Hej,
z gory mowie - nie jestem kobieta. Jestem mezczyzna, potrzebuje pomocy w sprawie mojej kobiety, a kto bedzie wiedzial lepiej jak nie Wy? ![]()
Licze, ze temat nie zostanie usuniety, bo to dla mnie wazne.
A wiec zaczne. Od pazdziernika bylem szczesliwym nastolatkiem, dziewczyna o ktorej "zawsze marzylem", zaczela sie mna interesowac, juz po pierwszej randce bylismy razem. Lal! Ogolnie sprawa wyglada tak, ze od 2 lat podobala mi sie pewna dziewczyna, "cos tam" probowalem, ale nic nie wyszlo. Ciagle o niej myslalem. Jak wlasnie o niej dalem rade zapomniec, ona sie pojawila w moim zyciu. Niewiadomo skad dostala od kogos moj nr. tel, zalozyla konto na pewnym portalu, wiedzac, ze tam mnie znajdzie. Rozmawialismy jakis dluzszy czas, z gory nie robilem sobie nadzieji juz. Az tu nagle, bardzo chciala sie spotkac! Poczatkowo odmawialem, za ktoryms razem sie z nia spotkalem. Jeszcze pamietam, jak niepewnie zlapalem ja za biodro, ona odwzajemnila uscisk. Jak usiadlem na lawce, ona sie do mnie przytulila. Jak pod koniec spotkania, odprowadzajac ja na autobus powiedziala "dziekuje" calujac mnie w usta, po czym zawstydzona spuscila glowe na ziemie - od tego momentu bylismy razem. Umowilismy sie wtedy(za jej propozycja), na wizyte u niej. Chciala, przyszedlem. I tak sie toczylo. Mijal miesiac, drugi. Popelnilem pierwszy blad - juz po krotkim czasie, powiedzialem jej, ze ja kocham. Ona na to, ze chciala mi to powiedziec "przy naszym pierwszym razie", ale powiedziala to. Trzeci, czwarty miesiac. Kolejny blad. Przez jej kolerzanke zaczynalismy sie klocic. Niepodobalo mi sie, jak ona do niej podchodzi. Ta robila wszystko co ona chce, ta ja wystawiala a jej to wcale nie przeszkadzalo. W koncu kazalem jej wybrac miedzy mna a nia - nie wybrala, ograniczyla z nia spotkania. Wszystko sie unormowalo. Ale za jakis czas pojawily sie kolejne problemy. Zaczela mnie zlewac - ja tak nie potrafilem i staralem sie bardziej i bardziej. Zaplanowalismy sobie wyjazd razem z moim kuzynem z ktorym widuje sie tylko kilka razy w roku po prostu na zakupy, spedzic razem czas. Wystawila mnie, wiedzac o tym, ze za kilka dni mamy jechac. Poszla na urodziny kolezanki wlasnie z tamta "kolezanka" ktora ja wystawiala. Klocilismy sie jakis czas przez to, w koncu ustalo. Z pewnego powodu i my nie moglismy wtedy jechac. Pojechaismy tydzien pozniej. Oczywiscie, nie obeszlo sie bez klotni. Kilka razy sie klocilismy DOSLOWNIE O NIC. Byl to luty, moj kuzyn juz wyjechal. Ja mialem w tym okresie straszne klopoty w domu, przynosilem to do niej. Ciagle bylem siety, wtedy jej zaczelo sie udzielac i bylo jeszcze gorzej. Doszlo do tego, ze powiedzialem jej 4 slowa, po naszej klotni(doslownie 4) i wtedy zaczelo sie wszystko pieprzyc. Ona mowila, ze nigdy tego nie zapomni co powiedzialem, ze wybaczyla mi, ale jednak tego nie zapomni. W ten czwartek, wszystko juz bylo okej. Do momentu, az powiedziala mi, ze znow sie nie zobaczymy, bo cos jej wypadlo. Zapytalem, czy bedzie chociaz u mnie nocowac(tak jak miala) za kilka dni. Takze odmowila. Nawet nie poczula sie do tego, zeby powiedziec "przepraszam" - wiedziala, ze mi strasznie na tym zalezalo. W piatek mielismy sie zobaczyc. Przyszedlem o 14, byla spieta atmosfera - o 15 ze mna zerwala. Nie znioslem tego(poplakalem sie). Ale wytarlem lzy, poszedlem do ubikacji i jak wrocilem, to zaczalem sie szykowac do wyjscia. Ona wlaczyla film i powiedziala "myslalam, ze sie przytulimy i poogladamy cos - jak kiedys". Zostalem. Przytulilismy i gadalismy o niczym. Poczulem sie jak wtedy, jak bylismy ze soba pierwszy tydzien. Taka radosc, bliskosc. Nic mi juz nie trzeba bylo. Chcialem isc juz przed 20, zeby tego nie przedluzac. Chciala, zebym jeszcze zostal z nia - zostalem. Powiedziala, ze jestem dla niej wazny, ale to nie ma sensu. Ze to wszystko sie zaczelo sypac przez te klotnie. Robilem dla niej wszystko! Chciala czegos - dostawala, chciala sie spotkac - spotykalismy sie, cokolwiek. I wydaje mi sie, ze to ten blad. Bo jak probowalem czasem ja zlewac, starala sie bardzo. Inaczej, bylo ostatnio slabo. Po tym jak wrocilem w piatek do domu(dzien kiedy mnie rzucila), napisalem, ze juz jestem(prosila, zeby sie nie martwic). Jak jej to napisalem, powiedziala "wejdz na gg". Wszedlem, pogadalismy. Prosilem ja, o jeszcze jedna szanse. Powiedziala, ze nie chce mnie ranic i nie ma pewnosci, ze cos jeszcze do mnie poczuje. Ze jak poczuje, to wroci. Jak nie, to nie. Zaproponowalem miesieczna/2 miesieczna przerwe. Zapytala, czy jakby poznala wtedy kogos, zaczeliby sie spotykac, przezyliby PRZYGODE(tj. seks it), to czy bylaby to zdrada. Odpowiedzialem, ze tak. Nie zgodzila sie na takie rozwiazanie. Pozniej, przez kilka dni jeszcze pisala smsy. Odpisywalem na pierwsze dwa. Pozniej, "dowiedzielem sie", ze im mocniej bede ja zlewal, tym bardziej i szybciej zacznie tesknic. Probowalem. W koncu napisalem jej na facebooku wiadomosc mowiaca cos w tym stylu "wiesz co? Chyba mialas racje. Dziekuje Ci za wszystkie mile chwile i zycze Ci jak najlepiej". Ona odpowiedziala "fajnie, ciesze sie, ze zrozumiales. Strasznie sie o Ciebie martwilam. Na pewn6 znajdziesz sobie kogos kto bedzie Cie doceniec. I mam nadzieje, ze miedzy nami okej?" Dodalem "nie wiem. Pa" i sie rozlaczylem. Ona mi wyslala smsa "Chcesz ten zegarek z powrotem?". Zegarek to byl jej przedwczesny prezent urodzinowy. Dostala go w piatek, bo w dzien jej urodzin mielismy juz nie byc razem. Zlalem tego smsa. Pozniej, rozmawialem z kuzynem - mial identyczny problem z dziewczyna. Po roku zerwala z nim o nic. O takie klotnie. Nie zrywal z nia kontaktu, byli kolegami. Teraz znow sa razem. Dalo mi to do myslenia i napisalem do niej. Napisalem z byle pretekstem. Padlo na ten zegarek. "nie, nie chce go. Byl to prezent urodzinowy, dostalas go wczesniej z jasnych powodow. Jezeli go nie chcesz, to go sprzedaj, oddaj czy wyrzuc. Cokolwiek.". Odpowiedziala, ze go chce, ze jej sie podoba, ale nie wiedziala, czy ja chcialbym, zeby ona go miala. - jak na moje, to byle pretekst, zeby smsem zaczac rozmowe. Zapytala sie, jak moja grypa. Powiedzialem, ze pogorszylo sie, ze ide do lekarza. Chcialem zakonczyc rozmowe sam, napisalem, ze nie bede jej juz przeszkdzal. Cos tam naisala, a na koniec "teraz serio ide, pa". Poszla. Na nastepny dzien, napisalem jej smsa z zyczeniami urodzinowymi. Strasznie sie ucieszyla(tak wygladalo). Podziekowala i za zyczenia i za prezent jeszcze raz. Dodala "zaloze go dzis". Bylo to wczoraj, ja czuje sie, jakby ta dobra trwala 72, nie 24h. Ciagle spogladam na telefon czy gdziekolwiek - sprawdzam, czy cos pisala. Niestety. Nie pisala mi nic, nigdzie. Byla ostatnio na fb, nie odezwala sie do mnie, tylko pisala z kims innym. Strasznie za nia tesknie. Jak myslicie, jest jakas szansa, ze wroci do mnie? I jesli jest, to co robic?
Przepraszam Was, za maslo maslane. Trudno mi o tym pisac, nie pisze od siebie z komputera, chcialem wam dac jak najwiecej informacji o sprawie a jak to czytam to i tak duzo przeoczylem. Z gory dzieki za kazda odpowiedz. ![]()