netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 256 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 12 13 14 15 16 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 846 do 910 z 1 597 ]

846

Odp: Miłość trwa

Adel, masz rację. To są posty.
W życiu, ja widzę zmiany.
Nie jest tak jakbym tego chciała. Nie do końca i może nawet już nigdy nie będzie.
Jest innaczej.
Rodzina zaczyna się liczyć. Ja chyba też.
Sory, nie mam wprawy w pisaniu.
Piszę, na biżaco. jest mi wszytsko jedno. Che czasem coś z siebie wyrzucić.

Tak w sumie, to jak dl amnie wiele brakuje, ale zupełnie innaczej.
To są niuanse.

Despota nie chce być już despotą.
Chce dokładnei wiedzieć co mi wcześniej nie odpowiadało.
Za to c się stało chce w przyszłości przeprosić jak należy ( tak mi powiedział, bo zwykłe przepraszam nei wystarczy). Chciaż też już było i odsyć szczere.

Nie jest łatwo. Ja nawet czasem zapominam, ale przypomina mi otoczenie.
Właśnie padają słowa: a pamietasz jak zrobil Ci to i to...

Pamietam i nei pamiętam.
Był czas, ze mu to wypominałam. Piasałam jaką wyrządził mi krzywdę. Kim jest taki człowiek.
Oj, nie szczedziłąm go.
Był wtedy z nią.
Były kłotnie , awantury, była obcość , wrogość.
Był po przeciwnej stronie.
A ja jestem taka typowa matka "walczyć o potomstwo".
Dzieciom działa się krzywda. Kombinował strasznie, żeby jak najwięcej było na jego lekkie i przyjemne życie.

Prawie 2 lata.
Przeszłam wiele. Może w pewnym stopniu już ten żał przpracowałam.
Działał tak jakby chciał żebym zniknęłą. To było jak czysta nienawiść.
Byłam przeszkodą stojącą mu na drodze.
Już o tym kiedyś rozmawialismy. Rozmawiałam też z psychologiem.

Wsadziłam go na izbę wytrzeźwień a potem do aresztu.
Mam obdukcje ze szpitala oraz lekarza sądowego.
Urocża dokumentacje jego lekkiego życia.

Wolałabym jednak, żeby to wszystko leżało sobie spokojnie i nigdy nei musiało zostać wykorzystane.

Byłoby mi dużo łatwiej pójść do przodu gdybym wciąż włąśnie nie słyszała co mi zrobił.

Tak jak pisze Twardogłowa, ja czasem czuję jakby presję otoczenia.
Jak to, wybaczysz mu. Jak to, żyć z kimś takim.
On nigdy sie nei zmieni.
Jak to, on Cię zdradził, żył tyle czasu z inną.

Tak jakby to było coś niemoralnego, społecznei potępianego.
Ukrywam przed otoczeniem swoje uczucia.
Czuję prsję, ze powinnam się ich wstydzić.

I porównuję to do podejścia kochanek.
One mają w d... co powiedza inni.
Żyją tak jak chcą. Nie ogładają się na otoczenie.

A ja.
Nikogo nie krzywdzę. Chcę zgidzc się na szansę dla uczucia.
Bo rodzina jest potem.
Najpierw jestem ja. Nie chcę być z nim dla dzieci, bo wtedy nie będzie dobrze.

Wybaczyłąm, a teraz się z tego np tu na forum tłumaczę.
To absurd.
Może End_aluzja dawno zapomniałaby o zdradzie gdyby nie to, że jak to przecież on Cię zdradził, był z inną.
Nie ywpada przebaczac, zapominać. Chrzanić to co było, patrzec w przyszłość.
Należy rozdrapywać rany, katować się myslami.

Wiecie mi się czasem udaje zapomnieć.
Ale wchodzę tu na forum i znowu mam watpliwosci.
Cofasz się, giniesz, gdzie szacunek do siebie, godność, przykład jak nie nalezy żyć itd.

Co ja do hcolery kradnę komus męża, rozbijam rodzinę czy po prostu chcę postępowac tak jak mam ochcotę. Serce chce, ale nie wypada, bo mnie zdradziłi zrobił to i tamto.

Mąż ma to z drugiej strony: daj osbie z nią spokój, znajdziesz inną, ona będzie Ci wypominac, nigdy nie zapomni itd...

To jest przystojny, obrotny i opiekuńczy facet. Potrafi być czuły i troskliwy. Potrafi max dbać o tych na których mu zależy. Potrafi zachwycać się kobietą. W dodatku uważam ,ze jest wierny.
Nie ma tendencji do zdrad.
Potrafi mnie rozbawić.

A te gorsze cechy, myslę że on już zdaje sobie z nich sprawę, nie chce popełnić tych samych błedów.

847

Odp: Miłość trwa

Jeśłi chodzi o Endaluzję to akurat ona nie sugeruje sie absolutnie komentarzami innych...
Bo mało kto z jej otoczenia wie  o zdradzie....
To siedzi w niej po prostu....

848

Odp: Miłość trwa

Być może, ogólnie ja mam takie odczucia i mnie to wystarczy.

849

Odp: Miłość trwa

jest ogólnie tu na tym forum takie przeświadczenie, że zdrady się nie wybacza
a jednocześnie w życiu znam przykłady, że można, że to jest możliwe
bez wypominania, wracania do przeszłości, bezsennych nocy i strachu czy znów mnie to nie spotka.

ja widzę jednak zupełnie coś innego w Twoich postach Bet, widzę współuzależnienie,
które często jest sygnałem problemu z alkoholem u bliskiej osoby.
Pozbycie się cech wspóluzależnienia naprawdę pozwala lepiej, godniej żyć
bez względu na to czy żyjemy samotnie, czy też z kimś.

zdrową postawą jest robienie, wybieranie tego co jest dla mnie dobre,
bez oglądania się na opinię innych

850

Odp: Miłość trwa

I tak jest mi ciężko.
Chciałąbym pobyć trochę sama. Wyjechać gdzieś, zaszyć się na jakiś tydzień, odciąć od świata.
Brdzo chciałabym pobyć sama ze sobą, ale nie tak w pośpiechu.
Wciąż tyle dzieje się dookołą, wciąż ktoś czegoś ode mnie chce, cos mam do załatwienia.
Brakuje mi czasu dl asibie, ale nie na fryzjera czy lekarza.
Tak żeby pobyć tylko ze sobą. Odciąc się od tego co na zewnątrz, poczuć czego ja naprawdę chcę, oczekuję, pragnę.
Zastanowić się nad swoim życiem. Podjąć decyzje takei od serca, bez presji.

Nie wiem czy z mężem spóbuję się dogadać, bo mnie zraził.
Powiedział coś, co do mnei wraca, zniechęca, odbiera uczucie.

To było kiedy rozmawialiśmy po tej mojej furii.
"Jeśli się nam nie poukłada, nie wyjdzie to będziemy musieli się rozwieźć"

Niby oczywiste, ale jak mam coś budować pod presją rozwodu.
Nie dam rady.
To tak jakby spotykać się z dziewczyną i jej mówić jak nam nie wyjdzie to będziemy musieli sie rozstać. A dziewczyna zakochana i znerwicowana- muszę się starać , bo mnie zostawi.

To jest naturalna kolej rzeczy, ale żeby tak powiedzieć.
Porozmawiam z nim kiedyś o tym. Ja tak nie potrafię. To lepiej zrobić to od razu.
I znowu mogą być nerwy.

Może już palanuje sobie kolejną, ale teraz juz jako wolny facet.
Chyba go sprowadzę na ziemię, żeby lepiej tak od razu sobie nie palnował, bo może sie skończyć na separacji.

To jest w tym samym stylu, może też piwniem poczuć presję.
Ciekawe jak będzie mu miło.

Nie, muszę to wyjaśnić.

851 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-20 12:10:00)

Odp: Miłość trwa

Bet spokojnie, ten pośpiech często jest tylko w naszych głowach
doskonale pamiętam ten stan..
Potem okazywało się, że to ja sobie ciągle coś narzucam, nie potrafię odpuścić.

Ty niczego nie musisz, teraz czas na jego działanie
jesteś wspaniałą, mądrą, kochającą kobietą, wybaczyłaś
zrobiłaś wszystko co możliwe ze swej strony , reszta należy do niego

Mnie naprawdę pomogły mitingi Al-anon, to jest czas na mój rozwój duchowy
jak musiałam biegłam do psychologa w poradni uazależnień

852

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
Beznamietnosc napisał/a:

Powiem Ci bet, ze chcialbym, zeby mnie ktos kochal tak jak Ty tego pajaca. Moze On ma misje ratowania ludzkiego gatunku i musi zapladniac kazda poznana babke? Siksa Mu sie znudzi predzej czy pozniej. Swoja droga podziwiam Cie, ze taki syf tolerujesz. Jestes wyksztalcona, zaradna, ladna. Powinnas sie od Nego odciac. Z takimi sklonnosciami jakie On posiada zapewne bedzie znajdywal kolejne oanienki. Nie wiem tylko jakim cudem starczy Mu na alimenty.

Uwazam, ze powinnas sie od Niego odciac. Wziac rozwod i tyle. I przekaz Mu w ten sposob paleczke. Jak Mu bedzie zalezalo to zawalczy o Ciebie. I tyle. Zacznij sie szanowac smile.

Pozdrawiam

Jakie to proste, prawda?

Rzucić komuś weź rozwód, alimenty i bądź dumna, szanuj się, proste prawda?

Ale to nie twoje życie, nie twoje uwiązania, sytuacja, mąż, czworo dzieci w tym jedno chore.

Nie mówię, że proste. Też taka radę kiedyś otrzymałem. Sam złozyłem pozew. Nie moje zycie to fakt. To forum, bet się pyta, inni odpowiadają. O co się wściekać?
Wg. mnie traci szacunek do samej siebie. Jak mówię to moja opinia. Nie musisz się z nią zgadzać. To nie jest biuro doradcze, bet i tak sama podejmie decyzje. Proste. My naswietlamy jej rozne punkty widzenia. Ni mniej, ni wiecej.

853 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-20 12:41:26)

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:

Jeśłi chodzi o Endaluzję to akurat ona nie sugeruje sie absolutnie komentarzami innych...
Bo mało kto z jej otoczenia wie  o zdradzie....
To siedzi w niej po prostu....

My też nie sugerujemy się komentarzami innych ale ta presja wokół, sugestie, krytyka wybaczania czasem do szału doprowadzają i mamy prawo bronić się przed nimi.

    Przedwczoraj wpadł do mnie do biura wieloletni przyjaciel mojego męża, na zadane pytanie co u nas słychać odpowiedziałam, że super, on zaczął przypominać ile to krzywd mi mój mąż wyrządził. Ucięłam krótko rozmowę, że to przeszłość zamknięta i nie wracam do tego a na jego twarzy grymas, zaskoczenie. Odczułam autentycznie jakby był zły, że nie kłócimy się i jest zgoda, jakby chciał aby była wojna między mną a mężem to było by ciekawie,  tematy do plotek, bo dlaczego mamy mieć lepiej niż on?
To pokazało mi ludzi wokół: jak nie staniesz  dooopa w tyle.

854

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Jeśłi chodzi o Endaluzję to akurat ona nie sugeruje sie absolutnie komentarzami innych...
Bo mało kto z jej otoczenia wie  o zdradzie....
To siedzi w niej po prostu....

My też nie sugerujemy się komentarzami innych ale ta presja wokół, sugestie, krytyka wybaczania czasem do szału doprowadzają i mamy prawo bronić się przed nimi.

Mnie się wydaje że tych co sa za wybaczeniem, jak i tych którzy są zdecydowanie przeciw jest mniej węcej tyle samo...

Tylko trzeba sie przygotować pisząc na publicznym forum, ze ktoś może mieć inne zdanie....

855

Odp: Miłość trwa
alonka napisał/a:

jest ogólnie tu na tym forum takie przeświadczenie, że zdrady się nie wybacza
a jednocześnie w życiu znam przykłady, że można, że to jest możliwe
bez wypominania, wracania do przeszłości, bezsennych nocy i strachu czy znów mnie to nie spotka.

ja widzę jednak zupełnie coś innego w Twoich postach Bet, widzę współuzależnienie,
które często jest sygnałem problemu z alkoholem u bliskiej osoby.
Pozbycie się cech wspóluzależnienia naprawdę pozwala lepiej, godniej żyć
bez względu na to czy żyjemy samotnie, czy też z kimś.

zdrową postawą jest robienie, wybieranie tego co jest dla mnie dobre,
bez oglądania się na opinię innych

Alonko współuzależnienie może być powodowane nie tylko alkoholizmem drugiej osoby, mogą być inne przyczyny wywodzące się np z dzieciństwa, czy innej dysfunkcji społecznej.
Bet musi zrobić "porządek" z mamą, od tego zacząć sprzątanie.

856

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:
twardogłowa napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Jeśłi chodzi o Endaluzję to akurat ona nie sugeruje sie absolutnie komentarzami innych...
Bo mało kto z jej otoczenia wie  o zdradzie....
To siedzi w niej po prostu....

My też nie sugerujemy się komentarzami innych ale ta presja wokół, sugestie, krytyka wybaczania czasem do szału doprowadzają i mamy prawo bronić się przed nimi.

Mnie się wydaje że tych co sa za wybaczeniem, jak i tych którzy są zdecydowanie przeciw jest mniej węcej tyle samo...

Tylko trzeba sie przygotować pisząc na publicznym forum, ze ktoś może mieć inne zdanie....

Zgadzam się,

a w szczególności z tym aby nie wkładać innym w usta swoich słów.

857

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
alonka napisał/a:

jest ogólnie tu na tym forum takie przeświadczenie, że zdrady się nie wybacza
a jednocześnie w życiu znam przykłady, że można, że to jest możliwe
bez wypominania, wracania do przeszłości, bezsennych nocy i strachu czy znów mnie to nie spotka.

ja widzę jednak zupełnie coś innego w Twoich postach Bet, widzę współuzależnienie,
które często jest sygnałem problemu z alkoholem u bliskiej osoby.
Pozbycie się cech wspóluzależnienia naprawdę pozwala lepiej, godniej żyć
bez względu na to czy żyjemy samotnie, czy też z kimś.

zdrową postawą jest robienie, wybieranie tego co jest dla mnie dobre,
bez oglądania się na opinię innych

Alonko współuzależnienie może być powodowane nie tylko alkoholizmem drugiej osoby, mogą być inne przyczyny wywodzące się np z dzieciństwa, czy innej dysfunkcji społecznej.
Bet musi zrobić "porządek" z mamą, od tego zacząć sprzątanie.

czyli z której strony nie ruszyć , potrzebna terapia

858

Odp: Miłość trwa
alonka napisał/a:
twardogłowa napisał/a:
alonka napisał/a:

jest ogólnie tu na tym forum takie przeświadczenie, że zdrady się nie wybacza
a jednocześnie w życiu znam przykłady, że można, że to jest możliwe
bez wypominania, wracania do przeszłości, bezsennych nocy i strachu czy znów mnie to nie spotka.

ja widzę jednak zupełnie coś innego w Twoich postach Bet, widzę współuzależnienie,
które często jest sygnałem problemu z alkoholem u bliskiej osoby.
Pozbycie się cech wspóluzależnienia naprawdę pozwala lepiej, godniej żyć
bez względu na to czy żyjemy samotnie, czy też z kimś.

zdrową postawą jest robienie, wybieranie tego co jest dla mnie dobre,
bez oglądania się na opinię innych

Alonko współuzależnienie może być powodowane nie tylko alkoholizmem drugiej osoby, mogą być inne przyczyny wywodzące się np z dzieciństwa, czy innej dysfunkcji społecznej.
Bet musi zrobić "porządek" z mamą, od tego zacząć sprzątanie.

czyli z której strony nie ruszyć , potrzebna terapia

A no potrzebna  hmm  większość z nas potrzebuje czasu aby do niej dojrzeć.

859

Odp: Miłość trwa

Monia, ja nie jestem ani za wybaczaniem ani za niewybaczaniem.
Jak zmusic się do wybaczenia jesli się tego nie czuje.
Albo jak nie wybaczyć kiedy w środku tak właściwie człowiek wybaczył.

Kwestią jest raczej przyszłość. Czy mimo to jest szansa próbować budować wspólną przyszłość.

860

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Monia, ja nie jestem ani za wybaczaniem ani za niewybaczaniem.
Jak zmusic się do wybaczenia jesli się tego nie czuje.
Albo jak nie wybaczyć kiedy w środku tak właściwie człowiek wybaczył.

Kwestią jest raczej przyszłość. Czy mimo to jest szansa próbować budować wspólną przyszłość.

Mówią, że wybaczyć można, ale nie da się zapomnieć!
A czy jest szansa? To zalezy od obu stron...jeśli sie starają...to kto wie!

861

Odp: Miłość trwa

Rozmawiałam z nim.
Czuję takei cholerne zdenerwowanie.
Mam wiele spraw do załatwienia, ale czuję jakiś niepokój.
Powiedziłąm mu o tym jak mnei zabolało z tym rozwodem.
Głupio wyszło.
Ale wyrzuciłam to z siebie.

Oczywiście czemu teraz. Czemu po 3 dniach.
Jemu się wydaje , ze to mnie nie zależy.
Wie, ze to on musi się starrać i to jego problem czy go będę kochać.

Powiedziałam mu , że nie wiem dlaczego, ale jestem bardzo zdenerwowana, czasem trzesą mi się ręce. Jakby coś się działo.

No i mam rację. Są podobno max problemy (mnie do głowy od razu przyszła ciąża - ale całe szczęście to nie to).
Dam radę...?

862 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-20 14:50:43)

Odp: Miłość trwa

Bet
on powiedział rzecz oczywistą na głos i to Tobą wstrząsnęło,
przecież to logiczne - próbujemy a jeżeli nie uda się to rozwód,
więc skąd to zdenerwowanie akurat tym faktem? Przecież zagrał w  otwarte karty i tu należałoby to docenić nie ganić.

A ręce się trzęsą bo mają powód -  ponad 2 lata ciągłego stresu, życia w zawieszeniu odbija się  na zdrowiu,
nie zdziwiłabym się gdyby to była nerwica( ja miałam - ciągłe ataki suchego kaszlu)  lub depresja.

A problemy są zawsze i Tobie od razu blondyneczko ciąża niuni w głowie  lol

Pamiętaj co wczoraj mówiłyśmy- spokój,
pijesz melisę? Naprawdę pomaga.

863

Odp: Miłość trwa

Nie, te nerwy to coś innego.
To zdenerwowanei zgłusza wszystko.
Moż eto jest zwiazane z foramlnościami które mam do przebrnięcia, świętami - zawsze się jakoś stersuję. Moze tak ogólnie, a może też wyczuwam że coś się dzieje (M).
A podobno są max problemy.

Pragnę relaksu, ratunku.
Jakaś pustelnia by mnie uratowała.
Czy życie musi być takie stresujące. I te chore , zasmarkane dzieciaki !!!
Cioci wisze mnóstwo kasy za zakupy (a raczej mąż). Do zabezpieczenia potrzebuję jeszcze dopłącić 4 i półtysiaca zl.
Czeka mnei spotkanie z mamą (święta). Prezentów nie mam.
Czas leci a ja pisze dyrdymały na forum.
Spadam już

864

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Swanen piszesz o niezależności, osobowości itd. jakbyś Hameryke odkryła.

Jak się czyta wiele postow na tym forum to wyglada na to, że to Hameryka, którą wiele kobiet musi dopiero odkryc, choc takie to niby oczywiste.

Piszesz z coraz wiekszą ilością błędów, prawie jak dyslektyczka. To jest pewnie jakieś odbicie stanu twojej psychiki. Powtarzasz cały czas te same zdania. Nie wiem, to pisanie jest dla ciebie jakąś formą autoterapii? Nie wydaje się przynosic jakiejś poprawy czy przybliżac cie do rozwiazania problemu.

Cały czas jesteś stroną reaktywną a nie proaktywną, nawet w tak kluczowej kwestii jak materialne zabezpieczenie dzieci. Ludzie tutaj doradzają, byś wystąpiła o alimenty, ty wolisz poczekac aż ci mąż rzuci jakąś przez siebie uznaną sumę na stół i co najwyżej ponarzekac, że za mało. O tym piszę. I czy ty zdajesz sobie sprawę, że to pełne uzależnienie od męża i poddaństwo jest bardzo nieaktrakcyjne? Przecież nie musi się o nic starac, wystarczy, że raczy wrócic a ty mu wybaczysz. No i co dalej?

Nazywam twojego męża nieudacznikiem, bo z twoich postów wynika, że nim jest. Spróbuj to dostrzec pod ładną opalenizną, markowymi ciuchami, Q7 w leasingu a wszystko to na kredyt i to najgorszego rodzaju, bo z Urzędu Skarbowego, wtedy może zrozumiesz, że jestes o niebo lepsza od niego, nie masz powodów do kompleksów przed miss erotica świecącą gołym tyłkiem w internecie.

865

Odp: Miłość trwa

To prawda, że robię błędy.
Już kiedyś o tym pisałam.
Dopiekłas mi.
Oczywiście masz do tego prawo, każdy może napisać to na co tylko ma ochotę.
Ale w pewien sposób mi pomagasz.
Dochodze do wniosku, że forum to nie najlepsze miejsce na otwarcie się, wyrzucenie z siebie problemu - przynajmniej dla mnie.
Komuś takiemu jak ja, łatwo zrobić przykrość. Zbytnio przejmuję się opinią innych.
Życie lekko mi dokopało.
Wystawiam się tu na publiczną ocenę, krytykę, otrzymuję również wsparcie.

Po tym co napisałaś widzę idiotkę, zacofaną babę, która idealizuję sobie nieudacznika męża.
Bierną, bo nie ma sądowych papierków.

Nie chce mi się nawet pisać czegokolwiek na swoją obronę.
Bo po co?
Widocznie taka jestem.

Wiem co to znaczy niezależność. Mama poświęciła swoje życie pracy i nezależności.
Mam sporo problemów.
Mąż to może 1/4 z całości moich zmarwień.

866

Odp: Miłość trwa

Przede wszystkim to bardzo lubisz zdaje się wchodzic w role ofiary i nikt cie tak skutecznie nie dołuje jak ty sama. Oraz twój małżonek za twoim przyzwoleniem częściowo.

867

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

To prawda, że robię błędy.
Już kiedyś o tym pisałam.
Dopiekłas mi.
Oczywiście masz do tego prawo, każdy może napisać to na co tylko ma ochotę.
Ale w pewien sposób mi pomagasz.
Dochodze do wniosku, że forum to nie najlepsze miejsce na otwarcie się, wyrzucenie z siebie problemu - przynajmniej dla mnie.
Komuś takiemu jak ja, łatwo zrobić przykrość. Zbytnio przejmuję się opinią innych.
Życie lekko mi dokopało.
Wystawiam się tu na publiczną ocenę, krytykę, otrzymuję również wsparcie.

Po tym co napisałaś widzę idiotkę, zacofaną babę, która idealizuję sobie nieudacznika męża.
Bierną, bo nie ma sądowych papierków.

Nie chce mi się nawet pisać czegokolwiek na swoją obronę.
Bo po co?
Widocznie taka jestem.

Wiem co to znaczy niezależność. Mama poświęciła swoje żNycie pracy i nezależności
Mam sporo problemów.
Mąż to może 1/4 z całości moich zmarwień.

Nie jesteś ani idiotką ani zacofaną babą! Jesteś kobietą za bardzo kochającą faceta, który robi sobie z Tobą co chce. Jesteś cudowną matką do której dzieci zawsze będą mogły się ze wszystkim zwrócić. Pomyśl tylko czy pozwoliłabyś aby jakiś facet traktował Twoją córkę tak jak teraz traktuje Cię mąż? Trzymam kciuki za Ciebie i Twoje dzieci, Wesołych Świąt

868

Odp: Miłość trwa

Właśnie bet. CiePlych i takich pełnych śmiechu Swiat. Bliskości. I braku obaw.

869

Odp: Miłość trwa

Bet, Swanen napisała też :"wtedy może zrozumiesz, że jestes o niebo lepsza od niego, nie masz powodów do kompleksów przed miss erotica świecącą gołym tyłkiem w internecie.

czy to zauważyłaś, czy w dalszyn ciągu widzisz tylko krytykę ?

870

Odp: Miłość trwa

Tak, zauwazyłam te słowa

871

Odp: Miłość trwa

Życzę wszystkim wyjatkowego czasu w te Święta.
Tego na czym najbardziej wam zależy:)

872

Odp: Miłość trwa

Bet,
spokoju, wyciszenia, radości z rzeczy najprostszych,
uśmiechu dzieci
to mogą być takie święta o jakich marzysz , takie jakie Tobie odpowiadają

873

Odp: Miłość trwa

Ropoczęłam dzisiaj działalność gospodarczą.
Przynajmniej z tym zdążyłam przed końcem świata:)

874

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Ropoczęłam dzisiaj działalność gospodarczą.
Przynajmniej z tym zdążyłam przed końcem świata:)

Gratuluję. W dechę baba!

Tylko czasem tu zaglądam, bo to ta historia z fotografem... ale jak kobieta bierze życie za rogi to aż przyjemnie się robi. W innych małżeństwach kobieta niczym księżniczka ma wszystko za złe, chociaż książe robi wszystko dla tej pani...

875

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Ropoczęłam dzisiaj działalność gospodarczą.
Przynajmniej z tym zdążyłam przed końcem świata:)

gratuluję Bet smile

876

Odp: Miłość trwa

Bet, alonka ma rację z tym uzależnieniem, jedynie tylko postrzega je w schemacie alkoholizmu. Niby te same mechanizmy, ale jest to bardziej skomplikowane niż uzależniająca psychoaktywna substancja taka z zewnątrz. To co dzieje sie w mózgu ofiary nałogu miłości/uczuć/ jest sprawa bardziej złożoną. ja nie znoszę łatwych odpowiedzi na trudne pytania. Nie będe, więc wzorem innych punktować negatywy twego małża, bys wreszcie dała sobie z nim spokój.
Nie tędy droga i  nie ta metoda by móc się wyzwolić z tych uczuć wobec człowieka, tak silnych jak instynkt samozachowawczy, który stał tobie się taką biblijną ręką, która odciąć należy gdy grzeszy.
On wrósł w Ciebie jak symbiot i przez lata stał się nie zastąpiony. To tak jakby pozbawić się płuc w jednej chwili.
Nic nie musisz, masz prawo cierpieć i tarzać się w żałobie. Masz wątpić i się wahać. Masz prawo tęsknić za uczuciem jego czułością i opieką. Masz prawo się słaniać i bredzić, masz prawo być słabą i nieracjonalną. Masz prawo na nadzieję.
I nie ważne ile to będzie trwało, Ty jestes wyjątkowa i Twoja męka jest tylko Bogu i Tobie tak długo darowana, aż ten krzyż poddzwigniesz.
Nie śpiesz się, nie ulegaj presji, a szczególnie tym co tym honorem i wartością chcą Cię przywalić.
Idź swoją drogą i cierp tA swoją żałobę tyle ile Ci potrzeba.
I żadnym głupkowatym /dasz rade/ nie kończę, tylko.jednym- daj sobie czas i nie poganiaj swego serca, ono musi się pobliźnić. A twój niepokój, to nie tylko permamentny stres, to to cos co innych nigdy nie dręczy. Intuicja. Przeczucie przyszłości, irracjonalna pewność. Wierz temu, choc rozum podpowiada kalkulację.

877

Odp: Miłość trwa

UUUUUUU, święta Tereska - prosto, prosto. I jak typowo  kobieco wrednie.

878

Odp: Miłość trwa
Swanen napisał/a:

Przede wszystkim to bardzo lubisz zdaje się wchodzic w role ofiary i nikt cie tak skutecznie nie dołuje jak ty sama. Oraz twój małżonek za twoim przyzwoleniem częściowo.

I Tobie też po drodze i sobie też Bet kopniesz. Lepiej Ci, prawda? Taka lepsza od niej jesteś i taka mundra co?

879

Odp: Miłość trwa

Może nie powinnam się przyznawać...
Poszłam spać o 9 rano. Albo raczej poszłam zając się dzieckiem.
Było wszystko...
Śpi w pokoju syna ( tym bez dzrzwi)
... chyba nas poniosło.

880

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Może nie powinnam się przyznawać...
Poszłam spać o 9 rano. Albo raczej poszłam zając się dzieckiem.
Było wszystko...
Śpi w pokoju syna ( tym bez dzrzwi)
... chyba nas poniosło.

długo na to czekałaś...
sama zobaczysz, czy to było dobre dla Ciebie

881

Odp: Miłość trwa

No to teraz ja.

Wg mnie Bet realizujesz to co chcialas, czyli powrot do meza i czulo sie to juz na pierwszych stronach tego watku.

Teraz sie cofasz, nawet nie stoisz w miejscu jak wczesniej, wracasz to bagna ktore znasz, w ktorym sie odnajdujesz.

Dziewczyna wyzej ma racje ze lubisz wchodzic w role ofiary, bardzo trafne spostrzezenie, ja tez chcialam o tym napisac.

Nie zrobisz nic, bo nie chcesz nic zrobic.
Chcesz zeby bylo tak jak dawniej, zeby on wrocil i zeby byly pieniadze.
A potem sobie JAKOS poradzimy.

Przerazajace ze chcesz wrocic do tego w czym zylas.

Sprzedajesz sie za bezcen teraz, byle bylo po Twojej mysli.

To on powinien do Ciebie przyjsc, za Toba chodzic, walczyc o Ciebie.

Tymczasem Ty w odpowiednim momencie zostawilas uchylone drzwi, przez ktore on powoli wchodzi do Twojego zycia, za Twoim przyzwoleniem, jednoczesnie udajac ze to sie dzieje samo, ze to on tak chcce.
Nie, on po prostu zobaczyl zielone swiatlo od Ciebie, wiec ruszyl.
Nie ma w tym nic przemyslanego.

Przestan sobie wmawiac wszystko.


Nie pojdziesz na terapie, bo musialabys cos z tym zrobic, a po co?

Przeciez Ty potrzebujesz kogos kim mozesz sie zajac, kogos komu mozesz dac zrozumienie, zaopiekowac sie, taka dobra i wyrozumiala Bet. Nie jest to bynajmniej komplement.
On powinien walczyc, a tego nie robi.
Ty sie lasisz.

Odbije Ci sie to wszystko czkawka.
Po miesiacu miodowym, bedzie zrzut na beton, a wtedy albo dalej bedziesz udawala albo bedziesz zaczynala taki watek od nowa, dodatkowo sponiewierana.


Wielkim bledem jest to, ze nie chcesz przepracowac relacji z matka i pojsc na terapie dla wspoluzaleznionych.
Jestes absolutnie klasycznym przypadkiem takiej osoby, a takze kobiety kochajacej za bardzo.

Przeczytaja te ksiazke, jest w necie, mozna sciagnac, 'Kobiety kochajace za bardzo'.


Nie zyjesz, tylko chcesz przetrwac do momentu az wroci.
On Cie nawet o to nie poprosil, wzbudza w Tobie poczucie winy a Ty lykasz to wszystko.
Jestes w czarnej d...ie.

Masz jakies swoje 'zasady', ze z nikim sie juz nie mozesz zwiazac, ze nie znajdziesz mezczyzny dla ktorego bedziesz pierwsza kobieta. Halooo, pobudka, sama sobie rzucasz klody pod nogi.

W tej chwili Ty jestes swoim najwiekszym wrogiem, nie chcesz sama sobie pomoc.

Bez terapii nie ruszysz.

On moze wrocic, Twoj maz przemocowiec i alkoholik, tak trzeba o nim tez mowic, a nie stwarzac iluzje.

Myslisz ze bedzie inny?
A dlaczego ma byc inny?
Bo go przyjmiesz?
Ot tak sie zmieni?

Jak ma wygladac Wasze nowe zycie, tak jak wczesniej z przemoca i alkoholem?
Sami nie ruszycie, bedziecie krecili sie wkolko.


Poza tym sorry jezeli Cie uraze, ale od jakiegos czasu mialam wrazenie ze sama tez teraz popijasz.
Stad te nocne nasiadowki, wynurzenia, pisanie do niego smsow.

882

Odp: Miłość trwa
alonka napisał/a:

długo na to czekałaś...
sama zobaczysz, czy to było dobre dla Ciebie

Moze pan potrzebuje mety na swieta, oby sie zabezpieczali, bo sytuacja podobna do tej kiedy zaszla w ciaze.

883

Odp: Miłość trwa

Katkarsis, Twój post pozostawiam bez komentarza.

Życzę spokojnych i radosnych Świąt

884

Odp: Miłość trwa

Twoje zycie, Twoj krzyz.
I pamietaj ze niestety nie jestes mocarzem.


Tu masz cos jeszcze, dzis to przeczytalam



''luzja czwarta: trzeba dać czas na ochłonięcie''

Zdrada kończy się natychmiast albo wlecze latami. Gdy już wszystko się wydało, strona zdradzająca chciałaby - z przyzwoleniem naiwnego współmałżonka - uzyskać odroczenie, jeszcze nasycić się romansem. Ten ekstatyczny "ostatni raz", te pożegnania kochanków, których rozdziela proza życia... Zasilone dramatem uczucia rozpłomieniają się od nowa i wyrozumiały współmałżonek dowiaduje się, że jego cierpliwość nie na wiele się zdała - bo "to jednak tkwi we mnie, muszę mieć jeszcze trochę czasu". Uwaga również na deklaracje: "Potrzebuję samotności i spokoju, by wszystko przemyśleć" czy "Muszę pobyć bez niej i bez ciebie, by zrozumieć, czego chcę, i podjąć decyzję" - to zasłona dymna służąca usunięciu partnera z pola działania.

Nie słuchajmy zwierzeń o romansie. Nie wpuszczajmy wroga na nasz teren. Bo inaczej nie spostrzeżemy się, gdy subtelna psychika wybranki stanie się częścią naszego małżeńskiego życia i trzeba będzie rozumieć, że mąż musi bardzo ostrożnie przygotować kochankę do rozstania, bo: "Mówiłem ci przecież, jaka ona jest wrażliwa i ile dla mnie zrobiła, to byłoby nieuczciwe z mojej strony, mogłaby sobie coś zrobić, chyba nie chciałabyś się czuć odpowiedzialna za coś takiego?". "Nie chciałabym i na pewno nie będę, nie zamierzam o niej słyszeć ani słowa więcej, a na razie może byś się zajął moją wrażliwością" - powinna odrzec żona walcząca.



A tu calosc

http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107880,1626405.html

885

Odp: Miłość trwa
HeiligeTerese napisał/a:
Swanen napisał/a:

Przede wszystkim to bardzo lubisz zdaje się wchodzic w role ofiary i nikt cie tak skutecznie nie dołuje jak ty sama. Oraz twój małżonek za twoim przyzwoleniem częściowo.

I Tobie też po drodze i sobie też Bet kopniesz. Lepiej Ci, prawda? Taka lepsza od niej jesteś i taka mundra co?

Gdzie ty widzisz kopanie? Wskazanie na pewne cechy charakteru bądż postępowania, które nie są najmocniejszymi stronami autora to kopanie? Czyli co, kadzenie jest dobrym i jedynym rozwiazaniem dopuszczalnym na forum?

Czy też może pośrednio poprzez bet leczysz swoje kompleksy?

886

Odp: Miłość trwa

Czysto teoretycznie rozważając, kto by chciał byc ofiarą? A jednak, wchodzenie w role ofiary może miec swoje korzyści, np. zapewnia współczucie i uwagę innych - vide ten wątek.

887

Odp: Miłość trwa

Są osoby, które chętnie oceniają, krytykują.
Wręcz stawiają diagnozę, przewidują przyszłość.

Żaden psycholog , terapeuta czy rozsądny życzliwy człowiek nie powie, nie napisze komuś jesteś w czarnej d....
Jesteś taki a taki.
Zwłaszcza  jeśli to co robię nie krzywdzi innych.

Ofiarą nie jestem i nie będę jeśli będę żyć tak jak ja tego chcę oraz kochać tak mocno jak mam na to ochotę.

Ale jednak wasze wypowiedzi nie idą na marne.
Wiem, już że należy trzymać się własnych przekonań, tego co się czuje.

A forum to takie miejsce gdzie każdy może sobie napisać co mu się podoba.
I bardzo dobrze, nabrałam dystansu do tego co piszecie.

Cenię wypowiedzi bez diagnozy (zresztą nieprofesjonalnej), ale pozwalajace na przemyślenia, sugerujące jakiś problem.
Wyczuwam troskę o mnie i dobre intencje.

Mój mąż zdradził, zostawił rodzinę.
Byłam zrozpaczona. Kochałam , spodziewałam się dziecka.
Nie chciałam z nim być po tym, co się stało.
Byłam wściekła, byłam załamana, w szoku.
Ale była refleksja, czułam że bez tego nie byłoby zmian.
Nie odważyłabym się. Żaluję, że takim kosztem.

Właściwie to była moja wina. Ja na to pozwoliłam.
Wstydziłam się mówić o tym co czuję, co mi się nie podoba.
Efekt taki, że jemu było dobrze a mnie nie do końca.

Teraz jest innaczej.
Zależy mu , żebym była szcześliwa. Uczę się otwartości.
Zrobiłam to na co miałam ochotę. 
Jak to , nie wypada, przecież mnie zdradził - kiedyś takie myśli by mnie ogarniczyły.

Tego nie było w planach. Zgodziłam się żeby przyjechał

Nie wykonałabym pierszego ruchu.
Jeślibym nie czuła autentycznego zaangażowania, chemii - nie przełamałabym się.

Wierzę mu, widzę starania.
Jest chyba to co najważniejsze. Z mojej strony tak, z jego mam wrażenie że również.
Reszta kicha.

Nie mieszkamy razem.

888

Odp: Miłość trwa
Swanen napisał/a:
HeiligeTerese napisał/a:
Swanen napisał/a:

Przede wszystkim to bardzo lubisz zdaje się wchodzic w role ofiary i nikt cie tak skutecznie nie dołuje jak ty sama. Oraz twój małżonek za twoim przyzwoleniem częściowo.

I Tobie też po drodze i sobie też Bet kopniesz. Lepiej Ci, prawda? Taka lepsza od niej jesteś i taka mundra co?

Gdzie ty widzisz kopanie? Wskazanie na pewne cechy charakteru bądż postępowania, które nie są najmocniejszymi stronami autora to kopanie? Czyli co, kadzenie jest dobrym i jedynym rozwiazaniem dopuszczalnym na forum?

Czy też może pośrednio poprzez bet leczysz swoje kompleksy?

Kompleksy to chyba ty leczysz, okazując pogardę i własną wyższość, bo ty taka wszystko wiedząca, mądra, lepsza, więc sobie kokoś obrazisz. Ciebie to dotyczy, nie rób na mnie projekcji własnych frustracji.
I nie potrzebuje Bet takich mądrych rad. Nie róbcie z niej debilki. To jej życie jej wybory, nie potrzebuje waszych ocen. Nie podoba się jej osoba, to nie wchodźcie tu.
Idźcie ujadać i kąsać gdzie indziej.

889

Odp: Miłość trwa

Kończę w tym roku 54 lata,mam dwóch synów 19 i 14 lat i właśnie zostałam sama po 25 latach małżeństwa.Mój mąż zakochał sie w dziewczynie,która mogłaby byc jego córką,mieszkają razem i buntują mojego 19 letniego syna,koszmar, nie poznaję własnego dziecka.

890

Odp: Miłość trwa

Witaj Bet i pozostałe dziewczyny.

Jak samopoczucie po świętach? Bet pisz co u Ciebie się dzieje, zaczynam się już denerwować tą "zawieszką" Twoją na forum.

Niestety muszę się z Wami podzielić tym co się dzieje u mnie. Doradźcie mi mądre kobiety:


Tak jak wcześniej pisałam mój mąż przez długi czas próbuje mną manipulować, pokazać, jaki to on nie jest wspaniałym tatusiem.  Coraz częściej panoszy się w moim życiu. Nie da je mi zapomnieć o sobie. Ze względu na to, że ma kochankę, oszukuje mnie, (mimo, że go nadal kocham) chcę się od niego odciąć, bo mi taki układ nie odpowiada. Czym bardziej go unikam, tym bardziej on usilnie pcha się w moje życie. Nadal ma problem z wzięciem dwójki dzieci naraz ? tłumacząc się bardzo infantylnie i nielogicznie, nieskładnie. 

Ostatnio stwierdziłam, że jak ma to dalej tak wyglądać to ja chcę formalnie zakończyć ten związek. Ta informacja wprowadziła go w wielki niepokój. Zaczął mi ?stawiać? warunki. Próbował szantażować, że jak wystąpię o rozwód z orzekaniem o winie, to mi nie odpuści, też będzie mnie pogrążał. Podczas rozmowy o dzieciach, poprosiłam, aby się określił, w jaki sposób (raczej, kiedy) będzie się widywał z dziećmi ? to oczywiście wysłuchałam, że się dogadamy, ale on mi konkretów nie poda teraz, bo ? i stek bzdur. Próbował mnie zdenerwować albo być zabawnym (sama już nie wiem) ? 1 tydzień u mnie dzieci jeden u niego) Jak go poinformowałam, że dla mojej wygody i spokoju psychicznego chcę mu ograniczyć prawa do dzieci tylko w kwestiach załatwiania spraw formalnych, urzędowych ? typu paszport. Ułatwi mi to życie, a jemu to bez różnicy. Zaczął oponować, że na to on nie pójdzie.

Wiem, że najlepszą obroną jest atak, ale bez przesady. Na koniec rozmowy, zawinął się na pięcie wsiadł do samochodu, nie chciał ustalić niczego, podać innego terminu. Po prostu uciekł.

Jak opadły emocje, to zadzwoniłam do niego, aby go poinformować, że nie chcę się kłócić, że nie chodzi mi de facto o orzekaniu o winie (to będę musiała skonsultować z prawnikiem), ale nie on będzie o tym decydował. Przeszliśmy później na temat dzieci, to on chce tylko ustalić formalnie miejsce pobytu i zamieszkania dzieci, resztę się dogadamy (na to ja nie wyrażę zgody) ? widzenia także muszą być ustalone, też mam prawo układać sobie życie. Alimenty wcześniej załatwiłam drogą sądową.

Stanęło w rezultacie na tym, że jak mu się nie podoba, co ja chcę wpisać w pozwie, to niech sam składa.  A ja się będę ustosunkowywać.

Nagle ni stąd ni z owąd stwierdził, że jak on umrze i będę miała akt zgonu, to jego podpis nie będzie mi już potrzebny ? jak stwierdziłam, że nie wiem, o co mu chodzi, to nagle zmienił temat. I zaczął mi mówić, coś o swoim tacie ? jakby szukał wspólnego tematu, odwracał uwagę do głównego wątku naszej konwersacji.

Proszę doradźcie mi, co ja powinnam zrobić, jak bronić się przed nim. Ja go naprawdę kocham, tęsknie za nim, ale pozwolę sobie żyć dla mnie w chorym układzie. Wyniszcza mnie ta sytuacja.

891

Odp: Miłość trwa

Zagubiona , witaj po świętach:)

Nie za bardzo Ci doradzę, bo chyba nie rozumiem zachowania twojego męża.
Wygląda na to, że boi sie rozwodu.
Miałam też taki okres. Chciałam rozwodu, potem jednak doszłam do wniosku, że to chyba on ma wiekszą na niego presję i powiedziałam mu, że jak chce to niech sobie sam o ten rozwód wystapi
(podobnie jak ty).

Nie żałuję tej decyzji.
Czy się ona komuś podoba czy nie, na dzień dzisiejszy uważam, że była słuszna.
Z tego co wiem nieźle pokrzyżowało to plany kochance.

Chyba na tym forum wyczytałam, że jeśli w pierwszym okresie zauroczenia zdradzający nie wystąpi o rozwód to bardzo prawdopodobne, że nie wystąpi w ogóle.

Mam nadzieję, że chociaż płaci Ci te zasądzone alimenty.
Co do winy, to jest ona raczej oczywista.

892

Odp: Miłość trwa

Niektórych komentarze nie są przyjemne.
Do tego nawet sugestie, że popijam. Przykro to czytać.
Myślę wtedy o tym, kto to pisze, negatywnych emocjach, wierze w ludzi...
I zastanawiam się też, co jest we mnie takiego, że niektórych tak irytuję.

Zagubiona, u mnie chyba ok. Mam strsznie dużo spraw do załatwienia.
Święta minęły dobrze. Wigilia rodzinna u siostry, potem dwa dni leniuchowania w domu.
Mały był jeszcze chory, nie wychodziłam z domu i to mi najbardziej odpowiadało.
Z mężem widziałam się dopiero wczoraj przez chwilkę jak był w pracy.

Coś opiszę:
Śniło mi się wczoraj, że prowadzę autobus.
Były w nim moje dzieci. Fotel kierowcy tak jakby po środku, musiałam się wychylać, żeby dostrzec drogę.
Droga prowadziła przez góry. Śliska, zaśnieżona, wąska, z jednej strony skały z drugiej przepaść.
Próbowałam ten autobus prowadzić, traciłam panowanie.
On się coraz bardziej rozpędzał. Nie miałam wystarczająco siły, żeby odpowiednio mocno nacisnąć na wielki hamulec.
Hamowałam ile sił, nieustannie, ale byłam za słaba.
Autobus jechał coraz szybciej. Z wielkim trudem usiłowałam nie wypaść z drogi. Byłam w potwornym napięciu, zdawałam sobie sprawę z niebezpieczeństwa i odpowiedziałności.
Chociaż byłam spanikowana, przerażona, starałam się zachować spokój. Skupiałam się na drodze, hamowałam i szukałam ratunku.
Ale byłam wycieńczona.

Dostrzegłam z boku jakiś parking. To była moja szansa.
Jakimś cudem udało mi się na niego wjechać. Tam próbowałam się zatrzymać.
Udało się.
Miałam chwilę, żeby wreszcie odetchnąć, żeby to potworne napięcie, skupienie wreszcie opadło.
Byłam przeszczęśliwa, że dostrzegłąam ten parking, ze do niego dotarłam unikając najgorszego.
A pasażerowie pytali, czemu tu zjechałam. Czemu stoję, co ja wyprawiam.
To nie jest po drodze. Tracimy czas. W dodatku teraz powrót do drogi jest utrudniony, nie wiadomo jak na nią zjechać.
Ja zjazd widziałam. Wiedziałam już, że znowu na tę drogę zjadę.
Obudziłam się.

Tak sobie myślę, że ten sen był jakby odzwierciedleniem moich obaw.
Przyszło mi samodzielnie prowadzić moją rodzinę, zapewnić jej bezpieczeństwo. Wiem co rzeczywiście potrafię. Takim autobusem trzeba się nauczyć jeździć, dostosować go do takiego drobnego jak ja kierowcy.
Mój mąż daje mi na paliwo, ale nie dba o stan techniczny i czy prowadzę bezpiecznie.
Nizbędna benzyna a reszta to mój problem.
Ktoś z boku może patrzeć zdziwiony, czemu ona zjeżdża, co ona wyprawia, staje, zawraca z drogi.
Wiem po co.

Jeśli mąż chciałby to w każdej chwili może do niej wrócić. Wynająć z nią mieszkanie.
Nic nei stoi na przeszkodzie.
W kązdej chwili może wziąc rozwód. Ma świetnego prawnika. Po zasądzonych alimentach maiłby mniej wydatów niż teraz.
Takie jest nasze prawo. Myślicie, że mam szanse na ponad 10 tyś /mc.?
Zaczyna nowe życie. Zakłada nową rodzinę.

A ja jestem oczywiście rozchwytywana przez przystojnych adoratorów, którzy w razie czego chętnie pomogą mi w wychowaniu zbuntowanych nastoletnich chłopców, opiece nad bardzo poważnie chorą córeczką i zajmowaniu się maleńkim dzieckiem.
Nie mówiąć już o tym, że nagle próbuję sobie wmówić, że nie był moją miłością no i przecież nie mam żadnych przekonań, w ogóle ich nie czuję, a tylko je sobie wmawiam.
W końcu XXI wiek, muszę być nowoczesna, bo innaczej nie będzie akceptacji innych.

893

Odp: Miłość trwa

Niestety go kocham, obawiam się, że nawet bardzo.
Brakuje mi go cholernie. Mam ochotę się przytulić.
Z jednej strony zapewnia, pisze ze wszystko się zmieni, ze on musi sie starać, że dojrzał, ze jest gotowy... a z drugiej - mam wątpliwości.
Po prostu obawiam się, że on nie kocha mnie tak jak ja jego.
Nie chcę budowania ze wzgledu na dzieci.
Potrzebuję wielkiej , prawdziwej miłości. Mam wiele do pozostawienia za sobą.

I nie piszcie mi o łaszeniu się.
Nie widziałam jeszcze faceta, na którego łasząca się żona miałaby zadziałać tak, że zrywa z kochanką.
Gdyby to wystarczyło i było takie proste to nie byłoby rozwodów z powodu zdrady.

Każda zdradzona wie, że jak mąż ma inną i to już nie w ukryciu to ona się przestaje liczyć.
Rok z nią mieszkał, jakby chciał to robi tak dalej. Nic nie stoi na przeszkodzie.
Zamiast kupić dziecku narty za prawie 3 tyś zł to wydałby to na kochankę.
Stać go na hotele to i na dach nad głową.
Zresztą w każdej chwili może sobie znaleźć inną i to młodą. One na ustawionych gości lecą.
W dodatku jest przystojny i dobrze wygłada. A dzieci w naszym pańswie nie stanowią żadnego problemu.

Warto czasem zejść na ziemię.
Bardzo możliwe, że i tak się rozstaniemy. Warunek niezbędny - uczucie.

Ciekawe czy zostanie z dziećmi na sylwestra. Wyjeżdżam w poniedzialek, wracam jak tylko się da, czyli we wtorek ( trzeba będzie dojść do siebie zanim będę prowadzić).
Musze jeszcze pogadać z ciocią i mamą.
Jak go znam to mnie wyroluje i w ogóle w poniedziałek się nie pojawi.

Przed chwilą się z nim pokłóciłam. Powiedziałam, żeby spadał...

894

Odp: Miłość trwa

Trochę mnie wczoraj poniosło z tym snem. Ale jakoś tak skojarzył mi sie z moją sytuacją.

Sukienka na sywlestra dopasowywana u krawcowej, a mąż nie ukrywa niezadowolenia.
Boi się, że go zdradzę. Ma o mnie chyba wyobrażenie, że jak się lekko wstawię kieliszkiem szampana ( wystarczy mi nawet pół), to od razu ....
I tłumaczy mi jak to jest, ze on też był taki siebie pewny itd., że jak powie kumplom gdzie spędzam Nowy Rok to zapytają czy ma jeszcze do tamtej telefon.

W zeszłym roku ja spędzałam NR z dziećmi, on z kochanką.
Mówi mi: przynajmniej wiedziałaś gdzie i z kim...
No tak, byłam spokojna, ale nie musi mi jeszcze tłumaczyć co robił.

Nie wierze, że sobie z tego żartuję.

Przedstwiłam mu sytuację z mojej strony.
Jestem sama, na niego nie mogę liczyć. Nie planuje nic złego, chcę sobie potańczyć, zabawić się.
Jakbym chciała mogłabym mu nawet nic nie mówić. Zniknąłby i nawet nie wiedział, że nie ma mnie w domu.
Przez prawie dwa lata miałam możliwość, żeby robić co mi się podoba.
Prawie codziennie wychodzę na kilka godzin. Nie wie gdzie jestem, co robię.

Ja nie wiem, gdzie on nocuje i co robi jeśli nie śpi u ojca.
To jest zaufanie.

Twierdzi, że nie chce już więcej wchodzić w takie układy. A czy siebie jest pewny?
Pojdzie nawet z kumplami do knajpy. W każdej chwili może poznać dziewczynę, która znowu zakręci mu w głowie. A martwi się o mnie.

Opowiada jakbyśmy to mogli spedzić tego S razem.
Czemu nie pomyślał o tym szybciej. Chciałby, żebym siedziała w domu z dziećmi, a on w tym czasie będzie gdzieś imprezował.

Ma czas dzisiaj do wieczora. Jeśli coś dla nas załatwi to zrezygnuję ( chyba) z wyjazdu.
Nie sądzę, żeby coś udało mu się zorganizować. Jest późno.
Pochwaliłam się, że mam już przygotowaną wystrzałową sukienkę mini bez ramion oraz .... bieliznę.

Trochę pogadaliśmy (poszłam spać po 2 ).
Zależy mu bardziej niż kiedykolwiek.
Powiedziałam o swoich obach.
To jest taki kontrast. Tamta modelka erotyczna, piękna, ponętna, profesjonalna i doświadczona w seksie, 18 lat młodsza.
A ja po 4 ciążach i porodach, czterdziestolatka.
Uważałam się za ładną, wciąż słyszę komplementy. Czuję się ładna. Nie piekna, ale zwyczajnie ładna, zgrabna. Swobodnie chodzę w krótkich spódniczkach.
Dla niego już taka nie jestem. On nie widzi już we mnie urody.
No i mam. Wkurzałam się, że przez kilkanascie lat jedyny komplement, który słyszałam to było: że mam fajną d..., to teraz ceni mnie za inteligncję, za to jaka jestem.

A seks? Ja przy niej to mogę być niedoświadczone dziewczę. Byłam tylko z nim. Na naukę podobno nigdy nie jest za późno, ale obawiam się, że będzie porównywał.
Odkrywaliśmy razem, szliśmy równo, czułam się swobodnie. Nie mam doświadczenia jako ekskluzywna prostytutka.
Nie wstydziłam się swojego ciała. Piersi po ciążach i latach karmienia
A teraz ...

Tłumaczy mi, że jest pewny, że chce być ze mną. Mam o tym nie myśleć. Mam więcej.
Takich dziewczyn jak ona jest wiele. Wiele też i ładnych i inteligentnych. JA mu odpowiadam.

895 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-29 17:11:29)

Odp: Miłość trwa

Bet
sk?d ja to znam?
Ty nie musisz i nawet nie powinnaś mu się tłumaczyć czy go zdradzisz czy nie...
on nie może mieć do Ciebie pretensji czy żalu o imprezę w Wawie. Wykupiłaś bilet na sylwestra bo chciałaś, dość siedzenia w domu i płaczu, czas żyć.
Przecież miał czas aby coś zorganizować, chociażby wytrzałowa kolacja w super hotelu w apartamencie z szampanem i muz? z telewizji lub u Ciebie w domu z dziećmi. Wystarczy chcieć.
Niech teraz on ma obawy a Ty nie tłumacz się bo nie masz z czego.

Jak to się role odwr?ciły big_smile

Ja to bym pojechała do tej Wawy, niech on obgryza te paznokcie z niepewności  z kim Ty i gdzie big_smile
A co,  niech się Don Pedro pougania za Tob?.

896

Odp: Miłość trwa

Życzę tego Tobie z całego serca, co napisała Twardogłowa.  Niech w życiu wiedzie Ci się jak najlepiej:)

897

Odp: Miłość trwa

Bet,

wszystko ok?

Napisz co u Ciebie?

898

Odp: Miłość trwa

Bet, odezwij się proszę.

899

Odp: Miłość trwa

Dziewczyny, dzięki za troskę.
U mnie, no cóż - życie.
Mam mało czasu, nie mam kiedy pisać, a jest tego sporo.
Mam wątpliwości.
Potrzebuję mężczyzny!!!
Nie faceta, chłopca.

900

Odp: Miłość trwa

Bet to dla Ciebie:

Odnaleźć siebie w związku

Pewnego dnia przyszedł do mnie mężczyzna w średnim wieku. Nie był zainteresowany terapią ani tym co robię. Jedyne czego szukał to odpowiedzi na pytanie, kt?re dotyczyło największej zagadki jego życia.

- Całe życie szukałem mojej drugiej połowy. Może dlatego, że wierzyłem w tą opowieść o dw?ch poł?wkach jabłka? poznawałem wiele kobiet, wchodziłem w kr?tkie i długie związki, ale żadne z nich nie zaspokajały nawet połowy tego czego wg mnie miałyby zaspokoić. Czegoś zawsze brakowało. Szybko się nudziłem i tylko czasem wydawało mi się, że jest dobrze.

Tęskniłem za czymś co nadałoby sens mojemu życiu, za uczuciem, kt?re uświadomiłoby mi, że żyję. Za kimś przy kim wiedziałbym kim jestem.
W końcu jedna z moich przelotnych znajomości wykrzyczała mi, że wg niej boję się zaangażować i, że właśnie dlatego nigdy nie znajdę kogoś kto byłby ?wystarczająco dobry?. I dodała, że problem był we mnie a nie w kobietach, kt?re spotykałem.

Długo nad tym myślałem aż w końcu postanowiłem to sprawdzić ? poddałem się hipnozie. W ciąg kilku sesji hipnotycznych powoli odkrywałem źr?dło problemu i uświadamiałem sobie co blokowało mnie przed zaangażowaniem się w trwały związek. Potem poddałem się kilku innym sesjom energetycznego uzdrawiania i w końcu, mając czterdzieści lat, spotkałem ją.

Bardzo szybko wiedziałem, że to ona. Czułem szczęście i ekstazę. Tak jakby jej obecność budziła we mnie wszystko to co najlepsze co z kolei nadawało sens temu kim byłem. Istniałem poprzez nią. Wyrażałem się poprzez nią. Była moim lustrem, w kt?rym odbijałem naczystszą formę mojego istnienia. Poraz pierwszy w życiu miałem wrażenie, że żyję.

Po p?l rok od poznania się poprosiłem ją żeby ze mną zamieszkała. To był ostatni raz kiedy ją widziałem. Odeszła, bo nie chciała. To ona nie chciała się na tyle angażować. Minęło następne p?ł roku w czasie kt?rego czekałem aż wr?ci, ale ona nie wr?ciła. Powiedziała tylko, że nie jestem tym kogo szuka.

Robert wygiął się do przodu, oparł łokcie o kolana, spojrzał mi w oczy i powiedział: ?chciałbym wiedzieć dlaczego. Bo widzisz, jeśli zrobiłem ten cały wysiłek, żeby ją poznać, jeżeli poradziłem sobie z problemem, kt?ry powstrzymywał mnie od zaangażowania się i jeżeli wreszcie udało mi się spotkać kogoś z kim chciałbym spędzić resztę życia to o co chodzi? Gdzie tkwi błąd? Dlaczego?

Robert wsunął się plecami w fotel, założył nogę na nogę i dodał: - Mam wrażenie jakby to był największy żart mojego życia.
- I twoje życie nie ma bez niej sensu? ? zapytałam
-Nie ? odpowiedział z przekonaniem ? to tak jakby wszystko co robię nie miało głębszego sensu. Jakbym nie wiedział kim jestem, jakbym wisiał w powietrzu. Jakbym był pusty. Ona mnie wypełniała i powodowała, że czułem się potrzebny. Wszystko co robiłem nabierało sensu gdy robiłem to dla niej.
- Hm, uzależniłeś swoje szczęście od drugiej osoby. Nie żyłeś zanim ją spotkałeś a teraz umierasz.
- Czuję jakbym już umarł.

- To nie ty umierasz, ale twoja identyfikacja z inną osobą. Celem naszego życia wcale nie jest znalezienie drugiej poł?wki, kt?ra będzie nas wypełniać, ale przejęcie od tej poł?wki tego czego sami nie mamy tzn rozwinięcie w sobie cech, kt?rymi nasz partner nas uzupełnia, nauczenie się od niego po to aby w końcu samemu stać się pełnym jabłkiem. Inna osoba nigdy nie stanie się sensem twojego życia chociażby z tego powodu, że zawsze będziesz od niej oczekiwać, żeby cię uzupełniała, że swoje szczęście włożysz w jej ręce i w ten spos?b je od niej uzależnisz. Twoje szczęście będzie zależne więc od tego cokolwiek ona zrobi. A wtedy wystarczy, że nie zrobi tego co wg twoich wyobrażeń powinna robić, żebyś ty zaczął cierpieć. Poza tym identyfikując się z nią zatracisz siebie, stawiając ?my? nad ?ja?. Po pewnym czasie będzie istniała już tylko sztuczna konstrukcja oparta na wytycznych co kto powinien robić, żeby uszczęśliwić tego drugiego.

- Co więc powinienem zrobić?
- Jedyną osobą przez kt?rą możesz się wyrażać jesteś ty sam, w każdym momencie swojego życia. Chcesz znaleźć sens tego co robisz ? r?b wszystko z serca, obojętnie dla kogo. Ile ludzi i sytuacji przegapiłeś albo zaniedbałeś w swoim życiu tylko dlatego, że całą swoją uwagę skoncentrowałeś na szukaniu tej jednej osoby?

Wszystko co Ci się przydarzyło, wszystko co mogłeś dać albo dostać stało zawsze w poczekalni twojego życia; wszystkim tym chciałeś się zająć jak ?spotkasz ją?, jak? Masz czterdzieci lat ? co działo się przez ostatnie dwadzieścia? Ile serc, kt?rych pocieszenie, ukochanie czy uradowanie mogło nadać sens twojemu życiu przeleciało ci przez palce?
Jeżeli zrozumiesz, że twoje życie ma sens w każdym momencie, w każdej czynności, kt?rą wykonujesz, dla każdego kto przetacza się po twojej drodze to znajdziesz spełnienie. Jeżeli zrozumiesz, że ty sam jesteś już pełnym jabłkiem i nie musisz ?mieć? nikogo kto by cię uzupełniał to zobaczysz ile pełnych jabłek pojawi się wok?ł ciebie i jak lepszy będzie związek oparty na czystej miłości od miłości wynikającej z potrzeby identyfikacji czy z uzależnienia swojego istnienia od innej osoby.

- Hm, ale jak mam to zrobić?
- Zobacz siebie jako źr?dło tego co chciałbyś dostać. Szukasz uzupełnienia ? daj je innym. Miłości ? daj ją innym. Wszystko co zaczniesz rozdawać wr?ci do ciebie w kilkakrotnie większej dawce. Ale nie r?b tego po to by dostać z powrotem. Niczego nie oczekuj. Nikt nie musi ci nic dać. Jeśli twoja partnerka nie zaspakaja twoich oczekiwań to albo to zaakceptujesz albo ją zostawisz. Innego wyjścia nie ma. Ona nie jest po to, żeby cię uszczęśliwiać czy uzupełniać i nie ponosi odpowiedzialności za to czy jesteś szczęśliwy czy nie. Ludzie wykrzykują ?powinieneś mnie kochać, bo obiecałeś albo - bo ja cię kocham?. Pojawia się jednak pytanie: ?Kim właściwie jesteś, żeby m?wić drugiemu co ma robić? Czy zdajesz sobie sprawę z tego o jakiej arogancji to świadczy??. Dawaj, bo chcesz dać. Tylko takie dawanie ma wartość.
- Kiedy m?wisz o identyfikacji, hm, teraz dopiero czuję jak zaczęła mi ona ciążyć. Wcześniej wydawało mi się, że nie istnieję bez identyfikacji z perfekcyjną kobietą a teraz widzę jak wielkim ciężarem się ona dla mnie stała.
- Całkiem możliwe jest, że ona do ciebie wr?ci kiedy poczuje, że nie uzależniasz od niej swojego szczęścia. Obarczenie kogoś takim uczuciem jest czasem trudne do zniesienia. To tak jakbyś pr?bowal przyssać się do jej nogi. Ona to czuła.

Robert uśmiechnął się i zdjął z palca pierścionek/ obrączkę.

- To symbol związku z nią. Kupiłem dla mnie i dla niej kiedy miała się wprowadzić.
- Co czujesz bez niej?
- Ulgę. Nadal jest mi ciężko, bo jestem sam, ale chyba rozumiem o co chodzi. To nie ona nadaje sens mojemu życiu. Tylko ja i wyłącznie ja mogę to zrobć. i? jeśli wchodzę w związek to nie jestem partnerem, mężem czy kochankiem. Jestem sobą a wszystko inne to tylko nazwy tego co w danej chwili robię, tak?
- Dokładnie tak.

Autor: Monika Braun psychokinezjolog

901

Odp: Miłość trwa

Alonka, czemu nie. Tylko, że mnie pasuje dawanie czegoś z siebie.
A nie ukrywam, że od męża oczekuję czułości, troski.
Stara się materialnie. Dla niego to jest dowód miłości. Ja to doceniam, ale przecież narty dla dzieci czy nowy telewizor to nie to samo co odgarnięcie mi włosów... dotyk.

Zresztą martwię się. Wydaje mi sie, że pije. Nie mieszkamy razem, ale w nocy ( 2 - 4 rano) pisze do mnie smsy. Jest jakby wybuchowy...

Powiedziałam teściowi, że nie przyjmę go do domu jeśli będzie popijał, bo nie dopuszzę do awantur przy dzieciach.
Wkurzony , że rozmawiałam z jego ojcem.

Najpierw , że mnie kocha, a potem, że to koniec.

Nie może mi darować Sylwestra. Bardzo dobrze sie bawiłam. Wytańczyłam, poczułam, że jestem atrakcyjna, że się podobam. Nasłuchałąm się full komplementów, wyszalałam z duzo młodszymi.
No i nie odbierałam od niego tel.
Za dobrze się bawiałm. O pólnocy niezadzwonił, a potem to ja już byłam za bardzo zajęta.
Odpisałam n asmsy dopiero nad ranem jak wracałam taxi.
Jest tak zadrosny, ze to chyba jakaś obsesja.
Dalej się mści.
Boi się, że poznam kogoś fajnego i go zostawię.
Próbuje obniżyć moje poczucie wartości.
Trochę na próżno. Może byłoby mi z innym lepiej, ale tego nie chcę.
Jestem stała.

Daje czadu po tym S.
Dzisiaj w nocy znowu : to koniec.
A ja wierna żona tylko trochę poszalałam.
Odpisałam :ok

902 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2013-01-08 14:13:57)

Odp: Miłość trwa

Miałam nie odpisywać ale...

ten jego koniec to taka manipulacja jak Zagubionej męża zabicie się lol

Kolejna próba manipulacji z ich strony. Nie ma jak kontrolować to zastrasza, skąd ja to znam? Pan się wkurzył bo jego rzecz, własność miała czelność wyrwać się z pod kontroli i zaszaleć bez jego zgody zamiast potulnie w domu siedzieć i czekać na pańską łaskę gdy sam z balu wróci mad
Nie ma co dyskutować z takim, tłumaczyć się, wystarczą krótkie komunikaty: zrobiłam to bo chciałam, bo Ty nic nie zaproponowałeś.

Mój kończył związek, zabijał się kilkanaście razy I ŻYJE lol z zabijaniem się skończył kiedy załatwiłam mu zawał serca lol

Zaszalałam dziś i kupiłam bilety do Moskwy przez Paryż lol

A co, raz się żyje lol

I naprawdę bardzo pomogłaby Ci wizyta w Al Anon, adresy poniżej, chociaż spróbuj, daj sobie szansę:

REGION ŚLĄSKO-DĄBROWSKI              data aktualizacji 2012-11-13

napisz do nas:
region_slasko-dabrowski@al-anon.org.pl



    Telefon do regionu: 884 674 265
    dyżur: od poniedziałku do piątku w godz. 18 00 - 20 00

Sosnowiec, grupa "Uwolnienie", Klub Abstynenta "Uwolnienie",
ul. Niepodległości 17,
piątek - 1830 (1)

Sosnowiec -Klimontów, grupa "Przebudzenie",
ul. Hubala Dobrzańskiego 99,
środa - 1700 (1)


Tychy, grupa "Pełna Radość", Parafia św. Krzysztofa,
ul. Kard. St. Wyszyńskiego 1,
czwartek - 1830 (ost.)

Zabrze, grupa "Barbórka", K. A. "Nowe Życie",
ul. Park Hutniczy 6
poniedziałek - 1800 (ost.)

Katowice, grupa "Halinka", Parafia Ewangelicko-Augsburska,
ul. Warszawska 18,
poniedziałek - 1800 (ost.)


Katowice, grupa "Renia" Parafia Św. Stanisława Kost. - salka parafialna,
ul. Górniczego Stanu 22,
piątek - 1800  (ost.)


Katowice, grupa "Radość", OKI ul. Mikołowska 13A /wejście od ul. Kamiennej/
środa - 1700  (ost.)

903

Odp: Miłość trwa

Nie stara się materialnie, jest na poczuciu winy i prezentami próbuje Cię załagodzić
a to nie ma nic wspólnego z miłością.

Ja tez świetnie się bawiłam sama na sylwestrze, bezalkoholowym zresztą,
z młodszymi i starszymi, a mąż jak nigdy pokazał, że jest zazdrosny.
Wiem też , że jestem atrakcyjna, ale miło to po raz kolejny usłyszeć , prawda ? smile

A o zespole Otella słyszałaś?

904

Odp: Miłość trwa

To ja miałam nudnego, rodzinnego trzeźwego Sylwestra, na Długiej w Gdańsku, ale ja już stara jestem więc może dlatego  lol

905

Odp: Miłość trwa

Prezentów nie ma. Zwykłe życie.
Mąż mieszka u ojca.
Od sylwestra sie nie układa.
Żeby mi dopiec naopowiadał mi podchmielony, albo taczej zalany rzeczy, o których nie powinien wspominać. Chciał mi dokuczyć.
Dla mnie to nie jest wytłumaczenie.

Co zrobię jeszcze nie wiem. Ale mam cholerne wątpliwości.
Nie ważne, że go kocham.
Zastanawiam się, czy jest możliwe abym kiedykolwiek była z nim tak na prawdę szczęśliwa.
Wiele zależy od niego.
Nie potrafię. Tego prawdziwego szczęścia już chyba nigdy u jego boku nie zaznam.
On być może ze mną również.
Ludzie są durni.
Mają piękną, czystą miłość i rozwalają to dla "młodej dupy".
Super romans, druga młodość, długi na każdym kroku i profesjonalny seks.
W domu nie ma nic. Brakuje wszystkiego , a on wynajmował apartament w najlepszej lokalizacji.

I najlepsze, że to nie ja mu wypominam, wracam do tego co było. On to zrobił.
I głupie tłumaczenie, żebym się tak nie przejmowała tym co plecie po pijaku.

Nie podoba mi się. Jest trudno.
Jestem spokojniejsza, ale nie umiem się pogodzić z wizją życia bez pełnego szczęścia.
Czy mnie może być z nim dobrze. Odlot raczej mało prawdopodobny.

Wszystko do d...

906

Odp: Miłość trwa

Myślę co dalej. Chciałabym pozbyć się tych natrętnych myśli, ale nie umiem tak całkowicie.
Tracę wiarę, że da się odbudować małżeństwo z osobą, która zdradziła, a tym bardziej taką, która miała romans.

Nie wiem , co takiego kieruje mężczyznami, że w ten sposób traktują kobiety, że tak nie cenią tego co mają.
O ile łatwiej jest przechodzić życiowe trudności z bliską osobą.
A po zdradzie już nie jesteśmy sobie tak bliscy. Tego już nie ma i nie będzie.
Nie ma starego.

Mój mąż się stara.
Mam jednak swiadomość, że nie dla mnie , albo dla dzieci.
Robi to prawdopodobnie dla siebie. Dla swojego dobrego samopoczucia.
Z tego samego powodu dbał o tamtą. Wmawiał sobie , że jest dobry. Podobało mu się to.
I dalej chce siebie widzieć jako takiego dobrego.

Miłość do mnie. Chyba w nią nie wierzę.
Chociaż jest tak popłątany, że kto wie.

Ma jakieś rozdwojenie jaźni.
Wiem , że potrzebuję czasu. Chociaż 2 lat, żeby stanąć na nogach.
Dzieci podrosną, firmę mam nadzieję trochę rozkręcę. 

To, że go kocham , nie ma znaczenia.
Jeśli jemu nie będzie zależało, żeby ze mną być, nie będę pewna jego miłości to się nie zejdziemy.
Zobaczymy...

Dobrze, że nie mieszkamy razem. Mam o tyle lepiej.
W przyszłym tygodniu powinien ruszyć remont. Wymiana drzwi.

Niech pracuje i nie ma na wyjazdy i wynajem mieszkania. Niech mieszka u ojca.
Żeby przynajmniej dzieci miały jeszcze chwilę spokoju.

Pewnie, że chciałabym, bajki.
Biorę to co jest. Muszę sobie radzić a nie bujać w obłokach.

Spotkałam na sylwestra dziewczynę, która zajmuje się numerologią.
Nie sugeruję się takimi sprawami, ale to co mi powiedziała o nas było zabawne. Aż się głupio poczułam ,że tak dobrze mnie zna.
Powiedziała, że powinnam się z mężem dogadać. Jest rodzinny. Jeśli chcę uniknąć zdrad powinnam kontrolować finanse no i stosować kary finansowe.

Nawet teść o tym wie. Mąż nie może mieć pieniędzy.
Ale jak to osiągnąć.
Nie ukrywam tego przed mężem.

Bardzo chciałabym być szczęśliwa. Czy z nim to możliwe...
Nie wiem, ale nie wiem też czy bez niego byłoby mi lepiej.
Teraz jestem sama. Ale przynajmniej nie marwię się, ze nie mam na jedzenie, na ubrania. chłopcy jeżdżą na nartach.   
Brutalna rzeczywistość.
A tak miło byłoby się przytulić, pośmiać razem.
Coż, widocznie on tego nie potrzebuje z mojej strony. Zachowuje dystans.
Od sylwestra bardzo się zmieniło. Kara?:)

Ale, doceniam to co robi. Bardzo...

907

Odp: Miłość trwa

Lubię tu czasem coś napisać, chociaż coraz częściej odczuwam, że zbytnio można się sugerować opinią innych.
Czytają pobierznie, być może też opis jest niepełny.
Nie dość, że padają ostre słowa to zupełnie nie adekwatne do tego co się dzieje.
Nawet czasem chyba nie warto starać się coś sprostować.
Mam wadę, nie piszę, nie mówię często wprost.
Potem się złoszczę, że zostałam źle zrozumiana. Tak jest również w kontaktach z bliskimi.
I tak było. Ci którzy mnie dobrze znają, już o tym wiedzą.

Źle znoszę krytykę, zwłaszcza kiedy się z czymś kompletnie nie zgadzam.
Kiedy ktoś ma rację, to mimo że się powkurzam to nad sobą pracuję. Dobrze mi robi.

Ale tu na forum zotałam przez niektórych potraktowana jak kompletna idiotka, posądzona nawet o popijanie.
Pośpiech , zdenetwowanie, nie przywiązywanie wagi do tego co piszę - i została  mi wystawiona ocena.
Przez kogo, nie wiem, ale pewnie kobiety po przejściach. Kto inny tutaj zagłąda.

A ja gdzieś w głebi jestem z siebie zadowolona.
Uważam, że w tej całej nieciekawej sytuacji radzę sobie bardzo dobrze.
Zdarzają mi się potknięcia, ale daję radę.
Utwierdzają mnie w tym osoby, które mnie znają i które są ze mną raczej szczere.
Zresztą sama widzę jak jest.

Mąż się stara na tyle na ile go stać.
To, że go doceniam działa na niego mobilizująco.
Wczoraj mi o tym napisał.
Napisałam mu, że doceniam to co robi i nie tylko te narty, które kupił i inne wydatki, ale to że kiedyś wyniósł śmieci, wkręcił tydzień temu żarówkę, robi zakupy w makro.

Owszem, można mnie wyśmiać. Ale ja to rzeczywiście doceniam i to bardzo.
A mogłabym zgrywać księżniczkę i robić fochy.

Czułość, miłość to co innego. Każdy próbuje coś pokazać w sposób, który jest dla niego istotny.

Godzę się na to, bo takie jest życie.
Na słowo alimenty mój mąż się uśmiecha.
Nasze kochane państwo zadbało o to, żeby te alimenty były śmieszne. Dla kogoś 2 tyś na dziecko to dużo, dla innego niewystarczająco.

Jestem rozsądna. Prowadzę rodzinę tak, żeby było jak najlepiej.
Jeśli mąż wpadnie do domu a mam więcej obiadu to się pytam czy zje.
Nie widzę w tym nic złego. Lubię być dla niego dobra.
O wspólnym zamieszkaniu nie ma mowy.
Dla mnie to za wcześnie. Być może się na to nie zdecyduję.
Boję się, że jak sobie coś ubzdura, będzie zazdrosny to znowu będzie chciał mi dokuczyć.
Dlatego tak jest lepiej. Mam spokój.
Nie wyobrażam sobie też, że mieszkam z kimś pod jednym dachem i nie jesteśmy blisko, nie mam 100% zaufania.
Teść męża pilnuje, gotuje mu, zaopatruje lodówkę, zrobił porządki. To bardzo ładny spory dom.
Także ma tam lepsze warunki niż w domu. Widzę go z okna.
Zapowiedziałam teściowi, że nie ma mowy o powrocie jeśli mąż się nie ustatkuje, bo nie mogę narażać dzieci na awantury.
 
Właściwie to gdyby nie pragnienie bliskości to byłoby dobrze.
Tego mi brakuje.
Szczęście..., czy z nim jest to możliwe, ale czy jest też możliwe bez niego...
Być może po tym co się stało już nigdy nie będę w pełni szczęśliwą kobietą.
To będzie we mnie tkwiło. A może na przekór... siłą, uporem , wiarą osiągnę to co wydaje się niemożliwe. 

Ale tak jak pisałam wcześniej staram się brać z życia to co mi daje, bez bujania w obłokach.
Z tego co mam wycisnąć maksimum przyjemności, korzyści, zadowolenia.

908

Odp: Miłość trwa

Hej, ja po przeprowadzce. 2 tygodnie po rozstaniu... po 4 miesiącach szarpaniny, nadziei.
Jak tak czytam Cię bet to mam nadzieję, nie obraź się, że nie będę się tak długo "męczyła", łudziła jak Ty.

909

Odp: Miłość trwa
Ankaline napisał/a:

Hej, ja po przeprowadzce. 2 tygodnie po rozstaniu... po 4 miesiącach szarpaniny, nadziei.
Jak tak czytam Cię bet to mam nadzieję, nie obraź się, że nie będę się tak długo "męczyła", łudziła jak Ty.

Fajnie, tylko czy ty masz czworo dzieci na utrzymaniu i mieszkasz w mieszkaniu teścia? Jesteś uzależniona od męża finansowo, mieszkaniowo? Nie masz toksycznej matki?
Jeżeli nie to pogratulować kr?tkotrwałej szarpaniny. 

Może zadowolisz się marnymi ochłapami z aliment?w ale zapewniam cię facet, kt?ry ma firmę zna sposoby na marne alimenty, a te 500 złotych z funduszu w razie najprawdopodobnej niewypłacalności męża to w buty można sobie włożyć i zobaczyć jego szyderczy uśmiech na gębie jak podjeżdża super autem pod "ojca" firmę a ty autobusem taszczysz torby z tanim żarciem dla dzieci. Dla ciebie może to normalka, niestety nie dla nas, my żyłyśmy i żyjemy na wysokim poziomie. Dałyśmy im swoj? młodość, dzieci a teraz mamy poddać sie bez walki bo on oczadział?

Bet, Ty nie bierzesz z życia co się da,
Ty nieustannie zaniżasz sw?j poziom, godzisz się na coraz niższy poziom życia, mam na myśli poziom etyczny, moralny, emocjonalny, psychiczny. Tojest charakterystyczne u os?b z dysfunkcj? wsp?łuzależnienia.

Ja myślę, że przegapiliście sw?j czas walki o małżeństwo, przegapiłaś moment, kiedy mogłaś go odzyskać.

To co było już nie wr?ci, nigdy już nie będzie po staremu nawet gdy będzie zaufanie, oddanie i bliskość na 100%, to niemożliwe.

910 Ostatnio edytowany przez Ankaline (2013-01-13 17:32:21)

Odp: Miłość trwa

rednight ... de facto wink nie napisałam do Ciebie wink

mam 2 dzieci i swoją godność, mimo uzależnienia od faceta. Nie oceniaj, nie interpretuj jeśli nie znasz wszystkich faktów. Wystarczyłoby najpierw zapytać. Może i krótkotrwała szarpanina, ale wewnętrznie bardzo intensywna. Próg wrażliwości, granica u każdego jest inna. Materialistką nie jestem i wolę skromne życie niż brak szacunku do samej siebie i ciągłą niepewność.


rednight... to Twoje słowa z tego tematu:

"Każdy jest inny, każda historia inna, ty czekałaś, ja r?wnież uważam, że czekanie to strata czasu, trzeba iść do przodu, nie warto marnować swoich lat na coś co może nie nadejść.
Dużo ciekawszych rzeczy jest do realizacji, powr?t tak, ale to osoba zdradzona ma prawo stawiać warunki.
Ja u autorki nie widzę działania, realizacji tylko czekanie na decyzje męża, wahania nastroj?w uzależnione od postępowania męża, telefony z krzykiem na męża, zmarnowany rok, nic nie osi?gnęła dla siebie, dla dzieci, od czekania nie przybędzie nic opr?cz kolejnego roku na karku i siwych włos?w na głowie. Nic. Stoj?c  w miejscu cofasz się"

Posty [ 846 do 910 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 12 13 14 15 16 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026