netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 259 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 716 do 780 z 1 597 ]

716

Odp: Miłość trwa

Bet kochana,

masz rację, że mąż nie musi Ci się tłumaczyć, ale jednak powinien. Na jakiej zasadzie chce on odbudowac zaufanie. Ty nadal nic o nim nie wiesz, co, z kim, dlaczego, po co robi. Moim zdaniem nie powinno to tak wyglądać.

Buziaki

717 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-03 10:19:59)

Odp: Miłość trwa

Niom,
   tłumaczyć Ci się nie będzie bo co ma powiedzieć? Że bzyka? Że popija? Że za przyjaciół być może ma teraz szemrane towarzystwo? Chciałabyś to usłyszeć?  Bo przecież nie spędza wolnych weekendów na czytaniu książki czy zwiedzaniu muzeów:lol:
    Nie chce kłamać, nie chce powiedzieć prawdy więc woli się nie tłumaczyć.
Twój mąż  ma teraz maksymalnie przesunięte granice etyki, moralności, tłumaczy się z tego co chce, mówi co chce, żali się kiedy jest mu wygodnie... sam sobie kreuje rzeczywistość, tylko te problemy w firmie i roszczeniowa żona sprowadzająca do pionu...  Taki wolny kogut... bo nie ptak już...

    Jeżeli facet chce się ustabilizować, pokazać, że chce coś naprawić to sorry ale brak strzeżonych osiedli, parkingów to nie jest powód do rezygnacji z wynajmowania mieszkania, Bet nie bądź naiwna. Nie tylko on ma super brykę i nie on pierwszy parkowałby tę brykę na niestrzeżonym osiedlu, są ubezpieczenia, są GPS, jak się chce to można. Są urządzenia zdalnie odcinające zapłon w momencie kradzieży, są aplikacje na telefon zdalnie blokujące auto.  Ale on nie chce bo byłby przywiązany do jednego miejsca a i łatwy do kontroli, namierzenia.
  Brak zaangażowania w wychowanie dzieci też nasuwa  wnioski.
Odsunął się od rodziny, ojca, dzieci, czasem tylko popłacze żonie w rękaw jak owa żona zadzwoni po pieniążki...

Mnie cieszy Twoja postawa, zmieniłaś się  wink
Ech, życie...
chyba mnie ta grypa pesymistycznie nastawia.
Zima jest u Was?
Bo u mnie mnie ma  wink

718

Odp: Miłość trwa

Dziwnie taraktuje ten swój samochód. Dba o niego bardzo. Rozwalił zawieszenie, powiedział że jak nie wpakuje 10 tys to moze się nim zabić ( syn to kiwtuje , ze moze lepiej byłoby dla mnie, tylko niech najpierw popłaci długi).
Ale autko jest wypucowane, wysprzątane, wsztskei mozeliwe zabezpieczenia posiada minitoring, blokadę silnika itd.
Hasło zna mąż i jego ojciec.
A żona, nie no po co? Kiedyś podał mi hasło, ale nie zapisałm sobie. Jak coś źle uruchomi to dzwonią do mnie i pyataja się mnie o hasło.
To jeszcze bardziej mnie wkurza. Już im parę razy powiedziłam , zeby do mnie nie dzwonili.
Ale to juz niwążne.

Pieniądze na wypłaty pożyczył mu jego ojciec.
Nie wiem co robi w czasie wolnym. Widocznie są to rzeczy o których nie chciałabym usłyszeć.
Z tamtą może nie być. Przy niej przestał pić. Poza tym wozi jedzenie w samochodzie.
Wydzwania do niego taki jeden koleś, który u nas pracował.
Teść go wyrzucił za piajństwo i kombinowanie. Nie podobał mu sie tez. Zostawił rodzinę, chyba unika płacenia alimentów, umawia się z jakimiś dzwiczynami i chleje.
Kontakt z tamtą prawdopodobnie jeszcze jest.

Źle się dzieje.
Mąż chce wszystko naprawuć, ale mam wrażenie ze barkuje mu motywacji, silnej woli.
Powiedział mi, ze ma dosyć jak wszyscy nim manipulują i nie chodziło mu o mnie.
Tak chyba jest.

U nas już biało a ja jeszcze nie zmieniłam kół.

719

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, w ogóle to jakie to ma znaczenie gdzie on będzie mieszkał.
Zmienia te mety i co?

Mam sie nie martwic, robił zdjecia.
Nie martwie się tym czy mnie oszukuje czy nie, bo to nie ma większego w tej chwili znaczenia. Nie jest najistostniejsze.
Martwi mnie to jak żyjemy, to co się dzieje.

720 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-03 14:12:56)

Odp: Miłość trwa

Ej Bet
oczywiście, że ma znaczenie gdzie będzie mieszkał, przebywał bo:

- w razie nagłej potrzeby mogę podrzucić mu dziecko,
- nie kryjąc się z miejscem zamieszkania daje mi dowód swojej szczerości, nie zataja przede mną tak istotnych faktów,
- wybierając mieszkanie w pobliżu domu daje mi do zrozumienia, że chce być blisko nas,
- dziecko w każdej chwili może go odwiedzić,
- jeżeli wiem, gdzie mieszka  w każdej chwili mogę sprawdzić czy jest szczery w tym co mówi i uważam, że mam prawo do   sprawdzenia, pewnego rodzaju kontroli,
- jeżeli przebywa w jednym miejscu zamieszkania znanym dla mnie dla mnie znaczy, że gość już ma dość melanżu i szuka stabilności.
- ujawnienie miejsca zamieszkania to dla mnie jeden z dowodów szczerości, intencji powrotu, koniec kłamstw, matactw, odkrywanie siebie na nowo, danie nareszcie uczciwego światełka nadziei na powrót drugiej osobie.

Ale to ja.
Ja mam silne poczucie własności, korzeni, miejsca zamieszkania, jestem w wielu sprawach konserwatywna i sentymentalna, my celebrujemy wiele tradycji, mamy swoje zwyczaje, przekonania, w pewnych kwestiach nie do przeskoczenia. Ja po prostu muszę widzieć, że za słowami "chcę być z wami" idą uczynki nie tylko puste frazesy i słowotok...
  Ja nie raz przekonałam się w trakcie jego melanżu  gdy mówił mi, że jest na spotkaniu biznesowym( wieczorem lol ) a w tym czasie smarował panienkę żelem Dureksa. Nie dopuszczę więcej do takich sytuacji.
   Dlatego jak była pierwsza gadka o próbie sklejenia tego dzbana powiedziałam TAK - ale pod wspólnym dachem i razem a nie ja tu a ty h000j wie gdzie, muszę widzieć co robisz, musisz mi pokazywać na co dzień jakie masz intencje, nie raz na tydzień.

Tak zapytam Bet:
czy Ty usłyszałaś od niego wprost bez owijania i sieczki: chcę wrócić do WAS, do Ciebie, do rodziny, wracam...

Czy tylko słyszysz: będzie dobrze, wspaniale, zobaczysz sama...
???
Bo czasem  kobieta słyszy to drugie -  resztę dopowiada sobie sama, ta dopowiedziana reszta nie zawsze musi być zgodna z planami męża a on z czysto wygodnych powodów nie ma zamiaru wyprowadzać żony z błędu...

-

721

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, ale Twój mąż był na powrót gotowy, był gotowy aby Ci pokazac ze mu zalezy.
Do uczciwości trzeba samemu dojrzeć.

I jeśli będzie chciał Cię oszukać, to nic nie da twoje : nie dopuszcze do tego.
Niby jak nie dopuścisz. Szantażem , zagrozeniem, ze cos straci.


Cenię sobie wolność i mąż tez ma do niej prawo. To on podejmuje decyzje jak chce żyć.
Na co mi sprawdzanie.
Ja potrzebuję ufać. I albo ufam, albo mam z tym problem.

Puszcza frazesy. To fakt.
Ja w nie wierzę.
One niewiele wnoszą. Ale są ludzie, którzy kiedy coś mówią to tego chcą, ale nie zawsze potrafią wcielić to w  życie.
Nie maja tyle determinacjii , checi, motywacji, siły. Chcą ,ale za mało,albo nie wiedzą jak sie do tego zabrać, albo coś ich odciąga.

I to, ze w nie wierzę nie zmienia mojego życia. Żyje tak jak dotąd.
Nie wiem, czy mam się wstydzić, ze jakoś tak za nim tęsknię, że mi go zwyczajnie brakuje.

Nie walczę o małżeństwo , o niego, bo nie chę nic na siłę.
Staram się starac o siebie, bo tylko to mogę. Bo obojetne czy z nim czy bez niego to jest moje zycie i o nie tu chodzi. O moje zycie, moje radości, moje spełnienie, moje sumienie, moje wybory, moje uczucie.

Mnie się ogólnie nie żyje źle, ale odczuwam pewien brak.
Da się żyć, ale czemu nie pragnąć czegoś więcej.
Cieszę się z drobiazgów. Ale czasem dopada mnie ten brak. Ta pozostawiona wolna przestrzeń.

A tak poza tym to normalne życie:)

722

Odp: Miłość trwa

Nie Bet, nie szantaż,
on ma powiedziane : jedno kłamstwo i nie ma cię, znikasz, ot, tak zwyczajnie...
kiedyś dla świętego spokoju łykałam drobne kłamstewka, teraz wszelkie nieścisłości, nieporozumienia, wątpliwości wyjaśniam na bieżąco, pytam i otrzymuję odpowiedź.

U mnie też normalnie...

723

Odp: Miłość trwa

Bet

Twradogłowa ma rację. I mówimy Ci to my kobiety, które są ze swoimi partnerami po zdradzie wiec nie jest to czysta teoria. Faceci, którzy chcą wrócić nie zachowują się w ten sposób, przynajmniej jeżeli im zależy. Uwierz mi, gdyby on naprawdę chciał to nie miałabyś żadnych watpliwości.

A co do Ciebie, to chcesz normalnie żyć ale w takiej sytuacji to do normalnego życia niestety jest Ci bardzo daleko. Ciągle w zawieszeniu, ani żona ani rozwódka. Nie jesteście razem 2 lata, nic już właściwie nie łączy. Czy gdyby wszystko się dobrze ułożyło potrafilibyście razem funkcjonować?

Nie poszedł z Tobą na urodziny swojego ojca, dla mnie to więcej niż demonstracja. Nic mi się tu nie układa w logiczna całość. Tylko słowa.... słowa .... słowa

Bet

Niestety musiałam zmienić plany i w ten weekend nie będzie mnie w Warszawie. Żałuję bardzo. Mam nadzieję,ze następnym razem się uda.

724

Odp: Miłość trwa

O rozwodzie juz pisałam i o tym co ewentualnie zmieniłby w moim życiu.
To czy mieszkam z mężem czy nie, nie wpływa też na to czy postrzegam siebie jako żonę.
Nie chcę się dołować.
Dajecie mi do zrozumienia , że sytuacja jest beznadziejna, ze mąż do powrotu się nie kwapi co raczej świadczy o tym że on nie nastapi.
Coż, tak bywa. Macie rację.
Łączy mnie z mężem uczucie, a czy jego coś ze mną to tylko on o tym wie.

725

Odp: Miłość trwa

Bet,

to nie o to chodzi, że ktos Ci sugeruje, wpiera, że powrót nie nastąpi. Chodzi o to, że powinnaś zatrząść całym światem. On zachowuje sie dwuznacznie. Tak jakby chciał wrócić do Ciebie, do Was, ale z drugiej strony zasmakował mu świat wolności, z którego nie do końca chce zrezygnować. Musisz wyznaczyć granicę. Albo walczymy, próbujemy łatać Nasze małżeństwo (WSPÓLNIE) albo daj mi/nam spokój. Musi przestać tylko mówić, czas najwyższy działać.

Ty owszem żyjesz własnym życiem, super, brawo dla Ciebie. Zrobiłaś siedmiomilowy krok do przodu. Jednak dajesz mu odczuć, że czegokolwiek nie zrobi, nie powie, jakby się nie zachował, to i tak będziesz czekać na niego. On to wykorzystuje. Proponuję postawić sprawę na ostrzu noża. Nie piszę o szantażowaniu typu albo wracasz teraz albo nie będziemy razem, tylko o wyznaczeniu granic. Powiedzenie mu wprost, że zabawa się skończyła.

Jesteś bardzo empatyczną osobą, to dobra cecha, ale w obecnej sytuacji wyniszcza Ciebie. Poświęcasz się jemu (mężowi). A to on nawywiłaj. To on powinien się kajać.

Buziaki

726

Odp: Miłość trwa

Tez zasmakowałam tego życia.
Nie wypobrażam sobie jego powrotu.
Po prostu musiałam sie jakoś odnaleźć w tej sutuacji, zorganizowac sobie dom.
On już funkcjonuje bez niego. Nie ma dla niego miejsca.
Zbyt długo to trwało a życie idzie naprzód.
Musiałabym dokonać nowych zmian, a żeby się do tego zabrać potrzebna jest jego determinacja.
Jemu prawdopodobnie też tak się dobrze żyje i nie wyobraża sobie powrotu.

Nie ma ani mojej ani jego determinacji.
Nie jestem na to gotowa.
Tak przynajmniej do wakacji,a najlepiej jeszcze trchę.
Mnie pochłania opieka nad dziećmi. Wieczorem zasypiam wczesniej od córki.
Mój mąż pasowałby mi teraz z doskoku, jak kochanek.
Ale może to sie zmieni, może dlatego taka sytuacja mi z jednej strony odpowiada.
Mężczyzna w domu to jest jak kolejne dziecko, tylko bardziej wymagające.

Dodatkowe pranie, dodatkowe posiłki, naczynia do mycia, prasowanie i kolejna osoba a ja marze o spokoju.
Owszem mógły sobie robić wszystko koło siebie, ale są typy którym właśnie z takimi pracami kojarzy się kobieta.
Rozwiązanie pomoc domowa.

Ja z trudem wyrabiam z tymi dziećmi.
Wydaje mi się, ze byśmy się obydwoje wykończyli, że to by nas dobiło.

Chciałabym zmiany, ale jeszcze nie teraz, jeszcze trochę luzu.
Brakije mi bliskości, ale jest mi chyba lżej, mimo że mam koeljne małe dziecko.
Prawda jest taka , ze nie mam tego najbardziej absorbującego :męża.
Sory, nie chce urazić mężczyzn, ale czasem tak bywa.
Zatankowac czy zmienić koła to ja sobie mogę sama. Dziećmi i tak zajmowałam sie sama, jak chciałam wyjść to musiałam się tłumaczyć i zoraganizowac opiekę do małej.
Musiałam sie pilnowac zeby było czysto. Był zły kiedy się połozyłam na chwilę a np były naczynia nie pozmywane.
Czasem zarywa się noce, zeby spędzić z nim czas chcodziłam niewyspana. Wręćz wycieńczona.
On spał sobie ile chciał a ja rano wstawałam do małej.
Ona budziła sie w nocy, nad ranem. Przez te infekcje często płakała, non stop chora.

Rano np. budził mnie żebym mu wyprasowała jakąś koszulkę.
Teraz śpię ile się da. Jak mały już max sie awanturuje to wstaję.
Walczę o siebie żeby przetrwac, zeby się nie wykończyć fizycznie.
Zbieram siły. Mam 40 lat, małe dziecko, kruchą córkę, nastolatków.
Czasem fizycznie jestem bardzo zmęczona.

Dla mnie to jest jak urlop. Urlop od małżeństwa.
Ono ma swoje dobre strony, ale mając tyle dzieci i takie małe lepiej jest mi w domu samej.
Ja czasem cholernei pragne spokoju, samotności.
Tak zeby być samej ze soba, jakiś czas.
Całkiem samej. Tak na trochę.
Ale pewnie bym nie wytrzymała i tęskniła za dziećmi.

Moja sytuacja jest po prostu trochę inna.
Ja jestem zmęczona rytuałami, obowiązkami.
Nie poleżę w spokoju w łożku, nie poogładam telewizji.
Chwile dla siebei kradnę. Kradnę dzieciom, potem słyszę, ze jestem zła matką i zaniedbuję dzieci.
A ja czasem mam ich dosyć.

727

Odp: Miłość trwa

Bet

Przepraszam jeżeli zrozumiałaś, żebym Cię namawiała na rozwód. Absolutnie nie. Opisałam tylko co widzę stojąc z boku. Jak interpretuje zachowanie Twojego męża. Naprawdę życzę Ci jak najlepiej i jeżeli powrót Twojego męża by Cię uszczęśliwił to życzę Ci tego z całego serca ale ....

pamiętam to co mi powiedziałaś jak rozmawiałyśmy, teraz zresztą napisałaś to jeszcze raz. Bez niego jest Ci w dużej mierze lżej, łatwiej. Masz o jedna osobę mniej do "obsługi". Powiedziałam ci wtedy, że brakuje Ci partnera ale czy aby napewno Twojego męża. Powiedziałaś, że tak, Twojego męża. A ja jednak w to wątpię. Ty potrzebujesz bezpieczeństwa, stabilizacji. Tobie to się kojarzy z Nim ale wg mnie tak już nie jest. Moim zdaniem on zapewnia Ci niezbyt regularny dopływ gotówki ale nic więcej. Nie pomaga w opiece nad dziećmi, nie interesuje się nimi, nie możesz na nim polegać, często nie ma z nim kontaktu. Bet znowu zabrzmi to gorzko ale uwierz mi zasługujesz na więcej.

te granice o których piszą dziewczyny pozwolą Ci porządkować Twoje życie. Przecież facet to nie tylko "bankomat" jak twierdzi Twój syn. I płacenie alimentów to nie jedyny jego obowiązek. Co więcej każdy Sąd uważa, że rodzice powinni utrzymywać dzieci solidarnie mając wobec dzieci takie same prawa jak i obowiązki. Prawem jest m.in. przebywanie z dziećmi, uczestniczenie w ich wychowaniu, decydowanie o wykształceniu ale również o zajęciach pozalekcyjnych. Z tego co piszesz Twoje męża "obchodzi" tylko płacenie, nic więcej. No może czasem pojedzie z najstarszym na zakupy ale tu też często zawodzi.Już Ci kiedyś napisałam, że ja nie potrafiłabym prowadzić domu dla 5 osób nie wiedząc ile tak naprawdę mam pieniędzy. Dlatego też uważam, że powinnaś jasno określić sprawy finansowe, tak aby było Ci wygodnie i bezpiecznie a tak jak jest teraz chyb anie jest. I nie mam tu absolutnie na myśli kwoty.

Jestem przekonana, że taki uporządkowanie życie dobrze wpłynęłoby na Ciebie a i Twój mąż spojrzałby na Ciebie inaczej.

Wszystko co piszemy płynie z głębi serca, dzielimy się swoimi doświadczeniami, przeżyciami. Chcemy dla ciebie jak najlepiej dlatego wybacz jeżeli czasami brzmi gorzko. To Twoje życie i radzić jest łatwo a postępować już zgodnie z tymi radami dużo trudniej. Dlatego wybacz jeżeli Ciebie te razi. Nie taki jest mój zamiar

728

Odp: Miłość trwa

Miałam stłuczkę, rozwaliłam samochód.
Ale jestem cała.

729 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-04 19:01:47)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Miałam stłuczkę, rozwaliłam samochód.
Ale jestem cała.

przykro mi bardzo i przytulam
świeżo w pamięci mam swoją ostatnią stłuczkę
wsiadłam za kierownicę w takim stanie psychicznym, że stanowiłam zagrożenie dla innych,
ale cóż obowiązki....i tak nie dojechałam

Bez zajrzałam, jeszcze do Twojego poprzedniego postu
i tak sobie myślę...taki mąż jakim on był do tej pory byłby dla Ciebie dodatkowym balastem,
nie wydaje mi się, żeby zechciał w sobie cokolwiek zmienić, ja nie wyobrażam sobie wychowywania 4 dzieci bez pomocy męża.
Nawet jak pił miało być posprzątane, obiad ugotowany jeżeli ja byłam w pracy.
Nawet gdy nie pracowałam mąż po powrocie z pracy zajmował się dziećmi.
Owszem czasem mu prasowałam koszule ale często on siadał ze stosem ubrań dzieci.
Prawo do odpoczynku...masz zawsze, bo szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci.
Tylko Ty musisz sobie to prawo dać i być pewną, że Ci się należy, wtedy nikt Ci nie zarzuci, że zaniedbujesz dzieci.

730

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, przepraszam ja pisze tutaj , więc pytam o radę, intersuje mnei punkt widzenia innych.
Ale też mam chyba gdzieś mocno zakorzenione pewne wyobrażenie życia.
I zgadzam się z Tobą że mnei potrzebny jest partner.
Jednak pomijając już fakt, że jest mi bliskii żywię do niego wiadomo jakiei uczucie, to tylko życie z nim może mi dać spokój wewnetrzny.
Innaczej musiałabym zmieniać przekonania, a tego nie chcę.

Na coś się mąz przydał.
Zadzwoniłąm po niego. Przujechał. Coś tam się zajął. Wjchał mi do garażu, poogłądalismy straty.
To moja wina, bo nie zmieniłąm opon.   
Dobrze, ze w koncu te telefony ode mnei zaczął odpbierać.
Na szkolenie chyba nei pojadę.
Samochód roztraskany nieźle, dobrze że nie wystrzeliła mi poduszka.
Wjcechałm w goscia, nei starczyło miejsca na hamowanie.
Uważajcie.
Samochód po prostu sunął.
Dobrze, ze jechałam bardzo powoli. Facet chyba nei ma szkód lub nieiwelkie. Wszystko wziął na siebie mój mesio.

Trudno jest ustalic konkrtetne kwoty, bo tez dochody sa zróznicowane.
Jest niekolorowo.

Z mężem nie wiadomo czy będzie kiedyś lepiej. 
Ale dobrze, ze jakoś się dogadujemy.

Miał doebrać syna z zajęć. Zadzwonił do mnie, zebym ja go odebrała bo on mam spotakanie.
Spotakanie zostało odwołane a ja mam rozbity samochód.
Obyło się bez policji.

Zapytałam sie go wczoraj czy chce obiad.
Zaniosłam mu, a syn jak to zobaczył to zamaknął mi drzwi.
Dzisiaj tez mu zaproponowałam. Spi chyba u tescia, bo samochód zostawia na noc pod firmą.
Ale jest jakiś "nie mój"
No i zaproponował tej lali z recepcji ( przezroczysta bluzeczka) że moze ją podrzrucić po drodze.
Moze została dłużej.
A ..., olać to. Niech robi co chce.

731

Odp: Miłość trwa

I znowu on zawalił a Ty miałaś stłuczkę
czy to takie dziwne, że nie miałaś czasu  zmienić opon?
a on nie mógł o tym pomyśleć?, w końcu wozisz jego dzieci.
aha i obiady mu gotujesz a jemu co? rączki do dupy przyrosły, czy do baru za daleko?

732

Odp: Miłość trwa

Trochę się przejmuję, bo to w końcu ja zostaje bez samochodu.
Cos tam zastępczego załatwia.
Ale mam wrażenie że sobei uśwaidomił, ze mogło być gorzej.
A jakbym tak jechała z dziećmi i wyladowalibysmy w szpitalu.
Albo nawet jakby tylko mnie się coś stało.
No obłał chyba strach i męża i teścia.
Może zajmować się tylko sowimi sprawami.
Nie robi mi wymówek , powiedział, ze miałam szczescie, że dobrze żeto się nie stało np n askrzyżowaniu.
Co by zrobił gdybym wpadłą pod tarmwaj, nei wyhamowała.

Tak trudno zadbać żeby żona miała sprawny samochód.
No tak jest, ja do neigo z obiadem, a koła nie zmienione.
A dzisiaj prosiłam syna żeby mi zaniósł do samochodu. Dzisiaj miałam jechać.
Był zajety.
Własnie mu nagadałam.

733

Odp: Miłość trwa

Wiesz bet,
śledzę na bieżąco Twoją historię i poniekąd podziwiam Cię.

Ja w niepewności wytrzymałam 3 miesiące i zażądałam określenia się, wręcz sama ukierunkowałam to w stronę rozstania. I brakuje mi go bardzo (choć dalej mieszkamy razem), jego ciepłego spojrzenia, jego dłoni na mnie, ale napisałam mu dzisiaj, że nasz związek już przegrałam, natomiast teraz walczę sama z sobą o zachowanie reszty godności i szacunku do samej siebie.

734

Odp: Miłość trwa

Moze źle to odbierasz. Czy zdradzasz, żeby nie mieć godności.
Dlaczego walczysz o godność.
Zdrada jest ponizeniem. Ale ja juz wiem, że najwiekszym dla tego kto zdradza.
Oni zachowuja się jak najwięksi dranie, jak najgorsze szmaty.
Myślisz, ze nie jest im potem za siebie wstyd.
Oj jest.

Byłam zdecydowana na rozwód. Okropnie przeżywałam jak kolejny prawnik mówił mi że rozwodu nie dostanę.
Mnie się to nie mieściło w głowie.
Jak to , mąż mieszka z inną, ma rodzine gdzies a ja nie dostane rozwodu bo jestem z nim w ciąży.

U mnie nie jest dobrze, ale też sytuacja się zmieniła.

Trzeba pamiętac, ze rozwód nei zawsze rozwiazuje problemy.
Czesto potem zaczyna się gra. Gra o dzieci, złośliwości. Kombinowanie ,zeby płącić jak najmniej.
Mężczyźnei łatwo jest założyć nową rodzinę

735

Odp: Miłość trwa

Bet

Współczuje Ci bardzo.

Ja w również miałam wypadek samochodowy jak się rozwodziłam. Wylądowałam na drzewie, samochód poszedł do kasacji a ja miałam odmę płuca. 2 tygodnie w szpitalu i 1,5 mca na zwolnieniu. Wtedy ktoś mi powiedział, że to znak od losu. Wierzę w takie rzeczy. A Ty wierzysz Bet?

736 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-05 10:32:53)

Odp: Miłość trwa

To my jakieś wypadkowe jesteśmy hmm
ja miałam dwa wypadki w ciągu 5 miesięcy.

Najbardziej bolało, że musiałam zrezygnować z pracy, pracowałam jako handlowiec w korporacji.
Miałam w nosie naprawę, zażądałam drugi samochód i go dostałam.
Bet najważniejsze, że Tobie nic nie jest, to tylko samochód, niech on zajmuje się  naprawą bądź zapewni drugi samochód na zimowych oponach.

Hmmm, Bet a z tą lalą z recepcji nic nie zrobisz?

Po raz kolejny pozwolisz aby cizia pod Twoim bokiem smyrała męża?
On sobie przygotowuje grunt pod kolejną laskę. Nie robiąc nic wyrażasz zgodę na kolejny romans ale jak to pogodzić z jego "intencjami" powrotu i Twoją chęcią sklejenia tego dzbana?
Bo mi się wydaje, że Wam obojgu jest tak wygodnie, żyjecie na wolnej stopie, stosunki koleżeńskie.
Oboje chcecie ale nie chcecie   roll

737

Odp: Miłość trwa

Mnie nic nie jest, ale ewidentnie moja wina - letnie opony.
Jechłałam bardzo powoli, samochód po prostu sunął jak saneczki i zatrzymał się na stojącym przede mną.
Zobaczymy w serwisie jakie będą straty. Jeźdxi, ale reflektory "chodzą" i w ogóle szkaoda piasać.
Oddaje do serwisu mercedesa do naprawy. Mąż sie dowie czy dostanę auto zastępcze, a jak nie to złątwi mi z wypożyczalni Smarta - jest automat i tani.

Dobrze, niech się tym zajmie.
Niespałam cała noc. Ma?ąy jest znowu chory.
Rozpalony jak piecyk. Idą mu zęby z tyłu, może ma obnizoną odporość.

Od tygodniai 2 razy sniło mi się, ze on ajest w ciąży.
Napisałam to mężowi, a on mi odpisał, to żebym uważała po takich snach jak jadę autem:)

Dzisiaj się dogadalismy, że on zrozumiał że sniło mi się, ze to ja jestem w ciąży.
Trochę mu dzisiaj nagadałam, w miarę spokjnie , ale zwróciłam mu uwage, że mówi mi o naprawie, o zasadach, o tm czego się nauczył i żesama zobacze, a ja widze, ze tłumaczy się ztego co chce, nocuje tam gdzie chce.

To co widzę, to nie wygłąda dobrze i nie rokuje dobrze.
Powiedziłam mu wprost,ze to wygłąda jakby mieł drugi dom i aod czasu do czsu przenocował u ojca.
Powiedział, że tam jest fatalnie, że nie ma z kumplamu moze pgadać, ze to są kumple którzy od początku byli za tym żeby z nią zerwał i próbował do mnie wrócić.

Powidziałm mu tylko , że jak tak mozę być. Dorośli ludzie ablo żyją tak jak on, albo mają rodziny , dziewczyny.
Kto będzie bez przerwy przyjmował na całe noce kolegę, żeby pogadać.
Mamy po 40 lat, nie wyobrażam sobei że nocuje u nas 5 dni w tygodniu jakiś koleś.

Napisze później

738

Odp: Miłość trwa

Zaproponował żebysmy się dzisiaj wieczorem spotkali, porozmawiali.
Toprawda,ze ja się do takiego życia przyzwyczaiłam , on też.
Ale mogę jaednak wrato pomysleć aby to zmenić. Na dłuższą metę to nie jest chyba dobre.
Nie stworzymy domu, rodziny, a chyba mi na tym zależy, jemu chyba też.

Wczoraj jak to wstapił na chwilę, to widziałam jak córka zabiega o jego uwage, jak go zagadywała.
Już był na schodach, a ona go włałą, poczekaj , posłuchaj mnie i opowiadła te swoje historie ( jest straszna gaduła, buzia się jej nie zamyka).
A on się spieszył. Pytam dokąd, kto był wązniejszy od córki, całaonocne spotkanie.
Już kiedyś słyszałam , ze przenocował u kolegi, zachaczył o imprezę - a spotykał sie z nią.
Tak było w maju 2011. Powiedziałam z czym mi się kojarzą teksty o spaniu i pogawędkach u kolegów.

Ona podbno mieszka u rodziców, albo u jakiejś cioci. Podobno?
To więcej wie o niej niż ja o nim.
Jego sprawa, tylko niech nie mówi że chce powrotu, że chce żeby się nam poukładało.

On nei wiadomo gdzie, ja z dziećmi - i każdemu z nas jest dobrze.
A może razem też by sie keidys dało.
Może powinnam mu powiedzieć, ze traz niejestem gotowa, ale po wakacjach moglibysmy spróbować.
A teraz zacząć coś działać zeby to było realne.
Może on tez tak będzie chciał, albo dowiem się jakie ma plany.

Niewiem czy się spotakmy. Nie spałam w nocy.
Facetowi z serwisu poatrazyłam mój samochód o 10 lat, był ubaw.
Podałam w końcu tel do męża. Niech się tym zajmie. 

Dziewczyny, dobrze mi tak, ale też kiedyś chciłabym chyba innaczej.
Dla dzieci warto może sie postarać.
to nie hcodzi o to ,zebym go nie kochała i miała się poświćić dla dzieci.
Chodzi o to , że przywykłam do tej sytuacji.

Twradogłowa, z "lalą" z recepcji nic nie zrobię. To nie jest jego poziom - nie modelka.
To raczej ona może mieć problemy. Co mąż zrobi to jego sprawa.
Ale moze powiem mu, że dał mi do zrozumienia jak liczy się z moim zdaniem.
To nie jest dla mnei istotne. Widze ją w podskokach, w euforii a jego mało zainteresowanego.

To prawda, chcemy i nie chcemy.
Nie wiem czy się boję, czy to za wczęsnie, czy mnie jakoś brzydzi.
Z jednej strony jest uczucie, jest jakieś zrozumienie a z drugiej dzieli nas jakiś "kosmos"
Fakt zaczyna byc stopa koleżeńska, jest ok. Ale chyba nie o to chodzi. Trudno się przełamać.

Własnei z nim rozmawiałam. Źle zrobilismy. Mielismy wezwac lawetę, dostałabym samochód zastępczy a wszystko poszłoby z ubezpieczalni.
Ale w naprawie będzie 3 dni. Mąż go dostarczy i załatwi Smarta. Wymienią do razu opony.

Alonka, nei jest mi szkoda, że mu ten obiad serwuję.
Ja się juz na niego wyzłościłam, juz sobie dopiekaliśmy.

Tak sobie czasem myślę, że jeśli mnie coś wiele nie kosztuje (ciocia goyuje, obiad zostaje - zamaist wyrzucić do kosza częstuję męża) to czemu mam komus nie zrobić przyjemności.
Mnie to sprawia przyjemnośc jak on ten obiad zje.
Głupie to ,ale to prawda.
Łatwo czekac tylko na czyjeś gesty.
Ma możliwość odwdzięczyć mi się za te obiady tym że zadba o samochód dla mnie.
To jest juz bardziej normalna sytuacja.
Ja dbam o niego , on o mnie.
Akurat tymi obiadami nie poczęstowałam go w takiej intencji.


Tak myslę,ze jest to znak.
Ale myslę, że to nie jest tylko znak dla mnie.
Moze to jest też znak dla męża. Jestem matką naszych dzieci. Gdyby cos mi się stało powinien się mną zająć.
Jesteśmy jednak dalej oficjalnie małżeństwem i poczułąam że jednak tego męża nadal mam.
Nie byłam sama. Dla mnie to wiele znaczy.

Chyba się trochę przejął. Mogło być źle.

739

Odp: Miłość trwa

Witam Was drogie Kobiety,

pisalyscie o wypadkach, o tym, ze wierzycie, ze czesto dzieje sie cos niezaleznie od Waszej woli, i ze macie wrazenie, ze te zdarzenia usiluja skierowac Wasza uwage na cos waznego. Ja tez w to wierze. I wierze jeszcze w to, ze jak podejmujemy dobre decyzje i zyjemy zgodnie z nimi (nawet w srodku totalnej rozpierdziuchy) los nam sprzyja i wszystko jest latwiejsze. Kiedy podejmujemy zle decyzje nic nie chce byc takie jak my bysmy chcialy! Wszystko jest trudne, nie mozna nic zalatwic, przeprowadzic, bo wszystkie przeszkody swiata staja nam na drodze.
Ja po tym poznaje, czy obieram dobry kierunek. Kiedy wszystko robi sie zbyt trudne i zbyt duzo sily trzeba wlozyc, zeby przeprowadzic najdrobniejsze zamierzenie, mysle sobie: stop. To chyba nie tedy.
To mi sie sprawdza.
Bet, oststnio jak czytam Twoje posty wydaje mi sie, ze gubisz kierunek. Ten wypadek tak jakby Ci mowil: zatrzymaj sie kobieto i rozejrzyj jeszcze raz!

740 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-05 15:03:30)

Odp: Miłość trwa

Mój pierwszy wypadek samochodowy sprawił, że wróciłam, wprowadziłam się znów do domu, to miało swoje dobre i złe strony, złe raczej przeważały, często żałowałam, że wróciłam. Wiem, że gdybym wtedy nie wróciła to dziś nie byłabym z nim. Miałam świetną pracę, bardzo ładne mieszkanie za psie pieniądze, córka szkołę, ja adoratora ale wróciłam.
Drugi wypadek był pretekstem do założenia swojej firmy, którą prowadzę do dziś i nie narzekam.
Takie zdarzenia dają do myślenia, ale ja zawsze upatruję się w nich Siły Wyższej, może tak miało być, może miałam być z nim.
Czasem warto również odpuścić i dać się ponieść życiu.

741

Odp: Miłość trwa

A mi się Bet wydaje że gdyby tylko Twój mąż chciał wrócić przyjęłabyś Go. Tylko On nie chce.
Na początku wątku byłaś bardziej zdecydowana, wiedziałaś czego chcesz, przynajmniej ja tak Ciebie odbierałam. Teraz wszystko pod męża.
Życzę Ci szczęścia i dużo zdrówka Tobie i rodzince:))

742

Odp: Miłość trwa
Miriamm napisał/a:

Witam Was drogie Kobiety,

pisalyscie o wypadkach, o tym, ze wierzycie, ze czesto dzieje sie cos niezaleznie od Waszej woli, i ze macie wrazenie, ze te zdarzenia usiluja skierowac Wasza uwage na cos waznego. Ja tez w to wierze. I wierze jeszcze w to, ze jak podejmujemy dobre decyzje i zyjemy zgodnie z nimi (nawet w srodku totalnej rozpierdziuchy) los nam sprzyja i wszystko jest latwiejsze. Kiedy podejmujemy zle decyzje nic nie chce byc takie jak my bysmy chcialy! Wszystko jest trudne, nie mozna nic zalatwic, przeprowadzic, bo wszystkie przeszkody swiata staja nam na drodze.
Ja po tym poznaje, czy obieram dobry kierunek. Kiedy wszystko robi sie zbyt trudne i zbyt duzo sily trzeba wlozyc, zeby przeprowadzic najdrobniejsze zamierzenie, mysle sobie: stop. To chyba nie tedy.
To mi sie sprawdza.
Bet, oststnio jak czytam Twoje posty wydaje mi sie, ze gubisz kierunek. Ten wypadek tak jakby Ci mowil: zatrzymaj sie kobieto i rozejrzyj jeszcze raz!

Tak, tez to tak odbieram. Zatrzymaj się i zastanów.
A może to los Ci podesłał chochlika, żeby Twój mąż wreszcie zaopiekował się Tobą. Całe szczęście, że odebrał ten telefon i przyjechał. Gdyby było inaczej to aż strach pomyśleć smile

Z lalą z recepcji pewnie tez bym nic nie robiła, no może poza powiedzeniem, ze mi się to nie podoba. Przecież jeżeli będzie chciał się pościć to zrobi to nawet gdyby nie wiem jak go pilnowała.

Nie rozumiem tego co pisałaś o tym, że źle zrobiliście, że nie wezwałaś lawety. A teraz dlaczego nie może pójść z ubezpieczenia? masz AC?

743

Odp: Miłość trwa

Tak , idzie z ubezpieczalni, ale dodatkowo miałabym odstawienie na lawecie i auto zastępcze z ubezpieczenia.

A z tymi znakami , to jest tak, że chyba tłumaczymy je sobie jak nam wygodniej.
Dla mnie to jest znak, ze zaniedbuję pewne rzeczy, że sobie źle radzę.
To jest moja wina, moje lenistwo, że jeżdżę na letnich oponach i nie ma co wymyslać.

Ja kierunek obrałam, ale nie za wszelką cenę.

Rzeczywiście jak zaczynałam ten wątek, kierunek był inny.
Byłam pewna, że nie chcę z nim być.
Teraz jest innaczej.
Tak, zmieniło się i z jednej strony się z tego cieszę, ale z drugiej tego nie widzę.
Kto wie, jurto mogę też mysleć innaczej.
Co mam zrobić.
I tak i nie.
Gdyby mąż chciał ze mną zamieszkać byłoby mi miło, cieszyłabym się - chyba tak
Ale i tak bałabym się wspólnego zamieszkania. Jesteśmy już innymi ludźmi , za duzo się wydarzyło.
Nie da się o tak powrócić i nie chcę wracac do tego co było.
Chcę nowego.
Może się nie udać, może razem podejmniemy np decyzję o tym , że to koniec, a może powoli będziemy coś działać i "się zobaczy".

Dużo się tez zmieniło od lutego.
Nie mieszka z nią, mamy stopniowo jakikolwiek kontakt.
Po tym wszystkim jakiekolwiek wyznania byłyby niepotrzebne.
Mam cięzki dzień. Cały czas coś.
I we mnie się zmieniło. Długo pytałam sama siebie czego chcę.
Czy chciałabym żeby z nią zerwał, żebyśmy kiedyś byli razem.
I nie wiem jak do tego doszło, ale poczułam że tego właśnie chcę.
Ale nie będę walczyć. Jak będzie to będzie.

744

Odp: Miłość trwa

Czesc Wam smile

Od trzech czy czterech dni przedzieralam sie przez caly watek, czytalam wszystko chronologicznie i dzis wlasnie skonczylam.

Tak na poczatek, Bet wg mnie jestes dalej tam gdzie bylas i nie ruszylas wcale z miejsca.
Przeczytalam wszystko 'naraz' i nie widze roznicy.

Kiedy czytalam pierwsze strony nie widzialam kobiety, ktora opisywalas (czyli Ciebie), cos mi nie gralo w tym wszystkim.
Mialam wrazenie ze stworzylas jakis zewnetrzny obraz samej siebie, moze chcialas tego chcec, tej samodzielnosci, rozstania z mezem itd. ale ja widzialam kobiete, ktora ukrywa to co czuje.

Wg mnie oszukujesz sama siebie, od siebie powinnas zaczac zmiany.
Caly rok sie oszukiwalas, spodziewalam sie tego ze tak sie skonczy historia na dzien dzisiejszy, nie ze wzgledu na pewien schemat zdrad i powrotow, ale ze wzgledu na Ciebie.

Pod ta maska widzialam kobiete, ktora chce powrotu meza, stad Twoja cala biernosc przez ten rok.
Obchodzenie sie z nim delikatnie, z kontrolowanymi wybuchami. Tak jakbys nie chciala go sploszyc.


Ponad 20 stron a wiekszosc o tym co robi maz i o kici, kurcze dlaczego nikt Ci tu nie powiedzial nie podejmuj tematu kochanki???
Ona Ciebie nie powinna nic obchodzic, ona moze robic co chce, zamiast sie skupiac rok czasu na tym jaka ona jest, co, jak i dlaczego, nie wazne jak wyglada, jaka ma rodzine, gdzie mieszka, pracuje. Spalasz sie nie potrzebnie.


Powinnas sie przyjrzec sobie i swoim relacjom z najblizszymi.
Doczytalam ze chodzi do psychologa, skoro nie pomagaja te wizyty to go zmien!!!
Idz do innego.


A najgorsze wg mnie jest to, ze Ty piszesz o zdradzie, ktora wydaje sie byc tylko wisienka na torcie, czytajac o Twoim zyciu malzenskim.
Ty piszesz o kici, piszesz o pieniadzach, caly czas o tym co robi maz, a gdzie jest to wszystko co Ci robil podczas Waszego malzenstwa???

Ta zdrada przy pobiciu, przy tym jak Ciebie traktowal to NIC, powtarzam NIC.
Jestes ofiara przemocy psychicznej i fizycznej!
Maz mial juz jakies problem z alkoholem.
A TY walkujesz tylko temat zdrady.

Mezczyzna ktory bije swoja kobiete, bije kobiete w ciazy to ZERO.

On Ci zrobil ta zdrada przysluge.
A Ty dalej ciagniesz do niego, jak ofiara do kata.
Takie wspoluzaleznienie.

Zobacz swoje relacje z matka, zobacz wczesniejsze relacje z mezem, nie widzisz podobienstw?
Wg mnie przez doswiadczenia z dziecinstwa i mlodosci, masz przesuniete granice.
Ty powinnas myslec o rozwodzie kiedy on Ciebie pobil, kiedy stosowal przemoc psychiczna, a TY przezywasz tylko zdrade jakby calej reszty nie bylo, tylko kicia i on, pieniadze, kicia i on, pieniadze.

Niezaleznosc finansowa jest bardzo wazna ale rownie wazna jest 'niezaleznosc psychiczna', a tej nie masz w ogole.



Uwazam ze w pierwszej kolejnosci powinnas znalezc dobrego psychologa, z ktorym bedziesz miala nic porozumienia i bedziesz wynosila cos z tych spotkan.
Przepracowac dziecinstwo, ralacje z matka, z mezem, wszystko po kolei, wtedy zobaczysz rzeczywistosc.


Dla mnie od poczatku 'krol jest nagi', czyli Ty.
Nie bylo i nie ma mocarnej Bet, jest normalna kobieta, ofiara, ktora nie chce pokazac jak cierpi.

Zaopiekuj sie sama soba, nie finansowo.


Piszesz do niego mejle, grasz w otwarte karty, jestes stracona w tym momencie.
Swoje asy oddajesz za bezcen.
Targaja Toba emocje, to normalne ale nie mozesz robic czegos takiego, bo nadal nie gracie w jednej druzynie.


Zaslaniasz sie ta 'miloscia', bo wg mnie nie znasz innego zycia.
On byl zawsze z Toba, nie masz innych doswiadczen z mezczyznami, stad ewentualny strach.

745

Odp: Miłość trwa

jestes wyjatkowo silna kobieta, przez to ten czlowiek ci zrobil powinien dostac surowa kare, zycze szczescia i wytrwania.
mam nadzieje takze ze milosc twojego zycia jeszcze pojawi sie na horyzoncie...

746

Odp: Miłość trwa

Bet - trudno mi sie nie zgodzic z Katharsis.
Zobacz - piszesz , zalezy mi na rodzinie jemu chyba tez.
Pod spodem - corka chciala z nim pogadac, poleciala na schody za nim, ale jemu juz sie gdzies spieszylo....
No sygnal chyba jasny, ze mu nie zalezy.
Przepraszam Cie bardzo, ale on traktuje SWOJE dzieci jak obce.
Takich kwiatkow - pelnych zaprzeczen jest pelno, prawie w kazdym Twoim poscie.
Analiza Jego sms ,pisanego przez niego po pijaku "miss u" zniecierpliwila mnie juz ostatecznie.

Gloryfikujesz Rodzine , gdy tymczasem facet nie wyrazil nawet pol zdania, ze chce cokolwiek zrobic, zeby ta rodzina byla.
Czy on bedzie z kicia czy z inna pinda - nie ma znaczenia. Czy meszka tam, czy gdziekolwiek indziej - nie ma znaczenia.
Znaczenie ma to co ON ma Ci do zaoferowania, a poki co to wielkie NIC.
To ze forsa rzuci mniej lub bardziej chetnie, to jego psi obowiazek, a nie wyraz nadzwyczajnej troski.
Caly czas sie pilnujesz, zeby Go nie sploszyc, zeby nie daj Bog nie zranic, bo nie zechce powrocic jak sie za mocno obrazi.

Faktycznie jestes bardzo silna , tylko nie wiem czy w dobrym kierunku. Caly czas jestes na hustawce - tu sie jawi wizja powrotu, tu za chwile sie nie jawi.
Facet wlacza telefon, kiedy mu wygodnie, badz wylacza , kiedy ma cos "pilnego" .
Zwolnilas go totalnie, z myslenia o dzieciach - w razie nie daj Bog Twojej choroby, to przeciez nie jego zmartwienie, ciocia, mama sie zajma.
On sie martwi gdzie luksusowe auto zaparkowac.
Wybacz - ale z Twoich postow - to jawi mi sie obraz najczystszej wody dupka do n-tej potegi.

Nikt Ci nigdy tu nie napisal - nie kochaj go - to sa uczucia silniejsze, niesterowalne, ale tez sa pewne granice, ktorych juz sie nie powinno przekraczac.
Masz prawo marzyc o stabilizacji, pelnej szczesliwej rodzinie, ale budowanie tego na ochlapach jego wspanialomyslnosci, badz tez wspomieniach co bylo fajne onegdaj, to droga donikad.
Nie masz ochoty tego bajzlu zalatwiac prawnie, z takich, czy innych wzgledow- Twoja sprawa, ale noszenie zupek bidusi, gdzie nawet syn ma Ci to za zle , no to juz przesada.
Przypomina mi to powiedzenie - chocby pil, chocby bil - byle byl.
Twoje dywagacje na temat uzyskanej wolnosci sa dla mnie mocno dyskusyjne - sa to tylko mniejsze obowiazki i nic poza tym.
Wolnosc - to jednak cos zupelnie innego.
Pozdrawiam, zycze najlepszego B.

747

Odp: Miłość trwa

Betina 2, Katharsis69

Miałam już nie komentować postów Bet ale postanowiłam ten ostatni raz. Zgadzam się z Wami w 100% ale pozwólmy Bet po prostu opisywać swoje życie. Ona tylko tego potrzebuje, nie rady, obiektywnej oceny bo przecież na to zawsze znajduje wymówkę.

Bet

Zobacz, pojawiają się nowe osoby na forum, które czytają Twój post i prawie wszyscy powtarzają to samo. Zastanów się nad tym. Zrób to dla siebie.

748

Odp: Miłość trwa

Ktakarsis, nie wiem co napiasać.
Nigdy nei czytała tego co pisałam wczesniej.
Wiem że wyrzucam z siebie pewne rzeczy na bierząco.
Może nei pisze o wszytskim. Kżdy mój dzień to jakieś problemy. Może mąż jest tamatem zastępczym.
Takim dla odciągnięcia uwagi.
Byłąm 1 raz na spotkaniu z life coachem.
Od razu się zrotientował, że moje problemy tkwią gdzie indziej, że jest to coś z dzieciństwa, relacje z matką.
Próbowalismy to przepracować.
Nie potrafię, mam do niej autentyczna niechęć, połączoną z olbrzymii wyrzutami sumienia.
Nidawidze sibie za to , ze jej nei znoszę.
Ona mn mówi, ze jak będę dl aneij niedobra, to nigdy sobie zycia nie poukładam, ze dzieci będą dl amnei takei same jak ja dla niej.
A przepraszam, czasem mam ochotę ją udusić.
Od jaiekiegoś czasu podejrzewam, że mąż może mieć podobne do niej cechy.
Tymczasem ja panicznie boje sie, żebym nie była taka jak ona.
Nie pisze tu wszystkiego o sobie. trudno by mi było powiedzieć w 4 oczy psychologowi a jednak nawet anonimowo na forum tez chyba nie chcę.
Nie są to moze jakieś straszne rzeczy, ale pewne odczucia z dzeiciństwa, z młodości.
Nie pamietam juz o co poszło, to było coś błąchego, jakieś niepiosłuszeństwo (miałam może 8- 9 lat), sory nie napisze tego.
Nieważne. Są pewnie wydarzenia które tkwiaw naszej pamieci.
Kiedy próbuję cos z mama wyjaśnić zprzeszłości co mnie bolałao, on ami wmawia, ze nic takiego nie miłao miejsca, że sobie wymyslam. Że się tak zmieniłam że to przez sektę, ze sekta nastawia mnie przeciwko matce.
Czuję się jeszcze bardziej bezradna, bo czuję taka chcolerną mainipulację.
Tak jakby jej zależało, zebym była sama i zdana na nia. Wtedy może ze  mną zrobic co chce.

Dwa dni temu dostałam od niej smsa,:kocham CIE
Wczesniej dzwoniła do cioci ( siostry ojca - tej która mi pomaga i która sie mna zjamowała w dzieciństwie) tez jej coś nagadała. Wymysliła,ze to cioci wina, ze mąż mnie zostawił.

Nieważne. Codziennie coś. Robi mi awantury przy dzieciach. Córeczka lubi babacię, ale już nei chce jej widzieć.
To ona zabiera dzieci siostry do kina i mówi ze córki nie weźmie bo jest nastawiana przeciwko babci.
A potem opoiwada,ze izoluję dzieci odo rodziny.
A mała lubi kuzynów i dobrze się znimi bawi.

Mam wszystkiego dosyć. W pracy codzienjie nerwy i problemy, z dziecmi czasem nie da się żyć.

Męża za mocno chyb akiedyś pokochałam.
Miałam adoratorów, ale odkąd zobaczyłam go pierwszy raz, już był obecny.
Niektórzy mnie brzydzili.
Z domu chciałam uciec.
Nie mialam wsparcia.
Od początku małżeństwa mam zamiast mnei wspierać to ciosała mi kołki.
Nachodziła, ale zero pomocy.
Zostawiła mnei samą. Tak jakby chciła pokazać ni edasz sobie rady.
Pomagała siostrze. Wciża słyszałam wyrzuty.
Spotkanei się z nia, kończyło się u mnie fatalnym nastrojem. Kilka dni musiałam dochodzic do siebie.
Ale może btak na prawde nigdy nie doszłam.
Było mi cięzko w tym małżenstwie. Wiedziałam ,ze to wszytsko jest chore.
Nie ma prawidłowych relacji. Ciągnęłam to wszytsko.
Były chciwle kiedy było mi dobrze.
Jedyne chwile w zyciu kiedy byłam może szczęsliwa to z mężem, kiedyś w dzieciństwie może z ojcem.
Nie pisałam tego wczęśniej, ale jest coś czego nie mogłam ojcu darować. Po tym życzyłam mu smierci.
Kiedy zmarł, obwiniałam siebie. Miałam 8 lat. Do tej pory mam wyrzuty sumienia, do tej pory się z tym męczę.
I dalej mnie to przęśladuje.

Za dużo w moim spokojnym życiu przęzyć z którymi być może się nie uporałam.

Do męża mam inny stosunek. Mozę jets mi tak cięzko, bo jest mi najblizszą osobą.
Przy nim czułam sie dobrze. Niestety nie zawsze.
I winę upartuję w sobie.
Być może to ja mam ze sobą jakieś problemy, które sprawiaja, ze inni w ten sposób mnie traktują.

Gdzieś w środku kłuje mnie , że on tak mnie potraktował.
Boli wszystko.
A najbardziej boli to , że nadal go kocham. Nie mam za to do sibei szacunku.
Powinnam go nienawidzieć, śmiać mi się w twarz. A mnie go brakuje.
Nie mogę się otrząsnąć, ze przecież on to zrobił.

Wczoraj zobaczyłam u niego taki kubeczek z uprawiająca seks parą. Usmiechnęłam się, ale potem, nawet teraz jest mi niedobrze. Brzydze sie sobą.
On ją pożądał, był z nią.  Co z tego ,ze nie jest , ale jego ciało już nie jest tym samym - brzydze się sobą ze po tym wszystkim mam do niego uczucia.

Czuję wstyd, może potępienie, że mi go brakuje.
Kim jest kobieta , która dalej kocha mężczyznę, który w ten spoósb ją potraktował.

Moja mama się ze mnie śmieje, ze zawsze byłam w nim szaleńczo zakochana. Tylko M i M.
To prawda. Ale dlaczego w tm było i jest coś złego.

Kiedyś się do niego odsunęłam. Po tym jak źle mnei potraktował. Wezwałam policję.
Mój srostunek do niego się zminił. To już nie była ta miłość.
Czerpałam przyjemność, lae nei było juz wielkiego uczucia.
Wybaczyłam mu , jak urodziłam córeczkę.

Trochę się obwiniam.

Nie wiem w jakim kierunku mam iść. Dla mnie jest jedna droga. Ale ona jest już chyba nieprzejezdna.

Zdaję się na los. Wierze, że życie mi sprzyja. Mimo trudności żyłam.
Teraz wierze, ze ten trudny czas jest dla mnie abym własnei poukładała swoje życie. Zrobiła prorządki.

To może dziwne, ale pod pewnym względem jestem z mężem bardziej szczera i otwarta niż kiedyś.
Nie obawiam się go. Nie obawiam się, że coś mi zrobi.

Ale z mamą mam beznadziejny kontakt. Ona mnie prześladuje, nawet w myślach.
I jest mi z tym źle.
Zakodowane mam: czcij ojca swego i matkę swoją
i czuję się beznadziejnie.
A ona mi to powtarza.
A mnie jest jej szkoda, ale czuję się przy niej strasznie. Na samą myśl strasznie.
I rozumiem ją. Nigdy między nami nie było bliskości, a ona chce ja na mnie wymusić, na siłę.

Nie mogę tyle o tym mysleć.
Musi byc dobrze. Muszę sobie ze sobą poradzić. Ale sama mam wątpliwości co jest dla mnie dobre.
Szukam siebie, tego co przynowsi mi najwiekszy spokój.
Czuję się dobrze kiedy nie mam z nią kontaktu.
Ale wiem , ze powinnam ułożyć sobei z nia kontakt.
Chyba się nie da.
Moja siostra ma podobnie.
Ma wsparcie męża. Trzyma mamę stanowczo na odległość.
Jeśli jest źle, do akcji wkracza siostry mąż.
Jesli matka traktuje mnei jak smiecia i nic niewrta osobę, to jak mam się czuć

749

Odp: Miłość trwa

Dlaczego nie zerwiesz z matka kontakutu, nie ograniczysz go?

Chodzi o sprawy organizacyjne czy o wyrzuty sumienia?


Od siebie powiem Ci ze moi rodzice pili, ale matka byla zawsze 'korekt', po niej nie bylo nic widac, byla 'lepsza' od ojca, towarzyska, kupelka.
Kiedy bylam mala ojcu zdarzalo sie ja pobic, byly awantury i cala otoczka takich patologicznych rodzin.
Ja trzymalam z nia, ona mna tak manipulowala od samego dziecinstwa, ojciec byl tym zlym, winnym za wszystko (swiety nie byl).
Kiedy mnie potrzebowala bylam jej najukochansza coreczka, innymi razy miala mnie za nic, miala mnie gleboko w d.u.p.i.e, krzywdzila mnie bardziej niz ojciec awanturami.

Krzywdzila mnie slowami, swoim zachowaniem, nie bila mnie.
Nigdy w ciagu calego zycia, od nikogo nie uslyszalam tylu starsznych i bolacych slow co od niej.
Cala paleta, ze zaluje ze mnie nie wyskorbala, ze jestem glupia, gruba(nie bylam), beznadziejna, ze nic nie osiagne w zyciu, nie nikt mnie nie bedzie chcial, ze wszyscy sie ze mnie smieja, ze mnie nie chce, ze nie jestem podobna do niej, do jej rodziny, tylko do rodziny ojca, tych zlych, gorszych, glupich, karala mnie milczeniem, odrzuceniem itd. itd.

Skrzywdzila mnie strasznie, male niewinne dziecko, ktore jest we mnie do dzisiaj, cierpi gdzies tam na dnie.

To ona a nie ojciec, byla gorsza.
Ja o tym wiem, zobaczylam to sama, kiedy doroslam.
Byla zla matka, bardzo zla.

Ja sie nie boje tego powiedziec, nie mam wyrzutow sumienia.

Wszytkiemu zaprzeczala, mowila ze to moje wymysly, do niczego sie nie przyznawala.
Mieszala caly czas w moim zyciu.
Kiedy bylam dzieckiem robila mi pranie mozgu, kiedy doroslam klamala na moj temat, nastawiajac najblizszych przeciwko mnie.

Wyszlam z domu poraniona, z zalem, bolem, nie potrafilam jej sie twardo postawic i chocby wykrzyczec jej wszystko i miec uczucie ze to ja wygram, te bitwe, bo ja mam racje.

Mialam 22lata jak zachorowala na raka, nie bylo zadnych szans dla niej, ja bylam w ogromnym szoku, nie radzilam sobie z ta sytuacja, ale towarzyszylo mi tez uczucie buntu, ze teraz gdy jest chora musze schowac swoje wszystkie krzywdy, zale w buty, no bo jak jej teraz to wyrzucac(???).

Ona tuz przed smiercia, ledwo mowiac, tez powiedziala mi cos nie milego, ale mnie to wtedy nie dotknelo, bo to byl prawie koniec.


Minelo przeszlo siedem lat a ja dalej tesknie, ale tez wiem od wielu lat, ze to nie za nia tesknie, a za prawdziwa matka, ktorej nigdy nie mialam.
Za taka po prostu normalna mama, ktora bym mnie teraz przytulila, kiedy placze jako dorosla kobieta, nie oceniajac mnie przy tym.

Nie idealizuje jej, mam swiadomosc ze gdyby zyla, byla by taka sama, zla i okrutna dla mnie.
A ja przeciez kochalam ja najbardziej na swiecie, byla dla mnie wszystkim.


Powiedzenie ze jacy by nie byli ale to zawsze rodzice, jest okrutne w stosunku do dzieci ktore doznaly krzywd z ich strony.
To jest bzdura, bzdura, bzdura.

Moja psycholog tez mi wytlumaczyla, ze gdyby faktycznie nikt nie mowil o zmarlych zle, to wielu ludzi nie mogloby sie uporac ze swoimi demonami z przeszlosci.
Ja to popieram cala soba.


Pamietaj nie jestes juz ta mala Bet, skazana na laske swojej matki.
Jestes dorosla kobieta ktora moze sie juz bronic, postawic granice, powiedziec KRZYWDZISZ MNIE, NIE ROB TEGO, NIE CHCE TEGO.
On Ci juz nic nie moze zrobic, to Ty sama o sobie decydujesz.
Nic Ci nie zrobi, nie powie Ci niczego nowego czego bys juz nie slyszala.


Zaopiekuj sie soba i ta mala Bet, ktora jest w Tobie i sie 'odzywa' poprzez Twoje czyny.

Dlatego goraco namawiam Ciebie na znalezienie dobrego psychologa, a nie kazdy jest dobry i przerobienie tego.
Zobaczysz wtedy dlaczego postepujesz w taki a nie inny sposob, dlaczego trwalas w tym malzenstwie, pomoze Ci to w obecnych relacjach z matka i innymi, takze dziecmi.


Ja tez uciekalam z domu w zwiazki, nie tylko z domu ale takze z 'owczesnego zycia'.
Niestety te uczucia ktore mna kierowaly, krzywdzily mnie sama, bo znosilam jakies rzeczy, albo wchodzilam w 'dziwne' zwiazki.


Potrzebuje mezczyzn do zycia, wczoraj dotarla w koncu do mnie ta 'radosna' prawda, chociaz dobijala sie drzwiami i oknami od wielu lat, ale ja udawalam (jak zwykle) ze nic nie widze i nie slysze. Oni sa moim lekarstwem na wszystko, oczywiscie wiem ze to zludne.


Boisz sie ze bedziesz taka jak matka, slusznie.
Nie chcesz byc taka jak ona, marsz do psychologa i pracowac, pracowac, pracowac nad tym.

Ja nie jestem taka matka jaka byla moja, ale widze pewne schematy zachowan, nie da sie ot tak od tego uciec, nawet w dobrych domach dzieci przejmuja pozniej wzorce od rodzicow, tylko sa one inne.

My mamy zle, dlatego nie mozna tego tak zostawic.


Co do Twojego taty, to chyba jasne ze Ty nie masz nic wspolnego z jego smiercia, zbieg okolicznosci.


A stluczka to tez zaden znak, jedynie konsekwencja tego ze nie zmienilas opon, choc wczesniej pisalas ze bialo a Ty jezdzisz na letnich wink


Bet, nie pozwol sie krzywdzic.
Nie rob tego.

Dbaj o siebie.

750

Odp: Miłość trwa

Ktharsis, to oco piszesz oswojej matce jest bardzo podobne do tego co ja oczuwam, co się dzieje.
Boje sie tez , że ja strace. Ona tez nas tym straszy.
Bałam się dokąd straciłam ocja. Bałam się domu dziecka.
Tera ztez słysze, ze jestem sama, ze mam tylko ją, nikt inny mi nie pomoże.
Zrszta tego co sie do niej tylko w ostatnim czasie nasłuchałam jest za dużo.

Kiedy zaczęła się ta sytuacja, mama do mnei przuchodziła np w sobotę. Mojemu mężowi włąziła do tyłka.
Ja jej tłumaczyłam, dlaczego mi to robisz. On mnei olewa, ma inną, znika na cłae noce, a ty go nosisz jak na rękach.

A ona, że on jej nic nei zrobił, on ado niego nic nie ma.
Moja mama była za nim. Nie za zdradzaną, poniżaną córką.
Wyobrażam sobie w normalnej rodzinie, czy nawet mojego ojca. Wziąłby sobei takiego zięcia n abok i mu powidział, że jak jego córk awylejej jeszcze jedną łzę to zostanie z gołą d..,

A moja mama nagle zapałała do niego miłoscią.
Przez kilkanaście lat namawiała mnie na odejscie, opowadała jaki on straszny a nagle stał się bożyszczem.

Ośmieszała mnie.

Nie umim się odciąc. Kiedyś już powiedziłam siostrze,że więcej do niej nie pójdę. Nie mogę, to moja mama.
Ona jest sama.

Jeszcze traz jest na mnie,ze jest taka nieszczęsliwa przeze mnie.
Opowiada wszystkim jakie to ją nieszczescie spotkało. Musi ratowac córeczkę.

Wiecie ja czasem mam ochotę uciec.
Ale wiem, że uciekac nie można.
Że muszę przezwycięzyć słabości.

Mam dosyć.
Mąż był dla mnie ta jedyną bliską osobą. Ale może źle sie dobralismy.
A może dobrze, ale kazdy ma swój bagaż, kazdy popełnia błędy.

Chciałabym się z nim dogadać.
Mimo wszytsko jest mi bliski, ale mozliwe że tej bariery między nami nie przeskoczę.
Tej świadomości , że on z nia był, że mnie skrzywdził, ze się potrafię nie liczyć.

Tak na prawdę moje najlepsze lata były na studiach, kiedy mieszkałam poza domem, spotykałam się z mężem w weekendy i w wolne do zajęć, kiedy do mnei przyjężdżał.
Byłam wolna, nieskrepowana.

Źle zrobilismy, trzeba było odciąc się do rodziny.
To moja mama, tu jego ojciec.
On tez ma jakiś dziwny układ z ojcem.

A moje dzieci , co one z tego domu wyniosą?

M wysłał mi jakieś smsy w nocy (po 24) o samochodzie, ze potrzbuję auta z odpowiednia moca do masy itp.

Wiecie co na mnie dobrze wpływa, że on (znowu on) pisze ,ze było dobrze, że mu nic nie brakowało.
Bo ja szukam winy w sobie. 

Nie mam problemu z wybaczeniem , bo i tak się obwiniam, ze nie potrafiłam go powstrzymać.
Jeśli obwinia się siebie to trudno winić kogoś innego.

751 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-06 16:49:01)

Odp: Miłość trwa

Bet, czasem żałuję, że nie piszesz na forum dla uzależnionych i współuzależnionych.
Spróbuj może tam gdzie piszą DDA lub DDD, zobaczysz ile masz ich cech.
Na porządnym forum skierują Cię po profesjonalną pomoc w realu.
A już na pewno dostajesz informację zwrotną co robisz nie tak.
Mój problem jest inny, ale nasze zachowania takie same...

Mój mąż był dla mnie wszystkim i zawsze znalazłam coś w czym był lepszy od innych.
Przyszedł moment,że uświadomiłam sobie, że ja tak bardzo potrzebowałam bliskości,
że godziłam się na ochłapy, które dostawałam od męża, na namiastkę miłości.
To nie była miłość , to było współuzależnienie, a to się leczy, to było też kochanie za bardzo, o który jest wątek na tym forum.
Zagubiłam gdzieś swoje granice, mówiłam, że jak zrobi to i to to już będzie koniec, to odejdę i nie odchodziłam..
i tak coraz dalej i dalej...   aż wstyd się było przyznać na co dawałam przyzwolenie.
ja też mogłam się mężowi wypłakać, tyle tylko, że to w dużej mierze on był przyczyną moich łez
Bałam się samotności aż usłyszałam "ty już jesteś sama i dajesz radę"
Ja nie chcę już z nim być,
ja chcę , zasługuję na prawdziwą miłośc, ale żeby dać sobie na nią szansę muszę iść na terapię, nauczyć się stawiania granic,
nauczyć się żyć bez wspierania się na mężczyźnie i niezależnie od tego czy będę sama, czy nie.
A i najważniejsze jak trafiłam na Al-anon to pierwsze czego musiałam się nauczyć to mówienia o sobie,
tak bardzo widoczne jest w Twoich postach "on, ona" a gdzie Ty???
Ty możesz zmienić tylko siebie, nauczyć się stawiania granic ale tego się nie da bez przepracowania dzieciństwa.
Szukaj terapii tak długo aż znajdziesz, to ważne też dla Twoich dzieci, żeby miały szczęśliwą matkę.
Otrząśnij się, odseparuj od niego jak to tylko możliwe,zacznij wymagać.
Przeczytaj jeszcze raz co dziewczyny napisały , ja też to tak widzę, one mają rację.
Potrzebny jest ci ktoś kto ci uświadomi, że nie musisz utrzymywać kontaktu z matką, nie musisz się czuć z tego powodu winna,
moim zdaniem skrzywdziła Cie bardzo i dalej krzywdzi.
Możesz wybaczyć ale nie pozwalać na dalsze krzywdzenie.
Bet, on się nie pogubił on w perfidny sposób manipuluje i cały czas Cię oszukuje
ja to widzę, Ty jeszcze nie
zdejmowanie zasłony z oczu boli, ale warto uwierz mi

752

Odp: Miłość trwa

Bet, Katharsis napisala wszystko co mozna bylo napisac w temacie chorych relacji matka-corka. Mozna o tym pisac i mowic przez nastepna dziesieciolatke, ale przeciez chodzi o rozwiazanie problemu. Nie dasz rady zrobic tego sama - psycholog-terapeuta jest potrzebny.
Poprawa relacji na linii Ty - maz, nie wiaze sie z koniecznoscia niekochania go. Nie moze on jednak "byc lekiem na cale zlo i nadzieja na przyszly rok", ze zacytuje piosenke Pronko, bo jezeli by go tak zabraklo ostatecznie, jezeli postanowi byc naprawde z jakas kolejna kicia, to co wtedy.....
Wleczesz na swoim grzbiecie te wszystkie traumy....... a tak sie strasznie bronisz przed tym, zeby cos z tym zrobic.
Mieszkasz w duzym miescie, masz mozliwosci trafic na dobrego terapeute.
Niech ten nieszczesliwy maz zajmie sie dziecmi 2 razy w miesiacu, a Ty idz na spotkanie z psychologiem.
Madrzejsi od nas korzystaja z ich pomocy!

753

Odp: Miłość trwa

Po dzisiajeszym dniu juz w ogóle nic mie się nie chce.
Nie daję sobe rady. Chce mi sie płąkac nad sowją beznadziejnością.
Byłam z mężem kupic preznt dla maluchów.
No i poprosiłam mamę żeby przyszła.
Została z dziecmi. Potem jeszcze pojechałam z 13 letnim do groty solnej. Spotała się z kolegami , ja z koleżankami.
Nie zdązułam sie z nią pokłocić.
Ale za to z mężem trochę.

Jemu taka c klasa nei odpowiada, to nie to samo co Q7 , nei przesiadłby się.
Wkurzył mnie. Tu nie ma na prezent , na wypłaty ale lansować sie autem trzeba.
To wstyd. Powiedziłam mu , że to próżne.

W sklepie, w wybrał barbi z pieskiem. Tak ala kicia.
Potem oglądaliśmy jakąs syrenke, a on ze bez sensu bo z takim ogonem to ani nie pobzykasz.

Wyrolował mnie z samochodem. Musiałam wziąć taksówkę.

Jesteśmy już z innych bajek. Kiedyś takei żarciki z byzkaniem by mnie nie dotykały , ale teraz.
Dla mnie to przykre.
Może on jest z tej teraźniejszej, a ja z jakiejś zamierzchłej.

Fjanei , ze coś kupił, zaniósł.
Coś mi tam opowiadało przyszłych zelceniach itd., potem próbował chyba załagodzić sytuację i znowu zwodzenie z samochodem dla mnie.

Ok , niech zwodzi.
Wolałabym mieć fajnego męża.
Ale jak to nei jest mozliwe, to niech już będzie obojetne co.
Mam ochotę z nim porozmawiać, ale on chyba ni ehce, a ja nie potrafie zacząć.

Stopa gorzej niż koleżeńska.
Jk atylko dopstanie jakieś pieniądze to znowu coś ekstra sobie wynajmie, będzie robił nie wiadomo co i tak czas bedzie sobie płynął.
Ale mamy byc wdzięczni , bo przecież zerwał.
To dla kogo on zrywał. Dla siebie czy dla innych.

Ja juz nie wierzę, ze mi jakikolwiek psycholog pomoże.
Dzisiaj mam dosyć. Nie da się tego poukładać.
Ja już tak nie umiem. Brzydzę się nim, brzydze sie sobą...!!!

Mam ochote zaraz zadzwonić i powiedzieć mu że mam go dosyc, ma dosyć tego życia, tego jego pierd.... "bedzie dobrze " i o zasadach, a życie pokazuje co innego.
To niech przynajmniej juz nie udaje jaka to on dostał nauczkę.

754

Odp: Miłość trwa

I dobrze ze tak sie dzieje, moze wreszcie powoli zaczynasz widziec rzeczywistosc.

Placz i pozwol sobie na slabosci.

Musisz w koncu przejsc to 'rozczarowanie' jego osoba.



Nikomu na sile nie da sie pomoc, jezeli Ty sama nie bedziesz chciala pomoc sobie, to nikt tego za Ciebie niezrobi.
Tyle w temacie psychologa.

755 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-07 10:40:47)

Odp: Miłość trwa

Widzisz Bet,
można powiedzieć, że Ty i on jesteście już inni, może to część prawdy.
   Ja bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że po takich doświadczeniach dopiero otwierają nam się oczy, dopiero widzimy, z kim żyliśmy, jacy jesteśmy, co nam odpowiada i zastanawiamy się czy to naprawdę mój mąż? Czy mogłabym z nim takim być? Czy on zawsze był taki a ja tego nie zauważałam?
Zazwyczaj kochamy  wyobrażenie tego człowieka, obraz jego jaki stworzyliśmy w swoich oczach, niedostatek uczuć otrzymanych w dzieciństwie próbujemy zrekompensować z związku małżeńskim, często  przymykając oko na psychopatyczne zachowanie partnera.
Dlaczego?
Bo mamy obniżone poczucie wartości, bo mamy maksymalnie obniżone normy życia rodzinnego, wzoru zdrowej rodziny z domu nie wynieśliśmy, zasad partnerskiego współżycia również nie.
A takie rzeczy jak kubek z parą uprawiającą seks, czy lalka, którą wybiera dopiero zauważasz i każda taka pierdoła będzie bolała Cię do żywej krwi, każda mała rzecz związana z przeszłością, malutka dygresja będzie roztrząsywana przez Ciebie godzinami, dla niego to nic, dla Ciebie koszmar. Czy można tak żyć? Można, można z tym się zmierzyć, okiełznać potwora.
Gorzej z tym wyobrażeniem drugiej osoby, bo to już nie mój mąż, to ktoś zupełnie inny, dlatego mówi się, że życie po zdradzie to zupełnie inny związek.
A mój mąż też twierdził, że nie mógłby się przesiąść ze swojego touarega do mojego nowego swifta, za małe to g...no, nie lansiarskie. Teraz pomyka moją mazdą i twierdzi, że to auto w sam raz, z klasą, eleganckie i nie rzucające się w oczy.
Co do terapii.
Kiedyś pojechałam do terapeutki do Elbląga, opowiedziałam o sobie, problemach, mówiła abym przyjechała z matką, abyśmy zaczęły od przepracowania dzieciństwa. Więcej tam nie pojechałam, z matką kontakty ograniczyłam  do absolutnego minimum, ona nic o mnie nie wie, widzimy się raz na miesiąc przez godzinę zero wspólnych tematów, zero rozmowy na tematy dotyczące mnie. Tak jest najlepiej.

Twój mąż jeszcze nie spadł z piedestału wszechmocnego, Ty też jeszcze  nie spojrzałaś na niego jak na faceta zdradzającego żonę i dzieci, Ty patrzysz na jego pomnik, bo zbudowałaś mu wysoki pomnik, gdzieś tam wysoko jest on, Ty tu na dole, patrzysz na niego, on się potknął, popełnił błąd w Twoich oczach ale pomnika jeszcze nie zburzyłaś a on raczej porządnie jeszcze gębą po bruku nie przejechał stąd te życie jeszcze gwiazdy.

756

Odp: Miłość trwa

bet
twój mąż jest tak naprawdę szczęsliwy
zyje na hustawce a ta hustawka dała mu poczucie, że żyje pełnią życia

zobacz...
ma kasę (no niby nie ma, ale ma i zyje jakby miał) dodaje sobie statusu wypasionym samochodem, blichtrem określonym...

ma żonę i czwórkę dzieci.. a co może nie ma? ma..

żonę ma cierpliwą i ufną.. on wie, że jest tak uzależniona od niego, że jakby co.. metę znajdzie

nie ma seksu z żoną?
ale on się nauczył, że seks jest taki łątwy przyjemny, prosty
nie trzeba o niego zabiegać
robi to za niego jego pozycja zawodowa, status materialny i audi

on się czuje bogiem bet

piekne kobiety o niegho zabiegają
są na każde jego skinienie

stracił kasę

on może mieszkać w samochodzie!

a ty pprzecież nie wymagasz... nie stawiasz poprzeczki
nawet jak on nie ma nic - to ty przynosisz zupę i nie dyscyplinujesz go

świat kręci się wokół niego
intensywne zycie ma u stóp
on nie żałuje tego, co się stało

on CIĘ BET OBDARZA..
odrobinkami swojego zainteresowania, zapewnieniami.. on bóg - pagtrzy na ciebie łaskawym okiem
on , bóg, dostrzega taki pyłek jak ty i wasze dzieci..

a dzieci??
nie docieniają, że ojciec jest bogiem??
to nie jego problem
to ich problem
kiedyś się przekonają.. UWIERZĄ w niego..
tak jak ty wierzysz bet
tak jak te (jego zdaniem) te wszystkie głupie choć ładne sucze

krążą wokół niego, gotowe na każde skinienie

on cię potrzebuje bet
jesteś częscią jego statutu
jesteś częscią jego haczyka
bo nie dośc że ma kasę
to przecież te młodki aż sikają, że do tego dobry mąż i ojciec czwróki dzieci.. jaki odwazny, jaki rodzinny, jaki potencjalnie int6eresujący na tatuśka dla suczy i tatusia dla jej dzieci..

bet, twój mąż jest bogiem
rozumiesz?

czcij
wielbij
wierz

on tylko tego od ciebie chce

a ty?
ty możesz liczyć na to, na co liczy się zawsze od boga
milczącą obecność..

757

Odp: Miłość trwa

Obraził mnie dzisiaj w nocy.
Wysłał obraźliwego smsa, po 2 w nocy.
Nie wiem czy był pijany. Byc moze tak. Ojciec go opieprzył, że z kimś pisze.
Poszedł spać.

Płakałam. Mam spuchnięte oczy.

Byc moze zbudowałam pomnik, ale ja nie mam i nie miałam jakiegos wyobrażenia.
Nie kochałam wyobrażenia, tylo zwykłego człowieka, który popełnia błedy, który jest czasem płytki i próżny, świński, chamski, wulgarny, grubiański, zepsuty i słaby. Opróćz tego ma tez dobre cechy, lub miał a teraz jest ich coraz mniej

Ale tak bywa. Nie mam jednak obowiazku tego znosić.
Mogę sie odciąc
Każdy ma prawo żyć tak jak chce.

Z matką potrzebuję dystansu.
Z mężem czas pokaże.

Nie zarył po ziemi.

Syn zauważył. Mama on dopiero wisząc głową w dół, za nogi wystawiony zobaczyłby kim jest.
Wtedy byłby bez swojego Q7.

A mnie jest przykro. Przykro,ze tak mnie traktuje.
Biorę to do siebie. Jego słabości odbieram jako krytykę.

Tak po raz kolejny się rozczarowałam.
Uwierzyłam w jego słowa, że wyciągnął wnoski, że coś docenił.
Mówił moze szczerze. Ale trzeba miec tez siłę.
O zasadzch przypomina sobie kiedy konto swieci pustkami, jak jest lepiej to "po ryju"

758

Odp: Miłość trwa

Teść ma podobne spostrzeżenia.
Pomaga mu, a potem ten wywała go z pokoju. Napada na niego.
Teraz jest znowu złe towarzystwo.
Cholera sama mam problemy , dwóch nastolatków a do tego maż "wpadł w złe towarzystwo".

759

Odp: Miłość trwa

tak jak pisałam bet.
twój mąż jest zadowolony z siebie, swojego zycia
on uważa, że czerpie garściami, że bierze wszystko, co mu się trafia
on jest pewien, że będzie dobrze - będzie dobrze dla niego
bo już jest dobrze

on zyje pełnią życia.. bet

760

Odp: Miłość trwa

End_Aluzja, niby tak.
Ale trochę nie gra. Gdyby tak czerpał i było dobrze to nie siedziałby do 3 w nocy.
Prawdopodobnie zalany. Nie byłby bez powodu opryskliwy. Nie wpadałby w rozpacz.
Nie zostawałby na noc u kumpli (jak twierdzi jego ojciec - wypije i nie moze jechać).
Wiadomo, że to pozory.

Coś tam przpraszął,zebym nie brała tego do siebie. Zrobiłam z tego aferę, bo płakałam odkąd to przeczytałam.

Czuję się fatalnie, mam spuchniete oczy. Dzień do kitu.
Wysyłam maile i nie umiem sklecić zdania.

Nie wiem dlaczego, ale kiedyś nie miałam takich problemów z pisaniem, a teraz robie mnóstwo błędów, przestawiam litery i czasem tego nie zauważam.
Matwię się.

Jestem może znerwicowana.
Nie potrafię się skupić.
Jakoś funkcjonuje, daję rade.
Ale pisząc maile do klientów musze się max pilnować.
Spawdzać po kilka razy.

Mogę już zakładać firmę, mam problem z zabezpieczeniem. Jestem podenerwowana. Okropnie !!!
Jeszcze sporo przede mną, albo raczej to dopiero początek.
Czeka na mnie ok 31 tyś.
Jestem dzisiaj w takim stanie, ze w ogóle nie chce mi się jej zakładać i brnąć przez kolejne formalności.
Jeszcze trzeba będzie poinformowac męża.

Jak ja się cholernie denerwuję. Ale też bardzo cieszę.
Będzie dobrze...? Ale dla mnie, dam radę...?!

761

Odp: Miłość trwa

jasne bet

jesli spojrzysz wreszcie w lustro na siebie i staniesz twarza w twarz ze soba, a nie ze swoim mężem
jesli przestaniesz na niego czekac
jesli wyznaczysz swój kierunek, a nie będziesz czekać, jaki kierunek on wam wyznaczy...

nie wiem, co ci napisał w esemesie bet
ale to musiało byc cholernie okrutne..

bo płączesz do teraz

jesteś zmęczona, wycieńczona, znerwicowana, dlatego musisz się skupiąc nad codziennością

musisz odetchnąć
kupić magnez
zacząć iść...

762

Odp: Miłość trwa

Nie pierwszy raz w zyciu mnei obraził, więc nei powinnam byc zdziwiona.
Zrobiłam aferę i uważam , że słusznie.
Niech się pilnuje żeby mnie nie urazić.

Nie mam dośc siły żeby dźwigać jego problemy.
Prawdopodobnei jest pijak, a "była" przykrywka jego problemów.
Powinien się leczyc, mnie trochę od współuzależnienia wyleczyła ciąża, ale musze się pilnowac, może chodzić do innego psychologa albo nei żałować na coacha.
zwyczajnei wstydze się iśc do psychologa i tak mówić o swoich problemach.

Kurcze, przypomniałąm sobie jak zalany potrafił wejśc w nocy do pokoju i sikał na podłogę.
Nie komtrolował tego , nie zauważał.
Toaleta wciaż obsikana dookoła.
Dzieci wstawały rano i pytały co sie stało.
Tka to sprżatałam, zeby nei zauważyły. wstawałam wczesneij sprzątałam ze stołu.
Kiedyś trochę piłam az nim.
Po pierwszym dziecku. A;le czułam, ze te drinki mnei wciągają.
dzieci trzymają kobietę "w pionie". Tez trochę znim popijałam.
Ale nigdy nie otwarłam sobei wina czy piwaka keidy byłam sama.
Do tej pory tego nei robię.
Lubie alkohol. Kiedyś imprezowalismy razem.
Wiadomo studia itd. Ale potem się pilnowałam , jemu zostało.
Czasem przesadziłam , czasem obawiałam sie że tez ze mną jest coś nie tak.
Jak skończyłam małą karmić, a mąż juz szalał to robił mi drinki. Byłam wstawiona, on wstawiony i sex.
Zasypiałam czesto prawie nad ranem. Byłam blada, twarz wymęczona.
To było durne, może i lepiej że skończyło się ciążą.
Przynajmniej się skończyło.
Na 39 urodziny spiłam sie szampanem. To było na drugi dzień po odstwieniu karmienia.
Strułam się strasznie.
No wtedy to sie mną opiekował.
W przerwach leciałam zwymiotować.

W sumie to idiotyczne.
Małżeńswto, kilkunastoletni staż, dzieci - wcześneij też tak bywało, ale nie było w tle innej.
I jednak ten alkohol był rzadziej.

Miałam jeszcze nad tym kontrole. Wiedziłąm kiedy musze uważać. Kiedy czekam aż przujdzie i zrobi mi drinka.
Ratowały mne też obowiązki no i dbałośc o wygłąd.
Po alkoholu mam brzydszą cerę, rozszerzone pory.

Cholera, tak sobie myslę, ze ja lubiłam sie z nim napić.
Robiłam to rzadziej, mniejsze ilości, miałam przerwy, pilnowałam się, ale jakąs abstynentką nie byłam.

Piszę i tak sobie myślę, w którym momencie to się wymknęło spod kontroli.
Zrszeta on był jeśli alkoholikiem to tzw. "cichym"

Nie upijał się w towarzystwie. Pił w ukryciu w domu. Po większej dawce robił się potulny , spokojny.
Łatwiej pisać o kimś niz o sobie:)
Ja chyba byłam wsciekła od rana. Nie znosze niewyspania. Całę zcie mam wrazenie że brakuje mi snu.
Żeby się wyspać potrzebuję 10, 11 godzin.

Za to teraz nadrabiam. Jestem jak grzeczne dziecko.
Zero używek, nawet ograniczone zakupy, zeby nie wpaśc w zakupoholizm.

Jedyne to rozpisywanie się tu na forum.

763

Odp: Miłość trwa

Na takie zycie można sobei pozwolic jak ma się własną firmę i wsparcie ojca.
Gdyby trzeba było wstawac rano do pracy to dawno ktos by sie zorientował, ze jest problem.
Przychodził do pracy, na która chciał. Pieniadze były, żyło się dobrze.

Ha, może jakbym tyle nie karmiła, dotrzymała mu kroku z podpijaniem wcześniej, zrobiła sobei jakąs lekką korekte żeby nie było widac upływu czasu, siedziłą z nim po nocach to nei byłoby zdrady.
Ale stało się innaczej. 

Nas ta mała rozdzieliła. Ale trzymaliśmy taką może lekką patologię, było niby ok.
Ratowały nas pieniądze, ułożone w miarę dzieci. Na zewnątrz ideał.
Nie ma picia jak komus firma idzie dobrze. Nie szlaja się podpity, nie leży w rowie.
Jest zadbany, pachnący...

To i tak mogłoby runąć. Może było nieuniknione.
Może nie musiało być aż tak drastycznie, tak boleśnie.

764

Odp: Miłość trwa

Bet czytam Cię systematycznie, wzruszam się kiedy piszesz tak szczerze co Ci leży na serduchu. Bet proszę Cię nie myśl cały czas o nim, musi chyba dosięgnąć dna by się otrząsnąć. Cały czas analizujesz jego słowa, które i tak po czasie okazują się kłamstwem. On musi chcieć coś ze swoim życiem zrobić, on użala Ci się w mankiet bo wie, że będziesz go wiecznie wspierała. Zajmij się teraz tylko sobą i dziećmi, aby zabezpieczyć Wam stabilne życie. Przez niego cały czas cierpisz, jemu to nie pomaga, a Tobie szkodzi. Odetnij się od jego problemów, niech on wykaże chęć, wtedy Ty jak będziesz widziała jego starania możesz też pomóc. Czy on wie czego chce? wydaje się, że żyje z dnia na dzień jakby czekał, że wszystko samo się. Nie odpisuj, ignoruj jego zaczepki, które wypisuje pewnie po pijaku.
Teraz masz jasny cel-firma i na tym skup całą swoją siłę. Dzieci będą dumne ze swojej matki, a Ty szczęśliwa. Wierzę, że sobie poradzisz, wiem masz chwile zwątpienia, ale pokaż mi kogoś kto ich nie ma. Pozdrawiam Cię gorąco.

765

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Nie pierwszy raz w zyciu mnei obraził, więc nei powinnam byc zdziwiona.
Zrobiłam aferę i uważam , że słusznie.
Niech się pilnuje żeby mnie nie urazić.

Nie mam dośc siły żeby dźwigać jego problemy.
Prawdopodobnei jest pijak, a "była" przykrywka jego problemów.
Powinien się leczyc, mnie trochę od współuzależnienia wyleczyła ciąża, ale musze się pilnowac, może chodzić do innego psychologa albo nei żałować na coacha.
zwyczajnei wstydze się iśc do psychologa i tak mówić o swoich problemach.

Kurcze, przypomniałąm sobie jak zalany potrafił wejśc w nocy do pokoju i sikał na podłogę.
Nie komtrolował tego , nie zauważał.
Toaleta wciaż obsikana dookoła.
Dzieci wstawały rano i pytały co sie stało.
Tka to sprżatałam, zeby nei zauważyły. wstawałam wczesneij sprzątałam ze stołu.
Kiedyś trochę piłam az nim.
Po pierwszym dziecku. A;le czułam, ze te drinki mnei wciągają.
dzieci trzymają kobietę "w pionie". Tez trochę znim popijałam.
Ale nigdy nie otwarłam sobei wina czy piwaka keidy byłam sama.
Do tej pory tego nei robię.
Lubie alkohol. Kiedyś imprezowalismy razem.
Wiadomo studia itd. Ale potem się pilnowałam , jemu zostało.
Czasem przesadziłam , czasem obawiałam sie że tez ze mną jest coś nie tak.
Jak skończyłam małą karmić, a mąż juz szalał to robił mi drinki. Byłam wstawiona, on wstawiony i sex.
Zasypiałam czesto prawie nad ranem. Byłam blada, twarz wymęczona.
To było durne, może i lepiej że skończyło się ciążą.
Przynajmniej się skończyło.
Na 39 urodziny spiłam sie szampanem. To było na drugi dzień po odstwieniu karmienia.
Strułam się strasznie.
No wtedy to sie mną opiekował.
W przerwach leciałam zwymiotować.

W sumie to idiotyczne.
Małżeńswto, kilkunastoletni staż, dzieci - wcześneij też tak bywało, ale nie było w tle innej.
I jednak ten alkohol był rzadziej.

Miałam jeszcze nad tym kontrole. Wiedziłąm kiedy musze uważać. Kiedy czekam aż przujdzie i zrobi mi drinka.
Ratowały mne też obowiązki no i dbałośc o wygłąd.
Po alkoholu mam brzydszą cerę, rozszerzone pory.

Cholera, tak sobie myslę, ze ja lubiłam sie z nim napić.
Robiłam to rzadziej, mniejsze ilości, miałam przerwy, pilnowałam się, ale jakąs abstynentką nie byłam.

Piszę i tak sobie myślę, w którym momencie to się wymknęło spod kontroli.
Zrszeta on był jeśli alkoholikiem to tzw. "cichym"

Nie upijał się w towarzystwie. Pił w ukryciu w domu. Po większej dawce robił się potulny , spokojny.
Łatwiej pisać o kimś niz o sobie:)
Ja chyba byłam wsciekła od rana. Nie znosze niewyspania. Całę zcie mam wrazenie że brakuje mi snu.
Żeby się wyspać potrzebuję 10, 11 godzin.

Za to teraz nadrabiam. Jestem jak grzeczne dziecko.
Zero używek, nawet ograniczone zakupy, zeby nie wpaśc w zakupoholizm.

Jedyne to rozpisywanie się tu na forum.

Czułam, że coś jest narzeczy

teraz już wiem, dlaczego tak wiele w nas podobieństw,
mój mąż też nie upijał się w towarzystwie, pił w ukryciu w domu
jeżeli Twój mąż był to i jest alkoholikiem, alkoholikiem się jest do końca życia
to jest choroba, którą można zatrzymać ale nia wyleczyć.
Ale mam dla Ciebie dobrą wiadomość, jako osoba współuzależniona możesz szukać pomocy w każdej poradni leczenia uzależnień.
Tylko tam znajdziesz profesjonalną pomoc i paradoksalnie jest tak, że te państwowe są najlepsze.
Tam psycholog, czy terapeuta będą wiedzieli o czym mówisz.
Zapomnij o wstydzie, ktoś kto tam cię może zobaczyć przychodzi z takim samym problemem
Polecam też ksiązki "Koniec współuzależnienia" i "Małżeństwo na lodzie"
i zajrzyj koniecznie na forum alkoholowe, moje nazywa się DEKADENCJA, ZAPRASZAM smile

766

Odp: Miłość trwa

Nie rozumiem co się stało, ale coś się zmieniło.
Przejrzałam na oczy???

Jestem n aniego zła. Nie tęskniię, jestem wściekła.
Nie będę opisywac wszystkich zdarzeń. Właściwie to nic się niby nie stało - standard.
A może po prostu za dużo tego wsztskiego i miarka się przebrała.
Chciałabym mu powiedzieć to co myślę. O tym jak się stara. A z drugiej strony traktuje mnie jak śmiecia.
Całay czas rodzina przegrywa. Córk acostaej sama, ktoś, inni są wżniejsi.
Dzieci nie mają ojca.

Jaki powrót, do czego?
Przecież jeśli nie wróci do mnie to za chwilę jak nie ta, to będzie inna.
On chyba jeszcze nie wie, jak to jest żyć samemu.

Samochód zastępczy zabrał. Nie miałam nawet jak jechać na zakupy.
Najstotniejsze jest to , że w takim razie oszukał. Jeśli oszukuje i niedotrzymuje słowa w takich sprawach to to samo dotyczy innych.
Jest niwiarygodny. Nie ma w nim przmiany, nie ma zrozumienia wartości o których mówi.
Czasem moze doznajej lekkiego przebudzenia.
Zwłaszcza w sytuacji kiedy jest pusto na koncie.
Dalej tel nie odbiera.

Ale on sie jeszcze nie obudził.
A co do picia. Nie wiem jak jest. Może zapijać rozstanie, a może mieć problem.
Może też nie pić tak dużo.

767

Odp: Miłość trwa

bet
bo niezależnie od tego czego byś chaiła, jak tęsknisz, jakie masz zasady..
twój mąż nie liczy się z tym
dla niego wazne jest to, co on mysli, co on czuje...
czego on potrzebuje

ja sądzę, że on ma w głowie takie małe zamnknięte ciasne komóreczki - gdzies w nich są wasze dzieci, gdzies tam jesteś ty.. jak się komóreczka otworzy - to mu mysl przez głowę przemknie.. że gdzieś tam, w odrebnej galatkyce istbniejecie

ale was nie ma przy nim
nie sądze, aby o was myslał\
aby się o was troszczył
jesteście - i to sprawai, że pewne obowiązki ma
ale w tym nie ma trosiki, uczucia, poświecenia...
jest tylko on

reszta zaprząta mu głowę
reszte przyjmuje do wiadomości albo nie

im dłużej piszesz bet, tym bardziej zastanawiam się - JAKI BAGAŻ ma twój mąz
jakie dzieciństwo, jakie prohblemy

wybacz bet
ale jak dla mnie
'twój mąż jest człowiekiem bardzo psychicznie poranionym...

jego wybory, decyzje,działania, podejście o tym świadczą

to nie znaczy, że mkasz go ratować
ty mu dajesz szansę i ścieżkę
ale on tego ani nie widzi
ani nie potrzebuje...

768 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-10 11:37:28)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Nie rozumiem co się stało, ale coś się zmieniło.
Przejrzałam na oczy???

Jestem n aniego zła. Nie tęskniię, jestem wściekła.
Nie będę opisywac wszystkich zdarzeń. Właściwie to nic się niby nie stało - standard.
A może po prostu za dużo tego wsztskiego i miarka się przebrała.
Chciałabym mu powiedzieć to co myślę. O tym jak się stara. A z drugiej strony traktuje mnie jak śmiecia.
Całay czas rodzina przegrywa. Córk acostaej sama, ktoś, inni są wżniejsi.
Dzieci nie mają ojca.

Jaki powrót, do czego?
Przecież jeśli nie wróci do mnie to za chwilę jak nie ta, to będzie inna.
On chyba jeszcze nie wie, jak to jest żyć samemu.

Samochód zastępczy zabrał. Nie miałam nawet jak jechać na zakupy.
Najstotniejsze jest to , że w takim razie oszukał. Jeśli oszukuje i niedotrzymuje słowa w takich sprawach to to samo dotyczy innych.
Jest niwiarygodny. Nie ma w nim przmiany, nie ma zrozumienia wartości o których mówi.
Czasem moze doznajej lekkiego przebudzenia.
Zwłaszcza w sytuacji kiedy jest pusto na koncie.
Dalej tel nie odbiera.

Ale on sie jeszcze nie obudził.
A co do picia. Nie wiem jak jest. Może zapijać rozstanie, a może mieć problem.
Może też nie pić tak dużo.

Bet, to co zobaczyłaś dzisiaj tak jasno, to może być Twoje dno,
a od dna można się już tylko odbić i tego Ci życzę

769

Odp: Miłość trwa

Bet ja też się naczytalam, a jest tu co...

moje spostrzeżenia? cieszę się, że w końcu czujesz złość i wściekłość.
piszesz, że on się stara, ja tego nie widzę...z Twoich postów wynika jedynie, że to Ty się starasz i to za wszelką cenę, za cenę szacunku do siebie. tylko Ty się starasz, a on...hmmmm ma to gdzieś.
staraj się, ale nie o to by wrócił, bo nie warto. zniszczysz siebie w tm wszystkim.
trzy,mam kciuki, również za firmę wink

770

Odp: Miłość trwa

Jestem po krótkiej rozmowie z mężem, bo spieszył się na spotkanie - ale faktycznie.
Byłam wkurzona, a wróciłam z niczym!!! Jutro coś zostawić, no i zapłącił za transport syna do szkoły, bo juz dzownili do mnie , ze przestają po niego przyjeżdżać
A.... będzie dobrze...
A najgorsze , ze on umie mnie zbajerować...

Powiedziałam, ze zakłądam firmę.
Do końca roku musze ją założyć i potrzebuję jego podpis.
Oczywiście odpowiedź: nie podpiszę!

Więc mu się roześmiałam, żeby w takim razie zostawił mi 31 tyś.
Podpisze, podpisze...
Ale przynajmniej zobaczyłam, ze baaardzo się obawia mojej niezależaności:)

Opowiada ile to ma zleceń, że wyjdzie z długów.
Powiedziałam, żeby mi tu nie machał tymi pieniążkami i wizjami, bo one nie są najważniejsze.
Że z tą swoją cierpliwością to patrzę tylko jak dalej wszytsko rozpie... la.
Nie bedzie ta to zaraz będzie inna dziwką.

Z telefonem to on go nie słyszy - dlatego nie odbiera. Pokazywał mi jak łatwo sie go przestawia. Nie pozostaje nic innego jak się roześmiać. Nawet opowiadłą mi w jakim był sklepie, jakie buty narciarskie dla syna znałazł.
Przegiął. Wie, ze łatwo się denerwuję.
Wyrzuciłam mu jeszcze raz tego smsa, który tak mnei rozwścieczył.
Przepraszałi do mnei z pretensjami, ze będe mu traz 1000 razy go wypominać.
Będę wypominac i 2000 razy, bo nie pozwolę sobie na takie teksty. Aż dotrze do niego , ze sa nie na miejscu do żony i kobiety, która jest matką też jego dzieci.
Ale już chyba to odpuszczę.

Nie wiem gdzie nocuje, teraz mówi że nie imprezuje.
Z nia też niby nie. To co w samochodzie, albo coś wynajmuje..., albo ma jakąś inną metę.
Czy to dziwne, ze chcę wiedzieć.
Nawet mu to powiedziałam, ze zadzwonią do mnie z policji, ze np znaleźli mojego męża zadźganego, a ja nie wiem gdzie on nocuje.
Powiedział, ze to bardzo mozliwe.
Bo ojciec jest upierdliwy, czepia się, włązi mu do pokoju.
Dadałam, ze jeszcze zdaje mi relacje z tego co robi, np, ze siedzi przy komputerze albo pisze smsy.

A mój samochód uznali, że jest do kasacji.
Napisałam , żeby cos załatwił, bo potrzebuje samochód. Nie mam jak zrobić zakupów.
W ogóle to on z tym do mnei zadzwonił.
Potem ja oddzwoniłam i nieco się wydarłam. Byłam zła. Nie będę wydzwaniać po serwisach.
Zajął się tym , to niech załatwi sprawę do końca.
Nie potrafiłam udawać, że jest ok.

Samochodu nie ruszyli. Dzwonił już do ubezpieczalni, ma to wyjaśniać.
To są chore ceny z serwisu.
Myślę, że będzie ok, tylko nie mam czym jeździć!!!

Jeszcze wydzwaniał dowiedzieć się więcej co z tą firmą. Nawet chce się spotkać i pogadać - jak najwięcej wyciągnąć.
To był niezły widok, wrażenie jakbym mu pwiedziała, że się rozwodzę - albo nawet gorzej.

Mam nadzieję, że dam sobie radę, że dopnę formalności.
Zaproponował mi pokój w firmie, pytał czy kogoś zatrudnię itd.
Z pokoju i tak jak będę chciała to będę korzystać. W końcu rozdzielności majątkowej nie mamy. Kiedyś w tym pokoju pracowałam, a w końcu pracować będę na tą samą rodzinę.
Chyba już troszkę ochłonął.

771 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-12-11 10:10:58)

Odp: Miłość trwa

ha
a syn to w tych butach narciarskich  będzie do szkoły pomykał według Twojego męża chyba bo skoro ma problemy z płatnością za szkołę to zapłaci za wyjazd na narty? I tylko jednemu, a co z resztą dzieci? Butami narciarskimi płaci synowi za czas, który powinien spędzać z dziećmi.
   On to chyba chce sobie wszystkich kupić pieniędzmi, prezentami i trzymać w garści szantażem finansowym, wyraźnie to zaznaczył jak powiedziałaś mu o firmie, boi się, że się usamodzielnisz i nie będziesz już tak łatwa i spolegliwa.

   I masz problem Bet z autem, się zastanawiam czy z ubezpieczalni dostaniesz kasę za kasację auta? Nie można by za tę kwotę kupić tańszego i większego auta dla Ciebie? Przecież nie musi być super nowy wóz. Obawiam się również, że z ubezpieczenia on może skasować kasę do kieszeni a Tobie pozostaną taksówki i transport publiczny. Według męża bez auta będzie bardziej Cię trzymał w garści, bardziej będziesz od niego zależna.
   Takiemu facetowi nie można ufać w żadnej kwestii, to pusty człowiek, przepraszam Bet ale tak sądzę,
nie wyniósł z domu żadnych wartości, wzoru rodziny, związku, partnerstwa, egoizm do samej kości, nie ma żadnych pozytywnych wzorców, ideałów, sam jest sobie bogiem, hipokryzja i zakłamanie do cna. Przemoc psychiczna, fizyczna, finansowa, emocjonalna również, wyraźnie to widać, osobowość psychopatyczna w połączeniu z alkoholizmem.
Po ludzku zaczyna mówić gdy go brak kasy przygniecie, jak ma pieniądze to jeszcze fruwa.
Ciężko będzie.

772

Odp: Miłość trwa

Bet i jeszcze kilka zdań, które jakże pasują do charakterystyki Twojego męża, więcej na http://terapiaprzezpisanie.blogspot.com/p/psychofag-w-moim-sercu-autor-maja.html

" Psychofag niemal cały swój, często ponadprzeciętny, intelekt wkłada w swoje interpersonalne gry. Uczestniczą w nich wszyscy ? całe jego otoczenie. Partnerka, rodzice, dzieci, wspólnicy, podwładni, pracodawcy, sprzedawcy i kelnerki. Jego cały świat to gra o dominację i on ma zwyciężyć, przechytrzyć. To on ma kontrolować sytuację i stan umysłu każdego, z kim się styka i ma z nim ?coś do załatwienia?. Z Tobą, jako partnerką, psychofag ma do załatwienia dwie podstawowe dla siebie kwestie:
? masz wyciągać go z problemów, które on wygeneruje w ramach swojego niepohamowanego pędu do realizacji tyleż chorych co ryzykownych rozrywek i biznesów. Bądź gotowa na spore straty finansowe, zablokowane rachunki bankowe, bycie jego szoferakiem, kiedy odbiorą mu prawo jazdy za notoryczne łamanie przepisów (ach ta ciężka noga i jazda po pijaku), leczenie ran kłutych i szarpanych, które psychofag przyniesie pijany nie wiadomo skąd, a nawet kontakty z szemranym światkiem szarej strefy biznesowej, której psychofag podpadnie robiąc z jej przedstawicielami zbyt nieuczciwe (nawet jak na ich standardy) transakcje;
? masz mu dostarczyć skrajnych emocji i poczucia władzy, wynikającego z tego, że TO ON te emocje u Ciebie wywołuje. Odtąd każde Twoje uniesienie, potem każde poniżenie i wreszcie każde wybaczenie mimo poniżenia będzie jego pożywką. Bez tego nie potrafi żyć, jak bez jedzenia i picia.

Żeby uzyskać od Ciebie odpowiednie wsparcie w nagminnie powodowanych przez niego sytuacjach kryzysowych oraz wygenerować odpowiednią dla jego chorych potrzeb - zmaksymalizowaną amplitudę Twoich uczuć psychofag zastosuje szereg psychozabaw, które w ostatecznym rozrachunku mają na celu jedno ? najpierw wykorzystanie Twoich zasobów, potem zdezorientowanie a na końcu psychiczne wyniszczenie Ciebie. Kiedy cel zostanie osiągnięty, pójdzie dalej, bo Ty jako akumulator już się wyczerpałaś. Teraz pora na poszukiwanie nowego akumulatora. Dopóki jednak dostarczasz mu tej rozrywki i będziesz się tej zabawie podporządkowywać, on będzie przy Tobie trwał i będzie modyfikował, udoskonalał swoje gierki, żeby wyssać z Ciebie ile się da. Do końca (albo tak długo, jak mu na to będziesz pozwalać) . Najpewniej jednak, widząc, że jesteś już na wyczerpaniu zastosuje podwójną taktykę i jeszcze będzie bawił się Tobą dobijając i równocześnie już zdobywał nowego dostawcę energii.
Faza początkowa:
-              stopniowe izolowanie partnerki od świata zewnętrznego metodą ?obrzydzania? jej przyjaciół, rodziny, zainteresowań,
-              nagminne, jakby złośliwe i celowe ignorowanie potrzeb partnerki i potrzeb wspólnego gospodarstwa domowego,
-              kiedy partnerka stawia warunki ? psychofag włącza całą gamę szantażu emocjonalnego (nie wraca do domu, prowokuje awantury o byle głupstwo byle wykazać, że partnerka jest kłótliwa, odgrywa rolę ofiary roszczeniowej kobiety)
-              stosowanie pseudofizycznej przemocy (walenie pięścią w ściany, rozbijanie przedmiotów ? coś na kształt ostrzeżenia - ?następnym razem to ty możesz zarobić, jak mnie będziesz doprowadzać do takiego stanu?).
-              permanentne lekceważenie czynionych wspólnie ustaleń pod pozorem ?zapominania? albo ich rzekomej małej wagi - bierna agresja,
-              stopniowe przerzucanie na partnerkę coraz większej ilości obowiązków, którym on rzekomo nie potrafi sprostać, jest zbyt zajęty, to nie jego działka itd. Po jakimś czasie psychofag otwarcie już KAŻDĄ sprawę z automatu ?wrzuca? do worka obowiązków partnerki a ona nie oczekuje już nawet ani ?proszę? ani ?dziękuję?.

Obarczanie partnerki absolutnie wszystkimi sprawami codziennymi (własnymi oraz partnera i jego rodziny) również uznaję za formę izolowania jej od świata. Taka zarobiona kobieta nie ma już krztyny czasu na własne zainteresowania, pasje, dbanie o siebie. Jest w całości jego własnością ? na jego usługi i dostępna dla niego na wyłączność. On ma być jej światem. W tym czasie psychofag dba o siebie, rozwija się, kultywuje swoje pasje, rozszerza krąg znajomych, bawi się, relaksuje ? kwitnie, podczas gdy ona więdnie. Prawa są po jego stronie, obowiązki należą do niej. Wtedy można przejść do kolejnego etapu ? zarzucanie partnerce ? iż jest zaniedbana, nudna i mało rozrywkowa. Kobieta z zaburzonym już na ten czas poczuciem przyczynowości i skutkowości całego procesu ma frustrujące poczucie winy i niższości w stosunku do takiego kwitnącego psychofaga. Proces wyniszczania można uznać za rozpoczęty. Od tego momentu kobiecie można już zrobić wszystko ? ma tak zaburzone poczucie własnej wartości, że pchnięcie jej małym palcem spowoduje jej upadek emocjonalny.

Faza zaawansowana:
? nawracające zdrady i romanse,
? emocjonalna oziębłość,
? całkowite wycofanie z angażowania się we wspólne sprawy, problemy,
? ostentacyjne skupianie się wyłącznie na własnych potrzebach kosztem życia rodzinnego /gry komputerowe, alkohol, imprezowanie, praca, integracje, uprawianie sportów/,
? równie ostentacyjne ignorowanie potrzeb, próśb a z czasem żądań partnerki,
? sugerowanie, że w związku brakuje mu powietrza i związek go ogranicza mimo wcześniejszych deklaracji, że chodzi mu wyłącznie o życie w symbiotycznym układzie.

773

Odp: Miłość trwa

No, ostro Twarodgłowa.
Wiele się zgadza.
Jest jednak cos takiego, nie wiem jak to najtrafniej okreslic/ przenikanie się charakterów.
Potrafię byc nieco nieobliczalna również.
Potrafię mu trzasnąc komputerem, potrafie się wkurzyć.
On już wie, że ja jestem spokojna, duzo znoszę - ale do czasu.
Kiedy miarka się przebierze to może się spodziewać niemiłych niespodzianek.

Jest praktycznie bez szans.
Nic nie moze mi zrobić.
Finansowo mnie nie obciąży, bo oficjalnie pieniędzy nie mam.
Jak będę prowadzić firmę, to też mogę zadbać o to, żeby się nie zorientował jak to jest finansowo, a sprzętu z dotacji ruszyć nie można:)
Odpowiadamy wspólnie, nie ma rozdzielności.
Sprawy mi nie założy. Co na tym zyska. 
A to dla niego równa się z najgorszym wyrokiem czyli - CZWÓRKA DZIECI

Największy koszmar, utrata wolności.

Za transport zapłacił.
Resztę mam nadzieję, że dopilnuję.
Obym była lekko wkurzona. Wtedy jestem stanowacza.
Kiedy puści mi jakiś kawałek w stylu:brakuje mi Ciebie - to przymylam oczy i grzecznie czekam aż sam coś zostawi.

Z obiadkami skończyłam.
Załatwi mi samochód moze zaniosę. Zresztą jeszcze robi mi łaskę, ze zje.
Na dole stoi talerz ze spaghetti z zeszlego czwartku. Niech sprzątnie recepcjoniska.
Albo niech da mi swój samochód.

Z ubezpieczlani dostać mogę takie grosze, ze nie ma nawet co o tym mysleć.

On ma cel, wyjście z długów.
Sama mu zresztą taki cel podsunęłam. Skarżył się, że potrzebuje mieć jakiś cel.

Chciałabym mu podsunąć kolejny cel.
Oczywiście to będzie zależało od niego.

Maluszek kończy jutro roczek!!!





Potrafię być nerwowa. Mogę robić codziennie awantury.
Zresztą to na mnie dobrze wpływa. Mam power do działania.

774

Odp: Miłość trwa

Strasznei boli mnei dzisiaj głowa, a raczej oczy. Może się zdemerwowałam, a może to jakieś problemy z ciśnieniem.
Dużo przepraw w sprawie zabezpieczeń na dotację, dużo różnych spraw.
Wiadomość - jutro mój samochód powinien byc gotowy - naprawiony!!!
Już się go nie mogę doczekać.
A może to był zank, ze mąż ma mi kupić większy...:)

Podwoził mnie dzisiaj kierowca z firmy.
Fajny chłopaczek, max imrezowy, ale dobrze parcuje.
I tak sobie z nim chciwlę pogadałam, bo trochę popija w weekendy.
Powiedział mi, że po moim mężu widać ze chleje i to nieźle, ale tez raczej coś bierze.

Ja się na tym tak nie znam. Ludzie którzy imprezują potrafia takei rzezy rozpoznać.
Wygląda jakby popijał. Nie sądziłam , że inni to widzą.
Wiem , jak wygładał na nastepny dzień po piciu.
Wczoraj też jak z nim rozmawiałam tak wygłądał. Ale, zeby w niedzielę.
A moze tylko tak wygłąda.
Czy on czasem nie kryje się z tym.

Po czym ludzie poznają, że ktos pije?

775 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-12-11 18:19:14)

Odp: Miłość trwa

Ludzie, nie wiem, znam żony, które mają alkomat w oczach,
ja nie rozpoznawałam, prawdopodobnie  mąż była całe nasze wspólne życie pod wpływem.

Natomiast alkoholicy, ci pijący i niepijący na odległośc potrafią wyczuć pijącego.
To przede wszystkim zapach,czerwona, obrzmiała twarz, trzęsące się ręce, nerwowość..
pewnie wiele innych mniej widocznych objawów.
Ja kiedyś usłyszałam "on ostatnio nieźle pochlał" i to była prawda, aj a niczego nie zauważyłam.

Bet pierwsz rzecz , o kt orej musisz pomyśleć to rozdzielność majątkowa.
US i ZUS nie odpuszczą, do końca zycia możesz spłacać jego długi, bo wkońcu takie będzie miał.
I nie musisz go prosić wtedy o podpisanie czegokolwiek.
Do tej pory nie tylko to co on zarobi, ale też Twoje dochody wchodzą do majątku wspólnego

Bet , jesteś współuzależniona, to wychodzi z każdego Twojego postu, szukaj proszę profesjonalnej pomocy.
To się leczy.
przytulam cię mocno

776

Odp: Miłość trwa

Zauważyłam , ze ludzie chorzy na raka czesto mają metne, zaczerwienione oczy.
A Ci pijący?
Mąż miał taki jakby wytrzeszcz oczu. Jkaby miłay mu wypłynąć, takei wypukłe i zaczerwienione.
Robiły mu się czasem czerwone plamy na twarzy.
Ręce trzęsą mu sie od dwana, ale tego mogą być rózne powdy.
Czasem można tak wygładać pod wpływem zmęczenia.

Jestem współuzależniona, bo pisze o mężu?
Jestem współuzależniona , bo z nim byłam, bo się nie rozwiodłam?
Nie mam wiedzy z tego zakresu. Być może jestem.

Czy mam chodzić na terapię, żeby nie być współuzależnioną?
Mnie to nie przeszkadza.
Na czym taka terapia polega.
O co chodzi z tą terapią.
Dlaczego mam na nią chodzić.

Jęsli mąż narobi długów to będę za nie odpowiadać.
Tak, jestem tego śwaidoma. To jest dla mnie normalne.
Mój dorobek jest tez jego odrobkiem.
Fakt, ma problemy. Ale to nie jest dla mnie powód , żeby lecieć występować do sądu o rozdzielność.

Alkoholikiem jest się podobno do końca życia, ale można sie leczyć.
Można nie pić.
Wielu mężczyzn popija, jest pewna granica, kiedy zaczya być to niebezpieczne.
Wielu po zdradach zapija.

Odejść, posprżatać jest najprościej.
A jęsli to jest bliski człowiek, nawet nieważne że jest ojcem moich dzieci, ale jest mi mimo wszystko bliski.
Jak tak, pozabierać manatki, podzielić i odejść.

Można, czasem trzeba.
Ale mnie to teraz nie dotyka.
Nie mieszkam z nim, nie pije na moich oczach. Stara się wyjśc z długów.
One są duże, ale to nie jest trudne do spłacenia. Również dzieki temu, że bez rozdzilnosci nie miła takich mozliwości zaciagania długów.

Po prostu się nie zgadzam. Mam odmienne zdanie.
Resztą jakby tak nei byłoi to dawno rozdzielność bym miała.
Moze będę tego żałować, ale na tą chiwlę to jest moja decyzja i jestem jej pewna i jej nie żałuję.

Nie pójdę na żadną terapię w mieście, bo tu się ludzie znają i nie będę tam publicznie opowiadac o prywatnych sprawach.
Męża kuzyn prowadzi prywatne kliniki psychiatryczne i wiekszośc psychiatrów i psychologów zrejonu jest u niegio zatrudniona.
Miłam problem z wyborem psychologa , który nie byłby z nimi związany.

Mąż powinien się leczyć. Ma gdzie. Niech zgłosi się o pomoc do kuzyna.
Ale oni wola udawać, że jest ok.
A jak cos wyjdzie na jaw, to wykluczyć i jest znowu ok.

Trudno jest budowac n azgliszczach i jeszcze kiedy są problemy.
Czasem chyba jest to niemożliwe.
Ale spierdzie...  i buodwac cos nowego , bo tamto nie wyszło to zawsze można.

Nie wiem do konca co dla mnie jest dobre. Trudno przewidzieć przyszłość.
Ale ma przecież być dobrze;)
Mnie dobrze, tego szukam.
Szukam tego co mnie cieszy.

777

Odp: Miłość trwa

Bet
jesteś współuzależniona, bo żyłaś  zosobą uzależnioną, jeżeli nawet nie, to widać, że dysfunkcyjną.
To naprawdę widać.
Jezeli chcesz coś zmienić to wiedz, że możesz zmienić tylko siebie i swoje zachowania.
Jego do leczenia nie zmusisz, możesz iść po pomoc dla siebie, dla swoich dzieci.
Już Ci kiedyś napisałm, że osoby , które tam spotkasz idą tam z takim samym problemem.
Potrzebny Ci nie tylko psycholog ale i terapia, a może Al-anon? tam obowiązuje anonimowość.
Zresztę czego sie wstydzisz, że jesteś chora?
Paradoksalnie odcięcie się od męża , odseparowanie może sprawić, że on zechce się leczyć,
tak trzęsące się ręce to objaw zaniku alkoholu we krwi,

Mam znajome, których mężowie byli biznesmenami,
jednogo stać było nawet na własnego kierowcę, teraz tylko na rower.

Zona drugiego do końca życia będzie spłacać jego długi, bo to ona ma legalną pracę, pomimo tego, że się rozwiedli.
Nikt nie każe Ci się rozwodzić, zabezpiecz siebie i dzieci, to mogą dać Ci tylko alimenty i rozdzielność.
Im szybciej tym lepiej.

778

Odp: Miłość trwa

zgadzam się z Alonką. widać "uzależnienie" w Twoich postach Bet.
nie wiem jak to opisać, to się po prostu czuje...

Sto lat dla maluszka!! mój skończył właśnie 5 miesięcy...

objawy nadużywania alko: trzęsące się ręce, nerwowość, nieracjonalne wybuchy sząłu, ospałość, zmniejszenie sprawności ruchowej, pogorszenie wzroku, takie nieodbieranie telefonów (bo np jest schlany), urywanie kontaktu, niewywiązywanie się z powierzonych zadań

779 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-12-11 20:08:17)

Odp: Miłość trwa

Bet. Zaatakowalas alonke. A ona nie chciała żebyś wbijala nóż w plecy męża.
Ona tylko chciała żebyś chronią swoje dzieci.
Bet przepraszam ze to powiem.
Ale jak ty sądzisz? Jak twój najstarszy syn będzie traktował kobiety? Przecież widzi ze jego
Matka znosi wszystko. Jest zdolna do wszystkiego. On  ma żal do ojca i ma prawo do tego żalu. Ma prawo pogardzac swoim ojcem. A co sadzi o tobie? On widzi kobietę która poświęca wszystko także ich bezpieczeństwo dla ich ojca lajdaka.
Bet. Ojciec twoich dzieci to lajdak. Nie ma
Kontaktu z dziećmi. Nie dba o nie. Nie troszczy sie o nie. Nie zauważa ich. Bet ojciec twoich dzieci to skurwysynski ojciec. Najgorszy.
Albo
To ojciec chory. Uzależniony.

Jedno sie ma w genach.drugie sie leczy.
A jeśli ty poświęcasz swoje dzieci. Ich bezpieczeństwo. Także finansowe. Bo z zasady będziesz spłacać długi nieodpowiedzialnego męża. Moze twoje dzieci nie będzie stać na naukę w dobrych uczelniach- bo będziesz spłacać długi swojego męża. Moze twoje dzieci bedą miały awitaminoze. Bo będziesz spłacać długi.
Alonka nie mówi. Kopnij swojego męża i wbij mu nóż w plecy.
Alonka mówi- nie wbijaj noża swoim dzieciom.
Bo na to ze zaopiekuje sie nimi ktoś inny niż ty nie masz co liczyć.
Ani na twoja matkę. Ani na ich ojca...

780

Odp: Miłość trwa

Może to był atak.
Nie wiem , czy po prostu z tym jego alkoholozmem się nie przesadza.
Jest chory, ja też oewnie jestem chora.
Mam chore dzieci.
I na dodatek ,mam tak serdecznei wszystkiego dosyc, że sama najchętneij uwaliłabym sie do nieprzytomnosci.
Moze nawet zapiłą na śmierć.
Mam dosyć tych nastolatków z którymi sobie nei radzę.
Męża który wpadnei na moment, ale w wchowywaniu mi nie pomaga.
Nie widze tak czarno finansów.
Chociaż mąż ma nową koszulkę CK, to znaczy że się zaczyna dopływ gotówki.

Raz sie pisze o tym że matka ma byc szczęsliwa, ale innym razem to ma dbać o interes dzieci.

End_aluzja, może ja jakoś błednie przedstawiam sytuację.
Pisze często zmęcozna, zdenerwowana, na gorąco, pewnie chaotycznie.
Źle się dzisuaj czuję. Njapierw bolała mnie gówa, teraz jest mi słabo.
Przed chiwlą czułam jakby mnei ktoś dusiłza szyję.
I to nei jest tak,że mam nagle takie dolegliwosci.
Przez lata było jeszcze gorzej. Moze to krążenie. Ręce mam jak sople.

Mój dom to wariactwo, mam czasem tego dosyć.
Nie chodzi tylko o męża.
Po prostu gdyby, w takich chcilach miła bliską osobę byłoby mi lżej.
Trochę sobei popłaczę i jutro znowu będę funkcjonować.
Tych hustawek mam dosyć. Jestem zmęczona swoimi odłami.
Njastrszy syn zachował się wobec mnei chamsko. Było spięcie.
Mała ryk w łazience, bo ten drugi wylał jej wodę, zeby juz wyszła.
I tak bez końca jakies domowe zmagania.

Ja czuję się za słaba. Mnie brakuje ni epomozy męża w pracach domowych ale w sprawowaniu dyscypliny, żeby trochę poustawiał tych zbuntowanych nastolatków.

Próbuje, ale mam czasem dosyć.
Gdyby moim jedynym zmartwieniem był M to zycie byłoby piękne.
Nie jste tak jakbym chciała.
Nie potrafię stworzyć takiego domu jak w filmach.
Są sprzeczki, dzieci bałąganią itd.

Mam ochotę od tego uciec.
Znowu nie załatwiłam tego co miałam - włąśnie sobie uswiadomiłam.

Jestem juz po rozmowie.
Wychodzi z długów. To jest dla niego priorytet.
Wie, ze nei jest tak jak powinno być.
Ale dla niego te sprawy finansowe są teraz najważniejsze.
"facet musi zarabiać" - jego słowa.

Posty [ 716 do 780 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026