End_aluzja napisał/a:więc rozumiecie - żadnych wspólnych świąt (ufff) żadnych wspólnych urodzinek, imieninek, dnia mamusi, dnia babciusi dnia srusi i dnia wredusi (ufff)
żadnych wspólnych wizytek, wies jest tylko moja.. HURA!!!!!
End_aluzja pociesze cię, to na pewno nie koniec, tacy ludzie nigdy nie odpuszczają, jeszcze będziesz miała z nimi do czynienia, a cała rodzina bliższa i dalsza usłyszy jak oni się starają, a ty ich wyrzucasz ze swojego życia, oddzielasz z ukochanym synem, wnukami jak psujesz ich relacje itp... .
O swoich relacjach z teściami pisałam w różnych wątkach więc tak tylko w skrócie napiszę.
Ostatni kontakt ze swoimi teściami miałam 1 maja 2010 roku, usłyszałam wówczas od teścia potok różnych wyzwisk pod swoim adresem od wariatek, przygłupów, idiotek, że tylko kaftan bezpieczeństwa po psychopatę co to tylko takiej mózg wymienić, a i jeszcze dziewczyny bardzo proszę, błagam pilnujcie ojca bo go jeszcze wariatka zarżnie na spaniu . Teść zamierzył się na mnie z pięścią, gdyby nie córki pewnie oberwałabym po głowie, wycofał się widząc ich zdziwione spojrzenie. Zaraz po wejściu do naszego domu oznajmili, że są tu po raz ostatni ( to teściowa), bo nie jestem już dla nich rodziną i w związku z tym nie życzą sobie kontaktów ze mną , pamiętam jej słowa "nie będziemy do ciebie przyjeżdżać i ciebie nie będziemy do siebie zapraszać".
Mąż nie reagował na ich wyczyny, bo było mu tak wygodnie, zresztą oni przyjechali walczyć o jego prawo do picia alkoholu, uczęszczałam wówczas na terapię dla współuzależnionych uznal iwięc, że robię z ich syna alkoholika (był i jest niestety nim dalej) a przecież on lubi tylko się napić i ma do tego prawo i nie leży w rowie jeszcze.
Wizytę tych ludzi przepłaciłam stanem zawałowym, dwa tygodnie w szpitalu, cztery miesiące zwolnienia lekarskiego.
Mężowi później wytłumaczyli się, że przyjechali na moje wezwanie ponieważ mieli dość wrzasków jakie im serwowałam gdy godzinami wisiałam na telefonie, a tak naprawdę to, za 25 lat naszego małżeństwa, wykonałam do nich nie więcej jak 10 telefonów (po co miałam dzwonić po słowa, oj synowa, synowa popraw się, idź do fryzjera, idź do kosmetyczki brakowało tylko umyj się) i to wtedy gdy moje córki spędzały tam wakacje, w święta i w imieniny jeździliśmy do nich z życzeniami (niechętnie, ale na prośbę męża jechałam, bo zanim usiadłam za stołem teściowa zabierała mnie do swojej sypialni i przebierała w jej ciuszki, bo tak jakoś nie ładnie ubrana jestem- jej słowa a tak wogóle to byłam tam do noszenia tależy nie do goszczenia się) więc nie było potrzeby dzwonienia. Kiedyś powiedziałm dość, przestałam tam jeździć więc z ukrytych ataków przeszli do jawnych i gdy i to nie miało na mnie wpływu przyjechali i zrobili to co opisuję.
Usłyszałam tez, że od czytania w tym internecie poprzewracało mi się w głowie, a na koniec dostałam radę -"mniej czytaj i mniej myśl, bo ci nic z tego dobrego nie wychodzi, a najlepiej w ogóle tego nie rób", to były słowa wypowiedziane przez ludzi trudniących się nauczaniem innych (emerytowani nauczyciele).
Gdy teść szturchnął mnie w plecy nie wytrzymałam i pokazałam mu drzwi i wyrzuciłam go z domu, wszyscy bliżsi i dalsi krewni dowiedzieli się , że wyrzuciłam ich z domu o swoim zachowaniu nie wspomnieli ani słowem natomiast o moim co im tylko przyszło do głowy, córki łapały ich na kłamstwach próbując prostować ale nic to nie dało. W oczach krewnych wyszli na ofiary, zniosłam to i nie tłumaczyłam się nikomu, ostatecznie to dziadkowie moich dzieci.
Intrygowali , knuli i buntowali męża i córki przez 4 lata, córki miały robić za pas transmisyjny (bo przecież powtórzą mi co o mnie mówią) więc zerwały stosunki z dziadkami. Rok temu mąż też przestał do nich jeździć (nie wiem co tam się stało), ograniczył znacznie picie alkoholu, poprawiły się nasze relacje, wróciliśmy do siebie w sensie emocjonalnym, niestety do czasu.
W tym miesiącu mąż kończy 50 lat i nagle teściowie zapowiedzieli się z wizytą, wizyta ma odbyć na zasadzie (taki ich warunek) nie wspominania tego co było 5 lat temu, czyli nie spodziewaj się słowa przepraszam. Pięć lat niewidzenia ich, powolne dojście do siebie i kiedy czułam że wychodze na prostą ze swoją rodziną i swoimi odczuciami to bach, jak by granat wybuch w mojej głowie.
Wiem o tym od dwóch tygodni, z każdym dniem jestem coraz bardziej roztrzęsiona. Wczoraj mężowi powiedziałam, że mogę ich przyjąć w naszym domu bo to jego rodzice, ale na zasadzie wizyty dalekich znajomych, nie widzę potrzeby uścisków ani objęć z mojej i ich strony i proszę go o poinformowanie ich, że proszę o zachowanie dystansu (ostatecznie wyrzucili mnie ze swojej rodziny) i zwykłe dzień dobry na powitanie zupełnie wystarczy.
Rozmowa zakończyła się wielką awanturą, maż w rewanżu poszedł do garażu i wrócił porządnie upity, nie wiem co mam robić, czuję że znowu zdrowie mi siada, ciśnienie znowu szaleje.
Mam ochotę wyjść z domu na czas ich wizyty, ale mąż od razu zastrzegł sobie, że nie wyobraża sobie że go zostawię samego z całą tą imprezą (ma być około 15 osób). Czuję jak narasta we mnie nienawiść (a już tego nie czułam) do tych osób, znowu jestem zmuszana do grania roli, roli która mi nie odpowiada. Dobra relacja z mężem staje się historią. Dla męża oni w dalszym ciągu są autorytetem i chyba bliższą rodzinną niż ja i córki, ze mną żyje prawie 30 lat z nimi 18, a jednak to oni są ważniejsi i liczy sie ich samopoczucie nie moje.
Mąż zdaje sobie sprawę, że choć ma 50 lat (wówczas 45) rodzice nie czuli obowiązku pytać się o jego zdanie, czy on życzy sobie aby rozwalali mu rodzinę czy nie, oni i to robili, nie ma odwagi sam się zbuntować i jeszcze co najgorsze zmusza innych do podporzadkowania się im.
Miało być krótko, a tu tyle napisałam ale emocje w głowie dzisiaj mi grają.
Jeżeli będziesz miała męża za sobą to wygrasz spokój i poradzisz sobie z tymi ludźmi ja niestety w starciu z teściami byłam i jestem na straconej pozycji, nigdy nie byłam osobą z ich środowiska (byłam tylko córką pijaka i awanturnika) taka osobą z nizin społecznych tak czasami się wyrażali, taką co to trzeba głośno poprawić (oczywiście z uprzejmym uśmieszkiem) jak się przejęzyczy przy wypowiedzi.
Przepraszam za wtrącenie się do waszej dyskusji ale czasami was poczytuję w tym wątku i tak jakoś mnie naszło
. Pozdrawiam goraco