netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 258 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 845 z 1 597 ]

781

Odp: Miłość trwa

możesz być zła
ale napiszę, syn traktuje Cię tak jak traktował mąż i traktuje nadal.
Czego się spodziewasz? wychowujemy przykładem nie nakazami.
Nie licz na to, że mąż pomoże , jezeli kiedykolwiek tak sie stanie to będziesz miło zaskoczona.
A jeżeli o bóle chodzi i złe samopoczucie to u mnie zazwyczaj były wynikiem długotrwałego stresu.
Tak się spinałam, że lewy bark i ręka były ciągle odrętwiałe, jestem już po 3 rehabilitacjach.
Do tego ciągłe hustawki nastrojów.
Co do dbania o siebie i o dzieci to priorytet, w skrócie powiem tak: szczęśliwa matka, to szczęśliwe dzieci

POwiedz mi jeszcze co Cię obchodzi czy on wychodzi z długów?
Łożyć na dzieci jest jego zas***ym obowiązkiem, jego sprawa jak sobie z tym poradzi,
a poza tym założę się, że mówi Ci to co chciałabyś usłyszeć, jest mistrzem manipulacji.
Bet, spróbuj przeczytać swoje posty tak jakbyś napisała je Twoja przyjaciółka,
co byś jej poradziła?

782

Odp: Miłość trwa

Z nia twierdzi , ze jest skończone.
W zeszłym tygodniu wypił dwa razy.
Na przeprosiny mnie jest za wczesnie.
Mam tego źle nie zrozumiec, ale chodzi o to , ze to nie ma być tak, że powie przepraszam i dwa lata są za nami.
Teraz ma jeden cel - finanse i na tym się skupia.

A ja powiedziałąm , że mam dosyć., że mam ochotę zostawić mu te dzieci, zniknąc i nie wrócić już nigdy.
Ale wiadomo, że sobie popłącze i pójdę dalej.
Niestety też potrzebueję cel.
Tylko ten mój cel to jest chyab bardziej taki duchowy.
Nie wyastarcza mi cel, własna firma, niezaleznośc finansowa.
To są takei małe kroczki.
Może potrzebuję jakiejś głebszej wizji. Może mi spełnienei daje dawanie czegoś innym, życie dla innych.
Myśl o sobie, zajmij się sobą.
Może mnei to tak do końca nei uszczęsliwa.
Są rzeczy które lubie robić, bardzo...
Dają mi przyjemność i to jest to czego potrzebuję dla siebie.

Ach, chyba pora spać.
Znowu boli mnie głowa. Czuję się jak zamroczona.
Wykończyłam się psychicznie?

Powiedziłam mu , że nie widzę nas razem, jesteśmy coraz dalej.
On tak nie uważa. To się jeszcze pukłada.

Niby jak...

783 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-12 00:17:35)

Odp: Miłość trwa

"kochaj bliźniego swego jak siebie samego"
tzn dla mnie tyle, że żebym mogła dawać miłość innym, najpierw muszę pokochać samą siebie.
tzn . też poznać i wyznaczyć granice, których innym przekroczyć nie wolno.


Nie raz miałam ochotę rzucić wszystko, zostawić zniknąć, dowiedziałam się jednak, że to świadczyło
o mojej niedojrzałości, to ja jako osoba dorosła, ta której ufają dzieci mam obowiązek zrobić wszystko co w mojej mocy
aby nasze życie uczynić znośniejszym.
Bet wysłałam Ci prywatną wiadomość odczytałaś?
tu są opisane cechy osób wspóluzależnionych: http://komudzwonia.pl/viewtopic.php?t=3026

784 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-12 10:09:32)

Odp: Miłość trwa

Ja Bet rozumiem i rozumiem jej reakcję co nie oznacza, że popieram.
Kiedy ja już miałam totalny kołowrotek w głowie poszłam do poradni uzależnień, dostałam skierowanie na terapię dla współuzależnionych, oczywiście, że się wstydziłam bo kierowniczka przychodni to kuzynka męża a terapeuta to dobry znajomy mojego męża, wszyscy wokół go znali, mąż doskonale się maskował, nie chcieli wierzyć w to co wyrzucam z siebie, jak to? Ale przecież to nie mój  wstyd, to jego wstyd. Poszłam na Al annon, szukałam pomocy w internecie,trafiłam na forum dla uzależnionych i współuzależnionych, twierdziłam uparcie, że mój mąż nie jest alkoholikiem bo tylko czasem popija, przecież on nie stoi za rogiem sklepu z butelką bełta, przecież nie wygląda jak menel, przecież ma ciuchy od Armaniego a alkoholicy takich nie mają,  przecież to nie ja jestem chora, przecież to nie ja potrzebuję pomocy, nie ja muszę się terapeutyzować. A jednak prawda okazała się inna, bezdomny menel alkoholik i alkoholik prezes czy alkoholik dziany biznesmen to ta sama półka, to ten sam poziom. Alkoholik nie musi pić codziennie, może raz na rok czy 2 lata. A ja? Ja byłam bardzo współuzależniona, chociaż wypierałam ten fakt jak tylko mogłam, moje życie,  moje myśli kręciły się tylko wokół niego. Na forum dla współuzależnionych mądrzy ludzie uświadomili mi, że współuzależnienie nie musi być spowodowane tylko alkoholizmem, mogą być inne przyczyny, zazwyczaj wyniesione z domu rodzinnego, dysfunkcja społeczna. I wtedy też zrozumiałam dlaczego wybrałam tego faceta na mojego męża: dysfunkcja wyniesiona z domu, nie będę wdawać się w szczegóły ale oczy otworzyły mi się na maksa.
Teraz to jest o 180 stopni inaczej.
Bet jeżeli poczytasz o cechach współuzależnionych nie wszystkie punkty mogą zgadzać się Twoim obecnym życiem, wystarczy, że na 5 pytań odpowiesz twierdząco.
Wbiłam sobie też do głowy te mądrości:
zmieniaj to co możesz zmieniać, zmiany zacznij od siebie a wszystko wokół zacznie się zmieniać

Jest też 12 kroków, które są zaczątkiem zmian, nie muszą one odnosić się tylko do alkoholizmu,

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholizmu naszych bliskich i że nie jesteśmy
w stanie kierować naszym życiem.
2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od naszej własnej może nam przywrócić równowagę ducha
i umysłu.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga - jakkolwiek Go pojmujemy.
4. Przeprowadziliśmy szczery i odważny rachunek sumienia.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie - we własnym sumieniu i innemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Z całkowitą gotowością powierzyliśmy Bogu usuwanie wszelkich słabości naszego charakteru
7. Prosiliśmy Boga z pokorą, aby usunął nasze wady.
8. Sporządziliśmy listę osób, przez nas skrzywdzonych i postanowiliśmy im wszystkim zadośćuczynić.
9. Naprawiliśmy błędy popełnione wobec wszystkich ludzi - gdy tylko było to możliwe
bez krzywdy dla nich lub dla innych.
10. Prowadziliśmy w dalszym ciągu rachunek sumienia; w razie popełnienia błędu jesteśmy gotowi przyznać się do tego.
11. Poszukiwaliśmy przez modlitwę i medytację coraz doskonalszej więzi z Bogiem - jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas i o siłę do Jej spełnienia.
12. Dzięki stosowaniu Dwunastu Stopni dostąpiliśmy duchowego przebudzenia i staraliśmy się nieść posłannictwo innym ludziom, a zasady te stosować we wszystkich naszych sprawach.

Przyznam, że na początku te 12 kroków AA było dla mnie zupełnie niezrozumiałe, plątanina słów, wyrażeń, bełkot, odrzucało mnie od czytania tego, miałam wstręt, podskórną niechęć.
Dogłębne ich przestudiowanie dopiero daje efekty w  postaci zmian. A wypieranie dysfunkcji współuzależnienia jest właśnie jego cechą charakterystyczną tak samo jak ciągłe powtarzanie " nie jest tak źle" mimo ciągłych oznak obniżenia komfortu życia i komfortu psychicznego.
Nikt nie karze się rozwodzić, ja również wbrew sugestiom ludzi wokół nie zgadzałam się na rozwód, są inne sposoby na podniesienie komfortu  psychicznego a to przedkłada się na atmosferę w rodzinie, bezpieczeństwo i emocje dzieci.
Dzieci to gąbka, chłoną wszystko nawet jak nam się wydaje, że nic im nie jest, guzik prawda, gdyby tak nie było, to my nie miałybyśmy w sobie tej dysfunkcji.
Warto zajrzeć:  http://www.alko.fora.pl/wspoluzaleznienie-czytelnia,23/cechy-osob-wspoluzaleznionych,805.html

Alonka myślę, że zgodzisz się ze mną.

785 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-12 10:47:20)

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, zgadzam się z Tobą
mogłabym się podpisać pod tym co napisałaś, ja piszę wolno stąd może krótkie posty,
no i nie wiedziałam czy mogę dawać linki do innego forum.
Ja nie byłam na terapii, natomiast od kilku lat uczestniczę w mitingach Al-anon,
który pracuje na 12 stopniach, ktore tu przytoczyłaś.
To jest program duchowy, który pozwala mi zmieniać siebie, rozwijać się, odcinać emocjonalnie od alkoholika.
Żyć pełnią życia nawet wtedy, gdy alkoholik nigdy nie przestanie pić.
Bezcenna jest możliwość wyrzucenia z siebie tego co boli, poczucia się wśród "swoich",
wysłuchania jak inne sobie z danym problemem poradziły.
Po latach odcinania się od znajomych , koleżanek, mam wreszcie nowe, na niektóre zawsze mogę liczyć,
i one wiedzą o czym ja mówię.
I najważniejsze, spotykanie się w grupie, słuchanie innych, pozwala mi zobaczyć na jakim etapie zdrowienia jestem,
czy czasem się nie cofam.
A to jest strona Al-anon: http://www.al-anon.org.pl/

786

Odp: Miłość trwa

Twarodgówa, n arazie te 12 kroków czytałam pobierznie.
Nie wiem , czy chociaż w jednym odnalżłam siebie.

Juz wiem , czemu wcziraj tak źle się czułam. Boli mnei gradło, mam chyb alekka gorączkę.
Obym tylko nie zarzaił a dzieci.

Nie mam nic przeciwko takim meetingom, czy formum.
Po prostu nie będę na formum publicznym opowiadac o swoich problemach. Chyba, ze gdzieś opodwiednio daleko w innym mieście.
Nie dlatego , że się wstydzę. Ale dlatego, że szanuje moją rodzinę. Uważam , ze to nie wypada.
Nie będę dokładnie opisywać o co chodzi.

Albo mąż mnie okłamuje, albo nie pije tyle ile ja uważam.
Dwa razy wypił w zeszłym tygodniu...

Może kiedyś zdanie zmienię.
Wyrzucam z siebie to co mnie boli. Przecież cały czas robie tutaj.
Nie chce już gdzie indziej. Mnie to wystarczy.

Wybiore sie moze na coaching, pójdę do tej mojej psycholożki i z nia porozmawiam.

Nie pójdę teraz na terapię. Nie chcę.

Nie obraźcie sie, nie chce was atakować.
Wiem, że jestem cholernie uparta. Jak sie sama do czegoś nie przekonam to ani rusz.

787 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-12 11:34:12)

Odp: Miłość trwa

"Nie dlatego , że się wstydzę. Ale dlatego, że szanuje moją rodzinę. Uważam , ze to nie wypada.
Nie będę dokładnie opisywać o co chodzi. "
a ja wiem..

"Wysłany: Śro 21 Lis, 2012 01:28   Przekonania które staly się prawami w dysfunkcyjnych domach     
Prawa te zostały obowiązującymi na podstawie przekonań które nasi rodzice mieli wpojone od swoich , oto te które stały się prawem w naszych domach:
1. Nie mówimy o tym co się dzieje w domu (na i w )
2. Bez względu na wszystko jesteśmy w porządku
3. Jakoś to będzie
4. Na zewnątrz pokazujemy że wszystko jest dobrze
5. Ustąp innemu
6. Bezwzględnie szanuj rodziców
7. Co ludzie powiedzą
8. Nie masz prawa do własnych poglądów
9. W naszej rodzinie zawsze tak było
10. Najważniejsze jak wyglądasz i co masz na talerzu
11. Lepiej nie być szczerym
12. Nic nie może się zmarnować
13. Wszystko może się przydać
14. Kobiety mają swoje zajęcia obowiązki a mężczyźni swoje
15. Nikomu się nie odmawia
16. Zastaw się a postaw się
17. Nie ma uroczystości bez alkoholu
18. Bez względu na wszystko winny musi się znaleźć
19. Święta to święta reszta jest nie ważna

Najsmutniejsze jest to że nikt nie mógł sobie przypomnieć praw przyjaznych dla nas .
A jeszcze smutniej zrobiło sie wtedy gdy zaczelismy omawiać co z tych prawa zostało nam jako spadek i funkcjonuje w naszych obecnych rodzinach"
 

to cytat z forum DDA,


Bet dobrze by było jakbyś przeczytała link jaki Ci wkleiła Twardogłowa

788

Odp: Miłość trwa

Kochana Bet
my naprawdę Cię rozumiemy, wiemy co czujesz, przeszłyśmy przez.
Nie piszemy tych rzeczy powyżej aby Ci dopiec czy abyś poczuła się gorsza...

Nam też ktoś kiedyś POMÓGŁ.

789

Odp: Miłość trwa

Nie pasuje to do mnie.
Zupełnie nie o to chodzi.
Moja najbilizsza rodzina to bardzo znani, szanowani lekarze. To środowisko się zna. Są ludzie którzy kochają sensację.
W domu praktycznie nigdy n aimreazach alkoholu nie było.
Nie chcodzi o ukrywanie problemów, ale o nierobienie niepotrzebnego szumu.
Są osby, które dla dobra bliskich załatwiaja takei sprawy dyskretnie.
Mnie nie zależy, żeby ktoś z rdzony dowiadywał sie o moich problemach od osób trzecich.

Teścia firma tez jest w pewien sposób znana. Zaoapatruje większosc urzędów. Teraz właśnie drukował dla nich jakieś broszury ( o uzależnieniu).
Jeszcze do tego jego rodzina z tymi prywatnymi klinikami.

Chcodzi też o dzieci.

Muszę też być ostrożna. Pójde do psychologa który pracuje dla męża kuzyna, a potem oni wykorzystaja to przeciwko mnie. Nigdy nic nei wiadomo. Juz się nauczyłam, ze na nich trzeba uważać.

Nie ukrywam,  że mąż popijał. Ale nie powinnam opowiadac o sobie. Nokoniecznei moze być to dla mnei korzystne, mogę sobie narobić problemów.
Juz się raz nacięłąm na prawniku.
Wyciągnęłi ode mnei wiadomości, co się dało. Skasowali pięniądze a potem ten sam prawnik prowadziłs prawę męża i namawiał go na rozwód i założenie mi jakis tam 3 spraw.
Mąż z niego zrezygnował.

Po moich doswiadczenaich, jestem ostrożniejsza.
To nic , ze on popijał. Ja mogę mieć spore problemy.

Mąż nigdy nie byłw takim ciągu, zeby nei poszedł do pracy.
Otwierał piwko wieczorem. Nawet w wakacje, nie było picia w dzień.
Nie było długów. Niebyło zastaw się a postaw sie.
Dobrze szło. Mogło moim zdaniem iść jeszcze lepiej.
Ale nie było wszystko dobrze.
Problem był, bo pamietam ze cieszyłam się jak był na antybiotyku.
Z ta dziwczyną miłą przerwę. Przy niej przestał w ogóle pić.
Co jeszcze bardziej mnie boli.
Czy to znaczy, ze pił przez mnie. Dlaczego jej się udało wyciągnać go z nałogu.
Dlaczego jak nie jest z nia to znowu zdarza mu się wypić.

Tego nie ruzmiem. To mnie boli.

Alonka, to tak , ,jakbys się teraz rozwiodła z mężem, a on wyszedłby z nałogu. Stał się innym człowiekiem.
Bez agresji, przemocy, łagodnym, pomocnym innym, nie pijącym.
I osiagnąłby to przy innej kobiecie.

I moze całe szczęście, ze przynajmniej mój mąż stracił pieniądze, bo to był dla niego znak, ze to nie ma przyszłości. Jakaś nauczka. Odijaj się to też na nas, ale trudno.
To są koszty.
Twardgłowa, u Ciebie też był chyba czas, że to mąż śmigał na wczasy.
Przetrzymałam to. Jest i tak lepiej.
Nie da się wyjśc z takiego zycia od razu. I bardzo dobrze. Im boleśniejsze to dl aniego, i trudniejsze tym lepiej.
Sam przyznał, ze ma tak ciężko, ze długo będzie to pamiętał.
Ja się nawet przejmuję czy nei za łatwo idzie mu to wychodzenie z długów.
Jedno zlecenie i zarobek 30 tyś.

Jemu brakuje tego jednak dużo mniej stresującego życia.

790 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-12 12:49:37)

Odp: Miłość trwa

Bet,
10 lat potrzeba było abym zrozumiała, że nie tylko on powinien się leczyć,
że ja też potrzebuję pomocy, to były w pewnym sensie stracone lata.
Czy też chcesz tyle czekać, czy posłuchasz nas i udasz się już teraz po pomoc,
tylko od Ciebie zależy

Bet, ci znani i szanowani lekarze stworzyli Ci toksyczny dom
jak będziesz chciała pomocy  to ją znajdziesz choćby w innym mieście.


mąz nie pije przez Ciebie, pije , pije bo jest chory,  może na chwilę przestał,
ale to nie znaczy, że się wyleczył, to jest choroba nieuleczalna.
Alkoholik nie wytrzeźwieje dla nikogo, nie wytrzeźwieje przy innej kobiecie
nie lecząc się.


Bet , ja rozwodzę się z mężem, sprawa w lutym.
Niech on nawet będzie trzeźwy z inną kobietą ja już go nie chcę.
Podobno alkoholik który się leczy zmienia się bardzo i wtedy najczęściej dochodzi do rozwodów.

791 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-12 13:41:28)

Odp: Miłość trwa

"Z ta dziwczyną miłą przerwę. Przy niej przestał w ogóle pić.
Co jeszcze bardziej mnie boli.
Czy to znaczy, ze pił przez mnie. Dlaczego jej się udało wyciągnać go z nałogu.
Dlaczego jak nie jest z nia to znowu zdarza mu się wypić.

Tego nie ruzmiem. To mnie boli."

Widzisz Bet
to nie ma najmniejszego absolutnie znaczenia czy on przestał pić dla niej czy dla lepszego miętoszenia jak był nią.
Mój mąż też nie pił jak z nią był, to się nazywa jechanie na dupościsku.
Jak miłość się skończyła to oczywiście flacha, tak było i w Twoim przypadku.
Facet ma przestać pić dla siebie, rozumiesz? Dla siebie, nie dla żony, nie dla dzieci, nie dla kochanki, dopiero wtedy następują zmiany, wtedy to jest szczere, wtedy wszystko wskakuje na swoje miejsce. Dopiero wtedy to przynosi skutek. Myślisz, że mój mąż nie pije dla mnie? dla dziecka? Nie, on nie pije dla siebie jak tysiące alkoholików i ja to rozumiem i popieram. Moje bycie z nim nie jest warunkiem jego trzeźwości.
   Znani lekarze w rodzinie? A cóż to znaczy? Znajomi w urzędzie, phi, też mi coś, Bet alkoholik to alkoholik, gnój to gnój i nie ważne czy znany naukowiec, lekarz, prezydent czy menel z pod butki z piwem, tego jeszcze nie rozumiesz i nie dopuszczasz do siebie. U mnie w rodzinie też są znani pierwszoligowi trenerzy sportowi siatkówki, są lekarze, są wójtowie miasta i co? Ja naprawdę wiem co chcesz nam przekazać bo twierdziłam i myślałam tak samo ale to tylko nasze chore, zwichrowane, zaburzone myślenie, on nie musi być alkoholikiem ale ma cechy uzależnionego i to bardzo a Ty współuzależnionej.
Jeżeli chcesz to podeślę Ci link do mojej historii, moich zwierzeń na forum dla współuzależnionych a zapewniam jest co czytać, moje siostry nie mogły uwierzyć jak czytały,  też zaprzeczały, twierdziły, że w domu było ok. Zapomniały tylko apodyktyczną, awanturującą się nie znoszącą sprzeciwu matkę, awantury i ojca pijanego na tapczanie. Ale było ok, przecież to normalne.

A na prawnika można złożyć skargę w Radzie Adwokackiej ale trzeba działać nie gadać, złamał zasady etyki adwokackiej, niech tłumaczy się z tego. Jak dajesz się traktować tak Cię traktują.
Kasa nie robi na nas wrażenia, to nie pieniądze są ważne w tym wszystkim,  czy to 30 tysięcy czy 70, znam ludzi, alkoholików, ludzi z dysfunkcją, którzy zarabiali po 120 tysięcy miesięcznie i nie ukrywali tego kim są,  mają odwagę mówić o tym że mają problem alkoholowy, problem seksoholika, czy borykają się z problemem Dorosłego Dziecka alkoholika czy Dorosłego Dziecka Rozwodników bo takie dysfunkcje są bardzo częste.
Lekarze w rodzinie a  zaowocowało to obecną sytuacją.
Tak, mój mąż nie pił jak był z sunią, jeździł z nią po świecie ale ja w tym czasie siedziałam na kozetce u terapeuty i ćwiczyłam mój zakuty łeb wbrew sobie, zmuszałam się aby tam pójść, aby poukładać klepki w głowie i nie zgadzałam się na rozwód chociaż złożył pozew, który potem sam wycofał.
Ty szukasz argumentów przeciwko swemu uleczeniu, dlaczego? Wiesz, że to jest charakterystyczne.

Wiem, że jesteś delikatna i krucha dziewczyna ale Bet na miłość Boską on tę Twoją delikatność wykorzystuje aby osiągnąć swoje cele kosztem Ciebie i dzieci.

792

Odp: Miłość trwa

Nie krytykuje się alkoholika. To jest człowiek chory.
Zresztą wielu pije. Krytykuje się żonę, która w nieodpowiednich miejscach zwierza się ze swoich problemów.

Na adwokarta nei złozyłam skargi. Przeszło mi. Miałam inny cel. Ograniczac stres, urodzić zdrowe dziecko.
To było dla mnie najważniejsze.
Teraz też, jeśli zwrócę się o pomoc, to przemyślaną. Nie chcę sobie zaszkodzić.

A dzisiaj mam swoje święto.

793

Odp: Miłość trwa

Bet, my Ci proponujemy odpowiednie miejsca do rozwiązywania swoich problemów,
tym miejscem nie może być tylko forum,
w poradniach leczenia uzależnień i na mitingach obowiązuje tajemnica.


pas,
moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze

794 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-12 14:30:40)

Odp: Miłość trwa
alonka napisał/a:

Bet, my Ci proponujemy odpowiednie miejsca do rozwiązywania swoich problemów,
tym miejscem nie może być tylko forum,
w poradniach leczenia uzależnień i na mitingach obowiązuje tajemnica.


pas,
moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze

Nie walczy się z alkoholikiem i żoną alkoholika, walczy się z chorobą i dysfunkcją, walczysz z chorym na cukrzycę czy walczysz z cukrzycą?
Nadal nie rozumiesz Bet.
Przed chwilą przeczytałam swoje wszystkie posty na forach dla współuzależnionych, historia od 2008 roku. Boże jaka ja byłam wkręcona w niego, stracone 3 lata mojego życia, świadomości, zdrowia psychicznego. Żal. Aż się tego wstydzę.

   Ja również pasuję, przed pisaniem tu wczoraj i dziś zastanawiałam się mocno bo to wracanie do przeszłości jest bardzo wyczerpujące psychicznie, czuję się wypompowana, zmęczona i uczucie mam takie jakbym biła się z koniem.

Ale my Bet życzymy Ci jak najlepiej i będziemy Cie wspierać.

795

Odp: Miłość trwa

Moze jestem samolubna.
Jeśli facet nei pije przy innej a przy mnei sie upijał to jestem zazdrosna.
Owszem, jeśli przestaje pic to dla siebie. Super, ale czemu ja tego nie mogłam doświadczyć.

Jasne, uporwam sie z tym. Ale tak zwyczajnie, mnie to uwiera.

Alonka, piszesz, że już męża nie chcesz.
U mnie jest innaczej. Uczucie do końca nie wygasło.

Do psychologa pójdę, będe się go pytać n atemat wspóluzależnienia.
Jeśli to przechodziłyście to pewnei macie rację.
Ale nei naciskajcie proszę, żebym robiłą rzeczy do których nie jestem przekonana.

Nie żebym jej się wypierała, ale nie jestem przekonana do formy.

Tak jak w przypadku każdej choroby wybór specjalisty i pełne do niego zaufanie jest ważne.

Mozę jestem krócha i delikatna - moją słąbością jest uczucie. Ale często bywam nieugię ta, twarda.
Jak się upre to osiągam dążę do celu.
I go osiągam. Czasem idę na pewne ustępstwa, ale dopinam swego.

Dziewczyny, ja wam dziekuję.
Trochę mnie irytujecie tym wypychaniem na terapię.
Ale być moze to przez mój upór.
Nie znoszę jak się na mnie naciska...?)

Nie poddaje się jednak tak łatwo.
Popłaczę sobie, powkurzam się, zastanowie się i dalej będę o siebie walczyć. 

Wolno osiagam cele. Toco innym zajmuje chciwlę u mnei trawa latami. Ale je osiagam, to najważniejsze.
W swoim tempie. Może wolniej do pewnych rzeczy dojrzewam. Może odkładam.

Z moim tempem musze się dobrze trzymać i długo żyć smile

796

Odp: Miłość trwa

Oj kochana blondyno:-)

to, jaką drogę obierzesz zależy od Ciebie samej ale powiem Ci, że też byłam tak wrogo nastawiona  lol

Może na początek zacznij od wyszukania sobie forów dla współuzależnionych, tam posiedź, poczytaj, bardzo często udzielają się tam terapeuci, nawet Ewa  Woydyłło-Osiatyńska http://pl.wikipedia.org/wiki/Ewa_Woydy%C5%82%C5%82o-Osiaty%C5%84ska , to naprawdę mądra babka a jej książki są niesamowite, jakbym otwierała kolejne drzwi prawdy.

797

Odp: Miłość trwa

Jasne, ze nie walczy się ani z alkoholikiem ani z jego żoną.
Piszę, że się krytykuje i to nawet bardzeij żonę.
Albo " obrabia się jej du..."
Taka prawda.
Ze zdrada jest podobnie.
Jak to, zdradził to widzocznie czegoś mu brakowało.

Tak jest czesto.
A czy walczy się z chorobą, tego nei wiem. Nie dośwaidczyłam.
Ale tak jak pisałyście, to alkoholik moze z choroba walczyć, a żona ze współuzależnieniem.

Troszkę sie denerwuję.
Moja mama obiecała torciek dla małego.
Wczoraj dzwoniła, że jest gotowy i mi go przywiezie.
Prosiłąm ją o to , chciałam też poczestować pracowników.
Uziemniona bez samochodu liczyłam na nią.

Nie odbiera telefonu.
Dzwoniłam kilka razy.

Złośliwość.
Chce mnie ukarać.
Na niedzielę zaprosiła na s na obiad z okazji jego urodzin.
No ale przy okazji wymysliła wspólne wyjscie do kościoła, msze za małego i odwiedziny u zaprzyjaźnionego ksiedza.

Ja nie zostałam nawet o tych planach powiadomiona.
Dowiedziałamm się od siostry.
Powiedziłąm , ze owszem jak chce moze sobie wziąc malego do kosciola , ale mnei z nimi nie będzie.
Urodziny ja urządzę.
Chcę pójśc do takeij fajnej włoskeij restauracji.

No i moja mama usiłuje mi dokuczyć.
Licze na nią, obicała tort.
No to mały nawet nie ma torciku na roczek.

Przeżyję.

798

Odp: Miłość trwa

Chce mi się płakać.
Mały kończy roczek.
Jest kochany. Mam nadzieję, że wszystko jest z nim w porządku.
Plakać mi się chce, bo beidne jest to dziecko.
Zabiera mu się ciepło ojca. Albo raczej tata mu tego nie daje.
Ten maluszek jest jak pluszak. Przytulenie go daje tak wiele. Jego szczery śmiech.
Jak możn abez tego żyć. Jak może kogoś nie ciągnąć do własnych dzieci.
Do takiego słodkiego ,bezbronnego, ufnego maluszka.
Jest mięciutki, wesoły.
Przygłada mu się, zaczepia go.
Czasem mam wrażnie , że patrzy na niego jak na kogos biskiego. Tak jakby mu tego taty brakowało.
Dotyka zaciekawieony jego brody, przygłąda mu sie uśmiechnięty.

W jego otoczeniu nie ma mężczyzn. Jest mama , siostra, bracia.

W sumie to i tak dobrze, że przyszedł. Kupił mu zestaw klocków lego ( auta).
Odebrał mój samochód z serwisu.
Ojciec miał wybrać dla niego pieniadze. Zdążyli zamknąc bank.
Miła dzisiaj coś zostawić.
Znowu mu chyba zablokują konto.
To już chyba 3 albo 4 raz w tym roku. I dobrze.

Chwalił się jak to ojciec kupuje naswietlarnię, spłacił całkiem maszynę.
Mam to w d....
I on też niech lepiej zajmie się rodziną a nie podnieca interesami ojca.
Zabawa z synem, przytulenie nie kosztują.
Są za darmo.

Są tacy, którzy robią co mogą żeby mieć dziecko.
Np jego siostra. Próbowała in vitro kilka razy. Ma 42 lata, nie ma dzieci.

Wstapił na 30 sek. Zostawił grzejnik do pokoju dla syna.
Córka goni za nim po korytarzu , mówi do niego, a ten już ucieka.
Zadzowniłam, że mógły chociaz chwile jej poświecić.
Chciało mu sie "siku". Rewelacja.

Oj, coś mi się wydaje, że bedzie jeszcze o te dzieci zabiegać.
A one nie będą miały czasu. Siku...

Sory, jestem zmierzła. Mam katar, drapie mnie gardło. Czemu on tak od nas ucieka. Gdzie tak goni.

Potrzebuję na jutro pomoc mamy. Mam z ciocią do załatwienia sporo spraw.
No to mama mi odmówila.
"Niech sobie ciocia radzi sama" - słowa mojej mamy.

A potem ślęczy w kościele. Zamawia msze, łazi na pielgrzymki. Jak jakaś "święta".
Nie mam jak wyjść z domu. Dobrze, ze chociaż na chwile przyjdzie ciocia, bo innaczej nie wyszłabym z domu bez dzieci wcale.

799

Odp: Miłość trwa

Sto lat dla Twego synka, aby jego mama była wreszcie szczęśliwa i spokojna w duchu.

Uściski dla całej rodzinki

800

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, dzieki za życzeniai dla małego:)

801 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-12-14 00:04:02)

Odp: Miłość trwa

Czytam Ciebie Bet.
Też jestem z RYB. Tak samo po za, zakręcona w słoiku, rzeczywistym. Czuje jak go odbierasz, nie potrafisz tego wypowiedzieć. I co dla niego zrobiłaś. Też się wstydzę, acz na to jeszcze musisz poczekać. Trudno Ci sobie wyobrazić, ale on stanie Ci się wstrętny.Dwa lata to mało dla nas ryb.
Dwa razy tyle i to przy stymulacji, powtarzając mantre-wybacz adminie- wulgaryzm to jest i ja go nie chcę.
Cztery lata, jeśli już dziś śpiewać mantrę zaczniesz.

802 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-14 11:01:56)

Odp: Miłość trwa

Co postanowiłaś Bet w świetle ostatnich faktów?

Bierz magnez i rutinoscorbin.

803

Odp: Miłość trwa

Zadedykuj to swojemu małżowi połamańcowi moralnemu, a nuż coś go ruszy?
Nie można nic tu wklejać, a szkoda, więc wpisz w google :
Stanisław Soyka "Na cześć Księdza Baki".

804

Odp: Miłość trwa

Dobre smile

Trochę się wczoraj wtdarzyło.
Przeczytałam maile.
Korespondencje z nią.

Włąściwie to jest to bez znaczenia.
Podsyła mu linki do agencji nieruchomości i oczywiście oferty na super apartamenty.

Fakt wysyłać mu może co chce.
Ale mu zwyczajnie nie wierzę. To znaczy ani wierzę ani nie wierzę.

Byłam bardzo wzburzona.
Zwyzywałam go, powiedziłam, że to koniec.
Prosił, zebym go wysłuchała, ze on nie chce z nią być.
Dużo się tłumaczył.
Po części rozumiem. Trochę sobie wyjaśniliśmy.

W nocy trochę rozmawailiśmy.
Najpierw do 2 w nocy, potem smsy do 4 rano.
To co pisał nie jest ważne, a może jest.
Chciał, żebyśmy wyjechali na weekend na narty.
Może pił, a może był niewyspany.
Dowiedziłam się m.in., że jestem naprawdę fajna sweet, filigranowa, uwielbia mnie, jestem jedyną prawdziwą miłością jego życia, że chciałaby ze mną wyjechać i dup... by mnie bez przerwy.
Część korespondencji tego dotyczyła.

No i na tym koniec...!

Mam dzisiaj ciężki dzień. Telefony od klientów, na nogach od rana.
Niewyspana, ale było ok.
Dla odreagowania zrobiłam zakupy dla siebie.
Wczoraj i dzisiaj.
Chrzanie to, też mi się coś należy.
Miło być kobietą.

Oprócz tego, że zarwałam noc, to co się zmieniło?
Chociaż mimo wszystko, nie musiał tego pisać. I wolę czytać takie smsy skierowane do mnie...

805

Odp: Miłość trwa

Prosi mnie , zebym jeszcze wytrzymała, że on mnie rozumie, że rozumie moje zachowanie itd.
Że to się poukłada, muusi poukladać.

Jest mi źle.
Z domu wyjść jest ciężko.
Cioci awantury, mama awantury.
Jestem jak więzień.
Dzisiaj ma przyjść mama. Umówiłąm się z koleżanką, potem może skoczę na łyżwy.

Ogarnięcie tego domu jest trudne, jeszcze te nerwy czy dam radę z firmą.
Czy znajdę zlecenia. Brakuje mi regularnych zajęć.

Po tym zapaleniu oskrzeli praktycznie nie uprawiam żadnego sportu.
Już prawie nie kaszlę, ale miałąm już astmatyczny kaszel.

Mama juz miłąm być, nie jestem pewna czy przyjdzie.
Pełno prania, sprzatania na 3, 4 godziny.
Lżej to michcyba będzie może jak skońćzę 50 lat.
Mały bedzie miał 10 lat, ale wtedy pewnie dojdą wnuki - ha, ha - Ładna perspektywa.

Trudno, maluję paznokcie i czekam na mamę.
Co mam zrobić. Obym tylko nie musiała potem dochodzić do siebie przez kolejny dzień - mama.

806

Odp: Miłość trwa

Mama nie przyszła.
Telefonu nie odbiera.
F..k

807

Odp: Miłość trwa

Powiedziąm wczoraj mężowi  przez telefon: wal się
Wkurzył mnie.
Zostawił jakieś pieniadze, kupił synowi buty narciarskie, zapłącił zaległośc za szkolenie narciarskie synów. Ale mam jeszcze zległy rachunek za prąd w górach.
Mam zapłacić ztego co zostawił.
Zapytałąm: a moze frutki do tego?
Wla się - i się rozłączyłam.

Nie ma pretensji, rozumie mnie. Ma cel, stara się. Wie, że za mało.
Chce wynając mieszkanie w naszym mieście. Tak , zebym wiedziała gdzie mieszka.

Jest za tym żeby znaleźć pomoc do dzieci.
Wypłakałam się mu, ze mam dosyc. Najlepiej byłoby trzymać i ciebie i mame na dystans.
Nie mam jak wyjśc z domu. Jest nerwowo.

Od poenidziłaku ma zając się jakimkolwiek remontem. W tej chciwli to nawet sprzątaczkę wstyd wpóścić do domu.

Bardzo bym chciała. To sa dobrze zainwestowane pieniądze. Mój komfort jest ważny. A i dla dzieci to byłaby korzyść.
Nie powinno się być więżniem rodziny.
Od kilkunastu lat z mała przerwą jestem dla dzieci.
Czeka mnie jeszcze takich kilka dobrych lat.

Przecież ja też mam proawo wyjść do kina. Pojechać na narty. Nawet wyjść sama na spacer.

Bardzo bym chciała, to dla mnie nadzieja.
Przed wszystkim jest w tym wreszcie cos dla mnie .
Jakaś minimalna troska o mnie, o mój komfort.

Ale za wczesnie , zeby się cieszyć.
Remont, szukanie niani. Chociaż na parę godzin wieczorem, od czasu do czasu.
Żeby mieć kogoś awarujnie.

808

Odp: Miłość trwa

....bierze mnie coraz bardziej...

809

Odp: Miłość trwa

Bet a czemu ty pytasz go o zdanie w sprawie niani.
On ci w czymś pomoże ? a może to on zaopiekuje sie dziećmi ?

810

Odp: Miłość trwa

Liczę, ze ją częciowo albo w całości sfinansuje.

811

Odp: Miłość trwa

Urodzinki były miłe. Jetem zadowolona, bardzo:)
Jakoś w miarę minął ten weekend.
Często w niedzielę czuję się smutna.
Przyzwyczaiłam się, że to taki dzień kiedy cała rodzina jest razem.

W restauracji spotkałam jeszcze sąsiadkę ze starego meiszkania.
Mamy czasem kontakt. Jesteśmy w podobnym wieku, dzieci te starsze też mamy w podobnym wieku i były czasy , że spędzałyśmy ze sobą po kilka godzin dziennie.
Dzieci się wspólnie bawiły, wspólne sylwestry, wyjścia, spacery, zakupy itd...

Chwilę pogadałyśmy. Rozwiodła się z mężem, ma super faceta.
Miło popatrzeć jak im się układa. Cieszę się.
Chociaż wiem , że jej małżeństwo by pewnie trwało gdyby go nie poznała, ale jednak widac, że dopiero teraz jest szczęśliwa.

Byłam dzisiaj naprawdę zadowolona.
Rok temu kiedy rodziłąm małego nei sądziłam , że za rok będę sobie obchodzic jego urodziny taka zadowolona.
Bo w sumie nie ukałda mi się źle.
Dziecko jest kochane, daje max szczęście ( takie inne szczęscie, ale jednak), dostałam dotację, zakładam firmę, dobrze wygłądam ( podobno), finanasowo jakoś daje radę.
Mąż może jeszcze troche kręci.
Błą mi się przyznać, że jeszcze tak całkeim to nie jest skończone.
Końcówka  końcówki. Chce to złątwić po swojemu, chociaż wie że byc mozę znowu obrał nei za dobrą drogę.
Co nieco się stara, jest między nami inny kontakt.
Wyjaśniliśmy sobie nawet jakieś stare rzeczy.
Jest mi mió keidy słysze, ze docenia swoje małżeństwo, ze teraz wie, jakei było super, że chcę być tylko ze mną i nie widzi innej przyszłości, że chce wszystko naprawić i to co najważniejsze że mnie kocha.

Ile w tym prawdy to wie on.
Ale to jest jego wybór.
Co będzie tego nie wiem. Może być różnie.
Ale jakkolwiek by nie było nasze relacje są lepsze.
O dzieci stara się dbać materialnie. To bardzo dużo.
Niestety takie jest życie. 

Oby kolejne urodziny małego były dla mnie jeszcze pomyślniejsze.
Mama obrazona nie przyszła - nie chodzi do restauracji!!!
Nic nie szkodzi, było przyjemnie. Jestem bardzo zadowolona, dzieci też, a siostra myślę że również.

812

Odp: Miłość trwa

Mama wtargnęła rano do mnie. Była afera. Nie chciałam się z nia kłocić. Kłociła się raczej ona.
Darła tak, ze słyszała ją chyba cała firma.
Chce mnie zamknąc w psychiatryku. Robię krzywdę dzieciom.
Stosuje wobec mnie szantaż emocjonalany.

spytałamczy zajmie się dziećmi - nie.
To znaczy, ze maja ich zabrac do domu dziecka?

Młaego neiprzytulam według niej.
Rety , jaj jestem w nim zakochana. Nawet mały daje mi buziaki ( rzuca się na mnie cała buzią), mała ma anoreksję - jadłowstręt na tle nerwowym.
Fakt jest chuda, ale z mamą nie mogę nawet porozmaiwac na teamt jej zdrowia.
Cieszę się, że dziecko żyje, że jest w domu, że rośnie.

Stara się mnei dobić. Wyzywa-  nie używa przekleństw, ale cokolwiek zrobię jest źle.
Według niej pałam nienawiścią do męża i z tej nienawisci jestem złą matką.

Ach...
A ja powiedziłam żeby wyszła, ze nei pozwalam robić w moim domu awantur przy dzieciach i podważać mojego autorytetu.

Ale ona musi, bo w tym domu dzieje się źle i nawet jak ją tak źle traktują, wyrzucają to ona mnie nie zostawi, bo mnie kocha i musi mi pomagać.

Koszmar...
Nie jestem nawet na nia zła, tylko mi szkoda, bo barkuje mi mamy. Marzę o matce przyjaciółce.
Bliskiej i akceptującej mnie taką jaka jestem.
Szkoda mi też, że w tym wieku, siedząc wciąz w kościele nei godzi się zludźmi, nie ma w niej takiego spokoju, pogodzenia. Nie jest dla mnie takim dobrym duchem.
Pocieszeniem.
Ona się za moja rodzinę codziennie w kosciele modli. Cały kościól się modli i to nei tylko w moim mieście.
Nie mam nic przeciwko temu. Modlitwa innych mi sie przyda, ale nie chodzi o to,że ktos jest dobry bo przeleci się do kościoła, wyklepie pacierze.
A potem wychodzi i wbija szpile, ale uważa że jest lepsza od innych.
Bo ona chodzi do kościola i się modli.
Przecież to łatwiejsze niż pomoc w życiu.

I jeszcze dobiłam się mężem.
Tak sobie pomyślałam , że te jego maile świadczą o tym, że chce wieść podwójne życie.
W pracy po weekendzie pojawił się po 13.
Rozbił samochód, wymusił pierwszeństwo. Tamten samochód moze być do kasacji.
Jego jest ok.
Ale najgorsze jak rozmawialismy.
Przesadzam z tymi podejrzeniami.
Jak ich nie mieć. Z boku wszstko jest jasne.
Był w niej zakochany, moze zauroczony, było mu dobrze w łożku, ona go kocha.
To przykre, to gniecie.

Powiedziałam mu, to się ze mną rozwiedź.
Nie che z nią być. Ale to jest głownie z innych powodów.

Czuję się gorsza. Mama mnie poniża, mąż poniżył.
A to są dwie najbliższe osoby.

Chce być ze mną.
Ale jak, kiedy tamtego jest koniec a jednak jeszcze wtym siedzi.
Kontakt jest.
Weekendu z nią nie spędził - tak stwierdził.

813

Odp: Miłość trwa

Rachunki z restauracji po 60 , 70 zł - sam tyle nie przeje.
Rachunki za hotel 1 noc :190 zł
660 zł za apartament - chyba 1 noc lub weekend
I to nie jest stolica, to jest duzo, bardzo.

A dla mnie są problemy, nie mam pieniędzy!!!

814

Odp: Miłość trwa

Zrobiłam mężowi w pokuju rozier...
Wpadłam w furie jakbym słowa mamy potraktowła jako przepowiednię.
Rozwaliłam z wściekłością wszystko co popadnie.
Nie czułam do niego nic.
Zarzucił mi ,że ja go już chyba nie kocham.
Oprócz złości nie czułam nic. To prawda.
Cały ten koszmarny dzień. Mama, te jego rachunki , maile. Wyjazdy na weekend. Moje problemy w pracy, nerwy z firmą (czas goni) to wszystko wyładowałam na nim.

Chce być ze mną. Tak mówi. Mówi mi, że do tego trzeba dwojga, że ja tego chyba nie chcę.
Co on mówi, przecież to ja tak sądzę.
Mam się zastanowić co mi w naszym małżeństwie nie odpowiadało.
Jemu było dobrze.
Nie chce żeby ona wygrała.
Powiedział żebym się tym nie przejmowała.
Cholera... może on mnie jednak kocha.

Może będzie lepiej. Może faktycznie będziemy jeszcze bliżej, tak bardziej świadomie.
Czasem jak czytam tutaj to przestaję wierzyć.
Obawiam się krytyki, obawiam się, że zostanę oszukana.

815

Odp: Miłość trwa

Mój Boże bet!
Po co Ty się tak szarpiesz!!
Powoli jesteś wrakiem człowieka.....po co Ci ten facet...pojąć nie mogę

816 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-18 10:38:19)

Odp: Miłość trwa

Ja tak się zastanawiam Bet czy  Ty dasz radę z nim być po tym wszystkim, bo to nie chodzi o to aby być na siłę razem tak jak kiedyś: Ty widzisz co było źle a wiesz jak chcesz aby było teraz? Rozmawialiście o tym co będzie, o tym co Tobie nie odpowiadało, co chcesz zmienić, na co się nie godzisz?
Bez solidnej pogadanki nie da się zbudować na nowo związku bo tu nie chodzi o odbudowę. Nowe zasady, konkretne postanowienia, rozmowa gdzieś na schodach czy na papierosie to nie rozmowa. Umówić się, usiąść i pogadać konkretnie.

Szarpiesz się, robisz mu kipisz, ja to rozumiem ale czy Ty nie przegniesz w drugą stronę?

Nerwy związane z matką przenosisz na rodzinę, na niego, to wszystko się miesza, odreagowujesz na sobie, na mężu.
Matka zrobi Ci dym, podburzy Cię a Ty w nerwach wyładowujesz się na nim. I tu chyba diabeł jest pogrzebany: Twoje stosunki z matką, Twoja rozpaczliwa próba pojednania się z nią, tak się nie da, Ty swoje, ona swoje.
   To starsza kobieta, nie nauczysz jej swoich racji, to niemożliwe, ona ma swoje myślenie, swój tok rozumowania co dobre, poprawne, Ty swoje, albo to zaakceptujesz albo odizoluj się od niej kompletnie. Ja tak zrobiłam, matkę widzę raz w miesiącu godzinę, ona nie wie nic o moim życiu, kompletnie nic i tak jest dobrze bo kiedyś jak powiedziałam mu, że on jest alkoholikiem zrobiła mi awanturę bo każdy chłop musi wypić a ja jestem wredna żona, on taki piękny i wspaniały, potrafiła przemycić mu butelkę wódki chowając przede mną. Do mnie obrabiała mu dooopę a do niego milutka, jaki ty wspaniały i dobry a żona wredna małpa.
Ty chcesz jej pomocy ale na swoich warunkach, to niemożliwe.

   Rachunek 70 zł za obiad to naprawdę niewiele za jedną osobę, apartament 660 zł za weekend to też nawet niska cena, nie bronię go ale tu trzeba trochę zimnego myślenia, nerwami nie zdziałasz nic, a możesz zamknąć sobie awanturami drogę do czegoś nowego z nim. Dużo faktów jego romansu jeszcze będzie wychodziło na wierzch, z każdą taką rzeczą awantura?
Jeżeli masz z nim być to musisz wybaczyć sobie, jemu i nie wypominać, zamknąć to co było. Ty awantury a kicia spokojnie zrobi swoje i wygra, jak sądzisz, co bardziej przemawia do chłopa? Chłop ma konstrukcję cepa, trzeba nim pokierować, kicia jest sprytna, Ty musisz być bardziej przebiegła od niej jeżeli chcesz go zatrzymać. Z kolejną awanturą powie dość tego bo ty nie będziesz potrafiła nie wypominać mu tego romansu. Bycie ze sobą tak ale nie gdy winowajcy przypisujesz przez cały czas winę i każesz kajać się na kolanach przez lata całe.

A z matką zrobić porządek bo tu pies jest pogrzebany, albo porozumienie albo kompletne oderwanie się od niej.
I tu wracamy do tematu terapia. Tak Bet, przegadanie z terapeutą stosunków z matką, koniecznie, czytałaś strony, które Ci podesłałyśmy?
I być konsekwentną.

817

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa po całości sie z Tobą zgadzam.

Z mamą katastrofa i szkoda moich nerwów. Chociaż bardzo bym chciała miec z nią jak najlepszy kontakt.

Z mężem po tym moim cyrku było fatalnie.
Ale pogadaliśmy.
Najgorsze, ze ja nic do niego oprócz złości nie czułam.
Sama nie wiem dlaczego tak się stało.

Twardogłowa, sporo rozmawialiśmy. Było przytulanie, ale ja bardziej czułam ciepło od niego.
We mnie nie było nic. Potrzebowałam go, ale byłam tak azdenerowana, roztrzęsiona, że była jak po jakimś wypadku, jak w szoku.

Trudno, stało się. To się we mnie zbierało. I wybuchłam z byle powodu.
Po tym wszystkim chyba mu uwierzyłam.
Uwierzyłam , ze to uczucie do mnie jest.

Prosi mnie, żebym wytrzymała jeszcze trochę, że on z nia nie jest. Ale będzie całkiem koniec.
Chce zajmowac się dziećmi, chce z tego wyjść.

Czuję sie jakby pływał w bagnie, próbuje z tego bagna wypłynąc na powierzchnie, wynurzyć chociaż głowę, a ja go tam wciskam.

Powiedził mi, ze jak się nam nie poukłada to będziemy sie musieli chyba rozwieźć (np po roku)
On tego nie chce. 
To zależy ode mnie. Czy ja będę chciała z nim być.

Mam się tym co się stało nie przejmować. On to posprząta.

Doszedł do wniosku, ze to mnie coś w małżeństwie nie odpowiadało i że to ja właściwie powinnam była odejść albo zdradzić.
Chce żeby było lepiej, żeby to zmienić.
Właściwie to mówiła mu o swoich obawach.
O tym , że ja mu się już nie będę podobać, ze będzie miał jej obraz przed oczami, a ja że będę go widzieć z nią i czyć obrzydzenie. Że nei będzie się mi już tak podobał, bo nie patrzę na to co na zewnątrz.
Jak tego wyjść.
Doszliśmy do wniosku, ze potrzebujemy obydwoje od siebie nawzajem pomocy.
Kiedy on wyzbędzie się tego obrazu ja przełamię też to co siedzi w mojej głowie.
Tak właściwie to ja doszłam do takiego wniosku, a on przyznał mi rację.

Mąż nie chce zeby ona wygrała.
Mówi mi, ona znajdzie sobie za jakiś czas innego gościa, lubi wygodne życie.
A my starcimy najwięcej. Nie jest tego warta. Prosi mnie...

Chce ze mna więcej rozmawiać.
Wysłąłam mu jeszcze smsa, już trochę spokojniejsza.
Napisałam własnie, że cała złość która zebierała się we mnie od rana wyładowałam na nim.
Jest mi głupio i przepraszam.
Byłam zła na mame, mam swoje problemy i jeszcze on.
Napisałam o tym jak się czułam.

Odpisał mi, żebym już spała:)) i żebyśmy byli po jedej stronie

818

Odp: Miłość trwa

Powiem Ci bet, ze chcialbym, zeby mnie ktos kochal tak jak Ty tego pajaca. Moze On ma misje ratowania ludzkiego gatunku i musi zapladniac kazda poznana babke? Siksa Mu sie znudzi predzej czy pozniej. Swoja droga podziwiam Cie, ze taki syf tolerujesz. Jestes wyksztalcona, zaradna, ladna. Powinnas sie od Nego odciac. Z takimi sklonnosciami jakie On posiada zapewne bedzie znajdywal kolejne oanienki. Nie wiem tylko jakim cudem starczy Mu na alimenty.

Uwazam, ze powinnas sie od Niego odciac. Wziac rozwod i tyle. I przekaz Mu w ten sposob paleczke. Jak Mu bedzie zalezalo to zawalczy o Ciebie. I tyle. Zacznij sie szanowac smile.

Pozdrawiam

819

Odp: Miłość trwa
Beznamietnosc napisał/a:

Powiem Ci bet, ze chcialbym, zeby mnie ktos kochal tak jak Ty tego pajaca. Moze On ma misje ratowania ludzkiego gatunku i musi zapladniac kazda poznana babke? Siksa Mu sie znudzi predzej czy pozniej. Swoja droga podziwiam Cie, ze taki syf tolerujesz. Jestes wyksztalcona, zaradna, ladna. Powinnas sie od Nego odciac. Z takimi sklonnosciami jakie On posiada zapewne bedzie znajdywal kolejne oanienki. Nie wiem tylko jakim cudem starczy Mu na alimenty.

Uwazam, ze powinnas sie od Niego odciac. Wziac rozwod i tyle. I przekaz Mu w ten sposob paleczke. Jak Mu bedzie zalezalo to zawalczy o Ciebie. I tyle. Zacznij sie szanowac smile.

Pozdrawiam

Jakie to proste, prawda?

Rzucić komuś weź rozwód, alimenty i bądź dumna, szanuj się, proste prawda?

Ale to nie twoje życie, nie twoje uwiązania, sytuacja, mąż, czworo dzieci w tym jedno chore.

820

Odp: Miłość trwa

Tylko, ze teraz to tak jaby on mi zarzuca, ze mnie kocha a ja jego nie tak jak on mnie.
Mówi mi, ze gdybym kochała go tak jak on mnie to to byłby spokojny czy coś tam że bedzie super, ze się poukłada.
ON!!!! mnie zarzuca , ze ja go tak nie kocham, że moze wcale tego nie chcę, że tak na prawde to nei chcę z nim być!!!

I mówi to cłakiem serio, jakby się martwił, ze to nei wyjdzie dlatego ze ja nie dam rady, że już nie będę chciała z nim być!!!

Sory, spałam 3 godziny. Maluchy są chore.
I jedno i drugie gorączkuje, córka skarży się na ból gardła. Zaczął im się katar.
Znowu odpowiedź , że mąż ma zapłacić za naprawę mojego samochodu 15 tyś.

Może i pajac, ale ja go kiedyś pokochałam i jak się kocha to nie patrzy się na to jaki ktoś jest.
Chcę żeby był jak najlepszy.
Czy się poukłada, czy będę umiała z tym żyć - tego nie wiem do końca.
To chyba nie jest łatwe.

Mąż ma argument, ze przez kilkanascie lat mnie nie zdradził.
Moja obawa, przez te kilkanaście lat to ja byłam młoda.
Uroda nieco więdnie, jest błedsza.
Jedyna szansa, ze nauczy się bardziej patrzeć sercem , duszą.
Chociaż o wygłąd zewnetrzny to ja lubię dbać, ale czasu się nie zatrzyma.
Nie warto o tym teraz mysleć.

On nie chce być z nią i nie będzie.
Jeśli nie będzie ze mną to sam, albo z kimś innym...   hm...
Ale nie chce.

To się łatwo mówi.
Co mi się podoba, to że sma dostrzega jaki był.
Że za dużo pił, że obarczał mnie problemami. Był szczery, dobrze się czuł.
Sam podejrzewa , że ta zdrada, to może wyczuł, że ja nie jestem całkiem szczęśliwa.

Innaczej ze sobą rozmawiamy.
Moze się mylę, ale mam przeczucia, ze będziemy jeszcze bardzo szczęśliwi.
Wreszcie będę miała pełnię, będzie skaza, ale jest też wartość.
Powiedziałam mu też, ze nie chcę udawania, jakiś gierek. 
Za dobrze ise chyba znamy. Czasem jakbym wyczuwała jego myśli, obawy.
On też złapał się na tym, ze czasem z nikąd zaczyna płakać. Łzy same mu lecą.
Wie wtedy , że jestem smutna, jest mi źle.

To może niezrozumiałe, ale mnie się kilka razy potwierdziło.

Niestety bywamy słabi.
Zbliżając się do mnie coraz bardziej odczuwa jak było mi ciężko, przez co przeszłam ( mówi mi o tym).
Czy jest sens wypominać.
Mnie tylko wyprowadzja z równowagi nowe rzeczy.
Czekam na tą 100 procentową uczciwość. Jej jeszcze nie ma.
Kiedy przyjdzie ja też będę całkiem ufać. Innaczej nie umiem.

Nie wypominam mu juz zdrady. Tego co było.
Twardogłowa, dla mnie to jest zamknięte.
Liczy się to co jest teraz.
A sam przyznaje, ze mam rację, bo nie jest jeszcze całkiem tak jak powinno być.
Stawia mnie w sytuacji, ze wciąż jeszcze wybaczam kolejne rzeczy.
Dla mnie koniec to koniec.
A ten koniec ma długo ogon

821

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
Beznamietnosc napisał/a:

Powiem Ci bet, ze chcialbym, zeby mnie ktos kochal tak jak Ty tego pajaca. Moze On ma misje ratowania ludzkiego gatunku i musi zapladniac kazda poznana babke? Siksa Mu sie znudzi predzej czy pozniej. Swoja droga podziwiam Cie, ze taki syf tolerujesz. Jestes wyksztalcona, zaradna, ladna. Powinnas sie od Nego odciac. Z takimi sklonnosciami jakie On posiada zapewne bedzie znajdywal kolejne oanienki. Nie wiem tylko jakim cudem starczy Mu na alimenty.

Uwazam, ze powinnas sie od Niego odciac. Wziac rozwod i tyle. I przekaz Mu w ten sposob paleczke. Jak Mu bedzie zalezalo to zawalczy o Ciebie. I tyle. Zacznij sie szanowac smile.

Pozdrawiam

Jakie to proste, prawda?

Rzucić komuś weź rozwód, alimenty i bądź dumna, szanuj się, proste prawda?

Ale to nie twoje życie, nie twoje uwiązania, sytuacja, mąż, czworo dzieci w tym jedno chore.

Ale godność, szacunek dla siebie samej....też ma wartość!
Nie ma szans na odzyskanie zaufania po tych jazdach jakie mąż fundował bet...
Ojcem będzie zawsze i łozyć na dzieci musi, czy jest jeszcze mężem czy nie.....
Ale w tym wszystkim bet zgubiła siebie i wygląda na to, ze szanse na odnalezienie są nikłe....

822 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-18 14:49:00)

Odp: Miłość trwa

A Ty Bet dasz się wkręcić w to obwinianie Ciebie?

Pozwolisz na to aby zrzucał na Ciebie winę za to co się stało?

Nie daj się wkręcić w rolę ofiary bo taką znów będziesz.

Masz prawo go nie kochać tak jak kiedyś, masz prawo mu to powiedzieć a on jako dojrzały, inteligentny facet powinien to pojąć.
Obwinianie Ciebie to zrzucanie odpowiedzialności na Ciebie za jego romans. Nie pozwól mu na to i zakomunikuj to stanowczo acz spokojnie.
Mój mąż nigdy mnie nie obwiniał, nigdy mi nie zarzucał, że mniej go kocham niż kiedyś, siebie nazywa debilem, kretynem siebie obwinia, nie mnie.
Teraz znamy się jak łyse konie a więź która nas łączy jest silniejsza niż kiedykolwiek, tego żadna kochanica nie poczuje.

To inny związek, silniejszy niż przed romansem,

i tego Bet Ci życzę  :-)

Jo, ojcem będzie zawsze, łożyć na dzieci musi(niom, 500zł na waciki),
ale ja wolałam wyprostować mu drogę życia, wolę gdy on odrabia wieczorem z córką geometrię, gdy przynosi mi herbatę  do łóżka a o 2 w nocy pijemy kawę:-), wolę razem taszczyć po schodach choinkę do domu, wolę gdy to jemu nasz pies podkrada kanapki. To jest życie rodzinne i naprawdę szczęśliwe, bez braku zaufania, bez sprawdzania, podtekstów.

Zawsze jest szansa na zbudowanie na nowo zaufania do osoby która zdradziła a kluczem do tego jest własne poczucie wartości, praca nad sobą i swój kawałek prywatności, po prostu swój kawałek podłogi.

823

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

A Ty Bet dasz się wkręcić w to obwinianie Ciebie?

Pozwolisz na to aby zrzucał na Ciebie winę za to co się stało?

Nie daj się wkręcić w rolę ofiary bo taką znów będziesz.

Masz prawo go nie kochać tak jak kiedyś, masz prawo mu to powiedzieć a on jako dojrzały, inteligentny facet powinien to pojąć.
Obwinianie Ciebie to zrzucanie odpowiedzialności na Ciebie za jego romans. Nie pozwól mu na to i zakomunikuj to stanowczo acz spokojnie.
Mój mąż nigdy mnie nie obwiniał, nigdy mi nie zarzucał, że mniej go kocham niż kiedyś, siebie nazywa debilem, kretynem siebie obwinia, nie mnie.
Teraz znamy się jak łyse konie a więź która nas łączy jest silniejsza niż kiedykolwiek, tego żadna kochanica nie poczuje.

To inny związek, silniejszy niż przed romansem,

i tego Bet Ci życzę  :-)

Jo, ojcem będzie zawsze, łożyć na dzieci musi(niom, 500zł na waciki),
ale ja wolałam wyprostować mu drogę życia, wolę gdy on odrabia wieczorem z córką geometrię, gdy przynosi mi herbatę  do łóżka a o 2 w nocy pijemy kawę:-), wolę razem taszczyć po schodach choinkę do domu, wolę gdy to jemu nasz pies podkrada kanapki. To jest życie rodzinne i naprawdę szczęśliwe, bez braku zaufania, bez sprawdzania, podtekstów.

Zawsze jest szansa na zbudowanie na nowo zaufania do osoby która zdradziła a kluczem do tego jest własne poczucie wartości, praca nad sobą i swój kawałek prywatności, po prostu swój kawałek podłogi.

Niedobrze mi sie robi, jak czytam, że po zdradzie związek jest lepszy, silniejszy...mój były mąż może odrabiać z córka geometrię - kwestia organizacji, i można mieć wyższe alimenty niz 500 zł na waciki - dobry adwokat!
Zdrada rozwaliła fundamenty związku więc o jakich silnych więzach jest tu mowa....
To zawsze jest i będzie w głowach osób zdradzonych....i nie ma szans, by kiedykolwiek o tym zapomnieć!
I to ma być szczęśliwe życie?
Nie dziękuję!

824

Odp: Miłość trwa

To nie jest obwinianie. Nie odbieram tak tego.
To jest obwa i całkiem uzasadniona, bo zdrada miłość w pewien sposób niszczy.
Szacunek do sibie mam i godność. Jak ktoś kto zdradził ma mnie tej godności pozbawić?
Monia nie rozumiem tego.
Czy ktos kto potrafi wybaczyc, ale tak w sobie, ni en apokaz albo zeby komuś zrobić przyjemność ma stracić do siebie szacunek.
W jaki spoósb to pozbawia mnie godności.
Problemów z szacunkiem i godnoscią to nawet kochanki chyb aąż takich nie mają jakie mają mieć kobiety, kótrych mężowie żałują tego co się stało. Chcą odbudowy, chcą wynagrodzić dzieciom, żonie.

Mąż mówi mi otwarcie, że liczy się ztym że nie będziemy razem ale on i tak ma plan.

Monia, pisałam juz kiedyś o swoich przekonaniach.
Nie będę się tłumaczyć.
Zresztą nawet pomijając przekonania czy miałabym szansę być z kimś kto nie miał przede mną innej kobiety?

Nie wiem czy będziemy razem. Czas pokaże.
Ale nie dam sobie wmówić barku szacunku do siebie.
To jest bardzo trudne, ale bardziej włąśnie ze względu na otoczenie.

Teraz to dla mnie jest wstyd ,ze wybaczam i że kocham pomimo zdrady.
Kogo?
Swojego męża...
Mam się tego wstydzić.

Dac kopa w dupę, wyrzucić za drzwi.

Owszem, mogę.
Ale jeśli ktoś prosi o próbę, jeśli znam go na tyle i rozumiem że dla niego to też jest ważne, a mam do niego jeszcze albo na powrót uczucie to mam prawo po zdradzie odmówić ale mam prawo dać nam szansę.

I to nie chodzi o to że uczucie jest od ponad 20 lat.
Jedyna miłość.
Chodzi o to , ze te lata po prostu szybko zleciały, nie mają znaczenia.
Było piekne uczicie , które zamieniło się w mniej piekne życie.

A moze po zdradzie taka osoba na prawdę ma porównanie i juz wie kto jest prawdziwą miłością.
Jakie jest to uczucie i że warto je pielęgnować i juz nie zagubić ani na chwilę.

Wiem ,ze to takie może życzenia.
Ale dlaczego tak nie ma być.
Zdrada jest okrutna, to co przeżyłam było i jest ciężkie.

Ale szacunek do sibie biorę z siebie, nie z opinii innych.
Jeśli postepuję tak jak chcę, w zgodzie ze sobą to nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić.

Mogę sie rozwiźć i nie meić do sibie szacunku , bo zrobie cos do czego wewnętrznei nie jestem przekonana. Chyba, ze zmienię zdanie.

Czy robię coś złego, czy kogoś krzywdzę - to dlaczego mam nie mieć do siebie szacunku?!!!
Ani męża od niczego nie zmuszam, ani siebie.

825

Odp: Miłość trwa

Monia, zagubić siebie...
Jęsli tak twierdzisz. Być może masz rację.
Co według Ciebie powinnam zrobić żeby siebie odnaleźć?
Monia, jakie moje zachowanie miałoby świadczyć o tym, że siebie onalazłam?
Co konkretnie świadczy według Ciebie o tym, że zgubiłam siebie...

826

Odp: Miłość trwa

Bet masz prawo do swojego zdania, tak jak i ja do swojego!

Mnie tylko żal Ciebie, bo w każdym Twoim poście widać mękę, cierpienie, ogromny ból....
Dajesz szanse mężowi? Twoje prawo! Ja też dawałam, ale wolał odejść...
Tylko nie widzę, żeby Twój mąż na prawdę starał sie odbudować Waszą rodzinę i wasze szczęście!

827

Odp: Miłość trwa

Zdrada we mnie będzie. To czy będzie mnie dusić czy potraktuje ja jak bagaż doświadczeń zalezy ode mnie i po części od męża.
Nie chce jej rozpamiętywać. Chciałabym znać lekarswo na to jak to zrobić.

Jeśli ktoś starcił kogos bliskiego to również ma biznę.
Ale z tym żyje.
Bez wzgledu na to czy będę z nim czy sama ona nie zniknie.
To się już stało.

828

Odp: Miłość trwa

Można przez 26 stron wypisywac wciąż te same .. nie wiem nawet jak to określic... zresztą nieważne, ale jesli ten wątek ma jakąś wartośc to pokazanie kobietom jak nie warto budowac swojego życia. Trzeba miec swoją osobowośc, swoja przestrzeń, swoje pieniądze, swoje własne zdanie, swoją pracę i niezależnośc, by jeśli przyjdzie kryzys byc w stanie się podnieśc i odbudowac swoje życie a nie czekac, by dac drugą szansę meżowi, który zresztą o nią nie prosi.

Może jak temu twojemu nieudacznikowi nie wyjdzie to wróci, pewnie bedziesz zadowolona. Jak nie wróci to też jakoś sobie poradzisz, bo musisz, ale ile można wyżalac sie nieskładnie tu na forum i absolutnie nic nie robic, by stac podmiotem tej sytuacji a nie tylko reagowac na poczynania męża?

829 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-19 10:14:48)

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:
twardogłowa napisał/a:

A Ty Bet dasz się wkręcić w to obwinianie Ciebie?

Pozwolisz na to aby zrzucał na Ciebie winę za to co się stało?

Nie daj się wkręcić w rolę ofiary bo taką znów będziesz.

Masz prawo go nie kochać tak jak kiedyś, masz prawo mu to powiedzieć a on jako dojrzały, inteligentny facet powinien to pojąć.
Obwinianie Ciebie to zrzucanie odpowiedzialności na Ciebie za jego romans. Nie pozwól mu na to i zakomunikuj to stanowczo acz spokojnie.
Mój mąż nigdy mnie nie obwiniał, nigdy mi nie zarzucał, że mniej go kocham niż kiedyś, siebie nazywa debilem, kretynem siebie obwinia, nie mnie.
Teraz znamy się jak łyse konie a więź która nas łączy jest silniejsza niż kiedykolwiek, tego żadna kochanica nie poczuje.

To inny związek, silniejszy niż przed romansem,

i tego Bet Ci życzę  :-)

Jo, ojcem będzie zawsze, łożyć na dzieci musi(niom, 500zł na waciki),
ale ja wolałam wyprostować mu drogę życia, wolę gdy on odrabia wieczorem z córką geometrię, gdy przynosi mi herbatę  do łóżka a o 2 w nocy pijemy kawę:-), wolę razem taszczyć po schodach choinkę do domu, wolę gdy to jemu nasz pies podkrada kanapki. To jest życie rodzinne i naprawdę szczęśliwe, bez braku zaufania, bez sprawdzania, podtekstów.

Zawsze jest szansa na zbudowanie na nowo zaufania do osoby która zdradziła a kluczem do tego jest własne poczucie wartości, praca nad sobą i swój kawałek prywatności, po prostu swój kawałek podłogi.

Niedobrze mi sie robi, jak czytam, że po zdradzie związek jest lepszy, silniejszy...mój były mąż może odrabiać z córka geometrię - kwestia organizacji, i można mieć wyższe alimenty niz 500 zł na waciki - dobry adwokat!
Zdrada rozwaliła fundamenty związku więc o jakich silnych więzach jest tu mowa....
To zawsze jest i będzie w głowach osób zdradzonych....i nie ma szans, by kiedykolwiek o tym zapomnieć!
I to ma być szczęśliwe życie?
Nie dziękuję!

Widzisz Monia,
Twój mąż odszedł mimo tego, że chciałaś aby został więc nie rozumiesz tego co łączy mnie z mężem, rozumie to Endaluzja, Misiekpuszysty i kilka jeszcze innych kobiet, te które budują związek z mężem, nie odbudowują lub wracają do starego.
Nie napisałam, że jest lepszy, jest inny, to inna płaszczyzna, łączy nas porozumienie, niewytłumaczalna więź, żadnych barier, żadnych zahamowań a jednocześnie ja nie boję się czy on znów pójdzie na lewo, wogóle  nie myślę o tym co było, jestem zupełnie od tego uwolniona.
    Jasne, że może z doskoku odrabiać lekcje z córką, może... ale jeżeli chce naprawdę być z nami, pracuje na ten stan codziennie to dlaczego nie? Dlatego, że twój wolał odejść a Ty czujesz gorycz porażki i nie udało ci się tworzyć czegoś nowego z nim pomimo twojej dobrej woli?
A kwestia pieniędzy... jestem niezależna, zarabiam duuużo więcej niż  te 500 czy 1500zł, tu nie chodzi o kasę. Tu chodzi o codzienną odpowiedzialność za dziecko, rodzinę, dom, skoro jest nam ze sobą dobrze to mamy się rozstać bo normy społeczne  nakazują rozwieźć się po romansie, chora duma czy mój mój szacunek do siebie na tym ucierpiał? Nie.
    Czasem sytuacja jest tak skomplikowana, że dobry adwokat nic nie wskóra, rozumiesz? Facet żyje bogato ale nic się od niego nie uzyska, można mieć glejt sądowy na 5000 miesięcznie i dooopę sobie nim podetrzeć wiesz? Widać nie znasz realiów życia a piszesz szablonowo, bo honor, bo duma. Dla niektórych alimenty 1000  czy 2000 to dużo, ja na dziecko wydaję miesięcznie duuużo więcej.
Ja mam swój honor, dumę, silne poczucie wartości, wiem ile znaczę z nim czy bez niego, nie walę goryczą, nutką zawiści czy jadu. Ja po prostu żyję, wiesz, idę do przodu.
Na Bet też przyjdzie czas aby parła do przodu, dajcie jej czas, dla każdego to inny czas. Bet potrzebuje go więcej, ale czy to powód krzyczeć jej rozwodem, honorem, dumą? To jej życie. Może Ona chce tu tylko się zwierzać?
Ale ja wiem i widzę, że zmienia się, swoim rytmem ale te zmiany nadchodzą.

Czy to wy macie czwórkę dzieci, które żyły na wysokiej stopie i innego życia nie znają, jasne można przeżyć i za 500zł ale dlaczego? Bo duma? Smacznej dumy na śniadanie życzę a do szkoły zamiast kanapki daj dziecku szacunek, zamiast na obóz sportowy wyślij na zbieranie czereśni.  Czy to wy mieszkacie nad firmą teścia? Czy to wy macie rocznego berbecia w wieku 40 lat? Gdzie ona pójdzie z czwórką dzieci? Do toksycznej matki? Podzielą majątek i co? Jeżeli zostanie w zdemolowanym mieszkaniu to i jeszcze będzie musiała spłacać kredyt za dom, łatwo powiedzieć.
To nie wasze życie, Bet tu przyszła wygadać się, upuścić emocje, to jej pamiętnik, ona zmienia się w swoim rytmie.

830

Odp: Miłość trwa

ja bym pewnie wybaczyła zdradę
tak jak do końca chciałam być ze swoim mężem, pomimo wielu zawodów.
próbowałam wiele lat , bez wracania, wypominania.
Nie udało się bo on nie chce...ma prawo pić a nawet się zapić.
Dostał wiele szans, za wiele...z żadnej nie skorzystał
aż dostał tę ostatnią.
Musiałam się odseparować emocjonalnie, przestać się bujać na tej huśtawce razem z nim.
Dla mojego własnego dobra, dla dobra dzieci....stres mnie zabijał.
Gdybym widziała choć cień szansy...odrobinę chęci z jego strony aby się leczyć.
Niczego takiego niema, nigdy nie było, czas przestać się oszukiwać.
Mieszkamy w jednym domu, pewnie przyjdzie mi patrzeć jak się niszczy, zabija...
czy dam radę ?

831 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-19 10:27:42)

Odp: Miłość trwa

Alonka dasz radę.
Gdyby mój mąż nada pił ja nie byłabym z nim dziś, dostałby nakaz eksmisji.
Ja szanuję Twój wybór. Musisz się ratować, on sobie da radę.
Być może bylibyście razem gdyby on nie pił, uzależnienie przysłania mu tok myślenia jednakże po zerwaniu z nałogiem wiele związków się rozpada. Mój przetrwał bo oboje nad nim pracujemy i dlatego, że nie pije.

832

Odp: Miłość trwa

nie mam podstaw do eksmisji, żadnych
dom jest wspólny,
zaczęłam od separacji , w lutym kolejna sprawa
mam zamiar zmienić pozew na rozwodowy...
tylko pismo wysłać,
potem będę się zastanawiać co dalej

833 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2012-12-19 11:00:44)

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:
moniaCo napisał/a:
twardogłowa napisał/a:

A Ty Bet dasz się wkręcić w to obwinianie Ciebie?

Pozwolisz na to aby zrzucał na Ciebie winę za to co się stało?

Nie daj się wkręcić w rolę ofiary bo taką znów będziesz.

Masz prawo go nie kochać tak jak kiedyś, masz prawo mu to powiedzieć a on jako dojrzały, inteligentny facet powinien to pojąć.
Obwinianie Ciebie to zrzucanie odpowiedzialności na Ciebie za jego romans. Nie pozwól mu na to i zakomunikuj to stanowczo acz spokojnie.
Mój mąż nigdy mnie nie obwiniał, nigdy mi nie zarzucał, że mniej go kocham niż kiedyś, siebie nazywa debilem, kretynem siebie obwinia, nie mnie.
Teraz znamy się jak łyse konie a więź która nas łączy jest silniejsza niż kiedykolwiek, tego żadna kochanica nie poczuje.

To inny związek, silniejszy niż przed romansem,

i tego Bet Ci życzę  :-)

Jo, ojcem będzie zawsze, łożyć na dzieci musi(niom, 500zł na waciki),
ale ja wolałam wyprostować mu drogę życia, wolę gdy on odrabia wieczorem z córką geometrię, gdy przynosi mi herbatę  do łóżka a o 2 w nocy pijemy kawę:-), wolę razem taszczyć po schodach choinkę do domu, wolę gdy to jemu nasz pies podkrada kanapki. To jest życie rodzinne i naprawdę szczęśliwe, bez braku zaufania, bez sprawdzania, podtekstów.

Zawsze jest szansa na zbudowanie na nowo zaufania do osoby która zdradziła a kluczem do tego jest własne poczucie wartości, praca nad sobą i swój kawałek prywatności, po prostu swój kawałek podłogi.

Niedobrze mi sie robi, jak czytam, że po zdradzie związek jest lepszy, silniejszy...mój były mąż może odrabiać z córka geometrię - kwestia organizacji, i można mieć wyższe alimenty niz 500 zł na waciki - dobry adwokat!
Zdrada rozwaliła fundamenty związku więc o jakich silnych więzach jest tu mowa....
To zawsze jest i będzie w głowach osób zdradzonych....i nie ma szans, by kiedykolwiek o tym zapomnieć!
I to ma być szczęśliwe życie?
Nie dziękuję!

Widzisz Monia,
Twój mąż odszedł mimo tego, że chciałaś aby został więc nie rozumiesz tego co łączy mnie z mężem, rozumie to Endaluzja, Misiekpuszysty i kilka jeszcze innych kobiet, te które budują związek z mężem, nie odbudowują lub wracają do starego.
Nie napisałam, że jest lepszy, jest inny, to inna płaszczyzna, łączy nas porozumienie, niewytłumaczalna więź, żadnych barier, żadnych zahamowań a jednocześnie ja nie boję się czy on znów pójdzie na lewo, wogóle  nie myślę o tym co było, jestem zupełnie od tego uwolniona.
    Jasne, że może z doskoku odrabiać lekcje z córką, może... ale jeżeli chce naprawdę być z nami, pracuje na ten stan codziennie to dlaczego nie? Dlatego, że twój wolał odejść a Ty czujesz gorycz porażki i nie udało ci się tworzyć czegoś nowego z nim pomimo twojej dobrej woli?
A kwestia pieniędzy... jestem niezależna, zarabiam duuużo więcej niż  te 500 czy 1500zł, tu nie chodzi o kasę. Tu chodzi o codzienną odpowiedzialność za dziecko, rodzinę, dom, skoro jest nam ze sobą dobrze to mamy się rozstać bo normy społeczne  nakazują rozwieźć się po romansie, chora duma czy mój mój szacunek do siebie na tym ucierpiał? Nie.
    Czasem sytuacja jest tak skomplikowana, że dobry adwokat nic nie wskóra, rozumiesz? Facet żyje bogato ale nic się od niego nie uzyska, można mieć glejt sądowy na 5000 miesięcznie i dooopę sobie nim podetrzeć wiesz? Widać nie znasz realiów życia a piszesz szablonowo, bo honor, bo duma. Dla niektórych alimenty 1000  czy 2000 to dużo, ja na dziecko wydaję miesięcznie duuużo więcej.
Ja mam swój honor, dumę, silne poczucie wartości, wiem ile znaczę z nim czy bez niego, nie walę goryczą, nutką zawiści czy jadu. Ja po prostu żyję, wiesz, idę do przodu.
Na Bet też przyjdzie czas aby parła do przodu, dajcie jej czas, dla każdego to inny czas. Bet potrzebuje go więcej, ale czy to powód krzyczeć jej rozwodem, honorem, dumą? To jej życie. Może Ona chce tu tylko się zwierzać?
Ale ja wiem i widzę, że zmienia się, swoim rytmem ale te zmiany nadchodzą.

Czy to wy macie czwórkę dzieci, które żyły na wysokiej stopie i innego życia nie znają, jasne można przeżyć i za 500zł ale dlaczego? Bo duma? Smacznej dumy na śniadanie życzę a do szkoły zamiast kanapki daj dziecku szacunek, zamiast na obóz sportowy wyślij na zbieranie czereśni.  Czy to wy mieszkacie nad firmą teścia? Czy to wy macie rocznego berbecia w wieku 40 lat? Gdzie ona pójdzie z czwórką dzieci? Do toksycznej matki? Podzielą majątek i co? Jeżeli zostanie w zdemolowanym mieszkaniu to i jeszcze będzie musiała spłacać kredyt za dom, łatwo powiedzieć.
To nie wasze życie, Bet tu przyszła wygadać się, upuścić emocje, to jej pamiętnik, ona zmienia się w swoim rytmie.

Faktycznie nie rozumiem tego wszystkiego..
Próbowałam walczyć o nasze małżeństwo, ale sie nie udało...i podejrzewam, że nawet gdyby nie odszedł to ja prędzej czy później bym odeszła.....bo nie potrafiłam żyć z piętnem zdrady!
Kwiesta odpowiedzialności za dziecko? Mój były mąż cały czas jest za nie odpowiedzialny, dzielimy sie obowiązkami. To że odszedł ode mnie nie oznacza że porzucił swoje dziecko!

I głupot nie pisz, że zamiast kanapki szacunek daje dziecku .....moje dziecko nie głoduje z powodu naszego rozwodu!

Nie znam realiów życia?
Tak! Jasne!

Nie będę więcej się tu wypowiadać! Bo nie podoba się Wam, że ktos może mieć inne poglądy!!
Stworzyłyście klub wzajemnej adoracji!
Niech Wam będzie!

834 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-19 11:04:49)

Odp: Miłość trwa

Nadal nie rozumiesz.
Nie będę polemizowała z Tobą.
Napiszę Ci tylko tyle, że zamiast  na wakacje polecieć sama z córką do Grecji, Hiszpanii czy Turcji wolę bawić się z mężem i córką na plaży w Meksyku czy Wenezueli, zamiast samotnie wybierać jej prezenty wolę robić to z nim, piętno zdrady nie wisi nad nami jak nad Tobą. Materialistka jestem? Nie, patrzę realnie, starać się mamy oboje na wszystkich płaszczyznach. Rozwód to dla faceta wyzwolenie, dla ciebie to widać porażka. My nie pozwoliliśmy aby to co było przekreśliło nam przyszłość i pełną szczęśliwą rodzinę dla dziecka.
To nie głupoty, to życie.

Monia nie miało cię zaboleć, Ty po prostu nie rozumiesz. SAMA nie dopuszczasz do siebie naszych innych poglądów a atakujesz.
Długa drogą przed tobą.
Sama napisałaś, że próbowałaś walczyć ale się nie udało, a gdyby się udało być może miałabyś podobne poglądy do naszych.

835 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2012-12-19 11:12:10)

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Nadal nie rozumiesz.
Nie będę polemizowała z Tobą.
Napiszę Ci tylko tyle, że zamiast  na wakacje polecieć sama z córką do Grecji, Hiszpanii czy Turcji wolę bawić się z mężem i córką na plaży w Meksyku czy Wenezueli, zamiast samotnie wybierać jej prezenty wolę robić to z nim, piętno zdrady nie wisi nad nami jak nad Tobą. Materialistka jestem? Nie, patrzę realnie, starać się mamy oboje na wszystkich płaszczyznach. Rozwód to dla faceta wyzwolenie, dla ciebie to widać porażka. My nie pozwoliliśmy aby to co było przekreśliło nam przyszłość i pełną szczęśliwą rodzinę dla dziecka.
To nie głupoty, to życie.

Monia nie miało cię zaboleć, Ty po prostu nie rozumiesz. SAMA nie dopuszczasz do siebie naszych innych poglądów a atakujesz.
Długa drogą przed tobą.
Sama napisałaś, że próbowałaś walczyć ale się nie udało, a gdyby się udało być może miałabyś podobne poglądy do naszych.

Napisałam, że odeszłabym prędzej czy później bo nie potrafiłam żyć z piętnem zdrady!
Nie wisi nad Toba piętno zdrady? Nie wierzę! Mój mąż zdradził mnie z jedną kobietą a Twój z całym tabunem...i nie wierzę, że to nie zmieniło Twojego życia.
Rozwód zawsze jest porażką...w każdym przypadku!
Chciałam żeby moje dziecko żyło w pełnej rodzinie, ale sie nie udało! I dlaczego w twoich oczach moje  zycie i mojego dziecka ma być gorsze?
Jestem sama ale nie samotna!!!
Macie prawo do swoich decyzji, jeśli to daje wam szczęście to dobrze!

836 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-19 11:18:38)

Odp: Miłość trwa

Nie krzycz, nie  napisałam, że twoje życie jest gorsze.
Jest inne.
Ja mam inne zdanie, inne poglądy a ty nie pojmujesz tego i masz problem z akceptacją innego zdania.
Nie wierzysz mi, twój problem, ja wyrosłam już z udowadniania innym swoich racji, poglądów.

837

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Nie krzycz, nie  napisałam, że twoje życie jest gorsze.
Jest inne.
Ja mam inne zdanie, inne poglądy a ty nie pojmujesz tego i masz problem z akceptacją innego zdania.
Nie wierzysz mi, twój problem, ja wyrosłam już z udowadniania innym swoich racji, poglądów.

O rany, nie krzyczę...
Każdy ma swoje życie, swoje wybory...
Forum jest od dyskutowania i wymiany poglądów, często różnych...ja powiedziałam swoje zdanie, ty swoje i git!

:-)

838

Odp: Miłość trwa

robimy offtopa w wątku Bet
a tak naprawdę to wszystko zależy od jej męża.
dostał szansę , czy ją wykorzysta...
on sam musi chcieć i musi to udowodnić Bet
a Bet...
do niej należy zadbanie o siebie, zakreślenie granic aby nie wejść w stare tory

839

Odp: Miłość trwa

Swanen, widzisz nazywasz mojego męża nieudacznikiem i że może wróci jak mu nie wyjdzie.
A ja widze człowieka. Fajnego faceta, którego pokochałam kiedys na zabój i który cokolwiek by zrobił pozostanie w sercu.
Kogoś przez kogo płakałam, kogoś do kogo powoli dociera ogrom zniszczeń których dokonał.
Jaki on ma cel mówić mi nagle takie różne rzeczy, kiedy dziewczyna chce z nim być. Chce założyć z nim rodzinę.
Po korespondencji, którą przeczytałam mam jedynie pewność, że to nie ona zerwała.
Widzę zmiany.
Nie zrobię niczego wbrew sobie. Być moze dojdziemy z mężem do wniosku, że to nie ma sensu.
Mąż mówi mi wprost, że z nią nie będzie.
Obojetne czy będziemy razem czy nie.
Wierzę mu. Teraz tak.
Czy uda się nam. Nie wiem. Nie wiem czy nawet dam radę spróbować. Chociaż bardzo bym chciała.
Jest tak potworny uraz.
Ze względu na dzieci tego nie zrobię, bo wtedy i tak to by się rozpadło - byłoby nieszczere.

Piszesz po 3 w nocy, rzeczy nieaktualne.
Kązdy jest inny.
Swoją przestrzeń potrzebuję  na pracę , na to co sprawia mi przyjemność ( np sport), na przyjaźń. Moją przestrzenią jest też rodzina.
Spełniam się kiedy mogę komuś pomóć. Brakuje mi bycia "żoną".
Żeby daĆ coś innym potrzebuje najpierw mieć to w sobie.

Właśnie ta cała sytuacja chyba mnie zmieniła. Dojrzałam do innego życia.
Nie wyklucza niezależności.
Przecież pracuję, zarabiam. Fakt, ze chciałabym więcej i za te pieniądze ciężko byłoby mi utrzymać taką liczną rodzinę. Nie jest to jednak niemożliwe.
Kwoty sa wzgłedne. Dla jednego 6 tyś to dużo dla innego mało. Ale stać mnie na pewne przyjemności.
Może zbyt tragicznie opisuję sytuację.

Szansę mężowi chiałabym umieć dać ze wzgłedu na uczucie, na to że w dalszym ciągu jest mi bliski.
Zdrada tego nie zmieni. Mogę jedynie nie być już zdolna do życia z nim, może być to niemozliwe.

Nie mam zdania według Ciebie , bo mam właśnie takie zdanie.

Wyśmiewasz mnie, ze pisze bez składu i ładu i ...
Otóż mam swoje zdanie, siebie.
Możesz mi tu wmawiać rózne rzeczy.
Żyje dla siebie a nie na czyjś poklask.
Bez wzgledu na ocenę.

840

Odp: Miłość trwa

Elizabet  wink

841

Odp: Miłość trwa

Monia, wróć sobie czasem do swoich postów kiedy dowiedziałaś się o zdradzie męża.
Teraz piszesz innaczej.
Piszesz co by było gdyby...
Łatwo oceniać, krytykować...

Swanen piszesz o niezależności, osobowości itd. jakbyś Hameryke odkryła.

Prawnika mam dobrego.
Na rozwodzie kobiety i dzieci zazwyczaj tracą finansowo.
Ja już tyle straciłam, że to nie jest najważniejsze.
I tak sama się utrzymuję.

Są inne kwestie. Dla mnie istotne.
Żadną pracą czy niezależanością ich nie przeskoczę.

842 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2012-12-19 17:00:44)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Monia, wróć sobie czasem do swoich postów kiedy dowiedziałaś się o zdradzie męża.
Teraz piszesz innaczej.
Piszesz co by było gdyby...
Łatwo oceniać, krytykować...

Swanen piszesz o niezależności, osobowości itd. jakbyś Hameryke odkryła.

Prawnika mam dobrego.
Na rozwodzie kobiety i dzieci zazwyczaj tracą finansowo.
Ja już tyle straciłam, że to nie jest najważniejsze.
I tak sama się utrzymuję.

Są inne kwestie. Dla mnie istotne.
Żadną pracą czy niezależanością ich nie przeskoczę.

Bet!
Pisze teraz z perspektywy czasu, z perspektywy swoich przezyć, swoich cierpień...
Mój przypadek był taki a nie inny....
Masz prawo do walki o swoje małżeństwo...ja tego nie krytykuję broń Boże.....mnie po prostu uderzyło, to, że tak strasznie cierpisz....i dlatego pytałam czy warto?
Zastanawiam się, czy uda Ci sie kiedyś powiedzieć sobie: Tak! jestem szczęśliwa z tym człowiekiem!

I jeśłi taka jest Twoja decyzja, żeby wasze małżeństwo ratować to szczerze Ci życzę, żeby sie udało!!!

843 Ostatnio edytowany przez Adele (2012-12-19 21:21:14)

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Nadal nie rozumiesz.
Nie będę polemizowała z Tobą.
Napiszę Ci tylko tyle, że zamiast  na wakacje polecieć sama z córką do Grecji, Hiszpanii czy Turcji wolę bawić się z mężem i córką na plaży w Meksyku czy Wenezueli, zamiast samotnie wybierać jej prezenty wolę robić to z nim, piętno zdrady nie wisi nad nami jak nad Tobą. Materialistka jestem? Nie, patrzę realnie, starać się mamy oboje na wszystkich płaszczyznach. Rozwód to dla faceta wyzwolenie, dla ciebie to widać porażka. My nie pozwoliliśmy aby to co było przekreśliło nam przyszłość i pełną szczęśliwą rodzinę dla dziecka.
To nie głupoty, to życie.

Monia nie miało cię zaboleć, Ty po prostu nie rozumiesz. SAMA nie dopuszczasz do siebie naszych innych poglądów a atakujesz.
Długa drogą przed tobą.
Sama napisałaś, że próbowałaś walczyć ale się nie udało, a gdyby się udało być może miałabyś podobne poglądy do naszych.

Twardogłowa, tyle że pełna rodzina nie zawsze oznacza szczęśliwą rodzinę. W pierwszym poście na tym forum pytałaś forumowiczów o sposoby jak dosrać Twojemu męzowi, bo już masz dosyć jego zdrad, kłamstw i tego, że okrada Ciebie i córkę kosztem kochanek. Pisałaś wprost, ze Go nie kochasz. Oczywiście, to Twoja sprawa że wybrałaś wygodne życie u boku kogoś takiego, tylko jakoś trudno uwierzyć w tą szczęsliwą rodzinę. W pierwszych postach Bet opisuje swojego męża jako naduzywającego alkoholu despotę. Człowieka, który na wieść o ciązy żony,  wpada we wsciekłość mówiąc, że coś z tym mozna zrobić. Człowieka, który pobił swoją ciężarną zonę wybijając Jej zęba. Czytalaś ten post w którym Bet pisze, że syn  Jej oznajmił, że jeśli nie zostawi taty, to On kupi broń i Go zabije. Bet przepraszam, że to napiszę ale w żadnym poście ja nie widzę ani tego, że mąż się stara o powrót do domu, ani nie widzę Jego miłości do dzieci.

844

Odp: Miłość trwa

Monia, rozumiem to.
Z czasem bywa , że zmieniamy zdanie.
Monia, mój mąż poznał ją 2 lata temu.
Pierwsza sesja odbyła się chyba 09. 12. 2010.
Sypiać zaczęli z końcem kwietnia (chyba). Wspólne mieszkanie od lipiec, sierpień 2011 do wrzesień 2012 (chyba).

Też miałam sporo czasu na zastanowienie się.
Patrzę już chyba innaczej.

Przez te dwa lata zmieniło się nasze życie.
Myśmy się zmienili.
Czasem jak rozmawiamy to tak jakby tych dwóch lat w ogóle nie było.
Ale przecież były. To wszystko się wydarzyło. Jak się z tego pozbierać.

Męczę się. Nie wiadomo jak przez to przebrnąć. Czy starczy uczucia ,żeby przewyciężyć barierę.
Wszystko jest trudne, jakby pod górkę.

Monia, nie walcze o małżeńswo. Bardzo chciałabym być szczęsliwa, zresztą chyba nie tylko ja.
Jakoś tęsknię za nim , ale nie wiem jak to ma być.
Teraz to tęsknię i boję się.

Pomijając już cokolwiek, normalnie chyba wstydziłabym sie nawet przed nim rozebrać.
To tylko taki szczegół - był z modelką, miss erotica czy cos tam.
Róznica 18 lat i cztery ciąże i porody.
To wszystko jest ekstremalne.
Z drugiej strony to wszystko co on mi zrobił, to co z nią robił itd.
Ja też innaczej na niego patrzę. On już nie jest taki piękny. Jest na nim jakis brud.

Jak to pokonać.
Niechęć starszych dzieci do niego, zwłąszcza starszego syna, rodziny, otoczenia - bo jak to wybaczyć zdradę, być z kimś takim.

Jest cholernie wiele przeszkód.
Jak zamkąć oczy i o tym nie mysleć. Zrobić to czego się chce.

Teraz już wiem, że dla niego to też jest takie trudne.
Boi się mojego odrzucenia, ze powiem mu: spadaj dziwkarzu.

Może to jest już jakis krok do przodu, że przynajmniej o tym ze sobą rozmawiamy.

845

Odp: Miłość trwa

Adele czytaj ze zrozumieniem, to było do lutego 2010.
Od lutego 2010 zaszły ogromne zmiany i we mnie i w nim.
Oczywiście, że nadal mam ochotę mu dosrać nie z zemsty a z mojej złośliwości, czasem z potrzeby sytuacyjnej.
Kto nie żyje z niepijącym alkoholikiem DDA to nie wie jak ciężko czasem jest na co dzień, jaki gałagan czasem odzywa się w nim.

Jestem szczęśliwa bo jestem wolna, nikomu nie wpieram, że rodzina szczęśliwa to tata, mama i dzieci razem, przytocz mi moje słowa proszę gdzie twierdzę, że rodzina po rozwodzie to gorsza rodzina. Sama chciałam odejść ale dałam nam jeszcze jedną szansę i wygraliśmy.
   To wy wpieracie mi, że na pewno się mylę, że to niemożliwe po takich przejściach być razem lol
Ja wybrałam taki model rodziny bo mi na dzień dzisiejszy odpowiada, nikomu takiego schematu nie narzucam, nikomu nie wpieram, że jest gorszą rodziną, to część z was ma problem ze zrozumieniem, że po zdradzie też można żyć szczęśliwie, bez schematów, szablonów na życie, bo to można, to wypada a to już nie, bo zakazy i nakazy, konwenanse, ograniczenia, do mojego życia nie przyłożysz linijki czy kątomierza bo to nie do przypasowania.
Ja nawet nie mam ochoty, siły i czasu tego tłumaczyć. Być może dla was to niepojęte, być może nie mieści się w waszym poszufladkowanym świecie.
    Jestem szczęśliwa bo jestem wolna, niezależna, sama dla siebie, jestem z nim a raczej on ze mną ale on absolutnie nie jest przyczyną takiego stanu, trudne do zrozumienia?
Ja baba terapeutyzowana chyba nie potrafię wam tego wytłumaczyć albo wy czytacie wybiórczo. I męczy mnie okrutnie gdy ktoś po raz kolejny zarzuca mi, że ja na pewno nie jestem szczęśliwa, na pewno ściemniam,
tak, przylazłam tu aby ściemniać bo nic ciekawszego w życiu do robienia nie  mam lol
Nie mam potrzeby nikomu tłumaczenia się  z mojego stanu emocjonalnego, nikomu nie muszę nic udowadniać.
Mi po prostu jest dobrze,bezpiecznie a jak komuś to nie leży to już jego problem lol
Bet wie o czym mówię.

Posty [ 781 do 845 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026