netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

kochanka zawsze winna?

143 odpowiedzi18 386 wyświetleńzałożony przez mikaxxs1, 07.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » kochanka zawsze winna?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 144 ]

66

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

wniosek: nie kazda zdradzona kobieta i nie każdy zdradzony mężczyzna są stroną pokrzywdzoną. Nawet jesli tak twierdzą. Zwłaszcza wtedy. Ci, którzy przez wiele lat nie szanowali drugiej osoby najczęściej są najbardziej "pokrzywdzeni". Wiem z autopsji.

no i sprawa jasna.. zdrada ich wybawiła..

67

Odp: kochanka zawsze winna?

Zgodze sie z tym ze sa kobiety ktore czekaja az poznaja kogos ,bo nie maja odwagi zakonczyc zlego zwiazku ,istnieja tacy ludzie ,moj prawnik mi to ostatnio powiedzial ze najczesciej tak sie dzieje .
Jesli znalezliscie sie ,widocznie tak mialo byc ,
Czasami jest tak ze dwoje ludzie biora sluby ,bo ten ktos jest dobry ,najczesciej to ludzie mlodzi ,ktorzy za kilka lat spotykaja na swojej drodze druga polowke jablka ,wtedy rozpoczyna sie dramat ,ale oni rozwiedli sie i rozpoczeli nowe zycie czyli zrobili dobrze.

68

Odp: kochanka zawsze winna?

mikaxxs1  pięknie to wszystko ujęłaś nic dodać nic ująć:)I choć jestem osobą zdradzoną,przyklaskuję właśnie Tobie.
                                             
" I na koniec tylko jedno jeszcze. Ja się jak piszesz puściłam.... hmmmm... Bardzo możliwe. Tylko jak Ty w tym świetle wobec tego wyglądasz? Casting na super kochanka jak piszesz jest zdaje się prostymi słowy puszczaniem się na prawo i lewo celem wyłonienia tego, który mi zrobi dobrze. Bra wo. Aż boję się pomyśleć ilu w tym castingu zostało zaliczonych, czy też może Ciebie zaliczyło....hmmmm...."   


  Chciałam się również odnieść do słów Kriss:)ale widzę że nie mam już do dodania nic więcej:)

69

Odp: kochanka zawsze winna?

Tak, pisałam o emocjonalnym uwieszaniu się. Ta sfera mnie interesuje wyłącznie w związkach i etiologii ich powsatwania w taki a nie inny sposób.

Czytanie ze zrozumieniem - ja napisałam cyt.: "Tym bardziej, że żadna nie nazwała Cię tu w sposób obraźliwy, nie stwierdziła ze jesteś głupia, bezrozumna czy masz pusty łeb albo że się zwyczajnie puściłaś." To oznacza że ŻADNA tego nie napisała, a Ty dowolnie obrażałaś respondentki - tylko dlatego że nie zgadzały się z Twoją wizją Twojego związku.

Ja w tym świetle prezentuję się wręcz powalająco - albowiem casting już dawno wygrany, trójka dzieci z mężem. Jednym i tym samym - bo właśnie był casting. Oczywiście walorów ma moc - sprawdzonych na przeróżnych płaszczyznach - nie tylko i wyłącznie łóżkowe smile Nie jestem i nigdy nie byłam desperatką. Nie jesteś pierwszą osobą, która zarzuca mi wymagania wobec płci przeciwnej. Tak. Mam ogromne. Najpierw wymagam od siebie - potem od reszty. Jeśli więc ja mam przyjemność być taka a nie inna - to mój życiowy partner musi mi dorównać. No po prostu nie biorę co dają. Oczywiście były tu i kobiety, byli i mężczyźni zarzucający mi roszczeniowość, wyrachowanie i równie podobne pierdoły. Znamienne jest jednak to - że sami akurat albo byli sami, albo nieszczęśliwi, albo na rozdrożu, no generalnie w momencie kiepskiego poczucia własnej wartości, potrzebujący potwierdzania słusznosci swoich decyzji.

Ty się obwołałaś wieszczem dla mas - bo tu same takie durne cipy siedzą co pojęcia o życiu nie mają. I Ty teraz będziesz tłumaczyć i nauczać. Ja Twoich nauk nie przyjmuję. Mam prawo? Ależ oczywiście. Czy mogę się wypowiadać bo zdrada mnie brzydzi? Tak, mogę. Czy mogą się jedynie wypowiadać osoby, które były w podobnej sytuacji do Twojej? Absolutnie nie. Bo nie muszę być złodziejem, żeby wiedzieć że kradzież jest zła.  Nie muszę być lesbijką aby nie być homofobem. Mogę mieć na ten temat swoje własne zdanie i argumentować je w logiczny sposób.

70

Odp: kochanka zawsze winna?

KRISS
Witaj bardzo lubie Twoje wypowiedzi ,hhmmm interesuja mnie rowniez ,zachowania ludzkie ,rowniez brzydze sie zdrada sma nigdy nie zdradzilam ,nigdy nie zachowuje sie dwuznacznie przy meszczyznach ,sama wiele osiagnelam w zyciu i duzo wnioslam w zwiazek ,myslalam dlugie lata ze ,moj maz jest podobny do mnie.Jednak okazalo sie ze nie jest , okazalo sie ze jest zupelnie moim przeciwienstwem .Mimo tej calej swiadomosci swojego istnienia wpadlam w pulapke .......Dzis szukam i zbieram sie ,szukam tej kobiety sprzed dwuch lat.Zaczelam duzo czytac o zdradach relacjach,jest temat rzeka ,wydaje mi sie jednak ze zdradzaja ludzie ktorzy nie poukladali sobie piorytetow w glowie

71

Odp: kochanka zawsze winna?

Pati31 - dziękuję. Właśnie to chciałam powiedzieć. Niestety jako jedna z niewielu zrozumiałaś, co chciałam przekazać. Pokazać drugą stronę a nie nauczać jak napisała Kriss.
dalekiktos - no jakoś same się aż nasunęły takie słowa, choć miłe dla Kriss pewnie nie były.
Kriss - bądz sobie jaka chcesz. Jeśli Tobie i Twojemu partnerowi z tym dobrze, to o to chodzi i reszcie nic do tego. To wy macie być ze sobą szczęsliwi i tego Ci NAPRAWDĘ szczerze życzę. Nie zarzucaj mi tylko, że próbuje na siłę przekonać kogoś do mojego zdania. Robisz dokładnie to samo. Popatrz dobrze. Ty bronisz swego, ja swego. Kazda z nas widzi pewne rzeczy inaczej, bo inne rzeczy przeżyła. Ja zdradę poznałam niestety od jednej i drugiej strony. Jesteś szczęśliwa - wspaniale. Ja też. Tylko kAŻDA Z NAS DOSTAŁA OD ZYCIA INNĄ DROGĘ DO SZCZĘŚCIA. Nie mów, jak kroczyłabyś po mojej, bo na niej nie byłas. Naprawdę tego nie wiesz. A ja jestem niemal pewna, że gdybyś dostała w tyłek jak ja, to nie widziałabyś wszystkiego tak idealnie i różowo. Ale daj Ci Boże, żeby tak było. Kiedy słucham Ciebie, to jakbym słyszała siebie sprzed kilku lat: co to ja bym nie zrobiła, jak to ja bym nie postąpiła..... I co? I nie zrobiłam i nie postąpiłam. Życie wiele rzeczy bardzo weryfikuje. I niewielu wówczas daje radę swoim ideałom. Obyś nigdy nie musiała tego sprawdzać. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

72 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-05-10 11:46:39)

Odp: kochanka zawsze winna?

Witaj Pati31. :)Moim zdaniem wszystko zależy od granic. Tych które sama wobec siebie sobie wyznaczasz i tych, które wyznaczasz otaczającym Cię ludziom. Pewnie, że człowiek się zmienia, ewoluuje w dowolnym kierunku. Inna byłam mając lat dwadzieścia kilka - a inna jestem teraz. Pewne rzeczy są jednak stałe. Pewnych granic nie przesuwam, nie niweluję. Głównie są to granice te moje - które stawiam aby chronić własną osobę. A wiadomo, że najbardziej zrani nie obca osoba - ale ta najbliższa - mąż, dziecko, rodzic. Dlatego ja, na przestrzeni tych kilkunastu lat - ostro przewartościowałam pewne sprawy. Dlatego stawiam wymagania właśnie osobom które są mi najbliższe. Zwisa mi kalafiorem co sobie myśli, jak się odnosi i czy mnie szanuje jakiś obcy czy obca Iksińska. Natomiast ja szanuję najbliższych i szacunek do mnie jest rzeczą jakby naturalnie-mi-się-należącą. Na pewne zachowania - bardzo charakterystyczne (każda która dostała po dupie od faceta z pewnością wie o czym piszę) - no więc pewne zachowania, gesty - niby nic nie znaczące - wymagają NATYCHMIASTOWEJ reakcji. W przeciwnym razie - granice się przesuwają. Nie. Wrrróć. To kobieta (w tym przypadku) pozwala na ich przesunięcie. Sama. Bo nie reaguje, reaguje za słabo, nie ma siły na reakcję. Faktem jednak jest - że brak tej reakcji - powoduje przesunięcie granicy. Jednej, drugiej, milionowej.

I wtedy nagle, ni stąd ni zowąd - kobieta jest prztłoczona. Proces oczywiście jest długotrwały - wiadomo. Gdyby ślubny powiedział tuż przed sakramentalnym "tak" - "będę chlał/bił/zdradzał/nie szanował" - w życiu by za niego nie wyszła prawda? No więc proces gotowania żaby - długotrwały, przez co mniej zauważalny, jakby mniej bolesny. Budzi się jedna z drugą jak pierdykną banią o trotuar. Pierdyknięciem może być wizyta w szpitalu, obdukcja, zdrada, albo zwyczajna obserwacja , że moze być inaczej - na przykłąd u znajomej pary.

I wszystko pięknie, tylko ja z siebie nie dam wała zrobić. To, że ktoś się godzi byc poniewieranym przez lata - to jest tylko i wyłącznie jego decyzja. Zostawmy tego, co poniewiera. Przyjrzyjmy się "ofierze". Jeśli nie jest ona przetrzymywana w piwnicy, przytwierdzona do kaloryfera, więziona czy finansowo totalnie ubeswłasnowolniona (chociaż znam kobiety, które i to przeskoczyły) - to wieloletnie poniewieranie jest tylko i wyłącznie JEJ zasługą. To ona przesuwa granice w nieskończoność - a oprawca z tego korzysta. Przecież jest oprawcą - to czego się tu kurna spodziewać?!

Owszem. Dzięki moim wyśrubowanym castingom - znam sporo takich mężczyzn. Psychicznych oprawców. Emocjonalnych, zakamuflowanych przemocowców, którzy w bardzo wysublimowany sposób potrafią tak kręcić i kombinować na zupełnie podprogowych bodźcach, że kobieta w końcu nie wie - no leci w konia czy nie? Szanuje mnie czy nie? A może to ja źle robię...może zupa była faktycznie za słona. Ależ oczywiście - to że wyeliminowałam takie zbuki - jest nie do wybaczenia. Powinnam się hajtnąć jako dziewica z mózgiem nienaruszonym męską manipulacją, a teraz gryźć pazury. Oczywiście (i tu nastąpiła wizualizacja gestu Kozakiewicza).

Pati31 - zapraszam na bloga. Poczytaj, odżyjesz. smile Autorko - wejdź, poczytasz, skumasz czaczę o której gwarzę. smile Pozdrawiam Cię również.

73

Odp: kochanka zawsze winna?

mhmhmhhm no taaaaak.  Tylko kAŻDA Z NAS DOSTAŁA OD ZYCIA INNĄ DROGĘ DO SZCZĘŚCIA. ale " nasza" droga nie wyrządziła nikomu takiej krzywdy jak twoja.. tyle.

74

Odp: kochanka zawsze winna?

Na bloga zajrzę napewno Kriss. A mam tylko pytanie. Taka jestes pewna,że po tym castingu wybrałaś mądrze? Skąd wiesz, co jeszcze w zyciu przed Tobą? Nie życzę Ci absolutnie, aby coś się w Twoim życiu zmieniło, no chyba że na jeszcze lepiej. Ale uważaj, bo życie jest nie do przewidzenia. A ci najmądrzejsi z zasady najgłupiej pózniej postępują. Wiem po sobie.
Malwina - kogo Ty tam jeszcze w życiu być może skrzywdzisz tez nie możesz wiedzieć. Pozyjemy zobaczymy. A ja nawet jesli kogoś skrzywdziłam, to kogos, kto sobie na to jak najbardziej zasłużył. Więc mam to w nosie. Nauczyłam się mieć. I nawet nie wiem, czy skrzywdziłam. Krzywda, bo dała kopa komus kto kopał całe życie? Też mi coś. Szkoda, że nie dostał dwóch. Moze na dobre by wyszło.

75

Odp: kochanka zawsze winna?
Kriss napisał/a:

I wszystko pięknie, tylko ja z siebie nie dam wała zrobić. To, że ktoś się godzi byc poniewieranym przez lata - to jest tylko i wyłącznie jego decyzja. Zostawmy tego, co poniewiera. Przyjrzyjmy się "ofierze". Jeśli nie jest ona przetrzymywana w piwnicy, przytwierdzona do kaloryfera, więziona czy finansowo totalnie ubeswłasnowolniona (chociaż znam kobiety, które i to przeskoczyły) - to wieloletnie poniewieranie jest tylko i wyłącznie JEJ zasługą. To ona przesuwa granice w nieskończoność - a oprawca z tego korzysta. Przecież jest oprawcą - to czego się tu kurna spodziewać?!

I cale sedno sprawy ladnie ujete. Tak sie wyspisz jak sobie poscielesz.

Kriss napisał/a:

Owszem. Dzięki moim wyśrubowanym castingom - znam sporo takich mężczyzn. Psychicznych oprawców. Emocjonalnych, zakamuflowanych przemocowców, którzy w bardzo wysublimowany sposób potrafią tak kręcić i kombinować na zupełnie podprogowych bodźcach, że kobieta w końcu nie wie - no leci w konia czy nie? Szanuje mnie czy nie? A może to ja źle robię...może zupa była faktycznie za słona. Ależ oczywiście - to że wyeliminowałam takie zbuki - jest nie do wybaczenia. Powinnam się hajtnąć jako dziewica z mózgiem nienaruszonym męską manipulacją, a teraz gryźć pazury.

No Kriss, co Ty? Przeciez "ABC martyrologii kobiety i matki Polki" to podrecznik rozdawany na lekcjach religii juz w pierwszej klasie podstawowki:) Musialas byc wtedy na wagarach zeby przegapic temat pt. "jak Ci dolozy to drugi policzek nadstaw". I nies swoj krzyz z pokora a nie po sadach wlocz.

Ty nie wiesz, ze cos takiego jak zycie przed slubem i sprawdzanie sie w tzw. praniu to wymysl komunistow i PO? Wedlug naszej wieloletniej tradycji malzenstwo to ruska ruletka, idziesz w nie z zamknietymi oczami jak owca do obory i albo wyjdziesz z tego calo albo nie. Albo trafi Ci sie ludzki pan albo rzeznik oprawca. A jak juz sie trafi ten drugi to masz sobie przeczytac ponownie ten ww podrecznik i wkuc na pamiec. Potem buzie w kubel i cierp cialo jakzes chcialo.

Jestem za dokladnym, wielokrotnym i dopracowanym w kazdym szczegole castingiem na partnera zyciowego. Gwarancji na wygrana nie ma, ale szanse sie znacznie zwiekszaja.

76

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

Na bloga zajrzę napewno Kriss. A mam tylko pytanie. Taka jestes pewna,że po tym castingu wybrałaś mądrze? Skąd wiesz, co jeszcze w zyciu przed Tobą? Nie życzę Ci absolutnie, aby coś się w Twoim życiu zmieniło, no chyba że na jeszcze lepiej. Ale uważaj, bo życie jest nie do przewidzenia. A ci najmądrzejsi z zasady najgłupiej pózniej postępują. Wiem po sobie.

W momencie wyboru - wiedziałam. Na dzień dzisiejszy - nadal wiem. Nie wiem co przyniesie jutro. Pojęcia nie mam. Mogę być pewna tylko siebie, bo nie mam wpływu na poczynania drugiego człowieka, wiem jednak co u mnie przejdzie a co nie. I on też wie. Jasno o tym mówię, komunikuję, piszę. Jesteśmy równoprawnymi partnerami, wolnymi ludźmi, którzy zdecydowali się żyć razem w imię wspólnie przyjętych i aneksowanych z zgodą obydwu ze stron - zasad. Jasne są reperkusje za zasad złamanie. Wszystko jasne i klarowne. Jeśli któraś ze stron zdecyduje - może odejść. Jeśli moja miłość się wypali - odejdę ja. Nie dlatego że kogos poznam - bo żeby kogos poznać i być wrażliwą na jego wdzięki - musiałabym się odkochać. Więc najpierw odkochanie - a potem cała reszta. Jestem pod tym względem bardzo prosta w obsłudze.

77

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

Ale uważaj, bo życie jest nie do przewidzenia. A ci najmądrzejsi z zasady najgłupiej pózniej postępują. Wiem po sobie.
Malwina - kogo Ty tam jeszcze w życiu być może skrzywdzisz tez nie możesz wiedzieć. Pozyjemy zobaczymy. A ja nawet jesli kogoś skrzywdziłam, to kogos, kto sobie na to jak najbardziej zasłużył. Więc mam to w nosie. Nauczyłam się mieć. I nawet nie wiem, czy skrzywdziłam. Krzywda, bo dała kopa komus kto kopał całe życie? Też mi coś. Szkoda, że nie dostał dwóch. Moze na dobre by wyszło.

Masz na mysli także byłą żone twojego partnera?  tak?  czy tylko swojego męża?  ja na szczeście nie jestem najmądrzejsza.. dlatego może mniej głupot narobie w życiu.. jesli moja decyzja przynosi cierpienie to staram się głównie abym ja cierpiala  a nie nikt inny.. mam dośc tej dyskusji.. do nikąd jak już wspominałam nie prowadzi.. jakoś wszystko dla Ciebie jest niewiadomą.. niedoprzewidzenia.. pewnie.. tak przeciez prościej.. na wszystko mozna mówić; nie wiem, nie pamiętam..ale o co chodzi...

78

Odp: kochanka zawsze winna?

Tak. Miałam na mysli również jego byłą żonę. A może zwłaszcza ją. Przy niej, to nawet mój były mąż nie jest jeszcze taki zły. Ale pewnie sobie wymyślam, bo się chcę wybielić. To że pierwszy mąż ( mój narzeczony był drugim) tez zrobił to samo, to pewnie tez dlatego, że ona taka dobra jest tylko zle trafia. Pominę dwóch panów, którzy przez ostatnie pół roku pojawili się w jej życiu i równie szybko zniknęli.Pewnie tez się nie poznali na jej dobroci. Nie ma usprawiedliwienia dla nikogo i na nic. Cały świat jest winny, tylko nie ja. Typowe myślenie ludzi, którzy jak najbardziej zasłużyli na kopa i go dostali.

79

Odp: kochanka zawsze winna?

Acha. i jeszcze jedno. Niewiadomą jest tylko to, co przed nami. napisałam wyraznie. I tutaj akurat Twoja mądrość czy tez jej brak, niczego nie zmieni. Z całym szacunkiem ale tak pewni siebie są tylko ludzie głupi.

80

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

Tak. Miałam na mysli również jego byłą żonę. A może zwłaszcza ją. Przy niej, to nawet mój były mąż nie jest jeszcze taki zły. Ale pewnie sobie wymyślam, bo się chcę wybielić. To że pierwszy mąż ( mój narzeczony był drugim) tez zrobił to samo, to pewnie tez dlatego, że ona taka dobra jest tylko zle trafia. Pominę dwóch panów, którzy przez ostatnie pół roku pojawili się w jej życiu i równie szybko zniknęli.Pewnie tez się nie poznali na jej dobroci. Nie ma usprawiedliwienia dla nikogo i na nic. Cały świat jest winny, tylko nie ja. Typowe myślenie ludzi, którzy jak najbardziej zasłużyli na kopa i go dostali.

Taaak, jak na osobe o wrednym charakterze, ta pani ma jakas magiczna moc przyciagania mezczyzn. Pewnie chociaz ladna jest:) Poza tym to oceniac ja i jej charakter powinien co najwyzej jej byly a Twoj obecny partner. Ty tyle wiesz ile on Ci o niej opowie. A swietych stapajacych po ziemii to jeszcze nie widzialam.

Uwazaj z tymi kopami, moze Ci sie kiedys rykoszetem zwrocic.

81

Odp: kochanka zawsze winna?

jak już wcześniej jasno i wyraznie napisałam, nie wypowiadałbym się gdybym jej nie znała i nie miała z nią do czynienia. Rozmawiając z wami mam niestety wrażenie jakbym słyszała ją. Narozrabiałam a teraz płacz i cały świat winny. Kochanka swinia, mąż zdrajca i dupek a ja taka dobra. i wniosków brak, a wiedza jak groch od ściany. Tylko że ja jestem dziś bardzo szczęśliwa, jej były mąż również a ona w gównie po szyję. I z takimi poglądami i wiarą we własną cudowność i bezwinę raczej się w nim jeszcze pogrąży zamiast wygrzebać. Ale mnie to wisi.... i to by było na tyle.

82

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

Acha. i jeszcze jedno. Niewiadomą jest tylko to, co przed nami. napisałam wyraznie. I tutaj akurat Twoja mądrość czy tez jej brak, niczego nie zmieni. Z całym szacunkiem ale tak pewni siebie są tylko ludzie głupi.

A gdzie ja napisałam,że jestem pewna siebie?? pokaż mi?? ja podejmując decyzje zyciowe (zwłaszcza życiowe) staram się nie krzywdzić ludzi..jestem odpowiedzialna.. i jest to dla mnie sprawa bardzo ważna...a jesli skrzywdze to niezamierzenie!!! Ty byłas świadoma co robisz..cieżko to zrozumieć?

83

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

jak już wcześniej jasno i wyraznie napisałam, nie wypowiadałbym się gdybym jej nie znała i nie miała z nią do czynienia. Rozmawiając z wami mam niestety wrażenie jakbym słyszała ją. Narozrabiałam a teraz płacz i cały świat winny. Kochanka swinia, mąż zdrajca i dupek a ja taka dobra. i wniosków brak, a wiedza jak groch od ściany. Tylko że ja jestem dziś bardzo szczęśliwa, jej były mąż również a ona w gównie po szyję. I z takimi poglądami i wiarą we własną cudowność i bezwinę raczej się w nim jeszcze pogrąży zamiast wygrzebać. Ale mnie to wisi.... i to by było na tyle.

Ona Ci wisiała od początku.. ;-))))

84

Odp: kochanka zawsze winna?

Ciężko jest prowadzić dyskusję, gdy jedna strona to zdradzone żony, a druga, szczęśliwe kochanki. Każdej ze stron mogło się udać i każdej mogło się nie udać. Każdej ze stron wydaje się, że to ona ma racje bo wie to i to i wyznaje takie, a nie inne zasady.

Powodów do rozwodów jest mnóstwo jak i powodów do zdrad. Wiadome jest, że najbardziej cierpi ta strona, która po tym wszystkim nie ma perspektywy, ta, która dostała "kopa". Cóż mogę powiedzieć, chyba tylko tyle, że takie jest życie i tylko od nas samych zależy czy wyjdziemy z tego wszystkiego z twarzą czy nie. Dożywotnie obwinianie kochanki/kochanka za rozpad związku jest bez sensu. Niesprawiedliwe to wszystko, ale takie jest życie. O wyklinaniu i zaklinaniu, że komuś się należało, albo ktoś dostanie rykoszetem, bądź "nie ciesz się tak, bo ciebie też ktoś kiedyś kopnie w dupę", nie ma co nawet myśleć, bo zwykle ten szczęśliwy, albo ten, co mu się udało w takim szczęściu pozostaje, a cała reszta to tylko pobożne życzenia.

Rozumiem żal kobiet zdradzonych. Rozumiem też szczęście tych co im się udało. Nie ma co specjalnie na ten temat dyskutować, bo jak świat światem tak zawsze było, jest i będzie, a to, że wszyscy będą wobec nas fair to jedynie pobożne życzenie.

85

Odp: kochanka zawsze winna?

Teo, ja nie jestem ani nigdy nie bylam zdradzona, nie zdradzilam i nie bylam kochanka (przynajmniej mam taka nadzieje:).
Ale jak czytam slowa kobiety, ktora zbudowala swe szczescie na nieszczesciu innej (bo nie byloby tego gdyby ow maltretowany maz wczesniej sie rozstal z okrutna jedza znana w calym powiecie, chociaz o rozwod wystapil zanim z kolejna kobieta rozpoczal pozycie i wspolzycie), ze jej sie taki kop nalezal to sorry, ale wszelkie wspolczucie i zrozumienie we mnie wygasa. Nikomu nie nalezy takich zyczen  posylac, nawet bylej zonie. Bo zycie to kolo fortuny i nigdy nie wiadomo czy sie kiedys takich samych slow o sobie nie uslyszy. Zwlaszcza, ze ta zona owej szczesliwej kochance zadnej krzywdy, o ile wiemy, nie wyrzadzila.

86

Odp: kochanka zawsze winna?
Kriss napisał/a:

Witaj Pati31. :)Moim zdaniem wszystko zależy od granic. Tych które sama wobec siebie sobie wyznaczasz i tych, które wyznaczasz otaczającym Cię ludziom. Pewnie, że człowiek się zmienia, ewoluuje w dowolnym kierunku. Inna byłam mając lat dwadzieścia kilka - a inna jestem teraz. Pewne rzeczy są jednak stałe. Pewnych granic nie przesuwam, nie niweluję. Głównie są to granice te moje - które stawiam aby chronić własną osobę. A wiadomo, że najbardziej zrani nie obca osoba - ale ta najbliższa - mąż, dziecko, rodzic. Dlatego ja, na przestrzeni tych kilkunastu lat - ostro przewartościowałam pewne sprawy. Dlatego stawiam wymagania właśnie osobom które są mi najbliższe. Zwisa mi kalafiorem co sobie myśli, jak się odnosi i czy mnie szanuje jakiś obcy czy obca Iksińska. Natomiast ja szanuję najbliższych i szacunek do mnie jest rzeczą jakby naturalnie-mi-się-należącą. Na pewne zachowania - bardzo charakterystyczne (każda która dostała po dupie od faceta z pewnością wie o czym piszę) - no więc pewne zachowania, gesty - niby nic nie znaczące - wymagają NATYCHMIASTOWEJ reakcji. W przeciwnym razie - granice się przesuwają. Nie. Wrrróć. To kobieta (w tym przypadku) pozwala na ich przesunięcie. Sama. Bo nie reaguje, reaguje za słabo, nie ma siły na reakcję. Faktem jednak jest - że brak tej reakcji - powoduje przesunięcie granicy. Jednej, drugiej, milionowej.

I wtedy nagle, ni stąd ni zowąd - kobieta jest prztłoczona. Proces oczywiście jest długotrwały - wiadomo. Gdyby ślubny powiedział tuż przed sakramentalnym "tak" - "będę chlał/bił/zdradzał/nie szanował" - w życiu by za niego nie wyszła prawda? No więc proces gotowania żaby - długotrwały, przez co mniej zauważalny, jakby mniej bolesny. Budzi się jedna z drugą jak pierdykną banią o trotuar. Pierdyknięciem może być wizyta w szpitalu, obdukcja, zdrada, albo zwyczajna obserwacja , że moze być inaczej - na przykłąd u znajomej pary.

I wszystko pięknie, tylko ja z siebie nie dam wała zrobić. To, że ktoś się godzi byc poniewieranym przez lata - to jest tylko i wyłącznie jego decyzja. Zostawmy tego, co poniewiera. Przyjrzyjmy się "ofierze". Jeśli nie jest ona przetrzymywana w piwnicy, przytwierdzona do kaloryfera, więziona czy finansowo totalnie ubeswłasnowolniona (chociaż znam kobiety, które i to przeskoczyły) - to wieloletnie poniewieranie jest tylko i wyłącznie JEJ zasługą. To ona przesuwa granice w nieskończoność - a oprawca z tego korzysta. Przecież jest oprawcą - to czego się tu kurna spodziewać?!

Owszem. Dzięki moim wyśrubowanym castingom - znam sporo takich mężczyzn. Psychicznych oprawców. Emocjonalnych, zakamuflowanych przemocowców, którzy w bardzo wysublimowany sposób potrafią tak kręcić i kombinować na zupełnie podprogowych bodźcach, że kobieta w końcu nie wie - no leci w konia czy nie? Szanuje mnie czy nie? A może to ja źle robię...może zupa była faktycznie za słona. Ależ oczywiście - to że wyeliminowałam takie zbuki - jest nie do wybaczenia. Powinnam się hajtnąć jako dziewica z mózgiem nienaruszonym męską manipulacją, a teraz gryźć pazury. Oczywiście (i tu nastąpiła wizualizacja gestu Kozakiewicza).

Pati31 - zapraszam na bloga. Poczytaj, odżyjesz. smile Autorko - wejdź, poczytasz, skumasz czaczę o której gwarzę. smile Pozdrawiam Cię również.

Powinnam się hajtnąć jako dziewica z mózgiem nienaruszonym męską manipulacją, a teraz gryźć pazury. Oczywiście (i tu nastąpiła wizualizacja gestu Kozakiewicza- ja wlasnie tak zrobilam ,tak zostalam wychowana ,ehhhhh

napewno wejde na bloga.

87

Odp: kochanka zawsze winna?
Teo napisał/a:

Każdej ze stron mogło się udać i każdej mogło się nie udać. .

Zdecydowanie nie udało się stronie zdradzonej..bo co udało się tym co zdradzili to oczywiste.


Teo napisał/a:

Powodów do rozwodów jest mnóstwo jak i powodów do zdrad. .

że jak?? powodów do zdrad?? jakie to powody????

Teo napisał/a:

Wiadome jest, że najbardziej cierpi ta strona, która po tym wszystkim nie ma perspektywy, ta, która dostała "kopa". Cóż mogę powiedzieć, chyba tylko tyle, że takie jest życie i tylko od nas samych zależy czy wyjdziemy z tego wszystkiego z twarzą czy nie. .

Zapewniam Cie,że wyszłam jako zdradzona zona z twarza z tej smierdzącej historii i spokojnie moge spojrzeć codziennie w lustro... cierpiałam, dostałam kopa, powiedziałam sobie takie jest życie..czyli spełniłam wszystkie przesłanki jakie opisałaś.. ale ..

Teo napisał/a:

Dożywotnie obwinianie kochanki/kochanka za rozpad związku jest bez sensu..

tak bezsensu.. i przerobiłam ten temat i odłożyłam na półke w garażu.. lezy.. załatwiony.. a ja mam przeswiadczenie,że dobrze się stało.. dzieki niej zobaczyłam z kim przeżyłam 16 lat, z kim miałam dzieci.. i na co tym wszystkim zasłużyłam.. gdyby nie ona żyłabym do dziś w tej niewiedzy...

Teo napisał/a:

Rozumiem żal kobiet zdradzonych. .

Teo napisał/a:

Rozumiem też szczęście tych co im się udało..

przeciez każdy ma prawo do szczęścia obojętnie jak sobie go zafunduje.. mozna się pzreciez niebywale cieszyc skardzionymi pieniędzmi prawda?

Teo napisał/a:

Nie ma co specjalnie na ten temat dyskutować, bo jak świat światem tak zawsze było, jest i będzie, a to, że wszyscy będą wobec nas fair to jedynie pobożne życzenie.

i kropka.. nikt nie będzie się zastanawiał, robił sobie dylematów na siłę..  takie jest poprostu życie..

88

Odp: kochanka zawsze winna?
Malwina69 napisał/a:
Teo napisał/a:

Powodów do rozwodów jest mnóstwo jak i powodów do zdrad. .

że jak?? powodów do zdrad?? jakie to powody????

Brak porozumienia, nuda, chęć przygody, związek tylko na papierku, perfidia, chamstwo, pijaństwo, amnezja, sytuacja chwili, wszyyyystkooo co sobie tylko wymyślisz smile Pisząc to nie miałam na myśli USPRAWIEDLIWIONYCH powodów tylko powodów samych w sobie, bo każdy powód jest dobry jak człowiek sobie coś wymyśli.

Malwina69 napisał/a:
Teo napisał/a:

Wiadome jest, że najbardziej cierpi ta strona, która po tym wszystkim nie ma perspektywy, ta, która dostała "kopa". Cóż mogę powiedzieć, chyba tylko tyle, że takie jest życie i tylko od nas samych zależy czy wyjdziemy z tego wszystkiego z twarzą czy nie. .

Zapewniam Cie,że wyszłam jako zdradzona zona z twarza z tej smierdzącej historii i spokojnie moge spojrzeć codziennie w lustro... cierpiałam, dostałam kopa, powiedziałam sobie takie jest życie..czyli spełniłam wszystkie przesłanki jakie opisałaś.. ale ..

Ale co? Stało się, bywa. Musi być "ale"?

Malwina69 napisał/a:
Teo napisał/a:

Dożywotnie obwinianie kochanki/kochanka za rozpad związku jest bez sensu..

tak bezsensu.. i przerobiłam ten temat i odłożyłam na półke w garażu.. lezy.. załatwiony.. a ja mam przeswiadczenie,że dobrze się stało.. dzieki niej zobaczyłam z kim przeżyłam 16 lat, z kim miałam dzieci.. i na co tym wszystkim zasłużyłam.. gdyby nie ona żyłabym do dziś w tej niewiedzy...

Aczkolwiek mam wrażenie, że bardziej obwiniasz kochankę niż męża.

Malwina69 napisał/a:
Teo napisał/a:

Rozumiem żal kobiet zdradzonych. .

Teo napisał/a:

Rozumiem też szczęście tych co im się udało..

przeciez każdy ma prawo do szczęścia obojętnie jak sobie go zafunduje.. mozna się pzreciez niebywale cieszyc skardzionymi pieniędzmi prawda?

Tak, bo zwykle tak bywa, że nasze szczęście to cudze nieszczęście i tak jest zwykle w każdej dziedzinie życia. To nieszczęście nie musi być duże, może być chwilowe, ale zawsze jest.

89

Odp: kochanka zawsze winna?

Generalnie się zgodzę z jadenym ALE - Teo to co podałaś to są wymówki a nie powody. Chociaż - może inaczej - zależy jaki kto ma system wartości. Bo to co dla jednego jest powodem do zdrady - dla drugiego jest śmieszną, dziecinną wymówką poniżej wszelkiego poziomu.

Tu nawet na forum był taki temat "Tłumaczenia po zdradzie" http://www.netkobiety.pl/t27519.html
szczerze polecam. Niektóre wymówki są po prostu do poszczania.

90

Odp: kochanka zawsze winna?

Wymówki, powody - jeden pies. Nie istnieje dobry powód, albo dobra wymówka, żeby zdradzić, ale ludzie zdradzają i myślę, że jeżeli ktoś nie jest zaawansowanym seksoholikiem, albo uderzonym w głowę człowiekiem, to musi mieć, choćby najmniejszy powód, żeby zdradzić, a ten zawsze się znajdzie smile

91

Odp: kochanka zawsze winna?

Zawsze sie znajdzie powod ,jesli sie bardzo chce zdradzac................

92

Odp: kochanka zawsze winna?

Teo.. nie wiem skąd nasuwa Ci sie wniosek,że bardziej obwiniam kochankę niż eks mężą.. tego ani nie da się zważyć ani zmierzyć..winni sa dla mnie jednakowo..

A odnosząc się do całości wypowiedzi odnoszę wrażenie,że nie pozostaje nic innego niż pogodzić się ze zjawiskiem zdrady.. niech sobie będzie..  co tam..

ja jednak doskonale pamietam co zdrada zrobiła z moja psychiką.. co przeszłam.. nie użalam się broń Boże..ile błędów popełniłam, w jakim dole byłam.. jaką miałam złość i gniew w sobie.. za siebie i 16 dobrego życia, za dzieci które to strasznie przeżyły, za głupote w czystym wydaniu mojego eks męża..za tupet kochanicy... miałam prawo do tych emocji..ale miałam tez prawo ich nigdy nie doświadczyć.. nie dano mi wyboru.

93

Odp: kochanka zawsze winna?
Malwina69 napisał/a:

Teo.. nie wiem skąd nasuwa Ci sie wniosek,że bardziej obwiniam kochankę niż eks mężą.. tego ani nie da się zważyć ani zmierzyć..winni sa dla mnie jednakowo..

Też nie wiem. Nie twierdze, że wniosek jest słuszny smile Ot, spostrzeżenie.

94

Odp: kochanka zawsze winna?
Malwina69 napisał/a:

ja jednak doskonale pamietam co zdrada zrobiła z moja psychiką.. co przeszłam.. nie użalam się broń Boże..ile błędów popełniłam, w jakim dole byłam.. jaką miałam złość i gniew w sobie.. za siebie i 16 dobrego życia, za dzieci które to strasznie przeżyły, za głupote w czystym wydaniu mojego eks męża..za tupet kochanicy... miałam prawo do tych emocji..ale miałam tez prawo ich nigdy nie doświadczyć.. nie dano mi wyboru.

Ja doskonalE pamietam jak eks kochanka mojego męża napisała mi ze zachowanie mojego męża to niE jej sprawa. Ze ona ma swoje życie.
Tylko ze ja z zasady szanuje ze każdy ma prawo do swojego życia.
Ale ona uznała ze do mojego życia prawo miała. Chciała się zabawić. Z mOim mężem. Mój mąż chciał się zabawić. Z nią.
I co ja chciałam? Co ja się czepialam? Czy ona miała cos do mnie? Nie! Czy ja miałam Wogole prawo się z nią kontaktować? Jej zdaniem nie.
Tylko ze ona nie uszanowala mojej przestrzeni.

Chodzi tylko o uczciwość. Uczciwość w określeniu co robię i jakie są tego konsekwencje. Kogo to dotyka i kogo dotyczy. Jaka ja mam motywacje i jakie mam z tego korzyści a jakie plusy.

Powinnam wpisać jej na tablice na facebooka- znajoma- była kochanka mojego męża.  No w końcu nic się złego nie wydarzyło. Ona nie jest niczemu winna i uważa ze z jej strony była prasowe uczciwość i właściwośc bo przecież ONA nikogo nie zdradzala...
Więc jeśli jej otoczenie się dowie to przecież nic się nie stanie prawda? smile)) przecież z jej strony wszystko jest cacy.
Miała pełne prawo korzystać! Miała pełne prawo do bycia kochanka!!!

Oj ja głupia. Wreszcie zrozumiałam.

Powiem wiecej.
Jestem strasznie głupia i tepa!!! Przecież mój mąż się nie zaangażował!! Niczego jej nie obiecał!! Niczego jej nie deklarował!!! Wieeeeecccc- co z tego się się z nią rznal??? Przecież to mnie nie dotyczyło! To nie była moja sprawa! To nie było moje życie...

Uffff. Ulga ze weź!!!

95

Odp: kochanka zawsze winna?

Moj dziadek mial powiedzenie..."Na gruzach cudzego szczescia swojego nie zbudujesz"
Znal to powiedzenie od swojego dziadka smile
Wiec zeby nie bylo ze sie czepiam smile Ale mysle ze to wszystko w temacie

96

Odp: kochanka zawsze winna?

End_aluzja.. sedno problemu ujęłaś..

Ja pamiętam swój strach..paniczny.. zostałam sama a musiałam się usmiechać.. bo dzieci.. i odpowiadac na miliony pytań, rozwiewać ich iluzje,że tata wróci.. wysłuchiwac ich bajek jak to będzie gdy wejdzie i powie "wróciłem" do dziś płacze na wspomnienie jak mój syn 8 letni wtedy... pocieszał mnie dzielnie; mama ja się będę o Ciebie troszczył i będę Ci pomagał, musisz mi tylko kupić męskie kosmetyki bo tata wszystkie zabrał...

Pamiętam jak szukałam odpowiedzi na pytania ; dlaczego mi to zrobił?? Przecież mówił mi; jesteś moim najlepszym i jedynym przyjacielem, najbliższą mi osobą, kocham Cię nad życie,  przy Tobie jestem prawdziwy...   

To nie są ot takie tam pierdułki.. to było ważne .. bardzo.. czyli JAKIM złamańcem trzeba być żeby kogoś tak wprowadzać w błąd???

A po zdradzie.. kiedy dostał szansę; Ona była nikim, i tak bym ją kopnął w tyłek bo to materialistka i wyrachowana szmata była, doczepiła się, brzydka, wielka dupa, zarosnięta.. " dałem ją " koledze.. jakim idiotą byłem, Ty jesteś taka silna..tyle pracy włożyłaś żeby mi pozwolić naprawiac to wszystko.. nie umiałbym Ci już nigdy zrobić świństwa..

Mam na to świadków.. naszych przyjaciół którzy do dziś nie chcą go znać...

97

Odp: kochanka zawsze winna?

Mój mąż mówi mi to samo. Nie o niej ale o mnie.
Się okaże.

98

Odp: kochanka zawsze winna?

Jak sie dowiedzialam o romansie meza,przezylam szok,szok bo.......... przeciez bylo dobrze ,dopiero urodzil sie nam drugi syn ,nastepna kopia meza ,pownien byc szczesliwy wniebowziety ze ma taka rodzine.Cholera dopiero na spotkaniu z nia, zrozuimialam ze moj maz ja tak samo zmanipulowal
Spytalam czy nie lepiej poczekac do rozwodu ? ,a ona mi opdowiedziala ze Ty i tak nie mialas dla niego czasu ,niewiesz jaki skarb mialas w domu.
Doszlo do spotkania bo..............ja nakrylam ich u siebie w domu
Wiem co przezylam dopiero dzis moge powiedziec ze jestem od tego wolna
Potem czytalam esemesy w ktorym jego przyjaciel pisal do niego zeby dal spokuj nie tracil tego co ma ,jego odpowiedz byla ze wie co ma ,ale ze mna bedzie dokonca zycia i ze chcial sie zabawic ,a jej tez nagadal bzdur ze ja kocha
Przeliczyl sie bo powiedzialam dosc i wykop z mojego zycia
to biedny stwierdzil ze zawsze bylam perfekcjonista i mam pul dnia zajety swoja praca i pasja ( moja praca to moja pasja),ze chcial cieplego domu i zony (kury domowej),ze mialam rozumiec ,gdybym byla wyrozumiala to zrozumialabym ,ze chcial sie pobawic
.

99

Odp: kochanka zawsze winna?
pati31 napisał/a:

Jak sie dowiedzialam o romansie meza,przezylam szok,szok bo.......... przeciez bylo dobrze ,dopiero urodzil sie nam drugi syn ,nastepna kopia meza ,pownien byc szczesliwy wniebowziety ze ma taka rodzine.Cholera dopiero na spotkaniu z nia, zrozuimialam ze moj maz ja tak samo zmanipulowal
Spytalam czy nie lepiej poczekac do rozwodu ? ,a ona mi opdowiedziala ze Ty i tak nie mialas dla niego czasu ,niewiesz jaki skarb mialas w domu.
Doszlo do spotkania bo..............ja nakrylam ich u siebie w domu
Wiem co przezylam dopiero dzis moge powiedziec ze jestem od tego wolna
Potem czytalam esemesy w ktorym jego przyjaciel pisal do niego zeby dal spokuj nie tracil tego co ma ,jego odpowiedz byla ze wie co ma ,ale ze mna bedzie dokonca zycia i ze chcial sie zabawic ,a jej tez nagadal bzdur ze ja kocha
Przeliczyl sie bo powiedzialam dosc i wykop z mojego zycia
to biedny stwierdzil ze zawsze bylam perfekcjonista i mam pul dnia zajety swoja praca i pasja ( moja praca to moja pasja),ze chcial cieplego domu i zony (kury domowej),ze mialam rozumiec ,gdybym byla wyrozumiala to zrozumialabym ,ze chcial sie pobawic
.

Pati, naprawdę nakryłaś ich in flagranti, we własnym domu? Jeśli tak, to Twój mąż nie dość, że wiarołomny to jeszcze głupi jest strasznie.
Współczuję Ci, bo  to najgorszy sposób w jaki można się dowiedzieć, że jest się zdradzanym. Jak przeżyłaś tą wątpliwą "przyjemność"?

100

Odp: kochanka zawsze winna?
Aragorn-estel napisał/a:
pati31 napisał/a:

Jak sie dowiedzialam o romansie meza,przezylam szok,szok bo.......... przeciez bylo dobrze ,dopiero urodzil sie nam drugi syn ,nastepna kopia meza ,pownien byc szczesliwy wniebowziety ze ma taka rodzine.Cholera dopiero na spotkaniu z nia, zrozuimialam ze moj maz ja tak samo zmanipulowal
Spytalam czy nie lepiej poczekac do rozwodu ? ,a ona mi opdowiedziala ze Ty i tak nie mialas dla niego czasu ,niewiesz jaki skarb mialas w domu.
Doszlo do spotkania bo..............ja nakrylam ich u siebie w domu
Wiem co przezylam dopiero dzis moge powiedziec ze jestem od tego wolna
Potem czytalam esemesy w ktorym jego przyjaciel pisal do niego zeby dal spokuj nie tracil tego co ma ,jego odpowiedz byla ze wie co ma ,ale ze mna bedzie dokonca zycia i ze chcial sie zabawic ,a jej tez nagadal bzdur ze ja kocha
Przeliczyl sie bo powiedzialam dosc i wykop z mojego zycia
to biedny stwierdzil ze zawsze bylam perfekcjonista i mam pul dnia zajety swoja praca i pasja ( moja praca to moja pasja),ze chcial cieplego domu i zony (kury domowej),ze mialam rozumiec ,gdybym byla wyrozumiala to zrozumialabym ,ze chcial sie pobawic
.

Pati, naprawdę nakryłaś ich in flagranti, we własnym domu? Jeśli tak, to Twój mąż nie dość, że wiarołomny to jeszcze głupi jest strasznie.
Współczuję Ci, bo  to najgorszy sposób w jaki można się dowiedzieć, że jest się zdradzanym. Jak przeżyłaś tą wątpliwą "przyjemność"?

S




CZESC
sytuacja bardzo ,skomplikowana ,wiedzialam ze ma kochanke pojechalam z dziecmi na wakacje ,on niewiedzial co sie dziejje,Wrocilam iiiiiiiiiii
Przezylam bardzo szok ,szok nie da sie opisac.

101

Odp: kochanka zawsze winna?

Czesć dziewczyny.

Ja też pamiętam uczucia jak się dowiedziałam, że mój partner mnie zdradził. Strach co będzie z nami to znaczy ze mną i dziećmi. Sytuacja była całkiem nieciekawa. Mieszkaliśmy przy jego rodzicach choć w osobnym domu, dwoje malutkich dzieci (wtedy córka rok syn 2,5 roku). A on znalazł sobie kochankę w tej samej małej wsi, kilka domów dalej. Ona od kilku miesięcy starała się z nami zaprzyjaźnić i się zaprzyjaźniła. Jego matka wówczas mi strasznie umilała życie. Jego zdrada to jak nóż w plecy, kopanie leżącego. Cała więś miała nas na językach. On odszedł od nas. Mieszka kilka domów dalej ze swoją kochanką, ona dla niego się rozwiodła, dzieci go nie interesują. Mówi, że ma bliżej do dzieci, choć widuje je nawet nie raz w tygodniu. Ja zostałam z jego rodzicami, jego matka nie dokuczała mi do zeszłego tygodnia, teraz znowu stała się wredna. Dziś szykuję dla siebie i dla dzieci mieszkanie. On skazał mnie na patrzenie na jego zdradę przez rok, nie widzi w tym żadnego problemu, kochanica też ma to wszystko gdzieś, jej usprawiedliwienie -przecież nam sie już nie układało od lat i to nie jej wina, jego tłumaczenie - to, że stałam się mamuśką i tym podobne duperele. Ogólnie brzydzę się tym co mi zrobili we dwójkę. Kobiety, a szczególnie matki w takich sytuacjach mają najgorzej, muszą się pozbierać po takim ciosie, jakim jest zdrada, stworzyć nowy dom dla dzieci i normalnie funkcjonować. Najbardziej irytują mnie stwierdzenia, że takie jest życie. Życie jest takie jakim my je czynimy. Ja jeszcze do dziś nie mogę się pozbierać. Nie mogę uwierzyć, że mój były partner nie widzi nic złego w tym ,że mieszka z kochanicą kilka domów dalej, jej dom widzę moich okien. Szczęscie, że dzieci jeszcze są małe i dla nich tatuś pracuje i nie ma go w domu. Już nie mogę doczekać się wyprowadzki i zaczęcia nowego życia, bez oglądania exa.

102

Odp: kochanka zawsze winna?

Skoro tak to właśnie uchwyc się tego pozytywnego akcentu; juz TYLE za Toba.. wiele pzreszłas ale już jestes na prostej.. Zycie wreszcie zacznie sie układac.. Wazne spojrzeć na wszytsko z  boku.. Powodzenia Dzielna Dziewczyno  ;-)

103

Odp: kochanka zawsze winna?

Nie przeczytałam wszystkiego, ale śmiem się wtrącić.
No po prostu nie mogę tego czytać.

Mika w twoje szczęście nie wierzę, bo osoba szczęśliwa nie ma potrzeby cieszenia się z niepowodzeń byłej żony swojego męża.
Jakoś nieczęsto się zdarza, żeby kiedyś jakaś kochanka napisała, że ta była żona to fajna babka.
Same jakieś jędze, którym się należało.

Może po prostu ludziom nie wyszło, wy do siebie bardziej pasujecie, a ty piszesz, że ona spała 3/4 dnia.
Mnie tu coś nie gra i to bardzo...

104

Odp: kochanka zawsze winna?

Bet, piszę, że spała, bo spała. Gdyby fruwała, to tak bym napisała. Czy nie potrafię ocenić dobrze byłej żony? Bardzo potrafię. Dlatego do dziś pozostaję w przyjazni z byłą żoną mojego byłego. Zaprzyjazniłyśmy się, bo to jest super babka. I ta przyjazn trwa do dziś. Trwała przez całe moje małżeństwo. Bo kiedy ją poznałam zobaczyłam, że wcale nie jest taka okropna jak mi o niej opowiadał. Choć początkowo nie byłam do niej pozytywnie nastawiona, właśnie przez to co mi o niej opowiadał. Ale zobaczyłam, że to nie jest prawda i że ich małżeństwo rozpadło się głównie z jego powodu. Więc chyba potrafię być obiektywna. Zreszta jest do dziś jedną z moich najbliższych przyjaciółek. Tak - przyjaciółek. Bo wiele rzeczy w małżeństwie przetrwałam i nie zwariowałam tylko dzięki niej. Jest moim prawdziwym przyjacielem. Jest wspaniałą kobietą. Równie mądrą co piękna. I potrafię to przyznać. Co więcej. powiem Ci bet, że jest ładniejsza ode mnie. I nie mam z tym problemu.
A jesli o tej piszę, że jest taka a nie inna, to dlatego, że taka jest. I kiedy wraca od niej dziecko i mówi, że nudziło się bo mama cały dzień spała i złościła się kiedy ją budziło, to pytam po jaki h..... bierze to dziecko? Żeby rodzina wiedziała, że się widuje? Kiedy skarży się, że u mamy jest bardzo brudno. To śmiem twierdzić, że jednak mój partner nie kłamał mówiąc o niej to czy tamto. Zresztą sąd nie bez powodu dał dziecko nam. Ale to nie ja potrafię być obiektywna tylko wy prawda? Wszystkich wrzucając do jednego worka. Chyba tylko teo potrafi tu spojrzeć na sprawę z głową a nie zacietrzewieniem, że mąż zawsze niedobry, kochanka be, nie było powodu. Czasem powodów jest całe mnóstwo. wiem, że dziś często spotyka się sytuacje takie o jakich piszecie. Mąż się zabawił i tyle. Ale nie zawsze tak jest. Pisałam o mojej sytuacji. Bo czasem jednak się zdarza, że to żona jest be. Szkoda, że wsród tego waszego "obiektywizmu" nie widzicie tego.

105

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

Bet, piszę, że spała, bo spała. Gdyby fruwała, to tak bym napisała. Czy nie potrafię ocenić dobrze byłej żony? Bardzo potrafię. Dlatego do dziś pozostaję w przyjazni z byłą żoną mojego byłego. Zaprzyjazniłyśmy się, bo to jest super babka. I ta przyjazn trwa do dziś. Trwała przez całe moje małżeństwo. Bo kiedy ją poznałam zobaczyłam, że wcale nie jest taka okropna jak mi o niej opowiadał. Choć początkowo nie byłam do niej pozytywnie nastawiona, właśnie przez to co mi o niej opowiadał. Ale zobaczyłam, że to nie jest prawda i że ich małżeństwo rozpadło się głównie z jego powodu. Więc chyba potrafię być obiektywna. Zreszta jest do dziś jedną z moich najbliższych przyjaciółek. Tak - przyjaciółek. Bo wiele rzeczy w małżeństwie przetrwałam i nie zwariowałam tylko dzięki niej. Jest moim prawdziwym przyjacielem. Jest wspaniałą kobietą. Równie mądrą co piękna. I potrafię to przyznać. Co więcej. powiem Ci bet, że jest ładniejsza ode mnie. I nie mam z tym problemu.
A jesli o tej piszę, że jest taka a nie inna, to dlatego, że taka jest. I kiedy wraca od niej dziecko i mówi, że nudziło się bo mama cały dzień spała i złościła się kiedy ją budziło, to pytam po jaki h..... bierze to dziecko? Żeby rodzina wiedziała, że się widuje? Kiedy skarży się, że u mamy jest bardzo brudno. To śmiem twierdzić, że jednak mój partner nie kłamał mówiąc o niej to czy tamto. Zresztą sąd nie bez powodu dał dziecko nam. Ale to nie ja potrafię być obiektywna tylko wy prawda? Wszystkich wrzucając do jednego worka. Chyba tylko teo potrafi tu spojrzeć na sprawę z głową a nie zacietrzewieniem, że mąż zawsze niedobry, kochanka be, nie było powodu. Czasem powodów jest całe mnóstwo. wiem, że dziś często spotyka się sytuacje takie o jakich piszecie. Mąż się zabawił i tyle. Ale nie zawsze tak jest. Pisałam o mojej sytuacji. Bo czasem jednak się zdarza, że to żona jest be. Szkoda, że wsród tego waszego "obiektywizmu" nie widzicie tego.

ROznie kobiety reaguja na zdradznie przez meza ,uwazam ze ta kobieta jest w glebokiej depresji,zabraliscie jej wszystko po co ma zyc i sprzatac i zyc! Oj obys sie nie przejchala na tym krysztalku ,bo obraz tej kobiety to mi przypomina kogos w glebokiej depresjiiiii

106

Odp: kochanka zawsze winna?

polecam ksiazke 'wlosy mojej mamy",depresja rodzica widziana oczami dziecka ,ciekawe kto ja doprowadzil do takiej depresji ,pewnie maz ! Przedwszystkim przesypianie ,apatia to juz gleboka faza depresji ,zamiast na nia jechac trzeba jej pomoc skoro wykonczyliscie ja do tego stopnia.Nikt zdrowy nie achowuje sie tak ,byc moze wczesniej zanim go poznalas dal jej popalic dlatego teraz opadla z sil

107

Odp: kochanka zawsze winna?

I to jest to o czym mówię. Do was nie dotrze nic. kompletnie nic. Nawet gdyby zaciukała własne dziecko to pewnie byłby winny mąż, no bo ona to dobra jest. Popukaj się pati w czoło. Sąd zabrał jej dziecko bo jest w depresji??? Zabrał bo zaniedbywała i mało tego. Bardzo krzywdziła. To pewnie też z depresji, no nie? A kiedy spała na okrągło w czasie kiedy miała na zawołanie wszystko? Dosłownie wszystko! To też z depresji?? Twierdziła wówczas, że ma tak dobrze, że wszyscy jej zazdroszczą. Czy to że jej rodzicom również opadają ręce i że są jednak po stronie tego swego "paskudnego" byłego zięcia to też wina jego? Tego że jest zły? Jej siostra też jest z nami w kontakcie. I też się nie dziwi, że cytuję : nie wytrzymał tego, że traktowała go jak niewolnika. To słowa jej siostry. Jej ojciec mawia; zawsze jej mówiłem, żeby przestała, bo ją zostawi. Ja sam bym z nią nie wytrzymał. Pomagają jej, bo jest ich córką, ale jej nie popierają w tym co robiła i robi. Kurcze, wygląda na to, że cały świat się na nią uwziął. Ona jest bardzo super tylko nikt tego nie widzi. Z jej rodzicami włącznie. Ale pewnie są ślepi i ona ma przez to depresję. Acha. Dziś jest dzień widzenia z dzieckiem ale nie wezmie jej bo idzie na koncert. Pewnie będzie się dobrze bawić, jak wszyscy z depresją. Małej to akurat na dobre wyjdzie. Ale ona niech się pobawi. Bo to i depresja, i mąż niedobry, i to dziecko jakies nieudane..... ręce opadają jak się was czyta. Już nawet nie chodzi o mnie. Srał pies mnie i jego. Ale dziecko co jej zrobiło, ze leje na nie odkąd się pojawiło? Szybciutko znajdzcie jakieś wytłumaczenie. Bo szkoda dziewczyny. SZOK.

108

Odp: kochanka zawsze winna?

Swoje zdanie napisalam wczesniej ,nie potepiam ludzi ,ktorzy sie rozwodza i zaczyznaja zyc razem !
Bardziej zastanowilo mnie tutaj zachowanie tej kobiety i Twoje podejscie
Teraz jestes zakochana ,i pewnie nie patrzysz racjonalnie na pewne sprawy.Akurat na jej zachowanie o to mi tutaj chodzi.Jestes silna osobom i denerwuje Cie fakt ze nie kazdy ci przyklaskuje zapewne w zyciu tez tak masz ,to moje zdanie .Wlasciwie to chodzi mi tutaj obys to ty za 10 lat jak juz bedziesz zla zona ,nie zostala tez tak okrzyknieta .

109

Odp: kochanka zawsze winna?

Mika, ale skoro ta wasza "milosc" jest taka wielka, piekna, czysta i wspaniala, a oboje moralnie czysci jestescie jak zrodlana woda, a szczescie az promieniuje z waszego domu na cala dzielnice, to po kiego licha ten watek? Po co ta potrzeba udowodnienia calemu swiatu (a przy tym i sobie chyba) swoich racji? Po co ta walka o poklask?

110

Odp: kochanka zawsze winna?
nocnalampka napisał/a:

Mika, ale skoro ta wasza "milosc" jest taka wielka, piekna, czysta i wspaniala, a oboje moralnie czysci jestescie jak zrodlana woda, a szczescie az promieniuje z waszego domu na cala dzielnice, to po kiego licha ten watek? Po co ta potrzeba udowodnienia calemu swiatu (a przy tym i sobie chyba) swoich racji? Po co ta walka o poklask?

To nie jest walka ani chęć poklasku. Bardziej przedstawienie jeszcze innej wersji i powodu rozstania i założenia nowej rodziny. Wszystkie krzyczycie na zło i niesprawiedliwość tego świata, bo każda z Was dostała tego przysłowiowego "kopa". Obruszacie się za każdym razem, kiedy Autorka przedstawia, że poprzednie małżeństwo jej obecnego narzeczonego było niewypałem i wydaje mi się, że tak rzeczywiście mogło być. Bronicie co sił w palcach pozostawionej żony, bo same jesteście porzucone/zamienione, a nie bierzecie pod uwagę, że ona jednak jest taka, jak ją Autorka przedstawia, dlaczego uważacie, że każdy chce się na silę wybielić? Patrzycie z wlasnej, zranionej perspektywy i stąd brak jakiegokolwiek obiektywizmu i to jest zrozumiałe. Wiem, nie powinno się zdradzać tylko najpierw odejść, ale doskonale wiecie, że to wcale nie takie proste odejść jak jest źle, bo gdyby tak było to żadna z Was nie ratowałaby związku po zdradzie męża tylko odeszła, a jednak są wśród Was takie, które starają się wszystko ratować, a po co, jak jest źle?

111

Odp: kochanka zawsze winna?

Czesc, ja wlasnie jestem na rozdrozu. Pewnie nie jest to najlepszy temat dla tego postu, ale wciagnelam sie w jego czytanie wink. Nie jestem kochanka, przynajmniej w sensie fizycznym, emocjonalnie chyba od lat. Moj przyjaciel, najblizsza mi osoba od wielu lat oswiadczyl, ze chce ze mna budowac zycie, bo wreszczie zrozumial na czym ono polega. Od kilku lat, nie od poczatku, bylo miedzy nami "cos", wzajemna pomoc, bliskosc, zrozumienie i godziny spedzone na rozmowach przez telefon, czasami sie spotykalismy, a on czasem rzucal od niechcenia, ze niektorych moich cech nie umialby zaakceptowac, oboje przez wiekszosc czasu bylismy w zwiazkach. On jest z kims o rok krocej niz sie znamy, czyli od osmiu lat i jest pewny, ze chce od niej odejsc. Ja jestem w zwiazku od prawie trzech, ale coraz wiecej nie wychodzi, mamy inne potrzeby, wizje szczescia i zainteresowania, prawie nie rozmawiamy na wazne tematy, bo moje "tlumaczenia sie" tylko poteguja konflikty, wiec przestalam tlumaczyc kilka miesiecy temu. Oboje z przyjacielem zblizamy sie do trzydziestki i przez te wszystkie lata chyba szukalismy w przyjazni tego, czego nie potrafilismy znalezc w zwiazkach, byc moze to nasza wina. Poza tym oboje pochodzimy z niepelnych domow i brak nam wzorca milosci miedzy rodzicami - moze to byc nasza sila, lub przeklenstwem, albo obiema tymi rzeczam na raz. Moze chociaz nie bede musiala zostac "kobieta domowa", czego bym nie wytrzymala. Nie wiem co zrobic, ale wiem czego bym chciala - sprobowac. Nie moge powiedziec, ze nie kocham mojego obecnego partnera - na pewno mam co do niego bardzo cieple, ale nie romantyczne uczucia, on jest zatwardzialym domatorem, ja usycham w bezruchu - tak, takiego go wzielam, w tamtym czasie i sytuacji, w sumie to takiemu pozwolilam sie zdobyc, moglam pomyslec wszesniej. Czuje sie bardzo nie fair, bo zdradzam kochajac, w pewien sposob obu. I moj obecny partner pewnie nie dostanie szansy na naprawe naszego zwiazku, boje sie, ze jeszcze nie dorosl do zdania sobie sprawy z tego jakie w zyciu wazne jest wsparcie w zwiazku, zrozumienie i przychylnosc. Nie wiem, jestem troche pogubiona, troche czuje sie winna, troche wierze w prawo do szczescia, a przynajmniej do proby jego budowania. Zadne z nas nie ma dzieci, ani slubu, tylko lata i obietnice. Dzieki za wszystkie mysli, ktorymi chcialybyscie sie podzielic, przepraszam za bledy i chaotycznosc smile.

112

Odp: kochanka zawsze winna?

Ja nie bronie byłej żony, być może była guzik warta i dlatego jeśli sytuacja nie miała perspektywy zmiany na lepsze..  skoro męzówi  nie pasowała powinni rozwieść się. Nie zdradzać. Bo może ona była fajna babka do czasu kiedy On poznał inną i zaczął ją zaniedbywać.. ja uważam i będe uwazała,że jesli ktokolwiek trzeci miesza się w związek dobrze w nim dziać sie nie będzie. Tyle.. I powtarzam; zony bywają złe, mężowie też.. jsli coś nie gra.. rozwodzimy się bo nikomu taki związek nie przynosi nic dobrego.. a  ZDRADA to jest świństwo.

113

Odp: kochanka zawsze winna?

Ja też nie bronię żony, bo może faktycznie nie była dla niego dobra. Ale skoro była aż taka zła, to czemu najpierw się nie rozwiódł? Mika i Teo przekręcacie słowa Malwiny i niektórych osób. Bo żadna z nich nie broni byłej żony, tylko sugeruje wcześniejszy rozwód, a potem dopiero nowy związek. Ot co!

114

Odp: kochanka zawsze winna?

Mika, kochanka nie zawsze jest winna.
Ja nie rozumiem dlaczego jej były z nią był. Co się z kobietą stało i tak jak pisze Pati czy oby nie ma w tym waszej winy.
To nie jest normalne zachowanie, ta kobieta musi mieć jakis powód. Ludzie, którzy mają depresję często są skłoceni z bliskimi, znajomymi. Wali się im wszystko.
Łatwo jest stwierdzic ona jest taka zła. Tu nie chodzi o winę, ale zwyczajnie o matkę rownież waszego dziecka.
Przecież ona jest też człowiekiem.
Zabraliście jej dziecko, odszedł od niej mąż. Może ona tylko udaje taką dobrze się bawiącą, może wam to na rękę, że ta kobieta sobie nie radzi. Nie czujesz sie winna, bo ona jest taka zła.
Zrozum, kochanka nie jest winna. To Twój obecny partner odszedł od żony, Ty mogłaś być jedynie powodem tego odejścia - poniewż obojętne jakim "koszmarem" była żona - zakończył małżeństwo będąc już z Tobą.

115

Odp: kochanka zawsze winna?

ktosik Ty nie masz problemu tylko nie chce Ci się zadziałać. Żadne z Was nie jest w formalnym związku, żadne z Was nie ma zobowiązań poza uczciwością do obecnego partnera. Więc teraz zamiast mówić, że on chce odejść, a Ty tez nie czujesz się dobrze, to to zróbcie, a nie rozwodzisz się nad nie wiadomo czym.

116 Ostatnio edytowany przez ktosik (2012-05-14 15:36:04)

Odp: kochanka zawsze winna?

Dzieki Teo za odpowiedz. Wiesz ja chce i planuje odejsc i to niedlugo, tylko jakos myslenie o tym, ze mam zostawic mojego obecnego partnera boli i czuje sie nieuczciwie bo wiem, ze gdyby nie moj przyjaciel moj zwiazek jeszcze by sie nie rozpadl i moze moj partner sam by zauwazyl, ze to nie ma sensu, co rownaloby sie mniejszemu bolowi rozstania. Poza tym mieszakamy razem od poczatku - poznalismy sie jako wspollokatorzy, a przyjaciel tez mieszka ze swoja dziewczyna, z ktora maja wspolny kredyt na dom, wiec nie jest to wszystko takie rozowe. Jeszcze raz dzieki za wsparcie smile.

117

Odp: kochanka zawsze winna?

Teo chyba nie muszę dodawać nic do tego co napisałaś. Tak. Chciałam pokazać sytuację od drugiej strony. Tylko że to nie ma najmniejszego sensu. Wielu kobietom tutaj jak większości zdradzonych niestety nie może się w głowie pomieścić, że mąż może być szczęśliwy z kimś innym. Jak widzisz dla nich znajdzie się usprawiedliwienie na każde świństo żony, bo to żona. a mąż to tylko mąż, dla niego usprawiedliwienia nie ma na nic. Śmiechu warte. A poza tym jestem przekonana, że te które najwięcej tu krzyczą o kolejności wydarzeń w życiu najprędzej postąpiłby dokadnie tak samo jak ja gdyby tyko znalazły się w takiej sytuacji. Daję sobie obciąć dwie ręce, bo trochę życie znam.To jest coś na zasadzie podejścia właśnie byłej mojego partnera. Wiele krzyku o szacunek ale tyko w jedną stronę.
Usprawiedliwiają wszystkie wyskoki byłej, bo pewnie taka jest przez niego, bo pewnie ma depresję, bo ją rozwalił psychicznie. Ale w drugą stronę to nie działa. A może jednak usprawiedliwimy wobec tego zdradę męża? Bo może doprowadziła go do takiego stanu a on dobry był. Może miał przez nią bidulek depresję??? skoro usprawiedliwiać to SPRAWIEDLIWIE wobec tego. Więc mężowie zdradzają bo są chorzy przez was. Trzeba im pomóc, wesprzeć jeszcze.
Chore i jeszcze raz chore. A co do rozwodu, to sądzę, że rozwiódł się z nią na długo przed tym, kiedy mnie poznał. Kiedy to powiedział jej że jej nie kocha i nic tego nie zmieni. Tyle, że jeszcze jakiś czas siedział w tym domu bez sensu bo trzymała się go pazurami i szantarzowała dzieckiem, żeby zatrzymać za wszelką cenę. Ja nie wieszałabym się na człowieku, który nie może na mnie patrzeć.
No ale to pewnie też przez niego. A jak sądzicie? Dlaczego pierwszy mąż też ją zostawił i założył rodzinę z kimś innym. To też przeze mnie i mojego partnera? Pewnie tak. Pewnie już wtedy czuła, że będzie miała z nami do czynienia i dlatego tak była kochana dla pierwszego męża, że ją pogonił. smile)))
Dzisiaj  obaj jej byli mężowie  żyją szczęśliwie w nowych rodzinach a ona dalej jest sama. Ale to pewnie dlatego, że to oni się nie nadają do związku a ona tak.

118

Odp: kochanka zawsze winna?

To Ty tylko i wyłacznie sie upierasz.. tak jakbys wcale nie czytała tego co piszemy... albo nie przyjmujesz tego do wiadomości.. wypierasz to.. bezsensu.. ale ok.. Kochanki sa fajne, uszczęśliwiają naszych mężów, mają to " cuś" w sobie czego my wstretne, leniwe, grube , śpiace  non stop zony nie mamy i miec nie będziemy.. Zasłużyłysmy sobie na zdradę.. Teraz ok? pasuje?

119 Ostatnio edytowany przez Aragorn-estel (2012-05-15 10:19:12)

Odp: kochanka zawsze winna?

I Malwina i ja pisałyśmy, że żony też mogą być złe. Może ta była Twojego obecnego jest rzeczywiście dziwna. Nikt tego nie neguje. Ale chodzi nam do Jasnej Anielki o kolejność! Są powody do rozwodu...usazadnione powody, ale do zdrady nie ma!


A to co napisałaś poniżej to szczyt szczytów:

mikaxxs1 napisał/a:

A co do rozwodu, to sądzę, że rozwiódł się z nią na długo przed tym, kiedy mnie poznał. Kiedy to powiedział jej że jej nie kocha i nic tego nie zmieni. Tyle, że jeszcze jakiś czas siedział w tym domu bez sensu bo trzymała się go pazurami i szantarzowała dzieckiem, żeby zatrzymać za wszelką cenę.

BIEDACZEK, JAK JUŻ CIEBIE POZNAŁ I MIAL ALTERNATYWĘ, TO JAKOS NIE PRZEJMOWAŁ SIĘ JEJ SZANTAŻEM I ODFRUNĄŁ... Interesujące...

120

Odp: kochanka zawsze winna?

mikaxxs1... własnie tak ubiera swoją sytuacje w słowa bo tak jest w stanie z tym życ..w ten sposób ładniej to wszytsko wygląda.. a Ona nie zrobiła nic złego..ba!! ona wybawicielką jest.. reszta nie ma kompletnie znaczenia.. Ja mam dośc tej dyskusji bo mikaxxs1 zarzuca nam nie obiektywizm a sama ma TYLKO jedną wersję na wszystko. Dzieki.. nie ma sensu ten wątek.. dla mnie przynajmniej..

121 Ostatnio edytowany przez Aragorn-estel (2012-05-15 10:29:36)

Odp: kochanka zawsze winna?

Dla mnie też nie ma to sensu na dłuższą metę. Tak naprawdę pisane jest to samo bez przerwy, tylko ubrane w inne słowa...szkoda czasu.

122

Odp: kochanka zawsze winna?

Przeczytałam cały wątek ad A do Z i takie mam odczucia. Jeśli chodzi o pytanie "kochanka zawsze winna?" to ja twierdzę TAK i jeszcze raz TAK a precyzując WSPÓŁWINNA na równi ze zdrajcą ( bez względu czy robi to facet czy kobieta) Dla mnie nie ma usprawiedliwienia - powodów do zdrady a próby tłumaczenia się zdrajcy i jego kochanki/kochanka to tylko chęć umniejszenia swojej winy i tyle.
Co do ciebie droga autorko to logicznym jest że będziesz bronić swojego zdania jak niepodległości bo innym wypadku gdybyś przyznała rację tym które twierdzą że to co zrobiłaś (zrobiliście) było podłością to obraz twojego szczęścia nabawiłby się "brzydkiej rysy" a ty sama jak i twój wybranek okazalibyście się nie tak dobrzy, piękni i warci szczęścia jak próbujesz to sobie i nam wmówić. Musisz wierzyć w to co nam próbujesz wmówić bo tylko ta wiara pozwala ci widocznie spać spokojnie bez wyrzutów sumienia.
A jeśli chodzi o depresję żony tego pana to guzik wiesz o objawach depresji.
Myślę że twoja sielanka zawsze będzie miała w tle nieszczęście tej kobiety i do końca waszego związku cieniem będzie się kładła na wasze życie.

123

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

. Daję sobie obciąć dwie ręce, bo trochę życie znam.

MIKAXXXS1 już nic nie napisze;(( własnie jej rączki obcięło...

124

Odp: kochanka zawsze winna?

Krzyczę o kolejności i robię w kolejności. I jakl Ty teraz bez rąk wyrobisz? big_smile No i para rąk na forumowiczkę, czy pojedynczo? Bo ja księgowa też jestem.

Jak rozumiem poprawiłoby Ci bardzo humor, gdybyś znalazła kogoś w identycznej sytuacji - "weźmy się za rączki, kochamy Cię Mika". A tu ni ma. Nie rozumiem że tak trudno pojąć że nie zdradzam jak mi źle. I że jest nas więcej. Ja też zdradzana nie jestem. Można? Można.

Poprzednie partnerki mojego męża (owszem, straszna rzecz, ale on TEŻ dziewicem nie był, kyrie elejson, a kysz, zgiń przepadnij siło) mnie generalnie zwisają kalafiorem. Natomiast sposób rozstania mojego wtedy jeszczeniemęża z nimi - już nie. Dlatego byłam łaskawa dowiedzieć się czy mój małżonek w stosunku do przynajmniej ostatniej z nich - dźentelmenem przy rozstaniu był. Bo że rozstany - to podstawa. Ale czy mimo jej karygodnych wyskoków, manipulanctw, jakichś bankowych historii - czy on, mimo to - zachował się z honorem. Bo to świadczy. Jak mężczyzna kończy.

A to jaka tamta kobita była, co wyprawiała nawet już ponad dwa lata po oficjalnym rozstaniu, wyprowadzce, podziale, jakim ona jest człowiekiem czy inną amebą - to mni wali. To wpływu nie ma. To co i jak zrobił mój wtedy jeszczeniemąż - wpływ ma. Tak na przykładzie.

125

Odp: kochanka zawsze winna?
mikaxxs1 napisał/a:

Mam niestety wrażenie, że większość z was albo nie ma dzieci albo w sposób dla mnie niezrozumiały je pomija w tym wszystkim. Ja napisałam jasno, że właśnie ze względu na dzieci były u nas podejmowane próby ratowania naszych związków poprzez nasze rozstania się, była nawet terapia małżeńska. Która nic nie dała a tylko uświadomiła, że rozstanie jest nieuchronne. Ale pewnie kiedy spotka się kogoś ważnego, należy wpaść do domu i wszystko rzucić, a dzieci co tam, po co o nich myśleć.
Teraz jeszcze coś. Piszecie o tym jak to mąż/żona oszukał, zdradził, podeptał zaufanie.... Powiem ostro ale trudno, na głupotę zawsze tak reaguję: POPUKAJCIE SIĘ W TE SWOJE ŁBY! Kto tu kogo zdradził??? Mąż/żona , bo nie wytrzymał psychicznie wiecznego urągania, dyrygowania, wrzasków, rozkazów itd. itp. Czy zdradziła ta druga strona, która to nam ślubowała dbać o nasz związek, wspólnie nad nim pracować, być ze sobą, dbać O SIEBIE!!! A zaniedbała, pomiatała nami przez kilka dobrych lat, w nosie miała nasze uczucia i szacunek do nas. Ale to my mamy po tym wszystkim myśleć o szacunku dla kogoś, kto zmarnował nam kilka dobrych lat życia. Tak było akurat w moim  przypadku! O jakim szacunku mowa dla kogoś, kto przez lata miał nas za domową siłę roboczą. Traci się szacunek dla kogoś takiego. Mało tego. Kiedy się wreszcie odchodzi, to obok myśli o rozpadnięciu się rodziny, o tym, że coś nam w życiu nie wyszło pojawia się też inna myśl. Satysfakcja... tak, satysfakcja. Masz draniu za swoje, za to wszystko co mi zrobiłeś... Ktoś pomiata nami przez lata, nie wzruszają go nasze łzy, nasz ból. Ale my mamy obowiązek go szanować, on takiego obowiązku nie miał. Czy Wy jesteście normalne????
Przestańmy urągać nad skutkiem a zacznijmy się zastanawiać nad POWODEM. Gdyby ludzie bardziej się na tym skupiali mniej byłoby zdrad, kochanków, kochanek i porzuconych. Nikt normalny nie zdradza, nie porzuca ot tak, bez powodu. Nikt normalny. Nie mówię tu o zwykłych skokach w bok, zabawie na boku ot tak, dla zabicia nudy. Bo to jest nienormalne i tego nie pochwalam. Ale gdy ktoś niszczy nas jako człowieka, choć obiecał miłość i szczęście to należy mu się nie tylko porzucenie ale i solidny kop w tyłek! Bo to on nas zdradził a nie my jego.
TEO - jesteś bardzo mądrą kobietą. Mam nadzieję, że tak szczęśliwą, jak na to zasługujesz. Oby więcej takich rozumnych żon, a mniej będzie zdradzających mężów.

BRAWO za ta odpowiedz ja też jestem żoną która była bita 17 lat kopana mój kochany mąż pił bił używał noży pluł wyzywał od świń chociaż jestem naprawdę jak mówią inni fajna jak na swoje lata i ja mam mieć szacunek do kogo i to święta  prawda byłam tchórzem bałam się jego nawet w obecnosci policji dopiero nowy facet dodał mi odwagi i siły do walki z tym tyranem i przepraszam za słowa ale dzisiaj gówno mnie obchodzi przysięga małżenska jego nie obchodziła 17 lat więc niech teraz płacze i robi co chce mój związek to tylko konsekwencja jego zachowania

126

Odp: kochanka zawsze winna?

DOMA masz dzieci z tym tyranem? Jeśli tak, to gdzie one były przez te 17 lat?

127

Odp: kochanka zawsze winna?
DOMA napisał/a:

BRAWO za ta odpowiedz ja też jestem żoną która była bita 17 lat kopana mój kochany mąż pił bił używał noży pluł wyzywał od świń chociaż jestem naprawdę jak mówią inni fajna jak na swoje lata i ja mam mieć szacunek do kogo i to święta  prawda byłam tchórzem bałam się jego nawet w obecnosci policji dopiero nowy facet dodał mi odwagi i siły do walki z tym tyranem i przepraszam za słowa ale dzisiaj gówno mnie obchodzi przysięga małżenska jego nie obchodziła 17 lat więc niech teraz płacze i robi co chce mój związek to tylko konsekwencja jego zachowania

ale wiesz, że to, że dopiero nowy partner pozwolił Ci się wyzwolić z uzależnienia od męża tyrana i alkoholika może świadczyć o tym, że jesteś osobą współuzależnioną? Jeśli potrzebowałaś jednych rąk, które "wyzwoliły Cię" z innych rąk... to czy dzisiaj poradziłaś sobie z 17 latami współuzależnienia i nie masz syndromu zony alkoholika? ten syndrom ma rózne oblicza - np. niepewność, uzależnienie swoje szczęscia od uwagi partnera, potrzeba nadmiernej kontroli otoczenia itp...

DOMA - chodzi o to, że doskonale zrobiłaś zostawiając swojego męża tyrana i powinnaś to zrobić 17 lat temu. Ale sytuacja twoja i koleżanki Miki jest nieporównywalna. Koleżanka mika uszczęsliwiła nieszczęsliwego mężusia i tkwiła w trójkącie, albo czworokącie długo - bo tak jej było wygodnie. a na dodatek twierdzi, że była w prawie, bo przeciez tamta żona to na pewno dno.. bo jakżeby inaczej..
rozumiesz?
my nie polemizujemy z nieszczęsciem, trudnymi wyborami, decyzjami, zakrętami zyciowymi.
MIKA pisze nam tu i tłumaczy, że:
każda z nas zrobiłaby to samo na jej miejscu (znaczy przychodzi facet i mówi, moja zona to zołza - uszczęsliw mnie.. a ja mówię.. w zasadzie, mój mąz tez się mną nie przejmuje - a ja sprzątam dbam opiekuje się, a on niezaiteresowany, jestem taka samotna.. więc robimy sobie sprytny czworokącik i szukamy uzasadnienia - zona mnie nie rozumie, wcale ze sobą nie spią, przeciez dzieci widza złe wzorce i potem nastepuje ROZPAD.

a my po proostu mówimy, że kolejnośc nie ta. i to, że tak wybrała, wcale nie oznacza, że jest bialutka.. jest szarutka.. i tyle i musi się z tym pogodzić.

128

Odp: kochanka zawsze winna?
Kriss napisał/a:

DOMA masz dzieci z tym tyranem? Jeśli tak, to gdzie one były przez te 17 lat?

tak mam dzieci i to troje i to jedyne co piękne mi dał niestety wiele bardzo wiele widziały na własne oczy dzisiaj są pod opieka psychologa i są cholernie szczesliwe ze mam nowego pertnera którego wrecz uwielbiają do tej pory były za małe kiedy podrsły same prosiły mnie o odejscie od ojca i okazało sie ze maja wiecej odwagi niż ja z usmichem na twarzy siedziały u prokuratora a syn jeszcze mu powiedział kiedyś ci wjebie tak jak ty mamie zebys poczuł taki ból jak czuła mama wiec uwierzcie nie mam zadnych wyrzutów sumienia teraz tylko usmiech zemam wspaniałe dzieciaki . A A A JUTRO MAM ROZWÓD  trzymajcie kciuki

129

Odp: kochanka zawsze winna?
End_aluzja napisał/a:
DOMA napisał/a:

BRAWO za ta odpowiedz ja też jestem żoną która była bita 17 lat kopana mój kochany mąż pił bił używał noży pluł wyzywał od świń chociaż jestem naprawdę jak mówią inni fajna jak na swoje lata i ja mam mieć szacunek do kogo i to święta  prawda byłam tchórzem bałam się jego nawet w obecnosci policji dopiero nowy facet dodał mi odwagi i siły do walki z tym tyranem i przepraszam za słowa ale dzisiaj gówno mnie obchodzi przysięga małżenska jego nie obchodziła 17 lat więc niech teraz płacze i robi co chce mój związek to tylko konsekwencja jego zachowania

ale wiesz, że to, że dopiero nowy partner pozwolił Ci się wyzwolić z uzależnienia od męża tyrana i alkoholika może świadczyć o tym, że jesteś osobą współuzależnioną? Jeśli potrzebowałaś jednych rąk, które "wyzwoliły Cię" z innych rąk... to czy dzisiaj poradziłaś sobie z 17 latami współuzależnienia i nie masz syndromu zony alkoholika? ten syndrom ma rózne oblicza - np. niepewność, uzależnienie swoje szczęscia od uwagi partnera, potrzeba nadmiernej kontroli otoczenia itp...

DOMA - chodzi o to, że doskonale zrobiłaś zostawiając swojego męża tyrana i powinnaś to zrobić 17 lat temu. Ale sytuacja twoja i koleżanki Miki jest nieporównywalna. Koleżanka mika uszczęsliwiła nieszczęsliwego mężusia i tkwiła w trójkącie, albo czworokącie długo - bo tak jej było wygodnie. a na dodatek twierdzi, że była w prawie, bo przeciez tamta żona to na pewno dno.. bo jakżeby inaczej..
rozumiesz?
my nie polemizujemy z nieszczęsciem, trudnymi wyborami, decyzjami, zakrętami zyciowymi.
MIKA pisze nam tu i tłumaczy, że:
każda z nas zrobiłaby to samo na jej miejscu (znaczy przychodzi facet i mówi, moja zona to zołza - uszczęsliw mnie.. a ja mówię.. w zasadzie, mój mąz tez się mną nie przejmuje - a ja sprzątam dbam opiekuje się, a on niezaiteresowany, jestem taka samotna.. więc robimy sobie sprytny czworokącik i szukamy uzasadnienia - zona mnie nie rozumie, wcale ze sobą nie spią, przeciez dzieci widza złe wzorce i potem nastepuje ROZPAD.

a my po proostu mówimy, że kolejnośc nie ta. i to, że tak wybrała, wcale nie oznacza, że jest bialutka.. jest szarutka.. i tyle i musi się z tym pogodzić.

masz całkowitą rację jak mnie zdradzał to zapewne też byłam ta zła co go zanidbuje i jest zimna jak lód tylko co niby miał powiedziec zdradzajac ? prawdę ? to tchórze a prawda jest jedna nie da się wybudować szczescia na pogorzelisku trzeba najpierw posprzatac ale do tego potrzeba odwagi ja jej nie miałam teraz ma JUTRO MAM ROZWOD

130

Odp: kochanka zawsze winna?
DOMA napisał/a:
End_aluzja napisał/a:
DOMA napisał/a:

BRAWO za ta odpowiedz ja też jestem żoną która była bita 17 lat kopana mój kochany mąż pił bił używał noży pluł wyzywał od świń chociaż jestem naprawdę jak mówią inni fajna jak na swoje lata i ja mam mieć szacunek do kogo i to święta  prawda byłam tchórzem bałam się jego nawet w obecnosci policji dopiero nowy facet dodał mi odwagi i siły do walki z tym tyranem i przepraszam za słowa ale dzisiaj gówno mnie obchodzi przysięga małżenska jego nie obchodziła 17 lat więc niech teraz płacze i robi co chce mój związek to tylko konsekwencja jego zachowania

ale wiesz, że to, że dopiero nowy partner pozwolił Ci się wyzwolić z uzależnienia od męża tyrana i alkoholika może świadczyć o tym, że jesteś osobą współuzależnioną? Jeśli potrzebowałaś jednych rąk, które "wyzwoliły Cię" z innych rąk... to czy dzisiaj poradziłaś sobie z 17 latami współuzależnienia i nie masz syndromu zony alkoholika? ten syndrom ma rózne oblicza - np. niepewność, uzależnienie swoje szczęscia od uwagi partnera, potrzeba nadmiernej kontroli otoczenia itp...

DOMA - chodzi o to, że doskonale zrobiłaś zostawiając swojego męża tyrana i powinnaś to zrobić 17 lat temu. Ale sytuacja twoja i koleżanki Miki jest nieporównywalna. Koleżanka mika uszczęsliwiła nieszczęsliwego mężusia i tkwiła w trójkącie, albo czworokącie długo - bo tak jej było wygodnie. a na dodatek twierdzi, że była w prawie, bo przeciez tamta żona to na pewno dno.. bo jakżeby inaczej..
rozumiesz?
my nie polemizujemy z nieszczęsciem, trudnymi wyborami, decyzjami, zakrętami zyciowymi.
MIKA pisze nam tu i tłumaczy, że:
każda z nas zrobiłaby to samo na jej miejscu (znaczy przychodzi facet i mówi, moja zona to zołza - uszczęsliw mnie.. a ja mówię.. w zasadzie, mój mąz tez się mną nie przejmuje - a ja sprzątam dbam opiekuje się, a on niezaiteresowany, jestem taka samotna.. więc robimy sobie sprytny czworokącik i szukamy uzasadnienia - zona mnie nie rozumie, wcale ze sobą nie spią, przeciez dzieci widza złe wzorce i potem nastepuje ROZPAD.

a my po proostu mówimy, że kolejnośc nie ta. i to, że tak wybrała, wcale nie oznacza, że jest bialutka.. jest szarutka.. i tyle i musi się z tym pogodzić.

masz całkowitą rację jak mnie zdradzał to zapewne też byłam ta zła co go zanidbuje i jest zimna jak lód tylko co niby miał powiedziec zdradzajac ? prawdę ? to tchórze a prawda jest jedna nie da się wybudować szczescia na pogorzelisku trzeba najpierw posprzatac ale do tego potrzeba odwagi ja jej nie miałam teraz ma JUTRO MAM ROZWOD

Jeszce jedno tak byłam współuzależniona ale to chyba już za mną chodzę do psychologa który mi bardzo pomaga i teraz jak nigdy czuję się silna

Posty [ 66 do 130 z 144 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » kochanka zawsze winna?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026