netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 261 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 651 do 715 z 1 597 ]

651

Odp: Miłość trwa

Aha, juz to widzę...

Lekko się podenerwowłam, pieniedzy nei zaostawił, bo dzrzwi były zamkniete.
Mógł zadzwonić nawet po linii wewnetrznej ( zero kosztów).
Mielismy jechać do banku podpisac umowę kredytową na dom ( bo zerwali).
To teraz jak zadzwoniłam i się zapytałam czy jedziemy to dopiero mi wytłómaczył, że nie może bo musiałby zapłacić kolejną ratę a na koncie ma 3 tyś.
Skarży się jak mu ojciec wystawi afaktury i ściąga za jakies długi za produkcję.

A bardzo dobrze. Teść pilnuje swojego i uważa, że jak skończy się kasa to i będzie koniec z kochanką.

652

Odp: Miłość trwa

A cihciałam coś napisac i nie wiem co...
Kolejny dzień.
Miałam dzisiaj możlwość, żeby przejrzeć korespondencję mailową męża.
Nie zrobiłam tego.
Kiedy przyniósł pieniądze ( o połowę mniej niż miał - bo nie ma więcej , ach, ach , ach) to powiedzialm mu o tym, że zostawił laptopa i go nie było w pokoju.
Powiedziałam, że nie zajrzałam. I tak wiem co tam jest. Co drugi mail z nią.
To nawet nie ma znaczenia co powiedział.

Ja jestem z siebie zadowolona.

Powiedziłam mu, zeby się nie obrazuł ,a le ta sytuaja jest śmeszna. Zmartwiony skarżył mi się, że musi się w niedziele wyprowadzići nie wie dokąd, że może do ojca.
Te bajki nie mają żadnego znaczenia, a ja co mam mu współczuć.
Niech spojrzy na to z boku, tojest komiczne.
Facet wyprowadził się w podskokach z plecaczkiem do kochanki. Lciał jak mucha do gów..., a teraz szuka jakby wspołczucia.
Może ja mam mu coś poszukać. Może pwiedzieć, moj ty biedaku, jaki ty biedny, ale ty się poświęcasz, no wspaniały jesteś.
Rozumiem , że ma problem. Ale mam to głeboko gdzieś.
Jeszcze skarżył się że już przez tydzień jeździł z rzeczami w samochodzie i nie miał gdzie mieszkać.

Jestem okrutna?

Napisałam mu wczoraj smsa, ze źle mnei traktuje.
Bo po rozmowie tak się czułam i w ogóle to tak uważam.
A rozpisał się jak to nie ma jużm siły do tych problemów finansowych, że trzeb amieć wiarę, że się poukłada to wtedy tak będzie.
Przynajmniej znam jego sposób zaklinania rzeczywistościi że nawet on już sibei nie potarfo tak oszukiwac, a tak dobrze mu szło.

Jestem straszna, wiecie jak on mnie łapie za serce, jak mnie kruszy, jak mnie się zaraz robi go szkoda...
Ale odpisałam mu, że to dlatego ze się oszukuje.
No i żeby niei tragizował. Bd - czyli będzie dobrze.
Juz wiem co to znaczy.
To znaczy to Twój problem, musisz sobie z nim poradzić.

A w ogóle to miałam w miarę dzień ( mój humor uzalezniony jest chyba od zleceń w parcy). Nie zdązyłam z odwołaniem. Zacięła mi się drukarka, musiałm kilak razy drukowac i formatowac tekst, bo był jakiś beznadziejny papier.
Ale dotację powidzieli mi, że i tak dostanę. Widicznie tak miało być. Komputer który mi odrzucili był ewidentnie pod pracownika i konkurencję dla męża. A ponad 30 tyś ktore powinnam dostać to i tak super.
Ale ostateczne oficjalne wyniki będą w grudniu.
Bradzo się cieszę, jeśli mi się uda. A raczej tak:)
Odrzuci

653

Odp: Miłość trwa

A dlaczego ma inną?
Nie tylko dlatego, że młodsza i piękniejsza. Nie z bruzdami po ciążach.
Dlatego, że on był zawsze wariat, podkreslana różnica w wyznaniach.
Faceci są przywiązani gdy się spełnia ich zachcianki. Polecam obejrzeć pornole i zobaczyć jaka jest różnica między ich potrzebami a naszymi. Pomyślcie o tym. wink
Zdrady nie biorą się znikąd, bo facet zakochany jest wierny.

654

Odp: Miłość trwa

Tez tak myślę, tylko żeby spełniać te fantazje to nie tylko jedna strona powinna stworzyć warunki.
Można pomyśleć o opiekunce, żeby wyjśc z żoną, można się postarać o intymność.
A może łatwiej jest zorganizować to sobie na boku. W tych sprawach byłam i chyba jestem otwarta.

Żałuję, że chyba nigdy nei mielismy takich warunków, takeigo życia jak on z nią.
Ale i tak nie było źle.
Brakowało mi bycia tylko razem. Zawsze wyjazdy z dziećmi, wszędzie z dziećmi.
To jest męczące. Kiedy śpi się 3 godziny i trzeba wtać do dzieci.
A na końcu jeszcze ja wciąż we łzach, odkąd dowiedziałam się chorobie małęj.

Mąż był przy porodzie córki. Rodziłam n amateracu, on wszedł z pamprsami w trakcie. Sidział na krzesle z przodu , z boku.
To mógł być starszny widok.
Potem brak zainteresowania przez pól roku. Miał wstręt...?
Wczęśniej tak nie było.
Ja się tez postarzałam. Wczęsniej jak były małe dzieci była niania. Było dużo lepiej.
Po urodzeniu się córeczki o kó?rej marzyliśmy, przynajmniej ja, wszystko sie zepsuło.
Przeprowadzka, fatalne warunki. Wciąz ktoś wdomu. Zero intymności.
Nie mieliśmy nawet własnego pokoju, własnej sypialni.

No i posypłao się. W kinie w ciagu 2, 5 roku bylismy może 2, 3 razy. Nie miałam z kim zostawić małej.
Prosiłam, żeby się zgodził na nianie, czy kogoś do spraztania. Ale on nie chciał, bo to za dużo kosztuje.

Jestem wsciekła, bo popełniłam błąd. miłam nei oszczedzać, uprzeć się.
On już nie chciał.
Łatwiej było dowartosciować się na boku, ułożyc sobie łatwe wygodne życie.
Taki porniol, bo dziewczyna nadaje się do tego w 100%.

Chociaż przyznał mi się, że potem już tak nie było, że to się zmieniło.
I coś tam wspominał, ze czegoś tam brakowało. Było pieprzenie, ale brakowało mu prawdziwej, miłości, tego co było ze mną. Ale był zlany więc trudno brac to na powaznie.

Jestem teraz sama z dziećmi w domu i czasem mam wrażenie, że oszaleję. Ani chwili sama.
Jesli ja mam tego dosyć. Wiecie nie wyobrażam sobie żebym miała być tu teraz z nim. To koszmar.
Zero warunków do intymności. Wszędzie dzieciaki. To do toalety, to napić się wody. To pogadać.

Z pewnością chciał pornol i z pewnością czwarta ciąża pokrzyżowała mu plany. Ja byłam dostępna.
Wiadomośc o ciąży, pierwsze byzkanko z kochanką.
Przez ponad pół roku na sniadanie jadł tylko jajecznicę z 5 czy 6 jajek. Codziennie, bez wyjątku!!!
Możłiwe, że tak jest nadal.

Obłęd...?
Kryzys...?
Wariat...?
Oszust i tchórz

A ja go nadal lubię:)

655 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-11-17 13:34:21)

Odp: Miłość trwa

________________________

656

Odp: Miłość trwa

Bezowakulka, nie rozumiem jakie znaczenie ma tutaj różnica wyznania.
Nie sądzę, też żeby kobiety miały jakieś szczególnie inne potrzeby niż mężczyźni. Nie byłoby im razem dobrze.
Na zdradę ma wpływ chyba więcej czynników.
Tak samo spełnianiem zachcianek, także tych erotycznych nie zapewnisz sobie, że będziecie razem czy będzie zakochany. Do wszytskiego można się przyzwyczaić, wszystko może spowszednieć.

Ile jest związków gdzie mężczyzna idzie do innej. Przed ślubem, zaraz po ślubie...

Kiedy pojawia się zdrada, strona zdradzona nie dość, że jest poniżona to zadaje sobie pytanie co zrobiłam nie tak.
Często się obwiniam, że to moja wina. To lub tamto mogłam zrobić innaczej.
Ale związek to są dwie strony. Zdradza ta słabsza.

I chciałabym żeby po kilkunastu latach mąż był w żonie zakochany. Kiedy jest zwykłe życie. Kiedy spadają problemy.

Zdrada skłania do refleksji. Jest nauczką chyba dla każdej ze stron. Tylko czasem już niewiele można z tą wiedzą zrobić.
Żałuję, że nie wypracowałam swojej pozycji na poczatku małżeńswta, że mąż żył pod dyktando ojca.
Z partnerki miłam stać się włąśnei usługiwaczką męża. Dla zabezpieczenia pilnował, żebym nic nie miała, żębym nie odważyła się odejść.
Dzieci i dom to był mój problem. No i wiecznie był niezadowolony, bo żonę trzeba było sobie wytresować.
Tyle, że jeszcze udało mi się wywalczyć opiekunkę do dzieci.
Ile to ja się na ten temat nasłuchałam. Jego rodzina była oburzona. A dzieki temu nam było dobrze.
I on nie był zły, czułam że mnie kocha. Tylko był rozdarty. Pracował u ojca, z kolei on był od niego zależny.
No i ojciec mówił mu jak ma wyglądać małżeństwo. Ja zawsze byłam krytykowana.
Zamykał się z nim w pokoju i nadawałna mnie, co zrobiła, gdzie chodzę - żeby uważał.

Mąż się wyrwał z pod wądzy ojca dopiero z kochanką. Wczesniej był zawsze pod jego kontrolą.
Teraz ojciec tez prawdopodobnie wiele wie. Być może go sprawdzają.
Nie byłabym zdziwiona gdybym ja też była obserwowana.
Od wielu osób słyszałam jak obgadują. Mają taki zwyczaj, że wszyscy wszystko wiedzą.
Może nie wszyscy tacy są. Niektórych z jego rodziny bardzo lubię.
O mnie podobno chodzą takie plotki, że lepiej żebym nie usłyszała.
Tu się usmiechają ale jesteś obca, nie należysz o nich.

I jak to jest, że po tylu latach mąż nie wyjawił mi jakiego jest wyznania, lub był.

657

Odp: Miłość trwa

Dotarło do mnie teraz jak niewiele wiem o człowieku z kórym spedziłam tak wiele lat.
On nogdy mi o swoim dzieciństwie nei opowiadał. Mówił tylko, że nie chce być takim ojcem jak jego.
Widziałam może 2 jego zdjęcia z dzieciństwa. W domu u teścia byłam na pocatku małżeństwa może kilka razy.
Nigdy nikt z jego rodziny nas do siebie nie zaprosił.
Mąż został prawdopodobnie wykluczony ze względu na ślub ze mną.
Wczesniej brał udział w zborach w każdą niedzielę. To znaczy nie mówił mi, dlaczego musi wyjechać. To było jeszcze przed ślubem.
Jak bylismy razem w szkole, nie jeździł na żadne wycieczki szkolne, na obozy itp. Nie chodził na imprezy.
W nich w domach nie ma telewizji. Kobiety się nie malują, chodzą stososwnie ubrane.
Może tak jest , że jak ktoś taki zerwie się ze smyczy to przegina w drugą stronę. Nadrabia.

Może też dlatego taki chłopak star sie udowodnić ze jest lepszy od innych. Nąsmiewa się z innych, kpi.
Tak jakby czuł się gorszy, musiał na siłę sie dowartościować.

Unikałam z nim rozmów na temat wiary, bo on ze mnie kpił. Według niego byłam ateistką a to nawet gorzej niz być katoliczką.
Kiedy była relacja z pogrzebu papierza, to się z chłopcami naśmiewali. Każda wigilia to był koszmar.
Awantury od rana, chodzenie w szlafroku przez cały dzień, wcinanie kiełbasy i oczywiscie zachecanie dzieci.
Robił co mógł, żeby dzieci nie szły ze mną. No i wtedy niesamowita ochota na zbliżenia.
Może żeby sobie coś udowodnić, albo żebym była tak zmęczona i nie szła.
To była dl amnie przykrość. Zawsze sama.
To samo z uroczystościami rodzinnymi. Zawsze szłam sama z dziećmi. Nie pozwalał mi iść z nimi do kościoła nawet na komunie dzieci mojej siostry.

I po co to było...
Nie chodziłam do kościoła ( zreszta teraz chodze do czasu do czasu). Jak poszłam to zaraz były awantury.
Na początku małżeńśtwa. To znaczy on mi nie powiedział że mi nie wolno, ale się nie odzywał, był oschły, czepiał się. Awantury były niby z jakiegoś innego powodu, ale miałam ochotę uciec. To było jak kara.

I czym się to skończyło. Co sam zrobił...
Po co były te nasze najwieksze nieporozumienia.
Wdług Koscioła , ja żyłam w grzechu. Bez ślubu. Nie wolno mi przystąpić do spowiedzi. Tzn. nie dostanę rozgrzeszenia.
A ja nie uważam, żeby moje życie było grosze, żebym żyła w grzechu tylko dlatego że mój mąż absolutnie nawet tam nie wejdzie.

A popieprzone to wszystko...

658

Odp: Miłość trwa

Lo Jezu! Bezowakulko, ale pojechalas po bandzie - f a c e c i   b e d a   p r z y w i a z a n i   j a k   b e d z i e  s i e  s p e l n i a c    i c h
z a c h c i a n k i , a najlepiej rodem z pornoli. Czyli co dziewczynki - gorseciki, kabaretki, biczyki, moze jeszcze pare okolicznych dziewuszek jak nuda zawieje, a na deser zwierzatko i ratujmy malzenstwa!
Co za przeproszeniem pie......nie!
Zawsze mi sie zdawalo, ze malzenstwo to partnerstwo podparte miloscia, a nie forma do spelniania zachcianek celem przywiazania delikwenta. Nie zapominaj  droga Bezowakulko, ze zawsze znajdzie sie chetna, ktora spelni zachcianki w posob jeszcze bardziej wyrafinowany - np na zyrandolu, i co wtedy? - cale zycie ekwilibrystyka?. A tak w miedzyczasie urodza i wychowaja sie dzieci, chalupa sie ogarnie, jakies pieniadze sie znajda i temuz podobne pierdoly!
Seks jest sprawa bardzo istotna i nie przecze mila, ale nie nadrzedna. Jezeli tylko seks, to po cholere sie zenic i wychodzic za maz. Wlasnie takie myslenie jak proponujesz sprowadza niektorych mezow i zony w kraine zdrady. I nie swiadczy to, ze zona/maz go zaniedbala (choc bywa i tak) ale o niedojrzalosci, badz chorobie zwanej sexoholizmem.

Bet! , nie biczuj sie tym, co moglas jeszcze zrobic. On tez mogl zrobic wiecej jak cos zaczelo go uwierac, a nie znalezc najprostrze rozwiazanie - zaczynam od nowa z kim innym. No i co?- taki obecnie szczesliwy, az Tobie go czasami zal
A co Ty moglas zrobic w temacie "zaszalenia" z trojgiem dzieci (przeciez marzyl o duzej rodzinie), gdzie pomoc domowa swiadczyla o wyjatkowej rozrzutnosci.
Facet twardy jak cholera, przy zonie i dzieciach nie byl glowa rodziny, tylko sluchal Tatusia, a nagle panienka spowodowala doroslosc!! Widocznie w zaden inny sposob nie potrafil dojrzec!

659

Odp: Miłość trwa

Bet, kochanie, nie potrafię nawet wyobrazić sobie jak Ty żyłaś
zatraciłaś w tym małżeństwie siebie, swoje własne potrzeby,
kochałaś swoje wyobrażenia człowieka, nie pamiętałaś, wypierałaś ze swej pamięci to co złe
bo inaczej nie mogłabyś w miarę normalnie żyć.
Twoje dzieciństwo to wg mnie jedna wielka trauma: nie wyobrażam sobie oddać swoje dziecko na wychowanie dziadkom, nie dostałaś miłości
i za wszelką cenę szukałaś jej w swoim mężu, tylko on Ci jej dać nioe potrafi, bo sam jej nie ma.
Twoje dzieci mają Ciebie, Twoją miłość ,ale ich ojca nie zmusisz do kochania ani siebie ani dzieci, może on tego po prostu nie potrafi..
A Twoja wiara? gdzie jest jego szacunek dla niej? gdzie Twoja wolność? tolerancja...
Ja widzę Twojego męża jako człowieka, który z nikim i niczym się nie liczy i zawsze tak było...
tylko Ty tego nie widziałaś, nie usprawiedliwiaj go proszę wychowaniem jakie odebrał, rodziną , wiarą..
przecież on mógł się od nich odciąć tak jak odcinał Ciebie od Twojej rodziny, wiary (no bo czym innym jest zakaz udziału w uroczystościach rodzinnych?)
Nigdy Ciebie nie zaakceptował takiej jaką byłaś.
Mówisz o ogromnych jak dla mnie kwotach , które on powinien dawać na dzieci, tzn, żę mieliście dużę pieniądze, a on nie pozwolił zatrudnić Ci opiekunki do dzieci pomimo choroby córeczki, to jak to nazwać? dla mnie to nawet nie jest skąpstwo to jest przemoc.
I jeszcze jedno: wg mnie zawsze masz prawo iść do spowiedzi, to czy dostaniesz rogrzeszenie, to inna sprawa, ale przecież nie żyjesz teraz z mężem, nie mieszkacie razem, próbowałaś?
Jeżeli nie masz z nim kościelnego ślubu, to w takim razie o jakich zasadach TY mówisz?
W kościele nadal jesteś osobą niezamężną, masz prawo wyjść za kogoś innego, przeszkody tkwią tylko w Twojej głowie.
Napisałam tak, jak ja to widzę nie twierdzę, że tak jest na pewno
przytulam mocno

660

Odp: Miłość trwa

Alonka, jeśli chodzi o przeszkody to rzeczywiście są one w mojej głowie.
Po prostu tak uważam. Takie mam przekonania.

Do mamy mam lekki żal o to że mnie oddała do babci ( babcia meiszkała sama z ciocią - tą która mi teraz pomaga).
Ale ona sama nie miła wzoru rodziny. Jej mama zmarła jak była malutka, miała czworo rodzeństwa. Jej ojciec nie mógł po wojnie wrócić do Polski ( były żołnierz AK). Założył w Angli drugą rodzinę. Mama wychowywała się u róznych ciotek w całej Polsce. Rodzeńswto również było rozdzielone. Jej celem było zdobycie wykształcenia.
Chodziła do szkoły po 5 km w jedną stronę. Dalej zyje pracą. Pracuje w wieku 74 lat po 6 godzin dziennie. Zatrudnia pracowników.

Straciła jednak coś bardzo cennego. Nie mam z nia więzi. Jest bardzo o ciocię zazdrosna. Jedna i druga skacza sobie do oczu. Jedna na drugą nadaje. Jakby rywalizowały ktorą moje dzieci bardziej lubią.

Njachętniej jakby było mnie stać to zrezygnowałabym z pomocy i jednej i drugiej. Wyzywają te moje dzieci.
Mowią im jacy są najgorsi, ze nie mam gorszych dzieci. Uważam , że robią im krzywdę.
Kiedy zwracam uwagę to się na mnei obrażją i nie da się z nimi rozmawiać.
Ciocia się stara ale nie da się z nia wytrzymać. Takie wbijanie każdemu po kolei, że zginie bo jest taki beznadziejny to nie jest dobry kapitał na przyszłość.

A mąż taki był i jest. Zwad zdawałam sobie sprawę. Zauważałam jej jeszcze przed ślubem.
Nie wiedziałam jak będzie. Mąż chciał śłubu. Dla mnie pojawił się problem, bo już sie zorientowałam że nie o taki jak mnie ślub mu chodzi.
Miałam plan, wyjechać do Stanów zaraz po studiach. Kochałam go , ale zaczynałam dostrzegać wady.
Przeszkadały mi. To jak traktuje innych, brak szacunku nawet do starszych. Ni szanowanie również przedmiotów.
Potrafił kopnąć w oponę auta, bo się zdenerwował ato był według niego jakiś grat. Oczywiscie nei jego.
Nie wyobrażam sobie kopnąc w cudzy samochód.
To są zdrobiazgi które utkwiły mi w pamięci.

Dla mnie jeszcze wtedy był miodzio. Tylko coraz częściej słyszałam wokól siebie przestrogi, że mnie kiedyś też tak będzie traktował.
Okazało się, ze jestem w ciąży.
Zgodziłam się na ślub. Moja mama by mnie zaszczuła. A że męża mimo wszystko bardzo kochałam - to w tej sytuacji zgodziłam się.

Podobnie jest teraz.  Mimo przestróg i tego co o nim piszecie i z czym się zgadzam wciąż jest uczucie.

Tak chyba gdzieś tam w środku liczę na to, że przyjrzy się sobie, że się zmieni.
Czasem wydaje mi się że zachodzi w nim jakaś zmiana, albo tylko tak przede mną udaje. Ale nie widze już uczucia do mnie. Jakby mnie już nie było.
I nie pozostaje mi nic innego jak się z tym pogodzić i żyć swoim życiem.
Wyrzucić męża z niego jest trudno i nie wiem czy aż tak bardzo potrzebuję to robić.
Jeśli ktoś jest nam bliski czy trzeba się do niego odcinać.

Byłam wczoraj na spotkaniu klasowym. Jestem pod wrażeniem, wszyscy wygładali wyśmienicie i radzą sobie super.
Włącznie z wychowawczynią, która ma 89 lat. Kiedy się z nią żegnalismy miłam wrazęnie, jakby chciała zapamietać nasze twarze, jakby się z nami żegnała. widać było, że powstrzymuje łzy.
Poszłyśmy w kilka osób do knajpki, było miło.
E... może czterdziestka to jeszcze nie taka starość:)

Pmyślałam sobie tylko, że ja w życiu nic nie osiągnęłam. Mam do nadrobienia 20 lat i mam olbrzymi problem z czasem. To co inni pokonują w ciągu 2 miesiecy u mnie trwa 5 lat.
Jestem sobą podłamana.
To co mi się spodobało to, że te dziewczyny z ktorymi pogadałam sobie w knajpie żyją swoim zyciem.
Każda mimo wszystko ma jakieś tam swoje problemy. świetnie wykształcone, zaradne. Ale może to wiek, , że gdzieś tam jesteśmy podobne.

Wiem czego mi najbardziej brakuje. Rozwoju zawodowego, osiągnięć zawodowych. Inwestowałam w coś co nie było moje. Było męża. Teraz oprócz może jakiegoś doświadczenia nie mam nic. 
Pod względem intelektualnym jestem zapuszczona.
Siedzę z dzieciakami w domu. Czego ja się uczę.
Cofam się pod każdym względem. Jestem ogłupiała.
Jest ciężko, mam małe dzieci, chorą córkę, nastolatków - ale ja się muszę z tego wygrzebać.
Nie chcę tak żyć. Mnie brakuje własnych osiągnięć, sukcesów.
Czy ja jestem w stanie jeszcze coś osiagnąć, czy nie jestem za głupia, za leniwa?
Mam 40 lat i jakbym nie umiała znaleźć własnej drogi.

661 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-11-18 19:40:19)

Odp: Miłość trwa

No jak to się cofasz!!!
Idziesz do przodu jak burza.
Z zasadami uczciwości, wierności, miłości........
Do 40 lat zawód: żona, matka
Po 40 czas także i na siebie na realizację swych planów marzeń itp.
Twoja mama jest pracującą kobietą w wieku 74 lat.
To ile jeszcze lat przed Tobą i więcej.........

Już samo to że myślisz o założeniu własnej firmy. Wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Ważne już jest to że zaryzykowałaś.

A mąż to tylko może Ci pozazdrościć tej zaradności. I nie dziwię mu się że na razie nie chce wrócić, bo tu nie chodzi o Ciebie tylko o to że znowu byłby pod władzą ojca czyli miałby wrócić do starego życia a tego pewnie już nie chce.

A ja to ci mogę jeszcze pozazdrościć tej umiejętności jazdy na rolkach i łyżwach, bo gdzieś tam chciałabym a boje się i chyba trochę wstydzę w tym wieku zaczynać naukę smile

662

Odp: Miłość trwa

Bet
powiem Ci co ja nieraz słyszałam, jak mówiłam, że nic w życiu nie osiągnęłam:
"masz, wychowałaś czwórkę wspaniałych dzieciaków"  i to jest to co po nas pozostanie, wszystko inne jest ulotne, mniej ważne.
Kariery nie zrobiłam , choć mam za sobą 28  lat pracy,
Byłam 6 lat na wychowawczym i nie wydaje mi się żebym cokolwiek straciła,
wróciłam do bardzo ciężkiej , fizycznej pracy i powoli doszłam do tego, że już fizycznie pracować nie muszę,
jednakże nie traktuję pracy jako spełnienia, ot po prostu mam kontakt z ludźmi, których na dodatek lubię, no i zarabiam , bo przecież z czegoś żyć muszę.

663

Odp: Miłość trwa

Jjoanna, pocieszasz mnie, ale dziękuję.
Wczoraj rzomawiałam z siostrą, bo moja mama zrobiła mi tu jeszcze taką awanturę , że raczej będę się starała żeby mnie nie odwiedzała.
To przykre , ale ona sobie nie radzi. Oczywiście to również moja wina, przeze mnie.
Krzyczy na mnie, nie ma dyskusji. Nie będę już anwet tego opisywać.
To dla mnie jak cios, taki znowu kopniak. Chciałabym z mamą dobrze żyć.
W ciągu 3 minut wykrzykuje, że mam deprsję. Nie wychodzę z domu, a to znowu że zaniedbuję dzieci, że jestem złą matką, że córeczka jest chuda przeze mnie. Nie je na tle newrowym.
Dla mnie to bzdury.
A i on amnei z tej deprsji próbuje za wszelką cenę wyciągnąć.
Wszczynając awantury?
Ile ja nad tą mała płaczę. Jka ja się o nią martwię. Od małego jest chuda.
Moja mama wykorzystuje chorobe dziecka żeby mi wmówić że źle się nią zajmuję.
Wydzwania do lekarki , donosi na mnie, ze ona się o to dziecko tak niepokoi, żeby Pani doktor się tym zaniedbanym dzieckiem zaintersowała.
Może chce mnie pozbawić praw rodzicielskich.
Czasem ma wrażenie , że jest nieobliczalna. Mojej siostrze też bruździ w małżeństwie.
I wykorzystuję okazję. No bo przeciez to ze mną musi być coś nie tak.
Problemy z mężem , z matką. To znaczy że problem tkwi we mnie.

Powiedziałam ,że wprowadza do mojego domu niepokój, że sobie tego nie życzę.

Po każdej wizycie mojej mamy jestem w fatalnym nastroju. Mam wyrzuty sumienia.
A i jeszcze mnei straszy,że jestem złą córką i dlatego mi się nie układa iże dzieci będą dla mnei nodobre.

Wiecie, że ja już wolę te świństwa mojego męża. On mnie mniej denerwuje.
Wiem ,że kłamie, wiem że kombinuje.
Ale zachowania mojej mamy nie rozumiem. Ona chciałaby mnie widzieć n akolanach, żebym miała tylko ją do pomocy. I ona wtedy mogłaby mieć tą swoją córeczkę i ją wychowywać, ubezwasnowolnić, nadrobić dzieciństwo.

Tak przynajmniej jej zachowanie tłumaczy moja siostra.

Jjoanna, obydwie z siostrą boimy się żebyśmy nie były takie jak nasza mama.

Alonka, ty jesteś dzielna kobieta.
Ja może trochę mniej.
Realizacji w parcy bardzo mi brakuje.
Ale myslę, że się jeszcze napracuję.
Zrobiłam dla męża już mnóstwo zleceń. Wszystko poszło na jego firmę.
Ale przynajmniej może zdobyłam dośwaidczenie. Potrafiłam zrobić mu bardzo dobre obroty, prowadząc dom.
Miał na mnie zarobku w sezonie nawet do 50tyś zł.
I to mnie boli, że starciłam i najbliższa osobę i pracę.
Ale właśnie mąz dzisiaj powiedział, że odda mi w przyszłym roku temat który mi zabrał.
A ja podchodze do tego z dystansem. Powiedziałm mu tylko ze mam inny pomysł. Bo to prawda, ale nie chcę się mu wygadac, bo zaraz mi go zabierze...
Mam tyle pomysłów, ale lubię działać z kimś. Dlatego firma tak dobrze prosperowała.

Ale może te zmiany mają mi wyjśc na dobre.
Gdzieś tam mam wciąz nadzieję i jakieś przśwaidczenie, że moje życie zmini się na lepsze. ŻEe to się rozsypało , bo było niezdrowe, bo nie było w tym dla mnei przyszłości.
Mąż nie traktował mnie należycie, może i ja nie byłam dla niego taka jakby chciał.

Jednego mi szkoda, tej prawdziwej miłości.
Reszta była do zmiany.
Gdyby tak udało się tą resztę wyprostować i jakby ta miłość wróciła to nie żałowałabym tej jego zdrady.
Bardzo chiałabym żeby ona wyszła mi na dobre.
To może śmieszne i naiwne, ale ja w to wierzę:)

Może dam radę i się pozbieram...

664 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-11-19 20:31:53)

Odp: Miłość trwa

Pisząc o Twojej matce miałam tylko i wyłącznie na myśli wiek w którym pracuje.
I nic więcej.
Tylko jakoś tak niefortunnie to wyszło że przywołałam Twoje złe emocje.
Co nie było moim celem oczywiście.
Ciężko to jest gdy w trudnych chwilach nie ma się wsparcia w bliskich.
Albo wręcz przeciwnie.
Ja gdybym wcześniej posłuchała swojej siostry byłabym już po rozwodzie, bo tak mi niby radziła dla mojego dobra.
Ciężko odróżnić co jest dobre co złe gdy człowiek sam nie wie co się z nim dzieje.
W końcu wybrałam separację a trzeba było szybko coś robić ze względu na długi mojego męża i to był jeden z  najgorszych momentów w moim życiu widzieć swoje nazwisko na drzwiach w sądzie. I pytanie co ja tu robię?

665

Odp: Miłość trwa

Jjoanna, rozumiem to. Nie powinno być tak, że mama wywołuje we mnie złe emocje.
Mnie to ciąży, ale czasem nie da się na siłę, bo to matka. Wbija mi szpile. A ja musze siebie bronić przed dodatkowymi ciosami i dbać o względny spokój w domu.

Jjoanna, jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj, ale jestes dalej w tej separacji, żałujesz tego...?

666

Odp: Miłość trwa

Bet

Podziwiam Cię bardzo i współczuje Ci jednocześnie. Jesteś mega babka, ze dajesz radę nie mając z znikąd wsparcia. Moja matka nie jest łatwą osobą we współżyciu ale zawsze mogę na nią liczyć.

Dasz radę ze wszystkim skoro nie załamujesz się mając tyle krzyży na swoich plecach. Myśl o sobie i o dzieciach. I staraj się być szczęśliwa mimo wszystko.

667

Odp: Miłość trwa

Bet

wszystko w porządku bo nie piszesz?

668

Odp: Miłość trwa

A w porządku.
Kochamkonwalie, jest może nie za wesoło, ale nie aż tak źle.

Z mężem raczej nie po mojej myśli.
Wczoraj poszłąm po pieniądzę. Zostawił później.
Jakoś tak głupio wyszło, nie chciałam się kłocić. Chciałam przekazać coś zupełnie innego i jakoś nie wyszło.
Mąż pojawił się w parcy koło południa.
Zresztą to u nigo norma.

Mnie zapewnia , ze z nia nie jest. Ma kontakt, ale już nie są razem.
A ja znam jego zwyczaje.
Wiec mu powidziałam, że to jego sprawa czy klamie czy mówi prawdę, ze ja próbuje brać to comówi za parwdę.
Chcę wierzyć, ale jeśli przyjeżdża na tą godzinę do pracy, to albo pił, albo się z nią " bzykał".
Ma takie swoje powiedzenie: "kto rano popie.... ten ma dzień lepszy."

Zresztą kochanka była prawie oburzona jak się dowiedziała, ze tak samo mówił i mnie.

No, ale nie. On jest po prostu taki pracowity i rano od razu jęździ na spotkania.
To czywiście jego wersja.

Więc co ja mam dyskutować. Ideał!

Ale wolałabym chyba słyszeć, że wyjechał i późno wrócił, że zapił, nawet że się pieprzył.

Potrzebuję tylko prawdy. Dla mnie to jest lekceważenie mnie.
Nie wnikam dalej czy to prawda czy nie.
Nie wierzę. Staram się o tym nie myśleć, bo to w końcu ten co oszukuje powinien się z tym źle czuć.
Tylko ja tak nie potrafię. Albo wierzę, albo nie.

Bardzo chcę brać za prawdę to co mówi, ale jest zgrzyt.
Oszukał mnie wiele razy.
Przed tym , wierzyłam mu w 100%.
Nie zdarzyło mi się żeby go sprawdzić. Siedział tutaj w wakacje sam. Mogł mieć ile chciał kochanek.
Rozmawiał przy mnie w łożku z jakimiś modelkami, wyjeżdżał na rozbierane sesje.
Razem ogładaliśmy zdjecia.
Z tą było tak samo, ale ta była inna. Miała coś w sobie. Od razu to mężowi powiedziałam.
Na niego działała tak jak na mnie.
Wytłumaczył mi , że potrzebna jest kolejna sesja.
Nie podobało mi sie to, ale tak to jest. Już go ciągnęło.
Wiecie, ona na każdym zjęciu jakby mówiła: jestem twoja, przeleć mnie.
Rozebrana, wypinała tyłek itd.

Dałam mu jeszcze na sesję moje okulary przeciwsłoneczne.
Zasstanawiałam się nawet czy nie dać swoją bieliznę.

Kiedyś nawet opowiadł mi w łożku, jak było gorąco na sesji.
Ze był alkohol, nie wiem czy coś jeszcze i że ona tak mu okrakiem usiadła na kolanach żeby zwiazał jej gorset.
Już go miała.

Przejechałam się na zaufaniu.
Nie żałuję tego. Myślę, ze nie byłam też w stanie go powstrzymać.
To tak jak z alkoholikiem, jak będzie chciał pić to prędziej czy później to zrobi.
Trzeba się samemu pilnować.

To co utkwiło mi w pamięci, to kiedy pierwszy raz pokazał mi jej zdjęcia, że znałazł super modelkę, kiedy jeszcze się nie znali to wygłądała na tych zdjęciach obłędnie.
Powiedziłam mężowi , ze jest super, ale pewnie droga.
Kiedy powiedział mi ile bierze za rozbieraną sesję to coś mi nie grało.
Pomyślałm , że coś musi być z nią nie tak. Jest sexi, jest piękna, ma swietne zdjęcia a rozbiera się do naga za grosze. To mnie tylko trochę zaniepokoiło.

I od tego czasu skończyła się prawda. Kłamswto przeszło i na inne aspekty wspólnego życia.
Potem okazało się, że oszukuje mnie też finansowo.

I tak oto rozpadło się wspólne życie. Tak z mężczyzny lekko popłątanego ale w miarę uczciwego , takiego który jednak dbał o byt rodziny. Był rodzinny, był zakochany w dzieciach, troszczył się w jakiś sposób i o mnie i o dzieci - stał się czlowiekiem jakby z inngeo świata.
Często dochodziły do nas wiadomowści o tym, że ktoś znajowy się rozwodzi. I było miedzy nami jakieś porozumienie. Mimo wszytko myśmy chyba chcieli być razem.

Wydaje mi się takze , ze gdyby nie był tak pod wpływem ojca, tak od niego zalezny finanasowo, to byłby dużo lepszym mężem.

Wiem , wiem bronię go , wybielam. Ale tak to jest. Ludzie nie są doskonali
Ja też nie jestem.

Co dalej?
No właśnie.
Nawet nie umiem z nim rozmawiać. Nie umiem wyegzekwować odpowiednich pieniędzy.
I tej dziewczynie nie tylko dałam swoje okulary, ale też swojego męża.

Jego ojciec mi mówił, ze nie raz pytał sie go czy nie żaluje swojej decyzji, tego że jest ze mną.
Przecież został chyba wykluczony. Rodzina na początku nie wpuszczła go do domu.

Mówił,że gdyby miał podejmować taką decyzję jeszcze raz to zrobiłby tak samo, że nie żałuje.

A teraz jestem najgorszą wiedźmą no i mam" tłustą du.."- tak usłyszałam.

A tak mnie znowu  naszło ,ale bez emocji.
Po prostu dla mnie to jest niepojęte jak łatwo niszczy się wspólne życie, jak łatwo jest się zagubić, jak łatwo zmienić życie dzieci.
I zastanawiam sie jak mozna chronić sibie , dzieci. Jak popełniac jak najwmniej błedów.
A ja popełniam ich mnóstwo.
Począwszy od tego , że nie umiem się odpowiednio komunikować.

Nie jestem na niego wściekła o to co się stało, bo czuję się winna.
Rodzina to całość, jedność. Ja pozwoliłąm n ajej rozpad. Nie umiłam temu ani zapobiec, ani się przeciwstawić.
A może on nie tego nie chciał.
Los dawał mu znaki. A on jakby je ignowrował.

Nie mam już do niego żalu o zdradę, o to co mi zrobił.
Może już wylałam wystarczającą ilość łez.

Chciałabym żeby naszą rodzinę udało się uratować, chociaż to wydaje się nieosiaglne.
Tak przebiega rozkład małżeństwa.

Alonka, przgrałaś z nałogiem, z alkoholem - to jest choroba.
A ja ...
Ja razem z dziećmi przegrałam z inną kobietą.
A może przegrał mój mąż.
Na wiele spraw patrzę innaczej.

669

Odp: Miłość trwa

Poprosiłam męża, żeby zostawił mi jutro pieniadze na dzieci.
Wysłałam smsa.
Zadzwonił, żeby przedstawic mi sytuację, jakie są dobre perspektywy, ale teraz jest ciężko i nie ma.
Nie ważne ile opowiadał o pracy, o naszej firmie, jaką mamy renomę itd.
Ale przecież ja w jego firmie nie pracuję, ona nie jest moja.

Urząd skarbowy blokuje konto i sicąga pieniądze, bank zrywa umowę - a ja?
Dzieci mają poczekać.
I ok, jeslibyśmy mieszkali razem, razem prowadzili dom i widziałabym że po prostu jest źle.
Ale my ponosimy konsekwencje jego wyborów.
To niech się chociaż teraz nie skarży jaki jest biedny. Nie daje mi propozycji oszczędności.

Rozmowa była spokojna.
Zapytał czy nie chciałabym zbudować dla siebie szubienicy , bo on nie ma czasu się tym zająć.

Tak jak z tymi okularami, pozyczałam żeby robił zdjęcia dziewczynie dla której zostawił rodzinę.

Teraz pyta sie mnie czy nie mogłabym zając się sprzedażą domu.
W razie rozwodu mogłąbym się o ten dom starać. To jest majątek wspólny, reszta to gównie majątek firmowy.

Ufać?

Zgodził się, żebym miała zabezpieczenia prawne na nieruchomość gdzie teraz mieszkam.
Ale nie jest dobrze.
Ta decyzja jest równowznaczna z pozostaniem pod kontrolą, z odcięciem możliwości odejscia.
Tak to widzę, ale może prawnik widziałby jakieś wyjście.

670

Odp: Miłość trwa

bet.
jest w tobie tyle spokoju
i tyle pokory
i tyle pogodzenia się z rzeczywistością

twój m,ąż dokonał wyborów, które dzisiaj nie zabezpoieczają podstawowych potrzeb waszej rodziny, waszych dzieci... bo jedna z modelek miała w sobie to coś
twój mąż dokonał wyborów tak konsekwentnych, tak bolesnych, tak dojmujących...
to nie jest kryzys wieku średniego
to jest krach .....
to jest bankructwo wieku średniego

dzisiaj jedyna rzecz, której potrzebujesz, która jest twoja- to DOM - dom twój i twoich dzieci...
sprzedac dom... żeby zabezpieczyć zycie tu i teraz..

ale bet.. co ze zleceniami? co z bieżącą pracą firmy?
jeżeli w ciągu póltora roku twój mąż doprowadził dobry biznes do utraty płynności i zajęć bankowych
jeżeli w ciągu półtora roku nie tylko stracił zasoby, które miał.. ale stracił tez potencjał

i wszystko dlatego - bo ta jedna była inna??

bet.. tu nie chodzi o romans
nie chodzi o kochankę
chodzi o cos więcej
tu chodzi o zwykłe człowieczeństwo... o humanizm..
nie twojego męża
o uznanie twojego człowieczeństwa i waszych dzieci

bet- twój mąż w imię swoich emocji zagubił, wyrzucił, zlekceważył, zniszczył, poniżył, naraził na cierpienie, ZAWIÓDŁ ciebie i WASZE DZIECI


przyjełas tę rzeczywistość jaka się stała
z miłości do męża pozwoliłas mu zyć swoim zyciem

zrobiłas wszystko to, czego nie zrobił on
wobec ciebie i waszych dzieci

ty uszanowałaś jego potrzeby
on nie zadbał o podstawowe potrzeby waszych dzieci

nie wiem jak to wytłumaczyc bet

ale jak rozumiem - nie masz wyboru - albo ty to sprzedasz... albo bank zabierze

i jak podejrzewam, środki ze sprzedazy nie pzowola ci na kupienie mieszkania o powierzchni wystarczającej dla dwóch dorastających nastolatków, chorej córci i maluszka....
i jak podejrzewam, jesli bank zabierze dom... będziesz w takiej samej sytuacji jak przy sprzedazy

czy masz zaufać męzowi?
bet...
ile razy słyszałas ostatnio że będzie dobrze??
było?
chociaż przez moment?

jaką masz pewność, że nie weżmie resztki pieniędzy ze sprzedazy domu i nie błyśnie osttani raz przed modelką - fundując jej i sobie super wyjazd na karaiby?

tego nie wiesz bet
bo jego motywacje, decyzje, emocje, plany, zamierzenia/... są tobie całkowicie nieznane


bet - nie sądzę aby,s mogła opierac się na jakichkolwiek decyzjach i pomysłach swojego męża
bet - sądzę, że jesteś SAMA

masz nas - ale my jesteśmy wirtualni

a w codzienności budzisz się SAMA i zyjesz SAMA

671 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-22 10:26:34)

Odp: Miłość trwa

Bet

Ja się już miałam nie wypowiadać ale mnie szlak trafia.
Bet Ty nie widzisz ci on robi?

Facet czaruje Cię, mami obietnicami świetlanej przyszłości, że będzie super, będzie bezpiecznie, słodko i na bogato tylko teraz ten brzydki niedobry urząd skarbowy zablokował mi niewinnemu konta bankowe więc dobra wyrozumiała żono zajmij się sprzedażą tego ostatniego co nam zostało bo ja muszę spłacić długi po kochance, sprzedaj dom, ja spłacę długi, wypnę się na ciebie znów bo będę miał przypływ kasy a ty gnieć się w tej lepiance bez kuchni z obdartymi ścianami, ja muszę mieszkać w apartamentach, luksusach mad

Bet
otrząśnij się.
Uważam, że już czas abyś tupnęła mocno nogą, postawiła na swoim!!!  Teraz Ty musisz być mądrzejsza i zareagować. Musisz pokazać pazury i jaja.

Musisz wziąć tego twojego pateflona za ten kuty łeb, teścia za chabety, musicie usiąść przy jednym stole i radzić co dalej bo jest coraz gorzej, teraz każde z was garnie do siebie, wyrywa co się da a dzieci i firma cierpią.  Będzie coraz gorzej bez współpracy a te jego czarowanie o świetlanej przyszłości to owszem tak ale to o jego przyszłości nie o Waszej mad
Sprzedacie dom, będzie rozwód i zostaniesz zupełnie z ręką w nocniku a alimentami 500zł i mieszkaniem kątem przy firmie teścia lub zaproponują ci powrót do twojej  mamy bo i tak może być. Czas grać w otwarte karty bez ściemy i czarowania przyszłości. Teść ma w dupie co stanie się z Tobą i dziećmi a mąż wie, że sobie poradzisz bo pokazałaś to przez ponad rok, on naczaruje a Ty poczekasz czasem pokrzykując ale poczekasz na jakieś marne grosze rzucone dzieciom.
Sprzedacie dom, on złoży pozew o rozwód a teść powie WON, jesteś obca.
Teraz to ty masz według nich się nie wpieprzać w sprawy firmy ale przecież macie wspólną odpowiedzialność, Ty też odpowiadasz materialnie za jego melanże, decyzje ale Ty masz większą odpowiedzialność bo masz dzieci. 

Jak u nas było krucho, zażądałam przyjazdu jego siostry( miała emocjonalny wpływ na niego), usiedliśmy przy stole i opracowaliśmy plan ratowania co się da. Opłaciło się i udało. Były nerwy, krzyki, nie chcieli spotkania ale dopięłam swego.
Mam dom, rodzinę, pracę i spokój. A pateflon zobaczył gdzie jest w kolejności spraw i gdzie jest jego miejsce.  Jego siostra zaczęła mnie szanować, ba, nawet dzwoni do mnie często z pierdołami a on pyta mnie o opinię w każdej kwestii i wszelkie decyzje podejmujemy wspólnie, ja wiem, gdzie jest każda złotówka, znam każdy jego krok, nie pilnuję to on sam mówi mi wszystko, na zewnątrz pokazuje swoje JA a w domu podkulony ogon. Widzą, że ja już nie dam zapędzić się w kozi róg, byłam spokojna ale do czasu. Każdy dzban ma swoją miarę.

   Tak Ci tylko jeszcze napiszę, że Twoja historia opisana  tutaj jest komentowana na forum dla kochanek na pewnym portalu. One śledzą, czytają i się uczą.  Kochanki mają ubaw, chcesz dać tym sukom satysfakcję i radochę dając się doprowadzić do nędzy?  O mnie napisały: wredna suka, Tobie: głupia, naiwna kuchta.  Jak sądzisz, dlaczego?

      Przepraszam Bet, ale musiałam to napisać.

672

Odp: Miłość trwa

Bet

Napiszę tylko tyle. Znowu Ty masz ponosić konsekwencje decyzji Twojego męża.

673

Odp: Miłość trwa

Bet - od paru dni zbieralam sie napisac, ale Bogu dzieki zrobila to Twardoglowa, we wlasciwy sobie twardy sposob.I trudno sie z nia nie zgodzic.
Ma kobieta absolutna racje. To juz nie zarty - tu chodzi o Twoja i dzieci przyszlosc. Facet przegial -  kwestia uczuc, romansu, jego rozterek pal szesc!!!jego broszka -a Ty musisz go zmusic do jasnego okreslenia sytuacji finansowo-bytowej. Notarialnie, sadownie obojetnie...
Odwlekasz to jak mozesz, ale zobacz jest coraz gorzej, nie stosuj metody strusia, bo... glowa w piasku, a tylek wypiety (sorki).
Gloryfikujesz rodzine, dobrze, ale jak druga strona tej rodziny nie chce (slawetne nie zadanie sobie trudu pokonania paru schodkow do dzieci) to niech przynajmniej ta rodzina bedzie w zobowiazaniach finansowych.
Z jakiej paki on Cie obciaza informacjami w temacie skarbowki, zajetych kont itp. Niech panienka sie tym martwi, a nie Ty.
Co poczniesz ze swoja firma, to Twoja sprawa, ale jego z niczego to nie zwalnia!!
Tacy cholera bogobojni, ze obcej nie akceptuja, wigilia to herezja, a za przeproszeniem kurestwo, okradanie wlasnych dzieci nie wzdryga!!!
Czas najwyzszy tupnac noga, a najlepiej dwiema........

674

Odp: Miłość trwa

Dziewczyny, spokojnie.
Napisałam tylko jak to wygłada.
W żadnym wypadku nie pozbędę się domu. Nie w takiej sytuacji.
Zresztą jesli już zdecyduję się na jakiś krok to tylko po konsultacji z parwnikiem. Musiałabym wiedzieć co jest dla mnie najlepszem zabezpieczeniem.
Podchodze do tego spokojnie.
Zresztą powiedziałam mężowi, tak nawet na wesoło, że sprzedamy dom i pieniędze pójdą na spłatę długów a z resztą zniknie żeby zacząc nowe życie...
A o tej szubienicy to mu napisałam i o tym, że już kiedyś pożyczyłam na sesję swoje okulary, a teraz dom?
Odpisał, że rozumie, że się nie pali, ze można z tym poczekać.

To w sumie mnie doskwiera jak mieszkam. On płaci ratę, a ja mieszkam w fatalnych warunkach.
Znaleźć dobre rozwiązanie tez jest dla mnie istotne.
Jeszcze przezimuję, ale potem bardzo chciałabym pomysleć o zmianie warunków lokalowych.
Jest fatalnie.
Tylko , że czas pokarze. Nawet nie umawiam się jeszcze do prawnika.
Jeśli się przekonam , że faktycznie z nią nie jest - na razie to są tylko jego zapewnienia -  i jeśli będzie dalej opowiadał o chęci powrotu itd to przyjdzie czas żeby pójść do prawnika.

Dom i tak jest wystawiony do sprzedaży, tylko nie ma zainteresowania.
Bez mojej zgody go nie sprzeda.

A wizję przyszłości, dziewczyny on mi opowiada o takiej sprzedazy jaką ja robiłam sama zajmując się dziećmi.
Od razu umiem sobie wyliczyć, ze tego jest za mało.
Odwykł od ciężkiej pracy.
Opowiada jak to sie musi kazdym tematem zająć sam, a ma jeszcze dziewczynę na recepcji.
Siostra zajmuje się sparwami pracowniczymi (listy płac itd), sekretarka, recepcjonistka.
Powiedziłam mu tylko , że wiem ile to jest pracy.

Twardogłowa, nie wezmę go za łeb i nie usiądę z teściem.
Teść będzie zawsze ciągnał na nich ( wyaznanie), a mąż kiedyś lojalny jest nieobliczalny.
To co mogę to robić swoje.

Co pisza kochanki to ich sprawa.
Ja żyję swoim życiem, nie aby kochankom cokolwiek udowadniać.
Nie mnie oceniać kochanki. Niech żyją jak chcą. Każdy szuka własnego szczęścia. Ja chiałabym żyć przed wszystkim w zgodzie z własnym sumieniem.
Mogą mną targać różne emocje, mogę mieć różne nastroje, ale odczucie spokoju w środku jest bardzo cenne.
I kiedy patrze n asibie w lustrze, to się sobei podobam. Widze osobę bardzo niedoskonałą, ale taką która stara się być coraz ładniejsza.
Mnie spokojne załatwienie sprawy z mężem sprawia satysfakcję.

A z tą kuchtą...
Prała, sprzątała , gotowała. Kto wie, czy nie wyrywała mu siwych włosów - kochankak męża.
Bawiła się w żonę, rozpieprzała nie swoją kasę. Okradała dzieci swojego faceta
Nie wszystko jest w rekach kochanki.  Na rozwód tez mąż się nie zdecydował.
Kochanka stała się dziwką, sprzątaczką, gosposią, ale taką bez praw.
Taką której w każdej chwili bez onsekwencji można powiedzieć, nie będę z tobą.
I jeszcze zeby było ciekawiej dziewczyna zainwestowała swój czas w podobnego do jej ojca. Takiego który zostawił kobietę w ciąży.

Mój mąż nie może być z nią szczęsliwy.
Wyłaczy na chwilę sumienie, ale ono powróci.
Na dłuższą metę taki układ wyniszcza. Seks powszednieje, ten piękny tyłek już się opatrzy. Można jeszcze bardziej usługiwać, jeszcze bardziej deklarowac miłość, prosić, poniżać się - ale samo udawanie żony nie czyni jej żoną.

Jestem naiwana, bo wierze w swojego męża.
Dla kogoś może to niepojęte. Ale dbam o dom. Dbam o interesy dzieci.
Myślę, że gdyby między nami była wojna i tak więcej bym nie zyskała.
Był mi bliski i w jakiś sposób jest nadal. Nie zmienią tego tabuny kochanek.
Mogę życ bez niego , ale to nie znaczy że wymazuję go z zycia i udaję że nie istnieje.

A i związku z inną nie uznaję.

Stracone pieniądze, owszem szkoda ich.
Ale bez przesady, ja już swoje miałam i może będę miała. Pod względem materialnym żyło mi się dobrze.
Mąż potrafił mieć gest. Kupić bez okazji krem za 500 zł, czy ulubione perfumy. Lubił wybrać ze mną bielizne ( bez wzgledu na cenę), kupić markowy ciuszek.Wydac na mnie jednego dnia i kilka tysiecy zł. Dysponowałam karta, którą uzupełniał, dawał mi kartę firmową z pinem.
Nigdy nie wiedział ile ma w portfelu. Jak i ile zostawił na zycie.
Dbał żebym miała jak najlepszy sprzęt narciarski. Jak zmienił sprzęt to kupował też dla mnie.
Dobry laptop itd.
I robił to od siebie. Nie żebym musiała mu mówić,a może kupisz mi nowego laptopa.
Po prostu, pewnego dnia przyszedł i pokazł mi laptopa.
Jak potrzebowałam to jechałam do sklepu i wydawałam kilka tysiecy na rzeczy dla dzieci, np kiedy były obniżki.
Dzieciom żyło się chyba bardzo dobrze.
W parcy się starałm, bo bałam się że popija dlatego ze sobie nie radzi.
Chciałam go odciążyć, pomóc.
On, ja, dzieci to było dla mnie jedno.
Stąd też to, że nie dostwałam pieniędzy za swoją pracę nie było dla mnie jakimś wielkim wyrzeczeniem.
Po prostu nie zawsze jest komfortowo przychodzić po pieniadze na typowo babskie drobiazgi.

Budżet był wspólny. 100% zaufania. 

Tak więc te chwilowe straty z powodu kochanki są do strawienia.
Mnie nie żyje się gorzej.
Dzieci mają mniej zajęc, ale to chyba nie tylko mnie powinno boleć.
Ja na siebie mam swoje pieniędze. To co zarobię w tej chciwli staram się wydawać głownie na siebie.
Tylko cześć przeznaczam na dom.

Nie chciałabym zamienić się z kochanką.
Owszem ona się wybiła. Ale to nie jest w życiu wszystko.

Najlepsze ciało,seks na mrugnięcie okiem, wystawiona jak na talerzu, koszule poprasowane, majtusie wyprane, obiadek podany, mieszkanie wypucowane - co jeszcze moze zrobić. Dziewczyna 22 lata, facet 40 lat i czworka dzieci.
A proponuje że będzie sie dokładać do mieszkania.
Żona idealna - odgrywana.
Udawanie zony nie czyni ją żoną.

I nie rozumie dziewczyna, że oni większość rzeczy robią dla siebie.
Wyjazdy - są super, bo może się z nią nudzi, tez chce coś zobaczyć.
Zabiegać trzeba, bo to wstyd żeby laska zostawiła. Super mieszkanie też dla siebie.
Dobre wspomnienie zostawić i owszem.
Nie życzy jej źle, może ona liczyć na jego pomoc.
Czasem łatwiej jest utrzymać kochankę i próbowac się dowartościować niż utrzymywać rodzinę wielodzietną.

Mąż się na nią zdecydował kiedy sprawa się rypła. Wiedział, że to koniec, że z nim nie będę.
Nie dałam mu szansy.
Ale wtedy tak było.
Minęło trochę czasu, ochłonęłam.
Zresztą oszukiwał i ją. Sypiała z facetem który przyznał się jej do dwójki dzieci. Ukrył przed nią moją ciąże i syna.

Dla mnie to bez znaczenia.

Mąż twierdzi , że wiele się nauczył.
Ja chyba też.
Wiem juz, że to nei chcodzi tylko o seks.
Mężczyzna poterzebuje czuć się dowartosciowany.
Trzeb amu to okazywac.
Być niezależną, mieć swoje pasje, ale mimo wszystko żeby czuł, że my jesteśmy uległe i w niego zapatrzone, ze jest najwspanialszy.
To dają kochanki. Ale dają chcwilowo, bo one nie dają tego szczerze.

Czego potrzebuej teraz mój mąż. Kobiety silnej , stanowaczej ale łagodnej.
Łogodoność, docenienie ich - to to czego mężczyzna potrzebuje.

Żony przestają być czujne, życie nas przerasta.

675

Odp: Miłość trwa

I spokojnie , dziewczyny.
Nic nie sprzedałam. Nie ma się też co tak denerwować, bo sądownie więcej nie dostanę.
Takie są konsekwencje sponsoringu.
Pieniędzy takich jak były wcześniej nie ma i raczej szybko nie będzie.

Kredyt za dom mąż bedzie płącił i to raczej w terminie.
Dostał nauczkę. Na spłatę 280 tys w miesiąc go niestać.
A że najwięcej tracą dzieci to fakt.
Niestety czasem sobie jednak myślę, że to im dobrze zrobi.
Żyło się im wysmienicie, czy to doceniałi nie wiem.
Szkoda mi pwenych zajęć.
Ale targedii nie ma.
Jakie u nas są alimenty.
Myślicie , ze dotanę powyżej 10 tys zł na miesiąc?
A umowy ustne z mężem sa obarczone ryzykiem.
Mimo chęci ma słabość.
Dba o to czym chce się pochwalić, chcełpić.
To tak jak dbanei o samochód.
O rodzinę już tak nei dba.
I nie chodzi oo awantury czy prwaników.
Jak mam sprawić, żeby chciał byc dumny z dzieci, z rodziny, żeby tak o nas dbał.
Wtedy sam będzie zostawiał peiniadze.
Musi tego chcieć.
I to zalezy ode mnie. To jest moje zadanie. Jak sprawić aby inwestowanie w dom dawało mu dobre samopoczucie.
Kiedy sprawię dzieciom przyjemność cieszę się razem z nimi.
To nei sa dla mnie przykre wydatki.
Chodzi o pedejście.
Mim zadaneim nie jest zrorganizowanei jakiejś odpowidniej kwoty ale zmaina jego nastawienia.
Tak, zeby cieszył się razem z dziećmi.

Właśnie skończyłam z nim rozmawiać przez telefon.
Ma cel wyjść z długów. Cieszy się jak coś kupi dzieciom.
Wczoraj przez cały dzień ( wyjechał) wypił tylko wodę, potem zrobił sobie w domu jakieś bułki.

Trochę się popłakałm jak z nim rozmawiałam.

Ok, może ja za mało ufam.
Od dwóch dni jestem słaba. Moze mam jakieś niedobory witamin.
Zasypiam jak małe dziecko. Do małego zwlekłam się przed 10 rano. Już nie spał, ale nie miałam siły się zwlec. Byłam taka śpiąca , że nie przeszkadzało mi jak dokazuje.

676

Odp: Miłość trwa

Bet,

myśl o sobie i tylko o sobie, z tego co piszesz, coraz lepiej Ci to wychodzi. Wylewaj swoje żale na forum. Wiem, że to co piszesz jest często napisane pod wpływem emocji, albo skróconą wersją relacji.  Wierzę w Ciebie, bo jesteś wspaniałą kobietą.

U mnie zmieniło się bardzo dużo, mąż często zabiera dziewczynki do siebie, pojedynczo, ale zawsze. Na każdym kroku próbuje mi zaimponować. Stara się mi pomagać. Dzisiaj z rozmowy wyczytałam, że nie chce rozwodu. Nie powiedział tego wprost, ale w okrężny sposób, pokazywał to. Oczywiście nie było żadnej mowy o powrocie do siebie.

Trzymaj się cieplutko.

677

Odp: Miłość trwa

Zadzwoniłam dzisiaj do męża z "ryjem".
Najpierw mu napisałam : "du...w twoim stylu"
"Szkoda, ze na dzieci nie masz czasu"
"Zostaw kasę !!!"

Syn go widział jak wiózł tą nową srajdę z recepcji.
Ten facet jest ślepy. Dziewucha chodzi z cycami na wierzchu, coraz odważniej.
To z ramienia spada przezroczysty sweterek, to coś innego.
Przecież widzę, jak obserwuje, jak coraz bardziej się odwala do pracy.

Zadzwoniłam, zwyzywałam go od dziwkarzy i powiedziałm żeby spierda....

Zadzwonił z tłumaczeniami, że dał jej mnóstwo maili do wysłania, że tylko odwiózł ją na autobus.

Ok, może to dla niego nie ta półka. Ale ona tego nie wie.
Taka młoda z kubu, albo dyskoteki.
A potem będa problemy.
Już wie, co robią rodzice, rodzeńswto ,ze ma 3 siostry i 2 braci.

A ja mu mówie, zeby może się zainteresował do jakiej klasy syn chodzi, lub jak się chłopcy uczą, a nie pogaduchy sobie w pracy urządzał i spoufalał się z dziewczyną która pracuje od 2 lub 3 tygodni.

On dalej kompletnie nie zna dziewczyn.
Wielce się zdziwił, uspokajał.
Że jak mnie się nie podoba to więcej tego nie zrobi i jakieś takie.
Że nie pomyślał, innych pracowników też podrzuca itd.

Teraz jeszcze sms, ze mogłam mu to noramlnie powiedzieć, ale że dobrze ze mu zwróciłam uwagę bo nie chce problemów i się tłumaczy, że zatrzymał ją dłużej w pracy.

678

Odp: Miłość trwa

Bardzo mi źle.
Tak bardzo, bardzo, bardzo...!!!!

Mam się nie denerwować, wszystko się dobrze poukłada.
Pakuje się - to od niego.

One są puste, za tym nic nie idzie. Jest wciąż ten mur. Ona nie odpuszcza.
Upierdliwe, uparcie.
A ja...
Nie robię nic. Nie walczę.
Czekam naj ego decyzję.
Ale tez nie bardzo wiem co mogłabym  zrobić.

679

Odp: Miłość trwa

Bet

Jedyne co możesz robić to dbać o siebie, układać sobie życie, żyć swoim życiem. Będzie co ma być, nie masz na to wpływu.

Cierpliwości, konsekwencji i samozaparcia Ci zyczę

680

Odp: Miłość trwa

Bet,

nie poczulabys sie lepiej, gdybys podjela decyzje?
Maz sie nie spieszy. Wie, ze ty czekasz. Nie musi nic robic.
A Ty czekasz i czekasz, ale na co?
Lepiej miec wplyw na to, co sie dzieje - na swoje zycie.
Co Ci podpowiada intuicja? Ale tak po cichutku? Wsluchujesz sie w siebie?
Na pewno nie popelnisz bledu, bo maz przeciez zawsze moze zareagowac, jesli sprawy pojda nie po jego mysli.
Ostatnio napisalas, ze wlasciwie nie mozesz nic zrobic w tej sytuacji.
Mozesz duzo zrobic, tylko musisz chciec.

681

Odp: Miłość trwa

Co mnie podpowiada intuicja...

Jeszcze trochę wytrzymać. Żyć dalej tak jak żyję.
A w moim życiu nie ma jego. Ono nie jest uzależnione od tego czy ze mną będzie.
Owszem kontakt z dziećmi, czy gdzie się ewentualnie przeprowadzę.
Chciałabym z nim porozmawiać o tym co dalej.
On tego unika.

Wysłał mi smsa, ze do 18 tej ma się wyprowadzić.

To niewiele zmienia. Jest to krok, ale dopóki ma z nią jakikolwiek kontakt, nawet smsowy to dalej z nią jest.

Co mogę zrobić.
Nie będę się odgrażać prawnikiem, separacją czy rozwodem, bo tego nie chcę.
Nic na tym nie zyskuję, a tracę wiele.
Takie kroki zawsze można poczynić.
Wzbudzić zazdrość. Z tym trzeba uważać. Łatwa wymówka.

Trochę go olewam. Ale dlatego ,że mnie denerwuje. Właśnie tym , zę się tak gramoli i puszcza mi te kawałki: poukłada się dobrze, itp.

Informuję go , że lepiej jest chyba być łatwowiernym , naiwnym niż mieć swiadomość ze jest się kłamcą.

Ale tez wiem, ze jak facet tak pisze, to znaczy ze tak chce i w to wierzy.
To raczej mu szukamy dziury w całym i podejrzeniami ich zniechęcamy.

W miedzyczasie zarabiam sobie jakieś tam pieniążki, które pakuję głównie w siebie.
Mam jakieś tam skromnie oszczędności.
Powinnam być bardziej towarzyska. Po tym zapaleniu oskrzeli trochę utknęłam w domu.
Jeszcze nie jestem całkiem zdrowa i nie za bardzo ze sportem.
Co fatalnie wpływa na mój nastrój. Od razu odpływa ode mnie energia i się smucę.
Też nie jest dobrze ,że pracuję w domu.
Czasem oprócz tej mojej firmy to mam ochotę pójść do jakiejkolwiek pracy ,zeby tylko wychodzić z domu.

Nie wiem kiedy maiałbym to zrobić, ale barkuje mi kształcenia się.

W moje branży na spotkania nie jeździ się tak często. Zresztą na rynku lokalnym to konkurowłabym z mężem, a dalsze wyjazdy nie zawsze przynoszą rezultat, a koszty są spore.

Albo powinnam powrócić na dól do firmy . Schodzić tam codziennie.

Może jednak źle do tego podchodzę. Spędzam jeszcze trochę czasu z dziećmi.
Maluchy mogą się nacieszyć obecnością mamy a zwłaszcza ja nimi.
Może ten oddech jest mi potrzebny.
W końcu mam na głowie 4 dzieci w tym dwoje maluchów. No i 40 lat, mniej siły na malutkie dziecko?

Tak właściwie oprócz tego ,ze brakuje mi bliskiej osby, poczucia ze jestem kochaną kobietą to nie żyje mi się najgorzej.
O kasę tak średnio się martwię. Na życie daje pieniadze mąż. Mogłoby być więcej, ale mam za co żyć. Trochę dołożę i jakoś leci.
Skromnie ale dzięki temu że mamy ten domek w górach mam gdzie wyjechać na wakacje.

Żyję jak chcę. I tak wcześniej musiałam sobie organizować opiekę nad dziećmi.

Nie mam jeszcze zbyt wiele czasu dla siebie , ale tak za rok mogę go już mieć więcej.
Źle jest w weekend. Jestem sama z dziećmi. Bez nich nie mam jak wyjść.
Te weekendy były rodzinne. Dalej są, ale takie niepełne.

Zaczynam odczuwać, że tak nie powinno być.
Miałam trochę oddechu od męża. Jeszcze go trochę potrzebuję. Ale tak za rok, póltora chyba już chciałabym nie być w domu sama z dziećmi. Znowu tworzyć pełną rodzinę.
Ciężko jest zastąpić dzieciom ojca i matkę.

682

Odp: Miłość trwa

Bet,

ja Cie podziwiam! Jak Ty to robisz?
Ja jestem w podobnej sytuacji - co prawda mieszkamy razem z mezem -  ale maz ustawil (bez mowienia o tym oczywiscie) jasna granice ile moge od niego dostac. A moge dostac prawie nic: zero seksu, zero rozmow. Uzywajac metafory:te czekoladki sa zapakowane tak pieknie, ale one nie sa dla mnie :-(. Ja moge tylko powachac jak ladnie pachna. Kto inny je zje!
Tylko ja nie umiem w tym zyc. Codziennie widze, ze to co dostaje to za malo, zeby przezyc, zeby byc malzenstwem.
A Ty piszesz, ze jeszcze wytrzymasz....
Skad bierzesz sile na to wszystko?
Moze mnie wesprzesz? Bardzo by mi sie przydalo!

683

Odp: Miłość trwa

Mając czwórkę dzieci, należy wiadomo myśleć tylko o nich i o tym, aby wychować je dobrze. Ale aby dobrze wychować, należy mieć do tego odpowiednie warunki, pomoc, mieszkanie i pieniądze. Z mężem coś mi się zdaje, że - bet - nic nie wyjdze, no chyba,że Tobie odpowiada takie zachowanie męża, ja bym go przegoniła (dzieci potrzebują oboje rodziców - fakt, ale czy Twój małżonek daje im poczucie bezpieczeństwa?, zajmuje się nimi jak na to przystało ojcu?). A ze swoją matką niestety musisz porozmawiać w cztery oczy i powiedzieć jej,że jeśli nie może Ci pomóc,czy nie umie, to przynajmniej niech Ci nie przeszkadza,bo i tak masz kłopotów i stresu co niemiara.Jeśli Twoje dzieci będą Ciebie widziały wiecznie zmartwioną,czy nawet zapłakaną, wcale nie będą przez to szczęśliwsze. Dzieci wtedy są zadowolone,dobrze się rozwijają, kiedy ich matka jest spokojna i w miarę szczęśliwa.

684

Odp: Miłość trwa

Czasem się już uśmiecham. Kiedyś w domu było ponuro. Chodziłam struta, ale to się zmnieniło.
Jest w miarę spokojnie, no i nawet się śmiejemy.
Ja swoje żale i smutki wylewam tutaj, prowadze jakieś tam swoje zapiski. To jest raczej rozmowa samej ze sobą.
Ostatnio mi się wykasowały, ale nie szkodzi. Mnie to pomaga.
Natolinka, przegoniłabys go i co?
Jak mam go przegonić skoro w domu nie mieszka a to co zostawia teraz na dzieci to jest prwadopodonie duzo więcej niż dostałabym w sądzie.
Wiesz jak u nas jest z alimentami, zależy na jakiego sędziego trafisz.
I masz po sprawie. Rozwód, podział  majątku. I facet jest wolny. Robisz kochance suuuuper prezent.
Brawo!!!
One tylko na to czekają. A ja postanowiłam , że czemu ja mam to robić. On odszedł, on zdradził to w jego interesie leży regulacja prawna.

Co mogę napisac, to że dla mnie to czy jestem żoną jest w sercu, nie zależy od sądu.
Mogę nie mieć rozwodu a spotykac się z innymi jesli uznam, ze nie jestem jego żoną. A mogę być po rozwodzie a dalej w sercu czuć się żoną i nie być wolną aby się z kimś wiązać.
Owszem jeśli sąd zadecydowałby o rozwodzie to nie robiłabym utrudnień, ale na moje zycie nie miałoby to wpływu poza aspektami prawnymi.

Z mężem przed chwilą rozmawiałm. Dzownił uradowany i spytał się mnie co słychać.
Ja:słucham????

Zaczął się śmiąć. Bo on sie mnie tak nie pytał już od bardzo dawna.
Powiedział, ze bedzie super, bardzo dobrze.
Kiedyś mi opowie. Wyprowadził się, a raczej został wyrzucony...
Wozi kołdrę w samochdzie.
Troszkę rozmawialiśmy. Żartowaliśmy. Ja mu mówię, że to nic nowego , bo jemu jest chyba super od 2 lat.

Trochę póściły się łzy. Tzn, powiedział że się popłakał a stoi przed salonem i ma robić zdjęcia. A ja w domu to samo.
Nie będę pisac wszystkiego. Ale to co mnie cieszy to docenił pewne wartosci ( tak jak i ja - chociaz się mu nie przyznałam)
I kiedy powiedział ze bardzo mu mnie brakuje i ja odważyłam się i powiedziałm że mnie chyba jego też to się zrobia scena jak z filmu (telenowela brazylijska o ile jeszcze takie kręcą)- obydwoje łzy w oczach.

Czy mówi prawdę?
Wierzę mu.

685

Odp: Miłość trwa

Bet,

bardzo bym sie ucieszyla, gdyby Tobie sie udalo - gdyby Wam sie udalo. Mam nadzieje, ze Twoje dzieci czekaja na jego powrot tak jak Ty i ze go przyjma do domu i dadza mu druga szanse - tak jak Ty mu ja dasz.

Dla mnie juz za pozno. U mnie akceptowanie wszsystkiego zadzialalo odwrotnie - mojemu mezowi zacazelo sie wydawac, ze mnie mozna zrobic wszystko, a na koniec jeszcze napluc i przyklepac. No ale ile kobiet tyle historii

686

Odp: Miłość trwa

Bet,

wiesz czemu mu wierzysz? To jest bardzo proste. Do tej pory nie walczyłaś czynnie, tylko biernie, wyszłaś z założenia, że on sam musi zrozumieć. Ty na to czekasz. Nie na żaden cud. Wiem coś o tym.

Stety, niestety robię to samo. Zobaczymy jak na tym wyjdę. Na razie wiem, że mój mąż nie chce iść do sądu się rozwodzić. Ostatnio często zabiera dzieciaki. Dzwoni prawie codziennie. Często powtarza, że coś jest "nasze", nie tylko jego. Jak to zwykł mówić tuż po wyprowadzce. A może sie juz przyzwyczaił do wolności i odpowiada mu to? Nie wiem, i nie chcę się nad tym zastanawiać.

Buziaki

687

Odp: Miłość trwa

moze oni  musza zobaczyc, ze cos waznego straca. Dopiero wtedy przychodzi opamietanie. Poki kobieta znosi wszystko, moga robic co chca, bo ona i tak czeka.
Pisze troche teoretycznie, ale probuje to wszystko zrozumiec i czuje sie jak glupek. to trudne.

688

Odp: Miłość trwa

Njastarszy syn, męża nienawidzi, młodszy trudno piwedzić co czuję,ale ma raczej uraz.
Córka mówi na niego Z i nie wie co to znaczy tata. A najmłodszy w ogóle nie zna.
Do domu w tej chwili go nie przyjmuję.
Może zamieszka u ojca. Dalej pomyslimy.
Powinien definitywnie zerwać wszelki kontakt z tamtą i starać się dobudowac powli relacje z dziećmi.
Ze mną może jakaś terapia, rozmowy.
Co zrobi zalezy od niego. Nie zmusze go do niczego.

To czy zamieszkamy jeszcze kiedyś razem przyjdzie z czasem. 
Brakuej mi go ,ale jak napisałam wczsniej, postaram się wytrzymać jeszcze trochę.
Jest za wcześnie, nei mam dobrego gruntu. Dzieci , awarunki lokalowe, moje zaangazowanie w opieke nad małym.
I jego jeszcze świeże wspomnienia. Ona jeszcze póbuje.

Npaisze coś później, bo mam parę spraw do załatwienia

689

Odp: Miłość trwa

Bet

Już od poprzedniej jego wyprowadzki zastanawia mnie jedna rzecz a mianowicie dlaczego on nie wynajmie sobie jakiegoś lokum? Przecież napewno w Waszych okolicach są nie tylko ekskluzywne apartamenty ale również kawalerki albo pokoje do wynajęcia. To nie jest takie trudne, wystarczy chcieć.

690

Odp: Miłość trwa

na mój gust on chce wrócić pod jeden dach, pod Twój Bet. Tak intuicja mi podpowiada. Bawisię w podchody. Czeka, aż Ty go zaprosisz, ma problem z wyrażaniem swoich emocji i mówienia o swoich "chęciach", potrzebach.

691

Odp: Miłość trwa
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

na mój gust on chce wrócić pod jeden dach, pod Twój Bet. Tak intuicja mi podpowiada. Bawisię w podchody. Czeka, aż Ty go zaprosisz, ma problem z wyrażaniem swoich emocji i mówienia o swoich "chęciach", potrzebach.

Pewnie, że chce smile tylko czy Ty tego chcesz Bet bo z tego co wiem to nie

692

Odp: Miłość trwa

Z wynajmem nie jest tak prosto. Ma drogi samochód więc potrzebuje strzeżony parking lub garaż. Nikt nie wynajmie na miesiac. Trzeba mieć na zaliczkę, kaucję i wynajem na minimalny okres.
Kasy za bardzo nie ma.
Pod mój dach, to niekoniecznie. To nie są warunki dla niego.
Już jakiś tydzień, dwa temu na ten temat rozmawialiśmy.
Po pierwsze nie ma miejsca. A poza tym za długo byliśmy osobno, nie dałoby się żeby np ona zadzwoniła.
Doszłiśmy do wniosku, że to nie jest najlepszy pomysł na tę chwilę.
On jest jakby częściowo obcym facetem. Innym.

W pokoju dziennym spi syn (13 lat). Ja w sypialni na łożku z córeczką, a obok w łożeczku mały.
W kolejnym pokoju śpi najstarszy.
Nie wyobrażam sobie w tej chwili jego tutaj w domu.

Nic się nie zmienia. Może coś drgnie, ale powoli. To od niego zależy czy zbliży się do rodziny.
Mogę być dobrej myśli, ale droga jest bardzo daleka i spodziewam się niełatwa.
Mnie się wydaje , że takie wspólne zbyt wszesne zamieszkanie nie jest wskazane.
Ja nie chcę już tutaj z nim mieszkać. Nie żeby kiedykolwiek z nim, ale nie tutaj, nie teraz.
Zaraz się okaże , że ja się też przyzwyczaiłam do takiego układu i jest mi bez niego wygodnie:)

Powiedziałam mu zresztą, że sobie od niego odpoczęłam. Lubię czasami być sama, mieć przestrzeń.
Chyba go to zmartwiło, odpowiedział, ze to niedobrze.

Teść go do domu nie przyjmie.

693

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, bo na wszytko trzeba czasu.
Romans swoje trwa. Działanie chemii jest przez jakiś czas. Nie pamietam dokładnie, alel podobno jakieś póltora, dwa lata.
Może to brednie, ale Tobie jeszcze trochę czasu zostało.
Najczęściej jest tak, że po tym czasie nie ma do czego wracać. Albo powrót wydaje się zbyt trudny. Są wątpliwości, czy wybaczy, czy nie będzie wypominać. A druga strona np dalej nalega i z nia wydaje się prostrze.

Twardogłowa napisała mi dawno temu, zobaczysz że on będzie chciał wrócić.
Myslałam, że to żart. To było nierealne.

Nie napisze Ci , ze on będzie chciał wrócić. Tego nie wiem, ale biorąc pod uwagę, że te romanse przechodzą według jakby jakiegoś schematu z lekkimi odchyleniami to raczej bardzo prawdopodobne że tak się stanie.
Jego zachowanie raczej na to wskazuje.
Z reguły Ci zdradzający faceci to i tak mają więcej sumienia i serca niz kochanki.

Żyjemy dla siebie bez względu na to co oni o nas myślą.
Skąd możemy wiedziec, czy jeśli zaistnieje sytuacja, ze nas straci  to się nie ucieszy. To znaczy, nie bedzie się obawiał, przejmował.
Czy nie pomysli: jej na mnie nie zależy. Widocznie mnie nie kochała a kochanka tak kocha.

Uważam, że najlepsza jest szczerość.
Miriamm, jeśli uważasz, że dasz sobei radę bez niego to mu to powiedz. Ale musisz być pewna.
Jesli nei , to tez mozesz mu powiedzieć, ze jest Ci źle ale nie dasz sobie bez niego rady.
Masz problem , bo twój mąż jest recydywistą.
Miriamm, nie wiem co Ci napisać. Moze spróbuj znaleźć gdzieś co tacy faceci o sobie piszą. Moze wtedy poznasz ich punkt widzenia i sie zorientujesz czy jest szansa na zmianę.
Nie wiem co nim kieruje.
Czy Twój mąż miałby coś przeciwko temu żebyś spotykała się z innymi - on tak robi.

Miriamm, jak dla mnie to jest znęcanie się nad kobietą. No właśnie widzisz ta czekoladkę i zdychasz z głodu, bo nie wolno ci jej zjeść.

694

Odp: Miłość trwa

Bet
może nie na temat

ale

jak spędzisz święta? Jak było zazwyczaj? Będzie choinka, opłatek, prezenty, życzenia?
Co z nim w tym czasie? Rozmawialiście na ten temat?

695

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Bet
może nie na temat

ale

jak spędzisz święta? Jak było zazwyczaj? Będzie choinka, opłatek, prezenty, życzenia?
Co z nim w tym czasie? Rozmawialiście na ten temat?

@Twardogłowa

Bet, ostatnio o tym pisała. jej mąż nie obchodzi Świat i wręcz je ignoruje tak, ze to akurat chyba nie jest problem.

@Bet

Kurcze jak mnie wkurza, jak Ty czasami szukasz wymówek za niego, lub chcesz żeby go usprawiedliwiać. Nie może wynająć mieszkania bo .... i tu lista wymówek. Najbardziej mnie rozbawiła ta o drogim samochodzie. Tak, to rzeczywiście poważny powód, nie do rozwiązania smile Proszę Cię, jeżeli ktoś chce normalnie żyć to nie są problemy. Każdy musi płacić czynsz, większość kredyt itd. Przecież Twój mąż nie jest żebrakiem i nawet w Warszawie można znaleźć nie bardzo drogie mieszkanie. Przepraszam za moją złośliwość i ironię, nie mogłam się powstrzymać.

696

Odp: Miłość trwa

Hej Twardogłowa:)

Wigilia jest najczęściej u siostry.
U mnie w domu zazwyczaj nei było nawet choinki. W zeszłym roku też nie dałam rady. Była cgyba tylko gałązka.
Byłam niecałe 2 tygodnie po porodzie.
Potem w pierwszy dzień św spotykamy się u mamy. W drugi mama tez zaprasza, ale czasem już w domu.
Mama podsyła obiad.

W tym roku zapewne będzie tak samo.
Moje dzieci sa juz przyzwyczajone. Może 2 razy wyjechaliśmy do nas w góry na sw.

Ja najczęsciej przygotowuję tylko moczkę. Mama piecze, gotuje, jedzenie znosi mi tez ciocia.
Dzieci idą do babci pomagać. Piec, lepić uszka - syn ten 13l jest w tym niezły ( sprawne ręce).
Mam dzieci z głowy a babcia pomoc.

Mąż zwykle w tym czasie siedział w domu i zniechęcał dzieci do wyjścia. Oczywiście byłby mile widziany.
Na wigilię przyjeżdża rodzina szwagra. Jest sporo osób.
W zeszłym roku nawet nikt się nie połapał że nie jesteśmy razem.

697 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-28 12:10:48)

Odp: Miłość trwa

Ja to nie wiem Bet, nie chcę Ci nic sugerować czy narzucać ale uważam, że jeżeli czujesz potrzebę być blisko z Bogiem, czuć Jego siłę wyższą, jeżeli dzieci wiedzą Kto to jest Bóg, tradycja to zrobiłabym te święta po naszemu, z choinką, z opłatkiem, prezentami, pasterką, gwiazdką na niebie w czasie kolacji wigilijnej.
    Ale to zależy od Ciebie.
Masz okazję pokazać, że Ty rządzisz w domu, Ty stawiasz warunki, ty w końcu możesz spędzić wigilię w swojej wierze,  jeżeli on chce być w domu w ten czas to na Twoich warunkach z pokorą i zrozumiałością dla Twojej wiary i tradycji.  I nie akceptowałabym swojego wytłumaczenia, że ciężko, że dzieci nie znają świąt, że to, że tamto... Kup ogromną choinkę, postaw na środku salonu i ja pięknie z dziećmi ubierz, nie zważaj na  jego obiekcje. Ba, ja wręcz specjalnie ubrałabym ogromnego świerka w domu...
    Córka jest w takim fajnym wieku, że wspaniale byłoby zrobić z nią świąteczne ciasteczka(u mnie to tradycja, z Zuźką pieczemy w każdym roku), wspaniale byłoby ubierać choinkę, kupić foremki do ciastek, piekarnik elektryczny(250 zł) i mąka, wałek w ruch! Malutkie rączki pięknie zagniatają ciasto a ile radości przy tym.
Może warto pokazać dzieciom tę radość, ciepło rodzinne, bo to Ty jesteś dla nich gwarantem stabilności, bezpieczeństwa, jestectwa, tradycji. Pamiętaj, że jak im teraz pokażesz życie tak one później poniosą to w świat.
Ja już przygotowuję się do wigilii, wczoraj kupiłam sobie piękną sukienkę, mężowi gajer, córce sukienkę również, planujemy jadłospis, wokalny występ po wigilii oczywiście w przebraniach, tak na wesoło... Będzie wspaniale i rodzinnie. Po choinkę jeździmy co roku wspólnie i wspólnie ją ozdabiamy, tata kieruje, nie ma bata.
     Ja nie wyobrażam sobie takich świąt: tatuś z fochem na fotelu, część dzieci u ciotki lepi pierogi, część w domu i co? Ani to święta ani czas wolny.

To sę popisałam, grypa mnie wzięła, uciekłabym do domu ale zarabiać trzeba:-)

698

Odp: Miłość trwa

Tez się wkurzałam. Siostra mi wytłumaczyła, ze faktycznie moze mieć problem z wynajęciem.
Nie będę teraz tego drążyć. Agencje odpadaja. Konto ma wyczyszczone, debety na kartach do maxa. Do zapłacenia Vat 10 tys. - wlasnei wczoraj powiedział mi teść.
Jest niewiesoło. Dowała takie ceny, że klienci rezygnują. Próbuje wyjścz długów.

U ojca moze mieszkać do soboty.
W niedziele tesc urzadza urodziny, a jest to spotkanei religijne. Pieśni, modlitwy, płacze itd.
Chłopcy chodzili dawaneij z mężem ( z kolei ja robiłam awantury) - więc mi opowiadali co się dzieje.
Mieli przygotowane teksty z życzeniami - nie takei zwyczajne...
A inni uczyli się ich na pamieć.

Męża siostry przychodza tam sprzątać i ma ukryc sowje rzeczy, nikt ma się nie dowiedzieć że on tam jest.

699

Odp: Miłość trwa

A teraz coś dla tych którzy chca sie posmiać.

Mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.

Obudziłam się poi 4 rano. Patrze dostałm wiadomośc od m.
Właściwie to smsy zaczynały się przed 2 w nocy.
1. Jestem mistrzem!!!
Lubie to to tez/ale ekipe mamm cudowna!!!
Miss u
wiesz bylo dobrze b dobrze i Q bedzie tak!!!!

A potem ,ze miał sesję, ze o 9 ma sesję

a ja mu na to, czy Miss u
( ona wczesniej została Miss erotica.

I tak jakoś wyszło, ze mu wypaliłam, że ojciec mi mówił ze chyb akombinuje jakas sesję. Wiec to z miss u.
A on mi:
Q miss u to brakuje mi....!!!

A ja mu:
Ja pierd...., ze ojciec powinien go wywalić na ryj!!!

A on mi,
Q chodzi o ciebie

Ja: przeciez nei jestem miss u
On: Q!!! miss to tez chyba tesknic stracic ni esprawdzilem  bo robił foty moze moj blad.

No i poszło na maxa.
Załamał mnie:
Ja: to znaczy , ze robiłes jej foty, dalej razem, nie zdazyles sie stesknic.

On: co ty pieprzysz.
Q mam dość!!!

Nie no zeszlismy potem na inny temat.
Napisałam ,ze nic nei rozumiem, on ze max trzeba to wyjaśnić

Skończylismy o 6. 30

Wiece jestm gluuuupia do kwadratu.

Syn mni edzisiaj uświadomił, ze przeciez znam angielski: Miss u - zanaczy miss you - tesknie za tobą.

Mąż pisze mi , że tęskni a ja go zjeżdżam, cała afera.
Normalnie teraz jest mi głupio i smieję się sama z siebie.

Przecież ja się z nim nie dogadam.
On jest 17+, a ja gatunek na wymarciu.
Komedia

700 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-11-28 12:57:59)

Odp: Miłość trwa

Bet,

przepraszam, że napiszę Ci dosłownie. Nie interesuj się gdzie mieszka, jak sobie poradzi. To jest jego problem. Zajmij sie sobą. Jeżeli chcesz go pod swoim dachem -z tego co piszesz nie chcesz, to go zaproś. Jeśli nie, to zapomnij o tym problemie. Dla Ciebie najważniejsza powinnaś być Ty i Twoje dzieci.

On własnie ponosi konsekwencje swoich czynów. Daj mu się z tym zmierzyć. Niech się wykarze. Ciebie nie powinno intersować ile kosztuje wynajem, czy ma kolegów, czy nie. Myśl o swoim bycie, nie o jego.

To jest jego sprawa. Już nie Twoja. On wybrał taką drogę. Odetnij się od tego.

Swięta organizuj pod siebie i swoje potrzeby. Jak mąż będzie chcial, to sie przyłączy, jak nie to nie.

Pozdrawiam


PS Brawo, popłakałam się za śmiechu. Cudowna jesteś. I bardzo dobrze, że mu pojechałaś:)

701

Odp: Miłość trwa

No właśnie, tak to jest. Zawsze teoria spisku smile Taka nasza dola niestety.

702

Odp: Miłość trwa

Nie daję rady, wciąz się pokładam ze śmiechu.
5 rano , soprawdzam w internecie miss universum.
Mysle sobie no jak on tak moze, jeszcze mi się chwalic jakim jest mistrzem bo zarwał miss u. Mistrz!!!
Jeszcze mu napisałam: mistrz, bo zarwales miss u?!!!

Z tym gdzie mieszka to tak intersuję sie i nie intersuje.
Jak i co załatwi to mnie oczywiscie nie obchodzi,ale gdzie to już bardziej.
A ze mi opowiada, to dobrze.
Napisałam mu , ze ojciec to bardzo przeżył, podupadł na zdrowiu, wstydzi się przed rodzina i nie widzi jego skruchy.
Dla mnie najlepszym rozwiązaneim jest żeby mieszkał u ojca. Najtaniej i 2 minuty od nas.
Ale ojceic albo chce mi go wrzucić, albo nie za bardzo zalezy mu na naszym zejsciu się - kolejna reoria spisku:)

Mąz tego nie rozumie, bo przeciez tak mu zależało.
Może wydawało mu się, ze ojciec z wrazenia czerwony dywan przed nim rozścieli, że zrobił łaske.
Z tą łaską to też mu wypaliłam.

Oj,zebrał:)
Ale wiecie, przynajmniej szczerze się śmieję.

Tak się tym nie martwię gdzie się podzieję.
Tylko jak o 22 zobaczyłam jak podjeżdża samochodem to spanikowałam , ze będę go miała na głowie.

Ale szczerze to chciałabym żeby został u ojca jak najdłużej.

Nie przepadam za świetami. Nic na to nie poradze, może mam jakis uraz. Nigdy ich nie lubiłam.
Jeszcze zanim wyszłam za mąż dla mnie były smutne.
I jestem raczej tolerancyjna. Moje dzieci nie sa blisko Boga.
Przez te nasze spory, najstarszy syn jest raczej ateistą, młodszy też nie ma podstaw.
Mała nawet nie chce sie modlić.
Źle się stało, ale ja nie narzucam. Życie przed nimi.

703

Odp: Miłość trwa

Bet,

jestes smutna. Brzmisz, jakbys sie poddala. Jakbys zrezygnowala. Przykro mi. Chcialabym,zebys odzyskala przynajmniej siebie! nie wiem, co Ci napisac.

704

Odp: Miłość trwa

Nie, Miriam, źle mnie chyba odebrałaś. Dzisiaj mam dobry nastrój. Tylko jest mi wstyd za siebie,ale tak na wesoło.

Coś mi chyb ato pisanei nei wychodzi.
Co ja takiego znowu napisałam, że brzmię jakbym się poddała.

Świętami i podejściem do wiary dzieci się za bardzo nie przejmuję.
Mam dystans.
Bywa, że o coś za bardzo się walczy , spina. Nie warto.

Z niczym się nie poddaję. Właściwie to jest tak jakbym chciała.
Mnie się nie spieszy. Powoli.
Chciałabym żeby mąż zaczął zbiżać się do dzieci.

My się chyba zbliżymy.
Nie napisałby mi Miss U , gdyby tak nie było.
Chyba, że po tym co odstawiłam ...

Jak to zrobić, jak to będzie to -  nie mam pojęcia. Jest daleko...
Ale oprócz tego jest nic się nei zmienia.
Dla mnei jest bardzo wążne, zeby było uczucie. Na takim gruncie można budować.
Zwłaszcza po tym co się wydarzyło. Resztę można dograć.
Ale dobrze jak to nie jest : bo są dzieci, bo tak wygodniej itd.

Tylko : tęsknię, brakuje mi Ciebie - to już ok ale jeszcze mało.
Ale czuję, że więcej jeszcze będzie.

Miriamm, i inne dziewczyny które tego potrzebujecie, życzę wam z całego serca, abyście słyszały takie słowa.
To może i mało, ale jednak badzo duzo. Przynajmniej dla mnie.
To zależy też jaka jest w nich siła.

705

Odp: Miłość trwa

Pojawiły się problemy w pracy.
Mąż w zeszłym roku odebrał mie pwein dochodowy temat.
W tym roku uzgodnilismy że zajmuję się obsugą dotychczasowych klientów, ale oferta do nich została przesłana przez firmę której dał temat. Z tego powodu mam problemy. Musiałam zjechac z ceną, tłumacyzć się.
Teraz mój klient zamówil przez tą inna firmę a część u mnie. Błagan , zamieszanie i przede wszystkim straty.
Sami sobie zrobilismy konkurencję.
Dzisiaj mąż mi się tłumaczył. Stratna jestem jakieś 1000 zł. Dla mnie to zawsze coś. Zwłaszcza, ze jest to tylko z jednego zlecenia.
Ale mniejsza już o to. Nie wyprowadzam klienta z błedu, cicho siedze.

Mąż czytał mi maila, jakiego im wysłał z ochrzanem.
Straty są bardzo duże. W przyszłym roku ma iść wszystko przez nas.

706

Odp: Miłość trwa

W Wawie mam być w przyszły weekend (08.12), ale jeszcze nikt z rodziny nie wie, ze się gdziekolwiek wybieram.
Mam nadzieję, że uda mi się załatwić kogoś do dzieci.

707

Odp: Miłość trwa

Jest źle.
Mąż ma wszystkiego dosyć.
Płakał mi do telefonu. Ten człowiek jest wrakiem.
Nie ma pieniedzy, nie ma się gdzie podziać ( tu nie ma jak i on chyba tez nie chce).
Ni estrczyło mu na pensje dla parcowników. Ja jestem winna cioci ponad 600 zł za jedzenie, jutro musze zaplacić za terapię córki 250 zł.
Nie ma zeby mi dac. Mówi że jest wykończony,ze nie dajej rady fizycznie.
Pali , pije, nie je, nie śpi.
U ojca nie spał dwie noce. Mówi że nie bedzie się tłumaczył.
Ok. Nie musi.
Jak mam mu pomóć.
Mówi o sobie "szmata".
A ojciec jest twardy. Nie pomoże. Mówi, ze on syna już nie ma.
Cieszy się, ze wychodzi z długów.
Ale ma do tego prawo. Mąż miła wszystko, zabrakło drugiej młodości i potwierdzenia atrakcyjności.
Było kolorowo, teraz jest rozpacz.

Nie wiem , jak to przetrzymam, ale pewnie nieźle.
Jka jest targicznie to się zbieram.
Zaproponowałam mu, zeby dal znać jak przyjedzie to zniosę mu coś do jedzenia. Bedzie robił w nocy zjęcia.
Nie chce się spotkac.

708 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-30 10:14:25)

Odp: Miłość trwa

Bet

nie jest źle,

jest normalnie w takiej sytuacji, trudno nie napisać, że tego można było się spodziewać bo to było do przewidzenia chociaż zapewne jakiś czas temu nie wierzyłaś w taki obrót sprawy.
Co go bardziej łamie: brak kasy czy opadłe klapki z oczu i szara rzeczywistość?
Swoją drogą to dla mnie trochę śmieszne, z luksusowym autem, kołdrą w tym aucie ale bez kąta do spania,
to i dobrze bo skrzydełka mu trochę opadną, zacznie chodzić po ziemi nie bujać w obłokach, to jest życie, czas na zapłatę.
Za wszystko w życiu się płaci, on chyba o tym zapomniał.

Zastanawia mnie postawa Twojego teścia. Nie znam ich kanonów wiary, ale dla mnie to hipokryzja -  wysprzątać dom, pochować, pozbyć się rzeczy syna bo urodziny i członkowie zboru przyjdą z wizytą.

Ja uważam i przekonałam się  o tym( zresztą zapewne nie tylko ja), że takie zamiatanie brudów pod dywan tylko przedłuża agonię. To jak z alkoholizmem czy innym uzależnieniem - nie można ukrywać takich faktów, trzeba być szczerym wobec siebie i środowiska wokół.

I jeszcze jedna rzecz - myślę, że ta miss erotica to ma bardzo wysoki pomnik w Twoich wyobrażeniach, zbudowałaś sobie obraz jej idealnej, nie do pokonania...  A jak zabierzesz z niej blond farbę, tipsy, makijaż, ekstra ciuchy to będzie zwykła dziewucha ze wsi, bez klasy, kasy, urody i inteligencji. Taka zwykła szara mysz próbująca podskoczyć na wyższą półkę,  której w tym pięknym przebranku to Ty chyba się obawiasz ale zapewniam Cię, nie ma czego, strach ma wielkie oczy wink i tylko tyle.
Przecież Ty już wygrałaś. Ona to wie i on też.
A Ty to wiesz?

I tak na marginesie:
przeczytaj swój wątek od początku - zauważ jak się zmieniłaś tongue
dzieje się to ,czemu jeszcze tak niedawno nie dawałaś wiary.

709

Odp: Miłość trwa

Twardogowa, spodziewałam się, że kiedyś może swoich decyzji żałować, że kiedyś może się edezwać sumienie.
Tak to jest , że dla męża odczuwalne jest to, że nie ma na wypłaty.
Jest to dla niego taki moment na to, żeby przjrzeć na oczy.
Jak wytłumaczy facetowi , który ma 2 dorastących dzieci i jest świetnym pracownikiem , że nie ma dla niego pieniędzy.
Wszyscy w firmie wiedzą jak żyje. Nie krył się z tym.
Ludzie robią co mogą, żeby firma szła, sami mu ją prwadzą. Pracują jak mrówki, sami mu mówią żebym się znwou zajęła pewnymi tematami, żeby mi je dał.
Jego wydatki znacznie przekraczają nawet sam obrót!!!

Teść uważa, ze jak tylko mężowi wpłyną peiniadze na konto to moze czmychnąc do kochanki.
Kasa+kochanka, brak kasy= koniec z kicią.

A ja niestey muszę mu przyznać rację. Bez kasy traci swoją atrakcyjność. Handel wymienny.
Powiedziałam teściowi, ze szkoda że na ten pomysł nie wpadł półtora roku temu.
Ma prawo tak potraktowac syna. Ponieważ mąż wraca kiedy chce, nie zamierza mu się tłumaczyć.
Ma rację, to niech radzi sobie sam. To jego odm, on ustala warunki.
Teścia jego problemy czy moje nie interesują.
Nie mam do niego pretensji. Odmówił mi. I ok.
Chwalił mi się wcześniej jak to wreszcie wychodzi z długów i itd.
Bo przeze mnie i dzieci popadł w długi - tak to odebrałam
Wypaliłam mu ostro: że do grobu sobie tych pieniędzy nie weźmie.

Mąż miła w nocy przyjechać jeszcze do frmy robic zdjęcia.
Zostawiłam mu obiad i zrobiłam kanapkę.
Wysłałam smsa, ze ma tam na dole.
Cioci jestem winna 850 zł , ale napisałam że dam radę , bo pozyczy mi kasę.

Napisał, ze przeprasza i jest mu głupio.
Było przed 3 w nocy, a potem że nei chce mnei źle taraktowac, ale czasem jest mu juz wszystko jedno i nie dotyczy to mnie ale wszystkiego.
Że myśli że zasady są po to zeby żyło się łatwiej.
Poprosił zebym wyłaczyła telefon.
Rano były jeszcze inne wiadomości.
Napisał m. in. , że dusza odpowiada za to co robi ciało/ po śmierci/dlatego podświadomie chce się wykończyć

Chce wszystko naprawić, ale boi się że fizycznie nie da rady.

Od wczoraj boli mnie serce. Gdyby był mi obojetny, być może miałabym satysfakcję, że ma za swoje
Jest mi go szkoda, bo wiem, że tak jak we mnie na zawsze zostanie ślad tego co się stało tak i on bedzie dzwigał cieżar. I nawet nie wiem jakbym się starała to sam musi się z tym uporać.
Czy da się z tego wyjść. Jest tak wiele przeszkód.
Przede wszystkim obawiam sie, ze jednak jest uzależniony.
Gdzie szukać pomocy, ale takiej mądrej.

Mnie czasem to co radziła psycholożka nie pasowało.
"niech mu Pani nie wierzy" - a ja lepiej się czuję wierząc, nawet jak mam zostać oszukana.
Gorzej czuję się z nieufnością podejrzeniami. Źle mi z tym.
Coś mnie martwi, może kiedyś napiszę

710 Ostatnio edytowany przez kochamkonwalie (2012-11-30 12:01:56)

Odp: Miłość trwa

Bet

Nie mogę czytać tego co piszesz. Cisną mi się na usta same przekleństwa.

Twój mąż nie ma prawa obciążać Cię swoimi problemami. to prawda, że to są Wasze problemy ale spowodowane przez niego. Dotkną Ciebie to jest pewne.

Wiem, że nie łatwo się odciąć i nie żałować drania. W końcu przeżyłaś z nim kawał życia ale przestań być taka Matka Teresa. Zobacz on nigdy Ci nie pisze o dobrych rzeczach, zawsze to jest narzekanie. Wysysa z Ciebie energię, a kiedy Ty go potrzebujesz to go nie ma. Nie ma go dla dzieci.

Piszesz, ze łatwiej jest zaufać. pewnie, że łatwiej tylko co zostaje kiedy to zaufanie zostaje raz po raz zdeptane?

Czy możesz na niego liczyć? Czy jesteś jego pewna? Czy zawsze kiedy tego potrzebujesz możesz się do niego dodzwonić? Ile razy zawiódł Ciebie a co najważniejsze Wasze dzieci?

Zastanów się nad tym zanim następnym razem zrobisz mu obiad.

I nie chodzi tu o satysfakcję ale o to żeby nie dać się wykorzystać.

711

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, wiedziłam że się lekko zirytujesz:)
Matka Teresa nie jestem. Może nauczylam się już żyć bez jego wsparcia, a moze po prostu taka rola bardziej mi odpowiada.
Nie jest mi z tym tak źle. Wczoraj się trochę przejęłam. Lubię go.
Kiedy komuś kogo lubimy jest źle to nie czujemy się komfortowo. W doadatku ta sytuacja po prostu dotyka i mnie.

To nie jest litość. Obiad był gotowy ( gotowała ciocia), została resztka - podgrzałam i zniosłam na dół.
Jak taki roztrzęsiony płakał że nawet nie miał kiedy zjeść.

Jasne , że mogłabym mu teraz pokazać, masz czego chciałeś.
Świetna okazja, ale ja nie mam ochoty na gierki.
Na nich moze i dobrze się wychodzi, ale mnie to nie kręci.
Postepuję tak jak chcę, z myślą o sobie. Byłam na niego wściekła. Miałam mu ochotę zrobić awanturę, wywalić z siebie, że doprowadził do ruiny rodzinę, siebie, że teraz niech mu kiciunia da kasę na wypłaty na terapie córki, na życie, niech posplaca długi.
Tłumaczy mi się z poblemów finasowych ,ale nie z tego gdzie spedza noce i weekendy - powie : nie musze ci się tłumaczyć.

I ok. Nie musi. Powinnam mu powiedzieć nie interesuje mnie to, potrzebuje tyle i tyle.
Miałby nauczkę, moze respekt - a ja moralnego kaca.

Złość mi przeszła. Nie wiem skąd, czemu , ale mam wobec niego ciepłe uczucia.
Powkurzam się chwilę i mi przechodzi, tak jak ze smutkiem.

712

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, ja musze liczyć na siebie i chyab o to chodzi, a zdeptane raz po raz zaufanie - no cóż.
Tak tego nie rozpatruję.
Jest jakaś wiara w człowieka i moze dlatego jest tez zaufanie.
Ode mnie zależy jak mocno będę przeżywac ewentualne rozczarowanie i czy będę się czuła wykorzystana.
Nie mam z tym chyba teraz problemu. Tak mi się wydaje.

713 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-11-30 16:27:49)

Odp: Miłość trwa

"Jak taki roztrzęsiony płakał że nawet nie miał kiedy zjeść. "


A jak Ty będziesz płakać, że nie masz na jedzenie, to on Ci da?
Wiem, nie będziesz płakać, poradzisz sobie, tak jak zawsze,
Ty musisz mieć, on nie ma...

714

Odp: Miłość trwa

Cos tam mi dzisiaj zostwił. Zapłacił pracowników, w przyszłym tygodniu ma przyjść więcej.
Nie panikuję.
Nie wiem co sie stało, ale teść zaprosił nas w niedzielę na obiad do restauracji. Proponował zebyśmy pojechali męża samochodem. Zapytałam potem męża czy chce jechać.
Nie wie. To niech się raczej zdecyduje, bo powinno się dać znać wczesniej i kupić kwiaty ( teść ma urodziny)
Najchętniej bym nie jechała, ale trochę nie wypada odmawiać.
Już jak zaprosił to uważam , że nalezy pojechać. Chłopcy czuję że będą stawiać opór.

715

Odp: Miłość trwa

Byłam z dziećmi na tym proszonym obidzie w restauracji.
Teśc sie postawaił. Męża oczywiscie nie było.
Zabrał torby w piątek i do dzisiaj go nie ma. Po 16 właczył telefon, teraz znowu ma wyłaczony.
Ach, zła jestem na niego bardzo. Pije albo się bzyka, albo i jedno i drugie.

Napisałam mu , ze będę w poniedziałek po kasę. Wylicze mu jakie są długi.
I mam resztę gdzieś. Na wyjazdy ma, to na rodzinę też powinno być.
Nie będzie mi się tłumaczył gdzie śpi, to niech mi się nie tłumaczy z innych problemów.

Teściowi powiedział, że to zależy ode mnie.
Teściowi kupiłam w prezencie wodę perfumowaną. Mnie się podobała.

Teść mówił mi, że mąż wozi w tym samochodzie jakieś jedzenie, rzeczy - jak taki tułający się człowiek.
Żałosne to jest.

Posty [ 651 do 715 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026