Pytajka, a zrobiłabyś dla niego to samo?
26,651 2015-09-24 08:25:42
26,652 2015-09-24 08:27:01
Pytajka napisał/a:Czym się kierowałaś przy wyborze? Poza lokalizacją oczywiście
metrazem, iloscia pokoi, ogrodem (musial byc:), wiekiem domu, stanem technicznym, ustawnoscia pokoi i wyposazeniem no i cena rzecz jasna:)- to trudna decyzja i zanim znalezlismy dom, przy ktorym bylismy pewni, ze to TEN naogladalismyu sie ich dziesiatki. A to za maly, a to za ciemne pokoje, a to lazienka ciemna, a to stare podlogi, a to ogrod na ruchliwa ulice wychodzi...a jak wszystko pasowalo, to cena z kosmosu i od poczatku szukanie nowego:).
ten dom urzekl nas czystoscia, ladnym tarasem, nowoczesna kuchnia no i poza tym wszystko w nim pasowalo:)
Ja właśnie przeglądając oferty oceniam cenę w stosunku do jakości kuchni i łazienki. Bo nie ukrywam, że pokój mozna przemalować, ale już w duże remonty nie chciałabym dodatkowo wchodzić ![]()
26,653 2015-09-24 08:31:17
Pytajka, a zrobiłabyś dla niego to samo?
Pierwsza myśl gdy przeczytałam Twoje pytanie brzmiała "nie". Już wyjaśniam dlaczego - po tym wszystkim co się wydarzyło, nie ma on mojego zaufania w pełni. Niestety.
Ale po chwili pomyślałam, że "tak", zrobiłabym to dla Niego, ale podpisałabym taką umowę o której wspomniałam, że w przypadku spłaty przeze mnie jakiejś części kredytu, część nieruchomości przechodzi na mnie. W sumie, Jemu to zaproponowałam sama, więc siebie zabezpieczyłabym w ten sam sposób.
Więc tak, zrobiłabym to.
26,654 2015-09-24 08:34:31
no właśnie tak pomyslałam.... na ile jesteśmy sami gotowi...
Myslę sobie, że twój brak zaufania to też jest trudność.
\a ten współny kredyt to jdnak zobowiązanie - chociażby moralne, wobec niego
sama mówisz, że czujesz wdzięczność, że on ma taką postawę
a jak ta wdziecznośc spowoduje, że nie będziesz zdecydowana kiedyś na krok - pora zmienić swoje zycie?
Pikęnie piszesz o sobie - zaradna, godna zaufania....masz aż 30% na wpłatę
zycze, żeby bank nie chciał drugiego źródła dochodu, to ci ułatwi zycie;)
26,655 2015-09-24 08:44:49
no właśnie tak pomyslałam.... na ile jesteśmy sami gotowi...
Myslę sobie, że twój brak zaufania to też jest trudność.
\a ten współny kredyt to jdnak zobowiązanie - chociażby moralne, wobec niego
sama mówisz, że czujesz wdzięczność, że on ma taką postawę
a jak ta wdziecznośc spowoduje, że nie będziesz zdecydowana kiedyś na krok - pora zmienić swoje zycie?
Pikęnie piszesz o sobie - zaradna, godna zaufania....masz aż 30% na wpłatę
zycze, żeby bank nie chciał drugiego źródła dochodu, to ci ułatwi zycie;)
Endi, wiem, że brak zaufania to trudność. Wiem, że wspólny kredyt to zobowiązanie. Wspólne zobowiązanie mimo wszystko.
Mam 30 lat, pewnie w porównaniu z innymi to nie tak znowu dużo
ale znam siebie, znam swoje zasady, tak jestem zaradna i tak jestem osobą godną zaufania.
I On to wie. Osobiście przypadkiem kilka razy przez te 4 lata mnie przetestował w tym zakresie.
Endi jak siostrzeniec się czuje? Już w PL czy jeszcze w Niemczech stacjonuje?
26,656 2015-09-24 09:37:02 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2015-09-24 09:51:12)
Pytajko, nie wiem gdzie planujesz zakup mieszkania, ale w Polsce prawo do własności lokalu można przenieść wyłącznie aktem notarialnym. Żadna zakulisowa umowa między Wami nie będzie ważna dopóki nie będzie zawarta w takiej właśnie formie z wpisem do ksiąg wieczystych i kółko się zamyka.
Dodatkowo, jeśli raty będą spłacane wyłącznie z Twojego rachunku bądź jeśli rachunek dedykowany do spłaty kredytu będzie w sposób łatwy do udowodnienia, celowo zasilany z Twojego rachunku, to on jako prawnik zdaje sobie sprawę z tego, że w kluczowym momencie nie będzie miał szans na uzyskanie rzekomo swojego udziału. Chyba że na podstawie umowy darowizny z Twojej strony, a to już zupełnie inna bajka.
Jeśli on ma uczciwe zamiary, to taki układ jest dla niego krzywdzący i co najmniej wątpliwy. Albo zamknęliście zaszłości i budujecie związek na uczciwych zasadach współmierności, albo on ciągle musi ponosić jakiś rodzaj kary.
Jeśli natomiast zawiedzie Twoje zaufanie, to „rozwód” z kredytem może się okazać trudniejszy niż Ci się wydaje. Wówczas ten układ będzie krzywdzący dla Ciebie, bo oprócz zawieruchy formalno-prawnej dojdzie konieczność rozstania się z mieszkaniem/domem, do którego się przyzwyczaisz i włożysz weń czas i pracę własną. No i narazisz mamę na kolejne przeprowadzki.
Zastanów się, czy w takim właśnie układzie chcesz wchodzić w kredytowo-majątkowe zależności i czy nie warto skromniej ale na bardziej czytelnych zasadach. Przynajmniej do chwili aż nie będziesz mogła mu zaufać na tyle, żeby bez obaw poczynić z nim tak poważny krok na zasadzie wspólnej inwestycji - każde z Was nabywa prawa własności w tej części, w której wniósł wkład własny i w której spłacał kredyt.
26,657 2015-09-24 10:07:40
Dziewczyny. Ja wiem, że ze strony D takie rozwiązanie to "poświęcenie". Że może nie czuć się komfortowo z tym, że z mojej strony płynie sygnał " nie ufam".
Może z boku wygląda to mało moralnie z mojej strony.
Myślę, że jeżeli doszłoby do takiej sytuacji, to z cała pewnością zabezpieczy się On na wypadek gdyby coś się złego zadziało, bo sama z tą propozycją wyszłam.
I tyle ![]()
Tarantello mieszkam w Polsce ![]()
Na razie przeraża mnie cała procedura wyszukiwania nowego i sprzedaży starego.
26,658 2015-09-24 10:25:04 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2015-09-24 10:30:00)
Na razie przeraża mnie cała procedura wyszukiwania nowego i sprzedaży starego.
No co Ty? Nie lubisz oglądać mieszkań i sobie wyobrażać, jak je wykończysz, gdzie wywalić ściankę, jak ustawić kanapę i na co wychodzą okna??? To najprzyjemniejszy kawałek roboty. Mnie dobijało gromadzenie dokumentów, zaświadczeń, oświadczeń, BIKów, niezalegania, wybór odpowiedniej formy kredytowania przy dziesiątkach zmiennych. Trzeba być fizykiem jądrowym, żeby policzyć opłacalność, marżę, wibor, sribor i nie dać się upupić na dziesiątki lat. Cała reszta to miodzo.
Spory problem to spięcie czasowe wyprowadzki z wprowadzką. Trzeba w obu umowach (i kupna i sprzedaży) dać sobie margines bezpieczeństwa, żeby nie wpaść w kary. Ale masz prawnika, więc pewnie o to zadba.
26,659 2015-09-24 10:45:32
Pytajka napisał/a:Na razie przeraża mnie cała procedura wyszukiwania nowego i sprzedaży starego.
No co Ty? Nie lubisz oglądać mieszkań i sobie wyobrażać, jak je wykończysz, gdzie wywalić ściankę, jak ustawić kanapę i na co wychodzą okna??? To najprzyjemniejszy kawałek roboty. Mnie dobijało gromadzenie dokumentów, zaświadczeń, oświadczeń, BIKów, niezalegania, wybór odpowiedniej formy kredytowania przy dziesiątkach zmiennych. Trzeba być fizykiem jądrowym, żeby policzyć opłacalność, marżę, wibor, sribor i nie dać się upupić na dziesiątki lat. Cała reszta to miodzo.
Spory problem to spięcie czasowe wyprowadzki z wprowadzką. Trzeba w obu umowach (i kupna i sprzedaży) dać sobie margines bezpieczeństwa, żeby nie wpaść w kary. Ale masz prawnika, więc pewnie o to zadba.
Wiesz, na chwilę obecną przeraża mnie to. Ale pewnie jak już ruszy machina, będzie dobrze.
Z wyprowadzkami nie ma problemu, ja mogę sprzedać mieszkanie, mamę wziąć do siebie i spokojnie dogrywać domek. Kwestii formalnych nie obawiam się w ogóle, w sensie sprawdzanie czy nieruchomość niezadłużona itp. bo własnie mam tego prawnika obok ![]()
Jak tak z Wami to wszystko omawiam, to nabieram większej odwagi do przeprowadzenia tej rewolucji
Bądź co bądź, decyzja jest poważna i chyba najpoważniejsza w moim dotychczasowym życiu.
26,660 2015-09-24 10:56:05 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-09-24 11:00:57)
Ech.... pamiętam ten pierwszy duży kredyt, też na mieszkanie...
byliśmy wtedy z moim też tylko parą, nic więcej. Mojej zdolności kredytowej też nie starczyło i mój M był wliczany w banku do zdolności. Nie wiem jak i dlaczego, ale w akcie notarialnym jestem tylko ja, w umowie kredytowej oboje. Pamiętam jaki miałam stres zaciągając kredyt na 25 lat - ile wątpliwości i emocji. To było prawie 10 lat temu....
A teraz? Oj, teraz zdecydowanie łatwiej przychodzi zadłużanie. Pamiętacie, pisałam kiedyś że liczyłam wielokrotnie jak bym stała finansowo w razie rozstania. Wiem, ze dałabym radę. ALE! W naszym przypadku rozwiązanie związku na płaszczyźnie finansowej to już nie lada wyzwanie! Mamy sporo różnych kredytów, mniejszych i większych, na dom, mieszkanie, samochody, inwestycyjne, linie itd.. Wciąż jednak jestem spokojna - wierzę, że przy odrobinie dobrej woli da się to sensownie rozplątać, a w najgorszym wypadku przyjdzie mi może kiedyś (oby jednak nie) zaczynać od zera... to i tak lepiej niż na minusie!! Wiem jednak, że ten etap rozplątywania sieci powiązań będzie raczej nieprzyjemny... jest fajnie, dopóki jest fajnie..
26,661 2015-09-24 12:11:28
Hejka ![]()
Tak sobie tu piszecie o domach, domeczkach, kredytach ![]()
Mnie się wciąż marzy taki, ale niestety obecnie daleko poza moimi możliwościami finansowymi.
Ale pamiętam kiedyś X lat temu, mieliśmy okazję kupić za naprawdę nieduże pieniądze działkę z rozpoczętą budową domu. Niestety eks nie dał się wtedy namówić na kredyt hipoteczny na ileś tam lat. Bał się, chociaż wtedy sytuacja finansowa była całkiem dobra, no i ceny działek i domów były sporo niższe.
Być może miałabym domek z ogródkiem, gdybym umiała go przekonać wtedy.
Hmm a może i nie, bo może musiałabym go sprzedać, żeby eksa spłacić ![]()
Takie tam gdybanie ![]()
26,662 2015-09-24 12:27:36
Bądź co bądź, decyzja jest poważna i chyba najpoważniejsza w moim dotychczasowym życiu.
No właśnie. A Ty w ogóle już pytałaś w bankach (a najlepiej u doradcy kredytowego), czy rzeczywiście nie miałabyś szansy na uzyskanie kredytu samodzielnie, czy to tylko takie przypuszczenia? Wybieranie i wykańczanie mieszkania to piękny moment w życiu. Szkoda go psuć takimi wątpliwościami, jakie masz.
26,663 2015-09-24 12:55:31
Ech.... pamiętam ten pierwszy duży kredyt, też na mieszkanie...
byliśmy wtedy z moim też tylko parą, nic więcej. Mojej zdolności kredytowej też nie starczyło i mój M był wliczany w banku do zdolności. Nie wiem jak i dlaczego, ale w akcie notarialnym jestem tylko ja, w umowie kredytowej oboje. Pamiętam jaki miałam stres zaciągając kredyt na 25 lat - ile wątpliwości i emocji. To było prawie 10 lat temu....
No i właśnie ja mam opory ogólnie przed jakimkolwiek zadłużeniem, nie wspominając już o takim kredycie ![]()
Ale z drugiej strony, to też moje marzenie. Dom, troszke zieleni, taras na którym można sobie śniadanko zjeść, kawkę wypić, i jeszcze pies szczęśliwy ![]()
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dom to też obciążenie i sporo pracy ... mam więc nadzieję, że jednak wspólnie o dobytek przyjdzie mi z połówką dbać ![]()
26,664 2015-09-24 12:57:29
Hejka
Tak sobie tu piszecie o domach, domeczkach, kredytach
Mnie się wciąż marzy taki, ale niestety obecnie daleko poza moimi możliwościami finansowymi.Ale pamiętam kiedyś X lat temu, mieliśmy okazję kupić za naprawdę nieduże pieniądze działkę z rozpoczętą budową domu. Niestety eks nie dał się wtedy namówić na kredyt hipoteczny na ileś tam lat. Bał się, chociaż wtedy sytuacja finansowa była całkiem dobra, no i ceny działek i domów były sporo niższe.
Być może miałabym domek z ogródkiem, gdybym umiała go przekonać wtedy.
Hmm a może i nie, bo może musiałabym go sprzedać, żeby eksa spłacić
Takie tam gdybanie
Bo własnie x lat wstecz ceny były atrakcyjne bardzo. Działkę budowlaną można było za grosze kupić, dzisiaj przebitka jest ok 3 razy.
Wiesz Monia, ja uważam, że wszystko się po coś dzieje. Może to opatrzność czuwała, że nie zdecydowaliście się na ten krok i rozwód nie był jeszcze większym koszmarem dla Ciebie ...
26,665 2015-09-24 13:01:39
Pytajka napisał/a:Bądź co bądź, decyzja jest poważna i chyba najpoważniejsza w moim dotychczasowym życiu.
No właśnie. A Ty w ogóle już pytałaś w bankach (a najlepiej u doradcy kredytowego), czy rzeczywiście nie miałabyś szansy na uzyskanie kredytu samodzielnie, czy to tylko takie przypuszczenia? Wybieranie i wykańczanie mieszkania to piękny moment w życiu. Szkoda go psuć takimi wątpliwościami, jakie masz.
Tak, byłam u doradcy kredytowego. Wspólną zdolność mamy bardzo dobrą. Ja swoją też mam ok, ale zabraknie mi trochę, żeby uskutecznić zakup domku.
Ale nie wykluczam, że znajdę taki domek, na który samą mnie będzie stać
Bo ta granica jest cienka i może się udać, ale nie musi.
Pozwól, że zapytam - kupowałaś również domek z rynku wtórnego? Czy targetem był rynek pierwotny i robienie wszystkiego od zera wewnątrz?
26,666 2015-09-24 13:26:06 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2015-09-24 13:31:48)
Pozwól, że zapytam - kupowałaś również domek z rynku wtórnego? Czy targetem był rynek pierwotny i robienie wszystkiego od zera wewnątrz?
Ja kupowałam tylko mieszkania. To jest zawsze dylemat - wolisz święty spokój od sąsiadów, czy święty spokój od kosztów utrzymania wolnostojącego domku. Mnie na te drugie nie było stać choć mój brat, który ma dom ciągle toczy ze mną dyskusje porównawcze
.
Pierwsze mieszkanie kupiłam z rynku wtórnego, kolejne na rynku pierwotnym i ten wariant preferuję. Wszystko można zrobić od podstaw, po swojemu, nie ma cudzej, czasem niefajnej energii, ale też ma swoje minusy. Nie wiesz, kim będą sąsiedzi, nie do końca wiesz, co będzie pod oknami (a nuż wspólnota zdecyduje, że potrzebny jest dodatkowy, śliczny śmietnik lub plac zabaw). Nowo powstające wspólnoty potrafią być wzorcem niegospodarności i musisz lojalnie opłacać ich pomyłki, a znów ustępujący deweloper umie czasem zadbać o złe wspomnienia po sobie w postaci zdłużenia budynku i fatalne błędy budowlane. Ale nie jest to regułą. Zasada podstawowa - wybierać takiego dewelopera, który ma doświadczenie i weryfikowalnie dobrą sławę na rynku. Można się wtedy przejechać na jakieś już przez niego zbudowane osiedle i pogadać i mieszkańcami. Informacją też może służyć właśnie doradca kredytowy. A jak już znajdziesz lokal, to dobrze jest sprowadzić jakiegoś solidnego budowlańca, żeby ocenił stan techniczny lokalu - czy są dylatacje, jak wygląda kwestia równości ścian, osadzenia stolarki okiennej no i takie tam rzeczy, o istnieniu których laik pojęcia nie ma.
Na rynku wtórnym warto DOKŁADNIE wybadać, dlaczego poprzedni właściciele opuszczają lokal. Najgorszą zmorą jest złe sąsiedztwo, na które później nie ma rady i potrafi skutecznie zatruć życie. Nawet grzyba ze ściany wytrawisz, a hałaśliwego i chamskiego sąsiada nie. Dobrze jest zasięgnąć języka u sąsiadów, ochrony osiedla (jeśli takowa istnieje) czy nie było interwencji, w samej administracji, czy nie było skarg innych lokatorów oraz u dzielnicowego. Ten to ma wiedzę ![]()
26,667 2015-09-24 13:26:12 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-09-24 13:28:47)
Masz rację Pytajka
może tak miało być ![]()
Mnie by się marzyło kupić coś w stanie deweloperskim i zrobić wszystko po swojemu od podszewki ![]()
A jak się kupuje z drugiej ręki, to często trzeba iść jednak na jakiś kompromis.
Pewnym plusem też przy kupnie od dewelopera są niższe koszty transakcyjne. Nie płacisz 2% podatku PCC.
No ale z kolei więcej musisz włożyć w wykończenie ![]()
26,668 2015-09-24 13:34:46
A mnie sie kiedys marzylo kupic piekny kawalek ziemii gdzies blisko lasu, kupic projekt domu i samemu wybudowac:) Znaczy nie wlasnymi recami tylko ekipy jakiejs ale nie przez dewelopera. Tylko wtedy trzeba stac na miejscu i budowy dogladac.
na tooba.pl maja super projekty takich gotowcow:)
26,669 2015-09-24 13:49:14
A mnie sie kiedys marzylo kupic piekny kawalek ziemii gdzies blisko lasu, kupic projekt domu i samemu wybudowac:) Znaczy nie wlasnymi recami tylko ekipy jakiejs ale nie przez dewelopera. Tylko wtedy trzeba stac na miejscu i budowy dogladac.
na tooba.pl maja super projekty takich gotowcow:)
Koleżanka właśnie też mnie przekonuje, że taka inwestycja jest tańsza. Ale mam wątpliwości.
26,670 2015-09-24 13:56:28
Mussuka napisał/a:A mnie sie kiedys marzylo kupic piekny kawalek ziemii gdzies blisko lasu, kupic projekt domu i samemu wybudowac:) Znaczy nie wlasnymi recami tylko ekipy jakiejs ale nie przez dewelopera. Tylko wtedy trzeba stac na miejscu i budowy dogladac.
na tooba.pl maja super projekty takich gotowcow:)
Koleżanka właśnie też mnie przekonuje, że taka inwestycja jest tańsza. Ale mam wątpliwości.
Jest tańsza. Pod warunkiem, że masz sprawdzoną ekipę i kogoś zaufanego w rodzienie lub wśród znajomych (na kształt kierownika budowy), kto pozwoli Ci uniknąć kosztownych błędów.
26,671 2015-09-24 13:59:50
Mussuka napisał/a:A mnie sie kiedys marzylo kupic piekny kawalek ziemii gdzies blisko lasu, kupic projekt domu i samemu wybudowac:) Znaczy nie wlasnymi recami tylko ekipy jakiejs ale nie przez dewelopera. Tylko wtedy trzeba stac na miejscu i budowy dogladac.
na tooba.pl maja super projekty takich gotowcow:)
Koleżanka właśnie też mnie przekonuje, że taka inwestycja jest tańsza. Ale mam wątpliwości.
Mozliwe, ze tansza, tylko bardziej pracochlonna. Oczywiscie dzialki pod budowe tez nalezy tez odpowiednio przystosowac (woda, prad, dojazd itp.) wiec jesli tego nie ma to jest to koszt dodatkowy no i latanie za papierkami, pozwoleniami itp. a potem pilnowanie wykonawcow. No ale nie swieci garnki lepia i ludzie wszedzie sie buduja.
A jak bedziesz sie juz w kuchni urzadzac, to ja Cie namowie na ten nasz autorski i innowacyjny wynalazek z niemalze bezszelestnym okapem nad kuchenka:) Bo teraz mamy nowego dostawce okapow i caly system jest i tanszy i ma ciekawsza oferte:)
Albo Ci w ogole cala wentylacje zaprojektujemy:) Bedzie pani zadowolona.
26,672 2015-09-24 14:00:17
Pytajka napisał/a:Mussuka napisał/a:A mnie sie kiedys marzylo kupic piekny kawalek ziemii gdzies blisko lasu, kupic projekt domu i samemu wybudowac:) Znaczy nie wlasnymi recami tylko ekipy jakiejs ale nie przez dewelopera. Tylko wtedy trzeba stac na miejscu i budowy dogladac.
na tooba.pl maja super projekty takich gotowcow:)
Koleżanka właśnie też mnie przekonuje, że taka inwestycja jest tańsza. Ale mam wątpliwości.
Jest tańsza. Pod warunkiem, że masz sprawdzoną ekipę i kogoś zaufanego w rodzienie lub wśród znajomych (na kształt kierownika budowy), kto pozwoli Ci uniknąć kosztownych błędów.
Dokładnie ![]()
Mój brat jest na etapie budowy domu i nieraz nieźle przeklina
Jak ekipa budowlana się spisała, to instalatorzy coś spartolili ![]()
No na szczęście okna to ma prima sort
motylek dopilnował i sam montował ![]()
Więc jakby ktoś coś, to polecam
![]()
26,673 2015-09-24 14:12:47
No widzisz, Pytajka, i już dwie ważne rzeczy masz ogarnięte
Ja mam w Wawie sprawdzonego malarza-wykończeniowca. Rzetelny, punktualny, dokładny. A najważniejsze - mało gada, dużo robi. Nie cierpię gadatliwych fachowców. My tu, panie, tego tego, wszystko panu na cacuś zrobimy, a potem patrzysz - schody do góry nogami.
26,674 2015-09-24 14:49:02
No dziewczyny, bo się faktycznie na budowanie przerzucę z pomysłem ![]()
Wszystko fajnie, pięknie. Tylko wiemy wszyscy, że to dużo więcej zachodu i zmartwień po drodze.
Na marginesie, znajoma para, właśnie przez budowę domu się rozwiodła, więc niebezpieczna czynność to jest ![]()
26,675 2015-09-24 15:05:12
No dziewczyny, bo się faktycznie na budowanie przerzucę z pomysłem
Wszystko fajnie, pięknie. Tylko wiemy wszyscy, że to dużo więcej zachodu i zmartwień po drodze.
Na marginesie, znajoma para, właśnie przez budowę domu się rozwiodła, więc niebezpieczna czynność to jest
A bo budowa to taki test na wytrzymalosc i radzenie sobie w sytuacjach krytycznych. Jedni albo potrafia sie wesprzec w walce, inni wlasnie nie zdaja tego egzaminu. Ale takie pary wczesniej czy pozniej tez pewnie by sie rozstaly i bez tej budowy.
26,676 2015-09-24 15:05:49
No dziewczyny, bo się faktycznie na budowanie przerzucę z pomysłem
Wszystko fajnie, pięknie. Tylko wiemy wszyscy, że to dużo więcej zachodu i zmartwień po drodze.
Na marginesie, znajoma para, właśnie przez budowę domu się rozwiodła, więc niebezpieczna czynność to jest
Też dobry sprawdzian. Trochę drogi, ale dobry ![]()
26,677 2015-09-26 02:22:00 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-09-26 16:02:42)
Hello, Pytajka - pytasz i masz: budowac taniej i frajda dodatkowo. A jak masz dzieci, psa (kota) to zadne mieszkanie tylko dom. Bierz sprawy w swoje rece i buduj. Mysle, ze jesli Twoj partner chce podpisac Ci kredyt, daje wyraz dobrej woli i mozesz ja przyjac.
Mussu - piekna sukienka, zaloz cos pozyczonego i te inne takie, wiesz, suszenie bukietu, nie wkladaj perel itd. Ja nie ominelam niczego, co mialo przyniesc pecha, no i prosze. Tak ze dmuchaj na zimne, odpukaj w nemalowany ogon kota czy cos takiego.
Tarantella czytalam kiedys Twoja historie. Jestem pod wrazeniem sily i kobiecosci.
Donna, no wlasnie, najtrudniej z tymi zadrami. Super, ze masz teraz fajne zycie.
Monia, Endi, Silky i wszystkie Zakrecone pozdrawiam.
26,678 2015-09-28 09:06:15
Witam poniedziałkowo ![]()
Poranek zimny, 7 stopni z rana, ale za to słoneczko w pełnej krasie
Renatta masz rację, domek jest absolutnie najlepszym rozwiązaniem. Niestety/stety moja kochana mama znowu z przyczyn mi nieznanych ma swoje huśtawki i jednak na chwilę obecną (ubiegły piątek) to Ona jednak nie chce się przeprowadzać, co za tym idzie kupno własnego M oddala się. Staram się już nie podchodzić do tego emocjonalnie, bo huśtawki to specjalność mojej mamy od zawsze były, staram się to przyjąć do wiadomości, zaakceptować. I poradzić sobie inaczej, już nie oglądając się na Nią, mimo, że wykorzysta to kiedyś przeciwko mnie i jak znowu jej się odwidzi to będę torpedowana sygnałem "nie daje rady, za duże mieszkanie, sprzedaj je i weź mnie do siebie" albo zrobi ze mnie niewdzięczną córkę. Ale wiecie co w tej historii jest najlepsze? Że mama cały tydzień u mnie spędziła. Ale o zmianie decyzji poinformowała mnie jak odwoziłam ją na pociąg, na dworcu PKP
Oczywiście było granie na moich uczuciach, bo były jej łzy (zupełnie nie wiem dlaczego?). Ehhh... no nic. Wszystko dzieje się po coś.
Mussu zaglądasz tutaj? Czy już całkowicie piątkiem żyjesz? Jak samopoczucie? Jest jakiś stres, czy na spokojnie podchodzisz do tematu?
26,679 2015-09-28 19:40:18
Hello dziewczęta :-)
pytanie czysto teoretyczne:
- czy po ok 14 latach można wybaczyć zdradę? Nie jest się z Tą osobą od momentu zdrady, samemu podjęło się tę decyzję o rozstaniu, a po jakimś czasie zaczęło nowe życie z kimś innym i każde ostatecznie poszło w swoją stronę, tworząc nowe związki i nie utrzymując ze sobą kontaktu
Dla mnie temat stricte teoretyczny i trudno mi się postawić w takiej sytuacji. Wyobrażenie, podpowiada mi że tak, że można wybaczyć, że nie takie rzeczy sobie ludzie wybaczają, ale...
Później Wam opowiem o co chodzi, jak poznam Wasze zdanie. Póki co nie chcę Was nakierowywać o co może chodzić.
26,680 2015-09-28 21:42:59
Cześć ![]()
Silky, wszystko zależy od charakteru danego człowieka. Jeden wybaczy, a drugi będzie hodował urazę do grobowej deski.
Inna kwestia jeszcze, że komuś się wydaje, że wybaczył, a jednak podświadomie przenosi swój lęk, strach, że sytuacja się powtórzy na kolejnego partnera. I wrzuca ich "do jednego worka ".
26,681 2015-09-29 09:46:34
Cześć dziewczyny .
Jak tam wrażenia po księżycowej nocy ,ja wczoraj chodziłam niewyspana ale było warto .
Silky moim zdaniem można wybaczyć ale nie zapomnieć . Wszystko zależy od sytuacji ,charakteru danej osoby i sposobu rozstania .
Mussuka pewnie już żyje ślubem .
Ja latam po lasach a przy okazji robię zapasy grzybów .
26,682 2015-09-29 10:45:18
Jeśli Mussu będzie miała taką pogodę jak dziś jest w PL to idealnie!!
Już Wam pisze o co chodzi. Miałam ostatnio niespodziewaną okazję poznać ex mojego M. Rozstali się wg mojego M ponieważ ona go zdradziła. To było ponad 14 lat temu. On nigdy nic o tym nie mówił, o samym fakcie jej istnienia dowiedziałam się prawie 2 lata temu, a latem tego roku miałam wątpliwą przyjemność poznać więcej szczegółów. Piszę wątpliwą bo mój M opowiadał mi o niej, że było im tak fajnie i w ogóle, z różnymi nieprzyjemnymi dla mnie szczegółami. Nie omieszkał mi pokazać wówczas jego zdjęcia, w którym nie wiem jakim cudem rozpoznałam dziewczynę której imię i nazwisko się przewijało lata temu w środowisku naszych znajomych. W każdym razie połączyłam fakty - jego opowieści (łącznie z tym co robi teraz i gdzie pracuje), zdjęcie i to co słyszałam kiedyś i wydedukowałam kto to jest. No i ostatnio podpisując się na liście na dużym spotkaniu zawodowym dojrzałam TO nazwisko!! Długo się zastanawiałam czy zagadać, ale nie mogłam przepuścić takiej okazji - musiałam zagadać. Zagadałam - bardzo fajna dziewczyna!! Koniec końców wymieniłyśmy się numerami telefonów, ona wpadła na pomysł zrobienia spotkania całej ich paczki z rodzinami, ja miałam przekazać pozdrowienia dla mojego M.
Okazało się, że pozdrowienia wywołały lawinę nieprzyjemnych rozmów. Bo po co mu mówiłam, po co z nią rozmawiałam, dlaczego się uśmiechałam jak mu to mówiłam itd. Powiedział, że nie chce mieć z nią nic wspólnego!!! a ja? cóż.... znów wg niego zrobiłam coś złego
zakończyłam dyskusję słowami, że ja nie widzę problemu. Stało sie tak, że się spotkałyśmy, chwilę porozmawiałyśmy, nawet się pośmiałyśmy że nasze dzieci mają oryginalne imiona, miałam przekazać pozdrowienia to przekazałam. Ja nie widzę przyczyny do robienia z tego problemu! No i M nie gada ze mną, znów jest nieobecny, oschły itd.
Zastanawiam się czy przypadkiem nie obrywam rykoszetem za jego nieprzerobienie sytuacji sprzed tych 14-15 lat.... a może on ją wciąż kocha, a ja byłam tylko "substytutem"....
wiem, że nie dowiem się o co chodzi jeśli sam nie będzie chciał ze mną porozmawiać, a on nie chce
ja nie czuję dyskomfortu z tego powodu, że z nią rozmawiałam, on go czuje i to bardzo mocno!!
26,683 2015-09-29 10:57:26
Hejka ![]()
Wiesz Silky, mam wrażenie, że Twój mąz na siłę szuka dziury w całym.
jego eks to podobno przeszłość, więc powinno to spłynąć po nim jak po kaczce.
No ale wiesz, być może hoduje tę swoja urazę do niej i na każdy dźwięk wspomnienia o niej tak reaguje.
26,684 2015-09-29 11:05:19
Jestem, jeszcze dycham ale powoli dopada mnie stres i trema. Kwiatki zamowione, koszula, buty i inne gadzety dla Kreta dokupione, mnie wczoraj doklejono rzeski a przy okazji pani fryzjerka, ktora zajmie sie mna w piatek obejrzala moja fryzure i stwierdzila, ze spokojnie cos wykombinuje na tych krotkich wloskach:)
Teraz mamy dylemat z knajpa, bo ta, ktora mnie i Kretowi podoba sie, bo ma super widok na jezioro jest ciut drozsza, wiec synek zaproponowal rezerwacje w tanszej ale w centrum Helsinek (nawet sie pospieszyl i tam tez zrobil rezerwacje). Roznica w caloksztalcie to jakies 100-150€ ale tak mysle, czy nie pozostac przy pierwszym wyborze. Bo to miejsce szczegolne dla nas (pierwszego dnia po wprowadzce Kreta bylismy tam) i nie kombinowac juz z poszukiwaniami. Nawet jesli troche jest przedrozona ale sala piekna, nasz stol bylby tuz obok tarasu wlasnie z widokiem na nasze jezioro, ktore teraz w jesiennych barwach wyglada przecudnie. No i jest tez kominek i cala sala w drewnie i w ogole tam jest NAJ. I bliziutko do domu, niektorzy moga sie nawet przespacerowac po jedzeniu.
I jak pieknie sie nazywa, Restauracja Laguna:)
o wkleje wam pare zdjec:
http://www.ravintolalaguna.fi/userData/ … a_1040.jpg
http://s3-media2.fl.yelpcdn.com/bphoto/ … CRDQ/o.jpg
a widok taki z okna
http://media-cdn.tripadvisor.com/media/ … laguna.jpg
a, i z hotelem dla naszych swiadkow tez zabawa:) wybralismy im najbizej i niedrogi ale czysty hotelik. Wczoraj synek donbiosl, ze czesciowo hotel zostal przeznaczony na osrodek..dla uchodzcow:) Teraz na gwalt szukamy innego miejsca.
26,685 2015-09-29 11:23:30 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2015-09-29 11:49:20)
Mussu - pięknie to wygląda ![]()
Silky - a może M. się przestraszył Waszej rozmowy, z obawy, że Jego ex powie Tobie coś, co go w niekorzystnym świetle pokaże? Dla mnie to jedyne wytłumaczenie.
Gdyby chodziło o jakieś uczucia, to chyba bardziej sentyment by się odezwał a nie złość. Wiesz, może się okazać, że On zawsze miał taki sposób bycia w związku jaki prezentuje Tobie i może nie chce, żebyś to odkryła, bo już wtedy nie mógłby zrzucić odpowiedzialności za zgrzyty na Ciebie.
Poza tym dziewczyny, często w waszych związkach są ciche dni? Bo ja szału dostaje jak kilka godzin z moim się nie odzywamy (głownie z jego inicjatywy).
Uważam, że takie rozwiązanie jest okrutne ... ta cisza pomiędzy ludźmi. Tak zapytałam widząc, że Silky małżonek właśnie to uskutecznia.
26,686 2015-09-29 14:44:24
ja w ogóle nie toleruje takich metod.. żadnych fochów, cichych dni\
żadnego zamiatania pod dywan...
pisałam wam, że mój mąż miał zły czas
do tego doszła wielka akcja z jego rodzicami... i cała ich złośc na mnie - że to od dwudziestu lat nie robię nic innego, jak tylko rozwalam te ich "zajebiscie super..." rodzinę.. i że zawsze zależało mi na tym, by oderwać ich synka od nich... rozumiecie takie bzdury..
problem jest taki... że ja nie mam ochoty się z nimi konfrontować
nie mam ochoty sie tez przystosowywać, nie oczekuję od nich żadnych przeprosin, gestów
marzę tak naprawde, by znikneli z mojego zycia....
sama się łapie, że życze im jak najgorzej... to okropne - i nie w moim stylu
niemniej... mam w sobie takie poczucie - że ta sytuacja to taki kamyczek w moich relacjach z mężem i wiecie, nad czym się zastanawiam??
czy nie jestem czasem gotowa powiedzieć mojemu męzowi - dziękuję za współporace, jestem zmęczona, nie chcę tego związku dłużej, chce odpocząc od ciebie, twopjej rodziny, tego życia. mam dość, odchodze
a oni są... jak.. języczek u wagi???
z drugiej strony... wiecie, to są jego rodzice.. kocha ich - chociaż to toksyczne dupki
nigdy nie stawałam przeciwko nim, akcpetowałam i tolerowałam trudsne relacje z myslą o tym, że w końcu jego rodzice. W sytuacjach podobnych - do tej, która jest teraz - nigdy sie z nimi nie konfrontowałam, nie próbowałam zaostrzac sytuacji, czy wyjaśniać... jestem bierna w tym sporze... nie chcę stać się przyczyną ich zerwania więzi z włąsnym synem.. bo wiem, że go by to bolało... bo on czuje się " w powinności" opiekowac się rodzicami i byc dla nich dobrym
ja nie wiem, jak to jest, bo z moimi rodzicami mam normalne relacje i niczego nie muszę/ Moi rodzice nigdy nie powiedzieli.. twoim zasranym obowiązkiem... jego rodzce tak....
moi rodzicew nigdy nie licytowali uczuć, zaangazowania, pamiętania o imieninach urodzinach.... wiedza, że ich kocham. ja wiem, że kochają mnie....
rozumiecie??
a ja na samą mysl, że miałabym pogadac teraz z teściami.. próbować jakoś dojśc do porozumienia - czuję wręcz obrzydzenie... nie mam ochoty. nie umiem/. nie potrafie konfrontowac się ze złymi emocjami
a najbardziej mnie boli to, że oni patrza na mnie i widza jakiegos cynicznego, złego potwora, który od dwudziestu lat knuje, nie nawidzi ich i zyczy im jak najgorzej.... i to mnie wkerwia i boli
bo taka nie jestem
i ta ich niesprawiedliwa i nieuczciwa wobec mnie ocena sprawia, że mam ochotę im powiedzieć.. zupełnie spokojnie... uwqaga cytuję
prawda, do której doszłam po kolejnej akcji z waszym szukaniem powodu, który udowadnia, że jestesmy najgorszymi ludxmi na świecie - a w każdym razie ja jestem, sprawia, że wyznuwam taki wniosek.. nie ma znaczenia co zrobię... jak zrobię... jakie są moje intencje... prędzej czy pózniej obrócicie wszystko przeciwko mnie i znowu, po raz kolejny będziecie mnie szkalować, obrażać swoją opinią i niesprawiedliwie oceniać. dlatego podjęłam jedyną decyzje, jaka mogłam podjąć. nie mam zamiaru robić nic. ani z wami, ani dla was, ani przeciwko wam.
jesli faktycznie przez te lata - jak uważacie dążyłam tylko do tego, żebyście zerwali ze mna kontakt, to ja was wyręczę. to ja zrywam kontakt z wami. mój maż nie jest w tej sytuacji pomiędzy młotem a kowadłem.... bo ja nie wymagam od niego, żeby wybierał mnie/.// albo was... może z wami robic co chce, kiedy chce, jak chce.. ale mnie w tym nie ma i nie bedzie.....
26,687 2015-09-29 14:52:57
no dobra.. nie muszę im tego mówić.mogę tak sobie mysleć, tak uważać i tak robić. prawda?
za dwa dni tesciu ma urodziny.. zastanawialam sie czy nie zadzwonbic i nie zlozyc mu zyczen licząc się z tym, że :
a) nie odbierze
b) odbierze i mnie wyzwie
c) i tak nie uwierzy w moją szczerośc i uzna, że to jakaś intryga jest
d) będę zdenerwowana i będę się źle z tym czuła...
więc...
czy ja naprawde muszę??? MUSZĘ robić to, czego nie chcę, nie czuję?? czy ja muszę być ta mądra, porządna rozsądna???? czy ja muszę ulegać? iśc na kompromis??
dziewczyny - czy ja po prostu nie moge ich definitywnie olać??? miec głęboko w dupie? powiedziec z USMIECHEM - NIE??
dązyliście do tego, bym znikneła z waszego życia, to znikam
arivederci, bye bye, dowidzenia, żegnajcie....
Moge czy nie mogę???
26,688 2015-09-29 14:55:45 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-09-29 15:19:39)
Teraz mamy dylemat z knajpa, bo ta, ktora mnie i Kretowi podoba sie, bo ma super widok na jezioro jest ciut drozsza, wiec synek zaproponowal rezerwacje w tanszej ale w centrum Helsinek (nawet sie pospieszyl i tam tez zrobil rezerwacje). Roznica w caloksztalcie to jakies 100-150€ ale tak mysle, czy nie pozostac przy pierwszym wyborze.
To nie jest dylemat Mussu:-)150€ - przecież tyle kosztuje para butów!
Olej oszczędność!! Nie w TEN dzień i nie taką oszczędność!! Gdyby to było 500 to można by się zastanowić! Ale 150?
JEJCIU!! POBAWIŁABYM SIĘ NA TWOIM WESELU :-)))
prawda, do której doszłam po kolejnej akcji z waszym szukaniem powodu, który udowadnia, że jestesmy najgorszymi ludxmi na świecie - a w każdym razie ja jestem, sprawia, że wyznuwam taki wniosek.. nie ma znaczenia co zrobię... jak zrobię... jakie są moje intencje... prędzej czy pózniej obrócicie wszystko przeciwko mnie i znowu, po raz kolejny będziecie mnie szkalować, obrażać swoją opinią i niesprawiedliwie oceniać. dlatego podjęłam jedyną decyzje, jaka mogłam podjąć. nie mam zamiaru robić nic. ani z wami, ani dla was, ani przeciwko wam.
Te słowa mogłabym od Ciebie Endi zapożyczyć i wykorzystać w domu.....
Wiesz Silky, mam wrażenie, że Twój mąz na siłę szuka dziury w całym.
jego eks to podobno przeszłość, więc powinno to spłynąć po nim jak po kaczce.
No ale wiesz, być może hoduje tę swoja urazę do niej i na każdy dźwięk wspomnienia o niej tak reaguje.
Teraz tak sobie myślę, że skoro on wciąż się napina jak o niej teraz wspomniałam to jej nie wybaczył. Jeśli jej nie wybaczył i nie chce mieć z nią nic wspólnego "bo go zdradzila" mimo, że minęlo już ponad 14 lat to ze mną będzie podobnie! Skoro on uważa, że ja "go zdradziłam" np. oglądając zdjęcia ze studniówki na których byłam z chłopakiem to ON MI TEGO NIGDY NIE ZAPOMNI i do końca życia będę siedzieć w tym bagnie...
25 lat dostaje się za morderstwo...
czy ta laska ma dożywocie?
czy ja mam dożywocie?
w jego ocenie?
Nie zgodzę się na taki wyrok! Tak jak Endi, jestem baaaardzo zmęczona tą relacją...
czas nic nowego nie wnosi
Mój M hoduje i pielęgnuje tylko swoją urazę do mnie...
Przykre...
ale nie mam na niego wpływu...
Silky - a może M. się przestraszył Waszej rozmowy, z obawy, że Jego ex powie Tobie coś, co go w niekorzystnym świetle pokaże? Dla mnie to jedyne wytłumaczenie.
Gdyby chodziło o jakieś uczucia, to chyba bardziej sentyment by się odezwał a nie złość. Wiesz, może się okazać, że On zawsze miał taki sposób bycia w związku jaki prezentuje Tobie i może nie chce, żebyś to odkryła, bo już wtedy nie mógłby zrzucić odpowiedzialności za zgrzyty na Ciebie.
biorę to poważnie pod uwagę!
26,689 2015-09-29 15:02:41
Silky..ja trochę poczułam, jak to jest zyc z makontentem.. z wieczną marudą, z człowiekiem przewrazliwionym/// Jak wam mówiłam, mój maz był taki kilka miesięcy... az w końcu zapytałam.. o co chodzi...
Dzisiaj .. sie odnalazł.. codzinnie rano słyszę, że jest szczęsliwy, że kocha, że wybrał, że w ogóle i w szczególe...
a ja??
a ja nicz... sobie siedzę... czekam na zimę... czekam na wiosnę.... czekam na lato
jakos mi to wszystko... zwisa...
rozumiem Silky, że Tobie nie zwisa.... i dobiram to tak, że choćbys była aniołem to i tak nawet nie wiesz, kiedy, co, dlaczego i jak sprawi, że twój mąż ZNOWU będzie niezadowolony.. ZNOWU będzie w złym humorze. ZNOWU uzna, że coś zrobiłaś nie tak......
i ja tam trochę miałam - nie wycelowane we mnie - ale zycie z kims wiecznie szukającym dziury w całym, wiecznie rozwalającym nastroje i humory bo cos mu krzywo paluszek się w buciew ułożył... mozna zjeść jajo.. razem ze skmorupką normalnie
26,690 2015-09-29 15:03:41
Endaluzja napisał/a:prawda, do której doszłam po kolejnej akcji z waszym szukaniem powodu, który udowadnia, że jestesmy najgorszymi ludxmi na świecie - a w każdym razie ja jestem, sprawia, że wyznuwam taki wniosek.. nie ma znaczenia co zrobię... jak zrobię... jakie są moje intencje... prędzej czy pózniej obrócicie wszystko przeciwko mnie i znowu, po raz kolejny będziecie mnie szkalować, obrażać swoją opinią i niesprawiedliwie oceniać. dlatego podjęłam jedyną decyzje, jaka mogłam podjąć. nie mam zamiaru robić nic. ani z wami, ani dla was, ani przeciwko wam.
Te słowa mogłabym od Ciebie Endi zapożyczyć i wykorzystać w domu.....
to mogę?? mogę??? mogę????
26,691 2015-09-29 15:09:57
silkytouch napisał/a:Endaluzja napisał/a:prawda, do której doszłam po kolejnej akcji z waszym szukaniem powodu, który udowadnia, że jestesmy najgorszymi ludxmi na świecie - a w każdym razie ja jestem, sprawia, że wyznuwam taki wniosek.. nie ma znaczenia co zrobię... jak zrobię... jakie są moje intencje... prędzej czy pózniej obrócicie wszystko przeciwko mnie i znowu, po raz kolejny będziecie mnie szkalować, obrażać swoją opinią i niesprawiedliwie oceniać. dlatego podjęłam jedyną decyzje, jaka mogłam podjąć. nie mam zamiaru robić nic. ani z wami, ani dla was, ani przeciwko wam.
Te słowa mogłabym od Ciebie Endi zapożyczyć i wykorzystać w domu.....
to mogę?? mogę??? mogę????
jak szaleć to szaleć!! ;-)
ja nie wiem co dzisiaj powiem, ale jestem ZMĘCZONA i pozbawiona nadziei na wspólne, lepsze jutro
26,692 2015-09-29 15:16:10
Silky..ja trochę poczułam, jak to jest zyc z makontentem.. z wieczną marudą, z człowiekiem przewrazliwionym/// Jak wam mówiłam, mój maz był taki kilka miesięcy... az w końcu zapytałam.. o co chodzi...
Dzisiaj .. sie odnalazł.. codzinnie rano słyszę, że jest szczęsliwy, że kocha, że wybrał, że w ogóle i w szczególe...
a ja??
a ja nicz... sobie siedzę... czekam na zimę... czekam na wiosnę.... czekam na latojakos mi to wszystko... zwisa...
rozumiem Silky, że Tobie nie zwisa.... i dobiram to tak, że choćbys była aniołem to i tak nawet nie wiesz, kiedy, co, dlaczego i jak sprawi, że twój mąż ZNOWU będzie niezadowolony.. ZNOWU będzie w złym humorze. ZNOWU uzna, że coś zrobiłaś nie tak......i ja tam trochę miałam - nie wycelowane we mnie - ale zycie z kims wiecznie szukającym dziury w całym, wiecznie rozwalającym nastroje i humory bo cos mu krzywo paluszek się w buciew ułożył... mozna zjeść jajo.. razem ze skmorupką normalnie
nie zwisa mi
ale i nie umiałabym żyć jakby obok, żeby mi zwisało...
...
chciałabym by ktoś z kimś mieszkam był do mnie nastawiony życzliwie
bym widziała uśmiech na jego twarzy i w jego oczach
chciałabym by spędzanie z nim czasu było dla obojga przyjemnością
chciałabym nie musieć się zastanawiać czy jak powiem coś to go przypadkiem nie urażę
czy nie będzie lepiej przemilczeć tematu
chcę żyć z kimś kto mnie kocha
chcę kochać
chcę być RAZEM, a nie obok, pod jednym dachem...
26,693 2015-09-29 15:22:30
rozumiem to Silky.. rozumiem
taka sytuacja jest najgorsza.. bo ona tak powoli wygasza nasze płomienie, powoli zamyka okienka z napisem szczescie, po malutku sprawia, że zapominamy, co znaczy słowo... "zależy mi"..
najgorsze jest to, że w pewnym momencie przestajemy wierzyć, że może byc inaczej, że jest inne zycie.. nie dlatego, że nie wierzymy w siebie
ale jesli przez dwa/trzy lata czujesz do swojego męża ledwie letnie uczucia, jesli nie pamiętasz co to motyle w brzuchu, jesli, żeby się podniecić w seksie zamykasz oczy i uruchamiasz wyobraźnie.. to zaczynasz mysleć.. że tak ma byc, tak jest i akceptować to swoje zycie
i niestety prawda jest taka - że dopóki nie spotkasz wtedfy kogoś, kto nagle, chociaż przez sekundę... obudzi w tobie płomień - to już nie wierzysz, że zycie może być lepsze, niz to, które masz
dlaczego silky nie odchodzisz od męża? bo wiesz, że samej będzie ci trudniej
a relacja z nim powoli przestaje cię ani ziebić, ani grzac
a jak juz nie czujesz tych emocji - to ci taki typ obok nie przeszkadza... bo przerzieć jego fochy masz gdzies.. a niewiele od niego oczekujesz...
czyz nie tak??
26,694 2015-09-29 15:24:18
nie zwisa mi
ale i nie umiałabym żyć jakby obok, żeby mi zwisało...
...
chciałabym by ktoś z kimś mieszkam był do mnie nastawiony życzliwie
bym widziała uśmiech na jego twarzy i w jego oczach
chciałabym by spędzanie z nim czasu było dla obojga przyjemnością
chciałabym nie musieć się zastanawiać czy jak powiem coś to go przypadkiem nie urażę
czy nie będzie lepiej przemilczeć tematu
chcę żyć z kimś kto mnie kocha
chcę kochać
chcę być RAZEM, a nie obok, pod jednym dachem...
Silky..... żyłaś tak z kimś?
26,695 2015-09-29 15:28:38
silkytouch napisał/a:nie zwisa mi
ale i nie umiałabym żyć jakby obok, żeby mi zwisało...
...
chciałabym by ktoś z kimś mieszkam był do mnie nastawiony życzliwie
bym widziała uśmiech na jego twarzy i w jego oczach
chciałabym by spędzanie z nim czasu było dla obojga przyjemnością
chciałabym nie musieć się zastanawiać czy jak powiem coś to go przypadkiem nie urażę
czy nie będzie lepiej przemilczeć tematu
chcę żyć z kimś kto mnie kocha
chcę kochać
chcę być RAZEM, a nie obok, pod jednym dachem...Silky..... żyłaś tak z kimś?
tak, ale nam nie wyszło
to moja, uporządkowana przeszłość do której nie chcę i nie potrzebuję wracać i jednocześnie potrafię się z nim spotkać i normalnie, wciąż życzliwie rozmawiać
było, minęło, mieliśmy swoje 5 minut
z obecnym było inaczej, nigdy nie było tej całkowitej swobody w moim działaniu czy mówieniu
wszystko inne z tego co napisałam chyba było... albo tak mi sie zdawało..
26,696 2015-09-29 15:40:26
rozumiem to Silky.. rozumiem
taka sytuacja jest najgorsza.. bo ona tak powoli wygasza nasze płomienie, powoli zamyka okienka z napisem szczescie, po malutku sprawia, że zapominamy, co znaczy słowo... "zależy mi"..
najgorsze jest to, że w pewnym momencie przestajemy wierzyć, że może byc inaczej, że jest inne zycie.. nie dlatego, że nie wierzymy w siebieale jesli przez dwa/trzy lata czujesz do swojego męża ledwie letnie uczucia, jesli nie pamiętasz co to motyle w brzuchu, jesli, żeby się podniecić w seksie zamykasz oczy i uruchamiasz wyobraźnie.. to zaczynasz mysleć.. że tak ma byc, tak jest i akceptować to swoje zycie
i niestety prawda jest taka - że dopóki nie spotkasz wtedfy kogoś, kto nagle, chociaż przez sekundę... obudzi w tobie płomień - to już nie wierzysz, że zycie może być lepsze, niz to, które masz
dlaczego silky nie odchodzisz od męża? bo wiesz, że samej będzie ci trudniej
a relacja z nim powoli przestaje cię ani ziebić, ani grzac
a jak juz nie czujesz tych emocji - to ci taki typ obok nie przeszkadza... bo przerzieć jego fochy masz gdzies.. a niewiele od niego oczekujesz...czyz nie tak??
jestem gdzieś tu: do niego mam coraz większą obojętność... ale póki co jego zły nastrój odbija się na atmosferze w domu
dziś myślę sobie, że tak blisko końca nie było nigdy...
dziś chciałabym byśmy w spokoju poszli każdy w swoją stronę...
trochę się obawiam wojny związanej z rozstaniem, trochę samotności, trochę tego że nie będzie łatwo i że to ja będę ta zła
on od trzech lat zarzuca mi zdradę... i co? i zaczynam sobie myśleć, że gdyby się pojawił książę na białym koniu... wiesz o co chodzi... ktoś kto by mnie wyrwał z tego co jest...
ale jednocześnie jestem świadoma, że to nie jest dobra droga!
nie mogę swojego losu uzależniać i opierać na kimś, przy okazji dając M argument, że miał rację - że go albo zdradziłam albo zdradzę
nie, tak się nie robi
To też dziwne uczucie... mieć świadomość jak słaba jestem, jak niewiele pewnie by mi potrzeba by mnie "oczarować", że chodzę sama po kruchym lodzie...
jestem na jakimś spotkaniu, chcąc niechcąc mam sukienkę i szpilki... wiem, że wyglądam dobrze... i jest mi smutno... widzę męskie oczy, które mnie obserwują i jest mi smutno... i zastanawiam się... zastanawiam się ile jeszcze... co dalej...
koleżanki mi mówią jaka jestem silna, a mnie się wydaje że właśnie NIE JESTEM! Bo gdybym była to umiałabym wziąć swoje sprawy w swoje ręce
a tak? pozwalam na to co się dzieje, nie umiem z tego wybrnąć...
26,697 2015-09-29 15:51:18
Dlatego pytam Silky. jesli takie relacje sa kweistą powrotu do tego, co już w związku miałaś.. to ok
ale mozna też założyć, że w pewnym momencie pojawiły się w Tobie potrzeby, których wczesniej nie dotrzegałaś, nie miałas po prostu. Nagle w swoim związku oczekujesz czegoś, czego nigdy w nim nie miałaś.... i nagle tego chcesz, tego oczekujesz, bo do takich relacji dojrzałas. bo jestes pewną siebie kobieta, która wie, że zasługuje na wszystko.. czyli na milośc...
i jak zyć... jak zyć??;)
\
26,698 2015-09-29 15:57:28
End_aluzja napisał/a:rozumiem to Silky.. rozumiem
taka sytuacja jest najgorsza.. bo ona tak powoli wygasza nasze płomienie, powoli zamyka okienka z napisem szczescie, po malutku sprawia, że zapominamy, co znaczy słowo... "zależy mi"..
najgorsze jest to, że w pewnym momencie przestajemy wierzyć, że może byc inaczej, że jest inne zycie.. nie dlatego, że nie wierzymy w siebieale jesli przez dwa/trzy lata czujesz do swojego męża ledwie letnie uczucia, jesli nie pamiętasz co to motyle w brzuchu, jesli, żeby się podniecić w seksie zamykasz oczy i uruchamiasz wyobraźnie.. to zaczynasz mysleć.. że tak ma byc, tak jest i akceptować to swoje zycie
i niestety prawda jest taka - że dopóki nie spotkasz wtedfy kogoś, kto nagle, chociaż przez sekundę... obudzi w tobie płomień - to już nie wierzysz, że zycie może być lepsze, niz to, które masz
dlaczego silky nie odchodzisz od męża? bo wiesz, że samej będzie ci trudniej
a relacja z nim powoli przestaje cię ani ziebić, ani grzac
a jak juz nie czujesz tych emocji - to ci taki typ obok nie przeszkadza... bo przerzieć jego fochy masz gdzies.. a niewiele od niego oczekujesz...czyz nie tak??
jestem gdzieś tu: do niego mam coraz większą obojętność... ale póki co jego zły nastrój odbija się na atmosferze w domu
dziś myślę sobie, że tak blisko końca nie było nigdy...
dziś chciałabym byśmy w spokoju poszli każdy w swoją stronę...
trochę się obawiam wojny związanej z rozstaniem, trochę samotności, trochę tego że nie będzie łatwo i że to ja będę ta zła
on od trzech lat zarzuca mi zdradę... i co? i zaczynam sobie myśleć, że gdyby się pojawił książę na białym koniu... wiesz o co chodzi... ktoś kto by mnie wyrwał z tego co jest...
ale jednocześnie jestem świadoma, że to nie jest dobra droga!
nie mogę swojego losu uzależniać i opierać na kimś, przy okazji dając M argument, że miał rację - że go albo zdradziłam albo zdradzę
nie, tak się nie robi
To też dziwne uczucie... mieć świadomość jak słaba jestem, jak niewiele pewnie by mi potrzeba by mnie "oczarować", że chodzę sama po kruchym lodzie...
jestem na jakimś spotkaniu, chcąc niechcąc mam sukienkę i szpilki... wiem, że wyglądam dobrze... i jest mi smutno... widzę męskie oczy, które mnie obserwują i jest mi smutno... i zastanawiam się... zastanawiam się ile jeszcze... co dalej...
koleżanki mi mówią jaka jestem silna, a mnie się wydaje że właśnie NIE JESTEM! Bo gdybym była to umiałabym wziąć swoje sprawy w swoje ręce
a tak? pozwalam na to co się dzieje, nie umiem z tego wybrnąć...
silkowatości kochana.... rycerz na białym koniu jest ci potrzebny tylko do jednego - byś uwierzyła, że to, o czym marzysz jest mozliwe. że motylki w brzuchu nie zdechły... że w czyichs oczach zobaczysz to cos....
łatwo jest wtedy iśc na łatwiznę i zobaczyć rycerza na białym koniu w grubasku na osiołku.... potem się dopiero oczy otwierają....
ja np. dzisiaj czuję, że jestem na zakręcie...
trochę jest tak, że "załamanie sensu zycia" mojego meża dotkneło mnie bardziej, niż chciałabym się przyznać
bo przecież tak walczyliśmy oboje o to wspólne zycie... o tę normalność, o pozbycie się tych demonów..
dzisiaj mam poczucie, że zyję z nim tak do jakiegoś trzeciego po\ziomu moich wewnętrznych "niebów" i "piekeł".. a te głębsze cztery sie pomału przemeblowują... zmieniają strukturę... temperaturę.... co z tego będzie? nie wiem...
zawwsze mi zależało.... wiecie o tym.. teraz mi zwisa...
nie jest fajnie tak się czuć
i chyba to, co najbardziej mnie osttanio emocjonalnie angazuje - to moi słodcy teściowie...
poruszają mnie bardziej, niż zycie z moim meżem
jego słowa, pełne miłości... spływają po mnie jak po kaczce.. oczywiście ich oczekuje. oczywiście jest miło...
MIŁO?????
miło, to może byc na spacerze w lesie.. co nie??
26,699 2015-09-29 16:07:12
Endi może to jest przemęczenie jesienne a może dojrzałaś do rozstania . Daj sobie czas ,masz taką możliwość żeby zastanowić się w spokoju .
Co do teścia urodzin ciężko ci doradzić . Ja pewnie bym zadzwoniła i złożyła życzenia ,ale ty możesz postąpić inaczej .
26,700 2015-09-29 16:11:40
Endi może to jest przemęczenie jesienne a może dojrzałaś do rozstania . Daj sobie czas ,masz taką możliwość żeby zastanowić się w spokoju .
Co do teścia urodzin ciężko ci doradzić . Ja pewnie bym zadzwoniła i złożyła życzenia ,ale ty możesz postąpić inaczej .
ale ja pewnie nie zadzwonię
26,701 2015-09-29 16:13:56
nina1234 napisał/a:Endi może to jest przemęczenie jesienne a może dojrzałaś do rozstania . Daj sobie czas ,masz taką możliwość żeby zastanowić się w spokoju .
Co do teścia urodzin ciężko ci doradzić . Ja pewnie bym zadzwoniła i złożyła życzenia ,ale ty możesz postąpić inaczej .ale ja pewnie nie zadzwonię
Endi dalej mieszkacie osobno ?
26,702 2015-09-29 16:26:59
od tygodnia razem.... zimno mi juz na wsi było;))))
ale to mi duzo nie zmienia Ninka
nie przeszkadza
ale też nie robi...
oczywiście jestem zaopiekowana i zabdana. słysze wiele dobrych słow, widze wiele troski
taki kurna miesiąc miodowy
o tyle mi lepiej, że wysłałam go na jakąs terapię.... i wiem, że pracuje nad sobą, ale wiesz.. to jego praca i jego życie
a gdzie jestem ja?
jak kurna olek nie wiem
i trochę się tak czuję, że to moje zycie nie jest złe, niczego mi nie brakuje
jest wygodne, znane, bezpieczne - nie licząc teściów...
ale np. teraz siedzę jeszcze chwile w biurze i zastanawiam się, na co mam dzisiaj ochotę... jakas zumba?/ inne fitnesy? , wiem. pójdę gdzies zrobić sobie sliczne pazznokcie.. albo i coś takiego;))
no.... wiem, przesilenie jesienne może mnie dopadło
wakacje do dupy były,,, teściowa - ta głupia suka na karku prawie dwa tygodnie w moim urlopie a teraz mi zyga, suka jedna, że ja ją zawsze zle traktowałam... co to za suka jest mentalna... mówię wam
w pracy kocioł mam ustawiczny ale do tego jestem przyzwyczajona
mój siostrzeniec znowu na rozdrożu, jak leczyc co leczyc, czym leczyć...
moja ukochana przyjaciółka serdeczna i niestety daleko mieszkająca pod opieką paliatywną. a ja nawet nie moge do niej pojechać.. bo nie moge wpaść, bo za daleko, a przyjazd byłby zobowiązujący....
no ja chyba nie mam pomysłu na siebie i na te jesien i zimę...
26,703 2015-09-29 16:35:12
Endi daj sobie czas . Nie musisz podejmować decyzji już dziś ,poczekaj ,wsłuchaj się w siebie . Może urlop ci jest potrzebny , jakby co zawsze możesz wpaść do mnie .
Ja dziś zaszalałam i kupiłam sukienkę i sweterek.
26,704 2015-09-29 16:38:00
a ja czerwone buty!!!!!!
26,705 2015-09-29 16:41:22
Ech kochane dziewczyny ![]()
Tak mi smutno czytać Wasze smutki i rozterki...co tu poradzić, co powiedzieć ech ![]()
Nie umiem nic mądrego...przytulam Was po prostu.
Wiecie, może Wasza czara goryczy się przelewa? Może to jest ten moment? Wóz albo przewóz?
26,706 2015-09-29 16:43:19
a ja czerwone buty!!!!!!
Fajne
26,707 2015-09-29 16:45:02
może i tak monia, może i tak.. ale buty mam fajne, co nie??
wiesz. ja się czuje z wami na tyle bezpiecznie, że wyciągam z siebie rózne emocje i je wywalam.....
gdzie mam to zrobic, jak nie tutaj?
26,708 2015-09-29 16:46:28
Endi pisz wszystko co ci na wątrobie leży .
26,709 2015-09-29 16:49:31
może i tak monia, może i tak.. ale buty mam fajne, co nie??
wiesz. ja się czuje z wami na tyle bezpiecznie, że wyciągam z siebie rózne emocje i je wywalam.....
gdzie mam to zrobic, jak nie tutaj?
Buty super ![]()
dobre miejsce na szczerość ![]()
26,710 2015-09-29 17:43:21
mussu - a Tobie romantycznych uniesień, radości, szczęścia.... ciesz sie chwilą, zyj chwilą i patrz w przyszłośc ze swoim optymizmem.....
26,711 2015-09-29 23:08:44 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-09-29 23:38:12)
Deszcz, deszcz... U mnie tez zastanawianie sie, co dalej. Rozmowy. Rozmowy, nawet klotnie, czyli emocje jeszcze nie wygasly:-). Widzimy obydwoje jak inne mamy oczekiwania co do zwiazku. Ja potrzebuje partnera a M. kobiety mu podporzadkowanej. Jego ustawiczne proby dominacji odsuwaja mnie od niego. Moja niezaleznosc odsuwa go ode mnie. Mysle, ze mimo wspolnych zainteresowan i podobnego stylu zycia emocjonalnie do siebie nie pasujemy. I zadne z nas mimo starn nawt nie dostanie tego. co jest mu potrzebne.
Endi (swietne buty), Silky - ciekawe gdzie bedziemy za rok jesli chodzi o nasze malzenstwa. U mnie 50/50. Kiedys szala sie przewazy. Moze rycerz na bialym koniu albo rycerka, moze cos innego. Tylko ze obiecalam sobie, ze pierwsza nie odejde, chyba ze bylaby zdrada czy przemoc fiyczna. Odeszlam juz z trzech zwiazkow w zyciu i ten mial byc na jego reszte. Jak szczerosc to szczerosc. Czasem zastanawiam sie, czy ja sie nadaje do zwiazku. Zwykle pierwszy rok jest super, a pozniej zaczynam sie czuc depresyjnie. I to niezaleznie od typu mezczyzny, z ktorym jestem. Nie rozkwitam w zwiazku, raczej wiedne...
26,712 2015-09-30 08:26:21
Dziekuje dziewczyny za zyczenia i trzymanie mnie w pionie, bo stan poddenerwowania powoli siega zenitu. Dzisiaj kolej na manicure.
Knajpke zostawiam te, ktora wybralismy my z Kretem. Tu nawet nie chodzilo o te marna roznice w kasie tylko synek chyba chcial cos dla nas z tej okazji zrobic ale jakos mu to wytlumaczylam, ze senty,ment, piekne okolicznosci przyrody, kierowcy beda tez mogli sobie po kielichu chlapnac bo to niecale 2 km od domu i takie tam. Symbolicznie chlapnac, wiecej bedzie w domu. No i poprosilam go o zalatwienie tortu, zeby wynagrodzic mu te strate knajpy:) Oni w szkole maja tez studiujacych cukiernikow i robia takie torty za pol ceny, a staraja sie przy tym bardzo wiec ciacha wychodza niezle. Tak ze i syn zadowolony i my:). Mala troche sie "buntowala" przeciw temu wydarzeniu, ale kiedy uspokoilam ja, ze nazwiska nie zmienie i nadal bedziemy mialy obie takie same to sie uspokoila.
Endi, silky, Rene - strasznie smutne te Wasze malzenskie perypetie i okropnie przypominaja mi stan mojego ducha i malzenstwa z eksem. Kiedy doszlam juz jednak do totalnego wypalenia i nie odczuwalam ani radosci z powrotow do domu ani z towarzystwa mojego eksa ani tym bardziej nie odczuwalam potrzeby jakichkolwiek zblizen wtedy zdecydowalam, ze 40+ lat to nie koniec zycia i chce te druga byc moze polowe przezyc radosnie i szczesliwie. Nawet sama, w co ani na chwile nie wierzylam;). Nie balam sie samotnosci, bo w koncu mam dwojke dzieci, prace, jakichs znajomych a na mezczyzne nawet nie mialam wowczas ochoty. Tuz przed rozwodem nawet poznalam przypadkowo jednego pana ale pomimo jego zainteresowania mnie jakos odeszla ochota na amory. Naprawde cieszylam sie z bycia tylko z dziecmi. Taki fajny spokojny dom nastal po wyprowadzce eksa. A ja psychicznie odzylam. Kret nastapil pare miesiecy pozniej, calkowicie nieprzewidywalnie i spontanicznie.
Jesli nie jestescie pewne swoich uczuc do mezow, swoich uczuc w zwiazkach, to moze czas zrobic sobie maly urlop od nich? Na kilka miesiecy, nie na 2 tygodnie.Calkowity urlop, bez kontaktow z nimi czy ich rodzinami. Jesli nie wroci tesknota, to dupa zbita, nie warto tego ciagnac chyba. Takie jest moje zdanie, nie sugerujcie sie nim zanadto:)
Endi, lubisz wesole ale i powazne opowiesci? Polecam nabyta w biegu na lotnisku i przeczytana prawie w jeden dzien ksiazke "Wakacje" Niny Majewskiej-Braun. Bedziesz miala okazje i posmiac sie i poczytac o rownie toksycznych tesciach jak Twoi. Uderzajace podobienstwo widze.
Moze wtedy ulatwi Ci to wypiecie sie tylna czescia na Twoich tesciow.
A jesli chodzi o zyczenia dla tescia - ja bym byla ponad i olewajac rozmowe wyslalabym mu jakas wiazanke (z kwiatow, nie slowna) z bilecikiem z zyczeniami. Unikniesz rozmowy, ale gest bedzie.
26,713 2015-09-30 10:32:14
Cześć dziewczyny .
Mussuka pomysł z prezentem dla teścia super . Endi w ten sposób pokarzesz klasę a nie będziesz czuła się nieswojo składając życzenia .
Mussuka miejsce piękne ,dobry wybór .
26,714 2015-09-30 11:39:30
Ściskam Was mocno dziewczyny, podczytuje mimo że zamilkłam
Jestem tu na chwilę
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 5#p2628725
26,715 2015-09-30 12:05:04
Ściskam Was mocno dziewczyny, podczytuje mimo że zamilkłam
![]()
Jestem tu na chwilę
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 5#p2628725
Cześć GIA ,co tam u ciebie ?