Rene - najpierw ustosunkuje sie do aspektow geograficzno-politycznych, pozniej osobistych:)
Geograficznie to ja jestem taki strus pedziwiatr i tez chetnie podrozuje. Niestety, te zawirowania wielokulturowe, czy raczej wielowyznaniowe, powoduja, ze z niektorych rejonow rezygnuje. Np. teraz w lipcu, kiedy szukalam last minuty na ten sierpniowy wypad z cora, nasza sasiadka, ktora pracuje w biurze podrozy i ktora sprzedala nam to Korfu (szkoda, ze nie doslownie:)) proponowala tez Alanye i cos tam na Riwierze Tureckiej. Serdecznie podziekowalam, bo chociaz niby dla turystow zagrozenia brak, to ja tam nie zamierzam ogladac sie za kazdym brodatym na plazy i podejrzewac, ze to jakis ISISowiec z bomba w kapielowkach. Przeciez oni wiedza, ze turystyka to wielka podpora dla tej czesci Turcji, wiec jak beda chcieli kij w mrowisko wsadzic i zepsuc Turkom szyki, to tam wlasnie cos odpala. Turysci odwolaja wyjazdy i juz cel osiagniety.
Tajlandie, Malezje, Indonezje tez odpadaja - coraz czesciej ich linie lotnicze nie dowoza pasazerow na miejsce odpoczynku - z roznych przyczyn.
No i USA - juz dawno bym poleciala, bo kase mam, wize tez pewnie bym dostala..ale, no wlasnie. Zwyczajnie boje sie, kto tam jeszcze ze mna wsrod pasazerow bedzie lecial.
Ja i tak sporo latam w ciagu roku, z racji pracy glownie i chociaz nie jest to dla mnie pierwszyzna, to juz tu kiedys pisalam dziewczynom - zawsze jest jakis pierwiastek niepewnosci i radosc kiedy kola dotkna znowu pasa. Owszem, takie czartery wakacyjne tez sie moga rozpasc w przestworzach, ale chociaz zagrozenie ew. terrorysta na pokladzie jest wyeliminowane:). Jednak wole autem podrozowac, nie wszedzie sie da:(.
A te zagrozenia, swiete wojny, terrorysci - wiesz, kiedy mieszkalam w Londynie dawno temu, to najwiekszy strach w mieszkancach budzili nie brodaci muzulmanie tylko biali chlopcy z IRA (nie tego zespolu rockowego;). Na stacji, z ktorej codziennie wsiadalam do kolejki podmiejskiej podlozono kiedys bombe w toalecie. Ktos zginal, kilka osob rannych. Od tamtej pory ani razu nie skorzystalam z WC na zadnej stacji w Londynie a kazda stojaca wolno paczka, plecak, torba od razu budzily we mnie strach i zwiewalam jak najdalej od takiego bezpanskiego bagazu. Do dzis mam to samo na lotniskach. W naszym londynskim biurowcu, w ktorym pracowalam prawie 3 lata, wszystkie szyby mialy jakies zabezpieczenie antywybuchowe, bo naprzeciwko stal budynek MI5 a i nasz urzad byl na uslugach Her Majesty i Irlandczykom bardzo by podpasowal jako ew. target. A teraz Irlandia to taki spokojny i przyjazny wszystkim kraj:)) Jak to sie dzieje ludzkosci zmieniaja.
Moze kiedys i te wszystkie Bin Ladeny oraz inne Abdullahy jakiegos olsnienia doznaja i topor wojenny zakopia. Chociaz nie wierze, to ich swieta misja a poniewaz w nagrode czekaja na nich zastepy dziewic w raju, wiec pokusa zbyt wielka aby rezygnowac z tepienia niewiernych.
No, tyle w kwestiach nieprzyjemnych, teraz troche o Was.
Przyznam, ze mnie ten wiek wasz zaskoczyl, bo moze nie doczytalam gdzies, ale odnosilam caly czas wrazenie, ze te pierepalki z M to juz jakas dawna zaprzeszla przeszlosc, jeszcze jak byliscie swiezo po slubie, zoltodzioby takie. I M jawil mi sie jako taki niedojrzaly jeszcze maminsynek. Natomiast teraz widze, ze nie tak dawno temu wpadlas na ten zakret z nim. Wiec ciaglym obawom juz sie nie dziwie.
Coz, ciezko jest ulozyc sobie zycie z kims w wieku dojrzalym, bo taka osoba ma juz bardzo wyrobiony swoj schemat i sposob na zycie, nie jest tak latwo jak u par 20-letnich, ktore dopiero w dorosle zycie wchodza razem i wiele ucza sie wspolnie.On juz cos przezyl, Ty tez, doszly, jak piszesz drastyczne przezycia, jego wyrobiona pozycja i "marka" na rynku - to bardzo ryzykowny i ciezki przypadek na towarzysza zycia. Ja bym chyba nie zaryzykowala, tym bardziej podziwiam Twoja odwage.
Ale pokonalas, pokonaliscie, chyba ten najgorszy zakret, szkoda, ze przyplacilas to takim ciezkim stanem zdrowia. Teraz naprawde juz czas cieszyc sie owocami dojrzalego i wreszcie spokojnego zwiazku.
Ale Rene pamietaj..on z wiekiem bedzie czasem stawal sie bardzo upierdliwy, tak to juz ze "starszymi" panami (i paniami) bywa. Bo to zdrowie juz nie to, bo inne widzimisie, bo zal za mlodoscia, chec pokazania na co go jeszcze stac itp. Ja to nazywam starcze zdzecinnienie, chociaz Wam do starosci to jeszcze kupa czasu zostala:)
W niedziele widzialam takie fajne straszawe czy po prostu dojrzale pary jak sie na tych swoich jachcikach wypasionych czy zagloweczkach zgrabnych fajnie kokosza, gospodarza, leniuchuja, goszcza, popijaja drinki na dziobie i planuja kolejny rejs. Starsi, opaleni, usmiechnieci, delektujacy sie owocami swojego zycia - pomyslalam, ze tez tak kiedys chce. Zamknac rozdzial "praca, dzieci, dom", spakowac szorty, klapki, sztormiak, podniesc kotwice i ruszyc miedzy wysepkami coraz dalej i dalej, dokad zagle (albo raczej silnik:)) poniosa. We dwoje na morzu czy jeziorach, beztroskie plywanie, spartanskie zycie, noclegi codziennie w innym porcie:) Takie mam marzenie na starosc:)