Kobiety na zakręcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Strony Poprzednia 1 … 411 412 413 414 415 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26,781 do 26,845 z 29,007 ]

26,781

Odp: Kobiety na zakręcie

Wiem, że macie rację. Ale serio - macie siłę ciągle walczyć z najbliższymi? Udowadniać, że nie mają racji, że co innego jest dla Was dobre, co innego lubicie. Jak ma wyglądać taka relacja z rodzicami, kiedy oni nie aprobują moich wyborów? Wiecie, my nie jesteśmy pokłóceni, żyjemy blisko, spotykamy się, rozmawiamy. Nie chcę tej relacji psuć. Da się to jakoś rozwiązać bez strat w ludziach?

Zobacz podobne tematy :

26,782

Odp: Kobiety na zakręcie

Oczywiście, że się da. Problem chyba największy jest w tym, że Ty się obawiasz ich reakcji, pragniesz z jakichś powodów być perfekcyjna, a masz być zwyczajna - niezwyczajna, masz sobie pozwolić na pomyłki. Rodzice mogą nie aprobować Twoich wyborów i Ci o tym mówić. A ważne co Ty z tym zrobisz. Jeżeli będziesz pewna tego co chcesz robić, pewna swoich wyborów Rodzice zrozumieją widząc Twoją postawę. Problemem może być to, że Ty nie wiesz czego chcesz i czy przypadkiem może Rodzice mają rację.

26,783

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

Wiem, że macie rację. Ale serio - macie siłę ciągle walczyć z najbliższymi? Udowadniać, że nie mają racji, że co innego jest dla Was dobre, co innego lubicie. Jak ma wyglądać taka relacja z rodzicami, kiedy oni nie aprobują moich wyborów? Wiecie, my nie jesteśmy pokłóceni, żyjemy blisko, spotykamy się, rozmawiamy. Nie chcę tej relacji psuć. Da się to jakoś rozwiązać bez strat w ludziach?

Nie wiem czy sie da, bo Twoich rodzoicow nie znam. Z moimi ograniczylam rozmowy o moich wyborach zyciowych do absolutnego minimum. Bo tez nie akceptowali i marudzili i po swojemu chcieli. Tylko ja mam upor barana i dochodzilo do spiec. Zeby sobie zaoszczedzic stresu i nie psuc atmosfery dostawali tyle informacji ile szlo wszystkim na zdrowie. A czesc informacji przekazywalam (i nadal to robie:) PO , kiedy juz nic nie da sie odkrecic. Ja juz dawno zaprzestalam udowadniania im, ze moje wybory sa MOJE, nie ich a moje zycie tez jest MOJE a nie ich. Robie swoje, mowie swoje a oni zyja sobie w nblogiej nieswiadomosci albo swiadomosci, ze ich gadanie jest po proznicy.

To w kwestii rodzicow, z mezem nawet sobie takich realcji nie wyobrazam, zebym miala pod jego oczekiwania i dyktando zyc:)

26,784 Ostatnio edytowany przez kolejna (2015-10-07 13:05:13)

Odp: Kobiety na zakręcie

Dziękuję Dziewczyny.

Wiecie, ja nie znam innej relacji. Jak rodzicom mówię, co u mnie, to to jest jak spowiedź.

Wiem, czego chcę teraz. Może za kilka lat będę chciała czegoś innego. Problem w tym, że ja robię dobre wrażenie i mają mnie za niezależną karierowiczkę. Mówię, że jest inaczej, ale mi nie wierzą. "Nie przejmuj się nią, jest silniejsza niż myślisz." - teściowie do męża
Chciałabym przez rok zająć się domem, zainteresowaniami i prostą pracą. Czy to tak wolno przerwać na rok prostą drogę?

Czy jest jakaś szansa na skończenie studiów (ostatni rok studiów) kiedy ma się dziecko?

26,785

Odp: Kobiety na zakręcie

Kolejna

No, ja nie widzę raczej możliwości łączenia sztuki z prawem. To zupełnie insza inszość. Nawiasem mówiąc jestem prawnikiem.
Jesteś jeszcze bardzo młoda i to jest Twój atut. Bo teraz jeszcze wszystko możesz. A przecież jesteś nieszczęśliwa teraz. Więc postępuj tak, abyś była szczęśliwa. Teraz wszystko możesz. To, że miałaś interes świadczy o tym, że jesteś samodzielna, przedsiębiorcza i zaradna. Kiedy wybierzesz sobie zawód związany z pasją, czyli sztuka czy gotowaniem u Ciebie - będziesz zadowolona z tej sfery życia. Rodzice kiedyś umrą, mąż może sobie pójść, a wtedy zostaniesz z fajną pracą i pasją. To będzie Twoja kolejna noga, aby żyć w pełni, żyć szczęśliwie obojętnie co się wydarzy. Dzisiaj wiem, że w życiu należy być samodzielnym, samofinansującym się. Bo wtedy jest wybór w każdej sytuacji.
A co do dystansu. Ja go nie mam. Jestem w czarnej d... bo porzucił mnie mąż. Rok temu, więc jakiś czas już minął. Jestem nadal na zakręcie. Oparłam się właśnie na samodzielności, samofinansowaniu, zaradności i przedsiębiorczości. No i na dzieciach. Ale nie zamierzam im życia zatruwać, więc robię wszystko, aby jednak żyć szczęśliwie. Na razie wychodzi mi to tak sobie.

I tak dzisiaj wzięłam psy i pojechałam w moje sekretne miejsce na grzyby. Po godzinie miałam 6 czarnych łebków. Tylko. Ale i tak było fajnie. Cholernie zimno, mało słońca, a i tak trochę podładowałam akumulatory. Las to jest las. Czekam na trochę deszczu, dopiero wtedy będzie wysyp. Tydzień temu znalazłam 4 czarne łebki na mojej działce. Ale się cieszyłam. A za płotem widzę 6 kozaków. Postanowiłam poczekać, aż trochę urosną. Taka moja mała hodowla. A jak mi ktoś je świśnie to chyba zabiję. Bo one już moje są.
Dzisiaj już czuje się jesień. Szarawo, lekko smutno.

26,786

Odp: Kobiety na zakręcie

Jesteście bohaterkami. Naprawdę.

26,787

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Dzisiaj już czuje się jesień. Szarawo, lekko smutno.

a u nas rano -4, teraz juz troche na plusie ale slonce i kolory takie, ze wracamy z pracy, rzucamy siaty do lodowki, bierzemy psa albo kijki i na spacer:) Jeszcze szarosci nie ma, chociaz rano szron na trawnikach i zamarzniete szyby w samochodach. Co i tak mnie z roweru jeszcze nie zgonilo;) Tylko czapke musze jakas kupic, bo najsliczniejsza gdzies zgubilam zima:( a w innych wygladam jak purchawka. I dzisiaj mi prawie uszy odpadly jak jechalam.

Kozaki mam tez u siebie w ogrodku, ale juz wyzbierane i ususzone:) W ten weekend planujemy  generalne powakacyjne porzadki na tarasie i w ogrodzie, grabienie, sadzenie cebulek wiosennych, wyrzucenie starych roslin, wywieszenie lampionow na swiece, chowanie zabawek, lezaczkow itp. a na koniec wedzenie lososia na grillu i wodeczka pod rybke:) Wieczorem rozpalimy swiece i moze z winkiem w kocach zasiadziemy jeszcze na chwilke podelektowac sie rzeskim jesiennym powietrzem. Lubie jesien taka jaka jest w tej chwili, juz za chwile zniknie i do pierwszego sniegu bedzie bleee:(

26,788

Odp: Kobiety na zakręcie

Witaj kolejna smile

Bardzo dobrze Ciebie rozumiem, ponieważ mam/miałam bardzo podobne relacje ze swoimi rodzicami i poniekąd dość trudne relacje na co dzień spowodowały, że zaczełąm szukać pracy w innym mieście, żeby uwolnić się od tego wszystkiego, co było.

Kocham rodziców bardzo, z tata zawsze bliżej, ale ostatnimi laty to z nim właśnie też trudniej było się porozumieć.
To pod ich naciskiem/wpływem wybrałam zupełnie inny kierunek studiów niż chciałam. Żeby było praktyczniej, łatwiej o pracę itp. Wykształcenie zdobyłam, ale w studia nie zaangażowałam się tak bardzo jakbym potrafiła ... gdyby były one moim wyborem, moim marzeniem, moim spełnieniem. Rozumiesz?

Dzisiaj jestem z tym pogodzona, uważam że zawód mam dobry, praca również jest ok. Ale pasją bym jej nie nazwała.

Dlaczego to wszystko pisze? Rozumiem Ciebie bardzo. W 110%. I uważam, że nie powinnaś robić czegoś bo rodzice chcą. Pomyślisz, że jestem hipokrytką, bo sama tak postąpiłam smile Ale właśnie dlatego, że sama uległam, wiem, że nie była to dobra decyzja. Tak jak dziewczyny pisały, życie jest Twoje, ze wszystkimi dobrodziejstwami i konsekwencjami smile Twoje życie, Twoje wybory, Twoje sukcesy, Twoje porażki. Rodzice ich za Ciebie nie przeżyją i jak sama widzisz nie przeżywają. Ty jesteś osobą, która ponosi emocjonalne konsekwencje, nie Oni. Więc dlaczego będąc świadomą, że droga, którą podążasz nie jest tą właściwą, dlaczego się nie zatrzymać? Nie spojrzeć w lewo, w prawo, do góry i pod nogi i nie zweryfikować swojej mapy marzeń, swojej mapy życia smile

Zastanów się czy studia, które podjęłaś są dobrym wyborem? Czy prawo Ciebie kręci? I w zależności od odpowiedzi Twojej własnej podejmij dalsze decyzje i kroki.
Z tego co rozumiem masz męża, z którym tworzycie fajny związek? Super! Bedziesz miała wspacie fajnego człowieka obok, kogoś kto zrozumie, doceni odwagę i wesprze. A o dużo. A rodzice? No cóż, czy nie wystarczy im tylko "napomknąć"?

Jedyna nad czym się dłużej zastanawiałm to napomknięcie o dziecku? Osobiście mocno zastanowiłabym się przed decyzją tak ważną w kontekście studiowania. I czy może ta chęć posiadania dziecka to nie jest taki plan na zasadzie "a może w tym się spełnię?" Tak na zasadzie ryzyka? Bo jeśli taki miałby być powód poczęcia nowego życia, to nie wiem, czy wyjdzie to na dobre i Tobie i maluszkowi.

26,789 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-07 13:56:35)

Odp: Kobiety na zakręcie

Przepraszam, nagla zmiana tematu, dziewczyny pomozcie kulinarnie: mam w domu 2 dynie: dynia pizmowa i dynia Hokkaido, dwa duzepataty czy ziemniaki slodkie (jakos tak to sie chyba nazywa), dwie cukinie plus pare papryk, pomidory, swiezy rozmaryn. Co z tego mozna sklecic tak w maks godzine? Myslalam o ratatouille ale nie wiem jak ta dynia sie w nim zachowa.
Rzuccie jakimis pomyslami. Tylko bezmiesnie musi byc, bo corka probuje przez ten tydzien veganem zostac:))

26,790

Odp: Kobiety na zakręcie

Wasze słowa są bardzo cenne. Dziękuję.

Od kilku lat chciałabym mieć dzieci. Jak już wiecie, mam problem z oczekiwaniami innych. Dopóki się czegoś ode mnie nie oczekuje, udaję, że tego nie chcę. Nie mam na myśli zajścia w ciążę teraz. Najpierw sama muszę być pokładana. Jednak gdybym drugich studiów nie dokończyła "w jednym ciągu", to czy z małym dzieckiem mam szansę się obronić (bo właściwie tyle zostanie)?

Nie wiem jak się życie potoczy w najbliższym czasie, ale gdybym przez kilka miesięcy była gospodynią domową (szukając pracy) - czy źle to wpływa na związek? Nigdy nie byłam w takiej sytuacji...

26,791

Odp: Kobiety na zakręcie

I racja Pytajka, dziecko nie może być plastrem na rany i zapełnienie pustki w życiu. Maluchy nie dają rady sprostać takiej odpowiedzialności. Nigdy nie ma wystarczająco dobrej pory na dziecko, jak ktoś chce zawsze znajdzie się coś.... Można mając dziecko skończyć studia, pracować, podróżować, zostać w domu, realizować pasje etc. I Kolejna, możesz, jak uznasz, że Rodzice czy teściowie Ci zbytnio ingerują zrobić "ostre cięcie", jak proponuje Mussuka. Możesz też zacząć ich "uczyć", że jesteś dorosła i wiesz czego chcesz z zachowaniem dobrych relacji i wzajemnego szacunku. Rodzice mają to do siebie, że się martwią nawet o bardzo dorosłe dzieci i lubią pogadać. Nie pisałaś, że stosują jakieś paskudne manipulacje, popadają w choroby, wpędzają Cię w poczucie winy..

26,792

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Przepraszam, nagla zmiana tematu, dziewczyny pomozcie kulinarnie: mam w domu 2 dynie: dynia pizmowa i dynia Hokkaido, dwa duzepataty czy ziemniaki slodkie (jakos tak to sie chyba nazywa), dwie cukinie plus pare papryk, pomidory, swiezy rozmaryn. Co z tego mozna sklecic tak w maks godzine? Myslalam o ratatouille ale nie wiem jak ta dynia sie w nim zachowa.
Rzuccie jakimis pomyslami. Tylko bezmiesnie musi byc, bo corka probuje przez ten tydzien veganem zostac:))

Weganką czy wegetarianką? Zaraz Ci coś znajdę, tylko powiedz.

26,793

Odp: Kobiety na zakręcie
złata napisał/a:

I racja Pytajka, dziecko nie może być plastrem na rany i zapełnienie pustki w życiu. Maluchy nie dają rady sprostać takiej odpowiedzialności. Nigdy nie ma wystarczająco dobrej pory na dziecko, jak ktoś chce zawsze znajdzie się coś.... Można mając dziecko skończyć studia, pracować, podróżować, zostać w domu, realizować pasje etc. I Kolejna, możesz, jak uznasz, że Rodzice czy teściowie Ci zbytnio ingerują zrobić "ostre cięcie", jak proponuje Mussuka. Możesz też zacząć ich "uczyć", że jesteś dorosła i wiesz czego chcesz z zachowaniem dobrych relacji i wzajemnego szacunku. Rodzice mają to do siebie, że się martwią nawet o bardzo dorosłe dzieci i lubią pogadać. Nie pisałaś, że stosują jakieś paskudne manipulacje, popadają w choroby, wpędzają Cię w poczucie winy..

No aż tak źle nie jest. Oprócz poczucia winy. Mam je mieć ciągle. Udało się.

26,794

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Przepraszam, nagla zmiana tematu, dziewczyny pomozcie kulinarnie: mam w domu 2 dynie: dynia pizmowa i dynia Hokkaido, dwa duzepataty czy ziemniaki slodkie (jakos tak to sie chyba nazywa), dwie cukinie plus pare papryk, pomidory, swiezy rozmaryn. Co z tego mozna sklecic tak w maks godzine? Myslalam o ratatouille ale nie wiem jak ta dynia sie w nim zachowa.
Rzuccie jakimis pomyslami. Tylko bezmiesnie musi byc, bo corka probuje przez ten tydzien veganem zostac:))

Weganką czy wegetarianką? Zaraz Ci coś znajdę, tylko powiedz.

a wsio rawno, ma byc po prostu bez miesa. Taki dzieciecy eksperyment:) ale jako czy smietane mozna dodac wiec raczej wegetarianka, tylko ona tak mowi, ze jest teraz vege:)

26,795

Odp: Kobiety na zakręcie

Z gotowaniem jestem trochę na bakier. Niczego wiec Ci nie sprzedam.

Poleciałam policzyć moje kozaki. Zostały tylko dwa, malutkie. Skandal w biały dzień!!!

Kolejna
Jeszcze jedno. Moja córka właśnie rzuciła studia. Sama je wybrała. Smutno mi, bo będzie miała dwa lata do tyłu. Musi poprawić maturę w przyszłym roku, bo myśli że może psychologia? Nie brała tego pod uwagę, a teraz historii jej brakuje. Także ją utrzymuję, więc dwa lata dłużej to dla mnie dużo. Ale to jej życie, jej wybory. Ja mogę tylko pomagać i wspierać. Trudno być dorosłym dzieckiem, ale i trudno być rodzicem dorosłego dziecka.

Lecę popracować, bo jeść się chce.

26,796

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Moja córka właśnie rzuciła studia. Sama je wybrała. Smutno mi, bo będzie miała dwa lata do tyłu. Musi poprawić maturę w przyszłym roku, bo myśli że może psychologia? Nie brała tego pod uwagę, a teraz historii jej brakuje. Także ją utrzymuję, więc dwa lata dłużej to dla mnie dużo. Ale to jej życie, jej wybory. Ja mogę tylko pomagać i wspierać. Trudno być dorosłym dzieckiem, ale i trudno być rodzicem dorosłego dziecka.

Moj syn w ogole nie chcial isc na studia i wybral zawod kucharza i w tym kierunku sie ksztalci. A mnie to generalnie pasuje, bo on to lubi no i zawod bedzie mial w kieszeni, a nie tylko dyplom. A jak za rok czy dwa zdecyduje, ze chce jeszcze cos wiecej, to przeciez ma czas i moze sobie studiowac. Z tym, ze on tez rownoczesnie pracuje i doklada sie czesciowo do garnuszka a sobie tez wszystko sam kupuje.
Jestem zdania, ze pozostawmy doroslym dzieciom ich wybory, jesli pozaluja to tylko wlasnej decyzji. Wole miec w rodzinie zadowolonego z pracy kucharza (szefa kuchni moze:) niz znudzonego architekta albo znerwicowanego maklera gieldowego.

26,797 Ostatnio edytowany przez kolejna (2015-10-07 14:24:34)

Odp: Kobiety na zakręcie

A, ok. Dynia to dłuższa obróbka termiczna, bo inaczej jest mdła. Polecam ciasto z dyni/muffinki lub zupę-krem z pieczonej dyni. Ale to dłuższe przygotowania. (dynia hokkaido)
Piżmową możesz faszerować (miąższ cukinii + cebula + czosnek podsmażone, dodać jajko surowe, twaróg sól, pieprz, nafaszerować, zapiec)
Z patatów, bulionu i śmietany + pieprz, sól, ewentualnie gałka muszkatołowa - zrobisz zupę - krem
Możesz też tak, i to chyba najszybciej - zrób leczo z cukinii, papryki i pomidorów z rozmarynem, a pataty pokrój w półksiężyce i usmaż na oleju.
Możesz jeszcze nafaszerować cukinię (j.w.), albo zrobić makaron z sosem pomidorowym (+ czosnek,cebula, oliwki, pieprz,sól, cukier) - banał włoski.

26,798

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

A, ok. Dynia to dłuższa obróbka termiczna, bo inaczej jest mdła. Polecam ciasto z dyni/muffinki lub zupę-krem z pieczonej dyni. Ale to dłuższe przygotowania. (dynia hokkaido)
Piżmową możesz faszerować (miąższ cukinii + cebula + czosnek podsmażone, dodać jajko surowe, twaróg sól, pieprz, nafaszerować, zapiec)
Z patatów, bulionu i śmietany + pieprz, sól, ewentualnie gałka muszkatołowa - zrobisz zupę - krem
Możesz też tak, i to chyba najszybciej - zrób leczo z cukinii, papryki i pomidorów z rozmarynem, a pataty pokrój w półksiężyce i usmaż na oleju.
Możesz jeszcze nafaszerować cukinię (j.w.), albo zrobić makaron z sosem pomidorowym (+ czosnek,cebula, oliwki, pieprz,sól, cukier) - banał włoski.

O Cie Florek, ale wybor:) Najbardziej ,mnie to leczo urzeklo z polksiezycami tureckimi:) Dzieki kolejna:) widzisz, jak sie marnujesz na tym prawie:)

26,799

Odp: Kobiety na zakręcie

Służę pomocą smile

26,800 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2015-10-07 14:48:50)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć wszystkim .

Mussuka wszystkiego najlepszego na nowej drodze  .
Jak czujesz się jako mężatka ? Zmieniło się coś ?
Teraz jak będę obchodziła rocznicę ślubu to będę wspominać ciebie .

Kolejna spróbuj trochę zwolnić ,odpocząć i nie przejmować się tak wszystkim .

U nas już zimno ,zimny wiatr ,ale słoneczko jeszcze świeci .

26,801

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

A, ok. Dynia to dłuższa obróbka termiczna, bo inaczej jest mdła. Polecam ciasto z dyni/muffinki lub zupę-krem z pieczonej dyni. Ale to dłuższe przygotowania. (dynia hokkaido)
Piżmową możesz faszerować (miąższ cukinii + cebula + czosnek podsmażone, dodać jajko surowe, twaróg sól, pieprz, nafaszerować, zapiec)
Z patatów, bulionu i śmietany + pieprz, sól, ewentualnie gałka muszkatołowa - zrobisz zupę - krem
Możesz też tak, i to chyba najszybciej - zrób leczo z cukinii, papryki i pomidorów z rozmarynem, a pataty pokrój w półksiężyce i usmaż na oleju.
Możesz jeszcze nafaszerować cukinię (j.w.), albo zrobić makaron z sosem pomidorowym (+ czosnek,cebula, oliwki, pieprz,sól, cukier) - banał włoski.

Hejka smile
Super pomysły kulinarne smile smile
Endi masz konkurencję smile

Teraz dwie panie będą szaleć z pomysłami kulinarnymi smile
Do tego Silky ciasta swoje i możemy restauracje otwierać smile

26,802 Ostatnio edytowany przez kolejna (2015-10-07 14:55:11)

Odp: Kobiety na zakręcie
nina1234 napisał/a:

Cześć wszystkim .

Kolejna spróbuj trochę zwolnić ,odpocząć i nie przejmować się tak wszystkim .

Jak teraz odpocznę, to stracę rok studiów.
Z drugiej strony - jak nie odpocznę, to skoczę z mostu. Wtedy stracę więcej lat studiów. tongue

26,803

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

A, ok. Dynia to dłuższa obróbka termiczna, bo inaczej jest mdła. Polecam ciasto z dyni/muffinki lub zupę-krem z pieczonej dyni. Ale to dłuższe przygotowania. (dynia hokkaido)
Piżmową możesz faszerować (miąższ cukinii + cebula + czosnek podsmażone, dodać jajko surowe, twaróg sól, pieprz, nafaszerować, zapiec)
Z patatów, bulionu i śmietany + pieprz, sól, ewentualnie gałka muszkatołowa - zrobisz zupę - krem
Możesz też tak, i to chyba najszybciej - zrób leczo z cukinii, papryki i pomidorów z rozmarynem, a pataty pokrój w półksiężyce i usmaż na oleju.
Możesz jeszcze nafaszerować cukinię (j.w.), albo zrobić makaron z sosem pomidorowym (+ czosnek,cebula, oliwki, pieprz,sól, cukier) - banał włoski.

Kolejna a jak robisz zupę  krem z dyni ?

26,804

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:
nina1234 napisał/a:

Cześć wszystkim .

Kolejna spróbuj trochę zwolnić ,odpocząć i nie przejmować się tak wszystkim .

Jak teraz odpocznę, to stracę rok studiów.
Z drugiej strony - jak nie odpocznę, to skoczę z mostu. Wtedy stracę więcej lat studiów. tongue

Lepiej stracić rok studiów niż zmarnować sobie zdrowie . Nic na siłę .

26,805

Odp: Kobiety na zakręcie

Przede wszystkim - dynię trzeba upiec. Rozłupać ją i bez pardonu wrzucić do piekarnika. Jak będziesz próbować inaczej, zapewne będzie mdła. Długo się z tym zjawiskiem męczyłam. Jak się upiecze, to miąższ po prostu oddzielasz od skórki. Potem wedle uznania, jakie kto smaki lubi: można zrobić mocniejszą w smaku na ciemnym bulionie (np. na wędzonej kości + włoszczyzna), albo delikatniejszą na wywarze z włoszczyzny ze śmietaną i imbirem mielonym. Warzywa blendujesz z dynią.

26,806

Odp: Kobiety na zakręcie

No Kolejna chylę czoło.

Ale ja się pochwalę, że w ostatnich dwóch tygodniach zrobiłam trzy placki drożdżowe. Pierwszy ze śliwkami i wyszedł totalny zakalec. Nie piekłam placka od lat i kurna zapomniałam, jak się nawleka tą historię.  Zjedliśmy, ale z trudem. Ja nie lubię odpuszczać, więc za dwa dni ponowiłam próbę. tym razem z googlem. Trzy razy wyrośnięcie i wyrósł super. Część włożyłam do zamrażarki. A wczoraj podeszłam po raz kolejny. Miałam w domu winogrona, więc poleciałam z winogronem. Zmiażdżyłam winogrona, aby tyle wody nie było. Piekłam dłużej, bo jednak sok zostawał. Ale udało się.
Nie słyszałam, aby ktoś robił placek drożdżowy z winogronem. A ja tak, i to jaki.
Dobra, lecę z psem na spacer. Mam 8-miesięcznego szarplaninaca. A to jest pies pracujący. Więc rano biegnę nad jezioro (w sumie 4 km), a po południu lub wieczorem na dłuższy spacer. W związku z powyższym utrzymuję jakąś tam figurę. Bo jeść lubię i to dużo. więc wybór albo nie jem, albo się ruszam. Choć powinnam jedno i drugie. Wtedy to dopiero byłabym laska. Lecę.

26,807

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

Przede wszystkim - dynię trzeba upiec. Rozłupać ją i bez pardonu wrzucić do piekarnika. Jak będziesz próbować inaczej, zapewne będzie mdła. Długo się z tym zjawiskiem męczyłam. Jak się upiecze, to miąższ po prostu oddzielasz od skórki. Potem wedle uznania, jakie kto smaki lubi: można zrobić mocniejszą w smaku na ciemnym bulionie (np. na wędzonej kości + włoszczyzna), albo delikatniejszą na wywarze z włoszczyzny ze śmietaną i imbirem mielonym. Warzywa blendujesz z dynią.

Długo pieczesz taką dynię ?
Jakie warzywa dodajesz do dyni?
Ja w tamtym roku smażyłam dynię na patelni na oliwie z czosnkiem .

26,808

Odp: Kobiety na zakręcie

Placek drożdżowy pycha smile
Lubię jeść, ale nienawidzę się babrać z drożdżami, czekać aż ciasto wyrośnie itp itd
Więc piekę zwykłe ciasta z owocami i kruszonką na przykład smile
Jedno ciasto to robię dosłownie w 10 minut plus przygotowanie owoców smile

Wcinają aż miło smile

26,809

Odp: Kobiety na zakręcie

Na placek ze śliwkami mam chęć od jakiegoś czasu. Zazdroszczę.

26,810

Odp: Kobiety na zakręcie

Kolejna wydaje sie, ze idziesz koleina, ktora nie do konca Ci odpowiada. Co z mezem? Zastanowilo mnie, ze "milliard razy odmawial Ci w towarzyszeniu Ci w Twoich pasjach" (cytuje z pamieci:-). Moze warto na to spojrzec. Drogie Zakretki pomozcie spojrzec na pewna sprawe konkretna bardzo. jak pisalam, podjelam decyzje na "zostac z M. i zyc jak najlepiej". Srednio udalo nam sie to w ciagu ostatnich kilku dni. Mam ciagle wiele pretensji za "stare" i tym razem to ja zaczelam moje zale. On ma pretensje, bo "mialam do tego nie wracac". No ale to tylko tlo. W kazdym razie atmosfera  w domu taka sobie. Aha jeszcze wazne jest kilka informacji: Do M. przyjechalam w 2010 r. Przez dwa lata czeste podroze do Polski, by pozamykac sprawy.  Placilam i place za wszystkie swoje wydayki, bilety, pozwolenia, tlumaczenia, leki, wyjscia, samochod, paliwo, wyjazdy, wycieczki, ubrania itd.  M. oplacal mieszkanie i kupowal wiekszosc jedzenia (ja tez czesto mniejsze rzeczy). Pieniadze mialam z oszczednosci. Prace zaczelam dopiero w zeszlym roku i zarabiam ok 4 razy mniej niz M.  Przez ok roku dokladalam mu sie do mieszkania, bo tego wymagal, jednak pozniej powiedzialam, ze dopoki nie stane na nogi finansowo i nie odrobie strat zwiazanych z przyjazdem nie chce placic za mieszkania. Jako ze byl to jeszcze czas sponsoringu, zgodzil sie. Jednak  dzisiaj rano przy okazji omawiania neutralnych spraw M. mowi, ze skonczyl sie czas sponsoring i od stycznia mam placic 400-500 $ miesiecznie. Mowi, ze bedzie lepiej sie czul, a tak czuje sie wykorzystywany. U mnie nie ma wewnetrznej zgody na to. Oplacanie przez niego mieszkania (jest jego i jego beda pieniadze po jego sprzedazy) dawalo mi troche poczucia, ze jestesmy malzenstwem, ze mu zalezy. M. wie, ze na te wydatki musze znow wydawac oszczednosci z Polski, bo to co zarabiam wydaje na zycie tutaj (duza czescs stanowia wspolne podroze).  W zasadzie poklocilismy sie. M. mowi, ze jesli nie bede mu placila, bedziemy prowadzic oddzielne gospodarstwa domowe. To mowie, moze od razu sie rozwiesc. Wiec widzicie emocje u nas buzuja. No i mamy dwa odmienne stanowiska i potrzebuje obiektywnego spojrzenia.

26,811

Odp: Kobiety na zakręcie

Dynia jakieś 40 min chyba. Nie wiem dokładnie, na oko, po prostu sprawdzam. Warzywa tradycyjne: marchew, pietruszka, seler, por. Do tego czosnek i cebula.
Tak jak mówisz też robiłam, ale mi nie smakowało potem.

26,812

Odp: Kobiety na zakręcie

Renatta, a to jest Twój mąż, czy, za przeproszeniem, konkubent?
W tych wspólnych podróżach płacisz też za niego?

26,813

Odp: Kobiety na zakręcie

Renatta obiektywnie to się wkurzyłam, jak przeczytałam Twojego posta.

Zastanawia mnie co to za układ. Małżeństwo? Rodzina wzajemnie się wspierająca? Czy podnajem pokoju w mieszkaniu studenckim?
Nie wiem jak u innych, ale u mnie, czy to z eksem czy z obecnym, zawsze jest wspólny kocioł.
Raz jeden daje więcej, raz drugi, to zależy jak się miesiąc układa. I tyle! Nikt nikomu nie wylicza,, nie podsumowuje.

26,814

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

Ale ja się pochwalę, że w ostatnich dwóch tygodniach zrobiłam trzy placki drożdżowe. Pierwszy ze śliwkami i wyszedł totalny zakalec. Nie piekłam placka od lat i kurna zapomniałam, jak się nawleka tą historię.  Zjedliśmy, ale z trudem. Ja nie lubię odpuszczać, więc za dwa dni ponowiłam próbę. tym razem z googlem. Trzy razy wyrośnięcie i wyrósł super. Część włożyłam do zamrażarki. A wczoraj podeszłam po raz kolejny. Miałam w domu winogrona, więc poleciałam z winogronem. Zmiażdżyłam winogrona, aby tyle wody nie było. Piekłam dłużej, bo jednak sok zostawał. Ale udało się.
Nie słyszałam, aby ktoś robił placek drożdżowy z winogronem. A ja tak, i to jaki.

Fantastyczna rzecz. Mój mąż całe szczęście lubi nawet zakalce. Jak się zdarzy, mówię: "robiłam twoje ulubione ciasto! zakalca!"

benzyneria11 napisał/a:

Dobra, lecę z psem na spacer. Mam 8-miesięcznego szarplaninaca. A to jest pies pracujący. Więc rano biegnę nad jezioro (w sumie 4 km), a po południu lub wieczorem na dłuższy spacer. W związku z powyższym utrzymuję jakąś tam figurę. Bo jeść lubię i to dużo. więc wybór albo nie jem, albo się ruszam. Choć powinnam jedno i drugie. Wtedy to dopiero byłabym laska. Lecę.

Może też sobie sprawię psa... W końcu bym wyszła z domu.

26,815

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Renatta obiektywnie to się wkurzyłam, jak przeczytałam Twojego posta.

Zastanawia mnie co to za układ. Małżeństwo? Rodzina wzajemnie się wspierająca? Czy podnajem pokoju w mieszkaniu studenckim?
Nie wiem jak u innych, ale u mnie, czy to z eksem czy z obecnym, zawsze jest wspólny kocioł.
Raz jeden daje więcej, raz drugi, to zależy jak się miesiąc układa. I tyle! Nikt nikomu nie wylicza,, nie podsumowuje.

Nie chciałam tak bezpośrednio pisać, szczególnie biorąc pod uwagę moje osobiste rozterki, ale - zgadzam się.

26,816

Odp: Kobiety na zakręcie
renatta napisał/a:

Co z mezem? Zastanowilo mnie, ze "milliard razy odmawial Ci w towarzyszeniu Ci w Twoich pasjach" (cytuje z pamieci:-). Moze warto na to spojrzec.

No odmawiał towarzystwa. Ale nie wiem, czy go za to winić. Jakoś nie winię. Za to winię mój brak odporności. Powinnam robić to, co lubię sama, albo znaleźć takich znajomych, którzy chcieliby mi towarzyszyć. Tylko, głupota ludzi zakochanych - chcę być z mężem.

26,817

Odp: Kobiety na zakręcie

U nas jest tak, ze nie ma wspolnej kasy i moze tak byc. Ponioslam duzo wydatkow w zwiazku z przeniesieniem sie tutaj (tez utrata zatobkow przez ok 3 lata), ale bylam z tym OK, bo maz placil za mieszkanie i ponosil koszty wyzywienia. Ja za siebie, za wyjazdy i wycieczki tez za siebie. Tez cos dodatkowo placilam czy kupowalam i dla M, ale nigdy nie wyliczalam go z tego. On rzezczywiscie domaga sie zwrotu kazdego wydanego na mnie dolara o ile nie szedl na koszty mieszkania i wyzeywienia. Przez rok dokladalam sie i do tego, ale ostatni rok uzgodnilismy, ze zanim nie stane na nogi tu w Kanadzie, nie doplacam do tych wyadakow. Teraz jednak kategorycznie domaga sie doplaty do mieszkania i utrzymania. No i jestesmy w impasie, bo ja nie czuje sie z tym dobrze. Zaznaczam, ze nie chodzi w szczegolnosci o finanse, bo M. nie potrzebuje tych pieniedzy, jemu chodzi o to by nie czuc sie wykorzystywany. Ja tez moglabym wziac z oszednosci i przezyje, ale bedzie mi smutno, ze moj maz nie uwzglednia mojej sytuacji i nie dba o mnie. Ustalenia przed slubem byly takie, ze wspolnie ponosimy koszty ale jednoczesnie ustalenia byly ze razem wchodzimy w inwestycje, ktora miala przyniesc znaczny dochod, z ktorej M. sie wycofal a ja tez stracilam na tym finansowo. Zapewnial tez, ze znajdzie mi prace (pracujemy w tej samej branzy), i zupelnie sie z tego nie wywiazal. Nie tylko ze nie pomagal w znalezieniu pracy to staral sie zebym jej nie podjela w swoim zawodzie.

26,818

Odp: Kobiety na zakręcie

Reniu

No to bardzo nie w porządku jest. To jego nie wywiązywanie się z wcześniejszych uzgodnień. A co będzie, jeśli Ty zachorujesz? Czy on pomoże Tobie finansowo? Jakoś tego nie widzę. Ja rozumiem uzgodnienia. Obowiązują kiedy dwie osoby się z nich wywiązują. A jeśli jedna się nie wywiązuje, to druga też nie musi. Ty stracisz swoje oszczędności, a on Ci nie pomoże.
Przemyśl, czy z takim człowiekiem warto być?

26,819

Odp: Kobiety na zakręcie

Kolejna, oby to tylko zakochanie a nie uzaleznienie. Zawalcz o wlasna tozsamosc o swoje zycie o siebie, bo za jakis czas mozesz przywitac sie z depresja. Juz mi co tak pachnie nieladnie. Wiem, ze chcesz byc z mezem, ale przede wszystkim badz sama ze soba. I tak jak piszesz, jesli maz nie podzila Twoich pasji realizuj je sama. nawet jesli wolisz rezygnowac, zmuszaj sie na razie, a pozniej bedzie latwiej. Wyjdzie Ci to na dobre i Waszemu malzenstwu.

26,820

Odp: Kobiety na zakręcie

Benzyneria, tak to czuje, ze nie w porzadku. Dzisiaj mi tez zapowiedzial, ze on juz nie bedzie wyjezdzal na wycieczki, chyba ze bede mu finansowala. To kolejne zlamanie ustalen, bo wspolne wyjazdy to jedna z wazniejszych naszych aktywnosci jako malzenstwa i obydwoje je lubimy (on lubil?). Wyglada mi to na slabosc jego zwiazku ze mna niestety. Wraca chyba stare - my way or high way. I tyle pracy na darmo? Benzyneria maz jest (byl?) typowym psychofagiem (znajdz na forum - swietnie opisany character) i ostatnio zmienil sie na lepsze, wymoglam to na nim, ale teraz nie wiem, czy to tylko zmiana powierzchowna? Ale prosze jeszcze inne osoby o opinie, co z tym placeniem w mojej sytacji, bo moze on ma racje jednak tutaj?

26,821

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam was wszystkich serdecznie. Moj problem polega na tym, ze moj mąż mnie zdradza i powiedzial, ze nie zamierza tego zmienić. Jestesmy ze sobą po ślubie prawie 4 lata. Mamy 3 letnie dziecko i nie wiem co robic??? Nasze życie zawsze bylo dosc,, wesole" klotnie później godzenie dosc burzliwie bylo. Nigdy wiele czasu mi i dziecku nie poswiecal wiecznie garaż kasa i piwko. My z dzieckiem zawsze bylysmy te drugie. Ostatnio sie przyznał, ze mnie zdradza od 4 miesięcy i powiedzial mi, ze to moja wina, ale ja się nie dalam i nie wmowilam sobie, ze to jednak przeze mnie. Nie wiem czy mam go zostawiać czy nie mamy kredyty dziecko Male . Mówi , ze cos do mnie czuje, ale ja sama juz nie wiem czy cos do niego czuje. Pomóżcie mi czy mam walczyć czy zacząć układać sobie życie na nowo?

26,822

Odp: Kobiety na zakręcie

Renatta, mam jedno pytanie. Czy w jakiś wyraźny sposób poinformowałaś męża o tym, czym podzieliłaś się ostatnio tu - o swojej ostatniej decyzji zostania z nim? [pytanie jest tylko pozornie z odbytu wyjęte; jak odpowiesz, pociągnę temat]

26,823

Odp: Kobiety na zakręcie
madziakwiatuszek68 napisał/a:

Witam was wszystkich serdecznie. Moj problem polega na tym, ze moj mąż mnie zdradza i powiedzial, ze nie zamierza tego zmienić. Jestesmy ze sobą po ślubie prawie 4 lata. Mamy 3 letnie dziecko i nie wiem co robic??? Nasze życie zawsze bylo dosc,, wesole" klotnie później godzenie dosc burzliwie bylo. Nigdy wiele czasu mi i dziecku nie poswiecal wiecznie garaż kasa i piwko. My z dzieckiem zawsze bylysmy te drugie. Ostatnio sie przyznał, ze mnie zdradza od 4 miesięcy i powiedzial mi, ze to moja wina, ale ja się nie dalam i nie wmowilam sobie, ze to jednak przeze mnie. Nie wiem czy mam go zostawiać czy nie mamy kredyty dziecko Male . Mówi , ze cos do mnie czuje, ale ja sama juz nie wiem czy cos do niego czuje. Pomóżcie mi czy mam walczyć czy zacząć układać sobie życie na nowo?

Madzia, a co konkretnie chcesz walczyć? Jeśli o związek z nim, to tego już chyba nie ma. Więc o co?

26,824 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-10-08 01:22:18)

Odp: Kobiety na zakręcie

Madzia, zdecydowanie ukladaj sobie zycie na nowo. Rzadko jestem tak kategoryczna w sadach, ale tutaj nie moge inaczej. Tam gdzie jest zdrada i takie zimne podejscie do niej, nawet sie nie zastanawiaj nad ratowaniem malzenstwa. Zbieraj dowody zdrady,  idz do prawnika i zloz pozew rozwodowy z jego winy. Nie daj sie tez omamic zadnymi pieknymi slowkami gdyby jednak w obliczu Twojej determiancji chcial Cie nimi zatrzymac.

Tarantella, tydzien temu powiedzielismy sobie, ze zapominamy o przeszlosci i idziemy w swietlana przyszlosc. A ja sobie po cichu, ze zostaje i chce zyc jak najlepiej. Jednak zaczelam rozmowy o przeszlosci i tym, ze czuje sie jak w potrzasku. A czuje sie tak, bo nie latwo mi uznac, ze wszystko jest OK. Bo nie jest, bo mam wiele ran i nie wiem, czy da sie je zaleczyc. Chce pomocy M. On mi jej nie daje.  Ale tak to ja "popsulam" atmosfere.  A pozniej  - stare pomieszalo sie z nowym.

Rozmawialismy dzisiaj przez kilka godzin z przerwami, niestety obydwoje "pracowalismy" w domu no i wypracowalismy chyba rozwod. Wypominalismy sobie  wzajemnie pretensje i emocje unosily sie coraz bardziej, niestety te negatywne. Po rozmowie, zobaczylam, ze M. przesluchuje dyktafon, ktory lezal na stoliku. Zapytalam czy nas nagrywal. Powiedzial, ze nie powie, a dyktafon schowal. Poczulam sie bardzo zle. Kilka razy w przeszlosci nagrywal nasze klotnie. I oczywiscie gdy nagrywa on zachowuje sie poprawnie (gdy nie nagrywa potrafi byc bardziej "emocjonalny" ode mnie).

Powiedzialm mu, ze nie czuje sie z nim bezpieczna. Gdy wspomnialam dzisiaj wczesniej  o rozwodzie, powiedzial, ze nie da mi latwo, powie wszystkim, ze go zdradzalam (zadnych podstawa i nieprawda) i obmowi mnie w srodowisku, ze bede musiala zmieniac kraj lub co najmniej prowincje. Po tym incydencie z dyktafonem czuje sie zle i mysle, ze chyba powinnam jednak spakowac sie pod jego nieobecnosc.  Kurcze mamy jak w gorskiej kolejce. Nie umiem zapomniec o rzeczach z przeszlosci, ktore bola, a pojawiaja sie wciaz nowe (jak chocby ten incydent z dyktafonem).  Ale odejscie nie jest latwe. Wciac nie wiem jaka decyzja jest wlasciwa.

26,825

Odp: Kobiety na zakręcie

Sama nie wiem co ratować... Wydaje mi sie, ze chce to ratować ze względu na dziecko. Nie chce aby wychowywala sie w rozbitej rodzinie. Mieszkamy u teściów moja córka jest bardzo z dziadkami związana nie wiem jak ona przez to wszystko przejdzie. Mieszkamy na wsi będę musiała sie przeprowadzić do miasta tzn. Cos wynająć znalesc jej nowe przedszkole nie wiem czy dam radę poprostu chyba się boję. Za bardzo nie mam na kogo liczyć aby mi mogl pomóc rodzeństwo pracuje ma swoje życie tato pracuje mamy niestety nie mam takze nie wiem jak to będzie i moze to trzyma mnie , ze tesiowa mi dziecko przypilnuje i w ogóle. Wiem, ze to małżeństwo jest wypalone, ale może jednak warto dla dziecka zawalczyć?? Nie wiem pogubiłam się w tym wszystkim....

26,826

Odp: Kobiety na zakręcie
nina1234 napisał/a:

Cześć wszystkim .

Mussuka wszystkiego najlepszego na nowej drodze  .
Jak czujesz się jako mężatka ? Zmieniło się coś ?
Teraz jak będę obchodziła rocznicę ślubu to będę wspominać ciebie .

Kolejna spróbuj trochę zwolnić ,odpocząć i nie przejmować się tak wszystkim .

U nas już zimno ,zimny wiatr ,ale słoneczko jeszcze świeci .

Dziekuje nina:) Czuje sie tak samo ale inaczej:)) pisze juz jak Walesa, jestem za a nawet przeciw;) A na serio, w zyciu codziennym bz. no bo i co mogloby sie zmienic, skoro my juz od ponad 5 lat na kocia czy tygrysia lape zylismy. Ale w srodku to jest tak fajniej, a szczegolnie kiedy Kret mnie przytula i mowi moja zonko:)) Jakos przyjemniej, chociaz dawne milaczki i takie tam nie zaniknely z naszej nomenklatury.

A Ty Nina kiedy masz rocznice?

26,827 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-08 08:51:37)

Odp: Kobiety na zakręcie

Zupe krem z dyni pizmowej ugotowalam i wyszla przepyszna:)) I do tego smazone pataty z posypka, mniam. Zarowno Kret jak i mala po 2 talerze wpedzlowali od razu i mlaskali a zachwycali sie az milo bylo patrzec. Pierwsza moja zupa z dyni.

Kurcze zima idzie jak nic, slonce cudne za oknem ale dzis juz jakis stary beret wywloklam z szafy, bo z gola glowa juz sie nie da pedalowac. No i w rezultacie dzis nie uszy ale przemarzly mi palce u stop, bo chyba za cienkie adidasy wlozylam:) A w gazetach strasza nas jakims frontem i powiewem az z Oceanu Arktycznego, ktory ma dotrzec nawet tu na poludnie Finlandii, masakra, trzeba sweterki na pawlacz a z pawlacza futra powyciagac:) I pomyslec, ze w ten miniony pitek latalam po parku w sukienusi bez plecow i cieniutkim bolerku a na termometrze w samochodzie pokazywalo +18C, w sloncu bylo pewnie wiecej. To byl ostatni moment na ten slub, teraz naprawde musialabym znalezc te polecane przez Tarantelle gronostaje. I gustowne biale walonki.

26,828

Odp: Kobiety na zakręcie
renatta napisał/a:

Madzia, zdecydowanie ukladaj sobie zycie na nowo. Rzadko jestem tak kategoryczna w sadach, ale tutaj nie moge inaczej. Tam gdzie jest zdrada i takie zimne podejscie do niej, nawet sie nie zastanawiaj nad ratowaniem malzenstwa. Zbieraj dowody zdrady,  idz do prawnika i zloz pozew rozwodowy z jego winy. Nie daj sie tez omamic zadnymi pieknymi slowkami gdyby jednak w obliczu Twojej determiancji chcial Cie nimi zatrzymac.

Tarantella, tydzien temu powiedzielismy sobie, ze zapominamy o przeszlosci i idziemy w swietlana przyszlosc. A ja sobie po cichu, ze zostaje i chce zyc jak najlepiej. Jednak zaczelam rozmowy o przeszlosci i tym, ze czuje sie jak w potrzasku. A czuje sie tak, bo nie latwo mi uznac, ze wszystko jest OK. Bo nie jest, bo mam wiele ran i nie wiem, czy da sie je zaleczyc. Chce pomocy M. On mi jej nie daje.  Ale tak to ja "popsulam" atmosfere.  A pozniej  - stare pomieszalo sie z nowym.

Rozmawialismy dzisiaj przez kilka godzin z przerwami, niestety obydwoje "pracowalismy" w domu no i wypracowalismy chyba rozwod. Wypominalismy sobie  wzajemnie pretensje i emocje unosily sie coraz bardziej, niestety te negatywne. Po rozmowie, zobaczylam, ze M. przesluchuje dyktafon, ktory lezal na stoliku. Zapytalam czy nas nagrywal. Powiedzial, ze nie powie, a dyktafon schowal. Poczulam sie bardzo zle. Kilka razy w przeszlosci nagrywal nasze klotnie. I oczywiscie gdy nagrywa on zachowuje sie poprawnie (gdy nie nagrywa potrafi byc bardziej "emocjonalny" ode mnie).

Powiedzialm mu, ze nie czuje sie z nim bezpieczna. Gdy wspomnialam dzisiaj wczesniej  o rozwodzie, powiedzial, ze nie da mi latwo, powie wszystkim, ze go zdradzalam (zadnych podstawa i nieprawda) i obmowi mnie w srodowisku, ze bede musiala zmieniac kraj lub co najmniej prowincje. Po tym incydencie z dyktafonem czuje sie zle i mysle, ze chyba powinnam jednak spakowac sie pod jego nieobecnosc.  Kurcze mamy jak w gorskiej kolejce. Nie umiem zapomniec o rzeczach z przeszlosci, ktore bola, a pojawiaja sie wciaz nowe (jak chocby ten incydent z dyktafonem).  Ale odejscie nie jest latwe. Wciac nie wiem jaka decyzja jest wlasciwa.

Renatta, nie będę komentować, tylko wrzucę trochę, być może istotnych  dla Ciebie informacji, a Ty sobie sama to przeanalizuj i zastanów się, czy możesz się w tym umiejscowić.
Ponieważ napisałaś już tu wcześniej o (chyba) zdiagnozowanym narcyzmie Twojego męża, to domyślam się, że nic z poniższego nie jest dla Ciebie tajemnicą ale może warto odważyć się na spięcie w logiczną całość wiedzy teoretycznej z praktyką.

Nie wiem, czy miałaś wiedzę o narcystycznym zaburzeniu swojego męża wiążąc się z nim, ale będąc już tego świadomą, decydujesz się na życie z człowiekiem o określonym modelu zachowania. Pociąga to za sobą szereg konsekwencji. Między innymi życie na wiecznej (wysoce uzależniającej) huśtawce emocjonalnej, niepewność finansową, ryzyko różnych form nielojalności (w tym zdrad). Dla narcyza, im jesteś słabsza i bardziej zależna od niego (finansowo, emocjonalnie, logistycznie), tym większe ryzyko upokorzeń i dokręcania śruby z jego strony. Dlatego łatwo nie da Ci odejść. Dopóki narcyz żyje w niepewności i ma przed sobą osobę w pełni decyzyjną, niezależną na każdej płaszczyźnie, umiejącą stawiać granice, dopóty działa jego charyzma i daleko posunięta deklaratywność. W miarę „zubażania” partnera, narcyz traci zainteresowanie nią (nudzi się, brak mu wyzwania), znika szacunek i chęć inwestowania w nią, w każdym tego słowa znaczeniu, poświęcania się dla związku, a nawet zwykłego okazywania uczuć i czułości. Degradując innych kompensuje sobie poczucie niższości. Małżonkowie/partnerzy, a nawet własne dzieci nie korzystają u nich z żadnej taryfy ulgowej w tym względzie. Na odwrót – większe zaangażowanie emocjonalne w jego osobę jest dla niego zielonym światłem do eskalacji bezpardonowości.

Na początek przyjrzyj się mechanizmowi. Czy nie było tak, że kolejne zasady były przez niego łamane skokowo - za każdym razem, kiedy następowały kolejne etapy Twojego formalnego/finansowego/geograficznego uzależniania się od niego? Ostatnio wahałaś się, on miał tego świadomość i przez jakiś czas podobno się starał, pracował nad sobą, nastąpiły jakieś pozytywne zmiany, choć, jak piszesz, wymogłaś je na nim a nie wynikały z jego inicjatywy. Jak widać, natychmiast po podjęciu przez Ciebie decyzji o pozostaniu z nim – wycofał się z kolejnych wspólnych ustaleń i posunął się dalej - próbuje stosować represje ekonomiczne, mimo iż macie wspólnotę małżeńską. Pal licho rekreacyjne wyjazdy. Zastanów się nad poważniejszymi kwestiami – jak pisała benzyneria – kwestie zdrowotne i ubezpieczeniowe. Jesteś zdana na jego łaskę i niełaskę. Jego ostatnie ultimatum brzmi jeszcze niebezpieczniej – zawisa nad Tobą groźba niemal bezdomności, o ile się nie dostosujesz. Teraz dochodzi zastraszanie zepsuciem Ci opinii… Czy nie masz wrażenia, że pętla się zaciska, Renatta?

26,829

Odp: Kobiety na zakręcie
benzyneria11 napisał/a:

No Kolejna chylę czoło.

Ale ja się pochwalę, że w ostatnich dwóch tygodniach zrobiłam trzy placki drożdżowe. Pierwszy ze śliwkami i wyszedł totalny zakalec. Nie piekłam placka od lat i kurna zapomniałam, jak się nawleka tą historię.  Zjedliśmy, ale z trudem. Ja nie lubię odpuszczać, więc za dwa dni ponowiłam próbę. tym razem z googlem. Trzy razy wyrośnięcie i wyrósł super. Część włożyłam do zamrażarki. A wczoraj podeszłam po raz kolejny. Miałam w domu winogrona, więc poleciałam z winogronem. Zmiażdżyłam winogrona, aby tyle wody nie było. Piekłam dłużej, bo jednak sok zostawał. Ale udało się.
Nie słyszałam, aby ktoś robił placek drożdżowy z winogronem. A ja tak, i to jaki.
Dobra, lecę z psem na spacer. Mam 8-miesięcznego szarplaninaca. A to jest pies pracujący. Więc rano biegnę nad jezioro (w sumie 4 km), a po południu lub wieczorem na dłuższy spacer. W związku z powyższym utrzymuję jakąś tam figurę. Bo jeść lubię i to dużo. więc wybór albo nie jem, albo się ruszam. Choć powinnam jedno i drugie. Wtedy to dopiero byłabym laska. Lecę.

placek drozdzowy z googlem, mmmm, to dopiero musi byc pycha:)) ja sie drozdzy nawet nie dotykam, nigdy mi to cholerstwo nie wyszlo i nie wyjdzie. Zreszta malo ciast jadamy i malo pieke.

No wlasnie, pies to dobry sposob na utrzymanie formy, tez mamte "przyjemnosc" latania po pracy i wieczorem, chce czy nie, deszcz czy skwar, pies musi sie wylazic i tyle.

Benzyneria, czy moge dyskretnie podpytac, skad taki odpalowy nick? Czy on oznacza, ze w chwili kiedy Twoj eks zapragnal sie wymeldowac wpadlas na pomysl aby go co nieco skropic i puscic z dymem?:) Co w sumie byloby zrozumiale.Ciekaqwe co azbestowa planowala?:)

26,830

Odp: Kobiety na zakręcie
renatta napisał/a:

Madzia, zdecydowanie ukladaj sobie zycie na nowo. Rzadko jestem tak kategoryczna w sadach, ale tutaj nie moge inaczej. Tam gdzie jest zdrada i takie zimne podejscie do niej, nawet sie nie zastanawiaj nad ratowaniem malzenstwa. Zbieraj dowody zdrady,  idz do prawnika i zloz pozew rozwodowy z jego winy. Nie daj sie tez omamic zadnymi pieknymi slowkami gdyby jednak w obliczu Twojej determiancji chcial Cie nimi zatrzymac.

Tarantella, tydzien temu powiedzielismy sobie, ze zapominamy o przeszlosci i idziemy w swietlana przyszlosc. A ja sobie po cichu, ze zostaje i chce zyc jak najlepiej. Jednak zaczelam rozmowy o przeszlosci i tym, ze czuje sie jak w potrzasku. A czuje sie tak, bo nie latwo mi uznac, ze wszystko jest OK. Bo nie jest, bo mam wiele ran i nie wiem, czy da sie je zaleczyc. Chce pomocy M. On mi jej nie daje.  Ale tak to ja "popsulam" atmosfere.  A pozniej  - stare pomieszalo sie z nowym.

Rozmawialismy dzisiaj przez kilka godzin z przerwami, niestety obydwoje "pracowalismy" w domu no i wypracowalismy chyba rozwod. Wypominalismy sobie  wzajemnie pretensje i emocje unosily sie coraz bardziej, niestety te negatywne. Po rozmowie, zobaczylam, ze M. przesluchuje dyktafon, ktory lezal na stoliku. Zapytalam czy nas nagrywal. Powiedzial, ze nie powie, a dyktafon schowal. Poczulam sie bardzo zle. Kilka razy w przeszlosci nagrywal nasze klotnie. I oczywiscie gdy nagrywa on zachowuje sie poprawnie (gdy nie nagrywa potrafi byc bardziej "emocjonalny" ode mnie).

Powiedzialm mu, ze nie czuje sie z nim bezpieczna. Gdy wspomnialam dzisiaj wczesniej  o rozwodzie, powiedzial, ze nie da mi latwo, powie wszystkim, ze go zdradzalam (zadnych podstawa i nieprawda) i obmowi mnie w srodowisku, ze bede musiala zmieniac kraj lub co najmniej prowincje. Po tym incydencie z dyktafonem czuje sie zle i mysle, ze chyba powinnam jednak spakowac sie pod jego nieobecnosc.  Kurcze mamy jak w gorskiej kolejce. Nie umiem zapomniec o rzeczach z przeszlosci, ktore bola, a pojawiaja sie wciaz nowe (jak chocby ten incydent z dyktafonem).  Ale odejscie nie jest latwe. Wciac nie wiem jaka decyzja jest wlasciwa.

Rene, to jest normalnie chory czlowiek, sama bym sie z takim STASI bala mieszkac pod jednym dachem. Ty powoli zabezpieczaj sie na przyszlosc a potem zwiewaj od niego. Psychofag to chyba delikatne okreslenie na Twojego meza.

Apropos sytuacji materialnej, kiedy czytalam Twoj opis Waszego zwiazku, to normalnie jak copy paste ze mnie i Kreta, tylko w odwrotnej konfiguracji. Kret tez do mnie przyjechal w 2010 czyli staz mamy podobny. I tez zostawil u siebie prace i zaczal tu od zera. Ja mu pomagalam znalezc prace czy pozalatwiac rozne tam papierowe kwestie ale i tak niewiele moglam, bo raz, ze sama caly czas w pracy siedzialam, a dwa, ze on jednak bez jezyka mial marne szanse na jakas super fuche w swoim wyuczonym zawodzie - jest po studiach ekonomicznych i pracowal u siebie w branzy handlowej, dokladnie w eksporcie. Pomimo tego, ze zna swietnie angielski i niemiecki, to niestety tu sie liczy finski. Sila rzeczy wiec na samym poczatku to ja calkowicie utrrzymywalam nas ze swojej pensji. Na szczescie Kret jak na aktywnego mezczyzne przystalo zaczal sie rozgladac, pytac, dzwonic, spotytkac i po paru miesiacach mial juz pierwsza pelnowymiarowa prace. Potem inne, teraz od ponad 2-ch lat pracuje w firmie logistycznej, gdzie zaczynal od magazyniera a teraz jest szefem niewielkiej brygady. Z tym, ze nadal jego zarobki sa nizsze niz moje. No i co z tego? Ja przez pierwszych 7 lat tutaj nie zarabialam NIC, tylko tyle co na dzieci albo jakies opölaty za kursy zawodowe organizowane przez Urzad Pracy (bo tu placa jak sie doksztalcasz;). POtem mialam szczescie trafic do firmy, w ktorej jestem i udalo mi sie tez otworzyc oddzaial w PL, co wplynelo tez na moje zarobki. Ale to byl dlugotrwaly proces, nie moge oczekiwac, ze Kret w rok czy dwa osiagnie to samo. On pracuje ciezko i ze swojej pensji tez doklada sie do zycia, do wspolnych wakacji z dziecmi, oplaca auto, czesc rachunkow i kupuje prezenty malej, mnie czy nawet mojemu doroslemu synowi. Plus splaca alimenty za corke w CZ. Ja tak jak Twoj maz oplacam sama mieszkanie, ale ono jest i bedzie mojew razie ew. rozwodu. Tu jestem nieugieta, co innego wypadek losowy, tfu tfu, a co innego rozwod. To mieszkanie wiele mnie walki (z eksem) i kasy kosztowalo, zebym miela sie nim w razie czego dzielic. Ale w zwiazku z tym, nie mam prawa zadac od Kreta zeby mi czesc rat splacal, skoro to mieszkanie nigdy nie bedzie jego. Moze to brzmi zimnokrwiscie i dziwnie, ale za duzo juz w zyciu widzialam, zeby naiwnie wierzyc w happy ever after. Teraz jest jak w bajce i oby tak zawsze bylo, ale liczyc to ja sie juz nauczylam na siebie. Ponadto ja mam jeszcze maloletnia corke w zanadrzu wiec musze troszczyc sie nie tylko o siebie.

Rene, skoro dokladasz sie do zycia (jedzenie, rachunki, wyjazdy itp.) a dom nie jest Twoj i nie bedzie, to nie powinnas nawet rozwazac jakiegos finansowania Twojemu mezowi JEGO wlasnosci. Skoro nie przepisal czesciowo domu na Ciebie, tzn., ze jestes u niego, poniekad jak w hotelu, ale wowczas nie masz obowiazku placic mu za dzierzawe tylko za pobyt, a to robisz wlasnie dokladajac sie do wspolnego zycia. Co innego zreszta gdybys zarabiala krocie, ale przy nizszej pensji Tobie nie zostaloby nic, a on prawdopodobnie odkladalby sobie zaskorniaczki na czarna godzine. I w razie rozwodu Ty zostajesz z gola .... bo ez swoich oszczednosci i bez dachu nad glowa, a on ma i dom i oszczedzona kase. Fajnie sobie wykombinowal.

My z Kretem mamy zamiar podpisac intercyze w ktorej on nie bedzie roscil zadnych praw do mojego majatku (czytaj domu i oszczednosci na koncie zaskorniak) a ja do jego majatku, czyli tego, co dostanie w spadku po babci i rodzicach, bo jeden wielki dom z przyleglosciami juz na niego czeka. Oczywiscie w przypadku rozwodu, ktorego na szczescie jeszcze nie planujemy.

26,831

Odp: Kobiety na zakręcie

Hej smile

Kurcze jak przeczytałam co napisała Tarantella to sama aż poczułam ta zaciskającą się pętle na szyi.
Straszne to ale, kurcze prawdzie sad

A co do wspólnego gospodarstwa. Tak jak pisałam, razem żyjemy, razem płacimy za to życie. Ja ze swojego konta opłacam rachunki wszelkie, motylek płaci alimenty na chłopaków i daje na życie. Ale jakoś nigdy nikomu z nas do głowy nie przyjdzie, że ktoś komuś musi "oddać" za coś pieniądze.
A mieszkanie jest moje i moim pozostanie. Motylek sprowadził się z kotem i paprotką. Też specjalnie majątku żadnego nie ma. Ewentualnie to co kiedyś po rodzicach ale to nad morzem i do spółki z rodzeństwem.
Oj miałam kiedyś milutką rozmowę z poteflonem, jak sie motylek u mnie pojawił. Że nie po to on wspaniałomyślnie big_smile mieszkanie mi zostawił, żeby jakiś facet kiedyś, jak ślub weźmiemy położył łapę na tym. Ech durny!

26,832

Odp: Kobiety na zakręcie

Hej,

to i ja dorzucę swoje. Nie rozumiem ludzi, którzy mają wspólne gospodarstwi domowe i osobne rachunki, osobne dzielenie na to jest moje a to Twoje. Ja nie jestem w małżeństwie, ale od kilku lat, jakoś od czasu kiedy zamieszkaliśmy razem mamy wspólny rachunek. Każdy ma swój, na który wypłaty wpływają, ale później wszystko przekazujemy na wspólny. Jest to troche nieekonomiczne, ale tak uzgodniliśmy. Wiec wszystko za co płacimy - płacimy wspólnie. Jeśli mamy zamiar kupić coś droższego to uzgadniamy taki wydatek.
Ale to uważam zalezy od doświadczeń i wychowania. Mój partner wyszedł z domu, w którym była taka rozdzielność - bez żadnej intercyzy, poprostu dwa rachunki, ojciec opłacał wszystkie rachunku, wydatki na dzieci a mama kupowała jedzenie. Taki mniej więcej podział. Ja tego nie rozumiem, bo u mnie było w domu zupełnie odwrotnie. Wszystko było w jednym worku.
Inna kwestia, że nigdy nie "przejechałam" się w tej sferze na moim ani on na mnie, więc w tej kwestii zaufanie mamy do siebie.
Ale oczywiście wiem, że są pary, które dzielą się finansami jak rodzice mojego chłopaka.

Co do problemu - uważam, że jeżeli mówimy o rachunkach za mieszkanie typu prąd, woda, gaz itp. to jeśli dwie osoby pracują, to powinny razem na nie łożyć. Jeśli jest kredyt i właścicielem jest jedna osoba, to oczywiście tylko ona płaci rate, bo w imie czego ta druga miałaby płacić za nieswoje? Jasne, że jeśli ktoś jesy w trudnej sytuacji finansowej, to należy się porozumieć, dogadać , pomóc. Ja miałam podobną sytuację do Mussu, też utrzymywałam mojego chłopaka i to dość długo, bo nie mógł znaleźć pracy w zawodzie. Nawet jakiś dług się pojawił. No ale, od ponad roku praca jest, zarabia więcej ode mnie (no cóż - życie big_smile ) i w pierwszej kolejności była decyzja, że spłacamy realnie mój dług, do którego powstania On się bardzo poczuwał.

Więc postawa Rene Twojego męża jest bardzo niepartnerska. Nie wiem również co ma na celu jego działanie, straszenie. W sumie to trochę brak mi słów i nie wiem jak się odnieść do Twojej sytuacji w kontekscie wszystkiego co pisałaś o swoim małżeństwie ... sad

26,833

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu

Mój nick jest przypadkowy. Bo ja mam inny na innym forum, na którym pisałam o poteflonie. Ale ponieważ tam mógł mnie znaleźć, więc na potrzeby kontaktu z Wami szukałam innego. A benzyneria mówiłam na stację benzynową, jak byłam mała. Ale widać nie ja jedna, bo musiałam dodać liczby.

Czytałam książkę Tarantelli (super książka) i wątek o kobietach kochajacych za bardzo. Bo i ja do nich należę.Plus wiele innych książek. Bo moje małżeństwo bylo toksyczne. Spotkało się dwóch chorych ludzi. Bo zdrowy z chorym wytrzymałby tylko jakiś czas. Ja zaliczałam ponad 10 lat różne Al-Anony i inne terapie np. Hellingera.
Poprostowałam się znacznie. A w związku z tym przestałam dawać się wciągać na karuzele emocjonalne męża. Mnie było z tym super, jemu było nudno i seks siadł. Nie bylo adrenaliny. Więc znalazl sobie 16 lat młodszą najbliższą współpracowniczkę z pracy, którą do tej pracy kiedyś wprowadzał. Miał podziw i adrenalinę. Nadal pewnie ma. Ale mój mąż nie jest psychopatą, lecz histerykiem (histrionikiem) i/lub borderline z agresją na zewnątrz.
Ale  ja neurotykiem.
Natomiast psychopata to najgorszy kaliber. Historia Tarantelli to totalny horror był. I Ciebie Renia nie czeka nic innego. Natomiast ja wiem, jak trudno wyrwać się z toksycznego związku. Bo chore emocje bardzo uzależniają. Mój mąż musiał mnie zostawić, bo ja nie byłam w stanie go wykopać niestety. Wisiałam na nim jak harpia. Mija rok, a ja mam wiele natrętnych myśli o nim. Leczenie się z uzależnionej czy obsesyjnej miłości nie jest takie łatwe i krótkotrwałe. I bardzo bolesne.
Choćby historia Malwiny. Takie kobiety (MY) znajdują wiele powodów, by trwać. A każdy powód gorszy od drugiego.  W sumie to ja chyba miałam szczęście, że mnie dupek porzucił. Szkoda, że nie 10 lat wcześniej. Bo w wieku 52 lat mam małe szanse na ułożenie sobie życie z kimś innym. Nastawiam się więc raczej na samotne życie i zamierzam uczynić je przynajmniej znośnym.

26,834

Odp: Kobiety na zakręcie

Tarantello kochana

Jeśli tutaj zajrzysz, to może zechcesz podzielić się z nami kawalkiem swojej historii. Czy udało Ci się zbudować w miarę normalny związek? Czy może jesteś sama? Jak dlugo trwały u Ciebie poszczególne etapy zdrowienia, i jakie to były etapy. Wiem, że jakoś tam pewnie jesteś jednak rozpoznawalna, ale może chociaż tak ogólnie.
No i podziwiam sposób, w jaki napisałaś swoją książkę. Jestem bardzo zdolna i mądra.

26,835

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny .

Mussuka  moja  rocznica to różnica jednego dnia od twojej .

Renata twój mąż bardzo mi przypomina  byłego męża Tarantelli.
Będzie robił wszystko żebyś się od niego uzależniła .

Madzia a co ty chcesz jeszcze ratować . Twojemu mężowi nie zależy ,jemu jest dobrze bez ciebie . Dziecko nie musi mieć rodziców mieszkających razem ,ono potrzebuje szczęśliwych rodziców ,którzy będą je kochać , a kochać można mieszkając osobno.

26,836

Odp: Kobiety na zakręcie

No wlasnie nie wiem co chce ratować? Sama juz nie wiem czego chce. Tylko mnie dziwi jego głupie zachowanie. Dzisiaj jak bylam w pracy napisałam mu eska, ze miedzy 17 a 18 wychodzę z domu i żeby dzieckiem sie zajął a on odpisał mi :
"To sobie jedz. Ulżyj sobie." Wydaje mi się, ze miał na myśli, ze z jakimś facetem chce się spotkać nie wiem czy to przejaw zazdrości czy czego nie mogę go rozgrysc.

26,837 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2015-10-08 21:27:33)

Odp: Kobiety na zakręcie

Madziu, na początek polecam lekturę książki „Toksyczne słowa” (Patricia Evans).

Benzynerio, droga. Dziękuję za ciepłe słowa i pamięć. Zaglądam. Raczej biernie niż aktywnie ale ostatnio jakoś mnie z sentymentem pociągnęło w stare progi, choć nie na długo, bo to wciągająca, ponad moje możliwości czasowe, miejscówka.

Trudno mi opisać stan (punkt), w jakim jestem dziś i co się działo po drodze, w postaci na tyle zwięzłej, żeby nie naklepać dwudziestu stron formatu forumowego. Opisanie jednowymiarowego i jałowego, choć znerwicowanego życia z zaburzonym człowiekiem, było betką w porównaniu z tym, co teraz chciałabym opowiedzieć o tym tu i teraz. Każde słowo jest… zbyt dosłowne, nieoddające istoty przemian. Ale są słowa-klucze – spokój, ciekawość, energia, spójność, równowaga.

Jeśli chodzi o etapy, to opisując jeden z nich – ten najwcześniejszy, sprzed kilku lat - zacytuję bardzo trafne słowa mojej przyjaciółki (jednej z tutejszych wychodźczyń): „wtedy nie byłam szczęśliwa, ale nie byłam już też nieszczęśliwa”. Myślę, że Ty jesteś właśnie w tym punkcie. Jeszcze dominuje smutek i reminiscencje, ale stąd już bardzo blisko do momentu, kiedy obręcz na mózgu puszcza. To był ten moment, od którego skoncentrowałam się na zapewnieniu sobie spokoju i dostępu do moich potrzeb, na zrozumieniu, z czego jestem zbudowana, co jest tylko-moje, a co kulturowo, środowiskowo mi wdrukowano. A im dalej w głąb lasu, tym partyzanci byli tłuściejsi. Jako produkt pierwszej potrzeby zdiagnozowałam ćwiczenie asertywności oraz współmierności w relacjach z ludźmi. (Słowo, nie mam pojęcia, jak mi się udało przeżyć z górą 40 lat bez umiejętności stawiania jakichkolwiek granic.) Potem pojawiło się kilka innych obszarów, którym z zaciekawieniem się przyglądałam i obracałam w dłoniach jak te szklane kulki z wzorkami w środku. Naprawdę sporo mnie we mnie zaskoczyło smile No i jakoś summa summarum niezgorzej wychodzi, aczkolwiek wprowadzenie kilku zmian było prawdziwym wyzwaniem i polem minowym. A jak już (przynajmniej z grubsza) wiesz, kim jesteś i dajesz sobie do tego prawo, to zaczynasz życie na własnych warunkach. Przestajesz być ofiarą jakichś tam ludzi, jakichś tam okoliczności, jakiegoś tam wychowania. Myślę, że to co przeszłam można nazwać transformacją.

Ale coś po tamtym etapie życia pozostało. Jest we mnie niezgoda na sytuacje, kiedy kobiety są okradane z prawa do pełnowymiarowego szczęścia. Kiedy żyją w toksycznych relacjach na uwięzi cudzych manipulacji i własnych emocji. Z przekonaniem, że nie są warte niczego lepszego, pozwalają się drenować i wywijają się na lewą stronę, żeby dawać kolejne szanse komuś innemu zamiast sobie samym. Tamta historia nauczyła mnie czegoś, co już napisałam w innym wątku. Rzeczy naprawdę ważne są naprawdę proste i oczywiste. W tamtym świecie byłam w stanie przekombinować niemal wszystko, żeby nie dać sobie szansy na to co mam dziś. Z lęku. Bałam się samotności, bałam się pustki, odrzucenia, oceny, wstydu. Życie zweryfikowało wszystkie tamte lęki jako kompletnie bezzasadne. No ale każdy musi do tego dojść sam.

Wiesz? Gdybym dziś powtarzała ten sam proces, to pakowałabym się i wynosiła z tamtego życia bez zbędnego ociągania, z pieśnią na ustach, odziana w odpowiednią do uroczystej sytuacji wieczorową suknię i zastanawiając się, co zrobić z tak dobrze rozpoczętym wieczorem.

P.S. Ja mówiłam w dzieciństwie „benzyniarnia”. big_smile

26,838

Odp: Kobiety na zakręcie

Tarantello
Dziękuję za szybką odpowiedź.

„wtedy nie byłam szczęśliwa, ale nie byłam już też nieszczęśliwa”. Tak to jest mój obecny etap. A słowa klucze to: prostota i przejrzystość życia. Mówię to, co myślę. Robię to, co mówię.
Trzy tygodnie po wyprowadzce męża miałam z nim już rozdzielność majątkową. Piątego dnia potwierdzał wielomiesięczne nasze ustalenia, 9 dnia otrzymałam maila "Nie będę jutro u notariusza. Podział jest rażąco krzywdzący dla mnie. Przypominam, że  majątek dzielimy na dwie osoby, a nie na cztery". Więc musiałam się ugiąć i już nie było prezentu dla dzieci na nową drogę życia. Ale w końcu podział był.
Na tym wkoorwie pojechałam dalej. Natychmiast wystawiłam dom na sprzedaż. Był za duży i za drogi w utrzymaniu. A poteflon oczywiście go nie chciał. Postanowiłam więc wybudować mój dom w miejscu, o którym zawsze marzyłam. Bo to, że doopek mnie rzucił nie znaczyło, że mam sobie odbierać marzenia. W nagrodę znalazłam domek właśnie w tym miejscu. Tanio sprzedałam, drogo kupiłam. I zrobiłam świetny interes. W pół roku od wyprowadzki męża już mieszkałam w nowym, tylko moim domu. To było bardzo ożywcze dla mnie. Potem kupiłam nowego psa. Dzieciaki niestety wyprowadziły się z domu. Dla nich była to utrata domu rodzinnego i przyspieszony kurs dojrzewania. Ale są u mnie co weekend, a czasami także w ciągu tygodnia. Bo las, bo jezioro, bo nasze stado zwierząt. Bo jednak dom rodzinny, który udaje mi się na nowo tworzyć. To moje ogromne osiągnięcie. Że jednak rodzina nie rozwaliła się do końca. Bardzo mocno o to walczę. Teraz dobudowuję do domu jedno pomieszczenie, by dom był bardziej funkcjonalny. By lepiej spelniał jednak funkcje domu rodzinnego na weekendy i Święta. Bo dzieciaki jednak przyzwyczajone do czegoś innego. Zdobywam więc budowlane sprawności harcerskie. No i mam czym zająć czas, myśli.
Co do mojego wnętrza.
Świadomie wycofałam się z życia na rok pewnie. Przez pierwsze pół roku to była totalna trauma. Z dzieciakami w tle. Potem nowy dom, nowe życie i odkrywanie siebie. Dokładnie tak, jak piszesz. Stałe zastanawianie się: kim jestem, czego chcę od życia, na czym mi zależy. Też odkryłam brak granic. Ale z odkrywaniem siebie te granice same się ustalają. I jakoś same się przestrzegają. Jestem dla siebie dobra, bardzo dobra. Jest u mnie równowaga, przejrzystość myśli i działań. Przez wiele miesięcy szukałam winy w sobie. Bo mąż bardzo mnie obwiniał, o wszystko. Do czasu wybuchu bomby z kurlewną. Bo okazało się, że romans zaczął się dobrze ponad dwa lata przed wyprowadzką. Pewnie rok przed romansem mówiliśmy sobie, że fajnie, że tak się poukładało. Że nie ma wzlotów i upadków. Mój mąż, że trochę nudno się zrobiło i seks trochę siadł. Ja, że po 20 latach to przecież normalne. Mnie było bardzo dobrze, jemu nudno. Z kurlewną ma same wzloty i upadki, kłócą się i godzą. Wiem to od męża kochanki mojego męża.Tego mu zabrakło, jazdy na karuzeli emocji. Ale kij z nim.  Więc przestałam się obwiniać. Tym bardziej, że to wszystko było takie brudne: kochanka z mężem odwiedzała nas w naszym domu. Ostatni raz pięć miesięcy przed końcem. A mój mąż wszystkim opowiadał, że wyszedł z toksycznego związku by szukać siebie. Nawet miał psychofanki zachwycone tym, że to jedyny facet, który nikogo nie ma, a ma odwagę odejść w samotność. Wiele osób go podziwiało. A on się pławił w tym podziwie, szczególnie u siebie w pracy. Jak to histeryk. Sprawa się rypnęła i zrobiła się głośna, bo chłopczyk medialny jest. No i kochankowie musieli stawić czoło ludziom, swoim kłamstwom i koorestwom. To dla mojego męża musiało być ciężkie, bo on dokładnie zaprzeczył wszystkim wartościom swojego życia. Okazał się gorszy od swojego ojca, a tam ideał sięgnął bruku. Tutaj niestety też, bo jego jedyne dziecko odwróciło się od niego. Nie utrzymuje z nim kontaktów, żadnych. Na jej imieniny otrzymała od tatusia 50,00 zł na konto, a w tytule "życzenia". Cholipka, znowu piszę tylko o nim.  Moje współuzależnienie bardzo się odzywa w tych ostatnich dwóch latach. Precz maro przeklęta.
Więc nie jestem szczęśliwa, ale i nieszczęśliwa też nie. Raczej stabilna, choć z wahaniami w obu kierunkach. Uczę się życia samotnego. I nie jest ono takie złe, jak sobie wyobrażałam. Na razie faceci zupełnie mnie nie interesują Żyję prosto, wolno, spokojnie i bardzo mi to odpowiada. Co do miejsca do życia i sposobu życia to jest 105 % zadowolenia. Z uwagi na budowę nie jest nudno. I tak będzie pewnie do Gwiazdki, bo mam nadzieję to wtedy zakończyć. Jest też we mnie dużo zadowolenia, że daję sobie radę. Odbudowuję swoje poczucie wartości, bo 16 lat młodsza pochwa kurlewki bardzo je nadwyrężyła.
Ale jest we mnie ogromny ból związany z rozwaleniem rodziny, z traumą dzieci. To dla mnie ogromne trudne. Walczyłam o tą rodzinę bardzo i nie udało się. Teraz budujemy z dzieciakami nowe układy. Nie jest łatwo ani  mnie, ani im. Przyzwyczajamy się. Kupiłam tego psa dla syna, on wybrał rasę. I przyjeżdża często dla niego, a ja korzystam. Zwierzęta: dwa koty i dwa psy bardzo trzymają nas razem. Stado zwierząt trzyma ludzi w stadzie. Zapisałam się z psem na kurs posłuszeństwa. Też będę miała zajęcie, hobby, frajdę. Jedynie moja praca zawodowa leży i kwiczy. Na to nie mam sił i energii. W ogóle z tą energią to za dobrze nie jest. Ale w sumie nigdy za dobrze nie było. Bo ja taka mało energiczna życiowo jestem. Dlatego tak bardzo cieszy mnie życie Mussu, jej apetyt na życie i pasja życia. Mussu podziwiam Cię za to. Staram się działać, aby pobudzić w sobie energię do życia właśnie. Co drugi dzień biegam z psem, dużo spaceruję z psami,działam tam, gdzie mam siły. Więc budowa, bo to dla dzieciaków jest. To chyba przez tą pustkę we mnie. Zapełniam ją sobą i Bogiem.Uczę się kochać siebie, już kocham. Ale to trudna lekcja życia jest. Bo kiedy przez wiele lat zapełniało się tą pustkę toksykiem, to są tego skutki teraz. Chyba mi nawet dobrze z tą samotnością, choć momenty tęsknoty za bliskością z męźczyzną  są. Bo to trudno wypełnić czym innym. A otwarcia na inną osobę jeszcze we mnie nie ma. Choć nastąpiło otwarcie na ludzi. Stałam się cieplejsza dla ludzi, inaczej ich widzę. W ogóle jakby inaczej odbieram świat i ludzi. Przez wiele lat patrzyłam przez toksyka, to zdeformowany obraz był. A teraz dostrzegam jakby pełniej, głębiej. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Ale jest prawdziwiej, bo z głębi mnie. Chyba staję się lepszym człowiekiem, co bardzo mnie cieszy. Jakby przezroczysta zasłonka od prysznica spadła. Jest więcej światła, więcej gry cieni, ale i przyjrzyściej.
O rany, ale rozpisałam się.
Dzisiaj mija rok, więc pewnie dlatego takie podsumowanie. Wiem jedno: dobrze, że ten kryzys w moim życiu się zdarzył.

26,839

Odp: Kobiety na zakręcie

dziewczyny, bardzo zagoniona jestem
czytam jednym uchem, i jednym okiem

Mussu gratuluję jeszcze raz. Silky, trzymam kciuki.

Dynia hokaiido jest jedyną, która nie potrzebuje obierania ze skórki
dlatego doskonała do pieczenia
jest tez mniej wodnista od pozostałych, trochę w smaku przypomina słodkie ziemniaki, jest bardziej taka... mączna


uwqielbiam ją
chicior to pokrok=jona w półksięzyce
posypana płatkami chilli i oliwą skropiona i zapieczona w piekarniku\

26,840

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie dziewczyny

Dziękuję, że tu jesteście!!

Ja dziś zapytam z innej beczki. Mam za chwilę imprezę rodzinną. 40 rocznica ślubu teściów. Zastanawiam się nad prezentem. Małżeństwo po 60, ona przemęczona, przepracowana itd., on w jej cieniu, pod pantoflem, cichy. Raczej mało towarzyscy
Zastanawiałam się by ich nie wysłać gdzieś na kilka dni - może jakieś spa, albo nad morze...
Wiem, że teściowa chciałaby się wyrwać choć na chwilę z obowiązków domowych. Tylko czy osoba, która nigdy nie korzystała z zabiegów pielęgnacyjnych będzie umiała czerpać z tego przyjemność, czy tylko ją to zestresuje.
A może jakieś sanatorium....

Podrzućcie proszę swoje uwagi. Chciałabym by była to niespodzianka.

26,841

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć smile

Silky ja myślę, ze faktycznie te wszystkie zabiegi mogą ja zestresować troszkę.
Może po prostu jakiś pobyt nad morzem w miłym klimatycznym pensjonacie smile

26,842

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

Dynia hokaiido jest jedyną, która nie potrzebuje obierania ze skórki
dlatego doskonała do pieczenia
jest tez mniej wodnista od pozostałych, trochę w smaku przypomina słodkie ziemniaki, jest bardziej taka... mączna


uwqielbiam ją
chicior to pokrok=jona w półksięzyce
posypana płatkami chilli i oliwą skropiona i zapieczona w piekarniku\

Nie czeba obierac? No yo super, bo z ta cholera pizmowa to sie naskrobalam niezle, skora jak na 100 letnim byku.

Pogoda u nas znowu piekna choc lekki mrozek z rana ale za to niebo bezchmurne. Jutro ma byc podobnie wiec spedzimy lwia czesc dnia w ogrodzie porzadkujac juz przed zima, no tak czesciowo narazie:) Musze, niestety, wywalic juz czesc letnich kwiatkow, bo wziely i pomarzly w nocy. I zastapic je jakiemis kolorowymi wrzosami, chrynazntemami donicowymi itp. Tez swoj urok maja, ale nie to samo co cudne pelargonie i inne wiszace blawatki. Ech lato, znowu trzeba pare miesiecy poczekac zeby buchnac na pol golasa na lezaczek z drinkiem i ksiazka w dloni. Jutro moze jeszcze udamy sie z lodka na jezioro, kto wie, moze sie jakas rybka zlapie;) A jak nie to bedziemy wedzic kilowy plat lososia, ktory juz na te okazje czeka w lodowce. I do niego chyba zrobie jakiegos ratatuja z pozostalych warzyw i tak to zjemy, bez ziemniakow ani chleba. Na zdrowo i na kolorowo bedzie, tak jak kolory na naszym debie w ogrodzie:)

26,843 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-09 11:04:02)

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu ale mam ubaw, jak czytam życzenia na Twoim profilu na Fb smile
Totalna niespodzianka smile dla wszystkich... jak to? kto? z kim? gdzie ? Boskie big_smile

A najlepsza jest nasza Malwinka big_smile big_smile oj dawno na zakręt nie zaglądała.

26,844

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Mussu ale mam ubaw, jak czytam życzenia na Twoim profilu na Fb smile
Totalna niespodzianka smile dla wszystkich... jak to? kto? z kim? gdzie ? Boskie big_smile

A najlepsza jest nasza Malwinka big_smile big_smile oj dawno na zakręt nie zaglądała.

I o to chodzilo, o total surprise!:) No Wy wiedzialyscie wczesniej a reszty nie informowalismy, poza wybrankami, bo albo niepotrzebne komentarze albo sto tysiecy pytan albo " a czemu nie my zostalismy zaproszeni?" itd. Postanowilismy, ze zeby nie zapeszac i nie psuc sobie nastroju przed, to ujawnimy sie po fakcie:)

No, a reakcja swiekry (coz za adekwatnie brzmiaca nazwa:) - bezcenna. Gdybym byla Endi, to bym sie przejela, a tak to sobie jej zdrowko przy okazji jakichs najblizszych swiat chlapne i tyle w temacie:)

apropos tesciiow - silky, moze da sie w spa zamowic taki specjalny, lagodniejszy zestaw zabiegow dla starszej poni. Chociaz 60-tka to jeszcze nie prochno, nie rozsypie im sie na lezance:) jakies maski czy masaze nie zaszkodza starszej pani. Tylko co tesc bedzie w tym czasie porabial? Do knajpy na wodke i striptiz pojdzie?;)

26,845

Odp: Kobiety na zakręcie

No to faktycznie w niezłej tajemnicy ten ślub smile

Posty [ 26,781 do 26,845 z 29,007 ]

Strony Poprzednia 1 … 411 412 413 414 415 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024