....ja nie umiałabym lepiej tego ując.. kazdy człowiek ma jakies wartości, zasady, reguły... i dobiera sobie do pary kogos z kim pod tymi względami się zgadza... jeśli ten ktos zawodzi.. to sa 3 ( aż) wyjścia; zmienic siebie i dopasowac się do drugiej osoby, nie zmieniac się i odejść, trwac w zawieszeniu i szarpac sie..
Nie wiem czy to poczucie rozczarowania powoduje,że patrze na niego już inaczej, czy klapy z oczu mi opadly.. czy on się zmienil.. nie wiem.. ale wiele, większość nie pasuje i nie odpowiada mi w nim.. i to mnie zastanawia.. bo analizuje w kółko czy moze to ja mam jakies skrzywienie czy jestem obiektywna??
Przyjmuje kilka wersji mojej sytuacji. Między innymi załozyc powinnam ,że jednak moja intuicja mnie nie zmylila i on mial jakies te-ta-te z jakąs koleżanusią. Wsiąkł moze emocjonalnie i dlatego ze mna postepuje juz inaczej.. Moze to jest takiego kalibru sytuacja,że z tego " romansiku" nie byłoby chleba w sensie rozwodu ze mna i zakladania nowego związku bo.. z róznych powodów. Ale jak ktos sie zadurzy to krązy myslami wokol tego obiektu zadurzenia.. I co wtedy?? jak liczyc na lojalnosc?? uczicwość?? a przeciez to się czuje..........
Przyjmuje wersje też,że to ja sobie to wszystko ubralam w okoliczności nierealne.. ze to z mojej strony tylko tak wyglądalo.. ze powinnam moze uwazglednic to co on mowi.. jak to tlumaczy..??? to dlaczego mnie to tlumaczenie nie przekonalo...???????
I co teraz? jak jest mi xle będe siebie oklamywala,że to się zmieni..? czasu nie cofne.. nie mam wplywu na niego.. moge tylko poczekac jeszcze i w ten sposb sprawdzić swoja wytrzymałośc i jego dalsze poczynania......
jedno wiem .. wiem co zrobie po rozstaniu... wiem jak się zachowam, jak postapie, jak pokieruję SOBĄ... a dlaczego tow iem? bo ciagle mysle,że do tego dojdzie.....................