Ja mam straszne hustawki, nie mogę podjąć decyzji. Czasem wydaje mi się, że można tak żyć dalej, ja sobie, on sobie... Ale przychodzi moment i ryczec mi sie chce, że wszystko tak spieprzył, że nie chce juz o nas waczyć, że mu wszystko jedno bo jest ONA. masakra Macie rację zamiast się użalac powinnam wziąc sprawy w swoje ręce i nie mieć zadnych skrupułów.
Podobne tematy
Endi!
A co tam u Ciebie?
u mnie?
wszystko gra Monia
chora byłam całe święta
a po świętach rzuciło mi się na żołądek
więc szczęsliwie chudnę bo prawie jeść nie mogę... głodu nie czuję nic za nic
mój organizm mi sam dietę oczyszczającą zastosował.. cudownie;))
u mnie inaczej niż u ewki - bo sytuacja inna, mąż inny.. niemniej rozumiem, co się z nią dzieje
dlatego, bo ja wiem, że we mnie nie ma juz żalu do męża, czy złości na to, co zrobił
ale we mnie nie ma też tych uczuć, które były kiedyś
czy to stan przejściowy? nie wiem, trwa trzy lata. może to taka rzeczywistość....może to taki poziom zaangazowania w związek jaki dloa mnie wogóle jest mozliwy?
musze się sobie przyjrzeć... ![]()
ale jestem dobrej mysli - jesli chodzi o mnie;l)
zrobiłam serwetkę pierwszą swoją własną i to nie jest moje ostatnie szydełkowe słowo..
oczywiście przy drugiej przestałam trzymac się schematu i jestem właśnie w trakcie kompletnej improwizacji...
Ja mam straszne hustawki, nie mogę podjąć decyzji. Czasem wydaje mi się, że można tak żyć dalej, ja sobie, on sobie... Ale przychodzi moment i ryczec mi sie chce, że wszystko tak spieprzył, że nie chce juz o nas waczyć, że mu wszystko jedno bo jest ONA. masakra Macie rację zamiast się użalac powinnam wziąc sprawy w swoje ręce i nie mieć zadnych skrupułów.
ewka, ale to wcale nie powiedziane, że jestjakiś schemat postępowania, że jest wóż a;lbo przewóż
myslę, że wystarczy jak przestaniesz stac w miejscu
JEDEN KROK,....
199 2013-01-03 16:41:49 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-01-03 16:42:37)
Ja mam straszne hustawki, nie mogę podjąć decyzji. Czasem wydaje mi się, że można tak żyć dalej, ja sobie, on sobie... Ale przychodzi moment i ryczec mi sie chce, że wszystko tak spieprzył, że nie chce juz o nas waczyć, że mu wszystko jedno bo jest ONA. masakra Macie rację zamiast się użalac powinnam wziąc sprawy w swoje ręce i nie mieć zadnych skrupułów.
Nie to, ze sie użalasz....po prostu wciąż masz nadzieję na cud...że padnie przed Tobą, że zrobi wszystko, żebys uwierzyła w jego miłość do Ciebie....chciałabyś, żeby udowodnił Ci, ze możesz mu ufać.....
A on robi swoje, bezkarnie bajeruje sucz....
Pracy dla Ciebie nie chciał zmienić, zebys się czuła spokojniej...
czeka....
aż się wykończysz.....i to Ty podejmiesz decyzję....bo on jest bezjajeczny.....wypisz wymaluj mój poteflon....
I ja tez czekałam...na cud.....
I zostałam rycząca na podłodze, wyjąca z bólu....on poszedł, pakował sie i biedactwo też płakał....bo przecież taki wrażliwy i uczuciowy....to sie przejął, że mi krzywde zrobił....
Ewa nie daj się doprowadzić do takiego stanu w jakim ja byłam...zycie sobie chciałam odebrać...bo wydawało mi się, że bez niego świat się skończy....
Nie skończył się....i nawet toczy sie dalej...
No właśnie to jest to....
głupia jestem bo mam nadzieję .....
nadzieja matką głupich czyż nie..
Dzwonię do kancelarii....
No właśnie to jest to....
głupia jestem bo mam nadzieję .....
nadzieja matką głupich czyż nie..
Dzwonię do kancelarii....
Zdecydowanie nie jesteś głupia...nie daj sobie wmówić że jest inaczej.......
Każdy to musi przejść po swojemu...jesteś mądra, wrażliwa, uczuciowa, żal Ci wspólnych w końcu dobrych lat...to sa normalne reakcje....
Trzymam kciuki!!
No właśnie to jest to....
głupia jestem bo mam nadzieję .....
nadzieja matką głupich czyż nie..
Dzwonię do kancelarii....
dzwon siostro, dzwoń
rusz się
ty sie rusz
nie daj sobie stać w miejscu
witam,ewa najtrudniej jest zrobic pierwszy krok,swiadomosc ze cos sie rozpadnie bezpowrotnie jest przytłaczajaca,ale w jakikolwiek sposób postanowisz z nim walczyc to pamietaj o jednym ty jestes od niego lepsza,jestes uczciwa wzgledem siebie.Kiedy bedziesz szła na spotkania z nim do sadu lub adwokata ładnie wyglądaj nie daj mu satysfakcji jak bardzo cie to zabolało,zawsze miej przy nim podniesiona wysoko głowe i dumną minę niech patrzy co stracił,wiem ze bedziesz struta i brak checi do zycia ,ale daj mu nauczke niech nie mysli sobie ze wygrał z toba albo cie pognebił On jest zwykłym tchórzem,takim co czeka az ktoś za niego przezyje jego problemy on jest tylko do lepszego zycia(według jego mniemania o sobie)pokaż mu jak bardzo sie myli
Jestesmy z toba
No właśnie to jest to....
głupia jestem bo mam nadzieję .....
nadzieja matką głupich czyż nie..
Dzwonię do kancelarii....
tylko ewka.. na co masz nadzieję?
widzisz, to nie jest kwestia tego, co może zrobić lub nie, twój mąż, mój mąż
to jest kwestia tego, co my czujemy i czego potrzebujemy
ewka - mój dom przestał być azylem, bezpiecznym schronieniem, przystanią
jest takim samym polem walki, osiągania celów, wyznaczania celów, starania się - jak cały świat wokół
obrazowo mówiąc - to nie miejsce, w którym biorę kubek ulubionej herbaty, kocyk na nogi i odprężam się w pełnym poczuciu bezpieczenstwa - wiesz - nie musisz nic udawać, niczego grać, nie musisz o nic zabiegać. wiesz, mówię o miejscu, w którym jestes kompletnie sobą, kompletnie ackeptowana, kompletnie otwarta i ufna...
twój mąż/mój mąż przestał być twoim/ moim azylem - ramieniem, w który można się wtulić, skórą, którą można poczuć jak własną, bezpieczeństwem i spełnieniem.
dzisiaj jestem jak samotny żeglarz na wielkim statku - tak - bo dotychczas stać mnie było na takie żeglowanie - byłam bezpieczna, pewna, a po p[okładzie biegał ze mną ktoś jeszcze
dzisiaj został mój calutki piekny duzy statek - praca zawodowa, moje kolory, przyjaźnie, wyzwania, nowe lądy - to wszystko mam dalej ewka -tak jak miałam kiedyś. ale zabrakło przytulnej koi i mozliwości bezpiecznego snu -bo przy sterze nikt mnie juz nie zastąpi.. jestem tylko ja, tylko ja tylko ja..
bo jemu dałam ster, a on nabrał wody i innego syfu, przebił kadłub i wyrzucił zapasy.. przy okazji złamał jeden maszt.. jasne, odbudowac się dało, czemu nie... ale przecież do własnych sterów już go nie dopuszcze.. co nie??
ewka-nie wazne co robią oni, niewazne, czy są gotowi o nas walczyć, czy mówią - jak chcesz... wazne, co stało się z nami
i ja moge ci powiedzieć z całą pewnością -wszystko jest lepsze niż to, w czym znajdujesz się teraz... i myslę sobie, że uzdrowienie przyjdzie do ciebie tak samo szybko, jak do moni - bo monia była na granicy - ty też jesteś i jesteś gotowa do zmiany..
ewka- ja mam inaczej - mam kogoś kto mówi - coraz częsciej -prosze kochaj mnie, proszę kochaj mnie, proszę bądź ze mną....
i odpowiadam przecież jestem...
ale mnie nie ma ewka. to się po prostu wypaliło.
\może jest tak, że stan w którym jestem to stan, w jakim moge być. może kocham, tylko nie wiem, że kocham, bo miłośc ma dużo oblicz, a ja znałam tylko jedno? może moje zycie jest dobre i akceptowalne tylko musze je zaakceptować? może tak jest.
bo to inne zycie ewka
i teraz je mam, takie a nie inne
ale ewka... wiem, ile potrafię dać. i wiem, ile nie daję
wiem jak potrafię kochać i wiem, jak kocham
wiem kim jestem i wiem, że mnie tutaj za bardzo nie ma...
ewka - jestem świadomą, pewną siebie kobietą, która jest idealistką i całe zycie realizuje dobre ideały - zycie z misją. dla dobra ogólnego. zycie pro publico bono - to moja misja.
ewka- wiem, na co mnie stać, wiem kim jestem
rozumiesz?
zostałam obrana z mojego "zaplecza". poczucia posiadania miejsca, w którym schowam się przed burzami, deszczami i sztormami. ewka? czy da się cały czas walczyć z zywiołami? czy da się ubierać ciągle nową warstwę odziezy, żeby nie przemoknąć? rozumiesz? wybrałam sobie zycie pełne burz i wyzwań. bo było mnie na to stać. bo mogłam sobie na to pozwolić.
potrzebowałam niewiele-fundamentalnych wartości - wiary nadziei i miłości. dostałam kłamstwo, oszustwo, zdradę
ewka - czy wyobrażasz sobie, żeby wogóle mozliwe było, że uwierzysz kiedykolwiek, że twój mąż cię kocha? że możesz wierzyć w tę miłość i mieć nadzieję - na dobry koniec świata??
czy sądzisz, że facet, który cię zdradza, który kłamie, zamyka oczy i pieprzy koleżankę... a potem m ówi, że tylko ciebie kocha i wogóle - może kiedykolwiek być częwscią ciebie? częscią twoich snów, marzeń?
a co z patrzeniem w oczy? a co z przerażającymi chwilami takimi jak skłądanie sobie zyczeń świątecznych czy noworocznych? patrzysz mu w oczy i co widzisz? miłość? wiarę? nadzieję?
nic. widzisz puste oczy
mówisz do niego słowa i co one wyrażają? miłość? wiarę? nadzieję? -nie....
Życzeń nie złozyłam żadnych - po prostu nie wiedziałam czego zyczyć.
Przyrzekam Ci miłośc wierność i uczciwość małżeńską została obojetność, zdrada i garść kłamstw.
Wiem że już nie zaufam , wiem że nie powiem kocham cie, nigdy nie będę pewna, bezpieczna.
Wiem ,ze teraz mogę polegać tylko na sobie, wierzyć tylko sobie i kochac tylko siebie.
Jestem umówiona na przyszły tydzień.
Dzięki za wsparcie. Wielkie dzieki.
trzymaj się Ewka. jestem z Tobą. nie jestes sama. naprawdę. masz za sobą siłę całej bandy netbabek....
Witam,
Ewa trudno pisać cokolwiek do osoby której małżeństwo rozsypało sie bezpowrotnie...każdą z nas łączy ten sam problem,problem zdrady dziela nas jedynie osoby które nas zraniły.Każdy z tych mężów jest inny,ma inny charakter inaczej postrzega małżeństwo i wszystko co sie z nim wiąże. Ja postanowiłam dać nam szanse mam nadzieje że tego nie spaprze moj mąż.Rozmawiałam jeszcze przed sylwestrem z kochanka mojego męża postawiłam sprawę jasno z tego co wiem wzieła sobie moje słowa do serca.Wiele razy wyobrażałam sobie naszą rozmowę a w rzeczywistości i tak inaczej to wyglądało,w trakcie rozmowy byłam bardzo spokojna ,wymieniłyśmy sie wspólna wiedzą,powiedziałam jej że jak sie nie odczepi to doprowadzę do zwolnienia jej z pracy i dałam jej moje słowo że tak zrobię.Podsumowując poszła do kierownika mojego męża i powiedziała mu zeby nie przysyłał go w celach naprawczych do niej i mam nadzieję że na stałe tak zostanie.Wiecie że jak ten rok 2012 się kończył to po raz pierwszy poczułam że jestem jakaś spokojna wewnętrznie.Uważam sprawę za zakończoną i staram się nie myśleć o tym wszystkim to co mi powiedziała przez telefon bardzo mnie dotkneło ale doszłam do wniosku że to i tak już niczego nie zmieni,bo widze że sie stara i jest ok.Mam nadzieję że ten rok bedzie lepszy w trakcie świat nie złożyłam mu jakiś konkretnych życzeń bo nie wiedziałam co powiedzieć prosiłam żeby nigdy więcej taki rok sie nie powtórzył to samo życzenie powtórzyłam w sylwestra nic innego nie miałam do powiedzenia...
wiem że Tobie Ewo nie ułozyło sie pomimo szczerych zyczen dla was,ale nie dlatego wam nie wyszło że ty nie chciałaś tylko dlatego że on jest pieprzonym tchórzem który czeka aż ktoś rozwiąże za niego jego problemy żałosny mięczak...
jestesmy z toba,w sposób fizyczny nie wesprzemy sie ale duchowo jesteśmy z toba ![]()
ti niuniuś ma rację ewka - jakiś ten twój podobny do monikowego pateflona...
Tylko że Moniki poteflon w koncu sam podjąl decyzje a moj gad tego nie zrobi. Wiedzie wygodne zycie - w domu pieciogwiazdkowy hotel a w pracy motyle. Kto by zrezygnował z takiego zycia.
Wiem że musze miec duzo siły ale to wszystko jest takie.... czasem mi się wydaje ze to sie nie dzieje na prawde, że mnie nie dotyczy, że to tylko zły sen.
no i sobie tak spisz ewciu kochana...
byłoby fajnie się obudzić i poczuć, że to był sen...
a propos -mnie w nocy ścigali złoczyńcy strzelałam do nich bronią, odbezpieczyłam i strzelałam. jednego postrzeliłam..
a tak...
niestety sen przerwał budzik, zanim zdążyłam 'wyeliminowac wszystkie" zagrożenia
zwykle w takiej sytuacji budze się, a potem zasypiam znowu dopowiadając sobie - już troche we snie i trochę na jawie.... dalszy ciąg. budze się, zasypiam i ciągnę sen tak długo, az będe bezpieczna. taki świadomy sen..
wiesz Ewka
może ty tez tak musisz... budzić się i zasypiać znowu, wprowadzając do swojego snu nowe elementy, (np. ja postanawiam, że zaraz spotkam dom, w którym się schronię i czekam az ten dom mi się przyśni;)) tak, żeby wyśnić sen do końca i obudzić się bez poczucia zagrożenia.. ale z poczuciem bezpieczenstwa?
Wiem, że to juz tylko szukanie usprawiedliwien zeby odwlec to co nieuniknione.
Wiem, że oszukuje sama siebie.
Czasem myslę sobie - żeby to juz był po wszystkim.
Martwie się bo nie wiem co z mieszkaniem. Nie mamy wiele do podziału ale jeśli będe musiała mu oddac połowe mieszkania to będzie katastrofa finansowa.
A w ogole to fatalnie sie czuje, wszystko mnie boli i juz nie wiem czy to jakies przeziebienie czy grypa, czy po prostu protest organizmu przciwko braku miłości własnej.
Witaj Ewo,dlaczego chcesz mu oddac mieszkanie całe,czy połowe,macie dzieci W końcu to on odchodzi od was,czyli jednoznacznie przekreślił to wszystko co razem stworzyliście,niech ona wezmie go do siebie na swoje utrzymanie,zawsze z przekąsem możesz mu zaproponować domek nad jeziorem(3 osobowy namiot).Kiedy ja rozmawiałam z kochanka mojego męża to kiedy wspomniała o tym że planowali zamieszkać razem(zabolało mnie to bardzo,jednak nie dałam jej satysfakcji nie zmieniłam ani na chwile tonacji swojego głosu)to stwierdziła że wynajeliby sobie lokum,zapytałam dlaczego nie zaprosi go do siebie skoro taka wielka miłość jest między nimi ,a ona mi na to że absolutnie to nie wchodzi w grę,bo nie zamierza sie nim przed nikim chwalić bo nie ma czym,był jej potrzebny tylko do seksu(tego mu nie powiedziałam,bo przekazałam mu nasza rozmowę-chyba jestem za miękka ;(.. ).Więc zastanawiałam sę tylko nad jednym kto miałby ich niby utrzymywać bo mój mąż ma kredyt hipoteczny i to nie mały + kasa na dzieci ,hmm ciekawe czy zgodziłaby sie żeby go utrzymywać i jak długo???a poza tym powiedziałam mu również że kazałabym mu opiekować sie dziećmi tak jak do tej pory,pracujemy na zmiany zeby ktoś był z dzieciakami,jestem bardzo ciekawa jak długo by wytrzymała,jak długo ta żałosna miłość by trwała???? Kiedy streściłam mojemu mężowi rozmowe naszą to powiedziałam mu że gdybym wiedziała że tak bardzo chcą razem mieszkać to bym mu to ułatwiła,nawet teraz jak chciałby ,ale nie chciał,odniosłam wręcz wrażenie że teraz byłby tym wręcz przerażony,może dotarło co by stracił????
Dlatego uważam że powinnaś sie go pozbyć bez mrugnięcia okiem,zaproponuj mu domek nad jeziorem,jest ci ciężko i będzie,ale musisz być silna dla siebie i waszych dzieci.
A co do twojego męża gada to nieruchliwa jaszczurka która żeruje na innych,nie potrafi sam podejmować decyzji mało asertywny facet jak będzie w ich związku taka sama dupa to nie pociągną razem długo bo jaka kobieta potrzebuje faceta za którego ma myśleć i wszystko robić tylko dlatego że on chce być "biały" w kontaktach z innymi.
Trudno jest przełknąć porażkę jaka by ona nie była,ja swoja też przełykałam z ogromnym trudem bo pomimo że jesteśmy razem to w jakiś sposób zaliczyłam porażkę życiową ,jednak obiecałam sobie że nie będę o tej szmacie myślała nie zawsze wychodzi szczególnie kiedy czasem patrzę na niego i aż mnie dreszcze przechodzą jak pomyśle o tym wszystkim. Faceci to po pierdółki które siedzą garbem na plecach kobiety ![]()
Ewo nie jesteś głupia-jesteś bardzo mądra,nie jesteś pusta-masz ogromne pokłady miłości,nie jesteś niecierpliwa-jesteś bardzo spokojna i wyrozumiała.To ten gad niczego nie widzi i nie czuje bo to dupek....:)
Dziewczyny, dołaczę się do dyskusji.
Moja huśtawka trwa już od 10 miesięcy. Mój partner wyjechał do pracy za granicę. Zdradził mnie z dziewczyną młodszą od niego o 17 lat (on ma 47). Byliśmy przez 12 lat naprawdę szczęsliwi, mamy cudną 10-letnią córeczkę. Gdy dowiedziałam się o zdradzie, byłam pewna że to chwilowe zaćmienie umysłu (miał ogromne problemy, widmo bankructwa firmy itd). Jednak wobec faktu, że jest daleko a ona z nim pracuje, powinnam wiedzieć, że pokusa jest zbyt duża i nie być tak łatwowierna. Przez parę miesięcy romans trwał (chociaż tego nie potwierdzał), a ja się szarpałam. On był zimny i daleki, cały czas tłumaczył się pracą, gdy chciałam uregulować sprawy między nami (opieka nad dzieckiem, alimenty) udawał że nie wie o co mi chodzi.
Gdy przyjechał w październiku, wzsystko podobno było ostatecznie zakończone. Dałam nam szansę, postanowiliśmy, że weźmiemy ślub. Wszyscy się ucieszyli, zwłaszcza jego rodzina, bo nie akceptują zupełnie tego co zrobił.
Uspokoiłam się, odzyskałam równowagę.
Przyjechał na święta, było miło, nic nie podejrzewałam. Potem wziął na parę dni córkę do swojej matki (nie mogłam jechać ze względu na pracę). Dzień przed wyjazdem przyłapałam go na rozmowie z nią. Gdy zapytałam o co chodzi, okazało się, że wrócili do siebie.
Oznacza to nieuchronny koniec. To tak boli. Właśnie usunęłam jego numer z telefonu, z kontaktów na Skype. Czuję się tak podle, oszukana po raz drugi i po takich deklarcjach.
Jego matka powiedziała, żebym wysłała go do diabła, wymieniła zamki w drzwiach i wywaliła jego rzeczy na śmietnik.
On pewnie myśli, że dalej będzie mógł przyjeżdżać do domu jak do hotelu. Zrobiłam straszny błąd, bo to ja się starałm i ja chciałam wszystko posklejać. Dziecko nic nie wie (tzn. wie, że tatuś i mamusia weźmą ślub). Uwielbia ojca. Wiem, że już nie mogę być słaba, przyjmijcie mnie tu proszę, nie dowierzam sama sobie. Muszę zapomnieć, a to tak boli.
niuniuś - sprawa nie taka prosta, ona ma męża,więc do niej sie nie przeprowadzi.Zreszta ja już jej proponowałam ze spakuje gada i wyslę go do niej skoro nie moga bez siebie żyć. Oburzona była bardzo że co ja wymyslam, przecież nic ich nie łączy i takie tam. Mieszkanie mamy wspólne, więc ma rację niestety że mu się polowa należy. A że bez honoru jest to będzie sie domagał tej swojej części.
Mgła - ja czekałam półtora roku na cud ktory miał nastapic, a dzwony w mojej głowie biły niczym dzwon Zygmunta. Ale udawałam, że nie słyszę, żyłam nadzieją. Wierzyłysmy w ten kit który nam wciskali, bo chciałyśmy żeby było jak kiedyś, żeby było dobrze, bo moze sie poukłada, bo może......Wiem co czujesz, wiem co przezywasz, ale trzba tą naszą męczarnię jakoś zakonczyć. Oby sie udało z korzyscia dla nas.
Pewnie tym razem szybciej się pozbieram. Dla mnie najgorsza jest ta chęć, żeby po raz któryś wszystko ustalić ... ostatecznie. A jemu jest dobrze jak jest - lekceważona kobieta w domu, której nie należą się nawet żadne wyjaśnienia, dobrze zajmująca się jego dzieckiem i dbajaca o dom, zarabiająca oraz panna do rozrywek i przytulenia zestresowanego i zapracowanego misia, który jeszcze do tego ma przecież problemy rodzinne (!).
Dlatego wykasowałam jego numery z pamięci telefonu, bo te rozmowy nie mają sensu. To odwracanie kota ogonem, to gadanie jak on ciężko pracuje. Albo odkładanie słuchawki. Te próby przerzucenia na mnie ciężaru decyzji, typu : rób co chcesz, ja myślę tylko o tym jak przetrwać. Te twoje problemy to jakieś wymyślone pierdoły, prawdziwe problemy mam ja.
Po co mi to było? Jestem wykształcona, dom jest mój, dziecko ze mną. Nawet jego matka i bracia nie chca go znać.
Z drugiej strony mówił, że wraca za dwa lata po zakończeniu kontraktu, że zacxzniemy jeszcze raz, i te wszystkie lata, gdy codziennie mówił mi, że mnie kocha, gdy tworzyliśmy rodzinę, która dawała poczucie bezpieczeństwa i miłość i mnie i naszemu dziecku.
Ewka123, jak to piszę to widzę jak bardzo się upodliłam, jak mną manipulował. Trzeba było to przeciąć od razu. Taki facet musi poczuć konsekwencje swoich czynów. I nie wzruszą go nasze łzy. Przeciwnie, to oznaka słabości i można pozwalać sobie na jeszcze więcej. Może dla ciebie jest jeszcze szansa, jesli wstrząśniesz facetem.
Ewka123,kogo to obchodzi że ona ma męża to będzie miała 2 w 1,osła i frajera...,po jaką cholere Ewa chce być uczciwa względem kogo?- łajzy która oszukiwała ja na każdym kroku,wybierając jakąś lafiryndę(ale mam zubożałe słownictwo)Dlaczego ma być taka układna dla niego,nie rozumiem tego przecież on wcale sie nie liczy z jej osobą?Dla niego ważne jest tylko jego szczęscie teraz jest jego czas bez jej udziału,musi być silna dla siebie i dzieci a jak chce mu oddać połwę to niech mu kupi namiot 3osobowy
Mgła-przykro mi ale u ciebie nie ma złudzeń twój przydupas zdradza cię i nie zamierza wcale przestać,ona jest blisko ,przy nim ty daleko żyjecie w dwóch oddzielnych życiach waszego powiedzmy "związku".Nawet jeśli on do ciebie wróci po tych 2 latach to chcesz czekać ze swiadomością że on tam sie przytula do niej mowi jak ją kocha itd...,a ty jak ta dobra samarytanka masz na niego czekać?,bo jak wróci to znów bedziecie razem? Sorki ale jak dla mnie to kpina i totalna żenada w dodatku od faceta w tak mogłoby sie wydawać poważnym wieku(chociaż jak się okazuje żeby zdradzić nie ma reguły,grunt że zawsze znajdzie się taka która stwierdzi że przecież "to małżeństwo nie było różowe"!)
Jesteś silna to słychać w tym co piszesz,dasz sobie rade jesteś inteligentna według mnie powinnaś powoli przyzwyczajać córkę do tego ze nie bedziecie razem tym bardziej że jesteś młoda i na pewno będziesz chciała sobie ułożyć zycie na nowo.:)
Podsumowując witamy w klubie ![]()
Tak, tak niunius. Dobrze się przekonać jak naszą sytuację widzą inni. Tym nie mniej wczoraj byłam w strasznym stanie psychicznym. Naprawdę trudno pogodzić się z końcem bajki. Mój ex był zawsze odbierany jako wzór faceta, ojca, taki był uczciwy i porządny. Dlatego naprawdę myślałam, że plany ślubu i wybaczenia kończą ten podły czas.
Rzeczywistość jest jednak taka, że przez 10 miesięcy mnie oszukiwał, zdradzał i manipulował mną. Wpędzał w poczucie winy, nie doceniał, nie przejmował się zupełnie moim cierpieniem. On to dopiero miał ciężko.
Chyba pół godziny rozważałam wykasowanie kontaktu na Skype. I zrobiłam to. A dzisiaj mi lepiej. Byłam wczoraj na cudownym masażu relaksacyjnym. Dziewczyny - pół godziny a przerażona i przepełnona bólem kobieta zmieniła się w zrelaksowaną dziewczynę. To lepsze niż psychoterapia a nawet niż popłakanie z przyjaciółmi. Cały stres zgromadzony w sztywnych mięśniach uleciał w jednej chwili. Ewka naprawdę ci polecam.
Teraz trzeba myśleć logicznie. Czy w zamian za kłamstwa i poniżenie, zabijanie naszego poczucia wartości na każdym kroku, za wykorzystywanie przeciwko nam każdego dobrego odruchu należy zachowywać się porządnie i z klasą? To chyba zbytnia naiwność.
Ja mam największy problem z córką. Dla niej mogłąbym ciągnąć dalej te pozory. Przecież i tak jesteśmy same. Przeraża mnie myśl, co się stanie w następne święta, jeśli nie będzie ukochanego taty, kiedy do niej dotrze, że nasze wspólne życie się skończyło. Już widzę ten emocjonalny szantaż, że krzywdzę nasze dziecko i nie pozwalam mu się widywać z córka wtedy kiedy on chce i na jakich warunkach on chce. To ja mam się dostosować, on nie ma obowiązków tylko prawa.
Na razie przesyła mi pieniądze, i to chyba trochę więcej niż miałabym alimentów. Ale to się pewnie skończy gdy go wyprowadzę ostatecznie ze swojego życia. Myślę, że będę musiała walczyć.
Życzę dużo sił nam wszystkim.
"Związki rozpadają się, kiedy przestajemy o siebie zabiegać,kiedy wkrada się między nami rutyna i wszystko jest takie przewidywalne"
sama coś o tym wiem,jeszcze chwila a moje małżeństwo przeszło by w stan niebytu,bo wydawało mi się że wszystko jest ok,i wszystko jestem w stanie przewidzieć...prawda okazała się gorzką lekcją życia...
219 2013-01-09 15:16:32 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-01-09 15:20:20)
jestem w stanie zrozumieć, że związki przezywają kryzysy, ze zdrada może byc oznaką wielkiego kryzysu. Ale zeby naprawiać i budować od nowa to trzeba woli obu stron. I pierwsze działania powinna podjąć strona zdradzajaca, bo to zdradzający ma się zrehabilitować w oczach zdradzonego, ma pokazać ze mimo iz się pogubił to chce naprawić. Nie twierdzę ze ma sie kajać i wić w pokutnych mękach po ziemi, ale ja np. nie usłyszałam zednego słowa przepraszam, źle zrobiłem, skrzywdziłem cie. Żadnej skruchy.
Mój M tylko mowił, że chce zeby było jak dawniej ale za slowami nie szły czyny. W jego mniemaniu naprawiać to znaczy lepiej klamac i ukrywać, żeby sie nie wydało. półtora roku czekałam - chyba wystarczajaco długo - zeby sie odkochał, żeby się opamiętał, ale on nawet o zmianie pracy nie pomyślał a co dopiero szukał czegoś nowego. Cały czas jego lojalność była po stronie tamtej kobiety. nie ma czego zbierać.
Mgła - chcesz życ w takim związku niezwiązku? Będziesz umiała zaufać, wierzyć, przytulic się, pocałować. Powiesz jeszcze kocham? A jak usłyszysz kocham cię to uwierzysz? Rozumiem twoje dylematy, mam tak samo, te hustawki sa najgorsze. Trudno podjąć decyzję wiedząc ze jest ona ostateczną i wywraca nasze zycie do gory nogami. ale ten stan zawieszenia tez jest nieakceptowalny na dluzsza mete.
Ewka - nie uwierzę. Tym bardziej, że przed tym "pogodzeniem" prosiłam go wiele razy o zakończenie tej szarpaniny. Chciałam tylko szczerości, ustalenia kontaktów z dzieckiem i porozumienia odnośnie alimentów. Ale on nie wiedział o co mi chodzi, bo on tylko cięzko pracował i myślał jak przetrwać. Ja zaś miałam czas na wymyślanie i głupoty (pracując i wychowując sama dziecko).
Teraz szykuję się na wojnę. Oliwię zbroję i będę nieczuła na kolejne emeocjonalne szantaże i wykorzystywanie mojego dobrego serca. Bardzo ważne, że mam (nieustające) wsparcie jego rodziny. To naprawdę wspaniali ludzie, porządni i z zasadami. On też kiedyś taki był. Teraz oszukuje wszystkich, łacznie ze swoją kochanką. Ciekawe czy jej powiedział, że już absolutnie nie chce mieć dzieci? Ze będzie już żył tylko dla swojej przyjemności i żadna kobieta nie będzie mu mówiła co ma robić?
Z drugiej strony nie wiem kiedy zacznę ofensywę. Czy zostawić mu pierwszy ruch? Jego i tak nie ma, dziecko na razie śpi spokojnie i jest szczęsliwe że ma kochanego tatę, który w końcu kiedyś wróci.
Chyba podejmę jakieś decyzje za miesiąc. Na razie niech uzmysłowi sobie, że odcięłam wszelki kontakt i się zastanawia co się dzieje. To już zresztą pierwszy etap działań wojennych (wojna psychologiczna) ![]()
Nie wiem do jakiej kategorii można było zaszufladkować nasz kryzys w związku czy poważny,czy nie....wydawało mi się ze znam mojego męża,ale okazało się że nie,nigdy się nie kłóciliśmy jedno szanowało drugiego,do pewnego pięknego letniego dnia roku pamiętnego 2012:) ,niestety rozczarowanie moim małżeństwem było ogromne dotarło do mnie że żyłam z osobą którą chyba nie znałam jednak aż tak dobrze jak mi się wydawało...na dzień dzisiejszy patrząc na niego zastanawiam się czasem co myśli i wiem że nigdy nie poznam jego myśli w 100%,bo się nie da ,tak samo jak on nigdy nie usłyszy ode mnie tego co myślę.Staramy się oboje bardzo,myślę że on nawet bardziej niemniej jednak nigdy już nie będzie tak jak było kiedyś,już nigdy:( .To przytłacza....najchętniej zapiłabym robaka w takich ilościach żeby nigdy juz nie pamiętac...wybaczenie najbardziej boli,bo patrząc na drugą połowę patrzysz na to co się spaprało...(ale mam doła:( )
Mgła daj mu czas na oswojenie się z nową sytuacją ,a dla ciebie bedzie to moment na ułożenie jakiegoś planu działania,rób tak żebyś to ty miała dobrze,on z tobą sie nie liczy na chwilę obecną bliższa jest mu osoba która rozkłada sie przed nim,w momentach silnego podniecenia powiedzą sobie jak bardzo się kochają po to żeby mieć dalej otwarte zaplecze,w końcu są tam bez was -czyli rodzin...
Tak naprawdę zaufanie można zdobyć tylko raz.Jeśli je straciłeś już nigdy nie będzie tak jak dawniej..Człowiek zdolny jest wybaczyć wiele ale całkowicie zapomnieć jest już ciężko....:(
Mgła - zaglądasz tu jeszcze? Co u Ciebie?
Endi - mało Cię tu ostatnio ![]()
A może ja tak rzadko zaglądam.
Byłam u adwokata. Ruszyłam sprawę. Ale dalej się waham, wiem to uczucia mną kierują, rozsadek mowi co innego. Ja chyba jestem KKZB. A raczej na pewno nią jestem. Wybiore się chyba do psychologa żeby złożyć do kupy to co ze mnie jeszcze zostało
zaglądam ewka;) nie zawsze się odzywam, bo tematy często wciąż te same i niewiele mam do powiedzenia
trzymam kciuki za skłądanie się
skłądaj się
nie sądzę, że jestem KKKZB - to taki wygodny wytrych, który stosujemy, jak się boimy przyszłości i zmian
jesli ty jesteś KKKZB to w mojej pracy jest pełno Ludzi Ktorzy Kochają Robotę za Bardzo.. a tak naprawde nie mają odwagi czegoś zmienić
co twój mąz na twoją wizyte u adwokata?
Witam,moje drogie panie troszkę jesteście jakby nie w temacie Kretka sie rozwodzi,rozwód ma planowany jak dobrze pamiętam 14 lutego -to sie nazywa ironia losu ![]()
Najlepiej nie planuj nic,nie przewiduj tysiąca możliwosci.Daruj sobie myślenie o tym ,co będzie.Bo wiesz co? Od życia i tak dostaniesz akurat to czego najmniej sie spodziewasz.. ![]()
zaglądam ewka;) nie zawsze się odzywam, bo tematy często wciąż te same i niewiele mam do powiedzenia
trzymam kciuki za skłądanie się
skłądaj się
nie sądzę, że jestem KKKZB - to taki wygodny wytrych, który stosujemy, jak się boimy przyszłości i zmian
jesli ty jesteś KKKZB to w mojej pracy jest pełno Ludzi Ktorzy Kochają Robotę za Bardzo.. a tak naprawde nie mają odwagi czegoś zmienićco twój mąz na twoją wizyte u adwokata?
Zaskoczony był, nie spodziewał się. Więc rozumiem ze przez cały ten czas nie brał moich słow powaznie. Dopiero jak przetrawił temat, jak sie okazało ze trzeba powiedzieć całemu swiatu wokolo co sie dzieje to mu rozum wrocil. cały czas mnie pyta czy jetem zdecydowana na 100 procent. Słysze w głosie nadzieje ze usłyszy NIE. Ale mnie rozum mowi ze trzeba to zrobic. Duzo rozmawiamy ale tez za duzo sie stało.
226 2013-01-22 17:45:16 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-01-22 17:46:12)
zapytaj go.. a ty czego chcesz?
jak widzisz nasza przyszłość?
ja czuję się samotna
czuję, że jesteś ze mną z obowiązku
a przed nami jeszcze jakieś ... 40 lat zycia
chcesz je spędzić ze mną?
tak jak teraz?
czego chcesz?
czego chcesz od nas?
co chcesz mi dac, żebym czuła, że jestes ze mną?
ewka - przeciez TO NIE TY sdecydowałaś, to nie ty robisz ten krok
ty kontynuujesz to, co się dzieje ponad rok
przeciez on tez może podjąć decyzje
ale świadomie
nie z wygody, nie dla świętego spokoju, nie z obawy przed zmianą.
Hej Ewka, zaglądam od czasu do czasu. Bardzo się cieszę, że zmusiłaś się do działania. Pewnie nie jest Ci łatwo. Ale rozum jest naszym sprzymierzeńcem. Myślę, że mimo wszystko masz nadzieję, że jeszcze coś się zmieni, że w końcu zrozumie itd. itp. Ja muszę przyznać, że też gdzieś tam głęboko chciałabym aby wrócił na kolanach z głową posypaną popiołem. Ale po tych ostatnich kłamstwach chyba bym już nie uwierzyła.
Ja chyba jestem tak samo traktowana jak ty przez mojego ex, tzn. mało poważnie. Zadzwoniłam raz - stwierdziłam (bardzo kategorycznie w moim mniemaniu), że to koniec, mamy ustalić alimenty i kontakty z dzieckiem i ma 3 miesiące na zabranie rzeczy. Prosiłam, żebyśmy porozmawiali z dzieckiem. No i cóż, olał mnie. Ale prawda jest taka, że to on się boi.
Sprawa więc nie tyle pozostaje w zawieszeniu ile pozostaje nieujawniona szerszemu gronu ze względu na dziecko. Ja tymczasem zajęłam się sobą. Postanowiłam wylaszczyć się na wiosnę. Wreszcie korzystam z darmowych zabiegów u mojego kolegi (normalnie są bardzo drogie a ja głupia przez tyle lat nie korzystałam), chodzę na masaże, wzięłam się za dietę, zaczęłam skupiać się na pracy, byłam z małą na paru imprezkach. Zaliczyłąm też fajny koncert.
Opowiedziałam o sytuacji jeszcze dwóm osobom. Mój (nasz) kolega stwierdził, że mój ex to pajac i że mu odwaliło. To samo zresztą mówią wszyscy którzy wiedzą. Tym nie mniej poprawiło mi to humor.
Czuję się więc lepiej a koleżanki chcą mnie umawiać na randki. O właśnie zadzwonił jeden Dzidzi Amoroso niby w sprawach zawodowych. Podrywacz nie wart uwagi ale przystojny
))
Ewka, myślę sobie, że musimy zadbać o siebie, że to jedyna droga do równowagi. Oczywiście pojawiają się jakieś smuteczki, ale gdy sobie uświadomię jak strasznie mnie traktował przez ostatnie miesiące, jak się nie liczył z tym co ja czuję, jaki był podły, zimny, jak kłamał - to lepiej mi, że go nie ma. Zresztą od ponad roku i tak jestem sama z dzieckiem.
Powiem Ci jedno - to on się ośmiesza, to on stracił wszystko - szacunek, przyjaźń i miłość wszystkich którzy go znali łącznie z jego matką i braćmi. Ja jestem ponad te brudne gierki. Na załatwienie formalności mam czas. Pisałam już jak u mnie sytuacja.
Wiem, że ci bardzo ciężko, ale facet który cię nie kocha i nie szanuje ciągnie na samo dno rozpaczy. Nie pozwól na to.
228 2013-01-22 21:43:16 Ostatnio edytowany przez Shakiki (2013-01-22 21:48:06)
Wątpliwości, czy zrobiło się dobrze, będą zawsze. W lutym 2011 dowiedziałam się że mąż mnie zdradza(6 lat przed ślubem razem i 3 lata po).Dzieki historii bilingów odkryłam 3 dziewczyny, 2 starsze od niego i jedną małolatę. Wyprowadził się do ostatniej miłości w ciągu 2 tygodni chociaz go prosiłam, błagałam.Bałam się o siebie, o syna, o to że sama sobie nie poradzę.Kobieta z małym dzieckiem, nie miałam oparcia w rodzicach.Mieszkaliśmy u teściów i nawet nie miałam gdzie sie podziać.Zostałam u nich, pomagali mi jak mogli.Czekałam na niego 7 miesięcy.W tym czasie okłamywał mnie że chce wrócić, wykorzystywał moją ślepą miłość, naiwność.Mówił co chciałam słyszeć...(wiem to dopiero z perspektywy czasu...o naiwna miłości...)W końcu z dnia na dzień dostałam szansę na wynajęcie kawalerki w miejscowości w której pracuję, szybko znalazłam nianię dla syna i postanowiłam spróbować.Była to dla mnie trudna decyzja bo nie wiedziałam jak ja sobie poradzę, ale okazało sie że jestem silna.Że wszystko można jakoś pogodzić. W tym samym czasie rozpadł się związek mojego męża z kochanką.Pomimo tych wszystkich zlych słów, które usłyszałam, kiedy obarczał mnie winą za wszystko,mówił mi bardzo przykre słowa,wypominał rzeczy których nie powinien... ja i tak zastanawiałam się czy dac mu szansę.Czy spróbowac dla dobra syna mu wybaczyć i przyjąć na nowo.Zbliżyliśmy się (razem chodziliśmy z synem na spacery, czasem został na noc) ale ja nie potrafiłam wymazac tej całej przeszłości ze swoich myśli.Ciągle zastanawiałam się czy moze nadal coś kręci na boku, czy mnie i tak nie oszukuje...Ciągle jeszcze widze obrazy jak to robia, jak się dotykają.Niestety podczas przeglądania komputera po jego wyprowadzce znalazłam historię ich rozmów o wspólnym baraszkowaniu, zniszczonej półce pod prysznicem, tego jak tęsknił za jej "pupcią".To boli nawet dzisiaj.
Stwierdziłam w końcu, ze to oszukiwanie siebie nie ma sensu.Nic na siłe. Wcześniej myślałam, ze lepiej będzie dla syna jak będzie miec w końcu normalną rodzine (ale jaka to byłaby rodzina kiedy ja ciągle jeszcze nie mogłam zapomnieć). Od kiedy synek skończył rok bylismy sami a tata był tylko z doskoku, więc chyba nie robię mu krzywdy nie zmieniajac tego stanu.Tylko nie będzie już wspólnych wyjazdów do zoo czy kina -Mama Tata i Syn.W listopadzie złożyłam pozew, teraz jestem już rozwódką. Nadal zastanawiam sie czy dobrze zrobiłam. Myślałam że go kocham, ale raczej kochałam wspomnienia o naszym wspólnym życiu wtedy, kiedy bylo dobrze.Kiedy nie znikał wieczorami do baru rodziców, na dodatkowe spotkania do pracy...
Mój ex byl bardzo zły, że podjęłam jednak decyzję o rozwodzie i chce wszystko zakończyć.zadawał pytania "Dlaczego dawałam mu nadzieję" "Po co go oszukiwałam" Ciągle mu powtarzałam, ze nie potrafię zapomnieć i udawac że zdrady nie bylo.On myślał chyba, że tylko tak mówię i mi w końcu przejdzie.
Wyrok uprawomocnił sie 13 stycznia a wiem że on ma już inna. Następną. I jest mi z tym źle.
Dlaczego my tak cierpimy, przezywamy, analizujemy od początku wspólne życie i zastanawiamy się dlaczego nie powiedziałyśmy czegoś innego, nie zrobiłyśmy czegoś, bardziej nie walczyłyśmy....Dlaczego mężczyźni po prostu biorą inna i nie musza się leczyć po tym co stracili. Dlaczego mój ex byl na mnie taki zły, że chce rozwodu a po chwili miał już inną rozrywkę? Po co oszukiwał mnie że jednak chciałby wrócić skoro już jest z inną? Jestem zła bo chciałabym żeby on jakoś przeżył to że mnie stracił, a tak na prawde to ja czuje się zraniona - kolejny już raz...
Rozwód też boli, bo okazuje się, ze to, co miało byc na zawsze, na dobre i złe... znika, że już to się zakończyło... Odbudowanie wiary w siebie, dodawanie sobie siły i energii do pokonywania kolejnych problemów jest strasznie trudne.Ciągle sie z tym zmagam, udało mi sie wiele ale jeszcze tyle trudności przede mną.Ciągle boje sie przyszlości. Ale przynajmniej wiem, że on już mnie nie oszuka.Teraz będzie oszukiwał inne i może kiedyś kobieta mu odpłaci tym samym. Może poczuje to, co ja...
Szkoda że tak późno trafiłam tutaj do was. Gdybym wcześniej poczytała o tym że inne mają dokładnie takie same problemy, te słowa wsparcia, które sobie piszecie...Byloby mi na pewno łatwiej...
229 2013-01-22 22:12:54 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-01-22 22:17:23)
Rozwód też boli, bo okazuje się, ze to, co miało byc na zawsze, na dobre i złe... znika, że już to się zakończyło... Odbudowanie wiary w siebie, dodawanie sobie siły i energii do pokonywania kolejnych problemów jest strasznie trudne.Ciągle sie z tym zmagam, udało mi sie wiele ale jeszcze tyle trudności przede mną.Ciągle boje sie przyszlości. Ale przynajmniej wiem, że on już mnie nie oszuka.Teraz będzie oszukiwał inne i może kiedyś kobieta mu odpłaci tym samym. Może poczuje to, co ja...
Szkoda że tak późno trafiłam tutaj do was. Gdybym wcześniej poczytała o tym że inne mają dokładnie takie same problemy, te słowa wsparcia, które sobie piszecie...Byloby mi na pewno łatwiej...
Rozwód boli i to bardzo....
Bo to zniszczone marzenia, niezrealizowane plany, wielki ból dziecka i strach o jego przyszłość.....
Poczucie właśnej wartości z hukiem trzasnęło o ziemię....
Mój mąż...ups...były mąż (wciąż nie mogę się przyzwyczaić)....nie wygląda na szczęśliwego.....bo jednak wyrzuty sumienia są większe, niż oczekiwane szczęście z nową panią....
Moja córka wydaje się, że dobrze sobie radzi z całą sytuacją, ale tudno przewidzieć co będzie dalej....tata nie miał odwagi porozmawiać szczerze z córką, przeprosić....
Teraz próbuje ją za wszelką cenę udobruchać i dostarcza jej różnych atrakcji. Ale czy o to chodzi?
Dlugo walczyłam, bo miałam nadzieje, że to chwilowe, że rodzina jednak wygra....
Byłam pewna że wybaczę, zapomnę, że sobie z tym poradzę...
Ale z perspektywy tego co przeżyłam, myślę, że to nie byłoby możliwe....nawet, gdybym usłyszała, że to była pomyłka, że tamta juz nic nie znaczy. Takie rzeczy pozostają zadrą w sercu na zawsze...
To ja wniosłam o rozwód....jego i tak już nie było z nami...chociaż, gdy odchodził, gdy w akcie rozpaczy zapytałam czy jest możliwe, że wróci..powiedział, ze wszystko w życiu jest mozliwe....
Ale ja po odsmarkaniu i wypłakaniu morza łez stwierdziłam, że nie zasługuję na to, żeby mnie tak traktował.
Zamknęłam za soba ten rozdział, zatrzasnęłam furtkę za sobą, klucz wrzuciłam do rzeki....
Nie ma powrotu.....
Teraz jest spokojnej....choć strach o przyszłość jest wielki...szczególnie strach o córkę....
Ale mogę z poniesioną głową iść do przodu.....
zapytaj go.. a ty czego chcesz?
jak widzisz nasza przyszłość?
ja czuję się samotna
czuję, że jesteś ze mną z obowiązku
a przed nami jeszcze jakieś ... 40 lat zycia
chcesz je spędzić ze mną?
tak jak teraz?
czego chcesz?
czego chcesz od nas?
co chcesz mi dac, żebym czuła, że jestes ze mną?ewka - przeciez TO NIE TY sdecydowałaś, to nie ty robisz ten krok
ty kontynuujesz to, co się dzieje ponad rokprzeciez on tez może podjąć decyzje
ale świadomie
nie z wygody, nie dla świętego spokoju, nie z obawy przed zmianą.
Endi - u niego tez hustawki - raz udaje twardziela " chcesz rozwodu, juz zdecydowałaś, nie zmienisz swojej decyzji, przecież zbierasz dokumenty", a innym razem PŁCZE, że nie chce tego rozwodu. Tylko pytanie dlaczego nie chce?
Boi się, mówi że sobie sam nie poradzi, porusza kwestie finansowe( fakt kokosow nie zarabia) patrzy na to raczej od strony praktycznej??? Ja nie widzę w tym wahaniu i obawach NAS.
Ja tez sie boję, ale mi jest żal tych lat ktore były i tego co mogłoby być jeszcze. Dzieci duże, niedługo pewnie zostaneimy sami, moznaby spedzac ze sobą wiecej czasu, zrobić tyle rzeczy ktorych nie zrobiliśmy do tej pory.
Ja chciałabym własnie usłyszec: chce z toba być, powiedz co mam zrobić zebyś chciała ze mną być. Ale on tak nie mowi - nie zależy mu już? może jednak nie kocha juz mnie tylko tamtą. Moze jego płacz to tylko wyraz strachu.
Nie chce zeby był ze mną ze strachu przed tym ,ze sobie nie poradzi. Nie chce być tą drugą, nie chce prowadzic hotelu......
Ale jak uwierzyć co jest prawdą a co nie? Przecież w ostatnim czasie kłamstwo to chleb powszedni.
Ja chyba jeszcze tak na prawde cały czas karmie sie nadzieją. Wiecie jakie mam myśli - że rozwiedziemy się ale moze on sie zmieni, może zrozumie i znow będziemy razem. Stąd własnie to moje myslenie ze jestem KKZB. No bo głupie to myslenie nie?
Powinnam życ tym co tu i teraz a ja wybiegam mysla lata swietlne do przodu.
Masz rację Endi -to co teraz się dzieje to konsekwencja jego wyborów, bo ja tego nie chciałam. I pewnie dlatego czuję ze to wbrew moim pragnieniom, że robie to bardziej z rozsadku niż z potrzeby. I stąd te moje wahania i głupie nadzieje.
Ale widzisz. On mówi ze sie boi. Mówi o finansach. Nie mówi o was. O uczuciach. O tobie. Nie troszczy sie o ciebie.
Ewka. Jestes bardzo mądra.
I wiesz co? Za rok o tej porze powiedz. Jestem wolna. Jestem sZczesliwa.
Zobaczysz.
Obiecuje ci to. Pamiętaj ze to ja:) endi.
Jestem pewna tego.
Idziesz do przodu chociaż moze ty tego jeszcze nie widzisz.
Będzie dobrze.
Czyli jednak na ta chwilę ona wygrała. Jego emocje należą do niej. I już nie powinnam miec nadziei.
Nie sadze Ewka. Myśle ze sie wypalił. Gdyby jego emocje były przy niej już by o nią zabiegał. Ale on sie najpierw pogubil w jakieś romantycznej wersji- poczułem cos do innej. A potem strasznie długo próbował udawać ze jest bohaterem który moze żyć tak jak żył i wszystko sie pouklada. Dlatego nie chciał zmienić pracy. Bo to tak jakby przyznał sie sam do porażki. Muszę z czegoś zrezygnować bo jestem za słaby zeby sobie z taka sytuacja poradzić?
Ale gdy w międzyczasie skupił sie na sobie a nie na was to sie okazało ze w nim sie wypaliło wiele. A był na tyle głupi ze uważał ze minie ileś czasu i wszystko wróci do normy. lekcewazyl twoje uczucia i nastroje. Tak samo pewnie lekcewazyl swoje. I w ten sposób sie zgubił.
Jego emocje nie są przy niej. Sadze ze on dzisiaj emocjonalnie jest jak dziecko we mgle.
Sadze ze on nie ma tego co ty chcesz. Wcale nie dlatego ze dał to innej. Nie potrafi zatroszczyć sie o ciebie bo jest obojętny. Tak w ogóle.
Więc tak naprawdę jest szansa Ewka- ze to nim wstrząśnię. Tylko to.
Zapytaj. A czego ty byś chciał. Zapytaj.
Daj mu sie otworzyć...
Nic nie mów. Nie przedstawiaj swojego punktu widzenia. Daj mu wyrzucić emocje i jego pragnienia.
Powiedz mu tylko. To nie ja decyduje czy będziemy razem czy sie rozwiedziemy. RobImy to razem.
Więc chce cie zapytać. A czego ty chcesz? Jak widzisz nasze życie? Co jest w nim dobre abyśmy mieli szanse...
234 2013-01-23 09:08:51 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-01-23 09:16:13)
Też tak myślałam, że zabrnął za daleko z tamta pania i nie wie jak sie wycofac. On jest z gatunku " mam niska samoocenę, kompleksy". Całe życie jest miły i uczynny dla innych, czasami az do przesady. Nagadał jej i naobiecywal pewnie roznych rzeczy a teraz nie wie jak sie z tego wycofac zeby nie urazic. Juz taką wersję tez miałam w głowie. Ale to znowu pokazuje ze ona ważniejsza niż ja, jej nie skrzywdzi ja moge cierpieć. Ale widac ze sie miota.
Własnie w niedziele mu powiedziałam, że ma sie zastanowić SAM, nie kierować sie tym co ja mowie i tym co ona. Sam w środku ma sobie szczerze odpowiedzieć na pyatnie czego chce, co czuje, co jest wazne i ma byc ze soba szczery do bolu. A jesli nie potrafi zrobic tego sam to niech idzie do psychologa. on mu pomoże to wszystko poukladac.
Ale dla niego psycholog jest dla czubków, raczej nie skorzysta. A sam nie wiem czy da rade.
Jak długo mam czekac? Pełnomocnictwo u adwokata podpisałam, mam tylko dostarczyc potrzebne dokumenty i pozew bedzie złożony. Jak długo mam czekać??? Ja juz tez nie daję rady.
nie czekaj już ewka, powiedz mu, masz czas do 1 lutego... i tyle
i nie przedłużaj tego terminu...
idź do przodu
Też tak myślałam, że zabrnął za daleko z tamta pania i nie wie jak sie wycofac. On jest z gatunku " mam niska samoocenę, kompleksy". Całe życie jest miły i uczynny dla innych, czasami az do przesady. Nagadał jej i naobiecywal pewnie roznych rzeczy a teraz nie wie jak sie z tego wycofac zeby nie urazic. Juz taką wersję tez miałam w głowie. Ale to znowu pokazuje ze ona ważniejsza niż ja, jej nie skrzywdzi ja moge cierpieć. Ale widac ze sie miota.
Własnie w niedziele mu powiedziałam, że ma sie zastanowić SAM, nie kierować sie tym co ja mowie i tym co ona. Sam w środku ma sobie szczerze odpowiedzieć na pyatnie czego chce, co czuje, co jest wazne i ma byc ze soba szczery do bolu. A jesli nie potrafi zrobic tego sam to niech idzie do psychologa. on mu pomoże to wszystko poukladac.
Ale dla niego psycholog jest dla czubków, raczej nie skorzysta. A sam nie wiem czy da rade.
Jak długo mam czekac? Pełnomocnictwo u adwokata podpisałam, mam tylko dostarczyc potrzebne dokumenty i pozew bedzie złożony. Jak długo mam czekać??? Ja juz tez nie daję rady.
Ewuniu!
Ja widze tyle analogii w tym co sie u Ciebie dzieje do tego co było u mnie.
Bo i to kręci i to nęci...
Endi ma racje...nieprzekraczalny termin na decyzję co robimy dalej....ja czekałam długo, zbyt długo....zmaltretowana byłam strasznie...
Mój były mąż zbyt długo chodził rozdarty...i skonczył na kozetce u psychiatry....
Trzymam kciuki Ewa...cokolwiek postanowisz!
Jesteś silna kobietą!
237 2013-01-23 10:55:57 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-01-23 10:57:29)
Monia czasami mysle, że chciałabym zeby to on podjąl decyzje tak jak twoj byly. Dla mnie ta decyzja jest strasznie trudna, bo to on nie daje mi wyboru, on postawil mnie pod scianą. Ale zaszłam juz tak daleko, że w razie czego się nie cofnę.
Jak pisałam wyżej - nawet jesli sie rozwiedziemy, to moze??? jesli on tak naprawde mnie kocha, jesli teraz sie tylko pogubił ....... to przecież mi papier z urzedu nie jest potrzebny. W mysl zasady " Jesli coś kochasz puść to wolno...." Tamta pani ma rodzine i z tego co wiem nie zrezygnuje z niej. A moze się myle? Tyle tych pytan bez odpowiedzi.
Ale moze to tylko takie moje złudzenia.
Monia czasami mysle, że chciałabym zeby to on podjąl decyzje tak jak twoj byly. Dla mnie ta decyzja jest strasznie trudna, bo to on nie daje mi wyboru, on postawil mnie pod scianą. Ale zaszłam juz tak daleko, że w razie czego się nie cofnę.
Jak pisałam wyżej - nawet jesli sie rozwiedziemy, to moze??? jesli on tak naprawde mnie kocha, jesli teraz sie tylko pogubił ....... to przecież mi papier z urzedu nie jest potrzebny. W mysl zasady " Jesli coś kochasz puść to wolno...." Tamta pani ma rodzine i z tego co wiem nie zrezygnuje z niej. A moze się myle? Tyle tych pytan bez odpowiedzi.
Ale moze to tylko takie moje złudzenia.
Przegadajcie to wszystko jeszcze raz...tak szczerze, do bólu...
Nie da sie tak zyć...na pół gwizdka, w ciągłym strachu...bo to wykańcza...
Czego on chce, jak widzi dalsze życie...bo mam wrażenie, że zwala podjęcie decyzji na Ciebie....
Witam,Ewa czytałam twój post opisujący rozterki twojego męża,u mnie w pewnym sensie było podobnie...mój mąż też należy do osób które jak poprosi sie o pomoc to od razu idą bo nie potrafią powiedzieć nie.....kiedy miałam już dość i wyjawiłam romans mojego męża dałam mu krótki termin do podjęcia decyzji albo ja,albo ona musiał ja podjąć sam lub z nia było mi to obojętne odpowiedz miała być podana tego samego dnia....bo tutaj nie ma nad czym sie zastanawiać.....stwierdził że zostaje ze mną,jej naobiecywał złote góry,wyznawali sobie miłość,planowali razem zamieszkanie(a panna była samotna-nie tak jak u ciebie)....z jakiś powodów nie odszedł podobno nawciskał jej że to z powodu dzieci-wierutne kłamstwo.Nie można zatrzymać drugą osobę przy sobie na siłe bo to jest z góry i tak przegrane....Powinnaś być bardziej stanowcza,moj tez po wydaniu romansu był bardziej dalej z ta szm...ą niż ze mna chociaż to mnie skrzywdził najbardziej ,był taki bo postanowił dalej być fajnym facetem na którego można liczyć,niestety nie pozwoliłam na to,chciał być za wszelką cenę być "biały"w stosunkach z nią ze niby jak koniec między nimi to zostaną przyjaciółmi
....nie zgodziłam sie o powiedziałam jasno i wyraznie co myślę na ten temat...ciekawe co czuł kiedy powiedziałam mu że jest zwykłą szm...ą i puszczalską która daje każdemu kto jest zainteresowany...
Ewa bądz bardziej zasadnicza,wymuś na nim pewne zachowania i przemyślenia bo nie możecie żyć na granicy obłędu i niepewności bo obudzisz się z poczuciem totalnej porażki............
pozdrawiam...
I tak bede szcześliwa chociazbym miała sobie to szczęście narysować...
Niuniuś - twoje ostatnie zdanie wywołało rogala na mojej buzi. Usmiechnełam sie pierwszy raz od dłuzszego czasu.
Na razie czekam. On nic nie mowi, nie robi. Chyba czeka ZNOWU AZ JA zacznę temat. Ja juz mam dosyc jego niemocy. A może on juz sie pogodził. Moze gdzies tam w srodku nie chce o nas walczyć? Woli ją? No bo po jego zdradzie ruch należał do mnie, zrobiłam go - adwokat i rozwód, teraz jego ruch - zostaje w domu ze mną czy nie. Jeszcze troche poczekam. jeszcze nie mam wszystkich potrzebnych dokumentów. Jeszcze ma troche czasu.
Niuniuś - twoje ostatnie zdanie wywołało rogala na mojej buzi. Usmiechnełam sie pierwszy raz od dłuzszego czasu.
Na razie czekam. On nic nie mowi, nie robi. Chyba czeka ZNOWU AZ JA zacznę temat. Ja juz mam dosyc jego niemocy. A może on juz sie pogodził. Moze gdzies tam w srodku nie chce o nas walczyć? Woli ją? No bo po jego zdradzie ruch należał do mnie, zrobiłam go - adwokat i rozwód, teraz jego ruch - zostaje w domu ze mną czy nie. Jeszcze troche poczekam. jeszcze nie mam wszystkich potrzebnych dokumentów. Jeszcze ma troche czasu.
powiedz mu, że czekasz do......
uświadom mu, że za chwilę będzie miał rękę w nocniku
uświadom mu, że albo może się poddac sytuacji sam, albo podjąć decyzje, czy dobre dla siebie, czy dla was, to jego decyzja
ale ty chcesz decyzji od niego
nie w sądzie.. zgody na rozwód
ale wczęsniej
Witam. Moj mąż tez tak sie zachowywał miałam podobne obawy jak Ty i okazało się że ma kochankę nie przyznawał się ale sprawa sie wydała.
współczuje Ci wiem co musisz przeżywać dasz rade wierze w Ciebie
243 2013-01-24 17:08:25 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-01-24 17:09:24)
ewka123 napisał/a:Niuniuś - twoje ostatnie zdanie wywołało rogala na mojej buzi. Usmiechnełam sie pierwszy raz od dłuzszego czasu.
Na razie czekam. On nic nie mowi, nie robi. Chyba czeka ZNOWU AZ JA zacznę temat. Ja juz mam dosyc jego niemocy. A może on juz sie pogodził. Moze gdzies tam w srodku nie chce o nas walczyć? Woli ją? No bo po jego zdradzie ruch należał do mnie, zrobiłam go - adwokat i rozwód, teraz jego ruch - zostaje w domu ze mną czy nie. Jeszcze troche poczekam. jeszcze nie mam wszystkich potrzebnych dokumentów. Jeszcze ma troche czasu.powiedz mu, że czekasz do......
uświadom mu, że za chwilę będzie miał rękę w nocniku
uświadom mu, że albo może się poddac sytuacji sam, albo podjąć decyzje, czy dobre dla siebie, czy dla was, to jego decyzja
ale ty chcesz decyzji od niego
nie w sądzie.. zgody na rozwód
ale wczęsniej
Endi - on wie, o adwokacie, on tam ze mna był, bo musielismy uzgodnić podział majatku. Na wszystko się zgodził, ustaliliśmy. Więc chyba jest swiadomy co się dzieje. Po tym spotkaniu przyszło chyba otrzeźwienie bo mówił mi ze ma wrażenie ze to sie nie dzieje na prawde.Bardzo sie denerwował, wtedy płakał, do tego doszła sprawa poinformowania rodzinki. Przez ostatni tydzien on jest kłębem nerwów.
Ponieważ ja teraz zbieram potrzebne papiery on to widzi. Zapytał mnie czy jestem zdecydowana, ja że tak ( chociaz to tak nie było bardzo zdecydowane) i on od tego czasu milczy.
Zachowujemy sie normalnie jakby nic sie nie działo. Normalne rozmowy, pytania o herbate, czy obiad. Tamten temat nie istnieje.
Mam zacząć ? czy poczekać az on zacznie?
Nie chcę naciskać, bo nie chce wymuszonej decyzji, tylko świadomej decyzji.
Witam,Ewa cieszę się ze udało mi sie wywołać na twojej buzi uśmiech
polecam się na przyszłość...,wydaje mi sie że powinniście ze sobą porozmawiać i nie powinnaś czekać na jego ruch.Z tego co piszesz on jest cały zakręcony niby wie co się dzieję ,ale nie dociera do niego świadomość poniesionych wkrótce konsekwencji....Jeśli dobrze odczytałam twoją odpowiedz to zaryzykuję stwierdzenie że ty go dalej kochasz i to mocno,dlatego że dalej dajesz mu czas,czekasz aż on powie ci" kocham cię ,popełniłem błąd,chcę być tylko z tobą"....Proponowałabym abyście wyszli do pabu,lub restauracji na neutralny grunt tam najlepiej się rozwiązuje problemy i rozmawia-jest jakiś luz....Powinnaś ty zacząć tę rozmowę nie czekaj bo możesz się rozczarować jego biernością ,bo on będzie czekał aż ty postawisz kropkę nad i .....a rozwód i rozstanie to decyzja obojga partnerów...On patrzy ale nie widzi tego co sie wokół niego dzieję jak sama piszesz sam w to nie wierzy,że tak się porobiło,nie czekaj tylko działaj!!!!....może jemu potrzebny jest jakiś bodziec do działania,czy powiedziałaś mu że go kochasz dalej,że tyle razem przeszliście czy chce się tego wszystkiego wyzbyć?czy powiedziałaś mu co cię boli w nim w jego zachowaniu -a czy on powiedział ci to samo,lub w jakieś części...tylko szczera rozmowa was uratuje lub pozwoli sie rozejść...trzymam kciuki za ciebie ![]()
pozdrawiam
I tak bede szcześliwa chociazbym miała sobie to szczęście narysować...
to dobry pomysł ewa
zaproponuj miłą restauracyjkę
przy lampce wina
Brak dziecka spowodował to, że nie czuję się 100% kobietą i moja pewność siebie bardzo spadła, zadręczam się też między innymi z tego powodu, zaczęłam też uciekać od ludzi bo ciagle zadają pytania i za bardzo wchodzą w moje życie z butami.
Nie zauważyłam tego, ale ja też się zmieniłam.
Fakt - muszę to wszystko pozbierać do kupy - przemyśleć wiele spraw. Trudne będą te dwa dni ...
Witam,
Wydaje się, że to co napisałaś to samo sedno.
Być może zbytnio pochłonęła Cię myśl o posiadaniu dziecka? Czy nie przerodziło się to w lekką obsesję?
Poczuł się zazdrosny, odsunięty. Faceci to mimo wszystko duże dzieci, muszą być w centrum uwagi.
Ale skoro tak łatwo przychodzi mu odsunięcie się od Ciebie i ewidentnie coś kręci...
Zastanów się czy byłby dla Ciebie prawdziwym oparciem?
Już daje Ci sygnały, że w razie kłopotów nie będziesz mogła na niego liczyć. Odsunie się.
Życzę powodzenia i dużo dużo siły!! I nie trać wiary w siebie!!
Czasem kobieta, mimo że kocha i chce mieć dzieci, podświadomie wyczuwa, że partner nie da jej oparcia, miłości i mimowolnie blokuje się na zajście w ciążę.
Pozdrawiam
Witam,
Wydaje się, że to co napisałaś to samo sedno.
Być może zbytnio pochłonęła Cię myśl o posiadaniu dziecka? Czy nie przerodziło się to w lekką obsesję?
Poczuł się zazdrosny, odsunięty. Faceci to mimo wszystko duże dzieci, muszą być w centrum uwagi.
Ale skoro tak łatwo przychodzi mu odsunięcie się od Ciebie i ewidentnie coś kręci...
Zastanów się czy byłby dla Ciebie prawdziwym oparciem?Już daje Ci sygnały, że w razie kłopotów nie będziesz mogła na niego liczyć. Odsunie się.
Życzę powodzenia i dużo dużo siły!! I nie trać wiary w siebie!!
Czasem kobieta, mimo że kocha i chce mieć dzieci, podświadomie wyczuwa, że partner nie da jej oparcia, miłości i mimowolnie blokuje się na zajście w ciążę.
Pozdrawiam
Jeśłi to komentarz do postów załozycielki tego wątku, to ta wypowiedż jest lekko nieaktualna...
Mąż Kretki zmontował dzidzie innej panience...
Kretka jest w trakcie albo już po rozwodzie!!
Witaj Ewka, ja myślałam podobnie jak Ty.Że wezmę rozwód, ale może... Po tym jak mój już były mąż rozstał sie z koleżanka starał się mi pomagać kiedy przeprowadzałam się do małej kawalerki, zastanawiałam sie czy dać nam szanse cały rok i stwierdziłam że nie potrafię teraz się do niego tak mocno zbliżyc i zapomnieć o wszystkim, ciągle mu coś wypominałam, wystarczyło że zachował sie w stosunku do mnie inaczej niż kiedy bylismy razem. Postanowiłam złożyć pozew o rozwód bo miałam dosyć tej sytuacji w zawieszeniu.Ale skoro starał sie być blisko to myślałam że jednak się dla niego liczę i może jak się sama uporam ze wspominaniem to znowu spróbujemy razem...
Ale nie jest tak kolorowo...
Wyrok nawet nie zdążył się uprawomocnić a on już ma kolejną panienkę. Zadziera głowę wysoko. Bo to ja złożyłam wniosek i jestem sama a on ma kolejną pocieszycielkę. Znowu odnosi sie do mnie jak do zwykłego zera... Zaczęłam żałować ze nie obwiniłam go o wszystko, tylka dałam sie mu kolejny raz oszukac, złapac na jakąś grę, miłe słowa... Zawsze mu się udawało zrobić ze mną co chciał...
Jestem zła na siebie bo ja przeżywałam/przeżywam/ porażkę, że wzięłam rozwód a on cieszył się że już ma mnie z głowy... a grał przede mną że jest strasznie smutny, że jednak nie widzę dla nas szansy. Oj głupia naiwności...
Jestem bardzo zła sama na siebie, że nie nauczyłam sie niczego po tych wszystkich przykrościach, które miałam jak wyprowadził sie do swojej kochanki... Dlaczego wszystko tak łatwo sie zapomina. Dlaczego chce się pamiętać tylko te dobre rzeczy a złe wymazuje...
Może nie wszystkie tak macie, ale ja jestem bardzo zła na siebie. Powinnam zamknąć za soba te wszystkie drzwi i żyć dla siebie samej, ale chyba jeszcze nie odbudowałam w pełni poczucia własnej wartości i już dostałam po dupsku. Kolejny raz od tej samej osoby...
Cekawe kiedy nauczę się już żyć sama dla siebie bez oglądania się wstecz. Mamy synka i jestem skazana na spotykanie się z nim, ale teraz jest to tylko oficjalne przekazanie małego w drzwiach, nie tak jak wcześniej kawka, ciasteczko i miłe gadanie.
Cześć dziewczyny. Długo mnie nie było, ale też dużo się działo tak zwyczajnie życiowo i w temacie.
Impuls do rozmowy przyniosło życie. I nomen omen 31 stycznia
Były łzy moje i jego, były żale i pretensje, ale też przyznanie sie do błędów i porażek. tak naprawdę wałkowaliśmy temat 3 dni.
Jaki rezultat? Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Dla mnie to juz ostatni raz. Od dwóch tygodni czuję, że coś się zmieniło, że jestem w centrum uwagi. Nie ma oziębłości i odrzucenia, jest uważność i troska. Staram się wierzyć że to jest szczere, a nie na pokaz żeby tylko zachować wygodne status quo (chociaż nachodzą mnie chwile zwątpienia). Czas pokaże, bo udawać długo się nie da, a ja postanowiłam postawić poprzeczkę wysoko. M obiecał zmienic pracę, ma wyznaczony termin. Będę się go trzymać. Wiem, że ta pani nie zniknęła z jego życia i pewnie nie zniknie,ale może zmiana pracy ograniczy te kontakty, ale na to muszę jeszcze poczekać. Powiem wam, że mam takie wewnętrzne przeświadczenie, że będzie dobrze. Wiem już ze gdyby coś.... to nie będę się wahać, przetarłam szlak i już się nie cofnę ( co nie znaczy ze nie będzie bolało). M też to wie. I nie traktujemy tego jako grożby, która nad nami wisi, ale raczej jako cos co nas wiele nauczyło i pokazało.
Muszę walczyć ze sobą. Wiecie, zauważyłam że poświęcam tej kobiecie wiecej czasu niż sobie, a przeciez tak jej nie cierpię. Ciągle myslę, jak było, co było i jak bolało. Ciężko jest przestawic swoje myślenie. Ale zauważyłam ze nastawienie bardzo wplywa na sposob myslenia. więc staram się mysleć pozytywnie. W ogole od czasu podjęcia decyzji "na tak" fizycznie czuje sie tez lepiej. Wynika z tego że ten rozwod i adwokat był wbrew mnie, ale były złem koniecznym jak widać.
Trochę boję sie przyszłości, czy damy radę,czy M mnie znów nie zawiedzie, czy ja dam radę nie pielegnowac urazy i nie wypominać . Jest dużo tych pytań bez odpowiedzi, a niepewność czasem podcina skrzydła.
trzymaj się ewka;)
wierz sobie i temu co czujesz
jesli czujesz się niepewnie, to tak się czuj.. akceptuj to... bo to ty jesteś;)
a jak masz wątpliwości - to pisz;) pomożemy, podywagujemy.. będziemy z tobą;)
trzymaj się ewka;)
wierz sobie i temu co czujesz
jesli czujesz się niepewnie, to tak się czuj.. akceptuj to... bo to ty jesteś;)a jak masz wątpliwości - to pisz;) pomożemy, podywagujemy.. będziemy z tobą;)
dzieki Endi. Nie zaprzeczam swoim uczuciom, staram się nazywać to co czuję i już nie boję sie o tym mówić, głosno i domagać sie tez głośno. Dlatego napisałam, że poprzeczka wysoko. Jesli cos ma z tego być to tylko szczerość, nawet jesli tylko z mojej strony. Będę mogła powiedzieć sobie ze zrobiłąm wszystko co mogłam. A może moja szczerość w koncu pokaże mojemu M ze szczerość nie boli, że przynosi więcej pozytku niz szkody. Bo ja cały czas proszę o tą szczerość - wolę najgorszą prawdę niz najlepsze kamstwo. Bo to pokazuje ze jest szacunek.
Ciesze się, że Ty sie juz uwolniłaś, czytałam. Zresztą czytam cały czas, ale nie zawsze piszę. Czytanie pomaga, często jest jak lusterko, znajdujesz siebie i to co czujesz a nie potrafisz nazwać.
dzięki ewka;)
Witam,Ewka ciesze sie ze układa sie w twoim życiu,niestety niepewność towarzyszyć ci będzie,tak jak i mnie jest jakby moim cieniem,zastanawiam się czy kiedyś pozbęde się jej....Oczyszczenie związku z kłamst to bardzo dobry początek,ja rozmawiałm też z moim mężem,potem z jego kochanką wiele jeszcze wtedy wyszło na jaw,bardzo dotknęły mnie jej słowa,chociaż wiem że niektóre słowa użyła specjalnie żeby mnie dotknąć,pomimo przykrości i wyjawienia niedopowiedzianych prawd,czuje że w jakiś sposob nasze małżeństwo zostało "oczyszczone z grzechów"....staram się nie myśleć,chociaż nie zapomniałam niczego,staram się kochać pomimo zawodu i krzywdy jaką mi wyrządził....Jak sama widzisz droge którą my wybieramy jest jak droga krzyżowa-jeśli upadniemy to mamy nadzieję że to właśnie oni będą nas podnosić,pocieszać i ocierac łzy.....Życzę tobie,sobie i tym wszystkim które wybrały tę drogę aby nigdy nie opuściła nas wiara w drugą połówkę.. ![]()
I tak będe szcześliwa chociażbym miała sobie to szczęście kurwa narysowac
![]()
Niuniuś - fajnie że się odezwałaś
Układa się, to może trochę za dużo powiedziane jak na początek. Zaczynamy układać, ale.... Jak kiedys powiedziała Endi, jeden puzzel w tej układance nie pasuje i pieprzy wszystko. Jest trudno, brak zaufania, gonitwa mysli..... sama wiesz. Mówisz "oczyszczone z kłamstw" i tu widzisz najtrudniej mi uwierzyc. Bo cały ten czas, już niedługo 2 lata, mój M w naszych rozmowach obiecywał, tłumaczył, wyjaśniał a jak sie potem okazywało kłamał, kłamał, kłamał......
Więc teraz nie wiem czy to co usłyszałam to prawda czy znowu ściema. Ale wiesz powiedziałam sobie, że jeśli nie spróbuje mu uwierzyć, to potem mogę żałować że nie dałam nam szansy. Na rozwód zawsze będzie czas. Walczę ze sobą, M tez sie stara, ale nie popadam w euforię, to dopiero początek tej drogi. Pewnie jeszcze nie raz upadnę, zwątpię..Ale tez probuje kochac, szanować i troszczyc się. Tylko że to już inna miłość, inna ja i on. Zobaczymy.
Witaj,Ewo,niestety poczatki sa trudne sama przez to przeszłam,moj mąż mnie nie okłamywał w trakcie naszego małżeństwa,zaczął dopiero kłamać jak się z nią zadał,nawet kiedy wszystko wyszło i wiedział jak bardzo mnie to skrzywdziło to spotykał się z nią dalej,bo postanowili zostać przyjaciółmi a mnie wciskał głodne kawałki jak bardzo stara sie ja omijać wierutny kłamca
,potem okazało się że laska do świetych nie należała łapała każdego frajera jaki wszedł w jej rozłożone nóżki,i znalazła mojego męża...Początki dla mnie były bardzo trudne pomimo szansy jaką nam dałam on ja nadużywał gdyby potrwało to jeszcze chwilę dłużej to już by nas nie było
....Brak zaufania i pustka która narodziła się jest przytłaczająca
....w momencie kiedy dotarło do mnie co mi zrobił coś we mnie umarło bezpowrotnie,pomimo tego że bardzo sie stara,że mi pomaga,kocha itd,to w żaden sposób nie jest w stanie wypełnić tej pustki....
i choć minęło już pół roku to w dalszym ciągu patrząc na niego nie mogę uwierzyć że mi to zrobił,że tak mocno mnie skrzywdził,po prostu po mimo wiedzy i świadomości tego co się stało to jakby dalej do mnie nie dochodziło-patrzę i nie wierzę własnej świadomości.....musimy się trzymać,spróbować żeby nie mieć pozniej tej swiadomości że nie spróbowałyśmy
szczeście nie polega na zdobywaniu tego czego chcesz,ale na akceptowaniu tego co już masz.....
Witam,czy ktos wie co u Kretki,miała wyznaczoną sprawe rozwodową na 14 lutego jak poszło?
jestem mloda tzn mam 23 lata ale to w jaki sposob w podpunktach opisalas zachowani swojego meza, to mam takie odczucia jak Ty, ukrywa cos przed Toba, dba o siebie, ty go juz nie pociagasz hmm facet poprostu kogos ma.. wiem ze Cie to nie pociesza ale sama masz tego swiadomosc, zapytaj wprost albo gdy juz spi sprawdz jego skrzynke odbiorcza ale sadze ze jesli kogos ma to za kazdym razem usuwa slady.. mozesz rowniez zagrac w otwarte karty i powiedziec mu ze iwesz o wszystkim i co zamierza zrobic.
Pisałam tu miesiąc temu. Przeczytałam mój wpis, jest pełen optymizmu i nadziei. Dzis niewiele z niej zostało. Znów jestem w punkcie wyjścia. Jest tak:
A) mój M stara się pomagać w domu, naprawdę jak na niego robi dużo, wymyśla wspólne spędzanie czasu spacerki, kino, znajomi....., przytula, całuje, jest sex i wszystko NIBY jak trzeba, ale......
B) właśnie się dowiedziałam, że obietnice o zmianie pracy były rzucone na wiatr, że tęsknota do suczy i uczucie nie wygasło niestety. To z nią mój M omawia wszystkie ważne kwestie swojego życia tzn. duchowe kwestie, rozterki, problemy czyli krótko mówiąc intymne sprawy. Przed nia sie otwiera, ze mna rozmawia o przyziemnych sprawach. Dla niej też kłamie.
Świat dookoła widzi tylko to A.
Jest jeszcze to B, które mnie strasznie boli. Wiem, że pisałam, że jakby co to odejdę ale to kurczę takie trudne. tym bardziej teraz. Bo to A jest na prawdę ok. Tylko dlaczego mam się pogodzić z faktem że jestem " tą drugą", tą niekochaną. No bo do kina można iść z każdym, bo na spacer to można nawet wziąć psa.
Czy zachowania z A mam traktować jak hipokryzję i obłudę.
Czy to ze mną jest coś nie tak? Czy z moim M?
Zwariuję.
ewka123 trudno tu być bezstronnym. Ja bym proponowała wizytę u psychologa w celu przeanalizowania swojego związku, swojego życia w ogóle.
260 2013-03-20 15:23:08 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-03-20 15:23:30)
Pani psycholog powiedziała mi, że są kobiety, które potrafią zracjonalizować sobie zdradę mężczyzny, a są tez takie, które nie potrafia wybaczyć. myślę, że gdyby mój M trzymał sie tych obietnic , które mi złożył dałby mi dowód na to ,że jest szczery, że chce ze mną być. Ale słowa rzucone były na wiatr. Znowu odkryłam bolesne sprawy. Lekceważenie mojej osoby? Lekceważenie moich uczuć? Po raz kolejny zresztą. Gdybym była cyniczna i wyrachowana korzystałabym z tego świata A całymi garściami. Ale związek to też uczucia. Nie umiem oddzielić A od B.
M nie chce iść do poradni.