Madameschizofrenia napisał/a:End_aluzjo.
Ja, chyba, tak naprawdę, wiem, przeczuwam wszystko, o czym piszesz. Tylko w tym moim kołowrocie nie umiem na chłodno poukładać? Pogodzić się z tą wiedzą? Nie umiem? Czy: nie chcę? Święta Naiwności...
End_aluzjo. Benzynerio.
Nie muszę mrużyć oczu, by zobaczyć ten dystans. Oczy szeroko zamknięte.Widzę i czuję.
Utrzymywałam go całe życie. Bo ta swoboda obrotu. Bo wolność. Bo bezpieczeństwo. Bo miejsce na MNIE. Tak było i w poprzednim, młodzieńczym, dziesięcioletnim, nigdy nie sformalizowanym związku. Ale wtedy - to był mój wybór.
Mój Mąż był pierwszym człowiekiem, któremu pozwoliłam podejść bliżej. A on o tym wiedział. Ale TEGO NIE ZROZUMIAŁ. I opluł.
Ta przestrzeń teraz wokół mnie, to nie swoboda. To pustka. Odsłaniając się, uczyniłam się bezbronna. To chyba konsekwencja mojego jedynego w życiu obdarzenia kogoś totalnym zaufaniem. I dziś stoję przed lustrem i myślę: po co ci to było? Bo tu już nie chodzi o nas. Ale mój światopogląd, zasady, wartości. O wszystko, po czym on przejechał buldożerem. Bo nie zastanawiał się, po czym jedzie. Bo w tamtym momencie nie istniałam ja, tylko on... Po tym, jak dałam po sobie przejechać, ostał się ino cynizm.
On dziś mówi: czy ja musiałem zabić, żeby stać się człowiekiem?
I mówi: błagam Cię o wybaczenie. O to, żebyś wybaczyła sobie, że mnie kiedyś, w innym życiu, wybrałaś. Nieprawdą jest więc, że myślenie nie boli
.
Ale... co mi teraz po tym? ...obracam w palcach złoty(?) pieniądz...
Czasem przymykam oczy. By sobie na chwilę wyobrazić, że nie ma tej pustki. Że jestem ja, ze wszystkimi przyległosciami, i że jest on, na wyciągnięcie ręki. I nie umiem. I to taki paradoks, bo zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę on nigdy wcześniej, ze swojej strony, nie był tak blisko, jak teraz. SERCE i ROZUM....
Mokrego Dyngusa, Miłe Panie!
madame. każdy z nas buduje wyobrażenie o samym sobie, swój obraz i wizerunek. z mojego wieloletniego (niestety) doświadczenia życia po zdradzie powiem Ci brutalną, ale niestety prawdziwą, prawdę.
Zdrada była naszym facetom PO COŚ. w tamtych relacjach, w tamtym seksie, w tamtym kombinowaniu , kłamaniu oszukiwaniu.
Obraz, który budujemy dla samych siebie jest POZYTYWNY. bo inaczej nie da się żyć.
a więc Twój mąż, mój maż żył w swoim obrazie
jestem atrakcyjny, męski, seksowny - zawsze jak się z nią spotykam jest chętna - czyli ja jestem taki siaki i owaki..
jestem mądrym, sprytny, niezniszczalny - potrafię tak pieknie kłamać, ustalać scenariusze,
jestem jak detektyw - snuje nitkę malutkich niedomówień, minimalnym oszustw
jestem taki dobry - nikogo nie ranię przecież - chronię zonę, a innej kobicie daję tyyyle szczęscia
jestem taki uczciwy - nie jestem jak inni faceci, bo (mój mówił, że niczego nie obiecywał i nie mówił o uczuciach - a zatem to nie była zdrada i romans tylko - jakies takie coś...)
i problemem jest to, że kiedy my sie dowiadujemy, to INTERPRETUJEMY to wszystko, co się stało, inaczej niż oni
oni mówią, to nie było ważne, nie ma znaczenia, nie miało wpływu na nasz związek, przeciez cię kocham....
my mówimy co innego
oni zrobią teraz wszystko, by ten idealny obraz samych siebie zachować - bo każdy z nas potrzebuje pozytywnego obrazu samego siebie...
więc slyszysz słowa - jak mogłem to zrobić, czy musiałem zabić, by zrozumieć, nigdy nie chciałem, uwierz, to już nigdy się nie zdarzy... itp...
twój obraz męża jest dzisiaj inny niż jego - więc wprowadzasz dysonans
zatem twój mąz staje sie teraz BOHATEREM...
a ty - pełna bólu, nienawiści i cierpienia mówisz - piszesz:
tak tak, zawiódł, zdradził, zranił....
ale się pokajał, przyznał do błędu, stara się, cierpi, jest na każde zawołanie..
BOHATER normalnie - co nie??
och madame - przechodzi te same schematy, co i ja..
mimo tego, że z jednej strony aż cię żołądek zkręca, jak na niego patrzysz, to z drugiej strony gracie w grę:
mój bohaterski mąż popełnił błąd, bo każdy ma przecież prawo do błędu, ale pojawiła się refleksja i budujemy od nowa....
i tak dalej i tak dalej
nO jak na to nie patrzeć
może i zdradził, może i sprzeniewierzył wszystko, co było dla ciebie wartością
ale jaki dzielny, jaki waleczny, jaki oddany - no jaki WYJĄTKOWY...
i tu trafiamy w sedno - WYJĄTKOWY..
dlaczego?/
bo SYTUACJA tego wymaga...
nasi mężowie zdradzając nie funkcjonowali w WYBORZE - tylko w sytuacji
to nie ich wina, że mieli romans madame:
to wina sytuacji, przypadkowego spotkania, środowiska, w którym pracują, pracy, która wykonują....
To nie ich wina, ani zasługa, że teraz są walecznymi bohaterami:
robią tak, bo tak trzeba, bo nie ma wyjścia, bo sytuacja zmusza....
I teraz madame dobra rada i nauczka, którą ja niestety przeszłam
dopóki twój mąż NIE ZROZUMIE - że każda chwila w jego życiu jest wyborem i że wyboru dokonuje TYLKO i wyłącznie on - nie wyciągnie wniosków z tej zdrady
jeśli np. za trzy lata wpadnie znienacka na ulicy na kochankę - i pójdzie z nią na kolacje - powie ci, że on NIE CHCIAŁ, ale SYTUACJA się zdarzyła, a on za nia podążył.. rozumiesz??
Dojrzałość i zrozumienie byłyby wtedy, gdyby - za trzy lata twój mąż wpadł na ulicy znienacka na kochankę i PODJĄŁ DECYZJĘ, DOKONAŁ WYBORU - co zrobi w tej sytuacji, bo wie, że on i tylko on ma wpływ na to, co sie wydarzy zaraz po tym wpadnięciu znienacka...
madame - ja sie bujałam ze zrozumieniem tego przez jakieś trzy lata
próbując interpretować jego zachowanie, szukając przyczyn,
a i tak musiało się zdarzyć jeszcze coś, by otworzyło mi oczy
napisałaś, jak mógł podeptać twoje wartości, zaufanie.
zakładasz, że ZDECYDOWAŁ, Że rozumie zasadę przyczyna-skutek
a ja ci mówię otwarcie i dam sobie rękę uciąć, że w całym tym przepraszaniu, przebaczaniu, co chwile słyszysz - nie wiem, jak mogłem, nie rozumiem, jak to się stało , byłem głupi, już nigdy więcej.... - rozumiesz?/ on mówi - nie wiem, co się stało, jak to się stało..
on ożywa formy bezosobowej, się stało madame....
zdradzają ludzie, którzy nie rozumieją zasady wewnątrzsterowności, nie przyjmują, nie chcą przyjąć, nie kierują się w życiu zasadą - każdego dnia, cokolwiek zrobię - pojmuję decyzje co do dalszej minuty mojego życia
zdradzają ludzie, którym "coś się zdarza", sytuacja sprawiła, nie miałem wyboru, tak wyszło...
posłuchaj, co mówi twój mąż
uświadom sobie, że to, co robi teraz to także jest DOSTOSOWANIE się do sytuacji..
rozumiesz??
twój mąż nie jest żadnym pieprzonym wyjątkowym, dzielnym, empatycznym, skruszonym, pobłądzonym facetem, który uczynił zło a teraz się zmienił
twój mąż zachowuje się jak .......(to co wcześniej..) dlatego, że obecna sytuacja WYMUSZA takie, a nie inne zachowanie.
bo takie są oczekiwania, bo taki scenariusz JEST MOŻLIWY
i teraz będzie jak na kazaniu
zaprawdę, nie dowiesz się - jak, gdzie i kiedy dojrzeje i dorośnie twój mąż, dopóki mu POMAGASZ tkwić w układzie i sytuacji
bo pomagasz moja droga.. wiem to, bo sama pomagałam....
dzielnie znosząc ból
doceniając jego troskę
podziwiając za gotowość przyjęcia wszystkiego na klatę
pozwalając, by wdzierał się w luki mojej samotności, bólu, straty i stwarzał we mnie poczucie, że go POTRZEBUJE
\że jest lekiem na całe zło i plastrem na ranę, którą zresztą sam wyciął
on w tym wszystkim NIE JEST SOBĄ
on jest TYM, KIM ma być dla ciebie.. kogo potrzebujesz
jest w tym dokładnie tak samo prawdziwy i szczery jak wtedy, gdy mówił ci, że jedzie do krakowa, a jechał do gdanska
rozumiesz??
jeśli chcesz poradzić sobie ze zdradą, jeśli chcesz odbudować siebie - musisz się od niego odwrócić
nie możesz go chronić przed swoimi uczuciami, ale też "nagradzać" ciągłymi wybaczeniami i zrozumieniami, ukrywaniem złych myśli, płakaniem w samotności, by go już nie martwić
jeśli chcesz żyć dalej po zdradzie, jesli chcesz się uwolnić od takiego błędnie obłędnego myślenia o wartościach, o deptaniu, o zaufaniu, o jedynym człowieku, którego dopuściłaś do siebie a on tego nie docenił, od tego całego aj aj jak boli...
przyjmij jedno założenie
TWÓJ MĄŻ NIE ISTNIEJE
nie on pomoże ci się uporać z uczuciami
i na miłość boską nie jesteś od tego, aby on, przez swoje zasrane bohaterstwo znoszenia twoich uczuć i twojej prawdy poczuł się lepiej z całym kurewstwem, które sobie na boku uczynił
rozumiesz??
to, co robicie, to w czym TKWISZ - to jest nadal gra
gra w analizie transakcyjnej - którą kiedyś chyba do celów naukowych opisze, która nazywa się ZYCIE PO ZDRADZIE
i jest - jak każda gra - oparta o nagrody i kary
dopóki nie wyleziesz z gry na zasadzie:
byłem zły, ale się staram
cierpię, ale pozwolę, byś ty mi pomógł,
jesteś katem, ale tez ofiarą
jesteś katem, ale tez zbawieniem
jestem taka dobra, mądra, wybaczająca i święta na ziemi..
będziesz się tarzać w błocku relacji opartych o chore założenia
to nie prawda, że jesteś ze swoim mężem, bo jest tak blisko, bo się stara, bo okazuje miłość, bo jesteś dla niego najważniejsza, bo nie umiałabyś ranic, tak jak on potrafi
jesteś z zupełnie innych powodów
i te powody SĄ W TOBIE, a nie w nim
dlaczego z nim jesteś??
po co madame TObie w życiu facet - o którym - gdyby był mężem twojej koleżanki - nie potrafiłabyś myśleć bez uczucia obrzydzenia, niesmaku i prawie pawia na końcu gardła??!!!
Madame - zatrzymaj się dzisiaj - bo będziesz dalej tłumaczyć, analizować, wymyślać
będziesz mówić, czego od Niego oczekujesz, co ON musi zrobić, dlaczego jesteś z NIM
JEGO NIE MA MADAME
jesteś tylko i wyłącznie ty.
codziennie rano, gdy sie budzisz - a pierwsza myśl w głowie to ZDRADZIŁ - ty podejmujesz decyzję, jak przeżyjesz ten dzień....
on nie jest winien temu, co sie z tobą emocjonalnie dzieje, nie jest ważne co on zrobi, jak , gdzie i dlaczego
rozumiesz to madame?>
jesteś nieszczęśliwa?
Twój wybór
nie potrafisz się odnaleźć?
twoja sprawa
madame - jeszcze nie jest za późno.... jeszcze możesz wyjść z tego uzależnienia emocjonalnego i nierealnej próby odbudowania tego, czego juz nie ma na kompletnie złych zasadach....
to SYTUACJA wami kieruje - a nie decyzja
a to oznacza, że co najmniej twój mąż - ale ty pewnie też - funkcjonujecie w POCZUCIU BRAKU WYBORU - a konieczności życia tak, jak żyjecie
ciebie do tego nakłania poczucie bezpieczeństwa, chęć ratowania czegoś co było
jego pewnie to samo plus poczucie winy i konieczność zmiany swojego własnego obrazu w twoich oczach - bo źle mu z tym, KIM dzisiaj jest...
jak rozumiem - ochroniłaś go przed rodziną i przyjaciółmi - NIKT nie wie, co się stało, prawda??
ja też tak zrobiłam - ale paradoksalnie - to ułatwia im tkwienie w poczuciu dobrej oceny samego siebie - bo przecież tylko w oczach jednego człowieka czują się źle...
madame - nie jesteś od tego, by twój mąż lepiej sie poczuł i naprawił zło, które wyrządził
używam tych wielkich słów, bo pewnie wy też ich używacie...
on nie jest od tego, byś się lepiej poczuła...
każdy ranek, gdy czujesz się źle, to twój wybór
nieważne, co on zrobi, jaki będzie
to ty wybierasz, i masz wpływ na swoje samopoczucie,
i teraz zapytaj mnie - to jak to zrobić....