netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 255 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 15 16 17 18 19 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 041 do 1 105 z 1 597 ]

1 041

Odp: Miłość trwa

Moim zdaniem nie zależy,nie miotałby się tak jak teraz, gdyby nic nie czuł do kochanki.
Z Tobą z przed dwóch lat,było mu dobrze,wygodnie,była stabilizacja,rodzina,normalne życie.
Potem poznał ją i to co między nimi było do teraz w nim siedzi.
Swoim postępowaniem Bet,przeciągasz tylko to co może mogłoby się szybciej poukładać.
Ale to tylko moje zdanie,na podstawie tego co piszesz.

1 042

Odp: Miłość trwa
nikandra napisał/a:

Moim zdaniem nie zależy,nie miotałby się tak jak teraz, gdyby nic nie czuł do kochanki.
Z Tobą z przed dwóch lat,było mu dobrze,wygodnie,była stabilizacja,rodzina,normalne życie.
Potem poznał ją i to co między nimi było do teraz w nim siedzi.
Swoim postępowaniem Bet,przeciągasz tylko to co może mogłoby się szybciej poukładać.
Ale to tylko moje zdanie,na podstawie tego co piszesz.

Zgadzam sie z Nikandra !

jest takie powiedzenie ' talk is cheap ''

Domyslam sie ze rozumiesz...., rozmowa malo kosztuje. Czyny, to one sie licza, a nie puste slowa ...

Ja w twoim mezu widze chec odseparowania i rozdarcie. Moze i wroci do domu, ale czy z milosci????? ... watpie. Wroci raczej z wygody, z leku przed utrata rodziny, domu, stabilizacji

Radzilam ci przesac analizowac jego myslenie, bo on nie mysli jak ty.... mysli czyms  'innym'.. niestety.

1 043

Odp: Miłość trwa

Tak, smsy w nocy : KC
Zrobi zakupy, zawiezie syna. Ale chyba nie radzi sobie ze sobą.
Jakby rozpuszczony, zdeprawowany.
Zasługa kochanki.
Kiedyś za mną latał.
Tuż przed zdradą, jak gdzieś wychodziliśmy to podawał mi płaszcz, był jakiś inny.
Teraz jest zepsuty.
Przyznał mi rację.

Nie ma czegos takeigo jak przeciąganie.
Jest życie, decyzje które są moje.
Nie ma przyspieszania, ani opóźniania. Nie ma pośpiechu ani presji.
Jedno jest pewne, ja potrzebuję odpoczynku, oddechu od niego, od rodziny, wzmocnienia się psychicznego moze przy pomocy psychologa.
On leczenia.
Ojciec poważnie z nim rozmawiał.
Twierdzi, że mąż chodzi teraz jak w zegarku.
Niech się nim ojciec zajmie.
Wie chyba lepiej jak do niego trafić. Bardziej po męsku. Używa innych argumentów.
No i jest mu łatwiej. Łączyło ich też wyznanie.

Dzownił teśc wczoraj do mnie.
Mówił o ich rozmowie.
Mamy teraz w miarę dobre stosunki.
J adoceniłam jego, on chyba mnie

1 044 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-14 09:30:19)

Odp: Miłość trwa

Spędziłam, wczoraj sporo czasu w drodze ( 400 km).
Parę razy zarzuciło mi samochód. Mało brakowało...
Ale jesem.
Badania krwi na markery nowotworowe ( czy coś podobnego) wyszły ok.
Jeszcze czekam na wyniki posiewów i zrobię USG i mammografię.
Mam nadzieję, tak jak pisałm wcześniej, są to zmiany kosmetyczne.
Ale może być różnie.
Denerwuję się...

Z mężem wczoraj chwilę rozmawiałam.
Koło 23 a on w firmie.
Przyszedł na górę.
Sprawy firmowe. Nic o nas.
I dobrze. Znowu zaczyna mi opowiadać  o tym co w firmie, o problemach z pracownikami.
Doradziłam mu w pewnej kwestii. Dzisiaj do mnie zadzwonił.
Zrobił tak jak mu radziłam. Zadowolony. Dobrze wyszło.

Ciekawe co przyniesie los.
Z nim czy bez ... obym była jak najbardziej szczęśliwa.
Gdzieś tam w środku w to wierzę.

Naszły mnie myśli, dlaczego my żony taką niechęcią pałamy do kochanek i w głównej mierze je obarczamy winą.
Ten mężczyna jest nam mimo wszystko bliski. To jego kochamy.
Owszem na niego też jesteśmy złe.
Ale znamy go od jakiegos czasu, jest nam najbliższy. Wiemy jaki był kiedyś.
Jak bardzo się zmienił wobec nas przez inną.
Przecież miał w sobie coś co nas pociągało i my dla niego też byłyśmy atrakcyjne.
Można mieć pretensje , że gdyby ona się nie pojawiła to nie doszłoby do zdrady.
Jak nie ta to inna.
To znaczyłoby, że ona nie jest nikim szczególnym. Łatwo można ją zastąpić inną.

Nie chcę mężczyzn obrażać i pewnie nie wszyscy tacy są. Trochę chyba usprawiedliwiam ich zachowanie.
Nie wiem też jak to jest mieć "kryzys wieku średniego ".
Ale chyba nie trudno wtedy o zauroczenie.
To schlebia. Młoda atrakcyjna szaleje za takim tatuśkiem.
Są komplementy, romantyczne przeżycia.
Oderwanie od tego poukładanego już nieco przewidywalnego świata.
Jeszcze takie tchnienie młodości, szaleństwo.
Podobno taki kryzys jest niebezpieczny, bo bywa często mylony z miłością.

Tacy trochę bezwolni. To znaczy wiedzą czego chcą. Im to pasuje.
Czyż to nie przyjemnie, coś takiego przeżywać.
Lecą za tym, są jak zamroczeni.
Rzeczywistość przestaje istnieć.
To nie mężczyzna podrywa. Kobieta daje się poderwać. Wysyła sygnały.
Nawet najbardziej napalony jest bez szans jeśli kobieta nie chce w to wejść.
To my świadomie wybieramy. Uśmiechamy się, odsłaniamy nogi, uchylamy dekold.
Ta miała jeszcze lepiej.
Od razu ślicznie pozowała prawie goła. Wyskokie buty, koronkowe majteczki i wypięta tyłem przy samochodzie. Do tego muzyka, alkohol, lub trawka. Aż krzyczała na tych zdjęciach: przeleć mnie, jestem twoja.
I facet ugotowany.
Dobrze wiedziała co robi. Doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich walorów.
Okazja życiowa. Udało się upolowac na poważnie, ustawionego.
W dodatku dobrze wygląda i rzuca wszystko.

Najbardziej winię ją.
Właśnie tak. Sama jestem kobietą i dokonale wiem jakich sztuczek używamy.
Moja , jego wina - też jest. Coś się musiało poluzować.
Mąż twierdzi, że było dobrze. Nic mu nie brakowało.
Nie zgadzam się z tym.
Kryzys czy nie. Nie kochałam go wtedy tak mocno jak chyba powinnam była. Może z jego winy.
Ale wiele sobie zarzucam.
Mogłam chociaż korzystać z zabiegów medycyny estetycznej:)
Był przyzwyczajony do ładej żony.
Patrzysz na taką zmieniającą się i od razu widzisz siebie jakby w lustrze.
Patrzysz na taką młodą i piekną i czujesz się zaraz młody i piękny. Atrakcyjny.

Kiedy przychodzi otrzeźwienie. Najczęściej jednak ze strony mężczyzny, bo chociaż jestem kobietą przekonałam się, że to mężczyźni mają jeszcze resztki czegoś takiego jak sumienie.
Kochanki niestety nie bardzo. Co najwyżej, co ja teraz zrobię, albo jak już je rzuci to że dobrze się stało.
Dziwne, same nie odchodzą. Tkwią chociażby latami.
I nikt mi nie wmówi, że mają sumienie.
Wyrachowanie, bezwzględność.
Żona dla nich nie isnieje. Co tam, że ona płacze.

A jeszcze świat im się wali kiedy mężczyzna oznajmia, że wraca do żony.
Albo, żeby oszczędzić im przykrości , zachować dobre wspomnienia - odchodzi i będzie sam, żeby jej nie krzywdzić.
Ciekawe, że jakoś przed żoną tak nie udaje. Znają się chyba za dobrze.

I dalej. Ona w rozpaczy. Szlocha, obwinia go.
To jego wina, że ją w sobie tak rozkochał.
No równie dobrze ja też mogłam męża o to obwiniać. Ale jakoś darowałm sobie takie sceny.
To są jednak kobiety z innej gliny. One przeżywają. Co tam żony, te się nie liczą.
Dała całą siebie, tak mocno kocha. Miała być tylko ona, a przegrywa.
Jak on może wrócić do żony.
I wtedy zaczynają zauważać, że jest żona.
Zaczyna się krytyka. Jak ona może go przyjąć.
Głupia, przecież on jej nie kocha. Wybaczy mu zdradę. Poniża się, nie ma honoru.

Są naiwne. To co łączyło męża i żonę jest dla niej obce i niezrozumiałe. I nie chodzi tylko o wspólne kredyty, jak sobie tłumaczą czy dzieci. Jest często pewna więź, która może osłabnąć, ale trudno jest ją całkiem przerwać.
Kochanka to często pójście w boczną uliczkę. Piękną, zachęcającą, barwną, ekscytującą. Ale często prowadzącą donikąd.
Błąd. Trudny do odwrócenia.

Moja rada. Jeśli decydujesz się zostać kochanką, nie licz na przyszłość.
Pamiętaj to jest chwilowe i bez przyszłości.
Może przyjść i bez ostrzeżnia, bez konsewkwencji powiedzieć: odchodzę.

Nie przeczę, że mogą być wyjątki.
Małżeństwo bez miłości i znajduje się prawdziwe uczucie.

Kochanka od której odchodzi mężczyzna jest przegrana. Nie dość, że poniżyła się, rozbiła małżeńswto to jeszcze na koniec została porzucona.
Walczą do końca.
Wszelkimi możliwymi sposobami. Robią sceny. Biorą na litość i wielką miłość.
Nie jest to trudne, bo i tak nie mają już godności.

Żona nie jest wygrana.
Tu nie ma wygranych. Żona i tak już przegrała. Tylko wcześniej.
To między nimi już będzie.
Czy jemu jest tak dobrze. Nie sądzę.

Ona wiedziała, że ja cierpię. Widziała, od początku, że coś jest nie tak. Traktował ją jak mnie. Chciał drugą Bet. Młodszą.
Sama się przyznała, że odszedłby od niej gdyby wiedział, że ma do czego wracać.
Pytała się mnie: czemu się z Tobą nie rozwiedzie.
Wydaje mi się, że przeczuwała że on do mnie wróci. Nic dziwnego, że żyła w niepewności, że go sprawdzała.

Chciał się zabawić, chciał tego zakosztować. Była za ładna, za kusząca, za bardzo napalona.
Wymknęło się spod kontroli. Stracił małżeńswto, nie chiał zostać sam.
Zżył się też już z nią.

Wiecie co on teraz mówi: całe szczęście, że nie doszło do rozwodu.
Rozwód, dziecko. Nie wyszło ani jedno ani drugie( chyba:))

Mniejsza o to.
Pewnie ktoś napisze, nie rozmyślaj. Niepotrzebnie analizujesz.
Nie, to są takie zapiski bez emocji, być może też błędnie postrzegam to co było lub jest teraz.
To nie ma większego znaczenia. Dla mnie to jest obojętne.




Awantura była straszna.
To dało mi obraz. Między nami już się raczej nie poukłada.
On ma do mnie pretensje. Wyrzuty o wszystko.
Jest dla mnie chamski i uważa, że to moja wina i że jest tylko taki jaka ja dla niego.
Sory, ale romansu nie miałam.
Chwali mi się długiem już 83 tyś zł jakbym to ja go zrobiła.
DzJ - to chyba jest dziw... j....
To ma mi dać do myślenia.

Zaczęło się od klienta. Musiałam zrezygnować z ważnego zlecenia.
Teraz my mamy oszczędzać. Dzieci.
Przecież jasne, że nie będzie tego spłacać kochanka.

Mam popsute życie.
On do mnie wciąż z pretensjami.
Ok, ile mam brać wszystko na siebie.
Dlaczego cała wina ma być po mojej stronie. Co za przyjemność ja z tego miałam. Jestem tym zmęczona.

Miłość trwa... do czego mnie zaprowadziła.
Dzisiaj jest bardzo źle. Tracę grunt.
Popełniam błędy, ale w środku się buntuję.
Fu.., kocham go, ale tak żyć nie mogę.

1 045

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

.
Fu.., kocham go, ale tak żyć nie mogę.

.

ale jeszcze długo będziesz,gdyby za masochizm przyznawali Nobla,byłabyś w czołówce do jej otrzymania.

1 046

Odp: Miłość trwa

bet
Sama znasz swoje uzcucia, ale nie jestem przekonana czy to milość. Jak można kochać kogoś ,kto jest wobec Ciebie chamski i kto Cię jawnie oszukuje. Ty się obwiniasz? Piszesz o medycynie estetycznej, z której powinnaś byla skorzystać? Myślę, że powinnaś udać się do jakiegoś fachowca, bo to co piszesz i jak piszesz świadzcy tylko o tym, że nie potrafisz się odnależć, że nie kochasz siebie. Piszewsz, że jesteś silna, myślisz o sobie, ale to g... prawda. Masz zamydlone oczy, szukaszz winny w sobie, pisanie w kólko tego samego nie pomoże. Zgadzam się z Nikandrą.
Ale popatrz w jakiej sytuacji jesteśTy a w jakiej Twój mąż. TY się miotasz, kochasz go, tłumaczysz. Ona ma to gdzieś, fajnie się bawi(ł) i wpędza Cię w kompleksy. Nie pzreszkadza Ci to? Ze ktoś zniszczył Twój świat(to nie byla kochanka) i teraz konsekwentnie po Tobie depcze??
bet
To nie jest wina kochanki, bo jak nie ta to inna. To winna jego i teraz Twoja bo pozawalsz po sobie jeżdzić..
Get real, girl!!! Jak mówi mój kumpel. Get real!!

1 047

Odp: Miłość trwa

Chyba przebrał miarkę.
Z tą medycyną estetyczną to trochę żartuję, ale taka prawda.
Czasem na kogoś bliskiego patrzysz i po nim widzisz, że czas płynie.
Patrzę na swoje koleżanki i widzę, że nie wyglądamy już jak 20 lat temu.
Nie chodzi o to że źle, ale innaczej.
Mążowi wczesniej to nieprzeszkadzało, chyba.
Kiedy ją poznał powiedział mi, że mogłabym coś zrobić, bo mam świetną figurę itd.
Prosił, żebym się nie obraziła, że jemu i tak się podaobam itd ( ale zdradził !!!)

Nie żałuję, ze tego nie zrobiłam, ale że nie byłam większą egistką.

A teraz, nawet dobrze, że tak wyszło.
Napisałm mu, że ma ztych długów wychodzić i nie obarczać mnie samymi problemami.
Zostawiać kasę i sobie radzić.

I nie przesadzajmy z tą miłością. Każdy ma w sobie jakieś pokłady uczucia.
Ja nie ukrywam, że jest mi ciężko i będzie.
Najpierw mnie do siebie zbliżył a teraz obarcza problemami, żebym z nim spłacała długi.

Trochę mu nawrzucałam.
Że jestem an niego zła: zniszczył rodzinę, jest nieodpowiedzialny, wpędził nas w długi.

Ma wobec mnie wymagania, żyję w poczuciu winy.
Nie daję rady.

Jeszcze parę kwiestii poruszyłam.
Zaczęło się od sprawy firmowej.
Trochę się zapomina. Nie jestem jego pracownikiem i nie życzę sobie, żeby rozmawiał z moimi klientami. Nie zrobił tego, ale miał taki pomysł.
Im większe długi tym większe zadzieranie nosa.

Napisał mi w nocy ile ma zleceń, że powinno starczyć.
Co mam mu napisać. Bzdury.
Jego szacunki należy skorygowac o 30%, od tego odjać podatki i koszty pordukcji.
Ojciec chce mu pomóc, ale on woli sam.
Niech mnie nie wpieprza.
Jeszcze się nie nauczył liczyć.

Syna wyrzuciłi ze szkoły, bo od marca zeszłego roku nie płaci czesnego.
Prosiłam ,żeby wysłał chociaż 1000 zł.
Nie zrobił tego.
Co ja z tym dzieckiem zrobię. I tak są z nim problemy.
Chodzi do tej szkoły od 1 klasy szkoły podstawowej.
W drugijej gim zmienię mu szkołe, kolegów.
W tej sytuacji.

A on prowponuje mi wyjazd na ferie do Zakopanego.
Podurniał?
Jak mam siedzieć w górach i myśleć co zaraz zlicytują.
Ucieczka od problemów.
Dla mnie najpierw spałta zobowiązań, potem przyjemności.

Chcę mięć z nim dobre relacje. Jęsli się da.
Ale jeśli chodzi o bliższe relacje z nim to chyba już nie dla mnie. Dystans.
Nie wiem czy dam radę, będzie mi ciężko.

1 048 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-02-14 13:00:10)

Odp: Miłość trwa

Nie będę odnosiła się do spraw że tak napiszę emocjonalnych, sercowych ale finansowych, ekonomicznych.

Dla mnie i raczej nie tylko dla mnie zakrawa to na kuriozum, w pewnym sensie jestem zgorszona i zszokowana.

Jak można dopuścić aby dziecko wyrzucili ze szkoły bo nieopłacone czesne? A Ty jak zwykle obwiniasz za tę sytuację tylko męża, gdzie byłaś  w marcu, czerwcu, wrześniu, grudniu? Na zakupach, u fryzjera? Tak Ty masz nie płacić, to on  ma zapłacić, musi  a Ty masz wymagać. Od kiedy wiesz, że płacił za szkołę? Ile w tym czasie pieniędzy poszło na przyjemnostki?
Najpierw rachunki, później przyjemności piszesz ale nie trzymasz się tej zasady.

Bet , wybacz ale racjonalnie myślący człowiek zaczyna ciąć wydatki gdy pojawiają się problemy finansowe.
Zgoda, to wina męża ale oberwało dziecko, które teraz zapewne przeżywa upokorzenie, tak, upokorzenie bo zostało usunięte z placówki. A Ty chodzisz po galeriach handlowych na zakupy i z oczekiwaniem na kolejne pieniądze  od męża.
   Zgoda, ma wyjść z długów ale zdrowo myślący człowiek, jeżeli zaczynają się problemy z pieniędzmi a mąż jest niesłowny, przenosi dziecko do szkoły publicznej, tysiące dzieci uczęszcza do takich szkół i nie są ani upośledzone ani gorzej wykształcone. A może to chodzi i lans,  poczucie wyższości: dziecko w szkole prywatnej, ciuchy od Gucciego, a pod spodem smrodek długów.
Domagasz się pieniędzy od męża, masz prawo owszem ale w granicach rozsądku. Pora zacząć patrzeć na świat racjonalnie, nie przez szyby mercedesa i luksusowych butików.
Oboje nie dostaliście w tyłek jeszcze od życia, najbardziej skopane będą wasze dzieci.

Gdybym to ja wymagała tylko od męża pieniędzy na wszystko i tupała drogim bucikiem mąż wypiąłby się na mnie gołym tyłkiem, setki facetów by tak postąpiło.
Kiedyś mąż mojej koleżanki zwierzał się mi, że nazwał swoją żonę Dajka. Dlaczego? Bo cały czas słyszał DAJ, też zdradził wcześniej. Nie wytrzymał Dajki i odszedł.

1 049

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

Nie będę odnosiła się do spraw że tak napiszę emocjonalnych, sercowych ale finansowych, ekonomicznych.

Dla mnie i raczej nie tylko dla mnie zakrawa to na kuriozum, w pewnym sensie jestem zgorszona i zszokowana.

Jak można dopuścić aby dziecko wyrzucili ze szkoły bo nieopłacone czesne? A Ty jak zwykle obwiniasz za tę sytuację tylko męża, gdzie byłaś  w marcu, czerwcu, wrześniu, grudniu? Na zakupach, u fryzjera? Tak Ty masz nie płacić, to on  ma zapłacić, musi  a Ty masz wymagać. Od kiedy wiesz, że płacił za szkołę? Ile w tym czasie pieniędzy poszło na przyjemnostki?
Najpierw rachunki, później przyjemności piszesz ale nie trzymasz się tej zasady.

Bet , wybacz ale racjonalnie myślący człowiek zaczyna ciąć wydatki gdy pojawiają się problemy finansowe.
Zgoda, to wina męża ale oberwało dziecko, które teraz zapewne przeżywa upokorzenie, tak, upokorzenie bo zostało usunięte z placówki. A Ty chodzisz po galeriach handlowych na zakupy i z oczekiwaniem na kolejne pieniądze  od męża.
   Zgoda, ma wyjść z długów ale zdrowo myślący człowiek, jeżeli zaczynają się problemy z pieniędzmi a mąż jest niesłowny, przenosi dziecko do szkoły publicznej, tysiące dzieci uczęszcza do takich szkół i nie są ani upośledzone ani gorzej wykształcone. A może to chodzi i lans,  poczucie wyższości: dziecko w szkole prywatnej, ciuchy od Gucciego, a pod spodem smrodek długów.
Domagasz się pieniędzy od męża, masz prawo owszem ale w granicach rozsądku. Pora zacząć patrzeć na świat racjonalnie, nie przez szyby mercedesa i luksusowych butików.
Oboje nie dostaliście w tyłek jeszcze od życia, najbardziej skopane będą wasze dzieci.

Gdybym to ja wymagała tylko od męża pieniędzy na wszystko i tupała drogim bucikiem mąż wypiąłby się na mnie gołym tyłkiem, setki facetów by tak postąpiło.
Kiedyś mąż mojej koleżanki zwierzał się mi, że nazwał swoją żonę Dajka. Dlaczego? Bo cały czas słyszał DAJ, też zdradził wcześniej. Nie wytrzymał Dajki i odszedł.

Popieram. Jedna z nielicznych sensownych wypowiedzi w tym temacie.


Czytając ten temat, tylko jedno rzuciło mi się w oczy: KASA, KASA i jeszcze raz KASA
Autorka tylko rząda, bo dzieciom się należy, jej również, przecież chce żyć na takim poziomie, jak dotychczas. Wyrachowanie i materializm w czystej postaci. Zawsze myślałam, że dzieci są wspólnym dobrem rodziców. A tutaj widzę wkład finansowy tylko ze strony ojca, a powinno być 50/50, czyż nie tak? Ojciec finansuje wszystko, chociaż autorka ma swoje pieniądze, jak sama często podkreśla, tylko, że to są pieniądze, na jej wydatki, przyjemności.

1 050

Odp: Miłość trwa

A czas poświęcany dzieciom przez Bet, to rozumiem według Ciebie,  żaden wkład w utrzymanie i wychowanie dzieci ? Jak tutaj wyliczyć to 50/50 wkładu w utrzymanie wspólnych dzieci ?

1 051

Odp: Miłość trwa

Bet,

Zastanow sie nad soba.

Wspomnialas niedawno ze maz Ci chce kupic nowego  mercedesa, sama sie nad tym pomyslem rozplywalas? 2 tygodnie temu !!!!!!!!!! :OOOOOOO
A dziecko wasze nie  ma oplaconej szkoly  i  macie dlugi. Oboje zyjecie chyba w chmurach! No chyba ze zarabiacie 100 000 zl miesiecznie, to fakt dlug 83 jest pewnie nie duzy.

Jezdzicie na narty... na wakacje.... , a dziecko nie ma szkoly oplaconej ???????????? !!!  dochodzi do tego ze jest wyrzucone?


Cos mi sie te wszystko twoje opowiesci kupy  nie trzymaja ... nic a nic

Co do meza zdrady. Nie obwiniaj kochanki, mogl sie z nia przespac raz i zalowac. Ale on ma romans.... i najwyrazniej nie ma zalu za to co zrobil.

ogarnij troszke finanse i moze pozwij meza o alimenty i zejdz na ziemie i idz do psychologa, pogadaj z kolezankami moze cie postawi ktos do pionu.

PS

A nie przyszlo Ci do glowy, ze wasza sytuacja jest wynikiem twojego charakteru a nie wygladu??? Sory za brutalnosc, ale charakter jest tez istotny.
Nad tym czasem latwiej popracowac, niz nad tym by isc pod noz. choc nie jestem przeciwna operacjom plastycznym i jak masz taka potrzebe by sobie poprawic samopoczucie to czemu nie....

1 052 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-02-14 14:41:50)

Odp: Miłość trwa
Volver napisał/a:

A czas poświęcany dzieciom przez Bet, to rozumiem według Ciebie,  żaden wkład w utrzymanie i wychowanie dzieci ? Jak tutaj wyliczyć to 50/50 wkładu w utrzymanie wspólnych dzieci ?

Czasu poświęconego dzieciom nie zastąpią żadne pieniądze, wyczytałam, że mąż  mieszka u ojca, jaki to problem podrzucić 2 dzieci do taty? Jaki problem ustalić konkretnie kontakty z dziećmi? Ale trzeba to chcieć zrobić, być konsekwentnym.
Jak się ma podział finansowy 50/50 na dzieci i dom? Tu już powinien tata więcej płacić bo tak było zawsze?
Jak wiele słów o mężu, kochance, uczuciach a na końcu wzmianka o synu wyrzuconym ze szkoły.
Uderzyła mnie hierarchia spraw: mąż, pieniądze, uczucie i na końcu szkoła syna.

Na razie w każdym poście tekst o przebraniu przez męża miarki, o końcu, (którego nie widać) i tłumaczeniu męża.

-Jak mąż ma szanować Bet, skoro ona sama się nie szanuje?
-Jak ma nią nie pomiatać skoro ona na to pozwala?
-Jak ma jej nie obrażać w smsach skoro ona na to pozwala?
-Bet pisze, że kierowała mężem, więc w którą stronę skierowała tę kierownicę?
- Mąż poczuł, że może WSZYSTKO a i tak dostanie rozgrzeszenie od żony.

Dla mnie jest niewyobrażalne aby moje dziecko usunęli ze szkoły za nieopłacone czesne a ja bawiłabym się w Wawce czy na zakupach. I czekałabym na łaskę męża.
Ja jestem zszokowana.
Idę do galerii handlowej się odstresować.

1 053

Odp: Miłość trwa
Volver napisał/a:

A czas poświęcany dzieciom przez Bet, to rozumiem według Ciebie,  żaden wkład w utrzymanie i wychowanie dzieci ? Jak tutaj wyliczyć to 50/50 wkładu w utrzymanie wspólnych dzieci ?

Czas poświęcony dzieciom to wychowywanie, nie utrzymywanie. Rozumiem, że wkładem matki jest poświęcony czas, a ojca powinna być kasa, tak? To może ja też nie muszę utrzymywać swojego dziecka, będzie na nowe super buciki smile
Jestem zgryźliwa, wybaczcie, ale po prostu tego nie rozumiem. Staram sobie wyobrazić taką sytuację, gdy mojemu dziecku jest coś niezbędne, a ja tego nie kupię, nie zapłacę, bo to obowiązek ojca, i to wszystko dla jakieś zasady, nawet nie wiem jakiej.

1 054

Odp: Miłość trwa

Rednight, nie czytałam Twojego wpisu do końca.
Odniosę się tylko tak.
Jeśli przyzwyczaję męża, że sama z wszystkiego rezygnuję, żeby tylko dzieciom było jak najlepiej to zostawi 500 zł /1 dziecko i będzie super.
Cenę płacą też dzieci. 
Ja się nie ugnę. Nie zapłacę.
Myślę, że mąż zaraz zrobi przelew. Tak powiedział.
Był przed chwilą, zostawił kasę.
Może być sprawa u komornika, ale do szkoły chodzić raczej będzie.
Mają mało uczniów, na każde dziecko dostają pieniądze od miasta.

1 055

Odp: Miłość trwa
morte81 napisał/a:
Volver napisał/a:

A czas poświęcany dzieciom przez Bet, to rozumiem według Ciebie,  żaden wkład w utrzymanie i wychowanie dzieci ? Jak tutaj wyliczyć to 50/50 wkładu w utrzymanie wspólnych dzieci ?

Czas poświęcony dzieciom to wychowywanie, nie utrzymywanie. Rozumiem, że wkładem matki jest poświęcony czas, a ojca powinna być kasa, tak? To może ja też nie muszę utrzymywać swojego dziecka, będzie na nowe super buciki smile
Jestem zgryźliwa, wybaczcie, ale po prostu tego nie rozumiem. Staram sobie wyobrazić taką sytuację, gdy mojemu dziecku jest coś niezbędne, a ja tego nie kupię, nie zapłacę, bo to obowiązek ojca, i to wszystko dla jakieś zasady, nawet nie wiem jakiej.

Dla zasady, że ON MUSI bo tak zawsze było, bo przebajdał kasę z kochanką więc niech odrabia, bo ja mam swoje na własne potrzeby, nie będę z własnych dokładała do domu, a co, niech on się stara  hmm

1 056

Odp: Miłość trwa

Bet,

Zgadzam sie z wieloma twoimi opiniami...

Ale twoje niektore komentarze naprawde pokazuja, ze jestes troche niepowazna. Dla zasady nie zadbalas o szkole dziecka... a chcialas wiecej na siebie? I pozwolilas by dziecko wywalili ze szkoly w srodku roku szkolnego?

Czy  ty wogole sie slyszysz?

Twoje wywody na temat zlamanego serca i rozczulanie sie nad twoim mezem... w powyzszym kontekscie sa  wrecz zenujace.

Raz bluzgasz na meza, raz rozczulasz jak nad bezdomnym szczeniaczkiem... 

Serio cie nie rozumiem.

1 057

Odp: Miłość trwa

Spokojnie. Po prostu uważam, że syna ze szkoły nie wyrzucą.
Wciąż słyszałam: zapłacę.

Jęśli się zapłaci to im się to nie opłaca.
W klasie ma 5 osób. Jedna chyba teraz odejdzie.
Zostają 4. Wyrzucą syna będą 3.

Umowa była, że on szkołe opłaca.
Zresztą z tymi finansami to jest taki dziwny układ.
Mąż chyba chce utrzymywac rodzinę. To dla niego ważne.
Kupiłby mi tego GLK jakby go było stać.
Przeliczył się.
Mam pretensje, że ukrywał przede mną, że jest tak źle.
Teraz też mne pociesza. Przyniósł pieniądze, opowiada ile ma złeceń.
Ja kupuję sprzęt z dotacji, który prawdopodobnie będę mu udostepniać.

A ja chyba wiem co się dzieje.
Jesetm umówiona na dzisiaj do psychologa.
Nie radzę sobie ze sobą.
Może nerwica...

Czytałm kiedyś o takim chłopaczku.
Miał nerwicę. Doprpwadził do tego, że zerwła z nim dziewczyna. Potracił kolegów.
Pracę chyba też stracił. Rodzina miała dosyć.
Zawala się wszystko. Na kazdym polu.

Obawiam się, że ze mną też tak będzie.
Tak sobie wszytkich do siebie zrażę, że będzie jeszcze gorzej.

Mąż przyszedł drugi raz. Zastał mnie zapłakaną.
Zdziwony: co się dzieje. Czemu płaczesz. Przytulił. Nie chciałam.
Po prostu sobie nie radzę.

I mam czesm wrazęnie, że to forum mi w tym pomaga.
Charakter - wredna materialistka.
Co się dziwić, że zdardził. Tak?

Nie powinnam brać tego do siebie.
Przecież nie zdradził mnie ze starszą. Tylko piękną i młodą.
Mówi, że ma koszmarny charakter.
A... za dużo tego dla mnie. Długo, dużo i ja zawalam.

1 058

Odp: Miłość trwa

Morte, najlepiej żeby kobieta odchowała dzieci zajęła się domem i jednocześnie zarabiła 50/50.
Jedno czy czworo bez róznicy. Superwoman da radę.

W sumie to nigdzie i nigdy chyba nie zebrałam tyle krytyki co na tym forum.
I ok. Każdy może skrytykować.
"Solidarność jajników". Może dzięki temu zarabiamy gorzej, alimenty na dzieci śmieszne, wymieniają nas na młodsze , inne itd.

Kasa, kasa, kasa.
Ok, a wy to takie żyjące czym?
Może ja jestem szczera.
Co z tego , że kasa się liczy.
Z mężem w tej kwestii się dogadywałam. Jakoś on nie miał pomysłu 50/50.
Jest kicha, zawalam, nie radzę sobie.

Super, że wam tak nieźle idzie.
Ja nie widzę w tym nic złego. Mamy dzieci, jest oficjalnie mężem.
On lubi utrzymywać. Tak myślę. Czuje się wtedy męski, potrzebny.
Wiem , że niewielu takich jest.
To zawsze był jego plus.
Nie było sprzeczek o kasę.
Plusy i minusy.
Dbał, żeby jego kobieta dobrze wygłądała, dzieci. Lodówka żeby była pełna.
Mówił, że wtedy jest zadowolony z siebie.
Dla niego to jest ważne. Zapewnić byt rodzinie.
Tak też dbał o tamtą.

1 059

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Morte, najlepiej żeby kobieta odchowała dzieci zajęła się domem i jednocześnie zarabiła 50/50.
Jedno czy czworo bez róznicy. Superwoman da radę.

W sumie to nigdzie i nigdy chyba nie zebrałam tyle krytyki co na tym forum.
I ok. Każdy może skrytykować.
"Solidarność jajników". Może dzięki temu zarabiamy gorzej, alimenty na dzieci śmieszne, wymieniają nas na młodsze , inne itd.

Kasa, kasa, kasa.
Ok, a wy to takie żyjące czym?
Może ja jestem szczera.
Co z tego , że kasa się liczy.
Z mężem w tej kwestii się dogadywałam. Jakoś on nie miał pomysłu 50/50.
Jest kicha, zawalam, nie radzę sobie.

Super, że wam tak nieźle idzie.
Ja nie widzę w tym nic złego. Mamy dzieci, jest oficjalnie mężem.
On lubi utrzymywać. Tak myślę. Czuje się wtedy męski, potrzebny.
Wiem , że niewielu takich jest.
To zawsze był jego plus.
Nie było sprzeczek o kasę.
Plusy i minusy.
Dbał, żeby jego kobieta dobrze wygłądała, dzieci. Lodówka żeby była pełna.
Mówił, że wtedy jest zadowolony z siebie.
Dla niego to jest ważne. Zapewnić byt rodzinie.
Tak też dbał o tamtą.

Bet,

Ludzie komentuja to jak sama to przedstawilas wiec sie nie dziw.

Co do finansow, ze bierzesz kase od meza to - ja sie z toba zgadzam, calkwicie. Masz 4 dzieci, jestes matka, sama je urodzilas... wiec chlop powinien o was dbac w 100%. I nic mu w tym aspekcie nie ulatwiaj. I wyciskaj jak cytryne.

Skomenttowalam tylko co napisals o szkole syna, z twojego opisu. I to ze sie nad nim rozczulasz. Z tym musisz przestac.

1 060

Odp: Miłość trwa

bet
Zalisz się ,że Cię krytykują. To po co wchodzisz na forum? Z musisz się z tym liczyć. Tym bardziej,że z punktu widzenia wielu osób, które nie mają pracy albo zarabiają tyle, że im na tydzień życia starcza, Twoja historia wydaje się oderwana od rzeczywistośći. Spróbuj na to w ten sposób spojrzeć.

1 061

Odp: Miłość trwa

Nie, no liczę sie z tym.
Zresztą, nie wszystko jest się w stanie przedstawić zrozumiale.
Ja z pewnością mam z tym problem.

Byłam wczoraj u psychologa.
Dobrze, że poszłam. Pójdę znowu.

Pomogła mi trochę.
Wytłumaczyła, że mam w zupełności prawo czuć się tak źle.
Namącił mi.
Ptzyjęłąm go po zdradzie, dowartościował się.

1 062

Odp: Miłość trwa

Nie dałam rady w nocy zasnąć.
Walentynki...!!!

Nie wrócił na noc.
Płakałam, boloło mnie serce ( dalej boli).
Postanowiłam napisać, że się nie starał odbudowac mijego zaufania, że zranił mnie ponownie.
Wystarczy mi tego.

Jakby jemu się podobało gdybym pie.... się z innym i z nim na zmianę.

Ogólnie, to że ja rezygnuję.
Nie wykorzystał szansy. Jest jasne.

Rozmawiałam z jego ojcem.
Wyjechał do Wrocł... na sesję, potem Wałbrzych itp.
Sprawdził go. Podał mi hotem w którym się zatrzymał.

Mąż się tłumaczy.
Uważa , że piszę bzdury.
To jego jedyna droga.
Napisałam: beze mnie.
Potem jeszcze jakieś odpowiedzi w jego stylu ( powinny dotrzeć): mam to w d..., spierd..., pierdo...
to.

On taki jest. Ja na tacy.
Po co się starać.
Może jak mnie całkiem straci to poczuje brak. Będzie wiedział czy kochał.

Ja pokazywałm jak mi zależy.
On oczekiwał.
Zdobędzie, postara się, albo trudno.
Na razie jest : "trudno".

Nie wyszło, nie był szczery.
Ja mu szczerze, tak jak chce: nie ufam, nie wierze. Nie mam podstaw.

"Chcę być kochana i kochać. Ty mi tego nie dajesz"

Zależy mi na nim. Ale nie da się w ten sposób.
Obwiniam się, że mu nie ufam. A co zrobił żebym zaufała.
Kasa i to średnia. Z dodatkiem długów.

A czułość, miłość, bezpieczeńswto.
To wyznałam w końcu, że ja potrzebuję miłości szalonej,
Takiej silnej, abym nie myślała o tym co było. Aby to przyćmiła.

Być szczerą, namietną spontanicznie mogę być w stosunku do kogoś komu ufam, jestem go pewna.

Psycholog doradziła, żebym nie była z nim do końca szczera w sprawach uczuć.
Żadnych wyznań: kocham Cię

Przegięłam znowu.
Ale tymi walentynkami mi tak dowalił, że mnie poniosło.
O mało w nocy z rozpaczy nie zeszłam.

Piszę mu, że nie wierzę. A tak w sumie to mam nadzieję, że pisze prawdę. Chciałabym...

Jak to sprawdzić.
Nawet jakbym zadzwoniła do niej. To co mi to da.
Zrobię z siebie pośmiewisko. Nie zadzownię.

Beznadziejnie.
Chcę znać prawdę!!! Zamęczam się.

Najlepiej się odciąć. Łatwo powiedzieć.

1 063

Odp: Miłość trwa

Bet,

Jakbys troche posluchala co ludzie pisza do ciebie to bys zaoszczedzila wydatkow na psychologa, ale wyraznie wolisz ignorowac nasze rady..

Jestes juz tak dlugo na forum, czytasz inne tematy poza swoim? Jesli nie to poczytaj...

Tracisz czas. Twoj maz ma cie centralnie w d... i jest aroganckim, bezczelnym burakiem  powiem ci ze to, ze z toba sypia i cie tak wodzi za nos i olewa to juz podlosc. I powiem ci ze jest prostakiem.

Ale... sama pokazalas, ze nie musi cie szanowac...

Dziwilas sie czemu sie ??dziwimy?? ze sypiasz z wlasnym mezem. Moim zdaniem twoje zachowania sa szokujace i sory ale takie slodzenie, wyznawanie milosci, oczekiwanie milosci ? przynosi odwrotny skutek. Jak chcesz ryczec to rycz ( kazdy z nas to robi ) ale nie przy nim, to jest dla niego karma i go tylko umacnia...

No nie wywolasz w nim pozytywnych zmian  sercem czy miloscia ? wiem, z autopsji...

Wiesz co mysli dolsownie twoj maz:

Ech ta moja zonka... taka naiwna, zakochana. Kurcze  musze byc niezly.... zdradzam ja, klamie, olewam..  a ona i tak chce namietnosci, milosci :OOOO. Jak chce to ja moge miec na zmrugniecie oka, i przyleci na skrzydlach z maslanymi oczami...  a iii   na okolo tyle mlodych  lasek, kurcze po co mam sie starac jak moge miec je + zone ( od czasu ... do czasu )

Bet,

Kobieto, nie masz 15 lat.. dorosnij...., dorosnij. I szanuj sie... choc troche.


Gdyby kobiety nie zachowywaly sie tak jak ty to przynajmniej polowe  mniej facetow na swiecie by zdradzalo.

To forum otwiera ludziom oczy, no ale najwyrazniej nie twoje...

Swoja droga, ciekawe czy za 3 dni nie przyjdzie z kwiatami, sciagnie spodnie a ty znow stwierdzisz, ze ?? milosc trwa...??  ????

W relacjach damsko ? meskich warto zachowac, klase i szacunek do wlasnego ciala i ducha. Jest to bezcenne.

PS

Nie pisze tego by ci sprawic przykrosc, tylko by ci pomoc !!! Zapamietaj...

1 064

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

N
Ale tymi walentynkami mi tak dowalił, że mnie poniosło.
O mało w nocy z rozpaczy nie zeszłam.


Najlepiej się odciąć. Łatwo powiedzieć.

bet- to co napisałaś, jest dowodem na to, że siedzisz na tym samym etapie emocjonalnej zależnoścvi i bółu, w jakiej byłaś, gdy to się zaczęło.. ciągle i ciągle, od nowa i od nowa..

zamiast wyleźć z destrukcji, to się jej kurczowo trzymasz..

rozpacz?? bet,, ty już dawno nie powinnaś być w rozpaczy, to powinnaś kosntruktywnie rozwijać sswoje życie

uczepiłaś się tej "IDEI twojego MĘŻA" jak rzecz
trzymasz kurczowo i nie widzisz-że stałaś się dla niego taką samą gierką.. jaką była tamta

bet... może byłaś czasem na przeczekanie PRZED walentynkami??

1 065

Odp: Miłość trwa

"Miłośc trwa" - nie chodzi o moje odczucia, tylko o prawdziwą miłość.
Uważam, że jest ona na całe życie i trwa mimo tego co się wydarzy. Nie ustaje.
Nie zniszczy jej zdrada, przeceiwności losu.
Taka miłość jest na zawsze, do końca.

Nie zdadzam się z tym co pieszecie. W całej rzociągłosci.
Może popełniam w życiu błedy, ale szanuję siebie a zatem i swoje ciało.
Stram się łsucgac swojego serca, odczuć.
Nie kwiatki czy spodnie.
Wybaczyć komuś kogo się kocha jest bardzo łatwo. Zwłaszcza jeśli jest to jego jak uważa "błąd".
On skrzywdził też siebie.

Moje podejrzenia były prawdopodobnie niesłuszne. To znaczy tak właściwie to jestem tego pewna.
Ale miałam prawo się tego obawiać.
Cieszę się..., to mnie bardzo gnębiło.
W końcu dałam mu szansę.

End_aluzja, nie chcę Cię urazić, ale nie chciałabym kiedykolwiek być na takim emocjonalnym etapie jaki można wywnioskować z Twoich postów.

1 066

Odp: Miłość trwa

Niepewności, podejrzeń, niejasności będzie jeszcze dużo przed Tobą Bet.
Miłość może trwać do końca ale ewoluuje, zmienia się z upływającym czasem, doświadczeniami.
Ty bierz co najlepsze dla Ciebie i dzieci.

Śniegu u nas mnóstwo  wink
Wiosny chcę już  wink

1 067

Odp: Miłość trwa

Mnie tam obojętne co za oknem.
Znowu jakies foramalności. Siedzę cały dzień przed komputerem.
Robię mężowi niezły prezent. Ale "wyrachowane materialistki" tak już widocznie mają.

Headstrong, ja już sama się w tym gubię, czy wierzę czy nie.
Raz tak, a potem sobie coś wyobrażę. Pomyślę, może on oszukuje.
Maile z Iphona, może pisze z nią ... itd.
A potem jak z nim rozmawiam , jestem, widzę, że jest inny.
Taki spokojniejszy, nie rozbiegany.
W ogóle o tym nie mówi.
Tylko, jak się czepiam: El...., to jest skończone. Nie ma tematu. Nie rozmawiajmy już o niej.
Ostatnio powiedziałam, że ma bardzo ładną buzię.
On: co ty mówisz. Jaką bardzo ładną.
Telefon leży, on na niego nawet nie zerka.
Niedzielę prawie całą spędził z nami w domu. Bawił się z maluchami itd.
Był też dla mnie jakiś inny. Taki jakby "dobry", czuły.
Nienachalnie.
Ale dziwnie się czułam. Może dlatego, że byłam bardzo śpiąca.

Nie widujemy się w ciągu tygodnia.
Zabiera syna na tenis. W pracy cześć i każde w swoją stronę.
Obiady gotuje mu ojciec, zaoapatruje lodówkę.
A kiedyś robił mu regularnie kanapki do pracy.

Nieźle, cały dom do dyspozycji dwóch facetów. Teść wreszcie nie mieszka tylko z psem.

Prostuje go, nawraca, rozmawia "po męsku" ( chyba bardziej trafia).
Do pracy ma z 200 metrów. Na górze jestem ja z dziećmi.
Właściwie mogłabym się z nim umawiać, kiedy chcę się spotkać ( nie robię tego)
Nie kręci sie po domu, siedzi w biurze.

Kiedy mnie przytula ( ostatnio) czuję uczucie, jakby miłość, troskę, dobroć.
Trudno to okreslić i mogę sie też naiwnie mylić. Chociaż nie sądzę.
Zresztą, na razie co z tego.

Powiedziałam, że dobrze by było, aby wakacje przeznaczył na leczenie.
Jeden samochód już poszedł za długi. Przyznał się...

1 068 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-20 13:09:01)

Odp: Miłość trwa

Wiesz Bet czytam co napisałaś i tak na przemyślenia mnie wzięło.

1. W moim i męża przypadku po jego powrocie czułam się przez prawie 2 lata jakbym opiekowała się kolejnym małym dzieckiem.
    Był taki bezbronny, skaleczony(ale nie rozpaczający za nią czy rozmarzony), zwichrowany, odczuwający najdrobniejszy  ból jakby obdarty ze  skóry. Miałam wrażenie, że uczę go życia, zasad, norm, nawet czynności codziennych,
     pokazywałam mu  drogę, cele do których teraz zmierza, wspierałam w każdym małym sukcesie jednocześnie byłam wymagająca i konsekwentna. Nie była to litość z mojej strony czy nadopiekuńczość. To żmudna droga wychodzenia z ciągu alkoholowego i melanżu z panienkami. Miałam wrażenie, że wrócił do domu zepsuty jak... zepsute auto i po prostu wymaga naprawy. Ba, miałam takie myśli, że to ona swoją rozwiązłością, nawykami wyniesionymi z agencji towarzyskiej go zepsuła.

    Pewnie zostanę zaraz skrytykowana za to powyższe ale pisze jak było.
   W Twoim przypadku wydaje mi się, że też tak trochę jest.
2. Teraz od ponad roku to on opiekuje się mną czasem aż do przesady, czasem mam dość już tego jego zainteresowania, troski, czułości. Sama siebie tym zaskakuję.

3. Wyobraźnia to takiej traumie potrafi płatać niezłego fikusa, nakręcać filmy, przywoływać wyolbrzymione obrazy.
  Z małej rzeczy potrafimy rozpętać niezłą burzę, kiedy on już jej nie ma w myślach my nadal "wiemy swoje".
Potrzebna jest praca nad własną psychiką. Dać sobie po łapkach za kręcenie filmów. Co ma się stać to się stanie więc zaoszczędźmy sobie dodatkowego stresu.
Ja już nie mam takich jazd, filmów, nie mam już filmów historycznych. Czas i własne życie.
Jedzie w marcu z kumplami na 3 dniowy turniej brydżowy, myślałam, że będę miała weekend dla siebie, poprosił wczoraj  abym z nim jechała, on karty ja SPA i butiki, po turnieju romantyczny wypad w miasto, córa i pies u szwagierki. Romantyk się zrobił.

Dobrze, że ojciec jest z Twoim mężem, być może nawróci go na odpowiedni tor, przywróci priorytety a i teść pewnie darzy Cię większym szacunkiem niż kiedyś. Twój mąż potrzebuje autorytetu. Kto nim będzie?

1 069

Odp: Miłość trwa

Była nieprzyjemna rozmowa.
Chamstwo z jego strony. Patrzyłam na człowieka oschłego.
Takiego, który celowo mnie rani.
Rozmawiałam z jego ojcem.
On nic nie robi. Zje leciutki obiadek, tak żeby nie utyć i znika ( może się źle bzyka z pełnym bebechem).
Jedno co zrobi to odniesie talerz do zlewu. Ojciec mu gotuje, podaje obiadki, zaoapatruje lodówkę, pali w piecu u nas , u niego, sprząta, zmywa naczynia. 
No, wypierze sobie rzeczy.
Przecież ten mężczyzna oprócz pracy nie ma nic do roboty.
I jeszcze pogrążył rodzinę w długach. Dla dzieci czasu nie ma. Pije.
Skarb nie mąż

1 070

Odp: Miłość trwa

Czyli potrafi facet ustawić się w życiu. Podziwiać, pogratulować tylko jak ustawia sobie wszystkich pod swoje życie. A rodzinie współczuć?
Potrafi zatroszczyć się o siebie, tylko siebie.
Wykorzystuje ojca.
Wykorzystuje Ciebie.
I żyje sobie lekko.

Masz ciągłe wahania nastrojów, sinusoida z ostatnich dni bardzo widoczna w Twoich wypowiedziach. Góra- dół, góra-dół.
Jak długo jeszcze?

1 071

Odp: Miłość trwa

No ja powiem szczerze, że na miejscu bet już bym się dawno wykończyła, nie dałabym chyba rady psychicznie.
Obawiam się, droga bet, że to, co nazywasz miłością, która trwa, to tylko psychiczne uzależnienie od męża i ogromny strach przed samotnością i zmianą w życiu. Nikt normalny (przepraszam za to słowo, ale inne mi nie przychodzi do głowy) nie skazuje się na takie emocjonalne huśtawki, jakie Ty sobie fundujesz. Aż czasem z niedowierzaniem czytam Twoje posty - od euforii po mega dół. Zrób coś, bo naprawdę będziesz nieszczęśliwa i może się to źle dla Ciebie skończyć, a po mężulku spłynie jak woda po przysłowiowej kaczce...

1 072

Odp: Miłość trwa

Akurat się z Wami zgodzę.
Dzisiaj znowu psycholog. Ból serca wczoraj, w nocy.
Też się właśnie zastanawiałam czy ja go kocham, czy mnie się to może miesza z przyzwyczajeniem , potrzebą bliskości, tęskonotą za tym co było, no i panicznym lękiem przed nieznanym.
Kiedyś jak wyjeżdżał to nie spałam. Modliłam się za niego. Jeździł jak wariat.
Teraz jest innaczej.
Piszę o miłości , ale tak szczerze to się już aż tak o niego nie martwię.
Ale w sumie to jak mam się martwić jak nie wiem co robi, czy nie wyjechał z nią.
Tak się jakoś stało.
Wciąż boli mnie serce.
Wyjechał wczoraj do W-wy. Został na noc. Ok, ma spotakania.
Tylko niekoniecznie musiał tam jechać sam.
Ojciec powiedział, że go wywali jeśli nie wróci na noc.
To wykombinował wyjazdy służbowe.
Zeszły tydzień, ten tydzień.
Kiedy nawet chleje u ojca, albo po nocach w biurze to czesto do mnie pisze.
Jak nie nocuje u ojca to telefon ma chyba wyłączony, zero kontaktu.
Potem z nim rozmawiam i potrafi rozwiać moje wątpliwości, ojca również.

A ja już tak dłużej chyba nie dam rady.
Wymiękam.
Tak się nie da żyć. Nawet nie mam już ochoty z nim na ten temat rozmawiać.
Tu mnie bajeruje, jak to mu się podobam, jaka to dla niego jedyna droga itp.
To jest już coś innego. Byłam z nim myślami. Byliśmy razem.
Teraz jestem bardziej egoistką. Nie ma takiej jak być powinna troski. 

Nie jestem jakąś bardzo religijną osobą.
Ale dawniej bardziej się do Boga zwracałam z prośbami.
Teraz właściwie nie proszę o nic innego jak tylko , żeby pomógł mi podejmować słuszne decyzje, aby mnie prowadził, abym się w tym wszystkim całkiem nie pogubiła.
Nie zatraciła wiary, ze to co mnie spotyka jest dla mnie dobre.
Być może na tym smutku nauczę się czegoś. Stanę się lepsza, mądrzejsza jako człowiek.
Myślałm też o moim smutku, o tym że szukam szczęścia, czekam na dobre.
A może nie zauważam tego co mam. Za mało sie tym cieszę.

Zdarza mi się być na męża złą, złościć się.
Dlatego, że nie zachowuje się tak jakbym ja tego sobie życzyła.
A przecież odpowiem za swoje życie, nie za jego zachowania.
To co on robi nie powinno mieć wpływu na to jaka jestem, jak żyję, jak się do niego odnoszę.
On wybiera swoją drogę, ja swoją. Ile można rozmawiać. Ile można słuchać wciąż tych samych zapewnień. A ja nie chciałabym być namolna.
Mam jakby dwóch mężów. Potrafi się bardzo zmieniać.
Nie wykluczam, że jest to moja wina.
Podobno powinno się wybaczać bez końca.
Ale do tego trzeba mieć siłę. A mnie jej chyba brakuje. Jestem zajechana.
Więcej dobroci, cierpliwosci, wiary, przebaczenia, spokoju - a ja jestem często nerwowy babsztyl i mam go ochotę kopnąć w jaja.  Tak żeby mi ulżyło, a potem mogę go przytulić i powiedzieć: będzie dobrze...
I wtedy to będzie szczere, chociaż niekoniecznie ładne i dobre!

1 073

Odp: Miłość trwa

bet
Sledzę Twój wątek od początku. To co nazywasz miłością to uzależnienie i niestety bez pomocy specjalisty nie poradzisz sobie z tym sama. Wiem co piszę, bo sama siedzę w tym po uszy. Objawy podobne do Twoich, ciągłe zmiany nastrojów, raz góra, raz dół, nastroje zależne od tego, co zrobi, jak się zachowa mąż. Zadaj sobie pytanie za co w tej chwili kochasz swojego męża, nie patrz na to, co było wiele lat temu i jaki był kiedyś. Pozdrawiam i życzę Ci dużo sił do walki o odzyskanie siebie.

1 074

Odp: Miłość trwa

Spędziłam dzisiaj prawie 3 godziny u psychologa.
Jakoś nie ma mowy o uzależnieniu. Upsokoiła mnie, że to normalne, że się już tak o męża nie matrwię jeśli nie wiem co robi, czy nie jest z inną.
Ma dużo do czynienia z mężczyznami. Fajnie jak tak przybliży mi męski punkt widzenia.
Jej sugestie wychodzą mi raczej na dobre. Ale mam się oczywiście kierowac tym co czuję, wybioerać z tego to co mi pasuje.
Od małego byłam poważna, nie okazywałam uczuć. Jestem cholernie skryta.
Może teraz jak tak się uzewnętrzniam na forum to wydaje się to mało prawdopodobne,ale nie umiem mówić o wielu sprawach. Chciałabym obudzić w sobie " dziecko", bo od dawna jest głownie " dorosły".
Tak w ogóle to ta psycholog dobrze na mnie wpływa.
Lubię jak mi tak wytłumaczy pewne zachowania.
I nie wmawiajmy sobie uzależnień!
Huśtawki nastroju są normalne i chyba nic dziwnego, że czyjeś zachowanie wpływa też na nasz nastrój.
Ja potrzebuję nabrać dystansu, być spokojniejszą i bardziej tolerancyjną.
Przecież na jego zachowanie nie mam wpływu, ale na swoje ... da się popracować.
Popełniam dużo typowych błędów, takich zwykłych w komunikacji.
Najlepsze, że kiedy je popełniam to zdaję sobie z tego sprawę. A i tak w to brnę, bo ponoszą mnie nerwy.
Nieumiejętnie pewne rzeczy wyrażam.
To sie przekłada nie tylko na męża, ale dzieci , znajomych itd...

1 075 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-02-23 00:52:40)

Odp: Miłość trwa

Bet
Wyraziłam swoją opinię, absolutnie nie chciałam nic Ci wmawiać.

1 076

Odp: Miłość trwa

Witam Cię Bet,

Przeczytałam twój wątek i tak być może dodam coś od siebie. Ja straciłam osiem lat życia dla balwana w imię zasady miłość ci wszystko wybaczy bo miłość mój miły to ja....

Nie cię krytykować za twoje wybory.

Jedyne co chciałabym ci powiedzieć to to ze jesteś uzależniona, naprawdę. Ja tez odwiedzam psychologa i ona mi powiedziała ze to w moim przypadku jest uzależnienie. Ty tez żyjesz już tak 20 lat, tak długo tez można
I nie ma tutaj żadnej miłości, a to co przezywasz od dwóch lat już na to nie ma słów.Dla niego jesteś smieciem,naprawdę.

Ty teraz zachowujesz sie jak alkocholik, wiesz ze nałóg powoli zabija ale pić musisz. Odwyk jest najlepszym rozwiązaniem, ratuj sie puki możesz.

Teraz z innej beczki, mówisz ze kochasz dzieci i są dla ciebie wszystkim. Zobacz jaki przykład im dajesz, twoi synowie nigdy nie bedą szanowali swoich partnerek, wyniosą przykład z domu i zrobią dokładnie to samo co wy robicie. Nikt ich nie nauczy szacunku. A twoja dziewczynka nauczy sie ze niech bije, pije, wyzywa zdradza to i tak to zaakceptuje. Tego chcesz dla nich?

Uciekaj jak najdalej, pokaz ze można inaczej,chcesz być sama, bądź, ale wiedz ze można inaczej.

Może dzieci nie bedą miały top ciuchów, super wakacji, i co tam jeszcze, ale naucza sie może szacunku do życia do ludzi, do siebie.

Bo teraz to jadą w dół po linii pochyłej. Kup im psa niech uczą sie miłości i odpowiedzialności na kimś kto tego potrzebuje. Nie wiem czy mogliby coś co kochają uderzyć, wyzwac.

Cokolwiek Bet postanowisz, mam nadzieje ze dla nich ten horror sie skończy. I rzadne dobra doczesne nie dadzą im i nie naucza szczęścia, przed nimi kiedyś konfrontacja z prawdziwym życiem.

1 077 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2013-02-24 13:47:38)

Odp: Miłość trwa

Bet,

a w jaki sposób terapeuta tłumaczy zachowanie Twojego męża? Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia do tego, że mąż chce wrócić, a przy okazji wulgarnie się do Ciebie odzywa, nie mówi co robi, nie wprowadza Ciebie choćby w minimalny sposób w swoje prywatne życie.

Wydaję mi się, że dbaniem o Ciebie i o rodzinę (dzieci) fizycznie, psychicznie oraz finansowo, budowałby  na nowo więzi. Teraz opowiada Ci bajki - typu historia z nowym samochodem dla Ciebie, pisze sms-y, przyjeżdża na seks, nawala w wielu sprawach, nawet się nie tłumacząc - sprawa z feriami chłopców, szkołą syna.

Nie chcę Cię dołować, ale uważam, że powinnaś porozmawiać z mężem na neutralnym gruncie, bez dzieci i zapytać się Go jak on sobie to wszystko wyobraża? Czy naprawdę chce wrócić do domu i dlaczego? Jak Wasze relacje mają wyglądać? - choćby w najbliższej przyszłości,np okres 6 m-cy. Powinnaś wyznaczyć mu granicę. Nie może być tak, że on ma ochotę na seks, to potrafi pokonać kilka schodków wychodząc z pracy. A Ty wiesz gdzie Go szukać, jakbyś miała ochotę? To powinno działać w dwie strony. Jeśli boisz się, że poniosą Cię nerwy, spotkaj się wśród ludzi, w restauracji, podczas sesji u psychologa.

Robienie mu posiłków, pomaganie jest bardzo dobre. Ale co On daje w zamian? Rozmawianie kiedy On chce, spotkanie kiedy On chce.... Takim zachowaniem powodujesz, że on może myśleć, że na niego czekasz i nie masz swojego życia, że zawsze go przyjmiesz. Z tego co piszesz, zawsze może wejść do domu, jak napisze sms, zazwyczaj odpisujesz, odbierasz telefon. On nie czuje, że może Ciebie stracić,więc się nie stara. Może zawalić na całej linii, Ty zrobisz awanturę (pewnie z bezsilności), on za 2 dni pojawi się w drzwiach sypialni,i już wracacie do porządku dziennego. Może powinnaś zmienić zamki w drzwiach, to Ty będziesz decydować, czy chcesz Go widzieć, czy też nie. 

To jest Twoje życie, Twoje wybory, Twoje konsekwencje. Ale zastanów się czego Ty oczekujesz od życia, od męża. Zastanów się czy odpowiada Ci, to co teraz się dzieje (nie patrz ma przeszłość,tylko na teraźniejszość). Pomyśl co powinno ulec zmianie, i w jaki sposób. Powiedz mu to wprost swój punkt widzenia. Niech się dostosuje do Twojego planu życiowego. Jeżeli nie będzie chciał, nie będzie realizował tego, nie będziesz czuć i widzieć w relacjach z nim poprawy, to będzie oznaczać, że nic z tego nie wyjdzie.  I albo pozostanie tak jak jest, Ty będziesz się męczyć pod tym względem, albo pójdziesz do przodu bez niego. Teraz Wasze relacje niszczą Cię.

Jesteś mądrą, atrakcyjną kobietą, tylko się trochę pogubiłaś. Popracuj nad swoją samooceną. Z tego co Ciebie poznałam, jesteś bardzo wartościową osobą, tylko o tym zapomniałaś. Nie daj się nie szanować. Masz wspaniałe dzieci, które samotnie wychowujesz, dbasz o siebie, założyłaś firmę, starasz się być niezależna finansowo. Daj dzieciakom jak najlepszy przykład. Wyobraź sobie, że Twoja córa ma narzeczonego, który mówi do niej spier.., odpier... . Co byś jej doradziła? Uznałaś byś, że to jest normalne. Nie sądzę. Chroniłabyś ją, bo ją kochasz. Czy w chciałabyś, aby Twój syn odzywał się tak do koleżanki. Teraz właśnie dajesz przykład, że tak można, że to jest normalne.

Jak Ci coś przeszkadza, to wyegzekwuj zmianę.   

Zgadzam się z Tobą, że zachowanie męża ma wpływ na emocje, to tj w sklepie ekspedientka zdenerwuje, to człowiek wychodzi wściekły. To rzecz normalna. 

Trzymam za Ciebie kciuki.

1 078

Odp: Miłość trwa

Emigrantka, dużo pewnie w tym co piszesz jest racji.
Ale chyba tak nie do końca.
To co piszę może być różnie odbierane. To są wyrywki z życia. Nie wszystko.
Mam nadzieję, że moje dzieci nauczą się ode mnie, że szacunek do sobie bierze się z siebie, nie z tego jak traktuje Cię ktoś kto zwyczajnie nie szanuje siebie samego. Rodzina i szczerość wobec siebie jest dla mnie ważna.
Ja się wciąż uczę, popełniam po drodze błędy, ale staram się żyć według tego co podpowiada mi serce i chyba też jakiś instynkt przetrwania ( mam czwórkę dzieci). W pewien sposób ważę decyzje.
I jestem w tym konsekwentna. Nie rozwiodłam się, mąż narobił długów.
Oprócz kredytów, bieżących długów ma już koło 90 tyś zł. ( jeśli nie dużo więcej - mam takie podejrzenia). Przez lata ( przed kochanką) byliśmy na plusie.
Więc o markowych ciuchach dzieci raczej mogą teraz zapomnieć.
Po prostu jęśli nie ma rozowdu czy rozdzielności majątkowej to ja ponoszę tego konsekwencje obojętne od tego czy jest dobrze czy źle.
Użyczam mu drogi sprzęt. Mogę pomóc to ok.
Mąż w dalszym ciągu notorycznie kłamie.
Jest to dla mnie trudne, bo przez lata ufałam 100%.
Z tym mam największy problem.
Drobiazgi, ale to znaczy, że nie odróżnia on dobra od zła.

Ale najważniejsze co ja mam z tym zrobić.
Jak ja mam się zabezpieczyć, jak się w tym znaleźć.
Psycholog uświadomiła mi coś ważnego.
Nie będę wiedzieć czy mówi prawdę czy nie. Nie jestem w stanie go sprawdzić.
To co mogę zrobić to naprowadzać go na to czego bym chciała.
Kiedy wyjechał, napisałam mu jak wracał, że nie sądzę, żeby chciał zniszczyć to co zaczął naprawiać i że mi go brakuje, nie lubię kiedy się kłócimy i kiedy coś nas dzieli.
Napisałam prawdę.
Skończyło się tak jak chciałam.
Może go trochę wykorzystałam, ale sam chciał...
Przywiózł córce jakieś ubranka.
Dla mnie nie jest taki jakbym chciała.
Wymówkami nic jednak nie osiągnę.
Jestem z nim zbyt szczera.
Myślę, ze z tą szczerością to powinnam bardziej skupić się na swoich potrzebach, a swoje plany i uczucia trzymać dla siebie. 
Seks i pieniądze - to co daje mi teraz mąż. I z jednym i drugim mogłoby być lepiej.
Do poprawy. 
Stabilizacja, wsparcie, rozrywka, ciepło, życie rodzinne, codzienność - mało...

Zastanawiam sie co dalej. Czymś mnie znowu wkurzył. Nie wiem jeszcze jak najlepiej rozegrać sprawę.
Najchętniej to bym mu nawrzucała, ale to się nie sprawdza.
Na razie zero kontaktu i myślę co mam dalej z tym zrobić.
Teść dosyć mi pomaga. Robi z nim porządek.

Oczekuję od niego, że pomoże mi w sprawach zawodowych. Ale to zależy ode mnie.
Wiadomo, że moja samodzielność jest mu nie na rekę.

Jęśli uda mi sie zwerbować mamę, to śmigam dzisiaj na łyżwy i na basen.

1 079

Odp: Miłość trwa

Bet,

wyglada na to, ze chcesz sie wygadac tu na forum,  a odpowiedzi innych nie sa Ci do niczego potrzebneba. Moze powinnas pisac pamietnik?
Zobacz co Ci napisala Emigrantka. To bardzo trafne. A Ty jej odpisujesz "Emigrantka, dużo pewnie w tym co piszesz jest racji.
Ale chyba tak nie do końca. "
Male dziecko zaslania sobie oczy na srodku pokoju i mowi :nie ma mnie. Przypominasz mi takie male dziecko.


Czy Ty po prostu chcialabys, aby ostatnie dwa lata wyciac? Chyba sie nie da?
Gdzie chcialabys byc za rok na sciezce swojego zycia? A gdzie jestes teraz?
Moze wyznacz sobie jakas droge od teraz do "za rok"- jak chcesz sie znalezc w tym miejscu?
No i sprobuj sobie wyobrazic, ze obecna sytuacja trwa jeszcze 20 lat. Czy tego chcesz?
Dwa ostatnie lata sadzac po Twoich postach niczego nie zmienily w Tobie.
A jesli dobrze Ci tak jak jest, to napisz o tym. Nikt Ci wtedy nie bedzie udzielal rad, ktorych i tak nie przyjmujesz

1 080

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, zanim odpiszę, to co u Ciebie...
Moja córa jest przeszczęśliwa i stroi małego w ciuszki od Ciebie, bo bardzo się jej podobają.
Im bardziej dziewczęce tym lepiej.

Mąż w ogóle o mnie nie zabiega.
Zamek jest zmieniony, on kluczy nie ma.
Jak chcę, żeby przyszedł to dzrzwi nie zamykam na klucz.
Faktycznie niby się nie boi, że mnie straci.
Ale wzbudzenie w nim niepokoju nie jest trudne.
Mnie też się zdarza, że jak się wkurzę to wypalę mu: spierd..., albo pierdo... to.
No to wtedy tylko ja i w ogóle...
Czymś miłym można go strasznie zbajerować.
Potrzebuje pochwały.
Jestem niedoświadczona. Zero kobiecej manipulacji.
A on jest na to podatny. Może być uległy jak baranek.
Nie potrzebuje pochwał tamtej. Jemu zależy na moich pochwałach.
A tymi awanturami z nim to nie ma się co tak przejmować.
Ma problem z alkoholem, tacy ludzie już tak mają. Raz do rany przyłoż innym razem cham.
Psycholog wiele pomaga. Nie biorę tak bardzo do siebie głupich odzwywek, ani słodzenia.
Liczy się co ja chcę osiagnąć.
W razie czego ma warunki do wychodzenia z nałogu. Super specjalistę kuzyna.
Już rozmawiałam o tym z teściem.
Może z tego wyjść.

Nie pamiętam jak dokładnie podpowiedział mi psycholog.
Ale kiedy mówię mu, że się z nią spotyka, albo że może wybrać ją, pokazuję że nie jestem pewna swojej wartości. Właśnie wtedy się nie doceniam.

1 081

Odp: Miłość trwa

Przeczytałam dziś kawałki twoich wpisów jedno co mnie zdumiało to to, że będąc z mężem tyle lat nie wiesz z jakiej religii się wywodzi to jest trudne do pojęcia, bo nawet jeśli nie jest się praktykującym to ludzie w małżeństwie wiedzą o sobie o swojej przeszłości, wyznaniu i światopoglądzie.
Druga sprawa gdzieś tam pisałaś, że mąż był i jest w pewnym sensie uzależniony od firmy swojego ojca, albo też jego praca ściśle łączy się z tym co robi jego ojciec.
Z tych dwóch rzeczy wynika, że twój mąż tak naprawdę nigdy nie żył swoim życiem, żył według reguł wytyczanych przez innych. Być może wróci do ciebie, ale obawiam się, że ciągle będzie czuł się źle, uwikłany, uwiązany, wplątany w życie, które go męczy (długi, kredyty), a swoje frustracje rozwiązywał będzie alkoholem.

1 082 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2013-02-24 16:13:45)

Odp: Miłość trwa

Bet kochana,

cieszę się, że córa ma przyjemność związaną z ubrankami. Wybierałam jak najbardziej chłopięce.

U mnie niby się dzieje, niby stagnacja. Do całej sytuacji podchodzę jeszcze emocjonalnie, potrafię mieć doła (ale szybko przechodzi), czasem chciałabym się popłakać, ale łez mi brakuje.

Mąż regularnie bierze pojedynczo dziewczynki, czasem zdarzy się mu wziąć dwie. Zachowuje się bardzo dziwnie. Kupił mi samochód (dla mnie nowy, bo nie z salonu), za całą naprawę zapłacił mimo, że najpierw twierdził, że on kupuje, ja naprawiam, później pół na pół naprawa, w rezultacie zapłacił całość. Najśmieszniejsze dla mnie jest to, że kluczyki zapasowe wziął do siebie, twierdząc, że jak coś się stanie, to on będzie mógł pomóc.  Przed kupnem samochodu, uszkodziłam na jego oczach swoim starym jakiś obcy samochód, stwierdził, żebym się nie przejmowała i poszedł załatwić sprawę. Twierdzi, że musimy sobie pomagać wzajemnie. Przyjmowanie pomocy jest dla mnie bardzo trudne, zawsze chciałam sama wszystko zrobić, czułam wtedy swego rodzaju kontrolę. Ale pozwalam mu pomagać mi, on wie, że nie może wtedy schrzanić, bo ja się odsunę i ciężko byłoby znowu przekonać mnie do ponownej próby pomagania. Tak samo wie, że ja go nie poproszę o pomoc, więc sam mi ją proponuje. Zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli ktoś widzi problem i chce pomóc, to się zaoferuje, jak nie chce, to nie będzie reagował. Mąż też wychodził z takiego założenia.
Jak mówię, że załatwię coś sama, to on pomoże mi, czasem najpierw mówi zrób coś sama, ja na to ok. To po chwili robi to za mnie.

Jak dowiaduje się co w moim życiu się dzieje (na początku  bardzo się angażuje, w działaniu, emocjonalnie też),po kilku dniach przechodzi jakby do porządku dziennego. Niedługo będę bezrobotna, pomaga mi szukać pracy - na dobrym stanowisku i dobrych warunkach.

Jego zachowanie jest bardzo dziwne, jak się dowiedział, że idę na urlop, to patrzył się na mnie jakby z nadzieją (tylko na co?). To jego oczy wskazywały.   

Często szuka kontaktu ze mną,potrafi zadzwonić, czy dojechałam z dziewczynkami bezpiecznie, czy jest wszystko w porządku u mnie, u nas. Wymyśla powody do telefonu. Lepiej się nam rozmawia przez aparat, niż twarzą w twarz. Rozmawiamy wtedy luźno, spokojnie, z uśmiechami na twarzy. Face to face to jesteśmy spięci, uśmiechamy się przez chwilę, nawet się nie żegnamy,idziemy każdy w swoją stronę. Tak jak byśmy uciekali, ale wychodzi to naturalnie.

Podczas tego typu spotkań (zazwyczaj zainicjowanych przez niego) to on jest o wiele bardziej spięty niż ja. Boi się spojrzeć mi w oczy. Robi coś, mówi do mnie, ale patrzy na ręce. Ostatnio niestety dojrzał chyba obrączkę - starałam się ukryć, że noszę. 

Fajne w naszych kontaktach jest to, że nie drzemy się na siebie, nie krzyczymy, nie wypominamy tak jak kiedyś o byle bzdurę. Teraz mówimy spokojnie, nawet jak drugiej stronę coś zdenerwuje (widzę czasami jak zaciskają mu się usta i pięści - ja zresztą też tak robię). Wiesz daje mi to większą mobilizację do naprawy błędu  (jeśli oczywiście uznam za słuszne), niż jakby trzasnął drzwiami, krzyknął. Kiedyś było u nas wiele krytyki, teraz tego nie ma. Cieszę się z tego.



Bet, może nagraj kilka Waszych rozmów i puść to psychologowi. Porozmawiaj z nim na temat jego problemów. Może psycholog zasugeruje Ci jak z tego typem człowiekiem rozmawiać - tak przyszło mi do głowy, od razu zaznaczam nie jest to przemyślane.

1 083

Odp: Miłość trwa

Bet,

tez zauwazylam jak wiekszosc tu osob, ze chyba lepiej jakbys zalozyla bloga, lub pisala pamietnik. nie interesuja cie opinie innych.

1 084

Odp: Miłość trwa

Lubię czytać wasze posty, a że się do wszystkich rad nie stosuję to inna sprawa.
Mam czasem wrażenie, że gdybym napisała że wniosłam pozew o rozwód byłoby ok.
Nie jestem, do takiej decyzji przekonana.
Komuś z boku może jest łatwiej na tę sytuację spojrzeć.
Ale ja będę sama. Sama ponosić konsekwencje.
Być może to byłoby najlepsze rozwiązanie. Ja tej decyzji jeszcze nie podjęłam.
Ona jest dla mnie trudna z różnych względów.
Z waszych postów wyciągam wnioski.
Przecież sama widzę, że nie jest tak jakbym sobie tego życzyła.
Nadal jest ściema.
Tylko pozamykać zawsze można.
A czesem warto się jeszcze zastanowić.
Dziwicie mi się, że jest mi szkoda, że nie umiem tej decyzji podjąć.
A jaką mam przyszłośc bez niego.
Czy ktos się zastanowił czy będzie mi lepiej.
Nagle znikną smutki, żal. Co się dla mnie zmieni na plus?!!!

Niech mi ktoś poda argumnety za rozwodem.
Z czym pójdę do przodu?!
Zrobię prezent tamtej, która za wszelką cenę próbuje to przeciągnać.
Doskonale wie, że tego nie wytrzymam, bo która kobieta wytrzyma.
A wtedy ona jest górą.

Mąż podjął kroki. Nie może być tak jak powinno jeśli ona wciąż jest. Kontakt jest.
Pewnie , że to i jego wina.
Ale co z tego. Kto traci, kto zyskuje.
One są upierdliwe i konsekwentne.
Na co ona liczy, że się z nim w końcu rozprawię.
On sam nie chce rozwodu, to nadzieja w żonie.

I piszcie sobie co chcecie. Ja nie lubię przegrywać.
Chcę żeby do mnie wrócił. Kto ma większa cierpliwość ja, czy kochanka.
To jak się nam dalej poukłada to inna sprawa.
Jest nieuczciwy. Doskonale o tym wiem. Kłamie żałośnie. Aczkoloweik w pewne rzeczy jakoś tam wierze, innaczej bym z nim od czasu do czasu nie była.
Co mi dadzą wymówki.
Mam tak pokierować, żeby dać mu nadzieję, wizję super przyszłości, żeby ciągnęło go do mnie.
Teraz ona go odciąga.
Uda się lub nie. No i faktycznie nie wiem czy dam radę. Psychicznie to trudne.
Nie mam nic do stracenia.
Lubię z nim seks. Chciałabym więcej.

Co mądrego podpowiedziała mi psycholog: nie podpowiadać rzeczy , które nie chciałabym żeby miały miejsce.
Typu: prowadzisz podwójne życie, byłeś z nią, sypiasz z nią.
Nawet jeśli tego nie robi, może podchwycić pomysł.
Pisać o tym co chaiłabym żeby miało miejsce. O tym co jest dobre dla mnie.
Uważać, żeby to nie brzmiało jak rozkaz, nakaz.

A ja i tak łąpię się na tym, że takie błedy popełniam.
On chce być chwalony, ale ja też powinnam być w zgodzie ze sobą.
Podkreslać dobre rzeczy. Mówić o tym co mi się nie podoba, ale nie obwiniając.
Używać ja... nie ty...

To przyniosi dobre efekty.
Tylko musze się tego nauczyć.
A i mężczyźni lubią podobno kobiety nieprzewidywalne. Nie lubią rutyny.

Jestem w tym do kitu.
Przez lata zapomniałam co to flirt, uwodzenie.
A kto chce się kochać z siostrą.

Psycholog mnie nie ocenia. Mnie ma być dobrze.

Tego czy się pukłada nie wiem. 
Potrzebuję bliskości. Jestem jej cholernie spragniona.
Znam tylko jego, tylko jego mam pod reką.
Będąc z innym łąmię swoje przekonania i nie mam żadnej gwarancji , że będzie lepszy od męża.
Dla kogo kobieta z czórką dzieci będzie atrakcyjna.
Z chorą córką.
Mam prawie 41 lat.
Jacy atrakcyjni ( nie chodzi o wygląd, chcociaż musiałby mi się podobać) mężczyżni pozostają wolni.
Ci wartościowi to mają żony i nie zdradzają.
Ci, którzy zostali zdradzeni albo rozstali się z innych powodów mogą wybierać wsród wolnych a nie rozwódek.
Podrywacze albo dużo starsi mnie nie interesują.

Może czasem trzeba zejśc na ziemię.
Takich księżniczek z odzysku jest wiele.
Szanse na ułozenie sobie życia są nieiwlekie. Aczkoliwek są.

A perpektywa życia chociażby bez seksu w moim wieku jest dla mnie ... przerażająca.
Żyć samotnie, puszczać się z byle kim. To lepiej z mężem, z którym coś mnie łączy.

Sory za szczerość.
Nie jest to dobry układ, ale jak na tę chwilę wydaje mi się najlepszy.
Kocham go, pragnę dla siebie. A jaki będzie zależy w dużej mierze ode mnie.
Oni sa bardzo podatni.
Mała tęskni, ja tęsknię.
Łączą mnie z nim dzieci, kredyty, sprawy zawodowe - to nie jest takie proste: rozwód

Na niego nigdy nie jest za późno.

Może wyciągnąć z tego co jest maximum dla siebie.

Rozmawiałam już o tym z psycholog. On mnie dużo bardziej pociąga niż przed zdradą.
Taki ciekawy mechanizm. Tak bywa.

1 085

Odp: Miłość trwa

Bet,

nikt nie mowi, ze masz go rzucac, rozwodzic sie. To nie o to chodzi. Ale przynajmniej zrob cos, co Ci pomoze go odzyskac. Bo wyglada na to, ze Ty nie robisz niczego, zeby go odzyskac, ale za to robisz bardzo duzo, zeby go nie stracic do konca.
Czy rozumiesz, ze aby go odzyskac byc moze trzeba zaryzykowac? I byc bardziej odwazna i zdecydowana? Ty tego nie robisz z powodu strachu przed utrata go i to jest bledne kolo!!!
Ja naprawde dobrze Ci zycze i moze dlatego nie jest mi obojetne co wynika z Twoich wpisow.
Wiem, ze musisz sama zdecydowac, ale zastanow sie prosze! Wiesz, czego NIE mozesz robic, zeby go nie stracic. A wiesz, co MUSISZ rozbic, zeby go odzyskac?

1 086

Odp: Miłość trwa

Miriamm, kompletnie nie mam pojęcia co mogę zrobić, żeby go odzyskać!!!
Nie wiem, nie wiem jak się odzyskuje.
Wcześniej tego nei robiłam!

Za mężem tęsknię, ale też przyzwyczaiłam się do swojego życia.
Do tego, że sama organizuję sobie czas.
Nie mam na tyle śmiałości, żeby zaproponowac coś od siebie.
Może się tego nauczę, ale tak żeby dobrze się z tym czuć.
Jeżdżę sobie na basen, na łyżwy. Zapisałam się na zajęcia na siłowni. Joga, zumba i na co mi tam jeszcze starczy czasu. Praca, szkolenia, czasem spotkanie z koleżanką.
No i dom, dzieci. Tak przelatuje dzień za dniem.
Mały jeszcze wymaga sporo opieki. Ma 14 miesięcy.

Może moi starsi chłopcy nauczą się, że w życiu można próbowac naprawić błędy.
Na pewno nauczyli się samodzielności.
Szykują sobie śniadania, kolacje. Czasem też dla maluchów.
Sami sobie prasują ubrania. Starszy robi też sobie pranie.
Nie ingeruję w naukę. Orientuję się, ale oni sami siebie pilnują


Życie się toczy, zmienia.

A... wczoraj mąż pojechał z najstarszym synem na siłownię.
Niesamowite...
Potem przyszedł do domu, został do rana...

Trochę też porozmawialiśmy. Popłakał się.
W niedzielę zabrał córkę do bawialni.
Podobno kiedy wrócili, jak już byli przy drzwiach, ona złapała go za kolana i się przytuliła...

Rano, żebyśmy mogli jeszcze poleżeć, zabawiała małego. Jest wspaniała.

Mąż wziął malego do łożka. Chciał się nim jeszcze nacieszyć.
Mały się nieśmiało uśmiechał, leżał prawie nieruchomo, lekko się wtulał.
... potrzebują go...

1 087

Odp: Miłość trwa

Bet,

to super, ze byl,  ale rozumiem, ze chodziloby o to, zeby to nie byly epizody, tylko zeby tak zostalo na dluzej.
Z tego co piszesz, widze ze za tym tesknisz. I tego nie masz. I wolisz, zeby to sie trafialo czasem niz wcale. Rozumiem Cie.

Dziewczyny, poradzcie cos. Co byscie zrobily?
Mysle, ze Bet potrzebuje jakiegos przelomu i tzw. swiatelka w tunelu.

Bet, Ty  nie chcesz stawiac spraw na ostrzu noza, ale to, co robisz, nie dziala. Dlatego chyba pora na podsumowanie?

Sama nie specjalnie sobie radze we wsumie podobnej sytuacji (tyle, ze my mieszkalmy razem i "z wierzchu" jestesmy malzenstwem), ale jednak zrobilam podsumowanie. To latwe - bo trzeba porownac to, co sie chce do tego co jest.

1 088

Odp: Miłość trwa

bet
przepraszam, że się wcinam ale podczytuję Twój. Rozumiem Cię, ale to co robisz zupełnie nie działa, boisz sie wziąć sprawy w swoje ręce i wziąc odpowiedzialność za swoje życie. Żyjesz w dziwnym zwieszeniu, według mnie nie jest to dobre ani dla Ciebie ani dla dzieci. Wiesz moja teściowa żyje w toksycznym zwiążku, juz prawie 30 lat i co z tego ma, nic tylko frustrację i uczucie, że życie zmarnowała. Pomyśl sobie jak będzie wyglądać Twoje życie za rok, 5 i 10 lat czy tak samo jak teraz, czy tego chcesz?

1 089 Ostatnio edytowany przez 93 (2013-02-27 22:56:16)

Odp: Miłość trwa

Nie wiem jak jest między nimi,ale nie da się budować szczęścia na cudzym nieszczęściu. Ją dopadną wyrzuty sumienia, dziwię się,że jeszcze nie dopadły.. Macie Kościelny,to nie cywilny. Macie dzieci. Jeżeli on tak Tobie powiedział.. zobaczysz, prędzej czy później,rozstaną się. Albo jest strasznie pogubiony,albo nie wiem.. nie chcę go obrażać,ale tak się nie robi.. Jeżeli masz siłę,weź się w garść,próbuj,pokaż mu kogo stracił,pokaż mu,że umiesz zająć się dziećmi, zadbać o siebie,niech Ci płaci na dzieci - nie poruszaj z nim innego tematu,tylko dzieci - alimenty, nie dręcz go, nie wyzywaj.. jak ktoś tam wyżej napisał... nie da się pocieszyć.. sytuacja przeciężka. Ale postaraj się mu pokazać,że masz godność i umiesz żyć bez niego. Zobaczysz,wróci. 21 lat kobieta,która tak robi... to nie jest dobra kobieta. Ja bym spać nie mogła na jej miejscu. On,jeżeli tak powiedział o Twoim małym.. wiesz co... palant,pewnie,że go kochasz,miłość nie mija,zakochanie tak. On się w niej zakochał,ale to mu minie. Jak zobaczy kogo stracił. Postaraj się panować nad sobą,żeby mu nie pokazywać emocji, niech wie,co myślisz,ale niech się zdziwi jaka jesteś WSPANIAŁA!


Słuchaj ! Posłuchaj psycholga ! Żadnych wyznań, nie mów mu o swoim cierpieniu. Zerwij z nim kontakt, tylko oficjalny co do dzieci. Będzie Cię błagał o wybaczenie. Jemu się podoba,że ma cię w garści. Nie pisz do kochanki.. ośmieszysz się. Nie teraz. ZA kilka miesięcy,jak Ci emocje opadną. Wtedy jej dowalisz jakąś mądrą ripostą. Która kobieta chce faceta,który zostawia dzieci ?! Albo jej kity nawciskał. Poważnie, cierp sama. Do niego nie pisz. Zrozumie. Będzie żałował.

1 090

Odp: Miłość trwa

Bet,

Do kogo ty chcesz pisac? o kogo walczyc?

Nikt nie kaze ci sie kobieto rozwodzic. Tylko zmien strategie. I nie rzucaj sie na te marne resztki, ochlapy milosci. Nazwijmy sprawy po imieniu.

''Ciezki'' przypadek z Ciebie.

Sama nie jestes masz 4 dzieci, dasz rade jak sie zmienisz >>> JEST SZANSA ZE TWOJ MAZ SIE OTRZASNIE I MOZE ROZUM MU WROCI ale zmien swoje nastawienie. Nie wyznawaj mu milosci, nie pros, nie ponizaj i pokaz ze masz wartosc.

Nie oczekuj cudu, bo nawet jak zerwie kontakt z tamta Panna... to za jakis czas bedzie inna.

A zachowanie twojego meza i to jak teraz funkcjonujesz predzej czy pozniej doprowadzi cie albo do nalogu albo do depresji...

Szansa na lepsze jutro jest to bys sie zmienila.

Te kilka zdan chociazby o seksie i ze wolisz ze 'laskawie' cie przeleci... niz nic, naprawde nie napawa optymizmem. Wiele kobiet za tym teskni... ale czy czujesz sie szczesliwa, gdy noce spedza poza domem... gdy nie wiesz gdzie sie szlaja, czy ci zarazy do domu nie przyniesie.

To co robisz to juz sado maso...

Walcz dziewczyno o siebie, pol zycia masz przed soba. A naprawde przyjaciela od seksu, czy pana zlata raczke co ci pomoze, dowartosciuje znajdziesz... bez problemu.

Staraj sie, malymi krokami pokazac mezowi, ze stac cie na kogos lepszego, wyciskaj ile sie da z pomocy od meza, bo to jego obowiazek, ale nie mysl o tobie i o nim w kategoriach milosci... moze to wroci.

Ale kiedy do ciebie dotrze, ze jak sie nie zmienisz TY  TY TY TY to on sie tez nie zmieni, nigdy...

A jak wroci, bo np zateskni za obiadkami, lub panna znajdzie sobie lepszego... to po czasie za 3 -5 lat historia sie znow powtorzy.

Ale jak ty choc sie zmienisz, to jest szansa ze i on tez na lepsze...

1 091

Odp: Miłość trwa

93- dziewczyno trochę godności
jak nie do siebie, to chociaż do innych

naprawde dobre rady dla bet są poniżej wszelkiej krytyki w twoim wykonaniu

jesteś włąśnie taką głupią siksą jak ta, która wlazłą w związek bet. daruj sobie dobre rady na radzenie sobie z ta sytuacją.
nie masz żadnego prawa, żadnego doświadczenia i żadnym zasad, które upoważniałyby cię do zabierania głosu w tej sprawie

a propos.. ty jakoś wyrzutów sumienia wobec zony nie masz....

1 092

Odp: Miłość trwa

Bet,

zgadzam sie z Majusia. Wiem, ze od zgody do wykonania daleka droga, ale tez mi sie wydaje, ze albo zaryzykujesz, albo nauczysz meza, ze Tobie mozna zrobic wszystko, absolutnie wszystko, wcisnac kazdy kit i podlozyc kazda swinie a i Ty i tak bedziesz trwac na posterunku. To, ze go zwyzywasz i trzasniesz sluchawka i nie dasz obiadu nie robi na nim wrazenia na dlugo, a Tobie te emocje szkodza. On juz wie, ze po kazdym szlajaniu sie moze do Ciebie wrocic, a Ty sie podasasz i wszystko wroci do normy. Chyba nie jest tak, ze z czasem wszystko wroci do normy. Bo Twoja norma jest jakos inna niz jego norma. Moze chociaz tyle z nim wyjasnij - jak on sobie wyobraza przyszlosc, i czy da Ci to, co Ty bys chciala.
Zobacz, nawet w bajkach rycerz musi zdobywac krolewne. Wlazi na szklana gore, wykonuje rozne zadania i dopiero na koniec ona jest jego...w nagrode. On sie musi baaaardzo postarac, zeby ja zdobyc. cos w tym jest, nie sadzisz? Ty mozesz byc ta szklana gora, ktora trzeba zdobyc :-)
Chyba czasami jest tak, ze jak sie cos postanowi, to chocby serce sie kroilo trzeba postapic zgodnie z postanowieniem.
Bet, na Twoj miekki i lagodny sposob to sie takze da zrobic.
Chcialabym, zebys mogla sie z tym wszystkim posunac choc o pare krokow do przodu. Byc moze z nowego miejsca zyskasz nowa perspektywe i to Cie zacheci do podjecia kolejnych krokow w tym samym kierunku.
Daj znac, jak Ci idzie, nie zniechecaj sie tym, ze ostatnio na forum zbierasz duzo krtytyki, bo ta krytyka moze pozwoli Ci wydobyc sie z tego dolka.

1 093 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-28 09:56:25)

Odp: Miłość trwa
93 napisał/a:

Nie wiem jak jest między nimi,ale nie da się budować szczęścia na cudzym nieszczęściu. Ją dopadną wyrzuty sumienia, dziwię się,że jeszcze nie dopadły.. Macie Kościelny,to nie cywilny. Macie dzieci. Jeżeli on tak Tobie powiedział.. zobaczysz, prędzej czy później,rozstaną się. Albo jest strasznie pogubiony,albo nie wiem.. nie chcę go obrażać,ale tak się nie robi.. Jeżeli masz siłę,weź się w garść,próbuj,pokaż mu kogo stracił,pokaż mu,że umiesz zająć się dziećmi, zadbać o siebie,niech Ci płaci na dzieci - nie poruszaj z nim innego tematu,tylko dzieci - alimenty, nie dręcz go, nie wyzywaj.. jak ktoś tam wyżej napisał... nie da się pocieszyć.. sytuacja przeciężka. Ale postaraj się mu pokazać,że masz godność i umiesz żyć bez niego. Zobaczysz,wróci. 21 lat kobieta,która tak robi... to nie jest dobra kobieta. Ja bym spać nie mogła na jej miejscu. On,jeżeli tak powiedział o Twoim małym.. wiesz co... palant,pewnie,że go kochasz,miłość nie mija,zakochanie tak. On się w niej zakochał,ale to mu minie. Jak zobaczy kogo stracił. Postaraj się panować nad sobą,żeby mu nie pokazywać emocji, niech wie,co myślisz,ale niech się zdziwi jaka jesteś WSPANIAŁA!


Słuchaj ! Posłuchaj psycholga ! Żadnych wyznań, nie mów mu o swoim cierpieniu. Zerwij z nim kontakt, tylko oficjalny co do dzieci. Będzie Cię błagał o wybaczenie. Jemu się podoba,że ma cię w garści. Nie pisz do kochanki.. ośmieszysz się. Nie teraz. ZA kilka miesięcy,jak Ci emocje opadną. Wtedy jej dowalisz jakąś mądrą ripostą. Która kobieta chce faceta,który zostawia dzieci ?! Albo jej kity nawciskał. Poważnie, cierp sama. Do niego nie pisz. Zrozumie. Będzie żałował.

Czy ty masz godność? Czy ty pokazałaś, że masz godność?
Chciałabyś  aby żona od męża dostawała tylko alimenty,
Czy ty możesz spać spokojnie? (po tym co zrobiłaś?)
wAM jest na rękę nie poruszanie innych tematów między mężem i zoną niż dzieci i alimenty,
wam jest na rękę zerwanie kontaktu żony z mężem,  nie ingerowanie między kochankę a męża, bo nie macie odwagi spojrzeć żonie w oczy, boicie się spotkania na żywo.  Najlepiej niech żona usunie się całkowicie szumnie nazywając to dumą i honorem a kochanice niech żyją do woli ciesząc się zabranym życiem żonie.

Zanim wypowiesz się w tym temacie-przeczytaj go kilka razy, spójrz w lustro  i zastanów się pięciokrotnie co chcesz napisać.

1 094

Odp: Miłość trwa

Kończę dzisiaj 41 lat:)

Czasem czuję się taka młoda, a innym razem znowu patrzę na siebie krytycznie.

Ale odniosę się trochę do waszych postów.
Wiecie, ja to chyba kompletnie nie umiem pisać.

Ja nie wiem skąd te pomysły z dzwonieniem lub pisaniem do kochanki.
Z proszeniem, wyznaniami.

Dzwonić do tamtej na razie nie chcę. Pisać tym bardziej.
Prosić męża  - nic z tego. Nigdy tego nie zrobiłam i mam nadzieję, że nie zrobię.
Po jego wyznaniach, kiedyś mnie poniosło i też mu odpisałam, że go kocham.
No przegięłam, to był błąd.
Ale już nic z tych rzeczy.
Nawet jak jesteśmy blisko i aż się chce coś takiego szepnąć - nic z tych rzeczy.
Oj , nie, nie...

Seks to co innego. Dlaczego uważacie, że to on mnie przelatuje.
Mam na niego ochotę. A że sytuacja jest przez niego inicjowana i wychodzi jakby to on mnie zachęcał to dla mnie chyba lepiej. Widocznie pn też ma. Ja przelatuje jego, on mnie.

Poza tym, nie oszukujmy się.
Nie są podobno razem od września. Jest koniec , nie chce z nią być.
Ok, jeśli klamie to jego problem.

No ile facet wytrzyma bez bzykania?
A ja?
Jestem jego pierwszą. Tyle lat był wierny.
Dlaczego uważacie, że będzie zdradzał notorycznie.
Moim zdaniem to nie ten typ.
Powariował, spieprzył coś. Wychodzi długo.
Ale też weźmy pod uwagę, że on ponad rok z nią mieszkał.

I dla mnie to co innego być z mężem albo mieć seks kolesia.
On zapewnia, że jestem tylko ja. Nie łamię swoich zasad. Sama albo z mężem.
Poza tym, ja znam jego, on mnie. I łączy nas chyba coś więcej niż sam seks.
Dla niego może być innaczej. Ale ja sobie nie wyobrażam z kimś innym.
Warunek jest, że albo ja, albo inna. Nia ma opcji ja i inna. To już lepiej jakbym była sama.
Szanuję się i chciałabym aby i on mnie pod tym względem szanował.

Psycholog powiedziała mi, ze miała taką pacjentkę, która rozwiodła się z mężem ale z nim sypiała.
Wolała z nim, bo był znajomy.

A 93, ja okres nie odzywania się i załatwiania spraw finansowych mam za sobą.
Zero kontaktu. Awantury o kasę ( bo skąpił, albo raczej okradał dla tamtej rodzinę) i radzenie sobie z dziećmi.
Widział, że jestem silna.

A teraz poznaje mnie ze strony uczuć.
Ma jasno zakomunikowane, że może dojść do rozstania mimo uczuć.
To, że przyznałam się, że go kocham nie znaczy, że go nie odstawię.

Temat z uczuciem jest zamknięty.

Ja się go tylko zapytałam jakby to było gdybym go oszukiwała i spotykała się też z innym.
Mam do tego warunki idealne.

Poza tym, ja mu obiadów nie gotuję.
Gotuje mi ciocia. Jak coś zostanie to mu czasem proponuję.
Taki gest.
Moje kłótnie z nim nie polegają na trzskaniu słuchawką. Tak zdarzało się kiedyś.
Uzbiera się czasem trochę no i nie ma szans, żebym tego z siebie nie wyrzuciła.
Ostanie kłótnie były o sprawy zawodowe. Stracia będą - biznes.
Nieodpowiednio rozgrywam konflikty.

Ja tu pisze o swoich wątpliowościach.
Jak z nim rozmawiam, albo po tym co mi pisze, to dla niego nie ma żadnego problemu.
Tamta się nie liczy. Jakby nie istniała. Tamto jest zamknięte.
Jestem ja, naprawianie tego co zepsuł.
Chce odbudować relacje.
Jest dla mnie bliski, ale nie rozumiemy się.
Ja mu nie ufam,wymyślam. On zarzuca mi, że go nie rozumiem.

Jakbym za mało w siebie wierzyła, że kocha mnie i chce być tylko ze mną.

93, z dojrzałymi mężczyznami, którzy chcą zatrzymać czas przy pomocy młodzszej zakochanej w nich dziewczyny lepiej nie wiązać przyszłości.
Oni szukają rozrywki, emocji.
W domu mieli rutynę.
Kobieta lata po sklepach, do kosmetyczki, a facet szuka sobie młodszej - kryzys wieku średniego.

Dziewczyno, biedna jest jego żona.
A ty się wyzbierasz. Trochę czasu i wyjdziesz z tego.
Musisz być tylko konsekwentna. Koniec.

Masz szanse ułożyć sobie zycie, założyć rodzinę. Budować coś własnego od początku.
Tylko twojego i twojego mężczyzny.
Bez ogona, szarpaniny i na zgliszczach czyjejś rodziny.
Oni tęsknia za romantyzmem, świeżością, nowością. Często na prawdę mylą to z miłoscią.
Młoda osba jest inna. Jakby naturalnie im to daje.

Otrząśnij się. I tak najmniej ty tracisz.
Oni już zawsze będą mieli małżeńswto ze skazą.

Mój mąż też wygadywał jej o mnie różne rzeczy.
Mnie o niej. Każda z nas to wariatka.
Przecież nie powie ci, że to było dla dowartościowania się, że jeszcze taka srajda na niego poleci, ze jest atrakcyjny, że może.

1 095

Odp: Miłość trwa

Bet,

ale dlaczego on z Toba nie zamieszka, a przynajmniej dlaczego nie jest z Toba w stalym kontakcie - w taki sposob, zebys znowu po woli mogla mu zaufac?
Skoro oboje wiecie, co wiecie i chcecie byc razem? Gdybys byla bezdzietna, to moze taki uklad by sie sprawdzil, ale dzieci potrzebuja stabilizacji.
Skoro jest chec z obu stron to o co chodzi?
Czy Ty mu kiedys powiedzialas, ze stawiasz gruba kreche nad tym co zrobil, ze ma calkowicie nowy, czysty rachunek?
To pomaga odzielic co bylo od tego co jest. Ty tez moze wtedy lepiej zobaczysz jak sprawy wygladaja TERAZ.
My tutaj,. mam takie wrazenie "nawracamy" Cie troche na sile. Czego bys od nas oczekiwala?

1 096

Odp: Miłość trwa

Nie ptrafię z nim zamieszkać.
On mnie czasem denerwuje. Mam spokój.
Jest fajnie jak nie kręci mi się po domu.
Mnie jest tak dobrze. Przyzwyczaiłam się. Mam luz. Nie mam dodatkowego prania, obiadków.
Wychodzę i robię co chcę. Kładę się o której chcę, wstaję jak muszę.
Z nim mam spokój. Ojciec go niańczy.
Nie ma jego rządów. Czepiania się, że rozmawiam przez telefon itd.
Jest wymagający, a mnie się do tego nie spieszy. Gospodynią jestem nienajlepszą.
Jak chcę to sobie poćwiczę, poleżę. Umaluję paznokcie, pochodzę w wałkach na głowie.
I nikt mi nie zrzędzi, że są naczynia w zlewie.
Dom ustawiam pod siebie. Jestem wolna. Ograniczają mnie jedynie obowiązki przy dzieciach.

Może gdybym miała jedno lub dwójkę dzieci ten luz nie byłby mi tak potrzebny, ale dzięki temu, że jego nie ma, mam więcej czasu dla siebie. Mam jedno "dziecko" mniej. I to takie najbardziej absorbujące.

A jemu też chyba jest dobrze. Żyje jak facet bez dzieci.

Tylko obydwoje wiemy, że przyjdzie czas aby to zmienić.
Ponadto ma nienajlepszy kontakt z dziecmi.
Jest trochę jak obcy.
Ten dom żyje własnym życiem, on nie ma tu swojego miejsca. Nie ma pokoju, łóżka, szafy.
Jego rzeczy zostały wyrzucone, szafki zajęte. Posprzątane po nim. Żadnego śladu.
To za długo trwało i bardzo dużo się zmieniło.

Ukrywam go przed Ciocią, rodziną.
Nikt nie wie, że bywamy razem.
Oficjalnie jest rozstanie i osobne drogi.

Wstydzę się przyznać, ze coś mnie z nim łączy.
Obiad proponuję mu co najwyżej jak wyjdzie ciocia, żeby nie widziała. Nikt nas razem nie widział.
Nasz kontakt utrzymuję w tajemnicy.
Wiecie tylko wy i dwie najbliższe koleżanki.
Dzieci się tym nie interesują. Nie pytają. Są raczej zadowolone.
Nie ma o czym z nimi rozmawiać na tym etapie.

Oczekuję chyba żeby ktoś przy mnie był.
Obojetne co będzie mi kobicował, dodawał otuchy. Żebym mogła podzielić się swoimi odczuciami.
Jak ktoś jest daleko to łatwiej.
Do rad jak widzicie się mało stosuję. Ale są mimo wszystko mile widziane.
Wiadomo i tak zrobię tak jak będę czuła.
Bo ja z tym zostanę.
Wy zajmiecie się swoim życiem, ja jeśli postapię według rad a wbrew sobie, za namową, mogę potem mieć żał wyłącznie do siebie.
Zresztą, jest chyba trochę innaczej niż wynika z moich postów.
Może nie piszę wszystkiego. Coś umyka.
Ja oceniam, że jest lepiej.
Nie dobrze, ale lepiej.
Dalej jednak na krawędzi.

Wspólna codzienność jest trudna. Zwłaszcza jak są małe dzieci i tyle dzieci.
Może po wakacjach. Jeszcze trochę chcę pomieszkać bez niego.
Nie jestem gotowa. Jeszcze nie. Nie umiem.
To jest za świeże. Za bardzo się odzwyczaiłam. Potrzebuję się przekonać, upewnić, przyzwyczaić na nowo. 
Stopniowo, powoli.

1 097

Odp: Miłość trwa

Bet,

wszystkiego najlepszego :-)
Na dzisiaj juz tylko zyczenia: znajdz spokoj duszy a w nim zadowolenie. I rownowage wewnetrzna, ktora daje wieksza niezaleznosc od warunkow zewnetrznych.
Tego mocno Ci zycze

1 098

Odp: Miłość trwa

Bet,

Rzeczywiscie, nie umiesz pisac. Bo to co teraz napisalas, w zasadzie nijak ma sie do tego co pisalas wczesniej.

O tym, ze znika gdzies, ze spi niewiadomo gdzie...
Osobiscie widze, ze to juz strata czasu czytac twoje posty, bo jest to wszystko jakies totalnie nie jasne i co kilka dni piszesz totalnie rozne rzeczy. Totalnie rozne.


A twoje podjescie do seksu, delikatnie mowiac nie jest zdrowe. Tzn moze jest  - dla ciala, ale dlugofalowo dla psychiki... smiem watpic.

Twoj maz zakladajac ze wczesniej pisalas prawde jest daleki od wzorku ojca i meza.
Ale jak wolisz wyznawac zasade lepszy znany wrog niz obcy, to tak rob.

Pozdrawiam

1 099 Ostatnio edytowany przez 93 (2013-02-28 19:47:07)

Odp: Miłość trwa

kobiety... mam wyrzuty co do żony,mam...  ale mój przypadek jest inny niż tych kochanek,które tu piszą,zupełnie. Nie rozbiłam niczego. Jeżeli już jego żonie dowaliłam,to tym,że namolnie do niego pisałam przez dłuuugi okres czasu,kiedy to on do niej wrócił,żałuję. Jeszcze go broniłam przed żoną,bo nie chciałam,żeby go zostawiła jak się o mnie dowiedziała. Żałuję,poważnie,bardzo żałuję,więcej tak nie zrobię. Żadnych trójkątów. Konsekwencje ponoszę gigantyczne.

ja się zaczęłam spotykać z facetem,który z nią mieszkał,ale mówił mi, mówili mi inni ( potwierdzając jego słowa) że oni się rozstają. Nie on ją zostawia,nie ona jego,razem chcą. Ale teraz wiem,że to było baardzo złe.

1 100

Odp: Miłość trwa

Miałam przed chwilą odwiedziny.
Przyszedł teść z mężem.
Tęść ze storczykami i kasą, mąż z bukietem czerwonych róż.
Poczęstowałam tortem, szampanem.
Chciałam jeszcze dzisiaj wyjść, ale nic z tego.
Wypiłam pół kieliszka szampana i kręci mi się w głowie.

Mąż był głodny, ale nie chciał zjeść u mnie tylko u ojca, żeby zostało dla dzieci.
Zabawane...

Majusia, bo ... sytuacja się zmienia.
Od jakiegos czasu, podobno grzecznie wraca. W końcu ojciec go pilnuje.
Mieszka z nim, podsłuchuje, sprawdza. Ja w to nie ingeruję.

Nie piszę o wszystkich wydarzeniach, gestach.
Mam może tendencję do tragizowania.

Bywa, że nie ma spektakularnych gestów, a wystarczy drobnostka aby poczuć, że komuś jednak zależy.
Mnie się tak czasem wydaje. Jakaś delikatność...
A zresztą, zaraz będzie że coś nie tak.

Do wzoru mu daleko, ale też nie przesadzajmy.
Robi zakupy, utrzymuje rodzinę. Wozi na zajęcia. Przyszedł do domu, zaraz wziął małego na ręce.
Ja zmianę widzę.
Ciuszki dla małej.

Jak był z tamtą, to od razu po pracy gonił. Jakby miał dostać po łbie za spóźnienie.
Powoli, ale jest lepiej.
Nie uważam,żeby moje podejście do seksu było niezdrowe. Cóż ja takiego robię.
Jest czuły, delikatny ... też potem. Nie zrobiłabym tego tylko dla ciała.
Tak mi się wydaje.

Nabroił strasznie, ale kiedy dawał mi dzisiaj kwiatki, delikatnie pocałował chyba w policzek czy szyj to prawie się roztapiałam.
Nie wiem czemu tak jest. Ale czasem czuję się jakbym go dopiero poznała (" motyle w brzuchu" ...?).
Za zachowanie i tak się wkurzam.

1 101

Odp: Miłość trwa

Sorry, bet, nie chcę używać niefajnych słów, ale tylko takie mi przychodzą do głowy- "zakompleksiona", "zagubiona", " o zerowym poczuciu własnej wartości". Możecie moją wypowiedź wyrzucić, ale piszę to , co myślę.
Wydajesz się, bet, być sensową kobietą, ale nie mogę czytać jak piszesz, jakimi ochłapami się zadowalasz. Taaa, czułość po seksie, wielki mi wyczyn, proszę Cię. Jesteś zadbaną, fajną kobietą, czemu do cholery nie znajdziesz sobie fajnego faceta, który na Ciebie zasługuje i nie kopniesz w 4 litery tego dupka Twojego męża?? Ok, wiem, że masz 4-kę dzieci, ale wiesz, jak łatwo można kogoś fajnego znaleźć choćby przez internet? Nie wszystkim przeszkadzają dzieci! Chcesz mieć takie życie, ja teraz, za 5, 10 lat? Ojej, pan i władca przyniósł kwiatki na urodziny i w szyję pocałował, no klękajcie narody! Rzuć się mu do stóp i łaskawie podziękuj, że o żony urodzinach pamiętał, a nie pomknął do kochanki. Żal po prostu to czytać, czemu większość kobiet kocha za bardzo?? czemu się nie szanuje? masakra
Sorry, ulało mi się trochę, nie chciałam nikogo obrazić

1 102

Odp: Miłość trwa

Dla mnie co Bet pisze jest serio szokujace, ''motyle w brzuchu'' ?????:OOOOOOOOOOOOOOOO

Bet,

Moze powinnas poznac kogos nowego, moze twoje zachowanie wynika z tego, ze nie mialas innego partnera ?
Idealizujesz go i tlumaczysz na kazdym kroku..

Takie teksty  jak ty to  pisza nastolatki, po rozstaniu i jak porzuci je pierwsza milosc... i tez zadowalaja sie seksem...

Ech, no licze na to ze jakims cudem twoj maz odzyska rozum... bo u Ciebie to raczej chyba sie predko nie stanie, jestes zaslepiona slepa miloscia

1 103

Odp: Miłość trwa

Bugenwilla, Majusia,

to co piszecie. to ocena. A tu chyba nie oceniamy? Czy Bet powinna zaczac dzialac wedlug Waszych propozycji? Czyli bierzecie na siebie odpowiedzialnosc za nia? To co i jak piszecie jest ponizej pasa. Sfrustrowane jestescie? To wylejcie frustracje gdzie indziej, nie na Bet.
Przeciez ona nie robi nic zlego? Czy robi Waszym zdaniem?
Ja po prostu proponuje zeby bardziej jej pomoc/skomentowac z klasa, a mniej wylewac pomyje.
Uprzedzajac pytanie co zlego w Waszych mailach odpowiem, ze ich caly wydzwiek jest napastliwy i oceniajacy w bardzo niefajny sposob.

1 104

Odp: Miłość trwa
Miriamm napisał/a:

Bugenwilla, Majusia,

to co piszecie. to ocena. A tu chyba nie oceniamy? Czy Bet powinna zaczac dzialac wedlug Waszych propozycji? Czyli bierzecie na siebie odpowiedzialnosc za nia? To co i jak piszecie jest ponizej pasa. Sfrustrowane jestescie? To wylejcie frustracje gdzie indziej, nie na Bet.
Przeciez ona nie robi nic zlego? Czy robi Waszym zdaniem?
Ja po prostu proponuje zeby bardziej jej pomoc/skomentowac z klasa, a mniej wylewac pomyje.
Uprzedzajac pytanie co zlego w Waszych mailach odpowiem, ze ich caly wydzwiek jest napastliwy i oceniajacy w bardzo niefajny sposob.

tak zgadzam sie z toba , tak niestety wyglada to co pisza dziewczyny , ale ja juz spotkalam sie tu na ktoryms z wątkow bylam tez wysmiewana za to ze zostalam po zdradzie z partnerem , i odbudowywuje swoj zwiazek , mam wrazenie ze tu na forum dzieli sie kobiety na lepsze te ktore odeszly i na te gorsze te ktore zostaly i ratuja co sie da , ja nie bede sie wypowiadac na temat bet bo ona zna najlepiej swoją sytuacje i wydaje mi sie ze to ona najlepiej wie i widzi czy staranie jej męza o nich jest takie zeby dac mu szanse i pomoc swojej rodzinie , z tego co wiem tam są male dzieci a on jest ich ojcem , wiec moze bet wie lepiej co powinna zrobic ja trzymam kciuki bet zeby ci sie udalo udejsc uwierz jest latwiej , ale szcunek dla tego kto nie ucieka tylko walczy bo nie sztuka kochac jak jest dobrze sztuka milosci jest wybaczanie , ja nie mam dzieci z moim partnerem , mam swoje corki ze swojego malzenstwa, on tez ma dzieci ze swojego swoich nie mamy , slubu tez nie mam zyje od 6 lat w związku konkubeckim i nie zostalam dlatego z nim po zdradzie ze boje sie zostac sama , bo przeciez sama nie jestem  mam przyjaciol mam dorosle corki , mam rodzine ,zostalam bo on blagal o druga szanse , zostalam bo kocham ty tez sie tym kieruj jesli kochasz to walcz masz do tego najwieksze prawo zycze ci zeby wszystko ci sie udalo i wyprostowalo w twoim zyciu

1 105 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-01 09:47:02)

Odp: Miłość trwa

To może ja zaproponuję coś innego,
utrzymuję telefoniczny  kontakt z Bet, przepraszam Bet może nie powinnam ujawniać że tak jest,
Ty znasz mnie więcej niż ujawniłam tu na forum a potem zostałam zbanowana bo zakrzyczały mnie, że walczyłam o swój związek, nie dałam się utrzymance, podstępnej prostytutce bo nie kochance, znasz kilka bardzo istotnych faktów z mojego życia, które bardzo wpływają na moje postępowanie a których nie mogę tu ujawnić.
Więc może osoby krytykujące, narzucające swoją opinię niech napiszą co Bet powinna zrobić?
Tak, alimenty sądowne, może rozwód  i potem co?
Co dalej?

Czyż próba odbudowy związku nie powinna zacząć się od subtelnych gestów, cierpliwego badania sytuacji, uczenia się siebie na nowo i słuchania? Ponownego zauroczenia sobą?
Co, tak nagle w gumofilcach do domu i KOCHANIE JESTEM!!!?

Posty [ 1 041 do 1 105 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 15 16 17 18 19 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026