monia nie jest - na bank!
1 561 2014-12-06 01:09:42
Podobne tematy
1 562 2014-12-06 01:12:10
Dobrze wiedzieć. ![]()
1 563 2014-12-06 01:14:59
no przecież nie jest ... drobiazgowy
nie ja nie kpię z Pana Boga
myślę sobie, że jeżeli stworzył nas na swoje podobieństwo ... no to mamy również jego słabostki, bo albo jest czystym dobrem
albo stworzył nas na swoje podobieństwo
1 564 2014-12-12 12:50:37
Napisałam tydzień temu posta, który jakoś mi się wykasował:) Nawet się przy nim trochę popłakałam.
Dzisiaj mój najmłodszy syn kończy 3 latka. Bardzo się cieszę, że jest:)
Nie żyje mi się źle. Widzę podchody wokół siebie. Uciekanie z dochodami, wyzbywanie się majątku itp.
Mogę z tym walczyć, włóczyć się po sądach - nie robię tego. Myślę, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ. Nie warto się spalać, martwić na zapas, kombinować.
W życiu tyle nas spotyka. Jest kruche i cenne. Ludzie je sobie utrudniają. Zamiast się w nim wspierać to czasem działają jeden przeciwko drugiemu. Zwłaszcza jest to dla mnie niezrozumiałe jeśli kiedyś ci ludzie byli sobie bardzo bliscy, łączą ich wspólne dzieci.
Chcę wierzyć nadal, że w każdym jest dobro i będzie się o nas upominać.
1 565 2014-12-12 15:59:14
Wszystkiego najlepszego dla najmłodszego ![]()
"Chcę wierzyć nadal, że w każdym jest dobro "
W tobie jest na pewno ![]()
"Zwłaszcza jest to dla mnie niezrozumiałe jeśli kiedyś ci ludzie byli sobie bardzo bliscy, łączą ich wspólne dzieci."
Bardzo cię rozumiem.
1 566 2014-12-16 12:25:22
Spanowany pewnie dobro jest we mnie, ale zło też. Tak chyba jak w każdym. Niektórzy tak mnie denerwują, że miałabym ochotę ukatrupić - konkretnie teścia. Przez lata czułam fałsz. Teraz przynajmniej relacje są prawdziwe. Wnuków nie zna. Widuje często. Rano jak wychodzę z dziećmi. Ani nie spojrzy na nich.
I może i dobrze. Wyrwane z obłudy.
Mam trochę problemów, kto ich nie ma:)
Nie chcę się zamartwiać na zapas. Planuję z dziećmi wyjazd na sylwestra. Chyba wybierzemy się nad morze. Fajny hotel w super promocji. Wyżywienie, bal dla dzieci, korzystanie ze strefy wellness i co najważniejsze pokój zabaw dla dzieci z opiekunką:). I coś na lepszy nastrój: łączka słoneczna.
Mam ze Śląska kawał drogi. Lubię jeździć samochodem. No i ta myśl, że jedzie się w nowe miejsce cieszy.
Może przedłużę sobie wyjazd potem na jakiejś tańszej kwaterce, wrócę do domu lub pojadę jeszcze do siebie w góry.
Syn chce na narty. Ciężko jest w tym okresie załatwić coś sensownego za rozsądną cenę.
A... mam już upatrzony super wyjazd na ferie ze wszystkimi dziećmi na narty:) Czekam na ofertę. Musiałabym tylko do tego czasu postawić maluszka na nartach no i jakoś finansowo się zorganizować.
Nie wiem czy pójdę na imprezę sylwestrową. Drinki, szampan w cenie. Zabawa, fajerwerki...
Ale przynajmniej widok z pokoju na morze:)
Nigdy nie byłam nad Bałtykiem z zimie. Ciekawe czy da się wytrzymać. Mam wstępną rezerwację i jeszcze ewentualnie parę godzin, żeby znaleźć coś innego.
1 567 2014-12-17 09:19:54
Bet!
Tak się cieszę, że zdecydowałaś się na wyjazd...Zimą nad Bałtykiem bywa pięknie :-) To udanych, niezapomnianych Świąt a w Nowym Roku spełnienia marzeń - tych "najcięższych gatunkowo":-) a także zdrowia dla całego Twego "stadka" i wielu, wielu szczęśliwych chwil
1 568 2014-12-17 09:34:48
Zuzanna, wyjazd chyba już nieaktualny. Siedziałam dzisiaj do 3 nad ranem i szukałam kwater - narty.
Mam już mętlik w głowie od nadmiaru ofert. Co synowi zaproponuję (15 l) to on: "nie, po co chcesz jechać?"
Nic mu nie pasuje. Zaraz będę czegoś dalej szukać.
Bardzo dziękuję za życzenia:)
1 569 2014-12-17 10:24:58
Hej Bet ![]()
A może Twój syn miałby ochotę spędzić Sylwestra w gronie rówieśników, kolegów? Niekoniecznie z mamą?
Dzieciaki dorastają, a nam trudno to czasem zauważyć ![]()
1 570 2014-12-17 10:57:39
Nie, on ma w planie siedzieć w domu:(
Chce jechać na narty, ale niekoniecznie na Sylwestra ( może martwi się, że drogo?). Musiałabym zabrać ze sobą tego najmłodszego 3 latka. On jeszcze nie umie jeździć. Jak nie załatwię mu szkółki to ani córka ani ja nie pojeździmy. Jest też problem ze śniegiem.
Szukam czegoś w Alpach, ale w rozsądnej cenie. Mogę do wyciągów dojeżdżać.
... Już wiem, on chciałby pojeździć z bratem. Super wymiatają. Najstarszy nie chce jechać na Sylwestra.
Ja z nimi też uwielbiam jeździć. Rozumiem, jak pojadę z maluchami to będzie głównie sam jeździł.
Może pojechać tylko z nim na kilak dni, a dla maluchów znaleźć jakąś opiekę. I znowu szkoda mi ich, że zostaną w domu...
Za dużo chyba kombinuję:)
1 571 2014-12-17 15:59:32
Załatwiłam. Wygrały narty:) Byłam tam już w zeszłym roku. Teraz tylko skompletować i przygotować sprzęt. Bagażnik już zamówiłam. Zorientować się co do szkółki narciarskiej dla maluchów. Może jakieś karnety na termy - będziemy mieć na nie parę minut pieszo. Bardzo, bardzo się cieszę:)
Jest jeszcze opcja, że wezmę ciocię do opieki nad dziećmi kiedy będę na nartach.
Dobrze, że życie na rozstaniu się nie kończy.
1 572 2014-12-17 21:06:04
No to super bet. ![]()
Baw się dobrze i relaksuj na maksa ![]()
1 573 2014-12-17 22:36:03
świetnie, że jedziecie ![]()
1 574 2014-12-19 13:40:24
A ... cieszę się, że jedziemy... ale...
Denerwuję się. Syn wyrósł ze sprzetu narciarskiego. Jeździ bardzo dobrze, trenował na tyczkach ( łajdactwo= koniec terningów), sprzet dla niego to jest bardzo duży wydatek. Topowe narty, buty o odpowiedniej twardości, kije, spodnie narciarskie.
Ma ponad 180 cm wzrostu i wskoczył w romiarówkę seniorską.
Córeczka wyrosła z kombinezonu i nart. Jeszcze kije i rękawiczki.
Karnety plus szkółka dla maluchów 750e na 5 dni. Podróż, utrzymanie, noclegi, ubezpiecznie na sporty ekstremalne dla osoby przewlekle chorej - chyba x 200%. Córka musi takie mieć. Wypożyczenie bagażnika, winiety. Serwis nart: krawędzie, smarowanie. Wejście na termy, coś do zjedznia na stoku.
Uwielbiam narty. Jestem w stanie dla nich wiele poświęcić.
Od małego ćwiczyłam chłopców. Mąż nauczył się przy mnie jeździć. Jeździli na obozy sportowe. Czasem sama rezygnowałam z wyjazdu, żeby tylko oni trenowali.
Mam problem, żeby zabrać bądź mocno ograniczyć dzieciom to co sama kocham.
Najbardziej chciałabym, żeby najstarszy też z nami pojechał. Niestety termin dla niego mało atrakcyjny na wyjazd z rodzinką.
Mnie się z nimi fantastycznie jeździ. Najstarszy mnie szkoli. Jedzie pierwszy, potem ja i zamyka młodszy. Jakieś skoki, zmiana techniki, trochę poza trasą. I tempo. Muszę być ekstremalnie skupiona, bo jazda jest na granicy ryzyka. Mały błąd i może skończyć się tragicznie.
Niesamowita frajda. Najstarszy ma zaliczony kurs kwalifikacyjny na instruktora i zdany egzamin na tyczkach. Zresztą jazda na tyczkach wymusza technikę. Też miałam kiedyś zdawać egzamin. Ale zostałam mamuśką i przeniosłam ambicje na swoje dzieci...
"Złapały bakcyla" narciarstwa.
Córka też. Ciekawe jak będzie z najmłodszym. Czuję, że bedzie jeździł kapitalnie ( jesli tylko starczy kasy:).
W ogóle to cieszę się, że nawet jak pojawia się zdrada to można mieć wciąż udane życie. Brakuje mi miłości - jeszcze:)
Może będę na nią kiedyś gotowa.
Życie jest takie nieprzewidywalne. Chyba warto sprawiać sobie przyjemności. Nie wybiegać zbytnio w przyszłość, nie zamartwiać się na zapas.
Tyle problemów, a jednak jakoś daję sobie z nimi radę. Świat się nie zawalił, żyję, czerpię z życia.
Spotykam na swojej drodze bardzo dobrych ludzi.
Wam też dziękuję:)
1 575 2014-12-19 13:49:09
bet jeździłam na narty kilkanaście lat, znam świat narciarzy
ponieważ moi rodzice nie rozwijali we mnie zainteresowań sportowych, ja nie zaniedbałam tego tematu z moim dzieckiem
od najmłodszych lat jeździliśmy w góry z moimi przyjaciółkami i ich dziećmi
z czasem, rozrastałam nam się grupa zimowa
potem dzieci dorosły, zaczęły jeździć same a my z naszą ekipą wynajmowałyśmy cały dom i co roku spędzaliśmy cudownych kilka lub kilkanaście dni w górach
istne szaleństwo - była grupa sportowa i turystyczna (dla tych, co nie jeździli na nartach)
dwa lata temu skończyło się, konflikt między siostrami spowodował rozpad nasze ekipy, poza tym już zdrowie coraz bardziej nas ograniczało
ale to, co przeżyłam - moje wspomnienia są fantastyczne
i dużo traci ten, kto nie pozna zimowych sportów ![]()
1 576 2014-12-19 15:31:50
Nie wiadomo co będzie za jakiś czas. Zdrowie mi dopisuje, chcę się nacieszyć tym czym mogę.
A tak na spokojnie z mężem nie chcesz sobie jeszcze Inka pojeździć?
Moja córka właściwie nie może. Pamiętam, że jak dowiedziałam się o jej chorobie to strasznie rozpaczałam między innymi z tego powodu, że nie wolno jej jeździć na nartach. Wiem, że wyczynowo jeździć nie będzie. Boję się o nią bardzo. Upadek i pęknięcie torbieli w nerkach może być tragiczne w skutkach.
Jest ryzyko. Spaść może też z huśtawki. Uważam na nią. Trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem. Fizycznie jest słaba. Czasem wygląda przerażająco. Póki nie jest na dializach czy po przeszczepie nerki niech poznaje co to są narty. Oby jak najdłużej mogła żyć podobnie jak inne dzieci.
1 577 2014-12-19 16:42:47
bet mój mąż nigdy ze mną nie jeździł,to były moje wyjazdy z przyjaciółmi ze znajomymi
ja już od kilku lat nie jeżdżę na nartach, chociaż nadal wyjeżdżałam z ekipą wspierając grupę turystyczną ![]()
1 578 2014-12-20 08:59:16
wpadam i do Ciebie Bet!
Cieszę się na Twój wyjazd, rozumiem rozterki finansowe, bo sama takie posiadam
Liczę ze zbierzesz potrzebne kwoty i wypoczniesz komfortowo. I ze dzieci odnajdą w tym sporo radości i Twojej miłości.
Zdrowych i Wesołych!
1 579 2014-12-26 12:39:32
Witam w świąteczny czas.
Mam dosyć. Byłam i jestem zastraszana. Groźby, zniewagi.
Zrobiłam wczoraj zdjęcia smsów z kilku miesięcy.
W każdym, dosłownie w każdym wyzywanie od gnoi, szmat, dokopywanie w najczulsze punkty. A zna je przecież dobrze i straszenie.
W Wigilię wydzwanianie, dzwonienie do mojej mamy, grożenie.
Straszenie mnie policją, nasyłanie na mnie policji ( wezwać można). Straszenie, że przyjedzie w Wigilię do mojej siostr z policją po dzieci. Przecież tych dzieci nie porwałam. Do siostry jeżdżę co roku. Jechał z ojcem w góry do domku zakręcić wodę - tatuś podkręca.
Wszystko po to, żeby zburzyć spokój, żeby nękać.
Jestem przed wyjazdem. Udało mi się, że załatwił samochód, kupił synowi narty. Na sam wyjazd dołożył cały 1 tyś zł.
Kłótnia. Wtrącanie się ojca, że żyję w rozpuście i żyłam. Mogłabym wyjechać sama. Na to mnie stać. Nie na zabieranie dzieci.
Ale mi ich szkoda. Chcę je stąd zabrać. Daleko od nich. Nie mogę na to wszystko patrzeć.
Najpierw darcie się na mnie. Tak prosto w oczy - przemoc.
Potem płacz. Łzy. On nie ma. Pożycz proszę od kogoś ja ci oddam, proszę pożycz. Nie mam. Chcę żeby dzieci wyjechały. Mam zgraną całą akcję. Szkoda, że tylko, że dyktafon a nie video.
On mnie tak strasznie kochał. Przytulenie. " Wytrzymaj jeszcze trochę". Może niepotrzebnie byłam szczera i powiedziałam co myślę, że na co ... Po tym wszystkim nie umiałabym już być z nim szczęśliwa.
Te same słowa słyszałam 2 i pół roku temu.
Po tym wszystkim znowu obrażanie, nie dotrzymanie ani jednego słowa, strasznie.
Chodzę do psychologa. Dzięki temu mam świadomość co się dzieje.
Kiedy robiłam zdjęcia smsów, tym na przestrzeni kilku miesięcy wyłonił mi się pełny obraz przemocy.
"Kocham dzieci , ale ciebie nienawidzę!."
Ja mam dosyć. Czuję się osaczona. Wszyscy, którzy mi pomagają są straszeni.
Groźby dotyczą też najstarszego syna. On ( ojciec) nic nie może zrobić, ale grozi synowi niebezpieczeństwo. Całe szczęście syn ma nagrywanie w telefonie.
Grożenie mojej mamie, cioci. Obrażanie całej mojej rodziny, znajomych.
Sekta. Za wyłamanie się, nieposłuszeństwo przykładowa kara. Żeby czasem innym kobietom nie zachciało się żyć swoim życiem. Na zewnątrz zachowywać pozory, a to co się dzieje w czterech ścianach...
Nie wiem co zrobię. Nie chcę się poddać, nie mogę.
Nie chcę, żeby moje dzieci miały prane mózgi tak jak miał mój mąż. Nie chcę, żeby miały zniszczone życie. Chcę, żeby były wolne. Moja córka, żeby była świadomą siebie kobietą.
Wiem, że nie byłoby tego wszystkiego gdybym nie była sama. Gdybym kiedyś tam miała ojca i mamę, która by za mną stanęła.
Nie weszła do mojego domu przez kilkanaście lat. A jego ojciec tresował.
Nie wiem nawet czy jestem na męża zła. Może powinnam. Jest dla mnie jakby ofiarą samego siebie.
A ja... Mam do siebie żal, że nie postawiłam się na początku. Nie ma po co do tego wracać. Byłam młoda, ufna, zakochana. Mam z tego małżeństwa dzieci, które kocham. Przeżyłam dobre chwile.
Żałuję, że nie mogę się z nim dogadać, że nie chce się leczyć. Myślmy sami potrafili się dogadać. Bez wtrącania się osób trzecich. Wiem, że gdybyśmy byli sami nie stosowałby przemocy.
Ale czasu nie wrócę.
Zostaje mi to co jest teraz i przyszłość.
To co mogę zmienić. A nie potrafię chyba z lęku.
Pakuję się. Wyjadę w te góry. Jest to wariactwo. Spłuczę się kompletnie z pieniędzy.
Jak wrócę spodziewam się wojny. Tak jest zawsze. Kara za to, że śmiem się wyrwać.
Jest mi głupio zrezygnować. Miałam wysłać zaliczkę. Pan nie podał nawet numeru konta. Udostępnia mi pokój dla turystów u siebie w domu. Dwa razy prosiłam o podanie konta. Idzie mi bardzo na rękę. Nie lubię zawodzić ludzi, którzy darzą mnie zaufaniem.
Jestem zdenerwowana. Potrzebuję się odciąć. Nabrać dystansu.
Jak to z siebie wyrzuciłam poczułam się spokojniejsza. Potrzebuję wsparcia psychicznego. Wiary w siebie.
Nie wskazówek co mam zrobić. Ja to przecież wiem...
Potrzebuję siły w sobie, wiary, optymizmu, pozbycia się lęku.
Absolutnie nie pogodzenia się z losem. Wiem gdzie mam iść z tymi smsami.
A teraz zabrać się do roboty. Spakować i wypocząć na ile się da. Zebrać siły. Po powrocie czeka mnie "normalka". Cd przemocy.
A i żeby nie było tradycyjnie ja jestem wszystkiemu, dosłownie wszystkiemu winna, a to jest biedna ofiara.
Córka wychodziła na dwór. Nie zdążyłam wyłączyć alarmu. Przyszli ochroniarze. Jestem tu zgłoszona, ale nie znam hasła do odwołania.
Traktowanie kobiety...
1 580 2014-12-26 20:41:59
Boze Bet, jak czytam co Ty kobieto przechodzisz to wlosy mi staja na glowie! Przy tym moja sytuacja wydaje mi sie taka malutka....Trzymaj sie mocno i nie daj sie ! nie daj sie !
1 581 2014-12-26 21:13:36
Bet
Spokojnie
Na pewno się ułoży,
Oni (mąż, teść etc) to tylko dodatek do twojego życia, TWOJEGO.
Musisz zaakceptować, że nie będzie tak jak kiedyś-finansowo, wtedy będzie już z górki.
On daje wg własnego widzimisię , ureguluj to prawnie i po kłopocie.
Udowodnij każdy jego dochód_(detektyw) i już.
I pomimo rozstania dajesz się manipulować dalej ?
N
i
e
K
o
c
h
a
j
ą
NAS JUŻ.
Byli partnerzy. To się nie zmieni.
1 582 2014-12-26 23:52:15 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-12-26 23:53:36)
Bet...Twój pierwszy wpis w tym wątku był w 2012 roku w lutym.
Za chwilę skończy się 2014 rok.
Jak długo jeszcze? Ile jeszcze potrzebujesz czasu, żeby dotknąć dna?
Nie szkoda Ci dzieci? Siebie? Życia?
1 583 2014-12-27 01:02:40
Bet, trzymam kciuki.
Jesteś silna nie daj się wciągać w te gierki. Odpocznij i udanego wyjazdu.
1 584 2014-12-27 05:31:20
Bet jestem w szoku moje życie przy Twoim to pikuś.
Usłyszałam przykre słowa,ale nie mam takich jazd po sobie jak Ty.
Szczerze współczuję!
Musimy mieć grubą skórę ,żeby przetrwać-łatwo powiedzieć,ale musimy karmić się
tekstami ,że damy radę,bo to dodaje sił.
Może mi też niedługo grozi tsunami.
Często robię sobie takie podsumowanie mojego ,życiia.
Jestem zła na siebie,że tak mogłam się pomylić.
A może tak miało być i mogę być wdzięczna losowi,że nie stało to się pźniej.
Teraz to walka o siebie.
Ty też myśl o sobie!!!!
Nie pozwól na to żeby Cię tak traktowano !
Mój czas podobny jest do Twojego i wiem co mówię.
Nie pozwól robić z życia piekła!
1 585 2014-12-28 10:22:31
Byłam wczoraj jeszcze na policji. Z tymi smsami nie mogą nic zrobić. Nie mieszkamy razem. Są tam groźby, że " da mi w ryj", to samo pod adresem mojej mamy i cioci. Ale to za mało. Musiałby mi grozić, że mnie zabije, poćwiartuje itp...
Poradzę się prawnika. Coś tam mówił o prokuratorze, ale nie bardzo rozumiem o co mu chodziło.
Ja muszę uważać, bo mąż chce mnie oskarżyć o stalking. No w końcu to ja do niego wydzwaniam, żeby zostawił pieniądze na dzieci...
Powinnam mu zostawić dzieciaki i wyjechać za granicę za zleceniami. Wtedy miałabym z 200 połączeń na godzinę i stalking.
Tylko czy potrafię.
Policjant radzi, że mam go podpuścić i nagrać. To właśnie próbuje zrobić on.
Dno nie jest od 4 lat tylko od 2 roku małżeństwa.
Rozwód - Monia... Gdybyśmy żyli w innym państwie i nie miałabym 4 dzieci...
Nie jestem pewna czy to jest dla mnie dobre rozwiązanie. Chciałabym chociaż, żeby syn był po maturze.
Trochę wypchnąć z domu starszych. I nie brać tego na siebie.
Nie mam wsparcia w rodzinie.
Mama:" nie poradzisz sobie z czwórką dzieci po rozwodzie".
Starsi też nie chcą. Prawnik na razie odwodził mnie od tego. Psycholog też mi mówi, żebym się nie spieszyła.
Jak trzeba będzie to jasne.
Ale i tak wszyscy, którzy znają sprawę mówią mi, że po rozwodzie lepiej nie będzie. Jeśli się da to spróbuję jeszcze trochę wytrzymać.
Niestety jednogłośnie słyszę, że dopóki teść żyje nie mamy szans się dogadać. Nie pójdzie się leczyć. Tatuś wszystko posprząta.
Bez leczenia nie ma opcji, żeby ten człowiek był dobrym ojcem. My możemy nie być razem, ale czy musimy być wrogami?
Teść jest prowodyrem wielu rodzinnych tragedii.
Dzieci są mu posłuszne, chociaż go nie kochają. Myślę, że go nie znoszą.
Ojciec podpuszcza go przeciw mnie. Wciąż naciska na rozwód.
Te pogróżki, akcja w Wigilię była kiedy był z ojcem. Kobieta jest u nich ścierą. Pomiatał żoną i pomiata każdą kobietą.
Może dlatego mąż nigdy nie chciał mieć córki.
Z teściem nie wygram. On ma ideę. Jest stary, nie ma nic do stracenia.
Jestem przekonana, że gdyby nie on, nie byłoby ani przemocy, ani zdrady.
Ale był i jest.
Spanowany, nie wiem czy nas nie kochają. Myślę, że to nie do końca tak. Nawet jeśli jeszcze odrobina tej miłości pozostała to jest jej za mało.
Jest za późno, sprawy idą za daleko. Powrót jest niemożliwy. A uczucie już nie takie jakbyśmy tego chcieli.
Za jakąś godzinę powinnam wyjechać. Dzieci jeszcze śpią. Nie budzę ich. Najstarszy mnie wyściskał. Zobaczymy się po nowym roku.
Życzę wam wszystkim miłości w Nowym Roku:)
Spokoju, dobroci, mądrości życiowej i jak najwięcej odczuwania radości, a jak najmniej trosk. Wytrwałości i nadziei, że podołamy trudom życia.
To są rzeczy, których życzę sobie i Wam.
Przytulam was mocno:)
Przywitajmy ten Nowy Rok z fajerwerkami i uśmiechem na twarzy:)
1 586 2014-12-28 10:51:16
Byłam wczoraj jeszcze na policji. Z tymi smsami nie mogą nic zrobić. Nie mieszkamy razem(...)Musiałby mi grozić, że mnie zabije, poćwiartuje itp...
Poradzę się prawnika. Coś tam mówił o prokuratorze, ale nie bardzo rozumiem o co mu chodziło.
Ja muszę uważać, bo mąż chce mnie oskarżyć o stalking. No w końcu to ja do niego wydzwaniam, żeby zostawił pieniądze na dzieci...
Powinnam mu zostawić dzieciaki i wyjechać za granicę za zleceniami. Wtedy miałabym z 200 połączeń na godzinę i stalking.
(...)
Mama:" nie poradzisz sobie z czwórką dzieci po rozwodzie".
Starsi też nie chcą. Prawnik na razie odwodził mnie od tego. Psycholog też mi mówi, żebym się nie spieszyła.
Jak trzeba będzie to jasne.
Ale i tak wszyscy, którzy znają sprawę mówią mi, że po rozwodzie lepiej nie będzie. Jeśli się da to spróbuję jeszcze trochę wytrzymać.
Niestety jednogłośnie słyszę, że dopóki teść żyje nie mamy szans się dogadać. Nie pójdzie się leczyć. Tatuś wszystko posprząta.
Bez leczenia nie ma opcji, żeby ten człowiek był dobrym ojcem. My możemy nie być razem, ale czy musimy być wrogami?
Teść jest prowodyrem wielu rodzinnych tragedii.
Dzieci są mu posłuszne, chociaż go nie kochają. Myślę, że go nie znoszą.
Ojciec podpuszcza go przeciw mnie. Wciąż naciska na rozwód.
Te pogróżki, akcja w Wigilię była kiedy był z ojcem. Kobieta jest u nich ścierą. Pomiatał żoną i pomiata każdą kobietą.
Może dlatego mąż nigdy nie chciał mieć córki.
Z teściem nie wygram. On ma ideę. Jest stary, nie ma nic do stracenia.
[/b]Jestem przekonana, że gdyby nie on, nie byłoby ani przemocy, ani zdrady.
Ale był i jest.
(...)nie wiem czy nas nie kochają. Myślę, że to nie do końca tak. Nawet jeśli jeszcze odrobina tej miłości pozostała to jest jej za mało.
Jest za późno, sprawy idą za daleko. Powrót jest niemożliwy. A uczucie już nie takie jakbyśmy tego chcieli.
Normalnie mną wstrząsnęło - jak Ty kobieto potrafisz sama siebie oszukiwać.
Znalazłaś nowego winnego zdrady męża! Gdyby nie on... No jak rany - wepchnął go w łóżko innej!? gratuluję...
Nawiązując do powyższego - SKORO wszyscy jednym głosem ODRADZAJĄ rozwód a jeden teść do niego prze...
No i DO CZEGO Tobie ten rozwód niby potrzebny?
BO po co jemu to akurat wiem.
RÓWNIEŻ życzę ci wszystkiego NAJLEPSZEGO, niech nowy rok przyniesie LEPSZE na każdej płaszczyźnie... a wyjazd pozwoli ci na "złapanie" odrobiny odpoczynku od ciągłej walki i DYSTANSU.
1 587 2014-12-28 14:08:00
Bet nawet nie wiem co Ci napisać, toż to piekło na ziemi...
Wiesz, że mam Cię w ciągłej pamięci.
Też mnie wstrząsnęły słowa o mocy teścia... to chyba nie do końca tak jest.
Przecież Twój mąż nie jest kukłą.
Bet jak to znoszą dzieci?
Pełnego wypoczynku, relaks Ci się przyda. Do Nowego Roku!
1 588 2014-12-28 17:44:35
bet - szok,
odpoczywaj na wyjeździe
w Nowym roku życzę zmian - zmian na lepsze,
Twoich decyzji i pozwolenia sobie, na te zmiany
1 589 2014-12-29 18:24:37 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-12-29 18:40:31)
Przerażające jest na co pozwalasz, co fundujesz swoim dzieciom przez taką postawę.
Dawno miałabyś święty spokój, gdybyś miala uregulowane wszystko prawnie.
Tak w tym kraju rozwód! Mozna, da się, tylko trzeba chcieć.
Moim skromnym zdaniem, dzieci będą szczęśliwsze, zyjąc w spokoju, z dala od awanturującego ojca czy dziadka. Nawet w skromniejszych warunkach, bez wypasionych sprzętów czy nie wiadomo czego.
Ja odnoszę wrażenie, wybacz, ale tak właśnie czuje, że dla Ciebie liczy się tylko kasa. Nie ważne jaką traumę mają dzieci.
Bo masz świadomość, że tkwiąc w obecnym układzie, kosztem wyzwisk, szantażu i awantur, wyciągasz od męża więcej kasy, niż gdybyś miała rozwód i alimenty.
1 590 2014-12-29 19:12:21
Ja odnoszę wrażenie, wybacz, ale tak właśnie czuje, że dla Ciebie liczy się tylko kasa. Nie ważne jaką traumę mają dzieci.
Bo masz świadomość, że tkwiąc w obecnym układzie, kosztem wyzwisk, szantażu i awantur, wyciągasz od męża więcej kasy, niż gdybyś miała rozwód i alimenty.
Niestety uważam podobnie.
W dodatku mając na uwadze, że już jakiś czas temu pojawiła się w tym wątku informacja o problemach finansowych firmy męża, to wszystko co Bet tak naprawdę "zyska" z aktualnego układu, to będą długi do spłacenia... bo zdaje się rozdzielności majątkowej nie zdecydowała się w końcu przeprowadzić. Liczę, że Bet wie, co robi.
1 591 2015-01-06 01:18:30
Witajcie w Nowym Roku.
Teść, kochanka... Nie z nimi mam dzieci.
Mąż- wiem, że ma zaburzenia osobowości, jest uzależniony, sekciarskie poglądy.
Ale to jego kochałam, z nim mam dzieci.
Bał się, że odejdę i nadal boi.
Nie uważam, żebym wyrządzała dzieciom coś przerażającego. Nie uważam, żeby po rozwodzie było lepiej.
Gdybym miała taką pewność to myślę, że bez względu na wszystko bym się na niego zdecydowała.
Jasne, ze zabezpieczenie bytu dzieci jest dla mnie ważne. Ale uważam, że to nie jest tylko mój obowiązek i moje zmartwienie. Przyzwyczaiłam go, że zrobię wszystko, aby dzieciom żyło się dobrze.
Boi się, że poukładam sobie życie, że będę z kimś szczęśliwa.
Boi się, że zacznę myśleć o sobie a nie przede wszystkim o dzieciach.
Sądzę, że dużo daję dzieciom. Przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że mama jednak osiągnie to co zamierza. Nie bez potknięć, ale do przodu.
Wczoraj wróciłam. Bez współpracy dzieci nie byłoby wypoczynku. Jestem z nich dumna.
Za ponad tydzień wyjeżdżam sama na 4 dni. Myślę, ze uda mi się zapewnić im opiekę. Zapaleńcy narciarscy. Warunki spartańskie, ale codziennie szkolenie i jazda na tyczkach w Austrii.
Próbowałam się dzisiaj umówić do prawnika, ale jeszcze chyba kancelaria wypoczywa.
Zobaczę jakie rozwiązania prawnik mi doradzi.
Muszę uważać, żeby dzieci nie były świadkami moich rozmów z ich ojcem. Trzymać ich od tego z daleka. I robić swoje.
Nie dawać się zastraszyć, sprowokować.
Mam taka tendencję do wybielania męża. Teść, kochanka. Wyjechałam i spojrzałam na to inaczej. Chłop jest dorosły.
Czwórkę dzieci potrafił spłodzić samodzielnie i nie ma się co nad nim litować.
Należy mu się olanie sikiem prostym. W życiu trzeba dorosnąć. Wiedzieć jakie są priorytety.
Na rozwód zawsze jest czas. Tak myślę. Stracić finansowo mogę.
Zawsze finansowo jakoś mi się w życiu układało. Bez fajerwerków, ale znośnie.
Myślę, że wiem co robię. Zyski - straty to trudno przewidzieć. Tego nie wiemy. Trzeba być przekonanym do decyzji, a ryzyko jest zawsze. Od tego też jest prawnik, żeby się zajął sprawami. Nauczyłam się nie myśleć za dużo o konsekwencjach. Jak będzie problem to niech prawnik kombinuje.
Sport daje mi silę. Byłam kiedyś bardzo wytrzymała. Wytrenowana. Jak się nie "żyłuję" to czuję jakbym nie istniała. A niestety odpuściłam sobie ostatnio ruch. Trochę na dzieci przelałam swoje pasje. Do łyżwiarstwa też mnie ciągnie. Syn mówi, mama odpuść, zrobisz coś sobie. Widzę, że ten mój najmłodszy ma predyspozycje. Jest silny i bardzo zwinny, skoczny. Nie przyznaję się nikomu, ale chętnie postawiłabym go na łyżwach. Mało męski sport łyżwiarstwo figurowe, widzę w nim jednak taką małą Bet:) i założę się, że miałby frajdę. W jego wieku już trenowałam w klubie.
Od 20 lat mój pierwszy wyjazd bez dzieci ze szkoleniem narciarskim dla mnie! Córeczka się cieszy. Najstarszy też mówi: super mama. Jedź. To jest to co lubisz.
Wiecie dla mnie nie jest ważne gdzie będę spała, co jadła. Ważne, żeby była dobra zabawa na nartach. Jazda busem całą noc, a od rana trening. Spodziewam się, że ekipa będzie o połowę ode mnie młodsza... Ale trudno... Jadę się podszkolić i zrelaksować:)
Nie dać się depresji... Bronić przed nią wszelkimi możliwymi sposobami, ratować.
1 592 2015-01-06 10:40:44
Bet,jeszcze długa droga przed Tobą.Jeszcze nie doszłaś do ściany.Daj Boże obyś do niej nie doszła. Pozdrawiam.
1 593 2015-01-06 17:57:20
Bet, dobrze że wpadłaś, myślałam o Tobie.
Cieszę się że dobrze spędziliście ten czas. Teraz pora na Twój osobisty relax. Do zobaczenia, może sytuacja się wyklaruje i znajdzie się najlepsze rozwiązanie.
1 594 2015-01-07 23:03:22
Jestem po rozmowie z prawnikiem. Rozwód nie jest dla mnie i dzieci w tej chwili dobrym rozwiązaniem.
Owszem jeśli on z nim wystąpi będzie z jego winy i będziemy starać się o jak najwyższe alimenty.
Nie mam się czego obawiać. Żadnych gróźb itp. Mogłabym już teraz trochę utrudnić mu życie, ale wtedy jest wojna i ja też mogę stracić. Radzi poczekać. Jako prawnie jego żona mam więcej możliwości.
Gdybym nawet zaczęła się z kimś spotykać to nie ma to już w tej chwili znaczenia. Porzucił rodzinę.
Dam znać jak wrócę z wyjazdu. Będzie wyczerpujący fizycznie.
Martwię się czy podołam.
Czuję się trochę jakbym wracała do lat panieńskich, ale bardzo się cieszę.
Afrodyta pod ścianę nie dojdę i się tam nie wybieram.
Z przyjemnością odwinę się temu, który nie uszanował mnie i dzieci.
Za fajna laska jestem ( nie mam na myśli tylko wyglądu), żeby jakiś facet próbował mnie w ten sposób traktować i do tego śmiał prosić " żebym wytrzymała jeszcze trochę".
Renesans dziękuję ci, że wpadłaś, myślałaś:) Sytuacja i bez naszej zbytniej ingerencji zawsze się klaruje.
1 595 2015-01-08 20:58:25
Jestem po rozmowie z prawnikiem. Rozwód nie jest dla mnie i dzieci w tej chwili dobrym rozwiązaniem.
Owszem jeśli on z nim wystąpi będzie z jego winy i będziemy starać się o jak najwyższe alimenty.
A jak widzi ów prawnik zabezpieczenie Waszego dobra w sytuacji hipotetycznych długów, upadku firmy bądź zaciągnięcia na jej konto kredytów czy temu podobnych historii? Macie rozdzielność majątkową?
A co do rozwodu - z WNIOSKU winnego rozpadu związku sąd co do zasady NIE orzeka (wbrew woli strony pokrzywdzonej) rozwodu... zmieniło się?
BAW się dobrze i wypoczywaj ![]()
1 596 2015-01-08 23:31:40 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-01-08 23:33:13)
No cóż... Widać bet woli być nadal workiem treningowym dla mężusia. I skazuje na ten widok dzieci.
Bo nie opłaca się inaczej.
Bo teraz więcej kasy wyciaga.
Cholernie mi żal Twoich dzieci bet.