Chciałam Wam jeszce napisac że ubiore sie najładniej jak mogę wrzucę szpilki i mam wylane na jego siksy który tak pocieszały biedaczka
Podobne tematy
Doma,
ja tego nie rozumiem. Przez 17 lat pozwalałaś by dzieci wychowywały się w dysfunkcyjnym domu, by wyrosły na emocjonalne kaleki i dopiero nowy facet dodał Ci skrzydeł i odwagi?
Właśnie to chciałam wiedzieć - życzę szybkiego i bezbolesnego rozwodu, jak najlepiej dla Ciebie i dzieciaków. Piękego outfitu, siły i pewności siebie. ![]()
Interesuje mnie proces - 17 lat dzieci żyły w koszmarze - ich zdanie NIE BYŁO brane pod uwagę, ich dobro, ich prośby. Znowu - pojawia się facet - idzie jak z płatka. Autentycznie nie mieści mi się to w głowie. Nie piszę aby wywołać poczucie winy - bo ono tam już jest, poza tym było, nie zmienisz. Interesuje mnie dlaczego portki najpierw decydują o nieszczęściu, a potem o szczęściu tych kobiet. Nie znajdują siły w sobie, siły nie dodają im dzieci. Ich cierpienie nie budzi uzasadnionego buntu, nie dopinguje do działania, do zmian. 17 lat koszmaru fundowanego przecież nie tylko sobie. Siły dodaje facet. I znajduje się psycholog - wtedy. Coś niebywałego.
A ja rozumiem takie kobiety - nie ważne dlaczego ale wiem że siła oddziaływania psychicznego mężusiów w bokserskich rękawicach jest tak wszechogarniająca kobiecą psychikę jej działanie, życie. Nie potrafią same "myśleć" każda ich decyzja wydaje się im błędna , zła, nie pomogą tłumaczenia, rady ludzi którzy chcą dla tej kobiety dobrze bo ona wie że to nie tak, że to niszczy ją jej życie i dzieci ale jest jak bezwolna lalka. Dlaczego często odchodzą gdy pojawi się nowe męskie ramie bo same są tak słabe psychicznie, tak nie pewne czy ich decyzja jest słuszna że potrzebują wsparcia i to niestety męskiego bo w końcu przez lata to własnie osobnik tej płci był katem to teraz inny ma być wybawicielem nie umiem tego inaczej opisać.
Jedno jest pewne że często okazuje się że wymieniają jednego kata na innego może nowy nie bije, może nie pije ale często ma inne cechy tyrana.
A ja właśnie na odwrót - jestem w stanie zrozumieć babki, które są przez mężów/partnerów maltretowane, odcinane, uzależniane finansowo/emocjonalnie. Rozumiem ten proces, bo go zwyczajnie świetnie znam. Nie piszę z pozycji kobiety nietkniętej przemocą fizyczną czy emocjonalną. Ja to wiem, been there, done that. Jestem dzieckiem z takiej właśnie rodziny. Dysfunkcja totalna. Matka i drobiazg w pozycji ofiar, a nad nimi kat. Więc śmiem twierdzić, że mogę mieć nawet nieco większe doświadczenie w temacie i nieco więcej wiedzieć o życiu niż się co poniektórym wydaje. Bo ja dłużej byłam dzieckiem niz Wasze małżeństwa trwały - i kto tu gucio o życiu wie?
I w związku z wiedzą którą posiadam, popartą doświadczeniem i obserwacjami na żywym organiźmie - zadaję pyatnie: "czemu z portek do portek?". Pytanie jest tylko z pozoru błache i płytkie o podtekście seksualnym. Bowiem prawdziwy kontekst - który jest z pewnoscią świetnie przez zainteresowane wychwytywany - jest taki:
ponieważ dana babka przez lata żyła z oprawcą - znaczy że jej granice zostały dawno pokonane. Przesunęła je w momencie pierwszego ataku (nieważne czy werbalnego, emocjonalnego, siłowego czy innego) i przesuwać nie przestała. Przez lat naście. "Znoszenie" bowiem takich zachowań względem swojej osoby, jest niczym innym jak ustawicznym przesuwaniem granic tak, aby chora relacja mogła dalej trwać. Powody są różne - ale najważniejsze są konsekwencje. I teraz - kobieta będąc żoną/partnerką - dokonuje codziennie i za każdym kuksańcem/wyzwiskiem/gwałtem - określonych wyborów. To są jej wybory. Jeśli bowiem nie jest więziona - moze odejść - w samej koszuli. Inaczej sprawa się ma - jeśli są dzieci. Wtedy bowiem one ponoszą konsekwencje na skutek wyborów matki. Matka wybiera przesuwanie granic żyjąc z psychopatą - one wyboru nie mają. I tak jak matka robi to co robi - będąc osobą dorosłą, a więc już ukształtowaną w pewnym sensie (bo na pewno nie zdrową na umyśle pozwalając na takie a nie inne traktowanie staje się osobą współuzależnioną) tak dzieci ukształtowane nie są.
I te sytuacje które mają miejsce w patologicznym domu - dla dorosłych są patologią a dla dzieci WZORCEM. Wzorcem wdrukowywanym sukcesywnie w małe mózgi, w systemy wartości, w odruchy nabyte pozwalające na życie w społeczeństwie, grupie rówieśniczej, wreszcie pokazują jak wygląda związek między kobietą a mężczyzną - jak powinien wyglądać. Czyż nie? I mnie interesuje bardzo ale to bardzo, że to nie ma najmniejszego znaczenia. Nawet jeśli dzieci jasno artykuują potrzebę zmian i mówią : "mamusiu odejdź od tatusia". Mamusia nie odchodzi. I tu następuje TADAM! Pojawia się kolejny facet. Mamusia zmienia zdanie - jak myślicie drodzy parafianie, czy dzieci czują się w tym momencie ważne czy może nie bardzo? Jak to wpływa na poczucie własnej wartości na przykład takiej dziewczynki? Czy będzie ona kalką mamusi? Hmmm.
I czy ta mamusia, będąc oczywiście również kobietą o określonych potrzebach - czy ona WIE jak zbudować normalny, zdrowy związek z mężczyzną, skoro przez lata całe żyła w patologii i na nią pozwalała? Czy ona wie jak zbudować zdrową wreszcie rodzinę? Tak z momentu na moment, na zakładkę? Bez przerwy, bez zgłoszenia się samej do specjalisty, bez terapii? Bo teraz - to za przeproszeniem KAŻDY wykazujący choć cień normalnych zachowań i odruchów ludzkich - będzie księciem.
I teraz - czy księciem pełnowartościowym i na najbielszym naprawdę koniu - jest facet, który tuż przed sekundą SAM WYSZEDŁ Z PATOLOGII? Przecież on TEŻ jest ostro emocjonalnie zaburzony prawda? A, pierdykniem se dziecko, wszystko będzie dobrze, jakoś się ułoży. Miłość. Ale... co ja tam wiem. Ja to tylko od jednej strony panie tego patrzę, bo od drugiej to już mnie nauczyć potrzeba. Oczywiście, z podziękowaniem waćpaniom, do nóżek padam. A najlepiej że tu takich babeczek z dysfunkcyjnych rodzin od metra jest i próbują łagodnie do tematu podejść, wytłumaczyć jak chłop krowie na miedzy, ale się okazuje że kwalifikacji i glejtów uznawanych brak.
Dlatego szlag mnie jasny trafia jak czytam takie bzdety. TERAZ chodzimy do psychologa tacyśmy troskliwi. Bo ZNOWU powodem który dziecię takie widzi - nie jest matczyna myśl przewodnia - a kolejny facet pojawiający się na horyzoncie. To ze względu na jego obecność dziecko jest skierowane do lekarza. To on jest szfungszajbą tego procesu. Lodzio miodzio. Produkcja chorego społeczeństwa trwa.
I pewnie - czasu się nie cofnie, głupoty nie wymaże, nie rozbije głową muru. Ale proszę uprzejmie się tu nie gloryfikować za heroizm, nie wybielać i nie owijać gówienek w złote papierki. Nie świecić przykładem jaśnistym a powalającym rzesze i nie wmawiać mi, że pieję o zasadach, a pewnie jakbym mogła, tobym ochoczo w złym samopoczuciu - kolejnemu chłopu dupy dała. Bo tak se tylko gadam pod publikę dla picu. Otóż nie drogie mamy.
Masz rację Atinasarz, często jest tak, że kobieta latami żyjąca w opresji nie potrafi odejść i potrzebuje ratownika, innego mężczyzny. I choć wydaje jej się, że wreszcie odnalazła równowagę, to tak naprawdę dalej nie kieruje swoim życiem. Jej życiem kieruje kolejny mężczyzna, tym razem "ratownik". Czy kobieta taka może być pewna, że teraz to będzie mężczyzna właściwy? Przy świadomości, że wcześniej wybrała najgorzej jak mozna było wybrać?
Zbyt często okazuje się, że trafiła na kolejnego psychopatę, pijaka i sprawcę przemocy. Bo to nie ona wybrała, to ją wybrano.
Po to potrzebna jest właściwa kolejność w wychodzeniu i wchodzeniu w związki, żeby był czas na refleksję, zrobienie remanentu w swoim serce i w swojej głowę, poważną rozmowę z samą sobą, porządne "posprzatanie" po tym co było. Czas na pobycie z samą sobą po to by odpowiedzieć sobie na kilka pytań - kim jestem, czego chcę, dokąd idę?
Mialam juz tu nie pisac ale musze..;-)) Ręka, noga i wszystkim innym podpisuje sie pod wypowiedzią Kriss. nie dlatego ,ze bardzo ja lubie ale dlatgeo, że wali prawde i to bardzo mądrą.. Ja mam identyczne zdanie a od siebie dodam ;że kazdy człowiek ze swoim zyciem może zrobić co mu sie tylko podoba.. prosze bardzo.. nie dyskutuje wcale jakich wyborów dokonuje ale jesli w gre wchodza dzieci to już jest absolutnie inna historia.. Mialam sąsiadke w bloku.. dziwczyna sliczna, mądra, fajna.. w pewnym moemncie mocno zbłądziła, zeszła na dno.. narkotyki a przede wszystkim alkohol... menelstwo w czystym wydaniu.. zawsze mowilam jej dzień dobry.. zawsze gdy byla okazja z nia zagadalam.. pewnie,że żle się stalo... ( wiem jak do tej sytuacji doszlo ale to na inny raz).. ale ona nigdy nie miala dzieci.. podobno z wlasnego wyboru cos zrobila żeby na świat ich nie ściagać.. na taki świat... za to mialam do niej szacunek.. ze swoim zyciem zrobila co chciala.. grunt,że nikogo innego na ten los nie skazala.....................
A ja właśnie na odwrót - jestem w stanie zrozumieć babki, które są przez mężów/partnerów maltretowane, odcinane, uzależniane finansowo/emocjonalnie. Rozumiem ten proces, bo go zwyczajnie świetnie znam. Nie piszę z pozycji kobiety nietkniętej przemocą fizyczną czy emocjonalną. Ja to wiem, been there, done that. Jestem dzieckiem z takiej właśnie rodziny. Dysfunkcja totalna. Matka i drobiazg w pozycji ofiar, a nad nimi kat. Więc śmiem twierdzić, że mogę mieć nawet nieco większe doświadczenie w temacie i nieco więcej wiedzieć o życiu niż się co poniektórym wydaje. Bo ja dłużej byłam dzieckiem niz Wasze małżeństwa trwały - i kto tu gucio o życiu wie?
I w związku z wiedzą którą posiadam, popartą doświadczeniem i obserwacjami na żywym organiźmie - zadaję pyatnie: "czemu z portek do portek?". Pytanie jest tylko z pozoru błache i płytkie o podtekście seksualnym. Bowiem prawdziwy kontekst - który jest z pewnoscią świetnie przez zainteresowane wychwytywany - jest taki:
ponieważ dana babka przez lata żyła z oprawcą - znaczy że jej granice zostały dawno pokonane. Przesunęła je w momencie pierwszego ataku (nieważne czy werbalnego, emocjonalnego, siłowego czy innego) i przesuwać nie przestała. Przez lat naście. "Znoszenie" bowiem takich zachowań względem swojej osoby, jest niczym innym jak ustawicznym przesuwaniem granic tak, aby chora relacja mogła dalej trwać. Powody są różne - ale najważniejsze są konsekwencje. I teraz - kobieta będąc żoną/partnerką - dokonuje codziennie i za każdym kuksańcem/wyzwiskiem/gwałtem - określonych wyborów. To są jej wybory. Jeśli bowiem nie jest więziona - moze odejść - w samej koszuli. Inaczej sprawa się ma - jeśli są dzieci. Wtedy bowiem one ponoszą konsekwencje na skutek wyborów matki. Matka wybiera przesuwanie granic żyjąc z psychopatą - one wyboru nie mają. I tak jak matka robi to co robi - będąc osobą dorosłą, a więc już ukształtowaną w pewnym sensie (bo na pewno nie zdrową na umyśle pozwalając na takie a nie inne traktowanie staje się osobą współuzależnioną) tak dzieci ukształtowane nie są.
I te sytuacje które mają miejsce w patologicznym domu - dla dorosłych są patologią a dla dzieci WZORCEM. Wzorcem wdrukowywanym sukcesywnie w małe mózgi, w systemy wartości, w odruchy nabyte pozwalające na życie w społeczeństwie, grupie rówieśniczej, wreszcie pokazują jak wygląda związek między kobietą a mężczyzną - jak powinien wyglądać. Czyż nie? I mnie interesuje bardzo ale to bardzo, że to nie ma najmniejszego znaczenia. Nawet jeśli dzieci jasno artykuują potrzebę zmian i mówią : "mamusiu odejdź od tatusia". Mamusia nie odchodzi. I tu następuje TADAM! Pojawia się kolejny facet. Mamusia zmienia zdanie - jak myślicie drodzy parafianie, czy dzieci czują się w tym momencie ważne czy może nie bardzo? Jak to wpływa na poczucie własnej wartości na przykład takiej dziewczynki? Czy będzie ona kalką mamusi? Hmmm.
I czy ta mamusia, będąc oczywiście również kobietą o określonych potrzebach - czy ona WIE jak zbudować normalny, zdrowy związek z mężczyzną, skoro przez lata całe żyła w patologii i na nią pozwalała? Czy ona wie jak zbudować zdrową wreszcie rodzinę? Tak z momentu na moment, na zakładkę? Bez przerwy, bez zgłoszenia się samej do specjalisty, bez terapii? Bo teraz - to za przeproszeniem KAŻDY wykazujący choć cień normalnych zachowań i odruchów ludzkich - będzie księciem.
I teraz - czy księciem pełnowartościowym i na najbielszym naprawdę koniu - jest facet, który tuż przed sekundą SAM WYSZEDŁ Z PATOLOGII? Przecież on TEŻ jest ostro emocjonalnie zaburzony prawda? A, pierdykniem se dziecko, wszystko będzie dobrze, jakoś się ułoży. Miłość. Ale... co ja tam wiem. Ja to tylko od jednej strony panie tego patrzę, bo od drugiej to już mnie nauczyć potrzeba. Oczywiście, z podziękowaniem waćpaniom, do nóżek padam. A najlepiej że tu takich babeczek z dysfunkcyjnych rodzin od metra jest i próbują łagodnie do tematu podejść, wytłumaczyć jak chłop krowie na miedzy, ale się okazuje że kwalifikacji i glejtów uznawanych brak.
Dlatego szlag mnie jasny trafia jak czytam takie bzdety. TERAZ chodzimy do psychologa tacyśmy troskliwi. Bo ZNOWU powodem który dziecię takie widzi - nie jest matczyna myśl przewodnia - a kolejny facet pojawiający się na horyzoncie. To ze względu na jego obecność dziecko jest skierowane do lekarza. To on jest szfungszajbą tego procesu. Lodzio miodzio. Produkcja chorego społeczeństwa trwa.
I pewnie - czasu się nie cofnie, głupoty nie wymaże, nie rozbije głową muru. Ale proszę uprzejmie się tu nie gloryfikować za heroizm, nie wybielać i nie owijać gówienek w złote papierki. Nie świecić przykładem jaśnistym a powalającym rzesze i nie wmawiać mi, że pieję o zasadach, a pewnie jakbym mogła, tobym ochoczo w złym samopoczuciu - kolejnemu chłopu dupy dała. Bo tak se tylko gadam pod publikę dla picu. Otóż nie drogie mamy.
kriss
Jestes niesamowita osobom ,kiedys myslalam ze tacy ludzie wygineli jak dinozaury ,jestes jedyna osobom na tym forum ,od ktorej czuc ze ma takie wlasnie zdanie........
Tak- moim zdaniem zawsze winna jest kochanka, bo jak kobieta nie da to facet nie weźmie..NIGDY nie zaufała bym kobiecie , która UKRADŁA komuś męża.Zastanawia mnie jedno - czy takie kobiety w ogóle mają coś takiego jak SUMIENIE?
NIGDY nie zaufała bym kobiecie , która UKRADŁA komuś męża.
Mąż nie jest Twoją własnością, żeby ktoś mógł Ci go ukraść...
Rzeczą nie jest, ot co. Ani meblem, ani samochodem - żeby się ukraść dał. Prawa wyborcze ma? Pelnoletni, pełnoprawny? To żadna z niego roślina również. A że zwyczajnie głupi i debilne zachowania posiada - no to zupełnie co innego. Bo jakby jeszcze kołkiem w płocie był - no to jakiesik usprawiedliwienie na niemoc jest ![]()
Zatem kolejny raz zglaszam sprzeciw na stwierdzenie "jak suka nie da, to pies nie weźmie". No bez jaj. Nie traktujmy facetów jak ameby.
Ukrasc nie mozna. Ale mozna, trafiajac na kryzys w zwiazku, drazyc jak kropla skale. Mozna stac sie jedna z przyczyn rozpadu cudzego zwiazku. A nawet prawo karne, nawet to polskie-dosc niedoskonale, zna pojecie "wspoludzialu". Aby byc skazanym nie musisz zabic, wystarczy, ze pomozesz ukryc zwloki... Dlatego kochanka jest zawsze winna, a konkretniej wspolwinna. Zawsze, bez wyjatku.
No, moze nieco szczegolnym przypadkiem sa panie/panowie oklamywani przez partnera, ktory bedac w innym zwiazku twierdzi, ze jest czlowiekiem wolnym. No ale takie oszustwo predzej czy pozniej wychodzi na jaw i kazdy czlowiek majacy gram szacunku do siebie samego lub choc krzte moralnosci w takim wypadku zwija zagle.
Powiem tak ze naprawde mamy chore czasy ,poobsrwujcie kobiety wokol siebie ,naprawde wiele wiele kobiet swoja samoocene sprowadza do tego czy faceci sie nia interesuja ,tak naprawde malo jest kobiet wewnetrznie spelnionych ,by mies swoj honor.Coraz czesciej to kobiety uwodza pierwsze w klubach itp ,a jak sie okarze ze zonaty no ok ale lalunia juz zakochana,a panu no coz ciezko odmowic gdy jest uwodzony
Taka prawda