Kobiety na zakręcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Strony Poprzednia 1 … 421 422 423 424 425 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27,431 do 27,495 z 29,007 ]

27,431

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny też jestem na zakręcie i chciałam was prosić o radę.

Mianowicie chodzi o rodzinę męża. Dokładnie o jego brata i żonę. Za niedługo będą odprawiać urodziny swoim dzieciom i jak co roku będą dzwonić z zaproszeniem, ale ja wcale nie mam ochoty tam iść (co roku tam chodzimy bez zająknięcia). Mąż jest chrzestnym jednego z nich. Szwagier i szwagierka to specyficzni ludzie, wiecznie mają do nas jakieś nieuzasadnione pretensje i co najlepsze nie powiedzą nam o co im chodzi tylko nagadują na nas rodzicom. Do naszego dziecka na roczek mieli ogromny problem przyjść, musieliśmy kilka razy zmieniać terminy i właściwie przyparliśmy ich do muru, żeby przyszli w końcu i to z wielkim fochem, jakby wchodzili na ścięcie, w dodatku się spóźnili. Po tej całej sytuacji stwierdziłam, że nie będę odprawiała urodzin swojemu dziecku (jedynie do dziadków), ale nie mam ochoty też tam chodzić. Czuję się oburzona ich zachowaniem, zwłaszcza, że to nasze pierwsze dziecko i roczek, a ci takie szopki robią. Mąż jakoś się tym nie przejmuje, ale też nie ma chęci tam iść.

Chodzi mi o tę jedną sytuację, bo takich sytuacji, gdy byli do nas nie fair było bardzo wiele, dużo by pisać, zawsze musi być tak jak oni chcą. Szwagierka mówi, że ma zawsze wiele wydatków, ale jakoś źle im się nie żyje, a gdy mają coś od siebie dać to już jest problem. Chcę zaznaczyć, że my mamy o wiele gorzej, jeden zarobek i jakoś publicznie nie użalamy się nad sobą, zwłaszcza, że rodzina jest duża i sporo dzieci i co roku są duże wydatki, np. urodziny, a za chwilę komunie.

Co byście zrobiły na moim miejscu odnośnie pójścia na urodziny? Jak dyplomatycznie odmówić i nie dać sobie wejść na głowę. Proszę o radę.

Zobacz podobne tematy :

27,432

Odp: Kobiety na zakręcie

Kochane
Życzę Wam wszystkim i każdej z osobna by kolejny rok przyniósł spokój, spełnienie marzeń, wyjaśnienie niewyjaśnionego, podjęcie dobrych decyzji, rozwiązanie dotychczas nierozwiązanego, mnóstwo uśmiechu i zdrowia!!!

Ja nalewam wodę i zaraz wskakuję do wanny, piję pyszne wino od dobrej koleżanki, za ścianą impreza. Nowy Rok powitam w tym roku w piżamie, na śpiocha
Do zobaczenia w nowym, kolejnym.....

27,433

Odp: Kobiety na zakręcie

Szampana w bród,
wódeczki ciut,
kaca małego
i brzuszka pełnego,
zdartych zelówek,
wielu śpiewanych solówek,
porannej kawy
i wspaniałej Sylwestrowej zabawy.

27,434

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam Was zakrętki w 2016 roku!

Jakieś postanowienia noworoczne? smile

Bo ja w tym roku mam zamiar dobić do 65 kg, zdać egzamin na doradcę, wrócić do nauki angielskiego i wyjechać na objazdówkę do jakiejś europejskiej stolicy i uwaga - nie będzie to Warszawa wink A przede wszystkim życzę sobie być szczęśliwą!

Ja już dzis w pracy, ale podobno sporo osób jeszcze ma tydzień wolnego.

27,435 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2016-01-04 11:42:13)

Odp: Kobiety na zakręcie

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku .
Mróz nadal trzyma,trochę ciężko mi się oddycha na kijkach ,ale daję radę.
Jeżeli chodzi o postanowienia noworoczne to ja nigdy takich nie robiłam.

Miki ja bym nie przejmowała się tak tymi urodzinami. Szkoda by było żeby dzieci cierpiały za rodziców.  Możecie pójść, a gdy pojawiają się jakieś pretensje, to możecie powiedzieć, że przyszliście do dziecka a nie wysłuchiwać pretensji.  Gdy to nie pomoże to możecie wcześniej wyjść.

27,436

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc Zakretki,

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Pytajko, liste masz imponujaca, niech Ci sie chociaz polowa spelni:) Ja male postanowionko mam, ale to top secret;) nie chce zapeszac.

U nas piekna zima rowniez, minus 12-14, bielusienko, bo dosypalo wczoraj i w nocy a teraz slonce i az chce sie isc na dluuugi spacer. Na szczescie sroda znow wolna:)

27,437 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2016-01-04 12:14:05)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie w nowym roku. :)
Zimie przypomniało się i w Nowy Rok sypnęła i przymroziła. Dzaś rano było minus 18. Aż takich mrozów to nie lubię :(Sylwester spędzony sympatycznie na domówce u znajomych. Postanowień nnoworocznych nie robie,  bo wiem,  że moja silna wola nie jest niestety taka silna. Ale chciałabym tak jak Pytajka mieć te 65 kg :) :) może się uda, zobaczymy.

Silny tak jakoś smutno mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego wpisu o Sylwestrze. Czyżbyś spędzała go samotnie??

27,438 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2016-01-04 12:22:04)

Odp: Kobiety na zakręcie

U nas -14 , ale śniegu prawie nie widać.  Mogło by trochę popruszyć i od razu zrobiło by się ładniej.
Na razie dogrzewam się z mężem przy kominku.  Fajnie tak popatrzeć na ogień.
Zaraz zabieram się za czytanie następnej książki.

27,439

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Ale chciałabym tak jak Pytajka mieć te 65 kg smile

Czyli masz do zrzucenia jakies pol kilo?:)

27,440

Odp: Kobiety na zakręcie

Najważniejsza głowa i emocje - to w pierwszej kolejności do wypracowania. A reszta to tak dodatkowo smile Od dawna chciałam pozwiedzać europejskie stolice i zawsze coś zgrzytało albo nie miałam energii do tego.
Co do kilogramów. Nie zajadam stresów od ponad miesiąca, więcej się ruszam i mam - 6kg. smile Wiecie dziewczyny (a tym które nie wiedzą serdecznie życzę, żeby dowiadywać się nie musiały), jak człowiek jest permanentnie w dołkach to nie ma się energii życiowej do niczego w zasadzie. Nie ma się siły. Ja nie miałam.

Jestem zmotywowana jak nigdy! smile no przynajmniej nigdy od 4 lat wink

27,441

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Ale chciałabym tak jak Pytajka mieć te 65 kg smile

Czyli masz do zrzucenia jakies pol kilo?:)

Ha ha chciałabym smile

27,442

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Najważniejsza głowa i emocje - to w pierwszej kolejności do wypracowania. A reszta to tak dodatkowo smile Od dawna chciałam pozwiedzać europejskie stolice i zawsze coś zgrzytało albo nie miałam energii do tego.
Co do kilogramów. Nie zajadam stresów od ponad miesiąca, więcej się ruszam i mam - 6kg. smile Wiecie dziewczyny (a tym które nie wiedzą serdecznie życzę, żeby dowiadywać się nie musiały), jak człowiek jest permanentnie w dołkach to nie ma się energii życiowej do niczego w zasadzie. Nie ma się siły. Ja nie miałam.

Jestem zmotywowana jak nigdy! smile no przynajmniej nigdy od 4 lat wink

Kurcze ja nigdy stresu nie zajadałam, u mnie było zawsze odwrotnie, nic przełknąć nie mogłam.
Ale Pytajko, widzę, że jesteś pełna optymizmu i energii smile
Super, bardzo się cieszę smile

27,443

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie

Pytajka - aż miło się Ciebie czyta!!! :-) BRAWO TY!!

U mnie na razie raczej szaro, ale nie będę Was zanudzać. Sylwestra spędziłam w teoretycznym towarzystwie męża, jednak w atmosferze raczej izolacji niż wspólnoty. Nie chcę o tym pisać, o nim nie chcę pisać. Walczę sama ze sobą (głowa kontra chore emocje)

Co do postanowień noworocznych to nie mam żadnych. Od połowy listopada wracam sukcesywnie to upragnionych 60-62 kg. Przez święta trochę sobie pofolgowałam bo za smaczne ciasta zrobiłam hehe. Piernik staropolski.... sernik na podkładzie z masy z gniecionych orzechów włoskich i na cieniusieńkim kruchym spodzie z kruszonych pierniczków.... PYCHA!!!!
Ale po świętach detoks od słodyczy i wróciłam grzecznie na dobre tory żywieniowe :-)
Podsumowując stan - dziś mam 65 kg, czyli 5kg mniej :-))))

plany na najbliższe tygodnie - ogarnąć finanse bo mi się trochę rozjechały i mam tyły

no i nie mogę się doczekać wyjazdu z młodym na obóz sportowy, jedziemy za 12 dni :-))))

27,444

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:

U mnie na razie raczej szaro, ale nie będę Was zanudzać. Sylwestra spędziłam w teoretycznym towarzystwie męża, jednak w atmosferze raczej izolacji niż wspólnoty. Nie chcę o tym pisać, o nim nie chcę pisać. Walczę sama ze sobą (głowa kontra chore emocje)

Co do postanowień noworocznych to nie mam żadnych.

silky, a pamietasz to: "daje sobie czas do konca roku.."

A ja spytalam ktorego roku. Cos zadzialalas w tej kwestii?

27,445

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
silkytouch napisał/a:

U mnie na razie raczej szaro, ale nie będę Was zanudzać. Sylwestra spędziłam w teoretycznym towarzystwie męża, jednak w atmosferze raczej izolacji niż wspólnoty. Nie chcę o tym pisać, o nim nie chcę pisać. Walczę sama ze sobą (głowa kontra chore emocje)

Co do postanowień noworocznych to nie mam żadnych.

silky, a pamietasz to: "daje sobie czas do konca roku.."

A ja spytalam ktorego roku. Cos zadzialalas w tej kwestii?

pamiętam Mussu
pamiętam i czuję się z tym fatalnie
fatalnie sama ze sobą!!!  że jestem do niczego!!! ja i moje chore emocje, lęki, poczucie winy, uzależnienie, chora miłość (miłość?)
im dalej w las tym czuję się ze sobą coraz gorzej
jakbym miała rozdwojenie jaźni! walczą we mnie rozum z chorymi emocjami. Głowa mówi wiej, chore emocje mówią - on ma rację, musisz się bardziej postarać, zraniłaś go, musisz odpokutować
wiem, że to jest chore. Dyskusja, on mnie rani słowami, a ja marzę tylko o tym żeby mnie przytulił. Chore i żałosne.
to ze mną jest coś nie tak
niby mądra, zaradna, wykształcona, atrakcyjna kobieta.... a w środku totalny bajzel i syf
:-(

27,446 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2016-01-04 16:26:55)

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:
Mussuka napisał/a:
silkytouch napisał/a:

U mnie na razie raczej szaro, ale nie będę Was zanudzać. Sylwestra spędziłam w teoretycznym towarzystwie męża, jednak w atmosferze raczej izolacji niż wspólnoty. Nie chcę o tym pisać, o nim nie chcę pisać. Walczę sama ze sobą (głowa kontra chore emocje)

Co do postanowień noworocznych to nie mam żadnych.

silky, a pamietasz to: "daje sobie czas do konca roku.."

A ja spytalam ktorego roku. Cos zadzialalas w tej kwestii?

pamiętam Mussu
pamiętam i czuję się z tym fatalnie
fatalnie sama ze sobą!!!  że jestem do niczego!!! ja i moje chore emocje, lęki, poczucie winy, uzależnienie, chora miłość (miłość?)
im dalej w las tym czuję się ze sobą coraz gorzej
jakbym miała rozdwojenie jaźni! walczą we mnie rozum z chorymi emocjami. Głowa mówi wiej, chore emocje mówią - on ma rację, musisz się bardziej postarać, zraniłaś go, musisz odpokutować
wiem, że to jest chore. Dyskusja, on mnie rani słowami, a ja marzę tylko o tym żeby mnie przytulił. Chore i żałosne.
to ze mną jest coś nie tak
niby mądra, zaradna, wykształcona, atrakcyjna kobieta.... a w środku totalny bajzel i syf
:-(

Rozumiem to bardzo dobrze. Aż za dobrze. Mam wrażenie, że rady na nic się zdają. Każdy swoim tempem dochodzi do decyzji. Ale trzeba jednak na siłę oddzielać emocje od rozumu.
Ja psychicznie dojrzewałam przez kilka miesięcy. Zaczęło zwyczajnie docierać do mnie, że nie ułożę sobie życia tak jakbym chciała. Z nim. Z drugiej strony przebijała się bardzo długo myśl, że nigdy nie będzie mi gorzej niż obecnie. Bo w zasadzie moje życie to był to wieczny koszmar. Codzienny płacz (lub prawie codzienny), codzienne lekceważenie w mniej lub bardziej ważnych sprawach, codzienne odbijanie się od zimnej skały. Ignorowanie mnie, moich potrzeb, wyzwiska, przemoc fizyczna. Bardzo mnie mierzić zaczął fakt, że nigdy, podkreślam nigdy nie mogłam poranka spędzić w miły sposób na zasadzie napić się razem, kawy, zjeść razem śniadanie, pogadać 5 minut w trakcie ww. czynności o pierdach z uśmiechem na twarzy. O żartach z rana nie wspomnę nawet, bo rano musiałam mu schodzić z drogi. Dosłownie. Inaczej "wszedłby" na mnie. Miał focha od momentu jak oczy otworzył. A mój dom rodzinny był inny. Rano kuchnia była centrum domu i rodziny. Było gwarno, głośnio, zabawnie. Do dzisiaj z resztą jest. Najlepiej nam się tam kawę piję i rozmawia.

Wiesz Silky, że moja mama czasami łzę uroni z radości, że już nie jestem z D? Ona ciągle mi powtarza, że dzisiaj jestem taka jaka byłam kiedyś. Żartuję, śmieję się, jestem rozluźniona, nie jestem przewrażliwiona. A dla mnie nowością jest, że potrafię sama egzystować i nie przechodzić traumy z tego powodu. Bo ja zanim poznałam D. miałam doliny, że jestem sama. Dzisiaj jest fajnie. Nawet jak myślę o tym roku, to nie myślę o nowym facecie. Myślę o sobie. Myślę co sama zrobię, gdzie sama pojadę (ewentualnie z Arminem w miarę możliwości;) ).
I teraz Silky najlepsze. Od 10 grudnia nie przepłakałam nawet sekundy. Ani jednej sekundy. Dawniej płakałam z opisaną częstotliwością czasami kilka godzin w trakcie jednego dnia. Była totalna histeria. Ja się czułam jak małe dziecko zostawione pośrodku niczego. I to jest mega powód, który utwierdza mnie, że ja naprawdę podążać zaczęłam swoją/dobrą drogą. 

Długa droga przede mną dziewczyny. Ale wiem, że to co osiągnęłam przez ten ponad miesiąc to jest OLBRZYMI sukces. Decyzja o rozstaniu była wielkim krokiem dla mnie.

Edit: miałam napisać o tej miłości w nawiasie z Twojego postu - ja dawno przestałam kochać D. tak uważam. Ale uzależnienie od tych jazd, huśtawek było tak silne, że tkwiłam w tym. I własnie Silky, czy Ty kochasz męża? Nie odpowiadaj tu, nie o to chodzi. Odpowiedz sobie sama. Czy można w ogóle naprawdę kochać kogoś, kto w taki sposób nas traktuje?

27,447

Odp: Kobiety na zakręcie

Kochane,

w ten noworoczny czas pragnę złożyć Wam "zakręcone" życzenia:

Moni, aby z ust swego Pazia Królowej spijała najprzedniejsze nektary

Nince, niezliczonych z mężem miłosnych  uniesień czy to na plaży czy w lesie

Mussuce, wielu ekscytujących eskapad "z" lub "na" Krecie

Silky, aby mąż wreszcie otworzył oczy i zobaczył jak wspaniały klejnot ma przy sobie

Pytajce, księcia z bajki, co by ją dosłownie i w przenośni na rękach nosił

Endi, abyście się z mężem pokochali na nowo, bez reszty, bez pamiętania złego

Doonnie, aby od czasu do czasu w Twoim Misiu budził się Grizli

Renatce, M. - męża takiego jakiego pokochała

Operacji, by płomień miłości na nowo rozpalił serce Twoje i Twojego męża

Tosce, szału uniesień w ramionach ukochanego mężczyzny

Benzynerii, aby niebawem Ktoś na nowo odkrył piękno Twojej kobiecości


No i Lexparowi pięknej Mikołajki co by mu termostat w sercu i sypialni ustawiła na max

Dla nas wszystkich, którzy piszą i czytają "Zakręt":

odkrycia w sobie potężnej i wspaniałej wewnętrznej siły,
dzięki której zachwycimy się pięknem, uczynimy dobro
i będziemy celebrować każdą kroplę życia.

27,448

Odp: Kobiety na zakręcie

Dzieki za piekne zyczenia Lilka, Pytajka juz nie placz nigdy, nigdy, chyba ze z radosci. Silky przyjdzie moment decyzji i bedziesz wiedziala na pewno, co dalej. Byc moze to dalej bedzie takie ja teraz - tez bywa. W takich stuporowych stanach polecalabym porzadna terapie. Mussu, Nina i Monia chyba szusuja po prostej i oby tak dalej. Ciekawa jestem jak inne Zakretki w nowym roku, Endi, Malwina?
U mnie kurs na fajny zwiazek. M. jest zaangazowany w swoja zmiane i w nasze malzenstwo. Teraz ja czasem wprowadzam bariery z powodu pretensji za minione zdarzenia. Ale skoro nie odeszlam wtedy, jestem w jakis sposob i za nie odpowiedzialna, za to jak wygladalo moje zycie. Z tym zalem, zloscia i na niego i na siebie chce sie pozegnac, bo one mnie powstrzymuja czasem przed tym, by naprawde byc razem. A chce.

27,449

Odp: Kobiety na zakręcie

Lilka dziekuje za fajne zyczenie, ale ja juz dalam sobie spokoj.
Wegetuje, nic juz nie zmieniam, nie narzekam, nie ciesze sie z niczego...
a niech to zycie sobie leci, co ma byc to bedzie i tyle.

Czytam zakretki, ale nie pisze bo tylko zanudzam watek.
Pozatym Monia nie przyjela mojego swiatecznego wina, no i sie obrazilam tongue

Ps: Szkoda, ze Malwina nie pisze juz tak bardzo dlugo,  bardzo mi pomogly jej wpisy...
albo Endi, wskakuje z jednym zdaniem, a takie zawile madrosci nosi w sobie.

Pozdrawiam was wszystkie i oby ten rok byl lepsz od poprzedniego smile

27,450 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2016-01-07 11:25:09)

Odp: Kobiety na zakręcie

wybaczcie moje drogie, nie ogarniam trochę.. taki powód;)

u mnie duzo pracy
ciężko jest bo czas cięzki nastał
wiele rzeczy, dobrze zaplanowanych do działania wymaga dużego wsparcia, pojawiają się nowe ryzyka, na które trzeba reagować

więc jestem trochę zarobiona. w pracy zawodowej rozwinełam kilka bardzo dużych i znaczących wątków  - zabawnie i inspiracyjnie było je budować.. a teraz trzymam w reku cały pek sznurków i musze je umiejętnie kierowac na właściwe tory
to trudne, absorbujące i angazujące.
czasami trzeba sznureczek popuścić, czasami pociągnąć, czasami zawiązać supełek.. a czasami zmienić kolor...
takie tam r=zyciowe robótki ręczne

ja moje drogie panie odkryłam nowe słowo
AKCEPTACJA

siebie, swojego zycia, swoich wyborów...
ackeptacja tego, co życie nam przynosi
akceptacja innych ludzi i uszanowanie tego, że to co robią - to ich decyzja, ich wybór.

wiecie o co chodzi, prawda? nie o to, że każdemu wszystko wolno.. ale jesli mój mąż mnie zdradzi - to ja moge tylko zaakceptować ten fakt, to, że się wydarzyło. domniewywanie dlaczego, jak to sie mogło stać, kto winien, jak cofnąć czas - nie zmieni faktu, który musze po proostu zaakceptować. bo nic tego faktu nie zmieni - zdrada zawsze pozostanie zdradą . natomiast kolejnym krokiem jest zaakceptowanie tego, co czuje w związku z tym i co ja chcę dalej z tym zrobić. odejśc. zostać... jesli to mój wybór i moja potrzeba, to to akceptuje

jesli maz doprowadził mnie do emocjonalnego uzalexnienia i stałam się ofiara przemocy psychicznej - trzeba to po prostu zaakceptować - powidzieć - tak, jestem ofiara przemocy, uzalezniłam się od hustawek, przestałam wierzyć w to, że jestem coś warta, że zasługuje na szczęscie.... zaakceptować a potem zadac sobie pytanie - czego potrzebuje, by poczuc się dobrze sama ze sobą? co moge zrobic z tym - dla siebie, mojej przyszłości, przyszłości moich dzieci??

jesli mój maz nie daje mi poczucia szczęscia, relacji, bezpieczeństwa spełnienia - to dopóki tego nie zaakceptuję, dopóki będe liczyc na to, że on mi w końcu da to, czego cche i potrzebuję - chociaz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie da, nigdy nie dał, i nie ma zamiaru się zmienić(l;udzie się wogóle nie zmieniają... są, jacy są... 0 to tez trzeba zaakceptować, a nie rysowac innym ludziom scenariusze...) więc dopóki będe na to liczyc, bede ytkwić w miejcu i będe wiecznie nieszczesliwa. ale jesli zaakceptuje fakt, że on taki jest, że tak będzie wyglądac nasza relacja - to - albo tę relację zaakcptuję, albo zacznę szukać odpowieedzi na pyttanie - czego Ja potrzebuje - od siebie i dla samej siebie, by czuc się spełniona, szczęsliwa? gdzie i jak moge to znaleźć.? i NIGDy. NIGDy - odpowiedzią na pytanie nie będzie - będe szczsciwa, gdy ON, ON MUSI, to wtedy... tylko ja...


co ty możesz zrobic, by czuc się szczęsliwa?
co możesz zmienić?
kiedy czuje się szczęsliwa?
co moge zrobic, by tak się czuć?
jesli dziś w nocy wydarzy się cud.. i znikna wszystkie moje problemy.. ale nie będe wiedziec, że wydarzył się cud, bo własnie spałam w tym czasie i cud to jednak cud.... to...... po czym poznam, że cud się wydarzył

silky?/
\donna?
pytajka?
pytajka juz się budzi w zyciu po cudzie, prawda pytajko??

cud nie znaczy zawsze, że JEGO tam nie będzie...
oznacza inne nastawienie

ale cud to nie sytuacja, w której budzisz sie rano, a twój maż wiecznie zajęty, opryskliwy i zły nagle przynosi ci kawę do łozka ofewruje nieziemski seks i deklaruje miłośc bez tchu....

cudem jst to - co dotyczy nas..
ON się nie zmieni..
ta akceptacja, jest podstawą do budowania

pytajka- z radością czytam o twoim cudzie... tyle czasu i energii i emocji kosztowało cie dojście do tego - spokoju, radości, śmiechum, bezpieczeństwa we własnym domu

jesteś królową...

i dowodem na to, że czasami musimy w końcu decyzje podjąć
i że musimy sobie ufać i w siebie wierzyć

akceptacja oznacza, że daje sobie i innym prawo do tego, by byli tacy, jacy są. mam tez prawo oczekiwać tej akceptacji od innych.
ale jesli - zrozumienie, że mój maz własnie taki jest i zaakceptowanie tego, przynosi mi poczucie, że ja nie potrafię tak i w tym zyć.. to akceptuje te decyzję i otwieram się nowe
jesli natomiast uznaję - że taki on jest - seksualnie do niczego, samotnik, introwertyk i że jest to dla mnie ok - bo taki jest i takiego pokochałam.. to otwieram się na to, co daje mi szczęscie, w tej relacji w moim otoczeniu

banalnie będzie trochę
jesli ja czytam mnóstwo książek.. a mój mąz nie - to nie będe narzekać, że powinien się zmienić i zaczać czytać, bo nie mam z kim sie pasjonowac ksiązkami - tylko zapisuje się do lokalnego klubu miłośników jane austin...

jesli ja nienawidzę biegać, a mój maz uwielbia - to przeciez nie musze biegac z nim

jesli moja przyjaciółka nie lubi mojego męża - to pzeciez nie musi go lubić, a on jej.

jesli ja chce ja gościć w moim domu - to mój maż to szanuje bo ja tez szanuje jego.. samotne bieganie;)

banalnie się zrobiło hihihi

ale rozumiecie co próbuje powiedzieć?
\
\nasze związki sa jak mądre relacje z naszymi dziecmi
silky - ty masz maluszka - dobrze wiesz i widzisz, że ma on swój charakter,m swoja sobowośc, potrzeby... jesli twój syn to odwazny facet a ty wolisz miekkich wrazliwców -dobrze wiesz, że kochając go - nie zrobisz mu krzywdy i nie będziesz dązyć do jego zmiany...

jesli urodził mi sie chłopiec, a ja chciałam dziewczynkę to nie będe go wychowywac jak dziewczynki...

malwina ma dorosłe dzieciaki - i malwina wie - że jest taki moment, w którym dzieciak staje się samodzielny, popełnia własne błedy, czasami cierpi - a ty musisz to zaakcpetować, bo mają pewłne prawo byc kim sa i zyc jak zyją....

i jesli przyjmiemy tylko jdno  -jedno podstawie założenie
że mój mąż, mąz silky, krecik, misiek, mąz doony, byłu (uff) facet pytajki, maz niny - sa jacy są i się nie zmienią.....
to zostaje tylko jedno pytanie - na które MY znamy odpowiedź i które jest dla nas realne i mozliwe

CO JA Z TYM ZROBIĘ? co ja zrobie ze swoim zyciem i w moim zyciu? w sytuacji w jakiej jstem, w zyciu, w którym jestem

a nie w jakims wydumanym, pieknym zyciu, które bedzie takie wtedy, gdy POKONAm jedyną przeszkodę, która przed tym zyciem stoi.... JEGO - tego faceta... bo ma byc inny, myslec inaczej, czuc inaczej, traktowac mnie inaczej

taka jedna mała przeszkoda na drodze do mojego szczęscia - jak on się zmieni to....

nie moje kochane - ON jest jak jest - ale co ty zrobisz sobie, dla siebie i ze sobą, w związku z faktem, że on jest jaki jest - to już TYLKo twoja decyzja

27,451

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny .
Lilka dzięki za życzenia .
Endi dużo sił ci życzę ,żebyś z wszystkim sobie poradziła .

Ja zmykam zaraz na kijki ,choć mróz nadal nie ustępuje .

27,452

Odp: Kobiety na zakręcie

Tylko to mi Endi brzmi nie tyle jak akceptacja, co rezygnacja. Dlaczego mam akceptowac kogos, zycie z kims, zachowania czyjes, jesli jestem z tym nieszczesliwa? Mam sie na codzien oklamywac i wmawiac sobie, ze on juz takijest, jest ok, nic i nikt go nie zmieni ale kocham go i z takim kims zostane? Nic z tego, nie moja szkola. Nie twierdze, ze swojego partnera zaczne podszewka do gory wywracac, zeby mi pasil, tak jak sobie wymarzylam i jakbym go sobie z tym wysnionym sklonowala. Ale sa rzeczy na tyle istotne w zwiazku, ze nie ma bata, zero akceptacji. Co innego jogging, czytanie ksiazek, palenie fajki czy wedkarstwo sportowe - ktorych to pasji nie musze wcale dzielic, a zupelnie co innego jawne chamstwo, lekcewazenie, ponizanie, obraza, zdrady, przemoc psychiczna i fizyczna. To sa kwestie, przy ktorych nie ma przebacz nawet na milimetr tych tzw. granic. Malo tego, jesli moj partner  i maz (czyli najblizsza mi z zalozenia osoba, czyz nie?) wie o moich potrzebach i swiadomie je lekcewazy albo wrecz lamie wszelkie ustalone zasady, to ja z takim kims nie bede marnowac ani jednego roku dluzej. Tak bylo z moim eksem, nie bylo przemocy takiej czy innej, nie bylo zdrad ani czynnego chamstwa ale byla wystarczajaca arogancja i lekcewazenie potrzeb moich i dzieci. Dlatego musial nastapic koniec. W zaden sposob nie bylabym w stanie zaakceptowac jego lenistwa, apatii zyciowej, nieporadnosci, buty czy ignorowania mnie i malych. Zycie z taka akceptacja takiego czlowieka u mego boku nazwalabym wegetacja.

27,453

Odp: Kobiety na zakręcie

Tylko to mi Endi brzmi nie tyle jak akceptacja, co rezygnacja. Dlaczego mam akceptowac kogos, zycie z kims, zachowania czyjes, jesli jestem z tym nieszczesliwa? Mam sie na codzien oklamywac i wmawiac sobie, ze on juz takijest, jest ok, nic i nikt go nie zmieni ale kocham go i z takim kims zostane? Nic z tego, nie moja szkola. Nie twierdze, ze swojego partnera zaczne podszewka do gory wywracac, zeby mi pasil, tak jak sobie wymarzylam i jakbym go sobie z tym wysnionym sklonowala. Ale sa rzeczy na tyle istotne w zwiazku, ze nie ma bata, zero akceptacji. Co innego jogging, czytanie ksiazek, palenie fajki czy wedkarstwo sportowe - ktorych to pasji nie musze wcale dzielic, a zupelnie co innego jawne chamstwo, lekcewazenie, ponizanie, obraza, zdrady, przemoc psychiczna i fizyczna. To sa kwestie, przy ktorych nie ma przebacz nawet na milimetr tych tzw. granic. Malo tego, jesli moj partner  i maz (czyli najblizsza mi z zalozenia osoba, czyz nie?) wie o moich potrzebach i swiadomie je lekcewazy albo wrecz lamie wszelkie ustalone zasady, to ja z takim kims nie bede marnowac ani jednego roku dluzej. Tak bylo z moim eksem, nie bylo przemocy takiej czy innej, nie bylo zdrad ani czynnego chamstwa ale byla wystarczajaca arogancja i lekcewazenie potrzeb moich i dzieci. Dlatego musial nastapic koniec. W zaden sposob nie bylabym w stanie zaakceptowac jego lenistwa, apatii zyciowej, nieporadnosci, buty czy ignorowania mnie i malych. Zycie z taka akceptacja takiego czlowieka u mego boku nazwalabym wegetacja.

Doonna napisał/a:

Wegetuje, nic juz nie zmieniam, nie narzekam, nie ciesze sie z niczego...
a niech to zycie sobie leci, co ma byc to bedzie i tyle.


dokladnie tak jak to Doona teraz widzi. I za co chetnie bym jej tylek zloila, bo tak nie powinna NIGDY w zyciu myslec osoba mloda (40 + to nie starosc) i zdrowa. Tak moze sobie myslec ktos baaaardzo juz stary i zmeczony zyciem albo nieuleczalnie chory z paromiesiecznym wyrokiem. Kazdy inny ma obowiazek i prawo walczyc o swoje szczescie i zycie pelnia zycia, a nie takie przepuszczanie przez palce. Doona, nie pasuje Ci ten cieply mis? To zostaw go, lepiej byc w takim wypadku samej. A moze prawdziwy ksiaze jest gdzies za rogiem?

27,454

Odp: Kobiety na zakręcie

mussu - akceptacja rzeczywistości
ON TAKI JEST
lekcewazy moje uczucia, potrzeby, zdradza, bije   
taki jest...
a nie - on  może tak się zachowuje, ale to dlatego bo ja, ale to dlatego bo w pracy, bo zła mamusia....



nie akcepracja sytuacji i zycia.
nie masz sobie wmawiać, że on taki jest i nie ma wyboru
poniewaz on taki jest to właśnie MASZ wybór

ackeptacja mojej rzeczywistości oznacza - on jest taki, a ja jestem nieszczesliwa. to ja jestem nieszczesliwa i to ja biore odpowiedzialnośc za moje szczescie
nie moge obwiniać go o to, że lezę sobie w czarnej dupie i płacze po kątach.... to ja mam na to wpływ.

zaakceptowanie zycia to to, w czym ty zyjesz mussu. cieszac się każdym dniem czerpiąc radośc ze związku, mądrze wspierając swoje dzieciaki, ale tez pozwalając im iśc swoją drogą - jak twojemu synowi, którzy chciał byc kucharzem - a ty to uszanowałas i zaakceptowałas go - takim jaki jest, i to co chciał wiedząc - że to on poniesie konsekwencje swoich zachowac i decyzji


ta akceptacja dotyczy tez związku w którym jestem. jesli zyje z facetem, ktory mnie zdradził. to - chocbym ubrała to w niewiemjakwielkieimądre słowa - zaakceptowałam w swoim zyciu faceta, który mnie zdradził i pozwoliłam mu przy mnie być.. czyż nie? zatem jesli będe płakać nieszcześliwa - jak mogłam być taka durna i z nim zostać - no to przecież sama to sobie zrobiłam, prawda?/

ackeptacja zaczyna sie ode mnie samej. wiem jaka jestem, lubie siebie i dbam o siebie. Nie pozwole nikomu naruszac moich granic.. ale ja tez nie naruszam czyichś granic. ale to tez oznacza moje prawo dop bycia akceptowaną. jesli ktos mnie nie ackeptuje, próbuje nagiąć zmienić to - po pierwsze ma prawo mnie nieackeptować, ale ja nie zgodze się na zmianę. nie będe się tez oceniała przez pryzmat tego, co o mnie ten ktos mysli. nie kochasz mnie ? nie dbasz o mnie? twoja wola. Ale ja nie musze sie na to godzić. bo to ja wybieram i ackeptuje rzeczywistośc wokól siebie
\

27,455 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2016-01-07 15:32:44)

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

mussu - akceptacja rzeczywistości
ON TAKI JEST
lekcewazy moje uczucia, potrzeby, zdradza, bije   
taki jest...
a nie - on  może tak się zachowuje, ale to dlatego bo ja, ale to dlatego bo w pracy, bo zła mamusia....



nie akcepracja sytuacji i zycia.
nie masz sobie wmawiać, że on taki jest i nie ma wyboru
poniewaz on taki jest to właśnie MASZ wybór

ackeptacja mojej rzeczywistości oznacza - on jest taki, a ja jestem nieszczesliwa. to ja jestem nieszczesliwa i to ja biore odpowiedzialnośc za moje szczescie
nie moge obwiniać go o to, że lezę sobie w czarnej dupie i płacze po kątach.... to ja mam na to wpływ.\

tutaj wszystko jasne, ale czy mam przez to zrozumiec, ze Ty wlasnie akceptujesz to, ze jestes /bedziesz ze swoim mezem nieszczesliwa? Moze zle to odczytalam? Mam nadzieje..

End_aluzja napisał/a:

zaakceptowanie zycia to to, w czym ty zyjesz mussu. cieszac się każdym dniem czerpiąc radośc ze związku, mądrze wspierając swoje dzieciaki, ale tez pozwalając im iśc swoją drogą - jak twojemu synowi, którzy chciał byc kucharzem - a ty to uszanowałas i zaakceptowałas go - takim jaki jest, i to co chciał wiedząc - że to on poniesie konsekwencje swoich zachowac i decyzji\

no tak, ale to ciut inna kwestia - danie wyboru w kwestii przyszlosci i zawodu a danie wyboru w przypadku ranienia drugiej osoby. Dopoki te wybory mojego syna nikomu w niczym nie szkodza, nie czuje sie zobowiazana wkraczac do akcji. Ale nie sadze, ze z rownym przyzwoleniem patrzylabym np. na jego kariere dealera narkotykow czy handlarza kradzionymi autami. Albo gdyby ranil swoja rodzine.


End_aluzja napisał/a:

ta akceptacja dotyczy tez związku w którym jestem. jesli zyje z facetem, ktory mnie zdradził. to - chocbym ubrała to w niewiemjakwielkieimądre słowa - zaakceptowałam w swoim zyciu faceta, który mnie zdradził i pozwoliłam mu przy mnie być.. czyż nie? zatem jesli będe płakać nieszcześliwa - jak mogłam być taka durna i z nim zostać - no to przecież sama to sobie zrobiłam, prawda?/\

Prawda, ale nadal mam nadzieje, ze to tylko teoria a nie rzeczywistosc, ktora musisz akceptowac.

End_aluzja napisał/a:

ackeptacja zaczyna sie ode mnie samej. wiem jaka jestem, lubie siebie i dbam o siebie. Nie pozwole nikomu naruszac moich granic.. ale ja tez nie naruszam czyichś granic. ale to tez oznacza moje prawo dop bycia akceptowaną. jesli ktos mnie nie ackeptuje, próbuje nagiąć zmienić to - po pierwsze ma prawo mnie nieackeptować, ale ja nie zgodze się na zmianę. nie będe się tez oceniała przez pryzmat tego, co o mnie ten ktos mysli. nie kochasz mnie ? nie dbasz o mnie? twoja wola. Ale ja nie musze sie na to godzić. bo to ja wybieram i ackeptuje rzeczywistośc wokól siebie
\

  W dalszym ciagu podtrzymuje jeden warunek: dopoki Twoje albo czyjes zachowanie nie krzywdzi innych, masz wtedy prawo do bycia akceptowana.

27,456

Odp: Kobiety na zakręcie

tak...

widzisz, gdybym napisała, że jestem biedna i nieszczęsliwa w związku dlatego, bo maz mnie zdradził, to napisałabyś - słusznie - to po cholere w nim siedzisz?? i miałabys rację

i zgadzam sie, że nie krzywdzenie innych jest podstawą, traktuj innych jak ty chcesz być traktowana...
https://www.youtube.com/watch?v=JX7ZgnJlsfs

27,457

Odp: Kobiety na zakręcie

No wlasnie Mussu, ja wegetuje.
Wegetuje, bo nie potrafie zaakceptowac , ze moj przyjaciel nie jest w stosunku do mnie taki jak myslalam,
wlasciwie jest  taki, ale nie wiedzialam, ze po czasie stanie sie to tak uciazliwe.
  On tylko jest obok,  moge sobie wziac od niego co chce, albo powiedziec mu co ma zrobic, a on to zrobi, ale po tych paru latach, ta wydawac by sie moglo zaleta, stala sie jego wada.
Nie moge sie go poradzic, bo powie ,,zrob jak uwazasz, a napewno bedzie dobrze", a kiedy sie upieram o jego zdanie to uslysze, ze mysli jak ja, lubi to co ja itd.
Bardzo mi sie to podobalo - facet ktory jest taki jak ja! A tu guzik,
bo on nie jest jak ja, tylko ma jakis zanik osobowosci.
Poza tym jest apatyczny, domator do przesady, bez  inicjatywy i checi do czego kolwiek.

Nie akceptuje tego jak sie przy nim czuje, ale akceptuje, ze on taki jest i bedzie
i albo bede mogla tak zyc, bo jest wygodnie i bezpiecznie, albo spotkam kogos kto mi da to czego potrzebuje i polece.
A skad wiem, ze za trzy lata nie okaze sie, ze jednak nie tego chcialam?- po raz drugi. Bede tak latac i latac do starosci? - nie chce, ale akceptuje, ze tak sie stanie, bo nie potrafie przestac oczekiwac na to co mi potrzebne.
Chyba moj maz mnie zarazil tym dbaniem o swoje potrzeby. Teraz wybieram mniejsze zlo,
chociaz zdaje sobie sprawe, ze to nie w porzadku do mojego faceta, to nie potrafie sobie odmowic czekania przy nim. Wiem, ze on ma prawo wiedziec, ze jest tylko ostoja, w oczekiwaniu na innego, ale byc moze ten inny sie nie pojawi i bedzie dobrze. Nie wiem, a ze sie poddalam, wiec zyje sobie i patrze jak to moje zycie sobie leci.

Moj maz bardzo mial swoje zdanie, bardzo dbal o siebie i mial bardzo silna osobowosc, co prawda pol kobieca ta jego osobowosc byla, ale silna i mimo to czulam sie z nim jak przy prawdziwym mezczyznie.
I tu akceptacja moja  Endi , nie zdala egzaminu. Bo chociaz zaakceptowalam go z jego upodobaniem do kurestwa i  fetyszem, to nie potrafilam zaakceptowac tego jak bardzo zle sie przy nim czuje i ze jednak on nie zaakceptowal mnie taka jaka jestem.
Kochal mnie, ale chcial czegos innego, ja tez go kochalam az do nienawisci i odeszlam,
mimo akceptacji go jako czlowieka.
Teraz nie kocham ale trwam, bo nie czuje sie nie akceptowana, bo jestem szanowana za to jaka jestem, bo jestem soba i nie jest mi zle. Nawet nie lubie siebie za to, ze taka malpka sie zrobilam, ktora jednej liny nie pusci poki drugiej sie nie zlapie, ale nic nie poradze, egoizm mojego meza zahartowal mnie, albo wypaczyl wrazliwosc.

PS:  U nas w westfali nadal jesien, zazdroszcze troche tej zimy u was, bo lubie na sanki z corkami isc,
no i swieta byly takie malo swiateczne.
Pozdrawiam was kobiety, dziekuje, ze piszecie, jakas opuszczona sie czuje kiedy watek cichnie i
nijak nie potrafie tego zaakceptowac tongue

27,458

Odp: Kobiety na zakręcie

dooona, zaakceptowałaś swojego męża takim jakim jest, ale zaakceptowałaś też to, że przy nim szczęśliwa nie będziesz...
dlatego musiałas zmienić swoje zycie

to w sumie proste

kiedy czytam, jakie masz pretensje do obecnego partnera, to się zastanawiam....
masz do niego pretensje, bo jest mało charakterny, zgodny z tobą i raczej taki 'wyłączony"?

zyje z tobą spokojnie, bez konfrontacji, silnych emocji, a ty, po związku z byłym mężem, masz w sobie przekonanie, że prawdziwy związek jest wtedy, gdy ludzie walczą ze sobą o dominacje, przekonania, konfromtuja, biorą się za kudły, kłócą i godzą??


a ja wam zacytuję cztery złote zasady, które składają się na słowo AKCEPTACJA
Jeśli coś działa, to rób tego więcej.
Jeżeli coś nie działa, to rób coś innego.
Jak się nie zepsuło, to niczego nie zmieniaj, czyli nie szukaj problemów na siłę.
Nie komplikuj. Życie jest proste.

27,459 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2016-01-08 11:11:14)

Odp: Kobiety na zakręcie

Ja dodam od siebie, ze kiedy czytam opis tego partnera Doony, to jakbym zywy obraz swojego eksa miala przed oczyma. No i ja takiego zycia niestety nie uznaje za zycie, a na wegetacje to przyjdzie czas, jak 80-tki dobije albo i pozniej. Co sklania ludzi do pozostawania w zwiazkach, w ktorych czuja sie zle, nieszczesliwi, niespelnieni, apatyczni, wylaczeni i jakby zyjacy poza tym zwiazkiem - nie razem tylko obok siebie? Nie szkoda jest zycia na tego typu akceptacje?

Moze ja jestem takim typem, ze lubie stale jakies pierepalki w zyciu az do skutku, dopoki nie znajde zlotego srodka?

27,460 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-01-08 12:40:18)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć Dziewczyny!

Renatto, ja uważam, że w przypadku Twojego M. warto się starać i pracować nad związkiem, dlatego że On też tego chce i też się stara, nawet jeśli od czasu do czasu wychodzi jego zła natura, to jeśli ma tego świadomość i walczy ze swoimi złymi skłonnościami to jest szansa, że je pokona; a Ty masz świadomość jaki jest M., więc myślę, że potrafisz zadbać o swoje interesy przy Nim i nie dasz się zdominować; jeśli Twój M. Cię kocha i w Waszym związku są nie tylko smutne chwile ale i radosne to warto się starać;

Co innego u Silky, tu w pełni zgadzam się z tym co napisała Mussuka. Nie może być zgody na takie traktowanie.
W jej związku tylko Ona kocha, tak to przynajmniej wygląda.
Mąż Silky nie mówi, że kocha i nie okazuje. Wręcz przeciwnie.
Endi napisała, że ludzie się nie zmieniają.
Ja się z tym nie zgadzam, moim zdaniem są ludzie którzy się zmieniają, ale - mąż Silky się nie zmieni, jest zastygły w swej zawziętości i to się na pewno nie zmieni z jego inicjatywy. Ludzie zmieniają się na przykład w obliczu zagrożenia, wtedy błyskawicznie przewartościowują swoje życie. Ja uważam, że dla Silky jedynym wyjściem, żeby zmienić tą sytuację jest odejście, bo dopiero wtedy jak Jej mąż zobaczy, że ją stracił naprawdę, może zrozumieć że ją kocha i chce, oczywiście jeśli to czuje. Wtedy mogło by się stać to czego pragnie Silky tzn. mogłaby odzyskać swego męża. Ale może być też tak, że mąż Silky prowadzi podwójne życie, że nie angażuje uczuć w małżeństwie, bo okazuje je innej kobiecie, nie ma go całymi dniami w domu, w nocy, nie ma sexu a był, czy człowiek któremu nie brakuje kasy nie może zatrudnić jeszcze jednego pracownika, który go odciąży? On po prostu nie chce być w domu z rodziną, ale dlaczego, albo ma kogoś, albo taki jest i się nigdy nie zmieni, tzn. wygląda jakby kochał tylko siebie.

Ja mogę sobie tylko wyobrazić, że podejmowanie decyzji o odejściu jest cholernie trudne, dlatego nie dziwię się tym wszystkim osobom, które tego nie robią. Sama uważam, że to ostateczność, dopiero po podjęciu wszystkich możliwych prób (oczywiście kiedy to ma sens), ale widzimy też, nawet na ostatnim przykładzie naszej Pytajki, że takie decyzje są dobre.
I jeszcze jeden przykład nt. tego, ze ludzie się zmieniają, ale tylko pod wpływem silnych bodźców.
Monia pozwól, że wezmę za przykład Twojego jużniemęża.
Kiedyś nie dopuszczał myśli o zdradzie i rozwodach, a sam co zrobił? Wystarczyło, że jakaś sucz w czerwonych szpileczkach połechtała jego ego i zapomniał, o szczęściu rodzinnym które budował przez tyle lat.
Przepraszam Monia, że to przywołuję ale ja nie mogę tego zrozumieć. Jak człowiek może do tego stopnia zgłupieć? Jak może tak ranić najbliższych, jak on to mógł zrobić Moni i córce? Ja tego nie pojmuję. Patrzę w oczy mego męża i pytam czy ty to rozumiesz, czy ty byś tak zrobił? Nie. Ale on też tak mówił i nawet wierzył w to co mówi. I nie mówimy tu o jakiejś wielkiej miłości do tej suczy, wiemy dobrze że jej nie było i nie ma. I pewnie gdyby mógł cofnąć czas, to zrobiłby to.
I chociaż czytając historię Moni, nie rozumiałam tego, jak ona może dawać szansę człowiekowi, który mówi, że nie wie czy ją kocha, mało tego który odszedł już raz do suczy, to jednak podziwiałam ją za jej siłę, za jej poświęcenie dla dobra rodziny, za jej szlachetność wobec tego męża który nie był jej godzien. Darzę Monię wyjątkowym szacunkiem, bo wzniosła się ponad własny ból, kiedy jej dziecko cierpiało, kiedy musiało poznać sucz, kiedy urodziły się bliźniaczki i tak dalej. Teraz wiem też, że to była słuszna droga, bo może z dumą patrzeć w lustro i powiedzieć zrobiłam co w mojej mocy, nie mam sobie nic do zarzucenia. Podziwiam ją i szanuję, choć ja znając siebie nie zrobiłabym tak.
Gdyby mój mąż powiedział mi, że kocha inną, nigdy więcej by mnie nie dotknął, bo miłość jest u mnie warunkiem koniecznym i tą granicą, której nie przesuwam.

Doonna, pisz kiedy masz ochotę, przecież wszystkie lubimy wiedzieć co się u której dzieje.
Dobrze, że napisałaś o powodach rozstania z mężem, to znaczy o odczuciach. Widać jak każda z nas jest inna, ja też bym odeszła ale z innego powodu, taki facet nie byłby dla mnie pociągający nawet w 1% . Poza tym to był jego nałóg który zdominował jego życie rodzinne i zawodowe.
Moim zdaniem nie powinnaś mieć wyrzutów z tego powodu, że nie darzysz Misia jakimś płomiennym uczuciem. Jesteście ze sobą i na pewno część Waszych potrzeb zaspokajacie nawzajem. U Twojego Miśka to raczej kwestia charakteru, ale jeśli chcesz bardziej aktywnego życia, to powinnaś sama planować rożne wypady i imprezy i brać ze sobą Miśka, bo takie aktywne spędzanie czasu we dwoje budzi do chęć do życia. Ja np. jestem domatorką, nienawidzę planować wyjazdów, ale za to lubi to mój mąż więc planuje, ciągnie mnie za sobą a potem jestem zadowolona, że tak fajnie było.


Endi jesteś wspaniałą, barwną i ciekawą kobietą, ale z Twoich wpisów wygląda cierpienie które nosisz w sobie, niezawinione, niesprawiedliwe i niechciane. Tak sobie myślę, że tylko wybaczenie może Cię od tego uwolnić. Trudne to, ale możliwe. Nie mówię, że ja potrafiłabym wybaczyć to co zrobił Twój mąż, ale co innego można zrobić? Jeśli Twój mąż Cię kocha, a Ty jego, to może po prostu uznaj, że był wtedy słabym człowiekiem, zaślepionym egoistą. I w wybaczeniu tej ohydnej zdrady może okazać się Twoja siła i Twoje zwycięstwo.

Nawiążę jeszcze do Niny, uważam, że ona podjęła słuszną decyzję i wygrała. Podziwiam jej postawę. Ja tak nie umiałabym, mimo że widzę, że to słuszna decyzja. Mąż Niny również skrzywdził ją okrutny sposób, wydawać by się mogło niewybaczalny, zadał jej cios gdy wyciągała dłoń po pomoc. Czytając jej historię po prostu serce się kraje, a ona wybaczyła, nie zapomniała na pewno, ale zrobiła to co mogła dla siebie najlepszego wybaczyła i nie wraca do tego, dała mu szansę mimo, że chciał na początku tamtą, jakie to musiało być trudne. Dlatego wielki szacun dla Niny. Teraz bierze z życia co tylko się da i tak trzymaj Nino. I muszę to jeszcze napisać, bo po prostu nie rozumiem. Dziewczyny, powiedzcie mi jak można zachować się tak jak ta sucz męża Niny. Pielęgniareczka, mężatka, małe dzieci, a ona daje dupy żonatemu mężczyźnie który opiekuje się chora żoną. Pomijając już wszystko inne. Skoro pielęgniarka to chyba wie jak ta wiadomość wpłynie na chora żonę, i jeszcze zabiera czas i siły które powinny być dla żony i dzieci. Ludzie gdzie tu rozum, gdzie sumienie, gdzie jakiekolwiek ludzie odruchy. Wiem, że ten mąż winny, wiem. Ale wiem też, że w obliczu kryzysu, tragedii, nieszczęścia są ludzie którzy sobie nie radzą i nie wolno ich wtedy wykorzystywać.

27,461 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-01-08 17:29:34)

Odp: Kobiety na zakręcie

Na ten Nowy Rok życzę jeszcze

Teo, co by jej Diabełek zawsze do pieca dokładał

Kawencji, co by z Helmutem błogiego szczęścia zawsze zaznawała, no i słodkiego Helmuciątka

Malwince, upragnionej stabilizacji i spokoju

Hm... oparcia w męskich ramionach i nieziemskiego sexu

Aisa, wielu wspaniałych chwil spędzonych wśród dzieci i przyjaciół i żeby nam nadal pyszną kawkę serwowała, a i oczywiście spełnienia w prawdziwej miłości

Alcedo, spełnienia marzeń o prawdziwej miłości i z córek radości

I jeszcze obu Żabkom wszystkiego naj, naj, naj ....i żeby je książe jak najszybciej odczarował.

Dziewczyny jeśli jeszcze czytacie "Kobiety na zakręcie", dajcie znać co u Was.

Jeśli o kimś zapomniałam to napiszcie, a poprawię się.

27,462

Odp: Kobiety na zakręcie

Dawno mnie nie było. Ale widzę, że Wy działacie.
Lilka podsumowałaś wszystko bardzo trafnie, podpisuję się pod tym.
Pytajko, tak strasznie sie cieszę. Nawet nie tym, że zdobyłaś się na rozstanie, ale że wybrałaś idealny moment. Bo to rozstanie było już w najmniejszym bólu, a dochodzenie do siebie po prostu błyskawiczne. Ten czas, ta siła, ta wolność.
Silky, z tego możesz wyciągnąć wnioski dla siebie. Jak zdystansować się do męża, jak uwalniać od niego emocjonalnie. Już dzisiaj, teraz. Fajnie, że poszłaś w konie, a teraz buduj już swoje samodzielne życie  mieszkając jednocześnie z mężem. Tak wyszło u Pytajki. Przestała kochać, zostało uzależnienie od maksymalnych emocji. I wtedy postanowienie o rozstaniu trafiło w ten moment. Efekt widać tak bardzo. A z drugiej strony możesz utknąć w patowej sytuacji. Nie umiejąc przeprowadzić emocjonalnej separacji, nie potrafiąc przeciąć radykalnie węzła. Może skorzystasz z psychoterapii właśnie pod tym kątem? Ty już wiesz, ze to się samo nie zmieni. Czasami rozejście się wyzwala pokłady potrzebnej siły do zmiany. Jeśli te pokłady tam są to jest szansa, ze sie uwolnią. Jeśli nie, przynajmniej są wymuszone zmiany.
Może wyjazd z synkiem cos zmieni? W Tobie zmieni?

Ja także Sylwestra spędziłam w łóżku. 26 grudnia brodziłam boso w jeziorze. Fajnie było, ale konsekwencje czuję do dzisiaj. A może od chorego syna się zaraziłam? Tak czy inaczej,  niedomagam z przeziębieniem. Ale byłam i tak dwa razy na biegówkach. Rany, świat był piękny, a życie cudowne.
Nadal chodzę na szkolenie z psem, nadal on atakuje ludzi. Stosuję też  NLP "jestem dobrym i łagodnym psem, lubię ludzi", ale on jakiś odporny jest.
Tak, czy inaczej dużo pracuję i  czuję się trochę mniej samotna. A życie postrzegam jako fajną przygodę, nawet przy zmulonej przeziębieniem głowie. Już cieszę się na wyjazd na narty w marcu.
i pozdrawiam Was noworocznie

27,463

Odp: Kobiety na zakręcie

„Mussuka, wariant A to ja wałkuje od pół roku, mój mąż nie chce i już, nie ma co nad tym dłużej myśleć bo się nie obejrzę jak mi stuknie 40 i będę dalej w tym samym miejscu, tylko bardziej sfrustrowana i…………..”

Tak się zastanawiałam, w którym wątku napisać zakończenie mojej opowieści …swoją znajomość z netkobietami rozpoczęłam w dziale Grupa wsparcia dla KKZB w 2011 roku.
Ponieważ już nie jestem KKZB – tak myślę – więc postanowiłam zajrzeć do Kobiet na zakręcie, co prawda już na zakręcie nie jestem, ponieważ ostro wjeżdżam na szeroką autostradę….

Niektóre osoby pewnie pamiętają moje pierwsze kroki na tym forum, jak bardzo potrzebowałam pomocy, by poradzić sobie ze zdradą męża, a szczególnie z odrzuceniem. Wtedy wsparcie od użytkowniczek ( jak wspomniana Mussuka, Niekochana, Tarantela, Wielokropek, Zofia 282, Hm, Liwia.. i długo wymieniać) pomogło mi dojść  do miejsca, w którym dzisiaj jestem.  Pokazały mi gdzie, kiedy i jakie popełniłam błędy i co robić, aby w przyszłości ich uniknąć. Ale jak wiecie, bez własnej pracy, bez sięgnięcia tego wspominanego własnego dna nic u takiej osoby się nie zmieni.

Mąż oświadczał, że mnie nie kocha, ale rozwodu nie chce – ta jego postawa powodowała u mnie chęć walki o małżeństwo, no skoro nie chce rozwodu, no to na miłość boską chce być ze mną. A owszem chciał, bo czemu nie: posprzątane, ugotowane, dom ogarnięty, no i sex na zawołanie i rzecz oczywista pełna swoboda i wolność. Ponieważ czytanie forum powodowało u mnie „powrót rozumu”, więc na jakiś czas przestałam tutaj zaglądać by bez wyrzutów sumienia dalej snuć wizje i marzenia szczęśliwego małżeństwa. To nie tak, że doznałam całkowitej amnezji, ale fakt, że były okresy, kiedy wypierałam rzeczywistość, ale też były chwile, kiedy ona stawała się bardzo jaskrawa.

Przez te 4 lata nie udało mi się jednak stworzyć szczęśliwego małżeństwa, za to udało mnie się podnieść poczucie własnej wartości. Mieszkaliśmy dalej, ba były chwile, że udawaliśmy zgodne małżeństwo, wspólne niedzielne wyjazdy, wspólne wakacje, wspólne łóżko, wspólne wyjścia. Równolegle prowadziłam własne życie, spotkania z koleżankami, imprezy, wyjazdy na wakacje tylko w gronie znajomych, samorealizacja, Ani się obejrzałam, jak stworzyliśmy dwa odrębne światy, inne zainteresowania, własne kręgi znajomych. Punkt wspólny to dom. Dom, który składał się ze ścian i znajdujących się tam sprzętów. W którym nie było wspólnych rozmów, śmiechu, zabawy jedynie co można było codziennie usłyszeć to narzekania i krzyki męża. To smutne, ale o ile on więcej krzyczał, to tym bardziej ja i dzieci się od niego odsuwaliśmy. Dacie wiarę, że przez tydzień między nami nie padło żadne słowo! Koszmarne, ale to i tak nie był powód do zmian, o nie. Bo praca niepewna, bo mieszkania drogie, bo trudno o kredyt, bo dzieci małe, tych „bo” było ze sto….

I tak by pewnie dalej było gdyby nie przypadek - jak to przypadki rządzą światem – mąż zamiast rachunku telefonicznego wydrukował biling no i co się okazało? Bingo! Inna kobieta. No może nie inna, bo wciąż ta sam sprzed 5 lat. Smski rano, wieczór we dnie w nocy…. i tak po nitce do kłębka wyszło, że nigdy nie zerwali ze sobą kontaktu. Tak po prawdzie mąż od tamtego czasu, też nigdy mi już nie wyznał, że mnie kocha, więc o co pretensje? Pretensji nie było, bo o co miałam je mieć? Nigdy już nie zdeklarował, że chce ze mną być, a że sypiał? dawałam to brał… chciałam jechać z nim? to jechałam, chciałam z nim być? to byłam.

Szczerze mówiąc, nawet za bardzo mnie to nie rozwaliło …nie powiem poczułam się przez chwilę dotknięta obłudą, którą mi serwował, ale głównie miałam pretensje do siebie, że znowu kręciłam swój film z nim w roli, może nie głównej, ale gdzieś tam na planie się kręcił. Oczywiście według męża jestem głupia, bo z Kasią łączy jego tylko zażyłość…

Te bilingi stały się motorem do zmian. Zmian które czułam, że muszą nastąpić, by jeszcze dać sobie i dzieciom szanse na normalne życie…
Tak więc 14 grudnia złożyłam pozew rozwodowy bez orzekania o winie. Kiedy pismo złożyłam w sądzie nic nie czułam, ani radości, ani smutku… Mężowi zakomunikowałam, że spłacę połowę tego, co się jemu należy i czas szukać nowego lokum. I się zaczęło….

1 runda - wzbudzenie poczucia winy:
Monolog jeszcze męża, że to ja jestem temu winna, że nie dbam o siebie, jestem gruba, nieatrakcyjna, nie kobieca, nie wrażliwa i stąd też taka jest nasza córka, bo nie ma od kogo czerpać wzorców, że przez lata nic nie odłożyliśmy, źle zajmuję się dziećmi domem ect… jakbym słyszała jm sprzed 5 lat… oczywiście jeżeli ja się zmienię to on może, uwaga może!, znowu mnie zaakceptuje! Moja reakcja – to brak reakcji, czym baaardzo zaskoczyłam jm - nic nie powiesz? Nic nie powiedziałam – choć trochę w szoku byłam.

Po kilku dniach druga runda – niby racjonalne podejście do życia:
Skoro, przez lata nie udało nam się nic odłożyć to może powinniśmy wziąć wspólnie kredyt i 1 opcja - razem zamieszkać, bo kiedy on będzie miał większą przestrzeń, swój pokój to może mniej się będzie denerwował na ten syf, niegrzeczne dzieci, taki swój azyl… 2 opcja - on kupi sobie kawalerkę… hm ta druga opcja bardziej mi do gustu przypadła, ale po przeanalizowaniu doszłam, że tak naprawdę znowu będę z nim związana i to kredytem na 20 lat, bo rozwodu rzecz jasna już nie bierzemy. Powiedziałam,  że odpada, bo skoro mi dadzą kredyt, a zarabiam o wiele mnie niż on, to jemu tym bardziej.

3 runda – zaczynamy od nowa:
Tydzień przed świętami napisałam do jm list, że wyjeżdżam na święta z dziećmi i że nie chce z nim spędzać wigilii. List był bez oskarżeń, napisałam jemu, że musimy się już rozwieść, że właśnie dla dobra dzieci, niech zobaczą, że rodzice choć mieszkają osobno to są szczęśliwi. Wspomniałam również o tych jego oczekiwaniach, że co będzie za 10 lat, kiedy ciało i siły nie te? Wtedy powie mi sorry nie spełniasz moich wymagań? Zaakceptowałam fakt, że nam się nie udało, że każdy ma prawo mieć swoje oczekiwania i ja teraz rozumiem, że ich nie spełniam, bo nie muszę i też nie musze z nim być.. Mam żal jednie o to, że nie zasługuje wciąż na jego szacunek i szczerość, że tak na prawdę już dawno powinien mieszkać sam a nie utrudniać nasze rozejście. I pojechałam. Jeszcze tego samego dnia zadzwonił j.m i powiedział, że on to przemyślał, że zgadza się z tym co napisałam i powinniśmy zacząć od nowa, ale tak naprawdę, bo nigdy tak nie próbowaliśmy, kiedy zapytałam jak on to widzi i jakie powinniśmy w tym kierunku powziąć działania to opowiedział, że pogadamy w poniedziałek, kiedy przyjedzie.
Hmm jeszcze 5 lat temu to skakałabym z radości, że chce spróbować, bo 100 razy jego o ta prosiłam… a on nie i nie, bo ja to nie TA i trefle morele…
W poniedziałek przyjechał i spał u siostry – 40 km od moich rodziców – i zadzwonił, że już do nas nie przyjedzie bo jest zmęczony. Spoko, rozmowy nie będzie. Przyjechał na drugi dzień, chwile się pokręcił, zagadał z dziećmi i się zwinął – znowu nie było czasu na rozmowę. Przyjechał dopiero w czwartek na wigilie do moich rodziców, później mieliśmy jechać do jego rodziny – przecież się pogodziliśmy no nie? Więc jedziemy… jak tylko wsiadłam do samochodu to usłyszałam jaką jestem złą matką bo… ect.ect – humor bajka. 40 km w ciszy. Podczas kolacji się nie odzywał, nie podzieliłam się z nim opłatkiem tam u jego rodziny bo uważałam, że to byłoby obłudne po historii w aucie, a wcześniej mi złożył wszystkiego dobrego – hm nie powiem bardzo to obiecujące życzenie….
Po wigilii wróciłam do mamy, w nocy, mąż z nami się ani nie pożegnał ani nie zapytał czy i jak dojechaliśmy, w pierwszy dzień świat też się nie odezwał, ani dzieci nie odwiedził, a w drugi wróciłam z dziećmi do domu.

4 runda – to ja ci pokażę
Tak jak wspomniałam wróciłam w drugi dzień świąt nie pomyślawszy, że ojciec będzie chciał ten dzień spędzić z dziećmi, jakoś tak wyszło, że no kurczę nie pomyślałam…
Bardzo to małżonka zagniewało i mi zaczął wypisywać smsy, że jestem wredna, że buntuje dzieci przeciw niemu, że on teraz mi pokaże, że będzie walczył o nie w sądzie, że to ja mam się wyprowadzić itd. Itd. Dobrze, że już się uodporniłam, bo słowo daję walnęłam bym w pierwsze drzewo ze strachu.
I tak sobie od świąt dalej mieszkamy, jest spoko, bo się w ogóle nie odzywa, więc krwi mi nie psuje, czekam na odpowiedź z sądu i na 5 rundę.

Oj się rozpisałam, ale tak chciałam w skrócie dopisać Ciąg dalszy mojego posta z listopada 2011. Właśnie stuknęła mi 40, ale nie jestem sfrustrowana. Czy żałuje tych lat? I tak i nie. Widoczne potrzebowałam tego czasu, aby być dzisiaj tutaj i teraz. Poza tym ten żal nic by mi nie dał, może tylko smucił. Wolę myśleć, że przez te 4 lata dojrzewałam do tej decyzji, że szczerze i spokojnie  mogę powiedzieć tak jestem gotowa żyć sama i co najważniejsze już nie mogę się doczekać, kiedy przekroczę próg mojego domu -  tym razem zbudowanego z miłości, troski i śmiechu – z bananem na buzi.

27,464

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi, ja nie wiem czy mogla bym byc szczesliwa z moim mezem...
moze bym mogla, gdybym potrafila tak jak Ty wybaczyc te wszystkie klamstwa,
ale nie potrafilam, probowalam 5 lat
i te moje proby i inne debilstwa doprowadzily do tego, ze go znienawidzilam, a jeszcze troche by to potrwalo to sama na  siebie tez bym nie mogla patrzec.
Przestudiowalam caly internet w poszukiwaniu wskazowki jak wybaczyc i znalazlam: ,,czas"- u mnie nie pomogl;  zrozumienie - ok zaakceptowalam, ze to inny czlowiek niz myslalam, ale tego innego nie moglam przeciez tak kochac jak tego za ktorego wyszlam. Ja pokochalam mezczyzne rozsadnego, szczerego, ktory swiata poza mna nie widzial, a nie takiego dupka.


Moj obecny partner jest w porzadku, ale ja chyba mam w sobie cos z mussuki i ciagnie mnie, zeby to pierdyknac i zaczac od nowa, bo nie czuje sie spelniona, bo wiem, ze chce czegos innego.
I  nie Endi, tak jak napisalas nie wyglada prawdziwy zwiazek, gdyby mi to odpowiadalo, mogla bym dalej zyc sobie nieszczesliwie z moim mezem... ja nie chce tych wszystkich akcji, ale nie chce tez
takiego zwiazku kiedy nie czuje, ze mam przy sobie partnera tylko wielka poduche na kanapie w krztalcie faceta,  do ktorej moge sie przytulic,albo o cos zapytac kiedy odpowiedz znam juz na pamiec.

Szukam teraz  ,,zloty srodek", doslownie i w przenosni, co z tego bedzie? -  nie wiem,
ale wiem, ze moje zycie  bedzie musialo sie znowu zmienic, nie wiem kiedy, moze juz jutro, kiedy spotkam kogos odpowiedniego, a moze dopiero za piec lat, kiedy znow znienawidze.
Teraz sobie tak pozyje i sie poprzygladam, bo nie mam sily na wielkie skoki, a tez moj misiek nie daje mi bodzcow do dzialania, zreszta nikt i nic nie daje mi bodzcow, mogla bym sobie teraz spokojnie wegetowac jak ta 80- ka o ktorej Mussu wspomniala i wlasnie zaczelo mi to doskwierac.

27,465

Odp: Kobiety na zakręcie

Donna. Pytałam cie o to, co ci nie gra. A raczej. Czego chcesz. Bo dopóki nie umiesz odpowiedzieć jaki jest twój cel. Jaki jest twój cud... To skad bedziesz wiedzieć czego chcesz?
Ja rozumiem ze nie byłaś w stanie żyć ze swoim mezem. I wybaczyć zdrady. To i tak juz przeszłość. Zastanawiam jak to jest. Ze piszesz ze twój partner jest ciepły opiekuńczy. Ale jednocześnie piszesz o nim jakby był kompletnie nieobecny nieaktywny niezainteresowany związkiem.
Czy problemem sa uczucia? Czy moze jego brak aktywności i pasji?

Lilky. Przebaczylam mężowi. Trudniej mi było przebaczyć sobie tak naprawde. Potrafiłam dopuścic do siebie myśl o jego słabościach. A nie potrafiłam zaakceptować swoich. Przeciez powinnam go rzucić w diabły. Racjonalność kontra uczucia.... Ankinom. Tak mi przykro. Wyobrażam sobie twój bol. Cieszę sie ze tu trafiłaś. Mozemy ci potowarzyszyc. Gdy tego potrzebujesz.
I myśle sobie. Jak pieknie bedzie sie uwolnić.
Jestem z toba.

27,466

Odp: Kobiety na zakręcie
ankinom napisał/a:

Oj się rozpisałam, ale tak chciałam w skrócie dopisać Ciąg dalszy mojego posta z listopada 2011. Właśnie stuknęła mi 40, ale nie jestem sfrustrowana. Czy żałuje tych lat? I tak i nie. Widoczne potrzebowałam tego czasu, aby być dzisiaj tutaj i teraz. Poza tym ten żal nic by mi nie dał, może tylko smucił. Wolę myśleć, że przez te 4 lata dojrzewałam do tej decyzji, że szczerze i spokojnie  mogę powiedzieć tak jestem gotowa żyć sama i co najważniejsze już nie mogę się doczekać, kiedy przekroczę próg mojego domu -  tym razem zbudowanego z miłości, troski i śmiechu – z bananem na buzi.

monika:) pamietam te nasze dluugasne dysputy:) To w takim razie jaka jest sytuacja na dzis? Chcesz rozwodu i juz dzialasz czy nadal jest to stan zawieszenia? 40 lat to piekny wiek na nowe zycie:) wiem, co pisze;)

27,467

Odp: Kobiety na zakręcie

Hejka smile

No i mnie w tym roku stuknie 40 tka, ale to dopiero pod koniec, więc jeszcze trochę będę trzydziestką smile

Donna wybacz, że wina nie było Ci dane mi wysłać smile w sumie nic straconego smile a co do Twego misiaczka, prędzej czy później wyjdzie, czy będzie wam po drodze, czy nie. Daj sobie czas.

Pozdrowionka dla wszystkich smile

27,468

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Oj się rozpisałam, ale tak chciałam w skrócie dopisać Ciąg dalszy mojego posta z listopada 2011. Właśnie stuknęła mi 40, ale nie jestem sfrustrowana. Czy żałuje tych lat? I tak i nie. Widoczne potrzebowałam tego czasu, aby być dzisiaj tutaj i teraz. Poza tym ten żal nic by mi nie dał, może tylko smucił. Wolę myśleć, że przez te 4 lata dojrzewałam do tej decyzji, że szczerze i spokojnie  mogę powiedzieć tak jestem gotowa żyć sama i co najważniejsze już nie mogę się doczekać, kiedy przekroczę próg mojego domu -  tym razem zbudowanego z miłości, troski i śmiechu – z bananem na buzi.

monika:) pamietam te nasze dluugasne dysputy:) To w takim razie jaka jest sytuacja na dzis? Chcesz rozwodu i juz dzialasz czy nadal jest to stan zawieszenia? 40 lat to piekny wiek na nowe zycie:) wiem, co pisze;)

Witam po tak długiej przerwie smile

Nie, nie jestem w stanie zawieszenia....pozew złożony, jedynie czekam na termin rozprawy smile tak piękny, kiedyś sobie powiedziałam, że do 40 unormuje swoje życie... w momencie składania pozwu załapałam się jeszcze na 40. smile

Ps. Runda nr 5 się właśnie zaczęła - tym razem jm postanowił być miły big_smile o tą zagrywkę akurat się nie martwię - on nie potrafi być długo miły big_smile

27,469

Odp: Kobiety na zakręcie
ankinom napisał/a:
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Oj się rozpisałam, ale tak chciałam w skrócie dopisać Ciąg dalszy mojego posta z listopada 2011. Właśnie stuknęła mi 40, ale nie jestem sfrustrowana. Czy żałuje tych lat? I tak i nie. Widoczne potrzebowałam tego czasu, aby być dzisiaj tutaj i teraz. Poza tym ten żal nic by mi nie dał, może tylko smucił. Wolę myśleć, że przez te 4 lata dojrzewałam do tej decyzji, że szczerze i spokojnie  mogę powiedzieć tak jestem gotowa żyć sama i co najważniejsze już nie mogę się doczekać, kiedy przekroczę próg mojego domu -  tym razem zbudowanego z miłości, troski i śmiechu – z bananem na buzi.

monika:) pamietam te nasze dluugasne dysputy:) To w takim razie jaka jest sytuacja na dzis? Chcesz rozwodu i juz dzialasz czy nadal jest to stan zawieszenia? 40 lat to piekny wiek na nowe zycie:) wiem, co pisze;)

Witam po tak długiej przerwie smile

Nie, nie jestem w stanie zawieszenia....pozew złożony, jedynie czekam na termin rozprawy smile tak piękny, kiedyś sobie powiedziałam, że do 40 unormuje swoje życie... w momencie składania pozwu załapałam się jeszcze na 40. smile

Ps. Runda nr 5 się właśnie zaczęła - tym razem jm postanowił być miły big_smile o tą zagrywkę akurat się nie martwię - on nie potrafi być długo miły big_smile

a placz i "jestes jedyna" juz bylo? wiesz, ze ten rollercoaster moze trwac az do rozprawy albo i dluzej? Jestes na to gotowa psychicznie i fizycznie? W tym momencie najlepsza bylaby separacja od juz, ale nie wiem na ile jest to u Was mozliwe. Czy jasno zakomunikowalas, ze to decyzja ostateczna i nieodwolalna? Fajny bedzie ten dzien Twojej wolnosci, to tylko tak okrutne wydaje sie przed, po jest juz z gorki:) W sensie dzwigania ciezaru, nie zycia i szczescia.

27,470

Odp: Kobiety na zakręcie

Wiem, wiem...

Płaczu nie było, ale tak jak napisałam wyżej było zacznijmy od nowa....
Niestety ja to wiem i on to wie, że to nie możliwe, już nie ....Kiedy czytałam swoje wcześniejsze posty, te 2011 roku sama się dziwiłam, że to ja byłam ich autorką, że to były moje emocje. Dzisiaj się czułam, że czytam jakąś inną ankinom...
Mój jm jest stuknięty, ale nie głupi i doskonale wie, że tekst "jesteś jedyna" nie przejdzie. On bardziej próbuje grać dziećmi, że lepiej dla nich kiedy chowają się z dwojgiem rodziców. Szkoda tylko, że tylko on jest tego zdania sad kolejna sprawa to finanse - razem zawsze łatwiej, ale Mussu fakt, przez te 4 lata pieniędzy mi nie brakowało, ale to nie ważne, do nich się nie przytulisz , z nimi nie porozmawiasz...
Obecnie szkoda mi wyrzucać kasę na wynajem - staram się o kredyt i dodatkowe koszty obniżają moją zdolność. Dam radę, już gorsze szopki w jego wydaniu widziałam.
Kiedy będzie naprawdę bardzo źle to się wyprowadzę....

27,471

Odp: Kobiety na zakręcie

Monia, masz racje co sie odwlecze to nie uciecze smile

Co do mojego misia, to chyba Endi ma racje, ze nie wiem czego chce. Spojrzalam na niego z punktu kochajacej kobiety i okazalo sie, ze powinnam byc szczesliwa, bo to naprawde porzadny, odpowiedzialny czlowiek.
Problem w tym, ze ja go nie kocham sad
Zaczynam sie obawiac, ze tak jeszcze troche powybredzam a zostane sama, nie zdolna do zwiazku ani milosci...  chyba jednak moje malzenstwo nie zle dalo mi w kosc, bardziej niz sobie z tego zdaje sprawe.

27,472

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny smile

Zaświtał mi pomysł w głowie i od razu się nim dzielę smile Co myślicie o zorganizowaniu babskiego spotkania po Świętach - w kwietniu albo maju? Mussu może będziesz służbowo w PL? Myślałam o Poznaniu.
Co by się spotkać, pogadać, potańczyć smile Co Wy na to?

27,473 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2016-01-12 10:34:42)

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Cześć dziewczyny smile

Zaświtał mi pomysł w głowie i od razu się nim dzielę smile Co myślicie o zorganizowaniu babskiego spotkania po Świętach - w kwietniu albo maju? Mussu może będziesz służbowo w PL? Myślałam o Poznaniu.
Co by się spotkać, pogadać, potańczyć smile Co Wy na to?

W Poznaniu to ja sluzbowo bede na poczatku lutego, tradycyjnie targi:) I rynek Starego Miasta raczej sobie daruje:) Nigdy nie widzialam Poznania w zieleni i moze dlatego jakos mnie nie urzekl poki co, wszystko przez te niefortunna pore roku, korki wszedzie, rozkopy i tlumy obcokrajowcow oraz hmm...ich dam do towarzystwa. Mogliby zaczac te targi wiosna albo latem organizowac.Ja ze swej strony proponuje piekny Wroclaw:) Tam bywam regularnie. Ostrow Tumski w maju jest the besciak:)

Doonna napisał/a:

powinnam byc szczesliwa, bo to naprawde porzadny, odpowiedzialny czlowiek.
Problem w tym, ze ja go nie kocham sad

No to masz pozamiatane. Z takiej poprawnej i chlodnej relacji guzik wyjdzie, znam z autopsji. Chocby facet i na zloto sral:) - sorry, babunia tak powiadala, jak serduszko nie pika, to ognia miedzy Wami nie bedzie. Wspolczuje, jesli nie potrafisz z tego letniego (w sensie temperatury) ukladu wyjsc, to musi byc naprawde meczace.

27,474

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu, jak Ty bywasz wyłącznie w rejonie targów, oraz rozkopanej wiecznie Kaponiery i to jeszcze w tak uroczym miesiącu jak luty, to Ci się nie dziwię, że się Tobie Poznań nie podoba.

Ale pikny jest nasz fyrtel, prawda Pytajka? smile

27,475

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Mussu, jak Ty bywasz wyłącznie w rejonie targów, oraz rozkopanej wiecznie Kaponiery i to jeszcze w tak uroczym miesiącu jak luty, to Ci się nie dziwię, że się Tobie Poznań nie podoba.

Ale pikny jest nasz fyrtel, prawda Pytajka? smile

Si smile

Propozycja Poznania wydaje mi się o tyle korzystna, że sporo nas jest z WLKP, a dziewczynom spoza łatwiej zorganizować nocleg smile Rozumiem, że z tej swojej pięknej Skandynawii specjalnie Mussu nie przyjedziesz, ale może rozważysz przyjazd przy okazji pobytu we Wrocławiu? smile

Monia, Endi, Silky? Byłybyście chętne? Silky masz trochę dalej, ale jak już pisałam Mussu z noclegiem się pokombinuje smile U mnie spokojnie ktoś przenocuje smile
Lilka, Benzyniera i inne dziewczyny - nie wiem z jakich części Polski tudzież świata piszecie, może którejś będzie po drodze ten Poznań?
Czasu sporo, więc można pomyśleć ze spokojem. Ja jestem bardzo na TAK big_smile

27,476

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Mussu, jak Ty bywasz wyłącznie w rejonie targów, oraz rozkopanej wiecznie Kaponiery i to jeszcze w tak uroczym miesiącu jak luty, to Ci się nie dziwię, że się Tobie Poznań nie podoba.

Ale pikny jest nasz fyrtel, prawda Pytajka? smile

no dokladnie tak jest:) jakby ktos mi moja okolice teraz, albo nie, miesiac temu, zaprezentowal, to bym wiala gdzie pieprz rosnie:) a latem to juz zupelnie inna inszosc:)

Apropos aury, zaskakujace, jak szybko mozna sie przestawic z odczuwania zimna przy minus kilku na odczuwanie ciepla w tych samych warunkach:) W zeszly piatek rano kiedy mala owijalam szalami przed spacerkiem do szkoly (jakies 20 minut idzie) termometr pokazywal -26,5C. Juz pod wieczor ocieplilo sie do -15C i na spacer z pieskiem poszlismy wolnym kroczkiem i prawie w rozpietych kurtkach:) Dzis mamy -9 ale silny wiatr i okrutna sniezyce, pol okna mam w boiurze zasypane na bialo:) i jest o wiele gorzej niz w czasie tych srogich mrozow ale pieknego slonka na lazurowym niebie.

27,477

Odp: Kobiety na zakręcie

Pytajko, jestem jak najbardziej na tak, super byłoby się spotkać smile

No a pogoda fiksuje, raz minus 18, dwa dni później w plusie i wszystko się rozpuszcza, a za chwile znów mróz ma chwycić.

27,478

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Pytajko, jestem jak najbardziej na tak, super byłoby się spotkać smile

No a pogoda fiksuje, raz minus 18, dwa dni później w plusie i wszystko się rozpuszcza, a za chwile znów mróz ma chwycić.

lyzwy obstalowane?:) ja dzis chyba tunelami do domu wroce, sypie non stop od rana:)

27,479

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć Dziewczyny!

Ankinom ja stwierdziłam niedawno, że życie zaczyna się właśnie około 40 -stki, tak że najlepsze lata przed nami; przykro mi z powodu Twojego jeszcze męża; myślę że w Twoim przypadku decyzja o rozwodzie jest słuszna, bo jak sama piszesz nie dość że zdradził to jeszcze tyle lat okłamywał; przykre to, ale gdyby kochał to by nie postępował tak jak opisujesz. Zmarnował Ci dużo czasu, szkoda że ten biling nie wypłynął wcześniej, ale z drugiej strony nigdy nie zarzuci Ci ze nie dałaś szansy, a poza tym dobrze wykorzystałaś ten czas. Pozdrawiam.

Doonna a może jest tak że kocha się tylko raz, nie wiem, a może złamane serce nie umie już kochać, a może potrzebuje czasu żeby od nowa się nauczyć, a może uczy się wolno. Zresztą co znaczy kochać?

Endi, nie rozumiem co Ty miałabyś sobie do wybaczenia. Nie ma przecież takiego powodu dla którego można kogoś zdradzić.

Pytajko fajny pomysł. Ja chętnie odwiedzę Poznań. Poznanianki znają na pewno jakieś niedrogie noclegi.

27,480

Odp: Kobiety na zakręcie

Hello Piekne. Od tygodnia jestem w Polsce!  Jeszcze przez tydzien tylko i bedzie on zajety po uszy. Ale pobyt bardzo mily i rodzinny choc maz zostal w K. Kiedy bede nastepnym razem chetnie spotkanie. Nie jestem tak calkiem na prostej.

Lilka ja Endi rozumiem, u mnie jeden z obszarow do zalatawienia, to wybaczenie sobie. Za to, ze pozwolilam sie zle traktowac. Ale wiesz co, patrze teraz  na to jak na bolesna lekcje o mnie samej. Pozwolilam i mam to zaakceptowac i zrozumiec dlaczego i przez to powiekszyc rozumienie siebie i swiata. Zanim nie nastapilo emocjonalne znecanie sie M. nade mna (tak musze nazwac niestety), nigdy by mi nie przyszlo do glowy, ze ktokolwiek moglby to zrobic, ze ja bym na to pozwolila. I co? Reagowalam chaotycznie, nie z pozycji doroslej kobiety, a zranionej - wlasnie czego - dumy? nadziei? oczekiwan?

Tak ze teraz mowie sobie - idz i nie grzesz wiecej, bo tak zgrzeszylam w jakis sposob przeciw sobie, tak jak moze ty Endi, ale akceptuje swoja niedoskonalosc i niedoskonalosc innych ludzi i swiata. Ale "i tak warto zyc".

27,481 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-01-12 23:43:09)

Odp: Kobiety na zakręcie

Benzyneria witaj w nowym roku, fajnie że u Ciebie już wszystko na dobrej drodze i odzyskałaś radość życia. Szybkiego powrotu do zdrowia życzę i przystojnego doktorka  ;-)

27,482 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-01-12 23:38:46)

Odp: Kobiety na zakręcie

Renatto, teraz dopiero rozumiem z tym wybaczaniem. Twoje podejście wydaje się rozsądne i dobre dla Ciebie.
U Endi to tak jakby nie gdziła się wewnątrz na to że wybaczyła mężowi.
Ale przecież mamy prawo wybaczyć,  nikt nie jest doskonały,  a jeśli szczerze żałuje i robi wszystko żeby to naprawić, to warto wybaczyć. Tylko bardzo to trudne.
Ja nie wiem co bym zrobiła, ale nie umiałabym pogodzić się z samym faktem zdrady .
Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzo.

Renatto baw się dobrze na ojczyzny łonie.

27,483

Odp: Kobiety na zakręcie

no chyba bardziej to takie wybaczenie sobie tego, że nie postępapiłam racjonalnie, rozsądnie i właściwie, zgodnie z moimi wartościami i zasadami.

Bo moje wartości i zasady mówią i mówiły jasno - zdrada jest końcem związku, odchodzę, nie chcę żyć z kimś, kto mnie skrzywdził.

a ja " się nagięłam" - znalazłam tysiące powodów, by spróbowqać.. raz jeszcze
oczywiście z miłości... ale tez oczywiście z tchórzostwa, strachu, zazdrości, nienawiści, rządzy odwetu
oprócz dobrych motywacji - tyle lat dobra i uczucia - to bedzie dobry fundament....
były tez takie, że nie wypuszczę "gnoja" z rąk, by sobie zaznawał szczęscia z sucza.. ma swoje odpokutować.. będę go trzymać na wuięzi, aż się tamtej znudzi...

to, że takie uczucia i motywacje w sobie odnalazłam
to, że pozwoliłam samej sobie na to, by WYBACZYĆ KOMUŚ... coś takiego

to, że wiedziałam, że moja duma i szacunek do samej siebie pozwalają mi z podniesioną głową obwieścić światu - odeszłam, bo mnie zdradził, zdrada jest niewybaczalna... zasługuje na więcej.. zasługuję na wszystko....

zatem- nie mogłam z dumą ogłosić światu - zostałam zdradzona, dałam mezowi szansę i jesteśmy razem - bo to WSTYD.....słabość... naiwność... głupota...

to wszystko sprawiają, że chociaż między nami było dobrze, mnie uwierało własne sumienie...

potrzebowałam czasu, by dać sobie przyzwolenie na życie po swojemu
by czuc się dumna z tego, że potrafię dalej pieknie i mądrze żyć
mimo zdrady

że potrafię kochac
mimo zdrady

że potrafiłam top doświadczenie przekuć w nowe wartości dla mnie i nową siłę dla mnie
mimo zdrady

że zostałam sobą i nie zatraciłam się w nienawiści, złości, żalu, frustracji, bólu
mimo zdrady

to, że zdrada nie dotyczy mnie - była wyborem mojego męża - tego, kim chce być, jak chce zyć, co chce poświecić, co stracić, w co się chce uwikłać, jakimi wartościami się kieruje

to, że nie ja jestem przyczyną ani skutkiem zdrady

to, że nieważne jaka bym była, co bym dawała, czego nie - decyzja o zdradzie nie zapadła we mnie i nie zapadła przeze mnie...

to wszystko wymagało czasu
zrozumienia
wybaczenia sobie
poczucia włąsnej siły i zasobów
przyzwolenia
szacunku do samej siebie
miłości do samej siebie


oto ja;)

27,484

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi, a teraz juz sobie wybaczylas, to ze zostalas z mezem i ze jemu tez wybaczylas (o ile to sie da wybaczyc)? Bardzo odwazne i szczere slowa.

27,485

Odp: Kobiety na zakręcie

15 luty, godzina 12.30 - pierwsza rozprawa big_smile

27,486

Odp: Kobiety na zakręcie
ankinom napisał/a:

15 luty, godzina 12.30 - pierwsza rozprawa big_smile

boisz sie czy cieszysz? kurcze, kiedy dojdziemy do etapu rozwodow bez rozpraw? tam, gdzie jest to mozliwe oczywiscie.

27,487

Odp: Kobiety na zakręcie
ankinom napisał/a:

15 luty, godzina 12.30 - pierwsza rozprawa big_smile

Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło po twojej myśli.


Cześć wszystkim.
U mnie zrobiło się biało. Właśnie zjadłam pyszną zupę z dyni, a za godzinę idę na kijki.

Endi doskonale cię rozumiem, ja też potrzebowałam  czasu żeby wszystko zaakceptować.  Zajęło mi to cztery lata.

27,488

Odp: Kobiety na zakręcie

Tak.

27,489

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi
Bo to trzeba zaprzeć się siebie, aby wybaczyć. I zaakceptować to zaparcie się. I no i nareszcie pożegnać się z tym cierpiętnictwa,
Antikom
Myślę, że dobrze, że teraz odkryłaś te billingi. Bo to ten czas właśnie. Może wcześniej nie byłaś gotowa?
Mój mąż prowadzłł podwójne życie z koorlewną  (razem z wynajmem garsoniery) przez 2,5 roku aż do wyprowadzki. A ja dowiedziałam się o tym po kolejnych 9 miesiącach. Najpierw żałowałam, że nie wiedziałam wcześniej, bo nie robiłabym z siebie głupa. Ale potem doszłam do wniosku, że widać dopiero na tamten moment byłam gotowa. Więc pewnie tak miało być.
Więc Ty masz czas na spokojne emocjonalnie rozstanie. Zadbam tylko o dzieci, bo one są najczęściej największymi ofiarami traum.

Cholipa, chodzenie wieczorami z kundlami po lesie nie jest najfajniejsze. Zimno, wilgotno, ciemno jak w d... W dzień zasuwam w pracy, wieczorami włóczę się po lesie, w nocy śpię. Ale ciekawe życie prowadzę.

Na spotkanie się piszę oczywiście, bo ja też pyra jestem. Ale niech będzie cieplej i wiosenniej. Bo ja już czekam na wiosnę.

27,490

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi
Zjadło mi cały wpis. Generalnie pisałam, że skoro się zaparłaś, zaakceptowałaś to,  to czas pożegnać się z cierpiętnictwem. Zrób może jakiś pogrzeb cierpiętnictwa? Jakaś piękna trumienka, kwiatki, albo napisz na kartce "cierpiętnictwo" dokonaj oblucji i spal w kominku. Taki mały obrzędzik. Bo chyba na to czas. Ja również mam problem z pożegnaniem roli ofiary. Ja męczennica pańska, ile ta rola daje mi korzyści. Aż żal puścić!!!

27,491

Odp: Kobiety na zakręcie

No ale ja sie nie zaparłam. Dojrzałam do akceptacji swoich postaw i decyzji. Przeciez nawet ten proces ma " wybaczania" jest ok.
Nie jestem cierpiętnicą. Piszę refleksyjnie moze stad to wrażenie. Ale Monia mnie zna i wie... Nina mnie zna i wie... Ja jestem kobieta pozytyw, ktora w kazdym dniu widzi cudne rzeczy. I potrafie, naprawde potrafie byc szczęśliwa:)

27,492

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

No ale ja sie nie zaparłam. Dojrzałam do akceptacji swoich postaw i decyzji. Przeciez nawet ten proces ma " wybaczania" jest ok.
Nie jestem cierpiętnicą. Piszę refleksyjnie moze stad to wrażenie. Ale Monia mnie zna i wie... Nina mnie zna i wie... Ja jestem kobieta pozytyw, ktora w kazdym dniu widzi cudne rzeczy. I potrafie, naprawde potrafie byc szczęśliwa:)

Potwierdzam . Endi to kobieta motyl piękna i kolorowa.

Cześć wszystkim .
Endi podaj jakiś prosty przepis na chleb.

27,493

Odp: Kobiety na zakręcie

na zakwasie??
najpierw wychoduj zakwas, zajmuje to koło tygodnia
potem mając zakwas.. możesz piec dowolna ilośc chleba tak często, jak potrzebujesz.. z mąki, jaką chcesz użyć;) nawet w lidlu widziałam, że pojawiły się mąki - orkiszowe, żytnie itp. do pieczenia chcleba. z kilograma mąki masz dwa bochenki chcleba
i mąka to praktycznie jedyny koszt
chyba, że chce dodawac ziaren i takich tam

otrzymujesz zdrowy cxhleb na zakwasie, który jest dobry i jadalny przez tydzień

27,494

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi jesteś wielka.

Moim zdaniem, jak jest zbrodnia musi być i kara.

Dlatego miałaś prawo ukarać męża właśnie w taki sposób, by poczuł Twój ból, by zrozumiał jaką krzywdę Ci wyrządził.

A kiedy już uznał swoją winę w całym jej wymiarze, wyraził szczery żal i odpokutował, to wtedy można ze szczerego serca wybaczyć.

I tylko wtedy. Takie są warunki.

Endi przeszłaś długą i ciężką drogę, ale pozostałaś sobą i myślę, że też wierna sobie.

Każda ze zdradzonych kobiet przechodzi tą trudną drogę w inny sposób, właściwy tylko dla niej.

To wielka sztuka przekuć cierpienie w swoją siłę Endi.

Teraz tak myślę, że ten ból zostaje mimo wybaczenia. Po prostu jest zbyt wielki.

Pozdrawiam

27,495

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

na zakwasie??
najpierw wychoduj zakwas, zajmuje to koło tygodnia
potem mając zakwas.. możesz piec dowolna ilośc chleba tak często, jak potrzebujesz.. z mąki, jaką chcesz użyć;) nawet w lidlu widziałam, że pojawiły się mąki - orkiszowe, żytnie itp. do pieczenia chcleba. z kilograma mąki masz dwa bochenki chcleba
i mąka to praktycznie jedyny koszt
chyba, że chce dodawac ziaren i takich tam

otrzymujesz zdrowy cxhleb na zakwasie, który jest dobry i jadalny przez tydzień

Jak robi się zakwas?
Chleb chcę zrobić z ziarnami.

Posty [ 27,431 do 27,495 z 29,007 ]

Strony Poprzednia 1 … 421 422 423 424 425 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024