Malwina69 napisał/a:hmhmhmhm ale ja za nim nie latam... wrę?cz odwrotnie.. zarzuca mi,że nie dbam o niego, nie interesuje się nim, nie slucham go.. oczywiscie,że to nieprawda ale nie latam na bank. Nie wiem jak mam postepować. Nie wiem co robic aby byc zgodna z sama soba i z nim.. boje sie ze to niemozliwe.
Malwina, na takim rozdrożu, bo już nie zakręcie, ja funkcjonuję jakiś rok... wczęsniej była emocjonalna hustawka i byłam zajęta ratowaniem mojej godności, analizowaniem potrzeb, radzeniem sobie z cierpieniem, bólem. Od roku, gdy częśc emocji ucichła, żyje na rozdrożu.
Bo niewazne co mówi mój mąż, co mówią wszyscy, niewazne, czy to był błąd, niewazne czy się chłopina pogubił.
We mnie jest tak wielkie wewnętrzne silne, pewne przekonanie - że człowiek, który kocha i szanuje swoją partnerkę/swojego partnera nie robi tego, co robił mój mąż....... i to przekonanie sprawia, że będąc z nim nie potrafię być w zgodzie ze sobą.
Bo gdy jestem z nim, to zatracam swoje zasady, wartości i przekonania.
I chociaz racjonalnie i emocjonalnie można sobie z takiego związku korzystać i w nim być. To poziom mojego zinternalizowanego, najgłębszego ja - siedzi w klatce, wyje i wali pięściami w drzwi....
I myslę sobie, że gdy taka duża niezgodność panuje na poziomie JA - to może dlatego ciągle boli mnie głowa, a nie dlatego, bo alergia???
i myślę sobie, że istnieje ryzyko, że przestanę wyć i walić w drzwi.. a wtedy wszystko stanie się obojętne.
I myślę sobie, że jak tak już sobie - dla świętego spokoju, dla racjonalnych pobudek, z litości, z resztek emocji i chęcia chronienia najbliższych - zobojętnieje... to przestane być sobą. A więc zatrace to wszystko co wazne i atrakcyjne. A wtedy nie będzie juz nic...
Wiem wiem, moje drogie internetowe koleżanki forumowiczki - widzicie to, przewidujecie, radzicie co mam zrobić.
ja- tak samo jak Monia i malwina czekam na pewność. Gdyby mój mąz poszedł do tamtej, jak mąż Moni - miałabym pewność.. ufffff, ulga że weź... ktoś za mnie podjał decyzję
dzisiaj jestem bardziej w sytuacji malwiny - zachodzą we mnie zmiany... zmiany które powodują, że coraz mniej jest po co..
ale cięzko tak "nieradykalnie" coś mnienić.. co nie??? bez takiego wyraznego, namacalnego, pewnego, jasnego, usprawiedliwiającego powodu.
Moje drogie. Mój mąz jest naprawdę fajnym czlowiekiem. zapomnijmy o tym, że mnie zranił. gdyby nie to, nie miałabym żadnych rozterek.
mój mąz jest czuły wrazliwy, inteligentny, zabawny.... gdybym spotkałą dzisiaj kogos takiego - oszalałabym...
ale niestety... nie potrafię zapomnieć i uznać, że dziś jest jutro a nie wczoraj....
malwina, rozumiem jak to jest. niby wszystko gra, tylko nasze serce juz tak nie reaguje....