- Ile zarabiasz? - z czyjej strony takie pytanie przyjmujecie za naturalne?
Czy potraficie swobodnie rozmawiać o swoich zarobkach z przyjaciółmi, znajomymi, członkami rodziny?
Podobne tematy
Z niczyjej bo to ile zarabiam to moja prywatna sprawa. Moi koledzy i koleżanki po fachu +/- wiedzą więc nie pytają. Wie moja księgowa to oczywiste, mój mąż bo sama mu mówię co też uważam za oczywiste bo nie wyobrażam sobie małżeństwa z tajemnicami finansowymi względem siebie.
Omijam ten temat w rozmowach z dalszą rodziną, bo oni zarabiają mniej (rodzice na emeryturze). Nie przyznaje się, gdy kupię jakiś drogi gadżet.
Oni żyją trochę w "innym" świecie np. zapisałam się na kurs angielskiego, by sobie powtórzyć, dla niech było to niezrozumiałe - po co wydaje pieniądze na kurs, skoro znam angielski, swobodnie się nim posługuje. W ich wyobrażeniu jak się ma jakąś nadwyżkę pieniędzy, to należałoby się zabezpieczyć i kupić ziemię, albo dom. Aż takiej nadwyżki pieniędzy nie mam, za to wydawanie kasy na podróże, gdzie zostaje Ci trochę wspomnień, zdjęcia, jakieś drobne pamiątki to marnowanie pieniędzy.
Ja mam swoją rodzinę/swoje finanse, natomiast moja dalsza rodzina (rodzice, rodzeństwo), czy znajomi mają swoje sprawy. Ja i moje rodzeństwo mieliśmy taki sam start życiowy, a to gdzie każde z nas zaszło w życiu, to efekt własnych decyzji, kierowania swoim życiem.
Dyskusja, kto ile zarabia pociąga za sobą dyskusję, jak dysponować finansami, a to czasami jest jak rozmowa sytego z głodnym.
Ja osobiście staram się nie rozmawiać o pieniądzach. Wiem, że jest to temat, który wielu wprowadza w zakłopotanie, więc po co stąpać po tak niepewnym gruncie. Sama nie lubię pytań o zarobki i się nimi nie chwalę. Mając na uwadze, że to "Co dla jednego jest podłogą, to dla innych staje się sufitem" nie widzę potrzeby roztrząsania, czyichś wydatków i inwestycji. Zdarzy się, że skomentuję coś co faktycznie jest okazją, ale na tekst koleżanki"Widziałam super bluzkę, kosztowała tylko 120 zł" nie reaguję obcesowym "Ile?! Ja bym tyle nie dała za bluzkę"- miała, dała jej problem (a ja sobie mogę myśleć co chcę).
Mam podobna sytuację jak Averyl . O swoich wydatkach mówię tylko wybiórczo. Rodzice, teściowie czy znajomi wiedzą tyle ile muszą wiedzieć, po co mają przeżywać
Dla mnie np 100 zł na karnet na siłownie to rekompensata za to, że nie palę i nie piję, a koleżanka (350 zł wydaje na papierosy) ubolewa, że mnie stać na luksusy a ona nie może sobie na taką rozrywkę pozwolić. Czyli wchodzimy w to o czym pisze koleżanka powyżej:
Dyskusja, kto ile zarabia pociąga za sobą dyskusję, jak dysponować finansami, a to czasami jest jak rozmowa sytego z głodnym.
Muszę przyznać, że rozmowa o zarobkach nie wprawia mnie w zakłopotanie i nie mam problemu by powiedzieć moim znajomym, ile zarabiam ja albo mój mąż. Nie czuję też obowiązku ukrywania "przyjemności" na które wydaję pieniądze; przecież pieniądze po to są.
Nigdy nie rozmawiam o zarobkach... jeśli ktoś zarabia więcej, to ja będę zakłopotany, a jeśli ktoś zarabia mniej to też będę zakłopotany, bo on jest zakłopotany. Dlaczego takie uczucie dyskomfortu? Bo ten co zrabia więcej zrobił coś lepszego, czego nie zrobił zarabiający mniej, czyli obniża poczucie własnej wartości. Tak czuję.
Żona nie pracuje, a pieniądze rozpływają się na gotówkę, jej konto, moje konto... Zresztą co miesiąc ją informuję ile wpływa pieniędzy na rodzinę.
Tylko dlaczego miałby ktoś być zakłopotany?? Fakty są, jakie są.
Jeśli ktoś spyta- zawsze odpowiadam zgodnie z prawdą.Nie widzę w tym nic niestosownego.Oczywiście ciekawskim sąsiadom nie mówię:)
Ale rodzinie,przyjaciołom,znajomym- czemu nie?
Nigdy nie rozmawiam o zarobkach... jeśli ktoś zarabia więcej, to ja będę zakłopotany, a jeśli ktoś zarabia mniej to też będę zakłopotany, bo on jest zakłopotany. Dlaczego takie uczucie dyskomfortu? Bo ten co zrabia więcej zrobił coś lepszego, czego nie zrobił zarabiający mniej, czyli obniża poczucie własnej wartości. Tak czuję.
Żona nie pracuje, a pieniądze rozpływają się na gotówkę, jej konto, moje konto... Zresztą co miesiąc ją informuję ile wpływa pieniędzy na rodzinę.
Heh,logika co najmniej pokrętna.Jeśli Ty masz wiecej dzieci od rozmówcy,masz wyższe od niego wykształcenie,większy metraż mieszkalny,droższy samochód,więcej włosów na głowie to sądzisz,że Twój rozmówca poczuje się zakłopotany?:)Obniży to jego poczucie wartości?
No chyba że... w tej znajomości jest wyścig na kasę.
Ja takiego wyścigu nie urządzam, nie uwzględniam, więc pieniądze nie są dla mnie tematem tabu- nie stawiam ich na podium.
11 2013-02-08 13:45:46 Ostatnio edytowany przez ban (2013-02-08 13:49:02)
Tylko dlaczego miałby ktoś być zakłopotany?? Fakty są, jakie są.
Ponieważ za więcej pieniędzy można więcej kupić -- np. żona zamiast 10-letniego samochodu (13 tys) mogłaby mieć elegancką nówkę (90 tys), albo zamiast wybierać tańsze oferty wczasów (13 tys) byśmy wybrali droższe (40 tys), albo zamiast szukać tańszego noclegu (300zł) wybralibyśmy droższy (1200zł)... Im więcej pieniędzy tym lepiej. Każdy chce mieć jak najwięcej.
No i każdy z nas pracuje około 8 godzin dziennie, poświęcając cały swój intelekt czy fizyczność, aby tę pracę wykonywać. Jeśli jedna osoba zarabia 10 tys, a druga 1500zł, a pracują tyle samo, to po wyjawieniu zarobków ta osoba co zarabia mniej może poczuć się gorsza, więc ta co zarabia więcej wpada w zakłopotanie, bo obniżyła poczucie wartości drugiej osoby.
Tak czuję.
Heh,logika co najmniej pokrętna.Jeśli Ty masz wiecej dzieci od rozmówcy,masz wyższe od niego wykształcenie,większy metraż mieszkalny,droższy samochód,więcej włosów na głowie to sądzisz,że Twój rozmówca poczuje się zakłopotany?:)Obniży to jego poczucie wartości?
Dzieci zrobić nie problem. Jak ktoś nie ma wykształcenia to pewnie się nie uczył (tak?). Ale jeśli ja i mój kolega mamy takie samo wykształcenie, ale mi się bardziej poszczęściło z różnych powodów, to niekoniecznie muszę się chwalić zarobkami przed kolegą. Najlepiej o pieniądzach nie rozmawiać.
Jeśli poczuje się gorsza- to sama sobie odpowiada na pytanie, co stawia na pierwszym miejscu w życiu.
Ogólnie przyjęte jest w społeczeństwie, że o pieniądzach w sensie wynagrodzenia nie rozmawia się bo powoduje to zakłopotanie, brak klasy, uczucie chwalenia się, nowobogactwa (jeżeli zarabia ktoś znaczne kwoty).
Według zasad savoir vivre nie powinno się poruszać takich tematów w towarzystwie.
Ja jedynie-gdybym zarabiała naprawdę krocie- obawiałabym się, że to się rozejdzie pocztą pantoflową i mnie okradnie ktoś pewnego dnia, jak to było w przypadku znajomej rodziny. Ale na razie mi to nie grozi ![]()
Pytania o czyjeś dochody uważam za niestosowne. Ani sama nie pytam, ani nie życzę sobie aby mnie o to pytano.
Ile zarabiam wie tylko mój mąż i Urząd Skarbowy ![]()
Sama też nie mówię nikomu ile zarabiam. Często nawet staram się to ukryć.
A skąd obawa odnośnie pytań o zarobki?
No ale widzisz Catwoman jak jest -- w temacie napisałaś "Ile zarabiasz" i nikt nie podał sumy. Ludzie czują, że to jest złe i lepiej nie rozmawiać o tym.
Oficjalnie podałbym takie powody jak headstrong...
18 2013-02-08 14:03:31 Ostatnio edytowany przez mery90 (2013-02-08 14:05:34)
jako, ze pracuje za granica i wykonuje prace jaka wykonuje, kilkoro znajomych bylo ciekawych ile zarabiam, ze byli to dobrzy znajomi powiedzialam im. byli w szoku, bo to kupa kasy(przynajmniej dla mnie), byla znajoma co chciala na mnie wyzyzskac kase, bo ja zarabiam ile zarabiam, a ona tylko 1200zl. co zrobilam? pogonilam ja. bo jest tak samo mloda jak ja, i tez mialaby mozliwosc wyjazdu za granice, ale tego nie robi, wiec czemu ja mam jej wszystko stawiac? kiedy ja ciezko pracuje, ja decyduje na co wydaje, a skoro wie, ze robie za granica niech nie pyta, skoro ma mi pozniej zazdroscic czy robic wywody, ze kupie sobie pantofle za 50?, bo wiadome jest, ze dla 1200zl miesiecznie tu nie siedze...
Ja nie pytam tu Was, wszystkich ile zarabiacie
To tylko takie znamienne hasło powodujące, że włos się jeży... co poniektórym ![]()
20 2013-02-08 14:06:45 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-08 14:08:34)
Ile to jest krocie?
Dla jednego 3000 zł to krocie, dla innego 50000 zł/miesiąc to mało.
Ja zarabiam dość znaczne kwoty, stać mnie na wiele ale nie okazuję tego, mam normalne 6 letnie auto, staram się nie wyróżniać. Źle bym się czuła, ludzie wokół ubożeją, a ja miałabym chwalić się, że 2 razy w roku jeżdżę na luksusowe wycieczki za granicę lub lansuję się w ciuchach za kilka tysięcy. Według mnie to nowobogackie czy nawet prostactwo.
A skąd obawa odnośnie pytań o zarobki?
To nie jest obawa. Dla mnie to kwestia prywatności i taktu.
22 2013-02-08 14:11:00 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-02-08 14:13:55)
Cat, nie rozumiem Twojej dociekliwości ![]()
Z własnego doświadczenia wiem, ze normalny człowiek, "zarabiający więcej" nie będzie się obnosił swoimi zarobkami wiedząc, że ktoś ma gorzej. Co mi po tym, że powiem koleżance, która zarabia 1200 zł, że ja zarabiam 2800? Komu wogóle jest potrzebna informacja o moich zarobkach. Nie lubię gdy się mnie pyta, podobnie jak nie lubię, gdy pyta się mnie ile dałam za buty, ile zapłaciliśmy za nowy motor męża, jaki mamy rachunek za prąd. Nikt za mnie tego nie zapłaci, nikt nie musiał oszczędzać by to kupić, więc czemu ma służyć takie pytanie?
W polskiej mentalności ma służyć jednemu... budowaniu rywalizacji - sąsiad zarabia 3 tys, to ja chociażbym miała na 5 etatach robic, będę zarabiać 3005 zł i nie po to żeby miec lepiej, ale zeby miec więcej niż on.
Wiele razy słyszałam sugestie, że skoro my tak dobrze zarabiamy, to powinniśmy sobie takie a takie auto kupić, albo możemy to i to kupić. Jak ktoś wie ile zarabiam to łatwiej mu "wydawać moje pieniądze"
łatwiej mu przychodzić z prośbą - bo ty masz (a to, że ciężko na to pracujesz to juz mało kto dostrzega), łatwiej jest Cię zaszufladkować do jeszcze biednych lub już bogatych ![]()
headstrong masz kompleks swoich pieniędzy? Bo ja wobec Ciebie nie mam, wobec siebie i swych marnych zarobków też nie
prostactwo... to zależy CO stawiasz na pierwszym miejscu; czy lans, czy cieszenie się możliwościami. Dla mnie wartościowym spendem pieniędzy jest dzielenie się z innymi, to znaczy; pomaganie ludziom, zwierzętom którzy/re głodują, potrzebują pomocy. To jest coś, co ja bym zrobiła w wyniku "kroci" ale co staram się robić mając także marne grosze ![]()
WŁAŚNIE DLATEGO, że "krocie" są wartością względną, nie czuję, że jest jakaś sztywna reguła oceniania; dla mnie szaleństwem jest wydać na torebkę 20 tys. zł., ale Ania Mucha, którą na to stać-robi to.
Nie oceniam też ile kto wydaje na życie bo każdy człowiek ma zupełnie inną sytuację życiową i potrzebuje czego innego.
24 2013-02-08 14:16:25 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-02-08 14:18:46)
headstrong masz kompleks swoich pieniędzy?
Nie chcę wypowiadać się za koleżankę,m ale nie uważam żeby to był kompleks. To jest zdrowe podejście do sprawy.
Właśnie dlatego nie dzielimy się informacjami na temat zarobków, żeby nikt nie miał możliwości oceniania czy nas na co stać czy nie.
25 2013-02-08 14:18:21 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-08 14:22:02)
Nie, nie mam kompleksu, absolutnie, ale uważam, że to nie jest rzecz, którą mam się chwalić, chwalić się mogę osiągnięciami córki w szkole czy konkursach, chwalić się mogę awansem w pracy.
Ale nie pieniędzmi, w środowisku, gdzie się obracam jest to niemile widziane, traktowane jako nowobogactwo i właśnie prostactwo. A obracam się wśród ludzi naprawę zamożnych. Z kolei mam się chwalić swoim klientom, że latam za granicę na urlopy czy na spontaniczne wypady do Londynu czy Moskwy, kiedy ludzie mają problem z opłaceniem rachunków, zakupem ubrań i jedzenia dla dzieci?
Mam znajomą, która dość szybko doszła do w miarę fajnych zarobków, pojechała w podróż to Pekinu, Hongkongu, całą relację zdawała na fejsie z komentarzami. Znajomi zabili ją śmiechem, ona chwali się podróżami, ile wydała na bilet lotniczy. To po prostu niesmaczne.
Bubus odnosisz się do zazdrości sąsiedzkiej, ale ja wspomniałam jedynie rodzinę, przyjaciół i znajomych.
Ja sądzę, że częściej wynika to z obawy, że ktoś, wiedząc ile zarabiamy, będzie chciał pożyczać.
Nie, nie mam kompleksu, absolutnie, ale uważam, że to nie jest rzecz, którą mam się chwalić, chwalić się mogę osiągnięciami córki w szkole czy konkursach, chwalić się mogę awansem w pracy.
Ale nie pieniędzmi, w środowisku, gdzie się obracam jest to niemile widziane, traktowane jako nowobogactwo i właśnie prostactwo. A obracam się wśród ludzi naprawę zamożnych. Z kolei mam się chwalić swoim klientom, że latam za granicę na urlopy czy na spontaniczne wypady do Londynu czy Moskwy, kiedy ludzie mają problem z opłaceniem rachunków, zakupem ubrań i jedzenia dla dzieci?
Mam znajomą, która dość szybko doszła do w miarę fajnych zarobków, pojechała w podróż to Pekinu, Hongkongu, całą relację zdawała na fejsie z komentarzami. Znajomi zabili ją śmiechem, ona chwali się podróżami, ile wydała na bilet lotniczy. To po prostu niesmaczne.
A czy ja chociaż raz wspomniałam słowo "chwalić się?"
Chodzi o normalną rozmowę na ten temat.
28 2013-02-08 14:22:40 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-08 14:23:29)
Mój szwagier po 26 latach zarabia 1800zł, jego córka staż pracy 5 lat a zarabia więcej od niego o 1000 zł, ja lekko po 30 jestem mam kilkanaście razy więcej, myślisz, że nie byłoby mu przykro gdyby wiedział ile zarabia. Rozmawiałaś z emerytami jak są rozgoryczeni wynagrodzeniem za swoją ciężką pracę, marne emerytury, nie stać ich na lekarstwa a ja mam mówić że właśnie lecę na Rodos?
Bubus odnosisz się do zazdrości sąsiedzkiej, ale ja wspomniałam jedynie rodzinę, przyjaciół i znajomych.
Ja sądzę, że częściej wynika to z obawy, że ktoś, wiedząc ile zarabiamy, będzie chciał pożyczać.
A czy tylko sąsiedzi zazdroszczą? ![]()
No ale widzisz Catwoman jak jest -- w temacie napisałaś "Ile zarabiasz" i nikt nie podał sumy. Ludzie czują, że to jest złe i lepiej nie rozmawiać o tym.
Oficjalnie podałbym takie powody jak headstrong...
Ban Ty czytasz ale nie rozumiesz....
Bubuś- tu nie chodziło o to,żeby mówić ile się zarabia na prawo i lewo.Chodziło o to by ODPOWIEDZIEĆ NA PYTANIE- jeśli ktoś pyta.
Headstrong- mam wrażenie,że Ty też nie rozumiesz co czytasz.Czy na "lytość bosko" odpowiedzenie na pytanie ile zarabiamy nasz rozmówca uznałby za nowobogackie i prostackie???:)
To nie jest kwestia chwalenia tylko kwestia odpowiadania na pytania.Moim zdaniem nie odpowiadanie na pytania przyjaciół czy znajomych to brak kultury i prostactwo:)
Catwoman myślę, że Headstrong pisząc o prostactwie miała na myśli epatowanie przez niektórych swoim bogactwem.
Też to tak oceniam. Nie chodzi o kompleks swoich pieniędzy (ja go nie mam bo sama się wszystkiego dorobiłam), ale nie lubię gdy ktoś epatuje swoim bogactwem. TO jest prostactwo.
O właśnie, dziękuję gojka bo O TO MI właśnie chodziło; o odpowiadanie na zadane pytanie. I nie chwalenie się.
33 2013-02-08 14:26:15 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-08 14:28:06)
ban napisał/a:No ale widzisz Catwoman jak jest -- w temacie napisałaś "Ile zarabiasz" i nikt nie podał sumy. Ludzie czują, że to jest złe i lepiej nie rozmawiać o tym.
Oficjalnie podałbym takie powody jak headstrong...
Ban Ty czytasz ale nie rozumiesz....
Bubuś- tu nie chodziło o to,żeby mówić ile się zarabia na prawo i lewo.Chodziło o to by ODPOWIEDZIEĆ NA PYTANIE- jeśli ktoś pyta.
Headstrong- mam wrażenie,że Ty też nie rozumiesz co czytasz.Czy na "lytość bosko" odpowiedzenie na pytanie ile zarabiamy nasz rozmówca uznałby za nowobogackie i prostackie???:)
To nie jest kwestia chwalenia tylko kwestia odpowiadania na pytania.Moim zdaniem nie odpowiadanie na pytania przyjaciół czy znajomych to brak kultury i prostactwo:)
Gojka, ja nie mam problemów z czytaniem i rozumieniem treści pytania.
Odpowiedziałam, że nie rozmawiamy bo według nas i zasad savoir vivre to jest nieeleganckie, nietaktowne. W naszym środowisku mówienie ile zarabiamy to prostactwo a świecenie po oczach kasą to nowobogactwo.
Napisałam ci to jeszcze raz abyś zrozumiała. Być może nie obracasz się wśród ludzi dobrze sytuowanych więc tego nie wiesz.
Moim zdaniem nie odpowiadanie na pytania przyjaciół czy znajomych to brak kultury i prostactwo:)
Moim zdaniem pytanie kogoś (przez przyjaciół czy znajomych) o jego zarobki jest właśnie brakiem kultury.
A gdyby ktoś się zapytał wprost: "Ile zarabiasz?" ?
Jak ktoś pyta, nie odpowiadam. Uważam to za nietakt na każdej płaszczenie.
To znaczy milczysz i udajesz, że nikt niczego nie powiedział?
38 2013-02-08 14:31:20 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-02-08 14:33:48)
To znaczy milczysz i udajesz, że nikt niczego nie powiedział?
Proponuję żeby ciekawski delikwent zgłosił się do Zusu, jak oni mu przedstawią moje zeznanie to znaczy, ze jest to informacja publiczna ![]()
A tym, którzy znają mnie trochę mniej mówię "wystarczająco" ![]()
Podobnie jak Bubuś - uznając takie pytanie za niestosowne, nie odpowiadałabym.
Jednak w moim otoczeniu nikt takich pytań nie zadaje właśnie z powodu uznawania takich pytań za niestosowne, nietaktowne etc.
Nigdy nie rozumialam dlaczego "nie wolno" o tym rozmawiac. Ja jak ktos pyta, to mowie wprost. Jak chce wiedziec, to tez pytam. Dla mnie to takie samo pytanie jak "co dzis jadles na sniadanie?"
Na zadane pytanie "ile zarabiasz" odpowiedziałbym wprost. Ale nikt mi takiego pytania nie zadał jeszcze nigdy.
Dla mnie to takie samo pytanie jak "co dzis jadles na sniadanie?"
Dla mnie nie. Ja nie zaglądam nikomu do portfela, do sypialni etc. Nie chcę też aby mnie zaglądano.
Jak pisałam wcześniej, uważam to za niestosowne.
może jestem niedzisiejsza ale też jak tu jedna dziewczynka wyżej napisała, dla mnie to takie samo pytanie "co jadłeś na śniadanie".
Cieszy mnie to że ktoś z moich znajomych zarabia lepiej, cieszę się jego szczęściem po prostu że na tej płaszczyźnie mu się układa ![]()
w żadnym wypadku nie wpływa to na mnie czy ktoś zarabia mniej czy więcej.
przez czas kiedy nie mam pracy , cieszę się że moi znajomi ją mają.
tak mam ![]()
miłego dnia.
ogień no ja też tak mam. Pragnę zaznaczyć, że nikogo namolnie nie wypytuję, ile zarabia.
Pieniadze porozniaja.
Ten watek to tego swietny przyklad ![]()
Ledwo dwie strony a juz rozija nam sie piekna roznica zdan. ![]()
Mnie nikt jakos nie pyta o to ile zarabiam. Kompleksu nie mam ale jakos nikt mnie nie pyta.
Moge powiedziec jesli ktos sie nachalnie dopytuje.
Generalnie ja nie mam problemu z pieniedzmi, jesli pytajaca osoba ma no to jest jej problem. ![]()
Ale nie rozumiem czemu takie pytanie ma byc wyrazem braku kultury. Jesli informacja ta nie jest zastrzezona kontraktem firmowym to o co sie burzyc?
Nigdy nie rozumialam dlaczego "nie wolno" o tym rozmawiac. Ja jak ktos pyta, to mowie wprost. Jak chce wiedziec, to tez pytam. Dla mnie to takie samo pytanie jak "co dzis jadles na sniadanie?"
Mam tak samo.
Aczkolwiek nikt chyba nie lubi nachałów i jakby ktoś mnie jakoś zasypał pytaniami jak dziennikarz Bravo na wywiadzie, to bym mu powiedziała, żeby wyluzował.
Gojka, ja nie mam problemów z czytaniem i rozumieniem treści pytania.
Odpowiedziałam, że nie rozmawiamy bo według nas i zasad savoir vivre to jest nieeleganckie, nietaktowne. W naszym środowisku mówienie ile zarabiamy to prostactwo a świecenie po oczach kasą to nowobogactwo.
Napisałam ci to jeszcze raz abyś zrozumiała. Być może nie obracasz się wśród ludzi dobrze sytuowanych więc tego nie wiesz.
No dobra to i ja jeszcze raz napiszę- bo raz już Cat napisała: nie chodzi by mówić ile zarabiamy tylko,żeby ODPOWIADAĆ NA PYTANIA.
Według NAS- czyli według KOGO?:)
Z racji zawodu męża obracam się wśród ludzi sporo zarabiających.Normalnie odpowiadają jak ktoś pyta,nie robią z tego kwestii. Ja akurat nie pytam bo nie mam potrzeby ale odpowiadam jak ktoś pyta.
Jak sama wiec widzisz:nie warto ferować takich opinii bo wychodzi się na...zarozumialca co nie widzi dalej niż jego nos.
Ja na pewno nie uznam za zarozumialca kogoś, kogo pytam i oczekuję odpowiedzi, a ten ktoś mi odpowie, że np. 100 tys. zł na miesiąc (bo znam i takie osoby). Mało tego; znam osoby duuużo zarabiające a wcale się z tym nie obnoszące.
ktoś normalnie zapyta to odpowiadam, tego samego oczekuję z drugiej strony bo dla mnie to temat jak każdy inny. jakbym się miała zastanowić to zdarzyło mi się tylko kilka razy w życiu zapytać o to. zazwyczaj są to osoby mi bliższe, nie wychodzę z tym pytaniem do ludzi których mało znam bądź wcale bo nie wiem jaki ta osoba ma stosunek i jeszcze "się weźnie i obrazi" ![]()
Nie pytam.Nie interesuja mnie zarobki innych.Czesto zdarza sie podczas luznych rozmow temat-wyplata.Jesli ktos sam powie-o.k.Sama tez sie nie wychylam.Jesli ktos zada mi pytanie-odpowiadam...choc bywalo, ze odpowiadalam wymijajaco, np. ze zarabiam wystarczajaco.
Fiu fiu, goracy temat
a ja zarabiam najnizsza krajowa i musze sie uzerac z panem policjantem
heh od stycznia bedzie to 1200 zl z malym hakiem. Zadna tajemnica, od czegos sie zaczyna
a mysle ze za pare lat bede zarabiac co najmniej 15 tys
heh ![]()
Headstrong, ja doskonale rozumiem o czym piszesz, ale nie dlatego, że sama zarabiam krocie, ale dlatego, że przez pewien czas miałam do czynienia z ludźmi, którzy mieli grube miliony, nie tysiące, ale miliony. Gdyby nie charakter mojej pracy i to, że widziałam ich dokumenty finansowe, nigdy nie doszłabym do tego, że są to osoby, które latają prywatnymi awionetkami lub kupują ogromne centra handlowe. To właśnie o tę klasę chodzi, której nowobogaccy nie posiadają, za to chętnie opowiadają, że byli na Kubie, kogo znają lub jak drogimi jeżdżą samochodami. To obnoszenie się jest po prostu niesmaczne i mnie osobiście razi.
Jeśli natomiast o mnie chodzi, to przyznaję, że w ostatnim czasie tylko brat zapytał jaki jest nasz miesięczny dochód, bratu odpowiedziałam bez skrępowania, poza tym w towarzystwie naprawdę nie rozmawiamy o pieniądzach. Co prawda czasem na spotkaniu z przyjaciółmi (podkreślam: przyjaciółmi, nie znajomymi) temat wypłynie naturalnie, ktoś powie ile sam zarabia, czasem spyta, ale naprawdę jest to rzadkość. W zasadzie nie wiem z czego to wynika, ale przypuszczam, że z tego, że moimi przyjaciółmi są ludzie, dla których liczy się być, nie mieć. Osobom spoza tego grona raczej nie odpowiedziałabym na to pytanie.
Mnie nigdy nikt nie zadał wprost takiego pytania i też bym na nie nigdy nie odpowiedziała. Uważam, że to moja prywatna sprawa i jak ktoś próbuje na ten temat temat wejść to mówię coś w stylu: "wystarczająco", "jakoś idzie", albo "nie narzekam". Nie lubię o tym mówić i tyle. W zasadzie to tylko wie to mój tata, Urząd Skarbowy i pracownicy banku.
Lol, ja widzę, że te pieniądze to dla niektórych bardziej intymna sprawa niż seks. ![]()
A gdyby ktoś się zapytał wprost: "Ile zarabiasz?" ?
Odpowiedziałabym, że za mało. Tylko najbliżsi przyjaciele wiedzą ile zarabiam, a dlaczego tylko oni? Bo tylko oni nie liczą moich pieniędzy. Moja sprawa jak wydaję swoje pieniądze, ile oszczędzam i jak bardzo przyciskam pasa, żeby zrobić sobie jakąś większą przyjemność. Niestety obracam się głównie w takim towarzystwie (i mam tu na myśli przede wszystkim moją rodzinę), że temat pieniędzy rodzi w nich zawiść, i że lepiej od wszystkich zarządzaliby czyimś pieniędzmi. Zbyt wiele się nasłuchałam, o tym ile kto zarabia, a nie kupi sobie czegoś, albo ma kredyty, długi, albo że jeździ kilka razy na wakacje. Dlatego też wolę tę wiedzę zatrzymać tylko dla siebie, by nie narażać się na niepotrzebne komentarze.
Jestem wyczulona na tym punkcie, również dlatego, że w pracy nie możemy rozmawiać o swoich zarobkach co wzmacnia wyścig szczurów, ale i rodzi frustracje, bo gdy wypłyną jakieś informacje, to np. okazuje się, że ktoś wychodzi lepiej na tym samym stanowisku.
Ogólnie lubię porozmawiać o wydatkach, porównać czynsze i inne stałe opłaty, nowych zakupach, by mieć orientację w kosztach. Jednak nie lubię oceniać i być oceniana w kwestiach finansowych.
56 2013-02-08 20:21:32 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-02-08 20:40:34)
Ile zarabiam ,wie tylko mój mąż-i wzajemnie. Nie afiszujemy sie i nie odnosimy sie z zarobkami,choc nie robimy z tego strasznej tajemnicy,ale jakos w moim gronie towarzystkim jak i rodzinnym zostalo tak przyjete,że o zarobkach nikt nikogo sie nie pyta
Nawet dziecko nie wie ile ojciec zarabia ani ile ja,nie uwazam aby byla potrzebna jej ta informacja do czegoś,zapewne jak bedzie juz o wiele starsza,niemal dorosla to juz co innego
A chyba ,ze ktos sam od siebie pozwoli sobie na publiczną spowiedz ile co msc na konto mu wplywa, no to zauwazylam ze wtedy jest bez odbioru i owego delikwenta wyplata nie jest podczas rozmowy kontynuowana ![]()
.....ze kupie sobie pantofle za 50?, bo wiadome jest, ze dla 1200zl miesiecznie tu nie siedze...
Heeh, no sorry, ale w kraju gdzie jest waluta Euro ,zakup pantofli za 50 ? jest enowo niczym nie wyrozniajacym sie tak jak u nas zakup pantofli za 70 zł... przecietna cena rynkowa bez szału ![]()
Są typy, które za wszelką cenę starają się dowiedzieć się ile kto zarabia i co ma. Mamy takich sąsiadów, sami są bardzo zamożni ale innym to nowe buty dla dziecka wypominają, że po co skoro i tak z nich zaraz wyrośnie. Kiedyś miałam spotkanie z ową sąsiadką i na lawinę pytań w stylu kiedy nowe auto i czemu tylko jedne a nie dwa od razu, gdzie na wakacje i czemu do Bułgarii a nie na Seszele, w jakich sklepach kupujemy itp, itd, mówię kupiłam mężowi Breitlinga takiego jakiego chciał na 35 urodziny. To załatwiło sprawę bo ona jest przekonana, że to komplet narzędzi i dała mi spokój.
nigdy nie zrobiłam więcej niż 2000 i to mnie dobija
A ja jako młoda osoba lubię rozmawiać na temat pieniędzy- jasne, że wprost nie pytałam nikogo kogo dobrze nie znałam i nie miałam z nim przyjacielskich stosunków, ale mam taki dar, że ludzie sami mówią, bez wielkiego nalegania ![]()
Lubię o to pytać ludzi w różnym wieku, ponieważ rozeznaję się, co jest opłacalne a co nie. Do czego w życiu trzeba dojść aby mieć pieniądze.
Moim zdaniem jeśli ktoś dobrze zarabia to też jest to wyznacznikiem poziomu pracy jaką wykonuje, prawda?
Jeśli znam Panią Profesor którą stać na samochód za 120tys zł to wiem, że jest to opłacalne i że jest dobra w tym co robi.
A co do stwierdzenia, że nam społeczeństwo ubożeje i te sraty pierdaty w które ja przestaję pomalutku wierzyć, to czy czasem nie jest tak, że my Polacy nie rozmawiamy o pieniądzach tylko i wyłącznie dlatego, by ponarzekać jak to mało mamy?
Ukrywamy wakacje, kasę odłożoną na koncie itp. bulwersujemy się na pytanie ile zarabiamy, co najmniej jakbyśmy kogoś okradli.
Parę miesięcy temu byłam świadkiem na innym forum rozmowy " jaki macie budżet domowy" jak przeczytałam odpowiedzi to poczułam się jak biedaczka.
Napisała tam jedna matka z dwójką dzieci, że mają po opłaceniu wszystkiego 1000zł na jedzenie na miesiąc to zaczęli ją wyzywać, że to przecież 32zł na dzień i jaki ona los gotuję swoim dzieciom, w nędzy i rozpaczy.
Bo apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Są typy, które za wszelką cenę starają się dowiedzieć się ile kto zarabia i co ma. Mamy takich sąsiadów, sami są bardzo zamożni ale innym to nowe buty dla dziecka wypominają, że po co skoro i tak z nich zaraz wyrośnie. Kiedyś miałam spotkanie z ową sąsiadką i na lawinę pytań w stylu kiedy nowe auto i czemu tylko jedne a nie dwa od razu, gdzie na wakacje i czemu do Bułgarii a nie na Seszele, w jakich sklepach kupujemy itp, itd, mówię kupiłam mężowi Breitlinga takiego jakiego chciał na 35 urodziny. To załatwiło sprawę bo ona jest przekonana, że to komplet narzędzi i dała mi spokój.
Po co sobie kołtunami zawracać głowę.
A wiecie ja to mam jeszcze śmieszniej, bo mnie nikt o to nie pyta tylko zakłada, że zarabiam krocie. Nigdy nie narzekam nawet tak jak teraz nie mam pracy. Za to wciąż słyszę od ludzi, którzy zarabiają po 3000 i więcej jaki to ciężki czas i marna kasa.
Mnie temat zarobków nie spina już, przyzwyczaiłam się, że najwięcej zarabia się nic nie robiąc.
A gdyby ktoś się zapytał wprost: "Ile zarabiasz?" ?
Wiesz co, kiedys to bym pewnie bez namyslu odpowiedziala. A teraz, to bym najpwierw zapytala: "A Ty?"
Bo zauwazylam, ze to dziala tylko w jedna strone.
Rodzicom tez juz nic nie mowie, szczegolnie matce, po tym jak wypeplala polowie rodziny o moich dochodach.
Moja zasada co oczy nie widzą to sercu nie żal.Nie pytam kto ile ma a ile mam to moja słodka tajemnica :-P
64 2013-02-13 00:40:48 Ostatnio edytowany przez xena (2013-02-13 00:41:30)
Sorki
pomylka
- Ile zarabiasz? - z czyjej strony takie pytanie przyjmujecie za naturalne?
Czy potraficie swobodnie rozmawiać o swoich zarobkach z przyjaciółmi, znajomymi, członkami rodziny?
z rodziną,chłopakiem,przyjaciółmi jak najbardziej, ba nawet obcemu bym powiedziała jeśli sam z siebie byłby szczery do mnie o sobie to i ja też...
ale są też osoby które ewidentnie chcą tylko informacji a jak już sie dowiedzą ile zarabiasz to się zaraz stawiają w pozycji doradców bo uważają że skoro zarabiają 300zł wiecej po 10latach pracy na w tej samej firmie to są upoważnieni do dawania rad typu- za mało zarabiasz-idz tu-idz tam-nie badz białym murzynem, dlatego nie ze wszystkimi sie da...