renatta napisał/a:Endi: Z M. haslo Polnoc zepsulo nam sobote to fakt. Ale juz nastepnego dnia bylo OK - wyjazd do lasu blizej (odkryslismy nowy szlak i bylo przepieknie), wieczorem na grillu u znajomych (innych). Pozniej temat pojawil sie na 10 minut w tym tygodniu. Tak ze zycie jest mile i ciekawe, co nie zmienia faktu, ze dynamika byla niezdrowa i nadal sa jej pozostalosci. Dlatego tu jestem.
Mussuka no 95 przeciez chce, nie 100. Nie ma mowy, bym zgodzila sie na jakies byle co. Tak mam jeszcze sie nauczyc sporo, stad ta kobieta w drodze, i jak najbardziej zyc sama pieknie, niezaleznie od manipulacji M. Na szczescie M. tez sie uczy. Zobaczymy.
A weekend zostajemy - znajomi tez zostaja, oni tez nie mieli ochoty jechac w deszcz.
Ależ Ty już się godzisz na byle co Renata. A przez pierwsze dwa lata to w ogóle było chyba piekło. Ty strasznie relatywizujesz rzeczywistość. Albo też jesteś zaburzona i dramatyzujesz. Tak było np. u Malwiny. Jest to zgodne z zasadą, że zdrowy nie wybierze chorego. Jeśli on jest psychofagiem, a sama mówisz, że jest, to nie ma bata. Z Tobą także musi coś być nie halo. Bo wybrałaś psychofaga, żyjesz z nim pomimo świadomości tego, kim jest. I jeszcze bezpodstawnie przypuszczasz, że jesteś taka odporna, że dasz radę z nim żyć bez konsekwencji dalszej degradacji Twojej osobowości. A to jest niemożliwe. Bo to on ściągnie Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. Nie ma innego wyjścia. Jeśli jest psychofagiem, to on się nie zmieni. Co więcej, jego rajcuje taka gra. Bo dostarczasz mu wielu wyzwań, i to codziennie. Ale jest duża możliwość, że Ciebie także rajcuje taka gra. Wtedy jest ok. Bawicie się oboje i tak możecie trwać lata całe w wielkiej wojnie np. 30-letniej.
Z mojego doświadczenia napiszę, że bujałam się na emocjonalnej karuzeli z borderline/histrionikiem. Po latach mojej pracy nad sobą zaczęłam odmawiać tej jazdy. Raz, drugi, kolejny. Mnie było w tym super, jemu nudno i seks mu trochę siadł. Więc zaczął rozglądać się za inną zawodniczką. I wkrótce zaczął się kręcić na karuzeli z kimś innym. Bo on nie umiał żyć bez skrajnych emocji. Są ludzie tak zaburzeni, że właśnie MUSZĄ być stale w cykle: napięcie, eskalacja napięcia, wybuch, miesiąc miodowy, napięcie, eskalacja napięcia. I tak w kółko. Dlatego napisałam, że kiedy ofiara odmawia współpracy, kat nie może działać. Próbuje stale wprawić karuzelę w ruch, czasami nawet na chwilę się uda, ale to nie tak szybka jazda, za małe bujanie. Brak odpowiedniej dawki wyrzutu adrenaliny. Więc w końcu szuka innej ofiary. Bo inaczej żyć nie umie. Do tego często ofiara/kat wymieniają się rolami.
To jest bardzo uzależniający sposób życia. Bo ten wyrzut adrenaliny, czy tez innych podobnych, bardzo uzależnia. Można z tego wyjść. Jeśli Ty odmówisz współpracy, to on będzie stale próbował i testował. Może się na chwilę przyczaić, ale będzie próbował. Albo on także zacznie się zmieniać. Ale musi to widzieć i bardzo tego chcieć. Jeśli dwie osoby widzą to i chcą, to jest szansa. Ale raczej nie da się tego zrobić bez pomocy z zewnątrz. Kogoś, kto będzie kierował tym procesem, będzie punktem odniesienia. Bo jeśli bez pomocy z zewnątrz, to ta niby praca może okazać się tylko kolejną zmianą prędkości, czy bujania karuzeli, która będzie się kręcić przez kolejne lata.
Musisz uważać na to, aby siebie dobrze zdiagnozować. Czy jesteś także zaburzona i jak mocno, czy raczej przypadkiem weszłaś w tą karuzelę. A to bez pomocy z zewnątrz znowu jest bardzo trudne. I znowu z własnego doświadczenia. Jestem rok bez toksyka. Niby jest stabilnie emocjonalnie. Ale ... są momenty, w których sama się nakręcam. I ciało reaguje, bo pamięta, i umysł wchodzi na obroty. Czasami to wyłapuję, czasami nie. I muszę się stale pilnować, być swoim Obserwatorem na co dzień. Trudno jest wrócić do tzw. normalności. Pewnie tarantella mogłaby o tym dużo powiedzieć. A z toksykiem na co dzień, to niemożliwe.
Bo w nie normalnej rzeczywistości nie da się żyć normalnie. Wiem, bo przerabiałam. I także łudziłam się, że toksyk wydoroślał, zmienił się, znormalniał.
A on znalazł sobie kogoś, z kim teraz buja się tak, jak nie bujał się od lat. Moja wieloletnia praca poszła ... się bujać.
Piszę to, bo czytam jak racjonalizujesz, łudzisz się, że masz kontrolę nad swoim życiem. A nie masz.