WItam was jeszcze raz jako zalozycielka nowego watku i osoba poszukujaca rady, znow...
Drogie net-kobietki i net-mężczyźni, 2,5 miesiaca temu rozstalam sie z facete z ktorym bylam 8 miesiecy. Nie bede sie rozpisywac od nowa jak, poco i dlaczego, wielu z was pewnie juz zna ta histroie, bo jakis czas udzielam sie na tym forum. Dla niewtajemniczonych histroia mojego rozstania jest tutaj http://www.netkobiety.pl/t21803.html
Problem w moim odczuciu jest dosc zagmatwany, dlatego postaram sie go przedstawic jak nalepiej potrafie.
Jak bylo:
Zaraz po rozstaniu byly mowil ze nie wie co do mnie czuje, ale to nie milosc, by niedlugo potem powiedziec ze nie czuje nic. Jakiś czas pozniej ze nie da sie przestac kochac tak nagle ale to nie milosc i tak w kolo Macieju. Sam o uczuciach nie mowil jedynie przycisniety przezemnie costam wydukal z siebie. Z jego ust padaly slowa, ze juz na pewno nie bedziemy razem i tym podobne. Kontakt miedzy nami zmalal drastycznie, nie bylo juz rozmow telefonicznych, jedynie sms. W krytycznych momentach, ktore mialy miejsce 2 razy, nie mielismy kontaktu 4-5dni. Przewaznie to ja zaczynalam pisanie, jednak i on czasami wychodzil z inicjatywa. Najwieksza chyba glupota, chociaz jak patrze z perspektywy czasu punk zwrotny, nastapil 1 kwietnia. W ramach zartu napisalam mu ze jestem juz w pociagu i jade do niego w wiadomym celu. Wsciekl sie strasznie ze on nie jest facetem ktorego sie lapie na dupe, ze bez milosci sexu nie ma itp. Nastapila kilkudniowa cisza. Jeszcze bedac z bylym poznalam Krzyska. Mily facet, widzialam ze zawrocilam mu w glowie nawet sie o to nie starajac. Po rozstaniu byl przy mnie i wspieral psychicznie. Napisal nawet na nk do mojego bylego co o nim mysli, ze jest glupkiem i jeszcze bedzie chcial wrocic bo jestem swietna dziewczyna. Byly nie chcial sie spotkac o tym rozmawiac bo "tylko rozdrapie to moje rany", co mu Krzysiek wypomnial. Z wiadomosci mozna bylo wywnioskowac miedzy wierszami ze Krzysiek w gruncie rzeczy jest zadowolony bo mu sie podobam i chetnie zajmie miejsce bylego. Jak mozna bylo wywnioskowac, byly sie odezwal...
Moment zwrotny:
Po wielu pretensjach typu: "mieszasz innych w nasze preywatne sprawy! Nie podoba mi sie to! Za kogo Ty mnie uwarzasz! Niech on sie nie bawi w rycerza na bialym koniu bo jest smieszny!" Napisalam bylemu co o nim mysle i poprosilam o spokoj. Kilka dni w ktorych bede mogla poukladac w swojej glowie wszystko na nowo.Wkurzyl sie ale sie zgodzil. Po tygodniu napisalam mu ze teraz mozemy byc normalnymi kumplami, o uczuciach pisalam mu w czasie przeszlym, tzn kochalam, zalezalo mi itp. Jego stosunek do mnie gwaltownie sie zmienil. Zaczelismy pisac na luzie itp, zartowac, smiac sie. Krzyskowi nie robilam zadnych nadzieji, wiedzial o moich uczuciach do bylego, ale mimo to chcial byc przy mnie. Spotkalismy sie kilka razy na kawie, o czym byly wiedzial. Poniewaz Krzysiek mieszka w poblizu Warszawy, spotykalismy sie tylko jak mialam zjazdy i bylam po zajeciach. Przed przedostatnim zjazdem ktory mial miejsce 5 tygodni temu, napisalam bylemu ze zaraz ide z Krzysiem na kawke i zeby mial nadzieje ze trafi mnie strzala amora, to bedzie mial w koncu spokoj. Odpisal po kilku godzinkach, w trakcie mojego spotkania z K. jak tam spotkanie itp i ze on sie strasnzie zle czuje i chory bedzie chyba. Oczywiscie odpisalam ze wszystko na dobrej drodze, nie pytajac o jego samopoczucie nawet. Od tego momentu byly odzywal sie znacznie czesciej, odpisywal od razu na sms a nie jak dawniej po kilku godzinach. Przed kolejnym moim spotkaniem z Krzyskiem, jak mialam wyklady pisalam z bylym troche. Wypisywal jaki to Krzysiek "be" itp, gdy nazwal go "debilem" odpisalam ze "sam jestes debil" i skonczylam z nim dyskusje, nie odpisujac na pare kolejnych sms. Napisal nastepnego dnia w poludnie, co tam u mnie i ze on ma jakis kiepski dzien, odpisalam mu ze u Mnie super, wlasnie koncze czwiczenia z pomiarow. Jest piekna pogoda i mamy przed gmachem glownym je i ze zaraz zmykam na kawke do MC. Oczywiscie wiedzial z kim ide i nie odpisal nawet. Pisal wieczorem jakies pieprzoty ale mi sie telefon chyba zacial, bo nie dochodzily do mnie zade sms, i te od niego odczytalam nastepnego dnia dopiero. Gdy wrocilam do domu, SZOK. Byly zalozyl fb a tak zarzekal sie ze nie zalozy. Oczywiscie pierwsze co zrobil zaprosil mnie do znajomych. Napisalam mu sms ze jestem w szoku bo zalozyl fb a mial nie zakladac. Oczywiscie od razu odpisal jakies brednie i wszedl na fm i mnie na mnim zagadal. Co tam u mnie? Zadawal morze pytan, na ktore odpisywalam na "odwal", tak, nie, nie wiem, moze. PIsal co u niego i ze mial zly dzien ten poprzedni. Napisalam ze spadam i sobie poszlam z kompa. Po jakims czasie napisalam mu eske "Tak sie domagasz to zapytam, co sie stalo ze taki zly dzien miales". Odpisal od razu ze pewnie mam wazniejsze sprawy na glowie niz wysluchiwanie jego uwazlania sie. Napisalam mu "Jak tam sobie chcesz, pamietaj ze zapytalam". Odpisal ze ostatnio duzo pracuje itp. Ze niby czuje sie potrzebny, ale ma wrazenie ze wokol niego nikogo nie ma. Odpisalam "Bo nie ma juz mnie
". Oczywiscue napisal z enie dlatego itp. Niemniej jednak od tego czasu zaczelismy znow pisac wiecej. I, o zgrozo, ustalilismy termin sotkania na poczatkowy tydzien maja. NAgle nie ma nic przeciwko niemu. W nasze rozmowy zaczal sie poczatkowa wkradac delikatny flirt, potem nawet rozmowy o aspekcie erotycznym. Nagle zaczal dopuszczac do siebie mysl ze moglibysmy sie "przespac ze sobia". Czy wrocimy do siebie? "Nie wiem tego". Czy cos czujesz? "Nie odpowiem Ci na to pytanie"
Jak jest teraz:
Od 3 dni stal sie strasznie apatyczny. Zauwazylam to juz podczas naszego ziwazku, ze miewal takie stany. Brak checi do czegokolwiek itp. Zaczynam sie zastanawiac czy on po prostu nie potrzebuje pomocy psychologa. Na zarzut z emoze wcale nie chce sie spotkac wkurza sie, ze zawsze szukam dziury w calym, bo on chce sie spotkac.
Co ja czuje? Nie umiem tego powiedziec. Wiem ze sa dni kiedy jest mi obojetny, jednak najdrobniejsze przesalnki ze np kolezanka komentowala mu fotke, sprawiaja ze jestem zazdrosna. Zmienilo sie moje myslenie, od czasu rozstania. Wiem, ze jesli podczas spotkania, dojdzie miedzy nami do "czegos" to wrocimy do siebie, ale czy taki zwiazek bedzie zdrowy? Mam mase watpliwosci i nie mam zielonego pojecia jak interpretowac jego zachowanie. Kuzynka, ktora jest na bierzaco w tym co sie dzieje miedzy mna a bylym, powiedziala ze wg niej on dopiero jak zauwazyl ze sobie odpuscilam, co wiecej wpuscilam do mojego zycia innego mezczyzne, zaczal sie zastanawiac nad nami i doszedl do wniosku ze sam nie wie czy dobrze zrobil. Byly powtarza jak mantre "Zobaczymy jak sie spotkamy".
Ustalajac z nim termin spotkania myslalam tylko o tym, aby to zakonczyc z klasa. Od 14 lutego, kiedy to spedzalismy milo razem czas, nie widzialam go. Mam wobec tego wypaczony obraz naszego rozstania, bo wszystko co sie dzialo widzialam tylko w sms i na gg, nie uslyszalam tego od niego patrzac mu w oczy i do tej pory wlasnie tego widoku brakowalo mi, aby zaczac ukladac sobie zycie na nowo.
Teraz jednak mam swiadomosc ze spotkanie moze wiele skomplikowac i nie bardzi wiem czy jest dobrym pomyslem. Prosze was o jakas rade, bo juz sama nie wiem jak z tego wybrnac. Jesli ktos przebrnal przez to do konca, dziekuje;)