No tak, glowy szkoda to fakt. Czy warto bylo wysc za maz za M.? Bilans oscyluje kolo zera i mam nadzieje na plusy dodatnie. Mussu czemu nie pojechalam? Nie pojechalam, bo do ostatniej chwili M. mial jechac sam (tak w koncu sie umowilismy po pewnych perypwtiach) ale... zrezygnowal. Moglam lepiej rozegrac sprawe i od razu zapowiedziec, ze ja jade, a on niech robi co chce. Tego nie zrobilam, bo... wlasnie, bo zrobilo mie sie przykro/zdenerwowalam sie, ze M. zmienia plany. Tak ze jest i moja dzialka w tym trudzie malzenskim.
To co czerpie z tego zwiazku to na pewno samorozwoj i nie musze przynajmniej placic za jakies warsztaty:-). Powiem Wam dziewczyny ze smutku coraz mniej, owszem byl i to jaki, gdy walilam glowa w mur bo, przeciez to inaczej mialo byc. Teraz wiem, ze nie bedzie tak jak mialo byc, ale bedzie tak jak jest to mozliwe.
Teraz raczej wkurzam sie i na M. i na siebie, gdy sama reaguje na rozne jazdy emocjinalnie a nie zdroworozsadkowo. Pozyjemy zobaczymy. Ten rok i tak duzo lepszy niz trzy poprzednie. Jest szansa, ze kolejny bedzie taki jak przezd slubem, ale juz bez obietnic tego co nierealne, ale jesli nie to rozwiedziemy sie.
M. musze przyznac dokonuje w sobie tez milowych zmian i przeobrazen w mysleniu. A ja jestem na etapie, ze cokolwiek bedzie, bedzie dobrze. Owszem wkurzam sie, gdy jest zle, ale nie grozi mi juz depresja. Mam swoje fajne zycie tutaj i znajomych w Polsce. I Was, gdzie moge sie wyzalic i napisac to, o czym nie mowie nawet bliskim ludziom, bo jesli przejdziemy przez te gory z M., to nie chce by patrzono na nas przez pryzmat naszych problemow.
Rano pomalowalam paznokcie na sliczny ciemnorozowy kolor. W kuchni lsnia czerwone papryki, ktore zaraz nadzieje i zapieke a kolacje. Pozniej w swojej pieknej szarej sukni z kremowa koronka pojade do pracy. No i zycie jest piekne! Mussu, gdy tylko odzyskam haslo na mojego maile upomne sie o zdjecia.