Zajmuje sie, li tylko spolecznie, nieodplatnie - zeby nie bylo niedomowien - z dobrego, cholera, serca, kobietami z Polski ktore opiekuja sie staruszkami. I z jedna taka byl dzis cyrk.
Dzwoni do mnie, ze musi do domu jechac. JUZ. Bo babcia umiera. I zebym pomogla jej przetlumaczyc to jej pracodawcom.
Ok. Bywa. Przyjedzam. Ta placze. Histeria...nie - HISTERIA! Staram sie ja uspokoic.
Rodzina, lacznie z chora 90-latka stoi bezradnie. Wzielam ja do pokoju obok i pytam co jest. Mowi, mi ze babcia umiera i ona musi do Polski.
A mnie cos tknelo i pytam ja, czy to prawda? Czy moze juz nie daje rady? Przyznala, ze nie daje rady i babcie wymyslila.
Ok. Rozumiem. To ciezki kawalek chleba. Ludziom siada psycha.
Wychodzimy do rodziny...a ona zaczyna sie drzec, ze chca ja okrasc i nie zaplacic. Wyjasniam (o sciemie z babcia nic nie mowie, zeby nie gmatwac wszystkiego).
Oni, ze nie, skad. Tylko pieniadze ze beda jutro. Jutro.
Ona, nie ze musza byc dzis! DZIS!
Ryczy.
Pytam ja kiedy ma autobus. Odpowiada, ze jutro po popoludniu.
Ok. To nie ma problemu.
Nie ok. Pieniadze MUSZA byc dzis!
Pytam ja dlaczego? Bo jutro jej nie zaplaca!
Pytam znow, dlaczego tak sadzi? oklamali juz ja kiedys?
Nie... ale ona to czuje!
I zaczyna do mnie sie drzec, ze mam im powiedziec, ze beda musieli jej zaplacic koszty, bo tam, w Polsce NA NIA Z POGRZEBEM CZEKAJA!
Zatkalo mnie na sekunde.
Mowie - Kobieto, opanuj sie! Babcia ma sie dobrze, tak?. Upokoj sie, bo ta histeria i krzyki nic nie daja.
Poszla do swojego pokoju. Rozmawiam z rodzina, babcia bliska wylewu, tak jej cisnienie skoczylo.
... po 10 minutach pod dom podjezdza pogotowie...!? WTF?
A ona wybiega zdziwiona, bo na policje zadzwonila (tylko nr pomylila).
Tlumaczenie, kolejna porcja stressu....
Myslalam, ze oni jej wisza, za cale trzy miesiace. Ale nie. Placili jej co miesiac i do zaplaty byl kwiecien.
Ja rozumiem, ze obcy kraj, ze strach, ze problemy finansowe - naprawde... ale.. slow mi brak!
Tym bardziej, ze to jest rodzina, ktora korzysta z opiekunek juz kilka lat i nigdy kobiety nie mialy z nimi problemow. Bo bywa roznie - to fakt.
Teraz wydzwania mi co chwila. Raz przprasza, raz wyzywa. Chcialam ja do lekarza wziasc, zeby jej cos na uspokojenie dal - to znow panika! bo ja zamkna! I co ja kombinuje!
Wniosek?
Jak sie ma dobre serce, to doopa musi byc ze stali.
Uffffff wygadalam sie.... lepiej mi...
Mowisz Asiu: przyzwyczailam sie.
A ja nie chce sie przyzwyczajac. Przyzwyczajenie to jakas forma przyzwolenia ( w moim odczuciu, nie chce nikomu nic narzucac).
A figa!