Po pierwsze, on chce być z Tobą, czy ze swoją mamą? Musi zdecydować. ![]()
A poza tym, nie dziwię Ci się, że masz obawy przed tym, że wróci "niemiły On". Większość je miewa po takich sytuacjach. Ale zamiast skupiać się na tych obawach, powinniście po prostu spróbować. Nigdy nie dowiecie się jak będzie, jeśli tego nie uczynicie. W przeciwnym razie te obawy Was zjedzą, dosłownie.
66 2012-02-06 23:15:05 Ostatnio edytowany przez Pamc (2012-02-06 23:16:29)
Podobne tematy
67 2012-02-06 23:30:06 Ostatnio edytowany przez kaatee0 (2012-02-06 23:30:20)
Po pierwsze, on chce być z Tobą, czy ze swoją mamą? Musi zdecydować. :)
Hmm... to nie jest też tak, że on musi mieć ją na "własność" ;) Bardziej chodzi o to, że ona tak bardzo zawsze na nim polega, mówi mu aby załatwił to czy tamto a on bez oporu wykonuje jej prośby, rozkazy, zwracając się do niej bardzo pieszczotliwie. Problem w tym, że ona widzi w nim swojego byłego męża (nie żyje).
68 2012-02-06 23:35:45 Ostatnio edytowany przez Pamc (2012-02-06 23:37:16)
Ach, stąd taka więź między nimi... teraz rozumiem. A to, że wykonuje bez oporu jej prośby świadczy o nim. Dobry chłopak z niego. Nie zrobi Ci krzywdy.
69 2012-02-06 23:46:15 Ostatnio edytowany przez kaatee0 (2012-02-07 00:05:39)
Cieszę się, że między nimi jest więź, ale czasem mam wrażenie, że ta więź zamienia się w "maminsynkostwo" . Załóżmy mija kilka lat jak jesteśmy w związku a jego mama ciągle coś od niego chce, ciągle chce aby załatwiał za nią wszystko, aby przyjechał do niej, został itp. Po prostu tego się boje. Uważam, że mąż/żona czy partner/partnerka sa najważniejsze dla drugiej połówki . Że wtedy rodzice schodzą na drugi plan, bo taka jest naturalna kolei rzeczy.
Nie wiesz jak będzie, nie obieraj za każdym razem najgorszej wersji.
Nie wiesz jak będzie, nie obieraj za każdym razem najgorszej wersji.
Niby tak, ale zawsze obawa jest i trzeba ją brać pod uwagę.
Jutro się widzimy, także napiszę na pewno jak poszło spotkanie, miłej nocy ;)
No to na pewno zajrzę tutaj. Wzajemnie miłej. ![]()
Zazdroszczę tak częstych widzeń;)
74 2012-02-07 18:54:51 Ostatnio edytowany przez kaatee0 (2012-02-07 18:56:50)
Zazdroszczę tak częstych widzeń;)
Andy wiesz, my teraz się widzimy tak często. I dzisiejsze spotkanie, po którym właśnie jestem było naszym ostatnim, teraz długo, bardzo długo się nie będziemy widzieć z powodu zapracowania, braku czasu.
Tak jak napisałam, spotkałam się z nim.
Powiem tak, już całkiem straciłam rachubę co się właściwie między nami dzieje i dokąd to prowadzi. Zacznę od początku.
Początek spotkania bardzo miły, śmialiśmy się oboje. Było naprawdę zabawnie. W pewnym momencie zbliżył się do mnie aby "rzekomo" (a może i nie rzekomo) odgarnąć mi włosy. Wtedy spojrzał na mnie, tkwiliśmy w tym spojrzeniu, które chyba coraz bardziej nas nakręcało. I wtedy zaczął mnie całować. Zaczęliśmy się dotykać, pieścić i w końcu oboje zostaliśmy nadzy. Dalej chyba nie muszę pisać co było...
To wszystko działo się tak szybko, oboje spragnieni siebie nawzajem. Wiem, że to może nie był udany krok (a może i był) ale nie żałuję, że się kochaliśmy. Mówił, że nie przypuszczał, że do tego dojdzie, zresztą ja też nie przypuszczałam..
No i spontanicznie wyszło. W zasadzie nie wiem co napisać.. nie zmieniłam swojego zdania i uważam tak jak uważałam, że będziecie jeszcze razem szczęśliwi. ![]()
Tak spontanicznie, było cudownie i nie żałuję tego, ale chyba zaczyna do mnie powoli docierać, że nie będziemy już razem. Nie chce budować niestabilnego związku. Mimo, że go kocham, to po prostu nie potrafię chyba budować wszystkiego na niepewności. Bo on właśnie taki jest - niepewny . Jego obawy są bardzo głęboko umieszczone w jego psychice z tego co obserwuję..
Dalej Ci zazdroszczę:)
Wygląda na to, że zbliżasz się do happy endu, a może nawet już go macie:) Wygląda na to że znowu zaczynacie być parą;)
Gratuluje:)
Dalej Ci zazdroszczę:)
Wygląda na to, że zbliżasz się do happy endu, a może nawet już go macie:) Wygląda na to że znowu zaczynacie być parą;)
Gratuluje:)
Właśnie chyba nie... Napisałam wyżej, dlaczego tak uważam..
Tak spontanicznie, było cudownie i nie żałuję tego, ale chyba zaczyna do mnie powoli docierać, że nie będziemy już razem. Nie chce budować niestabilnego związku. Mimo, że go kocham, to po prostu nie potrafię chyba budować wszystkiego na niepewności. Bo on właśnie taki jest - niepewny . Jego obawy są bardzo głęboko umieszczone w jego psychice z tego co obserwuję..
Nakopałabym Wam najchętniej na tyłki. Kochacie się, a jakieś ceregiele odwalacie, kurka no! Zostawcie te wasze wszystkie obawy za plecami i już, cieszcie się, że macie siebie nawzajem, a nie ciągle przejmujecie się tym co będzie. Będzie cudownie! - jeśli sami tego chcecie, to doprowadzicie do tego.
Pamc, my nie jesteśmy razem. Gdybyśmy byli, cieszyłabym się bardzo, bo wiedziałabym, że jego decyzja jest w stu procentach pewna.
A jego obawy niestety zostają niezmienione. Po prostu chyba zaczynam się utwierdzać w przekonaniu, że nie minie mu to (choć bardzo bym chciała) .
Minie, jestem pewna, że minie. Nikt nie jest niepewny całe życie.
Też sądzę że mu minie:) Zobacz jak duże postepy ostatnio są. Odzyskiwanie kogoś to długotrwały proces, ale zobacz jak dużo lepiej jest niż na początku. On z czasem będzie coraz pewniejszy, jak poczuje że jestes z nim nawet jak nie jest idealny, jak się przyzwyczai że wiesz, kochasz go, i chcesz go, to z czasem na pewno poczuje się dużo pewniej.
Jakby ktoś Ci powiedział z 3 dni temu jak dzisiaj spędzisz dzień, to jednak chyba byś ta łatwo nie uwierzyła co?:)
Naprawdę, sądzę że idzie w dobrą stronę, i jesteś naprawdę coraz bliżej szczęścia:)
Chciałabym ,żeby minęło naprawdę. Tak jak mówiłam, związek dla mnie musi mieć silne fundamenty.
Wcześniej też były czasem sygnały, że pragniemy siebie nawzajem, i myślałam o tym czasem, ale nigdy nie tak poważnie. Od, takie myśli i tyle. Ale nigdy nie przypuszczałabym, że to faktycznie się stanie i zwłaszcza w takim czasie.
Tak więc masz rację Andy, nie spodziewałam się ;) On zresztą też.
Teraz nasuwa mi się takie pytanie- jeśli znowu do tego dojdzie?
Nie wiem, gdybym ja tak miał byłbym szczęśliwy. Widać że oboje siebie pragniecie, chyba nie ma lepszej podstawy do związku prawda? Do bycia ze sobą na stałe:)
Teraz będzie jeszcze chwiejnie, wiadomo że to dużo emocji, ale naprawdę sądzę że można pozazdrościć tego jak u Ciebie to wyszło, będzie teraz raz lepiej, a raz gorzej, ale ogólnie będzie coraz lepiej z tego ci widać:)
Kochacie się, reszta przyjdzie z czasem, włącznie z pewnością siebie u niego.
Myślę, że nie ma konkretnej rzeczy, która jest najważniejsza, aby tworzyć podstawę w związku. Ważne są rozmowy i wzajemne zrozumienie, zaufanie, miłość ale ważne jest też jak oddziałujemy na siebie "chemicznie" czyli pożądanie, namiętność itp.
Najlepsze teraz co można zrobić to chyba po prostu czekać na rozwój wydarzeń... Czas pokaże..
P.S. No i skończyły się częste spotkania... Teraz nie będziemy się widzieć ok miesiąc..
Trzymaj się katee:) Znalazłem ciekawy cytat, nie wiem czy mądry ale go wkleję:)
'Prawdziwa miłość zawsze błądzi nim dotrze do sedna doskonałości,inaczej nie moglibyśmy jej nazywać prawdziwą .'
Trochę patetyczny, ale coś w nim jest.
87 2012-02-07 21:14:23 Ostatnio edytowany przez kaatee0 (2012-02-07 21:14:48)
Faktycznie, dużo w nim prawdy.. Cóż, może my będziemy kolejną parą potwierdzającą prawdziwość tego cytatu. Kto wie.
A jak się mają Twoje sprawy?
Miesiąc przerwy to też będzie dla Was teraz sprawdzian. Jeśli wedrze się silna tęsknota - to tym bardziej związek ten zasługuje na swą realizację.
Jeśli chodzi o cytat, to owszem, zgadzam się z nim. Ach, prawdziwa miłość... ona pokona wszystkie przeciwności losu... ![]()
89 2012-02-07 21:39:25 Ostatnio edytowany przez Andy1612 (2012-02-07 21:39:53)
Jestem pewien że będzie coraz lepiej;)
No a u mnie dziwnie katee, jak to u mnie, Wczoraj napisałem jej na fb wiadomość, tak luźno skomentowałem jej zdjęcie śmieszne co wkleiła, u niej nie widać kiedy jest, bo ma fb na komórce, wiec zdziwiłem się jak odpisała. Wyszło że gadaliśmy dość po koleżeńsku, i z lekkim dystansem około półtorej godziny. Z tego co mówiła to z jednej strony niby jest wszystko dobrze, a z drugiej myśli czy nie zacząć pracować, wynająć mieszkanie i w końcu się od wszystkich uwolnić. Widać że ma wątpliwości co do wszystkiego, z jednej strony niby jest szczęśliwa, z drugiej widać że sposób bycia nowego jej zaczyna przeszkadzać, a wieczne nadskakiwanie irytować.
Mamy kontakt co 1-2 dni, czasem co 3, niby jest dobrze, a jednocześnie nie wiem czy to cokolwiek zmienia. Jesteśmy blisko i daleko jednocześnie, chociaż widać że dalej liczy się z moim zdaniem w różnych kwestiach. Więc cóż, rozmawiamy, kontakt mamy dosć dobry, rozmawiamy dość szczerze i swobodnie, ale jednocześnie nie wiadomo co z tego wyjdzie, i czy w ogóle to cokolwiek zmienia. No i w rozmowach na żywo/telefon jest trochę luźniej, przez czaty/ facebooki i smsy są takie niby luźne, ale nie do końca w sumie. Widać że stara się zachować jakiśtam dystans który "wypada".
I dziękuję że sie zainteresowała kaatee, bardzo miłe to z Twojej strony.
Miesiąc przerwy to też będzie dla Was teraz sprawdzian. Jeśli wedrze się silna tęsknota - to tym bardziej związek ten zasługuje na swą realizację.
Jeśli chodzi o cytat, to owszem, zgadzam się z nim. Ach, prawdziwa miłość... ona pokona wszystkie przeciwności losu...
Pamc, my nie widujemy się często, teraz po prostu jest mniej pracy, to dlatego. Poza tym czasem jaki teraz był, nasze spotkania są rzadkie. Pisałam, że co około 2-3 tygodnie ale to jest tylko średnia. Czasem zdarzało się, że 3 tygodnie, jeden raz, że ponad miesiąc.
Także to nie będzie raczej test dla Nas. Ale wiem na pewno, że uczucie tęsknoty na pewno będzie nam towarzyszyć, lecz nie jest to tak silne uczucie , jakie doświadczaliśmy razem podczas związku, gdy się długo nie widzieliśmy (wtedy długo dla mnie to ok tydzień-półtora )
No tak tak... Nic to, trzeba czekać i patrzeć jak to się będzie dalej rozwijać.
Jestem pewien że będzie coraz lepiej;)
No a u mnie dziwnie katee, jak to u mnie, Wczoraj napisałem jej na fb wiadomość, tak luźno skomentowałem jej zdjęcie śmieszne co wkleiła, u niej nie widać kiedy jest, bo ma fb na komórce, wiec zdziwiłem się jak odpisała. Wyszło że gadaliśmy dość po koleżeńsku, i z lekkim dystansem około półtorej godziny. Z tego co mówiła to z jednej strony niby jest wszystko dobrze, a z drugiej myśli czy nie zacząć pracować, wynająć mieszkanie i w końcu się od wszystkich uwolnić. Widać że ma wątpliwości co do wszystkiego, z jednej strony niby jest szczęśliwa, z drugiej widać że sposób bycia nowego jej zaczyna przeszkadzać, a wieczne nadskakiwanie irytować.
Mamy kontakt co 1-2 dni, czasem co 3, niby jest dobrze, a jednocześnie nie wiem czy to cokolwiek zmienia. Jesteśmy blisko i daleko jednocześnie, chociaż widać że dalej liczy się z moim zdaniem w różnych kwestiach. Więc cóż, rozmawiamy, kontakt mamy dosć dobry, rozmawiamy dość szczerze i swobodnie, ale jednocześnie nie wiadomo co z tego wyjdzie, i czy w ogóle to cokolwiek zmienia. No i w rozmowach na żywo/telefon jest trochę luźniej, przez czaty/ facebooki i smsy są takie niby luźne, ale nie do końca w sumie. Widać że stara się zachować jakiśtam dystans który "wypada".
I dziękuję że sie zainteresowała kaatee, bardzo miłe to z Twojej strony.
Spokojnie, wszystko w swoim czasie.. Dobrze, że macie ze sobą kontakt, to najważniejsze, że umiecie ze sobą porozmawiać ;)
Możliwe, że ten chłopak, z którym teraz jest, jest tylko taką jakby "odskocznią" od Ciebie. Nie wydaje mi się, aby ona traktowała go poważnie. I rozumiem ją doskonale, że chce zacząć pracę i wynająć mieszkanie, zawsze jest lepiej "na swoim".
I to teraz ja Tobie zazdroszczę, że kontaktujecie się tak często ;)
Dziękuję, kochana jesteś że mi pomagasz. Czasem nie wiesz jak takie krótkie słowa mogą pomóc, zadzwoniłem do niej rano ale cały dzień nie oddzwoniła, i przyznam że mam od rana tragiczny humor. Trochę pomogłaś:* Dziękuję
Nie dziękuj mi ;) Staram się pomóc i przede wszystkim nie dopuścić abyś został sam z tą całą sytuacją, która Cię otacza.
Nie oddzwoniła... Wiesz, myślę, że bez powodu tego nie zrobiła, bo jak mówiłeś sam, rozmawiacie ze sobą. Wiem, że przez gg czy tego typu rzeczy czasem rozmowa wygląda dziwnie u Was tzn z dystansem, a przez telefon jest zupełnie inaczej, bardziej na "luzie".
Może cały dzień była zapracowana, może zostawiła gdzieś telefon, może dzisiaj jest smutna i nie chce z nikim rozmawiać... Wiele może być powodów, ale na pewno nie dopuszczaj myśli, że zrobiła to celowo.
Poza tym pamiętaj, że nie jesteście razem i z drugiej strony kontakt między Wami jest ograniczony. I jest to niestety naturalna kolei rzeczy.
Jeśli jej zależy, jeśli chce to na pewno do Ciebie oddzwoni czy odpisze. Troszkę cierpliwości. Wiem doskonale, że łatwo się mówi, ale powiem szczerze, że nie raz się przekonałam, że cierpliwość jest diamentem.
Główka do góry, pamiętaj, że nie zostałeś sam. Zresztą, sama mam sytuację wiesz jaką... ;)
95 2012-02-08 23:33:41 Ostatnio edytowany przez Andy1612 (2012-02-08 23:35:10)
Wow, będę Twojego posta czytał zawsze jak będę miał depresję gdy nie oddzwoni:)
Ogólnie napisałem jej smsa, bo chcialem ją zaprosić na bardzo fajny wystep jednej grupy która na pewno by się jej spodobała, i musiałbym bilety już kupować. Tanie nie są, a rozeszły się strasznie szybko prawie wszystkie.
Na smsa tez nie odpisała, ale wolałem żeby wiedziała o co chodzi, jak nie odpisze to wiem że nie miała po prostu ochoty/czasu iść.
No i to pocieszające podejście, ja tam mam jak nastolatka, że jak Ona mi nie odpisze w ciągu 1 dnia, to wpadam w dół że na pewno już nic z tego nie wyjdzie i że pewnie z nim jest jej tak dobrze że nie ma potrzeby ze mną rozmawiać. Ale jeszcze 2 dni temu kontakt był, i to widać że chętny, więc sądzę że powoli ten chlopak na nia naciska żeby ze mną nie miała kontaktów. Albo jest u niej na tyle rzeczy na głowie, że nie ma głowy do odpisania, tak właśnie jak piszesz. W sumie mówiła że ma dość zalatany tydzień.
Nie wiem czy tak to może działać, ale pomyślałem że może po prostu do rozmów ze mną musi mieć "nastrój", bo to jednak dla niej i stresujące i wazne w pewien sposób, więc może nie lubi rozmawiać/odpisywać jak jest zalatana, albo nie ma komfortu rozmowy bez niego. Albo się łudze po prostu:)
PS. Jakkolwiek niemęsko to brzmi to możemy się wspierać:P W końcu jestem już "tajemniczą lady". Nigdy nie przyznam się nikomu do mojego statusu na tym forum;)
96 2012-02-09 00:03:30 Ostatnio edytowany przez kaatee0 (2012-02-09 00:04:13)
Tak właśnie zauważyłam Twój status wcześniej ;) Cóż, bardzo męski, to z pewnością ;)
Też pomyślałam, że on może na nią naciskać, jednak z drugiej strony ona trzyma Wasze rozmowy w tajemnicy... prawda? Czy może mu o nich mówi? Bo jeśli mówi, to szczerze mówiąc robi duży błąd. I nic dziwnego, że on potem się denerwuje i być może zakazuje jej kontaktu z Tobą.
Nie miej takiego podejścia jak "typowa" nastolatka.. Że ktoś nie od razu oddzwoni, napisze i w głowie natychmiast powstaje obawa "on/ona nie chce ze mną być" , "on/ona mnie unika" , "on/ona ma innego/inną" . Takie myśli są strasznie pochopne, nie należy przywiązywać do nich zbyt dużej wagi.
Życzę Ci miłego wieczoru, zmęczona jestem po dzisiejszym dość zapracowanym dniu, także pójdę już spać.
Spokojnej nocy ;)
97 2012-02-09 00:25:06 Ostatnio edytowany przez Andy1612 (2012-02-09 00:30:36)
No nie do końca trzyma w tajemnicy, w sensie raczej nie opowiada mu naszych rozmów, nie mówi o jakichś "bliższych czułościach" która parę razy miały miejsce, natomiast jak dzwonię do niej przy nim, to odbiera zwykle, tylko rozmawia krócej i mniej wylewnie. Nie chce przed nim ukrywać faktu kontaktu ze mną, ale chyba woli żeby wiedział jak najmniej o tym jak między nami jest.
Poza tym, jak byłem z nią, znajomymi i nim na imprezie, to jestem pewien że odczuł moją obecność, byłem kulturalny, ale widoczny, i raz czy dwa zrobiłem tak że typowy facet by "coś" zrobił, ale on unikał czegokolwiek, i sam nie dążył do jakiejkolwiek konfrontacji, nawet najlżejszej. Nawet jak raz rozmawiała z nim, a ja akurat coś jej w tym temacie chciałem powiedzieć to wtrąciłem się bardzo grzecznie i zacząłem z nią chwilkę rozmawiać, to on nawet nie zaoponował, także na chwile mu odebrałem partnerkę do rozmowy i nic. Dziwny on jest strasznie.
Więc sądzę że woli nie rozmawiać przy nim bo jak powiedziała "tez przy nim nie moge rozmawiać o różnych rzeczach za bardzo".
Fajnie z Tobą pisać, no i nie zapomnij napisać jak u Ciebie się coś rozwinie:) Będę na pewno śledził ten wątek;)
Dobrej nocy Kaatee:)
Miałaś rację kaatee po raz kolejny, zadzwoniła i wszystko jest fajnie:)
A jak u Ciebie, coś się zmieniło? Rozmawialiście?
No widzisz, cieszę się, że zadzwoniła. Mówiła dlaczego nie odbierała i nie oddzwaniała?
U mnie... Szkoda gadać. Dzień mam tak napięty i bynajmniej nie mam na myśli napięcia jako zapracowanego dnia. Chodzi mi o napięcie psychiczne. Widziałam się z nim dzisiaj, zaprosił mnie do kina jako takie spotkanie hmmm "pożegnalne" bo długo się teraz nie będziemy widzieć. Film był taki sobie, momentami tak nudny, że powoli zamykałam oczy. Ale rozmowa z nim przed filmem, i po należałą do bardzo miłych. Niestety pożegnaliśmy się zaraz po Kinie. Wróciłam do domu i miałam ochotę wszystko rozwalić a potem rozpłakać się. Zastanawiam się do czego to wszystko zmierza?! Powoli wysiadam już z tego wszystkiego.. Oczywiście rozpłakałam się... Świetnie. Jestem tak zdenerwowana, nie rozumiem po prostu czasem niczego, całej tej chorej sytuacji! Nie wiem po prostu.. tracę chyba siły na to wszystko
100 2012-02-09 20:10:48 Ostatnio edytowany przez Andy1612 (2012-02-09 20:12:50)
No na początku mnie przeprosiła że nie dzwoniła tyle, że generalnie "nie miała ostatnio głowy zupełnie". Jednak zadzwoniła jak wyjechała od niego, to zakładam że mogła po prostu woleć rozmawiać bez tamtego w pobliżu. Ale była bardzo miła, i się super rozmawiało, jeszcze ma dzisiaj zadzwonić, widać że potrzebuje mi się wygadać czasem:)
Hm,a w Twojej sytuacji plusem jest to że było spotkanie, a do tego bardzo miłe, to zawsze dobry znak:) W takich jak to ujęłaś "chorych" sytuacjach, a tak naprawdę po prostu pokręconych, człowiek prawie codziennie nie ma już sił. Ale z czasem się można przyzwyczaić, a wszystko idzie raz lepiej a raz gorzej, ale w dobrym kierunku.
Każdy ma takie huśtawki nastrojów lekkie, raz jest nadzieja że będzie dobrze, raz się tą nadzieję traci i jest złość, albo smutek albo rozczarowanie. Ale jak się zaciśnie zęby, to wtedy da się przetrzymać. A po kazdej burzy jest w końcu piękna pogoda, czy jak to szło;) Tak naprawdę spotkanie było dość udane, więc nie sądzę że jest się czym przejmować, teraz masz okres proby, czyli mniejszego kontaktu, ciężko będzie, ale na tym polega odzyskiwanie miłości. Właśnie tym się różnią ludzie "zakochani" od tych którzy czują do siebie prawdziwą miłość, Ci pierwsi nie daliby rady przejść takiej próby, bo by zabrakło motywacji. Ale jak się kochacie, to ledwo ledwo, ale dacie radę, a może kiedyś przyjdzie dzień że będziecie opowiadać znajomym piękną historię Waszej miłości, a potem znajomi się rozkleją jak słodko:) Miałem znajomą jedną, też się rozstali, też była pewna że to koniec, ale się okazało że z czasem chłopak jednak się ogarnął, stanął na wysokości zadania i była w szoku że jednak znowu są razem. A byli z innych krajów, więc problem był poważny bo rzadko kiedy się widzieli. Ale dali radę, i teraz opowiadają o tym jak o takiej historii po której się cieszą że wytrwali:)
Myślę że mimo wszystko będzie dobrze, teraz przetrzymaj okres bez kontaktu i zobaczymy co będzie dalej:)
Potrafisz podnieść na duchu , dziękuję za miłe słowa.
Co do próby czasu, mieliśmy nie jedną, uwierz mi. Teraz, w tej sytuacji w jakiej oboje się znaleźliśmy, 2, 3, 4, 5 czy nawet 6 tygodni bez widzenia się to niestety standard. Zresztą podczas związku też bywały takie próby. Także chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dlatego oboje chcieliśmy ze sobą zamieszkać, aby być ze sobą zawsze. Teraz, mimo tego, że nie jesteśmy razem, też chcemy ze sobą zamieszkać. Wiem, że to dziwne może lub niezrozumiałe dla niektórych, ale ważne, że oboje tego chcemy. Nie wiem co wyniknie dalej...
Dzisiaj żartowaliśmy na pewien temat, że jakaś tam rzecz nas różni, więc dla żartu powiedziałam coś w stylu : "No widzisz nigdy nie będziemy już razem" Po chwili wspólnego śmiechu, odpowiedział : "Niee , Kasiu nic nie wiadomo... dlaczego mamy nie być razem? " . Także wiele jest tutaj od niego sygnałów, ode mnie też, lecz chcę by był naprawdę pewny. Oboje jesteśmy dorośli, mamy swoje zajęcia (niestety przez które nasze spotkania odbywają się rzadko) , lecz uważam, że z biegiem czasu wspólne mieszkanie jak najbardziej jest możliwe.
No proszę... jak w życiu różnie się układa.. Mimo miłości i najszczerszych uczuć, nie wszystko jest takie proste. Z drugiej strony, dobrze, że czasem w życiu bywają złe i przykre chwile, bo to pozwala doceniać chwile dobre, piękne.
Co do Twojej sytuacji - widzisz, wszystko się wyjaśniło, martwiłeś się niepotrzebnie ;)
102 2012-02-09 22:13:47 Ostatnio edytowany przez Andy1612 (2012-02-09 22:19:12)
No, martwiłem się bez sensu:) Ogólnie okazuje się że Ona aż tak za tym kolesiem chyba nie przepada, dzisiaj wiem że wyszła od niego sama, i że się bardzo zdziwił, a Ona widać że chciała spędzić czas bez niego. Natomiast ze mną rozmawiała całą drogę do i z miasta do którego jechała. Przedstawiłem jej ofertę wspólnego zamieszkania, gdyby potrzebowała to że może bez żadnych "zobowiązań" zamieszkać, że to jej da swobodę w decydowaniu o różnych rzaczach z tym obecnym, jak ma świadomość że ma możliwość mieszkać u mnie w kazdej chwili.Powiedziała że na pewno będzie pamietała, i że świadomośc takiej opcji na pewno da jej właśnie więcej swobody. Więc chyba na horyzoncie dopuszcza taką myśl, skoro moja oferta daje jej cokolwiek, to znaczy że byłaby to może realna możliwość. Jest dziwnie, ale odzyłem po tej rozmowie:)
Między innymi mówię o tym również dlatego, że chyba mamy wbrew pozorom sytuacje podobne. Sprzeczne sygnały ciągle, nie wiadomo co z tego wyniknie, raz wygląda że jest dobrze a raz że źle. Jak widać, po dzisiaj nawet u Ciebie i u mnie pojawiła się opcja teoretycznego byćmożego mieszkania razem kiedyś kiedysiasto. Z tymże u Ciebie wygląda to o wiele lepiej, bo wprost Ci to powiedział:)
Sądzę że na serio Wam już powoli wszystko się udaje odbudować, teraz głowa do góry, nie dośc że ostatnie mieliście bardziej "parowe" momenty, teraz pojawia się temat mieszkania razem. I nie, nie jest to dziwne, bo jak się kogos kocha to nawet jeśli nie ma związku oficjalnego, to i tak chce się być blisko tej osoby. Sądzę że powoli u Ciebie zaczyna być na ostatniej prostej Kasiu:)
Wygląda na to, że i Ty i On, zaczynacie się z powrotem czuć i zachowywać jak para, a Wasza rozmowa wygląda że ewidentnie Was do siebie ciągnie, jak dwa magnesy:)
Ja tam bym powiedział że to tylko kwestia czasu aż wszystko się ułoży, powinno być coraz mniej wybojów na Waszej drodze;)
Wiesz, sądzę, że jej związek z nim prędzej czy później się skończy, bo tak jak już mówiłam mam wrażenie, że on jest tylko odskocznią od Ciebie. I chyba sam mówi za siebie fakt, że rozmawiała z Tobą przez telefon tak długo Wszystko na dobrej drodze. Ważne jednak, abyś nie traktował jej tak, jak w związku. Pisałeś, że nie możesz zaakceptować jej w pełni taka, jaka jest. Nie rób tego błędu nigdy więcej.
Czasem jest tak, że dana osoba musi zrozumieć, że na świecie nie ma ideałów, bądź nie ma ludzi takich samych jak my i należy akceptować odmienność innych. Nie mówię o Tobie jako o konkretnej osobie, mówię ogólnie ;)
Co do Nas... Dziękuję za wsparcie. Mam nadzieję, że zmierza to wszystko do dobrego dla Nas rozwiązania.
Będę pamiętał Kaatee:)
To pisz jak coś się u Was rozwinie:)
I jak idzie, coś się rozwinęło?:)
Właśnie, właśnie - ja również wciąż tu zaglądam. ![]()
Dziękuję za pamięć , jesteście kochani ;)
Czy coś się rozwinęło między nami? Hm... Tak coś się rozwinęło, ale coś zupełnie innego. Pociąg fizyczny. Owszem, taki pociąg działał przed związkiem, w trakcie związku i teraz. Działał i działa cały czas, ale od naszego ostatniego mocnego zbliżenia (pamiętacie, pisałam o tym) działa z kilkakrotnie większą siłą. Co prawda nie widujemy się teraz, ale czuć to przez wspólne smsy, w trakcie połączeń. I powiem szczerze, że nie wiem co będzie jak już się spotkamy ;) Rzucimy się na siebie nie zważając że jesteśmy w miejscu publicznym ;) Bo spotkanie u mnie lub u niego odpada - wtedy od razu nas poniesie. A ja nie chcę takiego formatu kontaktu. Byłby to wtedy taki jakby "wolny związek" . Zachowujemy się i robimy wszystko to, co w normalnym związku, lecz nie powiedzieliśmy sobie "jesteśmy razem" . A ja nie chcę takiego obrotu sprawy. Albo jesteśmy razem albo nie. Nie chcę takich rozwiązań pośrednich. Jednakże fakt faktem, że ja i On działamy na siebie i nie możemy się powstrzymać - jak to ostatnio miało miejsce ;)
Andy, co u Ciebie, jak się Twoje sprawy mają?
Pamc, to samo pytanie do Ciebie ;) Jak Wam się układa?
Wow, wiedziałem że się dobrze rozwinie:) W sensie u Was:) Jak jest pociąg, sympatia i przyjaźń, to trudno zeby związku nie było w sumie;)
U mnie nie wiem, chyba znośnie, wiem że z tamtym chłopakiem nie spędziła walentynek, ogólnie coraz częściej słyszę że ją irytuje swoim zachowaniem, mimo że i tak są dalej słodcy dla siebie, natomiast w walentynki musiała załatwić coś nagle i odwołalismy wyjście. Widzieliśmy się w tym tyg w środę, był obiad, kino, wspólne zakupy, przymierzała różne ubrania i pytała mnie co sądzę , ja warowałem pod przebieralnią:) I razem cośtam jej kupiliśmy, było bardzo luźno i miło, kilka razy ją przytuliłem czasem buzi w ramionko jakieś, ogólnie często patrzenie w oczy na dłużej..Ogólnie ciągle żartowaliśmy i było tak jak w czasie związku, bardzo dobrze się obydwoje bawiliśmy. Na dowidzenia dostałem buziaka przy ustach, ale powiedziała że w usta to "nie wypada jej przecież".
Takze było niby miło, ale jednak potem wróciła do domu z tamtym, i od tej środy w sumie nie rozmawialiśmy jeszcze, za to dałem jej mały prezent na walentynki i go przyjęła bez oporów. Jutro zadzwonię.
Także niby lepiej, niby wszystko idzie ku dobremu, ale jednak nadal nie ma regularnych spotkań, dalej mieszka z tamtym, dalej z nim spędza większość wolnego czasu. Więc sam nie wiem jak jest i czy w ogóle się poprawia.
No, no.. to coś się tam dzieje... miłego. Może kwestia czasu kiedy powiecie sobie "jesteśmy razem", mam taką nadzieję. ![]()
A co u mnie? doooobrze, siedzę u swojego, wszystko w porządku. Po weekendzie wracamy na chwilę do mojego miasta. Dziękuję, że pytasz. ![]()
Zobaczymy co z tego wyniknie... Narazie wszystko jest powiedzmy dobrze, ale nie mam pewności dokąd to zmierza. Poczekamy zobaczymy.
Pamc cieszę się, że u Was wszystko w porządku. Tyle siedzisz tam u niego, zazdroszczę tak częstych widzeń. ;)
Andy, tak jak przypuszczałam między nimi zaczyna się psuć i moim zdaniem to kwestia czasu jak ich związek się rozpadnie. Uważałam i uważam nadal, że On był tylko taką "odskocznią" od Ciebie i to wszystko. Nic więcej.
I cieszę się, że tak spędziliście razem miło środę. Cały dzień no proszę. Zakupy pewnie na koniec Cię dobiły ;) Mój były powtarzał mi zawsze podczas związku, że jak dobrze, że robię zakupy "ubraniowe" szybko. Że jak coś mi się podoba to biorę i już a jak nic nie widzę, idziemy dalej - bez zbędnego zastanawiania się. Że wszystko szybko trwa i po krzyku ;)
Ja też byłam z moim byłym w kinie (pamiętacie na pewno kiedy, to było ostatnie spotkanie, takie jakby pożegnalne przed długą przerwą nie widzeń) na filmie, który był po prostu okropny. "Człowiek na krawędzi" jakoś tak. Nie polecam tego filmu, zupełnie nie moje kino. A Wy co wybraliście? Mam nadzieję, że coś ciekawszego ;)
No moja też szybko robi zakupy, ogólnie spotkanie trwało jedynie z 3-4h włącznie z obejrzeniem filmu:) Ale było takie jak gdy byliśmy parą, poza brakiem pewnych zachowań;) Ale obwieszony byłem jak wielbłąd, tyle miała na/ze soba rzeczy:) Ale ja jestem grzecznym zakupowym chłopakiem:P
Na filmie byliśmy o marylin monroe, bo chciała go obejrzeć, całkiem ciekawy nawet, chociaż szału ni ma:) A tego człowieka na krawędzi chciałem nawet obejrzeć, wydawał się ciekawy, ale po Twoim opisie będę unikał:P
Co do chłopaka to możliwe, Ona od poczatku nie ukrywała że ja jestem dla niej "tym jedynym i będę", i że rozstanie nie miało dużo związku z tamtym, po prostu przy okazji się pojawił jak i tak planowała rozstanie.
A macie jakiś kontakt ze swoim, rozmawiacie czesto? Jak nie ma spotkań to może chociaż kontakt telefoniczny jakiś jest?:) Swoją drogą, wygląda że wszystkim powoli się sytuacja polepsza, tylko masę cierpliwości trzeba. Jak pisałaś, cierpliwośc nie jest łatwa ale to prawdziwy diament, tez to zaczynam zauważać:)
3-4 godziny, dość szybko jak na kino, obiad i zakupy. Może Wy mieliście wszystko po drodze.
Gdy ja byłam z moim byłym w kinie ostatnio, trwało to tyle co u Was czyli właśnie 4 godziny. Bez obiadu i zakupów. Po prostu mamy wszystko nie po drodze, w innych kierunkach i dojazd w tą i z powrotem troszkę zajmuje czasu, ale ostatecznie dajemy (dawaliśmy) radę.
Tak mam z nim kontakt, ale bardzo ograniczony. Piszemy lub dzwonimy różnie, czasem co 4 dni , czasem co 2 tygodnie. Nigdy codziennie, tak jak to było w związku. Cóż, taka kolei rzeczy...
Filmu "Człowiek na krawędzi" naprawdę nie polecam. Wiesz, z drugiej strony może być tak, że Tobie się spodoba i to zrozumiem ;) Każdy ma inny gust. Jednakże my wybraliśmy właśnie ten film i żałuję. On częściowo, uważa go za średni, miejscami denerwujący. Za to mnie zupełnie nie przypadł do gustu. Co do filmu o Monroe - tak słyszałam o nim. Sama jestem go ciekawa, ale chyba wybierzemy inny (bo widzimy się w ten weekend i ponownie wybraliśmy kino) . Jeszcze nie jesteśmy zdecydowani na jaki film ostatecznie się wybierzemy ;)
Tak, cierpliwość jest diamentem, dostrzegałam i dostrzegam to w dalszym ciągu z coraz mocniejszym przekonaniem.
Co do naszego związku - .... sama nie jestem pewna już teraz jak to powinno być. Kocham go, On mnie, lecz cały czas mam przed oczami Jego, który mówi mi po ślubie, że on chyba jednak nadal nie dojrzał do stałego związku, że to nie moja wina, że po prostu nie umie żyć w partnerstwie. To są właśnie jego obawy... A ja o nich często myślę.
Tak jak podkreślałam to kilka razy, tak podkreślę i teraz - pragnę stabilnego związku opartego na silnych i stałych fundamentach. Muszę być pewna, że On wie czego chce, że chce stałego związku na pewno.
Nie wiadomo, czy zmierza to wszystko w dobrym kierunku - i u mnie i u Ciebie. Zawsze wolę trzymać się nieco na dystans. Dystans to również diament, podobnie jak cierpliwość - pamiętaj o tym.
Nie wiesz co się wydarzy jutro, pamiętaj aby zawsze cieszyć się i doceniać każdy dzień. Bo tak jak napisałam wyżej - nie wiesz co się stanie następnego dnia. Wiem co mówię, nie raz i nie dwa to przerabiałam. Oczywiście - miej nadzieję, pokazuj jej, że ją wspierasz w trudnych dla niej chwilach, że może się czuć przy Tobie swobodnie i co najważniejsze - bezpiecznie. Lecz nie zapominaj, że ona jest w związku. Wiem, że im się nie układa i nadal uważam, że ten związek nie przetrwa, dlatego bądź i wspieraj ją na każdym kroku gdy tylko tego zacznie potrzebować.
Mam ogromną nadzieję, że Wam się uda, że będziecie razem szczęśliwi i co najważniejsze - że oboje zrozumieliście swoje błędy jakie popełnialiście w trakcie związku i nigdy ich ponownie nie powtórzycie.
Niestety trzeba się liczyć również z tym, że nie wrócicie do siebie. Tak jak ja się liczę z tym, że On nadal będzie miał swoje obawy i my również nie wrócimy do siebie.
Mimo tych wszystkich uprzedzeń i ostrzeżeń , naprawdę mam nadzieję, że się Wam uda
To co napisałaś, jest aż zbyt trafne...Widziałem się z nią dzisiaj, na imprezie, i stwierdziła że czas powaznie porozmawiać....Jestem dość zmiażdżony. To Twój temat, a historia jest dłuższa, spróbuję wysłać maila jak kiedyś będzie Ci się chciało może odpiszesz...Przepraszam, ale więc nie napiszę, świat mi stanął do góry nogami. Powinienem za jakiś czas napisać Ci maila, żeby nie zaśmiecać sobą tematu.
Odpisałam Ci, sprawdź pocztę.
Dziękuję Ci katee, ja Tobie już też:)
Bardzo dziękuję za Twoje słowa. Naprawdę, mimo że szorstkie.
Historia podobna do mojej............ rozstania ,powroty (ciagle mnie zostawiała mówiąc ,że kocha itp... właśnie dzisiaj zostawiła mnie ponownie...
Trzeba zapomnieć i żyć własnym życiem..... Wiem ,że nie warta była moich starań ,wyrzeczeń ..... po prostu nie możemy być razem pomimo uczucia jakim się darzymy ot taki paradoks......
Jak się kogoś kocha i chce się z nim być to się jest a takie rozstania i powroty wyniszczają i prowadzą do stanów depresyjnych ( brak snu ,skupienia , jedzenia ) funkcjonowania w społeczeństwie .
Z moich doświadczeń trzeba próbować zapomnieć (nie kontaktować się)...... trudne to wszystko sam mam problemy ale tak trzeba....
Zawsze są dwa wyjścia. I zastanawiam się teraz, które gorsze: brak kontaktu, czy może kontakt i staranie się jeszcze wszystko naprawić. Z jednej strony brak kontaktu boli, ale po dłuższym czasie może dać ulgę, wolność, a kontakt? i tu nie wiemy, bo będzie albo szczęście, dojście do swego celu, albo rozczarowanie, po którym dopiero będzie wiadome, że nie było warto się starać, no.. jedynie.. starać zapomnieć. Każdy wybiera inaczej.
Ja się też zastanawiam nad tym, co czasem daje większe szanse na poprawę pamc.
Czasami bycie w kontakcie ciągle, nie daje aż takiej szansy na poprawę, a zerwanie kontaktu na dłuższy czas może sprawić że dwie osoby poczują że im siebie brakuje naprawdę.
To też racja, też. Albo się zrozumie, że można żyć bez drugiej osoby, albo wręcz przeciwnie, i o tyle dobrze się dzieje, gdy obie strony dochodzą do wniosku, że tęskniły, i żyć bez siebie nie mogą.
Też próbowałem trzymać kontakt, myślałem że to lepiej rokuje, ale w pewnym sensie zamiast zostawić drugą osobę z wizją osoby którą kochała i odeszła, zaczyna się robić nowa dziwna relacja, która jest jakimś dziwnym kompromisem. I z czasem można zapomnieć że się tą drugą osobę kochało, jak wszystko było "normalnie" i szczerze.
No i chyba tak, są sytuacje w życiu że rozstanie jest na tyle silne, że jedyna możliwość na powrót to chyba gdy 2 osoby naprawdę nie znajdą nikogo kogo by tak kochały jak siebie nawzajem. Jeśli to naprawdę jest wyjątkowe na całe życie, jest szansa na powrót mimo masy krzywd. Jeśli to nie było aż tak wyjątkowe, i można znaleźć inną miłość, takie coś tak czy inaczej się musiało chyba skończyć.
No dokładnie, dokładnie. Tak na dobrą sprawę, wszystko wychodzi dopiero w praniu.
Jak Wasze sprawy?
Jak Wasze sprawy?
Pamc dużo by tutaj troszkę opowiadać ;)
Więc tak, pamiętasz na pewno jak od Naszego ostatniego razu gdy wylądowaliśmy w łóżku pytałam się Was co zrobić kiedy taka sytuacja się powtórzy itd. Taaak... otóż taka sytuacja powtarzała się i to nie raz. Wczoraj spotkaliśmy się w restauracji, spędziliśmy wspólny wieczór, potem przenieśliśmy się do mnie. Noc była bardzo upojna ;)
Niby wszystko zmierza w dobrym kierunku ale... no właśnie zawsze jest ale/..
W restauracji zapytał się "co byś powiedziała, gdybym zaproponował abyśmy do siebie wrócili? " . Nie powiem, byłam trochę w szoku, nie spodziewałam się takich słów. Odpowiedziałam, że nie chcę mu udzielać odpowiedzi na pytanie które jest tylko sugestią. Bo nie zapytał się wprost, tak na poważnie czy chcę wrócić, tylko było "co byś powiedziała gdybym..." . Także z jego strony to była tylko sugestia. Dlatego też powiedziałam mu, że na sugestie nie odpowiem, odpowiem mu wtedy gdy zapyta się poważnie, ze stanowczością itp ;)
Zrozumiałam o co mu chodziło gdy mówił mi jakiś czas temu, że boi się, że nie będzie się starać po naszym powrocie.. Kurcze teraz wiem jakie uczucie mu towarzyszyło gdy mi to mówił. Ja teraz czuje to samo - te same obawy. Że wszystko wróci, czy to na pewno dobry związek itd. Także super - obawy mam i ja i On. Kiedy w końcu skończy się to wszystko. Niby z jednej strony trzeba czekać na rozwój wydarzeń a z drugiej ma się dość czekania.
Opowiedz jak tam u Was ;p
To całkiem sympatycznie, prawda? Cieszę się, że brniecie do przodu. I od sugestii do pewności jest niewielka granica
Tylko niepotrzebne są te Wasze obawy, aj, no komplikujecie sobie życie przez nie. Ale ja wciąż wierzę, że jeśli to prawdziwa miłość, to przetrwa mimo wszystko ![]()
Co u nas? no ostatnio pisałam, że jedziemy do mnie. Byliśmy kilka dni, a od dwóch dni znowu siedzimy u mojego faceta. Niedługo zaczyna pracę, dlatego teraz staramy się spędzać ze sobą trochę więcej czasu. Bo potem możliwość będzie tylko co dwa tygodnie. No a dzisiaj ma urodziny, dlatego może postaram się coś wykombinować na wieczór, aby trochę się różnił od tych zwykłych dni. ![]()
Pozdrawiam gorąco!
Witam. Twój ukochany ma jakieś wahania nastrojów.MOże coś mu dolega i nie chce się do tego przyznać? Pewnie rozmawiałaś z nim na ten temat? Ja nie wiem czy,on rzeczywiście jest gotowy na poważny związek,ale pewnie znasz go na tyle,aby mu wreszcie zaufać.Życzę Wam wszystkiego najlepszego,a tak a propos,jeśli będziecie sobie przeznaczeni, to nic i nikt wam tego nie zepsuje,a co ma byc - będzie.Powodzenia i do usłyszenia.Pa.
Witam. Twój ukochany ma jakieś wahania nastrojów.MOże coś mu dolega i nie chce się do tego przyznać? Pewnie rozmawiałaś z nim na ten temat? Ja nie wiem czy,on rzeczywiście jest gotowy na poważny związek,ale pewnie znasz go na tyle,aby mu wreszcie zaufać.Życzę Wam wszystkiego najlepszego,a tak a propos,jeśli będziecie sobie przeznaczeni, to nic i nikt wam tego nie zepsuje,a co ma byc - będzie.Powodzenia i do usłyszenia.Pa.
Natolinka tak , wiem co masz na myśli i niestety masz rację. Owszem ma wahania, jest wszystkiego niepewny, nie wie czy chce stałego poważnego związku. Cały czas mówi o miłości do mnie, jego słowa są poparte jak najbardziej czynami. Jeśli coś powie, to pokazuje, że faktycznie tak jest. No właśnie tylko jedna rzecz jest u niego - nie jest pewny.
Szczerze - to ja też w zupełności nie jestem pewna. Kocham go tak bardzo, tak mi z nim dobrze, wszystko układa się bajecznie można rzec. Tylko te obawy.... Non stop niepewności ... chciałabym aby ktoś je rozwiał, przegonił. Aby zniknęły. Niestety to nie możliwe, a my dalej tak tkwimy w tych wątpliwościach...
To całkiem sympatycznie, prawda? Cieszę się, że brniecie do przodu. I od sugestii do pewności jest niewielka granica :) Tylko niepotrzebne są te Wasze obawy, aj, no komplikujecie sobie życie przez nie. Ale ja wciąż wierzę, że jeśli to prawdziwa miłość, to przetrwa mimo wszystko :)
Pamc niestety wszystkiego nie da się łączyć z miłością. Między Nami jest ogromna miłość, przyciąganie. Niestety to nie gwarantuje niczego. Są teraz we mnie ogromne obawy wewnętrzne. Zupełnie nie wiem co robić. Moim zdaniem On nie długo się mnie zapyta czy chciałabym wrócić do Niego. Znam go dobrze i wiem, że nie długo to zrobi. Jego zachowanie mówi wiele. Jednak ja nie wiem wtedy co mu odpowiedzieć. Potrzebuję czasu, dużo czasu, a On może to źle odebrać. Sama nie wiem co robić..
Co u nas? no ostatnio pisałam, że jedziemy do mnie. Byliśmy kilka dni, a od dwóch dni znowu siedzimy u mojego faceta. Niedługo zaczyna pracę, dlatego teraz staramy się spędzać ze sobą trochę więcej czasu. Bo potem możliwość będzie tylko co dwa tygodnie. No a dzisiaj ma urodziny, dlatego może postaram się coś wykombinować na wieczór, aby trochę się różnił od tych zwykłych dni. ;)
Pozdrawiam gorąco!
Nacieszcie się sobą, jak najbardziej ;) Opowiedz jak tam urodziny Wam minęły. Co tam wykombinowałaś ? ;)
Ja tam niezmiennie uważam że będzie dobrze:) Daję 4:1 że do siebie wrócicie za nie za długo:)
Ja tam niezmiennie uważam że będzie dobrze:) Daję 4:1 że do siebie wrócicie za nie za długo:)
Oj Andy zawsze pozytywnie jeśli chodzi o moje problemy ;)
Niestety ja tak tego nie odbieram. Czas to teraz chyba coś, czego potrzebuję. Dużo czasu.
Czasem lepiej zaryzykować i powiedzieć, wróć. Jeszcze niedawno tak bardzo Ci na tym zależało. Teraz, gdy jest to w zasięgu ręki, może warto to przyjąć, żeby się nie bawić w taką ciuciubabkę, że jak jedno chce to drugiemu się odechciewa:)
Czasem lepiej zaryzykować i powiedzieć, wróć. Jeszcze niedawno tak bardzo Ci na tym zależało. Teraz, gdy jest to w zasięgu ręki, może warto to przyjąć, żeby się nie bawić w taką ciuciubabkę, że jak jedno chce to drugiemu się odechciewa:)
Źle zrozumiałeś. Ani jemu ani mnie niczego się nie odechciało. Oboje kochamy siebie bardzo, chcemy ze sobą być. Bardzo mi na Nim zalezy, jak na nikim innym. Lecz uczucia nie gwarantują szczęśliwego związku pamiętaj o tym. Żadne z Nas nie bawi taka sytuacja jaka jest teraz między nami.
I On to nie jest mój "cel" do którego dążę jak najprędzej, a gdy jest w zasięgu ręki to jak najszybciej po to sięgam. To nie na tym polega. Pragnę, aby On też był szczęśliwy i pewny swej decyzji stąd moje ciągłe rozterki, których zaczynam mieć powoli dosyć.