Zwyczajnie stwierdzam, że mozna kochać i żyć własnym życiem.
Potrzebuję swobody, nie lubię być przytłoczona.
Teraz jest mi dobrze, mam chociaż odrobinę własnej przestrzeni ( dzieci też przytłaczją).
Oprócz miłości lubię być sama. Pobyć trochę tylko ze sobą. Pomyśleć w spokoju, zrobić plany.
Może dlatego tak lubię jeździć na rolkach. Wtedy się relaksuję, planuję. To jest mój czas.
Nie jestem gotowa na powrót do życia rodzinnego, takiego tradycyjnego.
To nie ten czas. Za wcześnie. Jeszcze trochę...
No i chciałabym, zrobić to jak już, to umiejętnie.
Mąż od poczatku kiedy poznał tamtą laskę, mówił: "ja nie chcę z nią być".
To było denerwujące. Nie chcę, nie chcę... a z nią był.
Zrywał z nią kilkukrotnie.
Pod koniec października 2011 zadzwonił do mnie w nocy i oznajmił, ze z nią zerwał.
A ja na to nic. Opowiadał różne historie, ale nie zmienił zachowania.
Nie reagowałam na to.
Nie wiem na co liczył, że co zrobię. Olałam to.
Nie zastanawiałam się czy go kocham czy nie.
Wiedziałm tylko, że nie zależy mi aby z nim być. Nie chciałam.
Miłośc gdzieś tam była, ale zeszła na dalszy plan. Niechęć, żal - górowały.
Fizyczne obrzydzenie. Mnie od niego odpychało kiedy z nią był.
U niego było chyba podobnie. Nie myślał o mnie.
Kiedy zadwonił na początku września i powiedział, że wreszcie koniec, że jest szczęśliwy, że to skończył to mówił, że ta miłość do mnie w nim jest. Odeszła gdzieś na dalszy plan, ale wciąż była.
Nie może być z tamtą, nie może się ze mną rozwieźć.
To musi przetrwać, bo jest prawdziwe.
Kiedy jest się z kimś blisko, zna się prawie myśli drugiej osoby.
Prawie 20 lat razem. Ani razu nie zreknęłam do telefonu, komputera. Absolutne zaufanie.
I po prostu się wie, kiedy coś się psuje.
Wiedziałam, że coś będzie. Jej zdjęcia, żadna kobieta tak na mnie nie działała. Buzia jakby dziecięca, ale ociekajaca saksem, wyuzdana.
W maju 2011 popłakałam się przy nim. Zobaczyłam jej portfolio, czułam, że bedzie z nią sypiał, że się jej nie oprze, nie ma takiej opcji.
Pytał czemu płaczesz, a ja, bo wiem, że z nią będziesz, nie dasz rady, nie oprzesz się, jest za ładna, zbyt kusząca.
Pocieszał mnie, że z pustego talerza jeszcze nikt się nie najadł.
Ale się nie pomyliłam.
Znam go jak siebie. To okropne.
Wiedziałam wszystko, kiedy się tam psuło, kiedy był jak pod wpływem środków odurzających.
Miałam świadomość, że wyleczyć się z tego może tylko spędzając z nią czas, kiedy będzie z nią dłużej non stop. Kiedy się tym nasyci, przeje. Tylko wtedy będzie w stanie ocenić czy to jest właśnie to.
Coś niedostępnego , zakazanego smakuje najlepiej.
Ale pojawiło się kolejne niebezpieczeństwo: bliskość, przywiązanie.
Być może uratowała mnie ciąża. Miałam swój cel.
Wczoraj porozmawiałm sobie z koleżanką.
Mówiłam o swoich planach będąc w pierwszych miesiącach ciąży. Romawiałam z koleżankami, mało która wierzyła, że mogę zrealizować swoje plany.
Moja sutuacja była zatrważająca.
Ja już dobrze tego nie pamiętam, ale ona mi mówi, że realizuję wszystko o czym wtedy mówiłam.
Stopniowo krok po kroku.
Czasem wstyd przyznać się otwarcie do własnych planów i pragnień.
Jak widzę swoją przyszłość.
Nie chcę zapeszyć, ale dobrze.
Ufam, że ból ma przynieść korzyść, że to co mnie spotyka ma wyjść mi na dobre.
Od męża w dużym stopniu zależy jak będzie dalej.
Dla mnie będzie dobrze, a czy z nim - zobaczymy
W moim mniemaniu zasługuję na szczęście i miłość.
Napiszę może coś niepopularnego, wielu może się to nie spodobać.
Dom z mężczyzną jest inny.
Dorastający chłopcy potrzebują ojca. Ojciec wprowadza porządek, dyscyplinę.
Ja mogę sprawować zastępczo taką rolę, ale to nie moja bajka.
Dzisiaj rano syn ( ten trzynastoletni) oczywiście ociągał się z ubieraniem na natry. Wyjazd 6.30.
Kombinował. Mąż w końcu na niego krzyknął.
Na to czekałam. Jego rola to nie tylko pieniądze.
Do wyjścia z tego koszmaru jeszcze daleka droga.
Nie da się czasem uniknąć błędów.
Jestem uparta, ambitna, wytrzymała.
Nie chcę, żeby taką rodzinę, moje małżeństwo zniszczyła "piekna dziw... K" ( tak nazywała tamtą moja mama)
Z niezależności nie zrezygnuję ( w każdej chwili mogę przecież zostać wdową, a dzieci trzeba utrzymać), kochać mogę bezgranicznie, bo tak mi się podoba. Chociaż nie pozwolę się skrzywdzić, ponieważ siebie również kocham bezgranicznie:)
Chciałabym nauczyć się rozmawiać, postępować mądrze.
Uważam, że konflikty czy niezadowolenie to też nasza wina, nieumiejętność, popełniane błędy.
W mężu widzę wady, ale czy jest ktoś kto ich nie ma. Nie mają wpływu na uczucie.
Chciałabym, żeby dobrze żył ( w moim mniemaniu), był jak najlepszy, bo uważam, że to jest dla niego dobre. Bardzo cenię wolność.
A teraz zamieniam się w gospodynię. Chłopcy na nartach, z maluchami trochę spokoju. Porządki, gotowanie, pranie, prasowanie...
Czas leci.