Kobiety na zakręcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Strony Poprzednia 1 … 413 414 415 416 417 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26,911 do 26,975 z 29,007 ]

26,911

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi nie moge zaakceptowac czegos z czym sie totalnie nie zgadzam,bo byloby  wbrew samej sobie. A decyzje o wspolnej przyszlosci powinny byc podejmowane razem a nie bo ja tak uwazam i choc sie nie zgadzasz to i tak bedzie. Akceptuje sie do pewnego momentu,a kiedy nastepuje przegiecie to zastanawiam sie czy potrafie z nim zyc,akceptujac tylko jego decyzje. Oczywiscie,ze wiele bolesnych przezyc w tym rowniez zdrada ma wplyw na relacje z nim,bo po takim przejsciu troche wiecejj sie wymaga np nienarzucania swojej woli tylko dialog.

Zobacz podobne tematy :

26,912

Odp: Kobiety na zakręcie

Dokładnie tak operacja. Masz pełne prawo nie akceptować twojego męża. Czyli faceta, ktory podjął decyzje zibowiazujaca was dwoje finansowo, zmieniająca wasze życie, powodująca ze jeszcze rzadziej jest w domu, ze wszystko jest na twojej głowie. Masz prawo nie akceptować życiowego partnera, ktory nie liczył sie z twoim zdaniem i nie wtajemniczył cie w " wasze finansowe plany".
Wlasnie tak operacja.
Tylko to po prostu zaakceptuj. To.... Ze ten facet. Ktory przyjeżdża na weekendy. Z którym bawisz sie w dom... Jest dla ciebie kimś obcym.
Czy tak jest operko?

26,913 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-10-15 03:54:59)

Odp: Kobiety na zakręcie

Alez mozna i nalezy wymagac zmian, jesli sa nam niezbedne. Jesli maz klamie, wymagamy zeby przestal (zmienil sie), jesli zdradza, nie pomaga w domu, nie uzgadnia decyzji, ubliza, naduzywa alkoholu, uprawia hazard czy seks z prostytutkami czy cokolwiek, co jest nieakceptowalne dla nas. Pierwsze kroki to wlasnie wymaganie zmiany (sposoby sa rozne). Jesli zmiany nie nastepuja w pozadnaym terminie mamy trzy wyjscia - zaakceptowac czlowieka jakim jest, no bo na przyklad klamie, ale utrzymuje rodzine i ma inne dobre cechy; drugie - odseparowac sie (fizycznie lub nie)  i prowadzic samodzielne zycie; i trzecie wyjscie - kontynuowac wymagania zmiany (zmieniajac srodki na przyklad lub liczac na zmeczenie materialu).

Wszystkie wyjscia sa dobre o ile nie sa oparte na leku i bezsilnosci czy innych nieprzyjemnych stanach, ale na trzezwej ocenie sytuacji. Czy te zmiany zapewnia nam dobry zwiazek? Moze tak, moze nie. Nie ma na to gwarancji. Czesto osoba narzeka, ze traci siebie. Ale to jej wybor. W istocie nikogo do zmiany zmusic nie mozna, to ze ktos podejmuje prace nad soba, i dokonuje wymaganych przez partnera zmian, to jego decyzja.

Czesto (za czesto) w zwiazkach ma miejsce pozorna akceptacja, ktora jest niezdrowa i przynosi cierpienie obydwu osobom. Moze tak byc u Ciebie Operko, gdy chyba  zgodzilas sie na te inwestycje, ale wbrew sobie (o ile dobrze pamietam, jesli nie, skoryguj) a teraz, gdy zgodnie z Twoimi obawami nie wydaja sie wystarczajaco udane, moze czujesz zlosc i rozczarowanie.

26,914

Odp: Kobiety na zakręcie

rennata, nie oczekujemy, żeby zmienił się człowiek, ale żeby zmienił swoje zachowanie
to jest istotne
zdradzasz - przestań
kłamiesz - nie kłam
czy - jesli ktoś kłamie - może powiedzieć - bo taki jestem? zaakceptuj mnie. nie zmienie się?
kłamstwo, bądż niekłamstwo - to mój wybór, decyzja. działanie

nie ma taki, że człowiek "taki jest"
to jest najczęstsze usprawiedliwianie się życiowych nieudaczników i pateflonów - przepraszam, że to zrobiłem, ale nic nie mogę za to, że jestem taki głupi, zły i tak dalej...

ja moge miec w sobie pokłady nienawiści do świata - ale to decyduję, co z tym zrobię...

26,915

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć porannie
Ja, te 7 lat temu akceptowałam swojego M, on (tak myślę) akceptował wówczas mnie. Wg mojej percepcji na tamtem czas i tego jak to teraz pamiętam - byliśmy szczęśliwi i żadne z nas nie chciało tego drugiego zmieniać. Właśnie dlatego trafiliśmy przed ołtarz - bo się kochaliśmy, akceptowaliśmy i byliśmy razem szczęśliwi. Nikt z zewnątrz nie miał na naszą decyzję wpływu, nie było żadnego dziecka w drodze, nie była to też szczeniacka fanaberia. Przed ślubem byliśmy razem 6 lat. Na tamtem moment wszystko było jak na nasze możliwości, wiedzę, emocje itd "na swoim miejscu" w swojej kolejności oraz rytmie.

Dopiero potem coś się zmieniło.

Ja się zmieniłam, mój M się zmienił, świat wokół nas też się zmienił.

Gdy za przeproszeniem brał mnie za żonę, świata poza nim nie widziałam, chodziłam w jeansach i miałam wielki stres by zadzwonić do obcej osoby i załatwić jakąś sprawę w pracy. Przed rozmową kwalifikacyjną do pracy myślałam, że słowa z siebie nie wyduszę. Byłam młoda, nieśmiała, pewnie trochę zakompleksiona itd. Nie czułam się pewnie wśród ludzi, nie czułam się pewnie wśród obcych. W towarzystwie prawie się nie odzywałam.
Dziś jestem inną osobą. Dziś idę na spotkanie z prezesami firm. Mam stres, ale jest zupełnie inaczej. Dziś zakładam czerwone szpilki i wiem, dam sobie radę, wiem o czym chcę im powiedzieć. Wchodzę, uśmiecham się i zaczynam mówić. Dziś chcę być wśród ludzi, dziś chcę poznawać nowych ludzi, dziś chcę by coś się wokół działo.

Nawet tak banalna sprawa jak jazda konna. Kiedyś jeździłam. Ale.... kiedyś miałam trochę stracha przed końmi, przed nowym. Kiedyś nie podejmowałam nowych wyzwań bo się bałam, że mi się nie uda. Dziś? Dziś wciąż mam świadomość potęgi tego zwierzęcia, ale siadam i działam. I jak mi nie idzie to zastanawiam się co mogę zmienić. Dziś nawet na koniu czuję się zupełnie inaczej niż kiedyś

Tak sobie myślę, że kiedyś świat mnie onieśmielał, wszystko było wielkie, obce a ja nigdy dość dobra by mu sprostać. Dziś świat jest wyzwaniem, jest nieodkrytą niespodzianką, jest czymś co chcę poznawać.

Mój M był tym, który wszystko załatwiał, brylował w towarzystwie, był tu i tam. Ja byłam w jego cieniu. To on był duszą towarzystwa, to on miał pomysły, to on byl ten mądry, doświadczony, pewny siebie, to on szedł do przodu. Ja cicho stąpałam po jego śladach. Dziś weszłam na swój ślad i podążam swoim, innym niż on, tempem.

Dziś i ja i mój jesteśmy inni niż 7 lat temu. Gdybym go poznała takim jak jest teraz.... wszystko byłoby inaczej...

Ale jesteśmy tu i teraz, póki co razem. I musimy stawić czoła tej sytuacji i znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji.

Każda z nas jest inna, każda z nas jest inna niż jeszcze rok czy pięć lat temu. Nasi M też się zmieniają. Nie da się tego zatrzymać, cofnąć. Panta rej... co dzień trzeba temu stawiać czoła, każdy dzień, każda przeżyta chwila ma wpływ na to jacy jesteśmy i jak się zmieniamy...

My z M zaczęliśmy chyba żyć w pewnym momencie w 2 różnych środowiskach... nasze zmiany, ewolucja poszły w dwóch różnych kierunkach... dlaczego w Australii są torbacze, a gdzie indziej nie? Wyszły od tych samych przodków co zwierzęta na innym kontynencie, ale ich ewolucja poszła w innym kierunku...
I ja chyba jestem takim torbaczem (biedronkowo-lidlowym) hehe....

Miłego dnia KOCHANE

26,916 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-15 11:23:30)

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc Zakretki,

Nie bylo mnie na forum, bo bylam w pracy we Wrocku.

Ale podczytywalam i troche jestem..zaskoczona ile mozna napisacc o swoich zyciowych partnerach, ze tacy, owacy, pasuja, nie pasuja, powinni sie zmieniac, nie zmieniac itd. Dla mnie to troche bez sensu, zyje glownie dla siebie i jesli jest mi z kims permanentnie i regularnie nie tak, jak chce sie z nim czuc, to sie rozchodzimy. Takie naprawianie kogos jest dla mnie bez sensu.Tak jak nie uwierze w zgodne zycie w stadle po zdradzie (bo jak widac oliwa zawsze wyplywa) tak samo nie wierze, ze czyjs charakter i temperament mozna zmienic na swoje kopyto. Mozna wymoc to, ze mezczyzna zacznie skarpetki z podlogi zbierac, deske w kibelku opuszczac czy przestanie w zebach po kurczaku dlubac, ale nie, ze stanie sie czuly, romantyczny, czesciej obecny, wierny, prawdomowny itp. To juz jest jego charakter, nie maniery i przyzwyczajenia i tego sie wyplenic ani przenicowac na druga strone nie da.

Mam jedno proste pytanie do Was: czy kochacie swoich partnerow i jestescie z nimi szczesliwe. I bardzo prosze, napiszcie jedynie TAK lub NIE. Bez wyszykiwania kolorow szarych. Bo to zwykla sciema bedzie.

26,917

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Mam jedno proste pytanie do Was: czy kochacie swoich partnerow i jestescie z nimi szczesliwe. I bardzo prosze, napiszcie jedynie TAK lub NIE. Bez wyszykiwania kolorow szarych. Bo to zwykla sciema bedzie.

Moja odpowiedź brzmi "nie wiem". Nie wiem, czy to co czuje to miłość do Niego, czy brak miłości do samej siebie, która powoduje że się Go "trzymam".

26,918

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Mam jedno proste pytanie do Was: czy kochacie swoich partnerow i jestescie z nimi szczesliwe. I bardzo prosze, napiszcie jedynie TAK lub NIE. Bez wyszykiwania kolorow szarych. Bo to zwykla sciema bedzie.

Moja odpowiedź brzmi "nie wiem". Nie wiem, czy to co czuje to miłość do Niego, czy brak miłości do samej siebie, która powoduje że się Go "trzymam".

No to Pytajka jest tez jakas odpowiedz. Jesli juz nie jestes w stanie smialo i bez wahania sie powiedziec: tak pomimo tego, ze czasem bym mu chetnie tylek za cos tam skopala, to jednak kocham jego, tylko jego i chce z nim byc do konca zycia - to to juz raczej milosc nie jest. Jeszcze nie jestes pewna, ze to nie jest brak milosci, ale juz nie jest to milosc. A co zrobisz, kiedy bedziesz juz pewna, ze to nie jest milosc tylko trzymanie sie go, bo...(tu wstaw dowolne)? Puscisz czy bedziesz trzymac sie dalej, bo...?

A jesli kocham, to chyba kocham z wszystkimi przyleglosciami, wadami i bledami, tymi, ktore wybaczyc sie da. Bo nie wszystkie mozna i nawet nie wypada wybaczyc.

26,919

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Mam jedno proste pytanie do Was: czy kochacie swoich partnerow i jestescie z nimi szczesliwe. I bardzo prosze, napiszcie jedynie TAK lub NIE. Bez wyszykiwania kolorow szarych. Bo to zwykla sciema bedzie.

Cześć wsystkim

Tak kocham swojego męża i czuję się kochana .

26,920

Odp: Kobiety na zakręcie
nina1234 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Mam jedno proste pytanie do Was: czy kochacie swoich partnerow i jestescie z nimi szczesliwe. I bardzo prosze, napiszcie jedynie TAK lub NIE. Bez wyszykiwania kolorow szarych. Bo to zwykla sciema bedzie.

Cześć wsystkim

Tak kocham swojego męża i czuję się kochana .

OK, ale Ty juz zdrade rozumiem, ze pogrzebalas i nie wracasz do niej, przynajmniej "glosno"?

26,921 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2015-10-15 11:21:09)

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

No to Pytajka jest tez jakas odpowiedz. Jesli juz nie jestes w stanie smialo i bez wahania sie powiedziec: tak pomimo tego, ze czasem bym mu chetnie tylek za cos tam skopala, to jednak kocham jego, tylko jego i chce z nim byc do konca zycia - to to juz raczej milosc nie jest. Jeszcze nie jestes pewna, ze to nie jest brak milosci, ale juz nie jest to milosc. A co zrobisz, kiedy bedziesz juz pewna, ze to nie jest milosc tylko trzymanie sie go, bo...(tu wstaw dowolne)? Puscisz czy bedziesz trzymac sie dalej, bo...?

A jesli kocham, to chyba kocham z wszystkimi przyleglosciami, wadami i bledami, tymi, ktore wybaczyc sie da. Bo nie wszystkie mozna i nawet nie wypada wybaczyc.

Mussu, ja od dawien dawna czułam, że nie znam siebie, takiej prawdziwej siebie. Silky opisała jak czuła się X lat wstecz - to jestem właśnie ja ... I dlatego od kilku miesięcy poszukuję siebie. Nie będę rozpisywała się w szczegółach, jednak psycholog zauważył, że z racji relacji w mojej rodzinie, ja z dziecka i jego rozwoju emocjonalnego przeskoczyłam od razu w dorosłość, nie było u mnie okresu dojrzewania w tym emocjonalnym znaczeniu. Dlatego zamiast wsłuchać się w Wasze rady x lat temu ja czułam się odtrącona, atakowana itp ... rozumiesz? Reakcja dziecka. Tupnięcie nóżką, morze łez ... Bo nikt mnie nie nauczył prawidłowych reakcji a ja sama nie zdawałam sobie sprawy z ich braku. Teraz muszę to przepracować, przepracować siebie. Jednocześnie nie mogę, nie powinnam wręcz oczekiwać że On zapełni moją emocjonalną czarną dziurę. Wiadomo. I czuję się zagubiona. Czuję, że nie znam siebie, swoich uczuć, emocji, czasami ze zdumieniem patrzę na moje własne reakcje w pewnych sytuacjach. 
Dlaczego to piszę? Ponieważ nie mogę być pewna swoich uczuć do Niego nie będąc siebie samej pewną.
Masz rację, że kocha się człowieka a nie nasze wyobrażenie o nim, że należy się szacunek poprzez akceptację. Nie chcę zmarnować sobie życia albo kolejnych kilku lat będąc z niewłaściwą osobą, z kimś kogo nie kocham, kto mnie nie szanuje, nie szanuje moich potrzeb. Więc, jeśli będę pewna, że ten związek opiera się na przyzwyczajeniu, to nie będę w nim.

Tak na marginesie, rozmawiamy ze sobą, spędzamy razem czas, słyszę "kocham" dość często, słyszę słowa, które świadczą, że mnie ceni, słyszę komplementy, czasami zdarzy się kwiatek bez okazji, jak jestem chora to nie jestem w tym sama, zawsze jest propozycja - lekarz, apteka, hebata itp ... Jest przytulanie, jest sex, są drobne "niespodzianki" z Jego strony ... a ja przez to, co było nadal się zastanawiam, czy jestem kochana, czy On mnie kocha. Bo w sumie częściej chciałabym kwiaty, sex, przytulenie, komplementy ... Mimo, że są ... Z mojej strony jest to samo, są momenty, w których doznaję emocji, uczucia pod wpływem któego powiem "kocham" ... Ale nadal jestem niepewna... Schizofrenia? Być może. Być może będę mogła z pełną świadomością jasno określić siebie, gdy siebie poznam. Może wtedy będę mogła be zażenowania, obawy przyjąc to, co dostaje. A być może uznam, że jednak to nie jest to.

26,922

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Tak na marginesie, rozmawiamy ze sobą, spędzamy razem czas, słyszę "kocham" dość często, słyszę słowa, które świadczą, że mnie ceni, słyszę komplementy, czasami zdarzy się kwiatek bez okazji, jak jestem chora to nie jestem w tym sama, zawsze jest propozycja - lekarz, apteka, hebata itp ... Jest przytulanie, jest sex, są drobne "niespodzianki" z Jego strony ... a ja przez to, co było nadal się zastanawiam, czy jestem kochana, czy On mnie kocha. Bo w sumie częściej chciałabym kwiaty, sex, przytulenie, komplementy ... Mimo, że są ... Z mojej strony jest to samo, są momenty, w których doznaję emocji, uczucia pod wpływem któego powiem "kocham" ... Ale nadal jestem niepewna... Schizofrenia? Być może. Być może będę mogła z pełną świadomością jasno określić siebie, gdy siebie poznam. Może wtedy będę mogła be zażenowania, obawy przyjąc to, co dostaje. A być może uznam, że jednak to nie jest to.

Pytajka, ale tak jak Ty to opisujesz: czasem kwiatek, czasem seks, czasem niespodzianka, czasem "kocham" - to brzmi jak takie odgrzewane leniwe z przedwczoraj, jak czlowiek glodny, to sie nimi zapcha ale na wyzyny ekstazy smakowej raczej sie nie wzbije. I nie chodzi mi o ilosc tego czasem ani codziennie, tylko o temperature z jaka to "podajesz" tutaj.
Ja rozumiem, ze po 30 latach wspolnego pozycia takiej ekstazy starsze malzenstwa juz moze nie odczuwaja, ale i wowczas mozna wyczuc sporo ciepla, czulosci, szacunku, przywiazania, radosci z bycia z ta wlasnie osoba obok kiedy uczucie nie zaniklo tylko zmienilo kolory z wiosennych na jesienne. A u Ciebie...jakos tak za bardzo wyrachowane i chlodne to wszystko. Jestem z nim, bo jestem No wlasnie, to inaczej zapytam: dlaczego jestes z tym wlasnie czlowiekiem? W ogole dlaczego jestes z nim? A nie np. sama?

Aha - dziecinstwo nalezy gruba krecha kiedys w koncu odciac od reszty swojego zycia. Psychologowie i terapeuci maja to do siebie, ze sie lubia w takich goofienkach z przeszlosci babrac i wszystko tym tlumaczyc. Jeszcze biorac za to grube pieniadze - z czegos musza zyc, no to majstruja przy tych traumach jak pijany przy rowerze, a moze tu srubke dokrecic, a moze kolo wymienic itd., taki zawod. Ja wychodze z zalozenia, ze byl czas dorosnac do wlasnego zycia i wlasnych decyzji i stanac na wlasnych nogach.

26,923 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2015-10-15 12:14:51)

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Tak na marginesie, rozmawiamy ze sobą, spędzamy razem czas, słyszę "kocham" dość często, słyszę słowa, które świadczą, że mnie ceni, słyszę komplementy, czasami zdarzy się kwiatek bez okazji, jak jestem chora to nie jestem w tym sama, zawsze jest propozycja - lekarz, apteka, hebata itp ... Jest przytulanie, jest sex, są drobne "niespodzianki" z Jego strony ... a ja przez to, co było nadal się zastanawiam, czy jestem kochana, czy On mnie kocha. Bo w sumie częściej chciałabym kwiaty, sex, przytulenie, komplementy ... Mimo, że są ... Z mojej strony jest to samo, są momenty, w których doznaję emocji, uczucia pod wpływem któego powiem "kocham" ... Ale nadal jestem niepewna... Schizofrenia? Być może. Być może będę mogła z pełną świadomością jasno określić siebie, gdy siebie poznam. Może wtedy będę mogła be zażenowania, obawy przyjąc to, co dostaje. A być może uznam, że jednak to nie jest to.

Pytajka, ale tak jak Ty to opisujesz: czasem kwiatek, czasem seks, czasem niespodzianka, czasem "kocham" - to brzmi jak takie odgrzewane leniwe z przedwczoraj, jak czlowiek glodny, to sie nimi zapcha ale na wyzyny ekstazy smakowej raczej sie nie wzbije. I nie chodzi mi o ilosc tego czasem ani codziennie, tylko o temperature z jaka to "podajesz" tutaj.
Ja rozumiem, ze po 30 latach wspolnego pozycia takiej ekstazy starsze malzenstwa juz moze nie odczuwaja, ale i wowczas mozna wyczuc sporo ciepla, czulosci, szacunku, przywiazania, radosci z bycia z ta wlasnie osoba obok kiedy uczucie nie zaniklo tylko zmienilo kolory z wiosennych na jesienne. A u Ciebie...jakos tak za bardzo wyrachowane i chlodne to wszystko. Jestem z nim, bo jestem No wlasnie, to inaczej zapytam: dlaczego jestes z tym wlasnie czlowiekiem? W ogole dlaczego jestes z nim? A nie np. sama?

Aha - dziecinstwo nalezy gruba krecha kiedys w koncu odciac od reszty swojego zycia. Psychologowie i terapeuci maja to do siebie, ze sie lubia w takich goofienkach z przeszlosci babrac i wszystko tym tlumaczyc. Jeszcze biorac za to grube pieniadze - z czegos musza zyc, no to majstruja przy tych traumach jak pijany przy rowerze, a moze tu srubke dokrecic, a moze kolo wymienic itd., taki zawod. Ja wychodze z zalozenia, ze byl czas dorosnac do wlasnego zycia i wlasnych decyzji i stanac na wlasnych nogach.

Może nie jest to wszystko okraszone wielkim entuzjazmem, uśmiechniętymi buźkami itp ... ale wynika to tak jak pisałam, z etapu na którym się znajduję. Ja poprostu czuję się niepewnie, tak ogólnie.

Dlaczego z Nim w tej chwili? Dzisiaj i wczoraj? I jutro? Bo lubię sie w Niego wtulać, bo lubię jak rano wychodzimy do pracy i z uśmiechem życzymy sobie miłego dnia okraszając to buziakiem, bo lubię wspolne zabawy z psem, bo lubię z Nim dyskutować o Jego pracy o moich planach rozwoju, bo lubie w trakcie dnia wysyłać właśnie Jemu miłe wiadomości i takowe dostawać, bo doceniam jak mnie dopinguje do samodoskonalenia się, bo lubię jak się do mnie uśmiecha, mimo że nie lubię jak zostawia sajgon po gotowaniu w kuchni, jak rano w sobote albo niedziele zrywa sie o 6 rano zeby isc na siłownie i hałasuje przy tym tak, ze zmarłego można obudzić, mimo że nie znoszę jak wpada w nostalgiczny nastrój na dwie, trzy godziny i nie można z Nim wtedy pożartować, powygłupiać się, mimo że nadal pali papierosy, których ja nie znoszę ...

Co do tego dorastania, psychologii to się nie zgodzę z Tobą, Mussu. I dzisiaj jasno widzę, jak pewne wydarzenia z przeszłości odbiły się na mnie tu i teraz. To tak jak ze zdradą, trzeba przejść wszystkie etapy pogodzenia się i wybaczenia. Więc muszę uporać się z tym co było, co przegapiłam z różnych powodów, żeby wejść na właściwy tor w swoim życiu, żeby już się nie wykoleić albo wejść w kolejny zakręt. wink

Wiem, że jesteś silną babką. Wiem, że pewne zachowania Ciebie irytują, nie rozumiesz, że wg Ciebie jest to słabe. Pewnie jest słabe, dla niektórych pewnie niepojęte. I dzisiaj cieszę się, że znam Ciebie, Endi i kilka innych osób, które swoją postawą w pewnych kwestiach, swoim zdecydowaniem, swoją odwagą, egoizmem w dobrym tego slowa znaczeniu dają nadzieję, że jesli tylko Ja zechcę też to osiągnę. Będzie potrzebny wysiłek, praca, może i łzy. Ale jest to do osiągnięcia. Ja również mogę być szczęśliwa i osiągnąć zadowolenie w życiu prywatnym, zawodowym. To tylko ode mnie zależy. Więc walczę o to smile Z pomoca książek, psychologii, ludzi ....

Mussu a u Was jaka pogoda?  Bo sama wiesz jak u nas, jesien ... deszcz .... brrr ...
Rower odstawiłaś?

26,924

Odp: Kobiety na zakręcie

No u mnie sprawa jasna NIE.

Mussu

To się nie zdarzy. Ale gdybyś dzisiaj odkryła, że Kret Cię zdradził, to może zdziwiłabyś się  swoją własną reakcją. Bo nie musiałoby być tak, że byś go wywaliła. Bo było dobrze i fajnie, bo. A że zrobił coś, co jest nie do wybaczenia? I nawet to, że zostawiłaś pierwszego męża wcale by o tym nie przesądziło. Patrz przykład Malwiny. No i były sytuacje, że zapowiadałaś mu, że następnym razem to ... wypad. Zdarzył się następny raz i wypadu jednak nie było. Przemawia przez Ciebie pycha Mussu. Jesteś na długiej fali wznoszącej, więc taka czarno-biała jesteś. A życie często weryfikuje takie postawy.
Bo jednak wcale nie wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Bo w takiej samej sytuacji, w innym czasie możemy dokonać innego wyboru.
Życie nie jest takie zero-jedynkowe. Akceptacja także nie musi być taka zero-jedynkowa. Akceptuję w nim to i to, nie akceptuję tego i tego. Więc jakiś bilans trzeba zrobić. I w którą stronę przechyla się szala?
Niby akceptuję swoje dzieci w całości. Ale jednak nie, bo manipuluję czasami, by coś zmienić. Więc jednak nie akceptuję w całości. No i akceptacja w czasie też będzie się zmieniać. Dzisiaj akceptuję takie cechy, po 10 latach nie będę ich akceptować. I co, mam wymieniać męża co 10 lat, bo mi się zasady i akceptacja pozmieniały?
Na Boga, jest też coś takiego jak lojalność, obowiązkowość, odpowiedzialność - także za drugą osobę. No i jest rodzina jako całość. Jeden element w tej rodzinie przestał być akceptowalny w 100% więc rozwalam całość. Bo takie są konsekwencje rozwodów.
Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem zmiany partnerów na przestrzeni życia. Raczej zmiany siebie w kierunku zwiększenia akceptacji, na ile się da. Bo są jednak granice akceptowalności  nieakceptowalnego.

26,925

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

No u mnie sprawa jasna NIE.

Mussu

To się nie zdarzy. Ale gdybyś dzisiaj odkryła, że Kret Cię zdradził, to może zdziwiłabyś się  swoją własną reakcją. Bo nie musiałoby być tak, że byś go wywaliła. Bo było dobrze i fajnie, bo. A że zrobił coś, co jest nie do wybaczenia? I nawet to, że zostawiłaś pierwszego męża wcale by o tym nie przesądziło. Patrz przykład Malwiny. No i były sytuacje, że zapowiadałaś mu, że następnym razem to ... wypad. Zdarzył się następny raz i wypadu jednak nie było. Przemawia przez Ciebie pycha Mussu. Jesteś na długiej fali wznoszącej, więc taka czarno-biała jesteś. A życie często weryfikuje takie postawy.
Bo jednak wcale nie wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Bo w takiej samej sytuacji, w innym czasie możemy dokonać innego wyboru.
Życie nie jest takie zero-jedynkowe. Akceptacja także nie musi być taka zero-jedynkowa. Akceptuję w nim to i to, nie akceptuję tego i tego. Więc jakiś bilans trzeba zrobić. I w którą stronę przechyla się szala?
Niby akceptuję swoje dzieci w całości. Ale jednak nie, bo manipuluję czasami, by coś zmienić. Więc jednak nie akceptuję w całości. No i akceptacja w czasie też będzie się zmieniać. Dzisiaj akceptuję takie cechy, po 10 latach nie będę ich akceptować. I co, mam wymieniać męża co 10 lat, bo mi się zasady i akceptacja pozmieniały?
Na Boga, jest też coś takiego jak lojalność, obowiązkowość, odpowiedzialność - także za drugą osobę. No i jest rodzina jako całość. Jeden element w tej rodzinie przestał być akceptowalny w 100% więc rozwalam całość. Bo takie są konsekwencje rozwodów.
Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem zmiany partnerów na przestrzeni życia. Raczej zmiany siebie w kierunku zwiększenia akceptacji, na ile się da. Bo są jednak granice akceptowalności  nieakceptowalnego.

Eee tam, niestety ale ja sie z tym nie zgodze. Po pierwsze primo, to wyjasnij mi, co takiego sie powtorzylo, ze Kret mialby zasluzyc na wypad? Bo ja sobie nie moge przypomniec, poza jednym mailem do swojej eks, mailem , w ktorym nie bylo nic poza wspomnieniami. Po tamtej akcji powtorek nie bylo.
Po drugie, nie pycha mna zadzi ale wlasnie myslenie - woz albo przewoz. I zupelnie nie trafiaja do mnie argumenty: rodzina, dzieci, odpowiedzialnosc, wspolne lata i takie tam - wszystko to STARCILO na waznosci w chwili kiedy dany pan posunal sie ruchem posuwistym w terenie obcym i tym przekreslil wszystkie powyzsze wartosci.

I tak, jesli po 10 latach ktos mnie ewidentnie bedzie juz tylko draznil swoja osoba, to wole reszte zycia bez niego przrezyc niz kotlowac sie z nim w codziennej udrece, fundujac tez pozostalym czlonkom rodziny "przyjemna" atmosferke w imie jakiejs tam wspolnoty nierozerwalnej. I co to ma byc niby z tym zwiekszeniem akceptacji - mam granice przesuwac w nieskonczonosc? W zyciu.

Czy ja mam rozumiec benzyneria, ze gdyby Twoj maz sam nie odszedl, to Ty bys go akceptowala nadal z jego zdradami i kochanka?

26,926

Odp: Kobiety na zakręcie

Dzien dobry.
Gdybym mogla dalabym pod tym postem Bezynerii lajka.Coraz bardziej mi sie podoba to,co piszesz,bo ladnie w slowa ujelas to,co chcialam przekazac,ale pewnie nieporadnie  wyszlo.
Mussu nie potrafie zdecydowanie odpowiedziec na Twoje pytanie,bo nie czuje sie teraz szczesliwa,od ponad dwoch lat nie powiedzialam mezowi,ze go kocham,ale cos mnie przy nim trzyma.Na pewno nie stablizacja finansowa,bo ta jest mocno zachwiana.Pewnie ciagle wierze,ze uczucie wroci.W moim przypadku zdrada jest tylko jednym z elementow,ktore doprowadzily do rozluznenia naszych relacji. Zdrade mozna bylo  probowac wytlumaczyc glupota,kryzysem wieku sredniego,nuda czy czymkolwiek,ale bardzo boli mnie,ze zlekcewazyl moje zdanie na temat naszych wspolnych poczynan.Owszem,byl moment kiedy zaczynalam wierzyc w powodzenie,ale mialam zbyt duzo obaw.

26,927

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Mussu a u Was jaka pogoda?  Bo sama wiesz jak u nas, jesien ... deszcz .... brrr ...
Rower odstawiłaś?

u nas od wielu dni cudne slonce, zimno bywa rano, dzis + 4 ale po poludniu dochodzi do + 10. W niedziele jeszcze plywalismy na lodce i spotkalismy na brzegu dwoch wedkarzy..z Gdanska:))

26,928

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu

Jeszcze jedna rzecz dotycząca akceptacji. Może się zdarzyć, że jedna osoba zdominuje drugą po okresie zauroczenia. Jest wtedy pełna akceptacja z obu stron, szczęśliwe małżeństwo i szczęśliwe życie. I nagle np. po 10 latach można usłyszeć "Zdominowałaś mnie, zawłaszczyłaś moje życie". Bo ta wyparta część osobowości nagle dochodzi do świadomości i do głosu. I ten ktoś dominant nie zdawał sobie tego sprawy, zdominowany także nie. I wtedy zonk, budzimy się ze snu.
Nie piszę, że u Ciebie tak właśnie jest, to nie o to chodzi. Chcę raczej zobrazować, że ta akceptacja nawet mogła być rzeczywista. Bo wszystko może być inne, niż nam się wydaje.

Endaluzjo

Ty pisałaś, że irytuje nas nagle w tym człowieku wszystko. I cokolwiek zrobi, będzie i tak źle. A to może być objaw wypalenia uczuć do tej osoby. Wypalenie uczuć nie musi kończyć się zawsze źle. Bo możemy podjąć decyzję, że i tak zostajemy z tym człowiekiem i będziemy budować na tym, na czym się da. To ja proponowałam mojemu mężowi, ale nie wiedziałam, że on wycofał uczucia ze mnie, bo wcześniej władował je do kurlewny. A tutaj uczucia się raczej nie mnożą.
Może u Ciebie jest tak, że w związku ze zdradą nastąpiło jednak wypalenie uczuć. To jest realny i mocny do tego powód. Bo jednak niezaakceptowałaś nieakceptowalnego dla Ciebie. I masz do tego prawo.

26,929

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Mussu

Jeszcze jedna rzecz dotycząca akceptacji. Może się zdarzyć, że jedna osoba zdominuje drugą po okresie zauroczenia. Jest wtedy pełna akceptacja z obu stron, szczęśliwe małżeństwo i szczęśliwe życie. I nagle np. po 10 latach można usłyszeć "Zdominowałaś mnie, zawłaszczyłaś moje życie". Bo ta wyparta część osobowości nagle dochodzi do świadomości i do głosu. I ten ktoś dominant nie zdawał sobie tego sprawy, zdominowany także nie. I wtedy zonk, budzimy się ze snu.
Nie piszę, że u Ciebie tak właśnie jest, to nie o to chodzi. Chcę raczej zobrazować, że ta akceptacja nawet mogła być rzeczywista. Bo wszystko może być inne, niż nam się wydaje.

Zaraz, bo ja nie bardzo rozumiem - jak mozna kogos nieswiadomie zdominowac, albo on nieswiadomie daje sie zdominowac? To jakas dupa wolowa jest czy dorosly czlowiek? I co, przez te 10 lat sielsko anielsko dawal soba manipulowac, ograniczac sie, wprawiac w jakies ramki i nigdy glosu sprzeciwu? A ludzie to ze soba juz nie umieja rozmawiac i mowic sobie szczerze i kawe na lawe, co ich boli i co uwiera? No to jesli tak sobie li tylko na papierku tkwia obok udajac szczesliwych, to juz niech sie lepiej pozno niz wcale rozstana i wreszcie naprawde poczuja szczescie, nawet u boku innej osoby. Bo to, co opisalas, takie naginanie sie i udawanie szczesliwego wbrew sobie, dawanie zapedzic sie w kozi rog i zdominowanie, to jest przerazajaca wizja dla jakiegokolwiek zwiazku. Ja bym od dominanta uciekala gdzie pieprz rosnie.

benzyneria11 napisał/a:

Endaluzjo

Ty pisałaś, że irytuje nas nagle w tym człowieku wszystko. I cokolwiek zrobi, będzie i tak źle. A to może być objaw wypalenia uczuć do tej osoby. Wypalenie uczuć nie musi kończyć się zawsze źle. Bo możemy podjąć decyzję, że i tak zostajemy z tym człowiekiem i będziemy budować na tym, na czym się da.

na zgliszczach? A co mozna na takim podlozu zbudowac? Jakis tymczasowy barak do przetrwania kolejnych wspolnych lat? To tragedia.

benzyneria11 napisał/a:

To ja proponowałam mojemu mężowi, ale nie wiedziałam, że on wycofał uczucia ze mnie, bo wcześniej władował je do kurlewny. A tutaj uczucia się raczej nie mnożą.

Proponowalas mu pozostanie, pomimo tego, ze on juz Cie nie kochal???


benzyneria11 napisał/a:

Może u Ciebie jest tak, że w związku ze zdradą nastąpiło jednak wypalenie uczuć. To jest realny i mocny do tego powód. Bo jednak niezaakceptowałaś nieakceptowalnego dla Ciebie. I masz do tego prawo.

raczej wydaje sie to jak najbardziej naturalne, bo malo znam osob, ktore zdrade i to perfidna, planowana, w pelni akceptuja i przechodza nad nia do porzadku dziennego.

26,930 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2015-10-15 13:15:43)

Odp: Kobiety na zakręcie

Dziewczyny, a czy z tą akceptacją to nie jest trochę bardziej złożona sprawa.


1. Jest zdrada - każdy indywidualnie sprawdza siebie w tej kwestii, czy zdradę wybaczy, czy zapomni, czy będzie potrafił żyć nadal z partnerem. No ale chyba nie akceptujemy tego w jakim kierunku Pan/Pani podążył? Żadamy wręcz zmiany. Można to ładnie okrasić prośbą, wyborem i tak dalej, ale jasno z tego wynika - raz jeszcze taka sytuacja ma miejsce i koniec. Więc jak najbardziej tutaj wymagamy zmiany w zachowaniu partnera w postaci zaprzestania zdrad. Czyli nie ma u nas akceptacji tego co się wydarzyło na boku, nie ma u nas akceptacji zachowania partnera.

2. Jeśli decydując się na życie z partnerem ja wiem, ze pali to jakie prawo mam później marudzić że mi to przeszkadza? Dać wyraz niezadowolenia, braku właśnie tej akceptacji jego osoby. Jeśli decydując się na wspólną przyszłość zakładałam, że nie zakceptuje jego palenia i teraz co rusz marudzę, że ma z tym skończyć no to już chyba w porządku nie jest. Sytuacje można odnieść do innych aspektów - balaganiarstwa, wędkowania, braku umiejętności kulinarntych etc ...

I w tym drugim przypadku śmiem twierdzić, że
1. albo nigdy nie akceptowała tego palenia u partnera i oszukiwałam jego i siebie ze mi to nie wadzi (albo z premedytacja oszukiwałam tylko partnera, bo wiedziałam, ze podejme próby "
naprawcze" zebym ja miała komfort).
2. albo ja się zmieniłam, JA. Z biegiem czasu zaczęło mi to wędkowanie przeszkadzać, bo nudne, czasochłonne i w ogóle beee ... i teraz mam prawo nie akceptować? tzn prawo mam, ale czy jest to w porządku? Powinnam robić wszystko, żeby zaprzestał tego wędkowania i stracił tym samym SWOJĄ przyjemność? Powinnam oczekiwać, żeby rodem z romansow obsypywał mnie różami i tym samym zatracił SWOJĄ osobowość człowieka twardo stąpającego po ziemi np.?

Bo to chyba o to chodzi, że są kwestie do zaakceptowania i są kwestie większej wagi, których zaakceptować się nie da (jak oszukiwanie, zdrady, poniżanie itp.). Mój partner ma wg mnie oczywiście za mało energii życiowej, takie troche flegmatyczne podejście, na zasadzie powoli, bez presji i zrobie to kiedyś. Ja jestem zupełnie inna, ja już natychmiast się rwę do tego działania. I co? I nic. Doopa za przeproszeniem, bo mam trzy wyjścia, albo zaakceptuje i poniekąd się dostosuję i bedziemy razem, albo nie zaakceptuje i sie rozstaniemy z tego powodu, albo będę poganiaczem, osobą zrzędlwią i relacja straci na tym w kłotniach, we wzajemnym wyciąganiu sobie nawzwajem, żeby tylko udowodnić, ze nie jestemy gorsi jeden od drugiego,  i być może (chociaż wątpie) osiągne swój cel, ale partner będzie nieszczesliwy, bedzie czuł się zaszczuty ... Kiedyś, rok, dwa lata temu usłyszałam, "ty nie kochasz mnie, ty kochasz wyobrażenie o mnie" ... kochamy wyobrażenie wtedy, kiedy na siłe kogoś chcemy dla siebie zmienić.

Czasami to my sami się zmieniamy a wraz z naszą zmianą idzie zmiana akceptacji lub jej braku u partnera i oczekujemy ze on też się zmieni i my chcemy go zmieniać.

Ja to w tych kategoriach rozumiem, tak zinterpretowałam wywód Endi o zmianach partnera w tego samego lecz jednak innego partnera.
Benzyniero zgadzam się, życie nie jest zero-jedynkowe. Czarno białe. Jest mnóstwo odcieni ... i co najciekawsze każda osoba może jedną sytuację opisać w róznych barwach, bo widzi po swojemu. Ja również nie jestem zwolenniczką stwierdzenia już teraz jakbym się zachowała w jakiejś sytuacji, ja mogę domniemywać, życzyć sobie, ale życie to zweryfikuje.

26,931

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Zaraz, bo ja nie bardzo rozumiem - jak mozna kogos nieswiadomie zdominowac, albo on nieswiadomie daje sie zdominowac? To jakas dupa wolowa jest czy dorosly czlowiek? I co, przez te 10 lat sielsko anielsko dawal soba manipulowac, ograniczac sie, wprawiac w jakies ramki i nigdy glosu sprzeciwu? A ludzie to ze soba juz nie umieja rozmawiac i mowic sobie szczerze i kawe na lawe, co ich boli i co uwiera?

Mussu, ale to przecież naszą Silky spotkało. Silky, która nie jest dupą wołową a dorosłym człowiekiem, człowiekiem zagubionym, wtedy jeszcze nie znającym swojego poczucia własnej wartoścu tak dobrze jak długo później, czyli teraz.

26,932

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu

Oczywiście, że nie akceptowałabym go ze zdradami i kochanką. Inaczej, krótką zdradę może mogłabym wybaczyć (choć nie wiem na jak długo). Ale nie jest do wybaczenia realizowanie perfidnego planu razem z kochanką. Przyprowadzanie jej do mojego domu, mydlenia oczu, obrzucanie mnie całkowitą winą za rozpad małżeństwa, zgrywanie poszkodowanej ofiary, usiłowanie doprowadzenia do tego, abyśmy razem zgodnie zakończyli to małżeństwo, bo wypaliło się - z jednoczesnym organizowaniem sobie nowego życia z kochanką. I to w obu domach działo się dokładnie to samo w tym samym czasie. On miał tupet opowiadać wszystkim, że wyszedł z toksycznego związku i szuka siebie. A nikogo oczywiście nie ma. On wręcz pławił się w tym podziwie ze strony innych, że jest taki świetny, że odchodzi w samotność.  Gdyby prawda nie wyszła na jaw od męża kochanki, nigdy nie dowiedziałabym się, że najpierw był romans, potem rozwalenie rodziny. Sprawa rypnęła się na ostatniej prostej. Tej perfidii w działaniu nie mogę wybaczyć. Bo tak wredne rzeczy jednak tak często się nie zdarzają.
To nie chodzi więc o akceptowanie wszystkiego i stałe przesuwanie granic. Ale o to, że akceptacja wcale nie dotyczy całej osoby i w każdym czasie.

A co do Kreta, to się tak nie zacietrzewiaj. Pisałaś, że odkryłaś email, że stanowi naruszenie granice, które wspólnie ustaliliście. I że to koniec, wypad i już. Że pakujesz drania i tyle. To było stanowcze.
A po południu nastąpiły wpisy relatywizujące sytuację. Że on obiecał kolejny raz, że nie będzie (bo naruszenia wcześniej już były i to nie raz). Że znowu ustaliliście itd.
A nic się nie zmieniło, treść emaila przecież także nie.
Więc dokonałaś ponownej oceny sytuacji i zmieniłaś swoją decyzję. I OK, przecież to jest normalne. Więc jednak taka czarno-biała w tej sytuacji się nie okazałaś. Ja tego nie oceniam negatywnie, to stwierdzenie faktu. Piszę tylko o tym, że zdecydowanie częściej coś jest szare, a nie czarno-białe. I dobrze, bo można by dużo więcej błędów w życiu popełnić.

26,933 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-15 13:37:58)

Odp: Kobiety na zakręcie

zeby bylo tip top jasne, to kiedys tam duzo wczesniej Kret napisal do swojej bylej zony w odpowiedzi na jej mail, nie podobalo mi sie to i nie ukrywalam, ze jej teksty byly ponikad nie na miejscu. Wtedy poprosilam go, aby mi zawsze mowil, o takich historiach, bo nie chce przypadkiem na nie trafiac. Potem, jakis rok czy dluzej od tego wydarzenia byla ta akcja, kiedy odkrylam mail do bylej dziewczyny (nie zony) z jakims wpisem, ze tamto juz sie nie wroci. No i tak,  szlag mnie trafil, bo raz, ze nie powiedzial jak obiecal i oszukal w ten sposob, dwa podejrzewalam jakies knucia z owa dama. I dlatego "zaproponowalam" natychmiastowy wypad. Poniewaz knucia sie wyjasnily, znaczy okazalo sie, ze to byl mail pisany do niej poniekad w afekcie po naszej jakiejs sprzeczce (co nie stanowi usprawiedliwienia) ale bez dalszych planow oraz konsekwencji i to stwierdzenie pisane do niej, ze sie "ne vrati" wlasnie mialo to jej uswiadomic, wypad anulowalam. Aczkolwiek z zaznaczeniem calkowitej odtad przejrzystosci w tych kwestiach (tylko takich niejasnych kontaktowz rzeczonymi paniami, reszta korespondencji mi zwisa). I odtad zadnej akcji nie bylo. Ja nie sprawdzam, Kret informuje jesli uzna, ze powinnam o czyms wiedziec (ale raczej nic, co by jakos mialo mnie zaalarmowac) i ja mu wierze. Nie bylo wybaczania po raz drugi. No i nie bylo zdrady, bylo naruszenie ustalonych zasad, jednorazowe naruszenie, ale jak dla mnie powazne. Dlatego dostal wtedy zolta kartke. Teraz to nawet nie wierze, zeby sam byl zainteresowany jakimikolwiek kontaktami z bylymi, bo przeciez nie po to bral ze mna slub. Jestem w tej kwesti calkowicie spokojna i zrelaksowana jak kolala po dobrej dawce eukaliptusa.

Natomiast nawiazujac do Twojej historii - jakie to naprawde ma znaczenie, czy Twoj eks odszedl od Ciebie, bo mial juz kochanke czy odszedl, bo mu sie milosc do Ciebie skonczyla? Tak zle i tak niedobrze i w zadnym z tych wypadkow nie warto tracic czasu na zycie z kims kto albo a) zdradza, b) nie kocha, c) jedno i drugie. A ze do tego klamczuch i wybielacz nad wybielacze, to tym bardziej tylko patrzec, czy juz sie za nim na zakrecie nie przestalo kurzyc.

26,934

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu

Tak, proponowałam mu pozostanie, mimo że usłyszałam, że wypaliło się.
Bo najpierw zrobiłam awanturę i kazałam się wynosić , a nawet w..lać. Potem kazałam się mu wyprowadzić i przemyśleć sprawę. Wyprowadził się, po dwóch tygodniach przyszedł. Powiedział, że mnie kocha, że wie to na pewno, że widać musiał się wyprowadzić, aby to zrozumieć. Po postawieniu mu warunków i kolejnych 4 tygodniach pozwoliłam mu wrócić. Myślałam, ze to kryzys wieku średniego i  chłopczyk pogubił się i sam nie wie, czego chce. A po kolejnym może miesiącu usłyszałam, ze jest jednak oddalenie, potem że nie kocha. A powiedział mi, ze kocha, bo bal się samotności. Potem odchodził albo nie przez kolejny rok. Ja powiedziałam, że ja rozwaliłam pierwsze małżeństwo i drugiego nie rozwalę. Więc to on musi podjąć decyzję. I nie ma opcji, że to będzie nasza wspólna decyzja. Podejmował rok cały.  W sumie to po ponad 20 latach przekonałam się, że ja z zerem żyłam. Bo to nie jest tak, że ktoś robi świństwa, bo się pogubił. Nie, bo przez ponad 800 dni on każdego kolejnego dnia podejmował decyzję, że jest z kochanką i razem robią w konia swoje połówki. A ja okazałam się ostatnią naiwną.

26,935

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Mussu

Tak, proponowałam mu pozostanie, mimo że usłyszałam, że wypaliło się.
Bo najpierw zrobiłam awanturę i kazałam się wynosić , a nawet w..lać. Potem kazałam się mu wyprowadzić i przemyśleć sprawę. Wyprowadził się, po dwóch tygodniach przyszedł. Powiedział, że mnie kocha, że wie to na pewno, że widać musiał się wyprowadzić, aby to zrozumieć. Po postawieniu mu warunków i kolejnych 4 tygodniach pozwoliłam mu wrócić. Myślałam, ze to kryzys wieku średniego i  chłopczyk pogubił się i sam nie wie, czego chce. A po kolejnym może miesiącu usłyszałam, ze jest jednak oddalenie, potem że nie kocha. A powiedział mi, ze kocha, bo bal się samotności. Potem odchodził albo nie przez kolejny rok. Ja powiedziałam, że ja rozwaliłam pierwsze małżeństwo i drugiego nie rozwalę. Więc to on musi podjąć decyzję. I nie ma opcji, że to będzie nasza wspólna decyzja. Podejmował rok cały.  W sumie to po ponad 20 latach przekonałam się, że ja z zerem żyłam. Bo to nie jest tak, że ktoś robi świństwa, bo się pogubił. Nie, bo przez ponad 800 dni on każdego kolejnego dnia podejmował decyzję, że jest z kochanką i razem robią w konia swoje połówki. A ja okazałam się ostatnią naiwną.

Reasumujac - ile na niego stracilas lat, tych w ogole ale w szczegole tych po pierwszym rozstaniu?

26,936

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

zeby bylo tip top jasne, to kiedys tam duzo wczesniej Kret napisal do swojej bylej zony w odpowiedzi na jej mail, nie podobalo mi sie to i nie ukrywalam, ze jej teksty byly ponikad nie na miejscu. Wtedy poprosilam go, aby mi zawsze mowil, o takich historiach, bo nie chce przypadkiem na nie trafiac. Potem, jakis rok czy dluzej od tego wydarzenia byla ta akcja, kiedy odkrylam mail do bylej dziewczyny (nie zony) z jakims wpisem, ze tamto juz sie nie wroci. No i tak,  szlag mnie trafil, bo raz, ze nie powiedzial jak obiecal i oszukal w ten sposob, dwa podejrzewalam jakies knucia z owa dama. I dlatego "zaproponowalam" natychmiastowy wypad. Poniewaz knucia sie wyjasnily, znaczy okazalo sie, ze to byl mail pisany do niej poniekad w afekcie po naszej jakiejs sprzeczce (co nie stanowi usprawiedliwienia) ale bez dalszych planow oraz konsekwencji i to stwierdzenie pisane do niej, ze sie "ne vrati" wlasnie mialo to jej uswiadomic, wypad anulowalam. Aczkolwiek z zaznaczeniem calkowitej odtad przejrzystosci w tych kwestiach (tylko takich niejasnych kontaktowz rzeczonymi paniami, reszta korespondencji mi zwisa). I odtad zadnej akcji nie bylo. Ja nie sprawdzam, Kret informuje jesli uzna, ze powinnam o czyms wiedziec (ale raczej nic, co by jakos mialo mnie zaalarmowac) i ja mu wierze. Nie bylo wybaczania po raz drugi. No i nie bylo zdrady, bylo naruszenie ustalonych zasad, jednorazowe naruszenie, ale jak dla mnie powazne. Dlatego dostal wtedy zolta kartke. Teraz to nawet nie wierze, zeby sam byl zainteresowany jakimikolwiek kontaktami z bylymi, bo przeciez nie po to bral ze mna slub. Jestem w tej kwesti calkowicie spokojna i zrelaksowana jak kolala po dobrej dawce eukaliptusa.

Natomiast nawiazujac do Twojej historii - jakie to naprawde ma znaczenie, czy Twoj eks odszedl od Ciebie, bo mial juz kochanke czy odszedl, bo mu sie milosc do Ciebie skonczyla? Tak zle i tak niedobrze i w zadnym z tych wypadkow nie warto tracic czasu na zycie z kims kto albo a) zdradza, b) nie kocha, c) jedno i drugie. A ze do tego klamczuch i wybielacz nad wybielacze, to tym bardziej tylko patrzec, czy juz sie za nim na zakrecie nie przestalo kurzyc.

Ależ Mussu, to nie była i nie jest moja ocena sytuacji, tylko Twoja ocena sytuacji. I nie musisz się usprawiedliwiać. Kret jest przecież ok. Jesteście bardzo udanym już małżeństwem i niech tak będzie do końca świata i dłużej.Mnie to bardzo cieszy, ze są takie małżeństwa.

Ale nie musisz mieć we wszystkim rację, i tak jak pisała Pytajka, Silky spotkala dominacja w związku.

Każdy ma inne doświadczenia w życiu, inną nauczkę z tego wyniósł, inne ma wartości, inny charakter. I dobrze, bo byłoby nudno.

Dla mnie ma znaczenie, że mąż odszedł, i to w  tak haniebny sposób do kochanki. Bo musiałam po nim ostro pozamiatać i wywietrzyć, a nawet sprzedać dom, bo mi w nim śmierdziało. W sumie to zaśmierdział mi całą przeszłość, bo nie wiem, jak i kiedy jeszcze mnie upokarzał. Ale to sprawa jego sumienia.

26,937

Odp: Kobiety na zakręcie

W ogóle to straciłam ponad 22 lata. A tych po pierwszej wyprowadzce to rok. Nie żałuję tego roku. Bo z pierwszego małżeństwa odeszłam 5 min przed czasem i czkało mi się to przez lata. Z drugiego okazało się, że rok za późno. Teraz od roku zamiatam i zauważyłam, że z miotłą mi do twarzy.

26,938 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-10-15 18:26:05)

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zaraz, bo ja nie bardzo rozumiem - jak mozna kogos nieswiadomie zdominowac, albo on nieswiadomie daje sie zdominowac? To jakas dupa wolowa jest czy dorosly czlowiek? I co, przez te 10 lat sielsko anielsko dawal soba manipulowac, ograniczac sie, wprawiac w jakies ramki i nigdy glosu sprzeciwu? A ludzie to ze soba juz nie umieja rozmawiac i mowic sobie szczerze i kawe na lawe, co ich boli i co uwiera?

Mussu, ale to przecież naszą Silky spotkało. Silky, która nie jest dupą wołową a dorosłym człowiekiem, człowiekiem zagubionym, wtedy jeszcze nie znającym swojego poczucia własnej wartoścu tak dobrze jak długo później, czyli teraz.

tak, tak... a wszystko jak mi się wydawało w imię miłości.... tak rozumowałam wówczas... tak było... by jemu było lepiej, by jemu było dobrze... poświęcenie samej siebie nawet gdy on nie prosił i nie wymagał w imię miłości. Potem już wymagał bo skoro sama go tego nauczyłam.... ech... długo by pisać...
W każdym razie ja przez lata całe podporządkowywałam swoje życie, siebie pod niego w imię miłości

przez 2,5 roku jeździłam do niego co tydzień po 1300 km w pociągu (łącznie jakieś 20 godzin tygodniowo). Jeździłam ja, bo on miał pracę, przecież nie mógł wziąć wolnego, z resztą po takiej jeździe pociągiem pewnie byłby zmęczony. A ja? To nie było dla mnie ważne. Ważne było, że mogłam go zobaczyć. On był u mnie może 2 razy, resztę, tydzień w tydzień, ja studentka 4,5,6 roku studiów jakby nie było medycznych pokonywałam całą Polskę by się z nim zobaczyć....
I nie było mi z tym źle!
Wręcz przeciwnie!!

TAK BYŁO!! Dla niego wszytko, nawet za cenę rezygnacji z czegoś swojego.... I byłam z tym długo szczęśliwa!! Choć wszyscy wokół mnie widzieli (teraz o tym mówią), ja nie widziałam! Nie widziałam, że jedno jego krzywe spojrzenie, a ja się wycofuję, milknę, odsuwam się.

Od jakiś 3 lat już nie działa... Odkąd syn skończył 4 lata już całkiem nie. Ale przez 10 lat to działało. Przez rok średnio. A od 2 mnie mocno uwiera.

Bo ja się zmieniłam i już tak nie chcę. Chcę mieć z powrotem siebie. Ale mój M wcale tej zmiany nie chciał

26,939

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

W ogóle to straciłam ponad 22 lata. A tych po pierwszej wyprowadzce to rok. Nie żałuję tego roku. Bo z pierwszego małżeństwa odeszłam 5 min przed czasem i czkało mi się to przez lata. Z drugiego okazało się, że rok za późno. Teraz od roku zamiatam i zauważyłam, że z miotłą mi do twarzy.

22 lata to szmat czasu. Moje pierwsze trwało 15 lat, a potem jeszcze 4 lata wspólnego mieszkania przed ostatecznym rozstaniem.
Myślę, że te Twoje 22 lata nie są jednak stracone. Zyskałaś doświadczenie, poznałaś sama siebie w trudnych sytuacjach. To rzeczy bezcenne smile

A z tą miotłą trafiłaś w dziesiątkę hehe bardzo mi się podoba. Może dlatego że i ja zamiatam, od niecałego roku, po kolejnym związku, tym razem nieformalnym, mniej traumatycznym, ale nie znaczy łatwiejszym. Mniej traumatyczny dla mnie właśnie dlatego, że dostałam szkołę życia w małżeństwie. Doświadczenie procentuje.

I jeszcze moje trzy grosze o życiu razem po zdradzie. Jeśli była to zdrada emocjonalna, nie warto męczyć się razem - tu pełna zgoda z Mussu.
Co do zdrady typu jeden szybki numerek po alkoholu, nie wypowiadam się, bo nie mam takich doświadczeń. Teraz myślę, że też bym nie dała rady, ale "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono".

26,940 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-10-16 08:02:05)

Odp: Kobiety na zakręcie

a ja od dwóch dni myslę i analizuję. Bo chcę odpowiedzieć na pytanie Mussu. I mam z tym problem Mussu.
Kocham na pewno moja mamę, moją siostrę.
od wczoraj syn wkurza mnie tak bardzo, że marzę , by sie wyniósł wreszcie z mojgo zycia... i na dodatek mam w sobie takie poczucie, że mam w dupie jak sobie pościele i jak się wyspi.. i nie mam zamiaru się tym przejmować, widze, że popełnia błędy, widze, że jest egositą totalnym - moge to kłaśc na karb wieku - ale wiek wiekiem a głupota głupotą... - za zatem.. chyba go nie kocham?

a czy kocham mojego męża? moja mame i siostre kocham zdecydowanie mocniej. Chce przy nich być, jak mnie potrzebują, troszczę się o nie, chce im sprawić radości i chronić..

mam wiele serdecznych przyjaciółek o które się troszczę, do ktorych biegnę na ratunek... o których ciepło myslę, na mysl o których usmiecha się "moja japa..."

a mój mąż? lubie go i odpowiada mi to, jakie zycie razem stworzyliśmy. ale czy ja bym leciała na koniec świata., bo mnie potrzebuje??? kurna.. nie wiem
nie lubie jego rodziców, to jeden z waznych powodów, przyczyn i skutków tego, że zakładam nawet - że zakłądam nawet - że jak oni za bardzo wejdą mi w zycie.. to zostawię mojego męża razem z nimi i bedę miała spokój
czy ja go kocham?

chyba jestem lesbijką, zasadniczo preferuję kobiety i kocham je bez opamiętania...

26,941

Odp: Kobiety na zakręcie

chyba jestem lesbijką, zasadniczo preferuję kobiety i kocham je bez opamiętania...


Uśmiechnęłam się na te słowa - bez urazy, nie złośliwie. Ja czasem też dochodzę do takich wniosków wink
Tego typu myśli chyba często przychodzą nam kobietom do głowy wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że nie rozumiemy mężczyzn.
A oni są często BARDZO TRUDNI do zrozumienia, mimo że na pozór tacy prości w obsłudze (łóżko + jedzonko + piwko/mecz/rybki/grzybki - do wyboru)

I jak widać, nawet syna trudno zrozumieć -skąd ja to znam. Nie mogę go zrozumieć, ale go z pewnością kocham, to wiem. Nie zawsze poszłabym za nim na koniec świata, bo nie zawsze warto choćby dla jego dobra, ale wiem że go kocham. Ta miłość jest bezwarunkowa.

26,942

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:

Bo ja się zmieniłam i już tak nie chcę. Chcę mieć z powrotem siebie. Ale mój M wcale tej zmiany nie chciał

Silky, lepiej pozno niz wcale, bo jak czytam Twoje opisy Ciebie sprzed tych ilus lat, to mi skorka gesia wyskakuje. Co Ty bys dzis powiedziala obcej dziewczynie, ktora postepowalaby identycznie jak Ty wtedy? Gdyby na kazdy swist od jeszcze narzeczonego gnala przez cala Polske zeby milosciwie panujacego dziedzica sobie oblaskawic i z nim pare godzin spedzic? Chyba bys sie w czolo popukala, prawda? Wiec fajnie, ze sama to swoje uzaleznienie zauwazylas i z tym skonczylas. A ze to M. nie pasuje taka zmiana, to pies go ganial i ogonem tracal. Ja mu sie nie dziwie, ze marudzi i kreci nosem, bo mial wczesniej usluzna i oddanczo wierna niewiaste do wszystkiego w domu, a teraz ona mu swoje widzimisie pokazuje i jakiejs wspolpracy zada. Co to to nie, ma byc po staremu albo rozwod. Widzisz ten dziecinny egoizm rozpieszczonego cherubinka?
Silky, M. musi sie do tych zmian na LEPSZE - Twoje lepsze- dostosowac albo mogila, nie pociagniecie tego dalej. No chyba, ze Ty w imie..kurna wie czego, bo pliiis, nie milosci! - nagniesz sie znowu, bedziesz sie teraz na 200% starac, skakac kolo niego i probowac ratowac to "cos". A on g..z siebie dolozy do tej walki o Was. Bo niestety, ale M. jawi sie jako czlowiek, ktory poza wlasnym pepkiem nie widzi wokol siebie nikogo i nic, nawet wlasne dziecko jest mu obojetne.

A ta dupa wolowa to nie byla o Tobie, tylko jakos tak z automatu i w myslach przypisalam to domniemanemu zdominowanemu mezczyznie:) Bo ja jakos nie widze oczyma wyobrazni, zeby facet z krwi i kosci dal sie tak zmanipulowac jak benzyneria pisala, ze przez lata udaje szczesliwego chociaz czuje sie osaczany. Dla mnie mezczyzni maja o wiele wiecej zdrowego (i niezdrowego) egoizmu i asertywnosci niz kobiety i to naprawde musialaby byc dupa wolowa wtedy, zeby tak pozwolic sobie babie wejsc na glowe:)

Ale kobiety na to pozwalaja i  niestety bardzo czesto. Zbyt kochliwe jestesmy czy co?

26,943

Odp: Kobiety na zakręcie
toska_t napisał/a:

chyba jestem lesbijką, zasadniczo preferuję kobiety i kocham je bez opamiętania...


Uśmiechnęłam się na te słowa - bez urazy, nie złośliwie. Ja czasem też dochodzę do takich wniosków wink
Tego typu myśli chyba często przychodzą nam kobietom do głowy wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że nie rozumiemy mężczyzn.
A oni są często BARDZO TRUDNI do zrozumienia, mimo że na pozór tacy prości w obsłudze (łóżko + jedzonko + piwko/mecz/rybki/grzybki - do wyboru)

I jak widać, nawet syna trudno zrozumieć -skąd ja to znam. Nie mogę go zrozumieć, ale go z pewnością kocham, to wiem. Nie zawsze poszłabym za nim na koniec świata, bo nie zawsze warto choćby dla jego dobra, ale wiem że go kocham. Ta miłość jest bezwarunkowa.

Endi i toska, pozwole sobie Was "sparowac" w tym poscie:) Mezczyzni nie sa trudni i nie sa naszymi wrogami. Sa inni niz kobiety ale to ma ez swoje spore plusy.

Co do synow, to Endi - spusc ze smyczy. Ja tak zrobilam i nie zaluje. Troche poszalal, troche sie poplatal, porobil glupot ale teraz juz mocno wyprostowany jest. Juz nie martwie sie o jego przyszlosc, bo i sam sie za nauke wzial i sam kombinuje jak zarobic na siebie i coraz madrzej planuje co ze soba w przyszlosci robic. Nie pije, nie pali (a palil), nie szwenda sie po nocach w podejrzanym towarzystwie. Moge smialo powiedziec, ze wydoroslal przez ostatnie 2 lata. Jedynie zamilowanie do tsunami w pokoju pozostalo to samo:)

A jesli o kochanie meza chodzi, to moze ja jestem jeszcze na etapie miesiaca miodowego po 5 ciu i pol roku razem, ale TAK, nie kocham mamy ani brata ani nawet syna czy corki tak samo jak jego. Dzieci kocham mocno, corcie jakby mocniej niz syna (mniejsza i slodsza jeszcze), ale to inna milosc. Rodzicow na pewno nie kocham tak mocno, brata tym bardziej. Kret jest moja rodzina, on i dzieci, poki z nami sa. Humorki jego mamy czy narzekania babci nie zmieniaja mojego stosunku do niego, bo nie z nimi zyje, nie z nimi dziele poranki i wieczory, to jego rzodzice i jego tylko problem. Wiem, ze Ty masz ich pod nosem i jest to trudniejsze tak sie odseparowac od ich zyczen i zazalen, ale wykonalne. Tylko, ze wespol zespol z mezem.

Ale teraz inne pytanie: czy On kocha Cie Endi na tyle, zeby stanac murem za Toba?

26,944

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie smile
Ale się rozpisałyście smile
Ale dobrze, dobrze, super, że wywalacie z siebie.

Odpowiem Operacji...nie, nie chciałam poteflona zmieniać, było mi z nim dobrze, chociaż oczywiste jest, że wiele rzeczy w nim mnie irytowało, ale w końcu nie ma ideałów prawda? Pewnie ja go tez irytowałam w różnych sytuacjach. Ale jednak chyba było mu ze mną dobrze, i czuje , że żałuje tego co się stało. Wdać mu ciężko ciągnąć ten kierat, a pani w czerwonych szpileczkach spowszedniała mu z lekka. Naszło go jakiś czas temu na taki telefon, niby coś w sprawie młodej, a potem zeszło na nas. Jęczał, stękał, jak to mu ciężko w życiu i usłyszałam, że wtedy nie był sobą (jak szedł na lewiznę), i że był idiotą ( to oczywiste) i takie tam. Ucięłam zdecydowanie te jego rozkminy. Co było nie wróci  i koniec.
Nie wiem, czego oczekiwał, że go przytulę do piersi czy co? Szkoda gadać.

A co do kochania. Oczywiście bezwarunkowo kocham córkę, najbliższych (mamę, braci). A motylka kocham, ale nie tak zapamiętale i bezkrytycznie jak to było z poteflonem. Tam w imię miłości dawałam się po podłodze jak szmatę targać i upokarzać. Oczywiście mam na myśli ten czas, gdy się biedak zakochał.  A tu mam świadomość tego, że różnie w życiu bywa i nie wszystko mamy dane na zawsze. Ciesze się tym co tu i teraz.

26,945

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

A jesli o kochanie meza chodzi, to moze ja jestem jeszcze na etapie miesiaca miodowego po 5 ciu i pol roku razem, ale TAK, nie kocham mamy ani brata ani nawet syna czy corki tak samo jak jego. Dzieci kocham mocno, corcie jakby mocniej niz syna (mniejsza i slodsza jeszcze), ale to inna milosc.

Mussu, w obliczu bezpośredniego zagrożenia (ogień, woda, trzęsienie ziemi) komu w pierwszej kolejności rzuciłabyś się na pomoc? Krecikowi czy któremuś z dzieci?

26,946 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-16 11:46:29)

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

A jesli o kochanie meza chodzi, to moze ja jestem jeszcze na etapie miesiaca miodowego po 5 ciu i pol roku razem, ale TAK, nie kocham mamy ani brata ani nawet syna czy corki tak samo jak jego. Dzieci kocham mocno, corcie jakby mocniej niz syna (mniejsza i slodsza jeszcze), ale to inna milosc.

Mussu, w obliczu bezpośredniego zagrożenia (ogień, woda, trzęsienie ziemi) komu w pierwszej kolejności rzuciłabyś się na pomoc? Krecikowi czy któremuś z dzieci?

w chwili obecnej z pewnoscia corce, bo jest najmniejsza, najslabsza i najbardziej potrzebowalaby pomocy. A Kret i moj syn to kawaly chlopow silnych i to raczej oni broniliby nas a nie odwrotnie:)

Przyklad niezbyt trafiony, bo raczej ciezko sobie taka sytuacje wyobrazic, ale wiem o co Ci chodzi.

Nie mozna porownywac milosci do dzieci z miloscia do partnera, to zupelnie inne kategorie. Za dzieci dalabym sie posiekac ale i za niego tez. Niemniej, wiecej , na chwile obecna, wybaczam jednak dzieciom - bo male (mlode) i glupie. Od Kreta wymagam wiecej rozsadku i odpowiedzialnosci. Ale w chwili smutku czy poczucia osamotnienia przytulam sie do niego, nie do dzieci - one mi takiego poczucia bezpieczenstwa nie zapewnia jak on.

No i dochodza jeszcze inne, przyziemne;) aspekty tej milosci, ktorych to aspektow z dziecmi praktykowac sie nie da.

Poza tym, z mezem jest sie z zalozenia do konca zycia, z dziecmi do czasu ich wyfruniecia z gniazda.

26,947

Odp: Kobiety na zakręcie

No durne pytanie. Imperatyw każe ratować dzieci. Nie ma opcji. Silniejsze niz wszystko.

Widzisz mussu. Ja zaakceptowałam mojego męża po zdradzie. Budowalam z nim relacje o moj wybor i jego wybor. O codzienne decyzje , ze jestem i on jest na tak.

I kiedy teraz on zaczął porządkować siebie. I nagle sie okazuje. Ze on dopiero teraz uświadomił sobie ze sam kieruje sie swoimi decyzjami. Ze nie usprawiedliwia sytuacja. Okazja. Złe samopoczucie. Złość. Dołek. Ze w każdej tej sytuacji i okazji mamy ciagle wybor.
I teraz jest tak. Czy on był ze mna z miłości przez te piec lat? Pewnie tez. Ale troche był dlatego bo " tak sie poukładało". Ja zapomniałam o zdradzie. On nie. Okazuje sie ze przez te 5 lat przyświecało mu, ze nie ma prawa nic mu sie we mnie nie podobać bo ja jestem ta dobra. A on ten zły.
A kiedy w koncu zapytałam co sie dzieje. To sie okazało ze ten brak otwartości i szczerości i zaufania do mnie doprowadził do tego, ze moj maz uznał mnie za przyczynę całego swojego zła. Poczucia niespełnienia. Stresów w pracy. Rozumiecie. Stałam sie przyczyna i skutkiem jego poczucia niepowodzenia i poczułam to. Poczułam. Ze go irytuje. Ze ode mnie ucieka. Ze wchodzi w takie rytuały, ktore niby świadczą o tym ze robimy wiele rzeczy razem ale tak... Nie do końca.
Porozmawialiśmy. Powiedział ze nie wie czego chce. Jakiego chce życia. Powiedziałam ze ma zamieszkać beze mnie. Ze ma spróbować tego innego życia.
A ja chce mieć pewność ze potrafie byc sama. Ze. Gdy sie zgodzę na bycie z nim, to nie dlatego ze musze, albo nie moge. Ale dlatego ze chce.
Poszedł na terapie.
I nagle. Bum!!!
No przeciez to nie moja Zona moj szef i pogoda sa winne temu co sie dzieje w moim zyciu ale decyzje ktore podejmuje.
I facet przychodzi i mowi. Kocham. Jestes światem. Bede z toba i przy tobie niezależnie od tego co ty wybierzesz i jak zdecydujesz. Jeśli nie bedziesz mnie chciała bede w pobliżu gdybys mnie potrzebowała. Bo ja Zdecydowałem i decyduje każdego dnia ze chce życia z toba. I on ma prawo. Tak zdecydować i tak chcieć
A ja mam prawo zdecydować i chcieć po swojemu.
I co mnie boli? Jego niedojrzałość? To, ze rzeczy dla mnie oczywiste on dopiero odkrywa? To ze zmarnował piec lat nie układając siebie.? Bo to on nie poradził sobie ze zdrada. A nie ja.
On nie dał sobie prawa do bycia soba. Przekonany ze musi dac mi zadośćuczynienie. I ze nie wolno mu traktować mnie normalnie. Ze piedestał obowiązuje.
I nie dał sobie z tym rady. Zwyczajnie. Przerosło go to. Zwyczajnie.
No oczywista oczywistość. Co nie??
Dlatego nie powiem wam czy go kocham. Bo on jest w trakcie zmiany. Pewnie troche dorastania.
I ja wam powiem wiosna. Czy do siebie pasujemy. Czy spodoba mi sie ten facet ktory sie poukłada.

Dlaczego wiosna? Bo zima jest zimna ciemna ponura i lubie jak ktos o mnie dba. Bo zima mam duzo pracy i potrzebuje kogoś kto ogarnie moj dom finanse i rozrywki.
Bo lubie kolacje przy świecach i seks.
Czy jestem wyrachowana? Obrzydliwie
Czy jest mi dobrze. Kurcze jest.
Akceptuje to co sie z nim dzieje i jego prawo do " dorastania"
Nie przeszkadza mi.
Ale to taka akceptacja czysto Ludzka. Taka sama jaka mam do każdego człowieka.
Nie czuje w tym mojego wielkiego emocjonalnego zaangażowania. Nie czuje w tym ze ja zaleze od jego zmiany. Albo ona mnie dotyczy.
To jego sprawa.
Mi jest teraz wygodnie i bezpiecznie. A wiosna? Sie zobaczy...

26,948

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

No durne pytanie. Imperatyw każe ratować dzieci. Nie ma opcji. Silniejsze niz wszystko.

Nie Endi, nie ma durnych pytań ... co najwyżej odpowiedzi wink

Twoja odpowiedź daje jasny dla mnie przekaz - ratowałabyś syna, bo czujesz taki obowiązek i już, nie dlatego że jest dla Ciebie najważniejszy, nie dlatego, że kochasz Go najbardziej na świecie.

Poza tym imperatyw to jedno a uczucia i emocje to co innego. A w sytuacji skrajnej, często nie kierujemy się logiką, tylko uczuciami właśnie.
Ja ratowałabym osobę, którą kocham a nie tą za którą "nie przepadam" tylko dlatego, że imperatyw tak stanowi ... Ale inna kwestia, że według mnie swoje dzieci się kocha miłością bezwarunkową. Można nie pochwalać wyborów, wkurzać się na podjęte przez Nie decyzje, ale miłość do dziecka jest dla mnie jedyną pewną w całym zawirowaniu uczuciowo emocjonalnym. I oczywiście nie mówię tutaj o patologiach, w których tej miłości nie ma.

No ale ja dzieci jeszcze nie mam i to może być argument przeciwko wink

I stąd moje pytanie do Mussu było. Bo miłości do partnera i do dzieci rzecz jasna porównać się nie da. Ale odpowiedź Mussu pokazała przynajmniej mi, że Krecika kocha, ale kocha równie mocno swoje dzieci, swoją córę, inaczej, ale równie mocno. Tyle smile

26,949

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

Bo to on nie poradził sobie ze zdrada. A nie ja.
On nie dał sobie prawa do bycia soba. Przekonany ze musi dac mi zadośćuczynienie. I ze nie wolno mu traktować mnie normalnie. Ze piedestał obowiązuje.
I nie dał sobie z tym rady. Zwyczajnie. Przerosło go to. Zwyczajnie.
No oczywista oczywistość. Co nie??

oczywiscie, ze oczywiste. Klasyczne wyrzuty sumienia, z ktorymi sobie sam nie poradzil. Ale to przeciez ludzkie Endi, ilez z nas nosi w sobie jakies "niesplacone dlugi"? Czy to wobec partnera, czy rodzicow, czy dzieci czy innych nawet nie tak bliskich osob? Jego dlug do splacenia byl dosc wysoki i byc moze uznal, ze nie da rady, ze nigdy go nie splaci. I zeby moze najprosciej bedzie zmienic bank, wycofac swoje lokaty i rozwiazac umowe. Ale potem dostrzegl, ze nigdzie mu tak dobrze nie bylo, jak wlasnie w tej spolce, w tym banku, bo i personel juz znany i sciezkiu do okienka wydeptane i ten sam mily i przyjazny zapach gmachu..Bo jednak czuje sie nie tylko finansowo ale i emocjonalnie zwiazany z ta "stara" placowka i nie zaufa innej, nowej na tyle, zeby tam przeniesc swoje oszczednosci.

Mam nadzieje, ze rozumiesz moja bankowo-finansowa alegorie:)


End_aluzja napisał/a:

Dlatego nie powiem wam czy go kocham. Bo on jest w trakcie zmiany. Pewnie troche dorastania.
I ja wam powiem wiosna. Czy do siebie pasujemy. Czy spodoba mi sie ten facet ktory sie poukłada.

Dlaczego wiosna? Bo zima jest zimna ciemna ponura i lubie jak ktos o mnie dba. Bo zima mam duzo pracy i potrzebuje kogoś kto ogarnie moj dom finanse i rozrywki.
Bo lubie kolacje przy świecach i seks.
Czy jestem wyrachowana? Obrzydliwie
Czy jest mi dobrze. Kurcze jest.
Akceptuje to co sie z nim dzieje i jego prawo do " dorastania"
Nie przeszkadza mi.
Ale to taka akceptacja czysto Ludzka. Taka sama jaka mam do każdego człowieka.
Nie czuje w tym mojego wielkiego emocjonalnego zaangażowania. Nie czuje w tym ze ja zaleze od jego zmiany. Albo ona mnie dotyczy.
To jego sprawa.
Mi jest teraz wygodnie i bezpiecznie. A wiosna? Sie zobaczy...

Endi, a czy on czasem nie odczuwa tej "tymczasowosci" u Ciebie, tego "tumiwisizmu" i co bedzie to bedzie? Czy jesli zdaje sobie sprawe, ze Ty nie czujesz zaangazowania ani zadnych emocji, to to mu raczej nie pomoze w jego przemianach tylko jeszcze bardziej Was rozdzieli? Bo on moze i chce sie postarac, ale musi miec dla kogos. A Twoje zobojetnienie na to co przyszlosc przyniesie moze odczytac jako ciag dalszy jego pokuty i dojdzie do wniosku, ze chocby stojki na glowie robil, to i tak nigdy juz Cie nie zadowoli.
Moze, tak tylko sugeruje, nie twierdze, moze on tez potrzebuje bliskosci, wiary w niego i wsparcia? Pomimo tego, jaki,m sk..nem okazal sie lat temu iles. Ale moze juz chcialby ten krzyz na chwilke odlozyc i odsapnac u Twego boku. Psychicznie i wewnetrznie, bo wiem, ze Ty mu kolkow nie ciosasz, ale swoja postawa mozesz nieswiadomie wyrazac swoja ciagla dezaprobate.

26,950

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

I stąd moje pytanie do Mussu było. Bo miłości do partnera i do dzieci rzecz jasna porównać się nie da. Ale odpowiedź Mussu pokazała przynajmniej mi, że Krecika kocha, ale kocha równie mocno swoje dzieci, swoją córę, inaczej, ale równie mocno. Tyle smile

Oj, bo jej sie nie da kochac, taka przylepna i slodko-kwasna jest:)) Pyskata i humorzasta rowniez. Ale jeszcze cieplutka, pachnaca i dziecinna przy tym.

Ale teraz na serio - kocham moja corke wlasnie tak jak piszesz, troszke bezwarunkowo, oczywiscie w granicach rozsadku, bo warunki i granice tez ma wyznaczone. Natomiast nie jestem w 100%, ze tak samo bylam kochana przez moja mame, a jesli tak, to swietnie to kamuflowala. Moze taka nauke odebrala z domu rodzinnego (babcia tez wylewna raczej nie byla wobec corek) a moze takie czasy byly, ze sie kiedys czesciej kijem niz marchewka chowalo dzieciaki i tylko wymagalo, pouczalo, strofowalo a jak i to nie pomoglo, to do kata albo pasem po zadku. Ja od swojej mamy nigdy, jak pamiecia siegam, nie uslyszalam slowa kocham. Od taty tez zreszta nie, ale on jakos to potrafil przynajmniej uczynkami i usmiechem okazac. U mamy bylo to tak: masz czysto, pelno w brzuchu i za to masz byc grzeczna, posluszna, ulegla, pilna w nauce i pomocy w domu, niesmiala ale jak trzeba to smiala, masz spelniac nasze zyczenia i tak zaplanowac sobie zycie i przyszlosc, zeby nam wstydu wsrod ludzi nie przyniesc. Malo co nie? Jak na barki np. dziewczynki w podstawowce.
Oczywiscie byly i mile momenty i mam tez fahjne wspomnienia z dziecinstwa i wczesnej mlodosci, ale nie mam wspomnien ciepla i milosci matczynej.

Moze dlatego jestem taka rozlazla w stosunku do swoich dzieci?:) Ale moja corka np. wczoraj wrocila wczesniej z podworka, gdzie bawila sie z kolezanka i powiedziala, ze przyszla, bo troche zmarza i chce sie przytulic do cieplej mamy:) No i jak sie nie wzruszyc i nie przytulic takiego 164cm "bobasa"?:)

26,951 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-16 12:20:00)

Odp: Kobiety na zakręcie

Wiesz Mussu, że ja mam podobne wspomnienia, jeśli chodzi o swoje dzieciństwo i mamę?
Kocham ją oczywiście, ale nigdy nie byłyśmy bardzo otwarte wobec siebie. Jednak bliżej mi było do taty.
Zawsze z mamy strony dało się wyczuwać dystans. Moi bracia jakoś mieli w tej materii lepiej. Może u mnie akurat był klasyczny podział, ze córeczka tatusia, a synowie to do mamusi.

Fajnie Mussu, że córka chce się jeszcze przytulać, moja ma podobnie. Najfajniejsza jest taka cieplutka z rana, jak z łóżka wyskoczy smile Zawsze do niej idę i mówię, że się muszę nią  trochę podgrzać big_smile

26,952 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-16 12:29:20)

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Najfajniejsza jest taka cieplutka z rana, jak z łóżka wyskoczy smile Zawsze do niej idę i mówię, że się muszę nią  trochę podgrzać big_smile

o to to wlasnie:) taki jeszcze zapach dziecka i takie ciepelko spod pizamki i ta gladka skorka na policzkach, super:) bo syn musi sie najpierw zdezynfekowac i oskrobac z zarostu po wyjsciu ze swojej jamy zanim do ludzi moze zejsc:) jakos juz na poczatku podstawowki przestal sie "miziac" ze mna a corce nadal to nie przeszkadza. Byle nie przy ludziach! czytaj: kolezankach z klasy:)

26,953 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-16 12:32:07)

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Najfajniejsza jest taka cieplutka z rana, jak z łóżka wyskoczy smile Zawsze do niej idę i mówię, że się muszę nią  trochę podgrzać big_smile

o to to wlasnie:) taki jeszcze zapach dziecka i takie ciepelko spod pizamki i ta gladka skorka na policzkach, super:) bo syn musi sie najpierw zdezynfekowac i oskrobac z zarostu po wyjsciu ze swojej jamy zanim do ludzi moze zejsc:) jakos juz na poczatku podstawowki przestal sie "miziac" ze mna a corce nadal to jakos nie przeszkadza. Byle nie przy ludziach! czytaj: kolezankach z klasy:)


He he dokładnie, byle nie przy ludziach big_smile
Ale ciesze się, że póki co (odpukać) mamy ze sobą dobry kontakt. ze młoda nie wstydzi się przyjść do mnie ze swoimi nastoletnimi problemami.
ostatnio na przykład przyszła i mówi, żebym "pomogła coś zrobić z włoskami pod pachami" bo jej się nie podobają smile
Gdzie ja do matki bym poszła z takim problemem. Ja to się wstydziłam nawet jej powiedzieć, że okres dostałam.

26,954

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Najfajniejsza jest taka cieplutka z rana, jak z łóżka wyskoczy smile Zawsze do niej idę i mówię, że się muszę nią  trochę podgrzać big_smile

o to to wlasnie:) taki jeszcze zapach dziecka i takie ciepelko spod pizamki i ta gladka skorka na policzkach, super:) bo syn musi sie najpierw zdezynfekowac i oskrobac z zarostu po wyjsciu ze swojej jamy zanim do ludzi moze zejsc:) jakos juz na poczatku podstawowki przestal sie "miziac" ze mna a corce nadal to nie przeszkadza. Byle nie przy ludziach! czytaj: kolezankach z klasy:)

Możliwe, że to się kiedyś zmieni. Że jako już dorosła dziewczyna/kobieta będzie nawet przy ludziach sie przytulała smile Teraz jest faza dorastania i bycia cool (niestety po opowieściach znajomych, którzy maja dzieci w wieku nastu lat stwierdzam, że dobre relacje z rodzicami cool nie są dla równieśników sad ) .

Ja relacje miałam bardzo podobne, z mama nigdy dobrze w okresie dziecinstwa, za to oczko w głowie taty, co mame jeszcze bardziej nakrecało przeciwko mnie ...
Zmieniło się to wraz z odejściem taty. Stosunki się polepszyły, nastąpiło oczyszczenie, skrucha ... Kocham mame, bardzo kochalam tate, brak mi go ogromnie. Z mama się przytulam, i bardzo smutno mi na myśl, że z tata już mnie nie przytuli nidgy, mimo, że jako nastolatka również stroniłam od takich gestów, co by  być chyba cool wink

Mussu, a nie myślałaś żeby dokonać takiego oczyszczenia z rodzicami? Z mama? Porozmawiać na spokojnie o tym właśnie co było? Wyjaśnić jej jak się czułaś przez X lat? Może Ona jest nieświadoma krzywdy jaką Tobie wyrządziła?

26,955 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-16 14:19:39)

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Mussu, a nie myślałaś żeby dokonać takiego oczyszczenia z rodzicami? Z mama? Porozmawiać na spokojnie o tym właśnie co było? Wyjaśnić jej jak się czułaś przez X lat? Może Ona jest nieświadoma krzywdy jaką Tobie wyrządziła?

Pytajka, ale po kiego mi to?:) Mnie te relacje juz dawno nie uwieraja nigdzie a z moja mama najlepszy kontakt, to ma w tej chwili chyba tylko o. Rydzyk:)To nie chodzi o jej nieswiadomosc tylko o to, ze ona od zawsze i do chwili obecnej uwazala sie za osobe jedynie nieomylna na tym lez padole, ma tak w stosunku do mnie ale i do calego otoczenia, z moim tata, bratem, jego rodzina, ciotkami i ich mezami i wieloma sasiadami, znajomymi a nawet obcymi ludzmi wlacznie. Co powie moja mama jest swiete i niepodwazalne. To co ja mam sie z koniem kopac? Ona uwaza nadal, ze slusznie te "baty" za dziecka zbieralam, bo tylko dzieki nim wyszlam na ludzi, a jednoczesnie potrafi w tym samym zdaniu przekonywac mnie do wspolnych sapcerow z dziecmi, wspolnych zabaw, rozmow i nie karania ich w zaden sposob. Bo to, ze one cos tam nabroja albo np. nie sa idealne w nauce to TEZ jest moje zaniedbanie i moja wina. Wot, taka sobie starcza demencja i hipokryzja:)

Pytajka, ja juz dla swietego spokoju dalam sobie dawno na luz i wymieniam okolicznosciowe kartki oraz pogawedki o pogodzie, szkolach, pracy i takie tam. W szczegoly sie nie wdajac.

26,956

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

od wczoraj syn wkurza mnie tak bardzo, że marzę , by sie wyniósł wreszcie z mojgo zycia...

No dobra, to ja też Wam coś powiem. Tylko cicho-sza. Mój od roku pełnoletni syn nadal się do mnie przytula. Czasem w jakichś zupełnie nieoczekiwanych momentach dopada go taka synowska czułość. Czasem, ale BARDZO czasem nawet „na ludziach”. Miał taki okres, że to był totalny obciach i nawet pogłaskać się nie dał publicznie. Nawet grzywki mu się nie dało poprawić. Ale mu przeszło. Czasem nawet bierze moją rękę, kładzie ją sobie na głowie i mówi „pogłaszcz dużego syna”. Strasznie to lubię. Rozmawia ze mną o wszystkim, czasem dysk twardy w mózgu mi od tego siada. Sam inicjuje wspólne wyjścia do kina, czy muzeum. Wiem, że już za długo go mieć dla siebie nie będę i cieszę się każdym takim jego przypływem czułości albo odruchem integracyjnym. A przeżyliśmy już różne etapy jego dorastania. Z impertynencją i robieniem się na chamskiego macho włącznie.

Parę dni temu odwoziłam go na egzamin na prawa jazdy, popatrzyłam na niego jak stał pod ośrodkiem z innymi kursantami i pomyślałam: Cholera, dopiero go odprowadzałam do „krasnali” w przedszkolu i patrzyłam, jak próbuje się zakumplować z innymi bąblami. Dopiero ja sama (ponad 3 dekady temu) zdawałam na prawo jazdy. Kiedy to wszystko zdążyło się wydarzyć?

Endi, ja też miewałam (i nadal miewam) takie myśli: niech on już idzie na swoje. Niech skończą się te wszystkie powinności i obowiązki. Niech zakończy się to ciągłe zdawanie egzaminu z przedmiotu, którego nikt nas nigdy nie uczył. Kiedyś zdałam sobie sprawę, że to po prostu moja tęsknota za kobiecością, którą jednak macierzyństwo na dłuższą chwilę ograniczyło. Taka tęsknota za tamtą nieobarczoną odpowiedzialnością dziewczyną, która mogłaby znów robić coś TYLKO dla siebie. Albo nie robić nic. Też TYLKO dla siebie. Cieszmy się więc, albowiem naszych pięć minut nadchodzi. Już spełnione jako matki i jeszcze kobiety. Już się doczekać nie mogę.

26,957

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

No durne pytanie. Imperatyw każe ratować dzieci. Nie ma opcji. Silniejsze niz wszystko.

Nie Endi, nie ma durnych pytań ... co najwyżej odpowiedzi wink

Twoja odpowiedź daje jasny dla mnie przekaz - ratowałabyś syna, bo czujesz taki obowiązek i już, nie dlatego że jest dla Ciebie najważniejszy, nie dlatego, że kochasz Go najbardziej na świecie.

Poza tym imperatyw to jedno a uczucia i emocje to co innego. A w sytuacji skrajnej, często nie kierujemy się logiką, tylko uczuciami właśnie.
Ja ratowałabym osobę, którą kocham a nie tą za którą "nie przepadam" tylko dlatego, że imperatyw tak stanowi ... Ale inna kwestia, że według mnie swoje dzieci się kocha miłością bezwarunkową. Można nie pochwalać wyborów, wkurzać się na podjęte przez Nie decyzje, ale miłość do dziecka jest dla mnie jedyną pewną w całym zawirowaniu uczuciowo emocjonalnym. I oczywiście nie mówię tutaj o patologiach, w których tej miłości nie ma.

No ale ja dzieci jeszcze nie mam i to może być argument przeciwko wink

I stąd moje pytanie do Mussu było. Bo miłości do partnera i do dzieci rzecz jasna porównać się nie da. Ale odpowiedź Mussu pokazała przynajmniej mi, że Krecika kocha, ale kocha równie mocno swoje dzieci, swoją córę, inaczej, ale równie mocno. Tyle smile

Imperatyw to nie to samo cp obowiązek. Imperatyw to nakaz wewnętrzny silniejszy niz wszystko inne.

26,958

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

Bo to on nie poradził sobie ze zdrada. A nie ja.
On nie dał sobie prawa do bycia soba. Przekonany ze musi dac mi zadośćuczynienie. I ze nie wolno mu traktować mnie normalnie. Ze piedestał obowiązuje.
I nie dał sobie z tym rady. Zwyczajnie. Przerosło go to. Zwyczajnie.
No oczywista oczywistość. Co nie??

oczywiscie, ze oczywiste. Klasyczne wyrzuty sumienia, z ktorymi sobie sam nie poradzil. Ale to przeciez ludzkie Endi, ilez z nas nosi w sobie jakies "niesplacone dlugi"? Czy to wobec partnera, czy rodzicow, czy dzieci czy innych nawet nie tak bliskich osob? Jego dlug do splacenia byl dosc wysoki i byc moze uznal, ze nie da rady, ze nigdy go nie splaci. I zeby moze najprosciej bedzie zmienic bank, wycofac swoje lokaty i rozwiazac umowe. Ale potem dostrzegl, ze nigdzie mu tak dobrze nie bylo, jak wlasnie w tej spolce, w tym banku, bo i personel juz znany i sciezkiu do okienka wydeptane i ten sam mily i przyjazny zapach gmachu..Bo jednak czuje sie nie tylko finansowo ale i emocjonalnie zwiazany z ta "stara" placowka i nie zaufa innej, nowej na tyle, zeby tam przeniesc swoje oszczednosci.

Mam nadzieje, ze rozumiesz moja bankowo-finansowa alegorie:)


End_aluzja napisał/a:

Dlatego nie powiem wam czy go kocham. Bo on jest w trakcie zmiany. Pewnie troche dorastania.
I ja wam powiem wiosna. Czy do siebie pasujemy. Czy spodoba mi sie ten facet ktory sie poukłada.

Dlaczego wiosna? Bo zima jest zimna ciemna ponura i lubie jak ktos o mnie dba. Bo zima mam duzo pracy i potrzebuje kogoś kto ogarnie moj dom finanse i rozrywki.
Bo lubie kolacje przy świecach i seks.
Czy jestem wyrachowana? Obrzydliwie
Czy jest mi dobrze. Kurcze jest.
Akceptuje to co sie z nim dzieje i jego prawo do " dorastania"
Nie przeszkadza mi.
Ale to taka akceptacja czysto Ludzka. Taka sama jaka mam do każdego człowieka.
Nie czuje w tym mojego wielkiego emocjonalnego zaangażowania. Nie czuje w tym ze ja zaleze od jego zmiany. Albo ona mnie dotyczy.
To jego sprawa.
Mi jest teraz wygodnie i bezpiecznie. A wiosna? Sie zobaczy...

Endi, a czy on czasem nie odczuwa tej "tymczasowosci" u Ciebie, tego "tumiwisizmu" i co bedzie to bedzie? Czy jesli zdaje sobie sprawe, ze Ty nie czujesz zaangazowania ani zadnych emocji, to to mu raczej nie pomoze w jego przemianach tylko jeszcze bardziej Was rozdzieli? Bo on moze i chce sie postarac, ale musi miec dla kogos. A Twoje zobojetnienie na to co przyszlosc przyniesie moze odczytac jako ciag dalszy jego pokuty i dojdzie do wniosku, ze chocby stojki na glowie robil, to i tak nigdy juz Cie nie zadowoli.
Moze, tak tylko sugeruje, nie twierdze, moze on tez potrzebuje bliskosci, wiary w niego i wsparcia? Pomimo tego, jaki,m sk..nem okazal sie lat temu iles. Ale moze juz chcialby ten krzyz na chwilke odlozyc i odsapnac u Twego boku. Psychicznie i wewnetrznie, bo wiem, ze Ty mu kolkow nie ciosasz, ale swoja postawa mozesz nieswiadomie wyrazac swoja ciagla dezaprobate.

No wlasnie mussu. Ja nie moge byc kierunkiem jego przemiany i nagroda. Bo byłoby tak jak piec lat temu. On zrobiłby to dla mnie i nagrody jaka byłoby moje zaangazowanie i pochwała.
Mussu. Ja akceptuje to co sie z nim dzieje. Jestem za. I wspieram go z całych sił. I daje mu pełne prawo do zmiany. Szukania. Definiowania.
jestem za. I cieszę sie ze tak sie dzieje.
Tylko ze on nie robi tego dla mnie. Rozumiesz? Nie ja mu wyznaczam cele i kierunki. Robi to sam. Bo tak powinien to robic.
A ja po prostu patrzę na to co robi. Rozumiesz mussu.
Twoja analogie rozumiem.
Ale wiesz. On ma swój rozum i swoje wybory. Ja tez.
Ja nie moge sie zastanawiać czy jestem rozsądna lokata. Czy koniecznością. Bo to by oznaczało brak zaufania w to co robi i mowi. A na tym związku sie nie buduje.
Wiec jeśli on mowi ze mnie kocha to znaczy ze kocha. Jeśli mowi ze wybrał życie ze mna. To wybrał.
Jaki byłby sens gdybym ja szukała drugiego dna?

26,959

Odp: Kobiety na zakręcie

A propos. Czytałam wywiad z kimś fajnym. Tylko nie pamietam z kim. I ona pisała ze przerabiała z terapeutami lata to, ze matka jej bie kochała. Aż w koncu trafiła ba książkę. Susan howard i tej drugiej. A w tej książce opisane uczucia. Co czuje dziecko niekochane. Jak sie obwinia. A do tego proste przełożenie. Nie jestes winna ze matka cie nie kochała. Matka tez nie. Bo nie umiała. Założenie ze każda kobieta umie kochać dziecko i ze brak miłości to rodzaj kary albo deficytu. I jakby matka to przerobiła to byłaby super matka jest błędne. Niektóre kobiety po prostu nie umieją kochać.  Dlatego mussu ma racje. Matkę jej nie zadośćuczynieni. Nie nadrobi. Nie odrobi. Jej matka bie potrafi.
Moj maz był jako dzieciak wychowywany w ciągłym stresie i traumie. Awantura o wszystko. Łanie po każdej wywiadówce. Nie ważne ze 100 dobrych ocen. Jedna zła. Mama wracała z wywiadówki. Mówiła ze go zbije. O 19 kazała mu przynosić pas. Ustawiać krzesło. Przełożyć sie przez krzesło. I lała. W naszych czasach za czerwone pręgi na dupie miałaby sprawę. O przemoc. W tamtych czasach. ....

A co dzisiaj suka mowi?? Ze ona zawsze sie starała i była dobra matka i tylko synek zły. A ja tym bardziej bo psuje ich cudowne relacje.

A relacje sa oparte o strach. Moj maz sie jej boi i zawsze bal.

Teraz moj maz patrzy inaczej. Mowi. Dosyć. Ona moze mieć w głowie swój idealny obraz. Matka mussu tez ma. Obraz idealnej poświęcającej sie matki. Ale mussu wie swoje. Bo dała sobie prawo do odczuwania i zaufania ze to co czuje jest ok.
I moj maz tez jest na tym etapie. Ze rzeczywistość to nie jest to co mowi jego matka. Owszem. Ale to jej rzeczywistość.
A on ma swoją. Odmienna.
I nic nie da uświadomienie matce mussu albo mojej teściowej ze były beznadziejnymi matkami. Bo one. Jak zdradzający faceci. W najlepszym razie przyznają sie ze zrobiły złe i natychmiast obwinia o to czasy. Otoczenie. Niewiedzę i tysiąc rzeczy.
Wiec moja teściowa i matka mussu umrą przekonane ze były super matkami. Chociaż ich dzieci tak wcale nie myślą. Bo ich dzieci myślą i czuja inaczej. I potrafią inaczej w stosunku do swoich własnych dzieci. Wiec wiedza, ze to co robiła ich matka było ich wyborem.
Tak mussu. Moj maz jest po mojej stronie. Rozumie moj punkt widzenia i nie probuje na mnie wpływać i nic wymuszać. Uważa ze mam prawo sama kształtować relacje z nimi. Nie przez powinność. Ale na podstawie faktów i dotychczasowe relacje.

26,960 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-10-16 20:17:10)

Odp: Kobiety na zakręcie

Warto stosowac zasade "nie naprawiamy czgos, co jest dobre". Skoro mussu zyje radosnie, odpowiedzialnie i tworczo  i jest na ogol szczesliwa, to nie ma potrzeby pochylac sie specjalnie nad nienalezyta miloscia jej matki. Ale jesli Zakretka czuje sie zagubiona, czesto podejmuje niedobre dla siebie decyzje,  wystepuja nieprzyjemne uczucia - wtedy jak najbardziej warto popatrzec, czego bylo za malo/za duzo w domu rodzinnym. Przyjrzec sie temu dziecku w sobie, ktore nie dostalo czegos, albo zostalo zranione, albo przytloczone nadmierna opieka. Przyjrzec sie, wziac za reke i powiedziec sobie - bylo zle, bylam/em bezbronna, ale teraz juz bezbronna nie jestem. Ochronie i ciebie (mala Zakretko) i siebie (duza Zakretko. I nie tylko ochronie, ale dam nam najpiekniejsze suknie, wyborne jedzenie i swietne towarzystwo - bo jestesmy tego warte, oczywiscie.
Endi, takie egzekucje mial tez moj M., od ojca. Ojciec i wszstko co wiaze sie z rola ojca i mezczyzny w rodzinie to dla niego od wielu lat puste pojecia. I mysle ze dla Twojego meza Endi i dla mojego terapia moze byc bardzo pomocna. Niestey moj M. jej nie podejmuje i raczej tego nie zroni.

Wlasnie,  rzadko zdarza sie, ze od rodzica, ktory nie sprostal roli, mozna uzyskac ukojenie po latach.  Jak pisalam M. nie wytworzyl idei ojca, jego rodziciel byl tak krzywdzacy, ze latwiej bylo M. odciac sie od wszelkich pragnien ojcowskiej milosci. Ale byla matka - czula i ciepla dla M., ale nie przeciwstawiajaca sie swojemu mezowi. I do matki M. nosil latami zal. Przed jej smiercia ten zal sie spotegowal, widac bylo jak bardzo chce od niej wyjasnienia, przeproszenia, ukojenia. Nie umiala/nie chciala tego dac. Nie dala. Zmarla. Jakie slowa, jakie zachowanie czy to rodzica, ktory krzywdzil, czy tego, ktory na krzywde pozwolil, moglyby dac uspokojenie doroslemu czlowiekowi skrzywdzonemu w dziecinstwie?

26,961

Odp: Kobiety na zakręcie

Renata. A jakie słowa człowieka ktory zdradził dadzą ukojenie? Przepraszam?
Czy żadne słowa? Ukoić trzeba to cos w srodku. W nas. Te mała zakrętkę ukoić. I pokochać miłością dużej zakrętki. Ktora jest prawdziwa i wystarczająca

26,962 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-10-17 00:42:36)

Odp: Kobiety na zakręcie

"Te mała zakrętkę ukoić. I pokochać miłością dużej zakrętki. Ktora jest prawdziwa i wystarczająca" piszesz Endi.

Ta milosc  jest wystarczajaca, by miec dobre, szczesliwe zycie, choc rodzic zdradzil. Tylko wciaz nie ma wiezi z nim i zycie jest przez to zubozone o jedna z najwazniejszych relacji. A zalozmy, ze rodzic madrzeje, dojrzewa i moglby tworzyc relacje z doroslym dzieckiem, gdyby, no wlasnie, gdyby moglo mu jeszcze zaufac. Mussu pusc wodze fantazji, wiem, ze nie chcesz zmieniac relacji z matka, ale gdybys jednak - pofantazjujmy - zapragnela miec wiez z matka, co potzrebowalabys, slyszec, co widziec, czego doswiadczac w kontakcie z nia.

Uwaga Edycja: wlasnie mialam zmienic i nie odnisic sie do mussu. Niech sobie zazywa w spokoju i radosci honeymoonu i nie zastanawia sie nad relacja z matka, ale ze Endi odpowiedzialas, to zostawiam bez zmian.

26,963 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-10-17 00:26:13)

Odp: Kobiety na zakręcie

Renatta. I wlasnie z takiego powodu ludzie nie ida do przodu. Bo mówią a co by było gdyby. A gdyby jednak.
Czyli mussu musi sie zatrzymać. Zastanowić. Co by było gdyby jej matka nie była jednak taka jaka jest. To wtedy jaka powinna byc. Zeby mussu miała pewność ze jej matka jest inna...

A mussu mowi. Moja mama jest taka. Nie otrzymam od niego tego czego nie otrzymam.
Silku moze powiedziec. Moj m jest taki. Nie otrzymam od niego empatii. Szczęścia z moich sukcesów. Zaufania.
A moze powiedziec. Gdyby on jednak był inny i dał mi to i to o byłabym szczęśliwsza. Strasznie duzo tych gdyby.
Ty tez Renata myślisz sobie ze moze jednak twój maz jest inny niz jest i chcesz dac mu szanse by ci udowodnił ze jednak inny jest i da ci to co chcesz czego nigdy nie dał ale ty potrzebujesz i wtedy twoje życie bedzie pełniejsze.
Ludzie sa. Jacy sa.
Nie ma słowa gdyby...
Gdyby moj maz mnie nie zdradził to... Ale zdradził. Po ptokach.
Gdyby moj maz dawał mi całusa ba dziendobry i liczył sie z moim poczuciem szczęścia. Gdyby był stereotypowym Afroamerykaninem z wielkim fajfusem to .....
Gdyby moja teściowa była inna...

Ale nie jest.
Mama mussu jest jaka jest. Jakby była inna nie byłaby jej mama. A mussu byłaby pewnie inna niz jest.

Czy moje życie byłoby pełniejsze i bardziej harmonijne gdyby moja teściowa zrozumiała ze ma w głowie bagno? No jasne.  Ale jakie jest prawdopodobieństwo ze tak sie stanie?
Żadne. Wiec wole nie tracić czasu na próżny trud.
Jakby sie zdarzyło ze moja teściowa bedxie inna... To nasze relacje beda inne.
Ale to bedzie inna historia

26,964 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-10-17 04:34:54)

Odp: Kobiety na zakręcie

Zgadzam sie  z Tym, ze gdybanie, narzekanie i oczekiwanie gruszek na wierzbie niewiele wnosi.
Nie chodzi mi jednak o gdybanie i stanie w miejscu tylko o  rozwazenie - jesli jest znaczna szansa na to zeby relacje z waznymi osobami zaistnialy ponownie, ale juz na zdrowych zasadach, to warto.

No ale dosyc tych wywodow. Wy juz spicie sobie a ja dopiero niedawno po poznej kolacji.  Lubie slimaki i M. zrobil zapiekane w pieczarkach. Pycha. Do tego argentynskie biale wino. Za oknem zimno dzisiaj juz i wyraznie jesiennie.  Milego weekendu

26,965

Odp: Kobiety na zakręcie

Renata. napisalas. Zeby relacje zaistniały ponownie. Na zdrowych zasadach.
Ja myśle ze nie da rady ponownie. Jest cały czas i nie da sie zrobic grubej kreski.
Po drugie. Te relacje sie zmieniają wtedy gdy zmienia sie " moja relacja" w stosunku do drugiej osoby. A nie moje oczekiwania wobec niej.
Nie ma znaczenia co zrobi moja teściowa. Jakbyś zapytała. Co powinna zrobic twoja teściowa żebyś mogła wejść z nia w zdrowe relacje? To co ja ci mam opowiedzieć? Ze musiałaby przestać żyć w schemacie- ja ok, inni nie ok. Ze musiałaby sie pozbyć kompleksów. Zeby musiała przestać czuć sie skrzywdzona przez cały świat. Zeby musiała zyskać poczucie bezpieczeństwa. Zeby nie było tak jak teraz ze ona toleruje tylko te sytuacje ktore sa całkowicie pod jej kontrola. Inaczej wariuje. Nie daje rady. zeby zaczęła przyjmować rzeczy takie jakie jest, a nie przepuszczać je przez młynek- ludzie sa źli. Maja złe intencje. Chcą mnie skrzywdzić. Nikt mnie nie kocha. Nikt o mnie nie dba...

Renata. Nawet jak ona jutro zacznie sie uśmiechać. To ja i tak wiem ze w głowie na to wszystko.
Jak wiec moge zdefiniować relacje na zdrowych zasadach? Zadbac, zeby mnie nie raniły.

26,966

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Pytajka, ale tak jak Ty to opisujesz: czasem kwiatek, czasem seks, czasem niespodzianka, czasem "kocham" - to brzmi jak takie odgrzewane leniwe z przedwczoraj, jak czlowiek glodny, to sie nimi zapcha ale na wyzyny ekstazy smakowej raczej sie nie wzbije. I nie chodzi mi o ilosc tego czasem ani codziennie, tylko o temperature z jaka to "podajesz" tutaj.

Tak nawiązując do naszej pogawędki - dzisiaj rano, ja jeszcze w łóżku i wracam D. z siłowni i pierwsze kroki kieruje do mnie z piękną różą i eklerami z mojej ulubionej cukierni big_smile i zrobiło mi się tak miło, taki banan mi na twarzy wyskoczył i takie zaskoczenie, że bez okazji, ze nie było kłotni żeby kwiatkiem łagodzić coś musiał itd ... i poczułam taką radość w środku, wiesz Mussu, taka myśl, czy to własnie nie o takie chwile mi chodzi? Czy nie o to chodzi w związku? Może fikołków nie robię, ale miło mi było bardzo i widziałam, że Jemu jest miło, że mi przyjemność sprawił smile

A co do relacji z mama, jasne Mussu - jak nie czujesz potrzeby, jak jest Ci dobrze, jak poukładałaś sobie w głowie wszystko to co z mama związane to pewnie nie ma sensu tego ruszać.
Ja zawsze kierowałam się bardziej emocjami niż rozumem i do upadłego próbowałam ratować różne relacje, i dzisiaj mimo, że z mama nie jest idealnie to ciesze sie ze jestesmy w tym miejscu razem, w którym jesteśmy smile

26,967

Odp: Kobiety na zakręcie

Endaluzjo

Tak coś się wydaje, że Twój mąż w kryzysie wieku średniego jest. Z takim podsumowaniem i definiowaniem siebie na nowo. Fajnie, że wybiera życie z Tobą, bo to jest dobry punkt wyjścia. Ciekawe, jaki będzie punkt dojścia?
Do tej pory wykazywał się dojrzałością w wyborach opartych na zasadach moralnych (za jednym wyjątkiem), więc jest nadzieja.

26,968

Odp: Kobiety na zakręcie

Jeszcze pytanie jaka bedzie droga moja dojścia.... Widzisz. Byłam sama ponad tydzień. Teraz. Maz daleko. Dobrze mi było. Moze to taki czas. Taki etap. Ale nie tęsknie. Nie brakuje mi go. Jest mi dobrze.

To mnie martwi. Przyznaje.
Lepiej mi bez niego? Czy z nim?

26,969

Odp: Kobiety na zakręcie

Endaluzjo
E tam. Tydzień to jest nic do tęsknoty. Taki fajny antrakt.
Jestem sama przez rok i wiem, że chciałabym być z kimś. Nie z byle kim, ale z Kimś. Samotność nie jest łatwa do udźwignięcia.


Dzisiaj jadę na pierwszy dzień szkolenia z psem i bardzo się cieszę. Bo będę w towarzystwie takich samych wariatów jak ja. I będzie to prawdopodobnie bardzo fajnie spędzony czas.
Trochę już nie mogę patrzeć na moich majstrów. Robią, robią a efektów nie widać. Jak będzie dobrze to jutro będą przybijać deski na dach. Tego dach to 40m2 a mam wrażenie, jakbym budowała z 300. Kto mi to zrobił? Gdzie ten, kto namówił mnie na tą dobudowę?

Jedynie spacer z psami był fajny.

26,970

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

Jeszcze pytanie jaka bedzie droga moja dojścia.... Widzisz. Byłam sama ponad tydzień. Teraz. Maz daleko. Dobrze mi było. Moze to taki czas. Taki etap. Ale nie tęsknie. Nie brakuje mi go. Jest mi dobrze.

To mnie martwi. Przyznaje.
Lepiej mi bez niego? Czy z nim?


Endi, ale masz świadomość że jest..że wróci..ta pewność może właśnie dawać Tobie  takie chwilowe wytchnienie.
Wiesz ja teraz czasem też chciałabym być sama, przez tydzień, dwa, miesiąc...i wcale nie twierdze że byłoby mi źle..Jednak gdybym wiedziała, że to tak ostatecznie..że na zawsze...wtedy poczułabym pewnie jego brak..

26,971

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny smile

Pogoda zrobiła się paskudna ... brrr... typowo jesienna plucha w stolicy Wielkopolski niestety.

Silky, czekam na relację spotkania z Kurtem. Opowiadaj jak było? big_smile

26,972

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć Zakrętki (''')]

Jak było u Kurta? Ano, nie było. Zamiast tego był weekend bardzo ciężkich rozmów z panem M, o rozwodzie też. Nie wiem czy coś się zmieni. Próbowałam mu pokazać, że nie tylko ja odpowiadam za to jak jest. Że on również. Że jeżeli on nie będzie chciał czegoś zmienić, że jeżeli nie będzie chciał inaczej na mnie spojrzeć to i tak nic się nie zmieni choćbym ja i na głowie stała - nie może być tak, że tylko jedna strona się stara i próbuje, a druga tylko się przygląda, ocenia, stawia kolejne mury i piętrzy przeszkody. Patrzy i czeka aż ta pierwsza strona się potknie, a wtedy ma pole do popisu dla siebie, bo znów można coś wytknąć, czegoś się przyczepić. Bo znów można powiedzieć, że ta jedna, drobna sytuacja przekreśla wszystko inne itd.

Co dalej? Póki co jeszcze nic. Dziś miałam iść do psycholog, ale muszę przełożyć wizytę bo młody mi się przeziębił i siedzi w domu. Znów mam więc górkę... widzę doskonale ten schemat! Widzę jak wszystko się powtarza, jak to działa, jakie ma fazy. Kocham tego człowieka, który jest w fazie "górki", nie kocham tego człowieka, który jest "w dołku". Który jest prawdziwy? Obaj? To dwie zupełnie skrajne osoby! Chcę iść porozmawiać z psycholog, potrzebuję tego.

Szkoda mi wyjazdu na Kurta bo trudno mi uwierzyć, ze ten weekend coś zmieni. Jeśliby jednak miałby coś zmienić to mi nie będzie szkoda bo można się zapisać jeszcze raz. Jakaś szansa, że coś się zmieni jest bo ja się zmieniam, inaczej rozmawiam. Tak czy inaczej, prędzej czy później coś się zmieni... w którąś stronę...

A zmieniając temat, bo tego w/w nie ma sensu wałkować (przynajmniej na razie) - odliczam dni do założenia aparatu na zęby - ostatni tydzień wolności kulinarnej przede mną ;-)

miłego dnia i zmykam do pracy

26,973

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Tak nawiązując do naszej pogawędki - dzisiaj rano, ja jeszcze w łóżku i wracam D. z siłowni i pierwsze kroki kieruje do mnie z piękną różą i eklerami z mojej ulubionej cukierni big_smile i zrobiło mi się tak miło, taki banan mi na twarzy wyskoczył i takie zaskoczenie, że bez okazji, ze nie było kłotni żeby kwiatkiem łagodzić coś musiał itd ... i poczułam taką radość w środku

hmmmm... miło :-)

26,974

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:

Cześć Zakrętki (''')]

Jak było u Kurta? Ano, nie było. Zamiast tego był weekend bardzo ciężkich rozmów z panem M, o rozwodzie też. Nie wiem czy coś się zmieni. Próbowałam mu pokazać, że nie tylko ja odpowiadam za to jak jest. Że on również. Że jeżeli on nie będzie chciał czegoś zmienić, że jeżeli nie będzie chciał inaczej na mnie spojrzeć to i tak nic się nie zmieni choćbym ja i na głowie stała - nie może być tak, że tylko jedna strona się stara i próbuje, a druga tylko się przygląda, ocenia, stawia kolejne mury i piętrzy przeszkody. Patrzy i czeka aż ta pierwsza strona się potknie, a wtedy ma pole do popisu dla siebie, bo znów można coś wytknąć, czegoś się przyczepić. Bo znów można powiedzieć, że ta jedna, drobna sytuacja przekreśla wszystko inne itd.

Co dalej? Póki co jeszcze nic. Dziś miałam iść do psycholog, ale muszę przełożyć wizytę bo młody mi się przeziębił i siedzi w domu. Znów mam więc górkę... widzę doskonale ten schemat! Widzę jak wszystko się powtarza, jak to działa, jakie ma fazy. Kocham tego człowieka, który jest w fazie "górki", nie kocham tego człowieka, który jest "w dołku". Który jest prawdziwy? Obaj? To dwie zupełnie skrajne osoby! Chcę iść porozmawiać z psycholog, potrzebuję tego.

Szkoda mi wyjazdu na Kurta bo trudno mi uwierzyć, ze ten weekend coś zmieni. Jeśliby jednak miałby coś zmienić to mi nie będzie szkoda bo można się zapisać jeszcze raz. Jakaś szansa, że coś się zmieni jest bo ja się zmieniam, inaczej rozmawiam. Tak czy inaczej, prędzej czy później coś się zmieni... w którąś stronę...

A zmieniając temat, bo tego w/w nie ma sensu wałkować (przynajmniej na razie) - odliczam dni do założenia aparatu na zęby - ostatni tydzień wolności kulinarnej przede mną ;-)

miłego dnia i zmykam do pracy


No szkoda tego Kurta ...

A aparat z jakiego powodu zaadoptujesz?

26,975

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

A aparat z jakiego powodu zaadoptujesz?

Górę mam prostą, ale dół niestety nie. Nie widać tego, ale przez krzywy dół zaczyna mi się krzywić góra. Dolne zęby wypychają mi dwójki przed szereg. Na razie o mniej więcej milimetr, ale jeśli tego nie skoryguję to będzie się pogłębiać a tego nie chcę!
Za dzieciaka nosiłam aparat i miałam wszystko proste, ósemki mi skrzywiły dół. A teraz krzywy dół krzywi górę :-(

tak więc czeka mnie kaganiec na 2 lata - podobno to teraz modne hehe

Posty [ 26,911 do 26,975 z 29,007 ]

Strony Poprzednia 1 … 413 414 415 416 417 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024