netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 254 wyświetleniazałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 14 15 16 17 18 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 976 do 1 040 z 1 597 ]

976

Odp: Miłość trwa

bet,

z jednej strony Cię podziwiam - ja chyba nie byłabym w stanie wybaczyć tego wszystkiego, co Ty wybaczyłaś swojemu mężowi. Dla mnie chyba przestałby totalnie istnieć jako facet, partner, zostałby jedynie ojcem moich dzieci, ale wiem, że łatwo się mówi, nie będąc samemu w podobnej sytuacji.
Życzyłabym Ci tylko tego, aby Twój mąż naprawdę docenił Ciebie, akceptował i kochał, żeby nie był z Tobą jedynie ze strachu przed zmianami, utratą pewnej stałości w życiu, życzę, aby udało Wam się stworzyć dobry związek, w którym zaspokojone będę Twoje potrzeby, a nie tylko jego. Jeśli oczywiście zdecydujesz się przyjąć go z powrotem. Ja bym nie mogła, ale Tobie życzę siły i odwagi w podejmowaniu jak najlepszych decyzji. Trzymaj się!

977

Odp: Miłość trwa

Bufenwilla, chyba nei podziękuję, zeby nie zapeszyć.
Ale z pewnością Tobie jak i innym tutataj na forum można życzyć tego samego...:)

I nie obyło się bez pytania co robię.
I dlaczego jeszcze nie śpię.
Pojawił się nagle w drzwiach. Znowu się wystraszyłam.
Wyszedł przed chwilą...

Teraz zaczyna rozpieszczać małego. Wyrzuty sumienia?
A on się go wstydzi. Robi przekomiczne miny. Ma takie słodkie, rozkoszne spojrzenie, ale przy tym poważne, z dystansem.

W ogóle to zabawne. Ukrywam męża jak kochanka.
Spotkania jak z kochankiem...

978 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-01-24 13:15:50)

Odp: Miłość trwa

Tak na marginesie i z dowcipem:

przypomniał mi się tytuł filmu:

        "Moje noce są piękniejsze niż wasze dni"

Tylko tytuł bo fabuła po części tylko tu pasuje tongue

979

Odp: Miłość trwa

Ukrywam meza jak kochanka ........., bardzo dobrze Bet.
Nie daj sie wtloczyc w "bycie trwalym elementem krajobrazu" - niech wie, ze ma Cie "swiatecznie".
Niech czuje niepewnosc i staranie o Ciebie..... Zreszta sama  wiesz najlepiej w czym rzecz.
Wazne, ze to TY teraz bedziesz decydowac jak Wasze  ewentualne bycie razem ma wygladac.
Przyznam, ze od Nowego Roku czytam Twoje posty z duza przyjemnoscia.
Duzo jeszcze ukladania przed Wami, ale .......
Powodzenia!!!

980

Odp: Miłość trwa

Podpisałam dzisiaj wreszcie umowę na dotację. Mąż niezbędne oświadczenie również.
Mieli przesadne wymagania wobec banku, więc decyzje się przeciągnęły.
Ale jest! Teraz zakupy...  Trochę je sobie jeszcze przemyślę. Może coś pozmieniam.
Mąż oferuje pomoc. Graficy mogą mi opracować logo, strony, co tam będę chciała.
Skorzystam:)
Przed chwilą dotarłam do domu.
Dzisiaj się wyśpię:)

981

Odp: Miłość trwa

Wiesz Bet, mi się wydaje, że on nie chce do Ciebie wrócic. Ma wyrzuty sumienia i chce sobie polepszyć samopoczucie, bedąc pomocnym, udawadnia sobie,że nie taki z niego ostatni sukinsyn.
Podejrzewam, że chce twojego usamodzielnienia, by uchodzić za odpowiedzialnego i godnego zaufania, bo wie jak go odbierają teraz ludzie. Tworzy sobie takie ładne RP, i chce aksamitnie rowiązac wasze małżeństwo.
To nawet dobrze, bo Ty potrzebujesz czasu, przede wszystkim do uwolnienia się mentalnie od osobnika, ale ja nie widzę w nim pragnienia odbudowania czegokolwiek.
Nie wiem, czy powinnam to pisać.
Cięzko, bo to jak uderzenie łomem w łeb, ale Bet, on Cie nie kocha. Wybacz mi.

982

Odp: Miłość trwa
HeiligeTerese napisał/a:

Cięzko, bo to jak uderzenie łomem w łeb, ale Bet, on Cie nie kocha. Wybacz mi.

Ja mam identyczne wrażenie po lekturze tego wątku.

983

Odp: Miłość trwa

Być może.
Tylko czy tak bardzo powinnam sie martwic tym czy on kocha czy nie kocha.
Przecież chodzi o mnie. O moją niezależność, o to co mnie pasuje.
Nigdy tak do kónca nie wiemy co jest w sercu, w głowie innej osoby. Nie możemy być jej pewni.
Decyduję tylko o sobie.
Jasne, że mąż chce się uważać za dobrego. Już mu to nawet wytknęłam.
Robi pewne rzeczy nawet może nie pod publikę, ale żeby wmówić sobie, że nie jest taki ostatni drań.
Przynajmniej nie mam wielkich złudzeń. Jak ktoś jest egoistą (egocentykiem) to myśli przede wszystkim o sobie.
Ale chyba większość ludzi a bynajmniej mężczyzn taka jest. Może to kwestia wychowania.

Zresztą uczucia się zmieniają.
Bycie razem to dla mnie już nie tylko uczucie. Miłość zwyczajnie nie wystarczy, żeby małżeństwo było udane.
Trzeba się nauczyć rozmawiać, słuchać potrzeb drugiej osoby. Wiele spraw.
Nie jestem w tym dobra. Mąż również.
Nie wykluczam, że się rowiedziemy. Wspólne życie może się okazać zbyt trudne.
Nie wykluczam też, że się wrszcie zgramy. Nauczymy rozmawić o oczekiwaniach, potrzebach, o tym jak nam jest, co chcielibyśmy zmienić.
Jakieś uczucie ze strony męża w stosunku do mnie jest. Mam na myśli miłość.
Na ile jest ona silna, to wie tylko on.
Więc podstawy są. Miłość może przygasła, ale chyba całkiem nie wygasła.
Równie dobrze za pół roku może mnie szaleńczo kochać, a ja mogę kochać go umiarkowanie.
Nie wykluczone też, że uczucie rozkwitnie we nim i we mnie. Będziemy się uczyli i starali być razem.

Teraz mam się zająć pracą, ustawić sobie jak najwygodniej życie.
Dla męża jestem chyba dobra. Nie muszę tego robić dla spokuju sumienia. Mam taka potrzebę.
I daje mi to zadowolenie. 
Także chrzanić jego prawdziwe uczucia.
Czemu ja mam sobie tym zaprzątać głowę.
Ja... Ja jestem najważniejsza. Kocha nie kocha. Dobrze jak spełnia oczekiwania.
Mnie tam jest w miarę dobrze.

984 Ostatnio edytowany przez betina2 (2013-01-25 15:26:13)

Odp: Miłość trwa

Bet -
W  swoj pokretny sposob on do Ciebie jakies uczucia ma!
A to, ze stara sie udowodnic, ze nie jest ostatni dran, to jego sprawa.
Jezeli to sie przeklada na poprawe  Twojego zycia i dzieci, to bardzo dobrze. Chrzanic intencje.
Wazne zebys zachowala w sobie ten odzyskany spokoj i wiare, ze w razie czego dasz sobie rade.


Podejrzewam, ze w tym calym jego romansie , mocno mu sie popieprzyla milosc z pozadaniem, checia dowartosciowania meskiego ego,
ekscytacja nowoscia itp.
Teraz jak walnal lbem o ziemie, ma szanse odroznic jedno od drugiego.
Dal sie poniesc przygodzie, ktora zamiast dowartosciowac, zepchnela go w dol. Zobaczyl jak musi ciezko popracowac, zeby sie z tego dola wygrzebac. No i dobrze - jest szansa, ze jakies nauki pobierze.
Nie ulatwiaj mu tego, nie chodzi o odgrywanie sie, chodzi o to , ze zbyt latwe - malo cenne!

pozdr.B

985

Odp: Miłość trwa

Na prośbę autorki tytuł wątku został zmieniony.

986

Odp: Miłość trwa

Chyba nadszedł czas, aby "porzucona z czwórką dzieci" się z wami pożegnała...
Tytuł tego wątku odzwierciedlał moją rozpacz, samopoczucie.
Tak się czułam: porzucona!!!

Ale życie się zmienia. Zmieniłam się również ja.
Na dzień dzisiejszy innaczej patrzę na to co się wydarzyło.
Nie czuję się też porzucona.

Przeżycia były bardzo bolesne. Czułam się jakby los próbował mnie zdeptać.
Poczucie wartości , samoocena spadła.
Dlaczego?
Najbiższa, najukochańsza osoba na świecie zadała mi cios. Okrutnie bolesny.
Przestałam dla niej istnieć.
Nie ja sama, ale ja razem z naszymi dziećmi.
Odszedł nie tylko ode mnie, ale również od dzieci.
Poczułam wówczas jak dzieci są związane z matką. "Przypisane" matce.

Inna kobieta, piękna, młoda i zarazem doświadczona.

Byłam niemalże pewna, że mnie to nie spotka.
Obłęd...

Przetrwałam, przeżyłam i czuję się po tym silniejsza, mądrzejsza, bogatsza...
Straciłam czyste , niewinne małżeństwo. Męża tylko dla siebie. Seks tylko nasz.
Brakuje mi tego, jest mi tego szkoda. To było na prawdę piekne.
Czasem sama nie wierzę, że to już nigdy nie wróci.
To jest takie uczucie jak wiedzieć, ze już nigdy nie będzie się miało 20 lat.
... gorzej...

Niech mi ktoś powie, czy jest w życiu coś piękniejszego niż miłość...?
A nasza była piękna, zwyczajnie piekna.
I spieprzyliśmy to. On, może ja też - nie ważne.

Pozostaje pytanie: co z ta piękną miłością, wielką miłością?

Myślę, że ona trwa.
Prawdziwa miłość się po prostu nie kończy. Nie zniszczy jej romans i nawet najpiękniejsza erotyczna modelka, hostessa toples zaawansowana w seksie jak ekskluzywna prostytutka.

Ta prawdziwa miłość to przetrwa, stanie się jedynie głębsza i silniejsza.
Po kilkunastu latach doceniłam małżeństwo, dojrzałam do roli żony.

Ale też sama stałam się silniejsza.
Czy będę razem z tym , kórego zrozumiałam, że kocham bardzo - nie wiem.
Ponieważ nie wiem, czy pomimo uczucia będę chciała z nim być.
Kochać pewnie będę do końca życia, z czego się niezmiernie cieszę.

Będę pisać dalej.
"Porzucona z czwórką dzieci" to już przeszłość.

987

Odp: Miłość trwa

Niby się nic nie stało, a jednak cieszę się
Oczy zrobiły się takie lekko wilgotne
Dziękuję moderatorom... smile

988

Odp: Miłość trwa

Czy ja rozumiem, ze bedziesz jego zawsze kochac? Ale po co?
To się skonczylo. Wazne jest jutro, a nie wczoraj. Po co Tobie wczorajsza milosc???

989

Odp: Miłość trwa

To nie znaczy stać w miejscu.
A czy będę zawsze kochać swojego męża - takich rzeczy się nie wie.
Uważam tylko, że nie ma w tym ani nic złego , ani niczego czego należy się obawiać.
Niezależnie od sytuacji.
Pytasz po co?
Bezinteresownie:)
Mnie jest z tym dobrze.

990

Odp: Miłość trwa

Troche znaczy to stac w miejcu. Skoro cos minęło to nie ma juz  tego.....
Uczucia tez mijaja, To zdarza sie wielu. Wspomnieniami nie warto zyc....

Zreszta kazdy robi jak chce.

991

Odp: Miłość trwa
dziwnaismutna napisał/a:

Czy ja rozumiem, ze bedziesz jego zawsze kochac? Ale po co?
To się skonczylo. Wazne jest jutro, a nie wczoraj. Po co Tobie wczorajsza milosc???

Czy bedzie zawsze kochac tego nikt nie wie.
Kocha go na dzis.
Dlaczego piszesz, ze sie skonczylo? Skad to wiesz?
Chyba Bet zna stan swoich uczuc.,a to, ze moze byc roznie  z jej malzenstwem pisala po wielokroc.
Jedno nie przeczy drugiemu.

992

Odp: Miłość trwa

Nie wiem.... Niezbyt dokladnie przeczytalam watek, przyznaje się. To fakt, w zyciu jest roznie, czasem ludzie do siebie wracają, a czasem nie. Moze przeczytam dokladniej, to inaczej sie wypowiem.

993

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

To nie znaczy stać w miejscu.
A czy będę zawsze kochać swojego męża - takich rzeczy się nie wie.
Uważam tylko, że nie ma w tym ani nic złego , ani niczego czego należy się obawiać.
Niezależnie od sytuacji.
Pytasz po co?
Bezinteresownie:)
Mnie jest z tym dobrze.

A za co kochasz swojego męża? Bo bezwarunkowo i bezkrytycznie kocha się tylko własne dzieci, partnerów jednak kochamy za coś...

994

Odp: Miłość trwa

Dziwnaismutna, nie zawsze najważniejsze jest żeby do siebie wrócić.
Nie za wszelką cenę, pomimo że kochamy.

995

Odp: Miłość trwa

Bugenvillo - przeciez jak zaczelysmy kochac swoich mezow, to nie byli oni zdradzajacymi nas kreaturami !
Wiele dobrego zaistnialo w naszym zyciu dzieki nim i z nimi.
To, ze pozniej stalo sie to, co sie stalo nie powoduje znikniecia kochania z automatu.
Gdyby tak bylo, nie byloby cierpienia, bolu, tesknoty.
Problemem bylyby tylko zmiany techniczne( rozwod, finanse itp), a z tym jest owszem  niewygodnie, ale sie nie cierpi.
Nie bardzo rozumiem "kochac za cos". Kocham bo jest przystojny, a jak wylysieje i sie zgarbi to nie?

996 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2013-01-26 01:45:07)

Odp: Miłość trwa

przeciez zazwyczaj gdy sie pojawi inna osoba (trzecia) to ktos kto sie w to angazuje emocjonalnie i zdradza przestaje kochać partnera i cos sie konczy. Po co do tego wracac? To jest koniec. I nic nie trwa, w sensie milosc- chyba ze z jednej strony, od tego zdradzonego.
Natomiast ten kto odchodzi do kogos innego, zwyczajnie odchodzi. I to co bylo -dla niego to koniec.

Czy ten kto odchodzi do innej osoby teskni, cierpi??? Nie, nie teskni! bo jest nowy partner, ktory skupia cala jego uwage.  Tesknic moze tylko ta osoba ktora zostala opuszczona. I tu mowie - jak najpredzej to skonczyc i zyc wlasnym zyciem, a nawet poszukac nowego partnera. Po co zbyt dlugo cierpiec i rozgrzebywac przeszlosc ?

Jasne, ze dorosli kochaja za cos - za to ze jest mily, ze jest dobry sex, ze ciekawie opowiada, ze jest przystojny, ze jest pracowity, zadbany itp.

Czy kochasz za to, ze jest - wredny, mrukowaty, niezaradny, bezrobotny, jest alkoholikiem, sexholikiem, ze jest grubas, zaniedbany? - to chyba sie predzej odkochasz ;-)

997

Odp: Miłość trwa

bet, jak czytam Twoją historię to mi głupio, że ja jestem tego samego rodzaju płci co on.
Przepraszam za niego. sad

998

Odp: Miłość trwa
dziwnaismutna napisał/a:

przeciez zazwyczaj gdy sie pojawi inna osoba (trzecia) to ktos kto sie w to angazuje emocjonalnie i zdradza przestaje kochać partnera i cos sie konczy. Po co do tego wracac? To jest koniec. I nic nie trwa, w sensie milosc- chyba ze z jednej strony, od tego zdradzonego.
Natomiast ten kto odchodzi do kogos innego, zwyczajnie odchodzi. I to co bylo -dla niego to koniec.

Czy ten kto odchodzi do innej osoby teskni, cierpi??? Nie, nie teskni! bo jest nowy partner, ktory skupia cala jego uwage.  Tesknic moze tylko ta osoba ktora zostala opuszczona. I tu mowie - jak najpredzej to skonczyc i zyc wlasnym zyciem, a nawet poszukac nowego partnera. Po co zbyt dlugo cierpiec i rozgrzebywac przeszlosc ?

Jasne, ze dorosli kochaja za cos - za to ze jest mily, ze jest dobry sex, ze ciekawie opowiada, ze jest przystojny, ze jest pracowity, zadbany itp.

Czy kochasz za to, ze jest - wredny, mrukowaty, niezaradny, bezrobotny, jest alkoholikiem, sexholikiem, ze jest grubas, zaniedbany? - to chyba sie predzej odkochasz ;-)

Ile pan - tyle zdan!
Nie upierajmy sie przy tym, ze Bet nie powinna kochac.
Kochanie jest uczuciem niesterowalnym. Jakiez to by bylo proste powiedziec sobie z dnia na dzien - przestaje kochac i finito.
W milosci rozum schodzi na plan dalszy - skutek bywa rozny. Rady - czas z tym skonczyc i zaczac zyc wlasnym zyciem, fajnie dawac, trudniej stosowac, jak calym sercem tesknisz za dawnym zyciem, czlowiekiem, ktory jeszcze nie tak dawno byl ci bliski....
Co to znaczy poszukac nowego partnera? - pojsc na rynek i sobie kogos wybrac?
Na nowego partnera trzeba byc gotowym, a nie wnosic w nowy zwiazek niewygasla milosc i wor rozterek.
Nie kazdy potrafi byc z kims ot, tak sobie......
Oczywiscie sa limity wybaczania i toleracji, ale tego tez nie da sie jasno i wyraznie okreslic.
Wszystko zalezy od tego co bylo wczesniej, jak silny byl zwiazek, co sie zadzialo przed zdrada.
Nie ma jednego przepisu na zycie.......
Jedni kochaja raz w zyciu, inni kochaja co rusz.

I na Boga nie przykladajmy jednej miary do wszystkich - ile ludzi tyle historii.
To, ze Tobie wywalenie meza z zycia pasuje, nie musi pasowac komus innemu.
Nie wypowiadajmy sie autorytatywnie -masz zrobic tak, a nie inaczej - tym bardziej, ze wiemy tylko tyle, co ten ktos tu napisze......
Mozna swoim przykladem kogos naprowadzic na jakas decyzje, ale wybor zalezy tylko i wylacznie od niego.
Nie kazmy robic tak, a nie inaczej.

999

Odp: Miłość trwa

betina zgadzam sie. Nie ma jednej recepty i jednej historii. Dlatego kazdy niech robi jak uwaza.

1 000

Odp: Miłość trwa

Zwyczajnie stwierdzam, że mozna kochać i żyć własnym życiem.
Potrzebuję swobody, nie lubię być przytłoczona.
Teraz jest mi dobrze, mam chociaż odrobinę własnej przestrzeni ( dzieci też przytłaczją).
Oprócz miłości lubię być sama. Pobyć trochę tylko ze sobą. Pomyśleć w spokoju, zrobić plany.
Może dlatego tak lubię jeździć na rolkach. Wtedy się relaksuję, planuję. To jest mój czas.

Nie jestem gotowa na powrót do życia rodzinnego, takiego tradycyjnego.
To nie ten czas. Za wcześnie. Jeszcze trochę...
No i chciałabym, zrobić to jak już, to umiejętnie.

Mąż od poczatku kiedy poznał tamtą laskę, mówił: "ja nie chcę z nią być".
To było denerwujące. Nie chcę, nie chcę... a z nią był.
Zrywał z nią kilkukrotnie.
Pod koniec października 2011 zadzwonił do mnie w nocy i oznajmił, ze z nią zerwał.
A ja na to nic. Opowiadał różne historie, ale nie zmienił zachowania.
Nie reagowałam na to.
Nie wiem na co liczył, że co zrobię. Olałam to.
Nie zastanawiałam się czy go kocham czy nie.
Wiedziałm tylko, że nie zależy mi aby z nim być. Nie chciałam.
Miłośc gdzieś tam była, ale zeszła na dalszy plan. Niechęć, żal - górowały.
Fizyczne obrzydzenie. Mnie od niego odpychało kiedy z nią był.

U niego było chyba podobnie. Nie myślał o mnie.
Kiedy zadwonił na początku września i powiedział, że wreszcie koniec, że jest szczęśliwy, że to skończył to mówił, że ta miłość do mnie w nim jest. Odeszła gdzieś na dalszy plan, ale wciąż była.
Nie może być z tamtą, nie może się ze mną rozwieźć.
To musi przetrwać, bo jest prawdziwe.

Kiedy jest się z kimś blisko, zna się prawie myśli drugiej osoby.
Prawie 20 lat razem. Ani razu nie zreknęłam do telefonu, komputera. Absolutne zaufanie.
I po prostu się wie, kiedy coś się psuje.
Wiedziałam, że coś będzie. Jej zdjęcia, żadna kobieta tak na mnie nie działała. Buzia jakby dziecięca, ale ociekajaca saksem, wyuzdana.
W maju 2011 popłakałam się przy nim. Zobaczyłam jej portfolio, czułam, że bedzie z nią sypiał, że się jej nie oprze, nie ma takiej opcji.
Pytał czemu płaczesz, a ja, bo wiem, że z nią będziesz, nie dasz rady, nie oprzesz się, jest za ładna, zbyt kusząca.
Pocieszał mnie, że z pustego talerza jeszcze nikt się nie najadł.
Ale się nie pomyliłam.
Znam go jak siebie. To okropne.
Wiedziałam wszystko, kiedy się tam psuło, kiedy był jak pod wpływem środków odurzających.
Miałam świadomość, że wyleczyć się z tego może tylko spędzając z nią czas, kiedy będzie z nią dłużej non stop. Kiedy się tym nasyci, przeje. Tylko wtedy będzie w stanie ocenić czy to jest właśnie to.
Coś niedostępnego , zakazanego smakuje najlepiej.
Ale pojawiło się kolejne niebezpieczeństwo: bliskość, przywiązanie.   

Być może uratowała mnie ciąża. Miałam swój cel.

Wczoraj porozmawiałm sobie z koleżanką.
Mówiłam o swoich planach będąc w pierwszych miesiącach ciąży. Romawiałam z koleżankami, mało która wierzyła, że mogę zrealizować swoje plany.
Moja sutuacja była zatrważająca.
Ja już dobrze tego nie pamiętam, ale ona mi mówi, że realizuję wszystko o czym wtedy mówiłam.
Stopniowo krok po kroku.

Czasem wstyd przyznać się otwarcie do własnych planów i pragnień.
Jak widzę swoją przyszłość.
Nie chcę zapeszyć, ale dobrze.
Ufam, że ból ma przynieść korzyść, że to co mnie spotyka ma wyjść mi na dobre.
Od męża w dużym stopniu zależy jak będzie dalej.
Dla mnie będzie dobrze, a czy z nim - zobaczymy
W moim mniemaniu zasługuję na szczęście i miłość.

Napiszę może coś niepopularnego, wielu może się to nie spodobać.
Dom z mężczyzną jest inny.
Dorastający chłopcy potrzebują ojca. Ojciec wprowadza porządek, dyscyplinę.
Ja mogę sprawować zastępczo taką rolę, ale to nie moja bajka.
Dzisiaj rano syn ( ten trzynastoletni) oczywiście ociągał się z ubieraniem na natry. Wyjazd 6.30.
Kombinował. Mąż w końcu na niego krzyknął.
Na to czekałam. Jego rola to nie tylko pieniądze.
Do wyjścia z tego koszmaru jeszcze daleka droga.
Nie da się czasem uniknąć błędów.
Jestem uparta, ambitna, wytrzymała.
Nie chcę, żeby taką rodzinę, moje małżeństwo zniszczyła "piekna dziw... K" ( tak nazywała tamtą moja mama)
Z niezależności nie zrezygnuję ( w każdej chwili mogę przecież zostać wdową, a dzieci trzeba utrzymać), kochać mogę bezgranicznie, bo tak mi się podoba. Chociaż nie pozwolę się skrzywdzić, ponieważ siebie również kocham bezgranicznie:)
Chciałabym nauczyć się rozmawiać, postępować mądrze.
Uważam, że konflikty czy niezadowolenie to też nasza wina, nieumiejętność, popełniane błędy.

W mężu widzę wady, ale czy jest ktoś kto ich nie ma. Nie mają wpływu na uczucie.
Chciałabym, żeby dobrze żył ( w moim mniemaniu), był jak najlepszy, bo uważam, że to jest dla niego dobre. Bardzo cenię wolność.

A teraz zamieniam się w gospodynię. Chłopcy na nartach, z maluchami trochę spokoju. Porządki, gotowanie, pranie, prasowanie...
Czas leci.

1 001

Odp: Miłość trwa

Dotarłam do domu. Od rana byłam na szkoleniu w Krakowie.
Bardzo udany dzień. Oczywiście pojechałm z materiałami reklamowymi swojej firmy.
Mąż napisał o 2 w nocy, że ojciec go wyrzuca.
Ale odczytałam to dopiero po południu. Nie mieszam się.
Niech załatwiają to między sobą. Kupił telewizor do kuchni.
A ja sobie śliczny mięciutki, któtki szlafroczek:) I w ogóle dobrze spedziłam czas.
Należy mi się:)
O ile przeżyję noc, bo skusiłam się na pyszną kawę, a nie bardzo mogę pić.
Jestem roztrzęsiona... - po kawie

1 002

Odp: Miłość trwa

Nachodzą mnie dzisiaj różne myśli.
Dzień bezsensownie przeleciał. Nie zrobiłam dzisiaj nic pożytecznego.
Wysłałam 2 prośby o kalkulację.
I poszłam spać z małym po południu. Spałam ponad 2 godziny jak dzidziuś.
Może mam wyrzuty sumienia, że się tak opieprzam. Jutro wizyty u lekarzy i tak pewnie przeleci kolejny dzień.
Powinnam przygotować i wysłać oferty, wysłać projekt do sprawdzenia i druku i takie tam różne drobiazgi.
Tymczasem nie mam ochoty nawet wysłać smsa do męża, żeby zostawił pieniądze na życie, co jemu może odpowiadać.
Mam takie dni, że pragnę spokoju. Nie chcę go widzieć.
Wzbudza we mnie niemiłe doznania. Unikam kontaktu.

Przed chwilą u mnie był.
Wyszłam sobie. Nie mogę rozmawiać. Denerwuje mnie on, jego zepsuci kumple, jarający się o połowę młodszymi laskamim, zdardzający żony.
Czterdziestoletni pajace. Całe to zepsucie, zgnilizna.
Wpieprza mnie.
Traci mnie...?!
Mam do kitu dzień, ale się pozbieram. To przez pracę. Lenistwo na całego.

Co się dzieje...? Nie mogę na niego patrzeć. Miałam go ochotę wyrzucić.
Jakby ktoś ściskał mnie za szyję.
Po prostu jak mi coś nie pasuje nie umiem być spokojna.
Za dużo dokładam do życia. Nie czuję troski, wsparcia. Przydałaby mi się porada w sprawach firmy.
Nie ma go. Jestem z problemami sama.
O czym mam z nim rozmawiać. Nie mam wsparcia.
Mam gdzieś ten telewizorek, który kupił.
Nie oglądam telewizji.

Mam żal, nie wiem nawet jak mu to powiedzieć. Nawet nie chce mi się już mówić.
Potrzebuję pieniądze na siebie, żeby inwestować w siebie, żeby o siebie walczyć.
Radzić sobie z emocjami, z uczuciami, mieć zapał do pracy, nie dać się problemom, pokonywać niewiedzę.
Potrzebuję się sprężyć. Znaleźć strategię, odpowiedni sposób na komunikację.

Moje problemy wynikają właśnie z mojej niewystarczającej umiejętności komunikacji. Popełnianych błędów.
Potrzebuję w tym pomocy zaraz! Teraz! Już!
Ma ktoś jakiś pomysł...

A może wkurzam się zwyczajnie nie na niego, ale na siebie, że nie wiem jak powiedzieć mu o tym co czuję, co mi przeszkadza, że mam zmarwienia.
Zły dzień dla mnie. Potrzebuję podniesienia się na duchu. Pocieszenia...

Ok, dam sobie radę...
Siostra...
Trochę pomyślę ( znajdę rozwiazania - sprawy firmowe).
Może się przełamię i z nim też jakoś porozmawiam.
Spokój..., opanowanie i nie dusić w sobie tego co męczy, ale umiejętnie to przekazać.

1 003

Odp: Miłość trwa

silna z Ciebie kobieta bet, odważna. podoba mi się jak piszesz to wszystko. dlaczego niektórych sytuacji w życiu nie da się ominać po prostu,żeby żyło nam się lepiej.

Ja przeżyłam swój koniec świata w 2011 roku jak mój narzeczony po prawie 5 latach związku przestał tak zwyczajnie mnie kochać. myślałam,że umrę. przez pół roku płkałam w pracy nie wiedzieli co mi jest, nie bywałam prawie wcale w domu, ciągle spalam u przyjaciół bo nie mogłam być sama, później było tylko gorzej, dowiedziałam się ze kogoś poznał, bardzo szybko mu to poszło po miesiącu raptem. ja w tym czasie miałam wypadek samochodowy,moi rodzice oznajmili że sie rozwodzą a na koniec jeszcze włamali mi sie do domu i mnie okradli. to był najgorszy rok w moim życiu.chciałam umrzeć.jakoś się jednak podniosłam, dałam sobie radę, poznałam wiele ludzi, często chodziłam na randki, żyłam jak chciaałam, singielka- nie chciałam mieć faceta już nigdy. umawiałam się ale w nikim się nie zakochałam.

w tym czasie zaczełam się spotykać z chlopakiem do którego niestety coś poczułam. spotykliśmy się jak przyjaciele, on pokazywał jak mu zależy, ale dopiero w 2012 zaczęliśmy być razem...nie wiem do dziś czy go kochałam, rozstaliśmy się miesiąc temu. i teraz znów chcę być sama. Brakuje mi mężczyzny, ale nie wierze w żadne małżeństwa,śluby i chyba nigdy nie wyjdę za mąż.

może nie umiem kochać nie wiem, mojego pierwszego chłopaka kochałam całym sercem, wszystko mu oddałam. od tamtej pory nie pokochałam nikogo tak mocno, albo nawet nie pokochałam wcale. mnęły dwa lata. w głębi duszy czuję, że kogoś poznam i ktoś jest gdzieś i czeka na mnie, ale nie wiem czy potrafię kogoś pokochać... chyba się boję... boję się że znów się zakocham, odda komus serce a on je wyrzuci i odejdzie. chyba nie mam już na to sił. jestem młoda i wiem że wiele przede mną, ale ciężko jest wierzyć w miłość w tych czasach.

1 004

Odp: Miłość trwa

Takaja, wierzyłam w miłość.
Wierzyłam w miłość mojego męża do mnie. Docierały do nas infrormacje o kolejnych rozwodach wśród znajomych. Patrzyliśmy wtedy na siebie.
Może mi się wydaje, ale chyba czułam jego miłość. Było jakby porozumienie.

A jednak nas też to dopadło. Nie udało nam się przed tym uchronić.

Teraz wierzę tylko w swoją miłość. Już się przekonałam, że choćby najbliższa osoba, choćby nie wiem jak bliskie ralacje to jedak ktoś odrębny, nie ja.
Mogę ufać jedynie sobie, wierzyć jedynie w swoje uczucia. I najważniejsze, pogodzić się z tym.

Ale ludzie w życiu ryzykują.
Im więcej ryzykujesz tym większe mogą być korzyści ( np w biznesie).
Podobnie chyba w życiu.
A co w tym złego kochać bezgranicznie, dać się ponieść.
Ryzyko nieodwzajemnienia jest zawsze.
Sama nieprzwidywalność może być ekscytująca.
Może wystarczy, że będziesz wierzyć w swoją miłość i to uczucie Tobie da szczęście.

Dużo się wypłakałam, ale chyba tych wszystkich chwil kiedy tak mocno kochałam nie żałuję.
Były cudowne, było też chyba odwzajemnienie.
Teraz jestem inna.
Właśnie zdystansowana, rozsądna. Brakuje mi spontaniczności.
Zagłuszyłam, oddaliłam gdzieś swoje wewnętrzne dziecko.
Ze strachu, ze wstydu - nie wiem.

Nie mam odwagi pójść do męża i powiedzieć mu, że go kocham, że mi go brakuje, że chiałabym spędzać z nim więcej czasu, ze jest mi z nim dobrze ( chociaż jest jaki jest), że pierd.... tą całą kicię czy cokoliwek. Liczy się to co jest teraz.
Jest rozsądek , duma, ostrożność i może lęk przed odrzuceniem.
Kiedyś nie przejmowałam się tak tym co dookoła.
A teraz...
To samo jest z tłumieniem w sobie gniewu, tego co mi nie pasuje.
Staram się to zmienić.
Odzwyczaiłam się dbać o siebie, robić coś dla siebie, nawet wydawać na siebie pieniądze.
Kupię coś sobie i zamiast się cieszyć, to zastanawiam się czy to rozsądne, czy powinnam.

A czy nie powinnam się cieszyć tym co mam, korzystać z tego co mam. 
Po co tak się marwić tym co będzie za rok, za dwa lata.
Planować owszem.
Ale jutra może nie być.

Żałuję mojego tchórzostwa.
Tego, że nie mam czasem odwagi zrobić tego na co mam ochotę, powiedzieć tego co czuję.
Myślę, sobie a gdybym wiedziała, że to moje ostatnie 5 minut życia, 5 godzin, 5 dni...

Może jestem silna, może wytrwała, ale brakuje mi szaleństwa, beztroski.
Kiedyś chodziłam po dachach jak miałam ochotę, całowałam się z mężem w miejscach publicznych przez kilka godzin jakby świat nie istniał. Tańczyłam na ulicy, śpiewałam w autobusie, zjeżdżałam na nartach poza trasami po puchu w miejscach niebezpiecznych...

A potem nie miałam nawet odwagi powiedzieć co mi nie pasuje.
Co się ze mną stało.
Wolność, to też swoboda w życiu, a ja wciąż jednak się ograniczam.
I to nie chodzi o męża. Może mnie co najwyżej nie akceptować.

Na sylwestra bawiłam się dobrze, bo wreszcie się trochę rozluźniłam. Pozwoliłam sobie na luz.

Przecież nie jestem wobec męża całkiem szczera.
Bo nie wypada, bo po tym co mi zrobił to nie wypada mieć to w d.... i być zakochanym.

Codziennie pokonuję swoją nieśmiałość.

1 005

Odp: Miłość trwa

Byłam wczoraj u lekarza, ginekologa.
Wizyta właściwie kontrolna. No i myślę o tym żebym już raczej nie miała kolejnych dzieci ( ale to na przyszłość).
Za wizytę zapłaciłam prawie 500 zł. Do tego dochodzą kolejne wizyty.
Zrobiłam sobie badania.
Kto wie, czy ta moja "miłość" to nie bardzo wysoki poziom kobiecych hormonów:)

Trochę się wściekłam. Kobiety powinno się bardziej szanować.
Każda ciąża to olbrzymie obciążenie dla organizmu.
Poświęcenie swojego ciała i zdrowia.
Kobieta po 4 ciążach i porodach, dwóch pod czterdziestkę jest jak okaleczona.
Ponaciągana, może mieć nietrzymanie moczu i inne dolegliwości.
Miałam mnóstwo szczęścia, natura obeszła się ze mną niezmiernie łaskawie.
Bardzo się cieszę.
Mogłabym co nieco ponaprawiać, są teraz takie możliwości i kto wie czy kiedyś sobie na to nie zarobię i się nie zdecyduję - należy mi się.
Ale jestem bardzo zadowolona, że jest dobrze, że nie ma takiej konieczności.
Jestem drobna, średniego wzrostu. Dzieci, które urodziłam jak na moją budowę ciała urodziłam duże ( maż jest wysoki, dobrze zbudowany).

I to jest przykre, że taka kobieta jak ja, ma nagle konkurowac z 18 lat młodszą, modelką.
Teraz wytępuje w teledyskach, coć podobno kręci z jakimś sławnym raperem ( sym mi powiedział)


Mam zmiany w piersi, zrobiłam wymaz. Czekają mnie wizyty u onkologa itd.
Oby zmiany nie były nowotworowe.
Od wielu lat mam z tą piersią problemy.
Nie musi to być bardzo poważne.
Mam jeszcze laktację. Po drugim dziecku pokarm miałam ponad 5 lat. Biopsję, a okazało się że to przez pokarm, nic groźnego. Taka natura.
Wygląda to bardzo źle, ale mam nadzieję, że dam radę.

Mammografię mogę zrobić jedynie odpłatnie i muszę mieć skierowanie od lekarza, ze względu na wiek.

1 006

Odp: Miłość trwa

Bet..jestem poruszona Twoja historia , jak pewno tutaj wielu..Jestes silna kobieta i pokonasz wszystko ..Tylko nie rozumiem dlaczego nieraz człowieka spotyka naraz tyle zła..a najgorsze ,że od osoby ktora powinna byc oparciem , ktorej sie oddało siebie .. To jakies wszystko niesprawiedliwe..ale coz proza zycia. Niektore problemy o ktorych tutaj czytam i moje własne to poprostu betka z  Twoimi .. Mam nadzieję ,że ze zdrowiem bedzie ok tzn musi byc dobrze i ,ze dalej pojdziesz z podniesiona głowa dla siebie i dzieci..Pozdrawiam..

1 007

Odp: Miłość trwa

bet

Fajnie piszesz, jakby się książkę czytało. Przeszlaś wiele, ale starasz z się być silna. Nie szukaj tylko winy w sobie. Wydaje mi się ,że masz do tego tendencje. Powodzenia

1 008

Odp: Miłość trwa

Oops, może trochę...:) Albo taka " kokieteria"
Na poważnie to wina moja też jest.
Od początku małżeństwa układ mi nie pasował - to chyba też moja wina, że do tego dopuściłam, jakoś na to pozwoliłam. Moja porażka, mimo okoliczności.
Przyjmuję to do wiadomości, żeby błędu nie powtarzać!!!
Na porażkach , błędach podobno można się więcej nauczyć niż na sukcesie.
Jakbym tak obwiniała tylko jego, to jakie wyciągnęłabym wnosiki dla siebie.
"Pojadę" po nim, chwilowa ulga, upust emocji, a potem hmm ...

1 009

Odp: Miłość trwa

No i sypie się.
Wczoraj napisałam mu, że próbuję oszukać samą siebie.
Znak zapytania, jego odpowiedź.
A co on jakiś tępy jest.
Nic mu nie daję. On nic ode mnie nie chce.
A kobieta lubi "dawać".
Ma jakieś głupie usprawiedliwienia.
Już nie chce mi się tego słuchać.
Niektórzy sugerują, że jemu jest głupio, stąd takie zachowanie.
Nie jestem taką znawaczynią natury męskiej i nie lubię mieć złudzeń.
Chciałabym mieć konkrety.
Oczekuję, że jak mówi mi, że nie jest z tamtą ani z żadną inną to jest to prawda.
Zwyczajnie przyjmuję, że tak jest.
Oszustwo wpie.... mnie bardziej niż robienie rzeczy, które mogłyby mi się nie spodobać.

Czuję, że się oddalam. Chociaż się przed tym bronię. Wcale tego nie chcę.
A jeśli ja się oddalam to on również.
Przyzwyczajam się do takiego swojego życia coraz bardziej.

"Zostaw kasę" - tyle mi zostało...

1 010

Odp: Miłość trwa

bet

Przeczytalam nieco uważniej caly wątek i poza tym, że masz łatwość pisania, to myślę,że sama się oszukujesz, że jest dobrze. Powiem Ci, kiedy u mnie skończylaby się bajka. Facet podnosi na mnie rękę i dla mnie to jest konieć związku normalnego, a nie psychicznego, bo mi się chce seksu, a na horyzoncie tylko żona. A Ty jeszcze mówisz,że on biedny ponióśl karę, bo siedział recydywistą. No ja pier... Nie wiem na co Ty liczysz i czekasz. Facet mówi, że ma w d.. Twoje dziecko, a Ty go tłumaczysz.
Co się sypie, bet? To się rozpierdzielilo już dawno.To jest gość, którego omijac trzeba szerokim łukiem. I po co Ci ten seks z nim to już nie rozumiem. Dla mnie to zalatuje patologią. Nie obraź się. Sama jesteś sobie winna, bo pozwalasz, żeby Cię tak traktowal.

1 011

Odp: Miłość trwa
brazen napisał/a:

bet

Przeczytalam nieco uważniej caly wątek i poza tym, że masz łatwość pisania, to myślę,że sama się oszukujesz, że jest dobrze. Powiem Ci, kiedy u mnie skończylaby się bajka. Facet podnosi na mnie rękę i dla mnie to jest konieć związku normalnego, a nie psychicznego, bo mi się chce seksu, a na horyzoncie tylko żona. A Ty jeszcze mówisz,że on biedny ponióśl karę, bo siedział recydywistą. No ja pier... Nie wiem na co Ty liczysz i czekasz. Facet mówi, że ma w d.. Twoje dziecko, a Ty go tłumaczysz.
Co się sypie, bet? To się rozpierdzielilo już dawno.To jest gość, którego omijac trzeba szerokim łukiem. I po co Ci ten seks z nim to już nie rozumiem. Dla mnie to zalatuje patologią. Nie obraź się. Sama jesteś sobie winna, bo pozwalasz, żeby Cię tak traktowal.

Ja też o tym pisałam, brazen
W momencie pobicia bet przez męża to jest definitywny koniec, nie ma co zbierać.
I też mam wrażenie, że koleś jest non stop tłumaczony i usprawiedliwiany, a bet jakoś chyba od niego uzależniona emocjonalnie sad

1 012

Odp: Miłość trwa

Bet,

Czytam twoj watek z przerwami od poczatku.

Mysle, ze nie powinnas tracic czasu na myslenie o twoim mezu. Zajmij sie soba i dziecmi a o nim nie mysl. Widac, ze mam tam jakies wyrzuty sumienia... ale po tym jak sie kiedys zachowal to widac ze to lowelas, poznal tamta to pozna nastepna.

Do konca nie wiadomo. Ale po nim nie widac by sie staral.

Za duzo czasu wciaz poswiecasz na analizowanie jego zachowan.

W twoim zachowaniu widac jasno zachowanie zwane wypieraniem. Stawiasz go w lepszymm swietle. Codziennie walczysz z tym co widzisz, wmawiasz sobie wiele. To ze dba finansowo o was to plus, ale wiesz mi absolutnie nie musi to miec nic wspolnego z miloscia.  Nie musisz nic robic.

Ale dla wlasnego dobra przestan  o nim tyle rozmyslac.

1 013

Odp: Miłość trwa

Bet,

nie chcialam cie urazic.

Ale zgadzam sie z przedmowcamy. Chlop wyparl sie wlasnego dziecka, a ty go bronisz? Nie jakis podrostek czy szczeniak, tylko wieloletni maz i ojciec... Jego zachowanie  jest gorzej niz le. Dziwie sie ze jako kobieta i matka przeszlas nad tym tak szybko do porzadku.

Wiele mozna wybaczyc, zdrade czasem tez. Ale tamto zachowanie jego bylo ponizej pasa.

Jestes od niego uzalezniona, on to widzi i to wykorzystuje.

1 014

Odp: Miłość trwa

Nie chcę należeć do grona "kopaczy" leżacego, bo wiem, że Bet jest mądrą i odważną kobieta.
Idzie do przodu, po mimo tego co ja spotkało i mało takich, co w jej sytuacji potrafiło by sie z tym cięzarem uporać. Podziwiam tą kobietę, za jej bogactwo ducha i mądrośc. Za ogląd rzeczywistości bez brazylijskiej egzaltacji.
I dziękuję jej, że dzieli się z nami prawdą, bez szminki i modyfikacji, tak aby przypodobać się tylko czytelnikom,a nie zważając na akceptacje tychże, tym którzy w tym wirtualnym świecie próbują załatwić swoje sprawy i okiełznać własne lęki dając aksjomatyczne rady sami sobie nie radząc we własnym życiu.
Za tą szczerośc Ci Bet dziękuję.
A tym wszystkim, którzy tak niecierpliwie Bet popędzają by wreszcie przeczytać choć o jakimś happy end, przypominam - Bet to nie postać z kreskówki, za tymi literkami jest człowiek taki jak ty i ja, ale szczery do bólu i bez fałszu opisuje nam swoje emocje, obnaża to co większość z nas wstydliwie skrywa bojąc sie najczęściej zranienia i narażenia na śmieszność i agresję.
Po ludzku opisuje swoją drogę, zwątpienia, upadków i słabosci, zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń, ale dużo czasu musi jeszcze minąć, by mogła wyjść z roli ofiary i zdać sobie świadomie sprawę, że to nie miłość, lecz pourazowe zachowanie ofiary syndromu sztokholmskiego.
I wierzę w siłę tej drobnej wielkiej kobietki, ale zrobi to we własnym tempie, bez poganiań czy to dających rewelacyjne recepty, czy własnego surowego logiką umysłu nie zważającego na powolnośc serca i duszy.
Wspierajmy więc, bez kopniaków i osobistych wycieczek naszą dzielną Bet.

1 015

Odp: Miłość trwa

Zgadzam sie z tobą teresko....
Zgadzam sie z tym ze bet ma prawo do swoich uczuć i swoich zachowań. To jest bet. Żywa kobieta. Skomplikowana. Jak my wszyscy.
Nie ma prostych ścieżek i gotowych rozwiązań. Bo jakby tak było to to forum by nie istniało...

1 016

Odp: Miłość trwa

Zgadzam sie z wami.

Ale czasem drastyczne ciecia i decyzje sa najlepsze niz taka wieloletnia agonia.

I mysle, ze mozna zmarnowac wiele miesiecy, lat... zanim sie podejmie decyzje. A czasu - nic nie wroci.

Nie radze Bet podejmowac drastycznych decyzji, tylko by mniej analizowala zachowania meza, bo jest to strata czasu.

Zdradzone osoby traca lata na rozmyslaniach jak 'cos zmienic' a zdradzacze naogol maja jedynie krotkie przeblyski refleksji i zyja swoim zyciem... i nie rozmyslaja tyle o sensie istnienia, wiernosci, milosci i taka jest brutalna prawda.

1 017 Ostatnio edytowany przez majusia (2013-01-31 22:00:58)

Odp: Miłość trwa

i to forum nie jest tylko kólkiem wzajemnej adoracji tylko miejscem gdzie ludzie chca komus szczerze pomoc i doradzic, a nie jak ktos wspomnial kopac lezacego.

1 018

Odp: Miłość trwa

Bet
Droga Bet , czytalam , Twoj watek "porzucona z czworka dzieci" . Wspaniale piszesz , wspaniale sobie radzisz . Mam nadzieje , ze odnajdziesz swoje zasluzone szczescie , ale gdzie indziej.
Czasami milosc to za malo- i to prawda.
Powodzenia , Bet , prosze , wez pod uwage , fakt ze mozesz byc poprostu uzalezniona od niego ))),
Milego Wieczorka

1 019

Odp: Miłość trwa

Nie odniosę się do waszych postów.
Ok...?
Wiecie tak dziwnie się czyta opinie o sobie...
Zwłaszcza, że faktycznie jestem tutaj i nie dowierzam, że to moje życie, że te słowa są o mnie.
Trochę abstrakcja.
Nie wiem jak w tym żyję, usmiecham się. Dzisiaj się popłakałam:(
Miałam parę spraw do załatwienia. Potem zjechałam z drogi. Zatrzymałam się i popłakałam sobie w samochodzie na uboczu.
W domu dzieci, nie ma się nawet gdzie porządnie w spokoju wypłakać.
Było mi dobrze. Potrzebowałam tego.

Długo to nie trwało, bo zadzwoniła siostra.

Słyszałam taką historię.
Młoda dziewczyna została zgwałcona i wiecie co opowiadała terapeucie, że pamięta jak śpiewały ptaki. Ogłądała sobie w tym lesie jak była gwałcona listki drzew itd.
To były jej przeżycia z gwałtu.
Dlaczego?
Umysł ludzki ma podobno zadziwiające zdolności. Czasem nas chroni:)
Chroni przed cierpieniem, bólem, nie wiem czym jeszcze.

Podejrzewam, że ze mną też tak może być.
Sama do końca tego nie rozumiem, dlaczego potrafię mu wybaczyć, dalczego tego jakoś szczególnie nie rozpamiętuję.
Zastanawiam się jaki mechanizm działa, że za nim tęsknię, że czasem mi go brakuje, że się o niego matrwię, lękam.
Mniejsza o to, że wydaje mi się, że jestem zakochana, albo kocham.
Wkurza mnie, ale się autentycznie o niego boję.

Myślę sobie, czy to jest w granicach normy czy ja zwariowałam.
I po waszych postach zaczynam wpadać w niepokój, że może mam odchyły.
Pocieszam się jedynie, ze to co normalne jest umowne i najważniejsze żybym ja się jakoś we własnym zachowaniu odnajdywała no i oczywiście nie wyrządzała krzywdy innym.

Związana jestem z nim cholernie.
Chyba bardziej niż z dziećmi.

Usprawiedliwiam go.
Wybaczam mu wciąż i od nowa i wszytsko.

Dzisiaj mu to powiedziałam.
Powiedziałam, że chyba musimy się rozstać ( tak formalnie), że to nie wypali.
Oddalamy się.
Ja mam swoje życie, on swoje.
Przestaje nas cokolwiek łączyć.

Z nią nie jest, innych nie ma.
Nie ważny kontekst. Może i mnie przekonał.
Nie będę się już rozpisywać nad argumentacją, ale logika jakaś w tym jest.
Założmy, że mówi prawdę.

Twierdzi, że odkąd wyprowadził się od nas nie ma domu.
Ale nie mówi, że chciałby z nami zamieszkać ( tzn. coś tam nie jest gotowe, czy coś w tym rodzaju).

Jestem ciekawska baba. Nie daje mi to spokuju co się z nim dzieje.
Gdzie sypia i co robi.
Bywa, że mam to gdzieś.
Nie z nią, nie z innymi to ok.
Ale no zwyczajnie po babsku chcę wiedzieć co robi.

Piję?
Narobił długów?
Coś się z nim dzieje...!!!
Zły wpływ kumpli?

I nie ma takiej opcji, żebym o nim nie myślała, żebym się nie martwiła.
Nie jest mi obcy. Jest mi wciąż bardzo bliski.
Boję się o niego!!!

O sobie pamiętam, cięgle.
Spokojnie.

A rozmawiałam dzisiaj z koleżanką.
Wychowuje sama dziecko. Jest w separacji.
Trwa to już kilka lat.
Bywa samotna, nikogo nie poznała i już na to nie liczy.

1 020 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-02-01 11:55:18)

Odp: Miłość trwa

Kochana Bet

to jest najzupełniej normalne, że w traumatycznych dla nas chwilach następuje wyparcie, to reakcja obronna organizmu.
Rzecz w tym aby to nie trwało długo bo więcej z tego szkody niż pożytku.

A strach o niego?
   Ileż to ja nocy przestałam w kuchni przy oknie modląc się aby gdzieś tam nic mu się nie stało. Za każdym razem gdy radiowóz wjeżdżał na osiedle zastanawiałam się czy to do mnie jadą z informacją, że znaleźli go gdzieś w przydrożnym rowie czy w luksusowym hotelu martwego. Kochasz więc się martwisz.
Wypłakać się trzeba nawet dla samej siebie. Ja wsiadałam w auto i jechałam przed siebie rycząc jak po obieraniu cebuli.
Raz w łazience chciałam się zabić, podciąć żyły nożem a w pokoju obok córka na podłodze z zabawkami, po tym zdarzeniu poleciałam na terapię.

Czy jesteś nienormalna?
Nie . Ty kochasz ale jak długo jeszcze będziesz znosiła taki stan? A z drugiej strony czy tak naprawdę masz jakieś wyobrażenie waszego związku i co najważniejsze jak wyboista ta droga do tego związku? W ogóle realna jeszcze? Bo to takie cały czas...zawieszenie.


Tragedią dla mnie były jego przygody z panienkami a to był błąd w moim postrzeganiu rzeczywistości, również było wyparcie faktów. Przyczyna tych przygód z pannami to nawrót alkoholizmu. Od tego się zaczęło i na tym skończyło. Dla mnie istotniejszy teraz jest ewentualny nawrót choroby alkoholowej niż lalunie jednorazowe czy długoterminowe.

  Ja słyszałam z różnych stron, że nie będziemy razem, że nie uda się, nie po tym co było, a było wszystko  najgorsze.
A jesteśmy razem bo się kochamy , oboje w odwłoku mamy teorie i komentarze na nasz temat.

Każdy ma lepsze i gorsze dni, wahania nastroju to normalka, Ty tez je masz, zauważalne w Twoim pisaniu.
Jeżeli masz potrzebę wyrzucenia wszystkiego z siebie - zastanowiłabym się  nad blogiem w Twojej sytuacji, chodzi o komfort i Twoją psychikę.

Miłego dnia Elizabet wink

1 021

Odp: Miłość trwa

Uzależniona...//
A czy mój mąż jest ode mnie uzależniony...

Wczoraj mu zasugerowałam, że sama nie wiem czy to miłość czy coś od czego powinnam uciekać.
Ucieczka skończyła się seksem. I taksówką o 3 w nocy po gumki ( tzn. mąż jechał).
A i tak nie jestem pewna co się z nimi stało i to mnie nieco przeraża.
Lepiej to pominę ( nie, nie, nie, nie, nie, nieeeee!!!!! - są chyba jakieś szanse, że nie zaszłam?!).

Opowiadał mi o spotkaniach.
O spotkaniach w bardzo dziwnych miejscach.
Ale się pilnuje, po burdelach nie chodzi itp. smile
Tak twierdzi...
Ufff, co za ulga - żart:)
Na tych spotakniach schodzi na tematy prywatne i jestem tylko JA.

Ach i był bajer z samochodem.
Bardzo chciałby mi kupić białego Mercedesa GLK.
Kasy nie ma, a on mi puszcza bajer.
Kilkanaście lat bajerów. Piękne życie.

Rozumiem, że by chciał.
Mój brak entuzjazmu go zaskoczył: "nie chcesz?
To powiedz, jeśli Ci się nie podoba."

Niech kupuje co chce. Jaki chce dla mnie samochód.
Tylko taki , żeby do mnie pasował. Nie wytrzaskany///
Musi być bezpieczny , niezawodny.
Niespodzianka.
Bardzo dobrze, zapiernicz i wizja żony w bialutkim Mesiu.
Glk jest śliczny...!!!
Musi się tym jeździć bajka!!!

Ale spokojnie..., odpowiedziałam, że jak będe go miała to wtedy będę się cieszyć.

Nie wiem czy te nasze noce i rozmowy cokolwiek zmieniają.
Było trochę zabawnie, jakieś niedomówienia.

Jest dobrze, jak jesteśmy razem.
Potem klei się zwłaszcza do tego najmłodszego.

Ale mam jednak wątpliwości, że po tym wszystkim to nie wypada.

A... co tam, krótkie to życie.
Czego tu żałować.
Przynajmniej usprawiedliwiam siebie, nie jego.

Za dwa dni, będę się pewnie wkurzać na siebie:)

1 022

Odp: Miłość trwa

Bet,

Moje wypowiedzi opieram na tym ?jak? i ?co? piszesz.
Fajnie, ze uprawiacie seks. Ale dla mnie to nie jest zadne osiagniecie, w moich oczach  wrecz przeciwnie, sprawiasz wrazenie osoby bardzo slabel, niestabilnej ? a nie silnej jak cie tu opisuja. Co jest zupelnie normalne w twojej sytuacji ...  ale wymaga poprawy
Poza tym dobrze ze radzisz sobie w innych aspektach zycia i ze dzielnie sobie radzisz, za co podziwiam.
Ale masz dzieci i one powinny byc najwazniejsze a nie twoj wiarolomny maz !
Przyznam szczerze  ze dziwi mnie zdanie o tym ze kochasz meza bardzij niz dzieci. Dla mnie jest to niezrozumiale...
Powinnas isc na terapie. Bo to swiadczy o twojej niskiej samoocenie i jakims chorym zauroczeniu, zwlaszcza ze twoj maz idealem nie jest.

Z tego co piszesz nie macie problemow finansowych. Co jest ogromnym plusem w calej sytuacji.
Pomysl o rozmowie z psychologiem. Bo jak narazie mimo, ze myslisz ze kontrolujesz sytuacje to pokazujesz mezowi ze moze robic z toba wszystko -  jak i kiedy chce. Ty sie starasz  a nie on.

wiadomo ze macie za soba wiele lat, macie rodzine itp. Ale ja w waszym zwiazku nie widze milosci, nie z jego strony. Raczej przyjazn, przywiazanie, rozdarcie.
Moze cie zszokuje, ale w pelni bym ci kibycowala gdyby twoje zachowanie bylo niezbedne do osiagniecia zyskow materialnych, w celu zaspokojenia potrzeb materialnych twoich dzieci i twoich wlasnych. Ale ty najbardziej sie przejmujesz tym co on mysli, czy cie kocha itp.
Twoje niektore ( zaznaczam niektore ) wypowiedzi o milosci  sa na poziomie nastolatki a nie dojrzalej kobiety. Czasem sa bardzo dojrzale i jestes na dobrym  tropie ale zaraz kolejny paragraf pokazuje cos zupelnie innego.
Byc moze dlatego, ze jak mniemam byl to twoj pierwszy zwiazek i mam wrazenie, ze idealizujesz gatunek meski? 
Byc moze sie myle i moze jest to wynikiem czytania informacji polowicznie, nie jestem w stanie przeczytac twoicj wszystkich wypowiedzi i dla mnie twoje teksty sa czesto bardzo dwuznaczne co jest fajne, ale moze zle cos interpreuje?
Co do samochodu to pewnie, ze ci sie nalezy...  dlaczego nie. Na twoim miejscu przyjelam bym samochod
Poza tym o wiele lepiej i zdrowiej bybylo, gdybys skupila sie na sobie.  Spedzaj czas na swoich przyjemnosciach, staraj sie ostudzic toche zainteresowanie mezem.

Pozdrawiam
trzymaj sie

1 023

Odp: Miłość trwa

Podobno ludzie z niskim poczuciem wartości zadarzają się bardzo rzadko.
Ja się za taką osobę nie uważam i jak się zastanowię to takiej nie znam.
Pracować raczej staram się nad tym , aby sobie swojego poczucia wartości nie zaniżać.

Wiecie ja maiałm powodzenie. Może dalej mam.
Uważam się za osobę w miarę atrakcyjną i to nie tylko pod względem fizycznym.
Może to dziwne, a może jestem zwyczajnie zarozumiała.
Przyzwyczaiłam się, że w życiu jestem w stanie osiągnąć to na czym mi zależy.
Może nie w 100%, ale w 80, 90. Idę na pewne ustępstwa (ze sobą).

Mąż od początku innaczej na mnie działał.
Nie znam się na tym, nie wiem czym jest miłość. Może jest to rodzaj uzależnienia.
Ale już bez przasady seks z mężem nie uważam za słabość.
Gdybym robiła coś czego nie chcę, a jedak uległa. To rozumiem, że byłaby to słabość.
Słabośc mam inną, ale nie będę już do tego wracać.
Osiągnięcie owszem to żadne, ale nie wiem skąd takie skojarzenie.
Zresztą nie przywiązywałabym do tego zbytniej wagi.
Określiłabym to raczej jako bliskość, wyrażoną w okreslony sposób.

Każdy może sobie oceniać jak chce.
Ja postępuję tak jak uważam.
Według mnie mąż się stara ( zwłaszcza po tej bliskości - tak jakby bardziej).
Nie chciałabym się mylić, bo to tak trochę głupio, no i nie mam pewności.
Ale czuję, jakby mu na mnie zależało. Jakby mnie kochał.
Nic to jednak nie zanczy.
Nie wiem czy będziemy razem. Czy to możliwe, czy dałabym radę.
Mąż mówi, że to się musi udać jakoś poskładać.
Chyba sami nie wiemy jak.
Ja mu, że on już nie jest mój.
On, że no co ty.
Próbuje mi wytłuamczyć, ze nawet jak był z nią, to był bardziej mój::
Dobre...:)
Ale domyślam się o co mu chodzi.
Był jednak krótki czas, kiedy nie było NAS.
Dla mnie również.

Co jest dla mnie dobre...?
Podświadomie czuję, że mąż.
A może nie podświadomie, może jest też w tym rozsądek.
Ma zaletę, potrafi dbać o rodzinę i o kobietę.

Pisałam kiedyś o swoich zasadach, o tym, że nie chciałabym się z nikim wiązać, poza mężem.
Ale to nie jest takie proste.
Będąc z mężem mam poczucie, że nie robię czegoś złęgo , nieodpowiedniego.
Może jest to wariactwo, ale moralnie czuję się czysta. To mnie chroni.

Imponuje mi pewien mężczyzna.
Nie chcę nawet o tym myśleć.
Jest nieosiągalny.
Ale mnie interesuje zwykle to co trudne.
Ma żonę, dziecko.

I może dobrze.
Po co ma mnie kusić.

To co zrobił mi mąż pamiętam dokładnie.
Najbardziej utkwiła mi w pamięci jego twarz. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy.
Nie byłam ofiarą, byłam tylko słabsza fizycznie.
Wybaczyłam.
Nie grzyzie mnie to jakoś strasznie. W pamięci jest.
Nie pielęgnuję tych złych wspomnień, żalu, krzywdy. Nie choduję urazy.
Dobrze mi z tym.


Z innej bajki, podoba mi się teledysk Pink "Try"

1 024

Odp: Miłość trwa

Bet,

Masz prawo akceptowac zachowanie meza. Twoje zycie, twoj swiatopoglad.

1 025

Odp: Miłość trwa

Majusia, "akceptuję"- nie wszystko mi się podoaba, nie pasuje mi wiele rzeczy.
Ale co mam zrobić. Jakie mam wyjścia.
Odchodzić nie mam potrzeby, bo razem nie jesteśmy, nie mieszkamy pod jak to się mówi "jednym dachem".
O alimenty nie ma sensu wnosić, bo dostać mogę jedynie mniej niż zostawia.
Występowac o rozwód - nie chciałabym, bo w sumie go kocham i orzeczenie świeckiego sądu nie jest mi potrzebne.
Gdyby mieszkał z inną to w końcu pewnie doszłoby do rozwodu, bo tak zwyczajnie nie wypadałoby.
Ale i tak wolałabym, aby to on wystąpił z wnioskiem.

Kobieta sama jest narażona na różne sytuacje.
Wiem jak chciałabym aby wyglądało moje życie (od strony moralnej), a to nie jest proste i akurat w tym przypadku nie wiem czy miałabym na tyle siły, żeby już do końca żyć bez mężczyzny.......

Mam z nim dzieci.
Nastoletnich chłopców, którzy potrzebują ojca.
Odkąd interesuje się nieco domem są spokojniejsi, jest lepiej.

Małe dzieci.
Co z tego, że nie chciał tego małego, że się nie isnteresował, chciał żebym usunęła ciążę.
Był kochającym, opiekuńczym ojcem - wcześniej.
Zrobił głupotę i powiedział rzeczy, których być może sam żałuje.

Nie jestem w stanie zmienić kogoś, narzucić swojego zdania.
Cenię wolność.

Jeśli będę się z nim źle czuła, jeśli będę się męczyć to pomyślę o innym rozwązaniu.
Wymienione argumenty są za szansą, ale jęsli zajdzie taka potrzeba to trudno... Będę sama żyć i wychowywać dzieci.

Z niedzieli na poniedziałek znowu nocował w domu.
Trochę porozmawialiśmy, pokazał mi ćwiczenia z jogi zakończone wiadomo jak.
On w pracy na 14, ja cały dzień ledwo żywa.
Wyprawienie go z domu przed przyjściem cioci, zacieranie śladów... - dziecinada, ale takie są konsewkwencje.
Wypraszam go z domu - na razie.
Kiedy przyszedł, od razu wiedziałam jak się to skończy.
Właściwie, to zamiast tyle gadać, mógł zaoszczedzić nasz czas.
Chyba, że on miał potrzebę najpierw rozmowy...
Czegoś mi jednak brakuje.
Ale o tym może kiedy indziej. Nie mam też jeszcze pewności.

Denerwuję się. W piatek dzieci zaczynają ferie.
Chciałabym, żeby chłopcy jechali na szkolenie narciarskie do Austrii.
To istotne. I tak spóźnilismy się z zapisami  młodszy jest na liscie rezerwowoej ze swojego klubu na 20 miejscu.
Liczę jeszcze na miejsca ze szkółki starszego.
Wyjazd w piatek, a ja nie wiem co jest załatwione.
Pewnie chodzi o kasę.
Trzeba oddać narty do serwisu, kupić parę rzeczy, przygotować itd.

W dodatku chłopcy przychodzą z tym do mnie.
Powiedziałam im, że mają iść do taty!!! 
I to najlepiej dzisiaj.
Przecież nawet jak skombinuje kasę, to nie będzie miejsc.

Chrzanie to wszystko!!!
Pakuję się zaraz na łyżwy, póki ciocia jest w domu i moge się zwinąć.

1 026

Odp: Miłość trwa

Wczoraj się zdenewrowałam. Miałam nienajlepszy nastrój.
Olał trening syna. Nie zostawił pieniędzy chociaż napisałam, że potrzebuję.
Nie oddał synowi nart do serwisu. Czyli mu niewystarczająco zależało.

Napaisałam mu o tym wszystkim i o tym, że nie ma już z jego strony tego co było kiedyś.
To zanczy, ze ja tego nie wyczuwam. Próbuję się oszukać, ale to niemożliwe.
Szukam czegoś czego już nie ma.

Byłam z nim za blisko, wyczuwam każdy niuans.
Niby ok, ale to już co inngo.
Podejrzewam, że to co było już nie wróci.
Odeszło wraz z dup....  kici.

Męczy mnie co dalej...?!!!
Rozsądek - ciągnij to
Serce - on nie jest Twój

Brakuje mi tego odczucia, że jesteśmy jednym.
Pomijam seks.
To się czuje w zwykłych sytuacjach.
Kiedy pomyślałam aby mnie objął już czułam jego uścisk.
Czasem spojrzenie wyraża bardzo wiele.
Momentami tak jest. Ale za rzadko, za mało!!!

Ok, trochę przesadzam...
Może mi się wydaje//
Jestem zwyczajnie na niego wsciekła o kasę, o narty , o ferie, o ropierd.... tego co było.
Max wściekla!!!!

A on mi na część odpisał: spokojnie

No to jestem już meega wściekła.
Objadam się z tej złości i zaraz zmyje się na łyżwy.
Potem obowiazki.

Fu..., już nie mogę.
Wiem, ze to brzydko, nie ładnie, ach, ach ,ach, oj, oj oj - ale bym tą Q kiciunie na jakiś pal wcisnęła i niech się tam zwija z rozkoszy.
I żeby jeszcze oddała ten szmal, który przepierdo... z moim mężem.
A jego też wycisnąć z kasiory...

Sory, że mnie poniosło, ale lepiej żebym się wyżyła na tej klawiaturze...

Jestem zwyczajnie wściekła, zła.
Tak, ona nie jest warta moich emocji. Ale mnie to wpieprza!!!
A on, co zrobić - jestem na niego zła - rownież...

I koniec z tym rozmemłaniem, zabieram sie zaraz za siebie:)

1 027

Odp: Miłość trwa

Na łyżwach pojeździłam, mąż kasę zostawił.
Interesuje mnie co z feriami?!!!
Zdaje się, że będzie mnie unikał...:)
I słusznie.

1 028

Odp: Miłość trwa

No i jest unik.
Z pracy wyszedł wczoraj przed 14 i do teraz nie ma z nim kontaktu.
Chłopcy przychodzą do mnie zdziwieni, że nigdzie nie jadą.
W zeszłym roku walczyłam o ich wyjazd, było bardzo ciężko.
W tym roku dogadywali się z mężem. Nie ingerowałam.
W końcu mąż twierdzi, że mu zależy.

Jeśli nie ma pieniędzy, to można ze mną rozmawiać.
Jest mi przykro, powkurzam się, ale potem łagodnieję.
Można zorganizowac coś inngo, w późniejszym terminie.
Pomyśleć o wyjeździe chociażby latem.

Pierwszy raz od kilku, może kilkunastu lat nie wyjeżdżają na narty w ferie.
Cały ten drogi sprzęt narciarski jest wyrzuceniem pieniędzy. Na parę wyjazdów to można narty wyporzyczyć.

"Zimny prysznic" - zastanawiam się co zrobić.
Nie chcodzi tu tylko o sam wyjazd, ale o to, że nie uprzedza mnie. Żyje gdzieś chyba jednak w innym świecie.
Znowu odcięli nam prąd w domku w górach.
To moja wina. Nie zapłaciłam w terminie 170 zł.
Nie dostałam faktury.
A teraz znowu ta sama procedura. Jestem załamana.

W takich chwilach nachodzą mnie desperackie myśli.
Mam ochotę napisać do tamtej. Napisać jak żyję, jak żyje moja rodzina.
Jakie są konswkwencje.

Ale tego nie zrobię...
Cóż taka dziewczyna pewnie by mnie wyśmiała. Co ją to obchodzi.

Bardzo mi przykro.
Przykro też dlatego, że pomimo wszystko gotowa byłam dać naszej rodzinie szansę.
Mnie, jego traktuję odbieram jak pewną całość. Bez niego walczę, nie mam oparcia.
Rodzina jest dla mnie siłą. Nie umiem się pogdzić, że brakuje tego filaru, że nie jesteśmy już jednoscią.
Nie miałam wzorca rodziny, tak się ułożyło.
Była dla mnie istotna, ale jakoś się przed tą tradycyjną broniłam.
Dom, w którym jest tylko mama jest też dla mnie bardziej znajomy niż taki pełny.
A jednak czuję, że to nie to.

Może męża idealizuję.
Mam dosyć bycia dzielną dziewczyną, kobietą. Chciałabym się przytulić, poczuć bezpieczeństwo, troskę.
Brakuje mi odpowiedzialnego mężczyzny, na którym mogę polegać.
Z mężem można się zabawić, potrafi być troskliwy.
Ale nie ma stałości jego zachowania.
Potrzebna mi stabilizacja.
Silny mężczyzna, który się kiwa...
Przecież razem możemy dać radę...!

I ja drobna, krucha - stoję jakby sama. Z wyciągniętą reką...
A on... jeszcze się pobawię, jeszcze trochę.

Walczę o swoją rodzinę, aby przetwała, nie zatonęła.
Proszę: "pomóż mi... Sama chyba nie dam rady"

Mimo tych wszystkich przeżyc, tego złego co się wydarzyło daję mu swoją miłość. Ona jedna najsilniejsza jeszcze się nie poddała...
I myślę sobie, przecież to jest dobry człowiek, taki bliski. Jak on z tym żyje.
Wiem, że jemu też jest ciężko.

Mnie, jemu, dzieciom... Jak przeprowdzić przez to najbezpieczniej siebie, rodzinę.
Potrzebuję mądrości, wiary, spokoju, nadziei, wytwałości...

1 029

Odp: Miłość trwa

Bet

Bardzo Ci współczuje i rozumiem Twoje uczucia. Też mam bardzo zły dzień chociaż może to będzie początek nowego.

Ja dzisiaj wreszcie  zostałam sama. 2 tygodnie temu mój partner stracił pracę. Dzisiaj wyjechał, o ironio do mojego mieszkania do S, załatwić kilka rzeczy, zrobić remont mojej mamie. Może go nie być parę tygodni. Ja mam w przyszłym tygodniu urodziny, podobno ma na nie przyjechać, nie wierzę. Po ponad roku szarpania się, gróźb, próśb, zaczętej terapii, stwierdził, że musi ode mnie odpocząć. Tamten związek wciąż trwa. Ona też mu wszystko wybacza. Wiedziałam, że będzie mi ciężko. Czy lepiej, pewnie z czasem tak.....

Przepraszam, że w Twoim wątku ale musiałam to z siebie wyrzucić.

1 030

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, przykro mi..., miotasz się w tym długo. Rozumiem Cię.
Czy to dla Ciebie zła wiadomość, kto wie, może dobra:)
Sory, że tak bezpośrednio, ale przytulam Cię mocno...

1 031

Odp: Miłość trwa

dzięki Bet

Napisałam, że może będzie to początkiem nowego. Miotałam się i żyłam w zawieszeniu długo. Raz było lepiej, raz gorzej. A wiesz co jest najgorsze? Że jak już się zacznę przyzwyczajać do samotności to on wróci i zacznie się od nowa.

Ja tez Ciebie przytylam

1 032

Odp: Miłość trwa

Muszę to z siebie wyrzucić.
Pisanie z mężem do rana. Skończone: "koniec".
Dzięki Headstrong.
Otwarłam stronę.
Było jasne, że spotyka się z nią.
Innaczej nie zawaliłaby sesji zdjeciowej.
Nie spojrzałam co prawda na datę, że to był listopad. Nie wiem też co się działo, ale tego się nie dowiem.

Oj, wzburzenie to bardzo delikatne słowo.
Pomyślałam, to znaczy, że przychodzi do mnie, a od czasu do czasu sypia z nią.
Podwójne życie. A zapierał się, że nie.
Nie powiem, że zrobiło mi się niedobrze.
Mieliśmy porozmawiać a on dał dyla. To było jeszcze przed tymi rewalacjami.
Potem weszłam na strony.
Wydało się.
Wysłąłąm mu smsa.
Napisałam, że mam dowody. Widziano ich.
Najpierw zmieniał temat, lawirował.
Potem się przyznał.
Do końca nie jestem pewna, czy nie zrobił tego specjalnie.
Cholera jest chamski.
Pisze mi :spierdalaj
Tak nagle.

Ok, pił.
Ale co to ma być, fochy, nastroje, obrażanie.

Pod koniec napisał: to nie ma sensu
A ja mu, że chyba się z tym zgadzam.
On: ok!
Ja cisza...
No to się wpierniczył i że to koniec.
Mam max wysoką samoocenę a dużo braków.
Koniec.

Wcześniej było o wymaganiach w stosunku do żony.
Mnie one jak najbardziej pasują, tylko że to były słowa w jaki sposób opisywał mi kiedyś ją.

Więc mnie to wq okropnie.
Oczywiście mu to napisałam.
Może i nie miał takiego zamiaru, ale sprawa jest jasna.
Albo wypie.... do niej, albo dostosowuje się też do moich oczekiwań.
Chce mieć żone namietną i spontaniczną, szczerą i jasny przekaz, bez głupich tekstów to niech potem nie narzeka. Bez "głupich tekstów" - to może lepiej, żebym się w ogóle nie odzwywała.
Ewentualnie, żeby upewnić go, że jest zaj.......
Nie będzie żadnej namiętności jak nie będę tylko ja.
Jedna, jedyna i najważniejsza.
Szczerość za szczerość. Bez głupich tekstów - za bez głupich tekstów.
Jasny przekaz, dla mnie też taktowny a nie taki, że potem jestem w szoku purazowym.

A i wreszcie się przyznał: ma tylko 78 tyś długu.
Nie wykluczone, że o czymś zapomniał.
Rano o 7 miał jechać na sesję. Pewnie jest jeszcze zalany, a potem będzie obwiniał mnie.

W sumie mi się odechciewa.
Jeśli z nią sypiał, teraz, to nie chcę go.
Prawda wyjdzie na jaw.
Dla mnie to zeszmacenie mnie.
Lepiej już być samej. Brak poszanowania kobiety.

Nie dowierzam. Nie potrafie uwierzyć, że mógł zrobić coś takiego.
Dałam nam szansę w dobrej wierze.
Miał kiedyś jakieś zasady.
Ok, stało się. Ale uważałam, że jak o czymś zapewnia to jest to prawda.

Zwyczajnie mimo wszystko gdzieś tam dalej wierzę.

1 033

Odp: Miłość trwa

Bet,
z pijanym nie rozmawiam..
wszelkich zarzutów wypowiedzianych pod wpływem nie biorę do siebie.
zacytuję kol z mojego forum
"Mnie pomogło uświadomienie sobie:
to jest chory człowiek i cokolwiek mówi złego do mnie - mnie to nie dotyczy"


próbowałam żyć z czynnym alko,
na wiele nie mogłam liczyć, ale seks był udany...
tak mi się wówczas wydawało, bo bardzo go potrzebowałam,
to nic, że czasem czułam sie jak szmata

aż przyszedł taki dzień, że przestał mnie pociągać,
i zobaczyłam ,że żadnej miłości w tym nie było, że to tylko chęć wyżycia się
i popatrzyłam na siębie  i swoje zachowania okiem zimnego obserwatora
i to było straszne
bo ile musiałam zapomnieć, żeby z nim być, ile wybaczyć,
nie widzieć, nie czuć dla tych kilku chwil....

myślałam już że to menopauza, huśtawki nastrojów, porąbane cykle
moje ciało, mój umysł zwariowały.

minęło 15 m-cy uspokoiłam się ustabilizowałam, seksu mi nadal brakuje,
ale nie za taką cenę, już nie.

1 034

Odp: Miłość trwa

Alonka, to smutne co piszesz.
W ogóle to słabi jesteśmy.
Alkoholicy to też mają pod górkę. Tracą kontrolę nad życiem.

Mąż właściwie obraca w ruinę to co osiagnął ze mną przez 18 lat.
Jest dobry w zarabianiu pieniędzmi, ale nie w ich dysponowaniu.
Do tego w sumie trochę bezwolny.
Miał takeigo swojego "anioła stróża". Żonę...
Przy mnie miał szacunek, dorabiał się. Być może był szczęśliwy.
Jestem mu chyba potrzebna do kierowania jego życiem.

Tak twierdzi moja siostra.
Mąż się broni. Nie sypia z nia, nie spotyka się.
Potrzebuję dowodów.
Powiedziałam mu, szczerość.
Mam też do niej prawo.
Potwierdził absolutna - jest podstawą.

Trochę mnie poniosło w smsach, rozmawiałam też z jego ojcem.
A tam, niech się wkurza.
Pytam się go czy mam go sprawdzać. Wynajmować detektywa za parę tysięcy zł., zeby mieć pewność, że nie kłamie.
Dlaczego nie może się przyznać gdzie nocował.
Mówię: nawet jak byłeś w burdelu to można mi powiedzieć
To i tak lepiej niż z tamtą.

I tak nie wystąpię teraz o rozwód.
Ale nie chiałabym udawać. Chociaż byłoby to pewnie dla mnie najlepsze rozwiązanie.

1 035

Odp: Miłość trwa

Piszesz, że twój mąż być może był z tobą szczęśliwy i w tym całe sedno czy był, jaka jest jego wersja waszego małżeństwa.
Narracja twojego życia przypomina wątek z powieści Grocholi, jeżeli całe życie byłaś taką narratorką tak analizującą swoje doznania to nie wiadomo czy nie napisałaś też roli swojego męża widzianej swoimi oczami, nie byłaś scenarzystką i reżyserką waszego małżeństwa. Nie wiem co kierowało twoim mężem, ale to fakt, że on też podjął kroki w tym kierunku, żeby związać się z kochanką, żeby zdradzić, czyli coś mu nie odpowiadało w dotychczasowym życiu.

1 036

Odp: Miłość trwa

Mąż obraca w ruinę...
a twoim zadaniem jest ocalić z tej ruiny siebie i dzieci

jego upadek nie może być Twoim,
on jest odrębną, stanowiąca o sobie jednostką
i może iść na zatracenie,
sztuka w tym, abyś  Ty tam z nim nie poszła.

1 037

Odp: Miłość trwa

Katylinka, może jestem zbyt śpiąca żeby pisać. Nie spałam ani minuty.
Także sory za styl...

Jakbym szła tym tokiem to powinnam go była zdradzić chyba rok po ślubie.
Tłumaczył się dowartościowaniem.
Młoda d... i na niego leci.

Ot, banał... 18 lat młodsza, modelka erotyczna.
Bajka.
Mówił mi, że czuł się nieodwartościowany.
Rodzina się dosunęła, wykluczyli go, bo wziął sobie żonę innego wyznania.
Pod presją ojca.

Mogę sobie wiele zarzucić. Nie byłam żoną idealną.
Było, wybaczyłam.
Ale teraz...?!

A z tym, że był szczęsliwy.
No, opieram się n ajego wypowiadziach, an tym co mówił ojcu, co widziłam w jego oczach.

Tylko on to wie.
On zdrada - nigdy!!!

Zawsze można jakoś usprawiedliwić słabość.
Njalepsze, że moja siostra mi powiedziała: E.... on Cię za 2 lata zostawi i odejadzei z o połowę młodszą.
Jak tak dalej pójdzie będziesz się do niego prosić o kromkę chcleba na stare lata.

I kiedy się dzisiaj siostrze skarżyłam, to mi powidziała: może to co teraz wygaje Ci się straszne jest dla Ciebie szansą, przyniesie coś dobrego.
Zyskałaś wolność, żyjesz. Przy nim więdłaś. Było w Tobie coraz mniej życia. Byłaś przygaszona, stłamszona.

Coś w tym jest.

1 038

Odp: Miłość trwa

Alonka, po ciąży nie mam nieregularności. Wszystko tak jakby się nic nie działo.
Nawet nie pojawiły się siwe włosy.

Ale byłam kiedyś spokojna, bardziej stabilna emocjonalnie.
Mężem powinnam pokierować.
To brzmi może niedorzecznie, ale ja z boku korygowałam jego zapędy.
Dzisaj też radził się mnie co zrobić z zadłużeniem.
Proste wyliczenie. Ma za dużo pracowników w stosunku do obrotu. Tylko on jest od zleceń.
Do utrzymanie 4 pracowników.
Siedzą zadowoleni. Pensja jest, roboty mało. Zlecenia ciekawe.
A zadłużenie wzrasta.

Miał mi się dzisaj wytłumaczyć...
Nie liczę na to.
Kończę sprzątać i idę spać:)

1 039

Odp: Miłość trwa

Znowu jestem niedospana. Rozmawiałam z mężem przez tel w nocy.
Był po rozmowie z ojcem. Podobno wiele mu uświadomił.

Z nią nie sypia, to jest skończone... ( oczywiście to jego słowa, a jaka jest prawda...?)
Jeszcze się z nim kontaktuje. Czasem jak trzeba to reaguje. Robi awantury, czepia się, że przez niego nie ma gdzie mieszkać.
Nie może się uczyć, ma problemy z internetem, ma pokój u ciotki, nie w centrum. Obwinia go.

Nie ma już wyznań miłosnych tylko pretensje.
Chciała przyjechać do firmy, zrobić awanturę, ale wytłumaczył jej, że ojciec raczej wyrzuciłby ją za drzwi.

Zastanawiam się ile w tym jest prawdy.
Kręci podobno z jakimś chlopakiem, być może ten coś jej wynajmie.

Jeśli to co mówi jest prawdą, to jak dla mnie żałośnie to wygłąda.
Dziewczyna wyrwała się z kiepskich warunków.
Zasmakowała drogich sklepów, wyjazdów, luksusowego apartamentu w jednej z najlepszych lokalizacji.
Opiekował się nią.
Była szansa na ułożenie sobie wygodnego życia.

Jest podobno taką wziętą modelką. Można przecież wynająć coś z koleżankami.
Sama na studiach wynajmowałam mieszkanie z koleżankami.
Utrzymywałam się z renty po ojcu. Od 18 roku życia całe wakacje spędzałam w Anglii na pracy.

Z jej urodą bez problemu mogłaby znaleźć pracę.
Ale chyba łatwiej jest mieć faceta, który się o nią zatroszczy.

Rozmawialiśmy o tym co było.
Pytałam się czy był ze mną szczęśliwy, cz mu czegoś brakowało, bo wtedy jest zdrada.
Nie wie dlaczego tak się stało.
Twierdzi, że był szczęśliwy, było mu dobrze, nic nie brakowało.
Uzupełnialiśmy się, dom dobrze funkcjonował.

Gdyby mógł cofnąłby czas o te dwa lata.
Oddałby dużo, żeby to wymazać.
Nigdy przez ten czas spędzony z nią nie był tak naprawdę szczęsliwy.
Prowadzili dom. Ma porównanie. Uważa, że to była strata czasu.

A ja sobie myślę, jaki dom.
Super apartament bez dzieci. Nawet psa się pozbyli, żeby nie było obowiązku.

Z długów może kiedyś wyjdziemy, albo stracimy większośc tego co zdobywliśmy w ciągu kilkunastu lat.
Ale co może zamazać te złe wspomnienia, to co się wydarzyło.
Nie ma czystej miłości. Tego co było tylko nasze.
Nie ma też mojego zaufania.
Takiego na 100%.
Nie umiem tego odbudować. To mnie męczy.
I nie wiem, czy co z moją intuicją.
Więc pytam się, czy jest powód, dla którego nie potrafię w pełni zaufać, czy słusznie.
Mam zwyczajnie wątpliwości. A odbieram to jak niedowierzanie sobie.

Obydwoje doszliśmy jedynie do wniosku, że dom w którym jest mąż, żona, dzieci jest inny niż kiedy jest niepełny.
Mnie mimo wszystko czegoś brakuje, dzieciom chyba też.

1 040

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Więc pytam się, czy jest powód, dla którego nie potrafię w pełni zaufać, czy słusznie.
Mam zwyczajnie wątpliwości. A odbieram to jak niedowierzanie sobie.

Obydwoje doszliśmy jedynie do wniosku, że dom w którym jest mąż, żona, dzieci jest inny niż kiedy jest niepełny.
Mnie mimo wszystko czegoś brakuje, dzieciom chyba też.

Na pytanie czy jest powód dlaczego nie potrafisz zaufać?- sama sobie każdego niemal dnia odpowiadasz. Nie będziesz umiała zaufać dopóki się nie zmieni mąż, dopóki nie pokaże że mu zależy, jak do tej pory cały czas się tłumaczy, ale jak przychodzi co do czego zawodzi. Przykładów podałaś mnóstwo, chociażby ferie. Jeśli nie będzie swoich słów obracał w czyn nie zaufasz bo po prostu widzisz i wiesz, że daleko mu do Was. On to wykorzystuje, nie ma obowiązków takich jakby mieszkał w domu. Wie że może liczyć na Ciebie, na gorący obiad, na rozmowę, nawet na wspólną noc, gdy tak zechce. Usprawiedliwiasz każde jego przewinienie i on  doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Bet tak będziecie żyć jeszcze latami, nic nie pójdzie do przodu jeśli nie uzgodnicie co dalej? Jemu niby zależy, ale chyba jednak nie, Ciebie to boli i to jest zrozumiałe. Nie rozmawiaj z nim w nocy i nie sms-uj, noc jest do wypoczynku, chce rozmawiać róbcie to za dnia, najlepiej twarzą w twarz. Szczere rozmowy przez telefon gdyby dzieliło Was 1000km byłyby wytłumaczalne, ale nie gdy jest w tym samym mieście. Wiem że ciągle masz nadzieję, ale Bet pokaż mu że nie dasz sobą manipulować. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam.

Posty [ 976 do 1 040 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 14 15 16 17 18 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026