Kobiety na zakręcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Strony Poprzednia 1 … 408 409 410 411 412 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26,586 do 26,650 z 29,007 ]

26,586

Odp: Kobiety na zakręcie

Ano!
I poczula sie babcia pelna geba! Babel szczesliwy, bo trzecia babcia piechota nie chodzi.
Ustalilysmy,ze do tesciowej zwracam sie po imieniu. Babel tez. Zaskoczona sama jestem, ze tak sie ladnie ulozylo. My wpadamy w weekend do nich albo oni do nas, oczywiscie raz na jakis czas. Pomoc mamy,jak Babla trzeba przypilnowac.

Zobacz podobne tematy :

26,587

Odp: Kobiety na zakręcie

Kawciu smile
A jak się mała zaaklimatyzowała w nowym miejscu i szkole?

26,588

Odp: Kobiety na zakręcie

Lepiej niz sie spodziewalismy. Poszla do szkoly prywatnej, tzn jest kontrolowana przez ministerstwo oswiaty, a my placimy czesc kosztow. Dzieki temu ma male klasy. A poziom jest OK. Szkole pomogla nam znalezc poprzednia dyrektorka.
Ma juz znajomych, ma sasiada,ktory zaprosil ja urodziny.  Ja specjalnie nie szukalam pracy bo do konca pazdziernika chcialam sie nia zajac (szkola zaczela sie w polowie sierpnia), ale okazalo sie ze poszlo jak po masle.

26,589

Odp: Kobiety na zakręcie

No to super smile Bardzo sie cieszę.
A znała wcześniej język niemiecki?

26,590 Ostatnio edytowany przez Kawencja (2015-09-17 12:33:28)

Odp: Kobiety na zakręcie

.

26,591

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć zakrętki.
Ja dziś odpoczywam,zrobiliśmy sobie z mężem wolne i leżymy sobie na tarasie . Urlop mieliśmy bardzo krótki to tera zsobie poleniuchujemy.
Muszę tylko uważać , żeby się nie spalić na słońcu . Noga przestała boleć ,to jak się ochłodzi skoczymy na kijki ,chyba że do tejpory mąż mnie wykończy

26,592

Odp: Kobiety na zakręcie

Moja własnie zaczęła się uczyć w gimnazjum niemieckiego smile bardzo się jej ten język podoba, w przeciwieństwie do angielskiego.
I nawet póki co łatwo przyswaja smile
Ja sobie przy okazji przypominam co nie co i sobie szprechamy w domu smile

Motylek oczy do nieba robi, bo nie znosi szwargotania smile

26,593

Odp: Kobiety na zakręcie

W zeszlym roku poszla do niemieckiej szkoly w bazie. Wiec tak. Nie perfekt oczywiscie wink


Wohoho,
Nina, nie wiem, czego Ci zyczyc,kijkow czy wykonczenia?;)

26,594

Odp: Kobiety na zakręcie
nina1234 napisał/a:

Cześć zakrętki.
Ja dziś odpoczywam,zrobiliśmy sobie z mężem wolne i leżymy sobie na tarasie . Urlop mieliśmy bardzo krótki to tera zsobie poleniuchujemy.
Muszę tylko uważać , żeby się nie spalić na słońcu . Noga przestała boleć ,to jak się ochłodzi skoczymy na kijki ,chyba że do tejpory mąż mnie wykończy

Weź mnie nie denerwuj Ninka big_smile z tym wykańczaniem hehe smile
Ja na razie mam dawkowane jak lekarstwo sad

26,595 Ostatnio edytowany przez Kawencja (2015-09-17 12:35:35)

Odp: Kobiety na zakręcie

Monia,
ogarnie sie, to bedzie lepiej. Jak ma stresa, to wiesz, jak jest.... ;***

Co do nauki niemieckiego Malej, ja Ci powiem, ze zalezy, kto szwargocze, oni potrafia mowic bardzo miekko.... smile Fajnie, ze Mala sie uczy niemca. Angielski jest prosty, a francuski, czy niemiecki to juz nie takie hop siup i dobrze jeden z nich znac

26,596 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2015-09-17 12:38:33)

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:
nina1234 napisał/a:

Cześć zakrętki.
Ja dziś odpoczywam,zrobiliśmy sobie z mężem wolne i leżymy sobie na tarasie . Urlop mieliśmy bardzo krótki to tera zsobie poleniuchujemy.
Muszę tylko uważać , żeby się nie spalić na słońcu . Noga przestała boleć ,to jak się ochłodzi skoczymy na kijki ,chyba że do tejpory mąż mnie wykończy

Weź mnie nie denerwuj Ninka big_smile z tym wykańczaniem hehe smile
Ja na razie mam dawkowane jak lekarstwo sad

Ja w przeciwieństwie do ciebie ostatnio mam aż za big_smile
Czasami śmiejemy się ,że dla niektórych normę roczną my wyrabiamy w tydzień.

Monia weź ze sobą do łóżka marchewkę, gwarantuję ci że jak motylek ją zobaczy to się zmobilizuje big_smile

26,597

Odp: Kobiety na zakręcie
nina1234 napisał/a:
moniaCo napisał/a:
nina1234 napisał/a:

Cześć zakrętki.
Ja dziś odpoczywam,zrobiliśmy sobie z mężem wolne i leżymy sobie na tarasie . Urlop mieliśmy bardzo krótki to tera zsobie poleniuchujemy.
Muszę tylko uważać , żeby się nie spalić na słońcu . Noga przestała boleć ,to jak się ochłodzi skoczymy na kijki ,chyba że do tejpory mąż mnie wykończy

Weź mnie nie denerwuj Ninka big_smile z tym wykańczaniem hehe smile
Ja na razie mam dawkowane jak lekarstwo sad

Ja w przeciwieństwie do ciebie ostatnio mam aż za big_smile
Czasami śmiejemy się ,że dla niektórych normę roczną my wyrabiamy w tydzień.

Monia weź ze sobą do łóżka marchewkę, gwarantuję ci że jak motylek ją zobaczy to się zmobilizuje big_smile

Hehe nie wybaczyłby mi tej marchewki big_smile
Zresztą nawet mam w szafie profesjonalny sprzęt, ale dawno już nie używany big_smile

A przypomniało mi się, jak mi kiedyś doradzałaś podgrzać sobie marchewkę w mikrofalówce big_smile big_smile

26,598 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-09-17 12:48:40)

Odp: Kobiety na zakręcie
Kawencja napisał/a:

Monia,
ogarnie sie, to bedzie lepiej. Jak ma stresa, to wiesz, jak jest.... ;***

Co do nauki niemieckiego Malej, ja Ci powiem, ze zalezy, kto szwargocze, oni potrafia mowic bardzo miekko.... smile Fajnie, ze Mala sie uczy niemca. Angielski jest prosty, a francuski, czy niemiecki to juz nie takie hop siup i dobrze jeden z nich znac

Wiesz, mam wątpliwości czy angielski jest prosty. Zwłasza jak widzę jak uczą tego anglika u nas
Niestety w naszych szkołach zamiast na mówienie, wciąż się stawia nacisk na gramatykę. No w każdym razie moja ma problemy z nauką anglika.

26,599

Odp: Kobiety na zakręcie
Kawencja napisał/a:

Lepiej niz sie spodziewalismy. Poszla do szkoly prywatnej, tzn jest kontrolowana przez ministerstwo oswiaty, a my placimy czesc kosztow. Dzieki temu ma male klasy. A poziom jest OK. Szkole pomogla nam znalezc poprzednia dyrektorka.
Ma juz znajomych, ma sasiada,ktory zaprosil ja urodziny.  Ja specjalnie nie szukalam pracy bo do konca pazdziernika chcialam sie nia zajac (szkola zaczela sie w polowie sierpnia), ale okazalo sie ze poszlo jak po masle.

Bo dzieciaki wbrew naszym obawom aklimatyzuja sie w nowym srodowisku 100 razy lepiej i szybciej niz my staruchy:)
Kiedy nasza miala ten wypadek poprzedniego lata i trafila do nemocnicy na pare dni, to szybko nawiazala kotakt z lezacymi na jej sali dziewczynkami - personel byl w szoku, ze mala Finka tak dobrze radzi sobie po czesku:)) A ona mowila po polsku z domieszka swojej czeszczyny. Podobnie na wyjazdach, jesli trafiaja sie dzieci w jej wieku to szybko sie zakolegowuja i ucza od siebie obcych slowek - ostatnio z dziewczynka w Chorwacji rozmawialy po angielsku a potem tamta zaczela wplatac chorwacki:))

26,600

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:
nina1234 napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Weź mnie nie denerwuj Ninka big_smile z tym wykańczaniem hehe smile
Ja na razie mam dawkowane jak lekarstwo sad

Ja w przeciwieństwie do ciebie ostatnio mam aż za big_smile
Czasami śmiejemy się ,że dla niektórych normę roczną my wyrabiamy w tydzień.

Monia weź ze sobą do łóżka marchewkę, gwarantuję ci że jak motylek ją zobaczy to się zmobilizuje big_smile

Hehe nie wybaczyłby mi tej marchewki big_smile
Zresztą nawet mam w szafie profesjonalny sprzęt, ale dawno już nie używany big_smile

A przypomniało mi się, jak mi kiedyś doradzałaś podgrzać sobie marchewkę w mikrofalówce big_smile big_smile

Z marchewki to sobie lepiej surowke zrob albo zupe krem ugotuj. Motylkowi potrzeba troche wypoczynku po ciezkiej pracy a potem troszke zachety;)

26,601

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Z marchewki to sobie lepiej surowke zrob albo zupe krem ugotuj. Motylkowi potrzeba troche wypoczynku po ciezkiej pracy a potem troszke zachety;)

Damy radę smile

26,602 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2015-09-17 14:29:16)

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Z marchewki to sobie lepiej surowke zrob albo zupe krem ugotuj. Motylkowi potrzeba troche wypoczynku po ciezkiej pracy a potem troszke zachety;)

Damy radę smile

W to nie wątpimy.
Ja już po obiadku,tak sìę objadłam racuchami , że musiałam trochę od razu spalić. big_smile
Kijki dzisiaj konieczne żeby to wszystko strawić.
Dziś ciepło jak w Chorwacji, szkoda tylko ,że woda w jeziorze zimna bo bym sobie popływała.

26,603

Odp: Kobiety na zakręcie

Uff, czuje sie dzisiaj totalnie zmiksowana i wstrzasnieta po wczorajszych cwiczeniach, dala nam pani do wiwatu. Pol godziny na nogi, ledwo o wlasnych silach wychodzilysmy z sali, a ja jeszcze musialam na rowerze wrocic do domu. Dzis tez pedzilam jak szalona, doslownie, bo mamy ogolnokrajowy strajk autobusow, a pogodynka internetowa pokazala rano nadciagajacy deszcz. Moglam jechac z Kretem ale on tak wczesnie o nieludzkiej godzinie ( 6.45) wstaje, ze no way. W rezultacie dotarlam do pracy ciut wczesniej dzisiaj, ogarnelam maile, zaparzylam herbate cytrynowa i wlasnie patrze jak zaczyna padac za oknem:) Na szczescie deszczowy radar pokazuje, ze o 14 juz nie bedzie padalo. No i cieplo jest bardzo:) No nie tak jak u Was, ale jak na Finlandie to prawie 20 stopni w drugiej polowie wrzesnia to ladna temperatura.

Powoli nasze przygotowania zaczynaja sie jakos krystalizowac, wczoraj jeszcze umowilam sie do fryzjera i na makijaz poranny, ciekawe co z tego wyjdzie. W zyciu nikt mi zadnych lokow czy tapirow na glowie nie nukladal:)) Ostatni raz chyba mama cos mi kombinowala na pierwsza komunie:)

Milego piatku Zakretki:)

26,604 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-09-18 09:27:21)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć smile
No to ja z kolei dziś mam wstrząsy i wymachy smile
A zmiksowana jestem po wczorajszym zebraniu w szkole sad to nieludzkie, żeby dwie godziny nawijać o dupie Maryni smile
A ile biurokracji w tych szkołach, matko kochana. Podpisać zgodę na wyjście, wejście, dojazd, odjazd do i ze szkoły, na mundurek, na wycieczkę Dżizas big_smile

No ale to pierwsze takie zebranie w nowej szkole, więc mam nadzieję, że kolejne będą krótko, zwięźle i na temat smile
No i całe szczęście, że jest e-dziennik, więc wszystko co będzie trzeba to się dowiem via internet smile

No Mussu to może weź fotke z Komunii i poproś o powtórkę fryzurki big_smile big_smile Będzie sentymentalnie big_smile

26,605

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Cześć smile
No to ja z kolei dziś mam wstrząsy i wymachy smile
A zmiksowana jestem po wczorajszym zebraniu w szkole sad to nieludzkie, żeby dwie godziny nawijać o dupie Maryni smile
A ile biurokracji w tych szkołach, matko kochana. Podpisać zgodę na wyjście, wejście, dojazd, odjazd do i ze szkoły, na mundurek, na wycieczkę Dżizas big_smile

No ale to pierwsze takie zebranie w nowej szkole, więc mam nadzieję, że kolejne będą krótko, zwięźle i na temat smile
No i całe szczęście, że jest e-dziennik, więc wszystko co będzie trzeba to się dowiem via internet smile

No Mussu to może weź fotke z Komunii i poproś o powtórkę fryzurki big_smile big_smile Będzie sentymentalnie big_smile

Na szczescie u nas obywa sie bez takich zgod i pierdutow. Szkola co zdecyduje, to rodzice musza w wiekszosci zaakceptowac:) Oczywiscie, ze nie do konca, przed kazda wycieczka dzieci przynosza do domu takie papierki, gdzie tez sie podpisujemy, ze dziecko moze jechac i wrocic np. autobusem albo autem z nauczycielem.

Teraz na ostatnim zebraniu duzo dyskutowalismy z nauczycielami o zdjeciach robionych kolezankom i kolegom komorka i potem wklejanych gdzies. Beda prowadzone specjalne zajecia z mlodzieza, zeby pokazac im wszelkie zagrozenia zwiazane z takim kolezenskim chwaleniem sie swoimi zdjeciami w sieci. Bardzo dobrze, bo sporo dzieciakow klika, wkleja na FB czy innych Twitterach a oglada to Bog wie kto. No i nie zawsze jest to tez mile dla osoby pozujacej, ze sie bez jej zgody cos wkleja.
Nie bylo to w kontekscie agresji szkolnej, kiedy takie zdjecia robia specjalnie jacys chuligani tylko bardziej nieswiadomosci i naiwnosci dzieci.

Monia, tej fryzurki nie daloby sie powtorzyc bez dopiecia treski albo zalozenia peruki:) Wtedy mialam wlosy do pasa prawie. I to byl ostatni raz kiedy takie dlugie je mialam:)

26,606

Odp: Kobiety na zakręcie

No u nas też sporo pogadanek na takie tematy własnie, jakie zagrożenia niosą te wszystkie internety i fejsbuki.
I dobrze, bo dzieciarnia ma jeszcze trociny w głowie i nie zdają sobie sprawy, jakie mogą być konsekwencje.

A co do fryzury, to ja na szczęście , krótkie włosy noszę, i nigdy nie mam problemów jakąż to koafiurę na głowie stworzyć big_smile

Mussu a panieński wieczór to przepraszam, kiedy i gdzie ? big_smile big_smile

26,607

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Mussu a panieński wieczór to przepraszam, kiedy i gdzie ? big_smile big_smile

No zesz, calkiem o tym zapomnialam:)) Schleje sie a 'konto w ponmiedzialek we Wroclawiu. Z tym, ze to bedzie raczej kawalerski wieczor, bo 5 panow i ja jedna:))

Skad ja Ci panny teraz znajde, w moim wieku?:))

26,608

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Mussu a panieński wieczór to przepraszam, kiedy i gdzie ? big_smile big_smile

No zesz, calkiem o tym zapomnialam:)) Schleje sie a 'konto w ponmiedzialek we Wroclawiu. Z tym, ze to bedzie raczej kawalerski wieczor, bo 5 panow i ja jedna:))

Skad ja Ci panny teraz znajde, w moim wieku?:))

Co tam panny, ważne, żeby była dobra zabawa big_smile
Tylko grzeczna bądź wśród tych pięciu panów smile)))

26,609

Odp: Kobiety na zakręcie
moniaCo napisał/a:

Co tam panny, ważne, żeby była dobra zabawa big_smile
Tylko grzeczna bądź wśród tych pięciu panów smile)))

Spoko MOnia, 3-ch z tych pieciu mogloby moimi starszymi wujkami raczej byc, a dwoch mlodszych nie w moim typie:)

26,610

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam poniedziałkowo smile

Dziewczyny, dołączyłam do grona okularnic. Na badaniach okresowych wyszło okuliście, że powinnam się zaopatrzyć w okulary pod kątem pracy przy komputerze. Zostawiłam to do załatwienia na po wakacjach i cóż, trzeba było udać się do salonu i zaopatrzyć w jeden egzemplarz.
Przyznam, że na początku dziwnie się czułam, miałam nawet delikatne mdłości, ale po ok pół godzinki minęły. Natomiast jak szłam po chodniku to miałam wrażenie, że ten chodnik jakoś tak za blisko mnie jest przy spojrzeniu w dół .... ehhh a Shrek mówił do osła idź do przodu i nie patrz w dół i co? I w dół patrzę big_smile

Miłego dnia wszystkim!!!

26,611 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-09-21 09:58:31)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć smile

Witaj Pytajka wśród okularników smile
Ja już praktycznie non stop noszę okulary. Szczególnie do komputera, tv czy do czytania. A do prowadzenia auta to już obowiązkowo:)
Jakoś nie moge się przemóc, żeby wypróbować szkła kontaktowe.
Na samą myśl, że mam sobie codziennie dłubać w oczach big_smile to mnie ciarki przechodzą.

Miłego dnia smile

26,612 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-09-21 17:04:08)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witam drogie panie po dłuuuugiej przerwie

ja zarobiona, otumaniona w niedoczasie
ale juz się jesień zaczyna, to oznacza, że często dłużej w pracy siedze i wtedy fajnie dzień zakończyc czytając, co u was.
Silky. rozumiem, co piszesz i mysle sobie, że wiem, dlaczego nie zmieniasz swojego zycia.
bo nie widzisz alternatywy..
ja sądzę, że jak będziesz gotowa na zmianę, to zmiana przyjdzie. Ale fajnie byłoby, żeby to była twoja decyzja, a nie twój mąż, który za moment powie - wiesz, jesteś inna niz kidys, juz cię kocham, znalazłem inną... bo wtedy będziesz czuc saię przegrana.
a tak nie masz się czuć. otwórz się na zmianę. a zmiana przyjdzie. Nie oznacza to, że jutro masz się spakować. ale rozejrzyj wokół i zaufaj, że, jesli tylko zechcesz, życie przyniesie ci wszystko, co najlepsze.... i to przyjdzie...

malwinka - myslę o Tobie czesto. Bo ostatnio przeszłam kryzys z moim meżem, który zaczął być wiecznie rozdrażniony, niezadowolony, do tego konflikty dotyczące wychowania nastolatka, inne podejście, upierdliwi i psychicznie zaburzeni teściowie i....... doprowadziłam meża do powaznej rozmowy. Okazało się, że biedaczek nie bardzo wie o co chodzi, co mu jest, ale zasadniczo nie czuje się dobrze w swopjej skóze, w naszej relacji i tak dalej...
I tu Malwinka skojarzenie z tobą - bo ja miałam wyjście - więc zaproponowałam jego "wyprowadzkę"... . żeby poczuł w takim razie, jak wygląda zycie bez tego upierdliwego bagażu, jakim jest zona (syna mu zostawiłam.. taka głupia nie jestem...) powiedziałam, że ma iśc na jakąs terapie, poukładac swoje sprawy, Że ja sobie nie życzę, nie potrzebuje i nie będe trzymać za rączkę.  a jak się ogarnie i będzie wiedział, że chce życia ze mną.. to niech przyjdzie - wtedy możemy skonfrontować, czy ja też, po tym czasie będe tego chciała...

jak juz się ogarnie, może przyjść wtedy zobaczymy, co jest miedzy nami i jakie jest....

i takie terapie szokowe dobrze robią.
małzonek się stara... troszczy...szuka bliskości..


a ja nie wiem, co z tym zrobie. Wiecie, lubie tego faceta, duzo nas łączy, znamy się jak łyse konie. Dobrze mi z nim... ale to taki sygnał, który sprawia, że jestem otwarta na to, co przyniesie przyszłośc. na dwoje babka wróżyła.... wóz albo przewóz. ale jest we mnie gotowośc do ZAAKCEPTOWANIA tego, co ja będe chciała\   \może z nim przezimuję???;)))) a jak wiosna ruszy w powietrzu, to wylezę ze starego barłogu i szlus??
tego po prostu nie wiem. Swiadoma jestem tego, że każdy z nas wybiera.. każdego dnia od nowa... a ja? ja też codziennie szukam w sobie drogi wyboru
a mam ten luksus, że mam swój azyl, w którym moge być sama.. i nie musze mieszkać pod jednym dachem z koimś, kto nie wie czego chce....

kryzys wieku średniego, rozumiecie.. faceci... pierdoły takie....

o kurcze, jak mnie to postawiło do pionu. Olałam relacje z moimi tesciami, bo dbałam o nie tylko dlatego, żeby mój mąż był szczęśliwy.. ale teraz trykam... to nie mój wóz i nie moje małpy... niech sobie z psycholami wozi się sam;))

mussu - i w ten sposób zamknał sie proces edukacji egozentrycznej niejakiej END-aluzji. Bo jak wiecie, - endi wrazliwa jest, zaangazowana jest i dająca jest.... Ale Endi sie oczka otworzyły po raz kolejny w zyciu.. Endi droga - rób co swoje, zyj po swojemu, dbaj o siebie i swoje zycie....
co jst piękne?? uświadomienie sobie - i to także dzięki waszemu wsparciu - że decyzje i problemy mojego męża są jego problemami
i nie świadczą o mnie - o tym jaka jestem, ile jestem warta.
Bo ja juz sobie wypracowałam ile jestem warta. A to, że trzymam się swoich zasad i woich wartoci, daje mi pewnośc, że moje zyciowe wybory będa moimi życiowymi wyborami...

I wiecie co? jest mi tak cholernie dobrze samej ze sobą.... Silky - to jest to, czego ty jeszcze nie czujesz, dlatego szukasz na zewnątrz - konie, adrenalina, tatuaż.... ja już te wszystkie apanaże, atrakcje, motywatory - mam w środku..

Czy będziemy razem z moim mężem? nie wiem. On się teraz stara, bardzo. Jakby się obudził... może tak jest... może spał. nie wiem. Może dopadły go problemy i stracił z oczu cele i wartości, tak może być.
Bo teraz ustawicznie deklaruje wielką BIGLOW. alez prosze bardzo. niech się o mnie stara....

To, jaka jestem daje mi siłe do tego, by być otwarta... bo ja nie musze wiedzieć, czego chcę w tym momencie, ale wiem, że będe wiedzieć. I że to co robię i co zrobię, jest tym, co chce zrobić i robić...

I nawet nie jest tak, że czuje jakis źżal do niego.... trochę na chłodno obserwuje jego starania... wiem, na co moge się zgodzić, a na co nie.

i wiem, że wybiorę ja, wybiorę czego chce.
A piekne jest to, że nie musze iśc w nieznane. Bo mam swoje miejsce na ziemi. 

i naprawdę dobrze mi ze sobą



myślę sobie, jaką drogę wykonałam przez te pięc lat.... i jak ja lubie i cenie siebie teraz...

cięzko mi wytłumaczyć przyjaciółkom, że u mnie wszystko w porządku. ze, niezależnie od tego, co sie wydarzyło - u mnie jest po prostu wszystko w porządku....

26,613 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-09-22 01:53:57)

Odp: Kobiety na zakręcie

Witajcie po weekendzie. Endi przyszlas i dobrze, bo jestes potrzebna. Mussu dalas pytanie po co/dlaczego ja z M. i po co/dlaczego on ze mna. Dlatego, ze  wciaz wybieramy zycie ze soba. Ja dlatego, ze po trudnych latach widze od 9 miesiecy (nomem omen) poprawe. M. dlatego, jak mowi, ze po calym zyciu na adrenalinie i bez bliskosci, nauczyl sie zyc w zwiazku i  mu sie to podoba. Moze to prawda a moze powod jest inny.  Mnie szkoda tez wysilku, jaki wlozylam w nas, bo w koncu moze byc to dobry zwiazek, chyba.
Ale trudno pogodzic sie z przeszloscia, z jego slowami, zachowaniami. Co prawda M. mowi dosc rozsadnie, ze wtedy powinnam odejsc, gdy bylo zle, a nie teraz, gdy jest dobrze. No w pewnym sensie tez tak mysle. 

Ale... M. ma narcystyczne zaburzenie (potwierdza to). Na ile wystarczy mu zatem jego zapalu do normalnego zycia? Tym bardziej, ze pewne zadry nadal sa. Pisalam o tym, gwaltowne zmiany humorow itd.

A teraz o okolicznosciach przyrody: pojechalismy na trzy dni na Polnoc. Ok 400 km  w jedna strone. Bylismy u znajomych w ich letnim (calorocznym) domu. Przyroda zachwycajaca. Jeziora i lasy, lasy i jeziora. Sloneczna pogoda, super towarzystwo, pyszne jedzenie. I tak warto zyc... Ale czy z M.?

26,614 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-09-22 08:24:20)

Odp: Kobiety na zakręcie

renatta, a ja czytam te twpje posty i myślę sobie tak. jak ty pieknie zdiagnozowałaś i wytłumaczylaś swojego męża. i jak pięknie on sie ustawił.
przyznał Tobie, że masz rację, że ma osobowość narcystyczną i obydwoje się zastanawiacie, ile on jeszcze wytrzyma??
czyli, jak mu odwali powie, przykro mi kochanie, moja natura wzięła górę?/
rozumiesz rennata?
a co to ma do rzeczy, to, że ktoś jest chory oznacza, że ma prawo zarażać, czy się leczyć??

moi teściowe zerwali stosunki ze mną i własnym synem.. Zinterpretowali wydarzenie jako uderzające w nich... i wyciągnęli z przeszłości tysiące małych epizodów, które ich zdaniem świadczą o tym, że od 25 lat robimy wszystko, by oni zniknęli z naszego życia...
Mnie przy tym nie było.. bo wiecie... ja bym mogła nie zdzierżyć.. więc mąż wziął to na klatę...
\
moi teściowie: teściowa ma niskie poczucie własnej wartości, odrzucona przez matkę, teściu były wojskowy, psychiczny przemocowiec i manipulant o nadmiernie rozbudowanym ego uważający, że jest pępkiem świata.. Mój teściu, opowiadając o swoich przyjaciołach, członkach rodziny, znajomych z pracy, ludziach z mediów, najczęściej używa słów - to debil, palant, idiota, głupek... każdy -każdy jest gorszy niż on. Moja teściowa nie utrzymuje relacji z własnym bratem i resztą swojej rodziny, uważa, że wszyscy ją lekceważą i celowo ranią.. a ona taka biedna..najczęściej używane słowa mojej teściowej - to  - ja tez chcę.. dużo.. więcej..... dla mnie   .. a ja....

cokolwiek zrobisz, ilekolwiek im dasz -  zawsze będzie za mało, nie tak, \
typowi toksyczni, którzy uważają, że ich poczucie nieszczęścia wynika z tego, co ty robisz, a nie jacy oni są, że należy im się jak psu zupa, zasługują na szacunek.. i tak dalej...

czemu to pisze? z prostej przyczyny??
Bo to nie ma znaczenia. \niezależnie od tego, jak oni są pokręceni.. nie mają prawa oddziaływać na innych
i ja nie mam obowiązku usprawiedliwiać ich postaw. chociaż często się mimo wszystko na tym łapie. gdy moja teściowa ma jazdy.. ja myślę, ona to robi, bo czuje się wiecznie zagrożona, jest nieszczęśliwsza i nie ma na to wspływu

ale to nieprawda
ona ZAWSZE miała i ma na to wpływ
kobieta ma 65 lat i przez te lata nie zrobiła nic... by wyjśc na prostą? poradzić sobie z demonami??
to dlaczego ja mam te demony na siebie brać?? jest dorosła
ja też...

rozumiesz renatta? czy to, że moja mama była toksyczna naprawde tłumaczy, że wyrosłam na kawał skurwysynskiej cholery?? no nie. bo mam wpływ na to jaka jestem i co robię ze swoim zyciem...

żal mi mojego męża. widzę, jak się czuje, miota.. jak mu ciężko.. kocha rodziców

ale ja ich nie kocham. jesli myslę o konsekwencjach tego, co się dzieje w relacjach między nami a nimi - to martwi mnie to tylko dlatego, bo boje się, że mój mąż będzie miał poczucie winy, jak np. jego matka pójdzie w chorobę - co jest prawdopodobne - bo choroba to idealny sposób na wzbudzenie w kimś poczucia winy

ale z drugiej strony - jesli mój mąz jest dorosły i świadomy tego, co się z nim dzieje - to niech sobie kurna radzi z poczuciem winy i nich nauczy się nie wchodzić w schematy....
czemu ja mam się przejmować jego "niedojrzałością" w rozwiązywaniu własnych psychicznych zależności?/ przecież ma wpływ na siebie swoje życie, swoje postawy i uczucia, prawda?/ a jak nie daje rady, niech skorzysta z fachowej pomocy.. by się uwolnić od toksyn i budować relacje na zdrowych zasadach. na to nigdy nie jest za późno

rozumiesz renatta??
mam wpływ na siebie. swój rozwój, swoje wybory, postawy i wartości. każdego dnia, to ja decyduję, czy się uśmiechnę, czy rzucę z oczu gromy. każdego ja, to ja zdecyduję czy dzisiaj zrobię coś dobrego, czy zalezę komuś za skórę. każdego ja, to ja zadecyduje JAk przyjmę i zinterpretuję słowa kogoś w moim otoczeniu
każdego ja, to ja podejmuje decyzję kim będę, jaka będę, czego chcę i co zrobię ze światem wokół mnie...
\

taka decyzje podejmuje tez moja teściowa
\mój mąż
twój mąż renatta
i Ty

nie wierz w to, że robi to za niego jego penis, sfiksowana narcystyczna komórka w mózgu, czy zaburzenie funkcji poznawczych....

Nie kochana.. ON MA WYBÓR

niech będzie tego świadomy

i moja teściowa tez musi mieć świadomośc, że to ona wybira, że w jej życiu nie będzie uczestniczył jej syn, synowa i jedyny wnuk

26,615

Odp: Kobiety na zakręcie

Endi, myślałam, że relacja z mężem u Ciebie kwitnie. Że wszystko zmierzało ku dobremu i szczęśliwie sobie w Wieśniakowie żyjecie.
Przykro mi, że się rozjeżdża.

26,616 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-09-22 09:01:58)

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Endi, myślałam, że relacja z mężem u Ciebie kwitnie. Że wszystko zmierzało ku dobremu i szczęśliwie sobie w Wieśniakowie żyjecie.
Przykro mi, że się rozjeżdża.

no trochę tak. Widzisz, gdyby nie ta zdrada pięc lat temu, to po prostu oczywiste jest, że ludzie przezywają swoje kryzysy... ja tez miałam przez te ponad dwadzieścia lat współngo zycia momenty, że się zastanawiałam, czy chę z nim dalej być? czy ja go jeszcze kocham?? miałam, kto ich nie ma?/

i uważam, że dlatego powinnam oddzielić tę zdradę sprzed pięciu lat od tego, co jest teraz.
Nie mogę wpisac tego " na listę rzeczy, które były nie w porządku".
jest tu i teraz...
obecnie

w relcjach, które sa teraz
w uczuciach które sa teraz
w oczekiwaniach które są teraz
gdybym teraz , po pięciu latach wyciągnęła swój żal i ból ze zdrady i dodała moje uczucia, które czuję teraz, to to by znaczyło, że przez te pięc lat ja ciągle żyje w tej zdradzie

a tak naprawde już nie żyję. tamten czas przeminał, teraz jest inny

radośc daje mi to, że moge się nie miotać, nie przyglądać mu, nie analizowac jgo uczuć i potrzeb. To on musi tio zrobić

ja wiem co czuje, jak mi w tym związku jest, co w nim lubie, czego nie lubię
to jest stan na dzisiaj
jaki będzie stan na jutro? nie wiem
ale nie kieruje mną współczucie dla niego.. strach przed przyszłością, obawy przed konsekwencjami - przecież jedna już się wydarzyła.. ( relacje z teściami),
jestem otwarta na to, co przyniesie mi zycie i pozyytywnie nastawiona. wiem, że mam wybór i ufam sobie

26,617

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Endi, myślałam, że relacja z mężem u Ciebie kwitnie. Że wszystko zmierzało ku dobremu i szczęśliwie sobie w Wieśniakowie żyjecie.
Przykro mi, że się rozjeżdża.

no trochę tak. Widzisz, gdyby nie ta zdrada pięc lat temu, to po prostu oczywiste jest, że ludzie przezywają swoje kryzysy... ja tez miałam przez te ponad dwadzieścia lat współngo zycia momenty, że się zastanawiałam, czy chę z nim dalej być? czy ja go jeszcze kocham?? miałam, kto ich nie ma?/

i uważam, że dlatego powinnam oddzielić tę zdradę sprzed pięciu lat od tego, co jest teraz.
Nie mogę wpisac tego " na listę rzeczy, które były nie w porządku".
jest tu i teraz...
obecnie

w relcjach, które sa teraz
w uczuciach które sa teraz
w oczekiwaniach które są teraz
gdybym teraz , po pięciu latach wyciągnęła swój żal i ból ze zdrady i dodała moje uczucia, które czuję teraz, to to by znaczyło, że przez te pięc lat ja ciągle żyje w tej zdradzie

a tak naprawde już nie żyję. tamten czas przeminał, teraz jest inny

radośc daje mi to, że moge się nie miotać, nie przyglądać mu, nie analizowac jgo uczuć i potrzeb. To on musi tio zrobić

ja wiem co czuje, jak mi w tym związku jest, co w nim lubie, czego nie lubię
to jest stan na dzisiaj
jaki będzie stan na jutro? nie wiem
ale nie kieruje mną współczucie dla niego.. strach przed przyszłością, obawy przed konsekwencjami - przecież jedna już się wydarzyła.. ( relacje z teściami),
jestem otwarta na to, co przyniesie mi zycie i pozyytywnie nastawiona. wiem, że mam wybór i ufam sobie

Fajnie, mądrze smile

26,618

Odp: Kobiety na zakręcie

Witaj Endi, cieszę sie że pojawiłas się tu znowu. Czytam Twoje wpisy i widzę silną kobietę, która mocno stoi na nogach i wie czego chce. Podoba mi sie ta Endi. Ale wiesz co mnie zastanowiło. Twój stosunek do męża. Jakoś tak bije z tych postów brak uczucia to niego a może nawet obojętność. Sama napisałaś, że nie współczujesz mu, zostawiasz go by radził sobie sam lub poszukał fachowej pomocy. A gdzie wsparcie z Twojej strony jako żony. Nie kochasz go już?

26,619 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-09-22 12:29:07)

Odp: Kobiety na zakręcie

ewa, nie czuje się odpowiedzialna za to, co się stało
napisałam, że jest mi go żal, że patrzę, jak cierpi,, jak bola go słowa i relacje z jego rodzicami

chodzi o to, że ja nie mogę i nie chcę angazować się w naprawianie relacji z jego rodzicami, dac się im przeczołgac na dywanie. ja się po proostu nie zgadzam na to, by wylewali na mnie pomyje, obwiniali mnie o to, że to ja wpływam na mojego męża żeby zerwał stosunki z rodzicami.. co jest nieuczciwqe i nisprawieliwe. ja po proostu nie dałam się wpuścić w te gierki emocjonalne, pogrywanie sobie, fochy, ciągłe obrażanie. a poniewaz nie gam w ich gry - uważają, że jestem złem w czytsej postaci...
Ludzie, ja mojej tesciowej robiłam 'większe" prezenty niż mojej mamie?? żeby tylko ją zadowolić. nigdy nie zapomniałam o żadnej okazji bo ona jest przewrazliwiona i kupowałam prezenty na czas.. nie obarczając tym mojego męża.. a przeciez powinnam! mój mąz nie pamięta o przentach dla mojej matki! jesli ja zapomnę złożyć zyczenia mojej mamie, to świoat się nie zawali - moja mama wie, że ją kocham i jest dla mnie jedyna.. a moja tesciowa się obrazi na pare tygodni....

chodzi o to, że ja nie moge sie poddać mechanizmom toksycznym mojej teściowej, żeby przed konsekwencjami chronic mojego męża
rozumiesz Ewa? mogę być w tym, moge go trzymać za rekę... ale nie wezme odpowiedzialności za naprawianie tych relacji...

gdyby to było pierwszy raz.. ale to jest po raz kolejny. ostatnio zerwali z nami stosunki na prawie pół roku? wiecie dlaczego??
na wielkanocny obiad przyjechała do mnie cała rodzina - jedna i druga.  obiad miał byc o godzinie 14. jak zawsze w takich sytuacjach się opóznił.. o godzinie 14.15 my siadamy do stołu, a moich tesciów nie ma.. poszli na spacer z psem

maz wyszedł i ich zawołał.. poczekalismy pare minut i podałam barszcz do picia. powiedziałam wszystkim, że wypijemy barszcz i poczekamy na nich z resztą obiadu. przyszli w momencie, gdy barszcz był jeszcze 'rozdawany".... OBRAZILI sie, że wszystcy siedza już przy stole, a na nich nie poczekaliśmy.... SPÓŻNILI się na ten obiad, chociaż był spóźniony... w moim domu było 19 osób, w tym glodne dzieciaki. Rodzina mojej siostry NIE JADŁA śniadania rano... byli głodni i czekali na obiad...
moja teściowa uznała, że ja celowo wykluczyłam ich z obiadu..
zaraz po obiedze ostentacyjnie sie sopakowali i wyjechali bez słowa..... zostawili skonsternowaną rodzine, która nie wiedziła, co się dzieje...
ja zresztą też

w mojej rodzinie nikt sie o takie pierdy nie obraża, bo każdy wie, że jest kochany i ważny....
wiecie o co się teraz obrazili??

kiedy zamieszkalismy osobno, oni chceli przyjechac na dwa tygodnie na wieś, gdzie teraz mieszkam ja sama. mąz powiedział im, że mamy problemy, że mieszkamy osobno i prosił, by swój przyjazd ograniczyli do tygodnia - w tym czasie beda sami - bo ja nie chcę przed nimi grać, kłamać, udawać, że jest ok i żeby uszanowali, że teraz musimy skupić się na sobie
następnego dnia usłyszał, że jesteśmy duurnymi gówniarzami.... i że oni nie będa traktowani jak śmieci i dyzurni, któzy moga przyjechac wtedy, gdy nam pasuje...
do mojego domu, kurna... rozumiecie??? obrazili się, bo im powiedzielismy, kiedy pobyt w NASZYM WŁASNYM domu, jest niemozliwy... z przyczyn dla nas waznych i trudnych


i dlatego EWA - ja rozumiem, że mojemu męzowi jest cięzko..
ale ja się z nimi bujam 15 lat, i w końcu sama sobie uświadomiłam, że siedze w emocjach z nimi tak głębokoi - że jak z mężem zaczełam mieć problemy - to bardziej mnie emocjonalnie podburzały ich zachowania niż to, co się dzieje we mnie.....
rozumiesz??
dl;atego NIE NIE NIE

drogi męzu - twoi rodzice to twój problem. ja moge utrzymywac z nimi NORMALNE relacje. w patologie więcej wchodzić nie będę...
wiecie kiedy zorientowałam się, że mam problem?? po kolejnej aferze ze zlym potraktowaniem i fochami mojej tesciowej ona na cos głupiego zachorowała

a ja poczułam w sobie taka myśl... a żeby zeszła z tego świata... będzie spokój....
rozumiesz Ewa??
uwiadomiłam sobie, że życze jej śmierci.... bo jest dla mnie jak wielki wrzód na dupie...
\więc to, co się dzieje teraz, jest tylko konsekwencją moich wczesniejszych przemysleń....


poszłam na warsztaty terapeutyvczne i przerabiałam na nich.... relacje z moją teściową!!!!!!

i własnie dlatego zxostawiam go, by radził sobie sam. bo ja za gleboko w tym jestem
nie jestem obiektywna
mam ich dość
naprawdę NIE LUBIĘ tych ludzi... brzydze się ich metodami, wymaganiami

wiecie czego się dowiedziałam??
mój syn chodził do nich jeszcze w zeszłym roku na obiady.. Mój prawie dorosły, duży syn

powiedział mi, że jak idzie do babci na obiad, to nigdy nie wie, czy będzie fajnie, czy tragicznie. jak jest babcia i dziadek, to dziadek po nim jeżdzi.. wysmiewa jgo wyniki w szkole (nie jest orłem...), to, że siedzi przy kompie... dogryza mu, zwraca uwagę
ale on mówi - gorzej jest, gdy babcia jest sama - wtedy na mnie krzyczy, wyżywa sie, bo nikt jej nie powstrzymuje, potrafi mnie walnąć reką przez głowę, bo źle trzymam widelec

ROZUMIECIE!!!!!!!?????????

bije go w głowę, żeby się na bezbronnym i doibrym dziecku wyzyć?? dobrym bo to znosi..... i nic mi nie powiedział!!
NIE WIEDZIAŁAM, jak boga kocham

ale jak mi kiedyś tesciowa wypomni, że syn przestał chodzic na obiady, to powiem - a nie ma mama kogo walnąć przez łeb, bo xle widelec trzyma?/!!!

ja ich naprawde NIE LUBIE

uwierzcie, nie chcecie znać takicj=h ludzi...

26,620

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

ewa, nie czuje się odpowiedzialna za to, co się stało
napisałam, że jest mi go żal, że patrzę, jak cierpi,, jak bola go słowa i relacje z jego rodzicami

chodzi o to, że ja nie mogę i nie chcę angazować się w naprawianie relacji z jego rodzicami, dac się im przeczołgac na dywanie. ja się po proostu nie zgadzam na to, by wylewali na mnie pomyje, obwiniali mnie o to, że to ja wpływam na mojego męża żeby zerwał stosunki z rodzicami.. co jest nieuczciwqe i nisprawieliwe. ja po proostu nie dałam się wpuścić w te gierki emocjonalne, pogrywanie sobie, fochy, ciągłe obrażanie. a poniewaz nie gam w ich gry - uważają, że jestem złem w czytsej postaci...
Ludzie, ja mojej tesciowej robiłam 'większe" prezenty niż mojej mamie?? żeby tylko ją zadowolić. nigdy nie zapomniałam o żadnej okazji bo ona jest przewrazliwiona i kupowałam prezenty na czas.. nie obarczając tym mojego męża.. a przeciez powinnam! mój mąz nie pamięta o przentach dla mojej matki! jesli ja zapomnę złożyć zyczenia mojej mamie, to świoat się nie zawali - moja mama wie, że ją kocham i jest dla mnie jedyna.. a moja tesciowa się obrazi na pare tygodni....

chodzi o to, że ja nie moge sie poddać mechanizmom toksycznym mojej teściowej, żeby przed konsekwencjami chronic mojego męża
rozumiesz Ewa? mogę być w tym, moge go trzymać za rekę... ale nie wezme odpowiedzialności za naprawianie tych relacji...

gdyby to było pierwszy raz.. ale to jest po raz kolejny. ostatnio zerwali z nami stosunki na prawie pół roku? wiecie dlaczego??
na wielkanocny obiad przyjechała do mnie cała rodzina - jedna i druga.  obiad miał byc o godzinie 14. jak zawsze w takich sytuacjach się opóznił.. o godzinie 14.15 my siadamy do stołu, a moich tesciów nie ma.. poszli na spacer z psem

maz wyszedł i ich zawołał.. poczekalismy pare minut i podałam barszcz do picia. powiedziałam wszystkim, że wypijemy barszcz i poczekamy na nich z resztą obiadu. przyszli w momencie, gdy barszcz był jeszcze 'rozdawany".... OBRAZILI sie, że wszystcy siedza już przy stole, a na nich nie poczekaliśmy.... SPÓŻNILI się na ten obiad, chociaż był spóźniony... w moim domu było 19 osób, w tym glodne dzieciaki. Rodzina mojej siostry NIE JADŁA śniadania rano... byli głodni i czekali na obiad...
moja teściowa uznała, że ja celowo wykluczyłam ich z obiadu..
zaraz po obiedze ostentacyjnie sie sopakowali i wyjechali bez słowa..... zostawili skonsternowaną rodzine, która nie wiedziła, co się dzieje...
ja zresztą też

w mojej rodzinie nikt sie o takie pierdy nie obraża, bo każdy wie, że jest kochany i ważny....
wiecie o co się teraz obrazili??

kiedy zamieszkalismy osobno, oni chceli przyjechac na dwa tygodnie na wieś, gdzie teraz mieszkam ja sama. mąz powiedział im, że mamy problemy, że mieszkamy osobno i prosił, by swój przyjazd ograniczyli do tygodnia - w tym czasie beda sami - bo ja nie chcę przed nimi grać, kłamać, udawać, że jest ok i żeby uszanowali, że teraz musimy skupić się na sobie
następnego dnia usłyszał, że jesteśmy duurnymi gówniarzami.... i że oni nie będa traktowani jak śmieci i dyzurni, któzy moga przyjechac wtedy, gdy nam pasuje...
do mojego domu, kurna... rozumiecie??? obrazili się, bo im powiedzielismy, kiedy pobyt w NASZYM WŁASNYM domu, jest niemozliwy... z przyczyn dla nas waznych i trudnych


i dlatego EWA - ja rozumiem, że mojemu męzowi jest cięzko..
ale ja się z nimi bujam 15 lat, i w końcu sama sobie uświadomiłam, że siedze w emocjach z nimi tak głębokoi - że jak z mężem zaczełam mieć problemy - to bardziej mnie emocjonalnie podburzały ich zachowania niż to, co się dzieje we mnie.....
rozumiesz??
dl;atego NIE NIE NIE

drogi męzu - twoi rodzice to twój problem. ja moge utrzymywac z nimi NORMALNE relacje. w patologie więcej wchodzić nie będę...
wiecie kiedy zorientowałam się, że mam problem?? po kolejnej aferze ze zlym potraktowaniem i fochami mojej tesciowej ona na cos głupiego zachorowała

a ja poczułam w sobie taka myśl... a żeby zeszła z tego świata... będzie spokój....
rozumiesz Ewa??
uwiadomiłam sobie, że życze jej śmierci.... bo jest dla mnie jak wielki wrzód na dupie...
\więc to, co się dzieje teraz, jest tylko konsekwencją moich wczesniejszych przemysleń....


poszłam na warsztaty terapeutyvczne i przerabiałam na nich.... relacje z moją teściową!!!!!!

i własnie dlatego zxostawiam go, by radził sobie sam. bo ja za gleboko w tym jestem
nie jestem obiektywna
mam ich dość
naprawdę NIE LUBIĘ tych ludzi... brzydze się ich metodami, wymaganiami

wiecie czego się dowiedziałam??
mój syn chodził do nich jeszcze w zeszłym roku na obiady.. Mój prawie dorosły, duży syn

powiedział mi, że jak idzie do babci na obiad, to nigdy nie wie, czy będzie fajnie, czy tragicznie. jak jest babcia i dziadek, to dziadek po nim jeżdzi.. wysmiewa jgo wyniki w szkole (nie jest orłem...), to, że siedzi przy kompie... dogryza mu, zwraca uwagę
ale on mówi - gorzej jest, gdy babcia jest sama - wtedy na mnie krzyczy, wyżywa sie, bo nikt jej nie powstrzymuje, potrafi mnie walnąć reką przez głowę, bo źle trzymam widelec

ROZUMIECIE!!!!!!!?????????

bije go w głowę, żeby się na bezbronnym i doibrym dziecku wyzyć?? dobrym bo to znosi..... i nic mi nie powiedział!!
NIE WIEDZIAŁAM, jak boga kocham

ale jak mi kiedyś tesciowa wypomni, że syn przestał chodzic na obiady, to powiem - a nie ma mama kogo walnąć przez łeb, bo xle widelec trzyma?/!!!

ja ich naprawde NIE LUBIE

uwierzcie, nie chcecie znać takicj=h ludzi...

Podsumować mozna to tylko w jeden sposób - MASAKRA.
Ja wcale się nie dziwię, że nie chcesz mieć kontaktu z tymi ludźmi. Dziwie się, że Twój syn tak długo wytrzymał chodzenie tam. Męża żal, bo oczywiście jest między młotem a kowadłem. Jeśli w takiej rodzinie się wychował to podejrzewam, że uzależnili go emocjonalnie od siebie i nie potrafi się im "postawić".

26,621

Odp: Kobiety na zakręcie

tak, mój mąz żyje w toksycznych relacjach zalezności z nimi, na szczęscie zaczął to sobie uświadamiać
nie bez znaczenia jest to, że w ramach "naprawy relacji" powiedziałam, że ma iśc na terapie... i to mu pomaga....

a mój syn - za dobrze go wychowałam. nie raz go prosiłam - syn, to twoi dziadkowie, mają tylko ciebie, kochaja cię, nie zawsze potrafią to okazac.. ale cie kochają


ale ja kurna wszystkiego nie wqiedziałam
na szczęscie wychowałam dziecko o wysokim poczuciu własnej wartości, i toksyczna babcia nie zdołała go złamać\natomiast zostawiam mu przestrzeń na samodzielne okreslenie swoich relacji z babcią i dziadkiem - prosząc go tylko, by ze swojej strony był w porządku... czyli np.. zadzwonił do babci z pytaniemm co u niej słychać....
i tyle

26,622

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć wszystkim.
Witaj Endi smile
Powiem Ci, że jestem pełna podziwu dla Twojej cierpliwości, determinacji, żeby relacje rodzinne były utrzymane.
Nie wiem, czy mnie starczyłoby cierpliwości.

26,623 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-09-22 13:49:15)

Odp: Kobiety na zakręcie

monia - ja w ogóle jestem wiesz.. spoko gościówa;) mam w sobie ten spokój, który pozwala mi na wiele rzeczy spojrzec z róznych stron, nie posługiwac się tylko emocjami na tu i teraz...
wiele rzeczy racjonalizować

ewka.. jeszcze co do twojego pytania - czy kocham meża... myslę, że tak, ale co będe czuć za jakiś czas, nie wiem
szukam w sobie odpowiedzi
na ile jestem gotowa dawać, a na ile brać
na ile to ja oczekuję, a na ile zgadzam się na oczekiwania wobec mnie
na ile go potrzebuję, na ile chcę, na ile mam to gdzieś

daje sobie czas i otwartość
co mi szkodzi?

sądzę, że go kocham
i... nie kocham nikogo innego....


to na dzisiaj musi wystarczyć

nie mam pojęcia co będe czuć jutro, pojutrze
kiedy pytasz mnie, czy kocham, myslę sobie - po czym wnoszę/po czym czuję, że kocham??
lubie go, jest mi bliski, lubie mu sprawiać radośc i lubię, gdy jest szczęsliwy, rozumiem się z nim w pół słowa i nadajemy na tych samych falach. tworzczę się o niego, on o mnie... jest mi z nim dobrze, czuje się w tym związku bezpieczna, spełniona i kochana. akceptuję go takim jaki jest, nie chcę go zmienić, nie chcę by coś robił inaczej, mam poczucie, że świat się może walić, ale jest on i jest moją opoką i bezpieczenstwem

chciałam mieszkać sama by tego DOŚWIADCZYĆ
by moja decyzja - co dalej, nie zależała od mojego strachu - że sobie nie poradze, że nigdy nie byłam sama, że nie wiem, jak to jest....\
chciałam, by on miał pewnoiśc, czego chce - bo ja na to zasługuje i moja miłośc też

i kocham go i życze mu w życiu jak najlepiej
chcę, żeby był szczęsliwy - nawet, jesli nie będzie to oznaczała szczęścia ze mną
bo nie zniosłabym,m gdyby był ze mną nieszczęsliwy

chcę jego szczęscia

zawsze będzie moim przyjacielem, człowiekiem, z którym przeszłam kawał dobrego życia, nikt więcej nie przezyje ze mną tych tysiące pierwszych razów...

ale tylko pod warunkiem - że ja kocham jego.. a on kocha mnie


niczego innego nie potrzebuje i nic innego mi nie wystarczy

chce miłości i chcę czuć, że kocham

to są moje warunki na bycie razem....

więc się nie spieszę
i jest mi z tym dobrze


no właśnie... kurka wodna... to fakt

26,624

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

monia - ja w ogóle jestem wiesz.. spoko gościówa;)


No ba smile

26,625 Ostatnio edytowany przez Czabuka (2015-09-22 23:34:01)

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć !

Na tutejszym forum jestem nowicjuszką, ale po przejrzeniu tematów stwierdziłam, że to miejsce będzie dla mnie najodpowiedniejsze, jako że w życiu właśnie wchodzę w bardzo ostry zakręt... Po niespełna 4-latach związku, przypominającego przejażdżkę emocjonalnym rollercoasterem, postanowiłam zatrzymać tą przeklętą machinę i zacząć wszystko od nowa. Napisałabym, że sama, ale to nie do końca tak - mam przy swoim boku 2 psy, 6 kotów, które dostarczają ogromnie dużo siły i motywacji w tych najtrudniejszych chwilach... Mam też mamę, z którą wspólnymi siłami staramy się odbudować nasze relacje... I dwie, ukochane przyjaciółki... Ale wsparcie i rady osób z zewnątrz, które trzeźwo potrafią ocenić daną sytuację, z pewnością mi się przydadzą. smile

Mam 21 lat i nadaję z Gdańska. smile

26,626 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-09-22 16:59:43)

Odp: Kobiety na zakręcie

Hello Zakretaski! I nowe tez:-). Endi, to jest tak: ja mam wybor i M. ma wybor i Ty masz wybor i Twoj maz tez. Wazna jest by nasze wybory byly madre. Co to znaczy madre? Takie ktore przynosza najlepsze efekty w danych warunkach. Czyli potrzebna znajomosc warunkow lub wiedza o tym, jak je poprawic i jasnosc o jakie efekty nam chodzi. Czy Ty wiesz, czego chcesz i czy masz srodki, by to osiagnac? Ja wiem, ze chce bliskiego, pelnego zwiazku z M. M. jak deklauje chce takiego zwiazku ze mna. Zgodnosc celow:-).
Czy mamy srodki?  Niewystarczajace. Pracujemy, rozwijamy je (znaczy siebie samych). Ale jaki bedzie efekt? Jeszcze nie wiemy. Moze ja odejde, gdy uznam, ze to walenie glowa w mur jednak, moze M. odejdzie, gdy uzna, ze jednak zmienily mu sie priorytety... We will see jak to mowia starzy Gorale.
A poki co wychodze juz z pracy, pogoda piekna taka, ze tylko sie usmiechac. Biegne do fryzjera, bo jednak nie zdazylam w zeszlym tygodniu. Pozniej szlak wzdluz rzeki i kawa. Po poludniu pieczenie pyyysznej szarlotki a wieczorem znow troche pracy i spotkanie zawodowe. I taki to ma byc dzien. A narcyz niech powoli zmienia sie w w jakies inne zielsko, mniej obarczone mitologia.

26,627 Ostatnio edytowany przez Doonna (2015-09-22 17:41:34)

Odp: Kobiety na zakręcie

Dziekuje, ze mnie tak ladnie ,,zaadoptowalyscie" smile

Mussuka gratuluje i od jutra countdown startuje 10 dni...  bukiecik zamowilas?

Kawencja, to my prawie sasiadki teraz, jakies 100 km od Ciebie mieszkam w Essen.

Renata, a Ciebie jak czytam to przypominasz mi moje odczucia z przed paru laty...
chciala bys zeby bylo dobrze, ale zadra w sercu nie pozwala byc szczesliwa.
Ja wiedzialam, ze nie chce tak sie czuc,
ze chce tego, czego juz nie ma i nie bedzie...
  czas lacial a ja czekalam az sie to moje malzenstwo znowu ladnie ulozy i bede znowu spokojnie i szczesliwie zyc.
Nigdy to nie nastapilo, mimo staran mojego ex.
Nawet w najfajniejszych mometach wracalo jakies zle wspomnienie i wszystko co odbudowalismy padalo w gruzy...
i zaczynalismy od nowa, kiedy burza przeminela... i znowu... i znowu... i tak przez 5 lat...
siwe wlosy dostawalam, bole glowy co dzien, chudlam - tylam, durnialam, tlumaczylam go i siebie oszukiwalam...
i wszystko na nic,
bo ja pamietliwa cholera jestem.
Jesli tez nie potrafisz pozbyc sie zadry, to mysle, ze nic z tego nie bedzie, a tylko zameczysz sie kobieto, a zycie Ci przed nosem przeleci.
Mussu pisze o rozlace na jakis czas, moze to pomoze, ja mojemu proponowalam, tlumaczylam, ze jesli nadal bedziemy tak ciagnac to go w koncu znienawidze za to wszystko...  on nie chcial o tym slyszec,
a slowo cialem sie stalo sad
Sila prawie go z chalupy wyrzucalam, bo nagle mu sie przypomnialo, ze beze mnie nie moza zyc,  kiedy ja juz nabralam pewnosci, ze ja nie moge z nim.
Szczerze Ci powiem, ze dopiero kiedy odszedl zaczelam byc soba, bylo mi lepiel i wszystko w mojej glowie zaczelo wracac na swoje miejsce.
Co kolwiek postanowisz, mysl o sobie, on wystarczajaco wykorzystuje Twoja cierpliwosc i serce.
Moim zdaniem wcale na to nie zasluguje, z tymi jego fochami i dobijaniem psychicznym.

26,628 Ostatnio edytowany przez Czabuka (2015-09-23 01:09:53)

Odp: Kobiety na zakręcie
Doonna napisał/a:

(...)bo ja pamietliwa cholera jestem(...)

Ja niestety też... Niestety, bo czasem łatwiej byłoby spuścić w czeluściach niepamięci niektóre słowa, zachowania, czyny skierowane w moją stronę...
Ale przecież łatwiej nie zawsze oznacza lepiej...

Swojego faceta trzykrotnie przyłapałam na pisaniu wiadomości z trzema różnymi dziewczynami.
Pierwsza z nich to była partnerka jego dobrego kolegi. Cała przygoda tej dziewczyny z moim facetem zaczęła się właśnie na przełomie obumarcia jej związku. Mój facet - będę oznaczała go pierwszą literą imienia, tak będzie prościej - miał z nią bezustanny kontakt - rozmawiał z nią, wysłuchiwał jej problemów, wspierał ją, prawił komplementy, czyli wszystko to, czego nie robił w stosunku do mnie od przeszło dwóch lat.
Zapraszał ją na spacer, na wspólne opalanie na plaży, zaznaczając że pójdą sami, bo ja nie lubię się opalać...
Wreszcie przyszedł czas na erotyczne SMS-y, w których m.in zapraszał ją do wspólnej kąpieli...
Nigdy nie przeglądałam mu telefonu, bo w kwestiach wierności zawsze miałam do niego bezgraniczne zaufanie. To ta dziewczyna do mnie napisała co mój facet wyczynia. Spotkałam się z nią, pokazała mi archiwum rozmów, a G przyparty do muru stwierdził, że to ten kolega, były facet tej dziewczyny, poprosił go o sprawdzenie jej, co rzekomo miało być dowodem na to, czy tej dziewczynie na nim jeszcze zależy... Podobnej głupoty dawno nie słyszałam, biorąc pod uwagę fakt, że ten kolega był już w nowym związku... Ogólnie związek z tamtą dziewczyną zakończył, żeby móc być ze swoją obecną partnerką...
Spotkałam się również z tym kolegą sam na sam, spytać go czy ta historia jest prawdziwa, i niby potwierdził wersję G, ale to raczej w akcie solidarności jajników, bo przez całe spotkanie stał odwrócony do mnie plecami, nawet na chwilę nie spojrzał mi w oczy.
G również przez cały czas utrzymywał tą żałosną teorię, choć przepraszał mnie kilkakrotnie, bo rzekomo już po fakcie stwierdził, że nie powinien tego robić, a ja postanowiłam odpuścić, bo nie chciałam przekreślać przez taki incydent całego związku.

Mniej więcej pół roku później, po powrocie z pracy, zastałam śpiącego na łóżku G z telefonem w ręku. Poszłam po koc, przykryłam go nim i chciałam odłożyć telefon na stół, ale... Jakiś szósty zmysł tknął mnie do tego, aby zajrzeć i przekonać się, czy wspominana, incydentalna historia, rzeczywiście była incydentem... Telefon był niezablokowany, otwarty na FB. Weszłam w wiadomości i moją uwagę przykuła rozmowa z nijaką Agnieszką.
Rozmowa, w której G. prawił jej komplementy, np. na temat jej biustu, jaki to on nie jest fajny... Że miło byłoby się spotkać, że ma na nią ochotę...
Że jej mąż to farciarz... Zwierzał jej się z naszych problemów, w których m.in. twierdził, że się zaniedbałam... Dziewczyna próbowała go stopować, delikatnie przypominając, że w końcu ma dziewczynę, że takie wiadomości nie są fair, i wtedy z rozmowy dowiedziałam się, że na pewno się o tym nie dowiem, co oni sobie tutaj wypisują... To była chyba najszybsza pobudka w całym jego 30-letnim życiu.
Powiedziałam mu, że wychodzę na kwadrans z domu, a gdy wrócę, ma go już nie być. Kiedy spakuję siebie i zwierzęta, dam mu znać i wtedy będzie mógł wrócić jako singiel. Początkowo nie wiedział o co mi chodzi, ale rzuciłam mu kilkoma soczystymi cytatami dla uświadomienia i wtedy zaczął się lament. Wybiegł za mną na ulicę, klękał, płakał, przepraszał, błagał żebym nie odchodziła, że on tą dziewczynę zna o wiele dłużej niż mnie - jakby to było jakieś usprawiedliwienie - i po prostu tak sobie z nią pisał - jak zwykle. Zorganizował tego samego wieczoru romantyczną kolację, podczas której widać było chęci do naprawienia tego, co spieprzył... Zmiękłam i zostałam, a może raczej nie miałam zbytnio innego wyjścia - chorowałam, nie miałam pracy, a jak nie ma się pracy, to i nie ma się pieniędzy, a bez pieniędzy człowiek w tego typu sytuacjach jest bez jakichkolwiek perspektyw na zmiany.
Mogłabym się wyprowadzić do mamy lub do przyjaciół, i zapewne bym tak postąpiła pod wpływem nerwów, ale gdy emocje opadły, przeraziła mnie perspektywa tego co potem, co dalej, bo pomieszkiwanie kątem u kogoś to przecież mocno tymczasowe rozwiązanie... I zostałam.

Trzecią panną była nasza wspólna znajoma i tutaj też nie odkryłam tego sama - z niewiedzy wyciągnął mnie jej facet, który pewnego razu czekał na nią w domu z obiadem, pilnował jej dzieci, podczas gdy ona była na spacerze z psem i G w lesie, i nawet nie raczyła odebrać telefonu... Wtedy cierpliwość mu siadła i zadzwonił do mnie. Początkowo nie robiłam afery. Postanowiłam odczekać i znów zajrzeć do telefonu G, aby przekonać się, czy nasz wspólny znajomy nie robi z igły widły. Niestety, tym razem G był ostrożny. Skasował całe archiwum rozmów z FB, co było zaznaczone w historii przeglądarki. Odnalazłam za to w wysłanych plikach jego bardzo intymne zdjęcie, które - jak się potem okazało - odnalazło się również w telefonie naszej wspólnej znajomej. Oczywiście postanowiłam z nim porozmawiać na ten temat, ale on rzecz jasna uważał, że nic złego nie zrobił, że ta dziewczyna tak naprawdę nie jest w jego typie i tak sobie po prostu pisali - jak zwykle, w co nie jestem w stanie uwierzyć, bo wypierał się nawet własnego zdjęcia, na którym co prawda nie było widać twarzy, ale umiem jeszcze rozpoznać swój pokój, bokserki mojego faceta i jego charakterystyczne tatuaże!

Nie przyłapałam go na zdradzie fizycznej, ale jestem przekonana, że coś jest na rzeczy - od 1.5 roku ze sobą nie sypiamy. Nie ma pomiędzy nami nawet najmniejszych czułości, jak chociażby buziak na pożegnanie przed pracą. Wiele razy rozmawiałam z nim na ten temat, proponowałam terapię, aby spróbować tą relację naprawić - JA ! Osoba, która najmniej winy w tym wszystkim ponosi!
Na terapię nie wyraził zgody, i tylko ostatnio stwierdził, że jest przemęczony i mam mu dać miesiąc, aby mógł sobie ułożyć pewne sprawy.
Spytałam, jakie? Spotkałam się z milczeniem...

Ja już teraz wiem, że z tej mąki chleba nie będzie.

Po pierwsze - wspomnienia. Ciągle wracają. Nie mam do niego zaufania, ale za to mam ciągłe podejrzenia.
Po drugie - brak szacunku, zarówno z jednej, jak i drugiej strony, który z dnia na dzień ciągle się pogłębia.
Po trzecie - on ciągle ze mną rywalizuje. Ciągle stara się udowodnić mi, że jest ode mnie lepszy. Tylko w czym...?
Ma bardzo dobrze płatną pracę i tutaj na pewno jest ode mnie o dziesięć level-ów wyżej... Ma mieszkanie - wprawdzie na kredyt, ale własne, nie musi tułać się po wynajmach... Ma zgraną rodzinę, która się nim interesuje, w której ma zawsze wsparcie i oparcie, ale nikt sobie bliskich nie wybiera, i ja nie miałam wpływu na to, że jestem córką ojca alkoholika i matki, która w wieku 47 lat ma problemy z usamodzielnieniem się...
Nie widzę w tym człowieku żadnych plusów. I nie chodzi tutaj o to, że żal, gorycz i złość, przepełniają mnie tak bardzo, że tracę wzrok...
Po prostu w charakterze tego człowieka negatywne cechy przyćmiewają te pozytywne... Tutaj nie ma żadnego bilansu dodatniego...

Jestem na etapie poszukiwań nowej pracy, a następnie wyprowadzki. Nie wiem ile mi to czasu zajmie, ale jestem przekonana, że sytuacja pomiędzy nami w żaden sposób się nie poprawi...

UFFF.... Rozpisałam się. wink

26,629

Odp: Kobiety na zakręcie

czabuka! masz dopiero dwadzieścia jeden lat i przezyć z jednym facetem na jakies dziesięc lat i kilka związków
fajnie, że podjęłaś decyzję
jak człowiek decyzje podejmie, to rozwiązania się znajdują;)\
trzymamy kciuki za ciebie

26,630

Odp: Kobiety na zakręcie

Hej
czytam, czytam :-)
Endi - mnie też zaskoczyło to co napisałaś, ale wiem że robisz dobrze i że będzie dobrze! :-)

czasu jakoś zrobiło sie mniej jak młody zaczął szkołę. W telegraficznym skrócie to szkoła super! Chodzi codziennie na rano, odbieram go ze świetlicy około 2-3 razem z koleżanką i czasem kolegą z klasy, którzy mieszkają na naszej ulicy. Popołudniami mamy aikido, basen i konie - ciągnie go do sportu i ruchu i to mocno, co mnie bardzo cieszy :-)
Do szkoły chodzi chętnie, panią lubi, z jednym kolegą się tłuką - ale cóż - chłopaki. Podpytałam panią, mówiła że wszytko w normie jak na pierwszoklasistów we wrześniu :-)
Z zadaniami domowymi bywa różnie, ale muszę go pochwalić że bardzo ładnie mu idzie pisanie!!! A wiecie jaką frajdę mu sprawiło, jak pokazałam mu swój zeszyt z II klasy podstawówki!!??

Z M.... tak sobie, po weekendzie była awantura, że się szlajam! Byłam w sobotę u naszych wspólnych znajomych (mój M nie poszedł bo szedł w niedzielę do pracy, poza tym nie miał ochoty). Zabrałam ciasto, które upiekłam, siedzieliśmy w trójkę i było wesoło - ja i znajome małżeństwo (znamy sie z nimi ponad 10 lat). Koleżankę zmogła senność i dobry drink i położyła się koło 24 na kanapie, my siedzieliśmy obok przy stole i gadaliśmy. Dobrze nam się gadało, czas szybko leciał i koniec końców zlądowałam do domu dopiero przed 5 rano. 2 tygodnie temu wróciłam od koleżanki z ulicy o 3.
Mój M miał ogromne pretensje, że się "szlajam", że moje koleżanki które mają mężów tak nie robią. No nie robią tak, ich mężowie im towarzyszom w wyjściach z domu, a mój nie ma ochoty!
Nie uważam bym zrobiła coś złego. Nie mam wyrzutów sumienia! Wiedział gdzie i z kim byłam, sam nie poszedł bo nie chciał, ja poszłam bo chciałam. Może do 5 to trochę długo. Jak u mnie była kumpela na kilka dni i też siedziałyśmy do rana to mój nie miał nic przeciwko. Tyle, że z dziewczyną i "na naszym terenie". Mam wrażenie, że najchętniej by mnie zamknął w domu na 4 spusty, choć deklaruje zupełnie co innego i wciąż powtarza, że to że on nie ma ochoty nigdzie wychodzić nie znaczy, że ja nie mogę. W najbliższy weekend jadę na szkolenie na 2 dni - mam nadzieję, że sobie z tym poradzi bo ja się nie zamknę w domu
Tym bardziej, że tryb pracy sprawia, ze powoli czuję że za przeproszeniem dostaję na głowę od ciągłego siedzenia w domu, w izolacji od ludzi. Brakuje mi kontaktu z ludźmi!! Nawet wyjście na zakupy spożywcze jest dla mnie ciekawą atrakcją ;-)

miłego dnia dla wszystkich i kawa (''')>

26,631 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-23 10:53:04)

Odp: Kobiety na zakręcie

Czesc Zakretki,



Wracam i widze, ze tu sie dzieje i to niemalo. Endi - wykaszl sie na tych chorych ludzi, szkoda Twojego zdrowia. Ich nie zmienisz a Twoj maz, w koncu dorosnie i sam sie z nimi rozliczy. A jak nie, to niech sobie nosi ten bagaz na wlasnych barkach.

Rene - lubisz kolejki gorskie? Bo tak to Twoje zycie wyglada. Teraz jedziesz sobie powoli, spokojna, zadowolona, usmiechnieta po takim prostym lagodnym odcinku, a za chwile lubudu i bez ostrzezenia w dol, kiedy juz cala w szoku stoczylas sie i wiesz, ze dalej nie dasz rady, wagonik znow zaczyna sie wspinac powolutku i radosnie do gory, zeby Cie uspokoic, dac chwile wytchnienia i pozwolic uwierzyc, ze dasz rade. Potem ten prosty kawaleczek i  - powtorka z rozrywki. Pytanie do Ciebie - ile przejazdzek po tym torze dasz rade zniesc zanim zwymiotujesz albo ktos bedzie musial kolejke zatrzymac i Cie wypiac i wyjac z wagonika?

Teraz jest dobrze, ale pomysl o tym przy nastepnym zjezdzie z M. w dol. Ile razy jeszcze?

Doona - jak to mowia madrzy ludzie - lepiej pozno niz wcale:) No i prosze, zagranicznie nam sie tu robi:) Canada, Niemcy, Finlandia - kto jeszcze dolaczy?

I blagam nie przypominaj mi o tym final countdown, juz chce miec to za soba:) Bukietu jeszcze nie mam ale fryzjer i makijaz i pazury i rzesy juz zabukowane. Kwiatki zamowie /zamowimy w przyszlym tygodniu. Ale bez szalu, bo torebke kopertowe tez bede miec wiec rak mi nie starczy:) Na czas obraczkowania i tak corci przekaze do potrzymania:))

26,632

Odp: Kobiety na zakręcie

Nie dość, że międzynarodowo to i ruch się solidny zaczyna :-)

26,633

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Czesc Zakretki,



Wracam i widze, ze tu sie dzieje i to niemalo. Endi - wykaszl sie na tych chorych ludzi, szkoda Twojego zdrowia. Ich nie zmienisz a Twoj maz, w koncu dorosnie i sam sie z nimi rozliczy. A jak nie, to niech sobie nosi ten bagaz na wlasnych barkach.

Rene - lubisz kolejki gorskie? Bo tak to Twoje zycie wyglada. Teraz jedziesz sobie powoli, spokojna, zadowolona, usmiechnieta po takim prostym lagodnym odcinku, a za chwile lubudu i bez ostrzezenia w dol, kiedy juz cala w szoku stoczylas sie i wiesz, ze dalej nie dasz rady, wagonik znow zaczyna sie wspinac powolutku i radosnie do gory, zeby Cie uspokoic, dac chwile wytchnienia i pozwolic uwierzyc, ze dasz rade. Potem ten prosty kawaleczek i  - powtorka z rozrywki. Pytanie do Ciebie - ile przejazdzek po tym torze dasz rade zniesc zanim zwymiotujesz albo ktos bedzie musial kolejke zatrzymac i Cie wypiac i wyjac z wagonika?

Teraz jest dobrze, ale pomysl o tym przy nastepnym zjezdzie z M. w dol. Ile razy jeszcze?

Doona - jak to mowia madrzy ludzie - lepiej pozno niz wcale:) No i prosze, zagranicznie nam sie tu robi:) Canada, Niemcy, Finlandia - kto jeszcze dolaczy?

I blagam nie przypominaj mi o tym final countdown, juz chce miec to za soba:) Bukietu jeszcze nie mam ale fryzjer i makijaz i pazury i rzesy juz zabukowane. Kwiatki zamowie /zamowimy w przyszlym tygodniu. Ale bez szalu, bo torebke kopertowe tez bede miec wiec rak mi nie starczy:) Na czas obraczkowania i tak corci przekaze do potrzymania:))

Mussu a dokładna data to?

26,634

Odp: Kobiety na zakręcie

Tak poza tematem ślubnym i zakrętowym smile dziewczyny, przymierzam się do kupna własnych czterech kątów. Mam drobny dylemat, bo nie wiem w co uderzać, w mieszkanie w bloku, w bliźniaka, czy w domek wolnostojący ale z drugiej ręki, czyli z wtórnego. Każde rozwiązanie ma dodatnie plusy i ujemne minusy wink
Osobiście bardzo chciałabym mieszkać poprostu w domku, takim swoim, na własnej działce, gdzie pies biegający, szczekający po ogródku wadzić nikomu nie będzie. Nie ukrywam, że domek (nawet bliźniak) ma dużego plusa na starcie ze względu na mojego pupila własnie.
I mam wątpliwości mnóstwo, nie wiem jak do końca temat ugryźć i na co się decydować...

26,635

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Mussu a dokładna data to?

w piatek za tydzien, buuuu:)

26,636 Ostatnio edytowany przez silkytouch (2015-09-23 11:35:11)

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Mussu a dokładna data to?

w piatek za tydzien, buuuu:)

ojtam buuuu - październik fajny miesiąc ;-)
ja mam rocznicę 11, możemy prawie razem świętować hehe

a ta kiecka to w jakim kolorze będzie? Bo, że elegancja francja to nie da się ukryć!! Czekam na zdjęcia!!


ps.
Pytajka - odpowiem Ci na maila, tylko jakoś się z czasem nie mogę ogarnąć by napisać na spokojnie

26,637

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Mussu a dokładna data to?

w piatek za tydzien, buuuu:)

big_smile toż to już smile
No ładnie, ładnie ...

26,638

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Tak poza tematem ślubnym i zakrętowym smile dziewczyny, przymierzam się do kupna własnych czterech kątów. Mam drobny dylemat, bo nie wiem w co uderzać, w mieszkanie w bloku, w bliźniaka, czy w domek wolnostojący ale z drugiej ręki, czyli z wtórnego. Każde rozwiązanie ma dodatnie plusy i ujemne minusy wink
Osobiście bardzo chciałabym mieszkać poprostu w domku, takim swoim, na własnej działce, gdzie pies biegający, szczekający po ogródku wadzić nikomu nie będzie. Nie ukrywam, że domek (nawet bliźniak) ma dużego plusa na starcie ze względu na mojego pupila własnie.
I mam wątpliwości mnóstwo, nie wiem jak do końca temat ugryźć i na co się decydować...

domek albo blizniak:) w zyciu do bloku nie wroce jesli nie bede musiala.

26,639

Odp: Kobiety na zakręcie
silkytouch napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Mussu a dokładna data to?

w piatek za tydzien, buuuu:)

ojtam buuuu - październik fajny miesiąc ;-)
ja mam rocznicę 11, możemy prawie razem świętować hehe

a ta kiecka to w jakim kolorze będzie? Bo, że elegancja francja to nie da się ukryć!! Czekam na zdjęcia!!

jak odpowiednio wyretuszuje to zalacze:) kolor kosc sloniowa. Odpowiednio do mojej figury;)

26,640

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Tak poza tematem ślubnym i zakrętowym smile dziewczyny, przymierzam się do kupna własnych czterech kątów. Mam drobny dylemat, bo nie wiem w co uderzać, w mieszkanie w bloku, w bliźniaka, czy w domek wolnostojący ale z drugiej ręki, czyli z wtórnego. Każde rozwiązanie ma dodatnie plusy i ujemne minusy wink
Osobiście bardzo chciałabym mieszkać poprostu w domku, takim swoim, na własnej działce, gdzie pies biegający, szczekający po ogródku wadzić nikomu nie będzie. Nie ukrywam, że domek (nawet bliźniak) ma dużego plusa na starcie ze względu na mojego pupila własnie.
I mam wątpliwości mnóstwo, nie wiem jak do końca temat ugryźć i na co się decydować...

domek albo blizniak:) w zyciu do bloku nie wroce jesli nie bede musiala.

Chciałabym domek. Bardzo. Jak zwykle ograniczeniem są finanse. Sama nie mam aż tak wysokiej zdolności kredytowej. Co nie znaczy, że nie byłabym w stanie sama raty za taki domek spłacać. No i jest pomysł, żeby oczywiście wspólnie z D. wziąć kredyt. I tutaj mam małe schody, bo nie wiem, czy ten związek jest tym czego chcę, bo pomimo, że problemy sprzed x lat faktycznie minęły i nie wróciły to idealnie nie jest. A to, że super nie jest wynika z różnicy charakterów i temperamentu i pewnie wychowania. I to mi ciągle czegoś brak w tej relacji na poziomie czułości, romantyzmu itp., mimo, że to nie tak że tego nie ma - jest, ale ja chciałabym więcej. No i własnie pytanie, czy ja za dużo bym nie chciała, czy nie mam mylnego wyobrażenia o związku itd ... No nie ważne smile

W każdym razie jest jeszcze opcja, żeby kredyt wziąć wspólnie ale nieruchomość będzie zapisana na mnie. Za taką opcją przemawiają  dodatkowo dwa fakty- zamieszkałaby z nami moja mama, i ja wpłaciłabym jakieś 30% wartości nieruchomości na wstępie. Ponieważ moja mama zamieszka ze mną bez względu na to co kupię, to domek/bliźniak też wydaje mi się opcją lepszą, gdyż każdy będzie miał więcej swojej przestrzeni.

26,641

Odp: Kobiety na zakręcie

Pytajka, ale w razie rozstania sie z D. pewnie musialabys mu splacic jego czesc? Nie wiem, nie znam sie, ale tak podejrzewam. Bedzie Cie wowczas stac na taka kwote jednorazowo?

26,642

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:

Pytajka, ale w razie rozstania sie z D. pewnie musialabys mu splacic jego czesc? Nie wiem, nie znam sie, ale tak podejrzewam. Bedzie Cie wowczas stac na taka kwote jednorazowo?

Nie Mussu smile Ratę spłacałabym ja z mojego konta, natomiast jeżeli na potrzeby kredytu bank wymagałby spłaty raty ze wspólnego rachunku, to wówczas ja ze swojego przelewałabym tą częśc raty. Raty spłacałabym Ja. D. podniósłby mi tylko zdolność kredytową.

26,643

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Pytajka, ale w razie rozstania sie z D. pewnie musialabys mu splacic jego czesc? Nie wiem, nie znam sie, ale tak podejrzewam. Bedzie Cie wowczas stac na taka kwote jednorazowo?

Nie Mussu smile Ratę spłacałabym ja z mojego konta, natomiast jeżeli na potrzeby kredytu bank wymagałby spłaty raty ze wspólnego rachunku, to wówczas ja ze swojego przelewałabym tą częśc raty. Raty spłacałabym Ja. D. podniósłby mi tylko zdolność kredytową.

OK, czyli rozumiem, ze dom bylby Twoj i kredyt w zasadzie tez Twoj, tylko formalnie na papierze wspolny? No to chyba dosc bezpieczna opcja?
A masz juz jakas lokalizacje ew. posiadlosci?

26,644

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Pytajka, ale w razie rozstania sie z D. pewnie musialabys mu splacic jego czesc? Nie wiem, nie znam sie, ale tak podejrzewam. Bedzie Cie wowczas stac na taka kwote jednorazowo?

Nie Mussu smile Ratę spłacałabym ja z mojego konta, natomiast jeżeli na potrzeby kredytu bank wymagałby spłaty raty ze wspólnego rachunku, to wówczas ja ze swojego przelewałabym tą częśc raty. Raty spłacałabym Ja. D. podniósłby mi tylko zdolność kredytową.

OK, czyli rozumiem, ze dom bylby Twoj i kredyt w zasadzie tez Twoj, tylko formalnie na papierze wspolny? No to chyba dosc bezpieczna opcja?
A masz juz jakas lokalizacje ew. posiadlosci?

Tak, lokalizację mam upatrzoną. Uzgodniliśmy to z resztą wspólnie z D.
Mussu, może uznasz że to infantylne, ale boję się samej wizji zadłużenia na X lat. I dlatego jeszcze nie zrealizowałam planu. Dzisiaj moja sytuacja finansowa jest stabilna, jest pewna praca (na tyle na ile możemy być jej oczywiście pewni smile ), jest stały dochód, który na warunki mojego miasta jest dobry. Ale gdzieś z tyłu głowy zapala mi sie lampka ostrzegawcza, a co jak stracę tą pracę? Ta myśl mnie blokuje poniekąd.
Dzisiaj mam mieszkanie, w którym mieszka moja mama, ale wiesz, jest moje, więc w razie "W" mam dach nad głową.
Teoretycznie po stracie pracy zawsze znajduje się nową, wiem smile A mimo to uczucie niepewności jest.

Dziewczyny, ostatnio w ogóle stwierdziłam, że ja strachliwą istotą jestem. Przeraża mnie niespodziewany huk (dosłownie serce mam w gardle), horrory jak oglądam to zazwyczaj z zasłoniętymi oczami big_smile  i nie wierzę w swoje możliwości, co skutkuje często tzw. słomianym zapałem. Ale tak było od dawien dawna.

26,645

Odp: Kobiety na zakręcie

Cześć dziewczyny .
Endi cieszę się ,że jesteś tu razem z nami .Mam nadzieję ,że się wszystko ułoży .
Może chwila wytchnienia wam pomoże . Pamiętam jak wyjechałam do sanatorium ,po godzinie usłyszałam już tyle komplementów ,że mój mąż już rano stał u mnie pod bramą . Każdą wolną chwilę spędzał u mnie albo dzwonił 100 razy dziennie ,nawet domek na trzy dni wynajął blisko ,żebyśmy mogli być razem w nocy .

Pogoda zrobiła się jesienna i zaczęliśmy chodzić na kijki ,przy okazji trafiają się też grzyby .

26,646

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:

Mussu, może uznasz że to infantylne, ale boję się samej wizji zadłużenia na X lat. I dlatego jeszcze nie zrealizowałam planu. Dzisiaj moja sytuacja finansowa jest stabilna, jest pewna praca (na tyle na ile możemy być jej oczywiście pewni smile ), jest stały dochód, który na warunki mojego miasta jest dobry. Ale gdzieś z tyłu głowy zapala mi sie lampka ostrzegawcza, a co jak stracę tą pracę? Ta myśl mnie blokuje poniekąd.
Dzisiaj mam mieszkanie, w którym mieszka moja mama, ale wiesz, jest moje, więc w razie "W" mam dach nad głową.
Teoretycznie po stracie pracy zawsze znajduje się nową, wiem smile A mimo to uczucie niepewności jest.

Nie martw sie na zapas:) W najgorszym wypadku mozna dom sprzedac i z zysku (wplyw ze sprzedazy minus splata pozostalosci kredytu) kupic mniejsze lokum. Ja tez mam kredyt wieloletni ale juz teraz po 6 latach splacania go mama "zarobione" na czysto ponad 100 tys Euro. Na korzysc wplynela sama koniunktura - kiedy kupowalismy z eksem to mieszkanie akurat ceny na nieruchomosci polecialy na leb na szyje, ponadto poprzednim lokatorom zalezalo na szybkiej sprzedazy i nie dali wygorowanej ceny. Teraz ceny w tym miejscu i domow z tego rocznika sa na o wiele wyzszym poziomie. Sa takie kalkulatory na stronach roznych posrednikow gdzie mozna wpisac dane swojej posiadlosci i wylicza Ci srednia cene czyli za ile moglabys teoretycznie dzis sprzedac.


Ponadto sa tez polisy ubezpieczeniowe na wypadek utraty pracy, istnieja przy bankach, placisz skladki i w razie takiej koniecznosci bank odracza Twoje splaty na np. rok a ubezpieczyciel je pokrywa. Dowiedz sie w banku, w ktorym planujesz ten kredyt. Ludzie boja sie kredytow, a przeciez wiekszosc zachodnich europejczykow tak wlasnie zyje, bo malo kogo stac na wplacenie z gory calej kwoty. Ja nie chcialabym jedynie miec wiecej niz jeden kredyt. To juz dla mnie hard core.

26,647

Odp: Kobiety na zakręcie
Mussuka napisał/a:
Pytajka napisał/a:

Mussu, może uznasz że to infantylne, ale boję się samej wizji zadłużenia na X lat. I dlatego jeszcze nie zrealizowałam planu. Dzisiaj moja sytuacja finansowa jest stabilna, jest pewna praca (na tyle na ile możemy być jej oczywiście pewni smile ), jest stały dochód, który na warunki mojego miasta jest dobry. Ale gdzieś z tyłu głowy zapala mi sie lampka ostrzegawcza, a co jak stracę tą pracę? Ta myśl mnie blokuje poniekąd.
Dzisiaj mam mieszkanie, w którym mieszka moja mama, ale wiesz, jest moje, więc w razie "W" mam dach nad głową.
Teoretycznie po stracie pracy zawsze znajduje się nową, wiem smile A mimo to uczucie niepewności jest.

Nie martw sie na zapas:) W najgorszym wypadku mozna dom sprzedac i z zysku (wplyw ze sprzedazy minus splata pozostalosci kredytu) kupic mniejsze lokum. Ja tez mam kredyt wieloletni ale juz teraz po 6 latach splacania go mama "zarobione" na czysto ponad 100 tys Euro. Na korzysc wplynela sama koniunktura - kiedy kupowalismy z eksem to mieszkanie akurat ceny na nieruchomosci polecialy na leb na szyje, ponadto poprzednim lokatorom zalezalo na szybkiej sprzedazy i nie dali wygorowanej ceny. Teraz ceny w tym miejscu i domow z tego rocznika sa na o wiele wyzszym poziomie. Sa takie kalkulatory na stronach roznych posrednikow gdzie mozna wpisac dane swojej posiadlosci i wylicza Ci srednia cene czyli za ile moglabys teoretycznie dzis sprzedac.


Ponadto sa tez polisy ubezpieczeniowe na wypadek utraty pracy, istnieja przy bankach, placisz skladki i w razie takiej koniecznosci bank odracza Twoje splaty na np. rok a ubezpieczyciel je pokrywa. Dowiedz sie w banku, w ktorym planujesz ten kredyt. Ludzie boja sie kredytow, a przeciez wiekszosc zachodnich europejczykow tak wlasnie zyje, bo malo kogo stac na wplacenie z gory calej kwoty. Ja nie chcialabym jedynie miec wiecej niz jeden kredyt. To juz dla mnie hard core.

Czym się kierowałaś przy wyborze? Poza lokalizacją oczywiście smile

26,648 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-23 14:00:09)

Odp: Kobiety na zakręcie
Pytajka napisał/a:


Czym się kierowałaś przy wyborze? Poza lokalizacją oczywiście smile

metrazem, iloscia pokoi, ogrodem (musial byc:), wiekiem domu, stanem technicznym, ustawnoscia pokoi i wyposazeniem no i cena rzecz jasna:)- to trudna decyzja i zanim znalezlismy dom, przy ktorym bylismy pewni, ze to TEN naogladalismyu sie ich dziesiatki. A to za maly, a to za ciemne pokoje, a to lazienka ciemna, a to stare podlogi, a to ogrod na ruchliwa ulice wychodzi...a jak wszystko pasowalo, to cena z kosmosu i od poczatku szukanie nowego:).

ten dom urzekl nas czystoscia, ladnym tarasem, nowoczesna kuchnia no i poza tym wszystko w nim pasowalo:)

26,649 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2015-09-24 08:15:52)

Odp: Kobiety na zakręcie

Pytajka, ja nie rozumiem, zupełnie

czy twój facet będzie "zyrantem?"

czyli kredyt wezmiecie wspólnie na dom, który będzie twó? a czemu on się na to zgadza? tak technicznie pytam??

bo ja bym się nie zgodziła
=bo jak ci się noga podwinie i do niego bank przyjdzie, to on będzie płącił za coś co nie jest jego??

Pytajka - jak on się na to zgadza to bardzo głupi jest... tak na marginesie...

a jak taki głupi, to tym bardziej nie idz w zależności od niego...
jesli on nie ma świadomości, że bierze na siebie zobowiązanie na wiele, wiele lat, bez prawa do majątku, które nabywasz.. to to krretyn jest



a nie możesz doliczyc dochodu twojej mamy? ja wiem, że to nie jest pewnie dużo, ale zdolnośc kredytową ci podniesie...

26,650 Ostatnio edytowany przez Pytajka (2015-09-24 08:24:27)

Odp: Kobiety na zakręcie
End_aluzja napisał/a:

Pytajka, ja nie rozumiem, zupełnie

czy twój facet będzie "zyrantem?"

czyli kredyt wezmiecie wspólnie na dom, który będzie twó? a czemu on się na to zgadza? tak technicznie pytam??

bo ja bym się nie zgodziła
=bo jak ci się noga podwinie i do niego bank przyjdzie, to on będzie płącił za coś co nie jest jego??

Pytajka - jak on się na to zgadza to bardzo głupi jest... tak na marginesie...

a nie możesz doliczyc dochodu twojej mamy? ja wiem, że to nie jest pewnie dużo, ale zdolnośc kredytową ci podniesie...

Endi, to nie jest kwestia głupoty. On zwyczajnie wie, że ja mam kręgosłup moralny i nie będzie miał z tego tytułu kłopotów z mojej strony. Jeżeli noga mi się podwinie, to moja reakcja będzie taka sama jak w przypadku gdybym brała sama kredyt, więc albo znajdę nową pracę (znając siebie tego akurat jestem pewna, jeżeli nie będę niezdolna do pracy z powodu np. kalectwa) albo dom sprzedam z kredytem.

Mama odpada ze względu na wiek. Żaden bank nie weźmie pod uwagę 68 letniej kobiety do kredytu hipotecznego na 30 lat.
Poza tym wiesz, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podpisać umowę między sobą, na zasadzie, on spłaca ratę, otrzymuje prawo do jakiejś tam części domu.
Wszystko można uregulować prawnie.
Poza tym z mojej perspektywy, po wszystkich przeżyciach w tej relacji, dla mnie to dobrze świadczy o Nim, taka decyzja. I nie rozpatruje tego na zasadzie głupoty czy naiwności.

To jest prawnik, więc ma z całą pewnością świadomość konsekwencji swojej decyzji, więc nie byłabym tak surowa w ocenie i nazywała to kretynizmem. Dla mnie to dobrze o Nim świadczy. Każdy oczywiście ma inny punkt odniesienia smile

Posty [ 26,586 do 26,650 z 29,007 ]

Strony Poprzednia 1 … 408 409 410 411 412 … 447 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kobiety na zakręcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024