Dziewczyny, mało się udzielam, ale podczytuję Was w pracy. Jestem więc na bieżąco.
Silky
A tej mąki, to z mojego doświadczenia, chleba nie będzie. Nie dobraliście się, nie rozumiecie, nie potraficie się spotkać. Od czasu do czasu, idziecie na kompromis, ale po chwili wraca wszystko do normy.
Znam to z własnego doświadczenia. Przez wiele lat starałam się akceptować za wszelką cenę, tłumaczyć jakieś odchyły, raniące mnie zachowania, zaakceptować go takim jaki jest. Starałam się. I nawet w jakimś momencie wydawało mi się, że jest dobrze. Nie super, lecz dobrze. Ze to się potoczy już normalnie. On krótko po tym zaczął romans. I to wszystko, co jakoś przeczuwałam (jego małość, egoizm, głupota, brak zasad i wartości) wyszło w tak niskim, złym, wrednym działaniu, jakby zły sen się sprawdził. To wszystko, co podejrzewałam, przeczuwałam, wyszło w tak brutalny sposób. I to zero mnie zostawiło, a ja zostałam jak głupia z rozdziawioną gębą.
I to ja nie umiałam tego skończyć. Czepiałam się, jak rzep psiego ogona.
Widać musiałam zostać obrzucona pomyjami, aby do mnie dotarło, że my do siebie nie pasujemy. I nigdy nie pasowaliśmy.
Gdyby on był obcym człowiekiem, czy lubiłabyś spędzać czas w jego towarzystwie? Czy dobrze bawiłabyś się? Czy mogłabyś porozumieć się z takim człowiekiem?
Z perspektywy czasu wiem,że ważniejsze jest, aby się lubić, a nie kochać. Bo miłość i tak kiedyś odchodzi, a swoboda, dobrostan, wolność w obecności drugiego człowieka pozostaje lub nie. Dzisiaj nie utrzymuję kontaktu z eks. Bo po co? Ktoś taki nie mógłby być moim znajomym, kolegą, a zdecydowanie nie przyjacielem .
Wiem także, że już nigdy nie pójdę na tak dalekie kompromisy. Jeżeli jeszcze kimś będę, to tylko z osobą, z którą będę się czuła dobrze i swobodnie. Będę mogła być i czuć się sobą. I taką właśnie mnie ktoś zaakceptuje, i ja kogoś. Tak po prostu, tak bez wysiłku.
Przeciwieństwa może się i przyciągają, lecz tkwić w tym wiele lat - to sztuka.
Mam koleżankę. Przez pewnie z 15 lat ciągle niezadowolona, smędząca, z nosem na kwintę, walcząca z wiatrakami.
Poszła w tango z Galopantem. I od 5 lat patrzę na szczęśliwą, kwitnącą, tryskającą zadowoleniem kobietę. Jej tekst "nie myślałam, że można być tak szczęśliwą" daje mi bardzo do myślenia. Weryfikuje moje spojrzenie na tych złych, co rozwalają rodzinę dla głupot. Mój eks poszedł za 17 lat młodszą "miłością", która i tak go pogoniła. Przegrał. Ale inni, jak ta moja koleżanka, wygrywają. Życie nie jest proste, wybory też nie są proste. Można wygrać, i przegrać.
Ale jedno jest pewne. Należy GRAĆ. A Ty nie grasz, Ty tylko dostosowujesz się.
A może spróbuj inaczej?
Bądż sobą, tak na maksa. Rób to, co chcesz, żyj tak jak marzysz. Walcz o SIEBIE. Jeśli na takim poziomie się nie spotkacie, nie będziecie umieli ze sobą żyć. Jeśli ktoś sobie z tym nie poradzi, wtedy Ty będziesz silniejsza. I dopiero wtedy podejmiesz decyzję w wolności.
Mnie jest dzisiaj dobrze samej ze sobą. Nie cudownie, ale dobrze. Ktoś z zewnątrz może mi coś dać, albo odebrać. Jeśli będzie próbował odebrać, nie będzie dobrze. Jeśli będzie mi/nam dobrze tak po prostu ze sobą, jeśli będziemy sobie mogli coś dać, wzbogacić wzajemnie swoje życie, to wejdę w to. Ale odebrać sobie coś - już nie pozwolę.
Silky, dlaczego podchodzisz ciągle do jabłoni i dziwisz się, że to gruszki na niej rosną?
Jabłoń i grusza mogą ze sobą współistnieć, symetrycznie obok siebie. Na swoich własnych nogach, szanując i akceptując swoją odrębność. Ale tylko tak.
Co prawda wiem, że na jabłoni można zaszczepić kawałek gruszki, i pewnie jeszcze coś. Ale pień to i tak będzie gruszka. Nie daj sobą zawładnąć, zdominować się. Bądż gruchą całą gębą. I zobaczymy, co jabłoń z tym zrobi? Albo grucha.