Malwina69 napisał/a:Ja dokłądnie wiem co On powinien zrobić żebym ewentualnie..wzięła pod uwagę jego powrót..ale tego nie zrobi..to nie ten model........
Pozwolicie, że wetknę tu swoje 3 grosze? Jeśli nawet nie, to dajcie znać wykasuję swoje słowa i zamienię na klepanie po plecach. (tylko w miarę szybko, bo to akurat z powodu mojego zachowania zmieniono regulamin w części dotyczącej czasu w jakim można edytować swoje posty
Tia... to byly czasy. OK Malwina. Kilka uwag, które Ci się pewnie nie spodobają, ale może Ci pomogą. Twoje działania są sprzeczne z chęciami, myślami, oczekiwaniami itd. - co prawda to zgodne z kobiecą naturą, ale określiłbym je jako niedojrzałe, niedorosłe nieodpowiedzialne - albo dokładnie takie samo jak koleżanki opisały Twojego ulubieńca. Pod tym względem niestety należy Ci się minus , dokładnie taki sam, jaki dajesz "swojemu" mężczyźnie >?< pewnie pytasz dla czego. Spójrz na to z pewnej perspektywy - jedna osoba oczekuje od drugiej, że porozmaiwa z nią o ważnej sprawi - oczekuje wyjaśnień, sygnalizuje to ... w dość mało jednoznaczny sposób - a przynajmniej mówiący zupełnie co innego - wywaleniem na posesje majtek, koszulek, skarpetek etc. etc. Patrząc na to z zewnątrz to ... trudno wyczytac w tym przekaz - chodź oczekuję od Ciebie wyjaśnień... raczej, raczej widacw tym - to juz nie twój dom! Spakowanie walizek i ustawienie ich przy drzwiach - wskazywałć by mogło ewentualnie coś na kształt wejdź po nie , a potem wyjdź. za to wystawienie ich za drzwi , czy też wywalenie szmat na dwór - daje sygnal-> nic tu po Tobie. W takiej sytuacji przychodzi mi na myśl jedno - nie dogadujecie się, nie dogadywaliście się, macie, mieliście problem z komunikacją. To że akurat w czasie newrów nie ma znaczenia - choć pewnie ktoś będzie polemizował - ale nie daj się przegadać, to jedynie eskalacja zjaiwska. Jeśli będziesz mi mówiła, że zawsze się dogadywaliście, to ja powiem - tylko na pewnym poziomie. (sory ktoś może mnie wyśmieje, że guzik wiem - pewnie i tak, lecz zastanów się nad tym).
Druga sprawa pisałaś o pieniądzach o jego dawnej pozycji sytuacji, o tym, że życie leżało u stóp, że dobrz zarabiał i niczym się nie przejmował, nie odkładał, nie miał majątku. Ok podkreślę, żębyś mnie lepiej zrozumiała - nie przywiązywał wagi do materialnych spraw.(kropka). Z drugiej strony przeczytałem, iż Ty liczyłaś, że to co mu dasz będzie jakby fundamentem związku (albo jednymz nich) to co zapewnisz, zapewniałaś będzie tym co doceni - a było to między innymi oparcie finansowe ... eh. No widzisz zarzucasz mu (oczywiśćie w cudzysłowie zarzucach )albo inaczej ubolewasz nad tym, że on nie docenił tego co mu ofiarowałaś - ale zawuważ - on nie dba o to. Podobnie gdy byl szyszka w korporacji - nie przywiązywał uwagi do majątku i kasy - to nie był argumetn by go mieć przy sobie - to nie była rzecz do której przywiązywal kiedykolwiek uwagę - nie odkładał kasy - on zył, za to co miał...Oczywiście powiesz, że przyczepiłem się do szczegółu. Może i będziesz miała rację. Tyle, że akurat mimo wszystko ta drzazda istnieje. Stąd moje pytanie, zapewne retoryczne - czy Ty aby naprawdę go znałaś? Czy naprawede potrafisz wskazać, to na czym mu naprawde zależy, czy to co Tobie się wydjae że mu ofiarowałaś, było tym co on doceniał. Albo inaczej - czy to co mu ofiarowałaś nie było jedynie tym co sobie sama myślałaś, że jest tym czego on oczekuje, czego oczekuje wasz związek i potrzebuje, da stabilność? A jeszcze inaczej- czy wiesz o nim wystarczająco duzo - o jego prawdziwym ja , czy też nie jest to tak, że zalożyłas sobie że to co mu dajesz - jest tym czego on oczekiwał.
Zarówno jedno i drugie daje mi podstawy do pytania. Czy jesteś pewna że rozumieliście się w związku, czy wasze cele były zbieżne, czy Ty w pełni go rozumiałaś, czy tylko tak chciałaś myśleć.
Nie chcę Ci dokopać - a otworzyć oczy na to, że to co Ci się mogło wydawać takie w pełni sklarowan bylo jedynie takim jaki chciałaś je widzieć, a sposób komunikacji który sobie wypracowaliście, był, czy też jeste jednakowo dla Was obojga czytelny.
No i w jawny sposób piszesz o tym, ze znasz sposób na come back... nadzieja umiera ostatnia, ale jeśli naprawdę chcesz come back - to chciej , sercem miłością, słowami , wszystkim. Postaw warunki - bo bez nich nie będzie przyszłości - ale nie baw się w oczekiwanie, nie baw sie w słowa, albo gesty, których znaczenie będziesz rozumieć wyłącznie Ty - jeśli wiesz co czujesz, jeśli chcesz być trakotowana jako dojrzała osoba, czego oczekujesz z drugiej strony - to musisz to nazwać po imieniu. Inaczej będziesz się zadręczać. Jeśli szansę mimo wszytko oceniasz , na mniej niż 30 %, to znaczy że to nie ma sensu i lepiej odgryźć się od reszty, choć dla niektórych któzy kochają i 5% będzie wystarczające.