Nie, no tyle napisałam i odcięlo mi internet.
Piszę od nowa.
Mąż był już dzisiaj rano u mnie dwa razy. Z bankiem chyba da się odkręcić. Był taki zadowolony...
Ja za to całą noc nie spałam. Jutro oddaje klucze z apartamentu. Będą się widzieć.
Denerwuję się, czy nam się uda. Jak mam wywalić facetowi z głowy te szczera, troskliwą, czuła, seksowna piekność, która ma w d... mnie i moje dzieci.
Liczy się, co ona chce.
Mąż powiedział, że ona już chyba kogoś ma.
Może dlatego dopytywał się czy się z kimś spotykam. Jeszcze stwierdził, że wie, że nie ma prawa.
Bałwan!!!
Podobne tematy
Nie, no tyle napisałam i odcięlo mi internet.
Piszę od nowa.
Mąż był już dzisiaj rano u mnie dwa razy. Z bankiem chyba da się odkręcić. Był taki zadowolony...
Ja za to całą noc nie spałam. Jutro oddaje klucze z apartamentu. Będą się widzieć.
Denerwuję się, czy nam się uda. Jak mam wywalić facetowi z głowy te szczera, troskliwą, czuła, seksowna piekność, która ma w d... mnie i moje dzieci.
Liczy się, co ona chce.
Mąż powiedział, że ona już chyba kogoś ma.
Może dlatego dopytywał się czy się z kimś spotykam. Jeszcze stwierdził, że wie, że nie ma prawa.
Bałwan!!!
No wiem, wiem,
masz swoje zasady i klasę
ale cholera jasna - nie możesz z nim pojechać na zdanie mieszkania?
Nie możesz zadzwonić do niuni i ustawić ją do pionu?
A że dopytywał czy masz kogoś - zabezpiecza sobie tyły.
523 2012-10-22 14:41:43 Ostatnio edytowany przez kochamkonwalie (2012-10-22 14:51:07)
Bet. Mam chwile. Ale cos napisze. Dzisiaj wrócił mój mąż. Powiedział ze Musial zmienić dźwięk esemesow bo jak mu wieczorem wysyłam serie to go ten dźwięk denerwował. Ale oczywiście bardzo sie cieszy ze ja pisze.
I teraz ci wytlumacze na czym polega moja totalna bezradność która robi ze mnie melancholiczke. Ja po prostu nie wiem. Patrzę na niego i nie wiem czy kłamie czy mówi prawdę... Patrzę na niego o jestem bezradna. Myśle- pewnie ma dosyć mnie już. Myśle- już odpuścił już mu sie nie będę zabiegać o moje uczucia o moje dobre samopoczucie. Myśle- limit dobra sie wyczerpał teraz chce mieć święty spokój. Myśle- on przecież żartuje. Myśle- przecież to nic nie znaczy. Myśle- pewnie wieczorem z kimś sie spotyka i jak napisze mi esemesa dobranoc to znaczy ze jest zajęty czymś innym. Myśle- to nie ma sensu. Myśle- o co mu chodzi. Nie mam pojęcia co sie za tym kryje.
To bezradność bet.
Jest obcy.
Nieznany mi.
Nieprzewidywalny.
Groźny.
Bet
A ja rozumiem End_aluzje doskonale. Wydaje mi się, że jesteśmy w podobnej sytuacji, nasi faceci wyjeżdżają służbowo a my mamy mnóstwo czasu na rozkminianie. Wybaczyć łatwo ale już gorzej z zapominaniem. I ta nadwrażliwość to chyba syndrom zdradzonych kobiet. To również chciałam Ci napisać Bet, że nawet jak jest dobrze, nawet bardzo to gdzieś w środku siedzi w Tobie diabełek, który podpowiada różne wątpliwości. A widzę, że Ty tez należysz do kobiet, które chcą wiedzieć wszystko.
Nie uważam, że End-aluzja jest niewdzięczna, nie wierze, że na co dzień zachowuje się jak melancholiczka. Dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami, uczuciami; gdyby nas znała pewnie nie była by taka szczera. I ja to rozumiem, bo ja tak właśnie też mam.
Bet
Nie zapomniałam o Tobie, zadzwonię ale potrzebuje chwili na spokojną rozmowę.
Doczytałam resztę postów i niestety znowu mam pewność, że chyba Twój mąż nie jest wobec Ciebie szczery. Ciągle Ona w Waszych rozmowach, właściwie główny temat. Wydaje mi się, że to raczej On został porzucony, do tego nie przeciął pępowiny. Rzeczy pozostawione, wspólne oddanie mieszkania (klucze można wrzucić do skrzynki na listy, przesłać kurierem) albo jak ktoś napisał pójść razem z nim. Super rozwiązanie i do tego łatwo sprawdzić intencje Twojego męża.
Zanim odejdę............
Zanim odejdę napisze o sobie. Może ktoś zrozumie możne nie, jeśli nie zrozumie to nikt nie ma prawa mnie krytykować bo pisze do siebie o sobie i mam do tego prawo.
Zdaje sobie sprawę, że każdy jest inny, każda zdrada jest inna.
Moje małżeństwo przed zdradą trwało 11, może 12 lat (nie mam pamięci do dat)
Różnie było jak to w małżeństwie, ale w pewnym momencie on chciał zmiany, ja też ale zabrakło mi odwagi żeby to zmienić. Ja trwałam dalej, ale on tego nie wytrzymał. Zaczęły się "dziwne" esemesy, "dziwne" wyjazdy. Wiedziałam czułam ze coś się dzieje. Rodzina jeszcze mnie w tym upewniała. Ale broniłam go, kłamałam nawet, żeby nikt oprócz mnie tego nie widział. A w środku zaczęłam się coraz bardziej bać, jak sobie dam rade z ta zmianą. W dzień kłamałam w nocy bałam się. I tak to trwało. Na potrzeby tego postu nazwę mojego męża "łajdakiem". W moim domu już go nazwano "łajdakiem".
I przyszedł taki dzień, że powiedziałam dość, spakowałam go i powiedziałam: idź......
I stał się tym "łajdakiem" już dla całego świata........
Gdy już zostałam sama, wiedziałam że moje życie zmieni się na lepsze...........
Wyszłam do ludzi........zrobiłam kursy.......jeden drugi..........skończyłam studia...........
Przez ten czas poznałam bardzo wiele osób.........wiele kontaktów przerwało..........
I za to wszystko co mnie dobrego spotkało zapłacił mój mąż bo został "łajdakiem" dla innych, a dla mnie jest dobrym człowiekiem.
I choć minęło już kilka lat mój mąż wciąż jest "łajdakiem".
I ja cały czas z tym walczę, ale czy ktoś to zrozumie że jest dobrym człowiekiem.
I jak ktoś mnie zapyta, czy ty chcesz być z tym "łajdakiem".
No chcę z nim być bo to mój mąż "łajdak" a ja jego żona czyli "łajdaczka".
Czy ktoś czasem pomyśli że mnie obraża, że mówi o mnie "łajdaczko".
Dziś jest tak ze żyje na dwa światy, w jednym domu jestem samotna, w drugim jestem żoną.
I jest mi dobrze w obu światach.
I jest mi na tyle dobrze że nie muszę być tutaj na forum:
ani we wątku "jestem samotna nie radzę sobie"
ani we wątku "cierpię po rozstaniu z kochankiem"
ani we wątku "minęło kilka lat a ja sobie nie mogę poradzić ze zdrada męża"
Jestem szczęśliwa, to ludzie mi mówią że nie jestem, ze nie powinnam być. dlaczego cierpię
Jeszcze o "łajdaczce" czyli "kochance. Ta łajdaczka to bardzo samotna kobieta, aż tak samotna że zabrała czyjegoś męża czyli mojego.
Widocznie w tym momencie los uznał że ja sobie poradzę ona nie do tego miała dzieci my nie. więc czy taka kobietę mam prawo nazywać łajdaczka. nie miałam sumienia.
A mój mąż co zyskał, dowiedział się: takiej kobiety jak ty czyli ja to nie ma nigdzie , a zapłacił za to, że jest łajdakiem i długi które się ciągną..............
Nie pytam co się działo przez ten czas tej "przygody" chce to mówi nie chce nie pytam.
Ale jak mówi to tak jakby to jego nie dotyczyło jakby tej kobiety w ogóle nie znał.
Jest moment ze chce o coś zapytać wtedy mówi :nie pytaj.
Nie pytam bo wiem że jak bym pytała dalej to tak jakbym mu dawała sznur do reki a roli wdowy to nie chce poznać na dodatek mieć wyrzuty że to przeze mnie.
Nie było mi lekko przechodzić tę zmianę bo pytanie czemu wcześniej nie umiałam tak żyć.
Czy aż tak musiało się stać , ale chyba musiało bo innej drogi nie było.
I czemu aż taka łajdaczka , czy nie było normalnej kobiety. Musiała być taka bo do normalnej nie miałby siły odejść.
Przechodziłam te zmianę sama walczyłam i walczę z całym światem.
Był czas że musiałam się wypisać wtedy tego forum nie znałam może to i dobrze.
Znalazłam w tym wirtualnym świecie człowieka który pomógł mi przez to wszystko przejść.
Pomógł mi zupełnie obcy człowiek, nigdy nie napisał o mnie jesteś łajdaczka a mojego męża nigdy nie nazwał łajdakiem.
Pomogły mi tez leki, ale za te wizytę też płacę bo ile razy pójdę do lekarza tyle razy się mnie pyta:
co z Twoim mężem łajdakiem..................
I tyle................
Już więcej Waszego spokoju zakłócać nie będę.
Zanim odejdę............
co z Twoim mężem łajdakiem..................
I tyle................
Już więcej Waszego spokoju zakłócać nie będę.
Joanna nie odchodź....
Jjoanna, jestem padnięta. Ja chyba niewiele rozumiem.
Też proszę, nei odchodź.
Od każdej z was dowiaduje się czegos nowego. Wszystko , ale to wszystko biorę pod uwagę.
Robię po swojemu, bo to ja za swoje czyny odpowiadam, ale jesteście kochane.
Dzięki temu, że tu piszecie czuję że nie jestem z tym sama.
Mam jakby z kim pogadać.
Rozmawiałm raz z takim straszym Panem, nieważne przy jakiej okazji.
On powiedział, że ludzie popełniają błędy.
No właśnie, błędy.
Tylko skala tych błedów jest różna.
Na zdanie kluczy z nim nie pojadę. Dajmy spokój, nie będzie chciał.
Dużo już przeszłam, nie mam ochoty szarpać się dalej.
Nie wiem, o co chodzi z tymi tyłami i pytaniem czy kogoś mam.
Dla mnie to akurat było ok, że się zapytał.
W głowie, ona mu jakoś tam siedzi, bo jak zapytałam wprost czy za nią tęskini. Powiedział, że trochę, bo ona była dla niego dobra, okazywała czułośc itp....
Pisałam już, trochę to wyjaśniliśmy.
Oj, coś mnie jakby katar chwyta.
Byłam dzisiaj znowu na rolkach. Było ekstra.
Prawie 14 km w niecałe 50 min. Uwielbiam to.
No i dobrze, ze z nim nie pojedziesz na zdanie kluczy, bo zobaczy ze zaczynasz mu ufać a skoro zaczynasz to znaczy że już coś odbudował i pójdzie krok do przodu.
Musisz pamiętać o jednym. O jego słowach "Ciebie wybrałem".
w tej chwili dotarło do niego ze skrzywdził ciebie, dzieci, kochankę.
Bo kochanka to tez ofiara.
Ty byś nie zdradziła bo Ciebie tak nauczono.
Ale przykład. Ojciec alkoholik, maż alkoholik. Ani nauki ani miłości.
Ojciec jej nie nauczył co dobre i złe bo pił.
Trafił jej się alkoholik, bo tylko taki wzór miała, bo uważała ze nic jej się od życia więcej nie należy.
Ale pragnienia miłości, ciepła każdy chce.
A u niej ta potrzeba miłości jest jeszcze większa i już nie patrzy czy to mąż czy wolny człowiek.
Myślisz że taka kochanka to nie chce mieć swojego i tylko swojego męża.
Sama pisałaś o niej jaka to ona jest trzaśnięta.
Myślisz ze ona chce być taka trzaśnięta.
On cierpi bo zrobił jej krzywdę. a Twoim zadaniem jest mówić: Dobrze zrobiłeś bo tu jest twoje miejsce, tu jestem ja twoja żona i nasze dzieci.A kochanka zasługuje na to żeby znaleźć sobie wolnego człowieka i z nim budować swoje szczęście.
Nie traktuj kochanki jak swojego wroga.
Bo im bardziej ty przy nim będziesz ja atakować, tym bardziej on pomyśli. Może rzeczywiście ta kochanka jest lepsza od mojej zony skoro w niej tyle nienawiści.
Twoim zadaniem jest szukanie dobrych stron tego co się stało. Im więcej ich znajdziesz tym bardziej on pomyśli: możne aż źle nie zrobiłem.
A pyta się czy kogoś masz, bo zastanawia się czy rzeczywiście jest do czego wracać.
Skoro on kogoś znalazł, to może Ty tez znalazłaś.
Skoro on Cie okłamywał, to może Ty też go okłamujesz i szukasz zemsty.......
Wiec musisz go w tym upewniać: że byłeś, i chociaż zbłądziłeś ja cały ten czas na ciebie czekałam.
Nie wiem nic n atemat ojca alkoholika kochanki.
Wiem tylko, że jej mama została z nią sama w ciąży. Potem urodziłą drugą córkę ( jej siostrę) z innym.
Mnie się niepodoba , że ona bierze na litość jakie to on amaiał cięzkie dziecistwo.
Kiedy ja miałam 3 mieisące zostałam oddana do babci. Mieszkałam tam do 7 roku życia.
Mamę wiedywałam w niedzielę na obiedzie. Nie chciałam jej nawet usiąść na kolanach, nigdy nie przytuliłam, nigdy nie pocałowałam.
Słyszałam, że jestem głupia, gruba, że uczę się gorzej od siostry, gorzej do dzieci jej zanajomych.
Moja mama jest toksyczna. Nie winię jej za to teraz. Sama wychowywała się bez rodziców.
Jej celem było wykształcenie, nadal pracuje mając 74 lata. Prowadzi ZOZ.
Ojciec,który zdążył mi wpoić, że jeste wspaniała, wyjątkowa, mądra, piękna zmarł kiedy miłam 8 lat.
Właściwie nie miałamm dzieciństwa, a w wieku 8 lat stałam się dorosła.
I chociaż płąkałm strasznie, ni epokazywałam tego po sobie. Chociaż nei lubiłam swojego domu, koleżanki mi zadrościły, bo zawsze chodziłam z podniesioną głową.
Nie brałam nikogo na litość. Kiedy mama chodziłą na dyżury, właściwie nie było jej w domu, mogłąm robić wszystko.
Po prostu się z mężem nie zgadzam. Nie zgadzam ze szczerością.
Kiedy z nią 1 raz w życiu rozmawiałm, byłam wściekła na męża. Wierzyłam jej w każde słowo.
A jej słowa nie zgadzają się ze słowami męża. dalej trzyam inna wersję. Więc wiem tylko, że któreś kłamie.
To co mi się nei podoba, to że ona z premedytacją szukała i szuka starszego faceta. Obojętne czy zajętego czy nie.
Też byłam w jej wieku. Pragnęłam miłości, ale nie szukałam. Nie miałam jakiegos okreslonego typu.
Nawet gdybym teraz pragnęła miłości, to zwyczajnei miłości bez szczególnych wymagań.
I nie mówie źle o kochance przy mężu.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że trzeba uważać. Ja jej nie obraziłam.
Ale mnie się takei zachowanei , taki egoizm nie podoba.
Bardzo uważam z porównaniami, bo nie wiem co mnie w życiu spotka. Zwyczajnie nie chcę prowokować losu.
Czasem owszem , wyskoczyłam z czymś. Ala teraz unikam rozmów o niej.
Chodziłoo to okazywanei uczuć. J apowiedziłam mężowi ,że jej tego zazdroszczę, bo ona nie zna wstydu, ale mówi otwarcie o potrzebach. Tak jak nei ma problemu , żeby się rozbierać przed innymi.
Ale to co mówi, za moment może się zmienić.
Dzisiaj będzie sie wtulać i mówić chcę się z tobą zestarzeć, a za dwa lata moze być zupełnie innaczej.
Ona jest moim przeciwieństwem. Nigdy nei zapewniłam męża o swojej miłości, o tym że chcę się z nim zestarzeć itp., ale byłam i jestem. Jestem bardzo skryta.
Mąz samzaczał analizować i przyznał mi rację, że ej zapewnienia wcale nie muszą być głebokie. Ma taką łatwość.
I tego akurat nawet chciałabym się do niej nauczyć.
Dajmy już spokój tej dziewczynie.
Niech sobie zrobi karierę, zakłada rodzinę. Ja nie życzę jej źle.
Ja tylko chciałabym żeby moj arodzina nei miła więcej z nią do czynienia.
Mnie interesuje moja rodzina, nie jej przyszłość.
Kurcze, Jjoanna, sprowokowałaś mnie do pisania o niej i żebym sie jedank porównała ( nie umiem tak bezpośrednio okazywać uczuć i o nich mówić).
A to, że nie spotykam się z nikim odebrał na plus.
Byłam jego pierwsza dziewczyną. On moim pierszym facetem. Opowiadłą mi trochę o tym co się dzieje. Jak żyją młodzi ludzie.
On wcześniej miał swoje zasady. Zwyczajnie może zauważył że ma żonę.
Jest chyba facetem , który ceni wierność, mimo wszystko.
Zreszta powiedzial, że to się tak szybko potoczyło, a potem się posypało i nie było do czego wracać.
Gdybym umiała być tak ajak ona, to rzuciłabym mu sie na szyję, powiedziała że jest jednak moja miłościa, ze zrozumiłam jak bardzo go kocham, pragnę, że to co było zle się już nie liczy, to już było i nie wróci. Tego już nie ma.
Ale ja tak nie potrafię. Słucham grzecznie i nie powiem czego chcę, czego pragnę. Wstydze się ..., boję się że go spłoszę, że on tego nie chce, ze mnie wyśmieje, odrzuci.
529 2012-10-23 09:05:24 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-10-23 12:08:06)
jjoanna
napisałaś:
"Twoim zadaniem jest szukanie dobrych stron tego co się stało. Im więcej ich znajdziesz tym bardziej on pomyśli: możne aż źle nie zrobiłem."
To zdanie powyżej wywołało u mnie szok, obrzydzenie, irytację i nie wiem co jeszcze. Zresztą cała wypowiedź.
Szukanie dobrych stron tego co się stało? Czy ty nie przesadzasz? Jakie mogą być dobre strony romansu, porzucenia dzieci i żony?
Nie ma dobrych stron romansu dla porzuconej żony i dzieci!!! Można wyciągnąć wnioski dlaczego to się stało ale nie można stwierdzić, że romans ma dobre strony. Można odbudowywać na nowo związek ale nie kiedy jedna ze stron uważa, że romans był dobry i kiedy nie ma zadośćuczynienia, pokory, zadumy dlaczego do tego doszło. Poromansuję cała w skowronkach a za chwilę wrócę do żony i niech ona nie wypowiada się źle o kochance bo wybiorę kochankę? A paszoł w pizdu.
Głaskanie męża bo miał romans? Bo sugerujesz głaskanie go, przynajmniej ja tak to odebrałam.
Nie wypowiadanie się źle o kochance? To już przegięcie.
Każda z nas ma prawo wyrzucić z siebie to co nas boli, co w nas krzyczy i nikt nie może nam tego zabronić.
Nie wypowiadanie się o niej źle bo on pomyśli, że jednak niunia była wspaniała skoro żona tak źle o niej mówi?
To może wogóle zacznijmy chodzić wokół pateflonów na paluszkach bardzo uważnie dobierając słownictwo bo jeden akcent misiowi się nie spodoba i poleci do niuni!!!
To oni mają odbudować, nas zdobywać, to oni mają zrozumieć swój błąd a my ze swojej strony pomyślmy co zawaliłyśmy ale za wszelką cenę i nie za cenę milczenia i kochance i tym co o niej myślimy.
Z Twojego postu:
"On cierpi bo zrobił jej krzywdę. a Twoim zadaniem jest mówić: Dobrze zrobiłeś bo tu jest twoje miejsce, tu jestem ja twoja żona i nasze dzieci.A kochanka zasługuje na to żeby znaleźć sobie wolnego człowieka i z nim budować swoje szczęście.
Nie traktuj kochanki jak swojego wroga.
Bo im bardziej ty przy nim będziesz ja atakować, tym bardziej on pomyśli. Może rzeczywiście ta kochanka jest lepsza od mojej zony skoro w niej tyle nienawiści."
No,
to po twojej wypowiedzi powinnam zadzwonić do suni mojego męża, zapytać jak się czuje, zaprosić na obiad a najlepiej przelać jej okrągłą sumkę na konto
A niech ma dziewczyna skoro mój mąż przestał ją dotować. Kurczę, w końcu znam jej numer konta ![]()
No ja pier...lę ![]()
czy Ty kobieto masz własne zdanie w swoim związku? czy możesz lekko z pełną piersią oddychać i mówić co myślisz?
czy mówisz tylko to, co twój mąż chce usłyszeć?
Bo ja mogę mówić wszystko co chcę i on słucha co mówię, nie tylko słyszy, nie czaję się co powiedzieć aby mu się podobało.
"On cierpi bo zrobił jej krzywdę" Jasne, a żona i dzieci to h...j
One cierpieć mogą i zona ma być wdzięczna mężowi że ją wybrał pan łaskawca.
Nie chcę cię urazić ale według mnie potrzebujesz odbudowy własnej wartości.
530 2012-10-23 09:27:14 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-10-23 09:31:46)
"Gdybym umiała być tak ajak ona, to rzuciłabym mu sie na szyję, powiedziała że jest jednak moja miłościa, ze zrozumiłam jak bardzo go kocham, pragnę, że to co było zle się już nie liczy, to już było i nie wróci. Tego już nie ma.
Ale ja tak nie potrafię. Słucham grzecznie i nie powiem czego chcę, czego pragnę. Wstydze się ..., boję się że go spłoszę, że on tego nie chce, ze mnie wyśmieje, odrzuci."
Bet
ja Ci mówiłam już dawno:
wyluzuj trochę, popuść te szwy, które Cię trzymają w nieustannym napięciu, naprężeniu.
Mówiłam Ci; idź czasem na sponton, działaj czasem szalenie, spontanicznie, tego jemu brakowało, mojemu mężowi również.
Kiedyś też wszystko analizowałam, powaga, zawsze 3 wyjścia awaryjne, 3 komplety ubrań bo nie wiadomo jaka pogoda, rozumiesz o czym mówię? A teraz mam wyje...ne na wszystko, on pakuje walizki, on planuje a ja idę na żywioł, ja tańczę na stacji benzynowej jak tankujemy auto, ja wyciągam go z łóżka w nocy na przejażdżkę, ja wyciągam go na hulajnogę na lotnisko wieczorem. Ja podnoszę bluzkę niespodziewanie jak on robi mi zdjęcia a on szoku dostaje, że pokazałam cycki na ulicy. Konwenanse? W nosie je mam, moje życie. Trochę już mnie znasz.
Brakuje i brakowało wam spontaniczności, szaleństwa, czegoś nowego, zaskakującego w związku, ona tym została i nie ważne czy miała 20 czy 30 lat, była czymś nowym, nieprzewidywalnym.
Ja też rozmawiałam z sunią mojego męża, również mi się wydawało że mówi prawdę, jej wersja nie zgadzała się z jego wersją. Później jeszcze samo wyszło jak było a na koniec on jeżeli mówi o niej to ze wstydem, obrzydzeniem jakby mówił o robakach na gnijącej ranie.
I doprawdy nie warto porównywać się do suni. Ja miałabym porównywać się do kooorwy pracującej w burdelu? Co może nas łączyć? W czym może być lepsza? Że prawdziwe uczucie zastępowała rąbanką? Że potrafiła perfidnie wyciągać pieniądze?
Analizować dlaczego ona wybiera starszych to proste. Woli starszych bo starszy ma już wypracowany status finansowy, odchowane dzieci, dobre pieniądze, znudzony żoną i monotonią w związku. Co może jej dać 25 letni chłopczyk oprócz długiej rąbanki i fast fooda w Mc Donalds? No same pomyślcie.
A może on czeka na Twoje przytulenie? Może chciałby Cię przytulić ale boi się odtrącenia? Mój się bał, bał się okazywać mi czułe gesty bo bał się mojej reakcji, uważał, że nie jest wart. Ty jesteś skryta w sobie, on również i tak obijaliście się o siebie przez 20 lat, czy nie czas trochę się otworzyć i wpuścić świeżego powietrza w nowy( bo taki sam już nie) związek?
Mam ochotę śmignąć na południe i potrząsnąć Tobą trochę dziewczyno ![]()
531 2012-10-23 11:00:22 Ostatnio edytowany przez batszeba (2012-10-23 11:30:31)
Głaskanie męża bo miał romans? Bo sugerujesz głaskanie go, przynajmniej ja tak to odebrałam.
.
Ja podczytuję ten wątek i dokładnie tak samo to odebrałam: facet nasrał do własnego gniazda, zrobił bet i dzieciom bagno z życia a ona ma POKORNIE I Z WDZIĘCZNOŚCIĄ czekać na jego łaskawy powrót na łono rodziny. I Boże broń nic złego na temat kochanicy - najlepiej niech ją bet regularnie zaprasza do siebie do domu, żeby łzy rozstania osuszyć...
"Analizować dlaczego ona wybiera starszych to proste. Woli starszych bo starszy ma już wypracowany status finansowy, odchowane dzieci, dobre pieniądze, znudzony żoną i monotonią w związku."
To samo miałam napisać. Gdyby mąż bet był magazynierem i zarabiał 1500 złotych, kicia nawet by na niego okiem nie rzuciła. Kasa misiu, kasa - mąż bet z ciuchach z lumpeksu nie chodzi i kebabów z budki nie jada - więc dziewczynka słusznie pomyślała, że uda się jej ustawić.
"Co może jej dać 25 letni chłopczyk..."
Przeciętny nie może jej niczego zaoferować. A taki młody imprezowicz z bogatej rodziny na nią nie zwróci uwagi, bo w każdym klubie znajdzie dziesięć innych wyglądających lepiej od niej. No i do drogich prezentów może być nieskory.... ![]()
Nie jestem pewn a, czy dobrze zrobiłam.
Napisałam mu: M, ufam Ci.
Nie ma go jeszcze w pracy.
Nie zadzwonie, ale tez nie wiem czy nie przegięłam.
A ztym spontanem to było tak, że zanim zostałam żona, to byłam spontaniczna.
A potem to jakby ktoś próbował założył mi smycz na szyję. Na siłę wpychanie w pewne ramy.
Twardogłowa, mam akurat odmienne zdanie.
Owszem ta cała zdrada i to wszystko co się wydarzyło nie było i nie jest dla mnie przyjemne.
Ale dzieki temu znowu poczułam się sobą. Nie ma nade mna męża, który mówi mi co mam robić.
Mam swój świat. Chociażby te głupie rolki. Ale on mi wydzilał czas. Wolał żebym stała przy garach, albo bawiła dzieci.
Dusiłam się. Teraz jestem wolna.
Jeśli wolności, swojej przestrzeni mieć nie będę nic z tego nie wyjdzie.
To mąż kiedyś za mną gonił, ja robiłam to co chciałam.
Stałam się taka jaka mnei lepił. Tresował, może nei dlatego że taki jest, ale pod presją rodziny.
Bo zona ma sprzątać, gotować, usługiwać facetowi. A jak dla mnie to te rzeczy równie dobrze może robić gosposia.
Żona ma kochać
533 2012-10-23 12:45:37 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-10-23 12:47:11)
Eluś
przecież nie musiałaś go słuchać, nie musiałaś mu się tak podporządkować. To, że czułaś się jak na smyczy - sama wypracowałaś taki stan, pozwoliłaś mu na kontrolę już od początku i tak poszło, pozwoliłaś zawładnąć sobą, życiem, czasem, hobby. Gdyby nie było romansu nie mogłabyś jeździć na rolkach? Zobacz jak to brzmi: dałaś się ubezwłasnowolnić, pozwoliłaś na to, nie czuł Twojego oporu więc chciał więcej i więcej dla siebie.
Sęk w tym aby to nie wróciło. I dlatego właśnie musisz wypracować przestrzeń dla siebie teraz. Będąc uległą i cichą nie zatrzymasz swojej wolności, znów Tobą zawładnie. Milczenie jest przyzwoleniem.
Nie musisz się ze mną zgadzać Bet ale obie miałyśmy podobną drogę.
Przywzwoliłam na to, bo za bardzo zależało mi na rodzinie.
Nie miałąm oparcia w rodzinie, byłam sama. Jego kochałam i może bałam się starcić.
Było dziecko.
Nie chcę tego samego.Jeździłam na rolkach, ale mnie pilnował. Czułam sie trochę jak pracownik w firmie.
joanna, artemida, bet, twardogłowa, operacja, jestem, czytam uwaznie wasze posty
nie mam nic przeciwko, że rozmawiacie o mnie i że moja historia jest dla was podstawą do analizy włąsnych uczuć i potrzeb
tak działa to forum;)
joanna - co do niepomagania - jasne, że tak, że nie mam nic do powiedzienia, co nie jest moją historią
ale, nauczona włąsnym doświadczenie, pamiętam te euforię i wole walki z pierwszego etapu po zdradzie. i dlatego pozwalam sobie na zwracanie uwagi zonom po zdradzie, które tak jak postanawiają odbudowywac związki - mówię - to nie jedyny etap, przez które przechodzisz, będą też inne, będą załamania, będa słabości, będzieżal, będzie nienawiśc, będziesz musiała uczyć się kochać na nowo
twardogłowa - z tego co piszesz zdrada twojego męża cię uwlniła- od wiecznego planowania, od odpowiedzialności za cały świat
bet - piszesz, że czujesz się wolna, że odetchnełaś pełną piersią i nauczyłaś się siebie, gdy męża zabrakło
ja, przez zdradę męża uwolniłąm się z poczucia odpowiedzialności za cały świat, przyjełam do wiadomości, że są tysiące, miliony obszarów, na które nie mam wpływu i które moga jutro się posypać
i dlatego się teraz nie boję
nie boję się, co przyniesie przyszłość
owszem, jestem tu melancholiczką.. ale moje drogie... gdzieś muszę
w każdej z nas zderzają się tysiące emocji związanych z tym, co przeszłysmy
i uznaję prawo do ich wszystkich
a kiedy zaczynam się za bardzo stresowac w pracy, myslę - a co tam, są gorsze rzeczy, a co tam, nie zginę
jesli przezyłąm stratę dziecka i stratę ufności w miłości - to przezyję wszystko
zdrada mnie wzmocniła
i na co dzień przypominam twardogłową, bo ciesze się dobrymi dniami i korzystam z tego, co mi życie przynosi
i trochę przypominam bet - bo najbardziej walczę z moim mężem wtedy, gdy czuję, że próbuje wstawić mnie w ramki - podobne do niego, podobne do jego mamy, podobne do tych modeli związku, które on ma....
ale na co dzień jestem - KOLOROWA
nie boję sie świata, nie boję się przyszłości
kiedyś się nie bałam - bo wierzyłam, ŻE MAM WPŁYW na wszystko i steruję swoim zyciem
teraz się nie boję, bo wiem, że NIE STERUJĘ swoim zyciem i nie mam wpływu na wszystko
kiedyś miłośc po proostu BYŁA - taka łatwa, prosta, naturalna, pewna
dzisiaj miłość to DAR
nie jest łatwo kochac, prawda?
Czytam i jestem
i argumentu bet o szczęsciu - wreszcie i dla siebie - to dobre argumenty
argumenty mussuki o konsekwencjach i zamykaniu złej przeszłości z dala od nas - to tez dobre argumenty
one wszystkie we mnie są
ale ja tutaj tak mimochodem, bo przecież mam wam napisać o szczęsciu.. ale to jeszcze musze trochę nazbierać;)
536 2012-10-23 17:48:12 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-23 19:52:13)
Twardogłowa
O dobrych stronach zdrady napisała bet i End_aluzja.
Wybaczyć warto nie dla kogoś a dla SIEBIE.
I tym zdaniem kieruje się w całym moim życiu.
I nie mam wrogów, bo jeśli mnie ktoś zaatakuje to nie mój problem a jego bo jest agresywny.
Moim problemem jest nie atakować i nie być tą agresywną.
Niech zdradzona żona swojego męża wyzywa, obraża, opluwa, wypomina do końca życia.
Niech zdradzona żona gdy zobaczy że jej mąż rozmawia z kochanką niech ją pobije, wyzywa, a jak zobaczy swojego męża z inną kochanką to niech ja też pobije, wyzywa i tak następna i następna i tak tez do końca życia.
Jak ktoś chce takiego życia to niech tak żyje, ma do tego prawo.
Ja wybrałam SPOKÓJ.
Prosiłam wcześniej że jeśli ktoś nie rozumie tego co piszę to niech tego nie krytykuje.
I jeszcze raz proszę.
End_aluzja
Wybrałam Ciebie, bo chciałam zrobić z Ciebie "ideał". Wybrałam również dlatego, że Twoje rady uważam za cenne.
Żebyś w każdej chwili powiedziała innej kobiecie "teraz jest gorzej, ale będzie lepiej. I zobacz mi się udało".
Teraz wiem a właściwie mi się przypomniało, że ideałów nie ma bo każdy ma swoje słabości.
ps. przeczytałam Twój kolejny wątek ten poniżej i tak myślę, że Ty jesteś tym "ideałam":)
537 2012-10-23 17:56:12 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-10-23 17:58:30)
dawno temu stworzyłam tutaj taki wątek - JESTEM SZCZĘŚLIWA - dajmy nadzieję tym, którzy odbudowują swój związek po zdradzie
próbowałąm zaprosić tam kobiety, które pozostały ze zdrajcami i które, z perspektywy czasu potrafią powiedzieć proste: JESTEM SZCZĘSLIWA..
a może wejdziecie tam i dacie nadzieję?
to był dobry wątek.. dla tych wszystkich, którzy budzili się rano i nie wiedzieli, czy byc z nim, czy też nie..
to był dobry wątek, który mówil - daj sobie czas,pzowól sobie na decyzję, która będzie twoją decyzją, a nie decyzją twoich znajomych, twojej rodziny, twoich zasad, porad, psychologa....
czy zgodzicie napisać się na nim, że JESTEŚCIE SZCZĘSLIWE?/
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=965278#p965278
PIERWSZY POST, gdyby nie chciało się wam czytac całości:
Drodzy forumowicze. z wiedzą o zdradzie męża borykam się równe 14 miesięcy. Miałam dobry bagaż wspólnych lat, który pozwolił mi na próbę odbudowania tego, co było dla mnie w życiu najcenniejsze. To nie jest tak, że jest i było łatwo. To nie jest tak, że da się zapomniec o zdradzie. To nie jest tak, że nie czuje się bólu i upokorzenia. a cały czas pomaga mi to forum i mozliwośc wysłuchania kobiet, które wybrały podobną drogę i próbują zyc dalej.
A kiedy przychodzi zwątpienie, szukam odpowiedzi na forum: której sie udało? czy będzie lepiej? czy w końcu przestanę zachowywać się irracjonalnie? czy w końcu przestanę czuć tę ogromną złość. czy w końcu przestanę w głowie rozważać, jak to wyglądało, jak się zachowywał, jak wyglądały ich spotkania... czy za nią tęskni... czy mnie jeszcze zdradzi??czy mam sie bać? czy musze wariowac zawsze, gdy wyjeżdża, czy uda mi się zaufać mu ponownie??
FORUMOWICZE- dajmy nadzieję tym, którzy przechodza przez ten sam kocioł i młyn każdego dnia. Którzy cierpią, płaczą, nienawidza o kochają. Któzy uczą się kochac od nowa i cieszyć się każdym dniem..
Napiszcie- mnie sie udało. jestem szczęsliwa, nie żałuję, że zostałam. trudne chwile mam za sobą, a teraz czerpię radośc z życia? pokażmy, że SZCZĘSCIE jest mozliwe??
538 2012-10-23 19:23:09 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-23 19:35:13)
Młoda dziewczyna szuka starszego mężczyzny obojętnie czy wolnego czy żonatego, bo zabrakło jej ojca i szuka tego ojca w każdym starszym mężczyźnie.
Młoda dziewczyna szuka mężczyzny, bo potrzebuje kasy.
Ja wybieram to pierwsze, bo z tym czuję się lepiej.
"Dusimy" się w związkach przed zdradą bo gdzieś tam w głowie jest myśl "samotność". I się jej boimy.
Ale gdy już ją poznamy i wiemy że dałyśmy rade to wtedy już wiemy, że cały świat do nas należy.
Takie bynajmniej jest moje zdanie.
bet
Jeżeli wysłałaś mu esemesa ze mu ufasz, to znak że tą jego zdradę już sobie wytłumaczyłaś.
Tylko pytanie czy napiszesz mu tak jutro, pojutrze,za dwa dni..........
Czy wytłumaczyłaś sobie tą jego zdradę na tyle, żeby utrzymać ten stan "ufam Ci " na dłużej?
End_aluzja
Ze względu na bet uważam, że lepiej byłoby tu zostać bo ona nazwała swój wątek kiedyś pamiętnikiem i chodzi o to żeby została zachowana ciągłość.
End_aluzja
Wybrałam Ciebie, bo chciałam zrobić z Ciebie "ideał". Wybrałam również dlatego, że Twoje rady uważam za cenne.
Żebyś w każdej chwili powiedziała innej kobiecie "teraz jest gorzej, ale będzie lepiej. I zobacz mi się udało".
Teraz wiem a właściwie mi się przypomniało, że ideałów nie ma bo każdy ma swoje słabości.ps. przeczytałam Twój kolejny wątek ten poniżej i tak myślę, że Ty jesteś tym "ideałam":)
och nie jestem jjoanna
nie jestem
nic dla mnie nie jest proste
nic nie jest czarno białe
szukam odpowiedzi i zadaje pytania
jestem tutaj, bo tutaj moge spojrzec na siebie białą, na siebie czarną, na siebie szarą.
tutaj moge narysować swój portret po tej i po tamtej stronie lustra...
Ech, dziewczyny, nie jestem pewna czy ten wątek jest dla mnie.
Niby duzo się zmieniło, a jednak jest za wcześnie pisać o odbudowie związku.
Kochamkonwalie, dzieki za telefon. Wiem o co chodzi. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizowac te moje cele poboczne o których już tak nie piszę.
One nie uciekły.
Tęsknie za miłością, ale nie za dawnym życiem.
Sama widzę, że obojętne co teraz będzie ono już i tak takie samo nie będzie.
Ono ma być dla mnie lepsze.
Najlepiej pod każdym względem:)
Dla mojego męża też chcę jak najlepszego życia. Nawet mu powiedziałam, ze jeśli woli być z nią to niech idzie.
Nie będę go zatrzymywać, obojetne jakbym go kochała.
Czy uda mi się odbudować zaufanie na miłości. Byłoby pieknie.
Ale może jakoś tak tylko dzisiaj jestem spokojna.
Spokojna o to czy ma z nia kontakt czy nie, Czy dalej się spotyka.
Nie mam na to wpływu.
Oszustwo się wyczuwa. Nie ma miejsca na intymność, pełne zaangażowanie.
Przecież to jest najważniejsze, jaki jest dla mnie, dla dzieci.
Co z tego, że nie będzie z nią jeśli nie będzie ze mną, czy przynajmniej nie będzie dbał o dzieci, o dom.
Czas pokaże.
End _ aluzja, taki już chyab jest , ze tego nei da się wymazać całkowicie.
Bardzo bym chciała.
Chciałabym napisąc kiedyś w Twoim wątku. Mnie się udało, mam wspaniałe małżeńswto.
Żyje tak jak chciałam, mam to dzięki zdradzie. Duży koszt, ale wyszło mi na dobre. Zdrada była dla mnie impulsem.
A miłość męża mam jeszcze głębszą, dojrzalaszą, sprawdzoną.
I będę tak wpisywać co roku, aż do końca.
Czy takie cuda są możliwe, albo zależy to tylko od naszego wysiłku.
Ten watek jest Twój, bo to część Twojego życia.
Pierwszy post: "mąż mieszka z kochanką"
Przedostatni post: sms "ufam Ci"
Ostatni post: każde słowo, które tam napisałaś woła : JESTEM SZCZĘŚLIWA
Ja nie proponuje prsenieienie na tamten wątek:) ale Joanna i ty twardoglowa możecie tam napisać.. Zeby dać nadzieje..
543 2012-10-24 08:55:16 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-10-24 11:45:58)
Twardogłowa
O dobrych stronach zdrady napisała bet i End_aluzja.
Wybaczyć warto nie dla kogoś a dla SIEBIE.
I tym zdaniem kieruje się w całym moim życiu.I nie mam wrogów, bo jeśli mnie ktoś zaatakuje to nie mój problem a jego bo jest agresywny.
Moim problemem jest nie atakować i nie być tą agresywną.Niech zdradzona żona swojego męża wyzywa, obraża, opluwa, wypomina do końca życia.
Niech zdradzona żona gdy zobaczy że jej mąż rozmawia z kochanką niech ją pobije, wyzywa, a jak zobaczy swojego męża z inną kochanką to niech ja też pobije, wyzywa i tak następna i następna i tak tez do końca życia.Jak ktoś chce takiego życia to niech tak żyje, ma do tego prawo.
Ja wybrałam SPOKÓJ.Prosiłam wcześniej że jeśli ktoś nie rozumie tego co piszę to niech tego nie krytykuje.
I jeszcze raz proszę.End_aluzja
Wybrałam Ciebie, bo chciałam zrobić z Ciebie "ideał". Wybrałam również dlatego, że Twoje rady uważam za cenne.
Żebyś w każdej chwili powiedziała innej kobiecie "teraz jest gorzej, ale będzie lepiej. I zobacz mi się udało".
Teraz wiem a właściwie mi się przypomniało, że ideałów nie ma bo każdy ma swoje słabości.ps. przeczytałam Twój kolejny wątek ten poniżej i tak myślę, że Ty jesteś tym "ideałam":)
Joanna
to nie chodzi o atakowanie kochanki, wyzywanie, obrzucanie błotem, to nie o to chodzi. Ja nie kipię złością na myśl o suni mojego męża, ba, nawet żal mi jej, kiedyś jej syn dowie się, że matka nie chciała robić z nim figur z kasztanów bo wolała pojechać do burdelu, wolała łajdaczyć się nad jeziorem z facetem w ciągu alkoholowym ale z grubym plikiem pieniędzy w kieszeni niż prowadzać małe dziecko do szkoły bo to pierwsze dni roku szkolnego. Żal mi jej bo ta szrama(bo nie rysa) pozostanie na zawsze na jej wizerunku, nie będzie mogła wspiąć się wyżej po szczeblach kariery bo znajdzie się ktoś, kto ją rozpozna i powie, że to dziwka, ktoś, kto opublikuje jej zdjęcia pornograficzne z mężczyznami, a są takie. Ona na mój temat tworzyła różne fantazje aby tylko wyciągnąć jak najwięcej kasy i odciągnąć męża ode mnie. Mąż przed miesiącem na moje pytanie, czy odzywała się do niego w dość niecenzuralny sposób wyraził się na jej temat i na temat jej stanu psychicznego.
Ja po prostu nie mogę o niej nic dobrego powiedzieć i nie powiem nic dobrego jako o matce, żonie, córce i człowieku.
Matka, która porzuca dziecko i wyjeżdża do burdelu pracować, kochanka, która ma pracującego męża policjanta i dziecko kilkuletnie, nie puszcza się za pieniądze bo musi ale dlatego, że kocha kasę i to jest łatwy pieniądz. Ma pracującego męża, ma dość dobrze ustawionego ojca, zostawia dziecko i jedzie do agencji towarzyskiej. Mojemu mężowi wciska kit, że ja mam kochanka(rzekomo ona mnie i mojego kochanka zna, widziała), mężowi wciska kit, że jest panną z dzieckiem zmuszona na zarobkowanie w ten sposób a tym czasem jej mąż czeka w domku na comiesięczną kasę ze sponsoringu, W jakim celu wciska ten kit? Dużo mogłabym napisać na jej temat ale nie mam na to siły.
Twierdzę, że romans mojego męża nic dobrego mi nie przyniósł, ani jemu ani mnie. Nie będę tu pisała o szczegółach ale jest wiele, bardzo wiele złego.
A wolność, którą mam sama sobie wypracowałam jak był ze mną. Mam luz bo stwierdziłam, że on nie jest wart mojego zachodu, starania się, skoro nie widział tego wcześniej, olałam pewne rzeczy nie przez romans a śmierć mojej teściowej i moje sprawy zawodowe, on je przejął.
Joanna ja ciebie nie rozumiem i nawet nie będę się starała, to nie moja bajka, nie akceptuję zachowań, rozwiązań, jakie prezentujesz, proponujesz. Ja nie jestem i nie będę uległa, cicha, nie będę wyrażała się dobrze o kochankach.
Takie rozmizianie, oh i ah, wróciłeś moje szczęście, czekałam na ciebie wiernie a teraz bądź a ja będę ci stopy lizać i bron boże o złego słowa o twoim nowym kochaniu - to nie mój styl ![]()
Wybierasz sobie wersje, które są dla ciebie łatwiejsze do przełknięcia( a nie prawdziwsze życiu), ja nie mogłabym żyć z kimś, kogo wszyscy woków nazywają łajdakiem a siebie kreować na Matkę Boską Cierpiętnicę, tę szlachetną przyjmującą wiarołomcę pod swoje skrzydła: patrzcie wszyscy jaka ja wspaniała, przyjęłam łajdaka choć nie wart tego, podziwiajcie mnie bom warta tego ![]()
Ja jestem jedna: taka sama tu na forum i taka sama w realu. Ty jesteś w dwóch postaciach, okłamujesz sama siebie bo tak ci łatwiej ciągnąć żywot ze swoim łajdakiem, ja żyję z moim mężem.
Ja nie mam wrogów, jak ktoś ma problem z moimi poglądami na życie - może mnie unikać, komuś nie odpowiada mój sposób życia - przecież ma wybór.
Endi
ja jestem szczęśliwa
ale
nie dlatego, że on jest ze mną, kocha mnie, co dzień mi to okazuje na różne sposoby.
Ja jestem szczęśliwa bo wiem ile jestem warta, bo mam zdrowe wspaniałe dziecko, pracę, którą sama sobie stworzyłam, bo mieszkam w pięknym rejonie Polski, bo mam cudacznego psa, bo rankiem idąc do pracy mijam cukiernię z której ulatniają się wspaniałe zapachy a krawiec z naprzeciwka mówi mi cześć blondyna
Jestem szczęśliwa sama dla siebie, ja jestem powodem mojego szczęścia, mąż jest dodatkiem do tego, absolutnie nie jest przyczyną czy celem
I to chyba o to chodzi i dlatego też udało mi się przetrwać, nie zwariować w pogoni myśli dlaczego, jak mógł, czy była lepsza, czy o niej myśli. Mam to głęboko gdzieś.
Stworzyłam dom, do którego wszyscy lecimy po skończonym dniu pracy, z którego ciężko nam wyjechać gdziekolwiek a jak już wyjedziemy i wracamy to stwierdzamy, że wszędzie dobrze ale w naszym domu najlepiej. On twierdzi, że to najcieplejsze, najbezpieczniejsze miejsce w którym był, córa mówi, że swojego domu nie zamieniłaby nawet na willę na Karaibach, po powrocie z Anglii 2 dni symulowała ból brzucha żeby tylko nacieszyć się domem ![]()
Myślę, że czas ulotnić się z tego miejsca,
jestem z przodu,nie chcę oglądać się wstecz.
Twarodgowa, ani nie myśl mnie opuszczać...!!!! ![]()
To jaj mam juz mętlik w głowie.
My coś chyba za dużo wymyśłamy.
Ja mam tylko życzenie, żeby ta piekna kicia z kimś innym realizowała swój życiowy plan.
I jeszcze jedno, jak czytam kochanki wypowiadające się tutaj na forum, albo to samo dotyczy tej, która próbuje stworzyć rodzinę z moim mężem - pomijając całkiem mnie i dzieci - czuje się w obowiązku uświadomić je, że najczęściej kogoś krzywdzą.
Po tej drugiej stronie jest ta żona, z która on nie sypia odo dwóch lat, która jest dla neigo okropna, wariatka, wieźma, wredny babsztyl.
Niejdnokrotnie może to i prawda, ale przede wszystkim ta zona jest taką samą kobietą jak kochanka.
To tak jakbyśmy same siebie okradały , opluwały.
Kiedy uważam, że ktoś według mojego światopoglądu źle postępuje, to mam prawo, a może nawet czuję sie zobowiązana mu o tym powiedzić. Innaczej czuje sie jakbym się do tego przykładała.
Kiedyś tak nie sądziłam, ale zmieniłam zdanie.
To tak jak widzieć bite dziecko i przjeśc obojętne. A niech sobei ta mamauśka go tłucze.
Uważam, że każdy z nas ma rpawo do błedów, może zbłądzić.
Ale każdy z nas może strarać się te błedy naprawić.
Ta dziewczyna skrzywdziła mnie i moje dzieci.
To ja szukam wyjścia, pozytywów dla siebie.
Dlaczego taka kochanka nie powie mi. Przepraszam Cie.
Obejde się bez tego. Może się mylę, ale ja jednak dla samej siebie po czymś takim powiedziałabym chociaż przepraszam.
Znowu jestem niewyspana. Mła chora, rozpalona. Musze jej zrobic zaraz badania moczu.
Męża w pracy jeszcze nie ma.
trzymaj się twardogłowa ciepło!;)
jestes wspaniała
ja tez rozumiem, że w sobie mam pokłady szczęscia i ode mnie ono zalezy
i będe o siebie dbać;)
Hm, pojeździłam dzisiaj sobie z siostrą na roklach.
Niby mam dobry nastrój, ale oprócz chorej córeczki mam pewne mysli które pojawiły mi się w głowie. Czy mój mąż nie przeprowadził się czasem znowu do niej. W pracy się dzisiaj nie pojawił. Miała przyjść zostawić klucze, on został bez mieszkania...
Piszę to i sama się śmieję...
547 2012-10-24 20:18:55 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-24 21:04:11)
twardogłowa
Człowiek się rodzi, w głowie nie ma nic. Rozwija się i obserwuje otoczenie i staje się takim co zaobserwuje. Obserwuje rodziców, nauczycieli, panią na ulicy, czyta książki, ogląda telewizję.
I jeśli gdy dziecko przyjdzie do domu i powie: mamo śmialiśmy się z kolegami z kolegi, który złamał nogę. Matka nie reaguje. Następnie rośnie i znowu z kolegami śmieje się że ktoś bije człowieka.
Matka, która zareaguje i powie: synu to jest niewłaściwe bo nie wolno się śmiać.
Wtedy on gdy będzie bity człowiek i choć koledzy będą się śmiali to on już będzie wiedział, że
to niewłaściwe.
A reakcja matki będzie zależeć od tego co ona sama zaobserwowała.
Jakbyś wychowywała się wśród samych kobiet co bija dzieci to też byś tak robiła.
No bo niby skąd miałabyś wiedzieć, że można inaczej.
Miałaś wzór takiej matki i taką matka jesteś, kochanka Twojego męża miała inny wzór i jest akurat taką matką.
Ja jak tu czytam to forum, to też już zaczęłam używać słów typu : to jest moje i mam do tego prawo. Wcześniej ja takich słów nie używałam.
To wszystko co piszę wyniosłam z wykładów socjologii. Gdyby nie to, też bym Ci może mówiła "zachowuj się tak jak ja bo to jest dobre".
Kiedyś wykonano taki eksperyment. Zaproszono 10 osób. 9 osobom powiedziano, że jak zapali się czerwone światło to mówcie że jest zielone. Jedna osoba o tym nie wiedziała. Weszli do sali, ta 1 osoba na końcu, zapaliło się czerwone światło. I tak po kolei każdy mówił, że pali się zielone światło a osoba na końcu choć wiedziała że pali się czerwone to powiedziała jak wszyscy, że pali się zielone.
Ty sobie wybrałaś wersje do przełknięcia i ja sobie wybrałam wersje do przełknięcia. Dla mnie ona jest dobra i dla Ciebie jest dobra. Takim naturalnym zachowaniem staje się to że każdy uważa że jego wersja jest najlepsza. I bet, która czyta i mnie i Ciebie to wybierze swoja wersję. Wybierze to co dla niej jest najlepsze. Może trochę z Ciebie trochę ze mnie, a są jeszcze inne osoby.
I ona tu jest i obserwuje nasze zachowania. Bo przecież nie wyjdzie na ulice i krzyknie kobiety zdradzone jak mam żyć. Jeżeli w jej otoczeniu jest zdradzona kobieta to z jej doświadczeń tez skorzysta.
Każdy żyje inaczej, każdy ma inne poglądy i chodzi o to żeby jeden drugiemu tego nie narzucał.
ps. dla zainteresowanych Norman Goodman "Wstęp do socjologii"
End_aluzja
Jaka ja mogę dać nadzieje skoro czytać nie umiem ![]()
Nie mam łatwości pisania i napisanie jednego posta to dla mnie "droga przez mękę".
Można Ci tylko pozazdrościć tego pisania.
Nie chodzi o narzucanie, ale czasem czuję potrzebę wyrazić swoja opinię.
Nic więcej.
Dlatego tez pozwalałam mężowi na wobodę, jestem chyba dosyć tolerancyjną matką.
Dlatego chociaż mam wrazenie,ze jest we mnei nadziej awbrew nadziei czekam. Jadę na ostatkach sił, cierpliwości.
Ufam dla siebie, bo wiem że nieszczerosc i tak wyczuję, ona wyjdzie
Trzyma za Ciebie mocno kciuki. Jesteś bardzo dzielna i silna. Wierzę, że w tej trudnej sytuacji poradzisz sobie na medal. Bo masz dzieci, które kochasz i które kochają Ciebie. Masz rodzinę. A twój mąż? Nie mam słów by opisać moje obrzydzenie. Mnie również skrzywdził narzeczony, oszukiwał mnie przez 5 lat związku, od samego początku. Ból niesamowity. Nie mam dzieci, moja sytuacja nie równa się z Twoją, ale mogę się domyślać, co czujesz. Choć w innych sytuacjach, obie staramy się wyjść na prostą, poukładać życie na nowo. Życzę Ci wszystkiego, co najlepsze. Odzyskaj spokój i szczęście. A z czasem może spotkasz jeszcze mężczyznę, który na Ciebie zasługuje.
550 2012-10-25 19:11:29 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-25 19:15:04)
Ja jestem jedna: taka sama tu na forum i taka sama w realu. Ty jesteś w dwóch postaciach, okłamujesz sama siebie bo tak ci łatwiej ciągnąć żywot ze swoim łajdakiem, ja żyję z moim mężem.
Wczoraj tego nie napisałam, dzisiaj to napiszę. Zwrócił moja uwagę pewien wątek.
Będąc w tym wątku obraziłaś tam dziewczynę, która ten wątek założyła.
Nie obserwowałam Twoich postów, bo niczego się nie nauczę od osoby, która ludzi nie szanuje.
Na dodatek skoro raz można obrazić to można i drugi i kolejny............
Tylko nie rozumiem.............
Dlaczego obraziłaś mojego męża nazywając łajdakiem?
Pisałam w tym poście, że słowa "łajdak" użyłam tylko na potrzeby tego posta. Słowo "łajdak" wzięłam w cudzysłów bo go w życiu realnym nie używam i to nie jest moje słowo. Mój mąż ma swoje imię.
Na początku myślałam że nie używasz słowa mąż, ale skoro o swoim mężu napisałaś mąż to jednak go używasz.
Dlaczego obraziłaś mnie nazywając łajdaczką?
Bo skoro mojego męża nazwałaś łajdakiem to ja jego żona to chyba łajdaczka?
Obraziłaś mojego męża nie wiem za co, chyba za to że nie napisał tu ani słowa.
Obraziłaś mnie nie wiem za co, chyba za to że żyję jak żyję i dobrze mi z tym.
No i ponadto obraziłaś tamtą dziewczynę, też nie wiem za co, chyba za to ze napisała.
Nie chcę znać odpowiedzi na moje pytania.
Nie chcę już wiedzieć nic i rozumieć nic.
Dwa razy już prosiłam, że skoro ktoś mnie nie rozumie to niech tego nie krytykuje.
Może wyraz - proszę - to za mało więc użyje wyrazu - bardzo.
Więc bardzo proszę daj mi Kobieto spokój, bo moje życie jest już wystarczająco usłane cierniami i nie potrzeba mi kolejnych.
Powodzenia! ![]()
Mała ma paskudna anginę. Bardzo wysoką gorączkę, do tego znowu infekcję dróg moczowych.
Dziewczyny jestem zdruzgotana.
Zeszłam na ziemię.
Mąż, kochanka, mąż kochanka - a ja się o tą moją jedyną córunię tak bardzo boję.
Źle wygląda. Jest wychudzona. Waży chyba mniej niż dwa lata temu.
Znowu pojawił sie ten lęk, strach, ze ją stracę.
Nie przeżyję tego. Nie chę przeżyć...
Tak bardzo mi jej szkoda, że mam wrazenie że zraz pęknie mi serce.
Ona jest taka cudowana.
Z anginy pewnei wyjdzie, ale każda infekcja zostawia u niej ślad na rerkach.
W zeszłym roku było już bardzo źle, tragicznie.
Ona nawet nie wygląda na aż tak chorą.
Nie wykluczone, że już potrzebna bedzie operacja.
Może jeszcze trochę.
Będę o nią walczyć. Njagorsze, że na tę chorobę genetyczną nie ma lekarstwa.
Nie da się uratowac nerek. Preszczep jest nieunikniony. A dl atak małego dziecka nie ma dawcy. Preszczep rodzinny jest możliwy oczywiście jesli jest zgodnośc u starszego dziecka. Tak żeby organ pasował.
W dodatku jestem nerwowa.
Nie umiłam podać małej lekarstwo. 3 x wypluła, obudziła brata, zaczął płakać, musiałam podac jej na siłę zatykając nos.
Byłam zdenerowwana, na to że ona musi je wziąć.
Jestem strzębkiem człowieka. Jestem za nerwowa!!!
Mąż drugi dzień nie pojawił się w pracy.
Zadzwoniłam dzisiaj do niego.
Zapytałam czy z nią mieszka.
Powiedział, że nie. Że nocował u kolegi, jeszcze nic nie znałazł. Rzeczy trzyma w samochodzie.
Miał przyjechać i zostawic pieniądze na lekarza.
Chyba sie nie pojawił wcale.
Rozmawiałm z teściem. Teść uważa, że mąż pije i jakby mieszkał z nia to przyjechałby chociaż na chwilę do pracy.
Ma problemy finansowe. Właściwie to mamy.
552 2012-10-26 08:33:54 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-10-26 09:10:28)
Bet
wiem jak to jest,
moja córa urodziła się z wadą nerek, z prawej strony 2 nerki zrośnięte, od 2 tygodnia życia prawie 2 lata tułaczka po szpitalach, cały czas na antybiotykach i wyrok w Centrum Zdrowi Dziecka, że będzie konieczny przeszczep.
Jednak się udało, mała żyje, ma 11 lat, jest pyskata i zdrowa.
Trzeba być dobrej myśli, teraz ona jest najważniejsza,
zobacz jak z perspektywy choroby dziecka nie ważne jest czy mąż ma tę flamę czy nie, ważna aby mała była zdrowa.
Reszta się ułoży, o dziecko trzeba walczyć, o męża nie warto, on musi zawalczyć.
Z perspektywy czasu powiem Ci, że nie chciałoby mi się walczyć drugi raz o męża, teraz wiem, że on zrobiłby wszystko aby do mnie wrócić, ja czasem produkowałam się niepotrzebnie. Teraz to widzę. Mogłam stać i kiwać małym paluszkiem w bucie. Ty też możesz ale nie dostrzegasz tego. Ja nie jestem na Twoim miejscu, nie znam Twojego męża, ale kurczę wiem, że są podobni do siebie.
553 2012-10-26 09:03:47 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-10-26 09:04:46)
twardogłowa napisał/a:Ja jestem jedna: taka sama tu na forum i taka sama w realu. Ty jesteś w dwóch postaciach, okłamujesz sama siebie bo tak ci łatwiej ciągnąć żywot ze swoim łajdakiem, ja żyję z moim mężem.
Wczoraj tego nie napisałam, dzisiaj to napiszę. Zwrócił moja uwagę pewien wątek.
Będąc w tym wątku obraziłaś tam dziewczynę, która ten wątek założyła.
Nie obserwowałam Twoich postów, bo niczego się nie nauczę od osoby, która ludzi nie szanuje.
Na dodatek skoro raz można obrazić to można i drugi i kolejny............Tylko nie rozumiem.............
Dlaczego obraziłaś mojego męża nazywając łajdakiem?
Pisałam w tym poście, że słowa "łajdak" użyłam tylko na potrzeby tego posta. Słowo "łajdak" wzięłam w cudzysłów bo go w życiu realnym nie używam i to nie jest moje słowo. Mój mąż ma swoje imię.
Na początku myślałam że nie używasz słowa mąż, ale skoro o swoim mężu napisałaś mąż to jednak go używasz.Dlaczego obraziłaś mnie nazywając łajdaczką?
Bo skoro mojego męża nazwałaś łajdakiem to ja jego żona to chyba łajdaczka?Obraziłaś mojego męża nie wiem za co, chyba za to że nie napisał tu ani słowa.
Obraziłaś mnie nie wiem za co, chyba za to że żyję jak żyję i dobrze mi z tym.
No i ponadto obraziłaś tamtą dziewczynę, też nie wiem za co, chyba za to ze napisała.Nie chcę znać odpowiedzi na moje pytania.
Nie chcę już wiedzieć nic i rozumieć nic.Dwa razy już prosiłam, że skoro ktoś mnie nie rozumie to niech tego nie krytykuje.
Może wyraz - proszę - to za mało więc użyje wyrazu - bardzo.Więc bardzo proszę daj mi Kobieto spokój, bo moje życie jest już wystarczająco usłane cierniami i nie potrzeba mi kolejnych.
Powodzenia!
Joanna nawet nie chciało mi się odpowiadać na twój post. Ale niech tam.
Ja jestem twarda dziewczyna, bezpośrednia i walę prosto z mostu. Takie och i ach mnie nie wzruszają. Nie będę poklaskiwała kochankom, nie wiem kogo uraziłam, w pewnym wątku to ja byłam atakowana przez dziewczynę, nie odwrotnie, wczytaj się dokładnie, atakowała nie tylko mnie
Ja się nie dałam. Przeoczyłaś, że ona zabawiała się w kochankę żonatego.
Kochanki chcą pochwał, poklasku, że dobrze postępują, a gdy ktoś odbiera im skrzydła to pióra lecą.
Jeżeli poczułaś się urażona to znaczy, że dotknęłam głębi twojego problemu, dotknęłam tego co cię boli a skrywasz to głęboko. Twoje wypowiedzi przynajmniej dla mnie są bez życia, mdłe, bez treści, słowa płyną sobie nad ziemią nie przynosząc mądrości. Być może dlatego, że ja uważam, że trzeba ostro, dosadnie bo to daje kopa do działania, przywołuje do zdroworozsądkowego myślenia. Mizianie rozflejtusza, nie będę głaskać.
Być może dlatego, że ja już nie żyję przeszłością, nie rozpamiętuję, nie płaczę bo ani on ani ona tego nie warci. Kocham siebie i na sobie i dziecku najbardziej mi zależy, taki egoizm mi służy, zdanie innych najmniej mnie obchodzi.
Gdy ktoś mówi, że miał zajęcia z filozofii, psychologii czy pedagogiki i czyni tu swoje wywody na podstawie mądrych książek - wybacz ale pusty śmiech mnie ogarnia. My mamy te doświadczenia w jednym paluszku, życie nam podarowało w niechcianym prezencie zdrady, rozwody, kłamstwa, kryminały, alkoholizm, naloty policji o 6 rano, choroby, śmierć. Ja tego wszystkiego doświadczyłam w ciągu 3 lat i na co dzień się z tym borykam, uwierz mi - zdrada męża to był pikuś przy innych zdarzeniach.
Mam prawo wyrazić swoje zdanie co nie oznacza, że cię oceniam, czy krytykuję.
Wiesz, wiele razy byłam atakowana za ostre słowa, które w końcowym efekcie okazały się pomocne.
Na forum dla alkoholików zaatakowała mnie sunia mojego męża podszywając się pod mężczyznę, nie wiedziała tylko, że osoby z forum znają mnie osobiście a sunię miała okazję poznać moja przyjaciółka z tego forum gdy sunia balowała z moim mężem nad jeziorem aż do zatrucia alkoholowego
Chciała się wybielić moim kosztem
Nie udało się i uciekła z forum jak kundel z podwiniętym ogonem i jazgotem.
Wiem, że na tym forum ona też jest, czy ty nią jesteś czy ktoś inny to już dla mnie nie ma znaczenia. Ona czai się cały czas wyszukując informacji czy znów może udawać miłość do mojego męża w zamian za profity. Bez znaczenia, mała, wrocławska wsza.
Któraś z powyższych dziewczyn nazwała swojego męża łajdakiem, być może to nie ty, mogłam przeoczyć. Jeżeli poczułaś się urażona- nie chciałam tego.
Ja mam dość zdrad, rozpaczy, melancholii, czarnych dziur, jestem tu tylko dla Bet, rozmawiałam z nią nie jeden raz i nie sądzę aby czuła się urażona moimi wypowiedziami tak samo jak Karolina i Małgorzata.
Nie będę więcej z tobą polemizowała, twoje wypowiedzi będę pomijała.
Wszystkiego dobrego życzę.
Twardogłowa, bardzo lubię Twoje posty, miła kobieto ! A JJoanna , cóż, poglądy jak z nauk przedmałżeńskich i moherowych berecików niestety...Sorry z góry jeśli kogoś uraziłam.
555 2012-10-27 01:15:20 Ostatnio edytowany przez Swanen (2012-10-27 01:31:50)
Twardogłowa, bardzo lubię Twoje posty, miła kobieto ! A JJoanna , cóż, poglądy jak z nauk przedmałżeńskich i moherowych berecików niestety...Sorry z góry jeśli kogoś uraziłam.
Ale prostactwo - sorry z gory jesli kogos urazilam.
Twardoglowa piszac swoje posty czesto jezykiem marginesu (w ich czesci dotyczacej kobiet, z ktorymi nagminnie zdradzal ja maz, badz innych 'drugich'), nie atakuje nikogo, skadze znowu. To wyraz tego, jak szczesliwa jest teraz odkad maz sie nawrocil. Wszak przyjecie z powrotem faceta, ktory przerobil wiekszosc ilosc pan o nie najciezszych obyczajach jest dowodem asertywnosci i poczucia wlasnej wartosci.
Chociaz to moze rzeczywiscie osiagniecie - przerobic porazke zyciowa na sukces i isc glosic innym prawde objawiona.
Jedna rzecza jest zgodzic sie na powrot marnotrawnego meza - to prywatny wybor - a druga agresywnie reklamowac sie jako zwyciezczyni w kategorii zon zdradzonych, do ktorej maz powrocil i zycie stalo sie rajem jak nigdy przedtem, podczas gdy agresja i bluzgi swiadcza o kipiacej pod spodem zlosci.
Każdy ma prawo wyzrazić swoją opinię.
Każdt jest inny.
To co sobie cenię to szczerość.
Twardogłowa mnei się z tobą swietnei rozmawia. Barszo mi pomagasz.
Zresztą rozumiem Cie.
Nie widze tez nic złego w tym, że mimo tego co ci się przytrafiło masz pragnienie bycia szczesliwą.
I z całą pewnością stwierdzam że jest zwyciężczynią.
Jest teraz taka subtelna różnica. To ona decyduje czy chce dalej byc ze swoim mężem.
Może ktoś tego nei zrozumie. Ale miłośc potrafi wiele wybaczyć.
Kocha się nie za to jaki ktoś dla nas jest. Zdrada nie ma znaczenia. Liczy się to czego my chcemy.
I mimo miłości po prostu możemy już nei chcieć miec z ta osba nic wspólnego.
Prawdziwa miłośc nei uleci w momencie zdrady.
Rozumiesz Swanen, to tak nie działa.
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę jak czuje się taka kobieta jak ja.
Nie jestem w stanie opisać tego słowami. Ale wydaje mi się jakby ktoś mnie przyduszał. Tak ściskał za szyję.
Być może teraz mój mąż jest z nią i dlatego tak się czuję.
Kiedy jesteś z kimś blisko to znasz jego mysli, odczuwasz to co on czuje.
Chcesz się z tego uwolnić, a jednak...
Swanen, nie chciałabym zostać kochanką, tak jak nie jest łatwo być zdradzoną żoną.
Mój mąż był pewny że NIGDY tego nie zrobi.
Widze co dzieje się z dziecmi.
Nasza rodzina jest stracona. Przekreslona.
Nie liczy się czego ja chcę, czego chciałyby dzieci.
Liczy się czego chce jego kochanka.
A mąż. Ona dobrze wie, że jesli juz się zdecyduje to bedzie się starał zapewnić rodzinie jak najlepsze zycie.
Ma swój cel. Ja i dzieci nie istniejemy.
W dodatku ja nei umiem brac go na litość.
Nie potrafię skomleć jak bardzo kocham, jak niszczy mi życie itd...
Coż mi pozostaję, wypłąkac się i żyć dalej.
Cokolwiek zrobię i tak będę tą złą, tą wariatką żoną. Wredną, fałszywą i nie kochającą tak mocno jak kochanka.
Czy jest dla nas jeszcze jakaś wspólna przyszłość. Kochanka nie odpuści.
Co jeszcze, dlaczego Twardogłowa nie ma się czuć zwyciężczynią.
Może ma się wstydzić, że zdradził ją mąż.
Czy ja mam się wstydzić, że zdradził mnie mąż.
A kochanki?
Kochanki nie wstydza się, że nie potrafia znalęźć sobei faceta wolnego, że rozbijaja rodzinę.
Mają głupie tłumacznia: zakochałam się - o rety...
Mają wymówke, ona była dla niego niedobra.
Jasne i nie rozwodził się - dlaczego?!!!
A i jeszcze dzieciom nie dzieje się krzywda. Placi na nie i jest super!
Jakos nei wstydza się że kradną ojca , męża.
One sa najważniejsze.
I dla Twarodgłowej ona sam ajest dl asibei najważniejsza. A tak się składa, że on atego męża chce.
Zwyczajnie jest jej mężem. I sa osoby dla których to coś znaczy. Jest ojcem jej dziecka i to co było mają za sobą.
Jest też radość z wybaczenia.
Myślisz że człiwiek który umie wybaczyć nie jest szczęsliwy, nei jest zwycięzcą.
Nie ukrywa, że ma uraz. Nie ukrywa, że ją może jeszcze boli.
Wyrzuca z sibei złość. Może dlatego jest sczęsliwa, bo nie kumuluję w sobei złych uczuć.
To raczej taki etap. Minie kiedyś.
Chociaż zdecydowane pogłady może mieć zawsze.
Każda z nas po przejsciach ma ze sobą jakiś problem.
A Jjoanna, napisała , że ma problem z wyrażaneim myśli. Czasem chcemy coś przkazać, co jest błednie odczytywane przez innych. Wynikają nieporozumienia.
Napisałam raz, nei wszystko rozumiem. Jelsi nei rozumiem, nie będę sie wypowiadać.
Mój wątek nei jest dla ideałow. Nie jest dla samych zdradzonych.
Kazdy popełania błedy. Takie jest zycie.
I raczej oczywiste jest , że nikt tych błędów nie planuje.
Jestem dzisiaj mega smutna. Zaraz zwinę się w kłębek i będę płakać, beczeć tak długo aż poczuję się lepiej.
Nie będę afiszować się przed mężem ze swoim smutkiem. Nie zrobię kochance konkurencji.
Popłaczę i usunę się.
Potem wysprzątam i będę żyła dalej.
558 2012-10-27 12:07:24 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-10-27 12:08:50)
Bet. Ale cokolwiek zrobisz i wybierzesz to będziesz w tym ty aż do szpiku kości. I to jest twoje zwycięstwo... Bo jesteś zwyciezczynia.
Bo jesteś mądra świadoma odpowiedzialna. Bo wiesz ze decyzje które podejmujesz nie są łatwe i niosą zawsze określone konsekwencje...
I ta świadomość tego co czujesz i zgoda na to to twoje zwycięstwo.
Dzieki End_aluzja, bardzo jestem smutna.
Łzy mi ciekną...
ja nie będę przepraszała, że mi się udało,
nie będę przepraszała, że jest mi dobrze, że jestem szczęśliwa,
nie będę kłamała, że jest źle skoro jest dobrze,
nie będę zmieniała swoich poglád?w bo komuś nie odpowiadaj?,
nie będę łagodziła swoich wypowiedzi bo ktoś jest ciepła klucha i nadrważliwy
nie będę zmieniała sposobu wyrażania tego co czuję,
jestem jaka jestem i w pełni siebie akceptuję ja zar?wno jak i m?j m?ż
ja jestem dla siebie najważniejsza, moje dobro jest dla mnie ważniejsze niż męża,
mojego męża kocham pomimo, nie za coś, nie bo...
nie zapomniałam co zrobił, czy wybaczyłam? być może...
aby zrozumieć dlaczego to się stało w czasie jego melanżu r?wnież chodziłam na randki,
mi to pomogło.
Czy jest we mnie złość? zdecydowanie nie, absolutnie nie, swoj? złość zostawiłam u terapeuty.
Kto tego nie pojmuje - raczej skłaniam się ku stwierdzeniu, że z zazdrości? tak twierdzi,
rozpamiętywanie wci?ż dlaczego to stanie w miejscu, ja nie stoję, pędzę, szkoda mi dnia, życia na kwasy.
Jestem dosadna, złośliwa, bezpośrednia, dowcipna,
i taka pozostanę tu
dop?ki Bet nie zechce abym odeszła.
Twardoglowa piszac swoje posty czesto jezykiem marginesu (w ich czesci dotyczacej kobiet, z ktorymi nagminnie zdradzal ja maz, badz innych 'drugich'), nie atakuje nikogo, skadze znowu. To wyraz tego, jak szczesliwa jest teraz odkad maz sie nawrocil. Wszak przyjecie z powrotem faceta, ktory przerobil wiekszosc ilosc pan o nie najciezszych obyczajach jest dowodem asertywnosci i poczucia wlasnej wartosci.
Chociaz to moze rzeczywiscie osiagniecie - przerobic porazke zyciowa na sukces i isc glosic innym prawde objawiona.
Jedna rzecza jest zgodzic sie na powrot marnotrawnego meza - to prywatny wybor - a druga agresywnie reklamowac sie jako zwyciezczyni w kategorii zon zdradzonych, do ktorej maz powrocil i zycie stalo sie rajem jak nigdy przedtem, podczas gdy agresja i bluzgi swiadcza o kipiacej pod spodem zlosci.
Zgodzę się. Mnie Twardogłowa skutecznie przepędziła z wątku swoją niepohamowaną arogancją, kierując na terapię dla kobiet kochających za bardzo, tylko dlatego,że próbowałam Bet przedstawić mój sposób (nieco łagodniejszy i na poziomie) na odzyskanie relacji małżeńskich po zdradzie.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Okazało się,że innym na tym forum mój sposób na życie odpowiada. Dlatego dziewczyny nie ma o co się doprawdzać, tylko poszukać milszego towarzystwa do zwierzeń. W końcu jesteśmy tu dla siebie. To ma być forma terapii, a nie odpierania ataków!!!
Twardogłowa, ty mi niegdzie nieuciekaj.
Obiectivelady, ja Cibei chyba nie uraziłam.
Dziewczyny, jak juz się tu ujawniłam ucze sie otwierać.
Mnie jest bardzo miło jak tu piszecie.
I byłoby mi miło jakbyscie zostały tu dla mnei, jesli możecie:)
Mnie jest potrzebny każdy punkt widzenia.
Chodzi o to żeby się za bardzo nie sugerować, wyciągać z przeżyć i odśwaidczenia innych coś dla siebie no i miec wasze twowarzystwo.
A to, że się różnicie i każda broni swego...
No, silne jesteśmy...
To ja napisze, że z mjego płaczu to niewiele wyszło.
Zamiast ryczec to sie wkurzyłam.
Mąż oczywiście telefonu nie odbierał. To się jeszcze bardziej wkurzyłam i dzwoniłam 30 razy.
On mi żebym się uspokoiła, a ja mu,ze i tak spotakamy się w poniedziałek to lepeij żeby teraz nei robił cyrków.
Napisałam po co to robi.
Trochę sobie popiasłam, trochę on.
Wygarnęłąm mu.
On mi chrzanił,ze nei ma mieszkania, ze nie ma juz sily.
To ja mu napisałam, zeby skonczył te kity, ze mam dosyć tego pępka swiata. Tylko on, on i on.
Żeby podziekował tej diablicy, za to jak mu super idzie firma, jak ma full kasy, jak zaje.... zyją dzieci i wszyscy tryskamy szczesciem no i jaką sie wspaniałą cieszy opinią i szacunkiem jako człowiek.
Ja mam dosyć, mam ochote rzucić to wszystko i tylko to, ze nei mam ochoty żeby zło do końca zchaniło życie mojej rodziny tego nie zrobię. Nie pozwolę zniszczyć do końca.
Cos mi tam napisał, że niepotrzbnie to wszystko mu piszę, on chyb awyladuje u ojca.
A ja na to, ze te bajki puszcza do tygodni a na to czy potrzenie czy nie to mam wy.....
I chyba dotarlo, bo jak zwykle odpowiedź: DB - będzie dobrze.
I nici z mojego płaczu do poduszki...
Sobota ulatuje, a ja jeszcze nie zabrałam sie za sprzątanie.
I posprzątam kiedy będę chciala.
Ale mam dzisiaj kiepski dzień, do kitu!!!!
Czy z tego koszmaru da sie wyjść. Czy da się stworzyć fajny dom z mężem.
Tego faceta trzeba by trzymać za " mordę" i ustawiać do pionu jak małe dziecko.
Po cholere ja mu pozwoliłam samau zdawać te klucze.
I jeszcze to: ufam ci.
A co on mi na to: frajerko mnie się nie ufa.
Oczywiście tak mi nie napisał, ale jego zachowanie mówi samo za siebie.
Też mu to napisałam.
Nie chce mi się nawet umyć naczyń.
Ale małej spadła gorączka, antybiotyk chyba działa.
Drogie Panie - jestesmy tutaj by pomoc beti, bo ona jest teraz w naprawde trudnej sytuacji.
Kazda z nas jest inna, kazdy z bylych czy obecnych partnerow jest tez inny.
Nie ma dobrej czy zlej metody dzialania w takiej sytuacji; mozna sprobowac jedna metode i trzymac sie jej do konca zycia lub tez jak jedna nie dziala to przerzucic sie na inna.
Boli mnie, ze kobiety dotkniete tym samym nieszczesciem (zdrada meza) krytykuja inne kobiety za to, ze nie podchodza w ten sam sposob do tej sytuacji. Niestety - przepisu jak sie zachowac i co zrobic w takiej sytuacji nie ma......
Mozemy sie tylko uczyc z doswiadczen innych, ale sytuacja kazdej z nas bedzie oddmienna.
Bet dobrze ze z siebie wszystko wyrzucasz - przynajmniej bedziesz zdrowsza. Moze usiadz i napisz na spokojnie co naprawde TY pragniesz, potem sa DZIECI a na koncu on.
Poniewaz szarpia toba nadal emocje ( i to normalne ) sprobuj zastosowac metode "szachownicy" - ustaw jego, siebie, dzieci -ta sucze i innych jako pionki na szachownicy i popatrz z gory bez emocji jakie ruchy sa mozliwe.
Potem napisz to na kartce i wymagaj od niego, ze jesli on chce wrocic to powinien to i to zrobic. Mozliwe ze nie bedzie chcial... to znow bedzie inna sytuacja pionkow na szachownicy. Jest to metoda oderwania emocjonalnego - mozna wtedy popatrzyc na sprawy bez tych ogromnych emocji.
Oj, szarpią!!!
I to jak. Ale jak już z siebie wyrzucę co mi nei gra, to czuję ulgę.
Taką świerzośc jak po burzy. Tym bardziej , że nie było obrażania.
Oprócz tego, ze nazwałam ją diablicą...., ale tak mi się idealnie skojarzyła:)
Zta szachownica to super rozwiązanie. Czy będę umiłą tak ładnie popatrzeć na to wszystko strategicznie.
Spróbuję, jak nei padnę ze zmęcznia to w łożku zasypiając o tym pomyślę.
Idę kąpać i kłaść spać dzieciaki.
I wrszcie będzie koniec tej soboty. U mnie na dworze biało.
W co ja się ubiorę ![]()
Dzisiejszy dzień nie był taki zły.
Niestety była awantura z synem ( poszło o pilota do telewizora!!!!).
Jak wytrzymać z tym trzynastolatkiem. On jest taki mega złośliwy.
Rzuca mi jakiś przeżuty papier toaletowy na podłogę.
Właściwie to można po nim sprżtać non stop.
Nie mam do niego cierpliwości, a w środku mi ciężko, bo czuję że się nie sprawdzam.
Nie umiem mu pomóc. Nie jestem taka matką jakbym chciała i potem jestem na sibie zła.
Czuję się beznadziejnie.
Jakie to życie ciężkie...!!!!
Od najmłodszych lat miłam z nim ciężko. Ale teraz dorastanie i może jeszcze ta cała sytuacja.
Koszmar!!!!
Czy to kiedyś minie?
Dobra, może jakoś to przeżyję, oby to minęło, było kiedyś lepiej i żebym teraz się nerwowo nie wykończyła.
Mąż wczoraj jeszcze dzwonił. ale nie słyszałam. Nie odzwoniłam.
Zamylałam tylko drzwi na dole, zeby mu czasem nie przyszło do głowy nagle mi się pojawić w domu.
Chciałam mieć spokój.
Ide za chwilę spać. Najczęsciej padam koło 9 wieczorem.
Trochę poćwiczę ( jakieś 5, 10 minut) i kładziemy się z córcią spać.
Maluchy już wykąpane, maluszek dawno zasnął.
Cudownie...
Co jaj teraz zrobię bez tych moich ulubionych rolek.
Może lodowisko wkrótce uruchomią. Niestety jest dostępne tylko od 15, bo wcześniej jeżdżą szkoły.
Mam jeszcze niedaleko takie byle jakie pod namiotem.
Ale łod jest tam paskudnei cienki i miekki.
Syn namawia mnie na siłkę, żebym się trochę ponaciagała itp. , bo nie musiałby jeździć autobusami.
Chyba się nie skuszę...
Zasypiam...
Mnie jest bardzo miło jak tu piszecie.
I byłoby mi miło jakbyście zostały tu dla mnie, jeśli możecie:)
Mnie jest potrzebny każdy punkt widzenia.
Chodzi o to żeby się za bardzo nie sugerować, wyciągać z przeżyć i oświadczenia innych coś dla siebie no i mieć wasze towarzystwo.A to, że się różnicie i każda broni swego...
No, silne jesteśmy...
Tobie jest potrzebny każdy punkt widzenia, ale tu może napisać tylko osoba, która popiera punkt widzenia, który prezentuje twardagłowa.
Każdy inny punkt będzie atakowany.
Napisałaś "każda broni swego".
No właśnie czemu mamy tu się bronić?
Czemu nie ma swobody pisania?
Nigdy nie miałam tu tej swobody, bo albo wiedziałam, że mogę być zaatakowana albo się broniłam.
Jak napisała obiectivelady "to ma być forma terapii a nie odpierania ataków".
A nie dość ze odpierałam ataki to jeszcze się na koniec dowiedziałam, że podejrzewa mnie, że to ja jestem kochanka jej męża, która ją tu na forum atakuje.
Wiem, że Ty na to inaczej patrzysz, bo Tobie pomogła i nie umiesz spojrzeć obiektywnie, ale piszę tak jak to widzę i nie zdziwi mnie kolejny atak.
Mimo wszystko przedstawię swój punkt widzenia a właściwie jego część:
Z tego co tu piszesz to powiem tak: ja wierzę Twojemu mężowi, wierzę że chce odbudować rodzinę.
Wiem, że chciałabyś już, teraz.
Ale każdy gest jest ważny: zadzwonił .........czyli pomyślał o Tobie.
Sms "ufam ci" zamieniłabym na "jestem z tobą", "damy radę".
Dobrej nocy.
A nie dość ze odpierałam ataki to jeszcze się na koniec dowiedziałam, że podejrzewa mnie, że to ja jestem kochanka jej męża, która ją tu na forum atakuje.
Tak z ciekawości: gdzie to wyczytałaś ? Chyba, że twardogłowa napisała Ci to na privie, bo raczej nie tutaj...
Jjoanna, przepraszam jęsli poczułaś się urażona.
Może niefortunnie sformuowałam myśl.
" Bronić swojego zadnia" to zanaczyło być go pewnym i właśnie zdecydowanei je przedstawiać.
Jeśli dl amnie coś jest złe, to tego nie ukrywam.
Ale yeż nie mam prawa oceniać. Mogą mnie czasem poniśc emocje, ale wychodze z założenia, że nei ma ludzi lepszych i gorszych. A krytyka może się obrócić przeciwko mnie.
Nie iwem co mnie w życiu spotka, czy nie zrobię czegoś czego będę żałować.
Każdej kochance napiszę, że najprawdowpodobniej kogoś krzywdzi, kogoś jej miłość bardzo boli.
Ale nie mogę napisać, że jestem odo niej lepsza.
Przykład mam z wałasnego domu.
Mąż kpił z ludzi. Tych którzy zdradzają nazywał bzykalskimi. Naśmiewał się z nich. Pysznił się, że tylko jego małżeństwo jest prawdziwe.
I co mu życie pokazało...
Czuje się gospodynią tego wątku i bardzo Cię przepraszam.
Nie chę żębyś czuła się atakowana.
To dla mnie tak, jakbym zaprosiła kogoś do domu i ten ktoś źle się u mnie czuł.
Każdemu wolno jednak napisać tu to co myśli.
Nie sądziłam też, że między osobami, które mnie wspierają wyniknie tutaj coś w rodzaju " kłótni".
Dajmy sobie z tym spokój...
Bardzo proszę...
Smsa, wysłałam mu "ufam Ci", ale wcześneuj w rozmowie poiwdziałam, że jestem z nim, że postaram się żeby to co się wydarzyło nie zatruło mi życia.
Mąż nie traktuje mnie poważnie. Nie wiem czy jest w ogóle ktoś kogo on traktuje poważnie.
Maluszek jest chory. Musiał się zarazić od siostry. W nocy nie spła, gorączkuje...
bet, trzymam kciuki;)
570 2012-10-29 17:12:25 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-29 17:31:02)
batszeba
Na forum dla alkoholików zaatakowała mnie sunia mojego męża podszywając się pod mężczyznę, nie wiedziała tylko, że osoby z forum znają mnie osobiście a sunię miała okazję poznać moja przyjaciółka z tego forum gdy sunia balowała z moim mężem nad jeziorem aż do zatrucia alkoholowego
Chciała się wybielić moim kosztem
Nie udało się i uciekła z forum jak kundel z podwiniętym ogonem i jazgotem.
Wiem, że na tym forum ona też jest, czy ty nią jesteś czy ktoś inny to już dla mnie nie ma znaczenia. Ona czai się cały czas wyszukując informacji czy znów może udawać miłość do mojego męża w zamian za profity. Bez znaczenia, mała, wrocławska wsza.
Któraś z powyższych dziewczyn nazwała swojego męża łajdakiem, być może to nie ty, mogłam przeoczyć. Jeżeli poczułaś się urażona- nie chciałam tego.
.........i już nie chce do tego wracać
571 2012-10-29 17:13:36 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-29 19:22:56)
bet
nie masz mnie za co przepraszać
potraktowałam to pisanie jako formę samooczyszczenia i wystarczy........koniec
572 2012-10-29 17:18:34 Ostatnio edytowany przez batszeba (2012-10-29 17:26:57)
"czy ty nią jesteś czy ktoś inny to już dla mnie nie ma znaczenia."
Nabierz dystansu do samej siebie.
"czy ty nią jesteś czy ktoś inny to już dla mnie nie ma znaczenia."
Zwiększ dystans do samej siebie.
Chyba ty przesadzasz albo nie przeczytalas tego tekstu twardoglowej dokladnie, bo nie powiesz mi, ze to jest tekst osoby z dystansem do siebie samej.
batszeba napisał/a:"czy ty nią jesteś czy ktoś inny to już dla mnie nie ma znaczenia."
Zwiększ dystans do samej siebie.
Chyba ty przesadzasz albo nie przeczytalas tego tekstu twardoglowej dokladnie, bo nie powiesz mi, ze to jest tekst osoby z dystansem do siebie samej.
A jaki?? Bo dosadnie napisała?
Nie wiem o co chodzi, kto ma zwiększyć dystans itd. Sory, jestem tak ogłupiała swoimi problemami, że wto nie wnikam.
Mąż dzisiaj po 12 pojawil się w pracy.
Zjawił się w domu z pieniędzmi.
Zapytałąm się go jak wyjazd i gdzie się tak opalił.
Nie wygłądał źle.
Może mi już bije, nie wiem co się dzieje.
Potem musiałam załatwić parę rzeczy. Ta choroba maluchów mnie wykończy.
Okropnie boli mnie głowa, źle się czuję. Oczy jakby miały mi wypłynąć.
Miałam kiedyś bardzo wysokie ciśnienie w oczach. Wydaje mi się, że mam z tym nadal problem.
Poszłam późneij do męża do biura.
Zapytałąm co z bankiem, z kredytem na dom.
Było po 14 dopiero wyciągał z szafki laptopa. Zupełnie nie pamiętal o co chodzi.
Poiwedziąłm mu, że uważam że cały ten czas spędził z nią.
Zaprzeczył.
Powiedziałam, ze sory, ale mu absolutnie nie wierzę.
To prawda. Nie wierzę.
Opwiadał mi , że ma mieszkanie u kolegi. Miał auto pełne gartów.
Dla mnei to są żenujące bzdury.
Wiece on wzbudził we mnie takie cholerne obrzydzenie.
Poczułąm jakby on zchrzanił jakąs szansę, która dla nas była.
Może byłąbym w stanei wybaczyć mu, że z nią był. Ale to uczucie że mnie oszukuje nei daje mi spokoju.
Może zrobiłąm źle, mówiąc mu o tym.
Czuję jednak, że nic z tego nie będzie. Jeśli kłamie to dowiem się o tym.
Prosiłam tylko o szczerość, o prawdę, jakakolwiek by nie była.
Teraz zatrudnia nowa dziwczynę na recepcję.
Można zgadnąc ile ma lat. Na imię ma tak jak kcohanka.
Jest oczywiście baardzo łądna i dyskotekowa.
Przezroczysty sweterek, wycieniowane długie włoski, widiczny stanik ( no bo sweter ażurowy), sweterek spada z ramienia - więc całe ramię gołe. Różówe paznokcie.
Nie mam nic przeciwko różowym paznokciom, ale widze jak dziwczyna się zachowuje.
Jej poprzednia praca - klub nocny.
To będzie niezły numerek. Ale chyba tak włąśnei mąż lubi.
Z nim jest coraz gorzej.
Za chwilę będą flirty w pracy.
Oczywiwście mąz aprzeczy, ale co mam zrobić że znam chyba lepiej niż on sam siebie.
I nie da się mu przemówić. On wie lepiej.
Tak samo było z kochanką.
Była 1 sesja. Uparł się, że kalendarz nie będzie ciekawy i trzeb azrobić fotki z innymi modelami.
Takie goła panienka i super fury.
Jak się przystojny, ustawiony facet otacza młodziutkimi dziewczynami o niespecjalnie wyśrubowanym systemie wartości to wręcz prosi się o problemy. Zwłaszcza, ze uwielkbia z nimi rozmawiać i żartować.
Problem murowany!!!
Córeczce się pogorszyło mimo antybiotyku.
Zdycham!!!
576 2012-10-29 19:31:59 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-10-29 19:33:25)
Może byłabym w stanie wybaczyć mu, że z nią był. Ale to uczucie że mnie oszukuje nei daje mi spokoju.
Byłabyś w stanie wybaczyć ale nie dość że problemy małżeńskie to jeszcze rodzinne.
To naturalne że się boisz, że być może cię okłamuje.
Ale to tylko jak napisałaś takie uczucie że Cie oszukuje, dowodów nie masz.
Pozdrawiam.
Dobrej, spokojnej nocy.
I oby te wszystkie problemy raz na zawsze zniknęły z Twojego życia.
577 2012-10-29 20:47:15 Ostatnio edytowany przez newlife (2012-10-29 20:48:07)
Bet - skoncentruj sie na sobie i dzieciach - nie mysl o tym co on teraz robi. Twoje zdrowie - fizyczne i psychiczne jest teraz najwazniejsze.
Idz do okulisty - nich ci sprawdzi to cisnienie w oczach, to jest bardzo wazne - nie odkladaj tego.
Pamietaj ze im dluzej bedziesz zyla w stresie tym bardziej ucierpi twoje zdrowie. Masz male dzieci, musisz sie nimi zajmowac, one ciebie potrzebuja.
Mozliwe ze twoj maz przezywa "druga mlodosc" i dlugo ja jeszcze bedzie przezywal; musisz sie psychicznie odizolowac bo to ty sie wykonczysz.
A moze powiesz mu ze musisz wyjsc na testy do lekarza czy szpitala i niech on sie zajmie dziecmi - niech pozyje twoim zyciem. Moze uda ci sie gdzies wyjechac na kilka dni i odpoczac - przeciez on jest tez ojcem a nie tylko "kochasiem" modych d...p.
bet kochana
jak dla mnie wpadasz znowu jak sliwka
ja nie uważam, że twój mąz ma złe nastawienie, albo nie wierzy w to co mówi..
ale bet,,, był taki moment, kiedy ty stanowiłaś o sobie, swoich potrzebach uczuciach
ty sama stałas na ziemi a wokól ciebie kręcił się cały świat
twój mąz tez tam był, ale przez moment to ty decydowałaś o sobie
a teraz znowu włazisz w relacje uczuć, hustawek, zalezności, zycia wszystkim i wokół wszystkiego, co dotyczy twojego męża
jego panjienka
jego mieszkanie
jego długi
jego potrzeby
jego uczuciabet.. od jakiegoś czasu piszesz tak samo... jak na samym początku - zauważyłaś???
on on z nim o nim wokól niegobet... to nie znaczy, że uważam, że on nie powinien do ciebie wracac ani nic takiego
niech wraca, zacznijcie jeszcze raz.. nie od poczatku, bo się nie da, ale od nowa...
ale nie zabieraj sobie wolności emocjonalnej, którą z takim trudem wypracowałaś
zauważaj siebie...ale bet -nie wracaj do tego co było
bo bet to siłaczkaa teraz nie ma bet..,..
jest on, jego emocje, a twój świat kurczy się do emocji związanych z nim, o nim, przez niego.... dla niego ..bet...
bet słońce - pisałam do ciebie, pamiętasz?/
pisałam, że wracasz
wracasz do starych emocji
wracasz do starych zalezności
i kiedy wyobrazam sobie twój ból na widok panienki w firmie - to chciałabym przyjśc do ciebie do domu i zaopiekowac się tobą tak, jak ty opiekujesz się swoimi dzieciakami...
mam wrażenie, że taK BARDZO potrzebujesz, żeby chcoiaż na chwilę świat dał ci czas na twoje emocje, twoje bóle, twoje potrzeby...
i takl bardzo uwikłana jestes nie tylko w codzienność, ale też w ból, który czujesz, dlatego, bo bezinteresowanie i bardzo kochany przec ciebie człowiek idzie w kierunku, którego nie życzysz wrogowi
i że dlatego, bo go kochasz-chciałabyś ochronić go przed tym, co jest złe dla niego
chciałabys dla swojego przyjaciela- męża - jak najlepiej
ale on tej przyjazni i milości nie dostrzega...
jest jak alkoholik... jest na głodzie, jest jak narkoman - na haju...
bet - a ty to widzisz. ale wiesz, że dopóki nie osiągnie dna, się nie ocknie....
i wiesz, że niewazne co zaoferujesz, co możesz zrobić - to nie ma znaczenia
BO ON SAM musi do tego, aby twoja wyciągniętą rękę wyciągnąc - dorosnąć..
bet, co do twoich dzieciaków;)
często się zdarza, że pierwsze to tzw. złote dziecko, drugie jest tzw. kozłem ofiarnym ( a więc tym niegrzecznym, zbuntowanym gościem na nie...), trzecie to dziecko grzeczne, spokojne i nie stwarzające problemów, czwarte to maskotka całej rodziny;)
gdyby twój drugi był taki jak najstarszy - nie skupiałabys na nim takiej uwagi, prawda? nie miałabys dla niego tyle czasu?? a dzieci potrzebują uwagi... każdej...
End_aluzja, jestes tak cholernie mądra, że aż wstyd pisać takie głupoty jak ja.
Udało mi sie dzisiaj trochę zrealaksować. Byłam, na lodowisku. Było cudownie. Stopy mi drętwiały, bo nie przywzwyczajone i chyba za mocno ścisnęłam, ale uwielbiam to.
Jak ja się lekko potem czuję. Odswieżona psychicznie i lekko fizycznie.
Wydaje mi się nawet ,że mam dobra kondycję.
Szkoda, ze teraz popijam kakao i podjadam suszone wiśnie.
Wczoraj machnęłam maila do męża.
Ale mi głupio !
Nie wiem czy nie przegięłam. To było trochę osobiste.
E tam, może nie.
Własciwie to nic takiego.
Nawet dokłądnei nie pamietam.
Wiecie co, napisałam mu, że życzę tej dziwczynie żeby poznała co to prawdziwa miłość. Nie taka planowana, bo mam byc taki a taki. Nie opatra na łzach innej kobiety.
Mąż kiedyś napisał mi, że może jest w tym wszyskim jakaś nadzieja.
Napisałam mu " jest" i może dla niej również.
A mnie , ze jest łatwiej wybaczyc i mysleć o tym co teraz i co będzie bo mam małego.
Gdyby nie ta sytuacja, kto wie czy byłby ze mną.
Jestem bardzo szczęsliwa, że go mam. Npaisałam mu jaka jestem w nim zakochana.
Bo jestem strasznie. On jest tak niesamowicie kochany, że się na myśl o nim rozpływam.
Czasem nei docier ajeszcze do mnie to szczescie, że on jest. To jest jakby nierealne.
To piękne jak kochaja dzieci.
Nie patrzą na to czy ktoś jest ładny, czy bogaty, stary czy młody. Tak zwyczajnie kochają. - tego nie pisałam.
Dzwoniłl do mnei dzisiaj kolka razy. Nie mogłam odebrać, ale chodziło o sprawy zwiażane z odbirem syna z zajęć.
Wieczorem tez dzownił, ale akurat rozmawiałam z koleżanką. Napisał, że syn ma jutro tenis.
Nie odzwaniłam, bo po co.
Trochę mnei koleżanka nastraszyłą, że ja moge wszystko zepsuć. Że on za chiwlę sobei kogos znajdzie jak nei będzie miał seksu.
To jakiś absurd.
Facet mnie ignoruje, znika. On ajest jeszcze w jego myslach. Nie mam nawet peności, czy się z nia nei spotyka.
Nie ma z jego strony gestów swiadczących o bliskości.
To jak niby z tym seksem.
Nic na to nie poradzę.
Moze bedzie sie rozgłądał za następną. Tez trochę bez sensu. Facet rezygnuje z laski , która chce z nim być po to żeby szukać następnej.
I to nie chodzi o to, ze ja jestem przeciwna, tylko pewne rzeczy się czuje.
Nie, to jest absurd!!!
Zdenerwowałam się trochę. My dopiero zaczynamy rozmawiać. Nie wiem gdzie mieszka, co robi.
Dzieli nas półtora roku osbnego życia, kochanka, przykre wydarzenia.
bet, i jaką opcje prezentuje koleżanka?
że masz teraz uprawiać seks ze swoim meżem?
bo przecież nie - kochac się z nim, prawda?/
masz uprawniać z nim seks, bo jest zwierzęciem, które bez seksu zacznie się slinić i złapie pierwsze co się rusza?
czy twoja koleżanka ma meża i sobie ustawiła, że jej sposobem na to, żeby jej mąż jej akurat nie zdradził jest świadczenie mu usług seksulanych gdy on tylko ma ochotę?
powiedz jej bet, że to nie działa...
im bardziej się boi, że on ją zdradzi.. tym bardziej scenariusz sobie pisze na zdradę...
bet, twój facet może sie pogubił, może jest skretyniałem andropauzykiem.. ale kurcze nie jest kejtrem, który lata za sukami w rui
i nie daj się w takie schematy wstawić
bo ty nie potrzebujesz MĘŻA
nie potrzebujesz INSTYTUCJI
nie potrzebujesz MĘSKICH SPODNI OBOK SIEBIE
potrzebujesz PARTNERA
potrzebujesz KOCHANKA
potrzebujesz PRZYJACIELA
nie ma w tobie poczucia winy i poczucia obowiązku...
czujesz to??
nie czynisz niczego z powinności
nie czynisz niczego z obowiązku
czynisz to, co czujesz
bet, a co do najmłodszego - nie rekompensuj sobie nim dzisiejszych tęsknot... bo obciązysz tego małego skarbeczka za bardzo...
a co do ciebie..
chciałabym zobaczyć cie na lodowisku.....
chciałabym zobaczyć wolną bet...![]()
End_aluzja maluszek nie jest rekompensatą. Jestem w nim zwyczajnie zakochana.
Tak jak kazda mama w swoim maleństwie:)
W dodatku on podobno bardzo jest do mnie podobny. Podobno ja byłam takim pogodnym, wesołym dzieckiem.
Ma moje paluszki, stopki i owal twarzy. Wszystkie pozostałe dzieci mają po mężu.
Ma męża nos i oprawę oczu.
Jest mięciutki. No jak się nie zachwycać takim maleństwem. Nie zdecydowałabym się na czwarte dziecko.
A ciesze się bardzo, że jest z nami. Córeczka jest zachwycona, że ma młodszego brata.
Przepraszam, ze tak pieję z zachwytu, ale to chyba taka normalna reakcja mamuski. Juz tak mam.
Kiedy ma się czterdzieści lat i będzie to raczej moje najmłodsze dziecko, radośc jest wielka.
Kiedyś jak chcłopcy byli jeszcze mali, mój mąż często się z nimi bawił ( do zabawy jest najlepszym ojcem). W zabawie wymieniał różne imiona. To znaczy starszych dzieci, dziewczynki i małego. Mały wciskał plastelinę w klawaiture itd.
I taki jest.
Koleżanki nie za bardzo słucham. Tylko było mi przykro. Powiedziała, że obawia się, że ja wszystko zepsuję...
Jest rozwódką, swojego obecnego faceta pilnie przede mną strzeże.
Kiedy byłam w ciąży i zaraz po porodzie nie było problemu. Ale teraz...
Dzieki, End_aluzja... ja też mam podobne podejście.
A na łyżwach muszę poćwiczyć. Robię jaskółkę, przekładanki, przysiady, dwa lata temu próbowałam obroty.
Zamierzam się w tym roku podciągnąć. Mam taka sarysfakcję kiedy uniosę wysoko nogę, kiedy daję z siebie tyle, że czuję że jestem na granicy wytrzymałości. Lubię poczuć ból przy rozciąganiu.
Plecy sa proste, ruchy płynniejsze.
Dziewczyny - polecam!!!
I w końcu ja tez jestem chora. Czuję się fatalnie. Nie wstawałabym z łożka, drapie mnie w piersiach. Biorę jakieś syropy. Nici z łyżew.
Idę tylko na cemntarz. Wiele bliskich , dorych osób już tam jest...
Cześć Bet, cześć dziewczyny.
Szkoda, że choroba Cię dopadła. Ale przy takiej pogodzie to nic dziwnego. 2 weekendy temu moje córy kąpały się w morzu, a teraz śnieg za oknami. Ta pogoda wykończy wszystkich.
Jak układaj się sprawy z mężem? Posuwacie się do przodu?
Ja od wczoraj mam mega doła. Znowu nie chce mi się nic i niczego, Siedzę i myślę o nim, nawet nie mam siły się popłakać - a wiem, że to by pomogło. Czasem czuję, że nie mam już łez w sonie. Nie mam już siły dalej tak funkcjonować. Ale nie mam pomysłu jak to zmienić, aby być wreszcie szczęśliwa., przynajmniej niesmutna, zdołowana.
Zagubiona, jestes...:)
Bardzo chciałabym Cie pocieszyć. Tka dobrze znam te uczucia. Chyba większość z nas.
Która z nas nie wie, jak to jest czuc bezradnośc wobec tego bólu, smutku.
Uśmiechamy się, funkcjonujemy, ale nasze serca płaczą. Nsze zycie jest już inne.
We mnie był tez bunt. Uważam , że to jest niesprawiedliwe, że zadaje się komuś ból dla własnej przyjemności.
Zagubiona, nie wiem na jakim jest teraz etapie u Ciebie, trudno komuś cokolwiek doradzić.
Po tym co przeszłam, bywa ze jestem z siebie dumna, że to przetrwałam.
Jestem jednak już kimś innym.
I dalej jest cięzko. Dalej nie wiadomo co będzie.
I być może tak juz zostanie.
Zagubiona a czy myslałaś o tym co byłoby w stanie dać Ci teraz szczęście. W czym mogłabys je znaleźć.
Czego własciwie byś chciała.
Przez długi czas nawet nie wiedziałam czy chiałabym jeszcze być żoną. Jeszcze go wiedzieć, znać.
Było tak, że nei chiałam go znać. Było mi nawet obojetne czy jeszcze z nią jest.
Teraz coraz czesciej zadarza mi się mięc w zarysach jakąs wizję swojej przyszłości i teho co mogłoby sprawić żebym poczuła sie szczesliwa.
Bo dzieci to za mało.
Mam plan realizacji siebie. Taki w zarysie, bo rzeczywistośc się zmienia więc nie chcę się sztywno trzymać ram.
Po pierwsze jest nieazleżność.
Owszem, mężą pomoc finansowa jest mi potrzebna, ale mam potrzbe mięć coś własnego.
Po prostu jak chcę iśc do fryzjera to nie muszę mówić żeby zostawił mi pieniądze.
Kiedyś pracowałam a nie miałam własnego grosza.
I to nie chodzi już o zaufanie, tylko to jest upokarzające.
On to chyba miał ze mną nieźle.
Nawet dzieci mają swoje kieszonkowe. A mój mąż się śmiał, że mam ciepłą strawę i dach nad głową.
Niby takie żarty. Ale teraz nie wygłada to tak wesoło.
A tak poza tym, to nie ukrywam, że brakuje mi uczucia. Chyba chciałabym być dla niego najważniejsza i żeby mnie kochał, szanował.
To bardzo dużo. To wydaje się nierealne.
Do tego jeszcze duchowa więź. Właściwie to ona chyba jeszcze najbardziej pozostała. Albo tylko z mojej strony.
Oj, i bardzo ważne żęby wspomnienia nei zatruwały życia.
Mogłabym jeszcze wymienić parę rzeczy.
Jest tego sporo...
W doadtku w każdej chwili mogę zmienić wizję szczęścia.
Ale teraz cieszę się, że mam ochote zaryzykowac, sprawdzić czy jest dla nas szansa.
Jakimś cudem jest jeszcze uczucie, jest nadzieja.
I to nie ma znacznia, że źle postąpił, że bardzo mnie skrzywdził. Ma znaczenie jaki jest teraz. A nie jest tak jakbym chciała.
Tak podejrzewam, że jesteś w takim zawieszeniu jak byłam i ja.
Sama nie wiedziałam czy chciałam aby z nią zerwal i chciał wrócić.
Wspolczuje ci.odemnie tesz maz odeszedl jak dzieci mialy 1,5 roku teraz maja 5,5 roku