netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 260 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 586 do 650 z 1 597 ]

586

Odp: Miłość trwa

Bet,

sama nie wiem na jakim jestem etapie. Jestem bardzo rozdarta wewnętrznie. Chcę o nim zapomnieć, bo mi sprawia wielu bólu, przez niego cierpię. Myślałam, że jest już dobrze. A tu znowu to samo. Moja córka przestaje akceptować sucz mojego męża. Ostatnio popłakała się mówiąc, że ona też była. Ona czuje, że jak jej nie ma, to ona jestem całym jego światem, a jak sucz się pojawia, to tatuś znika.

Jednak cały czas tęsknię, chcę się oderwać od wszystkiego, ale nie mogę. Mamy wspólne dzieci. Nawet miałam pomysł spakować się i zniknąć z ich życia. Mój tata doprowadza mnie w dodatku do depresji. Jest chamski, złośliwy. Tak jak się mówi "Bóg mnie opuścił". Tylko czemu? Za jakie grzechy? Czy na prawdę jestem taką złą osobą? Czy moją winą jest, że chciałam być szczęśliwa, mieć pełną rodzinę?

Czemu on tak łatwo zrezygnował. Wybrał sobie jakąś fizdę, której opowiada, że kocha. A ja z dziećmi, to nasz problem.

Zaczęłam nawet pisać pozew rozwodowy, ale wiem, że ta decyzja była pod wpływem emocji, więc go nie skończyłam. Poza tym nie chcę mu ułatwiać zdobycia wolności. Jak chce to niech sam składa - oczywiście boję się tego jak diabły. Bądź z tego co widzę, prędzej czy później zrobi to. Fizda i moja teściowa buntują go przeciwko mnie, z nimi nie wygram.

Bet przepraszam, że w twoim wątku znowu piszę o sobie. Ale wiem, że Wy jesteście wstanie mnie zrozumieć, nie to co moi przyjaciele znajomi.

587

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, pisz ile potrzebujesz.
U mnie niewiele się zmienia.
A to co przechodzisz to jak u mnie jakiś czas temu. Bardzo podobnie.
Każdy jest inny. Ale to odtrącenie dzieci jest podobne.
Nie dbacie o nei wspólnie. Kochankak jest konkurencją.
Zresztą oni stawiają nas w niezręcznej sytuacji. Są jakby przeciwko włąsnym dzieciom, bo nie dbają o ich dobro w takim stopniu jak przed pojawieniem sie kochanki.
To sprawia, że wygłąda to jakbyśmy z nimi walczyły. A my walczymy tylko o dobro dzieci. Żeby ich życie drastycznie się nie zmieniło.
Co najgorsze, cokolwiek byś mu nie powiedziała i jakkolwiek nie wytłumaczyła on i tak jest nieobecny, nie słucha.
Może dotrze coś na moment, ale potem i tak zapomina.

Twój mąż ma coś nowego, nowe doznania, euforię. Czy to jest miłość...
To za wcześnie. Ich jeszcze nie łączy prawdziwe życie.
Jestem chyba naiwna, ale mnie się miłosć kojarzy z czyms dobrym. Tak sobie myślę, że jakbym kochałą takiego zajętego gościa to powiedziłąbym mu, że jego szczescie jest dla mnie najważniejsze.
Ale może łatwo się mówi.

Z rowodem Ci nie doradzę. Spieszno mi było do rozwodu w zeszłym roku.
Preszło mi. Stwierdziłam , ze mie się nei spieszy.
Potem włąśnei doszłam do wniosku, że właściwie to czemu ja mam skałdać pozew.
To nie ja żyję z innym. To nie mnie zalęzy na tym aby nasze małżeństwo nie istniało.
Potem doszły jakieś tam przemyślenia i względy moralne. 
Póki co swoich decyzji nie żałuję. Na wypadek rozwodu mam dowody. Ważne są dla mnie wydatki męża.
Chciałabym go uniknąć. Tak. Wolałabym żeby jakimś cudem nie był potrzebny.
Ale nie na wszystko mamy wpływ.

Jeśli Twój mąż złoży pozew to przynajmniej będziesz spokojna, że to nie ty zniszczyłaś rodzinę.
Dla sądu to nie ma znaczenia kto żlożył pozew. Nawet jesli starałby się z orzeczeniem o twojej winie.

Sądze też, że może on nie mieć na to czasu. Może mu się nie chcieć.
A za 3 miesiące, może się już z panienką gorzej układać.
Mój mąż też czekał na mój ruch. A jak kochanka czekała...


Zagubiona, a czy wywiązuje sie ze zobowiązań. Płaci na dzieci tyle ile ustalił sąd?

588 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-11-02 16:15:18)

Odp: Miłość trwa

Bet,

ale ja po prostu tego nie ogarniam. Jak inna kobieta może myśleć poważnie o jakimś facecie i odciągać go od dzieci. A co jak oni będą mieli swoje? To przyjdzie inna, kolejna, młodsza, bardziej zabawowa.

Mój mąż wciąż próbuje mną manipulować, oszukuje na każdym kroku. Zagadka czemu w tym tygodniu nie zabrał dwóch dziewczyn na raz. W jego życiu znowu się pojawiła ta sucz ponownie. Koorwa mać, on ma czas z dziećmi, z dzieckiem, a ona sobie przyjeżdża do niego jakby nigdy nic. Jeszcze zostaje u niego na noc. Dziecko zabrane z przedszkola ok 17, koło 20 śpi, a tata i tak woli zabawić się z nią, niż spędzić sam na sam z dzieckiem, na drugi dzień dziecko znów do placówki i koniec widzenia. Co on/ona/oni sobie myślą. Chyba raczej nie myślą wcale.

W środę drugie dziecko odbiera ze żłobka, zawozi do swoich rodziców i tyle co je widział. Jeszcze do mnie dzwoni i bezczelnie umawia się na "zdanie" szkraba. Ja oczywiście wściekła, że on z nią z dzieckiem (boli mnie ta wizja, ale cóż wpływu na to nie mam), a tu teściowa opowiada mi, że ona i siostra mego męża zajmowali się córą.

Z jednej strony ulgę mi to dało. Ale jak tak można. To są jego dzieci. Czy ta idiotka nie widzi tego? Przecież wie, że on ma dzieci. Mimo to woli z nim pojechać gdzieś i się pogździć? Dla mnie jest to nie zrozumienia. Jakim to trzeba być tępym egoistycznym zwierzęciem.

A co pieniędzy, teść mi dał. Zadzwoniłam do niego i poinformowałam albo idę do komornika, a chcę tego uniknąć, albo on musi wyłożyć kasę. Nawet wstydu nie odczułam. Jezu, ja się staje cyniczna jak cholera. Co ta sytuacja ze mnie zrobiła. Kiedyś coś takiego byłoby dla mnie nie do wykonania. A teraz.

A co do rozwodu, to na tą chwilę nie wystąpię tylko z czystej złośliwości. Niech oni się trochę potrudzą. Znajdą na to pieniądze. Niech piszą pozew. Ja tego nie potrzebuje. Dopóki jestem żoną, to mam większe przywileje, nawet u jego rodziców. Bądź co bądź, żona to żona, a ona tylko kochanka, nawet jeśli ona u nich bywa.

A z drugiej strony bardzo mnie to ciekawi, czemu jeszcze nie wystąpił o rozwód, jeśli ją tak bardzo kocha. Powinno mu zależeć na jak najszybszym zakończeniu sprawy. Śmieszne jest to, że on przede mną ją ukrywa. On stanie na głowie, abym jej nie spotkała. A ona na to pozwala, wyjątkowo są poważni. A kij im w ryj. Ja mam swoje życie. Nie obchodzą mnie - ale ja kłamię Wam i sobie smile

589

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, też nie wiadomo co jej o Tobie nagadał.
I kogo udaje przed nią.
Z tym zainteresowaniem to przesadzasz. To chyba normalne, że ktoś kto przewrócił Twoje życie do góry nogami wzbudza jakieś emocje.
Zwykle słyszy się rady, nie myśl o nim, o nich, zajmij się czymś.
Ale my się ciągle zajmujemy, a myśli i tak się pojawiają. Zagubiona, z czasem rzadziej. Są , ale masz już innaczej poukładane życie.
Jego po prostu w tym życiu codziennym nie ma. Mój mąż pojawia się w rozmowie, w tym co tutaj piszę, czasem w myślach. Ale właśnie te myśli coraz częsciej są gdzie indziej. A w życiu codziennym jest nieobecny.
W środę poprosił mnei o rozmowę. Dotyczyła finansów. Syn przyszedł do niego po pieniądze na płaszcz.
Wcześniej dzwonił i pisał, ale bez odzewu.
Powiedziałam,ze mam dosyć tego przychodzenia po pieniądze, że ciagle na coś potrzeba i wolę aby n awydatki typu ubrania on zostawiał chłopcom osobiście pieniądze. Mnie tylko te na bieżące wydatki typu benzyna, jedzenie, środki czystości, lekarstwa itp.
On woli zostawiać mnie. Ok.
Zaproponowałam, że może jakby miła czas to pojechałby z tym 13 latkiem na zakupy, coś doradził.
Dla niego tez zostawił pieniądze na buty.
Powiedział, że ok. Pojedzie dzisiaj po pracy. Miła tez jechać dzisaij n azakupy do makro po jakieś pampersy, mleko, soki.
I do teraz nie ma z nim kontaktu. W pracy się nei pojawił.
Wysłałm mu smsa, czy jadą na te zakupy, tak jak ustalilismy w środę. Do tej pory nie ma odpowiedzi.

On znika. Nie przyjeżdża do pracy, wyłacza telefon. Zwyczajnie, niewżne co się dzieje, jakby nie istniał.
I tak wygłada moje życie. Jestem ja i dzieci. On zostawia pieniądze na przeżycie.
Od czasu do czasu luksus, bo dzieci kupią sobie buty , albo kurtke na zimę.

O czym on mówi, że chce wrócić, że sama się przekonam.
Że barodz dużo się zminiło.
Tak, moge z nim w miarę spokojnie porozmawiać. Pieniądze zostawia, a nei rzuca na podłogę.
Pod tym wzgłedem jest spokojniej. Tym bardziej , że wiem , ze nie ma dobrej sytuacji finansowej.
Teść za moje zlecenia rozlicza się z góry, od razu jak jest wystawaina faktura. Rozlicza się co do 1 grosza.
Więc poieniądze na siebie tez mam.
Teśc jest zwykle dość dobrze zorientowany w sytuacji. Myślę, że dużo wie.
Uważa, że mąż ne jest z tą dziwczyną i się nie spotykają. Uważa, ze pije.
Zostawił u niego w garażu jakieś rzeczy. Telewizor i trochę innych gratów.
Więc żyję sobie tak w miarę teraz spokojnie. Tylko martwi mnie , co dalej.
I  wiem, ze moze jestem nawiekszą kretynką, ale martwię sie o niego.
Że on nei da rady, że znowu wpadnei w jakieś tarapaty.
Co mam robić...
Od 2 tygodni w pracy był może 20 godzin.
To juz nawet teśc stwierdził, ze jak tam mieszkał to więcej pracował.
Teśc pjechał w góry zakręcić wodę w kempingu.
Przeciez równie dobrze mógłby pojechać mąż.
Teśc codziennie pali w piecu i dokłada, żeby nam było ciepło.
Chyba kiedy zobaczył, że rozwodu może nie być, to bardziej się stara utrzymywać ze mną poprawne kontakty.
Powiedział, że wstydzi się za syna. Zresztą mąż jego równiez traktuje fatalnie.
Krzyczy na neigo , nie ma czasu.
Mąż powidział mi wcześniej , że ma tak wszystkiego dosyć, że chiałby zniknąć. Najlepiej wyjechać, rzucić to wszystko, zaszyć się gdzieś na kilka dni.
Rozumiem to, mam zresztą tak samo. Ale ja nie wiem, czy z nim nie jest gorzej niz ze mną.
On juz sam przyznaje,ze jest słaby i nie ma żadnego kręgosłupa moralnego.
Do niego zaczyna docierac co narobił.
Powiedział, ze łzami, ze jemu nie starczy życia, zeby ponaprawiać to co stracił. Chodzi też o dobre imię.

To ja go pocieszam, że ludzi epopełniaja błedy, że nei ma lepszych i gorszych, że nie jestem od niego lepsza, bo nie wiem co w życiu zrobię.
Npisałam, mu juz przeciez kiedyś że mu wybaczam,ze nei chcę pamiętać. Dla siebie i dla niego.
Obojetne co zrobi.
I jest to prawda. Lepiej się czuję, jakbym zciagnęła z sibei jakiś straszny ciężar. Owszem, jak dowiaduje się nowych rzeczy, to musze je przetrawić. Bo to przykre jak traci się to co zdobywało się przez wiele lat z powodu kochanki.
Z powodu męża który dla kochanki zapomniało rodzinie.
Ale mysle sobie to nic. Pieniadze raz są, raz ich nie ma.
Ale uczucie. Miłość...

Mąż kiedys wydzwaniałd o mnie kilka razy dziennie. Jak byłam z dziecmi w górach. To co tydzień przyjeżdżał jak na skrzydłach. Chciał być z dziećmi, a może i ze mną.

Co mam zrobić...

590

Odp: Miłość trwa

bet kochana

przytulam cię bardzo bardzo mocno

pewnie nic nie możesz teraz zrobić..
pewnie teraz nie jest etap na decyzje i na działanie

a czy jesteś w stanie w jakis sposób ochronić wasz dom? bo jak rozumiem sprawy tych niepłaconych kredytów nie załatwił?

591

Odp: Miłość trwa

Kredyt zapłacił. Decyzji banku jeszcze nie zna.
Nie interesuję sie tym.
Jest sezon, powinien mieć mnóstwo zleceń. Chyba nie jest rewelacyjnie. Ale nie jest też tragicznie.
Wysłałam mu smsa. Syn miła miec tenis w soboty.
Zapytałam czy jutro gra.
Npisłam też, ze kego ojciec pojechał do Ł w góry zakręcić wodę.
I że mały robi sam: brawo - brawo i cieszy się przy tym "jak dziecko"

Syn nie poszedł dzisiaj z kolegami do kina, bo czekał na tatę, żeby pojechać z nim na zakupy.

Jestem jutro umówiona z koleżankami. Nie chce mi się. Pownnam leżeć w łóżku, ale przy małym to i tak niemożliwe.
Jeśli mama z dziećmi zostanie to przynajmniej na chwilę wyjdę.
Mały w nocy źle śpi. Dusi się fłegmą.
Ach, uroki zwykłego życia.

592

Odp: Miłość trwa

Z planów wyjścia nic nei wyszło. Mama z dziecmi nei została.
Moze i dobrze, bo leci mi z nosa, mam gorączke, boli gardło i dusze się.
Małemu tez nei jest lepiej. Nie wiem, czy zadziałał antybiotyk.

To sprawia, że jestem jeszcze bardziej rozbita.
Oczywiście jak to zwykle u mnie kiedy jestem chora objadam się.
Nie mam siły sprzątać. Ledwo zajmuję się małym, podaję jedzenie.
Nie mogę się już doczekać, żeby było lepiej.

Mąż nie opdowiedział czy syn dzisaij gra.
Nie grał, wysłałam go do kolegi.

Czy to tak cięzko napisać smsa : nie
Tylko tyle. W ciągu kilkunastu godzin.
Przecież to jest ignorowanie mnie, dziecka.
Nie rozumiem tego.
Jak jeszcze bardziej można pokazać lekceważenie, obojętność.
Tak jest cały czas.
Jakbym mu napisała, że zaraz wyważam drzwi do biura to kto wie, może i by zadzwonił.
Mieć rodzinę tak głęboko w d...

Mam czasem ochotę zrobić to samo.
Zwyczajnei wyjechać. Bez słowa. Napisac tylko: zajmij się dziećmi.

Ale ja nie mam na tyle odwagi. Męczę się, nie daję już rady, ale się trzymam.
Mam tą zasra... odpowiedzilaność.
Zdechnę, ale będę trwać na tym swoim posterunku.

Słuchać o innej jaka ona dobra, troskliwa, czuła.
A jaka ja mam być. Cokolwiek zrobię to i tak nei jest tak dobrze.
A ja dzisiaj nie mam już siły. Jestem przygnębiona i zmęczona.
To znaczy ,że on za nami nie tęskni, nie chce nas.
Nie szuka kontaktu. Ile mogę go tłumaczyc,ze on potrzebuje spokoju.
Nie wiem nawet czy nie zabawia się teraz z nią.
Tka nei może być, że ja tu jestem zasmucona, płaczę, jest mi źle, a jemu jest to obojetne.
On chce mieć od rodziny spokój.
Ma już wkrótce dwu letni. To sporo czasu. Dla mnei on innaczej płynie. Ciąża, małe dziecko.
Jestem wciąz jak w szoku, jak w jakimś  śnie.
Zwykle tak miałam ,ze pierwsze półtora roku dziecka, tak do 2 latek było dla mnie wycięte z życiorysu.
Więc może jest szansa, ze wybudze się z tego snu za rok, że będzie lepiej.

Zaraz chyba oszaleję.

Przpraszam,że tak biadole, tak sie wam uskarżam.
ale dzieki temu już się zbieram.
Jak do jutra mi się nie polepszy to zorganizuje ciocię, albo mame i idę do pójde do lekarza.
Od dawna nie brałam antybiotyku, ale teraz czuję że infekcja jest poważna. Duszę się.
Z mężem dam sobie jeszcze spokój.

Ale jesli sytuacja nie zmieni to spróbuję z nim porozmawiać.
Niech mi wytłumaczy o co chodzi.
To sa zajecia syna, zobowiązania. Wystarczy poinformowac nie dam rady, mam inne plany.
A nie zapadać się pod ziemię.
Właśnie wyświetliła mi się wiadomość, że numer jest już osiągalny.

Żeby on wiedział jak to cholernie wkurza!!!

593

Odp: Miłość trwa

Właśnie jestem po wizycie lekarza.
Mały ma zmiany w oskrzelach, po tygodniu brania antybiotyku.
Zmiana lekarstwa i miejmy nadzieję, że w końcu się z tego wyliże.
Ja równiez mam zapalenie oskrzeli. Czuję się strasznie. Dusi bardzo. Dobrze, że się wybrałam do lekarza.

Nastrój mam fatalny, myśli przygnębiające.
Może jak się lepiej poczuję, to i świat będzie mi się wydawał bardziej przyjazny i kolorowy.
Córeczce przeszła infekcja. A to najważniejsze. W tym tygodniu będę umówiona na USG nerek córeczki i małego.

Jest 10 rano , męża w pracy jeszcze nie ma.
Gdyby nie pomoc cioci, nie miałabym nawet jak pojechać do lekarza, do apteki.

594

Odp: Miłość trwa

Bet,  doskonale wiem co przechodzisz. Ja rozumiem , że nie chcesz albo jeszcze nie możesz zmierzyć się z prawdą (też tak miałam), ale zrób krok do przodu, wynajmij detektywa i poznaj prawdę, co robi i gdzie się podziewa Twój mąż.. Wierz mi, że lepsza najgorsza prawda, niż okłamywanie siebie i te niedomówienia.... Ja miałam o tyle lepiej że mieszkam w niedużm mieście i sama mogłam "namierzyć" męża.... W pewnym momencie stanęłam pod ścianą i było mi już wszystko jedno, jaka będzie prawda.... A mój mąż zachowywał się identycznie jak Twój, też mówił, żebym mu zaufała, że wszystko będzie dobrze, że będziemy razem do końca życia , a w tym samym dniu spakował swoje rzeczy i wywiózł po kryjomu do kochanki, bo zaplanowali sobie wspólny wypad w góry  smile Zrób coś z tym , bo się zamęczysz....., nawet jeżeli w tym momencie sądzisz , że prawda nie jest Ci do niczego potrzebna....

595

Odp: Miłość trwa

Nie zrobie tego. Nie jest mi to potrzebne.
Nie potrzebuję detektywa.
Jego kłamastwa nie miałyby w tej chciwli sensu.
Owszem meczę sie. Ale na wszystko trzeba czasu.
Był z nią póltora roku. Mieszkał ponad rok. Nie krył się z tym.
Nie widze powodu,zeby w tej chwili robic takei szopki.
Dla mnie facet ma ewidentnie problem. Chce się z tego uwolnić. Wiadomo, że trochę tęskni.
Lepiej jest chyba posuwać młodą du... niz żyć w zawieszeniu ze świadomoscią, że zchrzaniło się kawał życia.
Przyjechał do pracy o 11, minęłam go jak jechałam po leki.
Wygładał źle.

Dam mu jeszcze trochę czasu i spróbuje porozmawiać.
Chcę to trochę odwlec, bo czuję się fatalnie. To nie jest dobry moment.

Potrzebna będzie szczera rozmowa. Czemu mam mu nei powiedziec o tym co mi się nie podoba.
Zwyczajnie chce wiedziec dlaczego znika, nie odpisze na smsa w sprawie zajęć syna.
Dlaczego nie intersuje go co się dzieje z dziećmi.
Jak długo taki stan ma trwać.
Jeśli nadal chce wrócic to chyba bez pomocy z zewnatrz sie nie obejdzie.
Jakiejś terapii, mediacji. Nie znam sie na tym.

596

Odp: Miłość trwa

Nie wiesz do czego zdolni są zdradzający mężczyźni..... To że wcześniej nie krył się z tym co robi, nic nie znaczy . Ja piszę to z własnego doświadczenia, mój mąż też nie krył się wcześniej, wyprowadził się z domu, mieszkał z kochanką, po pewnym czasie  zdał wynajęte mieszkanie i zaczął udawać , że wszystko jest ok, że już z nią nie jest, że wszystko będzie dobrze... żebym mu zaufała...Ja też chciałam mu pomóc, rozmawiać..... Wierzyłam w jego słowa, bo niby dlaczego miał wtedy kłamać....A jak się w to zagłębiłam, to okazało się, że tamtego wcale nie zakończył, wręcz przeciwnie - tylko się z tym krył ...Dlaczego ? Skoro wcześniej wszystko robił jawnie ?? Co dzieje  się w głowie takiego człowieka....?? Pytasz ile będzie trwał u niego taki stan ? Do czasu jak Ty nie poznasz prawdy.....

597

Odp: Miłość trwa

Bet, gdzieś napisałaś, że Twój mąż pije
wiele jego zachowań wskazuje na to, że tak jest ...
nie dzwoni, nie odbiera telefonów, nie wywiązuje się z obietnic..
nie pracuje
czyżby był uzależniony?..chciałabym się mylić

598

Odp: Miłość trwa

Fantasy, możesz miec rację.
Załaożmy, że wynajmuję detektywa. Mam dowody , że sa razem.
I co wtedy?
Ulga, bo znam prawdę.
Co ona mi da.
A może lepiej zostawić mu ten czas. Jesli mówi, że to koniec, że tego nie chce.
Wiem ile detektyw kosztuje.
Potrzebowałam go, bo potrzebne mi były niezbite dowody zdrady.
Już je mam. Teraz to jest czysta ciekawość.
Nie chcę tego robić.

To co mnie boli, to to że tak mni eolewa, lekceważy. Mnie, dzieci.
I zastanawiam sie dlaczego.

Czy pije, może...
A może to sa tylko podejrzenia. Prawda moze być zupełnie inna.
I to nie jest tak, że nie pracuje wcale.
Średnio się do pracy przykłada. Dziećmi się nie interesuje.
Telefonów nie odbiera. Unika kontaktu.

Zrobił wczoraj zakupy w makro, bo go poprosiłam. Zostawił na dole na schodach. Nie wszedł nawet na górę zobaczyć dzieci.
Telefonu ode mnei nie odebrał.
W pracy pojawił się koło 12.

Wysłałam mu maila. Napisałam jak się czuję.
Nie robiłam mu wymówek , wyrzutów. Tylko chce żeby wiedział, że mnie nie jest dobrze. Jest mi źle i do tego czuję się bezradna. Nie wiem co mam robić,  nie wiem dlaczego tak mnie olewa.
Czy uważa, że na to sobie zasłużyłam, czy dlatego że im przeszkadzam, czy dlatego że jestem mu obojetna czy może wszystko naraz.

Mnie się nikt nie pyta czego ja bym chciala.

599

Odp: Miłość trwa

Bet, mi była potrzebna taka prawda....
Romans mojego męża trwał prawie rok, ja byłam wykończona fizycznie i psychicznie - zresztą sama wiesz jak to jest... Ale w pewnym momencie powiedziałam - dość.... Koniec, nie pozwolę na to, cokolwiek dalej miałoby się wydarzyć.... Mnie pewnie było łatwiej niż Tobie, bo mam duże dzieci, Ty masz jednak dużo zajęć przy maluchach i nastolatkach.....
Przez rok mąż robił co chciał, nie interesował sie dziećmi , finansami, wyprowadzał z domu, wyjeżdżał,, potem wmawiał mi głodne kawałki, ja przeważnie dla swojego zdrowia psychicznego łykałam je jak pelikan... choć podskórnie i nieraz naocznie wiedziałam o wszystkim. Schudłam, nie interesowało mnie nic..... Potem wmawiał mi że już skończył z tym, że będzie dobrze, że będziemy zawsze razem... ja doszukiwałam się drugiego dna, szkoda mi go było, też czasami pił....
Niewiem skąd zdobyłam siłę na to aby poznać ostateczną prawdę , aby zobaczyć dokąd jeździ, aby spotkać się z kochanką, aby zmierzyć się z tym wszystkim.. ...A jestem zodiakalną wrażliwą, spokojną rybą....
Ale konfrontacja z prawdą zmieniła wszystko o 180 stopni. Naprawdę, dzisiaj myślę, że był to jakiś impuls od Boga, coś nieprawdopodobnego.....
Dzisiaj jesteśmy razem, mój mąż zmienił się bardzo, ja jestem prawie noszona na rękach... Co nie przyprawia mnie o zawrót głowy, nie chełpię się tym , bo cały czas cierpię , cały czas pytam dlaczego....
Bet, mamy podobne historie, mój mąż zachowywał sie prawie identycznie jak Twój, te same zachowania, to samo olewanie, nie odbieranie telefonów, nie interesowanie się dziećmi, wydawanie fortuny na kochankę...kłótnie bez powodu...masakra...
Jestem przekonana, gdyby nie mój "zryw"  do tej pory by się zabawiał, a może bylibyśmy już po rozwodzie....
Ja też nie wiem dlaczego zdradzacze olewają najbliższe osoby, dla mnie też jest to fenomen... Ale pewnie dlatego, że żona i dzieci to przeszkody, które stoją na drodze do ich "szczęścia". Inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć....
Bet ja wiem , że nie masz łatwej sytuacji -  dzieci, sprawy finansowe.... i też rozumiem tok Twojego rozumowania i postępowania - pewnie masz rację nic z tym nie robiąc.  Ja też wiele miesięcy z tym nic nie robiłam... Ale wykończysz się psychicznie, tak się nie da żyć  i zostawiać sprawy czasowi.....
A może umów się na jakąś rozmowę o Waszej przyszłości z mężem na mieście - może w końcu będzie uczciwy i powie Ci na czym stoisz ???

600

Odp: Miłość trwa

Fantasy, tez jestem spod tego znaku zodiaku.
Nawet nic na maila nie odpowiedzial.
Jestem prawie 1000 zł do tylu.
I normalnie nie mam siły znowu iść się prosić o pieniądze. Poszło nadprogramowo na lekarza, na lekarstwa, na kwiatki i znicze na cmentarz.

Fantasy, poczekam jeszcze trochę. Ma się przeprowadzić.
Chodzi o to, że jak go wczoraj widziałam to wyglądał raczej na faceta, który ma problemy , niz takiego który właśnie skończył się bzykać.

Ja tez się czasem zastanawiam, czy nei powinnam o swoje małżeństwo bardziej zawalczyć.
Spotkać się z kochanką, powiedzieć jej że ja też nie odpuszczę.
Nie umiem tego zrobić.

Zwyczajnie nie mam ochoty z nią rozmawiać.

601

Odp: Miłość trwa

Bet, widzisz, jesteśmy rybkami, dlatego potrafię wczuć się w Twoją psychikę , w Twoje myślenie...
Twoja sytuacja jest analogiczna do mojej  - jakiś czas temu....
A finanse to bardzo ważna sprawa, najgorsza jest sytuacja, gdy trzeba prosić się o pieniądze..., żebyś jeszcze wydawała je na swoje potrzeby.....
Poproś go o szczerą rozmowę - to ważne....taką na neutralnym gruncie, nie o finansach, nawet nie o dzieciach - tylko taką - co dalej z Wami, jak on to widzi, jak Ty to widzisz... może zaproponuj wyjazd na dwa dni w fajne miejsce...... zobaczysz jak na tą propozycję zareaguje... Ja tak robiłam... Ja wiem, że masz małe dzieci, ale może uda się to jakoś pogodzić... Spróbuj chociaż....
Może on się chce od Was na razie odciąć, bo problemy go przerastają - finansowe, problemy dzieci, problemy między Wami... może ma problem z tym co zrobił....  ja też czasmi chciałabym sie odciąć od wszystkiego, żeby wystrzelili mnie na księżyc smile
A jeżeli chodzi o kochankę, jeżeli nie są ze sobą, to rzeczywiście nie ma sensu z nią rozmawiać.... Ja rozmawiałam, bo mąż dalej mnie okłamywał, mówił   mi , że wszystko skończone, a robił swoje. Dlatego skonfrontowałam to w końcu, było mi już wszystko jedno - co dalej.... bylebym znała prawdę...
Ja nie mówiłam kochance , że nie odpuszczę, nie walczyłam z nią, nawet podałam jej rękę (chyba byłam w szoku ? smile  )  Potem mój mąż był w szoku.... No ale, było, minęło....
Bet, nie pozwól aby czas przeciekał Ci między palcami, bo wydaje mi się , że działa na Waszą niekorzyść i jeszcze bardziej się oddalacie....

602

Odp: Miłość trwa

Tak, cos jest nie tak, ten czas nas oddla.
On cos za długo z rego wychodzi. Jest lepiej jesli chodzi o finanse. Ciut lepiej.
Ale jest źle.
Dzisiaj sie troche posprzeczalismy.
Chodziło o projekt.
O ma mnie za nic.
Myśle sobie, że mam fatalną sytuację.
Załużmy, że tak na prawdę facet ma mnie w du..., próbuje sobie ustawić jak najwygodniej dla siebie.
To jego " będzie dobrze" też się zgadza.
Z kochanką nie było go dalej stać na utrzymywanie takiego życia. Też może czegoś brakowało.
I nie okłamuje mnie. Żyje tak , żeby było dobrze. DLA NIEGO!!!

Miośc, szacunek - o czym ja marzę. Z nim tego już chyba nei zaznam.
Musiałby się zdarzyć jakiś cud, jakieś trzęsienie ziemi. Musiałoby się coś wydarzyć. Coś co by nim wstrzasnęło.
Wiecie co , nie życzę mu źle, ale wiecie o co chodzi.
Czasem trzeba osiągnąć dna, żeby się pozbierać. A tu nic!!!
A oczywiście on nie pije.

Tylko ja jęczę i jęczę. On mi mówi, ale ty przynajmniej dobrze życjesz.
No nie wiem, ale jestem nie kochana przez męża. Albo raczej on zapomniał że ma jeszcze żonę.

Jestem mu taką kulą u nogi. Ja, dzieci.
No cholera, ale mi przykro!!!
Nie dziwię się facetom,ze sie tak slinią na widik takich młodych seksownych dziewczyn. Nie dziwię się, że ciężko się takiej oprzeć.
Czuje jakby on wykorzystywał moją cierpliwość. Nadużywał jej niepotrzebnie. Ceregileił się ze sobą, z tym całym zerwaniem. Przeciągał, jeszcze się pławił w tym uczuciu, jeszcze nie chciał z tym pożegnać.
Rozwleka to.
Jest spokojny, uważa ,ze ma czas.
Ja się przecież z nikim nie spotykam. Wie, ze nei chce nikogo poznać i z pewnych względów będę czekać.
I na maxa to wykorzystuje.
Ma zawsze alternatywę, jeszcze czeka tamta.
Najlepiej zostawić ją sobie w zapasie.

Nie ja to mam dosyc!!!
Nie jest wobec mnie w porządku.

603

Odp: Miłość trwa

bet, nie jest w porzadku wobec ciebie
i dzisiaj jest tak, że w waszej relacji dalej nie ma CIEBIE
jest on, jego tempo, jego potrzeby, jego będzie dobrze
jego czas na żal, na wahanie się
jego czas na to, abys ty czuła się tak cholernie sama i samotna...

na wszystko jest czas, jego czas

i ty czekasz, ty jestes cierpliwa, ty chcesz , żeby on był pewien i on dojrzał

ale bet....
to jest cały czas on

a ty czekasz.. bo on jest jak jajo,.,. z cienka skorupka
i może się zepsuł w srodku, a może jeszcze da się uratować, ale ty nie naciskasz, bo wtedy peknie skorupka. i wtedy sie oakże
'więc tak jest łatwo

i wiesz co bet??
w jego ,zyciu ciebie nie ma
nie istniejesz
nie jestes wazna
bo nie ma twoim pottzeb
bo nie ma twoich uczuc
nie ma twojej wartości
nie ma twoich zasad
nie ma twoich oczekiwań

jest tylkop on
dojrzewający.. tylko do czego??

nie ma ciebie
nie jstes wazna
liczy się tylko on, jego tempo i potrzeby


czy pozwoliłabys, aby twoje dzieci traktowały cię tak, jak ntwój mąż?
tylko brały i to wtedy, gdy im pasuje
nie wchodziły z tobą żadne interakcje, bo sa niewygodne
ingfnorowały cię, bo... taką mają potrzeb,e???

czy komukolwiek pozwoliłabys się tak traktować?/
to nie chodzi o to, że masz go kopnąć w dupe
chodzi o to, że MUSISZ być jak TWARDOGŁOWA
zauwazyć c\siebie
fantasy mówi to samo - trzeba potrząsnąc tym światem bet
BO TO JEST TWÓJ ŚWIAT
'nie jestes jego gościem ani lokatorem, ani biernym meblem''
JESTEŚ TYM ŚWIATEM

604

Odp: Miłość trwa

End_aluzja, bo ja czuję sie bezsilna.
Ja przegrałam, ja się nie liczę. Po prostu on mnie nie kocha.
To ja mam swoje przekonania , zasady, bardzo w tej chcwili dla mnei niewygodne. To mnei zależy żeby było dobrze.
Dla mnie, dla dzieci i nawet według moich przekonań dla niego.

To jaj się naginam, wybaczam dla siebie.
Ale wewnątrz mnie się gotuje, bo widzę że on i tak ma swój obraz mnie.
Ma obraz mnie i obraz jej.

A moze nawet mnie już w ogóle w jego życiu nie ma.

Po prostu mnie to boli. Bo macie rację.
Ja się przyznaję.
To w moim mniemaniu ja tracę najbardziej.
Nie umiem powiedziec dosyć, przed strachem, że pozostanie mi tylko rozwód, którego nie chcę.
Ale wciąż łudzę się. Wciąż chcę wierzyć, zę jest jeszcze promyk miłosci między nami.
A coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jego już nie ma.
Tym co nas trzyma, jest może jakieś moje uczucie.
On mnie nie kocha!!!
On nie tęskni za mną, za rodziną.

Coś się stało, tak jakbyśmy przegapili jakąś dla nas szansę.
Te na chwilę uchylone drzwi, jakby się zamykały.

On już o tym wie. Napisałm mu o tym, jak ja się nie liczę, jak nie pyta o to czego ja chcę.
I nie pytał nigdy.

Nie ma mnie w jego świecie.
A ja, jestem tylko człowiekiem. Jestem zwyczjna kobietą, która pragnie być kcohana, która pragnie bliskości, czułości. W dodatku taką która chetnei by tym kogoś obdarowała.
Zaczyn ami doskiwerac to , ze jestem sama. Brakije mi męskiego ramienia, zeby się przytulić.

To chyb anormalne i zwyczajne.
Jestem jeszcze pochłonięta małym dzieckiem, liczną rodziną, trochę pracą.
Ale coraz częsciej zaczyna mi brakowac bliskiej dorosłej osoby.
Można pogadac z koleżanką, napisac na forum. Mozna kochac siebie, ale pewnych rzeczy nie można dac sobie samemu.
Jest mi przykro, bo on mnie zna. Wie, w jakiej postawił mnie sytuacji.
Wie, że tak nie powinno być.
Jemu nie zalezy co ja zrobię ze swoim życiem. To jest nie w porządku. Przynajmniej według mnie.

Szukam dla siebie przyjemności. Stram się robić dla siebie coś miłego.
Wiec uciekam na rolki czy łyżwy. Chodze do fryzjera, czasem sobie kupię coś co mi się spodoba.
Staram się coś przeczytać. No i chociaż bardzo z praca poluzowałam wraca mi do niej trochę ochota.

Ale to mi nie wystarcza.
Powinnam być moze być z siebie nawet zadowolona. Radzę sobie z czwórka dzieci.

Ale chyb anei jestem. Nie mam tego co najważniejsze. Nie mam pełnej rodziny dla mocih dzieci.
Nie mam kochającego męża. A ja chciałabym dom w którym jest miłosć i dobroć.
Taki mi się marzy.

A zwyczajnie nie umiem się z mężem dogadać i straciłam , tracę to na czym tak bardzo mi zależy.
Muszę się cieszyć zczegokolwiek. Z tego , że mamy co jeść.

Gdybym chociaż nie była obciążona przekonaniami, których nie chcę zmieniać. Byłoby mi łatwiej.

Może za mało doceniam to jak jest teraz. Może jestem właśnie zbyt niecierpliwa zmian.
Może bronie się żeby nie być właśnie taka : ja, ja , ja.
Może to jest dobre, korzystne dla mnie, ale może ja tak w głebi serca nie chcę, bronię się przed tym.

605

Odp: Miłość trwa

Wiesz bet sledze Twoj watek, teraz znow zajrzalam zobaczyc jak sie miewasz. Przeczytalam Twoj ostatni post i stalo sie dla mnie oczywiste, ze to co czujesz, chec odbudowy relacji z mezem i tak dalej to potrzeba serca, ludzki odruch i chocbysmy nie wiem jak sobie wmawialy, ze dobrze nam ze soba i nikogo nie potrzebujemy to ludzka natura dyktuje swoje warunki...Zajmij sie soba, idz do fryzjera, kup super ciuchy...Ok fajnie czemu nie ale TO zawsze wraca - chec bycia z druga osoba. Nie da sie oszukac samej siebie. To taka moja ogolna refleksja w zwiazku z tym wszystkim co tu czytam. Predzej czy pozniej chcemy po prostu zostac w domu, w bylejakich ciuchach, polezec na kanapie, obejrzec film...w ramionach kogos komu na nas zalezy, kto nas kocha. Zazwyczaj przegrawamy te walke ze soba, bo zawsze wraca ta potzreba bycia kochanym. Bet jesli z mezem sie nie ulozy to mam nadzieje, ze pewnego dnia spotkasz w swoim zyciu kogos kto pokocha Ciebie i Twoje dzieci i nigdy nie odejdzie....tylko sobie wyobraz :-) bo to bardzo mozliwe...Trzymaj sie !x

606

Odp: Miłość trwa

Bet, wygląda na to, że Twojego męża po prostu przerosło życie, przerosły go obowiązki, kłopoty, nawet  te codzienne. Żyje w swoim świecie i udaje że Was nie ma... Jak nie dzwoni, nie odbiera telefonów, nie przyjeżdża - to Was nie ma..... Dla niego nie istniejecie....
Słuchaj, cud sam z siebie się nie zdarzy..... nie będzie trzęsienia ziemi.....to Ty musisz zapoczątkować tą falę tsunami, która nim wstrząśnie.... Ja wiem, że dla Ciebie może jest wygodniej żyć tak jak jest, ale dla Twojej psychiki już nie jest to dobre...., dla Twoich dzieci też nie.... Ja wiem, że możesz być niegotowa na zmiany, ale powtarzam jeszcze raz, że czas prawdopodobnie działa na Twoją i Waszą niekorzyść.... Nie masz nic do stracenia.....działaj...nie czekaj... Postaw go przed faktem dokonanym, albo-albo.
Mnie się udało, dlaczego Tobie ma się nie udać smile

607

Odp: Miłość trwa

Margaryna, gdyby nie pewne moje przekonania, byc może próbowałabym sobie wyobrazić sibie z kimś innym.
Ale ja teakie myśli odrzucam, bo są swprzeczne z tym jak chciałabym żyć.
Niestety, to się tak łatwo doradza. Najłatwiej byłoby zmienić przekonania, ale ja tego nie chcę.

Odłóżmy to jednak.
O tej potrzebie bliskości właśnie pisałam.
Taka jest ludzka natura, nie da się tego wyprzeć.
Praca, znajomi, dzieci, pasje - mogą nas zając, pozwolić nam się realizować w innych obszarach życia, ale gdzieś ta tęskonota za biskością zostaje. Nie da się jej zastąpić.

Fantasy, co do trzesienia ziemi w moim wykonaniu, to mam watpliwości.
Owszem , pewne dziełania, starania to jak najbardziej, ale lubię jak ktoś samocidzielnei dochodzi do pewnych rzeczy.
To jest chyb ateż moją wadą. Tak samo czasem wychowuję dzieci. Pozwalam im na swobodę. Na to , aby sami dojrzeli do decyzji.
Np. syn jastarszy ma czesto okropny bałagan w pokoju.
Wcześniej sie denerwowałam, albo kazałam mu posprzatać, albo prosiłam.
Mówiłam, coś w rodzaju, czy nie miszka mu się tak źle, że to świadczy o nim. Ładnie się ubierze a potrafi być nieporzadny... itd.
Olałam to, miał totalny bajzel.
Nie odzywam się wcale, nei komentuje.
Syn regularnie sprząta. Sam od siebie. Robi sobie nawet pranie.
Teraz to samo mam do przepracowania z młodszym.
Od ponad pół roku ma straszny bałagan w pokoju. Raczej syf.
Osatnio juz zaczął sprzatać. Trochę go to przerosło. Jest jeszcze źle. Ale nie zamierzam odpuścić.

Mąż jak przychodzi to patrzy z dezaprobatą. A ja mówię: jest już duży, ja mu nie posprzątam.

A, jestem zła. To przez prace. Znowu zajął się tematami, które miałam rozpracowywać.
Dobrze chociaż jakby te zaroboine pieniądze szły na dzieci.
Ale tak sie już przyzwyczaiłam, ze na dzieci to ida resztki.
Po prostu już wcale się nie cieszę jego zleceniami.

Coraz bardziej czuję, że nie jesteśmy już małżeństwem. To jest kwestia formnalna.
W dodatku on nie wykazuje woli zmiany tej sytuacji.
Klapa...
W żadnym aspekcie nie stanowimy małżeństwa.
I zamaist ratowac to co zostało, to odzielamy się coraz bardziej.

Nie ma szans. I nie ma takiego trzęsienia ziemi, które byłoby w stanie zmienić podejście mojego męża.
Żdana moj arozmowa tego nie zmieni. Zresztą on nie chce rozmawiać. Nie ma na to czasu.
Żeby nei przychodzić przez całe dnie do pracy to ok. Ale poswięcić pól godziny na rozmowę, ba 10 minut to się spieszy.

No to chyba wszystko jasne.
Do czego on dąży...

608

Odp: Miłość trwa

Niesamowite, mąż zadzwonił w sprawie słuzbowej ( projekt) i zapytał jak się czuję.
Niewytrzymałam i się roześmiałam. To było takie sztuczne. Chciał mi może okazac troskę.
Albo o tak zapytał. Ale powidziałm , że to miłe że pyta.
Dusi mnie nadal. Ale zapalenie oskrzeli nie przejdzie w ciągu 3 dni.
Pojechał na spotkania, potem ma sesje do ok 20. 
Po co mi to mówi.

A odezwał się do mnie chłopaczek u którego 2 lata temu wzięłam sobie lekcje na łyzwach.
Umawiam się na końcówkę przyszłego tygodnia. Muszę być zdrowa!!!
Nie , to chyba będzie za wcześnie. Zdechnę na tym lodowisku.

609

Odp: Miłość trwa

Bet

Nie wiesz do czego dąży Twój mąż, zapewne macie inne priorytety. Zgadzam się z kimś kto napisał to wcześniej, Twój mąż pewnie pije i stąd nie ma jest taki jak kiedyś.
Zastanów się tylko czy dalej chcesz budować coś z nim. Człowiekiem który nie potrafi sobie poradzić ze swoimi problemami i ucieka albo do młodej laski albo w świat alkoholu.
Powiedziałaś mi, że teraz pod wieloma względami jest Ci lepiej bo masz o jedno dziecko mniej. Sądzę, że Tobie nie brakuje Twojego męża, brakuje Ci oparcia. Nie masz go w swoim mężu niestety i obawiam się, że mieć go już nie będziesz. Powinnaś chyba zacząć się przyzwyczajać do życia bez Twojego męża, nie oznacza to jednak, że powinnaś być sama. Piszesz, że nie chcesz zmieniać swoich poglądów i dlatego sobie nie wyobrażasz innego mężczyzny u Twojego boku. Ja tylko nie rozumiem dlaczego postrzegasz to jak coś złego. Czy jeżeli rozstaniesz się na dobre ze swoim mężem to już do końca życia będziesz sama? Przecież nikt nie namawia Cię do tego żeby iść do łóżka z pierwszym, lepszym.


Napiszę Ci jeszcze jedną, okrutną rzecz, proszę nie obraź się na mnie. Nie pisz już więcej swojemu mężowi o swoich uczuciach. Jego już to nie interesuje a zapewne bardzo irytuje. Dużo więcej zyskasz obojętnością i odcięciem pępowiny. To działa, napisały Ci to samo te wszystkie z nas, które odzyskały swoich mężów.

Wszystkie życzymy Ci jak najlepiej i czekamy na Twoje przebudzenie. Twój mąż nie jest zgniłym jajkiem i nie trzeba się z nim cackać smile

610

Odp: Miłość trwa

Kochamkonawalie, jakos tak zaraz mi sie ejdanak z tym zgniłym jajakiem skojarzył.
Chyba nie będę mu już więcej pisała o sobie. Nie pisze o swoich uczuciach do niego, pisze że mni enie jest dobrze.
A on mi mówi: będzie dobrze.

Nie żałuje tego co napisałam. czy go to interesuje czy nie, mam prawo go poinformować o tym jak mi jest.
On mi mówi, że jemu jest ciężko. Mnie też jest ciężko. Też się staram.

Czy go to irytuje, nie wiem. Moze nie wie co z tym zrobić.
Ja uważam , że zrobiłam dobrze. Może tarktuję go za blisko. Ale unikałam kiedyś tego co czuję, jak mi jest, jak postrzegam pewne sprawy.

Dlaczego ma nie wiedzieć, że źle się z tym czuję. Że nie wiem co się dzieje, że jego zachowanie odbieram jako lekceważenie mnie.

Myślicie , że po ponad póltora roku bez kontaktu byłoby lepiej.
Co innego, pól roku.
Nie pisze mu wszystkiego.
Kiedyś podpowiedział mi syn ( ten najstarszy) kiedy widział, ze cos do męża piszę a potem nie mam odwagi tego wysłać.
Powiedział, żebym się nieprzejmowała. Jak mam ochotę coś mu powiedzieć to mam to zrobić.
Jak juz naskrobie tego maila, to mam go wysłać.
I mam to chcrzanić czy go to irytuje czy nie - właśnie nie jest jajkiem. A mnie jest lepiej.

Sa faceci ,których trzeba naprowadzić. Napisać mu wprost.

Nie brakije mi go w domu, w życiu codziennym. Być może dlatego, ze mam małe dzieci i przyzwyczaiłam się do samodzielnego prowadzenai domu. Moge sobie też pozwolic na luz. Nie ma jego do krytyki.

Ale to się może kiedyś zmienić. Dzieci podrosną, moge miec więcej czasu.

Odpowadjac na pytanie, tak uważam związanie się z kimś innym nawet po rozwodzie za coś złego.
Nie oceniam innych, moze im nawet zazdroszczę ze nie mają takich przekonań.
Ja takie mam. I nie chcę ich zmieniać dlatego , bo byłoby mi wygodniej.
Nie chę o tym pisać. Po prostu tak jest.

Zaczynam się zastanawiać, że może ja coś źle robię.
Moze to ja coś chrzanię, że nie jest dobrze.

Ale tak mi się wydaje, że to nie chodzi o mnie.
Wydaje mi się, że to on za bardzo się ze soba cacka. Nie skończył tej znajomości definitywnie.
To nie jest tak, że kochanka nie odpuszcza. Jak się chce kogos spławić to da się.

Zreszta mój mąż potrafi być chamski jak chce.
Widocznie zależy mu bardzo, zeby go dobrze wspominała. Do końca książę z bajki.
Kiedy ode mnie odchodził to nie miał problemu. Chciał mnie zniszczyć.

To nie fair!!!

611

Odp: Miłość trwa

Bet

A jaki masz cel w tym , żeby pisać do niego? Jeżeli Ci to pomaga to pewnie. Jeżeli chcesz coś osiągnąć od niego to uwierz, spływa to po nim jak po kaczce. Napisałam Ci o tym bo sadziłam, że robisz to dlatego, żeby coś osiągnąć  a wiem, że nie tędy droga.

Martwię się o Ciebie, tym bardziej że przed nami najbardziej depresyjny okres a potem jeszcze Święta.

Co do nowych związków, to oczywiście szanuje Twój pogląd ale pomyśl, że to nie była Twoja decyzja i dlaczego masz ponosić tego konsekwencje. Zastanów się nad tym. Jestem przekonana, że było by Ci łatwiej gdybyś miała jakiegoś mężczyznę ochoty po to, żeby jemu pisać jak się czujesz, dzielić emocjami itd.

612

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, depresyjny okres.
Ja mam taki do ponad 3 lat. Odkąd dowiedziałam się o chorobie córki.
Od tamtego czasu moje życie leci w dól. Właściwie to od jej urodzenia się bałam się cieszyć.
Czułam, ze stanie się coś złego.
Wszyscy mi tak gratulowali, ze mamy takie wielkie szczęście. A ja mówiłam, ze boję się cieszyć, żeby nie zapeszyć.
To znaczy cieszyłam się, ale był we mnie niepokój, lęk.

I trudno mi teraz jakoś to wytłumaczyć, ale mimo róznych waydarzeń, mimo czasem strasznęgo lęku jakos wierze, że dla mnie się dobrze poukłada.
Nie wiem jak, nie wiem co.

Wiecie , że ja ubiram małego w kurtke po 13 letnim synu.
Mam po starszych dzieciach nawet skarpetki.
Kiedy urodziła się córeczka i się przeprowadzalam wyrzuciłam sporo rzeczy.
Na prawdę nie przewidywałam więcej dzieci. Też nieźle się nam powodziło a jednak trzymałam chłopięce reczy z mysla jakby było źle, jakby mnie nie było stać na buty, rajstopy.

Kochamkonwalie, nawet jeśli jest to męża decyzja to ja niestey ponosze tego konsekwencje i nie ma to dla mnei znaczenia.
To jest dla mnie problem.
Również ze względu na to, uważam że warto najpierw próbowac dać sobie szansę.
Ale tego muszą chcieć obydwie strony.
Mąż deklaruje chęć, ale podejmowane przez niego kroki sa opieszałe.
Być może właśnie z tego względu, że zna moje pogłądy lub się ich domyśla.

I zapewne masz rację, że gdybym miła kogoś innego, to nie pisałabym do męża.
Ale tak nie jest.
Gdybym miała kogos innego to prawdopodobnie nie pisałabym tez tutaj na forum.

Wcześniej jak mu cos napisałam to robiłam to dlatego, ze stwierdziłam: jak nie jesteśmy razem to wreszcie moge ci napisać cos od siebie. Nie obawiałam się już jego krytyki.

Czy chcę coś przez to osiagnąć. No właśnie...
nie bardzo, to znaczy, że pisze bez sensu.

Nie pisze do niego non stop. Ale jak juz bardzo coś mi dokucza, to nie wytrzymuję.
Faktycznie, ja go traktuję jak kogos bliskiego...

Wcześniej po tych maialch lub smsach zdarzało mu się zostawić więcej pieniedzy.
Dokończę za chwilę

613

Odp: Miłość trwa

Bet. Moim zdaniem to pisz. To co jest adresowane do niego. Twoje myśli. Uczucia. Należą do niego. Nieważne co on z nimi zrobi. Ale ty je czujesz wyrazasz dajesz...

614

Odp: Miłość trwa

Też się o siebie martwię:)

615

Odp: Miłość trwa

Bet:) wiem ze to ostatnio często słyszysz... Ale... Będzie dobrze...

616

Odp: Miłość trwa

End_aluzja... dzięki...

Ale jestem zdenerwowana. Syn miła mieć dzisaj tenis. Mąż miła go zaweźć. Zniknął, telefonu nie odbiera.
Poiwemmu ,zeby przesyłam pienia?ze na konto i kończe z nim kontakt.
Mnie traktuje nieopoważnei, ale tego że przez ta dziwczynę wystawia dzieci to za dużo.
To jest nagminne. Ile mam się nad dziećmi litować.

Mam ochotę zrobić mu mega awanturę. Niech spiernicza do kochanki, albo przynajmniej przestanie udawać staranie.
Albo niech chociaż o to jedno dziecko zadba.

617

Odp: Miłość trwa

Oczywiście mąz nie ma czasu. On teraz cięzko pracuje, wczoraj też pracował.
Ok, a od zeszłej środy, a tydzień wczesniej od wtorku?
Wkurzony zapytał: co j amam ci się spowiadac ztego co robię?
A czemu nie. Przeciez on tez ma dzieci.
Pozbył się ich.
Powiedziałam, że żyje jak kawaler.

Może się to skończy. Jestem tym wykończona.
Mogę stanąć na rzęsach i tak będę ta wredna, mściwa, złośliwa i fałszywa. A kochanka ta szczera, dobra i czuła.

Nie jesteśmy małżeństwem.
Mam żał, że tak zawrócił mi znowu w głowie, tym że chce wrócić, naprawić, zamieszkać razem z nami.

Opowiada coś, że z nią nie mieszka.
A mnie się już tego nie chce słuchać.
Jeden głupi tenis syna, i nawet nie można wysłać smsa, że nie ma.
Jak znika też zostawi bez pieniędzy, nie da znać, ze dziecko nie ma zajęć.
Staram się być wyrozumiała. 

Ten stan jest mu na rękę. Jemu jest dobrze. Robi co chce, żyje jak chce, wydaje ile chce pieniędzy i na co chce.

Chciałby jeszcze żebym zasuwała i zarabiała pieniądze.
Jak już weźmie się do roboty to opowiada o tym jakby siedziaL w niej 24 godziny na dobę.

Powiedzial, że sobei to przemysli i porozmawiamy jutro.
Bzdura, jutro tez będzie zajęty. I tak kolejny rok będzie zajety.

Może mój syn ma rację. Mąż = pieniądze na życie.
I tylko tyle. Szkoda.
Jak można ani trochę nie zajmowac się dziećmi . Nie spędzać z córką, z tym małym nawet 30 minut w tygodmiu.
Mając do nich kilka kroków.

To znaczy, że ja jestem mu całkiem obca. Dlatego też i nasze dzieci.
Jestem zrozpaczona i rozgoryczona. On krzywdzi własne dzieci. Dwojkę małych dzieci. Wychowują się bez ojca.
Nie zalezy mu żeby mieć z nimi więź?!!!

618

Odp: Miłość trwa

Skończyłam to.
Ma się ze mną dogadac w sprawie pieniędzy na dzieci.

619

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Skończyłam to.
Ma się ze mną dogadac w sprawie pieniędzy na dzieci.

To musiało kiedyś nastąpić, ktoś musiał określić co dalej. Bet co on na to?

620

Odp: Miłość trwa

Npiasłam mu, że ona wygrała, że z nia jest.
On, że to nie prawda, Nigdy!!!

Nie musi abyć fizycznei , ale rządzi twoim życiem jak jakis zły duch.

On, to trochę prawda, i że go wku..../ sory

Co dalej nie wiem.
Chcę pinięniądze na konto i wystarczy bajerów.
Jak on dalej chce tak żyć to niech sobei żyje.
Z szansy trzeb akorzystac.
Nie zrobił nic. Oddala się jeszcze bardziej.

Nie był taki. Nie ma powodu, żeby nie odbierać telefonów, nie dać nawet znać kiedy syn nie gra.
Jest 11, w pracy go jeszcze nie ma.

To zapił czy co, jeśli z nią nie jest.
Nie żyje rodziną, ona jest w jego życiu. Odciąga od dzieci, ode mnie.
Nie mam ochoty się z tym męczyć.

Dla mnie dosyć.

621

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Npiasłam mu, że ona wygrała, że z nia jest.
On, że to nie prawda, Nigdy!!!

Nie musi abyć fizycznei , ale rządzi twoim życiem jak jakis zły duch.

On, to trochę prawda, i że go wku..../ sory

Co dalej nie wiem.
Chcę pinięniądze na konto i wystarczy bajerów.
Jak on dalej chce tak żyć to niech sobei żyje.
Z szansy trzeb akorzystac.
Nie zrobił nic. Oddala się jeszcze bardziej.

Nie był taki. Nie ma powodu, żeby nie odbierać telefonów, nie dać nawet znać kiedy syn nie gra.
Jest 11, w pracy go jeszcze nie ma.

To zapił czy co, jeśli z nią nie jest.
Nie żyje rodziną, ona jest w jego życiu. Odciąga od dzieci, ode mnie.
Nie mam ochoty się z tym męczyć.

Dla mnie dosyć.

Bet

Trzymaj się, potrzebujesz teraz dużo cierpliwości i konsekwencji. Pamiętaj, że miałaś już siłę abyś to Ty i Twoje dzieci była najważniejsza. To, że nie będzie między Wami kontaktu i bliskości wcale nie znaczy, ze już nigdy nie będziecie razem. "daj czasowi czas" jak to ktoś ma w stopce tu na forum. Jeszcze kiedyś zaświeci dla Ciebie słońce.

622

Odp: Miłość trwa

Zgadzam się z kochamkonwalie.

Potrzebny jest czas. Powrót mojego męża trwał kilka lat.
Różnie to było w międzyczasie.
Najpierw też myślałam wróci? nie wróci?
W końcu zajęłam się sobą i jakoś to wszystko samo się ułożyło.

623

Odp: Miłość trwa

Droga Bet,
czytam Twoj watek z wielkim smutkiem Mam nadzieje,ze nie uraze Ciebie , ale twoj maz jawi mi sie jako wyjatkowy sk......n. Absolutnie nieodpowiedzialny i egoistyczny dupek Rozumie - milosc, zauroczenie, ale przy okazji tak totalne olanie dzieci, ich potrzeb, zupelny brak troski o ich wychowanie. Nie zajsc do dzieci, gdy tylko pare schodow go od nich dzieli, no nie...... Sprowadzil swoje zycie do zaspokajania tylko i wylacznie swoich potrzeb, a Ty z dziecmi jako jakis przykry dodatek z przeszlosci. Na wszelki wypadek funduje Ci karuzele " wroce, nie wroce, wroce", bo a nuz widelec trzeba bedzie ladowiska.
Wiem, ze to bolesne powiedziec - jestesmy niewazni, nasze zycie zaczyna byc jedna wielka niewiadoma, ale lepiej przyjac to do wiadomosci, niz zyc tym " co byc moglo, a nie bedzie".
Obawiam sie, ze on juz za daleko posunal sie i rozsmakowal w swojej "lekkosci bytu" , praca niekoniecznie, obowiazki wlasciwie zadne....
Moze i faktycznie syn ma racje maz=pieniadze. Potraktuj go jak bankomat i nie na zasadzie ze prosisz o kazda kwote, a on zostawia lub nie, ale ma okreslona suma wplywac na Twoje konto okreslonego dnia.
.  Sadze, ze po ostatnich zachowaniach Twojego meza, musisz twardo zweryfikowac swoje postepowanie wobec niego. Niech nie karmi Cie wiecej obietnicami, ktorych nie ma zamiaru dotrzymywac, a ktore rozwalaja Ci osiagniety wzglednie spokoj. Zobacz Kochana, jak on bezwzglednie operuje na Twoich uczuciach jak ma w d....e jakie Ci zafundowal zycie - doprawdy Himalaje sadyzmu i z jakie powodu, dla kawalka swiezego cialka. Cos niestety musi umrzec w Tobie, aby urodzilo sie cos nowego. Podziwiam Cie, ze mimo wszystko dajesz sobie rade, ale miej troche wiecej wspolczucia dla samej siebie, bo taka jazda na dluzsza mete nic dobrego nie przyniesie.
Pozdrawiam serdecznie.B.

624

Odp: Miłość trwa

No właśnie.
Zranić uczucia jest łatwo, roztaczać wizje pięknie. Ale rzeczywystośc jest taka, ze dał zrobić z siebie " szmatę".
Facet miał wady jak każdy, ale był powiedzmy "fajny". Kim się stał?!!!
I nie dociera do niego, że otwarły się drzwi, że jest jeszcze dla nas jakiś cień szansy, bo jakimś cudem po tych wszystkich przejściach jest mi bliski.
Nic, zero.
On i jego ciężkie przeżycia, babranie się, jeszcze trochę.
Zamiast odciąć ten wrzód, który rozpierniczył i jemu i nam życie to się z nim cacka.
Rozumiem , ze było mu tak zajebi.... że nie umie dac jej kopa na pożegnanie.
Dla niego to wygodne. "Nie wiem co musiałoby się wydarzyć".
A co, zostawic sobie w zapasie.
Tak się nie da. Trzeba zdecydowanie, radykalnie i bez ogładania się wstecz.

Innaczej to na nic. On nie musi być dla niej niemiły, tylko stanowczy.

Rozsmakował w tym kawalerskim życiu.

Ja też chyba leniwa jestem. Za mało pracuję, ale jeszcze troszkę się rozkoszuję tym siedzeniem z maluchcem.
Trochę przegapiłam sezon. Nie jestem jakoś w formie. Ale ciut lepiej mi się pracuje.
Powoli wracam.

Nie chodzi mi o jakąś pomoc przy dzieciach. Tylko o to żeby to nie był ktoś całkiem dla nich obcy.
Jak on może snuć palny, że zamieszkamy razem jeśli my się do tego teraz nie nadajemy.
Czas leci.
On nadal mnie zdradza, jesli nie fizycznie to w myślach. Jest tam z nią. Nie ma nas, nie ma miejsca na dzeci.
Cała uwaga jest na nią. Nawet nie na niego.

Zadzwoniłam, ma jeszcze dzisiaj zostawić pieniadze.
Niesamowite.

Niech płaci. Na apartament było. Ciekawe co wymysli.
Wymieniłam konkretną kwotę.
Miarka się przbrała.
Dwa miesiące minęły i dalej to samo.
Przynajmniej jak się na to patrzy z boku.
Może z jego perspektywy jest innaczej.

Dziewczyny kilka lat ok. Ale żeby chociaż coś robił żeby jej z nami nie było.
To jest jak walka.


Nic na to nie poradzę, że tak reaguję.
Po prostu nie jest mi obojętny.

Ale mam mimo kompleksów jakieś tam o sobie zdanie.
Trafiła mu się super żona, może pora aby ją docenił, bo ja siebie chyba jednak trochę cenię.

Nie godzę się na takie traktowanie.

625 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-11-11 17:09:49)

Odp: Miłość trwa

Bet,

i jak mąż reaguje na Twoją zmianę? Moim zdaniem bardzo dobrze robisz. Stawiasz sprawę na ostrzu noża. Cokolwiek teraz się nie stanie będziesz wygrana.  Jeżeli naprawdę chce być z Wami (z Tobą), to ma ostatnią szansę, aby z niej skorzystać. Jeśli nie zmieni się, nie zrobi nic, to już jego problem. Ty zrobiłaś już wszystko co w swojej mocy. Czekałaś, byłaś gotowa wybaczyć, wyciągnęłaś rękę. Do tanga trzeba dwojga. Sama małżeństwa nie uratujesz.

Mam pytanie drogie Panie o radę. Od jakiegoś czasu odsunęłam się od męża. Można powiedzieć, że od jakiś 2 miesięcy ja pierwsza do niego zadzwoniłam, choćby nie wiem co. Oczywiście wiem, że sucz nadal istnieje w jego życiu (on cały czas ją ukrywa przede mną, zachowuje się tak jakby jej nie było, jak ja ostatnio wspomniałam o niej, to było wyczucie napięcie z jego strony, ale nic na to nie powiedział). Sypia u niego w domu regularnie. Niestety moje dzieci z nią przegrywają.

Ale przechodząc do rzeczy. Od jakiegoś czasu widzę i czuję, że mój mąż się zmienia. Szuka kontaktu, albo złośliwie nie dzwoni (tzn. w sytuacjach, w których zwykle to czynił, przestał). Często pyta się o dzieci (z zainteresowaniem, odróżniam jego pytanie na odwal się). Często je zabiera. Coraz częściej wspomina, że dla mnie pieniądze są w pierwszej kolejności, inni mogą poczekać. Bada moje reakcje w różnych sytuacjach (wspomina o czymś co wie, że mnie "zdenerwuje" i czeka co zrobię, ostatnio do wszystkiego podchodzę z obojętnością i spokojem - oczywiście na zewnątrz). Próbuje aranżować spotkania, nie daję się, a wręcz przeciwnie.  Wczoraj pokłócił się z matką i musiał wynosić się z domu z dziećmi. Miałam mieć wolny weekend. Zadzwonił płaczą opisując mi sytuację. Co mogłam zrobić, dzieci zabrałam, nawet chciałam go zaprosić na kawę, ale się powstrzymałam - i dobrze, bo pewnie bym tego teraz żałowała. Jak nas odprowadzał do drzwi, to mimo moich komunikatów dalej pójdę sama z dziećmi, szedł dalej. Po jakiś 15 minutach zadzwonił i mnie przepraszał, że popsuł mi weekend. Na końcu stwierdził, że już nie będzie nam dłużej przeszkadzać, w tym momencie pożegnałam się grzecznie - nie potwierdzając i nie zaprzeczając, jego stwierdzenia. W bardziej dosadny sposób stara się pokazać, że jest odpowiedzialny. Miał dzisiaj zabrać córy na spacer, zadzwonił, że jednak nie będzie mógł tego zrobić, bo jego brat trafił do szpitala. Czuję, że rozmowy ze mną przez telefon dają poczucie "szczęścia". Jedno jest pewne, ja go znam i widział w wielu sytuacjach, przecież przy sucz nie będzie szlochał (dla niego jest to krępujące, mało męskie, a wie, że ja i tak to widziałam nie raz). Co o tym wszystkim myślicie? Jakbyście się zachowały na moim miejscu?

626

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, myślałam co u Ciebie...:)
Tak mi się wydaje, ze może mu się z kochanką nie układa. Może widzi , że to ni eto, albo na dłuższą metę nie chce tego ciągnąć.
Chce sprawdzić czy jest szansa na powrót.
Może też mieć zamiar poukładania sobie z tobą kontaktów.
Im chyb aw pewnym momencie na tym zależy.
Przynajmniej teoretycznie.
Ale ty swojego męża znasz najlepiej. Widzisz , że coś się zmienia.
Jak myślisz, czym to może być spowodowane...?

Z mojego koniec, mąż nic sobie nie zrobił.
A..., zabrał syna na zakupy. Wydał ponad 1000 zł.
Może odebrał jakieś telefony. Syn miał mieć tenis 3 razy w tygodniu, a nie 1 raz.
Nie popuszczę.
Skarżył się, że ma 10 raz w tym roku zapalenie pęcherza.

627 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-11-12 13:44:25)

Odp: Miłość trwa

Oj Bet,

przykro mi, że tak z mężem Ci się układa (choc lepszym zwrotem byłoby nie układa). Może teraz jak zobaczy, że Ciebie traci coś w nim drgnie i się zmieni. Tylko czy Ty nadal będziesz chcieć? czas pokaże.

Ale jeżeli podjęłaś decyzję, że to juz koniec, to trzymaj się jej. Inaczej nadal będziesz cierpieć. Musisz odciąć pępowinę i iść w swoją stronę. Psychnicznie będzie Ci łatwiej. A jak macie być razem, to i tak będziecie.


U mnie sytuacja wygląda w ten sposób, że ja od męża się odcięłam. Nie dzwonię, nie proszę, nie pokazuję emocji - ani tych pozytywnych ani tych negatywnych. Z mojej strony jest spokój i obojętność. Asertywnie mu odmawiam. W rezultacie kilka razy mnie przepraszał za to co zrobć w danym momencie. Coraz częściej wychodze do ludzi. Swego czasu stosował sztuczkę, że nie brał dzieci, abym ja nie mogła układać sobie życia. Teraz się zdziwił, bo ja usypiam dzieci i wychodzę (one pozostają pod opieką mojego taty). Widuję mnie jego koledzy z innymi ludźmi, jak wsiadam do kolegi do samochodu. Przestałam się przejmować jego zdaniem, co on sobie pomyśli.


Trzymaj się, pozdrawiam gorąco Bet.

628 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-12 15:08:40)

Odp: Miłość trwa

-

629

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, fajnie ze jesteś:)

Zarezerwowałam sobie sylwestra, a co tam.
Chwile wczoraj z mężem rozmawiałam.
Wiecie, on jakby celowo szukał dla sibei usprawiedliwienia. Tylko czeka żebym mu wyleciała z jakimś żalem.
Ktoś go nastawia, że będę wypominać, że to nie ma sensu.

Trudniej jest naprawić to co jest niz zaczynac od nowa.
Ktoś nim steruje, nakierowuje na to nowe.

Po rozmowie, napisałam mu o tym, ze szuka dowodu, na siłę.
Rozwmowa była głownie o finanasach. Zaproponował mi jakby alimenty.
To znaczy, że może zostawiać mi jakąś kwotę ( oczywiście jak dla mnie to za małą, ale w ostateczności mogłabym się chyba zgodzić) a ja będę opłącać wszystko.
To oznacza dlasze odcięcie się.
Ale to nei jest problem.
Problemem jest to, że oddala się do dzieci. Stroni od kontaktu.
Strałam mu się wytłumaczyć, że zanika więź miedzy nim a dziećmi.
Dla starszych chłopców stał się bankomatem. A to dlatego, że od siebie nei daje im nic więcej.
A z młodszymi ni ema kontaktu. Za chcwile będzie całkiem obcy.
A on: przeciez mały się tak do mnie uśmiecha, no... chyba ze on tak do wszystkich.

Dokładnie, mały śmieje się do wszystkich.
Córeczka, ona nawet na niego nie czeka. Nie pyta.

Wysłał mi smsa, że rodzina to najwaspanialsza rzecz jaką w życiu osiągnął i że teraz widzi że warto się dla tego poświęcić,ze kocha nasze dzieci i zrobi wszystko żeby było im jak najlepiej, bo tylko wtedy zanjdzie spokój i równowagę, może nawet prawdziwe szczęscie.

Tylko, że łatwo się pisze, a w życiu już się przekonałam że trudniej jest zrealizowac swoje plany.
Ten facet potrzebuje celu.
Ja nasuwam cel - dzieci, rodzina
Ktoś inny nasuwa odmienny cel.

Jak dla mnie nic się nie zmienia.
Jego priorytety moga się zmienic po pierwszym smsie od kochanki.
A ja słowa biorę nan poważnie.
Nie umiem ufać trochę. Umiem tylko na 100%.
Trudno jest mi się nauczyć, że tego co on mówi i pisze nie mozna traktowac na serio.
Każdy mi to mówi, a ja tak nie potrafię.
To co mi zostaje teraz to potraktowac te zapewnienia tak jakby nie istniały i żyć jak najbardziej , na ile się da swoim życiem.

630 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-13 11:45:37)

Odp: Miłość trwa

Kochana Bet

jeżeli już doszło do tego, że on proponuje Ci jakąś kwotę miesięcznie na rachunki, dzieci, dom to nie zgadzaj się na to co on Ci teraz oferuje, żądaj większej bezpiecznej kwoty.
Dlaczego?
  Bo w przyszłości i tak będzie ucinał z tego co teraz oferuje. Znów będą nie raz pilniejsze potrzeby niż Ty i dzieci, kolejna cizia, US czy wycieczka. Nadwyżkę wpłacaj na konto oszczędnościowe.
  To tak jak z alimentami w sądzie, zawsze żąda się więcej niż niezbędne minimum bo sąd i tak zawsze ucina żądanej sumy co najmniej 1/3.
Według mnie powinnaś brać od niego 25% więcej niż potrzebujesz na rachunki, jedzenia, zajęcia dzieci i podobne sprawy.
  Ja byłam przezorna, przy rozstaniu wymusiłam od niego 7500 miesięcznie, czasem obrywał bo nie miał i dawał mi 5000 miesięcznie ale to była bezpieczna kwota, do przeżycia. Za każdym razem brał pokwitowanie, że dał mi takie pieniądze, ja mam teraz te pokwitowania i sądzę, że Ty powinnaś brać pokwitowania skoro już jesteście na etapie uzgadniania sumy, ten kwit prędzej czy później Ci się przyda.
Rozumiesz co mam na myśli?
Teraz miesięczne pieniądze na dzieci, za jakiś czas wyznaczy sobie wizyty u dzieci i to będzie ostateczny znak  sad

U mnie nadal impas, milczę, wytrwała jestem.
Od soboty biegam o 6 rano z psem 40 minut( zawsze spałam do 11) , w czwartek wracam na grupę wsparcia, szukam korepetycji z angielskiego.
Trzeba żyć i mieć z życia satysfakcję.

631

Odp: Miłość trwa

Rozumiem twój tok rozumowania, nie wiem jakbym postąpiła będąc na twoim miejscu. Ale uważam, że powinnaś się od niego odciąć emocjonalnie, choćby na jakiś czas. Wtedy łatwiej ocenisz swoją sytuację, bardziej obiektywnie.

On jest świadomy, że oprócz krzyków i wyrzutów nic więcej nie zrobisz. Zgadzam się z tym, że masz prawo do emocji, i lepiej się na nim wyrzycić niż na dzieciach.

Nie chcę Cię obrazić, ale w mojej opinii jesteś od niego uzależniona. On to czuje. Może zrobić wszystko, a Ty i tak go przyjmiesz. Miałaś juz względy spokój, dopóki on znowu nie wdarł się w Twoje życie, karmiąc Cię nadziejami. Nie sugeruję Ci, że nie powinnaś nigdy z nim być, bo ta decyzja należy do Ciebie i do niego - to musi byc Wasza deczyja. Ale Ty ciągle szukasz usprawiedlienia jego czynów, nawet jeśli nie, ograniczasz się do "ochrzanienia" go. Zwróć uwagę na to, że on nie ponosi żadnych konsekwencji swojego zachowania. To Ty i dzieci za to płacicie. 

Nie chcę Cię pouczać, bo moje dośiwadczenia są zupełnie inne, poza tym, mój wiek, sytuacja odbiega od Twojej. Mimo to, czuję, że jesteśmy bardzo podobne. Myślę, że wiem, czemu tak postępujesz, ale z tego co naczytałam się na forum, nie tędy droga.

Kiedyś Twardogłowa napisła mi mądre zdanie, że mąż ma być dodatkiem do szczęścia, a nie jego sednem. Nie rozumiałam tego, teraz po kilku miesiącach dochodzę do wniosku, że miała 100% racji. I uczę się tego. Nie chcę stać z założonymi rękami. Może mój będzie chciał wrócić, może wtedy go przyjmę, a co jeśli nie będzie chciał, całe życie będę na niego czekać. Bywa, że czuję sie okropnie, jest mi źle, często tęsknie za nim, myslę o nim 100 razy dzienie, ale powoli zaczynam być szczęśliwa. Cieszę, że z drobnych rzeczy. Poza tym uświadomiłam sobie, że bez niego poradzę sobie, ja z 2 małych dzieci. I biorąc pod uwagę to co się stało (przyjmując jako fakt), cieszę się postępował jak ostani sk..wiel, bo teraz wiem, że ja kontroluje swoje życie. Czego on (czy ktokolwiek inny) by nie zrobił, to ja sobie poradzę. Będę żyć skromniej, wolniej, ale wiedząc, że jutro też jest dzień.

632 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-13 14:53:34)

Odp: Miłość trwa

Zagubiona

  wczoraj napisałam dokładnie to samo co Ty ale wykasowałam, nie chciałam być ostra.

  Dołączyłam również linki do forów, na których kochanka mojego męża podszywając się pod faceta szkaluje mnie a po zdemaskowaniu ucieka jak szczur. Dołączyłam jej zdjęcie z października tego roku(żadna tam już z niej piękność).
Mam podstawy sądzić, że jedna z użytkowniczek tego tematu jest tą suką, poinformowała mnie emailem, że zna mój nick na tym forum, poprzednie również, zna i czyta. Grzeje mnie to.

  Zadajmy sobie pytanie:
czy my siebie kochamy? Jeżeli znamy odpowiedź na to pytanie wtedy wszystko staje się proste.
Kocham siebie, nie pozwolę się skrzywdzić, kocham siebie: dbam o siebie.
Kocham siebie najpierw, potem innych.
Ja tak rozumuję. Chociaż niektórzy zarzucają mi egoizm, mam to gdzieś bo to ja jestem dla siebie najważniejsza.
Kocham siebie  więc...

Musicie nauczyć się kochać siebie i musicie pozwolić sobie na miłość własną wtedy życie staje się proste.

Wiecie jaką radość daje mi wygłupianie się z moim psem nad ranem na spacerze? Bez tego kamienia przygniatającego duszę,
zbliżam się do domu, ciężar powraca. I niby wszystko ok, śmiejemy się, przytulamy, rozmawiamy, ten ciężar jednak jest nadal pomimo szczerego uśmiechu na ustach.
Kurczę, boję się, zaczynam łapać się na tym, że lepiej czuję się gdy go nie ma i coraz mniej o nim myślę.
Czyli jest mi dobrze bez niego, on jest dodatkiem, czasami tylko...
Popieprzone to wszystko.

633

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, bardzo ważne stwierdzenie - kontroluję swoje życie.
Właśnie to jest podstawa. Ja się tego życia boję. Boję się, ze sobie nie poradzę.
Zresztą wiele kobiet, które mają kilkoro dzieci i do tego małe dzieci obawia się przyszłości.
Czuję się niepełnowartościowa bo dobrze nie zarabiam. Straciłam małżeńswto i pracę jednocześnie.
Sprawy związane z mężem to jedno, a moj aniezależnośc to drugie, ale chyba najważniejsze.
Nie mam poczucia bezpieczeńśtwa, starciłam bardzo wiele. Zostałam wyeliminowana, sama tez się odsunęłam.
Zaczynam praktycznie od zera.
Ze złamanym sercem, sączącą się raną i brakiem pracy.
Owszem dorabiam, ale to jest za mało.
Denerwuję się, bo dotacja i własna firma jest dla mnie szansą.
Za niedługo mały skończy rok. Po prostu chciałabym już zacząć normalnie pracować. Stanąć na własnych nogach.
Na dniach powinnam znać odpowiedź, a wniosek nie poszedł mi dobrze.
Bardzo się denerwuję.

Z pracy odeszła dziewczyna z recepcji. Prawie wszyscy z firmy jada na jej ślub z mężem ( do Pragi), a ja nie zostałam zaproszona. A ja ta firmą żyłam, była jak drugi dom.

Wiecie jak mi ciężko.

I to prawda,ze jemu uchodzi wszystko na sucho.
Kiedyś mnie to bolało, a taraz doszłam do wnisoku, że ja nie jestem od karania.
Poczucie wartości mogę a nawet powinnam czerpać z siebie. Nie potrzebuję go karać. Potrzebuję żyć tak abym to ja była z siebie zadowolona.
To że go czasem ochrzanię. Po prostu nie wytrzymam i powiem co mi nie gra.
Nic na to nei poradze, że wyczuwam co się dzieje. I niestety się nei mylę.

Najgorsze, że nie umiem tego powstrzymać.
Wiem,że te różne chwyty, typu olać go, wzgbudzić zazdrość sa może skuteczne.
Ale mnie sie nie chce. Nie chce mi sie robić cokolwiek co mogłoby może przynieśc jakis tam zamierzony efekt.
Po porostu chcę być sobą.
Nie mam ochoty pokazywac pazurki, udawać obojętności.
Tak może sobie robić wszystko. To są jego decyzje.

Ale co dla mnie jest ważne, jestem szczera. Nie mówię mu o wszystkim.
Tak , zburzył mój spokój.
Bo chciałam wierzyć w jego słowa.
Bo z czasem mam coraz wiekszą tęsknotę za rodziną.
Bo widzę, ze męża ta sytuacja też jakby zmieniła.
Niestety miłości z jego strony nie widzę. Jest szczery. Jeszcze jakiś miesiąc temu deklarował, że chciałby żeby się miedzy nami poukładało, a teraz o tym nie wspomina.
Ale tak jest dobrze, uczciwie.

Wolę tak niż rozbudzanie nadziei i kontakty z kochanką.

Dla mnie to na teraz koniec. Nie mówie nigdy, bo tego nie można wiedzieć.

Tak jak napisałam wczesniej, jestem bardzo zdenerwowana, sprawami zwiażanymi z pracą.
Myslę, że to przed soba ukrywam.
Skupiam się na mężu żeby uciec od tego co najbardziej mnie trapi.

Ja tak lubiłam tą naszą wspólną pracę...
A teraz się denerwuję, staruję od zera. Boję się.
Tak nie chce mi się zakładać tej swojej firmy. Tak bardzo się boję że nei dam rady

634

Odp: Miłość trwa

A co się stanie takiego jak nie poradzisz sobie z firmą? Zabiją Cię czy co?
bet, spokojnie, każda z nas na własnej działalności boi się każdego miesiąca ale jakoś pchamy ten wózek pod górę i jak wiesz z dobrym skutkiem. Czasem mam tak, że w ciągu 2 tygodni nie ma klienta a potem jeden strzał, że wystarczy na dwa miesiące tłustego życia. Pisałam Ci już, że w ciągu 3 miesięcy byłam na urlopie za granicą, kupiłam auto, wyremontowałam małej pokój, zwiedziłam Londyn, to z moich zarobionych pieniędzy. Na to trzeba czasu, odwagi i cierpliwości.
Nie wiem, może ja za bardzo wszystko mam w zadzie?

635

Odp: Miłość trwa

Nerwy zwiazane z firmą przeżywałam do lat. Tak jak pisałam nie było podziału. Angażowałam się w firmę męża.
Pieniądze zawsze były wspólne. Na poczatku znajomości to ja pożyczałam mężowi.
Ale jednak odpowiedzialność spadał na niego. I juz wiem, jak to jest mysleć co będzie za tydzień, o kolejnych zelceniach.
W dodatku, to ma byc taka sama firma jak męża. A więc - co- konkurencja.
A dlaczego mam zaczynać coś nowego.
Boję sie utrudnień, że będa chcieli mi pokazać, ze jestem do d....
A może i bez tego okaże sie, ze jestem do d...
Nie chcę z mężemm konkurować, ale muszę myśleć o swojej przyszłości, niezależności.
Ufałam w tych kwestiach jemu. Zawiodłam się.
Pod każdym wzgledem.

Jak nie dostanę dofinanasowania na sprzet to będę załamana i nie wiem czy odwaze się ruszyć.
Jak dostanę chociaz coś z tego o co się starałam to potrzebuję jeszcze zgodę męża.

A był mąż. Spędziłw domu chyba całe 2 minuty.
Przyniósł dla syna telefon do podładowania.
To"źle" to chodziło o przetarg.

Twardogówa, ja cię podziwiam.
Twój mąż to już raczej nei jest ciacho i w dodatku pożytek z niego taki sobie.
Ty jesteś młoda, otwarta. Prgniesz w życiu chyba przygody.
On jakby swoje przeżył.
No nei chce Cię namawiać, ale co to ma być, żebyś miała szalec tylko z pieskiem.
Ja wiem, że do szaleństwa potrzebni jesteśmy tylko my. Miałam tak nie raz.
Ale we dwoje cieszy jeszcze bardziej.
Wiesz, ja jestem starsza, obciążona grondką dzieci, chorą córką i przekonaniami.
Gdyby te przekonania tak we mnie nie siadziały, łatwiej byłoby mi dać niewiernemu facetowi "kopa".
Mnie to wszystko duzo kompilkuje.

Twardogłowa, mnie się wydaje, ze jak ten twój mąż Tobie nie sprosta, ty prędzej czy później się do niego oddalisz.
Pragniesz od życia czegoś więcej. Jesteś wobec niego uczciwa, lojalna, dobra.
O taką kobietę się zabiega.

636

Odp: Miłość trwa

Bet

Ciągle tylko wymówki.

Myślę, że gdzieś w podświadomości masz, że jak będziesz w stanie funkcjonować o własnych siłach to już koniec waszego małżeństwa.

Boisz się, że nie dasz rady? A jak sobie dawałaś radę przez ostatnie 2 lata? Przecież byłaś sama? Macie 4 dzieci i tak czy inaczej on będzie musiał na nie łożyć.

Uważam, że to był dobry pomysł z ustaleniem kwoty na dzieci. Przynajmniej wiesz na czym stoisz, znasz swój budżet. Ja nie potrafiłabym tak żyć nie wiedząc ile mam pieniędzy do końca miesiąca.

Wydaje mi się, że przydał by Ci się psycholog żeby móc pójść do przodu. Teraz stoisz w miejscu a nawet się cofasz.

Pozdrawiam Cię ciepło

637

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Zagubiona

  wczoraj napisałam dokładnie to samo co Ty ale wykasowałam, nie chciałam być ostra.

  Dołączyłam również linki do forów, na których kochanka mojego męża podszywając się pod faceta szkaluje mnie a po zdemaskowaniu ucieka jak szczur. Dołączyłam jej zdjęcie z października tego roku(żadna tam już z niej piękność).
Mam podstawy sądzić, że jedna z użytkowniczek tego tematu jest tą suką, poinformowała mnie emailem, że zna mój nick na tym forum, poprzednie również, zna i czyta. Grzeje mnie to.

  Zadajmy sobie pytanie:
czy my siebie kochamy? Jeżeli znamy odpowiedź na to pytanie wtedy wszystko staje się proste.
Kocham siebie, nie pozwolę się skrzywdzić, kocham siebie: dbam o siebie.
Kocham siebie najpierw, potem innych.
Ja tak rozumuję. Chociaż niektórzy zarzucają mi egoizm, mam to gdzieś bo to ja jestem dla siebie najważniejsza.
Kocham siebie  więc...

Musicie nauczyć się kochać siebie i musicie pozwolić sobie na miłość własną wtedy życie staje się proste.

Wiecie jaką radość daje mi wygłupianie się z moim psem nad ranem na spacerze? Bez tego kamienia przygniatającego duszę,
zbliżam się do domu, ciężar powraca. I niby wszystko ok, śmiejemy się, przytulamy, rozmawiamy, ten ciężar jednak jest nadal pomimo szczerego uśmiechu na ustach.
Kurczę, boję się, zaczynam łapać się na tym, że lepiej czuję się gdy go nie ma i coraz mniej o nim myślę.
Czyli jest mi dobrze bez niego, on jest dodatkiem, czasami tylko...
Popieprzone to wszystko.

dokładnie tak twardogłowa
moga przy nas być
ale jak ich nie ma to duzo inaczej nie jest, prawda?/
no czasami się przydają
czasami zrobią coś za ciebie
nie musisz o wszystkim mysleć
czasami fizycznie zaspokoją.,,.
rozwiążą problem, więc nie musisz sama (chociaż wiesz, że byc mogła i dałabyś sobie radę...)

i to wszystko może byc ok...
ale róznicy dużej nie czyni
ułatwia zycie
ale róznicy dużej nie czyni

638

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, ale mnie pocieszyłaś.
Gdyby ta kwota była nieco wyzsza to ok. Ale on pozbywa się już całkiem czwórki dzieci za jaieś tam pieniadze.
Gdyby taka kwota była na 2 dzieci to nie ma problemu.

Dostałam wstępne wyniki. Na 100 pkt uzyskałam 91.
Obcieli mi 10 tyś zł.
Mam czas do piatku na odwołanie.
Oczywiście będę się odwoływaĆ, bo jak wiele osób się dowoła to jeszcze się okaże, że nic nei dostanę.

No więc jechałam sobie samochodem z dziećmi do fryzjera i pomyślałam sobei , że chyba upadłam na głowę.
Kiedy czekałam na dzieci u fryzjera wpadła mi w ręce gazetka. Był tam artykół o przemocy.
Te kobiety sa uzależnione od swoich oprawców.

Myślę,ze ja jestem też w jakiś spoóśb uzależniona. Tak podejrzewam.
Cięzkie jest to, ze ja się z tym facetem zżyłam. Znamy się od 16 roku życia. Znam go lepiej niż własną siostrę.
Sodzieliśmy obok siebei w ławce , ha...
Muszę kończyc...

639

Odp: Miłość trwa

Bet, poczytaj może o takim klasycznym współuzależnieniu w rodzinie alkoholowej, może książkę "Koniec współuzależnienia"
tak wiele mamy wspólnego, choć problem wydaje się inny, ale tak naprawdę problem tkwi w nas,
Ja tez mówiłam, jak bardzo boję się samotności, aż kiedyś  bliska mi osoba powiedziała "przecież ty już jesteś sama i doskonale dajesz sobie radę"
Mnie pomogło odejść i odseparować od męża nagłe i niespodziewane dla mnie uczucie.
To wtedy trafiłam na to forum, to ono pomogło mi nie brnąć dalej....
efekt jest taki, że maiłam wreszcie siłe, aby oddzielić się od męża, przestać oczekiwać niemożliwego.
Wniosłam pozew o separację a teraz mam zamiar wystąpić o rozwód.
Wiem, doskonale zdaję sobie sprawe, że jeżeli bedę chciała żyć w zgodzie ze swoim sumieniem nie mogę być z kimś innym.
To było i jest dla mnie najtrudniejsze, bo uwielbiam seks, uwielbiam sie przytulać, mam jeszcze w sobie tyle miłości.
Raz się z tym godzę, a raz krzyczę, że to niesprawiedliwe, że mam się wyrzec wszystkiego.
To, że moje dzieci nie mają ojca też jest niesprawiedliwe a tego też nie zmienię

640

Odp: Miłość trwa

Oj, Alonka, właśnie. Po prostu pewien etap w życiu się kończy a czujemy się na to za młode, jeszcze nam tego mało.
Dla mnie się to wszystko stało tak niespodziewanie, za szybko.

Ale martwia mnie słowa Kochamkonwalie, ze się cofam.
Jest ze mna aż tak źle...!!!!
Ja się staram. Ciągnę jakieś zlecenia, a chciałabym mieć więcej pracy. Prawdopodobnie dostane pieniadze na dofunansowanie działalności. Na razie przyznali mi 30 tys zł.
Zarezerwowałam sobie mysle fajnego sylwestra w Pałacu Kultury.
Myślę, że miło spędzę czas. Wybieram się na n apoczatku grudnia do W- wy na dwudniowe szkolenie ( z synem).

Dbam o siebie, dzieci, o dom. Czasem jest lepiej czasem gorzej.
Ja już nie wiem, co mam ze soba robić. Wciąz mało?
Ktoś napisze : zajmij się sobą.
To co mam konkretnie jeszcze zrobić.
Piszże wprost , ze się boję.
Ale jak byłam dzieckim, bałam się odezwać.
Do 4 klasy miałam pełno nieobecności, bo tak cicho mówiłam: jestem; ze moja obecnośc byłą niezauważalna.
Potem prowadziłam akademie. Zapowiadałm występy.
Za każdym razem kiedy mam coś załatwić czuję dyskomfort. Każdy telefon do klienta jest dla mnei przełamaniem siebie.
Nie potrafię utrzymywać kontaktów, jestem może nawet nietowarzyska.
Zanim poszłam do 1 klasy, kiedy mieszkałam z babacią  i ciocią byłam sama. Teśkniłam tylko za rodzicami, za ojcem najbardziej, bo mama była mi obca. Nie miałam tam żadnych ! koleżanek.
Było wstawanei rano, wyjście z babacia n adziełkę, a potem stanie kilka godzin na ulicy i czekanie ąz babcia sprzeda parę kwiatków.

Nie iwem już co mam jeszcze ze sobą robić.
Po spotkaniach z psychologiem nei czuję się lepiej. Nie zmieniam się. Jest do kitu.
Sama staram się nad sobą pracować.
Wyszłam z tzw. dobrego domu.
Domu w którym teraz widze nie było dobrze.
Sory, że tak zmieniułam temat.
Tak mnie naszło, bo niedawno rozmawiałam n aten temat z siostra.
Spędziłam z nią 2 pierwsze lata życia. Zostałam oddana do babci jak skończylam 3 miesiące. Tam był mój dom.
Potem odeszła siostra, bo rodzice zabraliu ja do siebei kiedy szła do szkoły.
Mnie zabrali do siebie jak miałam 7 lat i szłam do szkoły.
Po pierwszej klasie podstawówki starciłam ojca. Mama ktora była dl amnei obcą kobietą i której nie lubiłam sidziala na dyżurach. Zawsze miłam oceny gorsze niż dzieci koleżanek, zawsze źle wygładałam zawsze źle!!!!!!!
Nie czułam się w tym domu dobrze. Mamie o niczym nie można było powiedzieć.
Przyniosłam 4+, i foch mamy - a dlaczego nie 5.
Porównywana do siostry. Kiedyś bigała za mną ze strzykawaka, zeby sprawdzić czy nie mam cukrzycy.
Na siłe mi ją wbiła. Byłam już w liceum.
A gdybym nawet miała cukrzycę, to jest to choroba.
Wróciłą kiedyś późno, bo zaraz po szkole jechałam n anagielski, francuski i kurs tańca.
Była chyba 21, padłam ze zmęczenia.
Moja mama nei chciała wpóścić mnei do domu , zwyzywała mnie. wyskoczyła z zegarkiem. A ja tak zajęci amiałam co tydzien.
Wracałam o tej godzinie prosto ze szkoły i z zajęć.
Mogłam chłać, ćpać, szlajać się.
Włąściwie to moze nie miałam dzieciństwa.
Mamy nie było całymi dniami, bo po 48 gdzinach dyżuru leciała do kolejnej pracy a potem n akolejny dyżur do kolejnej ( miała 3 miajsca pracy).
Nie wiem po co to piszę. Moze dlatego ,że miałam z pozoru wspaniały dom. Mama lekarz, tata prawnik.
A było jak...?

Rodzina , dzieci -  chciałam dać im dom jakiego mnie zabrakło.
Moze ktoś kto go miał nie ma takiej silnej potrzeby.
Ja przeszłam zycie bez ojca, z mama wciąz w pracy, samotne oderwane do biskich dzieciństwo.
Cocia , babcia ni eokazywały mi tak uczuć, one nie przytuła tak jak rodzic.
Nigdy prawdziwie nie przytuliłam mojej mamy, nie pocłaowałam. NIGDY!!!
Pamietam jak szłam z ojcem za rekę to byłam w siódmym niebie, byłam szczęśliwa.

To że nie mam takeigo domu i rodziny jakie chciałam dla swoich dzieci to dla mnie porazka, moze i tragedia.
Bardzo trudno mi się z tym pogodzić.
Moze takie osoby jak ja  nie powinny rodziny zakładać

641

Odp: Miłość trwa

Niepotrzebnie to pisałam , takie jest życie.
Każdy niesie jakiś bagaż.

642 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-14 10:08:44)

Odp: Miłość trwa

Bet
po Twojej wypowiedzi widzę jak bardzo jesteś podobna do mnie.

Zadziwiające bo mnie też odrzucało od psychologów, chodziłam, starałam się ale przerwałam.
Pokazywanie za zewnątrz wszystkim, że jest ok, udźwignę wszystko, nie poproszę o pomoc, dam sobie radę. Ładnie ubrana, super fryz, super praca, auto, dziecko, i co ona chce? Ma wszystko i jeszcze jej mało... Na zewnątrz oceniają.
A w środku duszy gotuje się, rozrywa rozpacz.
Jak teraz.
Ja tego swojego gamonia rozszarpałabym, jak on nic nie rozumie, jak można być taki gamoniem? To taka kołtuńska manipulacja alkoholika, którą on uważa za oczywistą oczywistość.
A może zawsze był taki tylko ja tego nie dostrzegałam, poszłam do przodu, wyprzedziłam a on został w tyle?
I za cholerę nie pasuje do mojej bajki. I co zrobić aby pasował? Zmienić bajkę?

Mi bardzo pomogły poniższe strony:

http://terapiaprzezpisanie.blogspot.com/

http://uciekamdoprzodu.blogspot.com/?zx=3e25ff2406ba62f7

http://mojedwieglowy.blogspot.com/

Bardzo Cię proszę zajrzyj na te strony.
Poświęć nawet noc, zrób sobie dobrą kawę czy herbatę ale koniecznie zapoznaj się z tymi stronami.
Tam są takie jak my. Ale jakże inne. Już po. Otworzysz szeroko oczy jak przeczytasz całą zawartość, poznasz siebie dogłębniej,  takie typy jak Twój i mój dziewczyny nazywają tam psychofagami. W tych historiach zobaczysz siebie, swojego męża, swoje życie. I zrozumiesz dlaczego, dlaczego zamiast siedmiomilowych butów na nogach masz beton.

643

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, nie miałam czasu zajrzec jeszcze na te strony.
Piszę odwołanie do wniosku no i trzeba trochę pracować i trochę zając się dziećmi i trochę domem.

Wciąż coś mam do zrobienia. W sobotę ma spotkanei klasowe podstawówki po 25 latach!!!!
Wraca mi infekcja. Będzie znowu antybiotyk.

A może ja już tak mam, że zbytnio narzekam.
Wiecie czasem czuję się przygnebiona, ale może za bardzo dramarycznei piszę.
Niektóre z was ze mną rozmawiały, czy jest aż tak ze mną źle.

Piszę czesto jak jestem w największym dołku, może przejaskrawiam.
Nawt jak już pod wpływem emocji napisze, to zaraz jest mi lepiej.
Wiecie j anei chodzę jakaś umartwiona.
Dużo się usmiecham i przyznam , że coraz częściej jest to szczery uśmiech.
No piszę o moich najskrytszych lękach.
Wicie ja zawsze taka byłam.
Z powodu klientów, np że produkcja nei wyrobi sie z terminem potrafiłam nie spac po nocach.
Ja chyba po prostu wszytsko bardzo przeżywam.
Tylko kiedyś tzrymałam to w sobie, a teraz o tym piszę.

Zaraz wyjdzie , ze człowiek to nic tylko powinien siedzieć u psychologa.
A może dlatego jestem teraz bardziej uśmiechnięta. Jak juz to z sibei wyrzucę to mogę się śmiało usmeichać.
A kiedyś... na zdjeciach z małżeństwa jestem po prostu smutna.
Dobrze wygładająca, ale jakby nie ja. Tak aprzytłumiona.
Kurcze, a może ja przy nim nie byłam sobą.
To było tak dawno temu, ze już nie pamietam.

Ha, wczoraj mój syn zwrócił mi uwagę, że mąż swoją wlidacje beirze ztego co mu mówie.
Jest przewrażliwony.
Może to i racja, dziwnie reaguje.
Ktoś kiedyś powiedział, że byłam taką latareczką która go oświetla, która na niego świeci.
On błyszczał.
Czemu mnie tak poniża. Drażni go moja krytyka.
Syn mi powiedział: mama jemu zalezy na twojej opini, on jak się stara to dla ciebie, zebyś ty to deceniła.

Ma rację, ale co z tego.
Widocznie jej kompementy sa niewystarczające, kumpli za darmo. A syn chyba przesadza...

644

Odp: Miłość trwa

Bet Kochanie, poczytaj  koniecznie stronki, ktore podala Twrdoglowa - to mnie tez bardzo pomagalo w najtrudniejszym czasie. Zobaczysz jak wiele naszych zachowan uwarunkowanych jest "zgubnym pragnieniem milosci" od kogos kto tego oczekiwania nie spelni.  Dziewczyny pisza o wychodzeniu z dola, o walce o siebie, a sa to naprawde nieglupie kobiety!!!
Pisz jak najbardziej o wszystkim, to pomaga. Piszac o sobie pomagasz tez innym. Pamietam jak w zeszlym roku przeczytalam Twoja historie
pimyslalam - Boze ile ta dziewczyna musi zniesc, a ja  ronie lzy nad glupimi romansikami mojego meza, gdzie dziecko odchowane, finanse ok.
Bet, radzisz sobie doskonale!. Nie zwalniaj tylko meza z jego przynaleznej dzialki. Fajnie -zarabiaj, otworz firme, ale to wcale nie znaczy, ze on ma byc zwolniny z odpowiedzialnosci chociaz na milimetr.
I jeszcze jedna wazna rzecz napisala Twardoglowa - suma doswiadczen, ktore teraz zbierasz, proby rozwiazywania, szukania prowadza do wiekszej swiadomosci siebie, swoich oczekiwan -z czasem moze sie okazac ze ten skarbeczek juz nie jest brylancikiem a szkielkiem.
Pozdrawiam B.

645

Odp: Miłość trwa

Betina, podbudowałaś mnie.
Nie chcę sie cofać, ale też potrzebuję iść w swoim tempie.
Praca daję mi stysfakcję, to jest chyba to czego mi najbardziej brakuje.
Piszę tak wiele o mężu. A tak na prawdę to czuję się mało warta jak nie zarabiam, jak nie mam zleceń.
Nie chę być tylko mamuśką.
Uważam , że stac mnie na więcej. Dla kogoś w mim wieku to bardzo ważne.

A mąż, jest jaki jest. Ale fajnie jest mieć poczucie, że ktoś nas kocha, że jesteśmy dla niego ważne, jedyne i wyjątkowe.
Ja go lubiłam i chyba dalej nawet po tylu łajdactwach lubię. Niektórzy tak leczą niedowartościowanie.

646 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-11-15 10:04:25)

Odp: Miłość trwa

Bet,

mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona po moim ostatnim poście. Porostu martwię się o Ciebie. Jesteś bardzo wartościową i silna kobietą, jednak z małą słabością - mąż. Próbuję Ci doradzić, abyś odzyskała spokój ducha.

Napisałaś ostatnio, że jak otworzysz firmę, to będziecie ze sobą konkurować. To co? To są konsekwencje jego działania. Dlaczego Ty musisz się przebranżawiać, albo czekać na pieniądze z jego strony. Też masz prawo robić, to Cię cieszy.

Nigdy nie próbowałam Ci zasugerować, abyś Go karała. Miałam raczej na myśli wyciągnięcie konsekwencji. Przez kilka lat mojego związku z mężem zaobserwowałam u siebie brak umiejętności tej sztuki. W rezultacie prowadziło to do tego, że mój mąż mógł coraz więcej, a ja czułam się przytłoczona. Nie umiałam nigdy walczyć o siebie. Co najwyżej obraziłam się, były ciche dni. A on się do tego przyzwyczaił, nawet nie starał się poprawić swojego zachowania, bo po co? Myślał sobie, ja zrobię to co chcę, a ona nie będzie się do mnie odzywać przez kilka dni i znowu wróci wszystko do normy. Przykre ale prawdziwe.

647

Odp: Miłość trwa

Nie chę z nim konkurować, chciałabym współpracować.
Obawiam się utrudnień. Dawniej był zazdrosny, chciał żebym była od niego zależna. Może obawiał się, że odejdę.
Teraz raczej chce się pozbyć, więc może bedzie ok.
Poza tym , jak to by wygładało. Żona dostaje kasę na zakup sprzętu i uruchomienie firmy a on jej zabrania.
Ale trzeba jeszcze poczekać. Jeszcze na 100% nie mam pewności czy te pieniądze dostanę.

A jakie ja mam mu wyciągnąć konsekwencje. To jest słaby facet. Jego przeszkody zrażają. Nie ma silnego charakteru.
Wybiera taką drogę która jest prostrza i przyjemniejsza.
Co mam zrobić, po prostu pod tym względem za dobrze go znam.

Znam go też na tyle, iż wiem, że on jżz wie że z tą dziewczyną szczęśliwy nie będzie.
W tanta stronę było mu łatwo.
A teraz do czego ma powrót. Jaki powrót.
To nie przelotny romans. Dwa poronienia dziewczyny ( przynajmneij o tylu wiem), wspólne życie przez póltora roku.
Całkowite odcięcie się od dzieci i rodziny.
Miedzy nami takie rzeczy do nadają sie do kroniki kryminalnej.

I ja też mam wątpliwości. Tak sobei myślę, że to wszystko zaszło za daleko.
Ani nei da się tego cofnąć, ani nei wiadomo jak to wymazać, ani nei wiadomo jak dalej żyć.
To juz jest chyba za późno i za dużo.
Czy w takiej sytuacji da się jeszcze to poodkrecać.
I rozsadek podpowiada, że się nei da.
Mój mąż to wie. Ma prawdopodobnie te same watpliwości i obawy.
Jeszcze 2 miesiace temu była i w nim i może we mnei wiara, że to mozliwe. Tak teraz jest ona coraz słabsza.
Dlaczego...?
Myslę, że dlatego cały czas jest z nią. Po prostu jakikolwiek kontakt pogarsza sytuację.
Ale może nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Albo ulegnie, albo bedzię tym znudzony. Straci to swój urok.

Nie ma chyba też wokól sobie kogoś kto dodałby mu nadziei. Jest ona z wizją wspaniałego życia, wspólnej starości, dozgonnej , romantycznej miłości.

A on. Tak sobie czasem myslę, że może mnie okłamuje. To wszystko to bajka, kłamstwo.
Kłamał już prosto w oczy.
Kto mu broni zajrzeć do dzieci.
To jest niewyobrazalne.
Zmywa się z pracy po 16 i nawet na 5 minut dziennie nie wstąpi do dzieci. Ma do nich kilka schodów.
Jak taki facet moze mi powiedzieć, że chce wrócić.
Do kogo?
Tłumaczy sie, ze ma problemy. Awantury.
Nie wierzę w to.
Jakby chciał to szukałby spokoju przy dzieciach, a on się szybciutko z pracy pakuje.
Nie ma czasu na dzieci.

Moim problemem nie jest mąż, ja jestem swoim poblemem.




To nei jest typ faceta

648

Odp: Miłość trwa

Bet

Przepraszam jeżeli dotknęłam Cie tym tekstem o cofaniu się. Kiedyś jak czytałam Twoje posty to podziwiałam Cię za siłę, za nieogladanie się wstecz, za to ze tak świetnie sobie radzisz. Było o Twoim mężu ale on był tylko dodatkiem. Teraz piszesz właściwie tylko o nim. Był w pracy, nie był w pracy. Jest z nią , nie jest. Znowu stał się ważną częścią Twojego życia a Ty jak sama napisałaś jesteś jak na sznurku. Nie wierzę, że do siebie wrócicie; przynajmniej nie teraz; nic na to nie wskazuje. W dniu w którym stanie się to oczywiste poczujesz się tak samo, jak w dniu w którym od Ciebie odszedł i dlatego pisałam o cofaniu. Jesteś fajna babka i szkoda Twojego czasu.

Oczywiście za jakiś czas cała ta sytuacja może okazać się dla Ciebie zbawienna. Wierzę, że odniesiesz sukces w businessie, ze będziesz szczęśliwa.

Pisałaś, że wybierasz się do Wawy na szkolenie. Domyślam się, że dzieci wtedy będą z Twoją ciocią. A przyszło Ci do głowy, żeby to on się nimi zajął podczas Twojej nieobecności? Masz ochotę i czas żeby spotkać się na kawę podczas Twojego pobytu?

649

Odp: Miłość trwa

Kochamkonwalie, szkolenie m abyc n apoczatku grudnia ( weekend)
Jeszcze nikogo nie informowałam. Jak znajdziesz czas, to bardzo chcetnie.

No tak jest, on jest wszedzie.
Ale waśnie tak podejrzewam, że szukam tematu zastępczego.
Moje zycie za bardzo sie wokół tego kręci.
Powtrót jest abstrakcją. Ale moje dalsze zycie chyba też.
Właściwie, to zaczynam go coraz bardziej traktować jak kumpla. Bez emocji.
Czasem coś wraca, ale kto wie.

Ale to cofanie się mnie przeraziło...
Kochamkonwalie, ja już chyba taka jestem - wsteczna

650

Odp: Miłość trwa

Bet

Jeżeli to pierwszy weekend grudnia to niestety nie ma mnie w Warszawie, jeżeli następny to pewnie że chętnie się z Tobą spotkam.

A rzuć mu tak na rybkę, że wyjeżdżasz i chcesz żeby został z dziećmi, zobaczysz jego reakcję. Może się miło zaskoczysz? smile

Posty [ 586 do 650 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026