Kobiety na zakręcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Strony Poprzednia 1 … 427 428 429 430 431 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27,821 do 27,885 z 29,007 ]

27,821 Ostatnio edytowany przez renatta (2016-03-22 19:24:59)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie przedswiatecznie. U mnie jutro zakupy, w czwartek pieczenie ciast, w piatek - dekoracja domu, a pozniej to juz  celebrowanie odrodzenia. Wielka noc moze byc wielka dla kazdej z nas. Moze dla ciebie Madam tez - nowe zycie, nowy (stary) maz, nowy zwiazek. jest szansa to dlaczego z niej nie skorzystac?  Lilka pisalas kiedys, ze Twoj maz jest dobry jak chleb. Jakie to dobre. Dobre jak chleb wlasnie. Ciesze sie Twoim szczesciem. I Waszym - zarobionym szczesciem Endi, energicznym Mussu, szczesciem w drodze Twoim Pytajko. Ale czy nie kazdej z nas to szczescie jest w drodze?

I poki zyjemy mamy szanse. Nie wszyscy dozyja tej wielkiej nocy. Mam taka nizgode na wojne, ktora dzieje sie na naszych oczach, w ktorej giniemy i - nic nie robimy. Zaczelam dzisiaj temat w biurze (z dalszymi znajomymi) i - postawa zupelnej biernosci "co mozemy zrobic?". Mam niezgode na te wojne i na biernosc. Mam niezgode na krzywde. I mowie o tym, gdzie moge i zyje najlepiej jak umiem. Tyle moge zrobic.

Pozdrawiam Was serdecznie. Pewnie wpadne do kawiarni jeszcze przed swietami. Kawiarnia "Na zakrecie" dziala zawsze chyba. W weekendy tez. Choc przynajmniej ja spedzam jak najmniej czasu w domu, a przy komputerze w szczegolnosci,  w weekend. Moze kiedys odezwie sie Malwina, zalozycielka Zakretu. Bylas mi szczegolnie bliska Malwino, gdy prawie rok temu zaczelam czytac Zakret. Jesli czytasz, pozdrawiam Cie. Pozdrawiam wszystkie kobiety, ktore nie siedza biernie  w obliczu zakretow - historii swiata i hisorii osobistych.

Zobacz podobne tematy :

27,822

Odp: Kobiety na zakręcie

Tak, Renatto.
Mam nowego Męża (z wielkiej litery, bo pomimo pogardy, jaką niestety wciąż czuję do człowieka, którym okazał się być wcześniej, szanuję go za pracę, jaką nad sobą wykonał i w niej trwa), nowy związek z szansą na powodzenie, jakiej nie miał kiedyś  (oczki ślepe nam się otwarły)... Ale - zapętliłam się. I nie umiem tego przerwać, zakończyć, a chyba już czas.
Następne kilka tygodni dam sobie jeszcze taryfę ulgowa; właśnie po raz drugi odstawiam antydepresanty (uratowały mi tyłek, ale duszy raczej zaszkodziły, od własnych uczuć -odcięly).

Wiosną idzie. Chyba czas się obudzić.
Dzięki, Zakrętki, że jesteście.

27,823

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie kochane Zakrętki smile

Ja mam podobne refleksje jak Ty Renatto. Wczorajsze wydarzenia w Brukseli i nie tylko tam, strasznie mnie zdołowały. Źle się dzieje w Europie i na wschodzie. Mam wrażenie, że już nikt tego nie jest w stanie opanować sad i ta bezsilność nasza, i lęk, bo doprowadzili do tego, że spoglądamy na ludzi o innym kolorze skóry ze strachem.
Marzyły mi się podróże, mojej córce szczególnie Paryż. I chyba już to pozostanie w marzeniach. Najzwyczajniej w świecie bałabym się. Może powiecie, że panikuję, że w moim mieście też w tramwaju ktoś się może zdetonować w imię Allaha, no ale cóż, nic na to nie poradzę.

Kochane dziewczyny, życzę Wam na te święta dużo spokoju, miłości, ciepła. Troszkę zatrzymania się w tym pędzie, pochylenia nad tym co na prawdę ważne.
Pozdrawiam was serdecznie i ściskam cieplutko smile

27,824 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-03-23 13:48:50)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć Dziewczyny

Ja martwię się tym, że to co teraz dzieje się na świecie to początek czegoś większego.
Ludzie cierpią od zawsze na świecie, tylko teraz się o tym mówi, ale nie o wszystkim, a dzieci żołnierze w Afryce, znacie ich cierpienie, a Czeczenia, Ukraina, Syria, to nie ma końca. Nienawiść zaślepia ludzi i to się raczej nie zmieni. Jednostki manipulują masami jak marionetkami.

Monia moja córka też marzy o Paryżu właśnie najbardziej, ale raczej się nie odważę.

Pozdrawiam Was wszystkie wiosennie  smile
Cieszmy się każdym dniem, bo może być ostatni.

Dziękuję Wszystkim za piękne życzenia.

Dziękuję za dobre słowa.

27,825

Odp: Kobiety na zakręcie

pani Shozofrenio
zadałas mi tysiąc pytań i w sumie musiałabym ci opisac cały ten czas...
póltora roku po zdradzie byłam tam, gdzie ty

w totalnej pętli
czy znalazłas mój wątek - jestem szczęśliwa? poszukaj i znajdź ten czas, który odpowiada Twojemu - zobaczysz, gdzie wtedy byłam

polecam Ci na szybko do obejrzenia prelekcje
Rethinking infidelity ... a talk for anyone who has ever loved

https://www.ted.com/talks/esther_perel_ … urce=email

jest z napisami po polsku

a potem zapraszam do refleksji

mój tez się staral
był taki moment, że chciałam odejśc, ale było mi głupio, bo przecież on się stara....

wszystko przed Tobą

27,826 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-23 17:25:38)

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

pani Shozofrenio
zadałas mi tysiąc pytań i w sumie musiałabym ci opisac cały ten czas...
póltora roku po zdradzie byłam tam, gdzie ty

w totalnej pętli
czy znalazłas mój wątek - jestem szczęśliwa? poszukaj i znajdź ten czas, który odpowiada Twojemu - zobaczysz, gdzie wtedy byłam

polecam Ci na szybko do obejrzenia prelekcje
Rethinking infidelity ... a talk for anyone who has ever loved



jest z napisami po polsku

a potem zapraszam do refleksji

mój tez się staral
był taki moment, że chciałam odejśc, ale było mi głupio, bo przecież on się stara....

wszystko przed Tobą

Talk for. .. jakiś czas temu przerobiłam ( po ang. wink) , cały czas czytam, gdzie byłaś na moim etapie.  Wątek "Jestem szczęśliwa -dajmy nadzieję. .." ( to ten?) jakiś czas temu też.
Ja tylko światełka potrzebuję. Jak to jest dalej, daleko dalej... Jakie jest Twoje DZIŚ.
Nie którędy, ale dokąd mam szansę  (lub nie ) dotrzeć. Czy dokadkolwiek?
Wiem, zapracowana jesteś. Mogę czekać, czas to akurat mam, oby nie do stracenia smile. A może w międzyczasie doczytam i znajdę odpowiedź na moje pytania.
Dziękuję.
P.S. Żadna ze mnie pani, już bardziej schizofrenia smile . Ale pan Soyka tak chciał, a ja go lubię, bardzo, to i Madame polubiłam.
P.P.S. Ja to chyba nie umiem się jasno wyrazić. Bo moje pytania można sprowadzić do jednego: czy na dziś, End_aluzjo, bez wahania powiedzialabys: było warto, nie żałuję? Tak lub nie, bez żadnych ale. Chyba, że tak już nigdy się nie da odpowiedzieć, to wtedy, dla mnie,  pupa blada... bo tego właśnie się boję. I tyle.

27,827

Odp: Kobiety na zakręcie

Kobitki i dziewczeta, prosze, nie wpadajmy w panike. To co sie stalo jest straszne, ale nie mozemy dac sie zastraszyc przeciez jakims oszolomom. Im wlasnie o to chodzi. Zebysmy sie bali z domow wyjsc, podrozowac, isc na zakupy, do restauracji. Ja teraz wlasnie jestem po spacerze nad budapesztanskim Dunajem i tutaj przynajmniej nie czuje sie tej atmosfery strachu a przeciez turystow od groma i cel jak kazdy inny, tez sa tutaj obcy i to calkiem sporo. Jutro bede leciec z przesiadka w Niemczech i co mam zrobic? Tak sobie pomyslalam, ze rownie dobrze moze mnie jakis pijany kierowca przejechac, zaspany motorniczy zderzy pociagi czy samolot poleci nie tam dokad powinien. Wiec co? Mam sie zabarykadowac w domu? Trudno, takie teraz to zycie jest, ale wole ryzykowac niz stac sie wiezniem wlasnego strachu.

A tak w ogole, to dzisiejsze czasy zawdzieczamy nie komu innemu jak gentelmenom w garniturach i z cygarami w dloni, ktorzy dla wlasnych widzimisie i korzysci rozwalaja co jakis czas spokoj i pokoj na swiecie. Religia to taka zaslona dymna i jak nie ISIS dzis to jutro kto inny bedzie strzelal.

Mimo wszystko ja lubie i lewacka liberalna Europe i podroze po niej i nie boje sie kazdego napotkanego opalonego czlowieka na ulicy. Inaczej nie moglabym zyc tak jak wlasnie umiem.Smialo ale ze swiadomoscia ulotnosci tego co dzis mam.

Mam nadzieje, ze po tym pierwszym szoku nie bedziecie pograzone w smutku i strachu o siebie i bliskich cieszyc sie swietami, wiosna, miloscia i radoscia z kazdego coraz cieplejszego dnia:)

27,828 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2016-03-25 12:22:24)

Odp: Kobiety na zakręcie

madame
nie mogę ci napisać, czy było warto, bo nie mogę tego porównać z innymi wyborami, których nie podjęłam
rozumiesz?

pewnie łatwiej byłoby mi odpowiedzieć na pytanie, czy żałuję, czy nie żałuję

ale w sumie, nie wiem, czego mam żałować, bo przecież nie przeżyłam innego życia, niż to, które przeżywam
a wszelkie inne historie są tylko moimi wyobrażeniami
bo nie mam pojęcia, jak wyglądałoby moje życie, gdybym te 6 lat temu powiedziała stanowczo NIE.

nie  byłoby lepsze, nie byłoby gorsze
byłoby inne
bo każde życie, które akurat przezywam jest dla mnie najlepsze

jeśli podjęłam taką decyzję, i jestem tutaj teraz, to znaczy, że to warte było przeżycia
bo gdyby nie było, to by mnie tu nie było
warto było żyć po swojemu i być sobą

i jeślibym wybrała coś innego - odpowiedziałabym tobie tak samo

warto wybierać to, co się chce

wybierać i żyć najlepiej

nie ma gorszego, lepszego życia
jest tylko to jedno - to moje
i warto w nim żyć i warto być sobą...

czy kusi mnie czasami perspektywa - a co by było gdybym wybrała inaczej - no jasne. myślę sobie wtedy - może byłam sama, ale miałabym święty spokój... od wszystkich i wszystkiego
a może byłabym wtedy z kimś fajnym, z motylkami w brzuchu?

różnie mogłoby być
ale nie jest

madame - moje życie po zdradzie nie przypomina tego przed zdrada
mój mąż nie jest tym człowiekiem, za którego wychodziłam prawie dwadzieścia lat temu za mąż
nic co robił, jaki był, przed zdradą, nie jest porównywane z tym, co jest teraz
żadna wartość wspólnej przeszłości i wspomnień nie przetrwała żalu i bólu po zdradzie

prawda jest prosta i oczywista
tamtego już nie ma
było, minęło i musiałam się z tamtym życiem pożegnać

teraz mam nowe życie
w zgodzie, w harmonii, we wzajemnej trosce - w którym najważniejszym człowiekiem dla mnie jestem ja
w którym dbam o siebie i swoje otoczenie i wiem, że jestem człowiekiem, na którym ja mogę polegać, kogo mogę kochać bezgranicznie i który zawsze będzie ze mną
cała reszta jest układem sił, sytuacji, wydarzeń i doświadczeń

ale centrum mojego wszechświata jestem ja

to nie jest egoizm
\to dojrzałe ułożenie proporcji i życiowych wpływów
bowiem ja i tylko ja decyduję o tym, co robię, jak robię i z kim żyje

i to ja zdecydowałam, że będę żyć z mężem zdradzaczem
to ja zdecydowałam, że chce mieć takie życie, jakie mam
\
tylko ja jestem za nie odpowiedzialna i tylko ja mam siłę by je zmieniać...

więc czy warto było żyć tak jak żyję?/ WARTO BYŁO

gdybym jednak wybrała inny scenariusz - napisałabym ci to samo


madame - wiem, że jest ci ciężko.spójrz na swojego męża z perspektywy, przymruż lekko oczy i spójrz na niego tak, jakby był dalej niż jest fizycznie - wiesz jak to zrobić?/

a kiedy tak na niego spojrzysz - uświadom sobie, że właśnie tam teraz jest - nie w odległości metra od ciebie, ale jakiś takich bezpiecznych, spokojnych trzech - czterech metrów...
i tam już zostanie

a teraz wyciągnij ręce i swobodnie obróć się wokół- widzisz, jaką masz dużą przestrzeń wokół siebie? ile swobody? na nic nie wpadasz, w nic nie uderzasz..
i tak zostanie

masz swój cały świat

nie ma znaczenia, czy zostaniesz z mężem, czy odejdziesz
znaczenie ma, jak traktujesz siebie, jak TY sobie poradziłaś ze zdradą, kim jesteś i jak o siebie dbasz

czy jesteś z nim, czy bez niego - to nie w jego oczach odbudujesz zaufanie do świata i życia, tylko w swoich...

27,829

Odp: Kobiety na zakręcie

Dzień dobry, Miłe Panie!

Nawet, niespodziewanie,  jak dla mnie, baaardzo dobry. Z zakupów wróciłam - no, żesz,  piękną mamy pogodę,  słońce, bezchmurne niebo, 17st... a najfajniejsze,  że ja, po raz pierwszy od dawna - ZAUWAŻYŁAM  smile. Oczywistość oczywista,  jak pogoda wpływa na samopoczucie - też kraj do życia sobie wybrałam, Kraina Deszczowcow  (w skrócie  UK). Aż żal do garów iść. ..
A jak w Ojczyźnie? Też pięknie czy nie bardzo?

End_Aluzjo, ustosunkuje się w wolnej chwili,  pomyślę przy garach.  Dzięki.

Miłego popołudnia.

27,830 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-03-25 14:54:40)

Odp: Kobiety na zakręcie

U mnie piękna wiosenna pogoda,  właśnie wróciłam ze spaceru po górach smile 
Racja Mussuko,  należy żyć jak zawsze.
Masz super pracę,  pasuje do Twojego charakteru.

27,831

Odp: Kobiety na zakręcie

Na chwile, zeby zyczyc stalym Zakretkom i tym, ktore nie dziela sie na forum swoimi historiami, ale wpadaja na Zakret posluchac i pomilczec, dobrych, radosnych Swiat.

27,832

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc Zakretki kupilam 50 jajek smile
30 dziewczyny pomaluja. 10 na salatki i 10 zeby bylo smile

Wesolych sczczesliwych i spokojnych swiat wam zycze.

27,833 Ostatnio edytowany przez benzyneria11 (2016-03-27 23:26:29)

Odp: Kobiety na zakręcie

Endaluzjo
jestem sama w wolności.

Mamy zupełnie inne doświadczenia, ale efekt bardzo podobny.
Żyję tak właśnie - 3-4 m ode mnie nikt - tylko JA. I tyle dookoła swobody. I coraz bardziej mi z tym cudnie i swobodnie.
A od 1,5 roku jestem sama, samotna.  Chyba po raz pierwszy w życiu, bo zawsze wydawało mi się, że  byłaby to kara za grzechy.
A teraz JA jestem w centrum wszechświata, taka fajna ja.
Przez dziesięciolecia żyłam w mniejszym, czy większym uzależnieniu od drugiej osoby. Teraz buduję świat tylko na sobie i dobrze mi z tym.
I dookoła mnie ludzie, których lubię i którzy mnie lubią,  dla mnie samej.

Dzisiaj miałam ognisko u siebie. Starzy ludzie, dorośli, dzieci duże i małe, psy i koty. Las dookoła. I było cudnie.
Życie potrafi być piękne w każdej odsłonie. A dojrzałość przynosi radość w odkrywaniu tych odsłon.
Czasami rano pytam: Co Boże dzisiaj mi dasz?
Wtedy mam fajny dzień.
Nigdy nie sądziłam, że mogę być szczęśliwa w samotności.
Ale należy wytrzymać długi okres bólu, lęku, samotności i nie bać się odkrywania siebie. a potem świata. Przetrzymać czas burzy i naporu. I odkryć szczęście w spokoju, zrównoważaniu, a także ciekawości, otwartości, spontaniczności.

Spokojnych Świąt życzę  Wam Zakrętki.

27,834 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-28 15:28:23)

Odp: Kobiety na zakręcie

End_aluzjo.

Ja, chyba, tak naprawdę,  wiem, przeczuwam wszystko, o czym piszesz. Tylko w tym moim kołowrocie nie umiem na chłodno poukładać? Pogodzić się z tą wiedzą? Nie umiem? Czy: nie chcę?  Święta Naiwności...

End_aluzjo. Benzynerio.
Nie muszę mrużyć oczu, by zobaczyć ten dystans. Oczy szeroko zamknięte.Widzę i czuję.
Utrzymywałam go całe życie. Bo ta swoboda obrotu. Bo wolność. Bo bezpieczeństwo. Bo miejsce na MNIE. Tak było i w poprzednim,  młodzieńczym, dziesięcioletnim, nigdy nie sformalizowanym związku. Ale wtedy - to był mój wybór.
Mój Mąż był pierwszym człowiekiem, któremu pozwoliłam podejść bliżej. A on o tym wiedział. Ale TEGO NIE ZROZUMIAŁ. I opluł.
Ta przestrzeń teraz wokół mnie, to nie swoboda. To pustka. Odsłaniając się,  uczyniłam się bezbronna. To chyba konsekwencja mojego jedynego w życiu obdarzenia kogoś totalnym zaufaniem. I dziś stoję przed lustrem i myślę: po co ci to było? Bo tu już nie chodzi o nas. Ale mój światopogląd, zasady, wartości. O wszystko, po czym on przejechał buldożerem. Bo nie zastanawiał się, po czym jedzie. Bo w tamtym momencie nie istniałam ja, tylko on... Po tym, jak dałam po sobie przejechać, ostał się ino cynizm.
On dziś mówi: czy ja musiałem zabić, żeby stać się człowiekiem?
I mówi: błagam Cię o wybaczenie. O to, żebyś wybaczyła sobie, że mnie kiedyś, w innym życiu,  wybrałaś. Nieprawdą jest więc, że myślenie nie boli wink .
Ale... co mi teraz po tym? ...obracam w palcach złoty(?) pieniądz...

Czasem przymykam oczy. By sobie na chwilę wyobrazić, że nie ma tej pustki. Że jestem ja, ze wszystkimi przyległosciami, i że jest on, na wyciągnięcie ręki. I nie umiem. I to taki paradoks,  bo zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę on nigdy wcześniej, ze swojej strony, nie był tak blisko, jak teraz. SERCE i ROZUM....

Mokrego Dyngusa, Miłe Panie!

27,835

Odp: Kobiety na zakręcie
lilka787 napisał/a:

Kochane Dziewczyny

Dołączam się do tych ciepłych życzeń Nineczki smile
Wypocznijcie, posłuchajcie swojego wewnętrznego "ja", posłuchajcie głosu swego serca, co ono mówi, zastanówcie się co czujecie i czego Wam potrzeba, bo to wszystko możecie sobie dać, spokój i harmonia jest na wyciągnięcie ręki, tylko sięgnąć.

Lily

Słucham. Odpocząć nie mogę. Bo kłócą się Serce i Rozum wink. Ręce wyciągam, nie sięgam.
Nie wiem, czy i mnie tego życzysz, ale sobie Twoje życzenia przywlaszcze.
Dziękuję i wzajemnie.

27,836 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2016-03-29 08:40:08)

Odp: Kobiety na zakręcie
Madameschizofrenia napisał/a:

End_aluzjo.

Ja, chyba, tak naprawdę,  wiem, przeczuwam wszystko, o czym piszesz. Tylko w tym moim kołowrocie nie umiem na chłodno poukładać? Pogodzić się z tą wiedzą? Nie umiem? Czy: nie chcę?  Święta Naiwności...

End_aluzjo. Benzynerio.
Nie muszę mrużyć oczu, by zobaczyć ten dystans. Oczy szeroko zamknięte.Widzę i czuję.
Utrzymywałam go całe życie. Bo ta swoboda obrotu. Bo wolność. Bo bezpieczeństwo. Bo miejsce na MNIE. Tak było i w poprzednim,  młodzieńczym, dziesięcioletnim, nigdy nie sformalizowanym związku. Ale wtedy - to był mój wybór.
Mój Mąż był pierwszym człowiekiem, któremu pozwoliłam podejść bliżej. A on o tym wiedział. Ale TEGO NIE ZROZUMIAŁ. I opluł.
Ta przestrzeń teraz wokół mnie, to nie swoboda. To pustka. Odsłaniając się,  uczyniłam się bezbronna. To chyba konsekwencja mojego jedynego w życiu obdarzenia kogoś totalnym zaufaniem. I dziś stoję przed lustrem i myślę: po co ci to było? Bo tu już nie chodzi o nas. Ale mój światopogląd, zasady, wartości. O wszystko, po czym on przejechał buldożerem. Bo nie zastanawiał się, po czym jedzie. Bo w tamtym momencie nie istniałam ja, tylko on... Po tym, jak dałam po sobie przejechać, ostał się ino cynizm.
On dziś mówi: czy ja musiałem zabić, żeby stać się człowiekiem?
I mówi: błagam Cię o wybaczenie. O to, żebyś wybaczyła sobie, że mnie kiedyś, w innym życiu,  wybrałaś. Nieprawdą jest więc, że myślenie nie boli wink .
Ale... co mi teraz po tym? ...obracam w palcach złoty(?) pieniądz...

Czasem przymykam oczy. By sobie na chwilę wyobrazić, że nie ma tej pustki. Że jestem ja, ze wszystkimi przyległosciami, i że jest on, na wyciągnięcie ręki. I nie umiem. I to taki paradoks,  bo zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę on nigdy wcześniej, ze swojej strony, nie był tak blisko, jak teraz. SERCE i ROZUM....

Mokrego Dyngusa, Miłe Panie!

madame. każdy z nas buduje wyobrażenie o samym sobie, swój obraz i wizerunek. z mojego wieloletniego (niestety) doświadczenia życia po zdradzie powiem Ci brutalną, ale niestety prawdziwą, prawdę.

Zdrada była naszym facetom PO COŚ. w tamtych relacjach, w tamtym seksie, w tamtym kombinowaniu , kłamaniu oszukiwaniu.
Obraz, który budujemy dla samych siebie jest POZYTYWNY. bo inaczej nie da się żyć.
a więc Twój mąż, mój maż żył w swoim obrazie

jestem atrakcyjny, męski, seksowny - zawsze jak się z nią spotykam jest chętna - czyli ja jestem taki siaki i owaki..

jestem mądrym, sprytny, niezniszczalny - potrafię tak pieknie kłamać, ustalać scenariusze,

jestem jak detektyw - snuje nitkę malutkich niedomówień, minimalnym oszustw

jestem taki dobry - nikogo nie ranię przecież - chronię zonę, a innej kobicie daję tyyyle szczęscia

jestem taki uczciwy - nie jestem jak inni faceci, bo (mój mówił, że niczego nie obiecywał i nie mówił o uczuciach - a zatem to nie była zdrada i romans tylko - jakies takie coś...)

i problemem jest to, że kiedy my sie dowiadujemy, to INTERPRETUJEMY to wszystko, co się stało, inaczej niż oni

oni mówią, to nie było ważne, nie ma znaczenia, nie miało wpływu na nasz związek, przeciez cię kocham....

my mówimy co innego

oni zrobią teraz wszystko, by ten idealny obraz samych siebie zachować - bo każdy z nas potrzebuje pozytywnego obrazu samego siebie...

więc slyszysz słowa - jak mogłem to zrobić, czy musiałem zabić, by zrozumieć, nigdy nie chciałem, uwierz, to już nigdy się nie zdarzy... itp...

twój obraz męża jest dzisiaj inny niż jego - więc wprowadzasz dysonans

zatem twój mąz staje sie teraz BOHATEREM...

a ty - pełna bólu, nienawiści i cierpienia mówisz - piszesz:

tak tak, zawiódł, zdradził, zranił....
ale się pokajał, przyznał do błędu, stara się, cierpi, jest na każde zawołanie..

BOHATER normalnie - co nie??

och madame - przechodzi te same schematy, co i ja..
mimo tego, że z jednej strony aż cię żołądek zkręca, jak na niego patrzysz, to z drugiej strony gracie w grę:
mój bohaterski mąż popełnił błąd, bo każdy ma przecież prawo do błędu, ale pojawiła się refleksja i budujemy od nowa....

i tak dalej i tak dalej


nO jak na to nie patrzeć

może i zdradził, może i sprzeniewierzył wszystko, co było dla ciebie wartością
ale jaki dzielny, jaki waleczny, jaki oddany - no jaki WYJĄTKOWY...

i tu trafiamy w sedno - WYJĄTKOWY..

dlaczego?/
bo SYTUACJA tego wymaga...

nasi mężowie zdradzając nie funkcjonowali w WYBORZE - tylko w sytuacji

to nie ich wina, że mieli romans madame:
to wina sytuacji, przypadkowego spotkania, środowiska, w którym pracują, pracy, która wykonują....

To nie ich wina, ani zasługa, że teraz są walecznymi bohaterami:
robią tak, bo tak trzeba, bo nie ma wyjścia, bo sytuacja zmusza....

I teraz madame dobra rada i nauczka, którą ja niestety przeszłam
dopóki twój mąż NIE ZROZUMIE - że każda chwila w jego życiu jest wyborem i że wyboru dokonuje TYLKO i wyłącznie on - nie wyciągnie wniosków z tej zdrady

jeśli np. za trzy lata wpadnie znienacka na ulicy na kochankę - i pójdzie z nią na kolacje - powie ci, że on NIE CHCIAŁ, ale SYTUACJA się zdarzyła, a on za nia podążył.. rozumiesz??

Dojrzałość i zrozumienie byłyby wtedy, gdyby - za trzy lata twój mąż wpadł na ulicy znienacka na kochankę i PODJĄŁ DECYZJĘ, DOKONAŁ WYBORU - co zrobi w tej sytuacji, bo wie, że on i tylko on ma wpływ na to, co sie wydarzy zaraz po tym wpadnięciu znienacka...

madame - ja sie bujałam ze zrozumieniem tego przez jakieś trzy lata
próbując interpretować jego zachowanie, szukając przyczyn,

a i tak musiało się zdarzyć jeszcze coś, by otworzyło mi oczy

napisałaś, jak mógł podeptać twoje wartości, zaufanie.
zakładasz, że ZDECYDOWAŁ, Że rozumie zasadę przyczyna-skutek

a ja ci mówię otwarcie i dam sobie rękę uciąć, że w całym tym przepraszaniu, przebaczaniu, co chwile słyszysz - nie wiem, jak mogłem, nie rozumiem, jak to się stało , byłem głupi, już nigdy więcej.... - rozumiesz?/ on mówi - nie wiem, co się stało, jak to się stało..

on ożywa formy bezosobowej, się stało madame....


zdradzają ludzie, którzy nie rozumieją zasady wewnątrzsterowności, nie przyjmują, nie chcą przyjąć, nie kierują się w życiu zasadą - każdego dnia, cokolwiek zrobię - pojmuję decyzje co do dalszej minuty mojego życia

zdradzają ludzie, którym "coś się zdarza", sytuacja sprawiła, nie miałem wyboru, tak wyszło...

posłuchaj, co mówi twój mąż

uświadom sobie, że to, co robi teraz to także jest DOSTOSOWANIE się do sytuacji..

rozumiesz??
twój mąż nie jest żadnym pieprzonym wyjątkowym, dzielnym, empatycznym, skruszonym, pobłądzonym facetem, który uczynił zło a teraz się zmienił

twój mąż zachowuje się jak .......(to co wcześniej..) dlatego, że obecna sytuacja WYMUSZA takie, a nie inne zachowanie.

bo takie są oczekiwania, bo taki scenariusz JEST MOŻLIWY

i teraz będzie jak na kazaniu

zaprawdę, nie dowiesz się - jak, gdzie i kiedy dojrzeje i dorośnie twój mąż, dopóki mu POMAGASZ tkwić w układzie i sytuacji

bo pomagasz moja droga.. wiem to, bo sama pomagałam....

dzielnie znosząc ból
doceniając jego troskę
podziwiając za gotowość przyjęcia wszystkiego na klatę
pozwalając, by wdzierał się w luki mojej samotności, bólu, straty i stwarzał we mnie poczucie, że go POTRZEBUJE
\że jest lekiem na całe zło i plastrem na ranę, którą zresztą sam wyciął


on w tym wszystkim NIE JEST SOBĄ
on jest TYM, KIM ma być dla ciebie.. kogo potrzebujesz

jest w tym dokładnie tak samo prawdziwy i szczery jak wtedy, gdy mówił ci, że jedzie do krakowa, a jechał do gdanska

rozumiesz??

jeśli chcesz poradzić sobie ze zdradą, jeśli chcesz odbudować siebie - musisz się od niego odwrócić
nie możesz go chronić przed swoimi uczuciami, ale też "nagradzać" ciągłymi wybaczeniami i zrozumieniami, ukrywaniem złych myśli, płakaniem w samotności, by go już nie martwić

jeśli chcesz żyć dalej po zdradzie, jesli chcesz się uwolnić od takiego błędnie obłędnego myślenia o wartościach, o deptaniu, o zaufaniu, o jedynym człowieku, którego dopuściłaś do siebie a on tego nie docenił, od tego całego aj aj jak boli...

przyjmij jedno założenie

TWÓJ MĄŻ NIE ISTNIEJE
nie on pomoże ci się uporać z uczuciami
i na miłość boską nie jesteś od tego, aby on, przez swoje zasrane bohaterstwo znoszenia twoich uczuć i twojej prawdy poczuł się lepiej z całym kurewstwem, które sobie na boku uczynił

rozumiesz??
to, co robicie, to w czym TKWISZ - to jest nadal gra

gra w analizie transakcyjnej - którą kiedyś chyba do celów naukowych opisze, która nazywa się ZYCIE PO ZDRADZIE

i jest - jak każda gra - oparta o nagrody i kary

dopóki nie wyleziesz z gry na zasadzie:
byłem zły, ale się staram
cierpię, ale pozwolę, byś ty mi pomógł,
jesteś katem, ale tez ofiarą
jesteś katem, ale tez zbawieniem
jestem taka dobra, mądra, wybaczająca i święta na ziemi..

będziesz się tarzać w błocku relacji opartych o chore założenia

to nie prawda, że jesteś ze swoim mężem, bo jest tak blisko, bo się stara, bo okazuje miłość, bo jesteś dla niego najważniejsza, bo nie umiałabyś ranic, tak jak on potrafi

jesteś z zupełnie innych powodów
i te powody SĄ W TOBIE, a nie w nim

dlaczego z nim jesteś??
po co madame TObie w życiu facet - o którym - gdyby był mężem twojej koleżanki - nie potrafiłabyś myśleć bez uczucia obrzydzenia, niesmaku i prawie pawia na końcu gardła??!!!

Madame - zatrzymaj się dzisiaj - bo będziesz dalej tłumaczyć, analizować, wymyślać
będziesz mówić, czego od Niego oczekujesz, co ON musi zrobić, dlaczego jesteś z NIM

JEGO NIE MA MADAME

jesteś tylko i wyłącznie ty.

codziennie rano, gdy sie budzisz - a pierwsza myśl w głowie to ZDRADZIŁ - ty podejmujesz decyzję, jak przeżyjesz ten dzień....

on nie jest winien temu, co sie z tobą emocjonalnie dzieje, nie jest ważne co on zrobi, jak , gdzie i dlaczego

rozumiesz to madame?>
jesteś nieszczęśliwa?

Twój wybór

nie potrafisz się odnaleźć?
twoja sprawa


madame - jeszcze nie jest za późno.... jeszcze możesz wyjść z tego uzależnienia emocjonalnego i nierealnej próby odbudowania tego, czego juz nie ma na kompletnie złych zasadach....

to SYTUACJA wami kieruje - a nie decyzja

a to oznacza, że co najmniej twój mąż - ale ty pewnie też - funkcjonujecie w  POCZUCIU BRAKU WYBORU - a konieczności życia tak, jak żyjecie
ciebie do tego nakłania poczucie bezpieczeństwa, chęć ratowania czegoś co było
jego pewnie to samo plus poczucie winy i konieczność zmiany swojego własnego obrazu w twoich oczach - bo źle mu z tym, KIM dzisiaj jest...

jak rozumiem - ochroniłaś go przed rodziną i przyjaciółmi - NIKT nie wie, co się stało, prawda??

ja też tak zrobiłam - ale paradoksalnie - to ułatwia im tkwienie w poczuciu dobrej oceny samego siebie - bo przecież tylko w oczach jednego człowieka czują się źle...

madame - nie jesteś od tego, by twój mąż lepiej sie poczuł i naprawił zło, które wyrządził

używam tych wielkich słów, bo pewnie wy też ich używacie...

on nie jest od tego, byś się lepiej poczuła...


każdy ranek, gdy czujesz się źle, to twój wybór

nieważne, co on zrobi, jaki będzie

to ty wybierasz, i masz wpływ na swoje samopoczucie,

i teraz zapytaj mnie - to jak to zrobić....

27,837

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Endaluzjo
jestem sama w wolności.

Mamy zupełnie inne doświadczenia, ale efekt bardzo podobny.
Żyję tak właśnie - 3-4 m ode mnie nikt - tylko JA. I tyle dookoła swobody. I coraz bardziej mi z tym cudnie i swobodnie.
A od 1,5 roku jestem sama, samotna.  Chyba po raz pierwszy w życiu, bo zawsze wydawało mi się, że  byłaby to kara za grzechy.
A teraz JA jestem w centrum wszechświata, taka fajna ja.
Przez dziesięciolecia żyłam w mniejszym, czy większym uzależnieniu od drugiej osoby. Teraz buduję świat tylko na sobie i dobrze mi z tym.
I dookoła mnie ludzie, których lubię i którzy mnie lubią,  dla mnie samej.

Dzisiaj miałam ognisko u siebie. Starzy ludzie, dorośli, dzieci duże i małe, psy i koty. Las dookoła. I było cudnie.
Życie potrafi być piękne w każdej odsłonie. A dojrzałość przynosi radość w odkrywaniu tych odsłon.
Czasami rano pytam: Co Boże dzisiaj mi dasz?
Wtedy mam fajny dzień.
Nigdy nie sądziłam, że mogę być szczęśliwa w samotności.
Ale należy wytrzymać długi okres bólu, lęku, samotności i nie bać się odkrywania siebie. a potem świata. Przetrzymać czas burzy i naporu. I odkryć szczęście w spokoju, zrównoważaniu, a także ciekawości, otwartości, spontaniczności.

Spokojnych Świąt życzę  Wam Zakrętki.

tak benzynerio - trzeba przeżyć to całe " to kim ja jestem, jesli nie widze siebie w czyichś oczach" - by naprawde zobaczyć siebie. trzeba przejsć przez strach, że jestesli nie jestem w relacjach z kimś, to przestane istnieć
to trudne, po wielu latach związku, kidy w głowie kołacze nam się - ja przeciez nigdy nie byłam sama, ja przecież NIE POTRAFIE BYĆ SAMA...

ciesze się, że to piszesz, że tak piszesz. mam nadzieje, że się kiedyś spotkamy i będzuemy kręcić razem bączki z wyciągniętymi rękoma;)

27,838 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2016-03-29 10:30:21)

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc poswiatecznie:)

Wy filozoficznie a ja prozaicznie dzisiaj, bo slonce i ptaki rozszalaly sie dzisiaj, az chce sie zyc:) Ogrod ogarniety, taras wysprzatany, rower dopompowany - sezon wiosenny oficjalnie rusza:)

Na szczescie teraz przez najblizsze pare miesiecy nie ma zadnych swiat wiec wreszcie mozna skupic sie na sobie i regeneracji pozimowej:)

27,839

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć
Pogoda u nas w kratkę.  Jak świeci słońce świat staje się piękniejszy.
Ja walczę z grypą i nie mogę się doczekać aż będę mogła wyjść na spacer.

27,840

Odp: Kobiety na zakręcie

Endaluzjo

Dokładnie tak. Masz piękną umiejętność szczegółowego opisywania swoich wewnętrznych przeżyć. Okres burzy i naporu jest trudny i raczej długotrwały. Nie da się przejść go na skróty.
Ale chyba już za mną.
Jak zrobicie sabat czarownic, to powiadomcie mnie, bom chętna. I uśmiechnięta.

Schizofrenio

Walec przeżyła każda z nas, u mnie dodatkowo wytarcie o mnie nóg i porzucenie. Mnie było o tyle trudniej, że zdrada w podziemiu u mnie trwała 2,5 roku do wyprowadzki. I dopiero 9 miesięcy po jego wyprowadzce sprawa się rypnęła i mleko się rozlało. No i nie usłyszałam do dzisiaj nawet przepraszam.
Natomiast "wszystko podziało się poza mną" słyszałam x razy w kontekście wypalenia uczuć, o którym dowiedziałam się po 1,5 roku romansu. I nadal słyszę od znajomych, że mój były opowiada, że ona zła kobieta była, zupa za słona i on musiał, kocha koorlewnę itd. Więc on nadal w matrixie, że to nie on.
Ale to jego biznes.

Ja nigdy nie uciekałam od przyjęcia odpowiedzialności, więc i odpowiedzialność za swoje rozliczenie przyjęłam na siebie, i za swoje nieszczęście/szczęście także. I nauczyłam się, bo musiałam, żyć dla siebie i ustawiłam siebie w centrum wszechświata. A stale w tyle głowy miałam obraz swojej teściowej, która tej odpowiedzialności nie umiała przyjąć. Więc miała próby samobójcze, alkoholizm, szantaże emocjonalne dzieci przez dalszych ponad 30 lat i pięknie tkwiła w roli ofiary.
I ten antyprzykład dopingował mnie.

Nie masz wyjścia, jak tylko wziąć odpowiedzialność za swoje nieszczęście/szczęście. Przejść przez okres burzy i naporu i dojść do WŁASNEGO  SZCZĘŚCIA, z nim lub bez niego. Do wyboru.
Ty dokonujesz wyboru z kim, dlaczego i dokąd. Oznacz sobie metę SZCZĘŚCIE. I w drogę.

27,841

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie poświątecznie smile
Dużo zdrówka Ninka smile Motylek tez grypowy, przeleżał święta we łóżku.
A pogoda u nas była cudna, tylko spacerować smile
Dziś się trochę niebo rozkaprysiło.

Mussu w maju nam się szykują dwa długie weekendy smile

27,842

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Endaluzjo

Dokładnie tak. Masz piękną umiejętność szczegółowego opisywania swoich wewnętrznych przeżyć. Okres burzy i naporu jest trudny i raczej długotrwały. Nie da się przejść go na skróty.
Ale chyba już za mną.
Jak zrobicie sabat czarownic, to powiadomcie mnie, bom chętna. I uśmiechnięta.

Schizofrenio

Walec przeżyła każda z nas, u mnie dodatkowo wytarcie o mnie nóg i porzucenie. Mnie było o tyle trudniej, że zdrada w podziemiu u mnie trwała 2,5 roku do wyprowadzki. I dopiero 9 miesięcy po jego wyprowadzce sprawa się rypnęła i mleko się rozlało. No i nie usłyszałam do dzisiaj nawet przepraszam.
Natomiast "wszystko podziało się poza mną" słyszałam x razy w kontekście wypalenia uczuć, o którym dowiedziałam się po 1,5 roku romansu. I nadal słyszę od znajomych, że mój były opowiada, że ona zła kobieta była, zupa za słona i on musiał, kocha koorlewnę itd. Więc on nadal w matrixie, że to nie on.
Ale to jego biznes.

Ja nigdy nie uciekałam od przyjęcia odpowiedzialności, więc i odpowiedzialność za swoje rozliczenie przyjęłam na siebie, i za swoje nieszczęście/szczęście także. I nauczyłam się, bo musiałam, żyć dla siebie i ustawiłam siebie w centrum wszechświata. A stale w tyle głowy miałam obraz swojej teściowej, która tej odpowiedzialności nie umiała przyjąć. Więc miała próby samobójcze, alkoholizm, szantaże emocjonalne dzieci przez dalszych ponad 30 lat i pięknie tkwiła w roli ofiary.
I ten antyprzykład dopingował mnie.

Nie masz wyjścia, jak tylko wziąć odpowiedzialność za swoje nieszczęście/szczęście. Przejść przez okres burzy i naporu i dojść do WŁASNEGO  SZCZĘŚCIA, z nim lub bez niego. Do wyboru.
Ty dokonujesz wyboru z kim, dlaczego i dokąd. Oznacz sobie metę SZCZĘŚCIE. I w drogę.

benzynerio - kocham cię

27,843 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-29 19:05:34)

Odp: Kobiety na zakręcie

Drogie Panie!
Czy ja mogę tutaj ekshibicjonizm odstawić, czy raczej nie wypada i własny wątek mi trza? Jakoś mi tak nie bardzo, od nowa zaczynać?

End_Aluzjo, pięścią między oczy. Zamroczyło mnie.
Nie wszystko biorę, część chyba przeżuję i albo przełknę, albo - paw.
Jesteś bezlitosna. Dziękuję za Twój czas, za to, że po raz enty pochylasz się nad leżącym i kopiesz. Nie czuj się zobowiązana, jak znów Cię wywołam smile

27,844

Odp: Kobiety na zakręcie

Endaluzjo

I wice wersja.

Schizofrenio

Pisz, dawaj. Tutaj nie będzie pitu, pitu, lecz ... padłaś, powstań, podnieś koronę i zasuwaj.

27,845

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Endaluzjo

I wice wersja.

Schizofrenio

Pisz, dawaj. Tutaj nie będzie pitu, pitu, lecz ... padłaś, powstań, podnieś koronę i zasuwaj.

Dzięki. Dół mam, haftuje (chemia schodzi pięknie) - wstrzymam się do chwili mocy, bo dziś tylko - pitu,  pitu caaaały dzień.
...i po świętach.
Miłego wieczoru.

...a takie piękne pitu-pitu namalowałam  sad

27,846

Odp: Kobiety na zakręcie

Hej big_smile Mozna sie dołaczyc? Co tam u was?

27,847

Odp: Kobiety na zakręcie

Drogie nowe Zakretki,

choc nie wszystkie juz takie bardzo nowe. Musze sie troche poskarzyc czy ponarzekac. Chcialoby sie powspierac Was czy cos tam doradzic albo zwyczajnie klepnac w ramie, ale albo ja jakos malo dorozwinieta jestem albo przegapilam wazne info albo go w ogole tu nie znalazlam.

Chodzi mi o to, ze tak dosc enigmatycznie i zawoalowanie piszecie o tych swoich problemach damsko-meskich, ze ja ni ...nie wiem o co kaman u ktorej.

Szczerze, to nie wiem, czy Madame jest mezatka czy rozwodka czy to pierwszy czy enty partner, o co poszlo itd. U lilki i benzynerii mam podobny problem:).

Jesli to nie jest jakis problem czy sekret, to napiszcie moze pokrotce o sobie i o tym skad wziely sie Wasze zakrety, latwiej bedzie zrozumiec Wasze historie i konkretnie odniesc sie do kazdej z osobna a nie tak gornolotnie i ogolnikowo.

A pogoda trzyma jak ta lala:) Monia, Ty mnie nie wk..z tymi dlugimi weekendami, bo mi to calkiem robote w firmie rozwala, co i rusz polowa klientow zamyka sie na tydzien.

27,848

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć Dziewczyny

Wróciłam ze świątecznego wyjazdu. Piękna pogoda była, a u mnie też wiosennie.

Pozdrawiam słonecznie, a dla Ninki i Motylka dużo zdrówka życzę.

27,849

Odp: Kobiety na zakręcie
Madameschizofrenia napisał/a:

Drogie Panie!
Czy ja mogę tutaj ekshibicjonizm odstawić, czy raczej nie wypada i własny wątek mi trza? Jakoś mi tak nie bardzo, od nowa zaczynać?

End_Aluzjo, pięścią między oczy. Zamroczyło mnie.
Nie wszystko biorę, część chyba przeżuję i albo przełknę, albo - paw.
Jesteś bezlitosna. Dziękuję za Twój czas, za to, że po raz enty pochylasz się nad leżącym i kopiesz. Nie czuj się zobowiązana, jak znów Cię wywołam smile

madame
przyspieszam twój dostęp do wiedzy kochana
mnie to zajęło duzo dużo więcej czasu
w którym posługiwałam się tekstami - tak, zranił, popełnił błąd, ale się stara...


kiedy już wszystko było dobrze, gdy ja miałam poczucie, że przeszliśmy przez to, szanując się za to i wiedząc, kim jestesmy, czego chcemy, jak wazni dla siebie jesteśmy

mój maż przezył kryzys tożsamości - nie wiem, czy moje życie jest ok, nie wiem, czy nasz związek jest ok, nie wiem, czego chcę, nie moge się odnależć
zaczał "uciekać" z domu -bieganie, rower, basen, zasypianie przed telewizorem wieczorami, ucieczka w robotę
zauważyłam - bo taka mądra jestem
poczułam, że mu nie pasi
jakby nasze zycie miało koła zębate....
a on ich nie miał
i się o nasze wspólne zycie "rysował"..
zauważyłam
zapytałam
powiedział, co i jak
zazyczyłam sobie, by "opuścił to nasze życie"
nie będzie naprawiania, starania się, szukania sensu..
niech wyłazi z niego i spada na drzewo
nie potrzebuję niedopasowanych ustawek, mebli nie pasujących do mojego domu i zycia, starych gratów, zawalidrogów...

byłam sama
niedługo - faktycznie niedługo
jakieś 6 tygodni

dla mnie to był dobry czas
dla niego szansa
powiedziałąm, zyj jak chcesz
nie odpowiada ci nasze życie?
szanuje to, masz prawo
ale nie potrzebuje towarzystwa nieszczęśliwego nieszczęśnika, który się nie potrafi odnaleźć i nie wie, co dla niego wazne, czego chce

nie potrzebuje nieszczęsnika, bo ja jestem szczęśliwa do utraty tchu i taka będę

szczęsliwie w naszej sytuacji było to mozliwe i nie wymagało wielkich rewolucji.

poszedł też na terapię\
z własnej woli

i to własnie terapeuta pomógl mu uświadomić sobie, że o jego życiu decyduje nie sytuacja, zdarzenie, "tak wyszło", " nie chciałem".. ale on sam.
w każdej chwili i w każdej sytuacji.

i wiesz madame? to mnie zupełnie uwolniło od jakiegokolwiek poczucia zależności, uczuciowości, o która trzeba walczyć i tym podobne wielkie słowa o błędzie, zadośuczynieniu, miłości, która przetrwa wszystko
bez przesady, liczy sie tu i teraz i to, co nam pasuje, w czym potrafimy sie w życiu spełniać

lubie tego gościa, dobrze sie czuje w jego towarzystwie, umiem sie z nim smiac i rozumiemy sie dobrze

to sa dobre powody, by być razem

on?
on jest pełen wdziećzności i odkrywania na nowo, jakie ma fajne życie

ja nie oczekuję od niego, że będzie ze mną wiecznie szczęsliwy
ja oczekuję od niego, że nie będzie tkwić przy mnie, jak będzie nieszczęsliwy

ja też nie mam zamiaru być z nim bo trzeba, wypada, nie mam innego wyjścia

ja nie oczekuję od siebie poświęcenia, matkopolkowania, tkwienia w nieszczesliwym zyciu z poczuciem obowiązku i braku wyjścia
oczekuję od siebie dni pełnych słońca, małych i duzych radości,

to moje zycie madame
tylko ja jestem za nie odpowiedzialna
za swoje poczucie szczęscia też

i nie jest prawdą, że to, co robi mój mąż generuje takie a nie inne moje reakcje, zachowania, skutki

to ja zdecyduje i decyduje, jak to przyjme, jakie to ma znaczenie i tak dalej


mój mąż miał poczucie, że zyje tak, jak zyje, bo tak mu się zdarzyło

że nie miał wielkiego wpływu i to zycie jest jakie jest
że jest dziełem przypadków, splotów okoloczności

że tak naprawdę jest w swoim zyciu "uwięziony:, bo nie on je wybrał

tak samo 'zdarzyła " mu się kochanka

tak samo zdarzyła mu się " życiowa nuda"

tak samo zdarzyła mu się cierpiaca żona po zdradzie, co wymagało takiej a nie innej postawy

wszystko było więc dziełem przypadku i zdarzeń

zycie - jak buty - czasami dopasowane, czasami niewygodne, czasami za małe - no ale tylko jedne buty masz.. więc nie masz wyboru, w nich tkwisz, chociaż obcierają


ZMIANA tego podejścia to jedyna szansa, by nie przezyc powtórki z rozrywki i nie dac się uwikłać w sytuacje bez wyjścia, zdarzenia, tak wyszło, nie chciałem ale, tak się zdarzyło, to był przypadek, nie wiedziałem co robić, nie potrafiłem się odnaleźć

co to za bzdury są??!

co to znaczy - nie potrafiłem się odnaleźć?/ w lustro zajrzyj skunksie - jstes tam cały czas
sroty pierdoty

uszczypnij się, to się odnajdziesz

pierdolety takie i gadanie





rozumiesz madame??





jestem z nim, bo tak mi dobrze


dopiero strata otworzyła mu oczy
dopiero wtedy, gdy stracił to wszystko, co było jakieś takie blado różowe, a nie soczyście owocowe - spojrzał na to inaczej

okazało się, że jednakże moja życiowa energia, zaangażowanie i ciągłe wyszukiwanie nowych doświadczen i pasji nadaje kolorytu.
okazało się, że to zycie, które razem stworzylismy przez dwadziecia lat ma dużo jasnych, dobrych miejsc, w których on czuł się świetnie


i duzo by opowiadać
bo wazne jest to, że on podjał decyzję, jak chce żyć

ja swoją podjełam już wcześniej - i o tym pisałam
może mi w tym zyciu moim on towarzyszyć, to jest dla mnie ok

ale jesli on zacznie mi uwierać, albo jemu cokolwiek - to w każdej chwili podejme inną decyzję

27,850

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam, pozwoliłam się przywitać jakiś czas temu i wejść w Wasze progi, ale czasu i mobilizacji brak...

Jakiś czas temu chorowałam i wpadłam na zakręt z racji wolnego czasu, z wypiekami czytałam Wasze historie jednak ogrom wątku przytłoczył mnie. Forum podczytuje od dawna, zaliczyłam swój temat ale nie mogę się uwolnić... Widzę że zakrętek z początku już tu niewiele ale pojawiają się nowe i wałkują i wałkują......

Wybaczcie nie mam zapędów krasomówczych...  Jestem zdradzoną żoną. Jestem nadal z mężem.
W naszym małżeństwie nie było komunikacji, tylko zadania. Nie było kłótni tylko proza życia. Dwa lata temu ujrzało światło dzienne zdrada mojego męża, przez przypadek. Utrzymywał romans biurowy przeszło 2 lata, przyznał się, zakończył jednak nie wyjawił mi wszystkiego od razu. Prawda wyszła po paru miesiącach, że kochanki były dwie z tej samej pracy.... Od czasu rypnięcia się sprawy w domu było jak to bywa w takich sytuacjach.... Nie wywaliłam go bo byłam zbyt słaba i chyba zasłaniałam się dziećmi. Mąż paradoksalnie każdego dnia jest lepszym mężem, stoi na rzęsach permanentnie, o co go nie proszę. Zmienił pracę, angażuje się w wychowanie dzieci, jak może to pomaga mi w domu, mówi że kocha. Wiedzę o jego podbojach zachowałam dla siebie.

A ja jestem inną osobą, taką której nie lubię. Jestem bardziej pragmatyczna, egoistyczna, chłodna i nie wierzę tak do końca nikomu i niczemu. Zawiódł mnie, zrobił sobie dobrze nie myślał o konsekwencjach itd...
Para ze mnie wyszła, często jestem w nastroju melancholijnym, czasem nie widzę głębszego sensu mojego życia z nim, patrzę przez pryzmat dzieci. Szkoda mi ich bo teraz tworzymy rodzinę, teraz rozmawiamy, kochamy się w sensie fizycznym, spędzamy wydajnie czas razem ale zawsze i nie ustępliwie we mnie jest to ale:( Przez ten czas zapracowałam na awans w pracy, wróciłam do dawnych zainteresowań, scedowałam część obowiązków na niego - istny reset ale.....
Każdego dnia myślę o tym, co zrobił, już nie tak obsesyjnie jak na początku, ale zdarza mi się popadać w dół. Pracuję nad tym, jednak czuję się jak w matni. Myśli bombardują mnie sprzecznymi komunikatami. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja urażona duma nie daje mi spokoju, a sprawę potęguje to, że był moim pierwszym facetem…. Gdybym mogła o tym chwilę nie myśleć, czerpać z życia takim jakie jest teraz. Prześladuje mnie myśl, że zachowuje się jak cierpiętnica;) albo dygus, a może za progiem mojego małżeństwa jest coś lepszego. A może go kocham? 

Muszę obrać jakąś drogę bo ta mnie męczy. Mój nik jest cały czas aktualny a tak nie powinno być.

Dzięki za przyjęcie mnie do grona.

27,851

Odp: Kobiety na zakręcie

rozbita, przeczytaj mój wpis, zaraz przed twoim
może powinnas spojrzec na twoje zycie z takiej perpektywy, o której piszę?
ono ci się nie zdarzyło
doświadczasz go i go wybierasz
rozumiesz?

27,852

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Drogie nowe Zakretki,

choc nie wszystkie juz takie bardzo nowe. Musze sie troche poskarzyc czy ponarzekac. Chcialoby sie powspierac Was czy cos tam doradzic albo zwyczajnie klepnac w ramie, ale albo ja jakos malo dorozwinieta jestem albo przegapilam wazne info albo go w ogole tu nie znalazlam.

Chodzi mi o to, ze tak dosc enigmatycznie i zawoalowanie piszecie o tych swoich problemach damsko-meskich, ze ja ni ...nie wiem o co kaman u ktorej.

Szczerze, to nie wiem, czy Madame jest mezatka czy rozwodka czy to pierwszy czy enty partner, o co poszlo itd. U lilki i benzynerii mam podobny problem:).

Jesli to nie jest jakis problem czy sekret, to napiszcie moze pokrotce o sobie i o tym skad wziely sie Wasze zakrety, latwiej bedzie zrozumiec Wasze historie i konkretnie odniesc sie do kazdej z osobna a nie tak gornolotnie i ogolnikowo.

A pogoda trzyma jak ta lala:) Monia, Ty mnie nie wk..z tymi dlugimi weekendami, bo mi to calkiem robote w firmie rozwala, co i rusz polowa klientow zamyka sie na tydzien.

I dlatego pytałam, czy mogę Wam tu flaki wywalić smile
Nie sekret; taa, End_aluzjo, nie ochroniłam go, plakatów nie było, ale sam informował, kogo trzeba, bo ja nie miałam zamiaru ani ochoty robić dobrej miny do złej gry. Gdzieś to miałam i nie żałuję.
A problem jest: i chcę i się boję. No, taki skrytek zawsze ze mnie był.
I tak, jak napisałam powyżej, mam już przebieg zdarzeń opisany, ale to na tani dramat zakrawa i trochę wstyd.
A tak na marginesie - długość postu jakie ma ograniczenie?
Bo mimo strachów próbowałam wkleić i chyba nie mogę...

27,853

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi tylko ja nie wiem jakiego dokonać wyboru.

Rozumiem że to ja decyduję za siebie tak samo jak mój mąż dokonał takich a nie innych wyborów, tylko w przeciwieństwie do niego zdaję sobie sprawę że moje wybory będą miały konsekwencje dla moich dzieci. Wiem że po tej wypowiedzi można mi zarzucić że zasłaniam się nimi.

Patrząc globalnie dużo dostaję od życia od męża, mimo angażowania się w kolejne zadania, przyjemności gdzieś we mnie jest sprzeczność że jestem z nim, to wbrew moim wyobrażeniom.
Nie raz racjonalizuję, dobrze, będzie dobrze jest dobrze, mam wszystko co można mieć na tą chwilę ale... darczyńcą jest ktoś kto mnie zranił i powstaje blednę koło.

Endi czy Twój mąż wyprowadził się na te 6 tygodni?

27,854

Odp: Kobiety na zakręcie

ale ty go dokonałas rozbita
problem z twoim rozbiciem polega na tym, że nie wiadomo dlaczego uważasz, że wybór jest przed tobą
a to nieprawda
to tez nie jest tak, że twój mąz przez romanse dokonał wyboru zero jedynkowego - bo on dokonał wybopru, że chce mieć takie sobie bogate zycie z dwiema kochankami


rozbita dokonałas wyboru
ten wybór to twoje życie z dziueciakiami
to ten moment, gdy rano sie budzisz i myslisz, co masz dzisiaj do zrobienia

nie musisz żadnych wyborów dokonywać - bo .. każdego z dnia, z każdym oddechem zyjesz w swoich wyborach....

to, co jest dobre dla ciebie dzisiaj, nie musi być wcale dobre jutro
ale liczy się to dziś

czy jutro będziesz ze swoim mężem? nie wiadomo
dzisiaj jesteś
więc się nie kłopocz wielkimi decyzjami, koniecznościami, tym, co powinnaś...

bo to nie o takie decyzje chodzi
chodzi o to, jak zyjesz każdego dnia i jakie wnioski wyciągasz z doświadczeń, które masz

27,855

Odp: Kobiety na zakręcie
Madameschizofrenia napisał/a:

I tak, jak napisałam powyżej, mam już przebieg zdarzeń opisany, ale to na tani dramat zakrawa i trochę wstyd.
A tak na marginesie - długość postu jakie ma ograniczenie?
Bo mimo strachów próbowałam wkleić i chyba nie mogę...

nie certol sie i nie kryguj tylko wal smialo:) jak nie mozesz w calosci to na fragmenty potnij i w czesciach nam tu serwuj, bedziemy miec sage do poduszki;) zarty rzecz jasna, na powaznie to dobrze bedzie poznac wlasnie jakas geneze stanu obecnego.

27,856

Odp: Kobiety na zakręcie
Niewidzialna159 napisał/a:

Hej big_smile Mozna sie dołaczyc? Co tam u was?


Witaj Niewidzialna. Dołącz śmiało. Chyba na prawdę jesteś niewidzialna, bo o mały włos byśmy Cię przeoczyły  smile

27,857

Odp: Kobiety na zakręcie

Żeby nie było, ja ostrzegałam, do porzygu będzie.

To naświetlam. I może  też trochę ku przestrodze innym kobietom, które mogą znajdować się w podobnej sytuacji? (long story short):
ja- DDA, po 10-letnim zwiazku, (ucieczka z domu rodziców?), dziecko, emigracja. Związek zakończyłam, bo zdrowy nie był. Ogarnęłam się i było fajnie, lubiłam siebie i życie jak nigdy. Podobało mi się singlowanie.  Napatoczył się małżonek. Ja, taka pełna mocy.... Matkowac mu zachciało mi się.
 Relacje z mamą w powijakach,  ojciec nie żyje...
wyczekana ciąża, piąty miesiąc - wiadomość o raku mamy (ukrywała, wydało się, czekamy na przeszczep); 5 msc po porodzie, mama dalej  o przeszczepie(?) i tel z PL, od lekarza (w końcu wymusił na niej zgodę): proszę się spieszyć, pożegnać się z mamą. Przylatuje z niemowlęciem i starszym synem, mama na morfinie, nie porozmawialysmy. 3 dni i po wszystkim. Mała ząbkuje,  obie wyjemy całymi nocami i nie śpimy. Przylatuje mąż ( wcześniej wolnego mu nie przyznali! ), pogrzeb. Wracamy do siebie, ja nadal na macierzyńskim. Myślę, katuje się poczuciem winy. No i hormony... Pogrążam się, zero analizy swojego stanu psychicznego. Zero myśli o depresji, bo to przecież abstrakcja, zabawa znudzonych pań domu, a ja mam tyyyle pasji i brak czasu na takie głupoty. Mija kilka miesięcy, wracam do pracy i: rak teścia. Teściowa bezradna, bez prawa jazdy, a wozić trzeba codziennie kilkadziesiąt km- mąż bierze 6tyg wolnego, pakuje małą i lecą  ( tak, gwałtem, odstawienie od cyca się odbywa). Przełączam się na tryb: wspieraj zdalnie. O sobie zapominam, zapewniam, że ze mną OK. A nie śpię i nie jem, palę jak smok. Tęsknię za małą. I chłopem, też. (...)

27,858

Odp: Kobiety na zakręcie

Teść odchodzi. A my oddalamy się. Próbuję rozmawiać o nas  ( nie o mnie, bo uważam,  że ja ok), nic nie trafia. Przestaję gadać, zatracam się w remoncie domu (tymi ręcyma), który sama (bo chłop emocjonalnie nieobecny),  w międzyczasie kupiłam  ( trwało to 3msc, swoje z nerwów odryczalam). Znów nie śpię, nie jem, zmęczona jestem. Październik: wizyta u GP, zalecenia: odpocznij, zrelaksuj się, pomyśl o sobie, jesienne przesilenie. Jaasne... robię  się dla najbliższych  zołzą,  zrywam kontakty ze znajomymi, codzienna myśl o skończeniu z tym wszystkim to rutyna jak i mycie zębów, nie zastanawia mnie. Równia pochyła. A chłop w tym czasie, po śmierci ojca, nad sensem życia rozmyśla. Nie widzi, że ze mną coś nie tak, widzi zołze.... I wychodzi mu, ze życie na to za krótkie. Wesoło i miło ma być! Ale, jakoś nie chce mu się ze mną tą myślą podzielić - podzieli się z kimś innym.
Toczę się nadal, w dół. Rysuję sobie plan, ze szczegółami technicznymi i spedycyjnymi (gdzie upchnac na ten czas dzieci i jak to zrobić, żeby one mnie nie znalazły) ( kurde, wstydzę się to czytać ). Pierwsze - ostatnie, do niego: kocham Cię  (dawno tego nie mówiłam), ratujmy to, bo ja tak już nie mogę, nie chcę tego. A on... dziwny, nie rozumiem go, nie rozumiem.... ROZUMIEM!!! Wrzeszcze z głębi flakow. Nie śpię i nie jem 4 doby, wymiotuje
po kawie.

27,859

Odp: Kobiety na zakręcie

madame - zaczełaś od definicji samej siebie..
zauważyłąś to?
napisałaś - JA -DDA

naprawdę?

27,860

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

madame - zaczełaś od definicji samej siebie..
zauważyłąś to?
napisałaś - JA -DDA

naprawdę?

Ano. Tak zaczęłam, bo to wieeele tłumaczy. O mnie. I nie ma zmiłuj, tak jest, ale ja dopiero teraz taka uświadomiona.

...kurcze, happy endu nie mogę wkleić. ..

27,861

Odp: Kobiety na zakręcie

i rozumiem, że dzięki temu, że jesteś DDA, to obowiązują cię pewne schematy, zachowania i zasady? fakt bycia DDA usprawiedliwia i tłumaczy twoje zachowania, decyzje, związki, w których jesteś i to, jak wychowasz dzieci?

to w zasadzie po co ci się zastanawiac nad swoim zyciem??
przecież jest przewidywalne, schematyczne, zdefiniowane i oczywyste.
Tak madame?

27,862 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-30 14:34:45)

Odp: Kobiety na zakręcie

Nie.  Ale ja jeszcze nie skończyłam?

Tłumaczy = usprawiedliwia? Nie,  to tylko tło.

27,863

Odp: Kobiety na zakręcie
Madameschizofrenia napisał/a:

Nie.  Ale ja jeszcze nie skończyłam?

Tłumaczy = usprawiedliwia? Nie,  to tylko tło.

pisz pisz, a jak juz bedzie wszystko, to napisz, ze konec, i wtedy zaczniemy sie czepiac:)

27,864 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-30 14:56:32)

Odp: Kobiety na zakręcie

Przydział chyba mi się skończył, wywala mnie z wątku...
Przecież nie będę po jednym zdaniu cykac. Wrrr

27,865

Odp: Kobiety na zakręcie

niemozliwe. jakby tak bvyło, to by mnie wyrzyciłoby tysiąc razy

27,866

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

niemozliwe. jakby tak bvyło, to by mnie wyrzyciłoby tysiąc razy

smile

27,867

Odp: Kobiety na zakręcie

Potrzymam  Was w napięciu,  z przyczyn ode mnie niezależnych, obowiązki wzywają i trafił mnie mnie szlag (też ). Wrócę z moją mydlana później,  jak wrócę do równowagi.  Przepraszam,    czyli: c.d.n.

27,868 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-30 17:39:02)

Odp: Kobiety na zakręcie

Tyle tytułem ostrzeżenia (nie udało się krótko): kobiety, przygladajcie się sobie. Ja wiem, że depresja to abstrakcja i wymówka leniuchow może się wydawać. Mnie się wydawała. Ale ona bywa realna. I groźna, i podstępna. Czasem i fakt jej istnienia trzeba zaakceptować. ŻEBY MÓC SIĘ BRONIĆ... trzeba uznać wroga wink A, zapomniałam dopisać: powyżej, co kilka zdań wstawiajcie - " spadek libido, zanik zainteresowań, upośledzenie funkcji poznawczych, spadek libido, zanik zainteresowań..." Benzynerio, depresja to nie zawsze wybór (teściowa?). Czasem to organiczne zaburzenie fizjologii mózgu. A najczęściej - kompilacja.

Zdrada emocjonalna, cyfrowa jej mac. Żadna jego zasługa, że panny nie skonsumował,  tylko kilometry. Niby nic (mi wystarczyło), 3 tygodnie wymiany popierdolek, bo z głębi mojej depresyjnej ddoopy czarnej wyrwał się wrzask intuicji : jakaś ona?


(c.d.n.?)

27,869

Odp: Kobiety na zakręcie

Pooszło. Teraz możecie po mnie jechać.  I tylko gwoli wyjaśnienia: etap uświadamiania sobie uwarunkowań społecznych i zgnojenia się za im uleganie już przeszłam. Teraz próbuję wstać.  To słucham.
Ale nie zgodzę się, że schematów nie ma: są i (jeśli nie uswiadomione), rządzą nami aż miło.
No, chyba, że to prowokacja była.

27,870

Odp: Kobiety na zakręcie

Padło pytanie, dlaczego z nim teraz jestem? Tak mi wychodzi z bilansu, na plus. Niektórzy na zdradzie tylko stracili. Ja straciłam, złudzenia i naiwność. Ale wcześniej super wcale nie było. Teraz mam więcej i, w jakiś sposób, lepiej.  Prawdziwiej.
Tak wybrałam.
Nie boję się odejść. Właśnie ta ja nieświadoma by odeszła. Uciekła od problemu i od prawdy o sobie i o nim. Ja już nie chcę uciekać. Chciałam na pewnym etapie, dotarło do mnie, że to tchórzostwo i zmieniłam zdanie. Chcę spróbować.
Powiecie, że on się nie zmienił? Że ludzie się nie zmieniają? 
Ja się zmieniłam. Dlaczego on nie?
No i, po półtora roku szarpania, wątpienia przyznaję przed sobą: kocham, MIMO WSZYSTKO.
To czemu Wam tu gitarę zawracam? Hmmm, ten cynizm nabyty... tak mi szepce: ale bzdury wymyślasz, kobieto.
I dlatego - na zakręcie ci ja.

27,871 Ostatnio edytowany przez renatta (2016-03-30 19:24:49)

Odp: Kobiety na zakręcie

Madame trafilas na wlasciwe forum. To tez czesc pracy nad soba. Z tego co napisalas, ta praca ma koncentrowac sie na wyjsciu z depresji. To czy zostaniesz z mezem, czy nie, to wedlug mnie drugorzedne. Natomiast depresja to powazna choroba i trzeba ja leczyc.

Co do Twojego meza, rozumiem, ze zainteresowal sie inna kobieta w romantyczny sposob. To kryzys dla malzenstwa, ale nie musi oznaczac jego konca.  Gdy taki kryzys  sie pojawia, trzeba sie zatrzymac i zastanowic, czy mamy szanse na wprowadzenie zmian do relacji, ktore pozwola nam obydwojgu czuc sie fajnie w naszym zwiazku. I albo te zmiany wprowadzac, albo, jesli to niemozliwe, pozegnac towarzysza jakiegos odcinka drogi. A co do zmian, jak najbardziej sa mozliwe.

Witam nowe Zakretki i pozdrowienia dla wszystkich.

A za oknem (Starback café tym razem), wiosenne slonce, co nastraja milo.

27,872 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-30 19:21:48)

Odp: Kobiety na zakręcie

Renatto,  Ty też wyspie?
...nie znam Was jeszcze,  cały czas doczytuje.

Była terapia indywidualna,  była terapia par,  tabletki  (na podtrzymanie funkcji życiowych ; ) ),  odstawiam, bo mam nadzieję  (kolejny raz) poradzić sobie bez nich. W lektury się zaopatrzyłam i czytam. Ciężko jest,  ale w tej materii idzie chyba ku dobremu.  Tak, jak piszesz, z nim czy bez niego, mam nadzieję,  że z tego wyjdę.
Ale, im bardziej się z tego wygrzebuje, tym bardziej zaczyna mi doskwierac właśnie to: z nim? Czy bez niego?

Zdrada romantyczna. Ładnie to ujęlas. Delikatnie. Nie do końca tak było. Wcale?  Bo on tą panią brzydko określił : zabawka, zapchajdziura, odskocznia . I tak z nią zakończył,  przy mnie,  5min po tym, jak się dowiedziałam. Żaden rycerz z niego. sad
Chociaż zgadzam się  (nie usprawiedliwiam ), co do jego pobudek.

Dzięki,  że dałaś mi szansę w tym moim zazenowaniu własną , niesmaczną historią.

27,873

Odp: Kobiety na zakręcie

Schizofrenio

Swoją drogą, ciekawy nick.
Depresję to ja znam. Z własnego doświadczenia. Nowa, odpowiedzialna praca, do której on mnie prawie zmusił, wiele godzin poza domem, po 3 mies śmierć mamy, potem po 3 mies jego żądanie, abym zrezygnowała z tej pracy, moja odmowa, potem w tej pracy mobbing i jego romans, moje odejście z pracy. Zamiast mnie wspierać, facet poszedł w kochankę, oddalał się itd.  Wspieranie, czy brak wsparcia to trudny temat. Wychodziłam z tej depresji długo. Bo potem kochanka, jego oddalanie się, wyprowadzka i jazda bez trzymanki. Przez rok potem dużo siedziałam w domu i dochodziłam do siebie, dałam sobie dużo czasu, troski, wsparcia. Memlałam się, ale widać było to potrzebne. Nie przeszkodziło mi to zrobić rozdzielność, sprzedać dom, kupić dom, przeprowadzić się. Był dół,rozpacz,brak snu, pustka, myśli samobójcze oczywiście też. Po pół roku i przeprowadzce, kupiłam psa, chodziłam dużo po lesie, dalej się memlałam, ale trochę pozytywniej. Wiadomość o romansie spowodowała wkurw, na którym leciałam całe lato, więc i energii trochę więcej było. Zaczęłam rozbudowę nowego domu i doleciałam pod dachówkę. A późną jesienią przyszła propozycja super pracy. Całą zimę w pracy (3 godz. na dojazdy)  i w lesie z psem (często po ciemku siedziałam w kożuchu nad jeziorem i zastanawiałam się, kto mi to robi), ale jakoś zima przeszła. Zmuszałam się często do aktywności, wkurw  często aktywował działania. Brak energii występował równie często. I też byłam rozdarta emocjonalnie: rano - on jest petaflonem, wieczorem - wróć. Albo częściej góra-dół. Mimo podjęcia decyzji, a raczej codziennego jej podejmowania. Serce sobie, emocje sobie i częste w nich zmiany.  Teraz mija 1,5 roku od jego wyprowadzki. Jestem stabilna emocjonalnie z przewagą  pozytywnych myśli, czasami bywam szczęśliwa, bardzo rzadko nieszczęśliwa. Mieszkam w cudownym miejscu, mam fajny dom, dzieciaki którym stworzyłam w nowym miejscu rodzinny dom. Nie mieszkają ze mną, ale często są. Mamy razem stado zwierząt, mam przyjaciół, znajomych, żyję tak jak chcę. Chyba pierwszy raz w życiu mam tyle wolności, swobody. Otworzyłam serce na świat i ludzi, wierzą, że są fajnie i wartościowi ludzie, a nie same dupki. Tak to właśnie postrzegam.JA jestem fajna, świat jest fajny, ludzie są fajni. Nareszcie.

Endaluzjo
Kiedy usłyszałam "wypaliło się, nie kocham się" poprosiłam, aby się wyprowadził. Nie było go 6 tygodni. Po 2 tyg: "kocham cię, wiem to na pewno,musiałem się wyprowadzić, aby to zrozumieć". Po powrocie i 2 tyg "nie kocham Cię, powiedziałem, ze Cię kocham, bo bałem się samotności". I po tym rok w matriksie, aż do wyprowadzki. Czyli tu podobnie było, ale z inną końcówką. A kryzys wieku średniego też był: ucieczki w sport, lecz wtedy najchętniej beze mnie, nawet kurs żeglarski, zasypianie na dole, codzienne picie itd. też było. Ale u mnie w tle z kochanką, o czym nie miałam pojęcia. Więc naiwnie brałam ten kryzys przez przeczekanie. No i końcówka znowu inna, bo u mnie on szukał biedaczek siebie, ale cholipka znajdował tylko koorlewnę.
Więc dużo podobieństw u nas. Najważniejsze, że w konsekwencji u mnie i u Ciebie skończyło się na pokochaniu SIEBIE, a nie byle durnia. Ale czasami jednak boli mnie samotność. Bo życie w relacji jest jednak pełniejsze. Myślę, że staję się powoli otwarta na świat i ludzi. I fajnie.

27,874

Odp: Kobiety na zakręcie

Dzięki za Twoją historię, Benzynerio.
Fajnie, że się odnajdujesz. I fajnie, że dajesz mi nadzieję, że można.
A to, że ja chcę też to osiągnąć, ale tym razem z kimś   u boku (bo sama już tam byłam smile ) - mam nadzieję, że nie skazuje mnie z góry na fiasko?

27,875

Odp: Kobiety na zakręcie

Endaluzja tam przecież jest z kimś.
Ja również, gdybym miała wybór, wolałabym z kimś. Ale jest jak jest. Póki życia, póty nadziei. Czy jakoś tak to leci. Ciekawe jak?

27,876 Ostatnio edytowany przez Madameschizofrenia (2016-03-30 20:25:23)

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Endaluzja tam przecież jest z kimś.
Ja również, gdybym miała wybór, wolałabym z kimś. Ale jest jak jest. Póki życia, póty nadziei. Czy jakoś tak to leci. Ciekawe jak?

U mnie ostatnimi czasy, było odwrotnie: póty życia,  póki  nadziei.
Co właśnie niniejszym odwracam usilnie  smile

póty, póki. .. co to znaczy?  wink

27,877

Odp: Kobiety na zakręcie

Znalazłam

Póki życia, póty nadziei
John Ronald Reuel Tolkien (z książki Dwie Wieże)

Jestem fanką Obywatela Googla

27,878

Odp: Kobiety na zakręcie

Czyli dopóki trwa życie, dopóty jest nadzieja.
A wg Ciebie to dopóty trwa życie, dopóki jest nadzieja. Tyz piknie. Jak, siak, leci w te i wewte. I też ma sens. I trzymajmy się, najlepiej jednego i drugiego.
Ale lepiej chyba postawić początkowo na życie, bo jak przestanę żyć, to co mi po nadzieja?
Ty schizofrenio, zmień nick, albo miej zwidy na plus.
Pamiętaj, na cmentarzu pesymista widzi same krzyże, a optymista widzi same plusy. A biznesmen, że się zawsze sumuje. I to mi chyba leży. A co sumuję, to mój wybór.
Lecę, do jutra.
Śnij o plusach

27,879

Odp: Kobiety na zakręcie

Nicka nie zmienię,  AA też zawsze będzie AA. Będę jak AA: widzieć na trzeźwo las... plusów, mam nadzieję.
Dobranoc.

27,880

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Schizofrenio

Swoją drogą, ciekawy nick.
Depresję to ja znam. Z własnego doświadczenia. Nowa, odpowiedzialna praca, do której on mnie prawie zmusił, wiele godzin poza domem, po 3 mies śmierć mamy, potem po 3 mies jego żądanie, abym zrezygnowała z tej pracy, moja odmowa, potem w tej pracy mobbing i jego romans, moje odejście z pracy. Zamiast mnie wspierać, facet poszedł w kochankę, oddalał się itd.  Wspieranie, czy brak wsparcia to trudny temat. Wychodziłam z tej depresji długo. Bo potem kochanka, jego oddalanie się, wyprowadzka i jazda bez trzymanki. Przez rok potem dużo siedziałam w domu i dochodziłam do siebie, dałam sobie dużo czasu, troski, wsparcia. Memlałam się, ale widać było to potrzebne. Nie przeszkodziło mi to zrobić rozdzielność, sprzedać dom, kupić dom, przeprowadzić się. Był dół,rozpacz,brak snu, pustka, myśli samobójcze oczywiście też. Po pół roku i przeprowadzce, kupiłam psa, chodziłam dużo po lesie, dalej się memlałam, ale trochę pozytywniej. Wiadomość o romansie spowodowała wkurw, na którym leciałam całe lato, więc i energii trochę więcej było. Zaczęłam rozbudowę nowego domu i doleciałam pod dachówkę. A późną jesienią przyszła propozycja super pracy. Całą zimę w pracy (3 godz. na dojazdy)  i w lesie z psem (często po ciemku siedziałam w kożuchu nad jeziorem i zastanawiałam się, kto mi to robi), ale jakoś zima przeszła. Zmuszałam się często do aktywności, wkurw  często aktywował działania. Brak energii występował równie często. I też byłam rozdarta emocjonalnie: rano - on jest petaflonem, wieczorem - wróć. Albo częściej góra-dół. Mimo podjęcia decyzji, a raczej codziennego jej podejmowania. Serce sobie, emocje sobie i częste w nich zmiany.  Teraz mija 1,5 roku od jego wyprowadzki. Jestem stabilna emocjonalnie z przewagą  pozytywnych myśli, czasami bywam szczęśliwa, bardzo rzadko nieszczęśliwa. Mieszkam w cudownym miejscu, mam fajny dom, dzieciaki którym stworzyłam w nowym miejscu rodzinny dom. Nie mieszkają ze mną, ale często są. Mamy razem stado zwierząt, mam przyjaciół, znajomych, żyję tak jak chcę. Chyba pierwszy raz w życiu mam tyle wolności, swobody. Otworzyłam serce na świat i ludzi, wierzą, że są fajnie i wartościowi ludzie, a nie same dupki. Tak to właśnie postrzegam.JA jestem fajna, świat jest fajny, ludzie są fajni. Nareszcie.

Endaluzjo
Kiedy usłyszałam "wypaliło się, nie kocham się" poprosiłam, aby się wyprowadził. Nie było go 6 tygodni. Po 2 tyg: "kocham cię, wiem to na pewno,musiałem się wyprowadzić, aby to zrozumieć". Po powrocie i 2 tyg "nie kocham Cię, powiedziałem, ze Cię kocham, bo bałem się samotności". I po tym rok w matriksie, aż do wyprowadzki. Czyli tu podobnie było, ale z inną końcówką. A kryzys wieku średniego też był: ucieczki w sport, lecz wtedy najchętniej beze mnie, nawet kurs żeglarski, zasypianie na dole, codzienne picie itd. też było. Ale u mnie w tle z kochanką, o czym nie miałam pojęcia. Więc naiwnie brałam ten kryzys przez przeczekanie. No i końcówka znowu inna, bo u mnie on szukał biedaczek siebie, ale cholipka znajdował tylko koorlewnę.
Więc dużo podobieństw u nas. Najważniejsze, że w konsekwencji u mnie i u Ciebie skończyło się na pokochaniu SIEBIE, a nie byle durnia. Ale czasami jednak boli mnie samotność. Bo życie w relacji jest jednak pełniejsze. Myślę, że staję się powoli otwarta na świat i ludzi. I fajnie.

U mnie zdrada 6 lat temu a rok temu taki kryzys. Sadze ze zdrada była pierwszym sygnałem, ale wniosków nie wyciągnął. Ja wyciągnęłam.
Jestem wolna. Tak bardzo wolna. Wiem, ze łatwiej mi z kimś niż samej. Miałam w sobie wyobrażenie z psem podczas zimy. Śle zima miałam tez towarzystwo i kogoś kto drewno przynosił do kominka. To wygodne.

Pamietam siebie sprzed tych pary lat. Pamietam moje rozważania. Trochę jak madame chociaż innych używałam słów. Serce. Czy rozum. Czy rozsądek. Czy emocje. Emocje nie zawsze oznaczają kochanie. Czasami oznaczają strach przed zmiana. Strach przed samotnością...
Kierowało mną tysiąc rzeczy. Wiara w przeszłość. Ideały. Dużo. Dużo słów.
znasz to pewnie benzynerio z tego roku huśtawki.
Dzisiaj jest inaczej.
Dzisiaj jestem sobą. I nie ma we mnie spiny. Dzisiaj ja buduje swoje wartości i dokonuje wyboru. 
Mojego i dla siebie

Cieżko opisać te zmianę.

27,881

Odp: Kobiety na zakręcie
Madameschizofrenia napisał/a:


Ale, im bardziej się z tego wygrzebuje, tym bardziej zaczyna mi doskwierac właśnie to: z nim? Czy bez niego?


Madame, dlaczego siebie zadreczasz tym rozwazaniem?
Wygrzebuj sie dla siebie i o wlasnych silach, niech on jest gdzies tam z boku jesli Ci to nie przeszkadza,
jesli on tego chce...
zostaw go tak z boku, niech sobie jest,
a Ty zajmij sie soba.

Powazne decyzje podejmiesz kiedy juz bedziesz na powierzchni,
teraz nic nie zmieni fakt czy on jest obok czy go nie ma.

Zawracasz sobie nie potrzebnie nim glowe...  to Ci nie pomaga,

to przeszkadza Ci w mysleniu tylko o sobie -  a teraz Ty jestes wazna.

Nie musisz podejmowac zadnych decyzji odnosnie Twojego meza, musisz ponosic odpowiedzialnosc odnosnie siebie...

po co go wciagasz w swoje wygrzebywanie, ma Ci w tym pomoc?
Nie pomoze Ci przeciez, Ty musisz tym sie zajac.
Wiec odstaw na ten czas zastanawianie sie co bedzie pozniej, z nim czy bez niego? - to zalatwisz pozniej, kiedy juz bedziesz calkiem zdrowo i pewnie stac na nogach.

Daj sobie czas, tyle czasu ile potrzebujesz aby byc pewna.
To wszystko przyjdzie jeszcze, posluchaj Endi, to bardzo madra kobieta.

27,882

Odp: Kobiety na zakręcie

Wiesz Endi, u Was to jeszcze może być tak, ze to jego zastanawianie się wróci. Bo to jest podsumowywanie życia, dla faceta swojej kariery zawodowej itd. Wrócił, bo przy Tobie jest energia życiowa, jak pisałaś.Dużo się dzieje. To bardzo dużo. Mój mąż miał dużo energii życiowej i tego początkowo mi bardzo brakowało. Ale przez tą jego energię facet mnie usiłował zdominować i zawłaszczać np.  pola przypisane głównie dla kobiety. Robił zakupy, gotował, organizował czas. A ja w depresji.
I co się okazało?
W miarę upływu czasu wracała energia życiowa, moja energia. Robię wszystko tak jak ja chcę, w swoim tempie. Więcej gotuję, z przyjemnością, z robieniem zakupów zawsze mnie wkurzal, bo ja robię lepiej i szybciej. A w sprawach organizacyjnych, należących głównie do faceta (np. budowa itd) ja jestem dużo lepsza. I zawsze byłam. Więc życiowo radzę sobie dobrze, lepiej niż on. Procentuje teraz moja zapobiegliwość, teraz odcinam kupony.
No i wydaje mi się, ze może on przez swoje dominowanie, zawłaszczanie, pozbawiał mnie jeszcze mojej energii. Bo ile można się kłócić, walczyć o każde pole? Więc odpuszczałam coraz więcej i więcej. Starałam się znaleźć siebie obok niego. I kiedy zaczęło być fajnie, ja się w tym odnalazłam, facet poszukał sobie koorlewny, z którą teraz się kłóci i kręci na karuzeli emocji.
A ja odnalazłam siebie, i żyję jak chcę. Z energią, choć bez szału. Ale szał uniesień już mam za sobą i nawet za nim nie tęsknię.

27,883

Odp: Kobiety na zakręcie

Benzyneria on nie mieszka z Tobą? waha się którą z Was?? bo się pogubiłam, skoro nie tęsknisz to czemu rozkminiasz życie z nim? dla dziecka?

27,884 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2016-03-31 10:55:44)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie Zakrętki,
Wpadłam do Waszej kafejki na chwilę, zwabiona nickiem Rozbitej, której mocno kibicowałam swego czasu, a przy okazji odwiedzenia sąsiedniej kafejki.
Z uwagą przeczytałam ostatnie strony Waszego wątku i czuję potrzebę odniesienia się do tego, co napisała Rozbita, więc pozwólcie, ze wykorzystam to miejsce. Z góry przepraszam za wtargnięcie.

Rozbita, bardzo poruszyły mnie Twoje słowa:

Rozbita34 napisał/a:

A ja jestem inną osobą, taką której nie lubię. Jestem bardziej pragmatyczna, egoistyczna, chłodna i nie wierzę tak do końca nikomu i niczemu. Zawiódł mnie, zrobił sobie dobrze nie myślał o konsekwencjach itd...
Para ze mnie wyszła, często jestem w nastroju melancholijnym, czasem nie widzę głębszego sensu mojego życia z nim, patrzę przez pryzmat dzieci. Szkoda mi ich bo teraz tworzymy rodzinę, teraz rozmawiamy, kochamy się w sensie fizycznym, spędzamy wydajnie czas razem ale zawsze i nie ustępliwie we mnie jest to ale:( Przez ten czas zapracowałam na awans w pracy, wróciłam do dawnych zainteresowań, scedowałam część obowiązków na niego - istny reset ale.....

Przedstawiłaś smutny obraz osoby, która zamroziła swoje emocje. Zdaję sobie sprawę, że zrobiłaś to SOBIE, aby się znieczulić na ból, ale tym samym wpędziłaś siebie w więzienie miałkości, płaskości i powierzchowności.
Na pozór funkcjonujesz "normalnie", żyjesz, ale ceną za emocjonalne wycofanie jest to, że w rzeczywistości umierasz w środku. Bo konsekwencją nie-odczuwania przykrych emocji jest brak odczuwania także tych przyjemnych. I dopóty, dopóki jesteś zamrożona, nie masz szansy na wyrażenie siebie i na odczuwanie pasji (o której pisze End_aluzja). Zamrożenie emocji nie działa selektywnie, działa kompleksowo i znieczulając sukcesywnie odbiera zwykłą radość życia.
Sama siebie oszukujesz, że o to właśnie w życiu chodzi, aby bezpiecznie, z dystansem zajmować się "Organizacją Przyjemnego Życia" (zapożyczyłam od Karen Horney z "Neurotycznej osobowości naszych czasów").
Rozbita, potrzebujesz pomocy specjalisty. Jeśli całkiem zaniedbasz swoje emocje, to będziesz stawała się coraz bardziej obojętna na swoje potrzeby i na potrzeby innych ludzi, Twoje relacje będą coraz bardziej powierzchowne, coraz mniej będzie w stanie Ciebie pobudzić, będziesz coraz bardziej zgaszona.
Poszukaj na zwierciadło.kropka.pl artykuł o królowej śniegu. Przykro mi, ale myślę, że w tamtym opisie znajdziesz wiele z siebie.
I jeszcze ilustracja muzyczna: https://m.youtube.com/watch?v=1iMbtFR0mk0



End_aluzja,
Gdybyś potrzebowała kilku dodatkowych spostrzeżeń przy przygotowywaniu analizy transakcyjnej "związek po zdradzie", jestem do usług :-)

27,885

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Wiesz Endi, u Was to jeszcze może być tak, ze to jego zastanawianie się wróci. Bo to jest podsumowywanie życia, dla faceta swojej kariery zawodowej itd. Wrócił, bo przy Tobie jest energia życiowa, jak pisałaś.Dużo się dzieje. To bardzo dużo. Mój mąż miał dużo energii życiowej i tego początkowo mi bardzo brakowało. Ale przez tą jego energię facet mnie usiłował zdominować i zawłaszczać np.  pola przypisane głównie dla kobiety. Robił zakupy, gotował, organizował czas. A ja w depresji.
I co się okazało?
W miarę upływu czasu wracała energia życiowa, moja energia. Robię wszystko tak jak ja chcę, w swoim tempie. Więcej gotuję, z przyjemnością, z robieniem zakupów zawsze mnie wkurzal, bo ja robię lepiej i szybciej. A w sprawach organizacyjnych, należących głównie do faceta (np. budowa itd) ja jestem dużo lepsza. I zawsze byłam. Więc życiowo radzę sobie dobrze, lepiej niż on. Procentuje teraz moja zapobiegliwość, teraz odcinam kupony.
No i wydaje mi się, ze może on przez swoje dominowanie, zawłaszczanie, pozbawiał mnie jeszcze mojej energii. Bo ile można się kłócić, walczyć o każde pole? Więc odpuszczałam coraz więcej i więcej. Starałam się znaleźć siebie obok niego. I kiedy zaczęło być fajnie, ja się w tym odnalazłam, facet poszukał sobie koorlewny, z którą teraz się kłóci i kręci na karuzeli emocji.
A ja odnalazłam siebie, i żyję jak chcę. Z energią, choć bez szału. Ale szał uniesień już mam za sobą i nawet za nim nie tęsknię.

ja jestem energetyczna benzynerio, ale nie zagarniająca, bo ja jestem energetyczna w rodku;)
ja nie organizuje czasu i zycia mojej rodziny, nie podejmuje decyzji, nie ustalam wszystkiego, nie każe każdemu co ma robić
ja mam swoją energię skumulowaną na mnie i moim rozwoju\

Posty [ 27,821 do 27,885 z 29,007 ]

Strony Poprzednia 1 … 427 428 429 430 431 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024