Kobiety na zakręcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Strony Poprzednia 1 … 410 411 412 413 414 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26,716 do 26,780 z 29,007 ]

26,716

Odp: Kobiety na zakręcie

dziewczyny, podjęłam decyzję co do tesciów, i oni mi ją ułatwili
jak pamiętacie wczoraj zastanawiałam sie, na ile mam prawo do pewnej postawy, decyzji w tej sytuacji

i tak.... wczoraj moja tesciowa dramatycznie i melodramatycznie i zwielką pompa poinformowala mojego męża, że zawsze będzie go kochac... bo jest jej synem... i że moje intencje ona zna (??) bo rozmawiała ze mną miesiąc temu (?/)
zasadniczo sobie nie przypominam żadnej rozmowy
a tym bardziej takiej o moich intencjach - w której - na pewno - znając moją teściowa, powiedziałam, że chcę ich wyrzucić ze swojego życia i odebrać im syna... (musi mój sobowtór... albo byłam pod wpływem narkotyków....)

a zatem ... pozamiatane.. rozumiecie

dmataytycznie mówiąć, duzymi literami  JUŻ NIE JESTEŚMY RODZINĄ! i to z mojej winy opczywiście.. WRESZCIE DOPIEŁAM SWEGO... tak na marginesie, to ja straszna ofiara losu jestem... potrzebowałam az dwadzieścia lat... żeby wreszcie moja teściowa zrozumiała - że chociaż ona się tak stara, dąży do bliskości, jest taka dobra.. zaangazowana, uczciwa... to ja po prostu chce jej odebrac syna....
Co co mnie znają wiedzą, że swoje cele realizuję dosyć skutecznie, efektywnie, szybko i z usmiechem na ustach.. ale wiecie.... dwadzieścia lat.... bo to trudno jest byc az tak wielką zołzą... żeby ta wspaniała kobieta, jaką jest moja teściowa, wreszcie ZOBACZYŁA prawdę, wreszcie przestała mnie szanować, wierzyć we mnie... ufac mi....

no więc moi kochani - nie mam teściów.... się rozwiodłam z nimi, albo onbi ze mną...


no więc nie ma potrzeby bym cokolwiek deklarowała.
ja przyjmuje ich decyzje z dobrodziejstwem inwentarza....
nie, to nie. zadecydowali, chcieli


ulga, że weź....

więc rozumiecie - żadnych wspólnych świąt (ufff) żadnych wspólnych urodzinek, imieninek, dnia mamusi, dnia babciusi dnia srusi i dnia wredusi (ufff)

żadnych wspólnych wizytek, wies jest tylko moja.. HURA!!!!! nie będa mi się wpieprzac w ogródek, sadzić roslin tam, gdzie ich nie chcę!!!! HIP HIP!!!!
cudownie

moi kochani tesciowie zdjęli mi z pleców ogromny ciężar trudnych relacji z nimi... ciągłe obawy - a czy teściowa zadowolona.. a czy znowu nie zrobiłam czegoś, co w jej ocenie świadczy o mnie najgorzej...

wiecie co?? ona mnie nienawidzi. jako kobiety
nie chodzi tylko o to, że jej syn jest ze mną... ale w przeciwieństwie do niej - kobiety krzywdzonej i odrzuconej przez matkę, z meżem psychopatą, niskim poczucie własnej wartości... ja jestem kobieta pewną siebie, spełnioną, nie walczącą o uwagę i troskę (bo mi się należy - to jej postawa), odwazną, energiczną, optymistycznie patrzącą na świat, z wysokim poczuciem własnej wartości...

no więc sprawa załatwiona, kobyłka u płotu.. koniec z wspólnymi świętami i sraniem w baniem

Zobacz podobne tematy :

26,717 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-09-30 16:10:30)

Odp: Kobiety na zakręcie

Niesamowite Endi, jak bardzo Twoja historia przypomina mi relacje motylka ze swoimi teściami. Oczywiście znam historie z jednej strony co prawda.
Tam doszło do rozwodu, bo mamusia namówiła córeczkę, że lepiej jej będzie bez męża nieudacznika.
Podobnie jak Ty, motylek śmiał mieć swoje zdanie, swoją wizję rodziny, małżeństwa, chciał być niezależny a nie w układzie poddańczym wobec apodyktycznych teściów. Twoja teściowa mieszała Ci w ogródku, a tam chcieli decydować, choćby o kolorze ścian w nie swoim przecież mieszkaniu, teść pouczał jak należy trzymać wiertarkę itp bzdury. A nawet o tym ile dzieci powinni mieć sad

Wielki test teraz dla Twojego męża, jak się w tym odnajdzie.
Kochana Endi, powodzenia i trzymam kciuki, niech się ułoży smile

26,718

Odp: Kobiety na zakręcie
GIA_79 napisał/a:

Ściskam Was mocno dziewczyny, podczytuje mimo że zamilkłam wink
Jestem tu na chwilę
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 5#p2628725

Witaj smile
Przytulam Cię kochana, rozumiem Twoje rozterki.

26,719

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Niesamowite Endi, jak bardzo Twoja historia przypomina mi relacje motylka ze swoimi teściami. Oczywiście znam historie z jednej strony co prawda.
Tam doszło do rozwodu, bo mamusia namówiła córeczkę, że lepiej jej będzie bez męża nieudacznika.
Podobnie jak Ty, motylek śmiał mieć swoje zdanie, swoją wizję rodziny, małżeństwa, chciał być niezależny a nie w układzie poddańczym wobec apodyktycznych teściów. Twoja teściowa mieszała Ci w ogródku, a tam chcieli decydować, choćby o kolorze ścian w nie swoim przecież mieszkaniu, teść pouczał jak należy trzymać wiertarkę itp bzdury. A nawet o tym ile dzieci powinni mieć sad

Wielki test teraz dla Twojego męża, jak się w tym odnajdzie.
Kochana Endi, powodzenia i trzymam kciuki, niech się ułoży smile

no tylko ja wiele lat byłam bardzo ugodowa... szanowałam to, że są rodzicami mojego meża i on ich potrzebuje
nie pozwalałam sobie włazić na łeb... i za to mnie nienawidzą
stawiałam granbice - do których miałam prawo, ale oni tego prawa nie uznawali...

licze na to, że pojada na wies i zabiorą swoje rzeczy

a jesli tego nie zrobia.. to za tydzien mój maż wyjeżdża.. a ja się zastanawiam czy ja nie pojade na wies.. nie spakuje grzecznie ich rzeczy..... nie wiem, czy je odwioze, bo nie mam ochoty na konfrontacje z nimi, ale spakuje, schowam w garazu i napisze im esemesa, że p[omogłam im się wyprowadzić ze wsi i ich rzeczy sa w garazu... mają klucz, moga je zabrac....

26,720

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

licze na to, że pojada na wies i zabiorą swoje rzeczy

a jesli tego nie zrobia.. to za tydzien mój maż wyjeżdża.. a ja się zastanawiam czy ja nie pojade na wies.. nie spakuje grzecznie ich rzeczy..... nie wiem, czy je odwioze, bo nie mam ochoty na konfrontacje z nimi, ale spakuje, schowam w garazu i napisze im esemesa, że p[omogłam im się wyprowadzić ze wsi i ich rzeczy sa w garazu... mają klucz, moga je zabrac....


A po co, Endi, chcesz im wysyłać smsa? Postanowiłaś zakończyć z nimi relację i to wystarcza. Masz prawo nie utrzymywać relacji z ludźmi Ci nieżyczliwymi, źle i tendencyjnie  interpretującymi Twoje postępowanie i intencje. Masz prawo zakończyć to bez wyjaśnień i słownego ping-ponga. Pisząc smsa oddalasz moment odcięcia się, bo nadal wchodzisz z nimi w jakiś tam jednak kontakt, narażasz się na kolejne komentarze, że ostentacja, że o to Ci chodziło i inne manipulacyjne gierki. Oni coś odpyskną, Ty im coś odpiszesz, zdenerwujesz się, będziesz analizować i się nakręcać. Po co Ci to? Szkoda każdej sekundy na pisanie i wysyłanie czegokolwiek.

Możesz uprzątnąć ich rzeczy ze swojej przestrzeni, choćby symbolicznie DLA SIEBIE oczyszczając swój dom z ich energii, jak mówisz spakować to i wynieść. Jak będą tego potrzebowali, to zgłoszą się sami i zabiorą. Nawet nie musisz w tym uczestniczyć. Spokój, Endi, będzie Twoją wygraną.

26,721

Odp: Kobiety na zakręcie

tarantella. dziekuje ci bardzo
najtrudniej mi było sobie uświadomic, że chcąc nie chcąc wlazłam z nimi w takie relacje.. w takie uczucia... których nie chciałam
i wydawało mi sie, że jestem wolna od tego...
masz rację.. oczyszczę swoją przestrzen.... wink

jutro;)))

26,722

Odp: Kobiety na zakręcie

A powiedz Endi, jaka jest reakcja Twojego męża na tą sytuację?

26,723

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

tarantella. dziekuje ci bardzo
najtrudniej mi było sobie uświadomic, że chcąc nie chcąc wlazłam z nimi w takie relacje.. w takie uczucia... których nie chciałam
i wydawało mi sie, że jestem wolna od tego...
masz rację.. oczyszczę swoją przestrzen.... wink

jutro;)))

No fakt, czasem wchodzimy w relacje i zależności z ludźmi, których po głębszym zastanowieniu (albo zwyczajnym wsłuchaniu się w siebie) nawet kijem byśmy tknąć nie chcieli.
Jeśli mogę coś doradzić, to coś, co ja pielęgnuję od kilku lat – spójność mojego świata wewnętrznego z tym zewnętrznym. Umiejętność zamykania relacji, które nam szkodzą jest sporą sztuką. Co nie oznacza odcinania się od wszystkich ludzi, a jedynie świadomy wybór tych, dzięki którym się rozwijamy i którzy mogą się rozwijać dzięki nam. Jeśli oba te warunki nie są spełnione, to znaczy, że ktoś źle na tej relacji wychodzi.

26,724

Odp: Kobiety na zakręcie

Dzień dobry wszystkim smile witajcie po przerwie... ...

Endi ileż pary i złych emocji ulatuje... i bardzo dobrze, że w końcu dałaś sobie do tego przestrzeń i działasz zgodnie ze sobą...  mój mąż też jest w niezdrowej relacji z rodzicami, ale nie jest na etapie dostrzegania co jest nie halo... moje relacje z własnymi rodzicami  są bardzo podobne do Twoich, natomiast przy teściach mam spinę. Jednocześnie widzę w Tobie kobietę silną wewnętrznie, zdecydowaną.. skąd czerpiesz tę siłę?

Silky .... jestem w emocjonalnej czarnej doopie jak i Ty. TYlko widoków brak... może czas i to co przyniesie ze sobą podda rozwiązania?

Monia, ninko, kawka i inne mi znane wink trzymam kciuki za Was

Mussu Tobie życzę, by codzienność była dla Was łaskawa i aby z czasemi nie uleciało to co istotne

pozdrawiam Was smile

26,725

Odp: Kobiety na zakręcie

Monia, mój mąż wyjątkowo świadomy
wiecie, wysłałąm go na terapię, żeby się poukładał, to relacje z rodzicami są jego cześcia... jak na to nie patrzeć;)

więc zdecydowanie mówi rodzicom - nie, nie zgadzam się na wasza intepretacje i emocje, nie podoba mi się to, co robicie, sami tak decydujecie i sami doprowadzacie do takich relacji

nie jest miedzy młotem a kowadłem (chociaz moja teściowa regularnie mu mówi, że ona ropzumie, jak on się czuuje, musząc wybierac między zoną a teściową -kretynka nie?? jakby takie relacje wogóle podlegały jakimkolwiek wyborom - jakby zona i tesciowa to nie były dwa odrebne światy...)
troche jest tak, że nasze relacje to nasze relacje
jego relacje z rodzicami to jego rela je
moje to moje
przy czym powtarza jak mantrę - nie denerwuj się, nie nakręcaj, nie przejmuj - to ich decyzja nie nasza, ich wybór, oni zdecydowali, że relacje z nami chcą zerwać.....

tylko, że ja w to wchodze.. rozumiecie, akceptuję i robie kolejny krok

przychylam się do ich decyzji o zerwanie kontaktu...

i jesli za miesiąc/dwa/trzy - moja tesciowa zaprosi nas na coś.... to ja po proostu tam nie pójdę
i wtedy on będzie musiał powiedzieć teściowej - przykro mi, jej nie będzie - podjeła taką decyzję.
postanowiła nie wchodzić w żaden sposób pomiędzy moje relacje z wami.... uznała, że jej obecnośc jest uwazana za coś, co psuje i niszczy nasza rodzinę;)

a nie ma zamiaru do tego doprowadzać


taka ja...

tarantella
pare miesięcy temu uświadomiłam sobie - i to było trudne.. że gdyby moja tesciowa nie była ze mną związana relacjami rodzinnymi, obowiązkami i zadaniami - nie utrzymywałabym z nią żadnych kontaktów
ja jej po prostu nie lubię, nie lubie jako człowieka, męczy mnie jej teoria spiskowa, to że jej zdaniem wszystko i wszyscy sa przeciw niej, tym, że w kazdej sytuacji szuka minusów, zagrożeń, że jest wiecznie niezadolona, nieszczęsliwa, nieobliczalna w emocjach...
po prostu
nie pamiętam miłych chwil z nią

uświadomiłam sobie, że gdyby nie koniecznośc, nie znalazłaby sie w żadnym kręgu w moim otoczeniu - bo ja po proostu takich ludzi wokól siebie nie mam....
wiecie, ja bardzo lubie ludzi
monia wie, bo miała okazje spotkać pare moich koleżanek
mam wokół siebie pełno ludzi, spraw, akcji, interackji, uczuc
patrze na ludzi i widzę, jak wiele mają, jacy są fajni... takie mam zdanie i w takiej postawie funkckjonuję
ale nie w stosunku do moich teściów
\
\zatem zrozumcie mnie - to mi jest na rekę

i na rękę jest mi to, że mój maż wreszcie przestał obarczac mnie odpowiedzialnością... i - przede wszystkim - niemą prośbą - prosze pomóż mi, żebym jakos z tymi rodzicami żył...


i ja te całe dwadzieścia lat lawirowałam - między nimi a moim mężem, między nimi a moim synem
między nimi a moją liczną, hałaśliwą, spontaniczną i uwielbiająca spedzać wspólnie czas z bandą krzykliwych dzieciaków rodziną - czego oni nie nawidzą, co ich męczy

wyobrazacie sobie, że ta cipa moja tesciowa i mały ten tego jej maz uwazają, że jak wytrzymali dwa dni z moja rodziną w święta.. to nalezy im się pochwała i podziękowanie? że się tak poświęclili??
wyobrazacie sobie, że jak robimy rodzinną, ściepową osiemnastkę dla naszych dwóch osiemnastków - to moja teściowa MUSI kupić i zamówić z cukierni olbrzymi tort.. o który nikt ją nie prosi - bo cała rodzina piecze ciasta - żeby pokazac, że ona najbardziej się przyłożyła, najwięcej pieniedzy wydała i w ogóle bez niej by tej imprezy nie było???

i to nie chodzi o to, że ja tak interpretuję te jej zachowania - ona przy najbliższej okazji wypomina mi takie rzeczy i udowadnia, jak ona sie poświęca a ja tego nigdy nie doceniam

bo ja.. jak każdy zdrowy normalny człowiek uważam, że - jesli sie w coś angazuję, to tego chce i tego potrzebuję.. a nie oczekuje wdzieczności i zależności

dlatego NIGDY nie oceniam wartoci prezentów. albo nigdy nie daję komuś prezentu o okreslonej wartości licząc na rewanż....

26,726

Odp: Kobiety na zakręcie

No to sytuacje jest klarowna. Oni podjęli decyzję, Ty podjęłaś decyzję, Twój mąż jest świadom tego, że teraz on jest jedynym "właścicielem" tej relacji. Teraz tylko wystarczy trochę konsekwencji. Bo wiesz jak to jest z toksykami - dziś mówią jedno, jutro drugie, dziś nienawidzą, jutro kochają, a po tygodniu znów strzelają focha. Wszystko po to, żeby zarządzać emocjami innych i zwracać ns siebie uwagę. Zapewne będą próbowali tak czy inaczej przywrócić stan, który z jakichś względów daje im napęd życiowy. Masz plan na próby wywierania pośredniej lub bezpośredniej presji na Ciebie?

26,727

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc Zakretki,

Moje nerwy osiagnely stan niemalze apogeum. Jak ja sie ciesze, ze jutro juz bede po. Swiadkowie jada i jada z Niemiec i zamiast byc juz u nas na miejscu, to sa gdzies teraz na Litwie albo juz na Lotwie. Mam nadzieje, ze na prom dzisiaj zdaza. Zachcialo im sie zwiedzac Polske, najpierw pojechali pod Grunwald, potem Wiczy Szaniec obejrzec - jak to przeczytalismy, to kazalam Kretowi zadzwonic i przypomniec im, zeby nie na Stalingrad sie kierowali tylko do Helsinek. Kurde, wesole Szwabiny, przemarsz wspomnien sobie urzadzaja.

Pazurki juz mam piekne, francuskie i z diamencikami na dwoch serdecznych pazurach. Teraz jeszcze musze leciec po sukienusie dla malej, bo ta, ktora dotarla wczoraj przesylka okazala sie rozmiar za mala (na szczescie cudny sweterunio z perelkami jest jak ulal). Syn przyniosl juz wczoraj tort wykonany w ich szkolnej cukierni - cudo:) caly w roze biale a na wierzchu rozowe - zupelnie jak moj bukiet, a nie wiedzial o tym:)

Wiecej juz Wam teraz nie napisze, bo lapy mam rozklekotane z pospiechu i nerwow wiec trzymajcie za mnie jutro kciuki i do zobaczenia w poniedzialek albo wtorek juz w nowym wcieleniu. Eeee tam, w takim samym, tylko status na fejsie zmienie i zaobraczkowana chodzic bede:)))

26,728 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-01 13:31:16)

Odp: Kobiety na zakręcie

Hej Mussu smile smile
Głęboko oddychaj ...spokojnie..będzie dobrze smile
Będzie pięknie i romantycznie smile
A potem powitamy Panią Krecikową smile


Hehe fajnych masz znajomych, dość oryginalny wybór miejsc do zwiedzania smile
A pod Wrocław się nie wybierali? szukać złotego pociągu??

Trzymaj się i baw się dobrze smile

Korekta smile
Wałbrzych a nie Wrocław smile
Wiedziałam, że coś na W big_smile

26,729 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2015-10-01 11:40:32)

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu, to będzie magicke. Mówię Ci smile

renatta napisał/a:

Tarantella czytalam kiedys Twoja historie. Jestem pod wrazeniem sily i kobiecosci.

Ranatta, przepraszam. Nie doczytałam tego fragmentu wątku. Dziękuję smile Szczęśliwie to jest już TYLKo historia.

26,730

Odp: Kobiety na zakręcie
Tarantella napisał/a:

No to sytuacje jest klarowna. Oni podjęli decyzję, Ty podjęłaś decyzję, Twój mąż jest świadom tego, że teraz on jest jedynym "właścicielem" tej relacji. Teraz tylko wystarczy trochę konsekwencji. Bo wiesz jak to jest z toksykami - dziś mówią jedno, jutro drugie, dziś nienawidzą, jutro kochają, a po tygodniu znów strzelają focha. Wszystko po to, żeby zarządzać emocjami innych i zwracać ns siebie uwagę. Zapewne będą próbowali tak czy inaczej przywrócić stan, który z jakichś względów daje im napęd życiowy. Masz plan na próby wywierania pośredniej lub bezpośredniej presji na Ciebie?

tarantella - mam w sobie poczucie wolności. to się dobrze zgrało w czasie. z jednej strony toksyki wystartowały do ataku.. z drugiej strony mój mąż raczył mieć kryzys, z którym musi sobie radzić.. ja - w obszarach jego kryzysu postanowiłąm czuc się wolna i dbac o swoje emocje i potrzeby.
i ja zwykle mam w sobie dużo siłi niezalezności.. i dlatgo oni mnie tak nie lubia.. ci moi teściowie. bo ja ich zawsze doprawadzałam do szewskiej pasji.. nie wchodząc w pewne układy, relacje, nie ko0ntynując pewnych wątków, "nierozumiejąc" pewnych przekazów, nie angazując sie emocjonalnie

mój mąz, z tego co widzę i z tego co deklaruje, ma w sobie duzy zapas akceptacji co do tego, co ja zdecyduje, czego będe chciała
on ma takie samo prawo układac swoje relacje z teściami wg swoich potrzeb i widzimisię
ale rozumie - tak to odbieram, że nie ma prawa kształtować moich relacji z nimi

ja nie mam żadnego zamiaru wchodzić między niego i jego rodziców
żądać czegos od niego.. zajęcia jakiegoś stanowiska.. czy coś takiego

więc dla mnie jest spoko..
pewnie nie raz będa próbowac podnosić mi cisnienie czy jakos oddziaływać.. zdaje sobie z tego sprawę
ale w końcu - to ja mam wybór i ja podejmuje decyzje.. co z tym zrobie
a wachlarz decyzji i wyborów zawsze jest szeroki


...

26,731

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

więc rozumiecie - żadnych wspólnych świąt (ufff) żadnych wspólnych urodzinek, imieninek, dnia mamusi, dnia babciusi dnia srusi i dnia wredusi (ufff)
żadnych wspólnych wizytek, wies jest tylko moja.. HURA!!!!!

End_aluzja pociesze cię, to na pewno nie koniec, tacy ludzie nigdy nie odpuszczają, jeszcze będziesz miała z nimi do czynienia, a cała rodzina bliższa i dalsza usłyszy jak oni się starają, a ty ich wyrzucasz ze swojego życia, oddzielasz z ukochanym synem, wnukami jak psujesz ich relacje itp... .
O swoich relacjach z teściami pisałam w różnych wątkach więc tak tylko w skrócie napiszę.
Ostatni kontakt ze swoimi teściami miałam  1 maja 2010 roku, usłyszałam wówczas od teścia  potok różnych wyzwisk pod swoim adresem od wariatek, przygłupów, idiotek, że tylko kaftan bezpieczeństwa po psychopatę  co to tylko takiej mózg wymienić, a i jeszcze dziewczyny bardzo proszę, błagam  pilnujcie ojca bo go jeszcze wariatka  zarżnie na spaniu . Teść zamierzył się na mnie z pięścią, gdyby nie córki  pewnie oberwałabym po głowie, wycofał się widząc ich zdziwione spojrzenie. Zaraz po wejściu do naszego domu oznajmili, że są tu po raz ostatni ( to  teściowa), bo  nie jestem już  dla nich rodziną i w  związku z tym nie życzą sobie  kontaktów ze mną , pamiętam jej słowa "nie będziemy do ciebie przyjeżdżać i ciebie nie będziemy do siebie zapraszać".
Mąż nie reagował na ich wyczyny, bo było  mu tak wygodnie, zresztą oni przyjechali walczyć o  jego prawo do picia alkoholu,  uczęszczałam wówczas na terapię dla współuzależnionych  uznal iwięc,  że robię z ich syna alkoholika (był i jest niestety nim dalej) a przecież on lubi tylko się napić i ma do tego prawo i nie leży w rowie jeszcze.

Wizytę tych ludzi przepłaciłam stanem zawałowym, dwa tygodnie w szpitalu, cztery miesiące zwolnienia lekarskiego.

Mężowi później wytłumaczyli się, że przyjechali na moje wezwanie ponieważ mieli dość  wrzasków  jakie im serwowałam gdy godzinami wisiałam na telefonie, a tak naprawdę to, za 25 lat naszego małżeństwa, wykonałam do nich nie więcej jak 10 telefonów (po co miałam dzwonić po słowa, oj synowa, synowa popraw się, idź do fryzjera, idź do kosmetyczki  brakowało tylko umyj się) i to wtedy gdy moje córki spędzały tam wakacje, w święta i w imieniny jeździliśmy do nich z życzeniami (niechętnie, ale na prośbę męża jechałam, bo zanim usiadłam za stołem teściowa zabierała mnie do swojej sypialni i przebierała w jej ciuszki, bo tak jakoś nie ładnie ubrana jestem- jej słowa a tak wogóle to byłam tam do noszenia tależy nie do goszczenia się) więc nie było potrzeby dzwonienia. Kiedyś powiedziałm dość, przestałam tam jeździć  więc  z ukrytych ataków przeszli do jawnych i gdy i to nie miało na mnie wpływu przyjechali i zrobili to co opisuję.

Usłyszałam tez, że od czytania w tym internecie poprzewracało mi się w głowie, a na koniec dostałam radę -"mniej czytaj i mniej myśl, bo ci nic z tego dobrego nie wychodzi, a najlepiej w ogóle tego nie rób", to były słowa wypowiedziane przez ludzi trudniących się nauczaniem innych (emerytowani nauczyciele). 
Gdy teść szturchnął mnie w plecy nie wytrzymałam i  pokazałam mu drzwi i wyrzuciłam go z domu, wszyscy bliżsi i dalsi krewni dowiedzieli się , że  wyrzuciłam ich z domu o swoim zachowaniu nie wspomnieli ani słowem natomiast o moim co im tylko przyszło do głowy, córki łapały ich na kłamstwach próbując prostować ale nic to nie dało. W oczach krewnych wyszli na ofiary,  zniosłam to i nie tłumaczyłam się nikomu, ostatecznie to dziadkowie moich dzieci.
Intrygowali , knuli i buntowali męża i córki przez 4 lata,  córki  miały robić za pas  transmisyjny (bo przecież powtórzą mi co o mnie mówią) więc zerwały stosunki z dziadkami. Rok temu mąż też przestał do nich jeździć (nie wiem co tam się stało), ograniczył znacznie picie alkoholu, poprawiły się nasze relacje,  wróciliśmy do siebie w sensie emocjonalnym, niestety do czasu.

W tym miesiącu mąż kończy 50 lat i nagle teściowie zapowiedzieli się z wizytą, wizyta ma odbyć na zasadzie (taki ich warunek) nie wspominania tego co było 5 lat temu, czyli nie spodziewaj się  słowa przepraszam. Pięć lat niewidzenia ich, powolne dojście do siebie i kiedy czułam że wychodze na prostą ze swoją rodziną i swoimi odczuciami to bach, jak by granat wybuch w mojej głowie.

Wiem o tym od dwóch tygodni, z każdym dniem jestem coraz bardziej roztrzęsiona. Wczoraj mężowi powiedziałam, że mogę ich przyjąć w naszym domu  bo to  jego rodzice, ale na zasadzie wizyty dalekich znajomych,  nie widzę potrzeby  uścisków ani objęć z mojej i ich strony i proszę go  o poinformowanie ich, że proszę o zachowanie dystansu (ostatecznie wyrzucili mnie ze swojej rodziny) i zwykłe dzień dobry na powitanie zupełnie wystarczy.
Rozmowa zakończyła się wielką awanturą, maż w rewanżu poszedł do garażu i wrócił porządnie upity, nie wiem co mam robić, czuję że znowu zdrowie mi siada, ciśnienie znowu szaleje.

Mam ochotę wyjść  z domu na  czas ich wizyty, ale mąż od razu zastrzegł sobie, że nie wyobraża sobie że go zostawię samego z całą tą imprezą (ma być około 15 osób). Czuję jak narasta we mnie nienawiść (a już tego nie czułam) do tych osób, znowu jestem zmuszana do grania roli, roli która mi nie odpowiada. Dobra relacja z mężem  staje się historią. Dla męża oni w dalszym ciągu są autorytetem i chyba bliższą rodzinną  niż ja i córki, ze mną żyje prawie 30 lat z nimi 18, a jednak to oni są ważniejsi i liczy sie ich samopoczucie nie moje.

Mąż zdaje sobie sprawę, że choć ma 50 lat (wówczas 45)  rodzice nie czuli obowiązku  pytać się o jego zdanie, czy on życzy sobie aby rozwalali mu rodzinę czy nie, oni i to robili, nie ma odwagi sam się zbuntować  i jeszcze co najgorsze zmusza innych do podporzadkowania się im. 

Miało być krótko, a tu tyle napisałam ale emocje w głowie dzisiaj mi grają. 

Jeżeli będziesz miała męża za sobą to wygrasz spokój i poradzisz sobie z tymi ludźmi ja niestety  w starciu z teściami byłam i jestem na straconej pozycji, nigdy nie byłam osobą z ich środowiska  (byłam  tylko córką pijaka i awanturnika) taka osobą z nizin społecznych tak czasami  się  wyrażali, taką co to trzeba głośno poprawić  (oczywiście z uprzejmym uśmieszkiem) jak się przejęzyczy przy wypowiedzi.
Przepraszam za wtrącenie się do waszej dyskusji ale czasami was poczytuję w tym wątku i tak jakoś mnie naszło smile.  Pozdrawiam goraco

26,732 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-01 16:04:26)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witaj azbestowa smile
Współczuje drogi przez mękę.
Rozumiem, że ta wizyta teściów jest z okazji urodzin syna?
Jeśli tak, to masz alternatywę i jeśli masz możliwość, to zrób tą imprezkę na neutralnym gruncie. Jakaś restauracja czy coś.
Teściowie swoje buraczane zapędy będą musieli utemperować w publicznym miejscu.

26,733

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć Zakrętki
Podczytuję Was od pewnie miesiąca, doczytałam do końca. Niestety też jestem na zakręcie od przynajmniej 2 lat. Za chwilę będzie rok po wyprowadzce męża. Nie jest dobrze chociaż staram się bardzo. Jakby ktoś spojrzal z boku, to zobaczy, że jest ok. Ale nie jest. Codziennie mam natrętne myśli mimo że pewnie już go nie kocham.
Ale wkręciłam się w Wasze historie. Bo choć każda jest inna, ale schematy działają podobnie.

26,734

Odp: Kobiety na zakręcie

Hejka smile
Kobiety często bywają "na zakrętach" większych bądź mniejszych. Mnie zdarzył się większy, dlatego na początek od razu weszłam do Waszego tematu. Mój zakręt podobny do przedmówczyni. Samotność po rozstaniu. Mnie w tej chwili nie dotyczą relacje z mężem, teściami. Z jednej strony ten kłopot z głowy, choć ja nie miałam złych relacji z teściową, ale mieszkałyśmy w bezpiecznej odległości kilkuset km od siebie wink. Z drugiej strony świat skurczył się trochę... Poczytam sobie jeszcze, narka.

26,735 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-10-01 19:06:43)

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu kochana, bedzie pieknie:-).
Endi wspolczuje takich tesciow. Najlepiej ograniczac relacje, a jesli doszlo do sytuacja takiej jak teraz - zakonczyc. Mialam cudowna teciowa, niestety zmarla. Natomiast jej corka a siostra M. ciagle miesza. Wieloletnia rozwodka miala brata dla siebie. Mial nigdy sie nie ozenic, a tu slub. Konsternacja i stala inwigilacja. Poczatkowo wzielam to za przyjazn. Ale przy pierwszym naszym nieporozumieniu zorganizowala wyjazd dla M. i siebie, bo zona to ta zla kobieta byla. Pozniej ograniczylismy kontakty, ale przy kazdym konflikcie, M. kierowal sie w jej strone. Nie zdwonilam, nie zapraszalam. I tak jest obecnie. Ona wciaz dzwoni - kilka razy dziennie czasem, wypytuje, zaprasza. Czasem ide, gdy M. bardzo zalezy, ale o naszym zyciu ode mnie nie dowie sie juz ani slowa. No i musialo troche wody uplynac, zebym chciala ja widziec w naszym domu. Teraz juz moze przyjsc, choc nie lubie jej i nie czerpie zadnej przyjemnosci z kontaktow.
Na Twoim miejscu Azbestowa nie zgodzilabym sie na wizyte tesciow na tej uroczystosci.

Rozmawiamy i rozmawiamy przez ostatnie dni z M. Zreszta ile bylo juz tych rozmow - i podjelam decyzje: zostaje. Bede sie starala nie skupiac na tym, co bylo niedobre a budowac na tym, co w nas dobre i co sprawilo, ze ani ocean ani inne problemy nie byl przeszkoda. To wciaz jest. Tak ze Zakretki kochane wsparcie Wasze bedzie cenne tez na tym etapie.

26,736

Odp: Kobiety na zakręcie

azbestowa. pomysł Moni jest świetny. tym bardziej, że nie będziesz musiała wiązać się z krytyką, że kotlety były za suche i żadna z ciebie gospodyni....

widzisz azbestowa, faktycznie dużo zalezy od naszych małżonków..
ja myslę sobie tak....
za moment pierwszy listopada

spotkam ich przy grobach  powiem dzieńdorby

a jesli kiedyś teściowa będzie próbowała wmanewrowac mnie w relacje - a wszyscy dobrze wiemy,m że będzie, bo obecna sytuacja NIE JESt dla niecj nagrodą.. nie to chciała uzyskać
więc musze nauczyć się jak mantry... żeby w momentach stresu.. emocji, powtarzac jak zdarta płyta...

mamo, nie ma znaczenia, że robię, co robiłam przez ostatnie dwadzieścia lat, jakie były moje prawdziwe intencje.. w twojej opinii robiłam wszystko, by cię ranić. Zatem teraz nie będę robić już nic. Spełniam wasze oczekiwania - nie będę i uczestniczyć w waszych relacjach z synem i wnukiem.

26,737 Ostatnio edytowany przez toska_t (2015-10-02 09:09:22)

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi
20 lat relacji z teściami to szmat czasu. Z pewnością na początku były inne, 10 lat temu inne, a od teraz wygląda na to, że są/będą żadne...
Ja miałam to szczęście, że moi teściowie byli daleko i miałam z nimi rzadkie kontakty - kilka razy w roku, czasem raz w roku.
Miałam jednak to "nieszczęście", że moi rodzice byli bardzo blisko. I byłam w podobnym do Twojego układzie, tylko z drugiej strony, powiedzmy że jak Twój mąż. Piszę "powiedzmy", bo z pewnością to są trochę inne sytuacje, ale dość podobne położenie.

Byłam naciskana mocno z obu stron, żadna nie chciała odpuścić, a ja między młotem a kowadłem. Główny konflikt był na linii moja mama - mój mąż, a mój ojciec raczej milcząco wspierał mamę, nie był w otwartym konflikcie. Wspólne mieszkanie (z konieczności) przez 8 lat, potem my (ja, mąż i syn) na swoim, ale w tym samym mieście. Wtedy ich konflikt się rozluźnił, zaczęło być poprawnie. Za to w naszym małżeństwie szło "ku zagładzie" związku...

Dlaczego o tym piszę? Teraz mam 10-letni dystans do tamtych wydarzeń i mogę wyciągać wnioski dość obiektywnie. Myślę, że problemem nie były relacje zięcia z teściami, tylko relacje między mną a mężem. Nie umieliśmy się porozumieć, jak bliscy ludzie, bo nie byliśmy dla siebie bliscy mentalnie. Po prostu. Po latach samodzielnego mieszkania wyszła prawda - były zdrady, kłótnie, przemoc psychiczna. Tego nie powinno być w zdrowym związku.

Może warto na konflikt z teściami popatrzeć inaczej - jak na konflikt "zastępczy", który kamufluje prawdziwe problemy w związku. Gdy zabraknie teściów, łatwo znajdzie się inny powód niezgody, jak u nas.

26,738

Odp: Kobiety na zakręcie

tak tośka, do tego ja też doszłam... sama wiesz;)
a ponieważ ja nie chcę konfliktów zastępczych, tematu teściów, skupiania sie na nich i ich relacji.. to tak zdecydowałam.. pamiętając jak mantrę

przez tyle lat, niezależnie od tego, co robiłam i jakie miałam intencje, oceniliście, że dążyłam do tego, żeby zerwać wasze relacje z synem i wnukiem. dlatego, zgodnie z wasza wolą, postanowiłam się nie angażować więcej w te relacje...

26,739

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi

Masz sytuację komfortową, bo mąż jest dojrzałym człowiekiem. W każdym razie w tej kwestii.
Ja miałam toksyczną teściową (alkoholik) i mąż był niereformowalny w sprawie swojej rodziny. Niby przyznawał, że matka jest trudna, ale... Kiedy zmarła pewnie z 7 lat temu, ulżyło mi. Ale u nas także był to konflikt zastępczy, bo my po prostu nie pasowaliśmy do siebie. Zamiast negatywne emocje kierować do męża, ja zastępczo kierowałam je do jego rodziny. No miałam w sumie powody, ale z ręką na sercu to nie zawsze jednak.
Skoro mąż Cię popiera to odetnij się i bądż konsekwentna. Choć trudne to będzie.

26,740

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Witaj azbestowa smile
Współczuje drogi przez mękę.
Rozumiem, że ta wizyta teściów jest z okazji urodzin syna?
Jeśli tak, to masz alternatywę i jeśli masz możliwość, to zrób tą imprezkę na neutralnym gruncie. Jakaś restauracja czy coś.
Teściowie swoje buraczane zapędy będą musieli utemperować w publicznym miejscu.

W pierwszej naszej wersji tj. mojej i córek planowałyśmy zaprosić go do restauracji, niestety teściowie uznali, że biedny synek nie będzie miał uroczystości (bo zła żona i niedobre dzieci),  i uprzedzili nas i zadzwonili do niego, że przyjadą całą rodziną wraz z prowiantem więc on nie musi się starać praktycznie o nic bo wszystko będzie przygotowane. Mąż ich wyśmiał, przecież nie będą  wieść z sobą (120 km) zupy, ale oczywiście zaprosił ich. Stanęło na tym, że przywiozą z sobą tort urodzinowy i ciasto.
Próbowałam wymusić na nim urządzenie imprezy w restauracji, ale on nie zgadza się bo rodzice starsi ludzie i jeszcze na dokładkę (to chyba z mojego złorzeczenia wink)  teść spadł ze schodów, ledwo się rusza więc na pewno zechcą odpocząć po drodze może nawet położyć się.

Nie mam wyjścia, bo on na kolanach (dosłownie pierwszy raz widziałam go w takiej pozycji),  błagał mnie o wytrzymanie jeszcze ten jeden raz. Zrobiło mi się go żal więc znowu złamałam się i dałam zgodę jednak zastrzegłam sobie, że mogą do mnie powiedzieć co najwyżej dzień dobry, o ile będą czuli potrzebę przywitania się, żadnych uścisków.
Mąż obiecał zająć się kuchnią, najwyżej coś mu tam pomogę przy gotowaniu i podaniu do stołu.  Obiecał również, nie dopuścić do niezręcznych sytuacji, zwłaszcza, że będą też nasi przyszli być może zięciowie. Znam teściów i wiem, że przed obcymi oni potrafią się zachować tak, że wychodzą na niezwykle kulturalnych i uprzejmych. Swój  jad wlewają  bezpośrednio  do ucha ofiary lub w zaciszu domowym nigdy przy obcych.

To nie jest tak, że moje i męża relacje były zawsze złe, a oni to wykorzystywali. Całe lata żyliśmy z sobą dobrze, dopóki maż nie zaczął coraz mocniej popijać aż popadł w alkoholizm
i z "lubię" zrobiło się "muszę", zaczęłam walczyć z jego nałogiem  i oni to wykorzystali, bo  bardzo łatwo jest sterować takim uzależnionym jak mu się wymachuje przed nosem buteleczką, a w domu ta zła  i niedobra co nie pozwala biedakowi napić się po pracy.  Wmówili mu, że tam (na terapii) cały czas mówię o nim  i to same złe rzeczy i jego zapijaczony mózg przyjmował  do wiadomości słowa mamusi.
Nie mogę zapomnieć jednak, że gdy chorowałam i to bardzo, (przeszłam kilka operacji w tym kręgosłupa) maż biegał po lekarzach, dawał w łapę byle tylko przyjęli mnie do szpitala i leczyli (wieczny brak miejsc).
Boję się ich wizyty jednak mam nadzieję, że nie przepłacę to pogorszeniem zdrowia, od kilku dni jadę na środkach uspokajających, niestety i tak boli mnie  głowa.
Widzę, ze mąż też stresuje się i też połyka środki przeciwbólowe no i  zwiększył ilość wypijanego alkoholu (jego sposób na rozwiązywanie problemu, zalać się i nic nie widzieć i nie słyszeć).
Muszę chyba jakoś to przetrwać dla niego i córek, chociaż mam żal, że mimo tej sympatii do mnie nie ma odwagi zabronić swoim rodzicom atakowania  mnie i córek.
Wiem tez, że to nie miłość do rodziców (byli bardzo toksyczni dla swoich dzieci) nim tak steruje, to jakieś dziwne uzależnienie, bo widzę po zachowaniu jak przy nich siedzi skulony , prostuje się i nabiera pewności siebie dopiero po wypiciu pół litra.

Nie zgodził się na terapię tak jak mąż  End_aluzji i nie przerobił swojego życia, a szkoda bo to był i jest (o ile nie jest zapity) bardzo zdolny i dobry człowiek ogólnie jednak strasznie stłamszony i z niską samoocena (dusza towarzystwa ale dopiero po alkoholu).
Bardzo dziękuję za rady, na pewno lepiej byłoby mi na neutralnym gruncie, ale znowu nie mam siły przebicia smile

26,741

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc Panny i Panie Zakretki,

Juz po, po stresie, ktory rozmyl sie w sekunde po wyjsciu od fryzjera i makijazystki, po bieganiu, zalatwianiu i po slowie:) Bylo krociutko ale pieknie. Slub jak slub, oficjalnie, szybko i nma temat, za to potem wszystko nabralo innych kolorow:) Pogoda byla cudna, plus 18 i slonce od rana do wieczora, zdjecia robilismy w pieknej jesiennej scenerii nad morzem i w parku, powinny byc ladne. 

Nie chce Was szczegolami zanudzc wiec tyle relacji, ale jestem szczesliwa a Kret jakby bardziej zakochany niz przed slubem:)

Dzies ostatni dzien ze znajomymi, jutro wyjezdzaja, wiec za godzinke zrywam sie i jedziemy z nimi na ostatnia krotka wycieczke, tym razem w plener. A slonce swieci i podkresla przepiekne kolory drzew.

26,742

Odp: Kobiety na zakręcie

Gratuluje zamążpójścia Pani Krecikowej smile smile
Niech Wam się darzy smile

p.s jakas focia mile widziana smile

26,743 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-05 10:51:42)

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Gratuluje zamążpójścia Pani Krecikowej smile smile
Niech Wam się darzy smile

p.s jakas focia mile widziana smile

Dziekuje monia:) Zdjecia beda, tylko po obrobce, znaczy przegraniu. I raczej nie na portalach spolecznych;)

A w temacie tesciow, to przyznam sie, ze ogromnie mnie cieszy, ze mnie od moich dzieli jakies 2000 km:) Sadze, ze na toksyczne relacje prawie kazdej matki i jej "biednego" ozenionego ze zla baba synka, najlepszym remedium jest odpowiednia odleglosc. A raz na ruski rok mozna przymknac oko i ucho na jakies mamusine bzdety.

26,744

Odp: Kobiety na zakręcie

Wszystkiego co najlepsze Mussu!!!!!!!!!
Achhhh..... piękny to moment.... piękne chwile.... rozmarzyłam się... jakbym tam była.... ciepłe, jesienne słońce, morze, te kolory, Wy.... GRATULACJE i raz jeszcze NAJLEPSZEGO dla WAS!!!!

26,745

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:

Wszystkiego co najlepsze Mussu!!!!!!!!!
Achhhh..... piękny to moment.... piękne chwile.... rozmarzyłam się... jakbym tam była.... ciepłe, jesienne słońce, morze, te kolory, Wy.... GRATULACJE i raz jeszcze NAJLEPSZEGO dla WAS!!!!

Dziekuje silky:) No, prawda, bylo jakos magicznie i cieplo, z zewnatrz i wewnatrz. I naprawde bezstresowo. Smiesznie miec znowu cos na palcu, he he:)

A co wroza labedzie? Bo z okna restauracji mielismy istny pokaz calej mega rodziny labedziej na jeziorze, plywaly, nurkowaly, lataly, gonily jedne drugie - caly wieczor tak:)

26,746

Odp: Kobiety na zakręcie

Łabędzie to jedne z najbardziej monogamicznych ptaków na świecie. Podobno łącza się w pary na całe życie smile
Dobra wróżba dla Was smile

26,747 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-10-05 12:28:31)

Odp: Kobiety na zakręcie

Tak, tak, z tą monogamią łabędzi to prawda!!

Jakoś mnie się tak nostalgicznie zrobiło.... u nas też piękna pogoda, a w niedzielę nasza rocznica ślubu... w tym roku to już 7, a 13 latem minęło jak jesteśmy razem...
razem.... już chyba nie... teraz raczej obok, pod jednym dachem ale nie razem...
chyba już nie wierzę, że coś się zmieni, że będzie dobrze...
mój M wciąż mi powtarza, że NIC SIĘ NIE ZMIENI PÓKI JA NIE ZROZUMIEM ILE ZŁEGO MU UCZYNIŁAM...
że dopóki nie zrobię czegoś co sprawi, że on będzie mi mógł zaufać, że zobaczy że warto mnie kochać to nic się nie zmieni....
uważa, że to co robię to za mało! że on oczekuje czegoś więcej.... czegoś spektakularnego....
tyle, że ja nie uważam by cała odpowiedzialność za stan obecny była po mojej stronie, ja nie uważam bym uczyniła mu tyle złego ile on uważa...
nie jestem potworem, a chyba taki obraz mojej osoby ma mój M...
nie mam pomysły co mogę zrobić jeszcze inaczej, nie tracąc w tym siebie...
i chyba już nie mam siły nic robić, starać się itd... i tak cokolwiek nie zrobię to jest źle/nie tak/za mało/za późno itd....
bywa, że jest mi smutno, że tęsknię za miłością, za męskim ramieniem na którym mogę położyć głowę i po prostu czuć się dobrze i bezpiecznie...

26,748 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-05 12:42:36)

Odp: Kobiety na zakręcie

Straszne to jest Silky, co Twój mąż Ci robi.
Ile złego mu uczyniłaś...matko kochana, a czy on umie wyartykułować konkretnie o co mu chodzi? Oprócz tej urojonej zdrady oczywiście.
Swoja drogą to też nie wiem, skąd mu się ta zdrada wzięła.
Straszne ciężkie to życie, ciągle udowadniać, że sie nie ma wielbłąda sad

26,749 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-10-05 12:59:07)

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Straszne to jest Silky, co Twój mąż Ci robi.
Ile złego mu uczyniłaś...matko kochana, a czy on umie wyartykułować konkretnie o co mu chodzi? Oprócz tej urojonej zdrady oczywiście.

on to mówił, wielokrotnie i wciąż niestety powtarza i wraca do tego. Najgorsze, że to wszystko o czym on mówi, co mi zarzuca to:
1) albo ja pamiętam inaczej niż on - inny przebieg zdarzenia
2) albo on zupełnie inaczej odczytał moje intencje bo pamiętam co i jak mówiłam i robiłam
3) albo dla mnie to nie są złe, a normalne rzeczy, słowa, czyny - w sensie, że widzimy i oceniamy te same sytuacje zupełnie inaczej
4) albo są to rzeczy, które rzeczywiście zrobiłam źle, dziś zrobiłabym inaczej itd - ale któż nie popełnia błędów!!?? - tego jest najmniej

nie dogadamy się bo całkowicie inaczej widzimy i rozumiemy świat!

coś czego on mi nigdy nie wybaczy i nie zapomni to sytuacja gdy oglądałam swoje zdjęcia ze studniówki i z liceum, na których byłam z chłopakiem. Wg niego to zdrada! Wg niego nie powinnam w ogóle mieć takich zdjęć, a już na pewno ich nie oglądać!
Ja się pytam dlaczego?
To jest moja przeszłość, moja historia, moje życie!
Wyjęłam te zdjęcia by wrzucić na FB bo nawiązała się jakaś rozmowa klasowa i wszyscy wrzucali co kto miał.
Czy to coś złego??
Wg mnie NIE, wg mojego M TAK

Teraz on mnie pyta - czego Ty chcesz, czego Ci brak? Męża odpowiadam! A on mi na to, ze miałam, ale zniszczyłam wszystko.....
Jak mogłam mu powiedzeć, że czułam się przez niego zdominowana, przecież on nigdy...! To moje urojenia...

Przepraszam, że znów do tego wracam... dziś powinnyśmy się cieszyć szczęściem Mussu!!!
Tylko, że mi się ostatnio najsmutniej robi w obliczu czyjegoś szczęścia....
smutno gdy widzę rodzinę razem na spacerze
smutno gdy widzę jak znajomi na siebie patrzą, jak rozmawiają
po prostu smutno i tęskno...

26,750

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Zdjecia beda, tylko po obrobce, znaczy przegraniu. I raczej nie na portalach spolecznych;)

A czy i ja mogę poprosić o jakąś fotkę ślicznej panny młodej, a najlepiej w towarzystwie?

26,751 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2015-10-05 14:07:48)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny,

Mussu, również życzę szczęścia na nowej drodze życia smile Fajnie, że wszystko (w tym okoliczności przyrody) tak fajnie się dopasowało.
Zazdroszczę Tobie tego Twojego Krecika (w pozytywnym tego słowa znaczeniu smile ), bo właśnie taki typ mężczyzny jest tym, którego nie mam obok a którego chciałabym mieć bardzo ... Taka nostalgia po wpisie Silky mi się udzieliła.

I również liczę na fotki smile
Całuję Ciebie mocno i cóż, od teraz jesteś Panią Krecikową big_smile

Edit: swoją drogą takie Kreciki, Helmuty są już chyba na wymarciu niestety

26,752

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Straszne to jest Silky, co Twój mąż Ci robi.
Ile złego mu uczyniłaś...matko kochana, a czy on umie wyartykułować konkretnie o co mu chodzi? Oprócz tej urojonej zdrady oczywiście.

on to mówił, wielokrotnie i wciąż niestety powtarza i wraca do tego. Najgorsze, że to wszystko o czym on mówi, co mi zarzuca to:
1) albo ja pamiętam inaczej niż on - inny przebieg zdarzenia
2) albo on zupełnie inaczej odczytał moje intencje bo pamiętam co i jak mówiłam i robiłam
3) albo dla mnie to nie są złe, a normalne rzeczy, słowa, czyny - w sensie, że widzimy i oceniamy te same sytuacje zupełnie inaczej
4) albo są to rzeczy, które rzeczywiście zrobiłam źle, dziś zrobiłabym inaczej itd - ale któż nie popełnia błędów!!?? - tego jest najmniej

nie dogadamy się bo całkowicie inaczej widzimy i rozumiemy świat!

coś czego on mi nigdy nie wybaczy i nie zapomni to sytuacja gdy oglądałam swoje zdjęcia ze studniówki i z liceum, na których byłam z chłopakiem. Wg niego to zdrada! Wg niego nie powinnam w ogóle mieć takich zdjęć, a już na pewno ich nie oglądać!
Ja się pytam dlaczego?
To jest moja przeszłość, moja historia, moje życie!
Wyjęłam te zdjęcia by wrzucić na FB bo nawiązała się jakaś rozmowa klasowa i wszyscy wrzucali co kto miał.
Czy to coś złego??
Wg mnie NIE, wg mojego M TAK

Teraz on mnie pyta - czego Ty chcesz, czego Ci brak? Męża odpowiadam! A on mi na to, ze miałam, ale zniszczyłam wszystko.....
Jak mogłam mu powiedzeć, że czułam się przez niego zdominowana, przecież on nigdy...! To moje urojenia...

Przepraszam, że znów do tego wracam... dziś powinnyśmy się cieszyć szczęściem Mussu!!!
Tylko, że mi się ostatnio najsmutniej robi w obliczu czyjegoś szczęścia....
smutno gdy widzę rodzinę razem na spacerze
smutno gdy widzę jak znajomi na siebie patrzą, jak rozmawiają
po prostu smutno i tęskno...

Wiem co czujesz, a raczej pamiętam. Bo reagowałam podobnie po odejściu męża. na widok szczęśliwych rodzin żal taki ogarniał, że szok.

Silky...co mogę Ci powiedzieć. Jego reakcje nie są normalne, każdy miał jakieś życie PRZED prawda? I tu nie chodzi o to przecież, że wzdychasz do jakiejś szkolnej miłości. Ale masz prawo do wspomnień, masz prawo zajrzeć do zdjęć. Równie dobrze mogłaś oglądać fotki z imienin cioci. I może tu też mąż focha by strzelił, bo na fotce zbyt ładnie się uśmiechałaś do np. męża kuzynki.
Sorry, ale dla mnie to strasznie szczeniackie jest. Pasuje raczej do dzieciaków z gimnazjum.

26,753

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu

Strasznie się cieszę, kiedy fajnym ludziom się układa. A Ty jesteś bardzo fajną osobą. Żyjesz z pasją, a energią mogłabyś obdarować ze trzy osoby. I za to bardzo Cię podziwiam. Bo masz odwagę żyć po swojemu i robić trudne rzeczy. Dokonywać trudnych wyborów. Zgodnie z zasadą, że żałujemy tego, czego nie zrobilyśmy.
Więc przyjmij bardzo serdeczne życzenia.

Silky
Czytałam Twoją historię. Jest smutna, bardzo. Bo Twoje małżeństwo się pewnie wypala, przez niedobranie. Trudno ciągnąć coś, co stale  uwiera.
Przez 20 lat ciągnęłam takie małżeństwo. Naprawiałam, zmieniałam siebie. A kiedy uznałam, że się poukładało i zrobiło się fajne, nareszcie normalne i spokojne małżeństwo... Mój mąż powiedział, że zrobiło się trochę nudno i że seks siadł. A po pewnie 2-óch latach dowiedziałam się, że mnie nie kocha. Po kolejnym roku odszedł na dobre.Przez ten rok obrzucał mnie błotem, że 1-sza, 2-ga i 3-cia wojna światowa to ... moja wina. A po kolejnych 9 miesiącach skontaktował się ze mną mąż kochanki mojego męża. I okazało się, że mój mąż ma ponad 3-letni romans z 16 lat młodszą koleżanką z pracy. I to taki brudny romans, z okłamywaniem wszystkich, obwinianiem małżonków, zwalaniem winy, przyprowadzaniem kochanki do mojego domu i ... dużo mogłabym pisać. Teraz mam ponad 50 lat. Czuję się, jak wycieraczka, na której mój mąż wytarł sobie nogi. I dzisiaj wiem, że nie warto. Nie warto kochać, ale nie szanować, nie lubić nawet. Bo szkoda czasu, szkoda życia.
Nie namawiam Cię do odejścia oczywiście. Bo to musi się wypalić do końca, abyś nie żałowała, że odeszłaś za wcześnie. Żeby mieć czyste sumienie. I móc patrzeć spokojnie w lustro. Ale ten czas wypalania jest straszny po prostu.
Jedynie napiszę, że warto mieć swój świat: pieczenie, konie, dziecko, i wiele bliskich osób. Bo na tym oprzesz się, kiedy to się walnie.

26,754

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu, szczesliwa mezatko niech tak zostanie do konca swiata i jeden dzien dluzej!
Silky, pora chyba pozegnac tego malkontenta na dobre. Jestes mloda i ulozysz sobei zycie z kims sensowniejszym. Zakrecone pozdrowienia dla wszystkich.

26,755 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-06 09:53:52)

Odp: Kobiety na zakręcie

Uff, goscie powyjezdzali, synek tez dzis na pare dni do Warszawy leci z kumplami, szkoda, ze coreczka i piesek zostaja;), bo moznaby troche honey miodku ze swiezo poslubionym zazyc;)) Ale i tak odpoczniemy od tej stalej obslugi i staropolskiego goszczenia u siebie. Fajnie, ale nie na dlugo sa takie wizyty.

Dziewczeta, ze tak Was po harcersku zgrupuje, bardzo serdecznie Wam wszystkim dziekuje za zyczenia i za duchowe wsparcie w dniach moich wariacji czyli tych przed. Szczegolnie dzieki Tarantelli mialam naprawde zajefajny image, bo to ona namowila mnie na te wszystkie fryzy, make-upy, suknie, kwiaty, tylko gronostajow nie udalo mi sie nigdzie znalezc:) Taska - ogromna buzka i wiesz co? - warto bylo!:) Mina Krecika bezcenna:)

Mam nadzieje, ze ten slub niczego w naszym dotychczasowym pozyciu nie zepsuje a moze nawet umocni nasze wiezi. Bo przeciez my juz i tak ponad 5 lat razem jestesmy i mieszkamy pod jednym dachem, wiec nic co poslubne nie jest nam obce.

I silky, absolutnie nie czuj sie winna, ze masz swoje smutki a ja tu o slubie i Ty powinnas swietowac ze mna i czuc moja atmosfere. Nie musisz, Twoje zycie jest dla Ciebie najwazniejsze a moje dla mnie, co nie znaczy, ze ja nie moge wczuc sie w Twoje smutki a Ty w moja radosc. Najfajniej byloby na swiecie, gdyby wszyscy jednoczesnie sie cieszyli, a nie tak naprzemiennie. No ale z drugiej strony, jakie smutne bylyby dni, w ktorych wszystkim cos by sie nie ukladalo. I zadnej radosci ani usmiechu z zadnej strony.

Silky, ja Ci niestety pisalam swoje wlasne przemyslenia i Twoje prognozy malzenskie juz wczesniej i niestety - nie zmienilam zdania. Masz u swojego boku calkowicie niedojrzalego, egocentrycznego, rozpieszczonego i emocjonalnie niezrownowazonego zakompleksionego chlopczyka udajacego meza i ojca. Do obu tych rol pasuje jak koza do kwartetu smyczkowego. Kiedys chcial sie wyprowadzic, czy teraz nie zalujesz, ze tego nie zrobil? Chociaz na jakis czas, taki, ktory po jego powrocie uswiadomilby Ci, jak super jest byc bez niego. I wtedy poprosilabys go o ostateczna wyprowadzke. On Cie zameczy dziewczyno, gasniesz przy nim, zamiast rozkwitac. Ty powinnas czuc sie kochana kazdego dnia, nawet jak sie poklocicie o cokolwiek. Jesli on twierdzi, ze Ty musisz sobie na jego milosc zasluzyc i zrobic COS zeby uwierzyl, ze warto Ci kochac, to ja sie poytam, co ON w takim razie powinien kurna uczynic? Chyba nawet piesza wycieczka na kolanach do Czestochowy nie wystarczylaby, zeby nagrodzic Ci Twoje smutki, jakie Ci "kochajacy" malzonek codziennie funduje. Zaslugujesz na duzo wiecej, na prawdziwa milosc, na prawdziwego mezczyzne. Twoj taki nie jest i nie bedzie. On sie nie zmieni, uwierz mi. A jesli, to na duzo duzo gorzej. Przykro mi, ze nie potrafie dostrzec swiatelka w tunelu, ale ja ten Twoj stan i podobny typ mezczyzny znam z autopsji.

26,756

Odp: Kobiety na zakręcie

I ja witam się ciepło, dzierżąc w dłoniach ogromny kubek z zieloną herbatą z jaśminem
Mussu, cieszę się Twoim szczęściem i odrobinkę pozytywnie zazdraszczam :-) Bardzo bliską sobie mamy tę datę październikową i pewnie dlatego tak mnie tknęło sentymentalnie i na smutno. Siedziałam wczoraj sobie sama w biurze i oglądałam swoje zdjęcia ze ślubu. Wspominałam jak bardzo byłam wtedy szczęśliwa. Cóż, było-minęło. M wszedł na chwilę, zapytał tylko co robię. Oglądam zdjęcia. Zapytał 'po co". Bo mnie naszło. Poszedł
Pamiętam Mussu nasze rozmowy i Twoje słowa. Pamiętasz, pisałaś, że jak w 2014 się nie rozwiodę to Ci kaktus na ręce urośnie hihi. Pamiętam wszystko, jestem z Wami od 2013 czyli od wtedy gdy było już kiepsko. Za pasem mamy 2016!!

edit: rozpisałam się, wykasowałam wszystko. Użalanie się nic nie zmieni. W końcu trzeba zacząć działać...

Dziś przyjeżdża moja psiapsiólka z mężem zza granicy. Będą u nas do piątku. Cieszę się :-))
Na przyszły tydzień chyba się umówię z psycholog, muszę z kimś pogadać

Póki co miłego dnia i kubek ciepłego napoju (''')>

26,757

Odp: Kobiety na zakręcie

Ależ nie ma za co, mój Ty Kwiatuszku smile Boś warta tego i on wart. Bądźcie szczęśliwi i płodni big_smile big_smile
Teraz tylko fotki szybko obrabiaj i ślij.

26,758 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-06 09:57:13)

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:

I ja witam się ciepło, dzierżąc w dłoniach ogromny kubek z zieloną herbatą z jaśminem
Mussu, cieszę się Twoim szczęściem i odrobinkę pozytywnie zazdraszczam :-) Bardzo bliską sobie mamy tę datę październikową i pewnie dlatego tak mnie tknęło sentymentalnie i na smutno. Siedziałam wczoraj sobie sama w biurze i oglądałam swoje zdjęcia ze ślubu. Wspominałam jak bardzo byłam wtedy szczęśliwa. Cóż, było-minęło. M wszedł na chwilę, zapytał tylko co robię. Oglądam zdjęcia. Zapytał 'po co". Bo mnie naszło. Poszedł
Pamiętam Mussu nasze rozmowy i Twoje słowa. Pamiętasz, pisałaś, że jak w 2014 się nie rozwiodę to Ci kaktus na ręce urośnie hihi. Pamiętam wszystko, jestem z Wami od 2013 czyli od wtedy gdy było już kiepsko. Za pasem mamy 2016!!

edit: rozpisałam się, wykasowałam wszystko. Użalanie się nic nie zmieni. W końcu trzeba zacząć działać...

Dziś przyjeżdża moja psiapsiólka z mężem zza granicy. Będą u nas do piątku. Cieszę się :-))
Na przyszły tydzień chyba się umówię z psycholog, muszę z kimś pogadać

Póki co miłego dnia i kubek ciepłego napoju (''')>

Kaktus nie wyrosl, to prawda, ale to tylko dlatego, ze Ty na sile bronisz jeszcze tego zwiazku i nie widzisz, ze nie ma w nim ani grama szczescia, radosci i przyszlosci. Czy przy M trzyma Cie jeszcze goraca milosc do niego, czy juz tylko przyzwyczajenie, syn, strach, poczucie obowiazku?

Jestescie TYLKO 7 lat malzenstwem, to tak malo. A w 2014 byliscie tylko 6 lat, o pol roku dluzej niz ja jestem z Kretem. I silky, nie wyobrazam sobie takiej atmosfery miedzy nami, jaka jest miedzy Toba a M. Piszesz, ze bylo - minelo. Ale nie powinno bylo minac, nie wtedy, kiedy slub bierze sie z prawdziwej milosci, nie po 7 albo nawet 5 latach malzenstwa, bo Wy przeciez macie ten kryzys juz od jakiegos czasu, od 2013? Wczesniej jeszcze? Mijac moze parom z 20-30 letnim stazem, a i tez nie wszystkim, sa pary kochajace sie do konca, do grobowej deski (brrr). Ilez ja widzialam zakochanych dojrzalych ludzi, idacych pod reke, za reke, tanczacych razem, przytulajacych sie, dbajacych o siebie nawzajem, szanujacych...Czy nie tego chcesz? Wiec jesli tak, to nie mow tak latwo, ze bylo-minelo, bo to nie pasuje do ust mlodej jeszcze i atrakcyjnej kobiety. To jak slowa starszej pani, ktora wyciaga z albumu zdjecia swoje i sp. meza. Przed Toba, przed Wami powinno jeszcze tyle byc, tyle sie fajnego wydarzyc.

I jakis on "cieply" jest, ten Twoj M.
Po co? - madre pytanie.
Po to, zeby moj drogi mezu, jeszcze mezu, przypomniec sobie jak wygladam usmiechnieta i dlaczego wlasciwie wyszlam za Ciebie. Bo mnie demencja coraz czesciej ostatnio dopada. Jeszcze troche i Twojego imienia nie bede pamietac.

26,759

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Kaktus nie wyrosl, to prawda, ale to tylko dlatego, ze Ty na sile bronisz jeszcze tego zwiazku i nie widzisz, ze nie ma w nim ani grama szczescia, radosci i przyszlosci. Czy przy M trzyma Cie jeszcze goraca milosc do niego, czy juz tylko przyzwyczajenie, syn, strach, poczucie obowiazku?

Jestescie TYLKO 7 lat malzenstwem, to tak malo. A w 2014 byliscie tylko 6 lat, o pol roku dluzej niz ja jestem z Kretem. I silky, nie wyobrazam sobie takiej atmosfery miedzy nami, jaka jest miedzy Toba a M. Piszesz, ze bylo - minelo. Ale nie powinno bylo minac, nie wtedy, kiedy slub bierze sie z prawdziwej milosci, nie po 7 albo nawet 5 latach malzenstwa, bo Wy przeciez macie ten kryzys juz od jakiegos czasu, od 2013? Wczesniej jeszcze? Mijac moze parom z 20-30 letnim stazem, a i tez nie wszystkim, sa pary kochajace sie do konca, do grobowej deski (brrr). Ilez ja widzialam zakochanych dojrzalych ludzi, idacych pod reke, za reke, tanczacych razem, przytulajacych sie, dbajacych o siebie nawzajem, szanujacych...Czy nie tego chcesz? Wiec jesli tak, to nie mow tak latwo, ze bylo-minelo, bo to nie pasuje do ust mlodej jeszcze i atrakcyjnej kobiety. To jak slowa starszej pani, ktora wyciaga z albumu zdjecia swoje i sp. meza. Przed Toba, przed Wami powinno jeszcze tyle byc, tyle sie fajnego wydarzyc.

no, nie zrozumiałyśmy się do końca z tym 'było, minęło'. Miałam na myśli, że było, minęło i czas iść dalej. Czas zacząć się odczepiać od tego czego się tak kurczowo trzymam zapatrzona w moje wyobrażenie mojego M. Czas sobie uświadomić, że nic się nie zmieni, choćbym na głowie stała i brwi zgoliła. Jeśli miało się zmienić to już by się zmieniło. Co mogłabym zrobić jeszcze więcej? Nie mam już pomysłu. Co by mogło być tym czymś co by wstrząsnęło (albo i nie) moim M by mnie na nowo zauważył, by przestał we mnie widzieć wroga? Poważna choroba? Wypadek? Próba samobójcza? Nie planuję nic z w/w. Mój M ma natomiast na mój temat jasny i klarowny osąd, na co ja już nie mam wpływu i nie jestem tego w stanie zmienić. Nie udowodnię, że nie jestem wielbłądem.
Tak, staż małżeński mamy nie za długi, razem zaś jesteśmy jednak 13l czyli już co nieco jest. Tyle, że z tych 13 to 2,5 było na odległość, a od prawie 3 jest lipa.

26,760

Odp: Kobiety na zakręcie
Tarantella napisał/a:

Ależ nie ma za co, mój Ty Kwiatuszku smile Boś warta tego i on wart. Bądźcie szczęśliwi i płodni big_smile big_smile
Teraz tylko fotki szybko obrabiaj i ślij.

Benda, benda tylko dzis je sobie z kompa synka przegram na stick. Bo swiadek nam pare stow tych fotek natrzaskal, wiec syncio wczoraj ponad godzine je zgrywal z aparatu na swoj laptop.

26,761

Odp: Kobiety na zakręcie

Dziendoberek.
Zaraz nadrobie czytanie ,ale najpierw Mussu skladam Ci najlepsze zyczenia poslubne,zeby Wasz miesiac miodowy,ktory trwa od 5 lat nigdy sie nie skonczyl. Ani nie znudzil. Zebys ciagle byla taka pelna energii przy Krecie,jak dotychczas. No wlasnie  ciekawi mnie-jesli nie tajemnica-nazwisko zostawiasz swoje czy bedziesz Pania Kretowa?

26,762

Odp: Kobiety na zakręcie
operacja napisał/a:

Dziendoberek.
Zaraz nadrobie czytanie ,ale najpierw Mussu skladam Ci najlepsze zyczenia poslubne,zeby Wasz miesiac miodowy,ktory trwa od 5 lat nigdy sie nie skonczyl. Ani nie znudzil. Zebys ciagle byla taka pelna energii przy Krecie,jak dotychczas. No wlasnie  ciekawi mnie-jesli nie tajemnica-nazwisko zostawiasz swoje czy bedziesz Pania Kretowa?

Dzieki operka:) Poki co jest tak slodko, ze az mdli:)) Musze ciagle czyms popijac, zle to sie skonczy;)
Nazwisko zostawiam swoje, nie chce mi sie wszystkich dokumentow wymieniac (na starsze zdjecie i to bez usmiechu! masakra!), informowac klientow, pracownikow, banki, ubezpieczalnie, sluzby porzadkowe itp.

26,763

Odp: Kobiety na zakręcie

Mussu pisalas latem,ze syncio wybral sie samochodem do Polski i tak przezywalas,bo swiezy kierowca. Jak im sie udala podroz? Ciekawi mnie ,bo moj tez jezdzi od sierpnia,choc nie byl w tak dalekiej drodze,ale doskonale wiem co czulas?
Silky-znaczy sie,ze zadnej poprawy nie ma? Szkoda. No musi kuzwa byc jakis powod.

26,764

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć wszystkim smile

Muusu, a krecik nie miał do Ciebie żalu, że zamiast jego nazwiska, nosisz  eksowe? smile

26,765 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-10-06 12:59:05)

Odp: Kobiety na zakręcie
operacja napisał/a:

Mussu pisalas latem,ze syncio wybral sie samochodem do Polski i tak przezywalas,bo swiezy kierowca. Jak im sie udala podroz? Ciekawi mnie ,bo moj tez jezdzi od sierpnia,choc nie byl w tak dalekiej drodze,ale doskonale wiem co czulas?

poszlo im doskonale, jechali na zmiane z kolega a kolega podobno jezdzi w stylu: ostrozny emeryt na drodze w niedzielne popoludnie:) jak wjechali juz na tereny Lotwy, to moj syn przejal stery, bo inaczej spozniliby sie na ostatni prom z Tallina:)) Jezdzi dosc dobrze, troche jeszcze nerwowo hamuje czy zmienia pasy ale nie wyprzedza i nie szarzuje. Teeraz planuje juz zakup nowego auta, stare juz sie znudzilo:)

monia, troche Kretowi bylo zal ale zrozumial ile by to bylo zachodu z tymi wymianami. No i tez corcia chciala miec to samo co mama nazwisko. Mozemy jeszcze kiedys zmienic, ale nazwisko to tylko nazwisko. Magda Gessler tez przy poprzednim zostala bo tak jest rozpoznawalna:))

26,766

Odp: Kobiety na zakręcie

Rozumiem Cie doskonale smile Mnie tez by sie nie chciało zmieniać tego, do czego się juz przyzwyczaiłam smile no i te dokumenty wszelkie smile
Chociaz jeśliby kiedyś coś miało u mnie w statusie cywilnym zmienić, to czuję, że potencjalny małżonek nie odpuści mi tak łątwo big_smile

26,767

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Rozumiem Cie doskonale smile Mnie tez by sie nie chciało zmieniać tego, do czego się juz przyzwyczaiłam smile no i te dokumenty wszelkie smile
Chociaz jeśliby kiedyś coś miało u mnie w statusie cywilnym zmienić, to czuję, że potencjalny małżonek nie odpuści mi tak łątwo big_smile

monia, a Ty ie jestes przypadkiem nastepna w kolejce po Kawce i mojej skromnej osobie?;) Albo Ty albo Pytajka, ale ona poki co innym wezlem chce sie zwiazac, kredytowym:)) Tak szczerze, chcialabys zalegalizowac sie jakos z motylkiem?

26,768

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Rozumiem Cie doskonale smile Mnie tez by sie nie chciało zmieniać tego, do czego się juz przyzwyczaiłam smile no i te dokumenty wszelkie smile
Chociaz jeśliby kiedyś coś miało u mnie w statusie cywilnym zmienić, to czuję, że potencjalny małżonek nie odpuści mi tak łątwo big_smile

monia, a Ty ie jestes przypadkiem nastepna w kolejce po Kawce i mojej skromnej osobie?;) Albo Ty albo Pytajka, ale ona poki co innym wezlem chce sie zwiazac, kredytowym:)) Tak szczerze, chcialabys zalegalizowac sie jakos z motylkiem?

No nastraja mnie ślubnie czasem, ale nie mam ciśnienia smile
Pewnie nie odmówię, jak motyl padnie na kolana big_smile big_smile

26,769

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

No nastraja mnie ślubnie czasem, ale nie mam ciśnienia smile
Pewnie nie odmówię, jak motyl padnie na kolana big_smile big_smile

tez nie mialam i w sumie chcialam sie na to wykichac, potem w ogole potraktowac to jak zwykly event a na koniec jednak dalam sie wciagnac w cala te zabawe i nie zaluje. Nawet troche zaluje, ze wiekszej impry nie bylo, tyle, ze u nas to by oznaczalo sciaganie wszystkich zza granicy, hotele, obiadki i koszta ogromne. plus zajmowanie sie wszystkimi w wolnym czasie co oznacza zero odpoczynku dla nas. Dlatego okroilismy to do minimum ale pieknego minimum. Tance mielismy nastepnego wieczoru na promie z Tallina do Helsinek:) Wesele na morzu heh:)

Kurcze, niby Kret ten sam co zawsze ale tak jakos inaczej to czuje, ciesze sie np. na wspolny dzis spacer w pieknym jesiennym sloncu z mezem:) Fajne uczucie, nie spodziewalam sie tego.

Motylowi mozna zawsze noge podstawic i jak nic gruchnie na kolana:)

26,770

Odp: Kobiety na zakręcie

He he ale ja nie chce oświadczyn "na siłę ".
Czasem jak moja mama podpytuje, czy się jakiś ślub nie szykuje, to motylek odpowiada, że wziął mnie przez zasiedzenie smile
Tak sobie żartujemy póki co i jest ok smile

A właśnie, miałam pytać. Jak szanowna mamusia na wieść o ślubie zareagowała? Nie było focha, że nie zaprosiłaś?
Krecik chyba swoich też nie zapraszał prawda?

26,771

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam, jestem tu nowa. Nie wiem, czy mogę się wtrącić w środku rozmowy (proszę mi powiedzieć, jeśli popełniam nietakt). Z postów wnioskuję, że są tu kobiety doświadczone. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia i porady. Czy mogę?

26,772

Odp: Kobiety na zakręcie

Witaj kolejna smile
Wątek otwarty, nowe osoby zawsze mile widziane smile

26,773

Odp: Kobiety na zakręcie

Denerwuję się, nawet pisząc post. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła porozmawiać z kimś w cztery oczy. Wstyd mi, bo powinnam być szczęśliwa i silna. W domu rodzinnym nie mogłam narzekać, zawsze miałam być uśmiechnięta. Nawet ostatnio, kiedy się mniej uśmiecham, tata (choć wie, że jest mi ciężko) powiedział, że jestem "straszną jędzą" i gdybym była milsza, byłoby mi lepiej na świecie. Tak było zawsze, miałam "się z sobą nie cackać". Długo już z rodzicami nie mieszkam, jestem mężatką od lipca, w szczęśliwym związku od dawna. Wygląda na to, że jednak nadal jestem od rodziców emocjonalnie zależna.
Nie mam dużego doświadczenia życiowego. Mam 25 lat, jestem w trakcie drugich studiów dziennych. Studiuję już 7 lat i delikatnie mówiąc, nie daje mi to satysfakcji. Obecne studia są bardzo ciężkie, już od kilku semestrów ledwo żyję, często płaczę, ale nie dawałam po sobie poznać. Chciałabym odpocząć, ale oczywiście nie rzucę studiów.
Prowadziłam firmę. Było to bardzo ciężkie i wiele przykrych rzeczy się wydarzyło. Nie udało się, musiałam niedawno zamknąć (bez długów). To dla mnie wielka porażka i wstyd. Ciągle sprawa się ciągnie, bo właściciel lokalu w którym była firma ma bezprawne oczekiwania wobec mnie i oskarża mnie o zniszczenia. Choć wiem, że on nie ma do niczego prawa, jego krzyki, telefony i maile mnie stresują.
Niedawno miałam wypadek nie z mojej winy, który unieruchomił mnie na 3 tygodnie. Straciłam pojazd, byłam przesłuchiwana, a ubezpieczyciel nie likwiduje szkody. Zeszło się to z zamknięciem firmy i sesją na studiach. Przez to sesję mam do teraz i nie wiem, czy nie będę musiała powtarzać roku. Nie wiem, czego boję się bardziej - że będę powtarzać i zawiodę rodziców i męża, czy że zdam i będę dalej harować. Jest cel, do którego mam dążyć jak najszybciej, konkretny zawód, który mam wykonywać. Nie chcę nikogo zawieść, ale nie wiem czy dam radę.
Chciałabym być bardziej odporna i dać temu wszystkiemu radę i być szczęśliwą. Chciałabym nie mieć tej potrzeby spełniania oczekiwań wszystkich, którzy oczekiwania mają. Tracę siły. Chciałabym odpocząć przez miesiąc, zająć się domem, schudnąć, poszukać zwykłej pracy bez wielkich wyzwań, nie przejmować się studiami choć przez jakiś czas. Chciałabym też urodzić dziecko, ale wszyscy mówią że nie skończę studiów (drugich) - a, oczywiście, muszę (ani mama, ani teściowa nie skończyły żadnych studiów). Racjonalnie myśląc, wiem, co lubię robić, ale coś mnie paraliżuje. Racjonalnie myśląc, powinnam być szczęśliwa. Ale ten smutek ciąży mi jak ołów i czasem ciężko oddychać, a łzy płyną same.

Przepraszam, że tak dużo.

26,774

Odp: Kobiety na zakręcie

Kolejna

Idź w miejsce dla siebie bezpieczne. Usiądź albo wygodnie się połóż. Stwórz sobie fajne warunki np. muzyka relaksacyjna. Wycisz się, odpręż ciało, spróbuj chwilę pomedytować (jak wiesz jak to zrobić) i zadaj sobie pytanie:
Co chciałabym w życiu robić
Jaki zawód mieć
Jaką rodzinę stworzyć
Jak spędzać wolny czas
I zobacz to swoje życie, poczuje swoim sercem, całą sobą.
A potem wstań i ... weź się do roboty. Czyli rób to, co poczułaś i zobaczyłaś.

Bo tylko takie życie da Ci prawdziwe spełnienie.

26,775 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-10-07 08:32:22)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam na porannej kawie :-)
zimno, ciemno, wiatr.... brrrr....

witaj Kolejna! Pisz i rozgaszczaj się dowolnie. To temat "na zakręcie" - nie mamy ograniczonego katalogu zakrętów, każdy z naszych zakrętów jest inny, więc czuj się u siebie
No i przy okazji - odejście od zakrętów typowo damsko-męskich też zapewne wszystkim dobrze zrobi ;-)

Dużo Ci jeszcze zostało tych drugich studiów? Czy to jest to co chcesz robić, tak na prawdę?
Biznes - też, jeszcze na studiach mieliśmy z moim M jakiś biznes i też nie wypalił. My niestety przez ponad rok spłacaliśmy po nim długi, nie licząc wszystkiego co włożyliśmy w trakcie. Pamiętam, uczucia były podobne. Jak to, my nie daliśmy rady??!! Ale zakończenie tego biznesu to była bardzo dobra szkoła!!! Lekcja, która choć droga to pouczająca! Kolejne, każdy swój biznesy zorganizowaliśmy już całkowicie inaczej. Tym więc się nie martw :-) ludzie wciąż otwierają i zamykają biznesy. Bez długów i to najważniejsze!!

póki co miłego dnia, później skrobnę coś więcej
teraz trzeba popracować ;-)

26,776

Odp: Kobiety na zakręcie

Dziękuję Wam za odpowiedzi. Piszcie jeszcze, proszę. Wiem, że macie dystans, jakiego ja nie mam.
Studiów zostało mi jeszcze dwa lata. Ale nauki więcej, jeśli chcę zdobyć zawód - to prawo.
Wiecie, ja pewnie się użalam nad sobą. Są rzeczy, które naprawdę lubię; a raczej lubiłam - bo już nic właściwie nie robię. Wiele razy, ogromnie wiele, słyszałam, że nikt nie chce ze mną tych rzeczy robić, nikogo to nie interesuje i jak to jest, że ja w ogóle mam na to czas, bo powinnam nie mieć ani czasu, ani pieniędzy. Żeby mówić konkretnie - chodzi mi o gotowanie (wykwintne), sport, czytanie książek, wystawy, wernisaże, koncerty, muzea, pisanie poezji i prozy, oczywiście zakupy (moda i dekorowanie wnętrz). Studiowałam historię sztuki. Mąż miliard razy odmawiał mi towarzystwa przy moich zainteresowaniach. Rodzice każą się uczyć - tylko uczyć. Przyjaciół właściwie nie mam. Nie robię niczego, co kiedyś lubiłam, bo za każdym razem powinnam się czuć winna (naprawdę kiedyś to usłyszałam). Nie idzie mi świetnie na uczelni. Teraz, po tym wszystkim - wypadku i plajcie - już zupełnie. Nie chcę tego robić. Nie, że "nie chce mi się", tylko mam w sobie głębokie uczucie niechęci i szczerze nienawidzę mojego życia.
Mam do Was pytanie - jak to jest możliwe, że po tych wszystkich przejściach macie dalej siłę i dystans do wydarzeń i upadków? Czy to z wiekiem przychodzi? Nie rozsadza Was uczucie nieszczęścia?

26,777

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

Nie idzie mi świetnie na uczelni. Teraz, po tym wszystkim - wypadku i plajcie - już zupełnie. Nie chcę tego robić. Nie, że "nie chce mi się", tylko mam w sobie głębokie uczucie niechęci i szczerze nienawidzę mojego życia.
Mam do Was pytanie - jak to jest możliwe, że po tych wszystkich przejściach macie dalej siłę i dystans do wydarzeń i upadków? Czy to z wiekiem przychodzi? Nie rozsadza Was uczucie nieszczęścia?

Kolejna, a Ty chcesz być tym prawnikiem??? Ale tak szczerze??

26,778

Odp: Kobiety na zakręcie

Odpowiedź będzie bardzo infantylna, ale szczera. Nie wiem. Wiem, że chcę, żeby moi rodzice i mąż wreszcie byli ze mnie zadowoleni.

26,779

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

Odpowiedź będzie bardzo infantylna, ale szczera. Nie wiem. Wiem, że chcę, żeby moi rodzice i mąż wreszcie byli ze mnie zadowoleni.

O tym lepiej zapomnij
Zacznij robić tak - byś Ty była z siebie zadowolona, by to co robisz było tym co TY chcesz robić, co daje Ci radość, zadowolenie, satysfakcję (również finansową)!!!
Nawet jeżeli zadowolisz wszystkich wokół - z resztą, co to znaczy!? - to Ty w środku, w głębie siebie.... jaka będziesz? Żyjesz dla rodziców? Dla męża?

A przy okazji... prawo i sztukę chyba można jakoś ciekawie połączyć....?

O pasji, jako takiej nie zapominaj! Ja zapomniałam o sobie, o swoich zainteresowaniach, pasjach... Moje życie kręciło się jakiś czas tylko wokół mojego M i nie wyszło mi to na dobre!! Teraz wracam do swoich dawnych pasji (konie), odkrywam nowe (pieczenie). M mi w tym nie towarzyszy. Z resztą dziewczyny wiedzą - w niczym mi nie towarzyszy, ale to już inna historia

BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRA! BĄDŹ SOBĄ! Tylko wtedy będziesz szczęśliwa... tak myślę....

26,780

Odp: Kobiety na zakręcie
kolejna napisał/a:

Odpowiedź będzie bardzo infantylna, ale szczera. Nie wiem. Wiem, że chcę, żeby moi rodzice i mąż wreszcie byli ze mnie zadowoleni.

A Ty dla kogo zyjesz? Dla rodzicow i meza czy dla siebie? Intensywny kurs asertywnosci by Ci sie przydal. Sorki, ale mnie troszke wkurza takie lizanie innym i brak sily zeby sie wreszcie postawic. Umiesz srodkowy palec wystawiac? To sie naucz, bo sie wiele razy w zyciu przydaje:). Nie krzycze na Ciebie, tylko "delikatnie" stawiam do pionu. Ktos wreszcie musi.

Piszesz tak: "Długo już z rodzicami nie mieszkam, jestem mężatką od lipca, w szczęśliwym związku od dawna." - wiec o co kaman? Miezskasz bez rodzicow, nie utrzymuja Cie wiec moga Ci nakichac do kieszeni i na tym koniec. O reszcie swojego zycia decydujesz TY i tylko TY. Nawet nie maz. On ma byc zadowolony z Ciebie nawet jak posade kasjerki w Tesco przyjmiesz, jesli to byloby Twoja pasja.

Posty [ 26,716 do 26,780 z 29,007 ]

Strony Poprzednia 1 … 410 411 412 413 414 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024