Dziękuję, wreszcie ktoś kto chce mnie wysłuchać. Nie wiem czego mogłabym chcieć od Was. Cieszę się że jest ktoś kto stoi obok i chce mi pomóc.
U terapeuty byliśmy najpierw on potem ja. Ale lepiej się czuję nie chodząc tam. Wolimy wydać te pieniądze na wspólne wyjścia do restauracji, na kurs tańca. Wtedy jest na dobrze. Ogólnie razem czujemy się bardzo dobrze. Teraz potrafimy się razem śmiać, chodzić za rękę, uprawiać sex.
On mówił że mnie nie kocha po dużej kłótni. Stwierdził, że wyciągnęłam od niego zdania których nie chciał powiedzieć (właśnie te że mnie nie kocha). Teraz jak go zapytałam jak on to wszystko widzi mówi, że to nie jest tak, że on mnie wcale nie kocha, ale że do tamtej czuje takie nagłe uczucia. Kładzie się do łóżka jest dobrze, ale w nocy gdy się przebudzi potrafi go zakuć w sercu z tęsknoty za nią. Wczoraj np. całkowicie o niej zapomniał, a załatwiał wspólny obiad (służbowo). Jak tłumaczył kiedyś było to dla niego coś super, że załatwiał coś dla nich, a wczoraj całkowicie o niej zapomniał (to ja przypomniałam mu mówiąc że jestem zazdrosna o to że zjedzą razem). On był naprawdę szczęśliwy, że już zapomina.
Nie zrozumcie mnie źle on jest dobrym facetem, dba o mnie, martwi się, szanuje mnie (zagubił się).
Ja nie byłam dobrą żoną. Siedziałam 5 lat z synem, kiedy on wracał zamiast miłej żony miał czarownicę. Byłam zła o wszystko: o to że jest zmęczony po pracy, że na sms’a odpisał po 30 minutach, że umówił się z kuzynem na siłownię – dosłownie o wszystko!
Od kiedy zaczęłam pracę u nas się dużo zmieniło (pracuję od kwietnia). Jestem uśmiechnięta, radosna, mówię komplementy, przytulam się, zabrałam się za siebie. Sam przyznał, że gdyby nie ta moja zmiana nawet nie chciałby ratować tego co było między nami. Na początku nadal nie widział mojej zmiany, myślał że to chwilowe. Teraz wie, że po prostu jestem taka.
Mówi, że to ja jestem ładniejsza, że lepiej całuję, że lubi moich rodziców, ale przez ostatnie miesiące tyle się wydarzyło, że on się już sam siebie boi. Jest strzępkiem nerwów. Ja zresztą też.
Chce być z nim pod warunkiem, że będzie tak jak teraz. Gdy potrafimy rozmawiać, czuć co czuje druga osoba nawet gdy nas nie ma koło siebie (u nas w pewnym momencie to się wypaliło).
A z tym zerwaniem przez Nią to może trochę uprościłam, już opisuje dokładnie.
On był niezadowolony z żony, ona kokietuje wszystkich facetów, on się złapał w sidła (jest piekielnie przystojny).
Rozmawiali, poznawali się, wyjeżdżali razem na delegacje, uczucie kwitło. Kiedy On się złapał na tym że ona coś czuje, zerwał. Ale nadal w domu kiepsko więc udało jej się go znowu jakoś przekonać. Zrywał 3 razy (ona przez ten czas wcale). Ostatni raz z nią zerwał gdy mi o wszystkim powiedział, oświadczył mi się ponownie, pojechaliśmy na 4 dni bez dziecka – było super, do ostatniego dnia gdy ja znowu popsułam atmosferę rozmawianiem o niej. Ale najgorsze przyszło w środę (16.11) zaczęłam jak kat nad ofiarą wypytywać, dręczyć – nie wiem czemu, nie pytajcie, po prostu sama siebie wtedy nie poznawałam. Wtedy on pękł widziałam to, ale było już za późno stało się!
Wtedy on chciał już rozwodu, ale Ona powiedziała że zaczęła sobie układać życie na nowo i jeszcze miesiąc temu zrobiłaby dla niego wszystko to teraz już nie (myślę że z jej strony to nie była miłość).
Weekend był najlepszy jaki mieliśmy odkąd się znamy – puściły nerwy, bez napięć bez oczekiwań. W niedzielę powiedział mi, że teraz nawet gdybyśmy się rozstali on do niej nie wróci (raz że ona nie chce, a dwa że widać go nie kochała).
W poniedziałek miałam dość (a w sumie nic się takiego nie działo, chyba o niej pomyślał) byliśmy na basenie niby wszystko ok, ale powiedziałam że mi się wyprowadzić. On nie chce on chce być ze mną. Ja też tego chce ale chciałam pokazać, że może mnie stracić – troszkę zadziałało.
Wczoraj było bardzo fajnie, pomimo mojej wizyty u psychologa, gdzie jak to ja się rozryczałam, ale on po wyjściu z gabinetu (czekał na mnie w aucie, bo wizyta kończyła się o 22, a on się o mnie martwił, że pojadę sama) wsparł mnie, rozśmieszał, potem całował, sex (nawet nie wiem czy ten wczorajszy nie był tylko po to żeby się rozładować). Było dobrze.
Trudno mi się rozstać gdy wiem, że gdyby były dni bez myślenia o niej, bylibyśmy teraz małżeństwem idealnym. On robi wszystko żeby o niej zapomnieć. Stwierdził rzuciłem palenie, z tym też dam sobie radę. JA CHCĘ W TO WIERZYĆ! Przepraszam że się tak rozpisałam