End_aluzja, bo ja czuję sie bezsilna.
Ja przegrałam, ja się nie liczę. Po prostu on mnie nie kocha.
To ja mam swoje przekonania , zasady, bardzo w tej chcwili dla mnei niewygodne. To mnei zależy żeby było dobrze.
Dla mnie, dla dzieci i nawet według moich przekonań dla niego.
To jaj się naginam, wybaczam dla siebie.
Ale wewnątrz mnie się gotuje, bo widzę że on i tak ma swój obraz mnie.
Ma obraz mnie i obraz jej.
A moze nawet mnie już w ogóle w jego życiu nie ma.
Po prostu mnie to boli. Bo macie rację.
Ja się przyznaję.
To w moim mniemaniu ja tracę najbardziej.
Nie umiem powiedziec dosyć, przed strachem, że pozostanie mi tylko rozwód, którego nie chcę.
Ale wciąż łudzę się. Wciąż chcę wierzyć, zę jest jeszcze promyk miłosci między nami.
A coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jego już nie ma.
Tym co nas trzyma, jest może jakieś moje uczucie.
On mnie nie kocha!!!
On nie tęskni za mną, za rodziną.
Coś się stało, tak jakbyśmy przegapili jakąś dla nas szansę.
Te na chwilę uchylone drzwi, jakby się zamykały.
On już o tym wie. Napisałm mu o tym, jak ja się nie liczę, jak nie pyta o to czego ja chcę.
I nie pytał nigdy.
Nie ma mnie w jego świecie.
A ja, jestem tylko człowiekiem. Jestem zwyczjna kobietą, która pragnie być kcohana, która pragnie bliskości, czułości. W dodatku taką która chetnei by tym kogoś obdarowała.
Zaczyn ami doskiwerac to , ze jestem sama. Brakije mi męskiego ramienia, zeby się przytulić.
To chyb anormalne i zwyczajne.
Jestem jeszcze pochłonięta małym dzieckiem, liczną rodziną, trochę pracą.
Ale coraz częsciej zaczyna mi brakowac bliskiej dorosłej osoby.
Można pogadac z koleżanką, napisac na forum. Mozna kochac siebie, ale pewnych rzeczy nie można dac sobie samemu.
Jest mi przykro, bo on mnie zna. Wie, w jakiej postawił mnie sytuacji.
Wie, że tak nie powinno być.
Jemu nie zalezy co ja zrobię ze swoim życiem. To jest nie w porządku. Przynajmniej według mnie.
Szukam dla siebie przyjemności. Stram się robić dla siebie coś miłego.
Wiec uciekam na rolki czy łyżwy. Chodze do fryzjera, czasem sobie kupię coś co mi się spodoba.
Staram się coś przeczytać. No i chociaż bardzo z praca poluzowałam wraca mi do niej trochę ochota.
Ale to mi nie wystarcza.
Powinnam być moze być z siebie nawet zadowolona. Radzę sobie z czwórka dzieci.
Ale chyb anei jestem. Nie mam tego co najważniejsze. Nie mam pełnej rodziny dla mocih dzieci.
Nie mam kochającego męża. A ja chciałabym dom w którym jest miłosć i dobroć.
Taki mi się marzy.
A zwyczajnie nie umiem się z mężem dogadać i straciłam , tracę to na czym tak bardzo mi zależy.
Muszę się cieszyć zczegokolwiek. Z tego , że mamy co jeść.
Gdybym chociaż nie była obciążona przekonaniami, których nie chcę zmieniać. Byłoby mi łatwiej.
Może za mało doceniam to jak jest teraz. Może jestem właśnie zbyt niecierpliwa zmian.
Może bronie się żeby nie być właśnie taka : ja, ja , ja.
Może to jest dobre, korzystne dla mnie, ale może ja tak w głebi serca nie chcę, bronię się przed tym.