Twardogłowa, jeszcze tak nie potafię.
Na razie serce ciepłe, albo emocje górą, a uśmiech tylko wtedy kiedy jestem zadowolona.
I jeszcze przy tym zostanę.
Siostra rzeczywiście umie mi dobrze przetłumaczyć zdarzenia.
Byłam na męża zła, napisałam, że odcinam się, koniec.
Wkurzam się, że nie ma w weekend czasu dla dzieci, nie odwiedził chorej córki.
A był pod domem, odśnieżał.
I wytłumaczyła mi, że najważniejsze aby wyjść z długów, utrzymać zajęcia chłopców, dotychczasowy poziom, zrobić jakikolwiek remont.
A potem to już może zarobię sama na bieżące opłaty, a może też za pół roku zacznie interesować się córką.
Mam się tym nie martwić.
Mam obawy, że będę z nim wychodzić z długów, a jak się już polepszy to albo będzie tamta albo następna.
Cóż przygotowuję się na to. Chłopcy będą strasi. Mała pójdzie do szkoły ( mam nadzieję), najmłodszy może do przedszkola.
Będę miała więcej czasu na pracę.
Najstarszy syn chce u mnie pracować.
Mąż z moich obaw się śmieje, że on już nie ma ochoty na tekie życie.
Ale kiedyś też był siebie pewny, że nie on. On mnie nigdy nie zdradzi.
Także staram się przygotować również na taką ewentualność.
Można odpowiadać tylko za siebie.
Przez 2 lata zebrałam rachunki, dowody na jego wyjazdy zagraniczne, nagrania, wyciągi z karty itd ...
Nie ważne. Jest tego dużo. Taka dokumentacja.
Wolałabym, tego nigdy nie wykorzystywać.
Jestem zdania, ze nasze Pańswto nie zabezpiecza odpowiednio bytu kobiety oraz dzieci w takich sytuacjach (zdrada, rozwód, alimenty)
Materialnie się pogarsza.
Cóż z tego, że są zasądzone jekieś alimenty, jak często faceci i tak kombinują żeby nie płacić.
Mam koleżankę, której mąż nie płaci ani złotówki. Buntuje dzieci.
Dla ich dobra i żeby nie mieć z mężem walki utrzymuje dzieci sama.
Dla tych paru złotych mieć znerwicowane dzieci i samej przechodzić stres nie warto.
Więc niech mi nikt nie pisze o stabilizacji, bo czegoś takiego nie ma.
Jak mężczyzna chce dzieci utrzymywać to i bez sądu będzie na nie łożył.
A tak jest walka o każdą złotówkę, ściereczkę itd.
I faceci doskonale o tym wiedzą.
Sa sposoby n aukrycie dochodów. Poza tym w przypadku włąsnej działalnosci gospodarczej dochody są często zmienne, mozna robić spore koszty, zatrudnić pracownika.
To oczywiście sprawa dla dobrego prawnika, ale jak zaczyna się nowe życie to chce się dla siebie jak najwięcej.
Rozwód dla mężczyzny nie jest karą,, jest nagrodą!!!
I to są słowa rozsądnego prawnika, który był na tyle uczciwy, że mnie naiwną uświadomił.
W dodatku do mementu kiedy nie ma rozwodu jest jeszcze nadzieja, często mężczyzna bardziej się stara. Rozwód to pozamiatane.
Są obiecanki najlepiej pozaformalne, a potem układanie sobie życia.
W dodatku mężczyźnie jest łatwiej założyć nową rodzinę.
Owszem, bywa że rozwód jest nieunikniony.
Ale moim zdaneim należy się poważnie i na spokojnie zastanowić.
To nie kara, albo zrobienie porządku.
To rozpad małżeństwa, rozbicie rodziny. Definitywny koniec.
Pójść w tym kierunku zawsze można, cofnąć trudniej.
Łatwiej też podjąć taką decyzję kiedy nie łącza nas wspólne dzieci, albo jedno.
Do czerwca 2011 zanim się wydało, że z nią sypia mąż zostawiał po ok 2 tys na tydzień plus robił wysztkie opłaty. że w tym czasie szło po 20 tyś w dwa tygodnie na życie z kochanką.
Ale jeszcze były pozory dbania o rodzinę.
Kiedy powiedziałam , że mu nie wybaczę, że koniec - to postawił wszystko na jedną kartę: kochanka.
No i zaczęły się problemy z kasą na dzieci.
Złożyłam papiery do sprawy o alimenty, zapłaciłam zaliczkę za sprawę 1200 zł.
Wszystko czekało u adwokata na decyzję.
I tak jest do teraz.
Mąż sam mi tłumaczył, że nie wyjdę na tym dobrze.
Nie jestem na tyle głupia, żebym nie umiała sobie przeliczyć.
Bez sadu , raz zapłaci więcej , raz mniej ale mozna liczyć na progres.
Jakby zasądzili kwotę 6 , 8 tyś nie dostałabym więcej.
No i chciałam uniknąć spraw sądowych. Nie chciałam prowokować.
Cieszę się, że wytwałam.
Dla kogoś to może być spora kasa i może sobie pomyśleć jaka rozpieszczona kobita, dobrze jej tak.
Obliczyłam sobie dokładnie wydatki, ile wydawaliśmy na dzieci dotychczas.
Nie będę się z tego tłumaczyć. Dla kogoś mogą to być astronomiczne kwoty, a ja podliczyłam ile rzeczywiście wydawaliśmy bez inwestowania.
Narty to bardzo drogi sport, prywatny tenis po 8 godz/ tyg na 1 dziecko, szkola pryw, transport drugie tyle. Języki prywatnie, matematyka, lekarz, lekarstwa.
Co ja tu będę pisać. Nie było luksusów, było dobrze.
Przede wszystkim sport i edukacja.
Te młode d... nia zakochują się w biednych i źle rokujących.
Tylko rozwodu brakuje do pełni szczęścia.
Dziewczyny ja romans męża przeszłam z brzuszkiem oczekując czwartego dziecka i zajmując się maluchem.
Nie mam kiedy wyjść do lekarza, załatwiam głównie sprawy związane z firmą, zakupami, pracą.
Dobra znajoma, kobieta po rozwodzie, prowadząca własną firmę też mi poradziła.
"Albo rozwód, albo firma. Nie dasz rady z jednym i drugim w tym samym czasie. "
Nie jestem przeciwniczką rozwodów. Jeśli mąż dalej by z nią mieszkał. W tym roku prawdopodobnie musiałabym coś z tym zrobić.
Chociaż byłam zdania, że to mąż powinien wystąpić o rozwów jeśli zdradził i jest z inną.
Wydaje mi się to logiczne.
Teraz wiem, że zwykle pierwsza reakcja na zdradę to koniec.
To był mój błąd.
Ale wtedy nie wyobrażałam sobie innaczej.
Nie miałam innej miłości, nie znam jej.
Znajomość od 16 roku życia. Wielka miłość od dziewietnastego ( jeśli nie wcześniej).
Pamiętam nawet jak zobaczyłam go pierwszy raz jak szedł na egzaminy do liceum.
W co był ubrany.
Widziałam go z tyłu.
Potem na egazminie z polskiego siedział przede mną. Odwrócił się i zapytał o coś jak się pisze.
Miał na sobie zielony sweter z wyszytymi małymi rakietami tenisowymi.
On też pamiętał po latach mnie z egazminów, ze miałam przezroczystą spódniczkę, zapinaną na guziczki z tyłu bluzkę.
Potem siedzieliśmy obok siebie w ławce( czteroosobowe).
Jeśli może być piękna i romantyczna miłość, to ta z pewnością taka była.
Rozłąka, ja studia w innym mieście, ale i tak każda wolna chwila razem.
Wyjazdy za granicę. Sama, potem on za mną.
Po tylu latach i różnych przejściach, jedno co czułam to bliskość, chemię.
Przed zdradą to osłabło.
Niestety okazało się, że uczucie może nieco przygasnąć, ale trudno jest aby przstało istnieć.
Raz jest silniejsze, raz słabsze.
Czy mąż wyczuł, że coś się dzieje. Poluzowałam i znalazła się inna.
Z kasą nigdy nie było między nami problemów.
Mąż nie jest sknerą, nie jest skąpy. Czasem nie panował nad finansami, ale pod tym względem było ok.
Miłam dostęp do karty, znałam pin do karty firmowej.
Wydawałam rozsądnie, pracowałam na niego.
Nie było kłotni z tego powodu.
Ufałam oczywiście znowu w 100%.
To był dla mnie cios jak dowiedziałam się, że oszukuje.
Ale to było już za czasów kochanki.
Nieuczciwość na każdym kroku.
Byliśmy wobec siebie uczciwi.
I mnie tego brakuje. Chciałabym znowu tak ufać.
Tyle lat byłam go pewna. Traktowałam jak siebie.
Mnie brakuje tego bliskiego człowieka. Jakbym była zawieszona.
Tak, chyba się z nim zrosłam. Daję radę sama, ale brakuje mi jakby jakiejś przynależności.
Mogę być taka sama, samodzielna, silna - ale nie jest mi z tym najlepiej.
Może dojrzałam do bycia żoną. Tylko czy nie za późno i czy się jeszcze da.
Lubię być dla niego dobra, ale jak mi coś nie pasuje nie potrafię cicho siedzieć.
Wysłał mi dzisiaj smsa, że nie oczekuję za dużo i moje pretensje są jak najbardziej słuszne.
Jest mu głupio przyjść ot tak do domu i zapytać co z małą.
Jest chory, wczoraj jak czekał na syna po tenisie to zmarzł i sika krwią, w pracy nie idzie mu tak jakby chciał. Miał dzisiaj wypłaty itd.
Ale wie, że sam do tego doprowadził, ma to na włąsne życzenie.
Czy to się komuś spodoba czy nie, ale powiedziałam, że jakby był głodny to mam w domu risotto.
O małżęńswto może w ogóle nigdy nei walczyłam.
Dla mnie coś takiego chyba nie istnieje.
Można dać mu szansę, ale jak walczyć. Co to znaczy...
Nie wiem co ktoś ma na myśli. Jak można walczyć?
Może czułabym , że tracę godność jeśli kiedykolwiek prosiłabym męża, żeby do mnie wrócił.
Nie umiałabym chyba. Mogę powiedzieć, że kocham, ale jest wolnym człowiekiem.
Największą miłością jest pozwolić odejść, nie zatrzymywać.
Nigdy tego nie zrobiłam.
Prosiłam tylko, żeby się dobrze zastanowił. To było kiedy dowiedział się o ciąży i zdecydował, że odchodzi.
Nie ukrywam teraz, że nie chcę żeby był z tamtą albo z inną.
Ale właściwie na ten temat nie rozmawiamy. Raczej mówię o swoich obawach, odczuciach.
Nie potępiam tych którzy prosili partnera o pozostanie.
Człowiek jest w szoku, robi rzeczy, których często potem żałuje.
Nie powinno się oceniać zachowania kogoś kto jest w traumie.
W ogóle to nie lubię kiedy się ocenia. Chociaż sama też się często zagalopuję... i niepotrzbnie innych oceniam, krytykuje.
Uważam, że to słabość.