimy takich samobójców i pobawimy się w Boga, zwróćmy też uwagę na to gdzie była rodzina, najbliżsi... W większości przypadków mogli pomóc. Piszę większość bo wiem że są osoby (jak np, jedna tutaj kobieta, nie podam nicka bo już nie chce mi się grzebać w tych komentarzach) które coś próbowały, nie udało się ale to nie jest ich wina. Nie chcę aby wyszło że wina leży po stronie rodziny, nie. Winy nie ma nigdzie, nikt nie jest temu winny że sprawy się tak potoczyły. Chodzi mi głównie o osoby które popełniły samobójstwo z powodu depresji, załamania czyli z poważnych powodów.
Nawet nie zadajesz sobie sprawy jak taka osoba może uśpić naszą czujność....pisałam o tym dużo wcześniej,wydawało się że wszystko jest już na dobrej drodze i własnie wtedy to się stało....to już 3,5 roku jak Go nie ma wśród nas.....
Zdaję sobie sprawę z tego i to bardzo dobrze. Również opisałam swoją historię (w skrócie) tyle że pod nickiem "Kobieta" (musiałam zmienić nick). Napisałam to ponieważ nie chcę aby o samobójcy mówiono że to tylko egoista, nie myśli o innych, inni mają większe problemy a on/a się zabiła, a przecież dom, pieniądze, rodzinę miał/a, to jest olbrzymie uproszczenie. Samobójca to przede wszystkim człowiek który cierpi, który często kryje to wszystko w sobie, nie chce bądź wstydzi się poprosić o pomoc, cierpi bardzo długo zanim zdecyduje się na tak drastyczny krok. Oczywiście w żadnym razie nie usprawiedliwiam samobójców, ja ich po prostu staram się zrozumieć. I powtarzam nie pragnę nikogo obarczać winą.
Witam,
Trafiłam na to forum przez zupełny przypadek szukając odpowiedzi na pytanie: dlaczego..?
Tydzień temu wróciłam z przyjaciółmi z wakacji - tygodnia pełnego śmiechu i dobrej zabawy (jak mi się wydawało po powrocie..). Żal było wracać ale cóż - trzeba - ja miałam o tyle dobrze że w tym gronie był mój bliski znajomy z pracy i pewnie przez najbliższe pół roku wspominalibyśmy ten wyjazd. Wspominalibyśmy bo w poniedziałek nie pojawił się w pracy... Podjechałam do niego i pod drzwiami zastałam już jego przyjaciela dobijającego się do drzwi - czekał na policje aby wejść do środka - mnie na szczęście odesłał z powrotem do pracy z obietnicą że da znać jak będzie coś wiadomo... To była najkrótsza rozmowa w moim życiu - płacz w słuchawce i na pytanie czy coś wiadomo padająca odpowiedź "nie żyje"... Zupełnie nie wiem co ze sobą zrobić - nie wiem kiedy zasypiam bo co wieczór pamiętam tylko że płaczę. Miał 33 lata i był wspaniałym człowiekiem uwielbianym przez wszystkie dziewczyny z pracy i szanowanym i lubianym przez kolegów.
Nasza znajomość tak naprawdę zaczęła się kilka miesięcy temu mimo iż pracowaliśmy razem ponad 2 lata. W tym czasie rozpadał się mój związek i któregoś dnia nie wytrzymałam i z płaczem wybiegłam z biura wpadając wprost na niego. Pobiegł za mną i zapytał co się stało i tak się zaczęło... Rozmowy o wszystkim i o niczym na tyle absorbujące że nie zauważyłam że abonamentowe 30 godzin rozmów przez telefon zaczyna brakować...
Dzięki niemu uporałam się ze wszystkim a w międzyczasie okazało się że i w jego związku żar dogasa. Rozstali się miesiąc temu - gdy się wyprowadził stwierdził że musi wyjechać na urlop - bo już nie pamięta jak to jest. Zaproponowałam mu żeby dołączył do nas - czas i miejsce w które chciał wyjechać pokrywały się więc w dniu wyjazdu stawił się na miejscu, zaakceptował nieformalny regulamin wyjazdu (dobra zabawa ponad wszystko) i pojechaliśmy... Dziś mam tylko zdjęcia na których śmieje się od ucha do ucha, tysiąc myśli na minutę i jedno pytanie: dlaczego..?
fakt jestem facetem ale przez przypadek trafiłem na to forum, jest mi bardzo źle przepłakałem wczoraj cały dzień dzisiejszą noc i nadal łzy same mi lecą, dużo piszecie o pomocy przyjaciół, rodziny, a co zrobić jak się nie ma nikogo????? Kto wtedy może pomóc jak się już podejmie TĄ decyzje. Kiedy nie widzi tego światełka w tunelu?
eanek, co się stało?
eanek napisz śmiało o co chodzi?
Jak będziemy potafiły to pomozemy a nawet takie wyrzucenie z siebie wszystkiego duzo daje,dlatego wal smialo tutaj jestes anonimowy.....
eanek napisz co jest tego powodem...są tu dla Ciebie już co najmniej 3 osoby...
fakt jestem facetem ale przez przypadek trafiłem na to forum, jest mi bardzo źle przepłakałem wczoraj cały dzień dzisiejszą noc i nadal łzy same mi lecą, dużo piszecie o pomocy przyjaciół, rodziny, a co zrobić jak się nie ma nikogo????? Kto wtedy może pomóc jak się już podejmie TĄ decyzje. Kiedy nie widzi tego światełka w tunelu?
Nie podejmuj tej decyzji zbyt szybko. Napisz nam najpierw co się stało. Dlaczego tak się czujesz, co na to wpłynęło. eanek nie poddawaj się, nie wolno, kiedyś się poddałam, tak jak Ty nie widziałam tego światełka, spędzałam wiele godzin płacząc, rozmyślając, czasami raniąc się doprowadzając tym siebie do całkowitego załamania, podjęłam TĄ decyzję, chciałam odejść a dziś żyjąc CIESZĘ SIĘ że jednak tu jestem, że jestem na tym świecie którego kiedyś tak bardzo nie chciałam oglądać. Bardzo dobrze rozumiem co czujesz, ale zanim podejmiesz taką decyzję spróbuj z kimś porozmawiać. Tu na forum jak widzisz jest coraz więcej osób które Cię szczerze wysłuchają, którzy rozumieją ten temat. Nie jesteś sam, pierwszy krok jaki musisz zrobić to zacząć rozmawiać. Wierzymy w Ciebie, odezwij się...
jest kiepsko, nie radze sobie z pewnym uczuciem które powoli mnie zabija, czuje sie jakbym się znalazł w świecie który jest zupełnie inny niż ten który poznawałem przez 30 lat, poniekąd tak jest bo od 1 sierpnia mieszkam w mieście w którym nieznam nikogo, a ludzie wokoło są straszni, nie mają uczuć (lub mają gdzieś głęboko) obce dla nich jest dobro, bezinteresowna pomoc, podzielenie się czymkolwiek, przeliczają wszystko na kase. A ja zostałem tak wychowany i jak chce z kimś się podzielić to patrzą na mnie jak na wariata, jak na człowieka który stoi na ulicy i rozdaje ludziom pieniądze. Boże gdzie ja trafiłem. I to wszystko dla kobiety, która nie jest pewna, która mówi że chce być ze mną ale tylko kilka godzin w tygodniu, tak na dochodne, tak na pół gwizdka. Resztę czasu spędzam samotnie, wiem że to TA, nie chce innej, tylko nie chce znowu usłyszeć że "tego kwiatu to pół swiatu" i inne temu podobne. Chcę wiary i nadziej na tą miłość, wiem że ONA nie jest taka jak wszyscy tutaj, musiała się poprostu dostosować, chcę jej pokazać że świat jest inny niż ten który TU jest, ale nie mam już siły na walkę o nią. mam dość
Masz siłę. tylko nie wiesz może o tym... ja walcze juz bardzo długo i nie żałuję... usmiechaj sie i mów ,, bedzie dobrze, będzie bardzo dobrze'' mysl pozytywnie.. jestec napewno super człowiekiem , umiesz wyrażac uczucia a to nie każdy facet potrafi... mój okazywał je wyzwiskami i poniżaniem a Ty jesteś wspaniaym człowiekiem i napewno ułozy ci sie z ta kobieta mimo,że mieszkalisciew innych ,,klimatach'''
to jest do przeskoczenia!!!!!!!!1 uwiez mi!!!!!!!!!!!!!!!!!juz niedługo wszystko tez dostosujesz sie do tego albo po prostu zaakceptujesz... na to potrzeba troszeczke czasu....
-------------------
pozdrawiam i trzymam kciuki
annika
eanek, no spójrz, jakim jesteś wartościowym człowiekiem.
Rozumiemy, że jest Ci ciężko, jednak nie możesz się poddać!
pomóżcie mi jakoś prosze
Napisałeś, że nie masz siły na walkę o nią. A ja myślę, że masz w sobie dużo siły, tylko brakuje kogoś, kto Cię wesprze.
eanek, znajdź tą siłę.
sam sobie nie potrafie pomóc
Powiedziałeś jej o tym, że źle Ci samemu?
Piszesz że ona jest inna, ale musiała się dostosować. Jesteś pewny tego? Dobrze ją znasz?
Bo widzisz, nie warto płakać o kogoś kto nie podziela Twoich uczuć. Nie upieraj się, że ona i tylko ona, zastanów się nad tym czy jej zależy, jak wasz związek będzie wyglądał np za rok.
Niech to uczucie Cię nie zabija, znajdź w sobie siłę na walkę o Was ale i o siebie. Masz tą siłę.
eanek może umow sie z psychoogiem... ta najleps rada z mojej strony... to nic strasznego... wygadasz sie ze wszystkich zmartwień i ona poradzi Tobie co maszrobic i jak postspować... trzeba sie stosowac do zaleceń a gwarantue że z dznia na dzień będie tylko lepiej!!!
wiem to z własnego doswiadczenia.... juz kika miesiecy kozystam z pomocy terapeuty... czasem mam złe dzni ale one szybko mijaja.. araz w tygodniu taka wizyta pomaga ... naprawdę...
pozrawiam i tzrymam kciuki ... wiem że jestem wspaniałym człowiekiem i dzielnym... wystarczy tylko chciec i czuc taka potrzebą...
Zwykły poranek, budzę się zdrowy, wypoczęty, wyspany. Blask słońca wpada do pokoju i ląduje na mojej twarzy, przez uchylone okno słyszę jak ptaki na dworze śpiewają.
Myślę sobie - Kolejny dzień czas zacząć. Tyle rzeczy można zrobić, kilka nawet wypada i trzeba zrobić. Od czego zacząć? Zastanawiam się przewracając się jeszcze leniwie w łóżku.
Wstaje przeciągając się. Pożywne śniadanko to jest to z czym się powinno ?wystartować? w każdy dzień. Później kąpiel, ubieram się i czas zacząć działać, czuję, że mogę wszystko.
Tak było, a może tylko powinno być, już sam nie wiem, nie pamiętam.
Zwykły poranek, budzę się zdrowy, wyspany. Promienie słońca wpadają przez okno i rażą mnie po oczach, przez otwarte okno słyszę jak ptaki śpiewają budząc mnie na dobre.
Myślę sobie ? Kolejny dzień. Tyle rzeczy trzeba zrobić. Próbuję jeszcze chociaż na chwilkę usnąć, pobyć jeszcze trochę w świecie snu, nadaremnie. Wstaje z łóżka, znów dzień jak co dzień, zapalam papierosa. Jakaś kanapka na śniadanie aby nie czuć głodnego żołądka.
Później kąpiel, ubieram się i znów tą samą rutynę czas zacząć, czuję, że mam dość i już się do wieczora nie mogę doczekać aż znów usnę i ucieknę chociaż na kilka godzin od tego wszystkiego.
A co jest powodem takiego nastawienia Hiero? Zwracasz uwagę na blask słońca, na ptaki za oknem, myślisz o obowiązkach. Ale równocześnie czekasz, aż dzień się skończy. Co się złego wydarzyło w Twoim życiu?
Nieważne jest co się wydarzyło, a to do czego prowadzi. Myślę nad tym dużo, szperam w necie szukając informacji dlaczego to się dzieje, tak trafiłem na to forum. Próbuję zrozumieć co się ze mną dzieje. Nikomu o tym nie mówię bo nawet nie mam komu powiedzieć. Obmyślam każdy możliwy scenariusz, doszukując się błędów w własnym planowaniu. Zachowuję pozory jakoby wszystko było w porządku. Natrafiam na to:
"Osoby z utajoną depresją zachowują się zupełnie normalnie i mogą nawet wyglądać na zadowolone z życia. Jednocześnie odczuwają bardzo silną nienawiść do siebie samych. Osoby takie planują starannie akt samobójstwa (jego czas, miejsce i sposób). Bardzo często po pierwszym nieudanym akcie udają pełen powrót do zdrowia psychicznego, po czym, w najmniej oczekiwanym przez innych momencie, dokonują drugiej próby samobójczej. Depresja jest prawdopodobnie przyczyną ponad połowy wszystkich ?skutecznych? samobójstw."
Potem piszecie tutaj o tym, że samobójcy nie myślą o bliskich i ich cierpieniu. Czyżby? Tylko dlatego jeszcze tu jestem, bo wiem, że niektórzy by tego nie przeżyli. Wiem jakiej długości sznur potrzebuję aby było to napewno skuteczne, 193cm. Wiem też, że chciałbym to zrobić bo nie mam chęci i sił dalej żyć. Bo po co się męczyć? Każdy w końcu umrze. Co za różnica teraz czy za 30lat? To nie jest wołanie o pomoc, nie jest też ostrzeżeniem, że to zrobię. Nie wiem czy nastanie w końcu chwila kiedy będę na tyle odważny lub jak kto woli na tyle tchórzem aby odejść. Pewne jest to, że czuję tylko pustkę. Przytłaczającą pustkę, która opętała wszystkie moje myśli na tyle, że każdy kolejny cios od życia przyjmuję z obojętnością zastanawiając się co jeszcze dla mnie naszykował los. Co jest ze mną nie tak, że nie mogę mieć normalnego życia jak każdy inny?
Nieważne jest co się wydarzyło, a to do czego prowadzi. Myślę nad tym dużo, szperam w necie szukając informacji dlaczego to się dzieje, tak trafiłem na to forum. Próbuję zrozumieć co się ze mną dzieje. Nikomu o tym nie mówię bo nawet nie mam komu powiedzieć. Obmyślam każdy możliwy scenariusz, doszukując się błędów w własnym planowaniu. Zachowuję pozory jakoby wszystko było w porządku. Natrafiam na to:
"Osoby z utajoną depresją zachowują się zupełnie normalnie i mogą nawet wyglądać na zadowolone z życia. Jednocześnie odczuwają bardzo silną nienawiść do siebie samych. Osoby takie planują starannie akt samobójstwa (jego czas, miejsce i sposób). Bardzo często po pierwszym nieudanym akcie udają pełen powrót do zdrowia psychicznego, po czym, w najmniej oczekiwanym przez innych momencie, dokonują drugiej próby samobójczej. Depresja jest prawdopodobnie przyczyną ponad połowy wszystkich ?skutecznych? samobójstw."
Potem piszecie tutaj o tym, że samobójcy nie myślą o bliskich i ich cierpieniu. Czyżby? Tylko dlatego jeszcze tu jestem, bo wiem, że niektórzy by tego nie przeżyli. Wiem jakiej długości sznur potrzebuję aby było to napewno skuteczne, 193cm. Wiem też, że chciałbym to zrobić bo nie mam chęci i sił dalej żyć. Bo po co się męczyć? Każdy w końcu umrze. Co za różnica teraz czy za 30lat? To nie jest wołanie o pomoc, nie jest też ostrzeżeniem, że to zrobię. Nie wiem czy nastanie w końcu chwila kiedy będę na tyle odważny lub jak kto woli na tyle tchórzem aby odejść. Pewne jest to, że czuję tylko pustkę. Przytłaczającą pustkę, która opętała wszystkie moje myśli na tyle, że każdy kolejny cios od życia przyjmuję z obojętnością zastanawiając się co jeszcze dla mnie naszykował los. Co jest ze mną nie tak, że nie mogę mieć normalnego życia jak każdy inny?
Mam koleżankę , która próbowała się zabić i to nie jeden raz . Leczy się dziewczyna od 17 lat , najpierw na depresję teraz na schizofremię . Kiedys powiedziała mi , że dziekuje Bogu , że ją odratowali , choć starannie knuła swoje samobójstwo . Każdy kto ma mysli samobójcze powinien iśc do lekarza i leczyć się . To nie tak , że twoje zycie jest gówno warte , tak myslała tez moja koleżanka . Teraz choc jest sama , ceni swoje zycie i nie planuje już swojej śmierci .
smutne :-( sama się nieraz zastanawiam jak słyszę takie historię dlaczego ludzie to robią...każdy ma pewnie inny powód, nie radzi sobie z problemami, które urastają do ogromnej wielkości...
Hiero, nikt nie ma bezproblemowego życia.
Znajdź w życiu jakąś pasję, coś czemu będziesz chciał poświęcać czas.
Wypełnij jakoś tą pustkę.. Wiem, nie jest łatwo, ale Twoje życie jest wiele warte!
eanek - odezwij sie - co z Toba ?? bądż dzielny - dasz rade uwierz w siebi . Pozdrawiam Cie serdecznie
Boze,jak ja dlugo czegos takiego szukalam!
Siedem miesiecy temu powiesil sie moj maz,czuje sie winna,poniewaz odeszlam od niego zabierajac ze soba naszego synka.Moj mat byl alkoholikiem i nie moglam tego dluzej zniesc.Poszlam do domu opieki dla maltretowanch kobiet.Gdy odchodzilam powiedzial mi,ze ma dobry sznurek w piwnicy...Ja mu jeszcze powiedzialam zeby tylko mocny byl i sie nie urwal!!!!
W czwarty dzien naszej nieobecnosci powiesil sie w piwnicy!!!!
Ja poprostu nie moge dojsc do siebie,mam ciagla depresje,dlaczego on nam cos takiego zrobil,przeciez i tak wystarczajaco ürzez niego wycierpielismy.....
Boje sie o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne,sama miewam mysli samobojcze,jedyne co mnie jeszcze trzyma przy zyciu to moj synek....
Blagam napiszcie cokolwiek,moze macie podobne doswiadczenia,ja juz niewim co robic...
122 2009-09-25 20:44:15 Ostatnio edytowany przez yvette (2009-09-26 10:58:04)
Hiero,wiesz mysle,ze jestes straszny egoista!Piszesz co prawda,ze myslisz o rodzinie,ale dobrze wiesz,ze jak ten czas przyjdzie to nawet przez chwile sie nie zastanowisz!!!!
Powiem ci cos,ja jestem wlasnie taka rodzina,z ktora sie taka osoba jak ty nie liczyla.I nawet nie masz pojecia jak to jest,gdy ktos tak po prostu odejdzie z wlasnego wyboru a ty zostaniesz!!!My musimy z tym zyc,z tymi calymi problemami,waszymi problemami,ktore po was pozostaja,bo one nie znikaja wraz z tymi osobami.My musimy sie borykac z codziennoscia,z bolem gniewm i nienawiscia,ktora sie rodzi i coraz bardziej wgryza sie w nasze dusze.
Na swiecie sa miliony ludzi,ktorzy sa chorzy,nie maja dachu nad glowa,nic do jedzenia a ty MÓWISZ,ze tobie jest zle.
Pomysl lepiej nad tym jak moglbys zmienic swoje zycie,poswiec sie dla kogos,zrob cos dobrego dla innych a od razu ci sie zachce zyc.
I mysl o swojej rodzinie,zastanow sie jaka krzywde im wyrzadisz,bo z taka swiadomoscia jest ciezko zyc.
Wulgaryzmy na forum nie będą tolerowane. Rozumiem, że nerwy ponoszą, ale na tym forum panuje kultura i wzajemny szacunek do użytkowników.
Nie usuwamy również postów "bez powodu".
Pozdrawiam
Moderator działu.
Boze,jak ja dlugo czegos takiego szukalam!
Siedem miesiecy temu powiesil sie moj maz,czuje sie winna,poniewaz odeszlam od niego zabierajac ze soba naszego synka.Moj mat byl alkoholikiem i nie moglam tego dluzej zniesc.Poszlam do domu opieki dla maltretowanch kobiet.Gdy odchodzilam powiedzial mi,ze ma dobry sznurek w piwnicy...Ja mu jeszcze powiedzialam zeby tylko mocny byl i sie nie urwal!!!!
W czwarty dzien naszej nieobecnosci powiesil sie w piwnicy!!!!
Ja poprostu nie moge dojsc do siebie,mam ciagla depresje,dlaczego on nam cos takiego zrobil,przeciez i tak wystarczajaco ürzez niego wycierpielismy.....
Boje sie o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne,sama miewam mysli samobojcze,jedyne co mnie jeszcze trzyma przy zyciu to moj synek....
Blagam napiszcie cokolwiek,moze macie podobne doswiadczenia,ja juz niewim co robic...
To w żadnym wypadku nie Twoja wina, i wybij to sobie z głowy. Nie jesteś zupełnie niczemu winna. Nie wolno Ci tak myśleć. Mysli samobójcze wyrzuć na śmietnik, wiem że to trudne ale pomyśl, sama cierpisz po tym co się stało, nie chciałabyś aby coś podobnego czuł Twój synek, jestem tego pewna. Jeszcze wiele dobrego przytrafi Ci się w życiu, jestem tego pewna - tylko daj temu szansę. Jeśli wolno spytać, w jakim wieku jest Twój synek?
Moj synek ma 2,5 roku,malutki jest jeszcze.Jego ojciec powiesil sie 11 dni po jego drugich urodzinach...
Ja miewam takie mysli,ale jestem pewna,ze tego nie zrobie,choc czasami moze mialabym ochote,ale wiem,ze to niczego nie zmieni i wiem co zrobilabym mojej rodzinie.Wiem jak to jest i co czlowiek po czyms takim odczuwa....Ale nie zmienia ta faktu,ze to jest najgorsze co mnie w zyciu spotkalo i jest mi bardzo ciezko dojsc do siebie.Ja funkcjonuje jak robot,wstaje,robie sniadanie,sprzatam,ide na spacer z synkiem,itd.I tak caly czas,bez zadnych emocji,jestem pusta w srodku i to mnie zabija.
teraz jest tylko - Obojętność,nie wiem jak długo zniosę to życie bez smaku i wyrazu
A ja sie ciesze,ze sie tutaj znalazlam!Juz samo przeczytanie innych postow,dodaje mi sil!
Niesamowite uczucie,gdy obce osoby mi pisza,ze we mnie wierza i ze dam rade...i,ze nie jestem winna!
DZIEKUJE WAM!
A ja sie ciesze,ze sie tutaj znalazlam!Juz samo przeczytanie innych postow,dodaje mi sil!
Niesamowite uczucie,gdy obce osoby mi pisza,ze we mnie wierza i ze dam rade...i,ze nie jestem winna!
DZIEKUJE WAM!
Bo nie jesteś winna, to po prostu prawda:) I oczywiście że dasz radę, Twój synek nie ma już taty tu na Ziemi, ale ma mamę, jesteście sobie nawzajem potrzebni... Myślę że czas odrobinę zagoi ranę która powstała w wyniku tak niespodziewanej śmierci... Życie nie zawsze obdarowuje nas samymi prezentami, ale mimo to toczy się dalej i my musimy żyć, dla nas samych, dla tych osób które nas opuściły... Zobaczysz nadejdzie dzień w którym obudzisz się i uśmiechniesz się zadowolona z życia...
Wiesz dopiero po Twoich postach sobie uświadomiłam jak bardzo takie osoby cierpią... Najgorsze jest chyba to nierozumienie całej sytuacji, pytania dlaczego nas opuścił/a., dlaczego tak zdecydował/a...
teraz jest tylko - Obojętność,nie wiem jak długo zniosę to życie bez smaku i wyrazu
Jesteście razem?
Wlasnie tak to jest,ze tak naprawde nikt nie zrozumie jaki bol odczuwa ta osoba,ktora pozostaje.
Najgorsze jest wlasnie to,ze tak do konca niewiesz dlaczego.Mozna sie tylko domyslac,odpowiedzi nie otrzymasz nigdy.
Z moim mezem bylo tak,ze jak juz wspomnialam,odeszlam od niego.Pozostawilam mu jednak nadzieje.Powiedzialam,ze jezeli pojdzie na odwyk i naprawde bedzie sie staral,to wrocimy.Tylko,ze nie od razu,musi minac jakis czas,i ze on musi wreszcie pokazac,ze nas kocha,i ze mu na nas zalezy i musi wkoncu podjac walke!Przez te dni gdy nas nie bylo mialam z nim kontakt telefoniczny.Mowil,ze bedzie walczyl,i ze nas kocha i tym razem naprawde tego chce.Wiec po raz pierwszy mialam naprawde nadzieje,ze tak bedzie,myslalam,ze nasze odejscie go otrzezwi,ze zrozumie,ze jestesmy rodzina i musimy byc razem.....a potem cos takiego!!!!!
Najgorsze jest dla mnie to,ze nawet nie byl pijany gdy to robil!To bylaby dla mnie jaks pociecha,ze nie przemyslal tego,ze zrobil to w chwili upojenia,nie bardzo wiedzac co robi!Ale nawet to mi odebral!I wogole z jaka desperacja on to zrobil,musial tego naprawde chciec,to jest dla mnie niepojete!!!On poprostu usiadl na krzesle i udusil sie....mogl w kazdej chwili wstac...na krotko przed tym rozmawialismy jeszcze przaz telefon i ja nic nie poczulam!Jak moglam nic nie poczuc,przeciez bylam jego zona i zawsze myslalam,ze go znam.Wlasnie takimi myslami czlowiek sie katuje.Dlaczego=Co byloby gdybym uwazniej sluchala?Czemu tam nie pojechalam?Moze moglabym go uratowac?I tak przez caly czas!
Jego rodzina mnie znienawidziala,twierdzo,ze ja go zabilam!Dostawalam pogrozki na zycie swoje i synka,balam sie wyjsc z domu!Jego dzieci,ktore sa juz dorosle,wbrew mojej woli zarzadzili sekcje zwlok,czy aby czasem nie zostal otruty a potem dopiero powieszony!
Zadne ubezpieczenie nie wyplacilo pieniedzy,poniewaz przy samobojstwie ubezpieczenie nie obowiazuje.
Okazalo sie,ze za moimi plecami narobil jeszcze kupe dlugow,60tys euro,za ktore teraz ja odpowiadam.
I jak tu sie nie zalamac????
Mimo wszystko wybaczam mu wszystko i mam nadzieje,ze odnalazl spokuj tam gdzie jest i blagam Boga o zbawienie dla niego...
To bardzo przykre, cała ta sytuacja, a szczególnie zachowanie osób z jego rodziny... W takich chwilach nie powinno się szukać winnych, to nie czas ani miejsce, trzeba się wspierać a nie walczyć myślę że oni również zadawali sobie pytanie DLACZEGO, być może też zastanawiali się że gdyby zauważyli że coś jest nie tak, gdyby odwiedzali go częściej może byłoby inaczej... tyle że oni aby oczyścić się z takich myśli wybrali najkrótszą i najprymitywniejszą drogę jaka może być - znaleźli kogoś na kogo mogą zrzucić winę. "Pogróżki na życie swoje i synka" myślę że tym jego rodzina wymierzyła CI cios poniżej pasa, zresztą nie tylko Tobie ale w szczególności Twojemu mężu, w końcu dotyczyło to również jego, waszego synka (niezależnie czy były to poważne pogróżki, lub też nie). Oby zrozumieli kiedyś, co nie tak jest w ich zachowaniu. Myślę że sprawa tych długów też mogła go popchnąć do tej decyzji, może w pewnym momencie sprawy wymknęły się spod kontroli, szkoda że nie mówił Ci o tym, gdyby nic nie ukrywał być może byłoby inaczej...
Piszesz "Jak moglam nic nie poczuc,przeciez bylam jego zona i zawsze myslalam,ze go znam.", właśnie takie myśli musisz wyrzucić z głowy, osoba która chce popełnić samobójstwo potrafi się świetnie zamaskować, taka osoba będzie nawet w stanie z Tobą żartować, śmiać się a godzinę później... Nie mogłaś nic zrobić. "Czemu tam nie pojechałam?" nie mogłaś nawet podejrzewać że szykuje się coś takiego, wierzyłaś w to że mąż rozpocznie "walkę" a za jakiś czas znowu nastaną te lepsze dni, tak Ci obiecywał, dlatego nie pojechałaś... Nie ma w tym niczyjej winy, a już szczególnie Twojej.
Przepraszam że spytam, jeśli uznasz to za niegrzeczne, bądź zbyt osobiste nie odpowiadaj. Co to znaczy "On poprostu usiadl na krzesle i udusil sie....mogl w kazdej chwili wstac..." ? Na siedząco? Przepraszam jeśli uraziłam Cię tym w jakikolwiek sposób, nie chciałam...