netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

75 odpowiedzi22 167 wyświetleńzałożony przez gojka102, 27.06.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 76 z 76 ]

66

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

witajcie
a moja mama jest moim najwierniejszym przyjacielem . jest zawsze , kocha mnie bezwarunkowo
Bywało różnie. Mam na mysli wiek dorastania gdy bywały sprzeczki, ale to chyba normalne
Zawsze miałam poczucie bezpieczeństwa, mogłam jej powiedzieć wszystko, zawsze byłam wysłuchana a moje problemy były jej roblemami.
teraz gdy jestem dorosła i sama mam dzieci rówież tak jest , jest najelpszą mamą na świecie ! bardzo ją kocham:):) staram się kazywac mamie zainteresowanie , być przy niej ,aby wiedziała ze zawsze moze na mnie liczyć:)

67

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Powiem tak - matka TEŻ człowiek a nie chodzący ideał.
Kiedy moja żyła, nie było między nami zwierzeń ani gorących relacji. Ot taki dom, gdzie się nie okazywało emocji.
Uważałam, że się czepia... Teraz kiedy moje córki dorosły, rozumiem jej troskę i obawy. Trudno wymagać, by bliska osoba w ten sposób wyrażała miłość, że nabiera wody w usta i NIGDY nie powie słowa krytyki.
Perspektywa zmienia się w miarę zmiany ról.
Czytając forum zauważyłam 2 skrajne postawy - matka się wtrąca albo jest obojętna. Tak źle i tak niedobrze.
CIĘŻKO tak spełniać OCZEKIWANIA by wszystkich zadowolić - a matce dużo mniej się wybacza niż komukolwiek innemu. TAKA ikona powinna być IDEALNA - rzadko kto jest w stanie temu podołać smile a jak trwoga...
Dlatego osobiście uważam, że najlepiej gdy każdy ma swoje, niezależne i pełne życie - bez potrzeby podpierania się, czy to na matce, czy to na dorosłych dzieciach. Niech każde żyje jak potrafi.

68

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Cześć. Jestem tu nowa, ale mam nie nowy problem. Chciałabym usłyszeć jakąś porade albo coś co może pomoże mi przetrwać te męczarnie. Mam problem i to nie mały mam skończone 21 lat i odwieczny problem z moją mama. Dla niej zawsze jestem nieudacznikiem oraz osobą która nic nie robi w domu tylko śpi i korzysta prąd i wode i jedzenie. Zawsze to ja jestem najgorsza w domu, gdy jest coś nie zrobione to jest moja wina, że to ja wiecznie jestem niezadowolona z życia. Moja mam pracuje w domu 24h/7dni w tygodniu i ciągle jej mało piniędzy nic z zycia nie ma ... nie pozwala innym domownikom jak przyjdą z pracy usiasc tylko karze robic cos ciagle mimo ze nie ma nic do roboty, ona zawsze wymysla cos do roboty, nawet jak to jest niepotrzebne. zawsze jej cos nie pasuje, jeszcze nikt nigdy jej nie dogodzil, informuje ze mieszkam na wsi a nie w miecie. na poacztku jak pracowalam od razu po szkole to czesc mojej pensji musialam jej oddawac bylo to 300 zl na miesiac, gdzie nie wiem na co te pieniadze szly bo obiad w domu byl jak święto do chleba nic nie było, a on ciagle narzekala ze jej malo pieniedzy. oczywiscie jej koleżaneczka od 7 boleści powiedziala ze jej chlopaki daja 300 zł ale to są chlopaki takie ze potrafia zjesc za 10 i oni zawsze maja co jest obiad codziennie i wg. wiec teraz jak mam praca to nie daje jej nic i ma wielki problem ze do niczego sie nie dokladam a rachunki takie wysokie. ale ona czerpie prad caly dzien bo szyje i swiatlo swieci sie caly dzien nawet jak gdzies wyjedzie to zostawia wlaczone ojciec jak przychodzi z roboty to idzie przed telewizor i zasypia i swieci sie cala noc, moj brat jak przychodzi ze szkoly to od razu na komputer i tez siedzi przed nim do bardzo pozna. a ja jak przychodze z pracy to ide spac bo mam prace biurowa gdzie komputer w domu jest mi teraz zbedny wiec nie uzywam go, telewizora w domu nie ogladam bo nie mam takiej możliwości na śniadanie biore 4 małe kawałki chleba a jak nie to kupuje sobie za swoje 2 bułki i i w wiekszosci nic wiecej czasami zjem jak jest obiad albo zostanie mi cos z pracy albo sobie po drodze kupie. Bardzo rzadko kąpie się w ciepłej wodzie bo przeważnie zawsze mi ja ktos skorzysta albo nie pozwalaja mi sie isc szybciej kapac dopoki inni sie nie wykapia. Jestem osoba bardzo skromna a zarazem bardzo nerwową, może przez ta sytuacje w domu. Matka twierdzi, że nic nie robie moja siostra i moj brat sa idałam w jej życiu siostra ma 19 lat brat 17 lat. siostra wyjezdza teraz do warszawy do pracy i jest jej ulubienica bo jej sie cos w zyciu udalo i bedzie miala lepszy pieniadz, moj brat co chce to ma juz nie powiem ktory ma motor bo nie zlicze ich, ciagle mowia mu ze to ostatni juz ale na wszystko mu pozwalaja i kase na paliwo tez dawaja a nie wspomne o tym ze w wieku 17 lat pozolili kupic mu samochod jak nie ma prawa jazdy. A ja musiałam poprosic kolege zeby mi naprawil samochod bo ojciec powiedzial ze to nie jego i on tego robic nie musi (ojciec jest mechanikiem). chcialabym sie wyprowadzic, jednak za 900zł ze stażu to nie dam rady nic wynając i sie utrzymać. chcialam poszukac jakiejs pracy po godzinach ale kto mnie zatrudni tak na kilka godzin. prosze was kobiety o rade co mam zrobić.

69

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Angelika0408 cóż, wnioskuję, że Twoja mama nie jest szczęśliwa. I NIE JEST to Twoja wina. Nic nie poradzisz na to, że ona "tak ma"- wierz mi, nie warto brać za to odpowiedzialności. Jeśli osoba nie jest szczęśliwa tak po prostu, to nic jej nie uszczęśliwi. Choćbyś i zarabiała 3 tys. netto.

Moja rada: chcieć i dążyć do tego by wyprowadzić się z domu. 900 zł to mało, fakt, ale KOMBINUJ. Ja przez kilka lat wynajmowałam mieszkanie ze studentkami - koszty się fantastycznie dzieliły a zaznaczam że czasem miesięcznie na CAŁE życie miałam 700-900 zł.

70

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Tak. Tylko ja nie mam takiej możliwości zamieszkani z kimś na spółkę, bo pochodzę ze wsi i na wsi u tapicera pracuje w biurze moja pensja to 900 zł u nas samo wynajęcie mieszkania plus opłaty to około 1300 zł jak nie więcej. chcąc sobie dorobić pare gorszy nie jestem wstanie bo po godzinie 16 nie mam możliwośći nigdzie sobie dorobić, gdyż każdy już prawie kończy tą pracę. Z tego 200 zł idzie na paliwo do pracy wiec zostaje mi 700 zł. Nie wiem czemu, ale czasami mam wrażenie, że jestem jakimś odrzutkiem od rrzeczywistości i nie jest mi dane żyć normalnie. przez całą sytuacje nie czuje się na siłach ani w pracy ani w życiu, nie czuje sie wartosciowa, chlopakowi ciagle powtarzam zeby znalazl sobie bardzije odpowiednia dziewczyne i wg, zawsze uwazam sie za jakiegos odrzutka, nawet jak ktos mnie czestuje czyms albo gdzies jestem i podaja kolacje to stiwerdzam ze nie bede im zjadac jedzenia przeciez sami na to ciezko pracuja. bardzo malo jem bo nie stac mnie na to zeby sobie pozwolic na jakiekolwiek wieksze pozywienie, bo za kazdym razem w domu jest mi to wypomniane albo ze mam cos kupic do domu, moje dzienne jedzenie to sucha bułka z czymś nie przekraczając 3zł dziennie na wyżywienie. Dlatego chce sobie dorobić. fakt zostaje mi 700 zł to nie znaczy ze je roztrwaniam gdzies na prawo i lewo ale mam tez problemy ze zdrowiem i leki tez kosztuja a chcac wynjac jakies mieszkanie to musze zyc bardzo skromnie. nie moge liczyc w tej kwesti na chlopaka gdyz on nie chce zamieszkac razem ani nie chce mi tez pomoc w utrzymaniu. nie dziwie mu sie przeciez ma swoje pieniadze i nie musi mi ich dawac. dlatego nie wiem co mam począć. najlepiej to bym się poćwiartowała i miała święty spokój. wiem może to głupie myślenie, ale nie umiem myslec racjonalnie. Co wy byśnie zrobiły na moim miejscu ? Jak normalnie żyć ??

71 Ostatnio edytowany przez Joliekos (2013-08-30 13:57:50)

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami
Joga napisał/a:
chaber05 napisał/a:

Ważną kwestią jest dopuszczenie do posiadania przez dziecko własnego zdania, umożliwienie wyboru, danie prawa do popełniania błędów. Tylko ilu rodziców chce z dzieckiem dyskutowac czy pójśc na kompromis? Najłatwiej wystosowac rozkaz, setkami tyrad wyprac mózg.

Tak Was czytam i po raz któryś pytam sama siebie: tylko po co to wszystko? Dlaczego rodzice tak bardzo chcą sterowac dziecmi? Jaki przyświeca im cel?
Myślę, że odpowiadając na nie znajdziemy klucz.

Posiadanie bezkrytycznego rodzica to też swego rodzaju nieszczęście. Księżniczka wyrazi życzenie - sami wiecie co następuje dalej.

Moja mama omija moją córkę szerokim łukiem, bo kompletnie nie potrafi z nią rozmawiać a metoda wydawania poleceń jak w wojsku nie działa a ja je sobie obserwuję i coraz lepiej rozumiem dlaczego jestem jaka jestem....Dlatego ja staram się już na początku słuchać moich dzieci i uczyć je podejmować samodzielne decyzje, strasznie trudno jest dyskutować z trzylatką i przekonywać ją do swoich racji, pewnie że łatwiej wydać rozkaz. Tylko, że moje dziecko jest podobne do mnie i bardzo odporne na "rozkazy". Staram się jednak być inną matką niż moja była dla mnie, szanuje zdanie moich dzieci, mogą "chcieć" lub "nie chcieć" w granicach rozsądku oczywiście. Są tematy, które dyskusji nie podlegają, zapinamy dzieci w foteliki podczas jazdy autem, idą spać o określonej porze, jemy obiad siedząc razem przy stole itd. są "żelazne" zasady, które porządkują życie i zapewniają bezpieczeństwo ale są też małe wybory, typu: parówka a nie kanapka na śniadanie, bawimy się w to co dzieci chcą akurat robić:) itd. Bardzo, bardzo staram się być "inna" niż moja matka i z całego serca modlę się, żeby mi się to udało:)

Mam to samo smile Też bardzo się staram być inna niż moja matka. Moja córka jest już nastoletnia, układa sobie świat i zasady według siebie i bardzo się staram to rozumieć, akceptować (co nie oznacza akceptacji dziwnych głupot spoza norm). Z jednej strony dlatego, że bardzo ją kocham i nie chcę jej stracić, z drugiej strony chcę udowodnić sobie, że i w naszej rodzinie można mieć zdrowe relacje z rodzicielką wink
To nie jest łatwe. Ale jako matka codziennie powtarzam sobie: bądź mądrzejsza. Poza tym rozmowa, taka która umożliwia dziecku wyrażenie własnych opinii, zdania itd. pomaga obu stronom. I ważne jest to, co napisała jedna z Pań powyżej, nie należy strzelać focha. Dziecko, to nie koleżanka i na pewno przeżywa nasze, rodzicielskie zachowania bardziej niż kolega zza biurka. Dziecku, bez względu na wiek należy okazywać szacunek, zrozumienie i miłość. Wszyscy tego chcemy.

Trudniej jest to wszystko dawać, gdy się samemu czegoś takiego nie otrzymało, ale można, a nawet trzeba.

72 Ostatnio edytowany przez ona.wersja.beta. (2013-10-29 23:17:09)

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

..

73 Ostatnio edytowany przez jestemnadnie (2014-06-20 21:09:40)

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Moje relacje z matką są arcytrudne. Nawet nie potrafię ich opisać. Z jednej strony moja Mama to świetna osoba - zawsze mnie wyslucha, mówię jej o wszystkim, doradzi, .. z drugiej. Chodzi o to, że ona chce dobrze, ale jej charakter jest dla mnie zbyt ciężki i nieświadomie mnie krzywdzi. Stąd ta ambiwalencja.
Moja mama ma zupełnie inny charakter niż ja. Choleryczny, a ja jestem flegmatykiem.
Zawsze się tego czepia - ja oaza spokoju, ona wybuchowa, człowiek czynu, miała pretensje o mój sposob bycia, ciągle jej nie pasuje, że jestem taka ,,mało energiczna", wolno mówię, jem itp. Nie jestem jakąs ciapą, nie przeginam, nikt nigdy nie miał do mnie pretensji o to, po prostu jedni są tacy, drudzy tacy. Ale ona tego nie rozumie. To znaczy, w teorii powie, że ktoś jest taki, ktoś taki i to trzeba szanować. tak sądzi. Ale w praktyce tej swojej teorii nie stosuje. Zawsze było - kocham cię i szanuję, ALE powinnaś być taka, śmiaka i owaka. Nigdy nie czułam pełnej akceptacji. Zawsze wiedziałam, że jest jakieś ale. Rozumiem, że ją moze moj charakter denerwować (i vice versa), ale mogłaby mi dać żyć, nigdy się nie zmienię.

Moja mama jest nieomylna - zawsze ma rację. Nie można jej się sprzeciwić, nie zna słowa ,,przepraszam". Wszystko zawsze było moją winą, całe zło świata - ja. Niestety przyznanie się do błędu przekracza jej możliwości. To ty, Twoja wina. Zawsze muszę się z nią zgadzać, bo inaczej obraza. Jak dziecko. Mówię nie - od razu pretensje, wyrzuty, jaka to ja jestem zła. Jej nie można odmówić NIGDY.

Moja mama jest strasznie nerwowa. Ja się jej boję. Kiedyś dochodziło do rękoczynów i szarpanin. Byle co potrafi wyprowadzić jej z równowagi. Nie potrafi powiedzieć "nic się nie stało" O rozlanie herbaty była awantura, jakbym co najmniej kogoś zabiła. Byle co i jest awantura. Nawet zwykłe zwrócenie uwagi nie wchodzi w grę. Od razu nerwy, krzyk, płacz. Oczywiście nigdy też nie mogłam popełnić njamniejszego błędu, więc zawsze wolałam siedzieć sama w domui nigdzie nie wychodzić. W towarzystwie z nią zawsze milczalam, nic nie mówiłam. Bo potem było "źle to powiedziałaś" "Czemu miałas taką minę"   'Czemu ruszyłas nogą" (nie dosłownie, ale piszę to, by podkreślić ,,wagę" uwag mojej mamy). Zawsze musiałam być idealna, dopasowywać się do innych, być taka jak każdy chce, kochana, ugodowa, bez żadnych sprzeciwów. To nic, że coś mi nie pasowało, że źle się czułam. Ja nigdy nie byłam ważna. Tylko inni. Źle się czujesz w czyimś towarzystwie? Twoja wina, zmień się. Ktoś cię nie lubi - twoja wina, zmień się, itp.

Moja mama jest upierdliwa, jak mało kto, nadopiekuncza. Dziesięć pyttań o to, czy nie jestem głodna, czy czegoś nie potrzebuję, czy to czy tamto. Mam ponad 20 lat, rozumiem troskę, ale po co robić awanturę i wyzywać mnie, bo nie zjadłam śniadania? Nie miałam ochoty, to nie...jacie. Czasami we własnym domu czuję się jak w więzieniu. Wszystko muszę. Nie mogę mieć kaprysu.

Moja mama wzbudza we mnie poczucie winy. Ciągle... "ja dla ciebie tyle zrobiłam,  a ty co" "ja się poświęcam, nie mam swoich potrzeb, to ty też nie musisz". Moja mama nie zna takiego pojęcia jak "zdrowy egoizm". Ja nie wymagam od niej rezygnowania z marzen, planów. Zrobiłą to i mam wrażenie, że teraz jest nieszczęśliwa i oczekuje ode mnie bezwzględnego oddania.

Kocham moją Mamę, ale życie z nią to codziennie awantury, płacz i stres. Na szczęscie jestem już na studiach.
Mam problem ze sobą  i to ogromny. Mam strasznie niskie poczucie wartości, lęki, nie umiem wyrażać swojego zdania i potrzeb. Czuję się gorsza  niż inni, a czasami też brak mi akceptacji dla innych, Dziwni mnie jak ktoś otwarcie odmawia, mówi o swoich potrzebach. Ja musialam byc jak w zegarku....
Nie wiem nawet jaka jestem. Nie znam siebie, swoich potrzeb.

Wiem, że ona zrobiła dla mnie BARDZO dużo i jeszcze więcej,ze mnie kocha, choc wiele rzeczy przesadzonych, nie wymagam od niej takiego poswiecenia. To nie jest dobre, jak matka nie ma nic oprocz dziecka, tzn. pasji, znajomych itp, jak rezygnuje ze wszystkiego, to chore. Chcę żeby ona przestała taka być, ja kiedyś odejdę, założę rodzinę i ona wtedy chyba uschnie... myślę, że nawet nie zdaje sobie sprawy, że sama siebie strasznie skrzywdziła. Teraz to wszystko wychodzi - czas sobie uświadomić, że Nie jestem jej przedłużeniem....jestem oddzielną jednostką i mam swoje życie, swoje plany i marzenia. Tak... To wszystko teraz się ujawnia i ona jest coraz bardziej nieszczęśliwa.

74

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Kiedyś gdy mieszkałam z rodzicami nie mogłam się dogadać z mamą. Wieczne kłótnie o byle co. Po wyprowwdzceuświadomiłam sobie, że to głównie moja wina.  Byłam zakochana nastolatką, której nigdy nie było w domu bo wiadomo chłopak. Zawsze miałam swoją rację. Ale od momentu wyprowadzki wszystko się zmieniło. Mama jest dla mnie Mama o najlepszą przyjaciółką na świecie mogę z Nią porozmawiać o wszystkim i nie wyobrażam sobie żeby mogło Jej kiedyś zabraknąć smile

75

Odp: Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

U mnie od zawsze na tym polu była jedna wielka porażka. Ciągłe kłótnie o naukę, nie było mowy o wyjściu na imprezę, do znajomych- nigdy!  Na pierwszą imprezę poszłam, jak już nie mieszkałam z rodzicami. Ciągła kontrola- przeglądanie telefonu, gg, pretensje o usuwanie smsów, ciągłe zabieranie telefonu. Wrzaski, wyzwiska, bicie- codzienność, a dla innych ułożona pani nauczycielka, dyrektorka itp. Zero wiary we mnie- nie poradzę sobie, nic nie umiem. No jak mnie tego nie nauczyła, to skąd miałam umieć? Ale poradziłam sobie, nauczyłam się sama gotować, prowadzę dom. Kontakt ograniczyłam do minimum. Nienawidzę tam wracać na święta. Ciągle jakieś negatywne komentarze, ciągle coś nie tak- teraz drugi tydzień się rodzice nie odzywają, bo odmówiłam przyjechania do nich do domu na weekend i opiekowania się ich kotami, kiedy sami mieli w tym czasie jechać do innego miasta. W drodze tam przejeżdżali przez moje miasto i mogli te koty zostawić u mnie, nie raz tak już było wcześniej, ale nie- ja mam teraz wakacje, to czemu mam nie siedzieć na wsi z ich kotkami?? I foch śmiertelny, że odmówiłam. Przyjeżdżam do nich to mam dosyć od razu, matka nie daje spokoju, ciągle gada o tych kotach i swojej pracy, nie mam tam nawet cienia prywatności, bo przez mój pokój się przechodzi do garderoby, do piwnicy i na strych, więc ciągle ktoś mi wchodzi, nie ma w tym domu zamków, ani pukania, każdy wchodzi jak do stodoły, do zajętej łazienki również. Pretensje do mnie nawet o moje nastawienie do egzaminów- stresuję się przed nimi- źle, nie stresuję się- źle, bo sobie olewam. Siedzą w domu, do nikogo nie wychodzą, kiedyś mieli przyjaciół, to się przestali z nimi kontaktować, uważają się za 'lepszych'. Na dziadków moja matka się boczy i tak siedzą w tym domu, kłócą się ze sobą i się dziwią, że nie chcę do nich przyjeżdżać. Szczera rozmowa z nią nic nie da- skończyło się wydzieraniem i rzucaniem talerzami.

Posty [ 66 do 76 z 76 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Nasze, czyli kobiet, relacje z matkami

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026