netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 257 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 13 14 15 16 17 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 911 do 975 z 1 597 ]

911 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-01-13 18:53:05)

Odp: Miłość trwa

my też nie byłyśmy materialistkami, oni nas tego nauczyli, życie nas tego nauczyło.

Podtrzymuję swoje zdanie ale wyrażam je w w taki spos?b aby nie urazić Bet a uzmysłowić jej pewne fakty.
Dwoje dzieci to nie czworo( w tym jedno bardzo chore), kt?re miały wszystko a potem nagle nic.

Ja mam dwoje dzieci, miesięcznie na dom i utrzymanie wydaję 8 tysięcy, nie mam kredyt?w, to normalne życie. Jak mam 500 w portfelu to nie wiem co z tym zrobić: zakupy  w spożywczku czy kino?  Czasem zastanawiam się jak można żyć za tysiác miesięcznie? Może oderwana od rzeczywistości jestem ale ma tak? rzeczywistość na jak? pracuję i jakiej wymagam. Ale ja jestem samodzielna,
Bet jeszcze nie, nie emocjonalnie i nie finansowo na tyle ile potrzebuje.
I świstanie honorem nie ma tu nic do rzeczy. Honorem zasłaniaj? się kobiety ostatecznie porzucone przez męż?w mimo pr?śb żon o odbudowę zwi?zku, po fakcie odejścia męża twierdzá, że honor nakazywał im pogonić męża. Zakłamanie do cna, nieprzepracowany b?l, zawiść i rozgoryczenie, zazdrość bo może ktoś ma więcej, może komuś sie uda a nie mnie? Typowe polactwo.
Moja bardzo uboga s?siadka nie poszła do Mopsu dla dzieci po obiady bo honor jej na to nie pozwalał więc dzieci z biedy i głodu wyl?dowały w doach dziecka,   znajomego kochanka
pieprzyła się z nim tylko w pozycji od tyłu i w hotelach po za miastem bo honor nie pozwalał jej
na inne ewentualności. Honor to pojęcie względne, każdy ma jego swoje ramy.
To nie nasz wstyd, że oni zdradzili więc i nie nasz honor ucierpiał, czy to tak trudno zrozumieć?

912

Odp: Miłość trwa

rednight

Nie sądzę, aby moje słowa bardziej uraziły bet niż poniższe Twoje:

"wahania nastroj?w uzależnione od postępowania męża, telefony z krzykiem na męża, zmarnowany rok, nic nie osi?gnęła dla siebie, dla dzieci, od czekania nie przybędzie nic.."

Ja pisałam do bet, z całym szacunkiem. Czytając powyższe, masz poniekąd takie samo zdanie na temat jej życia, tyle, że wyrażone innymi słowami.
Ty powiedziałaś swoje, ja swoje, to ona ewentualnie może się nad tym zastanowić.

Moje zdanie jest na dzień dzisiejszy takie a nie inne i jeśli przeczytasz ze zrozumieniem, to boję się, że za dwa lata będę na takim etapie jak bet..., a cholernie nie chciałabym tego

913

Odp: Miłość trwa

Ankaline ja Cię rozumiem i popieram ale Ty masz dwoje dzieci, to dwa razy mniej niż Bet.
Ja jak patrzę wstecz r?wnież nie pozwoliłabym na powt?rkę z rozrywki, zapewne postępowałabym inaczej, dwa lata to kupa czasu i następne dwa pr?by budowania nowego ze starej masy. Nie miałabym siły i odeszłabym ale m?j m?ż 2 miesi?ce po zakończeniu romansu pokajał się i zni?sł pokutę.
Zauważyłaś? Napisałam, że uważam, że Bet przeoczyła być może tę właściw? chwilę walki o niego, teraz już zbyt p?źno, on jest, zabezpiecza finansowo(aby mieć wpływ na jej życie)ale nie emocjonalnie.
A może jak tylko się dowiedziała o romansie była zbyt bierna i nie walczyła o męża i tak już pozostało.
Przykro mi ale ja tu nie widzę budowania czegoś nowego bo on nic nie stracił opr?cz kochanki więc i tak naprawdę nie docenił tego co miał.

Ale nie moje to życie. Ja Bet rozumiem, swoje pogl?dy mam.

914

Odp: Miłość trwa

Osiągnełam tyle ile zamierzałam.
Zamiast siwych włosów wygłądam podobno lepiej niż kiedykolwiek. Też tak uważam.
Mam czasem doły, ale ogólnie to nie jestem pewna czy nie jest mi lepiej niż kiedyś.
Czuję się wolna.
Nawet mieszkanie nie jest teścia. Budynek ma koło 750 m2, jest na męża i teścia. Jest też moje ( nie ma rozdzielności, nie jest to własność spółki itp)
Gdybym miała cofnąć czas, postąpiłabym podobnie.

Może nie robię sobie takiej reklamy jaką powinnam.
Nie proszę o pieniądze, mówię że potrzebuję - zostawia.
Mieszkam sama z dziećmi. Dzwoni do mnie jak chce wejść na górę.
O wszystkich sprawach decyduję ja, decyzje są ze mną konsultowane.
Nie widze w tej chwili powodu dla którego miałabym się wyprowadzać.
Za nic nie płacę, teść pali w piecu.
Co tracę z godności. Co?
Nie czuję tego. Godność i poczucie wartości mam w sobie.

Ale chetnie poznam opinię co według was miałabym zrobić.

Pracuję na siebie i żebym mogła sprawić coś dzieciom od siebie czy kupić do domu.
Dzięki temu kiedy chcę mogę sobie wyjechać tam gdzie chcę, za swoje pieniądze. Dobrze się bawić.
Teraz myślę o wyjeździe na narty. Bez męża. Może z synem , może z koleżanką a może sama.
Zapakuję sprzęt, zatankuję, dzieci zostawię na te parę godzin z ciocią i wyjadę.
Właśnie teraz żyję tak jak chcę. Ale wszystko z rozsądkiem...

Co będzie dalej nie wiem. Najważniejsze żebym sobie poradziła i była jak najbardziej zadowolona.
Z nim lub bez-  ja!!!!

Nie stawiam warunków i nie mam zamiaru stawiać.
Po prostu nie wierzę w miłość opartą na warunkach.
Przeszłość zamykam, liczy się to co teraz i co będzie.
Przebaczyłam całkowicie. Biorę część winy na siebie.
Zawsze mogło być lepiej, zawsze mogłam się bardziej starać.
To go może nie usprawiedliwia, ale to już nie mój problem.
Dla mnie to jest zamknięte. Jeśli będzie wracał do przeszłości to jak chce.

Nie potrzebuję warunków, rozumiecie - nie mam takiej potrzeby i ich nie chcę.

Wiem czego chcę. Mówię o tym, ale nie są to warunki.
Pewne sprawy są oczywiste.

Czym ja się łudzę...?
Nie mam właśnie chyba żadnych złudzeń. Albo bedziemy razem albo nie.

Mam za co żyć, ale też nie przeginam. 
Swoją wartość znam, godność mam w sobie. 
Nie rozumiem, dlaczego wmawia mi się, że nie mam godności.

Może powinnam sie wstydzić, że kocham męża mimo że miał romans...
Dla mnie to są odrębne sprawy. Tak samo nie oznacza to, że kiedykolwiek z nim będę.
A wymyślanie możliwych uzależnień staje się męczące.
Jak ktoś chce znaleźć w sobie chorobę to ją znajdzie.

915

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

my też nie byłyśmy materialistkami, oni nas tego nauczyli, życie nas tego nauczyło.

Podtrzymuję swoje zdanie ale wyrażam je w w taki spos?b aby nie urazić Bet a uzmysłowić jej pewne fakty.
Dwoje dzieci to nie czworo( w tym jedno bardzo chore), kt?re miały wszystko a potem nagle nic.

Ja mam dwoje dzieci, miesięcznie na dom i utrzymanie wydaję 8 tysięcy, nie mam kredyt?w, to normalne życie. Jak mam 500 w portfelu to nie wiem co z tym zrobić: zakupy  w spożywczku czy kino?  Czasem zastanawiam się jak można żyć za tysiác miesięcznie? Może oderwana od rzeczywistości jestem ale ma tak? rzeczywistość na jak? pracuję i jakiej wymagam. Ale ja jestem samodzielna,
Bet jeszcze nie, nie emocjonalnie i nie finansowo na tyle ile potrzebuje.
I świstanie honorem nie ma tu nic do rzeczy. Honorem zasłaniaj? się kobiety ostatecznie porzucone przez męż?w mimo pr?śb żon o odbudowę zwi?zku, po fakcie odejścia męża twierdzá, że honor nakazywał im pogonić męża. Zakłamanie do cna, nieprzepracowany b?l, zawiść i rozgoryczenie, zazdrość bo może ktoś ma więcej, może komuś sie uda a nie mnie? Typowe polactwo.
Moja bardzo uboga s?siadka nie poszła do Mopsu dla dzieci po obiady bo honor jej na to nie pozwalał więc dzieci z biedy i głodu wyl?dowały w doach dziecka,   znajomego kochanka
pieprzyła się z nim tylko w pozycji od tyłu i w hotelach po za miastem bo honor nie pozwalał jej
na inne ewentualności. Honor to pojęcie względne, każdy ma jego swoje ramy.
To nie nasz wstyd, że oni zdradzili więc i nie nasz honor ucierpiał, czy to tak trudno zrozumieć?

Szkoda że nie pomogłaś tej kobiecie, Ona za 500 zł (które dla Ciebie są niczym) wykarmiłaby dzieci przez miesiąc.
Czasami warto pomyśleć zanim się coś powie:(

916

Odp: Miłość trwa

Idąc tym tropem - może podasz i swój numer konta?

Ja na każdą złotówką ciężko pracuję więc je posiadam jak do tego czasu.

Właśnie, pomyśl czasem zanim coś klapniesz  hmm

917 Ostatnio edytowany przez Swanen (2013-01-14 16:42:37)

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

Ankaline ja Cię rozumiem i popieram ale Ty masz dwoje dzieci, to dwa razy mniej niż Bet.
Ja jak patrzę wstecz r?wnież nie pozwoliłabym na powt?rkę z rozrywki, zapewne postępowałabym inaczej, dwa lata to kupa czasu i następne dwa pr?by budowania nowego ze starej masy. Nie miałabym siły i odeszłabym ale m?j m?ż 2 miesi?ce po zakończeniu romansu pokajał się i zni?sł pokutę.
Zauważyłaś? Napisałam, że uważam, że Bet przeoczyła być może tę właściw? chwilę walki o niego, teraz już zbyt p?źno, on jest, zabezpiecza finansowo(aby mieć wpływ na jej życie)ale nie emocjonalnie.
A może jak tylko się dowiedziała o romansie była zbyt bierna i nie walczyła o męża i tak już pozostało.
Przykro mi ale ja tu nie widzę budowania czegoś nowego bo on nic nie stracił opr?cz kochanki więc i tak naprawdę nie docenił tego co miał.

Ale nie moje to życie. Ja Bet rozumiem, swoje pogl?dy mam.

A co właściwie bet osiągnęła nic nie robiąc przez cały ten czas? Czy w jakiś sposób unormalizowała czy ustabilizowała swoja sytuację i to mając, jak słusznie zauważyłaś, 4-ke dzieci?

Czy użalanie się nad sobą do czegoś prowadzi? Wszyscy mamy swoje słabsze momenty i czasem trzeba i popłakac nad sobą, jeśli jednak jest to stan permanenty to juz wskazuje na dysfunkcję.

Bet nie podjęła żadnego działania, bo bała się urazic męża a wynika to z faktu, że nie ma żadnego pomysłu na życie bez niego wiec jedyne rozwiązanie, na które czeka to jego powrót. Czeka biernie, może się doczeka.

918

Odp: Miłość trwa
HeiligeTerese napisał/a:
Swanen napisał/a:
HeiligeTerese napisał/a:

I Tobie też po drodze i sobie też Bet kopniesz. Lepiej Ci, prawda? Taka lepsza od niej jesteś i taka mundra co?

Gdzie ty widzisz kopanie? Wskazanie na pewne cechy charakteru bądż postępowania, które nie są najmocniejszymi stronami autora to kopanie? Czyli co, kadzenie jest dobrym i jedynym rozwiazaniem dopuszczalnym na forum?

Czy też może pośrednio poprzez bet leczysz swoje kompleksy?

Kompleksy to chyba ty leczysz, okazując pogardę i własną wyższość, bo ty taka wszystko wiedząca, mądra, lepsza, więc sobie kokoś obrazisz. Ciebie to dotyczy, nie rób na mnie projekcji własnych frustracji.
I nie potrzebuje Bet takich mądrych rad. Nie róbcie z niej debilki. To jej życie jej wybory, nie potrzebuje waszych ocen. Nie podoba się jej osoba, to nie wchodźcie tu.
Idźcie ujadać i kąsać gdzie indziej.

Jak chcesz załatwiac własne kompleksy to mów w swoim imieniu. Nie posługuj sie innymi, by uzasadniac atak.

919

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

Idąc tym tropem - może podasz i swój numer konta?

Ja na każdą złotówką ciężko pracuję więc je posiadam jak do tego czasu.

Właśnie, pomyśl czasem zanim coś klapniesz  hmm

pomyśl czasem zanim coś napiszesz
ja też całe cięzko pracuję, tyle tylko, że moja praca jest marnie opłacana.

920

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

my też nie byłyśmy materialistkami, oni nas tego nauczyli, życie nas tego nauczyło.

Podtrzymuję swoje zdanie ale wyrażam je w w taki spos?b aby nie urazić Bet a uzmysłowić jej pewne fakty.
Dwoje dzieci to nie czworo( w tym jedno bardzo chore), kt?re miały wszystko a potem nagle nic.

Ja mam dwoje dzieci, miesięcznie na dom i utrzymanie wydaję 8 tysięcy, nie mam kredyt?w, to normalne życie. Jak mam 500 w portfelu to nie wiem co z tym zrobić: zakupy  w spożywczku czy kino?  Czasem zastanawiam się jak można żyć za tysiác miesięcznie? Może oderwana od rzeczywistości jestem ale ma tak? rzeczywistość na jak? pracuję i jakiej wymagam. Ale ja jestem samodzielna,
Bet jeszcze nie, nie emocjonalnie i nie finansowo na tyle ile potrzebuje.
I świstanie honorem nie ma tu nic do rzeczy. Honorem zasłaniaj? się kobiety ostatecznie porzucone przez męż?w mimo pr?śb żon o odbudowę zwi?zku, po fakcie odejścia męża twierdzá, że honor nakazywał im pogonić męża. Zakłamanie do cna, nieprzepracowany b?l, zawiść i rozgoryczenie, zazdrość bo może ktoś ma więcej, może komuś sie uda a nie mnie? Typowe polactwo.
Moja bardzo uboga s?siadka nie poszła do Mopsu dla dzieci po obiady bo honor jej na to nie pozwalał więc dzieci z biedy i głodu wyl?dowały w doach dziecka,   znajomego kochanka
pieprzyła się z nim tylko w pozycji od tyłu i w hotelach po za miastem bo honor nie pozwalał jej
na inne ewentualności. Honor to pojęcie względne, każdy ma jego swoje ramy.
To nie nasz wstyd, że oni zdradzili więc i nie nasz honor ucierpiał, czy to tak trudno zrozumieć?

rednight - opanuj moze swoje nowobogackie zapedy.
Czy nie masz sie juz gdzie pochwalic  swoim zasobnym portfelem, a przy okazji z taka pogarda wypowiadac sie o kims, kto poadl w nedze?
Rozumiem, ze byc moze dla Ciebie 500, to tylko kino, ale tak moze tym nie szafuj, bo  roznie byc moze.
Badz uprzejma nie uzywac hasla "polactwo" - bo zdaje sie chinka nie jestes.
A skad Ci znane szczegoly pieprzenia sie od tylu sasiadki z kochankiem?
Zarzucasz jad, wypowiadajacym sie tu forumowiczkom, ale tak pogardliwego posta juz dawno nie czytalam.
Gwoli scislosci uboga nie jestem, wrecz przeciwnie, co wcale mi nie przeszkadza unosic sie honorem.
Jezeli sadzisz, ze piszace tu dziewczyny o niczym innym nie marza, tylko zobaczyc Bet w honorowej nedzy, to mylisz sie i to bardzo.
Zdumienie budzi tylko fakt, ze Bet bedac w takiej sytuacji juz 2 lata, cigle jest na poczatku drogi.
Komentowanie cudzych postow zazdroscia, rozgoryczeniem, zaklamaniem i "swistanie honorem"  zdumiewajace.!!!!

921

Odp: Miłość trwa

Betina
pogard? nazywasz słowa prawdy, niech ci będzie, tłumaczyć mojego postu nie zamierzam bo bardziej się jeszcze zagmatwasz. Tak, jestem cyniczna, dumna z siebie i zakochana w sobie do cna. Życie mnie tego nauczyło i wspaniale mi z tym. Tu kim nie jesteś  to i tak dostajesz kopa, krytykę więc co za r?żnica czy się chwalę czy się żalę?
Spr?bujcie przyswoić sobie, że Bet może traktować to forum jako pamiętnik, miejsce do wyrzucenia swojej rozpaczy, frustracji, Ona nie potrzebuje waszych rad, pomocnych kop?w, wystarczy tylko czasem przeczytać to co pisze i pozostawić buźkę. I to już wiele dla Bet, to wy jesteście pogardliwe, kopiecie jej decyzje, jej życie. Każdy jest kowalem swego losu,
sama dojrzeje do zmian.
A narazie jeżeli tu wpadacie ro raczcie nie krytykować bo bez tego zapewne jest jej wystarczaj?co ciężko.

922 Ostatnio edytowany przez betina2 (2013-01-14 22:03:08)

Odp: Miłość trwa

rednight - a skadze masz pewnosc, ze akurat Twoje slowa to slowa prawdy, a calej reszty nie - Duch sw. jestes czy co?
Oczywiscie Bet moze pisac pamietnik, ale poki co pisze na forum, gdzie powinna byc przygotowana na rozne zdania i opinie.
Czy uwazasz, ze potakujac i pochlipujac razem z Bet, w czymkolwiek jej pomozemy?
Nikt tu  Bet nie krytykuje bezinteresownie, po prostu ktos bedacy w "oku cyklopu" nie zawsze widzi sprawy jasno - moze czasami przydatnym bedzie inne spojrzenie, bardziej z dystansu.
A czy Bet skorzysta, czy nie - to juz inna sprawa.
Jezeli by byly to tak gleboko ja raniace komentarze, to zapewne by nie pisala.

Co do Twojego samozadowolenia i rozkochania w samej sobie - no comment.
Pozdrawiam B.

923

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

Idąc tym tropem - może podasz i swój numer konta?

Ja na każdą złotówką ciężko pracuję więc je posiadam jak do tego czasu.

Właśnie, pomyśl czasem zanim coś klapniesz  hmm

A dziękuję, nie skorzystam:-)
Nie narzekam na brak gotówki, mam na swoje potrzeby i zachcianki, a jeszcze  Bogu dzięki mogę się podzielić z tymi którym nie jest tak lekko. I oby tak pozostało:)
Pozdrawiam

924

Odp: Miłość trwa

Moze sie myle - ja tez nie jestem Duchem Swietym. Ale czytam ten post od poczatku. I wydaje mi sie, ze Bet to kobieta refleksyjna, na swoj sposob lagodna, "kobieta jednego mezczyzny", kobieta z dusza gleboka jak row marianski. Widzi zycie na swoj sposob.
Prowadzila tu cos w rodzaju pamietnika jak juz Betina powiedziala. My moglysmy to czytac i czuc razem z nia. Ale im bardziej ja popychalysmy (albo Wy, bo ja tu sie wypowiedzialam zaledwie kilka razy) tym bardziej ona trzymala sie siebie, swojwj intuicji i podpowiedzi swojej duszy. Bet moze nie jest az tak racjonalna w sferze milosci - bo w innych sferach jest racjonalna.
I dobrze. Ma prawo. Ja nie chce jej bronic bo nie ma przed czym. Ale kazda osoba wypowadajaca sie w sprawie Bet po prostu pokazuje wlasne podejscie i wlasne poglady, a przeciez Bet nigdy nie bedzie zadna z nas...
Ja jej zazdroszcze tej sily w pozornej slabosci. I konsekwencji na wszystkich 28 stronach

925

Odp: Miłość trwa

Zarabiam własne pieniądze. W sumie to wydaję na siebie więcej niż jak byłam z mężem.
Po prostu na to na co chcę. Ubieram się odważniej , bardziej kobieco.
Podobam się sobie ( tylko biust zasłużył sobie na więcej uwagi)

Założyłam własną firmę, dostałam dotację z Unii, napisałam program, który został bd oceniony.
Klienci ze mną współpracują. Przebrnęłam przez formalności.
Nie jestem na prochach, nie piję, nie palę, nie mam chyba żadnych uzależnień - oprócz picia litrami ciemnego kakao z mlekiem.

Odkąd zaczął się ten koszmar, włąsciwie rok 2011 to leżenie z nogami w górze, aby donosić ciążę, uniknąć cesarki i urodzić zdrowe dziecko.
Może ten sukces nie zależał tylko ode mnie, ale ten słodki, zdrowy , wesoły chłopak jest moim największym osiągnięciem.
Przez ten czas mąż nawet na mnie nie spojrzał, ani razu nie zapytał czy z małym ok.
Gnoił mnie na każdym kroku, jakby mu zależało żebym poroniła.
Sprawa z policją, prokuraturą, adwokat, detektyw i walka o każdą złotówkę.

Dwa razy szpital małej, tygodniowe pobyty i moje przy niej koczowanie plus organizowanie życia chłopcom.
Nie wolno mi było w ogóle przebywać na odziale z małą, to było w moim stanie niebezpieczne.
Nie miałam wyjścia, było z nią bardzo źle.

Rok 2012 ogarnięcie się po porodzie, zajmowanie czwórką dzieci.
Wszystko na mojej głowie. Zakupy, wstawanie w nocy, prowadzenie domu i podtrzymywanie kontaktu z klientami.
Średnio rocznie dokładam ok 30 tys z własnych pieniędzy do życia.
Dla kobiety, w mojej sytuacji to dużo.
Nie mam niańki. Pomaga mi za darmo ciocia.
Gdyby nie ona, nie wyszłabym na minutę z domu bez dziecka.
Przeszłam sama czwartą ciążę, rok z maleńkim dzieckiem.
Jestem z siebie dumna. Na prawdę, wiem ile mnie to kosztowało. Pamiętam ten wysiłek.
Fizyczne wycieńczenie plus stres i rozpacz.
Teraz też niejedną noc mam zarwaną.
Wyjazd z taką rodziną. Pakowanie, prowadzenie samochodu, postoje w międzyczasie na karmienie , przewijanie - wsztystko sama.
Ktoś kto tego nie przechodził nie wie o czym piszę.
Wszystko sama!!!
Plus załatwianie tej zasranej kasy.

Co miałam więcej osiągnąć?!!!
Włóczyć się po sądach?

Trwam , wychodzę z długów.
Dzieci jeżdżą na nartach. Starszy robi pomocnika instruktora narciarskiego, młodszy jest zawodnikiem w klubie narciarskim.
Mają się w co ubrać ( i to nie tanie rzeczy), jedzą co chcą. Utrzymuję prywatne lekcje, prywatną szkołę, prywatny transport.
I to jest też sukces.
Kredyt za dom jest płacony, mój samochód spłacony, odszkodowaniem po wypadku zajmuje się mąż.

Dziewczyny zejdźmy na ziemię. Nie dostanę więcej niż 10 tyś na / mc alimentów.
A teraz w ciagu 2 tygodni mąż wydał na dzieci dwa razy tyle.

To są sprawy przyziemne, ale to są moje dzieci. Za coś trzeba żyć.
Nie robię czegoś wbrew sobie.
Po prostu uważam, że mimo pogładów dobrze wyszłam na załatwianiu spraw z mężem bez sądu.

Co mam niesamowitego zrobić z małym dzieckiem, z odpowiedzialnością za taką rodzinę.
Nieco odetchnęłam. Mogłam sobie pozwolić na wyjazd z dziećmi na wakacje.
Bez kłótni i podziału majątku.

Czasem tracę nerwy, zrobię mężowi awanturkę. Na przykład dzisiaj.
Mógł zapytać co z małą.
Jest bardzo chora. W weekend myślałam, że wyląduje w szpitalu.
Wiedział o tym , ani jednego pytania.
To nie będe udawać, że jest dobrze.
Ochrzanię go, potem łagodnieję.

To moja wada. Powinnam złagodzić emocję.
W sumie to żyję prawie jakbym chciała.
Brakije mi miłości, pczucia bezpieczeństwa, stabilizacji.
No coż, myślę że wiecie o co chodzi.
Nie wiem co będzie dalej. Myślę o tym.
Teraz remont, życie na bieżąco i powoli jak najwięcej zleceń na firmę.
Ale bez przesady, z dziećmi też muszę spędzać trochę czasu.
Ile życia zostało mojej małej. Nie wiem, chcę wykorzystać każdą chwilę.
Ona ze mną śpi, spędza czas na kolanach, wtula się.
Jest moją największą słabością...

Mąż był moim przyjacielem, najbliższą osobą. I nie potrafię traktować go innaczej.
W pewien sposób dalej jestem z nim zżyta.
Nie traktuję go jak dziecko, pociąga mnie, ale jestem czasem wyrozumiała jak dla dziecka.
Wybaczam jak niegrzecznemu dziecku.

Siostra jest dla mnie w pewnych kwestich autorytetem.
Słucham rad, tego co mówi.
Zna mnie i męża chyba najlepiej. Jest inna niż ja.
Czasem po waszych żalę się jej.
Że może jednak się cofam, że nic nie osiągnęłam itd.
Ona mi mówi: "czyś ty zgłupiała.
Osiagnęłaś bardzo dużo.
Ja Cię podziwiam. Wylądowałabym już dawno na prochach albo w psychiatryku.
Teraz zajmij się dziećmi i powoli pracą.
Nie pójdzie od razu super.

I tego się trzymam. Z mężem czy bez.
A że mi drania brakuje to inna sprawa. Ale nie za wszelką cenę.

Parę razy mąż rzucił mi komplementy, czy napisał dwuznacznie...
Może był szczery.
Wynika z tego, że uważa mnie za super laskę i boi sie, że sobie kogoś fajnego znajdę.
Twierdzi, że mam cholerną kobiecą intuicję, polegam przede wszystkim na sobie. Mam niesamowitą siłę tylko czasem w siebie nie wierzę.

A ja dodam, że mam "gebę". Niepotrzebnie coś palnę.
Moim zdaniem po takich przejściach nie ma możliwości na szybsze przejście przez pewne etapy.
Lepiej iść swoją drogą. Nie ma skrótów, nie uniknie się bólu.
Łatwo zrobić z siebie kretynkę, wariatkę, zrobić czy powiedzieć coś głupiego.
Ciężko pracować, skupić się.
Zwłaszcza, że w mojej pracy dobry nastrój przekłada się na pracę.

926

Odp: Miłość trwa

Bet
mnie to zastanawia: dlaczego Ty tłumaczysz się tutaj przed anonimowymi osobami na forum? Czujesz się winna tu przed nimi?
Zdajesz chyba przecież sobie sprawę, że w internecie w większości przypadków ludzie kreują się na doskonałości, którymi w realu nie są, przedstawiają rozwiązania, których sami by się nie podjęli, narzucają tylko swoją "słuszną" rację.
Jeżeli chcesz tu pisać to pisz, wylewaj siebie, nie zważaj i nie bierz "do pały" krytyki anonimów, sama dojrzejesz do zmian i ruszysz z kopyta. Jesteś szczera i uczciwa wobec siebie, ja również. I to jest najważniejsze. Masz powody aby być dumna z siebie. Ja również. Cel osiągnięty.

Po mnie też w innym poście jadą jak po łysej kobyle ale zlewam to ciepłym moczem. Ostatnie określenie na mnie to
" przypadek kliniczny"  lol
   Tu na forum nie można być zbyt zadowolonym z siebie, mieć dużego poczucia wartości bo Cię zgnoją. Zbyt źle też nie może być bo też Cię skopią pod pozorem "pomocy"  lol
Zrobiłam to co zrobiłam i nie żałuję tego. Swój cel osiągnęłam, mam pełną rodzinę, taką jaką chciałam mieć, wprowadziłam zmiany korzystne dla siebie. Być może kogoś to uwiera bo mi się udało. Wredna sucz wtargnęła na mój teren a ja miałam być cicho? To nie w moim stylu.
Wszystkie decyzje, które podejmowałam w tamtym czasie uważałam za słuszne jak na tamte realia i tego się trzymam.
Terapeutyzowana byłam, mam się świetnie, co inni sądzą o mnie nie interesuje mnie.

  Jesteś pewna decyzji, o której mówiłaś mi wczoraj? Nie mogłam dalej rozmawiać - klienci  lol
Jeżeli jesteś pewna to czerp najwięcej jak się da z uśmiechem na ustach ale zimnym sercem, naucz się tego, dla Twojego dobra, przecież Twoja siostra Ci to radzi a ona zna Cię lepiej niż my.

927

Odp: Miłość trwa

Tak  bardzo  'zlewasz to ciepłym moczem', że przyszłaś na ten wątek niby doradzac bet a tak naprawdę udowadniac swoje, bo na tym właściwym wątku nie masz odwagi. Ktoś zadał sobie trud prześledzenia twoich wpisów i wyszedł obraz  wszystkiego tylko nie 'success story', jak to usiłujesz wcisnąc na siłe.

Mąż zadający sie z tłumem prostytutek i kochanek, nie kryjący się nawet przed żoną, przepuszczający cały majątek na nie, a kiedy skończyly się pieniądze i kochanka kopnęła w 4 litery, łaskawie wracający do domu i siedzący na utrzymaniu żony, bynajmniej nie dlatego, że chciał do niej wrócic.

Żona, psychopatka i prymityw.

Rodzina mieszkająca w mieszkaniu siostry męża i czekająca na jej śmierc, by odziedziczyc majątek. Tak zdeterminowana, że chociaż nienawidzi siostry to każe sie dziecku do niej uśmiechac, wszak spadek ważniejszy.

Siostra i tak widzi jaką ma bratową, wolała nawet sie zaprzyjaźnic z kochanką męża niz z bratową.

Nie słyszałam wczesniej o takim przypadku. Moją niechęc wzbudziłaś od samego początku chamskim wyrażaniem się o kobietach i przerzucaniem całej winy na nie za zdradę, choc temu zaprzeczasz. Nie miałam pojęcia o tych pozostałych elementach, które ci wylistowali z twoich postów na tamtym wątku.

Nie podpinaj się pod bet, bo nie masz z nią nic wspólnego.

928 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2013-01-15 12:32:20)

Odp: Miłość trwa

Ani jeden fakt w powyższej wypowiedzi jie jest zgodny z prawdą lol
Z idiotami się nie dyskutuje więc
napiszę tylko jedną rzecz:
polecam psychiatrę albo weterynarza lol Znasz to?

A ja swoje zdanie i poglądy podtrzymuję lol

929

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Ani jeden fakt w powyższej wypowiedzi jie jest zgodny z prawdą lol
Z idiotami się nie dyskutuje więc
napiszę tylko jedną rzecz:
polecam psychiatrę albo weterynarza lol Znasz to?

A ja swoje zdanie i poglądy podtrzymuję lol

Cytaty z twoich własnych postów nie mają nic wspólnego z prawdą?

930

Odp: Miłość trwa

Swanen!

Odpuść....nie warto!

Jak to powiedziała mądra kobieta w innym wątku....jak komus argumentow brakuje to adwersarza atakuje!

931 Ostatnio edytowany przez Swanen (2013-01-15 12:49:37)

Odp: Miłość trwa

Odpuszczam, już wcześniej przez dłuższy czas nie reagowałam na jej posty. Potem zszokował mnie ten numer, który zrobiła z podaniem danych kochanki i jej telefonu jako seks agencji a poten te pozostałe kwiatki, które ktoś zebrał z jej postów. Naprawdę nie znałam wcześniej takiego przypadku. To szokujące.

932

Odp: Miłość trwa
Swanen napisał/a:

Odpuszczam, już wcześniej przez dłuższy czas nie reagowałam na jej posty. Potem zszokował mnie ten numer, który zrobiła z podaniem danych kochanki i jej telefonu jako seks agencji a poten te pozostałe kwiatki, które ktoś zebrał z jej postów. Naprawdę nie znałam wcześniej takiego przypadku. To szokujące.

Oj uważaj...bo za chwile przeczytasz, ze mało jeszczew życiu widziałaś i przeżyłaś....:D:D:D

933

Odp: Miłość trwa

Co Wasza dyskusja ma wspólnego z wątkiem Bet? Jak chcececie jej pomóc? Doradzić?

Jak dobrze rozumiem, ma to polegać na odegnaniu od Bet okropnej czarownicy, którą miałaby być Twardogłowa, tak? Przestańcie robic nagonkę, zajmijcie sie swoimi sprawami To forum jest stworzone, aby pomagać, nie w celu oceniania czyjeś moralności, sposobu bycia, postępowania.

934

Odp: Miłość trwa
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

Co Wasza dyskusja ma wspólnego z wątkiem Bet? Jak chcececie jej pomóc? Doradzić?

Jak dobrze rozumiem, ma to polegać na odegnaniu od Bet okropnej czarownicy, którą miałaby być Twardogłowa, tak? Przestańcie robic nagonkę, zajmijcie sie swoimi sprawami To forum jest stworzone, aby pomagać, nie w celu oceniania czyjeś moralności, sposobu bycia, postępowania.

A twój post ma za zadanie udowodnic, ze twardogłowa to normalna kobieta?. W zasadzie też mogłabym cię odesłac do twoich spraw.

Powyższa dyskusja wynikła z faktu, że wątek bet jest używany instrumentalnie, ale nie przez nas. I nikt nie prowadzi nagonki, ale wypisywanie bzdetów ma prawo byc dyskredytowane.

935

Odp: Miłość trwa

No nie, te dwie latają po forum i szukaja żeru, tak by sobie kogos pokąsać.
Podejrzewam, ze są takimi królewnami z bajki i przeżywały nieziemską miłość żonkosia, co to nie mógł z nimi być, bo żona taka straszna smoczyca i pożarła by misia razem z ukochaną leliją.
Twardogłowa rozprawiła się z taką królewna leliją bezpardonowo, w tym samym stylu jak takie panienki włażące w cudze małżeństwo. I bardzo dobrze, nie wyobrażam sobie elegancji w stosunku do takich suk z cieczką. Kop w takie rozgrzane chcica doopsko jest najlepszą rzeczą i dobrze gdyby więcej kobiet miało taką siłę i goniły te marcujące suczki w diabły.
Masz charakter Twardogłowa.
Do Bet też się przyssały, deprecjonując jej godność i poczucie wartości.
Mówiłam im już by polazły ujadać na ulicę, lelije od siedmiu boleści.

936 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2013-01-15 13:48:08)

Odp: Miłość trwa

Agnieszko spoko  wink
jestem uodporniona.

Przecież na kogoś musiało paść  wink Zleciały się wrony i sąd wykonują.
Nie mam zamiaru produkować się na kilku wątkach, każda moja wypowiedź jest torpedowana przez idealne panie  wink zresztą co za różnica gdzie odpiszę jak latają i węszą więc i znajdą mnie choć się nie chowam lol

A wszystkim panie zainteresowane faktami z mojego życia zapraszam do siebie  wink  adres podam na priw, chociaż jedna adres zna  lol 

Zapraszam, obejrzycie patologię z bliska  lol  lol  lol Siedzę i czekam na śmierć szwagierki aby zagrabić jej majątek(sprezentowałam jej na gwiazdkę rtęć w ciasteczkach, niebawem ma urodziny) a mąż siedzi uwiązany u moich stóp za nogę sznurkiem do krzesła, siedzi bo nie ma innego wyjścia  lol Zastraszam go cały czas ale też czasem daję mu odloty i roksę  do przejrzenia  lol Tak dla wspomnień  lol

Bet, znasz moje poczucie humoru ale to już robi się niesmaczne, wyglancowane paniusie mające monopol na prawdę i patent na rację.


Bet przepraszam za zamieszanie niezamierzone przez moją patologiczną i kliniczną osobę  lol

937 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2013-01-15 13:49:28)

Odp: Miłość trwa
HeiligeTerese napisał/a:

No nie, te dwie latają po forum i szukaja żeru, tak by sobie kogos pokąsać.
Podejrzewam, ze są takimi królewnami z bajki i przeżywały nieziemską miłość żonkosia, co to nie mógł z nimi być, bo żona taka straszna smoczyca i pożarła by misia razem z ukochaną leliją.
Twardogłowa rozprawiła się z taką królewna leliją bezpardonowo, w tym samym stylu jak takie panienki włażące w cudze małżeństwo. I bardzo dobrze, nie wyobrażam sobie elegancji w stosunku do takich suk z cieczką. Kop w takie rozgrzane chcica doopsko jest najlepszą rzeczą i dobrze gdyby więcej kobiet miało taką siłę i goniły te marcujące suczki w diabły.
Masz charakter Twardogłowa.
Do Bet też się przyssały, deprecjonując jej godność i poczucie wartości.
Mówiłam im już by polazły ujadać na ulicę, lelije od siedmiu boleści.

lol
Jedna taka co to kochanką mojego męża była( a wcześniej kariera w burdelu) właśnie tu na forum mnie znalazła o czym powiadomiła mnie emailem.
Być może to jedna z nich, nie zdziwiłabym się dlatego ciepły mocz na to puszczam lol

Bet też powinna glacę panience obić, ale to jeszcze nie Bet czas, musi w siłę urosnąć.

938 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-01-15 13:56:02)

Odp: Miłość trwa

No pięknie...i kto tu robi off top!
Święta Tereska ..tfu i klub wzajemnej adoracji!
Współczuję Ci bet takich doradców!

Po raz kolejny sprawdza sie maksyma, że jak ktos nie ma argumentow to atakuje swoich rozmówców!

Twardogłowa...i nie mierz wszystkich swoja miara...nie wszystkie kobiety to dziwki i kochanki Twojego męża...
Odpuść sobie osobiste wycieczki...

939

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:

No pięknie...i kto tu robi off top!
Święta Tereska ..tfu i klub wzajemnej adoracji!
Współczuję Ci bet takich doradców!

Po raz kolejny sprawdza sie maksyma, że jak ktos nie ma argumentow to atakuje swoich rozmówców!

Twardogłowa...i nie mierz wszystkich swoja miara...nie wszystkie kobiety to dziwki i kochanki Twojego męża...
Odpuść sobie osobiste wycieczki...

I ty to piszesz zakłamana do cna kobieto????  yikes TY?
Dla przypomnienia swojego skomlenia po ostatecznym  kopnięciu w zad przez męża i nie daniu szans waszemu małżeństwu mimo twoich USILNYCH próśb poczytaj swoje wypowiedzi lol
Latasz za mną jak pies za kiełbasą. Po co? Po co pytam? To nie pierwsza twoja ścina ze mną, po ostatniej uciekłaś z podkulonym ogonem bo z inną użytkowniczką wytknęłyśmy ci twoje zakłamanie, dwulicowość wypowiedzi. Znów zaczynasz?
Współczujesz Bet takich doradców, zastanawiające... a tak niedawno jeszcze płakałaś tu i żałowałaś, że kopnął cię w zad, nie chciał cię, a teraz co? Zaniki pamięci masz?
Pokaż mi gdzie napisałam, że wszystkie kobiety to dziwki? Gdzie? Czy ty masz problem z rozumieniem treści? Czaisz cokolwiek?
Napisałam tylko, że na tym forum jest była kochanka mojego męża. Tyle. Lelija jedna lol lol lol

940

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
moniaCo napisał/a:

No pięknie...i kto tu robi off top!
Święta Tereska ..tfu i klub wzajemnej adoracji!
Współczuję Ci bet takich doradców!

Po raz kolejny sprawdza sie maksyma, że jak ktos nie ma argumentow to atakuje swoich rozmówców!

Twardogłowa...i nie mierz wszystkich swoja miara...nie wszystkie kobiety to dziwki i kochanki Twojego męża...
Odpuść sobie osobiste wycieczki...

I ty to piszesz zakłamana do cna kobieto????  yikes TY?
Dla przypomnienia swojego skomlenia po ostatecznym  kopnięciu w zad przez męża i nie daniu szans waszemu małżeństwu mimo twoich USILNYCH próśb poczytaj swoje wypowiedzi lol
Latasz za mną jak pies za kiełbasą. Po co? Po co pytam? To nie pierwsza twoja ścina ze mną, po ostatniej uciekłaś z podkulonym ogonem bo z inną użytkowniczką wytknęłyśmy ci twoje zakłamanie, dwulicowość wypowiedzi. Znów zaczynasz?
Współczujesz Bet takich doradców, zastanawiające... a tak niedawno jeszcze płakałaś tu i żałowałaś, że kopnął cię w zad, nie chciał cię, a teraz co? Zaniki pamięci masz?
Pokaż mi gdzie napisałam, że wszystkie kobiety to dziwki? Gdzie? Czy ty masz problem z rozumieniem treści? Czaisz cokolwiek?
Napisałam tylko, że na tym forum jest była kochanka mojego męża. Tyle. Lelija jedna lol lol lol

Dwulicowośc mi wytknęłaś? Pokaż mi to!
Zakłamana to Ty jesteś....bo udajesz że ratowałas rodzinę dla dobra i szczęścia swoich dzieci, a inni wyłuszczyli Tobie po kolei Twoje wypowiedzi w których podkreślałaś ciągle że kasa, tylko kasa sie dla Ciebie liczy!!!

Podkreślam że to Twoje zycie i Twoje wybory! Tylko trzeba mieć jaja i się umieć przyznać, że właśnie dla tej kasy znosisz to wszystko co masz przez swojego mężusia.....

Nie powiedziałaś że wszyskie kobiety to dziwki,...wysnułaś podejrzenie że byc może ja lub Swanen jesteśmy jedną z nich...
Ubliżać sobie nie pozwolę!

Zgłaszam moderacji Twoje obelżywe posty....

941

Odp: Miłość trwa

Bardzo proszę zakończyć tę bezsensowną dyskusję i obrażanie siebie nawzajem. Na naszym forum nie ma miejsca na takie zachowanie. Zrobił się off top, więc czas najwyższy powrócić do tematu wątku. W przeciwnym razie zostaną poniesione regulaminowe konsekwencje.

942

Odp: Miłość trwa

Ok, teraz widzę, że trafił swój na swego. Przedtem nie miałam okazji doświadczyc języka nieświętej Tereski.

Teresko, twoje kompleksy musisz rozwiązac inaczej. Bardzo cię uwiera kiedy masz do czynienia z lepszymi od siebie, ale musisz się z tym pogodzic. Fakt, stosujesz ten sam sposób manipulacji co twardogłowa, podpinasz się pod wątek i posługujesz problemami innej osoby, by załatwic swoje własne problemiki.

Używasz języka rynsztoka, bo ci się wydaje, że to wzmocni twój przekaz i że łatwiej tym kogoś obraziśz. Gdybyś była mądrzejsza wiedziałabys, że jedynie dyskredytujesz w ten sposób siebie i już właśnie nikogo nie jestes w stanie obrazic. Byc może pochodzisz z rynsztoka i nie znasz nic innego. No cóż, internet niestety daje dostęp i takim.

943

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:
twardogłowa napisał/a:
moniaCo napisał/a:

No pięknie...i kto tu robi off top!
Święta Tereska ..tfu i klub wzajemnej adoracji!
Współczuję Ci bet takich doradców!

Po raz kolejny sprawdza sie maksyma, że jak ktos nie ma argumentow to atakuje swoich rozmówców!

Twardogłowa...i nie mierz wszystkich swoja miara...nie wszystkie kobiety to dziwki i kochanki Twojego męża...
Odpuść sobie osobiste wycieczki...

I ty to piszesz zakłamana do cna kobieto????  yikes TY?
Dla przypomnienia swojego skomlenia po ostatecznym  kopnięciu w zad przez męża i nie daniu szans waszemu małżeństwu mimo twoich USILNYCH próśb poczytaj swoje wypowiedzi lol
Latasz za mną jak pies za kiełbasą. Po co? Po co pytam? To nie pierwsza twoja ścina ze mną, po ostatniej uciekłaś z podkulonym ogonem bo z inną użytkowniczką wytknęłyśmy ci twoje zakłamanie, dwulicowość wypowiedzi. Znów zaczynasz?
Współczujesz Bet takich doradców, zastanawiające... a tak niedawno jeszcze płakałaś tu i żałowałaś, że kopnął cię w zad, nie chciał cię, a teraz co? Zaniki pamięci masz?
Pokaż mi gdzie napisałam, że wszystkie kobiety to dziwki? Gdzie? Czy ty masz problem z rozumieniem treści? Czaisz cokolwiek?
Napisałam tylko, że na tym forum jest była kochanka mojego męża. Tyle. Lelija jedna lol lol lol

Dwulicowośc mi wytknęłaś? Pokaż mi to!
Zakłamana to Ty jesteś....bo udajesz że ratowałas rodzinę dla dobra i szczęścia swoich dzieci, a inni wyłuszczyli Tobie po kolei Twoje wypowiedzi w których podkreślałaś ciągle że kasa, tylko kasa sie dla Ciebie liczy!!!

Podkreślam że to Twoje zycie i Twoje wybory! Tylko trzeba mieć jaja i się umieć przyznać, że właśnie dla tej kasy znosisz to wszystko co masz przez swojego mężusia.....

Nie powiedziałaś że wszyskie kobiety to dziwki,...wysnułaś podejrzenie że byc może ja lub Swanen jesteśmy jedną z nich...
Ubliżać sobie nie pozwolę!

Zgłaszam moderacji Twoje obelżywe posty....

Zabolała prawda? Argumentów zabrakło? Zgłaszaj. I co? Zabrała swoje zabawki z piaskownicy i poleciała na skargę lol
Kasa, której ty i mi i Bet zazdrościsz, kasa, z której nie pozwolę już dziwce uczknąć choćby grosz, kasa, na którą pracujemy obie a tobie pozostało.... zresztą domyśl się. Przypisujesz mi swoje cechy pod pozorem troski o Bet jeszcze nie tak dawno docinając Jej i rozpaczając , że mimo twojego błagania męża jednak tobie się nie udało więc i Bet NIE MOŻE się udać. Tak, przypadek kliniczny TY.

944

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
moniaCo napisał/a:
twardogłowa napisał/a:

I ty to piszesz zakłamana do cna kobieto????  yikes TY?
Dla przypomnienia swojego skomlenia po ostatecznym  kopnięciu w zad przez męża i nie daniu szans waszemu małżeństwu mimo twoich USILNYCH próśb poczytaj swoje wypowiedzi lol
Latasz za mną jak pies za kiełbasą. Po co? Po co pytam? To nie pierwsza twoja ścina ze mną, po ostatniej uciekłaś z podkulonym ogonem bo z inną użytkowniczką wytknęłyśmy ci twoje zakłamanie, dwulicowość wypowiedzi. Znów zaczynasz?
Współczujesz Bet takich doradców, zastanawiające... a tak niedawno jeszcze płakałaś tu i żałowałaś, że kopnął cię w zad, nie chciał cię, a teraz co? Zaniki pamięci masz?
Pokaż mi gdzie napisałam, że wszystkie kobiety to dziwki? Gdzie? Czy ty masz problem z rozumieniem treści? Czaisz cokolwiek?
Napisałam tylko, że na tym forum jest była kochanka mojego męża. Tyle. Lelija jedna lol lol lol

Dwulicowośc mi wytknęłaś? Pokaż mi to!
Zakłamana to Ty jesteś....bo udajesz że ratowałas rodzinę dla dobra i szczęścia swoich dzieci, a inni wyłuszczyli Tobie po kolei Twoje wypowiedzi w których podkreślałaś ciągle że kasa, tylko kasa sie dla Ciebie liczy!!!

Podkreślam że to Twoje zycie i Twoje wybory! Tylko trzeba mieć jaja i się umieć przyznać, że właśnie dla tej kasy znosisz to wszystko co masz przez swojego mężusia.....

Nie powiedziałaś że wszyskie kobiety to dziwki,...wysnułaś podejrzenie że byc może ja lub Swanen jesteśmy jedną z nich...
Ubliżać sobie nie pozwolę!

Zgłaszam moderacji Twoje obelżywe posty....

Zabolała prawda? Argumentów zabrakło? Zgłaszaj. I co? Zabrała swoje zabawki z piaskownicy i poleciała na skargę lol
Kasa, której ty i mi i Bet zazdrościsz, kasa, z której nie pozwolę już dziwce uczknąć choćby grosz, kasa, na którą pracujemy obie a tobie pozostało.... zresztą domyśl się. Przypisujesz mi swoje cechy pod pozorem troski o Bet jeszcze nie tak dawno docinając Jej i rozpaczając , że mimo twojego błagania męża jednak tobie się nie udało więc i Bet NIE MOŻE się udać. Tak, przypadek kliniczny TY.

Odpuść Twardogłowa...

945 Ostatnio edytowany przez betina2 (2013-01-15 15:02:59)

Odp: Miłość trwa

No coz, sa rozne progi tolerancji zdrad.
Jednej zdrada pojedyncza jest too much, inna jest w stanie zniesc ich dziesiatki.
Jedna znajdzie wytlumaczenie dla "racji wyzszej koniecznosci" ekscesow niewyobrazalnych dla drugiej.
Jedna bedzie szczesliwa przyjmujac wiarolomnego pod dach, inna bedzie sie dreczyc zdrada latami.
Z tego tez tytulu nie ma jednoznacznej recepty na radzenie sobie ze zdrada i na zycie po zdradzie.
Nie podgrzewajmy moze dyskusji niepotrzebnymi inwektywami i wrocmy do meritum, czyli watku Bet.


Bet -napisalas berdzo klarowne i wzruszajace podsumowanie swojego zycia po......
       Jestes doprawdy kobieta nie ze stalli, a z tytanu.
       Postaraj sie jednak bardziej chronic siebie, najpotezniejsze deby, moga ktoregos huraganu nie przezyc.
       Pozdrawiam i zycze aby rok 2013 byl wyjsciem na prosta.

946

Odp: Miłość trwa
betina2 napisał/a:

No coz, sa rozne progi tolerancji zdrad.
Jednej zdrada pojedyncza jest too much, inna jest w stanie zniesc ich dziesiatki.
Jedna znajdzie wytlumaczenie dla "racji wyzszej koniecznosci" ekscesow niewyobrazalnych dla drugiej.
Jedna bedzie szczesliwa przyjmujac wiarolomnego pod dach, inna bedzie sie dreczyc zdrada latami.
Z tego tez tytulu nie ma jednoznacznej recepty na radzenie sobie ze zdrada i na zycie po zdradzie.
Nie podgrzewajmy moze dyskusji niepotrzebnymi inwektywami i wrocmy do meritum, czyli watku Bet.

Betina, ten offside w dyskusji nie dotyczy radzenia sobie ze zdradą ani czy zostac z mężem po czy nie. I nie jest to kwestia akceptacji odmiennej postawy.

947

Odp: Miłość trwa

Kończę to bezsensowną utarczkę z tymi wspaniałymi inaczej, które kulturalnymi okrągłymi zdaniami deprecjonuja kobiety doświadczone zdradą i niegodziwościa poszukiwaczek szczęścia.
A ten nick od świętej to przekąs, tak mnie nazywała pewna ciężko chora staruszka, której towarzyszyłam w ostatnich jej chwilach życia. I mam wiele empatii i cierpliwości do cierpiących, ale nigdy do wyrachowanych, bezmyślnych, samolubnych człekopodobnych. A mój cięty język lubię bardzo. Amen.

948

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, jeszcze tak nie potafię.
Na razie serce ciepłe, albo emocje górą, a uśmiech tylko wtedy kiedy jestem zadowolona.
I jeszcze przy tym zostanę.
Siostra rzeczywiście umie mi dobrze przetłumaczyć zdarzenia.
Byłam na męża zła, napisałam, że odcinam się, koniec.
Wkurzam się, że nie ma w weekend czasu dla dzieci, nie odwiedził chorej córki.
A był pod domem, odśnieżał.

I wytłumaczyła mi, że najważniejsze aby wyjść z długów, utrzymać zajęcia chłopców, dotychczasowy poziom, zrobić jakikolwiek remont.
A potem to już może zarobię sama na bieżące opłaty, a może też za pół roku zacznie interesować się córką.
Mam się tym nie martwić.
Mam obawy, że będę z nim wychodzić z długów, a jak się już polepszy to albo będzie tamta albo następna.
Cóż przygotowuję się na to. Chłopcy będą strasi. Mała pójdzie do szkoły ( mam nadzieję), najmłodszy może do przedszkola.
Będę miała więcej czasu na pracę.
Najstarszy syn chce u mnie pracować.
Mąż z moich obaw się śmieje, że on już nie ma ochoty na tekie życie.
Ale kiedyś też był siebie pewny, że nie on. On mnie nigdy nie zdradzi.

Także staram się przygotować również na taką ewentualność.
Można odpowiadać tylko za siebie.

Przez 2 lata zebrałam rachunki, dowody na jego wyjazdy zagraniczne, nagrania, wyciągi z karty itd ...
Nie ważne. Jest tego dużo. Taka dokumentacja.

Wolałabym, tego nigdy nie wykorzystywać.

Jestem zdania, ze nasze Pańswto nie zabezpiecza odpowiednio bytu kobiety oraz dzieci w takich sytuacjach (zdrada, rozwód, alimenty)
Materialnie się pogarsza.
Cóż z tego, że są zasądzone jekieś alimenty, jak często faceci i tak kombinują żeby nie płacić.
Mam koleżankę, której mąż nie płaci ani złotówki. Buntuje dzieci.
Dla ich dobra i żeby nie mieć z mężem walki utrzymuje dzieci sama.
Dla tych paru złotych mieć znerwicowane dzieci i samej przechodzić stres nie warto.
Więc niech mi nikt nie pisze o stabilizacji, bo czegoś takiego nie ma.
Jak mężczyzna chce dzieci utrzymywać to i bez sądu będzie na nie łożył.
A tak jest walka o każdą złotówkę, ściereczkę itd.
I faceci doskonale o tym wiedzą.
Sa sposoby n aukrycie dochodów. Poza tym w przypadku włąsnej działalnosci gospodarczej dochody są często zmienne, mozna robić spore koszty, zatrudnić pracownika.
To oczywiście sprawa dla dobrego prawnika, ale jak zaczyna się nowe życie to chce się dla siebie jak najwięcej.

Rozwód dla mężczyzny nie jest karą,, jest nagrodą!!!
I to są słowa rozsądnego prawnika, który był na tyle uczciwy, że mnie naiwną uświadomił.
W dodatku do mementu kiedy nie ma rozwodu jest jeszcze nadzieja, często mężczyzna bardziej się stara. Rozwód to pozamiatane.
Są obiecanki najlepiej pozaformalne, a potem układanie sobie życia.
W dodatku mężczyźnie jest łatwiej założyć nową rodzinę. 
Owszem, bywa że rozwód jest nieunikniony.
Ale moim zdaneim należy się poważnie i na spokojnie zastanowić.
To nie kara, albo zrobienie porządku.
To rozpad małżeństwa, rozbicie rodziny. Definitywny koniec.
Pójść w tym kierunku zawsze można, cofnąć trudniej. 

Łatwiej też podjąć taką decyzję kiedy nie łącza nas wspólne dzieci, albo jedno.

Do czerwca 2011 zanim się wydało, że z nią sypia mąż zostawiał po ok 2 tys na tydzień plus robił wysztkie opłaty. że w tym czasie szło po 20 tyś w dwa tygodnie na życie z kochanką.
Ale jeszcze były pozory dbania o rodzinę.

Kiedy powiedziałam , że mu nie wybaczę, że koniec - to postawił wszystko na jedną kartę: kochanka.
No i zaczęły się problemy z kasą na dzieci.

Złożyłam papiery do sprawy o alimenty, zapłaciłam zaliczkę za sprawę 1200 zł.
Wszystko czekało u adwokata na decyzję.
I tak jest do teraz.

Mąż sam mi tłumaczył, że nie wyjdę na tym dobrze.
Nie jestem na tyle głupia, żebym nie umiała sobie przeliczyć.
Bez sadu , raz zapłaci więcej , raz mniej ale mozna liczyć na progres.
Jakby zasądzili kwotę 6 , 8 tyś nie dostałabym więcej.

No i chciałam uniknąć spraw sądowych. Nie chciałam prowokować.

Cieszę się, że wytwałam.
Dla kogoś to może być spora kasa i może sobie pomyśleć jaka rozpieszczona kobita, dobrze jej tak.
Obliczyłam sobie dokładnie wydatki, ile wydawaliśmy na dzieci dotychczas.
Nie będę się z tego tłumaczyć. Dla kogoś mogą to być astronomiczne kwoty, a ja podliczyłam ile rzeczywiście wydawaliśmy bez inwestowania.
Narty to bardzo drogi sport, prywatny tenis po 8 godz/ tyg na 1 dziecko, szkola pryw, transport drugie tyle. Języki prywatnie, matematyka, lekarz, lekarstwa.

Co ja tu będę pisać. Nie było luksusów, było dobrze.
Przede wszystkim sport i edukacja.
Te młode d... nia zakochują się w biednych i źle rokujących.
Tylko rozwodu brakuje do pełni szczęścia.

Dziewczyny ja romans męża przeszłam z brzuszkiem oczekując czwartego dziecka i zajmując się maluchem.
Nie mam kiedy wyjść do lekarza, załatwiam głównie sprawy związane z firmą, zakupami, pracą.
Dobra znajoma, kobieta po rozwodzie, prowadząca własną firmę też mi poradziła.
"Albo rozwód, albo firma. Nie dasz rady z jednym i drugim  w tym samym czasie. "

Nie jestem przeciwniczką rozwodów. Jeśli mąż dalej by z nią mieszkał. W tym roku prawdopodobnie musiałabym coś z tym zrobić.
Chociaż byłam zdania, że to mąż powinien wystąpić o rozwów jeśli zdradził i jest z inną.
Wydaje mi się to logiczne.

Teraz wiem, że zwykle pierwsza reakcja na zdradę to koniec.
To był mój błąd.
Ale wtedy nie wyobrażałam sobie innaczej.
Nie miałam innej miłości, nie znam jej.
Znajomość od 16 roku życia. Wielka miłość od dziewietnastego ( jeśli nie wcześniej).
Pamiętam nawet jak zobaczyłam go pierwszy raz jak szedł na egzaminy do liceum.
W co był ubrany.
Widziałam go z tyłu.
Potem na egazminie z polskiego siedział przede mną. Odwrócił się i zapytał o coś jak się pisze.
Miał na sobie zielony sweter z wyszytymi małymi rakietami tenisowymi.
On też pamiętał po latach mnie z egazminów, ze miałam przezroczystą spódniczkę, zapinaną na guziczki z tyłu bluzkę.
Potem siedzieliśmy obok siebie w ławce( czteroosobowe).
Jeśli może być piękna i romantyczna miłość, to ta z pewnością taka była.

Rozłąka, ja studia w innym mieście, ale i tak każda wolna chwila razem.
Wyjazdy za granicę. Sama, potem on za mną.

Po tylu latach i różnych przejściach, jedno co czułam to bliskość, chemię.
Przed zdradą to osłabło.
Niestety okazało się, że uczucie może nieco przygasnąć, ale trudno jest aby przstało istnieć.
Raz jest silniejsze, raz słabsze.
Czy mąż wyczuł, że coś się dzieje. Poluzowałam i znalazła się inna.

Z kasą nigdy nie było między nami problemów.
Mąż nie jest sknerą, nie jest skąpy. Czasem nie panował nad finansami, ale pod tym względem było ok.

Miłam dostęp do karty, znałam pin do karty firmowej.
Wydawałam rozsądnie, pracowałam na niego.
Nie było kłotni z tego powodu.
Ufałam oczywiście znowu w 100%.
To był dla mnie cios jak dowiedziałam się, że oszukuje.
Ale to było już za czasów kochanki.
Nieuczciwość na każdym kroku.

Byliśmy wobec siebie uczciwi.
I mnie tego brakuje. Chciałabym znowu tak ufać.
Tyle lat byłam go pewna. Traktowałam jak siebie.
Mnie brakuje tego bliskiego człowieka. Jakbym była zawieszona.
Tak, chyba się z nim zrosłam. Daję radę sama, ale brakuje mi jakby jakiejś przynależności.
Mogę być taka sama, samodzielna, silna - ale nie jest mi z tym najlepiej.
Może dojrzałam do bycia żoną. Tylko czy nie za późno i czy się jeszcze da.

Lubię być dla niego dobra, ale jak mi coś nie pasuje nie potrafię cicho siedzieć.
Wysłał mi dzisiaj smsa, że nie oczekuję za dużo i moje pretensje są jak najbardziej słuszne.
Jest mu głupio przyjść ot tak do domu i zapytać co z małą.
Jest chory, wczoraj jak czekał na syna po tenisie to zmarzł i sika krwią, w pracy nie idzie mu tak jakby chciał. Miał dzisiaj wypłaty itd.
Ale wie, że sam do tego doprowadził, ma to na włąsne życzenie.
Czy to się komuś spodoba czy nie, ale powiedziałam, że jakby był głodny to mam w domu risotto.   

O małżęńswto może w ogóle nigdy nei walczyłam.
Dla mnie coś takiego chyba nie istnieje.
Można dać mu szansę, ale jak walczyć. Co to znaczy...
Nie wiem co ktoś ma na myśli. Jak można walczyć?

Może czułabym , że tracę godność jeśli kiedykolwiek prosiłabym męża, żeby do mnie wrócił.
Nie umiałabym chyba. Mogę powiedzieć, że kocham, ale jest wolnym człowiekiem.
Największą miłością jest pozwolić odejść, nie zatrzymywać.
Nigdy tego nie zrobiłam.
Prosiłam tylko, żeby się dobrze zastanowił. To było kiedy dowiedział się o ciąży i zdecydował, że odchodzi.
Nie ukrywam teraz, że nie chcę żeby był z tamtą albo z inną.
Ale właściwie na ten temat nie rozmawiamy. Raczej mówię o swoich obawach, odczuciach.


Nie potępiam tych którzy prosili partnera o pozostanie.
Człowiek jest w szoku, robi rzeczy, których często potem żałuje.
Nie powinno się oceniać zachowania kogoś kto jest w traumie.
W ogóle to nie lubię kiedy się ocenia. Chociaż sama też się często zagalopuję... i niepotrzbnie innych oceniam, krytykuje.
Uważam, że to słabość.

949

Odp: Miłość trwa

trzymaj się bet
czytam co piszesz i rozumiem,
masz swoje tempo, swoje potrzeby, twoje zycie
masz chorą córeczkę i maluszka
masz swoje priorytety i o nie dbasz
i podoba mi się, że dzisiaj nie osądzasz, nie oceniasz, nie wyrokujesz, nie podejmujesz decyzji
to dobrze, że słuchasz siebie i definiujesz swoje obawy
trzymaj się bet

950

Odp: Miłość trwa

Sory, teraz dopiero przejrzałam co sie tutaj dzieje...
Kobiety, skaczemy sobie do gardeł, obrażamy się, wyzywamy, zabieramy chłopów, jesteśmy zawistne, obgadujemy.
I potem jesteśmy zdziwione, że mamy w życiu ciężko.
Zauważcie jak faceci trzymają komitywę, kryją jeden drugiego.

Nie przeszkadza mi ten offtop.
Rzeczywiście i tak postępuję raczej jak uważam, a tem wątek to takie zapiski tego co przeżywam, refleksja nad tym co było, wspomnienie.
O tak jak wygadanie się koleżance.
Dzieki temu nie mam potrzeby zadręczania otoczenia moimi sprawami i chętnie słucham innych.

Kto wie, czy za parę lat nie spojrzę na te zapiski, co wtedy będę myśleć, jak będzie się układać moje życie.
Na razie nie wracam do wcześniejszych postów. Nie chcę tego jeszcze raz przeżywać.
A zapisuję tu nie tylko wydarzenia, ale też emocje.

Od 2 tygodni nie widuję się z mama, od razu jest lepiej. Chociaż to dosyć smutne.

Twardogłowa była chyba jedyną osobą, która dawno temu napisała mi rzecz, wydawającą się wówczas niemożliwą: że mąż bedzię chciał wrócić.

Każdy załatwia swoje sprawy w sposób, który uważa za najwłaściwszy.
Wyobrażacie sobie w towarzystwie burdelowym zachowywać klasę. 
Wulgarna prostytutka raczej będzie miała ubaw z elokwentenej paniusi.
Można co najwyżej takie towarzystwo omijać szerokim łukiem.
Ale mąż kocha i lubi Twardogłowę za to, że jest stanowcza, umie zaklnąć, rozprawić się z burdeluwą - tak myslę:)

Mam sama czasem prymitywne zapędy.
Normalnie chyba by mi ulżyło jakbym stłukła japę kiciuni.
Ale tego nie robię. Nie chę jej widzieć, spotkać, mieć z nią cokolwiek do czynienia.
Niech sobie nawet robi karierę, byleby tylko trzymała się od mojej rodziny z daleka.
Nie chcę jej znać.
Zadała mi tyle bólu , cierpienia, że lepiej abym jej nigdy nie spotkała.
Nie chciałabym z nią rozmawiać.
Właściwie nie mam jej NIC do powiedzenia.
Nie mam ochoty nawet spojrzeć w jej kierunku.
Kobiety wiedzą jaką mają moc.
To my podrywamy tego, który wpadnie nam w oko.
Faceci nawet nie zdają sobie z tego sprawy.
To są drobne gesty, wabimy ich.

Wszytskie chyba tutaj mamy trochę potłuczone serca.
A jak ktoś doradzi wyskocz przez okno...?
Albo napisze: za rok wyskoczysz przez okno.
Jak dobrze nas to nastraja...

951

Odp: Miłość trwa

Bet

egoistycznie bierz dla siebie i dzieci to co najlepsze w tej sytuacji,

na wszystko inne przyjdzie czas.

       wink

952

Odp: Miłość trwa

Mąż liczył, że wyjdzie teraz z długów i bedzie się żyło jak kiedyś.
Jestem realistką, zawsze trochę sprowadzałam go na ziemię.
Potrafię przewidzieć jakie są perspektywy.
Powinien się wziąć ostro do roboty, a on jakby się poddawał.
Ten rok to będzie kiepski i głownie spłacanie długów.
Przy ostrożnych wydatkach w przyszłym roku stuacja może się unormować.

Nie mam co oczekiwać zbyt wiele.

Jestesmy wciąż małżeństwem więc ponoszę konsekwencje finansowe i jestem tego świadoma.
Mąż prosił jakiś czas temu, żebyśmy byli znowu po jednej stronie.
Ja zawsze byłam po tej samej stronie, to od niego zależy czy do nas dołączy.
Chociaż w aspekcie dbania o rodzinę.
Wierzę, że ma dobre intencje.
Idę na ustępstwa do pewnego stopnia.
Nie będę wymagać rzeczy niemożliwych.

953

Odp: Miłość trwa

Bet,

trzymam za Ciebie i Twoją rodzinę kciuki. Widzę u Ciebie wielki postęp. Wcale nie jesteś na początku drogi. Ty się zbliżasz do rozstaju dróg. Osiągnęłaś większość swoich celów, a rzekłabym nawet, że "wszystkie". Z twoich postów nie bije już po oczach (tak jak to było kilka miesięcy temu) pragnienie powrotu męża. Stajesz coraz bardziej niezależna od niego, bardziej świadoma siebie. Sprawiasz wrażenie, że Ty kontrolujesz sytuację. Ten rozstaj dróg rozumiem, że dochodzisz do punktu, w którym to Ty zdecydujesz co dalej i jak dalej iść, tylko Ty.

Za to ja dzisiaj po raz pierwszy byłam konsekwentna wobec męża. Widziałam jak wpada w panikę, gdyż stracił grunt pod nogami. Ostatnio uświadomiłam sobie, że on ma "wszystko" co chce. Ja byłam zbyt pobłażliwa. Przez całe wakacje miał w d..pie dzieci. kochanka, koledzy, zabawa.... Sprawa z alimentami wstrząsnęła nim. Zaczął się trochę bardziej interesować małymi. Płacił kiedy chciał, ile chciał, mimo wyroku sądu. Nie chciał, nie brał 2 dziewczynek naraz. Ślub kolegi, kawalerski, sylwester ważniejszy był on, a nie jego czas z córami. Po naszym rozstaniu wyszło na to, że on będzie brał 1 w tygodniu jedną, raz drugą córę. Chcąc,  nie chcąc przystałam na to. Od kilku tygodni zaczął walczyć o częstsze spotkania z dziećmi, ale wciąż pojedynczo. Co lepsze zabierał dziewczynkę do siebie (głównie jego tata odbierał z placówki i odwoził ją do niej kolejnego dnia). On fakt bawił się z nią, kąpał, jadł, ale zapadał wieczór to córa do łózka do babci, a on fru do łóżka z kochanką. Jak suczy nie było, to mogła z nim spać. Więc chyba nie do końca mu zależy na więziach z małymi. Tak jak wcześniej wspomniałam chce coraz częściej brać "córę", dzisiaj mimo jego naporów poinformowałam go, że jego czas z dziećmi to 2 dni w tygodniu. Riposta jego była taka, że one też go potrzebują, szybko zakończyłam temat, że siebie nawzajem także. Zdenerwował się i uciekł.
Dało mi wielką satysfakcję, że wreszcie zaczął ponosić konsekwencje swojego odejścia. Przykro mi tylko, że "narzędziami" są dzieci. Ale jak inaczej się nie da, albo może ja nie potrafię. Myślał, że stworzył idealny świat dla siebie, a tu taki zonk. Teraz stoi przed wyborem: biorę 2 córy naraz (nikomu ich nie podrzuci) albo biorę to co jest, czyli wybieram swojego  ...., albo kochanka na czas z dziećmi won (bo więcej czasu nie dostanie). Tak mi się wydaję. Uważam, że jak chce być tatą, to niech nim będzie, ale dobrym tatą, a nie egoistą. Nie musimy być razem, ale dzieci nie będą dostawały ochłapów po kochance. Lepszy czy gorszy świat im zorganizuje (już to sobie uświadomiłam).

Buziaki Bet.

954

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, Twoje córeczki są takie słodkie, że trzeba być cholernie niedojrzałym, żeby się z nimi rozstawac chociaż na chwilę.
Piszę całkiem poważnie. Gratuluję Ci. Zresztą widać, że one są ze sobą zżyte.
Jest między nimi mała różnica wieku. Mają siebie.
Wydaje mi się, że słusznie zabiegasz, aby zabierał je razem.
Dziewczynki powinny być razem. Takie jest moje zdanie.
Twój mąż to w ogóle daje jakby sprzeczne sygnały. 
Ale może podejrzewasz o co mu chodzi, znasz go.

U mnie w domu panuje grypa. Mały gorączkuje, ja chora jestem od soboty.
Organizm walczy z infekcją a ja się objadam. Jak to u mnie podczas choroby.

I planuję. Moje plany dotyczą pracy. Mam full pomysłów. Jest tyle do zrobienia.
Dobrze, jakby chociaż część mi wyszła. Lubię to.
Teraz mam niewiele, ale kto wie co będzie za 2 lata...:)
No i mam ochotę intensywniej żyć.
Troszkę się tu duszę. Jest spokój, ale od czasu do czasu brakuje mi wielkomiejskiego pędu.
A potem totalnego wyciszenia w górach. Biegania w nocy, kiedy drogę oświetla tylko księżyc i gwiazdy - bajka.

Planuję z koleżanką wyjazd od fajnego klubu do Krakowa
Może jakoś Ciocię naciągnę, żeby została z dziećmi.
Ale już raczej mężowi się nie przyznam. Chcę sobie trochę poszaleć.
Nie ma w tym chyba nic złego.
Miłości brakuje mi cholernie. Tak mi się wydaje.
Ale właściwie to chyba jestem spełniona.

Może już przywykłam do takiego życia w pojedynkę. Tylko od czasu do czasu romantyczne, lub erotyczne smsy od męża.
Właściwie to jakby tak zabierał mnie czasem gdzieś, żeby się rozerwać i był seks to byłoby ok.
Nie zrzędzi w domu, robię co chcę, kasę daje. Nie wtrąca się.
Nie budzę się przytulona do kochanego mężczyzny, ale budzę się koło córeczki wtulonej we mnie.
Z łóżeczka spogląda na mnie taki mały uśmiechnięty duszek i wyciąga rączki, żeby go wziąć.
Kleją się do mnie te moje maluszki. To bardzo przyjemne. Buziaczki, przytulania.

F..., poradzę sobie!!! Nie ma opcji, żeby było innaczej.

955

Odp: Miłość trwa

Bet - ten Sylwester chyba Ci bardzo dobrze zrobil. Do Krakowa jedz koniecznie - nalezy Ci sie lekka odskocznia.
        Zycze zdrowia i szalenstw karnawalowych.
        Ostatnie Twoje posty - zupelnie inna Kobitka - tak trzymaj!!!!!

956 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2013-01-17 10:05:29)

Odp: Miłość trwa

Bet u mnie to jest tak, w każdym razie ja to w ten sposób odbieram:

jakis czas temu mój mąż wysyłam mi sygnały o chęci pojednania. Wysyłał zdjęcia dzieci, opowiadał o budowie wspólnego domu, wpraszał się na siłę do domu.... Jednak był mały haczyk - kochanka wciąż istniała. Ja na początku dawałam sobą manipulować, jednak doszłam do wniosku, że nie będę wyjściem awaryjnym. Jak chce coś ode mnie, to powinien rozstać się z kochanką, nie robić podchodów, tylko zachować się jak facet. W związku z tym odsunęłam się od niego ponownie. Może w ten spoób straciłam swoją szansę, możliwe.

On teraz jest zły, wrogo nastawiony. Zachowuje się jak dziecko. Nie wie jak ma postępować. Przez jakiś czas będzie się starał zrobić mi na złość, bo coś nie wyszło. Trudno, przyzwyczaiłam się do tego. Podchodzę bardziej obojętnie, choć wiadomo, że boli. Świat w jego głowie się sypie. Myślał, że będzie miał wszystko. Jestem tego świadoma, że albo wciągu kilku miesięcy podejmie ostateczną decyzję. Oswajam się z myślą, że może złożyć pozew o rozwód, choć nie jest taki głupi (chyba). Rozwód pociągnie za soba wiele przykrych konsekwencji dla niego. Np. ustalenie widzeń dzieci, bez możliwości odwołania.


Wracając do Ciebie. Masz jechać do Krakowa, czy gdzieindziej, gdzie tylko będziesz chciała. Nie oglądaj się za nim, nie musisz mu sie tłumaczyć. Tak jak Twardogłowa napisała, bądź wreszcie egoistką. Chyba do tego już dojrzałaś.

Jak chcesz, to podrzuć mi dzieciaki, będę mieć małe przedszkole, jakoś sobie poradzę:)

957

Odp: Miłość trwa

Nie za bardzo uważam, że można jakimś swoim zachowaniem stracić szanę.
Postępujesz tak jak czujesz. Nie zdradzasz, jesteś uczciwa, zajmujesz się córeczkami, pracujesz.

Ja się na siebie denerwuje jak dam się ponieść emocjom, bo uważam, że to jest zbyteczne.
Wiem, że powinnam najpierw osiągnąć spokój, potem coś powiedzieć.

A robię często zupełnie na odwrót:)

Jakby udało mi się bardziej panować nad emocjami, to byłoby super.
Z drugiej jednak strony takie zachowanie jest autentyczne.

W sumie to my jesteśmy ekspertkami w analizowaniu co oni myślą itd. 
Tylko po co nam to. Czy oni tyle o nas myślą.
Coś w tym jest, że myślą chyba dopiero kiedy nas tracą.
Półtora roku, dwa lata - po tym czasie będziesz wiedzieć ile to jest warte.

Napiszę tylko, że powrót nie jest łatwy.
Właściwie go nie ma. Jest ewentualnie nowa rzeczywistość.

Od wczoraj mam w domu remont.
To znaczy wymianę drzwi.
Nie obeszło się bez nerwów.
Nie za bardzo wierzyłam, że kupi drzwi i remont faktycznie się zacznie.
Pokazywał mi zdjęcia drzwi, kilka różnych do wyboru.
Ale w ogóle o tym nie myślałam. Powiedziałam ok.

A potem zrobiłam aferę, że mi się nie podobają.
Ekipa przerwała prace, pojechaliśmy wszyscy do sklepu.
Ostatecznie zostaliśmy przy tych. Okazały się najładniejsze ze wszystkich.
Ale tego nie żałuję.
Ja tu mieszkam z dziećmi. Co prawda mąż jest z wykształcenia architektem, ale zawsze było tak, że on proponował ja akceptowałam. Sugerowałm się jego zdaniem, ale trzeba mi przedstwić wizję, przekonać mnie.
Poza tym, jako kobieta patrzę się też na względy praktyczne ( sprzątam!!!).

Miałam inną koncepcję, ale w końcu się przekonałam.
Pooglądaliśmy podłogi, wybraliśmy klamki....
Ostatecznie mąż jeździł po sklepach sam, wysyłał zdjęcia - zaangażował się, chyba bardziej ode mnie.

Mam się rozejrzeć za kuchnią, zastanowić jakie chcę meble.
Powiedziałam, żeby mi pomógł, doradził.
Zna sie na tym.
Ja wiem jakie chcę szafki, czego potrzebuję, ile blatów itd.
Ale mam męża architekta...!
Może się wykazać, ale niech słucha moich potrzeb, niech stworzy mi obraz.
Na przykład podłoga ciepła, przyjemna, wytrzymała.


Za dużo się jednak nie zrobi ze względu na finanse.
Ale przynajmniej cokolwiek... powoli.

To idiotyczne, żeby tak miszkać.
Mamy tu do wykorzystania prawie 400 m2, miejsca jest na kolejną trójkę dzieci.
Nie ma najważniejszego - zwykłego małżeństwa.
Zamiast szczęśliwego domu, trzeba było spierniczyć wszystko.

Co z tego, że ma zamiar naprawić.
Kto mi cofnie ten czas. Jak mam wymazać z pamięci tyle czasu i zdarzeń.
To samo dzieci, on.

Za dobrze nam szło? Za dobrze się żyło?
I prysło, rozleciało się.

Widzę zdziwienie ekipy remontującej.
Dla mnie to jest normalka, że nie wiem gdzie mąż jest, gdzie nocuje. Nie wiem kiedy się zobaczymy.
Może w poniedziałek, może zostawi na dole w firmie pieniądze i miniemy się za dwa tygodnie.
Przyzwyczaiłam się. Łapię się na tym , że nie myślę co robi.
Z kobietą nie jest. To widać. A reszta...

Być samą i mieszkać pod jednym dachem?
Nie chcę tego , nie jest mi to potrzebne. A żeby być razem powinno być dobrze. Dobroć, troska, miłość, szacunek.

Zrobiłam dzisiaj dobry biznes.
Syn zaskoczony. Mówi: mama ty to jedank jesteś niezła...:)

Jestem zadowolona.
Załatwiłam synowi w rozliczeniu szkolenie za prawie 7 tyś zł.
Za parę miesięcy ma być jeszcze droższe.
Mnie ono nic nie kosztuje!!!
Bardzo mu na nim zależało. Może jeszcze wynegocjuję coś dla siebie.

Lubię swoją pracę, pasuje mi.
Odpowiada mi, że siedząc w domu, mając remont, chore dzieci, grypę potrafię zarobić poświęcając na to może 30 min. Głównie rozmawiając przez telefon.

Szykuje mi sie sporo pracy. Nie wykluczone, że mąż bedzie się obawiał...
Ważne, żebym ja była zadowolona.
Odstawię dom, wypucuję i zamierzam trzepać kasę!!!
Żyć tak jak chcę, jak lubię.
Już chyba tak jest.
Jestem jeszcze nieco "uwiązana".

Maluszek podrośnie to z wyjściami będzie łatwiej. Będę go mogła zostawiać ze starszym rodzeństwem.

Zaleta, nie mam możliwości przeginać w drugą stronę:)

Mąż dzwonił do mnie właśnie z jakiegoś Obi.
Ma przyjechać pomóc się spakować młodszemu na narty. Jutro jeden i drugi mają wyjazd z osobnych miejsc po 6 rano.
Nawet przygotował im sprzet w serwisie.
Ale zrobiłam wymówkę, czemu nie wziął też moich nart?!!!
Powiedział, że to zrobi - zobaczymy...

958

Odp: Miłość trwa

W sobotę mąż mnie wystraszył.
Chyba niechcący. 
Spałam już z dziećmi, nagle się obudziłam i zobaczyłam go koło łożka.
Byłam autentycznie wystraszona.
Tłumaczył się, że drzwi na dole były otwarte i chciał oblać ze mną wstawienie drzwi.
Wcześniej rano byłam na niego zła, zrobiłam awanturę.
Zawoził chłopców na autobus na narty i oczywiscie sam się na te narty spakował.
Wyrzuciłam mu, że nawet mi nie zaproponował.
On mi wyliczył ile wydał na sprzęt narciarski, na remont itd.
Ja: a co zrobiłeś tylko dla mnie?!!!

On: to co miałem wydać 20 tyś na ciuszki dla Ciebie z D&G to byłabyś zadowolona.
Ja: wystarczyło żebyś zaproponował mi narty.

Coś wspomniałam o rozwodzie, że mnie nie jest potrzebny, ale on robi wszystko, żeby do tego doszło.
Nie mogę tak.

Jak był na tych nartach i syn mi napisał, że próbuje się wkręcić na treningi na tyczkach to myślałam, że się rozsypię. 
Mój ukochany sport, a ja w domu z dziećmi. I będzie mi wmawiał, że się stara!!!
Drzwi, papier toaletowy i co jeszcze ma sprawić mi przyjemność...!!!.
Mogę sobie pojechac sama, ale to chodzi o sam fakt , że mi wyjazdu nie zaproponował!!!

Potem jeszcze walnęłam wkurzona smsa, że bez tych ciuszków ( odwalił się na te narty jak laleczka, min 10 tyś + narty) i bez tej swojej Q7 jest nikim i że przypomina mi moją mamę.
Odpisał, że nie pisał tak jak myśli, bo się czepiam.
No ale nasz syn ( ten najmłodszy ) jest całkiem fajny.

Jak przyjechał był miły. Ja oschła i wkurzona.
Potrzebne mi było parę rzeczy ze sklepu, zaproponował, że pojedzie.
Najpierw się wypięłam, ale w końcu stwierdziłam, że bd niech jedzie.

Odpisałam potem, że tak, czepiam się.
Jeśli chodzi o rodzinę dom to doceniam to co robi.
Dom, rodzna: ok
Bet, żona, kobieta: ....

Napisałam jak lubię ten sport. Jeździ on, dzieci , ja.
Jakby to było gdyby zaproponował wyjazd np jednemu synowi  a drugiego pominął.

No więć może to do niego dotarło.
Tłumaczył mi się, że jest realistą. Wiedział, że nie mogę jechać.
Ekipa, ja chora, opieka nad dziećmi itd.

Napiłam się z nim tego piwa.
Zaczął pisac z synem, który był na imrezie, że po niego pojedzie taxi.
Syn go zlewa. Ale on się napalił.
No to poszłam spać.
Ale jak to, namawiał mnie, żebym jeszcze z nim posiedziała.
Syn odpisał, za niedługo przyjechał.
Posiedzieliśmy razem, pogadalismy o natrach.
Dałam znać synowi, żeby już poszedł.
A mąż gapił mi się ostentacyjnie na biust.
Albo się nie kontrolował, albo to taka gra. Mówię coś, a ten gały w dekold.
Fakt, że wiedziałam jak mi się rozchyla szlafrok pod którym miałam tylko ładną bieliznę.

Ale coś nie chce mi się wierzyć, że od razu z tym zamiarem nie przyszedł.

W końcu powiedział wprost , żebyśmy poszli się pie....
Ja: nie wiem czy za mało nie wypiłam.

Po sylwestrze plótł mi takie głupoty jak to robią zdradzjący faceci ( jakiś zanajomy). Po 2 głębszych można z każdą.

Wyciągnął z lodówki kolejne piwo.
Nie wypiłam.
Miałam więc znowu całą noc nie przespaną aż do karmienia małego przed 10 rano.

Co robi nie wiem. Nie interesuję się tym.
Wyszedł ode mnie koło 15 w niedzielę. Pojechał do ojca się odświeżyć i zniknął.
W pracy go nie było, zawiózł syna na tenis. Wysłałam smsa, że potrzebuję zakupy z makro.
Przwiózł, ale nie wchodził.
Zresztą mnie to nie przeszkadza.

Dziwny to układ. Zakupy tak, utrzymywanie tak, pie...... tak.
I swoboda. Mogę robić co chcę. Tylko ktoś przestawił mi w telefonie ustawienia na lokalizację gps...
W sumie to mnie to pasuje.
I może być mi za wygodnie, żeby to zmieniać.

A..., jak rozmawialiśmy w nocy to zostawił tel i potwel.
Tel tak ostentacyjnie leżał na stole.
Nawet go nie tknęłam. Nie mam potrzeby grzebania w prywatnych rzeczach jeśli nie czuję, ze coś nie gra. Kto wie, czy nie zrobił tego celowo.

Mnie było dobrze. Chociaż niemiłe uczucie, kiedy zna się od tej strony tak długo.
Dokładnie wiem, jakie miał z tamtą preferencje.
Już może potem się bardziej przestawił na mnie.
Zresztą tak myślałam.
Cholera jak ludzie się dobrze znają to jest jeszcze gorzej. Albo ja trochę go przestwiłam.
W sumie są też plusy:)
Bałam się, że to będzie mnie męczyć.
Pojawią się jakieś myśli o tamtej. Nic z tych rzeczy. To wszystko nie istniało.
Trochę jest gorzej jak się ochłonie.
Staram się o tym nie mysleć. Chce być ze mną, nie z inną. Jest mi dobrze. To czemu mam się zadręczać jakimiś myślami.
Lepiej cieszyć się chwilą.
Życie jest krótkie.
Jak dla mnie tych chwil zdecydowanie jeszcze za mało.

959

Odp: Miłość trwa

Kiedyś przyjaciółka powiedziała mi, że jej mąż nowej miłości prezentował najlepsze ciuchy, wycieczki egzotyczne, samochody,
żonie gdy chciał powrócić do rodziny kupił odkurzacz, nowe meble do sypialni.
Oni inaczej postrzegają kochanki i żony jako kobiety. Kochanka to uniesienie, motyle w brzuchu, żona z czasem staje się sprzętem domowym.
Przykre to.

960

Odp: Miłość trwa

Rednight, też myślałam, że kochanki mają lepiej.
Chyba jednak nie.
Dla żony też były kwiaty, czekoladki. Nie było fundowanych wycieczek, spa, ani drogich hoteli.
Żona kiedy jeszcze nie była żoną kupowała i fundowała sobie sama.
Są kobiety, które nie chcą być sponsorowane przez mężczyznę.
Żona to co innego. Mąż płaci za mieszkanie, za samochody, za wyjazdy, utrzymuje dzieci, kupuje sprzęt , meble. Wyjazdy wspólne, dorobek wspólny.
A motyle w brzuchu , były i może są nadal.
Może jest głebokie uczucie, a nie tylko fascynacja.

Kochankę zostawia się jak zużyty sprzęt.
Zostawia się dobre wspomnienie. Nie dla kochanki, bo ona aż tyle nie znaczy.
To oni chcą zostawić sobie dobre wspomnienie siebie.
Nie podadzą jej prawdziwych powodów. Po co. Wolą ją oszukać. Podoba im się, że ktoś był w nich tak bezkrytycznie zauroczony. Ale mają świadomość, ze to było oszustwo. Nie pokazywali prawdziwych siebie.

Z czym zostaje kochanka. Z niczym. Ona miała tylko te wyjazdy, tylko ten chwilowy luksus.
Nie prawdziwe życie.
Można jej powiedzieć bez żadnych konsekwencji nawet po długim czasie: odchodzę.
Prawdziwie życie jest z żoną.
Może nie jest tak rozpieszczana, bo kogo stać na takie życie na dłuższą metę, ale jej się tak nie zostawia.
Rozwód - każdy ma taką możliwość.
A ilu rowodzi się dla kochanki.

Kochanka jest dla mnie jak celebrytka.
Pobłyszczy jeden sezon, dwa i się o niej zapomina.
Żona to gwiazda.

I żona nie musi być zachłanna. Domagać się tego samego co miała kochanka. I tak wie, ze już dostała i dostanie dużo więcej. Jest od kochanki mądrzejsza.

961

Odp: Miłość trwa
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

Oswajam się z myślą, że może złożyć pozew o rozwód, choć nie jest taki głupi (chyba). Rozwód pociągnie za soba wiele przykrych konsekwencji dla niego. Np. ustalenie widzeń dzieci, bez możliwości odwołania.

Zagubiona
ja wszystko rozumiem
ale w czyim interesie ma byc ustalenie widzień dzieci, bez mozliwości odwołania?/
widzeń dzieci?/ a kto jest więźniem, on, czy twoje córeczki?
czy one skorzystają na tym, że ty wywalczysz w sądzie maksymalnie, dzień, dwa co drugi tydzień?
co czują twoje córeczki zagubiona?
czego chcesz ograniczyć ich kontakty z ojcem?
jak dla mnie, to jest poniżej pasa
rozumiem, że ma brac dwie razem. chyba, że róznica wieku między nimi jest tak duża, że "nie bawią się razem". wtedy w niczym nie przeszkadza, żeby zabierał raz starsza, raz młodsza. moja siostra ma 14 latkę i 6 latkę - uwierz - żaden ojciec nie jest w stanie zaproponowac zbyt wielu rzeczy, które są wspólne dla nich i tak samo atrakcyjne - no chyba, że zakupy- a nie o to chodzi, prawda?


zagubiona
masz prawo decydowac o swoim zyciu i swoich relacjach , ale nie masz prawa decydowac za swoje córki
daj im szasnę na posiadanie ojca
im więcej wyższych poprzeczek ustawisz, tym bardziej one będa cierpieć

962

Odp: Miłość trwa

End_aluzja,

ja mu nie bronię widzeń z dziećmi. Ale nie może być tak, że on sobie wybiera co jst wygodne. Dzisiaj mam ochotę, jutro nie (bo kawalerski, slub kolegi, sylwester, "jego mama robi pierogi" - serio z tym ostatnim). Nie bierze 2 dzieci, bo musi się nimi zajmować, nie ma czasu dla cizi. Różnica wieku między dziećmi jest rok i 4 m-ce. Chyba da się pogodzić i zorganizować zabawę.

Poza tym matki nikt się nie pyta czy podoła. Ja muszę, on może chcieć???? To jest wygodnictwo. Jakoś mój tata potrafi sam 2 wiąć do teartu mimo, że są w bardzo młodym wieku. Młodsza nie ma skończonych 2 lat.

Bycie ojcem, to nie tylko przywilej, to tez obowiązek. Sama sobie dzieci nie zrobiłam.

Z egoistycznego punktu widzenia, czemu on ma prawo sobie układać życie, a ja nie. Mój grafik powszedni, to dom, praca na pełen etat, dzieci, dom.... . Ja nie pamiętam kiedy byłam w kinie, w teatrze. Wszystko muszę robić z dziećmi. Organizować życie pod nie. Ja się przyzwyczaiłam i cieszę się. Lubię spędzać czas z nimi, ale bez przesady.  Czemu ja mam szukać opiekunów do dzieci - ciocie, wujkowie, dziadek, jak one maja tatę? Tata nie jest tylko od płacenia, kupowania prezentów.

Po każdym spotakniu ojca ze straszą córką, to ja mam problem, muszę ją ustawiać do pionu. Moja córa często powtarza, jutro będzie moja kolej, dzisiaj (imię) siostry. To nie jest zdrowe i normalne.

Ja nie walczę z nim, tylko o dobro dzieci. Jeśli chce być tatą, to niech będzie jak najlepszym, niech przestanie myśleć .... . On w swoim wyrachowaniu, wybiera cizie, a nie dzieci. Ok. Przystaję na to, to jest jego życie. Ale one nie będą dostawać ochłapów, bo tata chce się spuścić. Ja życie sobie ułożyłam pod dzieci. Fajnie. Ale jego terażniejsze zachowanie ma zbyt destrukcyjny wpływ na życie naszych pociech. Przykład: dziecko myśli, że pojedzie do taty, a on dzwoni, nie mogę wziąć, bo muszę wyjechać, bo mam spotkanie. Ja też mam pracę, ale w sytuacji wyboru dzieci praca, pokazuję w czynach swoje piorytety. Jak mi się popsuł samochód, nie zadzwoniłam do niego. masz odebrać dzieci. Zorganizowałam tak, aby one były odebrane na czas - przeze mnie. Dzień przed wiglią miał zabrać dzieciaki do siebie, jego mama mu zabroniła, bo jej będą one przeszkadzać. Jak wziął dzieciaki na weekend, na drugi dzień już były ze mną, bo znowu coś. Na 9 miesięcy były we dwie u niego może 5 razy. To chyba mało.

Masz rację nikt nie jest więźniem, ale on musi podjąć decyzję, co jest dla niego ważne. Dzieci potrafia żyć bez niego. Oczywiście fajnie by było, żeby on też uczestniczył w ich życiu.  One już cierpią. Tak samo jak dzieciaki Bet i wielu kobiet. Ja go nie oceniam, pozostawiam to córom, kiedys to zrobią. Ale nie będę bezczynnie patrzeć, jak daje się im złe wzorce. Tatuś wygodnie wmówił im, że on jeździ do pracy. Ale to one do mnie przychodzą i pytają: gdzie jest tata? kiedy moja kolej? gdzie tata śpi? Zwalił całą odpowiedzialność na mnie.

Pozdrawiam

963

Odp: Miłość trwa

rozumiem
tylko jak ograniczysz mi spotkania z dziećmi, to tym bardziej nie będzie o to dbał...
trudno, bo to on musi wiedzieć i poczuć, co traci...
i jak to zrobić, żeby poczuł, jak wazne są malutkie,...

964

Odp: Miłość trwa

Zagubiona ja Cię powdziwam. Wiem jak ciężko zoraganizować sobie życie z małymi dziećmi.
Nie ma możliwości , zeby takie dzieci zostawić chociaż na chwilę w domu.
Może nas nie być 3 minuty, bo pójdziemy do toalety i dziecko może wypaść przez okno.

Ktoś kto ma strarsze dzieci w ogóle o tym nie myśli. O tym się z czasem zapomina.

Zagubiona obawiam się tylko, że sąd niewiele pomoże.
Nie wiem jak wygląda sprawa egzekwowania ustaleń sądu. Już z alimentami jest problem i często odbywa się niezłe kombinowanie.
No i czy takie ustalenia nie okażą sie dla Ciebie w przyszłości niekorzystne.

Jedno jest pewne, powinien zabierać dwójkę na raz. Małe świetnie się ze sobą czują.
Za chwilę jedna może być o drugą zazdrosna.
No jak się czuje ta, która właśnie nie może zobaczyć się z tatą, bo zabrał siostrę.

Zagubiona, może spróbuj jeszcze z nim porozmawiać.
Tak, żeby zrozumiał, że to chodzi o dzieci. O to, że tej która zostaje jest po prostu przykro.
Tęsknią jednakowo i są ze sobą zżyte.
Widziałam je, to rzuca się w oczy.   

Wiesz, że ja wolę sądów unikać.
Zabezpieczenie finansowe to co innego.
Idziesz z nim trochę na wojnę.
To jest Twoje życie, Twoje układy z mężem. Nie wiem czy sąd wszystko ureguluje i przede wszystkim wyegzekwuje.
Może inne kobiety, które mają to za sobą się wypowiedzą.
I może warto zorientować się co myślą o decyzjach sądu mężczyźni, jak się do nich odnoszą.
Zagubiona do tego dochodzi ci jeszcze podział majątku i część rozwodu masz już prawie za sobą.

Ustalenia słowne można łatwo zmienić. Córeczki są coraz większe.
Może się okazać, że mąż i jego cizia będą się małymi zajmować wspólnie. Będą sądowe ustalenia.
Co zrobisz. Zabronisz mu wtedy?
Czy to takie dobre dla małych.

Mój mąż kiedyś chiał zabrać córeczkę na weekend.
Nie zgodziłam się.
Ja to dziecko urodziłam, wychowuję i nie dam jakiejś babie, żeby się moją córeczką zabawiała.
Nawet więcej , powiedziałam że cokolwiek kupi dla córki razem z tamtą poleci do kosza.
Ona była bardzo chętna, żeby się wykazać. Pobawić z moją córeczką jak z lalką. Kiedy będzie im pasowało.
Niech sobie sama urodzi!!!

Miałam i mam gdzieś czy się to komuś podoba.
Dzieci z ojcem  - tak, ale bez innych bab.

965

Odp: Miłość trwa

Cześć bet,

Powiem Ci, że to, co przeczytałam w Twoich wypowiedziach w tym wątku, jest dla mnie przerażające. Czy ja dobrze zrozumiałam, że Twój mąż Cię pobił, a Ty rozważasz możliwość jego powrotu do domu i do Ciebie jako partnerki/ kobiety??
Z Twoich wątków wynika, że Twój mąż absolutnie nie poczuwa się do winy w związku ze swoim romansem, nie próbuje w żaden sposób zrekompensować Tobie cierpienia, jakiego Ci przysporzył, nie stara się o Ciebie, nie prosi o wybaczenie! W imię czego więc chcesz tak bardzo utrzymać go przy sobie? Rozumiem, że masz czwórkę dzieci, ale uwierz, z każdej sytuacji istnieje rozsądne wyjście. Powinnaś założyć sprawę rozwodową, sprawę o alimenty - mąż łaski nie robi, musi płacić na własnie dzieci! Poza tym sprawa o ustalenie kontaktów z dziećmi. Po co Ci mąż, który nie widzi w Tobie kobiety?? Po to tylko, żeby po prostu był w domu? Wiesz, czemu on Cię nie szanuje? Bo wie, że jesteś od niego psychicznie uzależniona, i cokolwiek on by nie zrobił, prędzej czy później uzyska Twoje przebaczenie. Zupełnie zatracasz siebie w tym wszystkim. Wiem, co mówię, bo sama właśnie rozstaję się z mężem przez to, że od początku naszego związku to jego potrzeby były na pierwszym miejscu, a ja w końcu zupełnie przestałam czuć się kobietą przy nim. Teraz mieszkam sama i jest mi cudownie z samą sobą. Myślę, że też powinnaś dać sobie taką szansę. Dla mnie pobicie Ciebie byłoby tą granicą, zza której nie ma już odwrotu pod żadnym pozorem. Uwierz, że będziesz żałować, jeśli przyjmiesz go z powrotem do domu.

966

Odp: Miłość trwa

Bet,

ale ja wcale nie chcę iść do sądu, End_aluzja odwołała się do fragmentu mojego postu, i jej odpowiadałam. Pisałam, że liczę się z tym, że mogę dostać pozew o rozwód.
Z jednej strony strony, to dobry znak, że do dzisiaj tego nie zrobił, ale z drugiej, to żaden wyznacznik.

Bugenwilla - rozumiem Twoja opinię, ale trochę grzeczniej. Nie narzucaj Bet w bardzo dosadny swoich wyższych racji. Masz prawo wyrazic swoja opinię, ale też szanuj opinie innych ludzi.
Ty zdecydowałaś się na ten krok, to nie znaczy, że jak ktoś tego nie zrobi, to jest gorszy, że się nie szanuje, czy cokolwiek innego. Z twojego postu bije pełno nienawiści i złości. Tobie się w życiu tak ułożyło, jesteś szczęśliwa, to ok, ale nie zmuszaj innych do takiego samego postępowania.

967 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-01-23 13:10:08)

Odp: Miłość trwa
bugenwilla napisał/a:

Cześć bet,

Powiem Ci, że to, co przeczytałam w Twoich wypowiedziach w tym wątku, jest dla mnie przerażające. Czy ja dobrze zrozumiałam, że Twój mąż Cię pobił, a Ty rozważasz możliwość jego powrotu do domu i do Ciebie jako partnerki/ kobiety??
Z Twoich wątków wynika, że Twój mąż absolutnie nie poczuwa się do winy w związku ze swoim romansem, nie próbuje w żaden sposób zrekompensować Tobie cierpienia, jakiego Ci przysporzył, nie stara się o Ciebie, nie prosi o wybaczenie! W imię czego więc chcesz tak bardzo utrzymać go przy sobie? Rozumiem, że masz czwórkę dzieci, ale uwierz, z każdej sytuacji istnieje rozsądne wyjście. Powinnaś założyć sprawę rozwodową, sprawę o alimenty - mąż łaski nie robi, musi płacić na własnie dzieci! Poza tym sprawa o ustalenie kontaktów z dziećmi. Po co Ci mąż, który nie widzi w Tobie kobiety?? Po to tylko, żeby po prostu był w domu? Wiesz, czemu on Cię nie szanuje? Bo wie, że jesteś od niego psychicznie uzależniona, i cokolwiek on by nie zrobił, prędzej czy później uzyska Twoje przebaczenie. Zupełnie zatracasz siebie w tym wszystkim. Wiem, co mówię, bo sama właśnie rozstaję się z mężem przez to, że od początku naszego związku to jego potrzeby były na pierwszym miejscu, a ja w końcu zupełnie przestałam czuć się kobietą przy nim. Teraz mieszkam sama i jest mi cudownie z samą sobą. Myślę, że też powinnaś dać sobie taką szansę. Dla mnie pobicie Ciebie byłoby tą granicą, zza której nie ma już odwrotu pod żadnym pozorem. Uwierz, że będziesz żałować, jeśli przyjmiesz go z powrotem do domu.

Wydaje mi się, że Bet wystarczająco wiele razy wyjaśniała powody swojej decyzji.
Czy będzie żałowała - to życie Bet.

A  zasądzone alimenty przy działalności gospodarczej -  wyrokiem i uzasadnieniem można sobie ściany wytapetować, zasądzoną(tylko zasądzoną) kwotę alimentów przeznaczyć na ziarno dla ptaszków na zimę.
Facetowi buzia się uśmiechnie jak zobaczy wyrok sądowy na alimenty. Zamknie firmę lub przepisze na inną osobę a Bet pozostanie 500zł z funduszu(jeżeli nie przekroczy dochodu). Mąż będzie się bujał i szyderczo uśmiechał. To są realia.
Po co prezent taki wręczać?
Tak, pewnie w imię dumy i honoru.

968

Odp: Miłość trwa
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

Bet,

ale ja wcale nie chcę iść do sądu, End_aluzja odwołała się do fragmentu mojego postu, i jej odpowiadałam. Pisałam, że liczę się z tym, że mogę dostać pozew o rozwód.
Z jednej strony strony, to dobry znak, że do dzisiaj tego nie zrobił, ale z drugiej, to żaden wyznacznik.

Bugenwilla - rozumiem Twoja opinię, ale trochę grzeczniej. Nie narzucaj Bet w bardzo dosadny swoich wyższych racji. Masz prawo wyrazic swoja opinię, ale też szanuj opinie innych ludzi.
Ty zdecydowałaś się na ten krok, to nie znaczy, że jak ktoś tego nie zrobi, to jest gorszy, że się nie szanuje, czy cokolwiek innego. Z twojego postu bije pełno nienawiści i złości. Tobie się w życiu tak ułożyło, jesteś szczęśliwa, to ok, ale nie zmuszaj innych do takiego samego postępowania.

Zagubiona, jaka nienawiść? Proszę Cię! Ja nie narzucam absolutnie mojej opinii, obserwuję posty bet i mnie przeraża, jak można dawać się poniżać i bić (!) takiemu draniowi jak jej mąż, nie napisałam nic, co nie byłoby prawdą!
Na razie nie jestem szczęśliwa, ale wiem, że będę, bo tkwienie w złych związkach ze strachu przed zmianą jest ogromnym błędem

969

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

A  zasądzone alimenty przy działalności gospodarczej -  wyrokiem i uzasadnieniem można sobie ściany wytapetować, zasądzoną(tylko zasądzoną) kwotę alimentów przeznaczyć na ziarno dla ptaszków na zimę.
Facetowi buzia się uśmiechnie jak zobaczy wyrok sądowy na alimenty. Zamknie firmę lub przepisze na inną osobę a Bet pozostanie 500zł z funduszu(jeżeli nie przekroczy dochodu). Mąż będzie się bujał i szyderczo uśmiechał. To są realia.
Po co prezent taki wręczać?
Tak, pewnie w imię dumy i honoru.

rednight, ale powiedz mi z ręką na sercu- lepiej być w związku z takim człowiekiem do końca życia?? Przecież on jej kompletnie nie szanuje, ma gdzieś ją i dzieci! Ja nie rozumiem takich argumentów, przecież życie jest jedno, zawsze są jakieś opcje, jakieś wyjścia! To znaczy, że mam mu pozwolić wrócić, pozwalać, żeby ją poniżał i bił przy dzieciach?? A jaki one z tego wyniosą model związku na przyszłość?
Oczywiście, w imię dumy i honoru, są to bardzo ważne wartości w życiu.

970 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-01-23 13:29:52)

Odp: Miłość trwa
bugenwilla napisał/a:
rednight napisał/a:

A  zasądzone alimenty przy działalności gospodarczej -  wyrokiem i uzasadnieniem można sobie ściany wytapetować, zasądzoną(tylko zasądzoną) kwotę alimentów przeznaczyć na ziarno dla ptaszków na zimę.
Facetowi buzia się uśmiechnie jak zobaczy wyrok sądowy na alimenty. Zamknie firmę lub przepisze na inną osobę a Bet pozostanie 500zł z funduszu(jeżeli nie przekroczy dochodu). Mąż będzie się bujał i szyderczo uśmiechał. To są realia.
Po co prezent taki wręczać?
Tak, pewnie w imię dumy i honoru.

rednight, ale powiedz mi z ręką na sercu- lepiej być w związku z takim człowiekiem do końca życia?? Przecież on jej kompletnie nie szanuje, ma gdzieś ją i dzieci! Ja nie rozumiem takich argumentów, przecież życie jest jedno, zawsze są jakieś opcje, jakieś wyjścia! To znaczy, że mam mu pozwolić wrócić, pozwalać, żeby ją poniżał i bił przy dzieciach?? A jaki one z tego wyniosą model związku na przyszłość?
Oczywiście, w imię dumy i honoru, są to bardzo ważne wartości w życiu.

Czasem trzeba zrobić bilans, przeanalizować co jest bardziej opłacalne dla nas, dla dzieci. Czasem trzeba obrosnąć w cynizm i chłodno kalkulować, nie piszę tego złośliwe ale realnie. Trzeba to zrozumieć.
Bet już nie da się skrzywdzić, uderzył raz, na drugi raz Bet nie pozwoli, urosła w siłę, wie czego chce.
Zauważ, że gdyby wniosła o rozwód i alimenty pogorszyłaby się jej sytuacja i materialna i mieszkaniowa, emocjonalnie też pewnie padłaby. A modelka miałaby to o co jeszcze tak walczy: misia i jego pieniądze, zapewne byłby z nią przez odegranie się na Bet. Napiszę coś bardzo niepopularnego na tym forum: honorem za obóz narciarski nie zapłaci, honorem za remont auta nie zapłaci. Honor, poczucie wartości  jest bardzo ważne, ale lepiej płakać w mercedesie niż w pekaesie. Stare a jakże prawdziwe. Teraz ma więcej i niech korzysta dopóki się da.
Czasem rozwód jest prezentem dla faceta, na który Bet teraz jeszcze nie stać, uczucia też pewnie są ale one teraz schodzą na plan dalszy, on to w Bet wykształcił. Według mnie Bet teraz ma lepiej niż miała, związek(seks) na zawołanie, spokój w domu i zaplecze finansowe. Chce to go widzi a jak nie chce to nie, nie plącze się po domu rozrzucając skarpety.
Życie dziewczyny.

971

Odp: Miłość trwa
rednight napisał/a:

Czasem trzeba zrobić bilans, przeanalizować co jest bardziej opłacalne dla nas, dla dzieci. Czasem trzeba obrosnąć w cynizm i chłodno kalkulować, nie piszę tego złośliwe ale realnie. Trzeba to zrozumieć.
Bet już nie da się skrzywdzić, uderzył raz, na drugi raz Bet nie pozwoli, urosła w siłę, wie czego chce.
Zauważ, że gdyby wniosła o rozwód i alimenty pogorszyłaby się jej sytuacja i materialna i mieszkaniowa, emocjonalnie też pewnie padłaby. A modelka miałaby to o co jeszcze tak walczy: misia i jego pieniądze, zapewne byłby z nią przez odegranie się na Bet. Napiszę coś bardzo niepopularnego na tym forum: honorem za obóz narciarski nie zapłaci, honorem za remont auta nie zapłaci. Honor, poczucie wartości  jest bardzo ważne, ale lepiej płakać w mercedesie niż w pekaesie. Stare a jakże prawdziwe. Teraz ma więcej i niech korzysta dopóki się da.
Czasem rozwód jest prezentem dla faceta, na który Bet teraz jeszcze nie stać, uczucia też pewnie są ale one teraz schodzą na plan dalszy, on to w Bet wykształcił. Według mnie Bet teraz ma lepiej niż miała, związek(seks) na zawołanie, spokój w domu i zaplecze finansowe. Chce to go widzi a jak nie chce to nie, nie plącze się po domu rozrzucając skarpety.
Życie dziewczyny.

rednight, rozumiem Twoje argumenty, pozostaje mieć nadzieję, że seks jest chociaż dobry wink najważniejsze, żeby się to wszystko nie odbiło na dzieciach. Ja nie wiem, jak wygląda zasądzanie alimentów i co się bardziej opłaca, wiem tylko, że warto zawsze walczyć o siebie i swoje potrzeby, bo po pierwsze nikt za nas tego nie zrobi, a po drugie "kochaj bliźniego swego jak siebie samego", czyli trzeba kochać przede wszystkim siebie, aby układało nam się z innymi wink mnie cynizm jest totalnie obcy, dlatego może trudno mi zrozumieć to, o czym piszesz

972

Odp: Miłość trwa

Bugenvilla - to nie cynizm, to instynkt samozachowawczy. Oczywiscie trudno meza Bet stawiac za wzorzec, jednak nigdy nie wypial sie na rodzine na 100%.
Trudno oczekiwac od Bet radykalnych posuniec w sytuacji  - 4 dzieci (w tym jedno chore), bez wlasnosciowego mieszkania, firma w trakcie rozruchu, no i jeszcze niewygasle uczucia do meza.
Maz Bet, pomimo spektakularnego romansu, jakos tam zaspakajal potrzeby finansowe rodziny, na ktore Bet jako matki samotnej zapewne nie byloby stac.
Sprawy uczuc Bet - czy mu wybaczy, czy nie - to juz nie nasza sprawa.
Na dzien dzisiejszy dziewczyna sie niezle pozbierala, porownujac ja do osoby jeszcze z przed pol roku, to juz zupelnie inna Bet.

Kazdy ma swoja droge, kazdy ma swoje priorytety. Bet wykazala niezmierzone poklady cierpliwosci i nadziei.
Czy to sie jej zwroci , czas pokaze - wierze, ze tak.

Nie traktujmy rozwodu jako narzedzia zemsty, unoszenia sie honorem - rozwod sie bierze , bo inaczej sie nie da, bo nie chce mi sie juz dalej na cos godzic.
Poki sie czuje wewnetrznie, ze to nie ten czas - to po co robic cos wbrew sobie i bez przekonania.

973

Odp: Miłość trwa
betina2 napisał/a:

Bugenvilla - to nie cynizm, to instynkt samozachowawczy. Oczywiscie trudno meza Bet stawiac za wzorzec, jednak nigdy nie wypial sie na rodzine na 100%.
Trudno oczekiwac od Bet radykalnych posuniec w sytuacji  - 4 dzieci (w tym jedno chore), bez wlasnosciowego mieszkania, firma w trakcie rozruchu, no i jeszcze niewygasle uczucia do meza.
Maz Bet, pomimo spektakularnego romansu, jakos tam zaspakajal potrzeby finansowe rodziny, na ktore Bet jako matki samotnej zapewne nie byloby stac.
Sprawy uczuc Bet - czy mu wybaczy, czy nie - to juz nie nasza sprawa.
Na dzien dzisiejszy dziewczyna sie niezle pozbierala, porownujac ja do osoby jeszcze z przed pol roku, to juz zupelnie inna Bet.

Kazdy ma swoja droge, kazdy ma swoje priorytety. Bet wykazala niezmierzone poklady cierpliwosci i nadziei.
Czy to sie jej zwroci , czas pokaze - wierze, ze tak.

Nie traktujmy rozwodu jako narzedzia zemsty, unoszenia sie honorem - rozwod sie bierze , bo inaczej sie nie da, bo nie chce mi sie juz dalej na cos godzic.
Poki sie czuje wewnetrznie, ze to nie ten czas - to po co robic cos wbrew sobie i bez przekonania.

Rozumiem, ale nie pojmuję, jak można wybaczyć bicie :-(
Nie ma dla tego usprawiedliwienia, sorry

974

Odp: Miłość trwa

Chyba się wścieknę. Pisałam, pisałam - wiecie jakiej długości są moje posty. Musiałam przerwać na chwielę i wszystko wcięło.

No to jeszcze raz...

W skrócie.
Nie wiem jak to wytłumczyć. Pobicie, bójka.
Nie było tak, żeby nagle mąż mnie uderzył.
Zresztą juz kiedyś piasałam . Nie pamiętam dokładnie co napisałam, nie wracam do wcześniejszych postów. Po prostu na razie nie jestem gotowa.
Nie czułam i nie czuję się ofiarą. Nie byłam bierna.
Mąż też miał niezłe obrażenia, posiedział w jednej celi z recydywistą.

Wiem, że gdyby nie inna kobieta do tego najprawdopodobniej by nie doszło.
Przerabiałam to z psychologiem.
Zwierzę..., a żona stała mu na drodze. Byłam przeszkodą. Chciał mnie zniszczyć.

Na pewno jest winny temu , że silniejszy powinien być ostrożny z wykorzystaniem swojej siły.

Nie jestem bierna, nie boję się bić. A wrdedotą potrafię też być niezłą.
Mąż już wie. Ale w słusznej sprawie.

Zamknęłam tamten temat. Chociaż obdukcje są. Obym ich nie musiała kiedyś wykorzystać.
Może łatwiej jest przebaczyć kiedy się zrozumie zachowanie drugiej osoby. Pewne mechanizmy, które człowiekiem mogą rządzić, no i nie jest się biernym.
Wiem, że dało się tego uniknąć. Pobicia by nie było. Do bójki mogło nie dojść.
Może jednak wówczas czułabym się gorzej.

Chłopcy są właśnie na treningu w górach. Nawet proponował mi wyjazd. Ale to jest trening dla kilku zawodników. Bez przesady i nie mam z kim zostawić tak nagle małego.
Pojechałabym zamiast syna ( 8 miejsc w busie).

Mąż się stara. Na tyle na ile potrafi.
Cudów nie ma, ale jest progres.
Co tam będę narzekać.
W sumie jaki rozwód.
Zapytają czy kocha Pani męża: tak
Kiedy ostatnio było współżycie: ....kilka dni temu
Czy wspólnie prowadzicie gospodarstwo domowe: mąż robi zakupy w makro, czasem też inne, remont w domu, kupuje rzeczy dla dzieci, prezenty i czasem w domu zje obiad

Razem nie mieszkamy. Płaci. Utrzymuje właściwie w 95 %.
To czego mam oczekiwać.

Właściwie to jest po tym wszystkim między nami dobrze. Są zgrzyty, nie ma miesiąca miodowego.
Dobrze, że nie mieszkamy razem. 
Po prostu powoli się zmienia.
Na pewne kroki jest za wcześnie.

Zastanawiałam się czy robię coś złego będąc z mężem ( seks).
Mam takie odczucie , że nie.
Wiem, że z nią nie jest. Chyba mu wierzę, że od tego września nic...
Nie byłby ze mną. Nie miał takiej potrzeby.

A mnie chociaż tak niekonwencjonalnie, ale jest w miarę dobrze:)

975

Odp: Miłość trwa

Tkwić w złym związku nie jest dobrze.
Moje małżeńswto nie było idealne. Jedno co było najlepsze to uczucie.
Nie wszyscy potrafią ze sobą rozmawiać. I nie twierdzę, że była to wina męża.
Na coś pozwoliłam, coś on również przeoczył. Być może niepotrzebne zbytnie naciski z zewnątrz.
Teraz nie uważam, żebym tkwiła w złym związku. Wreszcie czuję się wystarczająco wolna.
Potrzebuję psychologa lub coacha, bo nie sądzę żebym dała radę dojść do tego sama, aby dowiedzieć się więcej o tym jak tej wolności już nie stracić. Co powoduje, że nagle godzimy się na to co nam potem doskiwera, ciąży.
Kiedy nie jest nam do końca dobrze. Zaczyna się psuć. I niekoniecznie właśnie ta osoba zdradza.
Zdradza moim zdaniem po prostu słabszy.
Nie spieszy mi się do wspólnego z mężem mieszkania.
Owszem brakuje bliskości na codzień. Tak żeby się przy nim budzić i zasypiać.
Ale w praktyce później jest potykanie się o siebie. Przesyt, zgrzyty. Codzienność przytłacza.
Nie da się od wad uciec.
Wiem jednak, że ten chociaż wygodny dla mnie układ nie może trwać zbyt długo.
Za pewien czas, prawdopodobnie po wakcjach dojrzeję do zmian.

Wiem jedno, chcę być szczęśliwa. Ale niekoniecznie muszę być szczęśliwa w małżeństwie w którym nie jest mi do końca dobrze.
Nie ma to nic wspólnego z miłością.
Jeśli już to ma być mi lepiej.
Jak rozmawiać, jak nie popełniać wciąż podobnych błedów.

Moja siostra ostatnio dobrze mi doradziła.
Traktuj go jak nowego faceta. Jakbyś z nim rozmawiała. Czy byś się o coś wściekała, jakbyś mu powiedziała co ci się nie podoba.
Strałam się wykorzystać jej radę w sobotę.

Pora spać...
Chyba bredzę, zasypiam. Właśnie skończylam odkurzać i zmywać podłogi.
I nikt się mnie nie pyta co robię...

Posty [ 911 do 975 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 13 14 15 16 17 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026