End_aluzja napisał/a:malwina. czytałaś mojego posta?
Tak.. dopiero teraz..
Jest jak zwykle jak piszesz..
Jest urażony, bo NIC sie nie działo a ja zrobiłam aferę na 100 fajerek.
Ze jestem nietolerancyjna, trzymam go w klatce, że od dłuższego czasu nam sie nie układało. Dokładnie ujął to co działo się przez ostatnie 7 miesięcy.
Nietolerancyjna-przecież powinnam zaakceptować wszystko na co on ma ochotę.
Trzymam go w klatce. - chciałby pewnie wyskoczyć nie tłumacząc się gdzie, po co i na ile.. wtedy nie byłoby klatki.
Nie układało się -zgadza sie, bo miał powiernice NIM zachwyconą, mizdrząca sie do niego, rozpływającą w zachwytach nad nim a ja pytałam czy starczy nam na rachunki...
A ja.
Ja mam zburzone wszystko. Moją godność, mój honor, mam zszarganą już całkiem samoocenę.. czuje się jak byle co.. Dlatego ,że mnie nie słyszał jak mu tłumaczyłam co sie dzieje, dlatego,że mnie oskarżał,że widzę rzeczy które SĄ.. a nie których nie ma...
ON nie jest Twoim mężem.
I jeszcze coś.. Boje się ,ze to zwykła, perfidna manipulacja. Jak on by wyglądał jakbym go nie przyjęła i doszło by do rozwodu? przecież powodem byłaby małolata, z która nie ma absolutnie żadnej przyszłości ( chyba że byłby totalnym idiota a nie jest) a tak.. dając sobie szansę przez miesiąc..może wyjdzie na to,że ja ta szanse zmarnuje i bedzie juz TYLKO moja wina..
Zle o tym wszystkim myślę. Byłam pewna ,że uciesze się, że wyjaśniliśmy i chcemy naprawiać. A jest mi bardzo źle.