Miałam kiedys taką Panią, jak starsi synowie byli mali. Była wspaniała, dzieci były z nią zżyte bardziej niż z babcią.
Prosta kobita, ale miała taką swoją mądrość życiową. Bardzo dużo jej zawdzięczam.
Byłam w sobotę na jej grobie. Zmarła równy rok przed urodzeniem się mojego maluszka (12.12). Brakuje mi jej.
Chłopcy mocno przeżyli jej śmierć. Była wspaniała. Prosta, dobra, życzliwa osoba, po przejściach życiowych.
Szukam tak jak piszesz Pe.
Teść zaproponował mi podpisanie umowy o pracę. W styczniu mi sie skończyła.
Tylko, że sama musiałabym opłacać wszystkie świadczenia i pensje miałabym tylko na papierze.
To po co mi takie sztuczne wykazywanie zarobków i jeszcze opłacanie sobie składek. Chyba po to, żeby przed sądem pokazać, że mam dochody i czas na pracę. Dzieci to sobie schowam do torebki.
A i pracować moge z domu, bo nie ma dla mnie nawet miejsca pracy. Poza tym to jest praca razem z mężem.
Może jednak podpiszę z nim umowę, ale na 2/3 etatu lub 1/2. Na ten czas potrzebuje opiekunkę, ktorą chcę oficjalnie wykazywać.
Podobne tematy
Bet...dąż do tego by nie być w żaden sposób zależnym od tej rodziny! Wiem że w sytuacji wspólnej firmy, jak i mieszkania będzie to trudne ale z czasem nie awykonalne.
Przemyśl co możesz zrobić teraz a co za jakiś czas. Małymi krokami ale z konkretnym planem do przodu.
Pozdrawiam Cię ciepło dzielna mamo ![]()
Pe, kochana jesteś.
Tylko mnie do tej dzielnej mamy daleko.
Spędziłam dzisiaj sporo czasu w Urzedzie Pracy. Mam kilka opcji działania. Niestety nie zdecydowałam jeszcze co zrobię.
Nie chcę dokładnie opisywać tych spraw, ale wszystko jest dosyć skomplikowane. Mam jeszcze namiar na bezpłatne porady prawne i chyba z nich skorzystam zanim pójdę do prawnika, ktory prawdopodobnie będzie prowadził moje sprawy rozwodowe.
Mam obraz tego co pragnę osiągnąć w przeciągu powiedzmy kilku lat, nie wiem natomiast jeszcze jak to najzgrabniej rozegrać w najbliższym czasie.
Staram się, żeby przynajmniej co tydzień mieć realizację jakiegoś zlecenia.
To może głupie , ale mam taką cholerną potrzebę pracy. Bardzo chcę pracować, to jest to czego teraz bardzo pragnę.
Czasem na myśl o swoich planach sama się do siebie uśmiecham, chociaż wydają mi sie takie odległe i trudne do osiągnięcia.
Dziwne też, ale w tym domu bez męża jest mi dobrze. Może dlatego, że wychowałam sie bez ojca.
A... rozmawiałam z teściem i powiedział, że u niego w domu to nie zasiadło sie do stołu bez mężczyzny.
Wszyscy czekali z obiadem , aż on wróci z pracy.
No , bardzo fajnie, mój mąż też właściwie tak miał ( tylko w ostatnim czasie jak jeszcze mieszkał w domu to nie jadał dużo, bo musiał np. wyjechać - na bzykanko - a tak wywaliło by mu bebech)
Teraz niech mu inna usługuje.
Właściwie to niezłe życie. Kobieta to sprzątaczka, kurwa, opiekunka i kucharka pracująca ewentualnie na męża.
A ja teraz podsumuję tego faceta z ktorym spedziłam ostatnie kilkanaście lat - miał fajną du..
134 2012-04-16 22:12:31 Ostatnio edytowany przez Volver (2012-04-16 22:13:27)
A... rozmawiałam z teściem i powiedział, że u niego w domu to nie zasiadło sie do stołu bez mężczyzny.
Wszyscy czekali z obiadem , aż on wróci z pracy..
Szanowny teściu, to zawsze taki dowcipny był, czy od niedawna tak mu się dowcip wyostrzył ? Hołdując tej cudownej zazadzie, jego wnuki z głodu mogłyby paść, w oczekiwaniu na zakochanego tatusia... ![]()
Wiesz...rozumiem, że człowiek dla własnych dzieci jest bardziej pobłażliwy, łatwiej wybacza, akceptuje mimo wszystko... ale może by tak, choć odrobine obiektywizmu, wykrzesał teściu z siebie ? Syn dorosły człowiek, przez kolano nie przełoży i rozumu z dupy do głowy nie przegoni - wiadomo. No, ale mógłby chociaż spróbować Tobie pomóc i swoim wnukom... Jeżeli już nie Ty, to przecież one są jego rodziną ! I niech daruje sobie, te bzdurne komentarze...
bet,szczerze Cię podziwiam. Śledzę wątek i kibicuje. Wiem, że dasz rade. Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jakim stylu próbujesz ogarnąć, Waszą nową rzeczywistość. Super kobietka z Ciebie ! ![]()
Tesciu i jego najbliższa rodzina są dla mnie podobni. Wiele mówią o wartościach, tacy pobożni, a największą wartościa jest pieniądz. Dla niego najważniejsze jest, żeby jego synuś mu płaciłi i żeby po rozwodzie jak najwięcej zostało dla nich ( bo są tego samego wyznania) - nie mam złudzeń, że może być innaczej.
Wczoraj najpierw była kłotnia z mężem ( kasa), potem trochę pogadaliśmy przez telefon.
Nie rozumiem czemu tak zalezy mu, żebyśmy się nie rozwodzili.
Mówił jak to był u prawnika i dowiedział się, że dla niego rozwód jest korzystny finansowo i dobrze na tym wyjdzie.
Owszem, przyznałam mu, że bywa różnie, ale to od niego zależy ile bedzie chciał zostawić dzieciom. Trudno, najwięcej tracą dzieci.
Zarzucał mi, że dziec są do niego żle nastawione.
Powiedziałam mu, zę dzieci nie są głupie, jeśli widzą, że tata kombinuje finansowo i żyje się im gorzej, to nie ma się co spodziewać innego traktowania.
Taka prawda, facet odzszedł, zostawił dzieci, o kase muszę żebrać jak o jałmużnę. To co on myśli, że dzieci będą mu się rzucać na szyję, tylko za to żę mają jego nazwisko.
Coś za coś. Tego mu prawnik nie powie, że to on skąpstwem psuje sobie relacje z dziećmi, z żoną też będzie miał złe.
Ja nie powim dzieciom ,że tat ich kocha, on ma sam zadbać o to, żeby dzieci tak uważały.
Przyznałam , że o rozwód chcę sie starac ze względów finansowych, bo tylko do jakiegoś czasu mogą wejść mu na wstecz na rachunki.
Napisze więcej pózniej, bo zbieram sie na spotkanie dla bezrobotnych starających się o dofinansowanie z Uni na rozpoczęcie dziełalności.
Nie jestem jeszcze bezrobotna, ale dowiedzieć się więcej warto.
A przed chwila znowu jazda, awantura.
Syn stwierdził, ze robię postępy. No nie wiem, teść się obraził, bo powiedziałam, że nie muszę mu ufać i pięknie sobie syna wychował. Ale się wkurzył....
Jak za mnie wychodził to taki nie był - doprawdy. Fakt, wtedy nie zdradzał żony i nie zostawił czwórki dzieci, nie był wobec mnie wulgarny i nie stosował przemocy.
Trudno, mam dosyć udawania, że uważam teścia za ok.
Zleciłam dzisiaj pierwszy projekt poza mężem. Powiedziałm teściowi, że nie będę pracować na męża żeby potem tą kasę przepuszczał z utrzymanką.
Dużo się dzisiaj działo... jakbym chciała to wszystko opisać to pisałabym chyba przez godzinę.
To już koncówka...
Bet współczuję że musisz mieć z tymi ludźmi w ogóle kontakt... Bo takie kontakty nie sprzyjają dobremu samopoczuciu...
Rodzina jeszcze męża zawsze będzie trzymała jego stronę . Zawsze to TY będziesz tą złą. Cokolwiek zrobisz... o cokolwiek poprosisz.
Bet podziwiam Cię za cierpliwość, za energię, pomysły i działania !!!! Twarda sztuka z Ciebie Bet ![]()
ps. I bardzo dobrze że zaczynasz pracować na swoje !!!
A, napisze jeszcze.
Chciał mną szurnąć. Teściu jak zwykle gluchy i ślepy, ale był ze mną syn. Mąż myślał chyba, że znowu będzie bezkarny.
Syn ( ten najstarszy) chwycił butelkę i wymierzył w jego glowę. No i od razu mnie puścił.
Wcześniej jeszcze postraszyłam go, że mam dosyć i mogę porozwalać mu cały sprzęt w firmie.
- Zwariowałaś, chcesz wszystko zniszczyć?- pytanie mężulka.
- Tak, może. Mój mąż zwariował i mógł zniszczyć rodzinę, to czemu nie ja?
I co niech mnie zamkną w psychiatryku, będzie się musiał zajmować czwórką dzieci ze swoją kicią i bez kasy.
Co zrobią biednej znerwicowanej kobiecie?
Nie jest w stanie zająć się dziećmi nawet przez godzinę, na najmłodszego ani nie spojrzy ( jak np wychodzi się z nim na spacer). Kicia zwiałaby od razu. On się strasznie boi, żeby tylko nie zostać na chwilę z dziećmi.
Zapytałam jeszcze czy ma ten sprzęt ubezpieczony.
Był przerażony.
Dobrze, że już się go nie boję.
Po wszystkim przywiózł kasę i zapytał czy mała nie chce chodzić na tenis.
Wysmiałam go, co dobre chęci, a kto będzie płacił?
W poniedziałek ma podpisać umowę na obsługę biurowców za 70 tyś zl!!! co miesiąc przez 2 lata.
No to mu chyba kicia wybaczy rosnący brzuchol.
No, chyba że znowu mu sie coś wydaje.
Pytam go, ile z tego będzie na dzieci? A tego to już nie wie...
Ach, telenoweli ciąg dalszy
Normalnie dom wariatów, współczuje Tobie i dzieciom,że musicie przez to przechodzić. Żeby tylko nie nastąpiła kiedyś taka sytuacja,że na stare lata przy tatusiu nie będzie żadnej kici ani kasy i wtedy zacznie zauważać dzieci i Ciebie-BO NIE BĘDZIE MIAŁ KTO KOŁO NIEGO CHODZIĆ....nie życzę wam tego absolutnie.
bet -trzymam za ciebie kciuki. ugraj jak najwięcej. my rodzimy im dzieci a potem dostajemy zapłatę. Ja usłyszałam - chciałaś dzieci to zapie.... bo ja nie będę... potem - chciałaś dzieci to siedź se z nimi w domu. a potem teksty - przecież w tym tygodniu byłem prawie codziennie... no po prostu pomnik tatusiowi postawić, że poświęcił dzieciom 2 godziny dziennie... mam się kłaniać i bić pokłony. u nas nie ma wielkiego majątku, jego oszczędności się pomalutku kończą, wypłaty starcza na śmieszne alimenty i przelew na życie dla nowej pani i na tym koniec. no - jeszcze musi za coś kupić trawę. i nie zanosi się że sytuacja się poprawi. też mu życzę lepszych zarobków, bo wtedy mam szansę na większą kasę dla dzieci. A to go zaboli, oj zaboli. Jak sąd przyzna kwotę większą od tej, którą ON sobie założył przeznaczać. Także czekam na te moment spokojnie. Lepsza praca -od razu pozew.
Na rozwodowy też czekam, ale nie wiem, czy się doczekam, bo rozpoczęcie postępowania też kosztuje... No ale zawsze są pożyczki;)
141 2012-05-10 02:01:21 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-05-10 02:09:01)
"Chciał mną szurnąć. Teściu jak zwykle gluchy i ślepy, ale był ze mną syn. Mąż myślał chyba, że znowu będzie bezkarny.
Syn ( ten najstarszy) chwycił butelkę i wymierzył w jego glowę. No i od razu mnie puścił."
jestem żoną alkoholika i powiem Ci że gdyby choć raz spróbował mnie uderzyć dzwoniłabym na policję i poprosiłabym o założenie niebieskiej karty. Ostatnio wezwałam policję bo wszedł do domu pijany.Przyjechali ![]()
I jeszcze jedno, nie wyobrażam sobie, żeby mój syn był zmuszony podnosić rękę na ojca. To ja mam zrobić wszystko aby mój mąż nie czuł się bezkarny i nawet nie próbował przemocy.
Pamiętam że już kiedyś Cię pobił, poszłaś z tym do prokuratury? zgłosiłaś na policję? a co będzie jak nie będzie syna przy Tobie? Jesteś ofiarą przemocy, zacznij wreszcie coś z tym robić.
http://www.niebieskalinia.pl/index.php
Alonka, to co moge zrobic w tej chwili to założyc mu sprawę w sądzie.
I myślisz, że mam wystarczające dowody aby cokolwiek mu zrobili.
Ja myślę, że nie. Jakich mam swiadków? Teścia, który nigdy w życiu nie obciąży swojego syna, siedemnastolatka, który co widział?
Z dzielnicowym mój mąż pali sobie papieroski, żartuje.
Jest przystojny, opalony, wesolutki, człowiek sukcesu, ubrany w najnowsze kolekcje D&G lub Guessa.
Powie, że zazdrosna żona go oczernia, bo się mści, że zostawił ją dla innej.
Na takiego człowieka trzeba mieć twarde dowody. Dlatego też zbieram zaświadczenia ze szpitala, obdukcje lekarza sądowego, zgłaszam na policję.
Wiesz co oznacza wyrok w takiej sprawie, dla kogoś kto prowadzi firmę, staruję w przetargach i podpisuje kontrakty?
Myślisz, że on by się nie bronił jak tylko jest to możliwe.
Alonka, przepraszam, może jestem w błędzie , ale zejdź na ziemię.
Jak się idzie z kimś takim na wojnę ( sprawa w sądzie i to poważna) to trzeba być na to dobrze przygotowanym.
Ja nie jestem, aczkolwiek to się może zmienić.
Nie jest ważna prawda, trzeba jeszcze mieć wystarczające dowody.
Dużo się ostatnio wydarzylo.
Syn stanął w obronie mamy. To nie ma znaczenia, że przeciwko ojcu. Trudno tak się stało.
Co miał być śwadkiem przemocy i patrzeć bezczynnie, bo to jego " tatuś"?
Tu chodzi o przemoc. Gdyby nie zareagował byc może na jego oczach stałabym się kaleką, bo np. niefortunnie bym o coś udzerzyła upadając.
Tak, to przykre że siedemnastolatek jest świadkiem takich wydarzeń.
Zresztą przedwczoraj mąż napadł na syna na ulicy.
Mogłabym tu długo pisać. Nie uszło mu to na sucho. Była szarpanina, już w mojej obecności. Syn rozpylił gaz pieprzowy.
I wiesz co, mąż pojawił się następnie w domu ze łzami, synku ja was kocham.
Czy gdyby nie został poczęstowany gazem, zjawiłby się w domu i z synem rozmawiał?
To jest człowiek, który ciężko sobie pracuje na takie traktowanie.
Jemu, syn nigdy nie powiedział obelgi, a on do niego zamknij się gówniarzu, a potem łzy i synku...
Wytłumaczyłam mężowi, że zawsze walczyłam jak lwica o rodzinę. Zresztą przyznał mi rację, że zawsze się starałam. Powiedziałam, że tak jest dalej, tylko teraz walczyę z nim ( żeby zostawiał kasę).
Stwierdził, że nie muszę, bo jemu na prawdę zależy żeby dzieciom nic nie brakowało.
To niech o tym nie mówi, bo to tylko puste słowa, niech to udowodni, bo ja mu już nie wierzę.
Muszę kończyć, piękna pogoda, trzeba iść z maluchami na spacer. Maluszek ma pierwszy ząbek!!!
Wyjechałam z dziećmi w góry na majówkę, było super. Bardzo potrzebowałam oderwania się na chwilę i zajęcia się tylko dziećmi.
A teraz ciąg dalszy nerwówki. Może dam radę.
Nie chcę z nim walczyć, ale sam przyznał, że wie jak dzieciom się pogorszyło.
Syn zarzucił mu też, że nie szanuje mamy.
Coś tam mąż płakał, że miał taką cudowną rodzinę, idealną, a teraz kumple nie chcą nawet z nim rozmawiać, że tak bardzo mnie kochał.
A jakie to ma teraz znaczenie. Teraz jest jak jest.
Mówił jak to kupił mi nowiutkiego mercedesa, jak kupował mi ciuchy i torebki w Max Marze.
Zapytałam czy to coś złego, czy będzie mi to wypominał. On kupował mnie.
Knuł z ojcem przeciwko mnie, co sam przyznał.
Powiedziałam, ze bardzo go kochałam , ale nie byłam do końca szczęśliwa.
Miał humory, wciąż mnie tresował. Był zdziwiony, że nie pasował mi komplement " masz łądna dupę'.
I co z tego, ja nie jestem tylko "dupą", mam chyba coś jeszcze. Czemu nigdy nie usłyszałam , że jestem ciepłą, troskliwą matką, wyrozumiałą kochającą żoną ( sam wspominał jak miał dobrze, jak mógł gadać z kumplami do późna w nocy , a ja nigdy nie robiłam awantur), że jestem dobrym człowiekiem.
Nigdy, tylko wiecznie niezadowolony i ewentualnie " ładna dupa".
Tak, bo on tylko to chyba we mnie widział. Teraz wymienił na jeszcze ładniejszą " dupę"
Próbuje wszystkich sztuczek, bo chce, żebym mu podpisała linię debetową na firmę. Musiał sobie przypomnieć, że ma żonę. Chce mnie wziąć na uczucia.
"Miałem wszystko" - e tam, teraz ma luz od dzieci, trzy razy mniejsze wydatki na dom i bzykanko z modelką, która ma piekną " dupę".
Bet
Ty jeszcze zobaczysz go na swojej wycieraczce skomlącego:-p
Ja Ci to mówię!!!
Bet, nie ,mnie oceniać czy masz wystarczające dowody
jestem a Al-anon już kilka lat i wiem ,że można się bronić, że należy szukać pomocy, że można iść do prokuratora.
Tobie przysługuje pomoc jako ofierze przemocy , u mnie w mieście jest Ośrodek Interwencji Kryzysowej, pomoc można znaleźć także w Caritasie.
Twoje dowody musi ocenić fachowiec i to nie tylko adwokat. I jeszcze jedno powinnaś skorzystać z pomocy psychologa zajmującego się przemocą.
Moja koleżanka miała jako dowód tylko to,że jest pod opieką psychologa.Wystarczyło.
Dużo więcej pisze się o tym na forach alkoholowych.
A jeżeli chodzi o syna to nie chodzi o to, że syn podniósł rękę na ojca, ale o to że widzi, że ojciec jest bezkarny, że mama jest bezradna, że konflikty rozwiązuje się stosując przemoc.
Dlaczego jak szarpał syna nie wezwałaś policji , wtedy przyjeżdża patrol a nie dzielnicowy.
Do tego doszło, że Twój syn nosi ze sobą gaz? W głowie mi się nie mieści, to przecież jeszcze dziecko, które nie powinno mieć takich problemów.
mam syna w tym samym wieku.
Proszę poszukaj wsparcia, terapii, psychologa sama sobie nie poradzisz.
Alonka, do psychologa chodzę. Teraz już żadziej.
To właśnie Pani psycholog opowiadała mi jak ciężko jest coś udowodnić. Miała pacjentkę, która mąż normalnie skatował, a sytuacja nie miała miejsca pierwszy raz. Policja pytała się Pania psycholog, czy ta Pani czasem nie ma bujnej wyobraźni.
Złe rzeczy dzieją się u mnie w domu. Mąż napadł na syna na ulicy. Szarpanina była potem już w mojej obecności.
Syn chodzi z gaze dla bezpieczeństwa. Nie z powodu ojca, ale jak widać przydał się.
Zreszta ja też zamierzam się zaopatrzeć w jakis tego typu gadżet.
Z prokuratorem miałam już do czynienia. Z urzędu była prowadzona sprawa pobicia w ciąży, chociaż ją wycofałam.
Wyszło na to, że nie ma wystarczających dowodów i do naruszenia prawa nie doszło.
Po tym mam nauczkę. Nie jest łatwo.
To co jest gorsze, to to, że mąż moim zdaniem stosuje przemoc emocjonalną na dzieciach.
On nimi próbuje manipulować. To wygląda jak jakaś hipnoza. Patrzy prosto w oczy, nie odrywa wzroku i potrafi tak przedstawić sprawy, że to dzieci właściwie mają poczucie winy, czy wyrzuty sumienia.
Syn nie chce z nim już rozmawiac sam na sam.
Ostatnio prawie płakał jaki jest biedny i na majówkę wyjechał tylko na Słowację czy tam Słowenię i na Wegry, bo było za późno żeby cokolwiek załatwić ( żalił sie synowi, bo nie miał na zakupy). Po tej aferze pisze i mówi do niego synku.
A parę godzin przed wyjazdem zapewniał, że nigdzie nie wyjeżdża.
Nie dosyć tego, idę spać. Nie ma co pisać. Trzeba być odpornym na manipulację.
bet
Dlaczego czekasz z rozwodem,przeciez Ty skorzystarz finansowo po przedstawieniu calego teatru,on nie skorzysta to byla jego manipulacja poprostu upewnil sie ze nie zlozysz o rozwod.Masz czworo dzieci ta szarpanina trwa juz sporo.........on bedzie musial lozyc na czworke dzieci plus Ciebie on doskonale wie ze komornik siadzie mu na koncie...........poprostu pilnuje bys nie zlozyla o rozwod tym zachowaniem wobec Was
Pati, bardzo zależy mi żeby to mąż złożył pozew o rozwód.
Boję się tu wszystko pisać. Czasem boję się, że za dużo o sobie i o całej sytuacji napisałam.
Nie powinnam chyba pisać o wszystkim.
odkrywam nowe sprawy, które wcześniej bagatelizowałam.
Zchrzaniłam sobie życie. Wyrwać się z tego szamba będzie bardzo ciężko. Tu chodzi o grupę wyznaniową do której należy mąż.
Jestem prawie pewna, że teśc przeszukał moje rzeczy jak byłam w górach. Zginęły kluczyki z samochodu.
W zeszłym roku przeszukał biuro męża. Zwinął podpisany przeze mnie weksel. Teraz prawdopodobnie akt własności z domku w górach.Wiem na 100% że był u męża w biurze w biórku, a teraz mąż go nie znalazł.
To jest sekta. Wczoraj trochę czytałam, jestem przerażona.
Dobrze, że chroniłam dzieci, byłabym już stracona. Czym sekta trzyma kogoś w garści - finansami.
Mam mętlik w głowie.
Dziewczyny i kobiety, ktore macie córki uważajcie na mniejszości wyznaniowe. Miłość jest ślepa, kiedy się kończy z czegoś takiego jest się ciężko wydostać.
Jak oni potrafią rozmawiac, jak patrzą w oczy jak manipulują. Nie jestem nawet już pewna czy to jest manipulacja czy nie hipnoza.
Tak wszystko obrócą, że człowiek ma poczucie winy. Trzeba być silnym i czujnym.
Jestem sobie winna. Byłam taka wyrozumiała, tolerancyjna. Tak nie można. Trzeba dokłądnie wiedzieć w co się wchodzi.
Mąż do tej pory spowiada się ojcu. Teśc ma tam chyba jakąs wysoką pozycję. Co niedziela wyjżdża na kilka godzin.
Wspomniał też, że jego nazwisko coś znaczy.
Mąż w zborach nie uczestniczył. Widziałam tylko jak się modlą na pogrzebach.
Są wtedy jak w transie. Wszystko tak wolno wypowiadaja, przeciągają, niektórzy mają zamknięte oczy.
Dzieci chodziły z mężem tylko na urodziny do dziadka. Mąż przygotowywał z nimi specjalne życzenia ( modlitwy?).
Dzieci mówiły, że to cyrk. Musiałam ich puszczać, były awantury. Zgodziłam się tylko na urodziny.
Pranie mózgu.
Ja nie wypowiadam się, że tojest złe, ale mnie to nie pasuje. Dla mnie liczy się jak ktoś żyje.
Nie oceniam też wszystkich, ale w teściu widzę teraz większe niebezpieczeństwo niz w mężu.
Ja się nie dziwię, że człowiek ze spranym mózgiem, może się tak pogubić.
Teść dalej nim steruje, nie zależy mu czy mąż zostawia na dzieci. Ma być ok wobec niego.
Dlaczego się jeszcze nie rozwiodłam. Bo wiem, że dochody przedstawiane przez męża nijak mają się do faktycznych zarobków, bo muszę sama zarabiać, bo teśc bardzo namawia mnie na rozwód!!!
On musi mieć jakiś plan, a mnie sie nie spieszy. Ja nie mam kochanka czekającego w kolejce, a mam czwórkę dzieci którym zamierzam zapewnić byt.
Jak teściu dowiedział się, że mąż ma ze mną rozmawiać o rozwodzie to był obyrzony" ja mu pokażę!!!", ale mnie do rozwodu namawia.
I to mnie zastanawia, o co chodzi???
Muszę się z tym wariatem mężęm jakoś dogadać. Niech wreszce zdecyduje, czy jest synem czy ojcem.
Mężem prawdziwym nie był.
Nawet przez chwilę zrobiło mi się tego zagubionego chłopca ( mojego męża) szkoda.
Fanatyzm jest niebezpieczny, surowe reguły, pranie mózgu, tacy ludzie jak mają jeszcze pewne predyspozycje to zwyczajnie sobie nie radzą.
Ludzie, czy ja z tego wyjdę. Co ja sobie w życiu narobiłam...
Dobrze, że się buntowałam i nie oddaliłam od rodziny. Sama nie dowierzam w to co sie dzieje.
Normalnie ta jego zdrada to chyba dla mnie jakiś dar od losu.
Tylko czy podołam i jakoś się z tego wywinę.
Oj tak czytam twoją historie i się martwie ... nieźle się zakręciło ... niezłe tarapaty tam masz ... z jakiego miasta jesteś ?
Co to zmieni jak napisze z jakiego miasta.
Jest mi dzisiaj źle. Chwilami nie chce mi sie żyć.
Czuję się jakąś osaczona. Nie mam z kim rozmawiać o swoich problemach.
To wszystko jest tak nieprawdopodobne, że lepiej z tym nie wychodzić.
Takie grupy działają w "białych rekawiczkach". Te macki stają się coraz ciaśniejsze, nawet nie wiesz kiedy znajdujesz się w sytuacji z ktrorej nie widzisz wyjścia.
Co ja zrobiłam, po co mi była ta cała miłość. Jestem podłamana. Serio, ryczę i myślę jakim sposobem z tego wyjść.
Na pewno jednak lepiej wiedzieć w jakim syfie się tkwi.
Nie odwróciłam się od rodziny i dzieci nie są przerobione. Mam wizyte u prawniczki w sprawach zawodowych.
Może jak się uspokoję to coś przyjdzie mi do głowy.
Ale SYF !!!
Sorki - nie czytalem calego posta, ale wydaje mi sie ze powinnas sie skupic na znalezieniu DOBREGO prawnika. Nie zajmuj sie religia i tesciem, bo Ci nie w tej sytuacji nie pomoga. Nie pozyczaj pieniedzy.
Słyszałem, że konkretne miejsca skupiają określone grupy z określonych środowisk religijnych. Może i tak będzie nieunikniona przeprowadzka ... jednak to nie jest teraz problemem. Jedynie mogę trzymać kciuki. Wsparcie jest teraz Tobie bardzo potrzebne. Czasami obcy ludzie pomogą bardziej niż "rodzina".
Co to zmieni jak napisze z jakiego miasta.
Jest mi dzisiaj źle. Chwilami nie chce mi sie żyć.
Czuję się jakąś osaczona. Nie mam z kim rozmawiać o swoich problemach.
To wszystko jest tak nieprawdopodobne, że lepiej z tym nie wychodzić.
Takie grupy działają w "białych rekawiczkach". Te macki stają się coraz ciaśniejsze, nawet nie wiesz kiedy znajdujesz się w sytuacji z ktrorej nie widzisz wyjścia.
Co ja zrobiłam, po co mi była ta cała miłość. Jestem podłamana. Serio, ryczę i myślę jakim sposobem z tego wyjść.
Na pewno jednak lepiej wiedzieć w jakim syfie się tkwi.
Nie odwróciłam się od rodziny i dzieci nie są przerobione. Mam wizyte u prawniczki w sprawach zawodowych.
Może jak się uspokoję to coś przyjdzie mi do głowy.
Ale SYF !!!
Kochana poradzisz sobie jak my wszystkie. Uwierz mi, że zdarzają się się gorsze rzeczy, ciesz się, że masz zdrowe dzieci, to jest najważniejsze.
Wcześniej już proponowałam Ci kontakt, wysłałam Ci ARKUSZ KALKULACYJNY alimentów, nie pamiętam pod jakim nickiem pisałam.
Ja przed miesiącem dostałam nakaz płatniczy na milion siedemset tysięcy złotych za sprawki mojego męża, czyli miałabym pracować całe życie na spłatę? O nie, kombinuję co zrobić i wiem, że sobie poradzę bo muszę. Nie płaczę bo co to da?
Wzięłam prawnika, niech walczy ze skarbówką ale kasę na koncie mam zablokowaną, cholernie boli, chciałam zabrać dziecko na urlop za granicę a tak to dooopa.
Jeżeli chcesz to napisz do mnie na priw lub zadzwoń, chyba podawałam Ci mój nr tel.
Uszy do góry, najpierw musi być źle, musi wszystko wyjść na wierzch, oczyścić się jak wrzód, później będzie dobrze.
Ja jak dowiadywałam się różnych sprawek, otwierałam oczy, czułam się jakby ktoś obdzierał mnie żywcem ze skóry ale wiem, że tak musiało po prostu być.
Atmosfere dzięki.
Już też trochę dochodzę do siebie.
Jeszcze dzisiaj usłyszałam, ze jestem wariatką, napadam na niego, szykanuje w miejscu pracy, mszczę się, utrudniam mu pracę i jakieś tam jeszcze.
Ja w takim razie zapytałam kiedy wystapi o rozwód.
Mam obiecane, ze w tym tygodniu złoży pozew o rozwód.
Nieco ochłonęłąm, porozmawiałam na szybko z prawnikiem i nie ma mowy aby mnie miał zastraszać.
Wariatka, to rozwiążało by jego problemy. Usprawiedliwiało by zdradę i to wszystko co sie potem działo.
Tylko ja nie żyję sama. Mieszkam z dziećmi, przychodzi do mnie ciocia, siostra, mama, mam znajomych.
Jak jestem wariatka to czemu nie chciał wziąć do siebie chłopców. Czemu nie czuwał przy małej jak była w szpitalu?
Oj, jak łatwo kogoś zastraszać i obrażać. Bo za dużo wiem, zbyt wiele przeskrobał.
To niech to udowodni w sądzie.
Trochę się czasem nad sobą poużalam, ale mnie wkurzył.
Atmosfere, tak, bywają gorsze rzeczy. Córkę akurat mam chorą, ale wiem, że nie można sie poddać, bo życie może mnie jeszcze pozytywnie zaskoczyć jeśli będę nad tym pracować.
może w którymś z tych miejsc uzyskasz pomoc
http://www.opoka.org.pl/varia/sekty/osrodkiinformacji.html
teraz już nie dziwię się, że się boisz, myślę że musisz być przygotowana nawet na szybkie opuszczenie domu,
zabezpieczyć wszystkie ważne dokumenty,
poszukać osób które Ci będą w stanie pomóc.
Życie i zdrowie Twoje i Twoich dzieci jest najważniejsze, ważniejsze od pieniędzy
Alonka, tak źle to chyba nie będzie.
Ja mu się z domu tak szybko nie wyniosę. Nie jestem sama, najstarszy syn jest moją podporą. Jestem w kontakcie z rodziną.
Jest niespecjalnie, goooooowniato, ale nie dajmy sie zwariować. Z tymi wpływami to chyba ich troche ponosi, może chcą mnie zastraszyć, a mąż celowo próbuje wyprowadzić mnie z równowagi, pognębić i uderzać w czułe miejsca.
Taką przepychankę, wytrzymać jest ciężko.
Jestem wściekła, że wyrolował rodzinę, bo to już jest rozbita rodzina, niepełna. Wściekła, bo chytrzy kasę i tarktuje mnie fatalnie.
W ogóle nie powinnam słuchać tych jego wynurzeń i manipulacji. Co mnie obchodzi co taki ktoś o mnie myśli.
Ci ludzie są jacyś dziwni, mają jakby sprane umysły, oni pewnych argumentów zwyczajnie nie przyjmują, ale umiejętnie narzucają swoje zdanie. Cudnie manipulują, czarują. Może nie wszyscy tacy są, ale on i jego najbliższa rodzina tak.
Powinnam się nauczyć tego samego, jechać tymi samymi narzędziami.
Czytam Twoja historie od poczatku,mam podobny metlik ( w sprawach majatkowych),,wiec rozumiem Cie.Dlaczego teraz zabralam glos ,dlatego ze chce Cie namowic na rozwod ,chyba ze boisz sie czegos?bardziej powaznego.Dobry adwokat wygra ta sprawe ,a wszystko co zrobil on jego ojciec,wszystko zostanie mu udowodnione.
Ufam ze przemyslisz to ,jedz do innego miasta do adwokata ,jesli niechcesz brac kogos od siebie.Zglupiejesz wkoncu ,a moze o To im chodzi?
Jeszcze raz przekalkuluj ,a bynajmniej skorzystaj z prady doswiadczonego adwokata
Co to zmieni jak napisze z jakiego miasta.
Jest mi dzisiaj źle. Chwilami nie chce mi sie żyć.
Czuję się jakąś osaczona. Nie mam z kim rozmawiać o swoich problemach.
To wszystko jest tak nieprawdopodobne, że lepiej z tym nie wychodzić.
Takie grupy działają w "białych rekawiczkach". Te macki stają się coraz ciaśniejsze, nawet nie wiesz kiedy znajdujesz się w sytuacji z ktrorej nie widzisz wyjścia.
Co ja zrobiłam, po co mi była ta cała miłość. Jestem podłamana. Serio, ryczę i myślę jakim sposobem z tego wyjść.
Na pewno jednak lepiej wiedzieć w jakim syfie się tkwi.
Nie odwróciłam się od rodziny i dzieci nie są przerobione. Mam wizyte u prawniczki w sprawach zawodowych.
Może jak się uspokoję to coś przyjdzie mi do głowy.
Ale SYF !!!
Wydaje Ci sie !!! wlasnie w pieknej polsce takie wlasnie grupy stoja na pozycji przegranej! walcz i dzialaj
Muszę jakoś z tego wyjść.
Dobrze, że mogę to choć trochę z siebie wyrzucić. Wiecie, to pomaga.
Dzięki, że jest tu tyle życzliwych osób, Nie znamy się, ale nie czuję sie sama.
Jak czytam niektórych posty, to mam wiarę w ludzi.
Jaki ten świat pochrzaniony...
Trudno mi w tym wszystkim wytrzymać.
Doszłam do wnosku, że zastanawianie się teraz nad wyznaniem męża i jego rodziny nie ma sensu.
Męża dalsza rodzina była w sumie zawsze dla mnie ok. Nie zrobili mi żadnej przykrości. Owszem trochę czułam, że jestem z zewnatrz, ale byli wobec mnie uprzejmi, mogę powiedzieć nawet życzliwi.
Myślę, że to też ze względu na staż małżeński i to że byliśmy postrzegani jako dobre małżeństwo.
Nie chcę więc pochopnie i niesprawiedliwie wszystkich oceniać.
Zresztą jego rodzina sama powiedziała, ze męża zgubiły pieniądze, że u teścia w domu za bardzo się liczą.
W każdej rodzinie tak się może zdarzyć.
W katolickich domach też dzieją się różne rzeczy.
To co mnie tylko najbardziej niepokoi, to że oni tak bardzo chcą być dobrze postrzegani, bo to rzutowałoby na całej wspólnocie.
Gdybym siedziała cicho i pokornie wszystko znosiła, byliby najbardziej zadowoleni ( teściu).
Nie jest dobrze, ale trudno...
Ja niektóre osoby z jego rodziny naprawdę polubiłam i nic do nich nie mam. Dlatego też nie chcę o nich źle pisać.
To co mnie spotkało, nie musi źle świadczyć o wszystkich, obojętne jakiego są wyznania.
Nie znoszę fałszu, tuszowania prawdy i zamiatania brudów pod dywan - to próbuje robić teść, bo to ukazuje ich w niekorzystnym świetle, a mąż jest głownym zleceniodawcą teścia. Teść jest w sumie od niego również uzależniony finansowo.
W domu niestety atmosfere mam niefajną.
Mąż zabrał się teraz za kumplowanie ze średnim synem ( prawie 13 lat).
Co jest bardzo sprytne. Po co komu czwórka dzieci, będe miała klina w domu.
Nie mieszka z nim, nie zajmuje sie nim, ale można utrzymywać dobre kontakty, rozpuszczać jednego.
To i tak tańsze niż utrzymywanie czwórki. w razie czego mozna zaoszczędzić na pieniądzach, które daje mi na życie.
Mąż pisze do syna codziennie wieczorem, lub wydzwania. Jak rozmawia to jakby patrzył na zegarek, oby jak najdłużej ( może przyda się dla sądu, jaki był troskliwy)
Obiecał mu nowego laptopa itd.
Syn jest trudnym dzieckiem, ale jest do męża baaaaaardzo podobny. Ma talent plastyczny, klnie, niesłucha.
Zawsze było mi z nim ciężko, ale zanim urodzila się córeczka mieliśmy dobry kontakt.
Potem zbliżył się do ojca.
Nie umiem do syna dotrzeć. Potrafi być wrażliwy, ale na coraz więcej sobie pozwala.
Mąż zawsze go faworyzował. To najstarszy musiał sprzątać, odkurzać, wynosić śmieci, kosić trawę.
Tego średniego trudno było do czegokolwiek zmusić. Ja też wolałam odpuścić niż męćzyc się kilka godzin.
A teraz on, chwali się przed rodzeństwem" tatuś kupi mi laptopa"
To ja nie wiem czy starczy mi na jedzenie i o kasę na życie musze sie wykłócać, bo nie wiem ile i kiedy mi zostawi
( nic stałego mąż nie chce ustalić), a ten będzie przed rodzeństwem szpanował.
Podchodzi do maluszka ( 5 miesiecy) i uczy go " powiedz tata".
"Tata " widzial malucha go od urodzenia chyba z pól godziny.
Zaproponowałam synowi, że jak chce to może u taty zamieszkać...
Tak faktycznie to nie mam dużo przeciwko temu.
Ojciec może nauczyłby go dyscypliny, nic by dziecku nie brakowało. Miałby laptopy, ciuchy, wyjazdy itd.
Owszem tęskniłabym, ale też szczerze mówiąc odetchnęłabym.
Syn uczy siostrę przekleństw, jest w okresie dorastania.
Boję się tylko, że mogliby mi to dziecko zdeprawować i całkiem zmarnować.
Źle się z tym czuję. Sama nie wiem.
Z jednej strony mi dziecka szkoda. Strasznie go pokochałam. Nie chciałabym też rozbijać rodzeństwa.
Z drugij jednak strony, widzę, że mam z tym dzieckiem najwięcej problemów.
Z jego powodu, mała ciągle płacze. Dokucza prawie wszystkim, w domu robi paskudny bajzel, niszvzy rzeczy itd...
Ale to przecież moje dziecko!!!! Skąd mam brać cierpliwość i wytrwałość...
Nie jestem aż taką siłączką
Bet ,współczuję Ci bardzo tej trudnej sytuacji z synem.
Niestety nie mam żadnych doświadczeń w tym temacie choć sama wychowuję 4 dzieci.
Mam jednak doświadczenie nabyte na forum uzależnień, tam podstawową zasadą jest szukanie pomocy specjalistów w realu.
Tutaj uzyskać możesz wsparcie, wygadać się.... jeżeli chodzi o dziecko to może pedagog szkolny?
a poza tym, dlaczego nie założyłaś sprawy o alimenty? przecież to nic nie kosztuje.
Alonka, syn zawsze był trudnym dzieckiem.
Wiesz, czasem matka myśli, że lepiej jest rozmawiać, okazywać serce, cierpliwość, tak wychowywać po dobroci.
Potem, okazuje się, że czy jesteś wyrozumiała czy ochrzanisz i starasz się być surowa - to nic nie zmienia.
Nie zawsze nasze ukochane dzieci są takie jakbyśmy chcieli.
Pocieszam się myślą, że on kiedyś może wyjdzie z domu...
Teść niedawno doradził mi, żebym go lała.
Nie potrafię, bo wiem jak to uwłacza godności, a dziecko też ma swoją godność. Nie można w ten sposób poniżać.
Idiotyczne rady.
Psycholog na pewno by się przydał. Nie wiem tylko jak go na niego naciagnąć ( kiedyś juz wspomniałam) i nie mam pewności czy psycholog da sobie radę.
Jestem zmęczona, życie mnie przytłacza. W domu jakiś cholerny kierat bez końca.
Człowiek się poświęca, a potem okazuje się że właściwie zmarnował kilkanaście lat życia.
Dzieci chyba też są zmęczone, zmęczone ta całą sytuacją, niepewnością.
Wszystko fajnie, ale gdyby Ci tak pięknie dotknięci strzałą amora zdawali sobie sprawę, jakie przerypane przez nich mają życie najbliżsi, dzieci i żona, która nieustannie boryka się z gorycza i z żalem. Widząc jak bardzo zmieniło się życie dzieci. One są już z rozbitej rodziny. Kiedy jeszcze do tego dochodzą problemy finanasowe, kiedy stopa życiowa spada drastycznie to trudno jest nie byc wściekłym na męża czy na kochankę, ktora beztrosko powie dziecku " sorry, ja nie wiedziałam, że was jest czworo".
Mój mąż to zero, ale jestem kobietą i patrzę na tak młodą dziewczynę i zazdroszcze jej egoizmu, braku sumienia.
Jak Ci ludzie pięknie to sobie tłumaczą. Najpierw to była zabawa, tak dla jaj.
OK, to ich sprawa, ale dlaczego trzeba było na każdy weekend wyłączać telefon, odstawić dzieci, skąpić na nie kasy.
Czy takie zachowanie też usprawiedliwia " wielka miłość".
Przecież ja wiem, jak prowadząc działalnośc wykazuje się jak najniższe dochody, które w żaden sposób nie odzwierciedlają faktycznego standardu życia.
On bezczelnie wciska mi kity, jakie to ma maleńkie zarobki. Łajdak!!!!
Do tego płacz, że oddałby za te dzieci życie, że tak je kocha.
Mam gdzieś jego miłość i słowa, niech zostawia kasę i nie chrzani.
Obietnicami i słowami dzieci nie nakarmię i nie ubiorę.
Zero, zero, zero - nigdy nie powinien mieć dzieci.
Żadnej pomocy, nic.
Kasa, problemy wychowawcze, zdrowotne - wszystko na mojej głowie, bo tak można. Prawo tego nie zabrania, do więzienia się za to nie idzie.
A, i jeszcze kochankom to najczęściej wydaje sie, że one przecież takie dobre dla tych dzieci, przecież im się krzywda nie dzieje, a jak dzieje to przez tą beznadziejną ich matkę. Nie, no przecież nie przez ich wspaniałego rycerza, a juz na pewno one nie są niczemu winne.
Jakoś moje dzieci, a przynajmniej najstarszy syn dobrze się o niej nie wypowiada...
Mąż niedawno stwierdził, ze zdrada dotyczy tylko nas.
Co za głupek, to przecież też dzieciom rozwala sie dotychczasowe życie.
Owszem, gdyby nadal miały zbliżone życie do tego sprzed jego odejścia to z pewnościa byłoby im lżęj.
Tak jednak nie jest. To one nie mają ojca, to one mieszkają w coraz gorszych warunkach, to one nie mają na wyjazdy, na ciuchy. To one moga się czuć gorsze od rówieśników. To im kiedyś koledzy zazdrościli, a teraz może się też wstydzą.
No, ale sorki, miłość jest najważniejsza.
Bet - twoja sytuacja jest mi tak bliska. Mam dwoje dzieci a mój partner po 10 latach wspólnego życia znalazł sobie młodszą d... (buddystkę), która wrobiła go w dziecko. Wyprowadził się. To co piszesz o sprawach firmowych, twoich finansach, u mnie też musi być wyczyszczone. Przez 10 lat pracowałam w domu - on rozwijał firmę, kupował nieruchomości, zdobywał kontakty. Ja zatrudniałam opiekunki, bo pracy przed komputerem przybywało a praca z domu nigdy się nie kończy. Przez 10 lat to on zarabiał (pracowaliśmy na to oboje, a pieniądze szły na jego konto). Więc teraz, oprócz dwóch połówek mieszkań nie mam nic. Po 10 latach przerwy wróciłam do pracy, bardzo dobrej pracy. W styczniu z powodu kryzysu ją straciłam. Na razie żyję z 1,5 rocznych oszczędności. Były partner płaci za szkołę i przedszkole, za media do domu i nic więcej (kredyty płacimy obydwoje). Boję się strasznie, nie mogę nic znaleźć. Nie wiem na ile mogę liczyć jeśli pójdę do sądu - prawdę mówiąc obawiam się, tak jak ty, że zasądzona kwota będzie mniejsza niż to co mam teraz. Nie chcę też stawiać naszych stosunków na ostrzu noża.
Piszesz "miłość jest najważniejsza". O "miłości" chciała ze mną rozmawiać ta buddystka. Komedia.
Evick, to jest jakiś koszmar. Mnie się już czasem nie chce żyć.
Nie wierzę w to co się dzieje. Mam za dużo problemów. Coraz częściej myślę, że jakby mnie nie było to dzieciom byloby lepiej.
Zmarnowałam prawie 20 lat życia. Wokół siebie widzę wstrętny świat, lub nie ... innaczej, wstrętnych ludzi którzy ten świat tworzą.
Mnie już nie chodzi tylko o te pieniądze, ale o zepsucie, zgniliznę.
Syn ten najstarszy powiedział mi dzisiaj, że wszystkie dowody sprzeda ojcu, że jestem przegrana, zawsze byłam i będę. Dogada się z nim za kasę, żęby rozwód był bez orzeczenia o jego winie, lub żeby mnie obciążyć.
Jeszcze mi nawymyślał, nie będę już cytować, bo mi wstyd.
Co ja takiego robię, że tyle osób chce mnie zniszczyć?
Po co ja się urodziłam, jakim jestem potworem. Jak mam czerpać siłę, żeby się w tym wszystkim nie zagubić.
Jest na mnie wściekły, bo skończyły mu sie perfumy, bo chce jakieś tam rzeczy, bo chce szkolenia itd.
Tyle lat budowałam "dom", teraz ten "dom " się wali. Uczę się żyć ze świadomością porażki, bo to co sie dzieje to jest moja największa życiowa porażka.
Nie to, że mąż jest z inną, bo to uważam za jego porażkę, ale to że nie umiem bezpiecznie przeprowadzić przez to starsze dzieci.
Może dlatego, że one się przyzwyczaiły do dostatniego życia, bronią się żeby tego nie stracić.
Może syn widzi, że ten młodszy jak się tacie podlizuje, to więcej dostaje.
Wiecie, ja tego mężowi i tej jego kochance chyba nigdy nie wybaczę- tego co zrobili dzieciom.
W kwestii obniżenia poziomu życia córki też miałam z tym cholerny problem. Wcześniej najlepsze ciuchy, wycieczki do Wenezueli, Meksyku, najdroższe zabawki, kasa, zachcianki, kaprysy.
Gdy mój mąż zaczął swoją drugą młodość nastąpiło drastyczne pogorszenie warunków życia. Koniec z zabawkami, drogimi ciuchami, wyjazdami. Musiałam sprzedać własną biżuterię aby kupić jedzenie, on jak się dowiedział, że sprzedaję złoto chciał mi ukraść abym prosiła go o pieniądze.
Tłumaczyłam córce, że teraz musimy oszczędzać, mamy mniej kasy bo ja tyle nie zarabiam co kiedyś. Był przez jakiś czas płacz, marudzenie ale przyjmowała to na ogół ze zrozumieniem. Ostatnio zarzuciła mi, że mamy mało pieniędzy, że ona chce spodenki( za prawie 200zł), ja jej na to, że nie teraz i nie za taką kwotę, to nastąpił krzyk, że mogłabym zarabiać więcej. Zatkało mnie na pewien czas. Posadziłam ją na fotelu-spojrzałam w oczy i mówiłam spokojnie: jeżeli uważasz, że jestem złym rodzicem to dwa bloki dalej czeka na ciebie miejsce w domu dziecka, jeżeli uważasz, że czegoś ci brakuje a ja nie mam na to pieniędzy to załatwię ci pracę: zbieranie truskawek, roznoszenie ulotek, zbieranie ślimaków. Dlaczego tak powiedziałam? Moje dziecko nie wie, że pieniądze należy szanować, nie wie ile trzeba się napracować aby zarobić każdą złotówkę. Zaproponowałam jej stanowczo pracę przy zbieraniu truskawek w sobotę od 6 rano do 15 godziny. Zszokowało ją to co powiedziałam, zobaczyła, że to już nie przelewki a matka mówi poważnie.
Sądzę, że Twój syn ma ten sam problem.
Jeżeli uważa, że obniżył mu się standard życia dlaczego nie pójdzie do pracy? Dlaczego mu o tym nie powiesz? Bo co? On syn hrabiego nie skala się pracą tylko ręce wyciąga bo mu się należy. Należy to Tobie okazywać szacunek i pomoc!!!
Mam wrażenie, że wszystko wzięłaś na swoje barki, próbujesz wszystko trzymać w kupie... a tak się nie da, długo tak nie pociągniesz.
Chce do ojca? niech idzie. Chce sprzedać mu jakieś dowody na spraw rozwodową? Niech to zrobi a potem spojrzy Ci w oczy i powiedz mu to spokojnie, stanowczo wprost patrząc jemu w OCZY!!!
Czym Ci on może zaszkodzić? Tylko tym, że teraz to i syna się zaczniesz bać, podejrzewać o wszystko, zaczniesz mieć wroga w domu więc może zaproponuj mu przeprowadzkę do ojca, niech tam zamieszka i przekona się na własnej dupie jaki jest tatuś. A jeżeli siedzi u ciebie to 18 letni koń powinien wziąć się do roboty, zakasać rękawy i pomóc matce w utrzymaniu domu.
Bet, według mnie za bardzo zginasz kark, dajesz się wszystkim kopać a teraz jeszcze pozwalasz na to synowi. Jasne, że oni to wykorzystają bo dlaczego nie? Syn dla uzyskania korzyści a mąż dla wygrania w sądzie. Za miękka jesteś Bet, uległością nic nie wygrasz, zacznij w końcu stawiać warunki. Wiesz, że ja do sprawy o alimenty robiłam nawet zdjęcia ubrań i wody po goleniu mojego męża? Zdjęcia z pieczątek z paszportu, zdjęcia samochodu. Sąd nie przyznaje alimentów na podstawie zarobków a możliwości zarobkowania, stylu i poziomu życia obojga rodziców. Skoro jeździ super wozem, ubiera się w markowych sklepach, podróżuje to sądzisz, że dostaniesz 500zł? Nie kochana, ja wnioskowałam o 9000zł, dostałam 7500zł. Pytanie jak to wyegzekwować? Proste, nie chce płacić bo niby nic nie ma to sąd i o alimenty rodziców męża. Wtedy szybko mojego męża wzięło na płacenie, rodzice go przycisnęli.
Ale ty się boisz, zastraszyli Cię i korzystają z tego. Zacznij walczyć, wyprostuj kark.
U mnie sytuacja o tyle się wyprostowała, że w tym roku jedziemy do Turcji na wakacje, wcześniej córka o Turcji nie chciała nawet myśleć bo Wenezuela lepsza. Spuściła z tonu, cieszy się tym co ma a ma naprawdę niewiele w porównaniu do wcześniejszego poziomu.
Atmosfere, ja juz nie mogę!!!!!!!!!!!!
Mam ochotę, wsiąść w samochód i wyjechać jak najdalej. Pewnie pękło by mi serce z tęsknoty za dziećmi, a może wręcz przeciwnie nabrałabym dystansu.
Nie umiem się pozbierac w tym bagnie, nie umiem dac sobie z chłopakami radę.
Jestem wściekła, bo moja mama ciągle kracze, że nie dam rady, że chłopcy potrzebuja ojca.
Przecież to jest nierealne, on przestał się kompletnie intersować dziećmi ponad półtora roku temu.
Tak, chętnie wepchałabym ich ojcu, ale on ich nie chce!!! Chociaż na jakiś czas.
Jemu tak jest teraz dobrze.
Pocieszam sie, że czasem są obydwoje rodzice i mają problemy z dziećmi.
Tylko ja wiem, że to zachowanie to jest reakcja dzieci na ta sytuacje, to jest bunt, próba zmuszenia mnie do wykombinowania kasy.
Jestem jak ich zakładnik, bo wiedza, że ich kocham, że nie zostawię.
Nie zacznę pić, szlajać się.
Wyrycze sie i będę tyrać, aby tylko byli zadowoleni.
Tak jak to robiłam z mężem. Był niezadowolony, to ja się jeszcze bardziej starałam, a on chciał więcej.
Teraz to samo...
Tylko to nie dzieje się przypadkiem, to sa inteligentne dzieci.
Byłam ofiarą męża, teraz mogę się stać ofiarą własnych dzieci.
Może tragizuję, ale coś mi się wydaje, że nie!
Tyle mnie już spotkało, że mnie już to nie dziwi.
Może dzieci widzą, że nasza sytuacja jest koszmarna. Ojciec jest bezkarny, zostaje im tylko matka do wyladowania żalu i złości.
Tak bardzo chciałabym, żeby dały sobie radę, żeby wydoroślały, ale w taki mądry sposób.
Kocham ich, jestem gotowa na poświęcenie, wyrzeczenia , ciężką pracę. Tylko nie, żeby mnie dzieci do tego zmuszały, nie w ten sposób.
Po co nam taka atmosfera w domu...
Miałam wrażenie, żę w ciągu tych lat małżeństwa pracował abym straciła pewność siebie, abym była słaba.
Był o mnie zazdrosny.
Teraz czasem czuję się jak mała dziewczynka, ale czasem już w siebie wierzę.
Może to Cię pocieszy, że tak naprawdę to sama zgadzałaś się na to, by być słaba. To znaczy, że możesz być też silna. Bo z Twoich postów wynika (tak to odczytałam), że jesteś silną kobietą, która z jakiegoś powodu (albo bez) oddaje swoją siłę. To niestety taka wada kobiet. Tak naprawdę to Ty jesteś silna, a on słaby, ale Ty rezygnujesz ze swojej siły (bo może wydawało Ci się, że tak trzeba), a on to wykorzystywał. Jak kret i Calineczka.
bet
Ty popadasz w obled ,czytam i nie moge zrozumiec dlaczego? niechcesz z tego wyjsc?
Bet, moja droga Bet,
jedyne co mogę Ci podpowiedzieć to uszy do góry.
Nie łudź się, że on kiedykolwiek się zmieni. Z tego co piszesz, to on nadal próbuje Tobą manipulować - co gorsza dobrze mu idzie, choćby z tym, że nie występujesz o rozwód.
Jestem w podobnej sytuacji co Ty, tylko mam 2 małych dzieci (2 i 7 m-cy oraz 1 i 3 m-ce). Mąż mnie pozostawił ponad miesiąc temu z długami, bez pieniędzy. Nie daje mi kasy, jeszcze wyszarpnął coś ode mnie. Dziećmi de facto się nie interesuje, bo po co. Ważne, że spłodził, dalej to już mój problem.Też jestem głupia (nie chcę Cię obrazić, ale takie odnoszę wrażenie) - bo czasem wierzę, że będzie ok, że wróci do mnie i będzie idylla. Nie tłumacz sobie jego w swoich oczach. Po rozmowach z przyjaciółmi, psychologiem, w chwilach tęsknoty, pytam się po co miałabym z nim być? Z kłamcą, tchórzem.... Dzisiaj postanowiłam, że wnoszę o alimenty, ryzykuję tylko kasą - jak sprzedamy dom, to mogę jej nie dostać - trudno, ja i tak wygrałam, bo ze mną są dzieci, moje życie jest puste.
Trzymam za Ciebie kciuki, abyś wyszła z tego bagna z jak najmniejszym szwankiem. Nawet nie myśl, aby mu jakiekolwiek dziecko oddawać - zastanów się jaki miałoby wzór na przyszłość. Dzieci są tylko dziećmi i będą rozrabiać. Po chwili są już grzeczne - i wtedy wiemy, że je kochamy. Twój 13 letni syn, sam kiedyś dojdzie do tego, że ojciec może mu zaoferować tylko kasę, nic więcej. Ich relacje były, są i będą puste. Ty mu ofiarujesz miłość, a on kiedyś to doceni i Ci podziękuje. Tobie poda herbatę na starość, a tacie jak się skończy kasa, to nawet takiego gestu nie wykona.
170 2012-05-29 10:05:37 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-05-29 11:11:41)
Atmosfere, ja juz nie mogę!!!!!!!!!!!!
Mam ochotę, wsiąść w samochód i wyjechać jak najdalej. Pewnie pękło by mi serce z tęsknoty za dziećmi, a może wręcz przeciwnie nabrałabym dystansu.
Nie umiem się pozbierac w tym bagnie, nie umiem dac sobie z chłopakami radę.
Jestem wściekła, bo moja mama ciągle kracze, że nie dam rady, że chłopcy potrzebuja ojca.
Przecież to jest nierealne, on przestał się kompletnie intersować dziećmi ponad półtora roku temu.
Tak, chętnie wepchałabym ich ojcu, ale on ich nie chce!!! Chociaż na jakiś czas.
Jemu tak jest teraz dobrze.
Pocieszam sie, że czasem są obydwoje rodzice i mają problemy z dziećmi.
Tylko ja wiem, że to zachowanie to jest reakcja dzieci na ta sytuacje, to jest bunt, próba zmuszenia mnie do wykombinowania kasy.
Jestem jak ich zakładnik, bo wiedza, że ich kocham, że nie zostawię.
Nie zacznę pić, szlajać się.
Wyrycze sie i będę tyrać, aby tylko byli zadowoleni.
Tak jak to robiłam z mężem. Był niezadowolony, to ja się jeszcze bardziej starałam, a on chciał więcej.
Teraz to samo...
Tylko to nie dzieje się przypadkiem, to sa inteligentne dzieci.
Byłam ofiarą męża, teraz mogę się stać ofiarą własnych dzieci.
Może tragizuję, ale coś mi się wydaje, że nie!
Tyle mnie już spotkało, że mnie już to nie dziwi.
Może dzieci widzą, że nasza sytuacja jest koszmarna. Ojciec jest bezkarny, zostaje im tylko matka do wyladowania żalu i złości.
Tak bardzo chciałabym, żeby dały sobie radę, żeby wydoroślały, ale w taki mądry sposób.
Kocham ich, jestem gotowa na poświęcenie, wyrzeczenia , ciężką pracę. Tylko nie, żeby mnie dzieci do tego zmuszały, nie w ten sposób.
Po co nam taka atmosfera w domu...
Oj Bet jak ja Cię rozumiem
kiedy już dopadała mnie taka złość na męża, bezsilność wsiadałam w auto i jeździłam godzinami po mieście, bez celu, bez racjonalnego myślenia.
Często przejeżdżałam obok jego biura, gdy w oknach zasłoniętych roletami było światło wiedziałam, że bawi się z prostytutką, zresztą kiedyś nawet nakryłam go na żywo z córką przypadkowo, pobił mnie wtedy, był skacowany, wezwałam policję, spisali go, skierowali na przymusowe leczenie.
Pamiętam kiedy przyszedł do domu spakować walizkę bo jechał na Kubę z kumplami, siedziałam z córką na łóżku w sypialni, on radośnie się pakował podgwizdując pod nosem, córka szlochała bo to nie był płacz a ja siedziałam jak kamień. Wykupił wycieczkę do hotelu dla swingersów.
Pamiętam też kiedy byłam z córką w kościele-jej ogromny płacz w kościele-byłyśmy same-wokół dzieci z mamą, tatą, dziadkami. A my same-ukochana babcia dopiero co umarła, tata odszedł i nie dawał znaków życia. Wokół pełne rodziny a my same, porzucone.
Pamiętam też gdy jechałyśmy autem wieczorem o 22 do mojej siostry a moja córka potwornie płakała- musiałyśmy wyjechać z domu bo tata pijany awanturował się, wyzywał i spać nie dawał. A ona płakała bo nie rozumiała co stało się że tata taki się zmienił. Musiałam tłumaczyć dziecku że alkoholizm to choroba a tata nie wie, że źle postępuje i tak naprawdę to nie jest taki.
Wiele było chwil załamania, najbardziej mnie bolała bezsilność, że nic nie mogę zrobić, że już nie miałam wpływu na jego postępowanie, emocje.
Teraz.
Teraz to planujemy wspólnie wycieczkę do Turcji, córka jest szczęśliwa a mi jest dobrze.
Ale minęły dwa lata. Potworne dwa lata a jeszcze wcześniej 3 lata koszmaru.
Bet, jak masz ochotę to wsiadaj w auto i kurs po mieście, to uspokaja.
Zastanawiałaś się nad tym aby po prostu przywieźć mu dzieciaki niespodziewanie z prowiantem na dzień i zrobić sobie wolne? Ja tak robiłam, nie słuchałam, że się drze, po prostu mówiłam-twoja kolej-olewałam jego wściekłość.
Czasem potrzebne są drastyczne kroki, musisz się bronić po to aby dzieci miały mamę, bo teraz tylko w Tobie mają oparcie.
Stosujesz te same metody wobec dzieci jaki stosowałaś wobec męża-sam to zauważyłaś, więc zastanów się poważnie co musisz natychmiast zmienić w swoim postępowaniu wobec dzieci aby nie popełniać tych samych błędów.
Zastanawiałaś się nad tym aby po prostu przywieźć mu dzieciaki niespodziewanie z prowiantem na dzień i zrobić sobie wolne? Ja tak robiłam, nie słuchałam, że się drze, po prostu mówiłam-twoja kolej-olewałam jego wściekłość.
Czasem potrzebne są drastyczne kroki, musisz się bronić po to aby dzieci miały mamę, bo teraz tylko w Tobie mają oparcie.
I ta koncepcja bardzo mi się podoba ! ![]()
W końcu on też jest rodzicem. Myślę, że taka mała weryfikacja swoich wyobrażeń o tatusiu i partnerze, doskonale zrobiłaby dzieciom i kochance...
Nie wiem gdzie mieszka. Zmienił miejsce zamieszkania. Wynajeli pewnie cos lepszego i możliwe też, że po to, abym go nie znalazła.
Chciałam mu kiedys zawieźć chłopców, jak nie zostawił mi pieniędzy.
Maluchów mu nie oddam. Co jakby tego małego np.upuścił, przecież on chciał żebym tego dziecka nie urodziła!
Zastac go magę codziennie pietro niżej, przyjeżdża do pracy ( mieszkam nad firmą), ale wtedy on zamyka się w pokoju.
Wycodzi przed pracownikami, żebym nie mogła zastać go samego. Próbuje mi zarzucić, że nachodzę go w pracy i przeze mnie nie może pracować, awantiruje się i robię burdy.
Bardzo to wygodne z jego strony. Tak więc właściwie nie mam z nim możliwości kontaktu.
On zwyczajnie wychodzi, wsiada do samochodu i sru...
Jego ojciec jest wytresowany, mnie próbował tresować, robi to zreszta nadal, tresuje dzieci.
Mnie ten człowiek brzydzi, właściwie nie jest dla mnie człowiekiem.
Nie chcę byc taką szmatą jak on. Jedyne co posiada to chwilowo więcej ode mnie pieniędzy.
Z synem troche wreszcie pogadalismy. Nie winie tego dziecka za takie zachowanie.
Ma do mnie żal, że przeze mnie tata źle go traktuje, bo stanał w mojej obronie.
Jak było to pobicie w ciązy to syn wezwał policję.
Myślę, że zrozumiał, że dobrze zrobił. Zachował się dorośle, odpowiedzialnie.
Czy czuł by się lepiej jakby był świadkiem skatowania matki i nie zareagował. To jest męża wina, bo do takiej sytuacji niegdy nie powinno dojść.
Niestety, dzieci boli bezkarność męża, mnie również.
Bunt z ich strony pewnie jeszcze będzie się pojawiał. Mąż ewidentnie faworyzuje tego 13 latka. To potęguje we mnie jeszcze złość.
Nie mógłby tak zwyczajnie odejśc do tej swojej kici i nie mieszać mi w domu.
Ten palant, smie twierdzić, że kocha dzieci. Miszając w domu. To jest drań. Mściwy, fałszywy gad.
Jest mi dzisiaj lepiej. Casem mam załamki, ale się prostuję.
Wariactwo wokól mnie mnie przeraża. Moja mama, której celem jest zmuszenie mnie do tkwienia w małżeństwie, zepsucie, nieufność.
Ja z tym facetem już nie będę. Obojętne kiedy będzie rozwód, bo dla mnie to tylko papier, formalność.
Małżeńtwa już nie ma i nie będzie. To wiem.
Z dziećmi jest czasem bardzo ciężko. Nie jest to sielanka. Chłopcy mają za soba kilkanaście lat chyba fajnego dzieciństwa, trudno jest im sie pgodzić, że teraz jest innaczej. Oni nie chca skromniej, oni nie chcą z niczego rezygnować.
Mąż, jak wywalczę to zostawi mi ok 1000 zl na tydzień. Z tego opłacam prywatny tenis syna ( prawie 100 zl, wcześniej bylo 8 godzin tygodniowo, teraz sa 4), terapie córci 250 zl - co 2 tygodnie, benzyna ok 100 zl tygodniowo,
Zajecia plastyczne syna - chociaż ostatnio nie chce na nie chodzić.
Lekcje prywatne z matmy i teraz też z fizyki dla syna, czasem dla obydwu tj, 100 zl tygodniowo.
Kieszonkowe do szkoły po 50 zl na tydzień, czyli 100zl.
Mieszanka dla małego, bo straciłam pokarm jak mnie poturbował w marcu (ok. 4 tygodniowo, ponad 50zl)
Deserki, zupki, soczki, pampersy, chusteczki dla malego - razem jakies 70 zl tygodniowo.
Do tego oplacam wyjscia chlopcow do kina czy teatru ze szkoly czy z kumplami. Nawt tego nie licze, może poo 30 zl tygodniowo.
Pianka do golenia, kosmetyki dla najstarszego syna - to jest majątek!!! Zuzywa tego masakryczne ilości.
Oplacam silownię syna - 99 zl miesięcznie. Szkolenia syna- rózne kwoty, ale srednio 150 zl miesięcznie.
Te pieniadze mją mi jeszcze starczać na wyżywienie dla całej rodziny!!! ubrania, zabawki, fryzjera, lekarza, środki czystości, przybory szkolne, co miesiąc badania malej, szczepinki itp...
Co tydzień muszę więc dopłacać po ok 700 zł tylko do życia. Ja też chce się ubrać, potrzebuje gdzieś wyjść, pójśc do lekarza, fryzjera - skąd na to mam brać. A jednak daję radę.
W ciąży dorabiałam, na macierzyńskim również. Teraz pójdę chyba na bezrobotne, bo wygasła mi umowa o prace i będę pewnie dorabiać, aż założę swoją działaność ( chciałabym skorzystać z jakiejś dotacji).
Oczywiście moge zmienić plany, ale mąż zarzuca mi, że jestem leniwa krowa i żebym się wzięła do roboty.
Ten chłop ogłupiał, przy dzieciach mam kierat nie pracę, i jeszcze cały czas robię zlecenia.
Od urodzenia oprócz pampersów mały nie dostał od niego nic!!! Nie dał również na niego ani złowtówki więcej.
Wszystko kupiłam sama!!!
Nie wiem dlaczego, ale zawsze trzymałam rzeczy po dzieciach. Mam jeszcze rzeczy po najstarszym synu!!! ( 17 lat).
Mam krzesełko do karmienia, łożeczko, piekny wózek ( kupila córci moja mama za prawie 5 tys zl), pościel po najstarszym ( 17 lat). Dbałam o rzyczy i sprzęty, szanowałam. Robiłam to pdświadomie.
Te 1000 zl, które teraz mąż zostawia, to też nie są regolarne. Jka się o nie nie wykłocę, to nie zostawi, albo 50 zl na tydzień lub dłużej.
To jest absurd!!! Jakaś paranoja.
Skąd mam wiedzieć ile mąż na siebie wydaje, jak nie wiem gdzie mieszka. Czasem coś chlapnie teść, czasem ktoś mi coś doniesie, czasem on z czymś wpadnie.
Wielu pewnie ta sytuacja nie jest obca.
Dochody wykazywane mąż ma ok 10 tys zl. To jest możliwe, zawsze były bardzo zaniżone. Wiec wnioskuje, że faktycznie ma ok 25 tys miesiecznie.
Jeśli dostałabym polowe jego wykazywanych dochodow tj 5 tyś, z tego magą odjąc kredyt za dom ok 1800 na mc,
zostaja 3tys. Za to musiałabym oplacic jeszcze media, telefony i inne.
Musiałabym zarabiać min 10 tyś. Na razie nie mam takich możliwości. Zwyczajnie nie mam tyle zleceń, nie mam niańki doo dzieci i od razu nie rozkręcę tak firmy.
W ogóle jeslibym dostała samochód którym jeżdżę i dom, w który trzeba włozyć min 100 tyś aby zamieszkać ( nie ma rur, ogrzewania , tynków, kontaktów...)
Owszem, moge liczyć na to, że udowodnię jakoś przed sądem, że wcześniej wydawaliśmy więćej, że mąż ma więćej pieniędzy. Może sie to jednak nie udać.
Muszę byc realistką!!!
Dlatego Pati nie jest to takie proste.
Wlaściwie to najlepiej jakbym zarabiała 20 tys miesięcznie , wówczas może zapewniłabym dzieciom taki poziom zycia na jaki miłay kiedyś. Ni eżeby sie jeszcze coś dorobic, to powinnam zarabiac ze 25 tys./mc.
Dom ( ten ewentualny ) jest w sumie za mały, mieliśmy tam dobudowac pietro, bo ma tylko 2 sypialnie.
Dobrze by było gdybym tam prowadziła firmę.
To wszystko jest cholernie trudne i nie zrealizuje tego w miesiąc. Nie będę stawiac sobie nierealnych planów.
Wole też nawet nie myslec o chorobie córeczki, bo wtedy rzuce wszystko i będę walczyc o jej życie.
Pati ja mam w domu przedsiębiorstwo, na obiad schodzi po 8, 10 kotletów, 3 lub 4 litry mleka dziennie.
Wiesz ile kosztują wczasy dla takiej rodziny, narty...
Mała już powinna zacząć chodzic do przedszkola, najlepiej prywatnego ( ze względu na zdrowie), zaczać jeżdzić na nartach.
A... rozpisałam się, sorry.
Nie wiem, może ktoś będzie miał jakiś pomysł, bo mnie się wydaje, że kierunek który obrałam jest właściwy.
Świetny kierunek obrałaś,
tylko w tym wszystkim jest mały szkopuł - tracisz za dużo energii na męża i na teścia. Spróbuj mu wybaczyć - od razu zastrzegam, jestem ateistką. Masz bardzo dużo gniewu w sobie, to z jednej strony to zrozumiałe, ale z drugiej w ten sposób postępując nigdy się od niego nie uwolnisz. Przestań się zastanawiać co on robi, gdzie z kim. Jakie to znaczenie. Idź do sądu po alimenty. Nie będzie płacił, pójdzie siedzieć. A tej jego "kici" kup kwiaty i czekoladki. Serio/ Podziękuj jej, że zabrała Ci problem. Moim zdaniem powinnaś być jej wdzięczna. Teraz jest trudno, ale za kilka miesięcy, lat będziesz na prawdę szczęśliwa. A los się na nim zemści - już zaczął to robić.
174 2012-05-29 14:46:09 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-05-29 14:52:01)
Przepraszam Bet, że w Twoim temacie
Muszę to napisać, no muszę:
dziś zadzwoniła do mnie siostra mojego męża i powiedziała, że ta prostytutka, była kochanka mojego męża napisała do niej emaila z informacją, że ja ją prześladuję i szkaluję w internecie i że zgłosi wniosek na policji o stalking:-)
Ciekawe, pisałam o niej na grupie samopomocowej ale nie podawałam danych osobowych, imienia, nazwiska, pisałam o moich emocjach, przeżyciach, o tym jak grała dziewicę a naprawdę zajmowała się prostytucją.
Niech zgłasza, wtedy ja zgłoszę doniesienie o stalking na mojej osobie, dołączę emile i zastraszania, które mi wysyłała.
Co Wy na to?
Rok była cisza. o co jej chodzi?
Wiem, że mój baran rozmawiał z nią w zeszłym tygodniu przez tel 16 minut, nie powiedział mi o tym a uważam, że powinien.
Mam się sądzić z kooorwą mojego męża?
To chyba jakieś jaja są.
to są jakieś jaja - nie zwracaj uwagi na nią - nic dobrego z tego nie będzie.
Bet, bardzo współczuję Ci z powodu sytuacji w jakiej się znalazłaś. Zachowanie męża jest karygodne i nie ma co tego komentować. Myślę, że rozwód z orzeczeniem Jego winy jest tylko formalnością, a co za tym idzie i alimenty na Ciebie, nie tylko na dzieci. Nie miałabym żadnych skrupułów aby walczyć o zycie dla siebie i dzieci na dotychczasowym poziomie. Wiadomo jednak, że takie sprawy mogą ciągnąc się w nieskończonośc, ale od tego jest zabezpieczenie roszczeń alimentacyjnych. Nie o tym jednak chciałam napisać, bo od tych spraw są prawnicy. Pogorszenie się standartu życia może nastapić nie tylko z powodu rozwodu rodziców. Upadają firmy, ludzie bankrutują, zostają z kredytami. Ciężko się odnaleźć w takiej sytuacji. Szczególnie dzieciom trudno jest się z tym uporać. Rozumiem, że na podstawowe wydatki musisz mieć, ale w obecnej sytuacji piszesz, że nie będziesz miała na wczasy, na narty dla całej rodziny. No to nie pojedziecie. Też kiedyś żyłam na dużo wyższym poziomie, niestety przychodzi taki czas, że trzeba zweryfikować dotychczasowe życie. Mój eks mąż stracił pracę i od pół roku w ogóle nie mam alimentów. Synowie, siedemnastolatkowie nie mają od tego czasu kieszonkowego, które i tak było skromne. Ubrania kupują sobie za swoje pieniądze, które mają ze stypendiów, lub ktore dostaną przy okazji jakiegos Ich świeta. Pracowali w tamte wakacje i w te również idą do pracy by zarobic na prawo jazdy. Dzieci nie muszą mieć wszystkiego, bo tak naprawdę najbardziej potrzebują dużo miłości.
Może ja nie umiem dać im miłości...
Są jakieś takie roszczeniowe. Zawsze takie były. Tylko teraz mam ich czworo i to tylko na swojej głowie.
Problemy sa ze starszymi, oni przywykli, że świat kręcił się wokół nich.
Wychowałam się w domu, w którym się oszczędzało. Mama wychowywała nas sama. Pracowała na 3 etaty.
Jednak od 16 roku życia ja dorabiałam. Najpierw lencjami angielskiego, potem pracą w wakacje.
Moi rówieśnicy wyjeżdżali na wczasy a ja od 18 roku życia całe wakacje pracowałam fizycznie za granicą.
Tak było, aż do urodzenia dziecka.
Wiedziałam, że musze liczyc na siebie.
Syn najstarszy chce pracowac, ale u mnie w firmie, której na razie nie zakładam.
Dlatego też jest na mnie zły. Właściwie to ma możliwości robienia zleceń, ale on by chciał tak wszystko ładnie i czyściutko. Na to byc może będzie musiał chwilę poczekać.
Rozumiem go, przychodzi taki wiek, że potrzeby sa coraz wieksze, chce sie miec włąsne pieniądze.
Syn chce zrobic trenera w przyszłym roku. Potrzebuje na to ponad 20 tyś zl. Oczywiście zakłada, ze tych pieniędzy nie zdobędzie.
Powiedziłam, że postaram się mu za to zapłacić. Tylko on nie jest sam. Fakt będzie miał 18 lat.
Narty sa moja pasją. Kocham ten sport. Zwyczajnie kocham.
Syn miał 4 lata jak zaczął jeździć na nartach. Przez miesiac siedziałm z nim w Zakopanem i codziennie jeździł.
Trochę go męczyłam. Jak miał 5 lat śmigał z Kasprowego tak, że ludzie się za nim ogładali. Stawali i podziwiali.
W wieku 9 lat miał na terningu wypadek. Skomplikowane złamanie, operacje , 12 tygodni gips na całej nodze.
Potem kule, probłemy z kregosłuoem , rehabilitacja.
Z nartami zaczynał od nowa. Demonstartor na 12 lat, czy 11 - nie pamietam.
Startowałw zawodach. W zeszła zimę prawie wcale - trzeba miec przygotowany sprzęt, dużo jeździć, to nieźle kosztuje.
Mam nadzieję, że dam radę opłacic mu kurs na pomocnika w przyszłym roku.
Młodszy to samo, jeździ bardzo dobrze. Obydwaj sa jednymi z najlepszych w mieście.
Jestem w ich jazdę zapatrzona, zachwycona. Zazdroszczę im tego.
Mała nie będzie mogła trenowac narciarstwa, przez swoją chorobe. Rekreacyjnie jednak moze jeździć.
Jesli najmłodszy będzie zdrowy, w co wierzę, dołożę wszelkich starań, żeby jeździł sportowo.
Sama tez jeszcze troche chiałabym pojeździć. Wyjazd na narty jest dla mnie ważniejszy niż letni odpoczynek.
Zresztą mysmy latem też tak dużo nie wyjeżdżali za granice. Co najwyżej jakis tani apartament w Chorwacji lub we Włoszech. Przed sezonem lub po, z własnym wyżywieniem spakowanym z Polski.
Jednak narty i tenis dla chopców musiał być. Czesto całe wakacje, spędzałam w kempingo w górach i ewentualnie obóz tenisowy dzieci.
Jeszcze gdyby mąż miał faktycznie problemy ze zleceniami, ale firma rozkiwta. On oewał prace, lae i tak ma dobre zlecenia.
Nigdy nie byłam w SPA, nie jeżdzilismy po hotelach.
On teraz z ta dziewucha to nadrabia. Nigdy nie wyjechalismy na majówke za granicę. On biedak był tylko w słoweni i na Węgrzech.
To mnie denerwuje. Nie chodzi o nią i o to co robią. Te sprawy przeżywałam w zeszłym roku.
Chodzi o kłamstwa. Myśmy kiedyś bardzo dbali o dzieci, razem czasem do prawie rana siedzieliśmy i o nich rozmawialiśmy. Byliśmy z nich dumni.
Teraz czuję jakby ta cała nasza praca, ten trud szedł na marne. Bardzo mi tego szkoda. Szkoda tych wspaniałych dzieci.
Czasem jest może gniew, czasem żal, uczucie bezsilności. Patrze na męża i niedowierzam. Był wariat, ale wydawało mi się, że rodzina, dzieci były tak samo esencją jego życia.
Jest z inna, ok. Nawet juz tak nie boli, chyba się przyzwyczaiłam, lae on przekreslił dzieci. Dla kogo, dla jakiejś srajdy. Sam mi tu płakał, ze dzieci to jego krew, jego ciało.
Jak dowiedział się o chorobie córeczki, tak bardzo płakał. Miałam go za wrażliwego.
Potrafie zrozumiec, że tamta mu sie podoba, że poszło wszystko za daleko, wymkneło się spod kontroli.
Nie potrafie wybaczyc tego co robi dzieciom.
Zawiodłam się na nim. Zawódł chyba tez dzieci.
Znowu sie tu wyżaliłam. Bardzo pragne z tego wyjść. Przeprowadzić ich przez ten trudny czas.
To nie jest łatwe, nie wiem czy potrafię.
Dla mnie to cholerny sprawdzian.
Jeden dzien lepszy, drugi gorszy.
Syn, przed chwilą nawet mnie przeprosił.
Mąż wiecej pieniędzy nie bedzie zostawiał. Dziasiaj go zagadałam jak wychodził z pracy. Własćiwie uciekł.
Zdziwiony, "to co 1000 zl nie starcza wam na jedzenie?"
Przecież życie to nie samo żarcie!!!
Dzieciaczki juz śpią. Ja też już padam.
Nie jest łatwe to życie, być może dlatego bywa piękne.
Taaaaaa - La vita bella ... ja ostatnio zweryfikowałem swoje podejście do życia. Ważne jest zdrowie. Zacząłem biegać. Resztę bet przeżyjesz. Kasa jest ważna - spełnia marzenia ale nawet Stev-owi Jobs-owi nie pomogła. Dbaj o zdrowie bet. Nie denerwuj się masz dla kogo żyć. Moja ciocia dostała zawał serca w wieku trzydziestu paru lat i nie przeżyła. Stresował ją mąż i życie z nim. Trzymaj się tam ...
Bet , ja dostaję od męża ok 1000 zł miesięcznie, też mam 4 dzieci, mały własny domek
a sama zarabiam tak ok 1.700 plus 460 rodzinnego i musi wystarczyć.Latem mogę dorobić najwyżej kilka tysięcy.
Nigdy nie byłam na wczasach , nart na oczy nie widziałam.
Ciężko pracuję całe życie. Pożyczam, oddaję .... ale uwierz mi, że jestem radosną i pogodną osobą.
Tak jak ja żyje całe mnóstwo ludzi.
Moje dzieci nigdy nie domagały się markowych ciuchów czy kieszonkowego.
W wakacje będą pracować , studiujący syn ma stypendium socjalne.
16-latek sam zarobił sobie na lekcje gitary i karate.
Korepetycji już nie jestem w stanie opłacać tutaj pomaga mi siostra.
U niej też zimą mieszkała 2 dzieci.
Mieszkamy na wsi, wszędzie trzeba dojechać. Dobrze, że mam samochód (20-letni)
Męża nie zmienię, on chce tylko pić.
Od dawna nie interesuje się dziećmi i ich potrzebami.
To ja jestem matką i ojcem w jednym, i muszę sprawiedliwie podzielić to co mam do dyspozycji.
I dzieci to szanują i nie żądają więcej niż mogę dać.
Mam szczęście, że żadne poważnie nie chorowało.
Dla mnie najważniejszy jest dzień dzisiejszy, co będzie jutro......nie wiem, nikt nie wie.
Nie wiem gdzie mieszka. Zmienił miejsce zamieszkania. Wynajeli pewnie cos lepszego i możliwe też, że po to, abym go nie znalazła.
Chciałam mu kiedys zawieźć chłopców, jak nie zostawił mi pieniędzy.
Maluchów mu nie oddam. Co jakby tego małego np.upuścił, przecież on chciał żebym tego dziecka nie urodziła!
Zastac go magę codziennie pietro niżej, przyjeżdża do pracy ( mieszkam nad firmą), ale wtedy on zamyka się w pokoju.
Wycodzi przed pracownikami, żebym nie mogła zastać go samego. Próbuje mi zarzucić, że nachodzę go w pracy i przeze mnie nie może pracować, awantiruje się i robię burdy.
Bardzo to wygodne z jego strony. Tak więc właściwie nie mam z nim możliwości kontaktu.
On zwyczajnie wychodzi, wsiada do samochodu i sru...
Jego ojciec jest wytresowany, mnie próbował tresować, robi to zreszta nadal, tresuje dzieci.
Mnie ten człowiek brzydzi, właściwie nie jest dla mnie człowiekiem.
Nie chcę byc taką szmatą jak on. Jedyne co posiada to chwilowo więcej ode mnie pieniędzy.
Z synem troche wreszcie pogadalismy. Nie winie tego dziecka za takie zachowanie.
Ma do mnie żal, że przeze mnie tata źle go traktuje, bo stanał w mojej obronie.
Jak było to pobicie w ciązy to syn wezwał policję.
Myślę, że zrozumiał, że dobrze zrobił. Zachował się dorośle, odpowiedzialnie.
Czy czuł by się lepiej jakby był świadkiem skatowania matki i nie zareagował. To jest męża wina, bo do takiej sytuacji niegdy nie powinno dojść.
Niestety, dzieci boli bezkarność męża, mnie również.
Bunt z ich strony pewnie jeszcze będzie się pojawiał. Mąż ewidentnie faworyzuje tego 13 latka. To potęguje we mnie jeszcze złość.
Nie mógłby tak zwyczajnie odejśc do tej swojej kici i nie mieszać mi w domu.
Ten palant, smie twierdzić, że kocha dzieci. Miszając w domu. To jest drań. Mściwy, fałszywy gad.
Jest mi dzisiaj lepiej. Casem mam załamki, ale się prostuję.
Wariactwo wokól mnie mnie przeraża. Moja mama, której celem jest zmuszenie mnie do tkwienia w małżeństwie, zepsucie, nieufność.
Ja z tym facetem już nie będę. Obojętne kiedy będzie rozwód, bo dla mnie to tylko papier, formalność.
Małżeńtwa już nie ma i nie będzie. To wiem.
Z dziećmi jest czasem bardzo ciężko. Nie jest to sielanka. Chłopcy mają za soba kilkanaście lat chyba fajnego dzieciństwa, trudno jest im sie pgodzić, że teraz jest innaczej. Oni nie chca skromniej, oni nie chcą z niczego rezygnować.
Mąż, jak wywalczę to zostawi mi ok 1000 zl na tydzień. Z tego opłacam prywatny tenis syna ( prawie 100 zl, wcześniej bylo 8 godzin tygodniowo, teraz sa 4), terapie córci 250 zl - co 2 tygodnie, benzyna ok 100 zl tygodniowo,
Zajecia plastyczne syna - chociaż ostatnio nie chce na nie chodzić.
Lekcje prywatne z matmy i teraz też z fizyki dla syna, czasem dla obydwu tj, 100 zl tygodniowo.
Kieszonkowe do szkoły po 50 zl na tydzień, czyli 100zl.
Mieszanka dla małego, bo straciłam pokarm jak mnie poturbował w marcu (ok. 4 tygodniowo, ponad 50zl)
Deserki, zupki, soczki, pampersy, chusteczki dla malego - razem jakies 70 zl tygodniowo.
Do tego oplacam wyjscia chlopcow do kina czy teatru ze szkoly czy z kumplami. Nawt tego nie licze, może poo 30 zl tygodniowo.
Pianka do golenia, kosmetyki dla najstarszego syna - to jest majątek!!! Zuzywa tego masakryczne ilości.
Oplacam silownię syna - 99 zl miesięcznie. Szkolenia syna- rózne kwoty, ale srednio 150 zl miesięcznie.
Te pieniadze mją mi jeszcze starczać na wyżywienie dla całej rodziny!!! ubrania, zabawki, fryzjera, lekarza, środki czystości, przybory szkolne, co miesiąc badania malej, szczepinki itp...
Co tydzień muszę więc dopłacać po ok 700 zł tylko do życia. Ja też chce się ubrać, potrzebuje gdzieś wyjść, pójśc do lekarza, fryzjera - skąd na to mam brać. A jednak daję radę.
W ciąży dorabiałam, na macierzyńskim również. Teraz pójdę chyba na bezrobotne, bo wygasła mi umowa o prace i będę pewnie dorabiać, aż założę swoją działaność ( chciałabym skorzystać z jakiejś dotacji).
Oczywiście moge zmienić plany, ale mąż zarzuca mi, że jestem leniwa krowa i żebym się wzięła do roboty.
Ten chłop ogłupiał, przy dzieciach mam kierat nie pracę, i jeszcze cały czas robię zlecenia.
Od urodzenia oprócz pampersów mały nie dostał od niego nic!!! Nie dał również na niego ani złowtówki więcej.
Wszystko kupiłam sama!!!
Nie wiem dlaczego, ale zawsze trzymałam rzeczy po dzieciach. Mam jeszcze rzeczy po najstarszym synu!!! ( 17 lat).
Mam krzesełko do karmienia, łożeczko, piekny wózek ( kupila córci moja mama za prawie 5 tys zl), pościel po najstarszym ( 17 lat). Dbałam o rzyczy i sprzęty, szanowałam. Robiłam to pdświadomie.
Te 1000 zl, które teraz mąż zostawia, to też nie są regolarne. Jka się o nie nie wykłocę, to nie zostawi, albo 50 zl na tydzień lub dłużej.
To jest absurd!!! Jakaś paranoja.
Skąd mam wiedzieć ile mąż na siebie wydaje, jak nie wiem gdzie mieszka. Czasem coś chlapnie teść, czasem ktoś mi coś doniesie, czasem on z czymś wpadnie.
Wielu pewnie ta sytuacja nie jest obca.
Dochody wykazywane mąż ma ok 10 tys zl. To jest możliwe, zawsze były bardzo zaniżone. Wiec wnioskuje, że faktycznie ma ok 25 tys miesiecznie.
Jeśli dostałabym polowe jego wykazywanych dochodow tj 5 tyś, z tego magą odjąc kredyt za dom ok 1800 na mc,
zostaja 3tys. Za to musiałabym oplacic jeszcze media, telefony i inne.
Musiałabym zarabiać min 10 tyś. Na razie nie mam takich możliwości. Zwyczajnie nie mam tyle zleceń, nie mam niańki doo dzieci i od razu nie rozkręcę tak firmy.
W ogóle jeslibym dostała samochód którym jeżdżę i dom, w który trzeba włozyć min 100 tyś aby zamieszkać ( nie ma rur, ogrzewania , tynków, kontaktów...)
Owszem, moge liczyć na to, że udowodnię jakoś przed sądem, że wcześniej wydawaliśmy więćej, że mąż ma więćej pieniędzy. Może sie to jednak nie udać.
Muszę byc realistką!!!
Dlatego Pati nie jest to takie proste.
Wlaściwie to najlepiej jakbym zarabiała 20 tys miesięcznie , wówczas może zapewniłabym dzieciom taki poziom zycia na jaki miłay kiedyś. Ni eżeby sie jeszcze coś dorobic, to powinnam zarabiac ze 25 tys./mc.
Dom ( ten ewentualny ) jest w sumie za mały, mieliśmy tam dobudowac pietro, bo ma tylko 2 sypialnie.
Dobrze by było gdybym tam prowadziła firmę.
To wszystko jest cholernie trudne i nie zrealizuje tego w miesiąc. Nie będę stawiac sobie nierealnych planów.
Wole też nawet nie myslec o chorobie córeczki, bo wtedy rzuce wszystko i będę walczyc o jej życie.Pati ja mam w domu przedsiębiorstwo, na obiad schodzi po 8, 10 kotletów, 3 lub 4 litry mleka dziennie.
Wiesz ile kosztują wczasy dla takiej rodziny, narty...
Mała już powinna zacząć chodzic do przedszkola, najlepiej prywatnego ( ze względu na zdrowie), zaczać jeżdzić na nartach.A... rozpisałam się, sorry.
Nie wiem, może ktoś będzie miał jakiś pomysł, bo mnie się wydaje, że kierunek który obrałam jest właściwy.
Rozumiem kochana ,tylko czy sedzia znajac cale Twoje wydatki i wiadomo czworo dzieci zajmuja czas.Myslisz ze niebedzie przychylny ,a i maz bedzie musial wykazac dochod.Na twoim miejscu balabym sie jesli cos sie stanie czy wezmie kredyt jako malzenstwo macie wspolnote.Oj sytuacjie masz bardzo zla ,jezus tak sobie mysle czy ona zdaje sobie sprawe ze oni tam zyja jak paczki w masle ,a ty bijesz sie z kazdym dniem.Zycze duzo wytrwalosci wierze ze uda Ci sie
Pati, brak rozdzielnosci ma tez swoje plusy, bez mojej zgody kredytu nie dostanie, a pracowac musi zeby nie stracic firmy i kochanki - wiadomo...
Poplakalam sie przed chwila. Rozmawialm z bliska osoba. Dał mi duże wsparcie. To bardzo madry czlowiek, dla mnie autorytet, z bliskiej rodziny. Wzruszyłam się...
Miło mi było usłyszeć, że zawsze byłam pogodna i miałam klasę i na pewno się nie zmienię, bo ludzie się tak nie zmieniają.
Uslyszeć takie slowa to jest zobowiazujace. Chyba czasem zapominam kim jestem.
Własnie żyje w takim bagnie, że czasem boję się że w nim utonę.
Nigdy też nie wywlekałam moich prywatnych spraw na zewnątrz. Nikomu się nie zwierzałam, absolutnie nikomu.
Trochę się wstydzę, piszę tu tak otwarcie, o takich krępujacych rzeczach. Może to nie wypada. Może jednak nie powinnam.
No uzewnętrzniam się tu ze szczególami. Wybaczcie mi. To mi chyba jednak pomaga, tak mi się wydaję.
Uczucie wstydu - pojawia się.
Alonka, ja jestem dla Ciebie pełna podziwu. Przede wszystkim , że masz takie dzieci. To jest Twój sukces.
Ja wiem, ze dla kogos moje wydatki mogą się wydać astronomiczne.
Też potrafię żyć skromnie. Tylko się na to nie godzę.
Gdyby mój mąż zachorował, gdyby była zapaść na rynku, to ja to wszystko rozumiem. Tylko ta sytuacja jest spowodowana czymś innym. To wywołuje u mnie sprzeciw. Myślę, że w dzieciach też.
Tu nie chodzi o same pieniądze, tylko o wartość. Dzieci przestały nią być. Ja się z tym nie godzę.
Jestem zawiedziona, rozczarowana i zła na siebie, bo to ja się z nim związałam i mu zaufałam.
Ludzie żyjący w kontakcie z naturą lepiej rozumieją życie. Ono jest jak zmieniająca się wokół nas przyroda.
Nie ma też chyba takiej pogoni za dobrami.
Wyjeżdżam na wieś co roku i tam uczę się dystansu, tam ładuję się na dalsze życie. Tam odnajduję co jest w życiu ważne. Tam spotykam prawdziwych ludzi. Prostuje się.
Alonka, życie w mieście jest okropne, to jest pogoń. Ludzie pędzą przez życie jak opętani, z każdej strony reklama, komercja. Ma też pewną magię, od czas do czasu szybkie tempo jest nakręcające.
Nie mieszkam w bardzo dużym mieście, ale ten cały blichtr też mi smakuje.
Dochodze do siebie na wsi.
Znowu zasypiam...
Uciekam spać
I tu się mylisz Bet,
kredyt bez zgody współmałżonka można wziąć do wysokości (wraz z ubezpieczeniem) 24 999, kredyty mniej więcej do 6 000, dawane są na prawo i lewo - weryfikuje to komputer. Więc uważaj
A czy mozna jakoś sprawdzić czy sie zadłużył?
Miał w komórce taki jeden nieznany mi wcześniej bank. Jakbym zadzwoniła pod ten numer, czy udzielą mi informacji?
Zamieniłam się niedawno z synem komórką i pojawiła mu się cała lista kontaktów męża.
Pensjonat w Zakopanem, pizzeria nad morzem i numer tel do banku.
wszelkie informacje bez telefon są niedozwolone. Musisz pojechać osobiście z DO. Wtedy jest szansa
A osobiście cokolwiek powiedzą?
Chyba, że najpierw wypytam się o warunki wzięcia pożyczki i jak to wyglada, czy moge bez męża itd...
Zagubiona, jak sobie radzisz?
Jesteś pewna, że Twój mąż nie zmieni decyzji?
Może jednak ten etap wolności mu minie. Innaczej jest jak jest kochanka, to wiadomo jest po wszystkim, ale w Waszej sytuacji może jednak on się ocknie.
Ja niektórych mężczyzn nie zrozumiem. Mieć w życiu szczęście, żonę, dzieci i ot tak nagle życie go przerosło.
Może dobrze, że dzieci sa takie małe, bo niewiele wiedzą co sie dzieje.
Tylko z drugiej strony powinny mieć spokojne dzieciństwo i miłość ojcowską.
A osobiście cokolwiek powiedzą?
Chyba, że najpierw wypytam się o warunki wzięcia pożyczki i jak to wyglada, czy moge bez męża itd...
nie powiedzą, nawet wysokości raty nie chcieli mi podać jak chciałam pieniądze za męża wpłacić.
Tyle tylko, że nie maja prawa domagać się spłaty od współmałżonka.
Jest trochę informacji o tym w necie.
Bet,
ja radzę sobie dobrze. Otaczają mnie przyjaciele, chodzę do psychologa. Od tego gadania wszystkie emocje mi opadają.
Przestałam się gniewać na męża, walczyć z nim. Zaczęłam żyć "normalnie". Przestałam zwracać na niego uwagę. W sprawie dzieci nawet nie dzwoniłam - bo nie był zainteresowany. Nie dzwonił, nie przyjeżdżał, na dzieci nie dawał. Każde moje słowo uważał za atak.
Efekty jakie mi to dało, od tygodnia dzwoni codziennie, aby zapytać się co słychać - u mnie i u dzieciaków. Nawet stwierdził, że martwi się o nas. Przyjechał z dużą ilością zakupów, aby małym niczego nie zabrakło. Zaczął z niego wychodzić człowiek. Jak widzisz u mnie podziałało, zasada nie to nie, ja też mam Cię gdzieś.
Ja jako matka (tak samo jak Ty), chcę jak najlepiej dla dzieci. Nie oznacza to, że kiedykolwiek z nim będę chciała być. Ale on jest ojcem i sam musiał do tego dojrzeć. na siłę nikogo nie da się do tego zmusić.
A jak u Ciebie? Lepsze samopoczucie? Aby spuścić z siebie trochę emocji - zacznij gadać nawet sama do siebie, po kilku razach zobaczysz, że to jest jak katharsis. Pomaga:)
Nie przejmuj się gadaniem matki, teścia itp. Ludzie zawsze będą gadać. Najważniejsze, to co Ty czujesz i myślisz. Każdy tak naprawdę dba tylko o swój ogródek - Ty sama wiesz, co jest dla Ciebie najlepsze.
Zagubiona, ja też gadam, gadam i gadam - tu na forum.
U mnie cała ta sytuacja trwa juz dosyc długo, więc otoczenia nie moge zamęczać. Każdy ma swoje życie.
I tak chyba czasem się to nie udaje.
Raz jestem wściekła, raz spokojniejsza.
Wyrzucam z siebie rozżalenie, gniew.
Może dzięki temu jakos sobie daję radę. Podobno bardzo dobrze wyglądam, lepiej niż kiedykolwiek:)
Nie trzymam emocji w sobie, nie ukrywam, ale staram się słuchać innych. Uczę się też już jak najmniej opowiadać o swoich problemach znajomym, otoczeniu.
Twoja sytuacja jest inna. Mój ma nowe życie, w którym w tej chwili nie ma miejsca na dzieci.
Jest całkowicie pochłonięty układaniem sobie życia z tą dziewczyną.
Kiedys tez nie upominałam sie o pieniądze na dzieci. Efekt był taki, że on tego nie zauważył.
No, zwyczajnie, nie pamiętał, ze nie zostawia w ogóle pieniedzy.
Nie mogę sobie jednak na taki luksus pozwolić. Mam za duże wydatki.
O Dniu Dziecka tez zapomniał.
To bardzo dobrze, że Twój mąz zatęsknił za dziećmi.
My możemy sobie jakos poradzić, one traca pełny dom i finanasowo.
Rozmawiałam na ten temat z mężem wczoraj, bardzo go prosiłam żeby wreszcie przestał sie na mnie mścić poprzez dzieci, że faktycznie to przecież są pieniądze na dzieci a nie na mnie. A on traktuje jakby je zostawiał mnie.
Wysłałam mu wczesniej maila z wydatkami, żeby wiedział na co te pieniądze idą.
Ja musze to zapisywac, bo nie pamiętam. Jest tego tak dużo.
Prawdopodobnie niewiele to zmieni, on nie może zostawiac więcej.
To bardzo smutne, jak ta piekna miłość ( do kochanki) rozwala rodzinę. Dla mnie to może i lepiej , ale dla dzieci chyba nie bardzo.
Nie musi mi opowiadac tych bajek. Przeciez siedze w tej samej branzy, wiem jak funkcjonowała i funkcjonuje firma.
Jestem pewna na 100%, że gdyby nie ta dziewczyna byłoby ok.
Bet...
Ty wciąż tylko o tych pieniądzach - że narty...kieszonkowe....zagraniczne wyjazdy...drogie perfumy dla syna...
Jakos nie umiem znaleźć dla Ciebie zrozumienia, sorry.
Każda historia jest inna. Każdy związek jest inny. Każda osoba jest inna.
Nie można powiedzieć, że ktoś jest w lepszej bądź gorszej sytuacji.
Tak naprawdę nie wiesz, jakby było gdy nie pojawiła się ta dziewczyna. Czy mąż by płacił. Pamiętaj, że znalazł sobie inną, to musiał mieć ku temu jakiś powód. Może nie umiał sobie poradzić z podupadającą firmą, kłóciliście się, kolejna ciąża itp. Ja uważam, że ta dziewczyna nie jest niczemu winna - jest młoda, nie zna życia, została omamiona przez doświadczonego faceta. On ponosi odpowiedzialność za to, że odszedł. Oczywiście Ty i on za rozpad związku jesteście po połowie winni.
Nie zmienia to faktu, że musisz żyć dalej. A pieniądze nie są najważniejsze. Co dałyby Ci one, gdybyś zdrowia nie maiła. Oczywiście szczęściu dopomagają. Ale dzieci bez kolejnych kursów dadzą sobie radę, a bez miłości będzie im po prostu źle.
Powinnaś iść do psychologa. Są specjalne ośrodki, które pomagają w takich sytuacjach. Można z nimi kontaktować się bezpośrednio, mailowo, telefonicznie.
Uświadom sobie czego Ty na prawdę chcesz - aby wrócił? aby tylko płacił? czy może nie chcesz mieć z nim nic wspólnego? Z tego co piszesz, to jesteś wstanie się utrzymać nie na najgorszym poziomie. Nie obraź się, ale myślę, że tak naprawdę chcesz, aby wrócił. Jeżeli się nie mylę. to poszukaj faktycznych powodów Waszego rozstania. Zmień je. Poczytaj sobie o "prawie przyciągania". Czy chcesz z nim być czy też nie - to ono Ci pomoże, jak uświadomisz sobie pewne fakty.
Emocje są i będą - raz milsze, raz gorsze. Od psychologa ostatnio usłyszałam, że rozstanie się po wieloletnim związku jest jak żałoba. Pamiętaj, że w największym nieszczęściu jest połowa szczęścia.
Nie zgadzam się z Tobą że nie powinno się z ludźmi na ten temat rozmawiać, bo mają swoje problemy. Sądzę, że właśnie od tego są przyjaciele, aby byli z nami w tych trudnych chwilach. Ja całe życie staram się pomagam swoim najbliższym. Jak potrzeba mogą o każdej porze dnia i nocy do mnie przyjść, zadzwonić. Ludzi od zabawy jest wielu. Przyjaciół poznajemy dopiero w biedzie. Moi przyjaciele są bombardowani przeze mnie telefonami kilka razy dziennie. Mówię im o swoim stanie emocjonalnym - jak się cieszę i jak się smucę, jak się wkurzam, gdy jestem dumna. Głupio to brzmi, ale oni od tego są - oczywiście ze wzajemnością.
Koma, ja się boję...
Te drogie wyjazdy, to dla jednych drogie dla innych tanie. Narty kocham, nie będę sie z tego tłumaczyć.
Kto jest fanem tego sporu wie o czym piszę. Żadne letnie wyjazdy tego nie zastąpią.
Nie najeździłam sie w życiu. Wolałam wysłać na narty dzieci. Tak jeżdżą bajecznie. Jestem w ich jeździe zakochana.
Mogłąbym patrzeć godzinami. Włożyłam w to sporo pracy.
Spędziłam mnóstwo czasu pomagając w lekcjach, odprowadzjąc na zajęcia.
Teraz wali mi sie dom. Mam takie wrażenie jakby zaczęte dzieło teraz było niszczone.
Przez kilkanaście lat, ja byłam z tyłu. Liczył się mąż, dzieci.
Owszem chciałam skończyć studia. Wstawałam o 4 rano, żeby jechac do innego miasta na uczelnię.
Kilka godzin na dojazd, potem zajęcia, potem powrót i zajmowanie sie dzieckiem.
Mój mąż dzieckiem wtedy jednym się nie zajmował.
Sama musiałm zorganizować pomoc. Dawałam lekcje angielskiego, miałam wysoką rentę po ojcu, potem dokładał mąż, wycinałam tarcze, składałam dzienniki - takie drobiazgi, żeby dorobić.
Usłyszałam na początku małżeństwa, że ktoś musi ze studiów zrezygnować. Mąż studiował na miejscu.
Jak byłam na macierzyńskim zmienili mi prgram, w sumie doszło ponad 20 różnic.
Zabrakło mi jednego semstru.
Potem było drugie dziecko. Miał brak ciał odpornościowych. Z pierwszym też od urodzenia miałam problemy, urodził się z dystrofią wewnątzmaciczną. Bardzo się starałam być dobrą mamą.
Drugi non stop był chory, miał być na kropłowkach z immunoglobulinami. Udało się, że dostał tylko raz.
Wszystko rzuciłam, zajmowałam sie nim. Wyjeżdżałam ile się dało.
Zawsze wychodziłam z założenia, że sport hartuje.
Przeniosłam się na uczelnię, która była bliżej i gdzie miałam mniej różnic programowych.
Jak pisałam pracę to wyrzucił mi materiały przez okno, z trzeciego piętra, bo był bałagan.
Przeszkadzał ile sie dało. Namawiał, żebym zrezygnowała, bo po co mi studia, kiedy jestem żoną szefa.
Potem chodziłam jeszcze do szkoły językowej, kiedy urodziła sie córeczka nie dałam rady. Zrezygnowałam.
Nie ważne, to już było. Jestem bardzo zmęczona. czuję się wyczerpana.
Tak dzień w dzień.
Kierat, nie życie. Dajcie mi chociaż pomażyć, że jeszcze kiedyś odpocznę, że zarobię sobie na te narty.
Juz nawet nie marzę o tym, że będę szczęsliwa, bo nie wiem co to miałoby oznaczać.
Ja powoli nie widzę sensu życia, nie widzę wyjścia z tego.
Tak sobie czasem myślę, że gdybym umarła, to byłoby lepiej.
Źle trafiłam, czuję się jak w pułapce.
Jestem tak zmęczona, że nie chce mi się żyć. Myślę czasami, że może fajnie byłoby nie istnieć.
Mam jednak wrażenie, że to co sie dzieje jest dla mnie lekcją i sprawdzianem.
Mały jest chory, od kilku dni paskudnie dokazuje. Tak dzień w dzień.
Czuję się przegrana, zniszczona.
To właśnie mąż chciał osiągnąć. Zniszczyć mnie. Może dopiął swego...
Usmiech tego małego daje mi resztki siły. Dzieci czasem przytłaczaja, ale mam takie cholerne poczucie obowiązku, że nie moge ich zawieść.
Nigdy nie sądziłam, że dojdę do takiego stanu. Czuję beznadzieję. Czuję się beznadziejna.
Poniosłam porażkę na każdym polu.
Mam problemy z dziećmi, to czemu sie poświęcałam przez kilkanaście lat obraca się w pył.
Wiem, że nie moge się poddać, nie mogę mieć takich mysli. Nie wolno mi.
Będę jeszcze walczyć, może jutro będzie lepszy dzień. Może to zmęczenie i podły nastrój miną.
Koma, bardzo chciałabym, aby te wszystkie przyziemne sprawy nie istniały, albo raczej, zebym się o nie musiała martwić, albo umiała nie martwić
W zeszlym roku byłam na wakacjąch tam u nas w górach. Cieszyłam się. Lubie tam jeździć. Prowadzę tam normalne życie. Ciesze się, ze jestem na wsi. Nie mam luksusów. Czasem nawet nie miałam wody.
Na nartach byłam jeszcze z mężem , razem jakieś 6 godzin.
Perfumy były moje, jak dla mnie drogie. Teraz nie mam żadnych, bo syn mi zabrał - chyba...
Nie umiem pogodzic się z niesprawiedliwością. Uważam, że to nie fair, że nie mam dla dzieci, że żyjemy dużo skromniej i to nie z powodu choroby, śmierci, czy naglej zapaści na rynku.
To nie fair, że nasze prawo nie chroni dzieci.
Zagubiona, nie ma opcji żeby on wrócił. Rozumiem, że nie czytałaś wszystkiego. Duzo piszę...
Pisałam też wcześniej jak doszło do rozstania.
Gdybym miała wybór, nie chciałabym miec z nim nic wspólnego.
Najchętniej wyjechałabym gdzies bardzo daleko. Jak najdalej od niego i jego rodziny.
Niestety jak na razie jestem taka d..., że nie umiem sama utrzymać rodziny. Pracowałam na jego firmę.
Zostałam więc bez męża i bez pracy, z buntującymi się nastolatkami, bardzo poważnie chorą córeczką i niespełna półrocznym maleńswem.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mieszkam nad firmą teścia i męża. Mamy jedno wejście.
Jestem jak bezdomna na łasce z przychówkiem.
O innych swoich zmartwieniach już lepiej nie będę pisać.
Ta największa żałoba chyba juz minęła. Mąż dla mnie umarł kiedy byłam w ciąży
Masz prawo jak najbardziej być zmęczona. Zniechęcona do życia.
Ale nie ma tego złego co by na dobre wyszło.
Postaraj się spojrzeć na tą sprawę z innej strony. Znajdź pozytywy.
Poda, Ci na swoim przykładzie - przechodzę swego rodzaju renesans, otworzyłam się na ludzi, zobaczyłam ilu życzliwych ludzi jest dookoła mnie. Jest mi teraz ciężko (ale za 2,3 lata to ja będę wygraną, bo dzieci są ze mną, one nie tracą ze mną więzi), częściej się śmieje. Przestałam się wreszcie złościć na swojego męża (bo go nie ma) - kolejny problem z głowy, kasy mam mniej (muszę liczyć każdy grosz), ale mam co zjeść, gdzie pójść spać.
też jestem bezdomna (sprzedaliśmy wspólne mieszkanie, aby postawić dom. Mieszkam teraz ze swoim tatą i dziećmi - ale z dziećmi.
Oczywiście można powiedzieć, że mam lepszą sytuacje, bo mąż zaczął się interesować dziećmi. Zaczął mnie słuchać, a ja jego - wreszcie - nie mieliśmy tej umiejętności od lat.
Poczytaj sobie o prawie przyciagania - poważnie.
Ostatnio czytałam o 2 terapiach:
1. Trzeba na kartce napisać jak więcej rzeczy, za które się lubisz, za co mogą Cie innikochać
2. Wizualizacja osoby, osób, które są autorytetem dla Ciebie, następnie podczas ciężkiej rozmowy myśleć, że one są z Tobą. Tak samo jak Ci smutno, smutno. To dodaje sił do działania, daje wyzwala odwagę.
Zagubiona, te terapie wydaja sie być ciekawe. Nie jestem jednak pewna, czy w tej chwili widze w sobie pozytywy za które ktoś miałby mnie kochać.
Ale może cos znajdę. Będę szukać.
Momentami wydaje mi się, że jestem tak do kitu, zawalam tyle spraw - ach, trudno.
Za chwile znowu patrzę na siebie łaskawiej. I tak w kółko.
Jak jestem zła na męża, jak się złoszcze to więcej działam i nie ma tego wewnętrznego smutku, bólu.
Z kolei wówczas się z tym źle czuję.
Jak staram się być łagodna, wyrozumiała to znowu ogarnia mnie jakaś melancholia, tęsknota.
Więc już sama nie wiem, co jest dla mnie lepsze.
Psycholożka powiedziała mi, że moja mama próbuje nakierowac złość na mnie, że złoszczę się sama na siebie.
Podobno etap złosci, gniewu jest naturalny.
Ze mną jest różnie. Jestem zdania, że zło i dobro do nas powraca. Albo raczej, ze jeśli się na kogoś złoszczę wyrządzam sobie krzywdę, że jeśli jestem na kogoś wściekła to są to złe uczucia, powinnam się tego wstydzić, że jestem zła.
Nie da sie jednak oszukac samego siebie, nie moge udawac, że jestem taka wspaniałomyslna, dobra, że umiem tak wszystko zapomnieć, wybaczyc.
Ja tego bardzo chce, ale żeby to było takie niewymuszone, takie rzeczywiście płynące prosto z mojego serca wybaczenie.
Już czasem patrze na mojego męża łaskawiej, przez pryzamat wybaczenia.
Tylko, że wtedy dzieje sie ze mną coś dziwnego. Nie umiem tego dokładnie nazwać...
W zeszłym roku bardzo cierpiałam, nie chce tego przechodzic ponownie.
Bardzo chce w sobie czuć spokój, harmonię...
A jednak życie sprowadza mnie na ziemię. Mam w sobie chyba jakieś sprzeczności.
Może takie sa zodiakalne Ryby.
Ja wyznjae teorię, że nie ma dobrych i złych emocje. Jedne sa poprostu nie przyjemne. Jednak trezba je czasem odczuć, bo wznacnia to siłę odczucia dobrych.
Nie przejmuj się tez jestem jak karuzela emocjonlna, z resztą racjonalna też. W jednej chwili bez zmrużenia okiem zeszłabym się z mężem, po chwili juz nie. U mnie to zalezy o dtego co robię w danym momencie. Jednak staram się żyć dalej. Mam inne problemy na głowie, którym muszę sporstać.
Może powinnas odciąć się na jakiś czas od swojej mamy - może łatwiej by Ci było? Rozumiem o co Ci chodzi z rodziną. U mnie jest trochę inaczej. Mój tata nawołuje do nienawiści do mego mego męża i jego rodziny. Wiesz mi, że taka sytuacja także nie jest przyjemna. Mąż jest w końcu ojcem moich dzieci i wymagam szacunku do niego. Dzieci nie mogą widzieć, ani słyszeć tekstów, że ich tata to.... Same kiedyś go ocenią, nie będę na nich wywierać wpływu. Ale ja na tą chwilę nie mogę się odciąć od mego taty, jestem zbyt zależna od niego. Ale wierzę, że wkrótce zrobię to - wtedy będę miała szansę na trochę więcej swobody.