i ja nie odbieram malwiny jako psychicznej manipulatorki. Myslę, że większość czasu malwina robi dobrą minę do złej gry... a potem wieczorem w łożku kuli się w pozycji embrionalnej i wewnątrz cichutko żali nad sobą..
myślę, że Malwina nie mówi wielu rzeczy, żeby nikogo nie ranić, żeby wszystko było dobrze.
Myślę, że prpoblem polega na tym, że dla malwiny wydarzyły się rzeczy BARDZO ZŁE I BARDZO TRUDNE
a dla Miska wydarzyły się rzeczy epizodalne, nieistotne, bo ON NIE MIAŁ ZAMIARU ZDRADZAŁ MALWINY -a jego granica tego, co jest ok w związku jest znacznie dalej niż malwiny
Misiek uważa, że w porzo jest łądowanie sobie akumulatorków napalonymi emocjonalnie koleżankami, które za nic podgrzeją temperaturkę - JESLI TYLKO NIE ZDRADZI MALWINY - to znaczy nie skończy z nimi w łożku... tak było, że Misiek z całą mocą deklarował.... NIE ZDRADZIŁEM CIĘ - prawda MAlwina??
A Malwina uważa, że takie emocjonalne gierki i robienie z siebie bozyszcza dla złaknionych uwagi lasek JEST NIE W PORZO.
I tu mamy ZONG.. bo przecież:
1. jak się spikneli to nie siedzieli przytuleni prowadząc rozmowy - a jeslibym napisała koledze z pracy esemesa o treści - miałąbym na ciebie ochotę, to czy uznAŁBYŚ to za zdradę?? a jakbym ja napisał koleżance, że jest niezłą dupą, to to byłaby zdrada? a jakbym napisał, że jest miła,l to to byłaby zdrada? a jakbym powiedział jej, że miło mi si,ę z nią przebywa - to to byłaby zdrada??
Więc mamy ZONG - bo malwina cierpi - bo czuje, że misiek naruszył ich umowe i podwazył zaufanie....
A misiek sie wkurza - bo nie zrobił nic złego
i jak z tego wybrnąć?
Malwinaq nie może stawiac warunków, bo PRZECIEZ ŻADNEJ ZDRADY I SPRZENIEWIERZENIA nie było.
a że ona tak czuje??