Uwielbiam kobiety i ich analizowanie siebie, swoich odczuc etc normalnie spirala, ktora nigdy sie nie konczy, Tarantello uwielbiam Ciebie slonce.
66 2012-03-15 21:08:07 Ostatnio edytowany przez martyrs (2012-03-15 21:43:03)
Podobne tematy
Uwielbiam kobiety i ich analizowanie siebie, swoich odczuc etc normalnie spirala, ktora nigdy sie nie konczy, Tarantello uwielbiam Ciebie slonce.
Martyrs, nie obraź się stary, ale takie teksty to puszczaj do nastolatek.
Nie chce flamować wątku, ale mnie chłopie rozwaliłeś. Teraz, cisza.
@fuorviatos pomijając ostatnie zdanie to niestety martyrs ma rację. Niektóre kobiety nie potrafią żyć bez problemów i szukają ich na siłę. Analizują, gdybają, podpuszczają, sprawdzają partnera, siebie i tak w koło...
A nie uważacie, że to sprawdzanie, gdybanie, analizowanie z czegoś wynika?
Kobieta, jesli jest spełniona, ma w związku wszystko, nie szuka czegoś czego nie ma!
To powiedz mi gdzie jest sens w rozpamiętywaniu erotycznych przygód z poprzednimi kolesiami, skoro byłem jedynym, który dał jej orgazm i to wielokrotny? Gdzie jest sens w kłamaniu odnośnie własnych potrzeb, oczekiwań i upodobań? Gdzie jest sens w odmawianiu seksu w sytuacji, kiedy sama ma niego ochotę?
martyrs napisał/a:Uwielbiam kobiety i ich analizowanie siebie, swoich odczuc etc normalnie spirala, ktora nigdy sie nie konczy, Tarantello uwielbiam Ciebie slonce.
Martyrs, nie obraź się stary, ale takie teksty to puszczaj do nastolatek.
Nie chce flamować wątku, ale mnie chłopie rozwaliłeś. Teraz, cisza.
Nie przejmuj się Fuorviatos. Typowa reakcja typowego toksyka. Najpierw wyznaje miłość (nie chce mi się teraz liczyć, ile razy słyszałam od martyrsa o jego uwielbieniu dla mnie), potem ostentacyjnie rzygnie coś o mojej seksualnej niewydolności albo coś w podobie (musi upuścić nagromadzonej do kobiet agresji), dostanie z kopa, a potem znów wchodzi w fazę "miodowego miesiąca" i jest uosobieniem czułości.
Widzisz, Fuorviatos? To się nazywa toksyczny cykl. Dynamika takiej relacji na skróty zaprezentował Ci sam Martyrs. Dopiero co zaczęliśmy nasze lekcje na innym wątku a tak zgrabnie kontynuujemy na tym
.
Bardzo proszę o trzymanie się głównego celu, w jakim ten wątek został założony, a przede wszystkim o zaprzestanie wzajemnego obrażania się, w przeciwnym razie będziemy musiały podjąć bardziej radykalne działania. Dziękuję za dostosowanie się do prośby i pozdrawiam, Moderatorka Olinka
A nie uważacie, że to sprawdzanie, gdybanie, analizowanie z czegoś wynika?
Kobieta, jesli jest spełniona, ma w związku wszystko, nie szuka czegoś czego nie ma!
A są takie? ![]()
To powiedz mi gdzie jest sens w rozpamiętywaniu erotycznych przygód z poprzednimi kolesiami, skoro byłem jedynym, który dał jej orgazm i to wielokrotny? Gdzie jest sens w kłamaniu odnośnie własnych potrzeb, oczekiwań i upodobań? Gdzie jest sens w odmawianiu seksu w sytuacji, kiedy sama ma niego ochotę?
kolejne pytanie a dlaczego daje palec pozwala zbliżyć sie na odległość muśnięcia palcami , facet już mysli że chwyci za rekę bo jest bliziutko , a w zamian za to słyszy WON mi stąd!
Czy wy nie byliście kiedyś gdzieś razem ? bo jedno jedzie po drugim aż wióry lecą
Azahiel z tymi wiórami to trochę przesadzasz....
A kwestie te są o tyle istotne, że pozwalają zdefiniować 'facetów, którzy kochają za bardzo', bo trwają w takim związku w nadziei na poprawę.
Bardzo proszę o trzymanie się głównego celu, w jakim ten wątek został założony, a przede wszystkim o zaprzestanie wzajemnego obrażania się, w przeciwnym razie będziemy musiały podjąć bardziej radykalne działania. Dziękuję za dostosowanie się do prośby i pozdrawiam, Moderatorka Olinka
Witam Moderację,
Jeśli to omnie, to ja MERYTORYCZNIE, dla zobrazowania kluczowego problemu charakterystycznego dla KZB przytoczyłam pierwszy z brzegu przykład. Tu się nikt nie obraża. Samo uwielbienie. Mam to na piśmie. Wielokrotnie na piśmie.
A skoro już się widzimy. Nie dałoby się czegoś zrobić, żeby użytkownicy (jak by to określić bez obrażania) swobodnie sobie poczynający z prawdą i ciągle zmieniający (dla potrzeb kolejnych wątków) faktografię ze swojego życia byli równie dokładnie obserwowani jak reszta? Kto jak kto, ale Wy macie najlepszy ogląd takiej labilności i wprowadzania w błąd użytkowników, którzy chcieliby dzięki Moderacji mieć pewność, że dyskutują z wiarygodnymi interlokutorami. Powszechna "uznanie" dla niektórych użytkowników też mogłoby posłużyć dla Was za jakąś wskazówkę.
Z góry dziękuję za rozpatrzenie mojego wniosku.
T.
@fuorviatos pomijając ostatnie zdanie to niestety martyrs ma rację. Niektóre kobiety nie potrafią żyć bez problemów i szukają ich na siłę. Analizują, gdybają, podpuszczają, sprawdzają partnera, siebie i tak w koło...
Jako kobieta, ale widocznie z nadwyzka testosteronu w organizmie, zgadzam sie z powyzszym stwierdzeniem calkowicie. Gdyby kobiety przelaly cala swa energie i czas jaki, moim zdaniem, marnuja na takie psychoanalizy siebie, partnerow i calego swiata dookola, na cos bardziej pozytecznego to mielibysmy obecnie babski parlament. I wiekszoscia firm - tych dochodowych - tez zarzadzalyby kobiety. A tak to mamy stetryczalych piernikow i w rzadzie i w firmach..a damski talent sie marnuje.
Oj babki, ale wy soba dajecie manipulowac, zamiast stosowac prosta lopatologie: jak kocha to odwzajemniac i nie gdybac a jak nie kocha to za portki i won z domu. I tez nie gdybac:)
Mam wrażenie,że w przypadku wiekszosci kobiet jest to niewykonalne.. jesteśmy zbyt złozone i działamy wielopłaszvczyznowo.. więc analiza i rozkładanie prpoblemu na czynniki pierwsze płynie nam we krwi.. To własnie domena facetów..przyjąć coś do wiadomości i zadziałać radykalnie.. potem otrzepac rączki i po temacie. Po prostu albo w lewo albo w prawo.. a kobieta ma jeszzce tyle kombinacji...
smutnamonia napisał/a:A nie uważacie, że to sprawdzanie, gdybanie, analizowanie z czegoś wynika?
Kobieta, jesli jest spełniona, ma w związku wszystko, nie szuka czegoś czego nie ma!A są takie?
A i owszem!
Ja miałam wszystko! Nie szukałam na siłę problemów, bo zycie samo ich w wystarczającej ilości dostarcza.
Do czasu!
Pewnego pięknego dnia mój świat się zawalił i leży w gruzach po dziś dzień!
A mój mąż właśnie ma problem czy w lewo czy w prawo!
Ale wczoraj usłyszłam jeszcze inną koncepcję - pójść prosto!
Mam wrażenie,że w przypadku wiekszosci kobiet jest to niewykonalne.. jesteśmy zbyt złozone i działamy wielopłaszvczyznowo.. więc analiza i rozkładanie prpoblemu na czynniki pierwsze płynie nam we krwi.. To własnie domena facetów..przyjąć coś do wiadomości i zadziałać radykalnie.. potem otrzepac rączki i po temacie. Po prostu albo w lewo albo w prawo.. a kobieta ma jeszzce tyle kombinacji...
Malwinka, zlozone i wieloplaszczyznowe to powinno byc dobre ciasto francuskie, na takie rozki z jablkiem:)
A my same, na wlasne zyczenie, lubimy skomplikowac sobie zycie, zamiast je uproscic i korzystac poki sie da i ile sie da:) Az rece opadaja, jak widzi sie fajna, zgodna (na pozor) pare, widac, ze nie ma powodu do klotni, obaw, analizowania - ale nie. Kobieta, stwor pokretny, musi - zwyczajnie musi, zaczac swoje dochodzenie, podejrzenia, oskarzenia, manipulacje. I tak bedzie do skutku analizowac , ze albo posiwieja oboje albo wszystko, jak to sie poetycko mowi, rypnie. I to nie przez winy partnera tylko przez jego wykonczona anielska cierpliwosc i odpornosc na ciagly atak.
Natomiast w przypadku winy mezczyzny, kiedy zwiazek sie rozpada, kobieta zamiast postanowic cos dla siebie zrobic i pierwszym punktem byloby 1. wyklecie go od wszystkich najgorszych, 2. odciecie sie fizyczne i psychiczne od psychopaty, 3. pozamiatanie smieci i przemeblowanie zycia, 4. korzystanie z tegoz zycia w pelni - nie, tez sie tak nie da. Taka pani bedzie analizowac, doszukiwac sie logicznych (z jej punktu widzenia) przyczyn rozpadu, probowac cos w sobie i nim zmieniac, naprawiac, w koncu rozpatrywac kazdy dzien i jego kichniecie od dnia A do dnia Z - jakby to cos moglo zmienic albo w czyms pomoc.
Jak sie czlowiek odkocha (a takie prawo ma) to z bolem serca i z godnoscia nalezy to zaakceptowac. I pozegnac pana (badz pania) raz i na dobre. Odplakac swoje, potem nos wytrzec i ruszyc przed siebie. A nie wstecz.
Ja sie chyba naprawde w spodenkach urodzilam, bo do wielu spraw, sercowych tez, podchodze raczej po mesku. I to mi sluzy:)
Natomiast w przypadku winy mezczyzny, kiedy zwiazek sie rozpada, kobieta zamiast postanowic cos dla siebie zrobic i pierwszym punktem byloby 1. wyklecie go od wszystkich najgorszych, 2. odciecie sie fizyczne i psychiczne od psychopaty, 3. pozamiatanie smieci i przemeblowanie zycia, 4. korzystanie z tegoz zycia w pelni - nie, tez sie tak nie da. Taka pani bedzie analizowac, doszukiwac sie logicznych (z jej punktu widzenia) przyczyn rozpadu, probowac cos w sobie i nim zmieniac, naprawiac, w koncu rozpatrywac kazdy dzien i jego kichniecie od dnia A do dnia Z - jakby to cos moglo zmienic albo w czyms pomoc.
Jak sie czlowiek odkocha (a takie prawo ma) to z bolem serca i z godnoscia nalezy to zaakceptowac. I pozegnac pana (badz pania) raz i na dobre. Odplakac swoje, potem nos wytrzec i ruszyc przed siebie. A nie wstecz.
Wypisz wymaluj to o mnie było!
Ale moje wkoorwienie juz sięga zenitu, więc może w końcu chwyce tę miotłę!
fuorviatos napisał/a:smutnamonia napisał/a:A nie uważacie, że to sprawdzanie, gdybanie, analizowanie z czegoś wynika?
Kobieta, jesli jest spełniona, ma w związku wszystko, nie szuka czegoś czego nie ma!A są takie?
A i owszem!
Ja miałam wszystko! Nie szukałam na siłę problemów, bo zycie samo ich w wystarczającej ilości dostarcza.
Do czasu!
Pewnego pięknego dnia mój świat się zawalił i leży w gruzach po dziś dzień!
A mój mąż właśnie ma problem czy w lewo czy w prawo!
Ale wczoraj usłyszłam jeszcze inną koncepcję - pójść prosto!
Znaczy jak? W trzecia strone??? A ta z lewej i z prawej ida w odstawke?
smutnamonia napisał/a:fuorviatos napisał/a:A są takie?
A i owszem!
Ja miałam wszystko! Nie szukałam na siłę problemów, bo zycie samo ich w wystarczającej ilości dostarcza.
Do czasu!
Pewnego pięknego dnia mój świat się zawalił i leży w gruzach po dziś dzień!
A mój mąż właśnie ma problem czy w lewo czy w prawo!
Ale wczoraj usłyszłam jeszcze inną koncepcję - pójść prosto!Znaczy jak? W trzecia strone??? A ta z lewej i z prawej ida w odstawke?
No bo jak się chłop nie może zdecydować to wybiera trzecią opcję!
Mussuka napisał/a:Natomiast w przypadku winy mezczyzny, kiedy zwiazek sie rozpada, kobieta zamiast postanowic cos dla siebie zrobic i pierwszym punktem byloby 1. wyklecie go od wszystkich najgorszych, 2. odciecie sie fizyczne i psychiczne od psychopaty, 3. pozamiatanie smieci i przemeblowanie zycia, 4. korzystanie z tegoz zycia w pelni - nie, tez sie tak nie da. Taka pani bedzie analizowac, doszukiwac sie logicznych (z jej punktu widzenia) przyczyn rozpadu, probowac cos w sobie i nim zmieniac, naprawiac, w koncu rozpatrywac kazdy dzien i jego kichniecie od dnia A do dnia Z - jakby to cos moglo zmienic albo w czyms pomoc.
Jak sie czlowiek odkocha (a takie prawo ma) to z bolem serca i z godnoscia nalezy to zaakceptowac. I pozegnac pana (badz pania) raz i na dobre. Odplakac swoje, potem nos wytrzec i ruszyc przed siebie. A nie wstecz.
.
! helouuu z tym akurat sie równiez zgadzam.. winny i skazany.. nie ma innej opcji...ale w z tym,że gdy ejst dobrze, naparwde dobrze a kobieta szuka dziury w całym nie zgodze sie w 100% ..z uwzględnieniem,że sa ludzie i taborety więc wszystko mozliwe.. jednak kobiety mądre i rozsądne nie szukają powodów do zgrzytów bez przyczyny.. musi coś sie zadziać żeby kobieta chciała to wyjaśnic a nie chowac gdzies w sobie.. jak jest ok to ok i nie ma tematu..
czyli? co autor miał na mysli? ani Ty ani ona?
No bo jak nie może sie zdecydować, to będzie sam!
No bo jak nie może sie zdecydować, to będzie sam!
Sram tam tam a nie sam. Taki kit to on moze innym a nie Tobie i Twoim charyzmatycznym kolezankom forumowym wciskac.
Sam przez dwa dni a potem wio do tamtej. Tylko jak ma Ci to prosto w oczy powiedziec skoro sie boi Twojej reakcji?
[
.
! helouuu z tym akurat sie równiez zgadzam.. winny i skazany.. nie ma innej opcji...ale w z tym,że gdy ejst dobrze, naparwde dobrze a kobieta szuka dziury w całym nie zgodze sie w 100% ..z uwzględnieniem,że sa ludzie i taborety więc wszystko mozliwe.. jednak kobiety mądre i rozsądne nie szukają powodów do zgrzytów bez przyczyny.. musi coś sie zadziać żeby kobieta chciała to wyjaśnic a nie chowac gdzies w sobie.. jak jest ok to ok i nie ma tematu..
Oj Malwina, ile ja sie naogladalam takich pan (w zyciu i w TV:) co to z igly widly potrafia. "A dlaczego sie na nia gapisz, a w ktorym to sklepie tak dlugo byles, pewnie tylko mlode i chude Ci sie podobaja...." i tak tratatata, az facetowi uszy zwisaja jak klapouchowi. A on ja zapewnia, ze "duszko, Tys mi jedyna ksiezniczka na swiecie i nikogo poza Toba nie widze - bo czesto nie moze;)), na nikogo sie nie patrze, w spozywczym kolejka byla az do konca regalow z kawa, mlode to glupie a Ty taka madra i kochana" - ona przez chwile uwierzy a za pare dni ponowi atak. I zadne slowa nie docieraja:)
Ja pisze o swoich niektorych znajomych kolezankach, ktore swoich Bogu ducha winnych mezczyzna prawie za zycia na tamten swiat przeniosly. Nota bene, mnie swego czasu jedna taka tez chciala wrobic w rzekomy romans z jej mezem:)) Niemal nas przekonala, ze tak sie stalo;)
smutnamonia napisał/a:No bo jak nie może sie zdecydować, to będzie sam!
Sram tam tam a nie sam. Taki kit to on moze innym a nie Tobie i Twoim charyzmatycznym kolezankom forumowym wciskac.
Sam przez dwa dni a potem wio do tamtej. Tylko jak ma Ci to prosto w oczy powiedziec skoro sie boi Twojej reakcji?
Sram tam tam a nie sam. Podpisuję się, choć ledwo trafiam w klawiaturę, bo przez łzy śmiechu nic nie widzę.
Tak, Monia. Sram tam tam.
A my same, na wlasne zyczenie, lubimy skomplikowac sobie zycie, zamiast je uproscic i korzystac poki sie da i ile sie da:)
Zgadzam się z Mussuką i z Yoghurtem. Prościej trza żyć, myśleć i działać. A głównie działać. Nie ma nic złego w analizowaniu błędów, żeby ich w przyszłości nie powielać, ale działanie powinno być konkretne i dynamiczne. Pewne rzeczy są więcej niż oczywiste tylko my z jakichś niezrozumiałych przyczyn BARDZO nie chcemy ich dopuścic do swojej świadomości, zamydlamy sobie mózg analizowaniem przyczyn, podstaw, motywacji, sracji. Warto sobie oczywiście odpowiedzieć na pytanie, jakież są te NASZE przyczyny, że tak żałośnie trzymamy sie tych naszych wyparć i jak juz sobie odpowiemy - pruć do przodu i się nie oglądać. Czasu szkoda. Życia szkoda. Emocji szkoda.
Sram tam tam a nie sam. Podpisuję się, choć ledwo trafiam w klawiaturę, bo przez łzy śmiechu nic nie widzę.
Tak, Monia. Sram tam tam.
Może i sratatatamm! Tylko, że mi wcale do śmiechu nie jest! Ale płakać już nie mam czym!
Dojrzewam, jak każda zdradzona kobieta! Cholera tylko nie umiem w sobie dopalacza znaleźc!
Bo Ty sie Monia masz ani nie smiac ani plakac tylko noga raz a dobrze tupnac i kazac mu bety swoje zabierac. I nie wolno Ci poddawac sie jego manipulacjom "ach zono moja jedyna kochana, takiej drugiej jak Ty to juz nie znajde".
"No wlasnie, nie znajdziesz capie glupi wiec teraz idz i sobie rycz zes mnie mial a juz nie masz. Pa, tam sa drzwi tylko cicho za soba zamknij bo film ogladam. I klucze na komodce zostaw."
Wróćmy, dziewczyny na wątek KKZB, bo się panoszymy na wątku chłopaków ![]()
panowie... dyskusja
.. taki był mały przerywnik ale teraz Wy macie głos..
panowie... dyskusja
.. taki był mały przerywnik ale teraz Wy macie głos..
oraz dzieci i ryby;) widzicie same, jacy oni "gadatliwi":)
Malwina69 napisał/a:panowie... dyskusja
.. taki był mały przerywnik ale teraz Wy macie głos..
oraz dzieci i ryby;) widzicie same, jacy oni "gadatliwi":)
Bo oni nie gadają tylko robią ![]()
...i tego sie trzeba nauczyć ![]()
Bo oni nie gadają tylko robią
Oj taaaak:) I to jak robia:) Az sie rozmarzylam..:))
Musssuka Ty zbereźnico
![]()
Musssuka Ty zbereźnico
![]()
No co? Piatek dzis, jutro mozna dluzej pospac to sie rozmarzylam;)
a naszych chlopow ani widu ani slychu. Gdzie Ci mezczyzni, prawdziwi tacy..?
Ja mysle,że sie pogubili..nie nadążaja.. bez urazy panowie ![]()
101 2012-03-16 13:57:06 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2012-03-16 14:04:26)
Witam.
Chyba należałoby "wyczyścić" troszkę ten wątek z zaśmiecających go poteflonów udających MKZB. Bo robi się niepoważnie, a temat jest poważny. Oczywiście poważny dla tych Panów, którzy rzeczywiście są MKZB i chcą coś zmienić w swoim życiu.
Sama byłam i coraz mniej na szczęście jestem KKZB i wiem, jaki to ciężki orzech do zgryzienia. I mój nadmiar empatii pozwala mi wyobrazić sobie, że o wiele ciężej jest mężczyźnie, którego ten problem dotyczy. Dlaczego ciężej? Ano bo my kobiety jednak mamy taki wentyl bezpieczeństwa - komunikujemy się, wyrzygujemy, płaczemy, mówimy, piszemy. Nie udajemy, że jest OK.
Oczywiście nie wszystkie i nie zawsze. Ale jednak - szukamy pomocy i jeśli ktoś nam ją ofiarowuje - nie wstydzimy się korzystać.
MKZB to mężczyzna, który przeważnie ma sporo tzw "kobiecego pierwiastka". Od razu proszę o nie kojarzenie tego z byciem gejem, bo to nie ma nic wspólnego z powyższym. Po prostu inna wrażliwość, inny sposób patrzenia na świat. Śmiem twierdzić, że bogatszy, ale i ryzyko zranienia większe. ![]()
Od siebie mogę kilka rad "przemycić", z własnych doświadczeń wynikających.
1. Jestem absolutnie przekonana, że 100% KZB (bez względu na płeć) jest dotkniętych tym syndromem z powodu przeszłości. Niestety - dom rodzinny, traumy z dzieciństwa - to wszystko powoduje, że nasze poczucie własnej wartości jest poważnie zachwiane. Taka jest prawda.
I od razu napiszę coś, żeby nie było nieporozumień. Ja nikogo nie chcę przekonywać, że jego dzieciństwo było do dupy, ze mama i tata zrobili mu "kuku" i to jest przyczyna kłopotów. Nie, ja już się w to przestałam bawić. Nabrałam doświadczenia i już WIEM, że zmienić swoje życie może tylko ten, kto tego CHCE. A chce ten, kto nie obraża się, gdy się mu prawdę prosto w twarz wywala. Szansę trzeba sobie dać, a nie tracić energię na kłótnie, którego do żadnych zmian nie prowadzą.
Nie piszę tego ot tak, bez powodu. Powód mam, nawet kilka. Mają różne imiona, zawsze męskie.
Chyba żaden z nich na początku naszej korespondencji nie uważał, że jego dzieciństwo było nie-OK.
A ja za każdym razem, gdy czytam "mój dom rodzinny był normalny, nie działo się nic złego", to zaświeca mi się czerwona lampka. Bo co znaczy "normalny"? Dla kogo? W odniesieniu do jakiej "nienormalności"? Oschła, zimna matka czy tez jej przeciwieństwo - nadmiernie opiekuńcza potrafi zrobić w głowie dziecka takie samo spustoszenie jak agresywny alkoholik. Nieobecny lub "rozrywkowy" tatuś potrafi tak samo zdemolować umysł dziecka jak lejąca kablem za byłe głupstwo matka. Nie ma co się oszukiwać kochani - żaden dzieciak, bez względu na płeć nie jest w stanie SAM poradzić sobie z taka rzeczywistością. ZAWSZE w jakiś sposób wpływa to na nasze dorosłe życie. Za dużo wymagań, brak wymagań - to też ma znaczenie.
Warto, drodzy Panowie zadać sobie bolesne pytanie i na Boga, nie oszukiwać siebie samych. Jak wyglądały relacje w mojej rodzinie? Jak rodzice traktowali siebie wzajemnie? Jakie mieli relacje ze swoimi rodzicami? Jak traktowali nas? Czy w naszej rodzinie okazywano sobie uczucia? Czy rozmawialiśmy ze sobą? Jaki wzór ojca/matki/małżeństwa wyniosłem z domu? A może jaki na pewno mój dom mam nie być? To wszystko jest bardzo istotne, zapewniam. DDA, DDD - te literki determinują większość KZB.
2. Powinniście Panowie (może to już za Wami) zrozumieć i zaakceptować, że to Wy macie problem. Jeśli nic nie zrobicie, nie będziecie pracować nad sobą - nic się nie zmieni. Kolejną partnerkę (nawet jak będzie o 180 stopni inna niż poprzednia), znów wybierzecie zgodnie ze schematem MKZB. Po prostu inaczej nie umiecie. Tym właśnie różnią się KZB od "normalnie" skrzywdzonych - NIE UCZĄ SIĘ NA BŁĘDACH. Dopóki nie zrozumieją źródła problemów i nie zaczną pracować nad zmianami - NIE BĘDZIE LEPIEJ.
3. Polecam czytanie, czytanie, czytanie. Jest sporo literatury w temacie. Jest wątek (niestety Moderacja wywaliła go do książek), w którym zamieściłyśmy cały najważniejszy spis lektur. Warto poczytać. Jeśli któryś z Panów jest chętny - proszę napisać na mojego maila. Większość z tych pozycji mam w pdf. Jestem, a właściwie byłam forumowa bibliotekarką w tym temacie. Z chęcią przekażę księgozbiór jakiemuś bibliotekarzowi
Trzeba tylko czytając przetransponować formę kobiecą na męską, bo książki te z reguły dedykowane są kobietom. Ale dacie radę, Panowie.
To tyle ode mnie. Życzę powodzenia, bo muszę Wam powiedzieć, że praca jest bardzo ciężka. Krew, pot i łzy. Ale jak już znajdziecie się "po drugiej stronie lustra", to zobaczycie, że warto było.
Czego Wam ze szczerego serca życzę.
102 2012-03-16 14:00:47 Ostatnio edytowany przez Koliber (2012-03-16 14:09:56)
No proszę, tez jestem ciekawa jak to wszystko widza meżczyźni
Jakbyście się Pani zachowały widząc faceta placzącego za kobietą? Czyż nie pomyślałybyście - "Jeju, co za mazgaj. Przecież jest tyle innych"
ja osobiście uważam że jak ma już ochotę wylać te łzy z powodu kobiety to niech robi to ale w męskim gronie
Gdyby kobiety przelaly cala swa energie i czas jaki, moim zdaniem, marnuja na takie psychoanalizy siebie, partnerow i calego swiata dookola, na cos bardziej pozytecznego to mielibysmy obecnie babski parlament. I wiekszoscia firm - tych dochodowych - tez zarzadzalyby kobiety. A tak to mamy stetryczalych piernikow i w rzadzie i w firmach..a damski talent sie marnuje.
Oj babki, ale wy soba dajecie manipulowac, zamiast stosowac prosta lopatologie: jak kocha to odwzajemniac i nie gdybac a jak nie kocha to za portki i won z domu. I tez nie gdybac:)
Zgadzam się, na prosty sposób albo ci sie podoba to co widzisz albo nie...nie warto gdybac i dorabiac ideologii kiedy prawda leży przed naszymi oczami ![]()
ja osobiście uważam że jak ma już ochotę wylać te łzy z powodu kobiety to niech robi to ale w męskim gronie
a czemu w meskim? zeby sie z niego nabijali? moze najlepiej w swoim wlasnym gronie czyli w samotnosci:) Ja tez zreszta nigdy przy kolezankach czy innych kobietach nie plakalam za mezczyzna. Z innych powodow owszem ale nigdy o zadnego chlopa:) Duma by mi nie pozwolila;))
Ja sie chyba naprawde w spodenkach urodzilam, bo do wielu spraw, sercowych tez, podchodze raczej po mesku. I to mi sluzy:)
ha ja chyba też, no ale ja zła i niemoralna jestem i po trupach mi się zdarzyło iść
a co do mężczyzn sa na prawdę inteligentni i w prosty, nieprzekombinowany sposób potrafią myśleć, ja wole się od nich uczyć niż z nimi walczyć:)
[Myślę że my przeżywamy tak samo jak wy. Wszystko zależy od charakteru, ale zapewniam że facet tez ma wnętrze i wcale nie musi być innej orientacji. Poprostu modele zaradnego wojownika które wpajaja nam rodzina od małego z biegiem czasu materializują się. Nie ukazujemy cierpienia bo nam przecież nie wypada płakać, ale i my płaczemy.
Nie pokazujemy tego. Dlaczego? Nie wiem. Może boimy się że pokazując tą prawdziwą twarz, zostaniemy odrzuceni bo przecież - Faceci tak nie robią!
Jakbyście się Pani zachowały widząc faceta placzącego za kobietą? Czyż nie pomyślałybyście - "Jeju, co za mazgaj. Przecież jest tyle innych"
Zachęcam innych (Panów też) do dyskusji.
Pozwolę sobie "wyciągnąć" spod tych nie wnoszących za wiele w temacie postów właśnie ten. To clou.
Co ja bym pomyślała? Że jest wrażliwym człowiekiem. To samo pomyślałabym o kobiecie.
Ważne, co zrobi dalej. Nie lubię użalanie się, rozpaczania - bo to nie wnosi nic dobrego. Trzeba dać pomyśleć "drugiej głowie" - tej racjonalnej, logicznej i zdroworozsądkowej. Każdy ją ma. KZB mają ją przydeptaną przez chore emocje.
a czemu w meskim? zeby sie z niego nabijali? moze najlepiej w swoim wlasnym gronie czyli w samotnosci:) Ja tez zreszta nigdy przy kolezankach czy innych kobietach nie plakalam za mezczyzna. Z innych powodow owszem ale nigdy o zadnego chlopa:) Duma by mi nie pozwolila;))
myślisz ze się nabijaja?....w sumie nie wiem jak to jest na prawdę
jakoś źle mi sie kojarzy mężczyzna płaczący do kobiety, moja intuicja kobieca podpowiada mi że skoro mężczyzna idzie z problemami do kobiet to opieki potrzebuje i zrozumienia a kobieta ma być kobieta a nie psycholog no..
można i w samotnosci:) jak ja mam jakiś problem damsko-meski który przekracza moje wyobrażenie to idę do przyjaciółki na noc i sobie winko pijemy:)
Przez żadną kobietę nie płakałem. Płakałem jak zmarł mój brat i to zarówno w towarzystwie męskim ( najbliżsi kumple zresztą wszyscy płakali ) jak i żeńskim ( w obecności żony ). Nigdy nie myślałem, że to może być powód do wstydu i nie spotkałem się z taką interpretacją ze strony znajomych czy rodziny. Płacz mi pomógł w zrzuceniu negatywnych emocji. Było, minęło. To tyle odnośnie męskich łez.
Co do tematu tego wątku...klawiatura by się stopiła,serwery by padły z przeciążenia a ja dalej bym mógł pisać o sobie
.
Najważniejsze to dojrzeć do tego żeby samemu sobie powiedzieć w twarz przed lustrem: hej stary coś tu chyba nie gra?
Ale do tego trzeba mieć tkzw ,,jaja"
.
Więc czemu tyle kobiet ma z tym problem i przyznają się do tego otwarcie a nam facetom co?
Nie wypada?
Nie przystoi?
To kto tu ma w końcu ,,jaja"?
.
My twardziele nie dajemy się przecież manipulować.
My twardziele ukryjemy wszystko nawet przed samym sobą, żeby na zewnątrz wyglądało wszystko jak należy.
My twardziele zadbamy,wytłumaczymy na klatę przyjmiemy wszystko byle żyć pozorowanym szczęściem które nas zabija.
My twardziele...tylko, że wszystko do czasu.
Nasze męskie ego w chorym tego słowa znaczeniu nie pozwala na spojrzenie w głąb siebie i analizy tego problemu.
Druga sprawa jest taka, że wielu z nas czego i ja jestem przykładem uważa czy uważało, że tak wygląda normalny związek. Wzorce wyniesione z domu, dzieciństwo itp. po prostu standard i klasyka w odpowiedzi na to czemu mam zryty beret w tym temacie.
Oto Kilka słów na interesujący was temat
.
Najważniejsze to dojrzeć do tego żeby samemu sobie powiedzieć w twarz przed lustrem: hej stary coś tu chyba nie gra?
Ale do tego trzeba mieć tkzw ,,jaja"
.
Więc czemu tyle kobiet ma z tym problem i przyznają się do tego otwarcie a nam facetom co?
Nie wypada?
Nie przystoi?
To kto tu ma w końcu ,,jaja"?.
My twardziele nie dajemy się przecież manipulować.
My twardziele ukryjemy wszystko nawet przed samym sobą, żeby na zewnątrz wyglądało wszystko jak należy.
My twardziele zadbamy,wytłumaczymy na klatę przyjmiemy wszystko byle żyć pozorowanym szczęściem które nas zabija.
My twardziele...tylko, że wszystko do czasu.Nasze męskie ego w chorym tego słowa znaczeniu nie pozwala na spojrzenie w głąb siebie i analizy tego problemu.
Druga sprawa jest taka, że wielu z nas czego i ja jestem przykładem uważa czy uważało, że tak wygląda normalny związek. Wzorce wyniesione z domu, dzieciństwo itp. po prostu standard i klasyka w odpowiedzi na to czemu mam zryty beret w tym temacie.
Oto Kilka słów na interesujący was temat
.
Witam po długiej nieobecności ![]()
I mam nadzieję, że pozostaniesz w tym wątku. Jestem pewna, że to, na jakim jesteś etapie pozwoli pomóc Panom, którzy raczkują w temacie.
Nie ma nic cenniejszego, niż wysłuchanie porad innego mężczyzny.
Witam po długiej nieobecności
I mam nadzieję, że pozostaniesz w tym wątku. Jestem pewna, że to, na jakim jesteś etapie pozwoli pomóc Panom, którzy raczkują w temacie.
Nie ma nic cenniejszego, niż wysłuchanie porad innego mężczyzny.
Witam,witam
. Obecny jestem cały czas, na bieżąco śledzę interesujące mnie wątki tylko wypowiadam się w miarę oszczędnie
.
110 2012-03-16 15:15:39 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2012-03-16 15:16:21)
niekochana72 napisał/a:Witam po długiej nieobecności
I mam nadzieję, że pozostaniesz w tym wątku. Jestem pewna, że to, na jakim jesteś etapie pozwoli pomóc Panom, którzy raczkują w temacie.
Nie ma nic cenniejszego, niż wysłuchanie porad innego mężczyzny.Witam,witam
. Obecny jestem cały czas, na bieżąco śledzę interesujące mnie wątki tylko wypowiadam się w miarę oszczędnie
.
To ja, ja byłam nieobecna
Z przyjemnością obserwuję, jak dojrzale analizujesz sprawy
Chapeau bas!
I super sygnaturka ![]()
Witam.
Chyba należałoby "wyczyścić" troszkę ten wątek z zaśmiecających go poteflonów udających MKZB. Bo robi się niepoważnie, a temat jest poważny. Oczywiście poważny dla tych Panów, którzy rzeczywiście są MKZB i chcą coś zmienić w swoim życiu.
Sama byłam i coraz mniej na szczęście jestem KKZB i wiem, jaki to ciężki orzech do zgryzienia. I mój nadmiar empatii pozwala mi wyobrazić sobie, że o wiele ciężej jest mężczyźnie, którego ten problem dotyczy. Dlaczego ciężej? Ano bo my kobiety jednak mamy taki wentyl bezpieczeństwa - komunikujemy się, wyrzygujemy, płaczemy, mówimy, piszemy. Nie udajemy, że jest OK.
Oczywiście nie wszystkie i nie zawsze. Ale jednak - szukamy pomocy i jeśli ktoś nam ją ofiarowuje - nie wstydzimy się korzystać.
MKZB to mężczyzna, który przeważnie ma sporo tzw "kobiecego pierwiastka". Od razu proszę o nie kojarzenie tego z byciem gejem, bo to nie ma nic wspólnego z powyższym. Po prostu inna wrażliwość, inny sposób patrzenia na świat. Śmiem twierdzić, że bogatszy, ale i ryzyko zranienia większe.Od siebie mogę kilka rad "przemycić", z własnych doświadczeń wynikających.
1. Jestem absolutnie przekonana, że 100% KZB (bez względu na płeć) jest dotkniętych tym syndromem z powodu przeszłości. Niestety - dom rodzinny, traumy z dzieciństwa - to wszystko powoduje, że nasze poczucie własnej wartości jest poważnie zachwiane. Taka jest prawda.
I od razu napiszę coś, żeby nie było nieporozumień. Ja nikogo nie chcę przekonywać, że jego dzieciństwo było do dupy, ze mama i tata zrobili mu "kuku" i to jest przyczyna kłopotów. Nie, ja już się w to przestałam bawić. Nabrałam doświadczenia i już WIEM, że zmienić swoje życie może tylko ten, kto tego CHCE. A chce ten, kto nie obraża się, gdy się mu prawdę prosto w twarz wywala. Szansę trzeba sobie dać, a nie tracić energię na kłótnie, którego do żadnych zmian nie prowadzą.
Nie piszę tego ot tak, bez powodu. Powód mam, nawet kilka. Mają różne imiona, zawsze męskie.Chyba żaden z nich na początku naszej korespondencji nie uważał, że jego dzieciństwo było nie-OK.
A ja za każdym razem, gdy czytam "mój dom rodzinny był normalny, nie działo się nic złego", to zaświeca mi się czerwona lampka. Bo co znaczy "normalny"? Dla kogo? W odniesieniu do jakiej "nienormalności"? Oschła, zimna matka czy tez jej przeciwieństwo - nadmiernie opiekuńcza potrafi zrobić w głowie dziecka takie samo spustoszenie jak agresywny alkoholik. Nieobecny lub "rozrywkowy" tatuś potrafi tak samo zdemolować umysł dziecka jak lejąca kablem za byłe głupstwo matka. Nie ma co się oszukiwać kochani - żaden dzieciak, bez względu na płeć nie jest w stanie SAM poradzić sobie z taka rzeczywistością. ZAWSZE w jakiś sposób wpływa to na nasze dorosłe życie. Za dużo wymagań, brak wymagań - to też ma znaczenie.
Warto, drodzy Panowie zadać sobie bolesne pytanie i na Boga, nie oszukiwać siebie samych. Jak wyglądały relacje w mojej rodzinie? Jak rodzice traktowali siebie wzajemnie? Jakie mieli relacje ze swoimi rodzicami? Jak traktowali nas? Czy w naszej rodzinie okazywano sobie uczucia? Czy rozmawialiśmy ze sobą? Jaki wzór ojca/matki/małżeństwa wyniosłem z domu? A może jaki na pewno mój dom mam nie być? To wszystko jest bardzo istotne, zapewniam. DDA, DDD - te literki determinują większość KZB.
2. Powinniście Panowie (może to już za Wami) zrozumieć i zaakceptować, że to Wy macie problem. Jeśli nic nie zrobicie, nie będziecie pracować nad sobą - nic się nie zmieni. Kolejną partnerkę (nawet jak będzie o 180 stopni inna niż poprzednia), znów wybierzecie zgodnie ze schematem MKZB. Po prostu inaczej nie umiecie. Tym właśnie różnią się KZB od "normalnie" skrzywdzonych - NIE UCZĄ SIĘ NA BŁĘDACH. Dopóki nie zrozumieją źródła problemów i nie zaczną pracować nad zmianami - NIE BĘDZIE LEPIEJ.
3. Polecam czytanie, czytanie, czytanie. Jest sporo literatury w temacie. Jest wątek (niestety Moderacja wywaliła go do książek), w którym zamieściłyśmy cały najważniejszy spis lektur. Warto poczytać. Jeśli któryś z Panów jest chętny - proszę napisać na mojego maila. Większość z tych pozycji mam w pdf. Jestem, a właściwie byłam forumowa bibliotekarką w tym temacie. Z chęcią przekażę księgozbiór jakiemuś bibliotekarzowiTrzeba tylko czytając przetransponować formę kobiecą na męską, bo książki te z reguły dedykowane są kobietom. Ale dacie radę, Panowie.
To tyle ode mnie. Życzę powodzenia, bo muszę Wam powiedzieć, że praca jest bardzo ciężka. Krew, pot i łzy. Ale jak już znajdziecie się "po drugiej stronie lustra", to zobaczycie, że warto było.
Czego Wam ze szczerego serca życzę.
Dziękuje za siebie i innych ![]()
Dziękuje za siebie i innych
Wiesz, to jest tak. Jak sam po pysku nie dostaniesz, to nie wiesz, jak boli
Ja dostałam porządnie, więc chętnie innym pomagam.
Ja znalazłam tu pomoc, ale prawda jest taka, że byłam gotowa na jej przyjęcie.
Nie ma, że boli, że wstyd, że skopana. Bez szczerości (zwłaszcza z samym sobą) nie będzie lepiej.
Nasze męskie ego w chorym tego słowa znaczeniu nie pozwala na spojrzenie w głąb siebie i analizy tego problemu.
Powiedziałbym, iż nie pozwala nam przyjąć do wiadomości, iż ten błąd w ogóle popełniamy...
Ja to akurat jestem uparty jak 10 wołów i 20 osłów i z przyznaniem się do porażek z własnej winy mam ogromny problem. Nie przed innymi, bo to mi przychodzi stosunkowo łatwo, ale przed samym sobą. Z tym jest największy problem. Patrzeć na coś (w tym wypadku na siebie), a widzieć coś (w tym wypadku swoje winy) to jednak zupełnie bardzo różne historie. Kolejną sprawą jest chęć zrobienia czegoś z tym całym galimatiasem. My - faceci - choć często wiemy, iż postępujemy nie do końca właściwie, to jednak brniemy w to dalej na zasadzie walca czy czołgu - co nam nie stanie na przeszkodzie, to my to rozjedziemy uporem (bo my wiemy lepiej i co nam ktoś tam będzie truł i cztery litery zawracał), aby inni dostosowali się do nas i uznali nasze racje. To jest właśnie chore męskie ego: niech się wali, niech się pali - jak i tak rozpalę ognisko pod wodą i im wszystkim udowodnię....
Niestety, albo i stety, bardzo nader często się to udaje....przynajmniej do czasu, bo każda kosa trafia w końcu na kamień...
Nasze męskie ego w chorym tego słowa znaczeniu nie pozwala na spojrzenie w głąb siebie i analizy tego problemu.
Powiedziałbym, iż nie pozwala nam przyjąć do wiadomości, iż ten błąd w ogóle popełniamy...
Ja to akurat jestem uparty jak 10 wołów i 20 osłów i z przyznaniem się do porażek z własnej winy mam ogromny problem. Nie przed innymi, bo to mi przychodzi stosunkowo łatwo, ale przed samym sobą. Z tym jest największy problem. Patrzeć na coś (w tym wypadku na siebie), a widzieć coś (w tym wypadku swoje winy) to jednak zupełnie bardzo różne historie. Kolejną sprawą jest chęć zrobienia czegoś z tym całym galimatiasem. My - faceci - choć często wiemy, iż postępujemy nie do końca właściwie, to jednak brniemy w to dalej na zasadzie walca czy czołgu - co nam nie stanie na przeszkodzie, to my to rozjedziemy uporem (bo my wiemy lepiej i co nam ktoś tam będzie truł i cztery litery zawracał), aby inni dostosowali się do nas i uznali nasze racje. To jest właśnie chore męskie ego: niech się wali, niech się pali - jak i tak rozpalę ognisko pod wodą i im wszystkim udowodnię....
Niestety, albo i stety, bardzo nader często się to udaje....przynajmniej do czasu, bo każda kosa trafia w końcu na kamień...
A wtedy... facet musi stać się MĘŻCZYZNĄ. Dla swojego dobra.
Z własnego doświadczenie powiem, że rozmowa z mężczyzną na "te tematy" wymaga czujności sapera ![]()
Chyba...prawdziwi mężczyźni wyginęli...
Ale wracając do tematu,ja znam mężczyznę KZB i niewiele się od nas różni-słowo.
Chyba...prawdziwi mężczyźni wyginęli...
Ale wracając do tematu,ja znam mężczyznę KZB i niewiele się od nas różni-słowo.
A kto to taki?
Droga Zazdrości dziękuję za przypomnienie mi przyczyn mojego KZB i mobilizacji do pracy nad sobą.
Facet,którego znam i oceniam jako KZB to mężczyzna współuzależniony od swojej pijącej żony,która go zdradza.
Każdy jej pobyt na odwyku powodował jego wzrost nadziei i motywację żeby jej stworzyć lepsze warunki,żeby tylko nie piła...a ona piła...
Wiecie dlaczego piła i pije do dziś? Bo on za nią ponosił konsekwencję jej picia...
l_ukrecja napisał/a:Chyba...prawdziwi mężczyźni wyginęli...
Ale wracając do tematu,ja znam mężczyznę KZB i niewiele się od nas różni-słowo.
A kto to taki?
Napewno nie ty hehe, co do mezczyzn nie znam takich.
fuorviatos napisał/a:l_ukrecja napisał/a:Chyba...prawdziwi mężczyźni wyginęli...
Ale wracając do tematu,ja znam mężczyznę KZB i niewiele się od nas różni-słowo.
A kto to taki?
Napewno nie ty hehe, co do mezczyzn nie znam takich.
Są i tacy..
Tarantella napisał/a:Martyrs, do twojej wiadomości. Tak więc twoje zdjęcie widziałam i rozumiem - trudna rada, trza na forach (w ciemno) wyrywać. Swoją żonę, która cię kopneła (już druga) tez na czacie wyrwałeś - wiesz, że to działa więc działaj dalej ale jak się na te twoje posty będę natykać w poważnych wątkach, to nie zdzierżę. Gdybyś natomiast, martyrs, zobaczył moje zdjęcia (których nie zobaczysz) to twój mitomański jęzor wypadłby ci na chodnik. Będę nieskromna, ale musze ci w sekrecie powiedzieć - jestem piękną, dobrze zakonserwowaną, wysportowaną, kobietą 45 i pół o klasycznej figurze klepsydry ze znaczną przewagą góry nad dołem. Do tego posiadam gruntowne wykształcenie, wygadaną jadaczkę, bystry umysł, bardzo dobrą pracę i mój nawiększy kapitał - mojego syna, który nawet jeśli będę sama (w co, wziąwszy pod uwagę powyższe i drobne męskie zamieszanie wokół mojej osoby, wątpię), to i tak juz jestem wygraną.
Co potwierdzam bo widziałam niejednokrotnie na żywo w okolicznościach przeróżnych w tym w plenerze. Opis nie oddaje perfekcji ideału. Dla porównania miałam również okazję inne ciekawe foty oglądać i jak mi Bóg miły - tylko ślepa i kulawa. Nie będzie szybko uciekać, a wiadomo - krótkie nóżki muszą mieć fory.
Tarantello, wymiatasz pięknie.:)
Wydaje mi się, że jednak 'męskie kochanie za bardzo' różni się od tego kobiecego, choć nie potrafię ubrać tego w słowa jak należy. Facet, a na pewno ja, nie chce dorzucać kobiecie swoich problemów, bo wiem, że ona i tak nie radzi sobie ze swoimi i wpływają one niszcząco na związek.
Ja przepraszam, że z opóźnieniem, ale o co tutaj chodzi, że kobieta sobie nie radzi ze swoimi problemami? Czy chce o nich pogadać?
Poważny wątek.
Ja znam takich facetów przynajmniej dwóch. Są wrażliwi.
hm..., nie pisz, proszę, posta pod postem, bo jako Użytkowniczka z dłuższym stażem i tysiącem napisanych postów, powinnaś już wiedzieć, że jest to sprzeczne z naszym regulaminem. Jeśli chcesz coś dopisać użyj opcji ,,edytuj". Dziękuję za dostosowanie się do prośby i pozdrawiam, Moderatorka Olinka
dzień dobry
jestem mężczyzną,
i szukam przepisu na odkochanie się,
ponieważ 7 lat to trochę za dużo na moje zdrowie.
Sprawa wygląda tak ,iż mam żonę którą kocham,
i najlepszą przyjaciółkę którą też kocham.
Ale to trochę za dużo jak na mnie.
Podkreślam przyjaciółkę nie kochankę.
pozdrawiam
dzień dobry
jestem mężczyzną,
i szukam przepisu na odkochanie się,
ponieważ 7 lat to trochę za dużo na moje zdrowie.
Sprawa wygląda tak ,iż mam żonę którą kocham,
i najlepszą przyjaciółkę którą też kocham.
Ale to trochę za dużo jak na mnie.
Podkreślam przyjaciółkę nie kochankę.
pozdrawiam
A w której się chcesz odkochać?
126 2012-06-29 21:11:13 Ostatnio edytowany przez dovectra (2012-06-29 21:12:20)
w przyjaciółce , przyjaźń powinna wystarczyć.
Ale napinam się i... nic... rozum mówi nie...
a serce nie słucha.
patowa sytuacja...
Tu pomoże tylko drastyczne cięcie, co z oczu to z serca. Zerwać definitywnie kontakt, a czas poświęcić rodzinie. Teraz dobry czas na zakochanie się w żonie, wspólny wyjazd na wczasy powinien pomóc. Jak się kocha całym sercem jedną kobietę na drugą nie powinno już być miejsca. Jeśli tego chcesz się uda.
dzięki
może się mylę, może to takie inne kochanie...
dziwnie się z nią czuję, czasem jak ze starszą siostrą.
sam głupieję co i jak.
dzięki
może się mylę, może to takie inne kochanie...
dziwnie się z nią czuję, czasem jak ze starszą siostrą.
sam głupieję co i jak.
Przepraszam z góry za brutalność mojej poniższej wypowiedzi!!!
Zadam Ci proste pytanie:
topi się w głębokim stawie Twoja żona i "kochanka". Obie wołają do Ciebie o pomoc!
Którą pierwszą wyciągniesz? ..........................................
A może - bez urazy - swoją teściową jeszcze tam wrzucisz w myśl zasady, że takich trzech, jak one dwie to nie ma ani jednej?
Kilka dni temu zostawiła mnie dziewczyna, poszła do innego. Teraz oddałbym wszystko żeby do mnie wróciła. Kocham ją nad życie i chciałbym naprawić swoje błędy. Może ona kiedyś zrozumie że tak na prawdę kocha mnie i będzie chciała kiedyś wrócić.