Panie mogą kochać za bardzo i cierpieć. A co z nami? Czy to już tak się przyjęło, że my się do cierpienia ani porażek sercowych nie przyznajemy?
Nie twierdze że trzeba rozpamietywać, szczególnie jak nie wychodzi, ale może są panowie którym nie wyszło, właśnie dlatego że za bardzo się angażowali..
Bardzo jestem ciekaw czy ktoś się odezwie czy wyślecie mnie do diabła ![]()
Podobne tematy
Ciekawy pomysł
chętnie poczytam ![]()
Pewnie sa i takie wyjatki w naturze ale wydaje mi sie, ze wlasnie z tej meskiej "natury" to wynika, ze panowie ten zal po utracie albo jakos kamufluja w sobie albo inaczej uzewnetrzniaja, np. idac na wodke z kolega i tam zala mu sie jaka to dziwke spotkali na swej drodze:) W koncu ucza was i nas, ze chlopaki nie placza:)
A od pisania takich epistolow jak na tym forum to jestesmy dobre my samice:)
Mysle ze sä wyjätki, ale ogölnie faceci bardzo cierpiä, ale do momentu az ktöras rozlozy nogi...wtedy zapominajä, jak sie spodoba przestajä cierpiec, jak nie wyjdzie cierpiä dalej az znajdä nastepne ukojenie.
Fakt, zabardzo sie angazowalem ale zmienilem to w sobie po ostatnim zwiazku zakonczonym malzenstwem a poszlo o kase stwierdzilem ze p....e i juz sie nie angazujew sumie 10 mc samotnosci, dojrzalem kocham siebie, zreszta zawsze kochalem poprostu nigdy sobie nie wyobrazalem braku sexu, mam dosc duzy temperament a sex taki chwilowy z kims kogo poznaje jakos mnie nie krecil ale coz zmadrzalem wydoroslalem chyba z faceta stalem sie mezczyzna, nigdy juz nie bede prosil, mam teraz tak twarda skore jak nigdy i w sumie dziekuje mojej jeszcze 2 zonie za to doswiadczenie zyciowe, stracilem wszystko ale sie podnioslem, mam nowa kobiete, mysle ze na stale i najwazniejsze mlodsza. pozdrawiam serdecznie i zycze szczescia i nie mazgaic sie koledzy szkoda na to czasu, kobiet jest fool i to naprawde wartosciowych jak i zarazem pieknych.
stracilem wszystko ale sie podnioslem, mam nowa kobiete, mysle ze na stale i najwazniejsze mlodsza. pwde
Ech! To jednak na stałe raczej ta Twoja żyrafa? Jakaś zmiana od wczoraj?
i nie mazgaic sie koledzy szkoda na to czasu, kobiet jest fool i to naprawde wartosciowych jak i zarazem pieknych.
do fakt... ale facetów w tej samej odmianie baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo mało..
Tak ... czas zmienia ludzi. Teraz to zaczynam rozumieć. Zawsze mi powtarzano "tego kwiata jest pół świata". Warto jednak spróbować zrobić wszystko co możliwe jak się kocha.
Tak ... czas zmienia ludzi. Teraz to zaczynam rozumieć. Zawsze mi powtarzano "tego kwiata jest pół świata". Warto jednak spróbować zrobić wszystko co możliwe jak się kocha.
To prawda, ale pod warunkiem że nie kocha się jednostronnie.
No i proszę, jak u panów to co nas zabija,szybko się rehabilituje....
11 2012-03-14 19:05:43 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-14 19:06:03)
No i proszę, jak u panów to co nas zabija,szybko się rehabilituje....
No proszę, jak u Kobiet - Coś powie i trza sie domyślać o co chodzi ![]()
Możesz rozwinąć tą złotą myśl ?
smutnamonia a nie wiem zobacze, jak mi sie znudzi to sobie wymienie na inny model, live is brutal, a jak narazie to poczatek wiec wszystko sie moze zdarzyc
jak mi sie znudzi to sobie wymienie na inny model, live is brutal
Kolejny marzący o dziewicy.. Rozumiem, że to Twój sposób potwierdzania własnej atrakcyjności ![]()
martyrs napisał/a:jak mi sie znudzi to sobie wymienie na inny model, live is brutal
Kolejny marzący o dziewicy.. Rozumiem, że to Twój sposób potwierdzania własnej atrakcyjności
No proszę Cię...tu nie o dziewicy mowa ![]()
A raczej o dość nazwijmy to pozerskiej pozie
ot co.
l_ukrecja napisał/a:No i proszę, jak u panów to co nas zabija,szybko się rehabilituje....
No proszę, jak u Kobiet - Coś powie i trza sie domyślać o co chodzi
Możesz rozwinąć tą złotą myśl ?
Hehehe:)
Toć chodzi mi o to,że my kobiety....płaczemy,winimy siebie i jego,umieramy niemal dosłownie...a Wy Panowie,tak jakoś...szybko dochodzicie do siebie.
Ale to chyba dobrze. Będę korzystać z Waszych rad,może szybciej mi przejdzie psychofagowa przypadłość.
A może...a może nie zostaliście tak dotkliwie zranieni?
16 2012-03-14 21:31:02 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-14 21:32:49)
(...)stracilem wszystko ale sie podnioslem, mam nowa kobiete, mysle ze na stale i najwazniejsze mlodsza. pozdrawiam serdecznie i zycze szczescia i nie mazgaic sie koledzy szkoda na to czasu, kobiet jest fool i to naprawde wartosciowych jak i zarazem pieknych.
Martyrs! O mało się nie pojszczałam, jak cię zobaczyłam na tym wątku
Martyrs Mężczyzną Kochającym Za Bardzo!!!!
Gotowy scenariusz do komedii-nieromantycznej.
Bo czyż to nie komiczne? Ślepa nie jestem a zdawało mi się, że jeszcze wczoraj przeczytałam, jak to Martyrs sławił uroki a to jednej pani a to wielu pań.
Chyba słabo ci szło, Martyrs, czytanie ze zrozumieniem, czym jest kochanie za bardzo. Jakoś trudno mi je dopasować do kogoś, kto pisuje takie kluchy:
(...) musze konczyc ta dyskusje bo moja zyrafa 176 cm wzrostu ma mnie odwiedzic bidula sie zakochala, a ja k nie i czuje sie troche niezrecznie, poprostu nie wiedzialem ze tak na nia podzialam ehhh mam duzy problem do rozwiazania, (...).
(...) wole luzny zwiazek, zwiazek dla przyjemnosci, jakos do tych stalych sie zrazilem
Grunt to konsekwencja.
Ale zostawmy Martryrsa, naszego pokładowego, wielowątkowego clouna.
Witamy, Was, Panowie. Ciekawe, czym u Was przejawia się ten syndrom? Miałam przyjemność spotkać w życiu kilku prawdziwych MKZB. To złe wybory, czy jednak coś Was ciągnie do nieodpowiednich partnerek?
oo moja ofiara Tarantella, wiecznie skrzywdzona przez los, wypraszam sobie takie teksty, to ze trafialas na takich mezczyzn to juz nie moja wina, musisz wynic swoje dziecinstwo, rodzicow i kogo tam chcesz, nie obarczaj mnie jak Azazela swoimi grzechami, bo napewno nie bylas swieta w tych zwiazkach skoro Ciebie zdradzal, moze jestes do niczego w lozku??? to na tyle i juz lepiej nie pisz do mnie.....
Wspieram wszystkich facetów kochających za bardzo!To wymierający gatunek. Właściwie nie przypuszczałam,że jeszcze tacy są na świecie.Szanuję Was i trzymam kciuki.
oo moja ofiara Tarantella, wiecznie skrzywdzona przez los, wypraszam sobie takie teksty, to ze trafialas na takich mezczyzn to juz nie moja wina, musisz wynic swoje dziecinstwo, rodzicow i kogo tam chcesz, nie obarczaj mnie jak Azazela swoimi grzechami, bo napewno nie bylas swieta w tych zwiazkach skoro Ciebie zdradzal, moze jestes do niczego w lozku??? to na tyle i juz lepiej nie pisz do mnie.....
Coś niezbyt atmosfera w tym wątku...
oo moja ofiara Tarantella, wiecznie skrzywdzona przez los, wypraszam sobie takie teksty, to ze trafialas na takich mezczyzn to juz nie moja wina, musisz wynic swoje dziecinstwo, rodzicow i kogo tam chcesz, nie obarczaj mnie jak Azazela swoimi grzechami, bo napewno nie bylas swieta w tych zwiazkach skoro Ciebie zdradzal, moze jestes do niczego w lozku??? to na tyle i juz lepiej nie pisz do mnie.....
Ach tuuuu boli martyrsa
To się, proszę Państwa, nazywa projekcja - przerzucanie na innch swoich dysfunkcji. Jakiś problemik, kotku? To po to ta zdrowa żywność i odstawienie węglowodanów? Nie martw się, są na to lekarstwa. ![]()
Trochę się poduczyłeś interpunkcji ale czytać ze zrozumieniem nadal nie potrafisz. Nie jestem wiecznie skrzywdzona, tylko skrzywdził mnie jeden śmieć i tyle. Całkiem z klasą z tego wyszłam, co nie każdemu (jak widać na załączonym obrazku) się udało i dość pewnym krokiem mknę do przodu.
Sęk w tym, że weszłam na ten wątek, żeby poczytać, co mają do powiedzenia mężczyźni w znajomym mi temacie kochania za bardzo (a pisałam o autentycznych MKZB a nie o niczym innym) a zamiast tego natknęłam się tu na ciebie - który z tym problemem nie masz nic wspólnego i tylko zaśmiecasz kolejny wątek swoimi kłamliwymi wywodami.
Dopóki będziesz na kolejnych wątkach łgał jak pies a ja tam w dobrej wierze wejdę - napiszę, co zechcę. Wystarczy więc przestać łgać i strugać pozy kogoś, kim nie jesteś. I możesz sobie życzyć albo nie życzyć, martyrs. Mało mnie to interere.
Oj zraniona lania Tarantella, nigdy nie znajdziesz partnera, zawsze bedziesz ofiara, zawsze bedziesz zdradzana, tak juz masz, przyciagasz tylko takich mezczyzn i nic na to nie poradzisz chyba ze bedziesz zyc do konca sama..... Pamietaj człowiek nigdy sie nie zmienia choć bys nie wiem co zrobila bedziesz zawsze taka sama, bedziesz ofiara manipulowana przez facetow ktorzy beda chcieli Ciebie uwiesc, taka prawda, a tak a propos nie znasz mnie kobiecino a ferujesz wyroki i oceniasz nawet nie masz w tym kierunku wyksztalcenia a ja niestety je posiadam i koncze z toba ta rozmowe bo to pusta gadka z nieszczesliwa babinka. Pozdrawiam Ciebie i Twoje samotne noce .
Martyrs, ale nie denerwuj się, weź nam żyrafę przybliż, opisz jaka z niej niunia jest dokładnie. Może się okazać że znowu jakaś Cię skarbeńku skrzywdzić chce. A Ty taki kochający za bardzo jesteś - to i z definicji podatny na zranienie okrutne. Napisz słonko, napisz, my Ci tu pięknie pomożemy.
A nie wchodź po necie na byle fora, bo jeszcze na homoseksualne trafisz, jak tam walniesz żeś Mężczyzna Kochający za Bardzo, to kto wie co się stanie. Po IP (Aj!Pi!!) Cię wyniuchają i dopiero będziesz miał!
P.S. To DLATEGO Cię żona zdradzała? Aaaa.... Chodź. Przytulimy.
Mnie zona nie zdradzala sorry, a to dobre....
24 2012-03-15 09:45:18 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-03-15 09:45:54)
Dziewczyny zignorujmy martyrsa... znudzi sie... ja bardzo jestem ciekawa czy wątek sie rozwinie.. bardzo bym chciała poznać męski punkt widzenia w tej tematyce.. może uda się wyciagnac jakiś wspólny mianownik.. ? kto wie? Panowie... dyskutujmy ...
Matrys napisz mi,tak z ciekawości pytam-co taki facet jak Ty robi na tym forum?
A FE - moje drogie jak możecie tak jeździć po naszym forumowym Supermenie. Ja już dawno napisałam że
martyrs to albo świetny bajkopisarz który na użytek własny produkuje kolejne podboje albo zakompleksiony mały facecik który tak dostał po uszach od żeńskich modliszek że teraz sam nie umie się pozbierać a jego samoocena sięgnęła dna i potrzebuje się dowartościować strugając Tulipana. Więc może dla odmiany trzeba by mu trochę po współczuć, posłodzić a może wtedy jak dostanie od tego mdłości to zacznie pisać jak człowiek zgodnie z prawdą a nie tworzyć nadal science fiction z nim w roli głównej.
Kochamy Cię Martyrs. Za rączki go i przytulić proszę. Nie odpłacajmy pięknym za nadobne. Ludzkim trza być. Przecież to na pewno bardzo wartościowy facet jest, tylko ma zaburzone poczucie własnej wartości. Do tego niski wzrost - często powoduje u mężczyzn ogromne kompleksy. Przykłady: Kaczyński, Hitler, Stalin i wielu wielu innych co sobie kratkę podstawiali pod mównicę.
Nie wolno się z biednych ludzi naśmiewać. Kobieta Cię skrzywdziła Martyrsie - nie wszystkie są takie. Niektóre nie krzywdzą nawet jak na krzywdzenie sobie dzielnie zarabiasz. Na pewno gdzieś tam... czeka na Ciebie ta jedna jedyna o wzroście dorodnego Hobbita i wreszcie będziesz szczęśliwy. Nic się nie martw.
28 2012-03-15 10:26:06 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-15 10:27:54)
Toć chodzi mi o to,że my kobiety....płaczemy,winimy siebie i jego,umieramy niemal dosłownie...a Wy Panowie,tak jakoś...szybko dochodzicie do siebie.
Ale to chyba dobrze. Będę korzystać z Waszych rad,może szybciej mi przejdzie psychofagowa przypadłość.
Akurat tak się składa, że w moim przypadku jest zupełnie odwrotnie. Cierpie, choć moja płeć blokuje mnie przed okazywaniem tego, a moja była kobieta jest pelna życia i uśmiechu bo jest z nią inny facet który pociesza ją po tym co się stało. Widzisz, jak życie bywa przewrotne ? ![]()
A może...a może nie zostaliście tak dotkliwie zranieni?
Dotkliwie, dotkliwie. Cierpie jak cholera a kobietą nie jestem. Ale to już temat na inny wątek. Zresztą opisałem to tutaj
Przychylam się do lukrecji - Nie flamujmy tylko dyskutujmy otwarcie.
Na pewno gdzieś tam... czeka na Ciebie ta jedna jedyna o wzroście dorodnego Hobbita i wreszcie będziesz szczęśliwy. Nic się nie martw.
To pewnie ja, bo wczoraj zostalam przez ww.martyrsa porownana do zyrafy ale nastepnie skomplementowana, iz podobno emanuje kobiecoscia:) Jak to mozna wyczaic z odleglosci paru tysiecy kilometrow i bez wejscia na wizje mojego laptopa - na zawsze pozostanie dla mnie zagadka:)
Ale czy ja wiem, czy ten martyrs taki znow zly? Byl tu wczesniej inny gagatek, co to domowic sie z nim nie szlo na zadnym watku. Plotl jakies filozoficzne trzy po trzy brednie udajac erudyte i troglodyte w jednym.
I ponoc martyrs ma 180cm wiec troche wystaje ponad Kaczynskiego;) Choc z drugiej strony wirtualnie tez moglabym byc lolita 100-60-90 o blond wlosach do stop i ustach karpia. Tylko, pytam sie, po co? Wiec chwilowo zaufam, ze martyrs pisze prawde o sobie i zyrafie;) Ciekawe jak wysoka owa zwierzyna jest skoro za wysoka dla faceta 180cm?
Matrys napisz mi,tak z ciekawości pytam-co taki facet jak Ty robi na tym forum?
Jak to co, Lukrecja? Wyrywa. Na różne wizerunki chłopina próbuje (tak jak napisała atinasarz i Kriss). A to miś zraniony przez słe kobiety, a to lowelas, a to kochający za bardzo, a to pan psycholog (chociaż z niejasnych przyczyn za ladą sklepową terapie klientkom robi a nie na kozetce). Na coś z pewnością wyrwie i to mnie właśnie oburza. Nie powinno się, Malwina, pomijać milczeniem wejść faceta, który co do zasady kłamie i na przestrzeni miesięcy nic istotnego na poszczególnych wątkach nie wnosi, jak tylko swoje narcystyczne, miotmańskie opowiastki. Mam szacunek do tego forum i dziwię się (już po raz kolejny), że moderacja toleruje takich krążowników. Wchodzi tu wielu przyzwoitych facetów, ale niestety też samo hasło "netkobiety" przyciąga wielu miłośników "netzabawy" z łatwą zdobyczą, jaką są kobiety osłabione psychicznie po róznych przejściach. Łatwy łup i łatwa grupa docelowa.
Dziewczyny i Chłopaki. Pochwalę sie Wam, że byłam na liście mailingowej martyrsa i dostałam jego zdjęcie (pewnie chciał sie pochwalić ale nie wyszło). No, nie ma się nad czym rozwodzić. Ale może to tylko nie mój typ - za dużo żelu, za mało tego czegoś w oczach, a raczej tylko ślady potężnego kaca.
Martyrs, do twojej wiadomości. Tak więc twoje zdjęcie widziałam i rozumiem - trudna rada, trza na forach (w ciemno) wyrywać. Swoją żonę, która cię kopneła (już druga) tez na czacie wyrwałeś - wiesz, że to działa więc działaj dalej ale jak się na te twoje posty będę natykać w poważnych wątkach, to nie zdzierżę. Gdybyś natomiast, martyrs, zobaczył moje zdjęcia (których nie zobaczysz) to twój mitomański jęzor wypadłby ci na chodnik. Będę nieskromna, ale musze ci w sekrecie powiedzieć - jestem piękną, dobrze zakonserwowaną, wysportowaną, kobietą 45 i pół o klasycznej figurze klepsydry ze znaczną przewagą góry nad dołem. Do tego posiadam gruntowne wykształcenie, wygadaną jadaczkę, bystry umysł, bardzo dobrą pracę i mój nawiększy kapitał - mojego syna, który nawet jeśli będę sama (w co, wziąwszy pod uwagę powyższe i drobne męskie zamieszanie wokół mojej osoby, wątpię), to i tak juz jestem wygraną.
Możesz się więc czuć zwolniony z obowiązku martwienia sie o moją przyszłość i moje noce, bo, widzisz, ja wcale (w przeciwieństwie do ciebie) nie muszę zmieniać co i rusz wizerunku, żeby owe nocki sobie zapełniać. Źle trafiłam na chorego gościa, który w rzeczy samej mistrzowsko manipulował kobietami i byłam ofiarą emocjonalnej przemocy, ale inteligentna kobieta nawet z goovna potrafi ukręcić pączki, wyciągnąć wnioski, wprowadzić korekty i wyrwać do przodu. Nie robią na mnie wrażenia twoje nlp-owskie zagrywki i między innymi to uważam za swój sukces - rozpoznaję krętaczy.
Jak zawsze twoja - Tarantella
31 2012-03-15 10:47:36 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-03-15 10:48:56)
oo moja ofiara Tarantella, wiecznie skrzywdzona przez los, wypraszam sobie takie teksty, to ze trafialas na takich mezczyzn to juz nie moja wina, musisz wynic swoje dziecinstwo, rodzicow i kogo tam chcesz, nie obarczaj mnie jak Azazela swoimi grzechami, bo napewno nie bylas swieta w tych zwiazkach skoro Ciebie zdradzal, moze jestes do niczego w lozku??? to na tyle i juz lepiej nie pisz do mnie.....
Oj nieładnie!
To juz jest poniżej poziomu wszelkiego!
Tarantella nie podważa Twoich zdolności łóżkowych! A zapewne są wysokie, skoro takie tabuny żyraf sie przez nie przewijają!
Tak! Najlepiej za zdradę obarczać winą zdradzana osobę! Ty też święty nie byłeś i nie jesteś!
Dziewczyny i Chłopaki. Pochwalę sie Wam, że byłam na liście mailingowej martyrsa i dostałam jego zdjęcie
Rany boskie, Tarantella, agencie w spodnicy! Czy jest ktos na tym forum, kogo nie znasz osobiscie?:))
Dziewczyny i Chłopaki. Pochwalę sie Wam, że byłam na liście mailingowej martyrsa i dostałam jego zdjęcie (pewnie chciał sie pochwalić ale nie wyszło). No, nie ma się nad czym rozwodzić. Ale może to tylko nie mój typ - za dużo żelu, za mało tego czegoś w oczach, a raczej tylko ślady potężnego kaca.
Ach! Chętnie bym zobaczyła tego przystojniaka!
34 2012-03-15 11:32:04 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-03-15 11:32:43)
Martyrs, do twojej wiadomości. Tak więc twoje zdjęcie widziałam i rozumiem - trudna rada, trza na forach (w ciemno) wyrywać. Swoją żonę, która cię kopneła (już druga) tez na czacie wyrwałeś - wiesz, że to działa więc działaj dalej ale jak się na te twoje posty będę natykać w poważnych wątkach, to nie zdzierżę. Gdybyś natomiast, martyrs, zobaczył moje zdjęcia (których nie zobaczysz) to twój mitomański jęzor wypadłby ci na chodnik. Będę nieskromna, ale musze ci w sekrecie powiedzieć - jestem piękną, dobrze zakonserwowaną, wysportowaną, kobietą 45 i pół o klasycznej figurze klepsydry ze znaczną przewagą góry nad dołem. Do tego posiadam gruntowne wykształcenie, wygadaną jadaczkę, bystry umysł, bardzo dobrą pracę i mój nawiększy kapitał - mojego syna, który nawet jeśli będę sama (w co, wziąwszy pod uwagę powyższe i drobne męskie zamieszanie wokół mojej osoby, wątpię), to i tak juz jestem wygraną.
Co potwierdzam bo widziałam niejednokrotnie na żywo w okolicznościach przeróżnych w tym w plenerze. Opis nie oddaje perfekcji ideału. Dla porównania miałam również okazję inne ciekawe foty oglądać i jak mi Bóg miły - tylko ślepa i kulawa. Nie będzie szybko uciekać, a wiadomo - krótkie nóżki muszą mieć fory.
Przepraszam bardzo - Czy ten wątek nie był o czymś innym? -:)
No i widzicie moje drogie trochę słodyczy i jak na razie nasz Supermen forumowy zaniemówił, chyba trochę jest w szoku że takie Harpie jak my też mają ludzką twarz.
Co do zdjęcia naszego obiektu "zainteresowań" to nie umiem się otrząsnąć!!!
fuorviatos - jak najbardziej jesteśmy w temacie ponieważ "rozkładamy na czynniki pierwsze" osobnika płci męskiej który dziwnym zrządzeniem losy znalazł się na tym forum jako jeden z przedstawicieli mężczyzn kochających za bardzo!
37 2012-03-15 11:49:17 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-03-15 11:50:01)
dajcie juz spokoj Supermanowi i posluchajmy od innych pannow, czy mezczyzni naprawde potrafia kochac za bardzo? A jesli tak, to co to w praktyce oznacza? Pamietam piosenke Michaela Boltona "When a man loves a woman". Tam bylo, o tym, ze wtedy ona nic zlego nie moze uczynic (w jego oczach rzecz jasna). Czy tak to wlasnie wyglada w przypadku mkzb?
Przepraszam bardzo - Czy ten wątek nie był o czymś innym? -:)
Masz rację.
Przeczytałam Twój poprzedni wątek. Bardzo dużo informacji, ale mam wrażenie ze Wasz związek trochę przypominał uzależnienie - jak myślisz? Wiedziałeś że jest toksyczny i że tak naprawdę to nie powinien tak wyglądać, czy dopiero jak się skończył to odniosłeś takie wrażenie?
I tak naprawdę - co Ci dawał ten związek? Albo jeszcze konkretniej - co Ci dawała ta dziewczyna? Nie mówię o miłości albo intymności. Inne uczucia jakbyś mógł wymienić.
Pozdrawiam.
39 2012-03-15 12:30:41 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-15 12:32:09)
fuorviatos napisał/a:Przepraszam bardzo - Czy ten wątek nie był o czymś innym? -:)
Masz rację.
Przeczytałam Twój poprzedni wątek. Bardzo dużo informacji, ale mam wrażenie ze Wasz związek trochę przypominał uzależnienie - jak myślisz? Wiedziałeś że jest toksyczny i że tak naprawdę to nie powinien tak wyglądać, czy dopiero jak się skończył to odniosłeś takie wrażenie?I tak naprawdę - co Ci dawał ten związek? Albo jeszcze konkretniej - co Ci dawała ta dziewczyna? Nie mówię o miłości albo intymności. Inne uczucia jakbyś mógł wymienić.
Pozdrawiam.
Kriss a mogłabyś przenieść to pytanie do oryginalnego wątku? Bardzo chętnie z Tobą podyskutuje, ale dla porządku, tutaj spróbojmy rozmawiać o tym czy my faceci też potrafimy kochać za bardzo, bo Pani moderator nas zastrzeli
Prawda?
Wracając do tematu głównego. Myślę że my przeżywamy tak samo jak wy. Wszystko zależy od charakteru, ale zapewniam że facet tez ma wnętrze i wcale nie musi być innej orientacji. Poprostu modele zaradnego wojownika które wpajaja nam rodzina od małego z biegiem czasu materializują się. Nie ukazujemy cierpienia bo nam przecież nie wypada płakać, ale i my płaczemy.
Nie pokazujemy tego. Dlaczego? Nie wiem. Może boimy się że pokazując tą prawdziwą twarz, zostaniemy odrzuceni bo przecież - Faceci tak nie robią!
Jakbyście się Pani zachowały widząc faceta placzącego za kobietą? Czyż nie pomyślałybyście - "Jeju, co za mazgaj. Przecież jest tyle innych"
Zachęcam innych (Panów też) do dyskusji.
(...)Jakbyście się Pani zachowały widząc faceta placzącego za kobietą? Czyż nie pomyślałybyście - "Jeju, co za mazgaj. Przecież jest tyle innych"
Zachęcam innych (Panów też) do dyskusji.
Zainteresowanie moje wzbudziły zacytowane wyżej zdania.
Myślenie stereotypowe, jak zawsze, szkodzi. ![]()
Wielokrotnie byłam świadkiem, gdy dorośli, dojrzali mężczyźni płakali, również z powodu kobiety, z powodu jej odejścia lub jej zachowania względem nich. Nigdy nie uważałam tych mężczyzn za mazgai, za mięczaków. Za osoby, które nie ukrywają swych trudnych uczuć - owszem. Nieukrywaniem uczuć budzili i budzą mój szacunek. ![]()
Nie lubię zaś użalania się nad sobą, biadolenia, i to niezależnie od płci użalającej się osoby.
Ja tez widziałam płaczących facetów..i uważam ,że prawdziwy mężczyzna .. potrafi płakac.. a nawet powinien..
Ja tez widziałam płaczących facetów..i uważam ,że prawdziwy mężczyzna .. potrafi płakac.. a nawet powinien..
Ciekawe zdania Malwina i wielokropek, ale widząc Wasz wiek, dostrzegam też pewną dojrzałość.
A co z innymi Kobietami?
Ciekawe zdania Malwina i wielokropek, ale widząc Wasz wiek, dostrzegam też pewną dojrzałość.
A co z innymi Kobietami?
Nie wstydzę się swych lat, nie mam czego. Myślę jednak, że utożsamianie dojrzałości z wiekiem jest kolejnym stereotypem. Dojrzałość znacznie częściej zależna jest od rozumu, sposobu myślenia i pracy nad sobą (własnym rozwojem zwanym) danej osoby.
fuorviatos napisał/a:Ciekawe zdania Malwina i wielokropek, ale widząc Wasz wiek, dostrzegam też pewną dojrzałość.
A co z innymi Kobietami?Nie wstydzę się swych lat, nie mam czego. Myślę jednak, że utożsamianie dojrzałości z wiekiem jest kolejnym stereotypem. Dojrzałość znacznie częściej zależna jest od rozumu, sposobu myślenia i pracy nad sobą (własnym rozwojem zwanym) danej osoby.
Masz racje, przyznaje.
Wydaje mi się, że jednak 'męskie kochanie za bardzo' różni się od tego kobiecego, choć nie potrafię ubrać tego w słowa jak należy. Facet, a na pewno ja, nie chce dorzucać kobiecie swoich problemów, bo wiem, że ona i tak nie radzi sobie ze swoimi i wpływają one niszcząco na związek. W moim wypadku doprowadziło to w końcu do rozpadu związku. Bo ona zmęczona po pracy, bo zestresowana, bo chce się wygadać - a ja muszę być wyrozumiały, wysłuchać, przytulić, pocieszyć itp. Największą radość sprawia mi dawanie przyjemności drugiej osobie, jestem otwarty i skory do rozmowy, próbowania nowych rzeczy. Nie należę jednak do tych wylewnych. Umiem rozmawiać (i nie mam oporów przed trudnymi tematami), ale nie lubię przeżywać i rozpamiętywać bolących spraw. Widzę, że jednak za mało obstawałem przy swoim spełnieniu i zadowoleniu, bo w końcu wiele ziarenek przytłoczyło mnie swoim ogólnym tonażem, a najbardziej bolą mnie zarzuty, że ja się nie staram, że jestem niedojrzały i głupiutki. Po pewnym czasie człowiek zaczyna działać po omacku i traci wiarę w siebie. Pomimo tego jednak trwa dalej, bo przecież chce udowodnić i sobie i partnerce, że nie jest pierwszym lepszym prostakiem, który daje za wygraną, ale mężczyzną, który pomimo wszelkich przeszkód stara się i walczy o uczucie, o związek.....choć sprawa jest chyba przegrana i raczej bez nadziei na poprawę.....
Kriss napisał/a:fuorviatos napisał/a:Przepraszam bardzo - Czy ten wątek nie był o czymś innym? -:)
Masz rację.
Przeczytałam Twój poprzedni wątek. Bardzo dużo informacji, ale mam wrażenie ze Wasz związek trochę przypominał uzależnienie - jak myślisz? Wiedziałeś że jest toksyczny i że tak naprawdę to nie powinien tak wyglądać, czy dopiero jak się skończył to odniosłeś takie wrażenie?I tak naprawdę - co Ci dawał ten związek? Albo jeszcze konkretniej - co Ci dawała ta dziewczyna? Nie mówię o miłości albo intymności. Inne uczucia jakbyś mógł wymienić.
Pozdrawiam.
Kriss a mogłabyś przenieść to pytanie do oryginalnego wątku? Bardzo chętnie z Tobą podyskutuje, ale dla porządku, tutaj spróbojmy rozmawiać o tym czy my faceci też potrafimy kochać za bardzo, bo Pani moderator nas zastrzeli
Prawda?
Chętnie - tam gdzie sobie życzysz. Gdybyś jednak odpowiedzial na te pytania - wyszłoby czy "masz predyspozycje" do kochania za bardzo. Bo to jedno z drugiego będzie wynikało. Tak po sznurku. Ty decyduj.
Malwina69 napisał/a:Ja tez widziałam płaczących facetów..i uważam ,że prawdziwy mężczyzna .. potrafi płakac.. a nawet powinien..
Ciekawe zdania Malwina i wielokropek, ale widząc Wasz wiek, dostrzegam też pewną dojrzałość.
A co z innymi Kobietami?
No ja jestem ciut młodsza. Też uważam, że łzy u mężczyzny świadczą o jego wartości.
Mam wokól siebie kilku fajnych facetów (w tym moich braci) bardzo wartościowych. Potrafią płakać w chwilach smutku, wzruszenia, szczęścia! I to wbrew pozorom dodaje im męskości!
48 2012-03-15 13:46:15 Ostatnio edytowany przez Azahiel (2012-03-15 13:47:13)
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia a ja myślę że wszystkie emocje i uczucia wynosimy z własnych domów rodzinnych. Według mnie paradoksalnie tam gdzie była sielanka i wszystko poukładane tam jest brak okazywanych emocji w zrozumiały sposób dla obojga płci, i na odwrót to moje zdanie
wielokropek
Nigdy nie uważałam tych mężczyzn za mazgai, za mięczaków. Za osoby, które nie ukrywają swych trudnych uczuć - owszem. Nieukrywaniem uczuć budzili i budzą mój szacunek.
Jak by niektóre Panie to nazwały "wymarły gatunek"
Każdy z nas jest inny inaczej wszystko okazuje przeżywa, inaczej chłonie i przyswaja nauczki życiowe, każdy jest indywidualny i każda tu przedstawiona historia na forum jest indywidualna,przedstawiamy swoje opinie pokazujemy po części nasze przeżycia i wskazujemy innym kierunek. Po to jest chyba stworzone to Forum nie zabronione dla mężczyzn więc pojechanie po ambicji takiego czy innego forumowicza jest trochę nie na miejscu. Każdy z nas widzi wszystko co chce zobaczyć a nie co pokazują inni tacy naprawdę jesteśmy My LUDZIE bez rozkładania na płeć. To moje zdanie
49 2012-03-15 13:55:18 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-15 14:12:47)
A mnie osobiście ciekawi, jak panowie KZB radzą sobie z emocjami po zakończeniu związku. Czy szarpią nimi te same huśtawkowe emocje i jakich technik się imają, żeby "w sobie" zakończyć coś, co i tak jest skazane na porażkę, nie brnąć w toksyczny układ i pójść do przodu. Kiedy stykałam się z tym problemem u znajomych panów, to dochodziłam do wniosku, że dysponują narzędziem, które początkowo wygląda na zamiecenie problemu pod dywan ale jednak stawia Was do pionu szybciej niż nasze refleksyjne zachowania. Podobno Wam jest łatwiej odreagować puszczając na jakiś czas hamulce - alkohol, inne kobiety-kliny, rozrywki po bandzie ...
Kobiety raczej się w sobie zapadają i mają problem z takimi formami odreagowania, choć może to byłoby dla nas jakimś rozwiązaniem ![]()
EDYCJA
Tarantella napisał/a:Dziewczyny i Chłopaki. Pochwalę sie Wam, że byłam na liście mailingowej martyrsa i dostałam jego zdjęcie
Rany boskie, Tarantella, agencie w spodnicy! Czy jest ktos na tym forum, kogo nie znasz osobiscie?:))
Mussuka. Z forum znam osiem dziewczyn twarzą w twarz (Sabatówki i Faworytka). Nigdy nie poznałam fajniejszych twarzy
Panów - żadnych. Nie jestem zwolenniczką zawierania znajomości z mężczyznami na forach kobiecych, choć, przyznaję miałam propozycje. Pogadać - można, ale przenoszenie takiej znajomości do realu to nie moja bajka.
To zależy - moim sposobem jest oczywiście zamiecenie sprawy pod dywan i odreagowanie stresu poprzez ćwiczenia fizyczne. Z ostatnim jednak ostatnio cienko, ze względu na zdrowie, więc i gorzej znoszę rozstanie....
51 2012-03-15 14:06:16 Ostatnio edytowany przez Azahiel (2012-03-15 14:08:29)
Nie wiem czy każdemu facetowi jest łatwiej,może tylko dlatego że jak się nachla to nikt nie zwróci na niego uwagi, że się napił jak świnia, gorzej to wygląda jak zrobiła by to kobieta większość facetów by to wykorzystała(tak podejrzewam), tak alkohol,inna kobieta, rozrywka na max to jedna z metod faceta, tylko z małym wyjątkiem jeśli chodzi o inną kobietę.Myślę że tak naprawdę podchodząc do innej kobiety facet próbuje być tą ofiarą, przedstawia po łepkach to co zrobiła z nim zona/dziewczyna to dotyczy w większości facetów (chyba ) ale takie pytanie Tu na tym Forum ni jak nie da właściwego obrazu, dlatego że facet który się tu znalazł cierpi inaczej niż pozostali i szuka tu wsparcia i zrozumienia tak jak Ja ![]()
Ja po prostu tak jak wcześniej dom(teraz stancja)praca,praca dom
A co ze zwierzaniem się? Bardziej twierdzicie że to niemęskie i "rżniecie twardzieli" czy bierzecie kumpla na piwo i wypłakujecie się w rękaw? A może który pisze? Poważnie pytam. W sensie "wylania" problemu na papier.
Pieknie dyskusja rozkwita,tak dla podlania oliwy do ognia, kiedys dawno temu prowadziłem agencje towarzyska, powiem wam ze biznes bardzo dochodowy ale nigdy sie nie przespalem z damami ktore pracowaly w moim przybydku, choc moja uwczesna partnerka oskarzala mnie o takie cuda ze masakra, a ja biedny żuczek nawet nie spojrzalem, bo jakos brzydziło mnie to
ps. a teraz solarium, zycze miłego dnia
Masz rację.
Przeczytałam Twój poprzedni wątek. Bardzo dużo informacji, ale mam wrażenie ze Wasz związek trochę przypominał uzależnienie - jak myślisz? Wiedziałeś że jest toksyczny i że tak naprawdę to nie powinien tak wyglądać, czy dopiero jak się skończył to odniosłeś takie wrażenie?
Dopiero teraz po kilku tygodniach, zaczynam sobie uświadamiać jak bardzo to że tak długo byliśmy przyjaciółmi stworzyło we mnie taką wielką
więź z nią. Aż tak silną że chyba przerodziła się w to o czym mówisz.
Każdy najmniejszy problem między nami kruszył w mojej głowie obraz nas i naszego "porozumienia". Chwiała się moja wyobraźnia i mówiłem "chce to naprawiać. Napewno damy rade" Bralem wolne. Wsiadałem w samolot, leciałem..
Jej jazdy tolerowałem, bo to przeciez była ona. Nie starałem się krzyczeć, choć czasami miałem stanowczy głos.
Nie widziałem toksyn. Widziałem jak coś co budowaliśmy zaczyna się walić, wszystko było tym przesłonięte.
I tak naprawdę - co Ci dawał ten związek? Albo jeszcze konkretniej - co Ci dawała ta dziewczyna? Nie mówię o miłości albo intymności. Inne uczucia jakbyś mógł wymienić.
To jest narazie bardzo świeże. Wydaje mi się że mogłem mieć kogoś kto był dla mnie ważny, czuć że mogę coś dla kogoś zrobić.
Ona miała dosyć poważne problemy ze sobą. Głównie kiedy odzyskała kontakt z ojcem dowiedziawszy się że jest za granicą.
Stała się dla mnie takim niejako projektem wyciągnąć ją z tego. Czułem że coś dla kogoś robie, że coś razem tworzymy.
Z biegiem czasu. Kiedy zaczela mnie odwiedzać spodobało mi się to że tak wróciła do ludzi, zaprzyjażniła się z moja mamą, często się uśmiechała, rozładowywała moje nerwy.
Była na początku bardzo niesmiała w sprawach łózkowych. Zacząłem jej powoli na to wszystko otwierać. Ceniłem że nie jest taka jak inne panny które od razu wskakują na Ciebie. Wtsyd się przyznać, ale czasami ją nawet myłem, najpierw z troski a pózniej już z przyjemności.. ![]()
Ona to bardzo lubiła.
To wszystko gdzieś składało sie na jakieś poczucie że coś mi się w zyciu udało, że stworzyłem coś ważnego, coś co przetrwa wszystko.
Niewiem, może to po części model mojej rodziny - Matka z ojcem byli w separacji choć mieszkali ze sobą. Brakowało ciepła.
Kiedy odszedł mój ojciec w szpitalu, ona była ze mną. Mówiła "chwyć się mnie jeśli nie masz się czego chwycić"
Może to że mogłem coś dla niej zrobić, chciałem być jej opoką ostoją wynikało z tego braku w rodzinie.
Chętnie - tam gdzie sobie życzysz. Gdybyś jednak odpowiedzial na te pytania - wyszłoby czy "masz predyspozycje" do kochania za bardzo. Bo to jedno z drugiego będzie wynikało. Tak po sznurku. Ty decyduj.
I do jakich wniosków doszłaś? Że powinienem się leczyć? ![]()
Swego czasu prowadziłem coś w rodzaju Pamiętnika
do czasu póki się nie ożeniłem czyli do 33 roku życia, trochę tego jest, nie raz tam zaglądam i czytam jak poznałem żonę i 2 inne partnerki z mojego życia na samym początku mając tak mniej więcej 14 lat w 1 części napisałem że skończę pisanie wówczas gdy znajdę kogoś z kim założę rodzinę skończyłem, teraz nie umiem już tak tego opisać.
Na początku tak myślę że zgrywamy się na twardzieli do momentu kiedy nie zrozumiemy co straciliśmy, dalsze postępowania są rzeczą indywidualna więc ja się nie wypowiem, napisałem jak ja to próbuje zwalczać, niech każdy facet sam się wypowie jak to robi.
Pieknie dyskusja rozkwita,tak dla podlania oliwy do ognia, kiedys dawno temu prowadziłem agencje towarzyska, powiem wam ze biznes bardzo dochodowy ale nigdy sie nie przespalem z damami ktore pracowaly w moim przybydku, choc moja uwczesna partnerka oskarzala mnie o takie cuda ze masakra, a ja biedny żuczek nawet nie spojrzalem, bo jakos brzydziło mnie to
ps. a teraz solarium, zycze miłego dnia
Tak jasne!
Nie ma to jak bujna wyobraźnia!
Miłego smażenia!
Widzisz Fuorviatos, coś mi się zdaje że masz predyspozycje
Ja mogę powiedzieć jak to jest z kobiecego punktu widzenia - nie wiem czy przeczytałeś "babski" wątek o KKZB, masz w mojej stopce linka do bloga gdzie starsznie dużo jest na temat - piszą wprawdzie kobiety, ale po kolei jest wypunktowane skąd co się bierze.
Tak na szybko - podstawa - brak ciepła w domu rodzinnym pewnie próbowałeś sobie zrekompensować w związku. I to jest prosta zależność - wszystko jedno czy rodzina pełna, czy nie, czy razem mieszkają czy nie - dysfunkcja jest i dziecko szuka. Najpierw w życiu szkolnym, potem związkowym. Samo sobie rekompensuje deficyty.
Z tego co piszesz odnoszę wrażenie, że próbowałeś sobie na tę miłość "zasłużyć" - pokazałeś że Ci zależy bezwarunkowo (czyli generalnie tak jak w prawdziwej romantycznej miłości powinno), latałeś na wezwania, pomagałeś, zawsze byłeś. Najprawdopodobniej wydawało Ci się ze jak ona zobaczy Twoje poświęcenie i zaangażowanie - odpłaci co najmniej tym samym albo z nawiązką. Kiedy tak się nie stawało - najpierw się buntowaleś, a potem stwierdzałeś, żbyć żrobisz za mało, więc starałeś się jeszcze bardziej. Ona raz doceniała raz nie. Jak doceniała - miałeś uczuciowy haj, zrozumienie, braterstwo dusz itede. Jak nie doceniała - siedziałeś, wściekałeś się, krzyczałeś, płakałeś - czyli bunt na jawną niesprawiedliwość i niekonsekwencję.
Ponieważ z reguły człowiek pamięta miłe rzeczy - to miłe uczucie haju zapadło w Ciebie na tyle, że chętnie byś je powtarzał. A zauważałeś je - bo odcięty był ten haj okresami kompletnej degrengolady. Bo umówmy się - jakby cały czas było lux, to by człowiek po pewnym czasie tego luxu nie zauważał tak mocno.
Kolejnym elementem jest odległość. Jak się nie widzieliscie, Ty jako osoba empatyczna (wiedziałeś ze laska ma problemy) myślałeś, wyobrażałeś sobie, rozkładałeś jej zachowania i swoje pewnie też na czynniki pierwsze w ramach w ten sposób pojętej przez Ciebie części pracy nad związkiem. Założę się że więcej zajmowało Ci to czasu niz na ten przykład myślenie WYŁĄCZNIE o samym sobie i swoich potrzebach.
Mistyczny Skype i inne nośniki - Boże jak my się kochamy, przy Skypie zasypiamy i się budzimy. Druga osoba może myśleć "o kurna znowu zasnęłam na biurku, szyja mi nawala". Tak na brutala.
Widzisz że coś się psuje coraz bardziej - tu połatasz, tam się rozłazi. Dzieje się tak dlatego że już zostałeś nauczony pewnych zachowań w odpowiedzi na otrzymywane bodźce. Ona WIE jak to zrobić żeby było tak, jak ona chce. Jak wykorzystać Twoje deficyty, żeby jej było dobrze. Okrutne ale prawdziwe. I Ty o tym wiesz, ale wypierasz, bo ona by nie mogła, bo przecież Cię kocha, a tak w ogóle to chora jest i trzeba jej pomóc.
To tak na szybko.
58 2012-03-15 15:09:10 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-15 15:09:45)
Widzisz Fuorviatos, coś mi się zdaje że masz predyspozycje
Ja mogę powiedzieć jak to jest z kobiecego punktu widzenia - nie wiem czy przeczytałeś "babski" wątek o KKZB, masz w mojej stopce linka do bloga gdzie starsznie dużo jest na temat - piszą wprawdzie kobiety, ale po kolei jest wypunktowane skąd co się bierze.
Tak na szybko - podstawa - brak ciepła w domu rodzinnym pewnie próbowałeś sobie zrekompensować w związku. I to jest prosta zależność - wszystko jedno czy rodzina pełna, czy nie, czy razem mieszkają czy nie - dysfunkcja jest i dziecko szuka. Najpierw w życiu szkolnym, potem związkowym. Samo sobie rekompensuje deficyty.
Z tego co piszesz odnoszę wrażenie, że próbowałeś sobie na tę miłość "zasłużyć" - pokazałeś że Ci zależy bezwarunkowo (czyli generalnie tak jak w prawdziwej romantycznej miłości powinno), latałeś na wezwania, pomagałeś, zawsze byłeś. Najprawdopodobniej wydawało Ci się ze jak ona zobaczy Twoje poświęcenie i zaangażowanie - odpłaci co najmniej tym samym albo z nawiązką. Kiedy tak się nie stawało - najpierw się buntowaleś, a potem stwierdzałeś, żbyć żrobisz za mało, więc starałeś się jeszcze bardziej. Ona raz doceniała raz nie. Jak doceniała - miałeś uczuciowy haj, zrozumienie, braterstwo dusz itede. Jak nie doceniała - siedziałeś, wściekałeś się, krzyczałeś, płakałeś - czyli bunt na jawną niesprawiedliwość i niekonsekwencję.
Ponieważ z reguły człowiek pamięta miłe rzeczy - to miłe uczucie haju zapadło w Ciebie na tyle, że chętnie byś je powtarzał. A zauważałeś je - bo odcięty był ten haj okresami kompletnej degrengolady. Bo umówmy się - jakby cały czas było lux, to by człowiek po pewnym czasie tego luxu nie zauważał tak mocno.
Kolejnym elementem jest odległość. Jak się nie widzieliscie, Ty jako osoba empatyczna (wiedziałeś ze laska ma problemy) myślałeś, wyobrażałeś sobie, rozkładałeś jej zachowania i swoje pewnie też na czynniki pierwsze w ramach w ten sposób pojętej przez Ciebie części pracy nad związkiem. Założę się że więcej zajmowało Ci to czasu niz na ten przykład myślenie WYŁĄCZNIE o samym sobie i swoich potrzebach.
Mistyczny Skype i inne nośniki - Boże jak my się kochamy, przy Skypie zasypiamy i się budzimy. Druga osoba może myśleć "o kurna znowu zasnęłam na biurku, szyja mi nawala". Tak na brutala.
Widzisz że coś się psuje coraz bardziej - tu połatasz, tam się rozłazi. Dzieje się tak dlatego że już zostałeś nauczony pewnych zachowań w odpowiedzi na otrzymywane bodźce. Ona WIE jak to zrobić żeby było tak, jak ona chce. Jak wykorzystać Twoje deficyty, żeby jej było dobrze. Okrutne ale prawdziwe. I Ty o tym wiesz, ale wypierasz, bo ona by nie mogła, bo przecież Cię kocha, a tak w ogóle to chora jest i trzeba jej pomóc.
To tak na szybko.
Kriss, dzięki za dobitną wypowiedź. Chyba przyda mi się "zimne wiadro" na głowe.
Jakbyś chciała się przenieść do oryginalnego wątku, napisałbym coś więcej.
Dziś mam wizyte u psychologa i staram się właśnie spojrzeć na to w ten sposób,
ale chciałem coś więcej dodać o niej (tej kobiecie). Tylko że to nieodpowiednie miejsce.
Nie ma problemu. Przenosimy dyskusję do twojego wątku o związku z dziewczyną. Teraz też uciekam, ale postaram się poczytać wieczorem.
A co ze zwierzaniem się? Bardziej twierdzicie że to niemęskie i "rżniecie twardzieli" czy bierzecie kumpla na piwo i wypłakujecie się w rękaw? A może który pisze? Poważnie pytam. W sensie "wylania" problemu na papier.
Wypłakiwanie w rękaw nie wchodzi w grę. Nie jestem sobie w stanie pozwolić na taką słabość nawet przed samym sobą, a co dopiero przed kumplem? Raczej zwykła konstruktywna rozmowa przeprowadzona w dość agresywny i wulgarny sposób, choć bez obrażania i wieszania psów na drugiej połowie.
W moim przypadku odskocznią, aby otrzeźwieć i dowiedzieć się co nieco jak to jest z innego punktu widzenia było i jest to forum. To ciekawy prysznic nie tylko w dyskusji o własnym problemie, ale również o problemach innych osób, aby mieć prawidłowy gradient ciężkości problemów. Pomogło mi to spojrzeć na swój związek z troszkę innej perspektywy, że jednak inni mają gorsze problemy lub też skarżą się i żalą (i znajdują uznanie dla problemu) na coś, co dla mnie problemem nie było, bo darzyłem dane zachowanie pokładem zaufania i zrozumienia choć jak się okazuje powinienem był działać wtedy bardziej zdecydowanie.
Jest tutaj kilka kobiet, które podziwiam za zrozumienie dla partnerów, za dojrzałość w pojmowaniu związku i potrzeb - również seksualnych. Niestety mają one najczęściej ok +10/+20 lat wobec mnie. Piszę "niestety" bowiem czekać tyle czasu, aż połowica zrozumie jak jej zachowanie wpływa na mnie i na związek to ździebko długo. Podziwiam i zazdroszczę, bo samemu czegoś takiego nie doświadczyłem. Choć to przecież ja jestem tą stroną mniej rozwiniętą emocjonalnie, niedojrzałą, nieodpowiedzialną i głupiutką.
Myślę, że jest wiele mężczyzn KZB i pewnie męczą się podobnie do kobiet KZB... :( Nawet na tym forum można znaleźć wątki takich osób.
Różnica jest w wyrażaniu swojego cierpienia.
Jak sobie z tym radzą po rozstaniu?
Podane wyżej sposoby na mnie nie działają, albo nawet nie biorę je pod uwagę. Próbowałem alkoholem, który ledwo ruszam okazyjnie - przez rok męczyłem się z jedną butelką whisky, żeby w końcu wylać resztę ze względu na mijającą datę ważności...
"Bookends" Simon & Garfunkel na loopie w empetrójce już ponad półtorej roku. Nie pomaga, ale żyjąc wspomnieniami nie popadam w gorszy stan. Tylko to mi zostało... :(
Oczywiście na zewnątrz maska - świat jest piękny, wszystko ok... ehhh
Taki wątek na forum kobiecym...
62 2012-03-15 16:17:10 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-15 16:19:19)
Myślę, że jest wiele mężczyzn KZB i pewnie męczą się podobnie do kobiet KZB...
Nawet na tym forum można znaleźć wątki takich osób.
Różnica jest w wyrażaniu swojego cierpienia.
Jak sobie z tym radzą po rozstaniu?
Podane wyżej sposoby na mnie nie działają, albo nawet nie biorę je pod uwagę. Próbowałem alkoholem, który ledwo ruszam okazyjnie - przez rok męczyłem się z jedną butelką whisky, żeby w końcu wylać resztę ze względu na mijającą datę ważności...
"Bookends" Simon & Garfunkel na loopie w empetrójce już ponad półtorej roku. Nie pomaga, ale żyjąc wspomnieniami nie popadam w gorszy stan. Tylko to mi zostało...
Mnie tam alkohol pomaga zacząć się smiać z tego wszystkiego, ale forum i opinie konstruktywnych osób są nieocenione.
Oczywiście na zewnątrz maska - świat jest piękny, wszystko ok... ehhh
Tak, maska, niestety trza ją nosić.
Chłopaki? A jak Wy w ogóle rozumiecie to KOCHANIE ZA BARDZO? Czytaliście coś na ten temat? Wiecie coś o tym syndromie, czym skutkuje, jakie są symptomy i kogo przeważnie dotyka? Bo może Wy ... jak by to określić ... zwyczajnie cierpicie po rozstaniu (choć wiem, że żadne cierpienie po rozstaniu nie jest zwyczajne).
64 2012-03-15 16:52:28 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-15 17:06:10)
Chłopaki? A jak Wy w ogóle rozumiecie to KOCHANIE ZA BARDZO? Czytaliście coś na ten temat? Wiecie coś o tym syndromie, czym skutkuje, jakie są symptomy i kogo przeważnie dotyka? Bo może Wy ... jak by to określić ... zwyczajnie cierpicie po rozstaniu (choć wiem, że żadne cierpienie po rozstaniu nie jest zwyczajne).
Niech każdy powie sam za siebie. KZB to coś jak mieć tendencje dawać więcej niż dostawać, ale mówię to przez pryzmat mojego związku i chyba nie jestem tutaj zbyt obiektywny. Poczytam..
Masakra, zacząłem czytać tutaj (kobieceserca.pl) i osłupiałem - Dokładnie tak jak ze mną. Cholera, może ja jestem kobietą a o tym nie wiem -:)
Tarantella napisał/a:Chłopaki? A jak Wy w ogóle rozumiecie to KOCHANIE ZA BARDZO? Czytaliście coś na ten temat? Wiecie coś o tym syndromie, czym skutkuje, jakie są symptomy i kogo przeważnie dotyka? Bo może Wy ... jak by to określić ... zwyczajnie cierpicie po rozstaniu (choć wiem, że żadne cierpienie po rozstaniu nie jest zwyczajne).
Niech każdy powie sam za siebie. KZB to coś jak mieć tendencje dawać więcej niż dostawać, ale mówię to przez pryzmat mojego związku i chyba nie jestem tutaj zbyt obiektywny. Poczytam..
Masakra, zacząłem czytać tutaj (kobieceserca.pl) i osłupiałem - Dokładnie tak jak ze mną. Cholera, może ja jestem kobietą a o tym nie wiem -:)
Bingo - dawca/biorca. Zasługiwanie na miłość. Wybaczanie mimo wszystko. Przesuwanie własnych granic do samowyniszczenia. itd.itd. itd.
Co prawda link mi się nie otwiera, ale, wierz mi, każda z nas też się zestrachała, jak dotarła do schematu. No to teraz już przynajmniej wiesz, z czym walczysz ![]()