Tylko, ze teraz to tak jaby on mi zarzuca, ze mnie kocha a ja jego nie tak jak on mnie.
Mówi mi, ze gdybym kochała go tak jak on mnie to to byłby spokojny czy coś tam że bedzie super, ze się poukłada.
ON!!!! mnie zarzuca , ze ja go tak nie kocham, że moze wcale tego nie chcę, że tak na prawde to nei chcę z nim być!!!
I mówi to cłakiem serio, jakby się martwił, ze to nei wyjdzie dlatego ze ja nie dam rady, że już nie będę chciała z nim być!!!
Sory, spałam 3 godziny. Maluchy są chore.
I jedno i drugie gorączkuje, córka skarży się na ból gardła. Zaczął im się katar.
Znowu odpowiedź , że mąż ma zapłacić za naprawę mojego samochodu 15 tyś.
Może i pajac, ale ja go kiedyś pokochałam i jak się kocha to nie patrzy się na to jaki ktoś jest.
Chcę żeby był jak najlepszy.
Czy się poukłada, czy będę umiała z tym żyć - tego nie wiem do końca.
To chyba nie jest łatwe.
Mąż ma argument, ze przez kilkanascie lat mnie nie zdradził.
Moja obawa, przez te kilkanaście lat to ja byłam młoda.
Uroda nieco więdnie, jest błedsza.
Jedyna szansa, ze nauczy się bardziej patrzeć sercem , duszą.
Chociaż o wygłąd zewnetrzny to ja lubię dbać, ale czasu się nie zatrzyma.
Nie warto o tym teraz mysleć.
On nie chce być z nią i nie będzie.
Jeśli nie będzie ze mną to sam, albo z kimś innym... hm...
Ale nie chce.
To się łatwo mówi.
Co mi się podoba, to że sma dostrzega jaki był.
Że za dużo pił, że obarczał mnie problemami. Był szczery, dobrze się czuł.
Sam podejrzewa , że ta zdrada, to może wyczuł, że ja nie jestem całkiem szczęśliwa.
Innaczej ze sobą rozmawiamy.
Moze się mylę, ale mam przeczucia, ze będziemy jeszcze bardzo szczęśliwi.
Wreszcie będę miała pełnię, będzie skaza, ale jest też wartość.
Powiedziałam mu też, ze nie chcę udawania, jakiś gierek.
Za dobrze ise chyba znamy. Czasem jakbym wyczuwała jego myśli, obawy.
On też złapał się na tym, ze czasem z nikąd zaczyna płakać. Łzy same mu lecą.
Wie wtedy , że jestem smutna, jest mi źle.
To może niezrozumiałe, ale mnie się kilka razy potwierdziło.
Niestety bywamy słabi.
Zbliżając się do mnie coraz bardziej odczuwa jak było mi ciężko, przez co przeszłam ( mówi mi o tym).
Czy jest sens wypominać.
Mnie tylko wyprowadzja z równowagi nowe rzeczy.
Czekam na tą 100 procentową uczciwość. Jej jeszcze nie ma.
Kiedy przyjdzie ja też będę całkiem ufać. Innaczej nie umiem.
Nie wypominam mu juz zdrady. Tego co było.
Twardogłowa, dla mnie to jest zamknięte.
Liczy się to co jest teraz.
A sam przyznaje, ze mam rację, bo nie jest jeszcze całkiem tak jak powinno być.
Stawia mnie w sytuacji, ze wciąż jeszcze wybaczam kolejne rzeczy.
Dla mnie koniec to koniec.
A ten koniec ma długo ogon