Jablonko ja sie ciesze ze mojego nie bylo przy porodzie bo bym go zabiła chyba;))teraz moze i bym chciala ale szkoda mi kasy...no chyba ze 100zł to tak,ale 500zł??pogieło ich..
Podobne tematy
sisi---ja swojemu i lekarzowi ..porwałam fartuch.. ![]()
kurczę... przeczytałam cały wątek i normalnie-nienormalnie to jestem w ciężkim szoku ;o;o;o heheheh
też właśnie zastanawiam się nad tym czy zaciągnąć faceta na sale razem ze mną czy nie... od zawsze zapierałam się rękoma i nogami, że nie chce go tam i tak też uzgodniliśmy we dwoje że będę rodzić sama... Ale !!! no właśnie teraz to ALE ... z perspektywy czasu coraz więcej się nad tym zastanawiam, i myślę CZEMU NIE ;>???? !!! Niech wie jak to wyglądasz, jak kobieta musi się namęczyć, żeby wydać dziecko na świat i ile musi "wycierpieć"
:):) i że to nie jest taka light-owa sprawa
Po za tym też zobaczę jak ona zachowuję się wobec mnie w takich stresujących sytuacjach, czy będę mogła na niego liczyć i czy będzie umiał mnie wesprzeć... Jeśli okażę się że jednak bardziej przeszkadza niż pomaga to go wykopie stamtąd heheh zaryzykować czy nie ? o to jest pytanie ![]()
Moj mąż z pewnoscią byl by bardziej zestresowany odemnie,dlatego wole zeby zostal ze starszym synem w domu niz mialabym sie jeszcze nim martwic
ale kazdy facet jest inny ![]()
karolina.... najlepsza jeszcze raz rozmowa,powiedz o swoich obawach... chm..to zależy też jak jest między wami...
znaczy się... jeśli robisz przy nim siusiu... to myślę że ok
nie zrozum mnie żle ![]()
mężczyżni często się krępują zanim wejdą na porodówkę,ale jak już przekroczą ten próg i się oswoją jest oki.. Facet sam musi dojrzeć do takiej decyzji..
rozmawiaj z nim szczeże-a nóż sam zaproponuję poród rodzinny ![]()
jabłonka, rozumiem o co Ci chodzi, jeśli jestem w pełni otwarta i nie wstydzę się przed nim....
trochę się wstydzę.. i nie wiem zbytnio jak wygląda poród z facetem i jaka jest jego rola.. co on może zobaczyć. itp. nie chce go narażać na jakieś traumatyczne doznania
ale jeśli by miał stać koło mnie tylko w okolicach od głowy do brzucha max.i trzymał mnie za rękę to ja bym chciała żeby tam był ![]()
73 2012-01-22 23:09:51 Ostatnio edytowany przez jablonka (2012-01-22 23:10:03)
karolinko...poród trwa..trochę...
na pewno nie będzie tak,że będzie patrzył na twoje krocze w pełnym świetle.... mójw trakcie badania (rozwarcie) udawał,że patrzy w sufit...
POZA TYM... jesteśmy dorośli
i wierz mi całe skrępowanie mija...a w finalnym momęcie nawet nie będziesz myślała o tym czy patrzy czy nie... ![]()
będziesz tak hihi zajęta skurczami,że zapomnisz,ze tam jest ![]()
to chyba go tam wkręcę
ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. nie wiadomo czy w ogóle będzie na miejscu jak się wszystko zacznie ![]()
karolinko---------DUŻO ROZMAWIAJCIE O PORODZIE...
A może rozmowa z położną..
szkoła rodzenia.. ![]()
nie wiem zbytnio jak wygląda poród z facetem i jaka jest jego rola..
zawsze jest osoba, która poda Ci wodę do picia, przemyje Cię wilgotnym ręcznikiem między skurczami, zawoła położną, kiedy odejdą Ci wody
facet zawsze na coś może się przydać
ale tylko wtedy warto go zaciągnąc na porodówkę, kiedy sam faktycznie tego chce...nie ma co na siłę...
jablonka- TAK JEST !!!!
myślałam nad szkoła rodzenia.. tylko od którego miesiąca powinnam zacząć tam chodzić?
od 6 chyba..tak mi się zdaję
30 tydzien... ![]()
karolina1990 napisał/a:nie wiem zbytnio jak wygląda poród z facetem i jaka jest jego rola..
zawsze jest osoba, która poda Ci wodę do picia, przemyje Cię wilgotnym ręcznikiem między skurczami, zawoła położną, kiedy odejdą Ci wody
facet zawsze na coś może się przydać
ale tylko wtedy warto go zaciągnąc na porodówkę, kiedy sam faktycznie tego chce...nie ma co na siłę...
dziękuję za radę..
na szczęście mam jeszcze trochę czasu, więc wybadam grunt i dowiem się jak on do tego podchodzi ![]()
wiem,że są nawet w 26 tygodniu zapisy..
u nas tak było...ale nie poszłam... ![]()
My już chodzimy do szkoły rodzenia, a jestem w 22 tc
Ale tylko i wyłącznie dlatego, że nie na wszystkich zajęciach będziemy mogli być. Kobitka poszła nam więc na rękę i te zajęcia na których nas nie będzie odrobimy w innym terminie
Mój mąż na chwilę obecną chce być przy porodzie, nawet jak będzie w pracy to powiedział, że wtedy szybko powie co się dzieje i przyjedzie
Zobaczymy jak to będzie kiedy będzie już coraz bliżej.
Co do szkoły rodzenia, to bardzo mu się spodobały te zajęcia i o dziwo dużo z nich pamięta i każe mi ćwiczyć haha ![]()
JA TEZ ZASTANAWIAM SIĘ CZY BRAC MĘŻA DO DRYGIEGO PORODU I MAM MIESZANE UCZUCIA Z JEDNEJ STRONY CHCIAŁBYM ŻEBY BYŁ PRZY MNIE I MNIE WSPIERAŁ ALE Z DRUGEJ TAK SE MYSLE PO CO ON MI TAM ,SA POŁOZNE A ON TYLKO GAPI SIE JAK JA CIERPIE I LEKARZ BADA CZY POŁOZNA UWAŻAM ŻE TO ŻENUJĄCE DLA KOBIETY I NIEWIADOMO JAK NASZ MĘŻCZYZNA ODCZUWA TO WSZYSTKO W SWOICH ODCZUCIACH,POTEM MAMY PRETENSJE ŻE NASZE CHŁOPY NIE CHCA SIĘ Z NAMI KOCHAĆ ALE POWIEDZMY SOBIE SZCZEŻE CZY MY NA ICH MIESJCU CHCIAŁYBYSMY??:-)TERA CHYBA GO NIE WEZME HEHE ALE ZAWSZE MOZNA ZMIENIC ZDANIE:-)
CO DO RADZENIA SOBIE Z SKURCZAMI TO JA NIE WRZESZCZAŁAM,MOCNO ZACISNEŁAM ZEBY AŻ BLADA SIĘ ZROBIŁAM JAK LEŻAŁAM BYŁO ZLE BO WSZYSTKO MNIE BOLAŁO ALE JAK KAZALI WSTAĆ TO TEŻ CHODZIĆ NIE MOGŁAM HEHE CHCIAŁM TYLKO SIEDZIEC HEHEH,KAŻDA Z NAS SAMA WIE CO JEJ POMOŻE MNIE MAŻ ŚCISKAŁ ZA REKE MOCO JAK MIAŁM SKURCZ ALE SAMA NIE WIEM CZY TO POMAGAŁO.nIEWIEM CZY BYM WYTRWAŁA DO KOŃCA MĘCZYŁAM SIE PÓ DNIA A ROZWARCIA NIE MIAŁAM ŻADNEGO WKOŃCU MI CESARKE ZROBILI,TO TĘZ NIE BYŁO TAKIE FAJNE CAŁA SIĘ TRZESŁAM I CÓRCIE TYLKO CHYBA Z MINUTKE WIDZIAŁAM POTEM NOC NA SALI POOPERACYJNEJ AŻ RANO MI JA PRZYNIEŚLI
85 2012-01-23 12:13:41 Ostatnio edytowany przez jablonka (2012-01-23 12:19:50)
gosiu---------- jeśli żenujące dla CIEBIE będzie badanie położnej przy mężu... to hm... nie jesteś gotowa na poród rodzinny
trzeba się liczyć z tym,że w czasie badania,mąż nie zostanie wyproszony.
dziewczyny - czułyście się zażenowane w czasie porodu rodzinnego? bo ja czułam się ,ale tylko traktowaniem lekarzy położnych i innych nieznanych osób które się tam kręciły ![]()
Gosiu... jesli się zna kogoś dobrze i się tej osobie ufa... zazenowanie mija ![]()
tak macie racje ale sama musze sama jak to napisała jablonka dojrzec do porodu rodzinnego:-)
tak gosiu... rozmowa dużo pomaga,ja mimo wszystko cieszę się,że Mąż był przy mnie-kiedy było żle zrobił porządek- bo tak to niewiem czy ktoś by się mną zainteresował-wiesz gosiu,połozne są..ale one nie podadzą Ci wody za każdym razem..
nie podprowadzą do łazienki.. nie pomogą z prysznicem..
wszystko zależy też jaką osobą jesteś..
Ja np.wszyscy mi mówią że jestem twarda-i faktycznie w wielu sytuacjach radzę sobie super.. ale poród-przedłużający się był ponad moje siły-ten ciągnący się ból- o obojętne spojrzenia połoznych nie dodawały mi sił ! położne są miłe zazwyczaj..ale lciepłych gestów nie oczekujemy od obcych choć byśmy chciały
Poród to wielki wyczyn dla ciała i psychiki ![]()
no i zauważyłam,że położne są miłe,dopuki nie wołamy ich za dużo
ECH..NO NIE WIEM,JA NIE ZOSTAŁA BYM ZA ŻADNE SKARBY SAMA NA PORODÓWCE.. ![]()
Jezu ja tez nie moglam chodzic jak mi kazały,złe juz byly na mnie ze sie nie staram ale nie mialam siły...mysle o tym czy wziac mojego czy nie...nie krępuje sie przed nim,mam gdzies co on se tam pomysli jak mnie zobaczy,,,zobaczymy jaka cena tego porodu,czy nadal tak drogo...
Ja tam nie maiłam żadnego oporu przed rodzeniem z mężem. Nawet nie wyobrażam sobie żeby go tam z nami nie było.
Zresztą on też chciał bardzo. I nie rozumiem jak można się wstydzić swojego męża, że zobaczy coś tam itd... Dziwne.
Ja w ogóle nie krępowałam się położnych . Myślałam tylko żeby urodzić szybko , zdrowe dzieciątko ! ![]()
Dziewczyny więc nie miejcie wątpliwości czy rodzić z mężem czy nie... Lepiej mieć kogoś ukochanego obok siebie w takiej chwili .:)
To sa szpitale gdzie jeszcze trzeba płącic za poród rodzinny? To chyba niezgodne z prawem nie wiem u nas w lęborku nic sie nie płaci, co do tego jaka jestem hehe czuje sie twarda nie płacze za byle czym czy psychicznie czy fizycznie ale jeśli poród sie przedłuża a mnie boili jak cholerka to macie racje rozkleiłabym się chyba że chłopa przy mnie nie ma,poprzenio mąż był to i tera bedzie chyba że sytuACJA NA TO NIE POZWOLI
JA TEZ ZASTANAWIAM SIĘ CZY BRAC MĘŻA DO DRYGIEGO PORODU I MAM MIESZANE UCZUCIA Z JEDNEJ STRONY CHCIAŁBYM ŻEBY BYŁ PRZY MNIE I MNIE WSPIERAŁ ALE Z DRUGEJ TAK SE MYSLE PO CO ON MI TAM ,SA POŁOZNE A ON TYLKO GAPI SIE JAK JA CIERPIE I LEKARZ BADA CZY POŁOZNA UWAŻAM ŻE TO ŻENUJĄCE DLA KOBIETY I NIEWIADOMO JAK NASZ MĘŻCZYZNA ODCZUWA TO WSZYSTKO W SWOICH ODCZUCIACH,POTEM MAMY PRETENSJE ŻE NASZE CHŁOPY NIE CHCA SIĘ Z NAMI KOCHAĆ ALE POWIEDZMY SOBIE SZCZEŻE CZY MY NA ICH MIESJCU CHCIAŁYBYSMY??:-)TERA CHYBA GO NIE WEZME HEHE ALE ZAWSZE MOZNA ZMIENIC ZDANIE:-)
"a on się tylko gapi jak ja cierpię ..." i dobrze niech zobaczy że urodzic dziecko to nie jest takie proste może wtedy doceni kobietę i to co ona musi przejść żeby wydać takiego małego człowieczka na świat ![]()
mój był przy porodzie i bardzo sie z tego ciesze też długo wcześniej rozmawialiśmy ale on miał wątpliwości i w ostatniej chwili sie zdecydował przed samą porodówka i wiem że nie żałuję wrecz przeciwnie jest zadowolony że mógł byc ze mną w tak ważnej dla nas chwili i jeszcze bardziej sie do siebie zbliżyliśmy ![]()
"potem mamy pretensje że nasze chłopy nie chcą sie z nami kochać ......" to zależy od faceta jaką ma psychike u mnie jeszcze połóg sie nie skończył a mój juz nie mógł wytrzymać i nie mógł sie doczekać kiedy będziemy mogli znowu razem być ![]()
Gosiu... jesli się zna kogoś dobrze i się tej osobie ufa... zazenowanie mija
dokładnie tak samo myśle jak Jabłonka
ja nie czułam czegos takiego jak zażenowanie za to niegdy nie zapomne miny mojego A jak przecinał pępowinę i jaki był dumny ![]()
..... poród to nie wyuzdane pozy... niema w tym nic żenującego... ![]()
97 2012-02-02 22:54:23 Ostatnio edytowany przez Laff (2012-02-02 22:55:25)
Cześć.
Na dniach będę rodzić. Chociaż termin się 'rozlazł' i pozostaje już tylko czekać. Długo się zastanawiałam nad tematem porodu z ojcem dziecka. Był czas, że bardzo mi na tym zależało, ale doszłam do wniosku, że Zuzce chyba nie zrobi to różnicy czy będzie tata czy nie podczas jej porodu - mi za to tak. Być może miałam nadzieję, że zbliży to ojca do niej, że zainteresuje się nią bardziej czy może nawet pokocha, ale właściwie - to chyba nie tędy droga a ja - hm, czy ja czułabym się komfortowo rodząc w obecności osoby, której nie ufam... Boję się porodu, boję się jak sobie poradzę, boję się samotności tam, na sali porodowej, boję się komplikacji... ale czy jego obecności nie bałabym się bardziej...
Laff----------- a jkie relacje masz z ojcem dziecka?
Oj, toksyczne, chore... nie jesteśmy razem od września praktycznie, gdy uciekłam od niego z powodu przemocy psychicznej... to osoba chora psychicznie... niby od miesiąca 'chce' to naprawiać... ale ostatnio dowiedziała się jego ex-żona o mnie i ciąży (ukrywał to przed nią do tej pory...), wkurzyła się a on od razu przestał się interesować Zuzą... no i wyszło na jaw parę niefajnych kłamstw... właściwie ma wrażenie, że ten cały związek z nim to jedno wielkie kłamstwo. Byłam pocieszeniem po prostu po rozstaniu z żona i tyle... Nie powiedział mi prawdy odnośnie ich rozstania... zresztą, domyślam się, po tym co potrafił wymyślać na mój temat, że i to co o ex opowiadał jest jednym wielkim kłamstwem - chociaż, jedno jest prawdą, że go zdradziła. To się zdarzyło parę lat temu ale z tego powodu ojciec Zuzy ma problemy psychiatryczne... mnie też oskarża o zdrady.... do Zuzy - jak mówi - nie chce się przywiązywać, ponieważ nie wierzy, że to jego... z kolei to jemu zależało na tym, aby być podczas je porodu... same skrajności.
Laff--------- no wiesz,to przykre
ja na twoim miejscu nie brała bym wogóle takiej osoby pod uwagę.
puzniej pogadamy,to poważny temat
a mi dzieci skacza po głowie-dosłownie...
Mi w trakcie skurczy najbardziej pomagało myślenie o tym jak mam oddychać. Skupiałam się na tym żeby wdychać powietrze przez nos, a wydychać ustami. Starałam się nie myśleć o tym jak mocno boli. Chodzić w trakcie skurczy nie umiałam, najlepiej je znosiłam na siedząco.
A co do porodu rodzinnego to jestem całkowicie za!!
mój mąż był przy mnie-była to nasza wspólna decyzja, chociaż przyznam, że bardzo mi zależało żeby był ze mną. Bałam się porodu, bólu, tego co nieznane, bo w końcu to był mój pierwszy poród i nie wiedziałam co mnie czeka i jak to wszystko wygląda. Cieszę się, że mąż zdecydował się być przy mnie, choć wiem, że miał wątpliwości czy da radę.
W czasie porodu mąż stał przy mojej głowie chociaż i tak co nieco widział, bo nie ma przecież żadnej zasłonki żeby nie było nic widać, a poza tym przecinał pępowinę, więc stanął tam gdzie siedziała położna odbierająca poród i zobaczył jak to wszystko wygląda od tamtej strony. Był nawet przy tym jak lekarz zakładał mi szwy, choć wtedy większą uwagę chyba zwracał już na Rafałka niż na mnie
A jak wychodziła główka to położna powiedziała: "widzi tatuś główkę?" i mąż zerknął ale po porodzie powiedział, że widział tam tylko coś fioletowego ![]()
Mąż też się cieszy, że był przy porodzie i że mógł mnie wesprzeć chociaż psychicznie
heheh jak przyszedł na porodówkę to ja skakałam na piłce i miałam już 4cm rozwarcia, przywitał się ze mną, usiadł sobie koło mnie na krzesełku, chwycił za rękę, wypytał jak się czuję i w ogóle a później powiedział zdanie, które zapamiętam z tego dnia chyba do końca życia, a mianowicie: "wiem, że to teraz nie ma znaczenia, nie wiem czy zauważyłaś, ale byłem u fryzjera i się ogoliłem" hahahha
jak to powiedział to zaczęłam się śmiać na głos
i wypachnił się swoim najlepszym perfumem
Myślę, że mąż czy partner przy porodzie to wielkie wsparcie nawet jak nic nie mówi i nie robi, ważne, że jest
a co do zażenowania, to ja się wcale nie przejmowałam że mąż może sobie o mnie coś źle pomyśleć albo, że po porodzie przestanę go interesować w sprawach seksu.
Dziś jestem 2 tygodnie po porodzie, a mąż już mówi, że chciałby już być ze mną naprawdę blisko ![]()
Myślę, że mąż czy partner przy porodzie to wielkie wsparcie nawet jak nic nie mówi i nie robi, ważne, że jest
a co do zażenowania, to ja się wcale nie przejmowałam że mąż może sobie o mnie coś źle pomyśleć albo, że po porodzie przestanę go interesować w sprawach seksu.
Dziś jestem 2 tygodnie po porodzie, a mąż już mówi, że chciałby już być ze mną naprawdę blisko
u mnie było dokładnie tak samo.
![]()
A ja się boję porodu mimo że już dwa razy rodziłam i bez problemu. Chciałabym urodzić w domu, ale boję się, że w razie komplikacji coś się stanie złego z dzieckiem albo ze mną. Przy poprzednich porodach mąż był przy mnie. Czy byłam zażenowana? Początkowo tak, zwłaszcza gdy położna przy przyjmowaniu do szpitala kazała mi wyjąć i pokazać jej wkładkę, którą miałam w majtkach (przy mężu). Krępujące to było, to tak jakbym miała w czasie okresu zmienić podpaskę przy mężu. Nie jestem pruderyjna, ale fakt faktem, nie lubię gdy obce osoby zaglądają mi między nogi, czułam się tak, jakby moje ciało od pasa w dół stało się własnością szpitala, a nie moją intymną strefą. Tym razem chcę chcę pojechać do szpitala dopiero, gdy skurcze będą częste i konkretne. Chcę urodzić sama, bez wskazówek położnej, bez zastrzyków i zbędnych interwencji medycznych. Przy pierwszym porodzie położna kazała mi przeć, ale ją olałam (nie miałam siły powiedzieć, ze akurat nie mam skurczu). Lekarz na szczęście okazał się mądry, kazał położnej dać mi spokój, powiedział, że sama sobie poradzę czy coś w tym stylu. I faktycznie, chwilkę czekałam na skurcz, skupiłam się na swoim ciele i wtedy poszło szybko. Chyba najlepiej wczuć się w swoje ciało i zaufać sobie samej. Ja zamierzam teraz tak zrobić. Jakoś trzeba przez to przejść, już niedługo.
Witam dziewczyny,
Jestem w 41 tygodniu ciąży - tak, termin był w zeszły czwartek. Oboje z mężem myśleliśmy, że nie dotrwam do terminu i "pęknę" wcześniej ponieważ dziecko dość wcześnie okazało się dużawe.
Jeśli chodzi o poród z mężem to żadnych wątpliwości nie mam - jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i nie krępujemy się przed sobą. Aczkolwiek mąż obawia się okropnych widoków, typu dużo krwi i inne rzeczy, których cudzkie oko codziennie nie ogląda i (to pewnie wina filmów i stereotypów) że zemdleje podczas porodu i nie będzie mógł mnie wspierać. Cieszę się, że żadna z Was nie wspomniała męża odłogiem na podłodze, ale też nie wiem na ile silną psychikę mój posiada.
Mniejsza z tym, fakt jest, że nie wyobrażam sobie porodu beż męża (mimo, że jak czasami rozmawiamy o tym mam wrażenie że on jest bardziej przerażony niż ja), wiem że nie pozwoli on by stała mi się krzywda. Bedzie czuwał nad moimi potrzabami i wiem, że mogę mu ufać. Poza tym on często powtarza, że to on mnie w to wpakował, że to nasza decyzja była i że on chce i będzie mnie wspierał do końca (chyba byłam świętym w poprzednim życiu, że mi się taki chłop trafił ha ha). Różnie może być - moja siostra po porodzie była bardzo słaba, tylko dzięki zrzędzeniu męża zrobili jej badania i okazało się że ma krytycznie niski poziom hemoglobiny i musi mieć przetaczaną krew. A tak to by się pewnie nikt nie ujął za nią z resztą, że ona sama nie była w stanie nic z tym zrobić.
Dobrze, wreszcie zajmę się głównym powodem, dla którego piszę: cięcia i szwy!
Po ostatnim badaniu przewidywana waga dziecka jest 0k 4 kg, za czym oczywiście idzie długi i bolesny poród (może nawet cesarka - czego nie chcę) i cięcie!!! Okropnie się tego boję, na samą myśl, że mam mieć szwy "tam i ówdzie" robi mi się słabo!
Czy znacie jakieś metody jak tego uniknąć, jak to było z Wami dziewczyny? Czy to faktycznie goi się tygodniami/ miesiącami? Ostatnio koleżanka mnie postraszyła (a też miała duże dziecko) że jak ma być szczera to jej szwy zagoiły się kompletnie dopiero po 6-ciu MIESIĄCACH! Proszą pomóżcie.
Muszę Ci powiedzieć, że najgorsze co możesz zrobic teraz to słuchać tego jak miały koleżanki. Każda coś od siebie dołoży i okaże się, że pół roku chodziły z otwartą raną na pipce ;-)
Położna, do której chodziłam w czasie ciąży zalecała codzienne smarowanie oliwką perineum (odcinek między odbytem, a wejściem do pochwy), pomagać ma to w uelastycznieniu tkanek, sprawia, że będą bardziej odporne na rozciąganie. W Twoim przypadku to już za późno ;-)
Możesz rzecz jasna odmówić wykonania cięcia, ale wiąże się to z tym, że popękasz brzydko i nieregularnie. Samego cięcia nie poczujesz, potem co prawda możesz czuć kiedy będziesz szyta, no i kilka tygodni po porodzie jest lekki dyskomfort podczas siedzenia i w pierwszych dniach kiedy masz parcie na stolec, ale nie jest to tragedia. Szwy są rozpuszczalne, może być tak, że zostaną na wierzchu ich końcówki, będzie je czuć przy dotyku. Nie wiem jak jest w Polsce czy położna je usuwa czy po prostu odpadają z czasem same. Jak będzie dobrze dbać o ranę, wietrzyć i podmywać się to nie masz się czego obawiać.
Trzymam kciuki za szybki i bezbolesny poród :-)) to już pewnie na dniach, jeśli nie na godzinach ;-)
mam za sobą dwa porody,wcześniej się nasłuchałam sporo,,jednak z własnego doświadczenia powiem tyle da się przeżyć te skurcze a najważniejsze to nie panikować i współpracować z położną czy lekarzem podczas porodu
Dzięki Ci bardzo, :*
to nie brzmi aż tak źle jak 6 miesięcy, ale nadal nie spodziewam przyjemności.
Mam nadzieję, że masz rację i będzie to kilka godzin. Już jest mi tak ciężko i nie wygodnie, a maluch się wcale nie śpieszy.
Tak przy okazji, czy któraś z Was zna jakieś domowe sposoby wywoływania skurczy/porodu?
Słyszałam o spacerach (i próbowałam ale już zbyt ciężko mi wędrować znaczne kilometry), próbowaliśmy seksu, gorące prysznice, ananas (aż mi zbrzydł) i intensywne prace domowe (jak szorowanie podłogi itp) i nic nie pomaga. Jużod rana siedzę na forum i staram się wyłuskać odpowiedzi na moje pytanie ale nic.
Wiem, że podczas porodu przyszłe mamy mają skakać na piłce by przyspieszyć rozwarcie, ale nie wiem czy jest moze trochę za wcześnie.
Bardzo proszę o pomoc.
birko
STRASZNIE MI PRZYKRO ŻE NIKT cI NIE ODPISAŁ I NIE POMÓGŁ mAM NADZIEJĘ ŻE PORÓD BYŁ SZYBKI... i nie pękło tobie krocze i nie byłaś nacinana
Teraz na pewno jesteś szczęśliwą mamusią a o kroczu już dawno nie pamiętasz
pozdrawiam ![]()
Przy mnie również był ojciec dziecka
dużo mi pomógł,podawał wodę trzymał za rękę potem robilismy razem przysiady,stał za mną z tyłu i gdy się podnosiłam to mnie trzymał bo byłam tak słaba,skurcze miałam straszne,zanim trafiłam na porodówkę to byliśmy pod prysznicem to dużo pomogło.Skurcze nie były tak mocne.sam poród trwał krótko jakies 20 minut,ale niestety miałam nacięte krocze i to był największy ból wtedy to się rozdarłam na cała sale haha
![]()
proszę o zamknięcie Tego wątku
mam nadzieje,że mederatorka tu zajrzy i spełni moją prośbę .
dziękuje.
112 2012-05-17 14:43:07 Ostatnio edytowany przez dori (2012-05-17 14:44:31)
.
ya
jabłonko a dlaczego chcesz aby zamknąć ten watek?
lena - hm.. to było jakiś czas temu
wątek umarł śmiercią naturalną... choć bardzo dawno temu założony widziałam kilka podobnych..na ten sam temat ![]()
Ja już trójeczkę urodziłam i za każdym razem było inaczej przy pierwszym na kroplówie od początku do końca, na wznak, straciłam przytomność z bólu kilkukrotnie, drugie dziecko urodziłam 20 min po przyjeździe do szpitala, a z trzecim miałam nieregularne skurcze i nie za silne już 2 dni przed porodem
rodząc byłam tragicznie zmęczona ![]()
Teraz to już Boga proszę żeby już dzieci nie rodzić
no i oczywiście nie tylko się o to modlę, ale aktywnie zapobiegam
Kocham swoje dzieciątka nad życie, ale już nie chcę sobie wyobrażać kolejnej ciąży i porodu...
Pozdrawiam mamuśki, mam nadzieję, że was nie przestraszyłam ![]()
Ja obiecałam sobie, że zapiszę się do szkoły rodzenia. Przynajmniej będę wiedziała jak się zachować w tym ważnym momencie:)
Witam, ja rodziłam 2 razy 29.10.2004 i 28.02.2008, oba porody poszły jak burze, ze względy na "przenoszenie" byłam juz w szpitalu. Pierwszy trwał 6 godzin od pierwszego skurczu do samych narodzin, i po mimo że byłam w szkole rodzenia to nie umiałam przeć tzn parłam buzią i potem wyglądałam okropnie popękały mi żyłki w oczach i wyglądałam jak wampir. Drugi poród tzw uliczny jakbym nie była w szpitalu urodziłabym w domu w najlepszym wyjściu w aucie a do szpitala mam może 10 minut, w godzine dostałam pełnego 10zm rozwarcia, nie było czasu na nic, ani na lewatywe, ani na welflon, w ostatniej chwili położna nacięła mnie tylko, oczywiście nie potrzebnie. Przy pierwszym był mąż i pomógł mi bardzo przy skurczach stałam w lekkim rozkroku wisząc na nim a on przytrzymywał mi brzuch i lekko sie kołysał a ja sobie buczałam, to mi pomogło, z drugim nie zdążyłam zadzwonić że rodze wiec dowiedział sie po fakcie. Oba porody wspominam mile, ból spory ale później radość nie przeciętna. Każda kobieta jest inna i każdy poród jest inny, inaczej go oceniamy. Ważne aby zaufać sobie i słuchac co mówią połozne one mają doświadczenie, potrafią ocenić sytuacje i czasami warto posłuchać.
Pozdrawiam i życzę wiele radości z tego ciężkiego ale cudownego wydarzenia.
po prostu rodziłam, jakoś nie byłam w stanie dobrze oddychać...ani myśleć o tych wszystkich zasadach, jak się rodzi, człowiek po prostu się napina z bólu. ja nie potrafiłam, ale może każda kobieta ma inaczej.
ps. a i tak jako pierworódka urodziłam szybko, mimo tych oddechów.
Odświeżam temat, bo wydaje mi się być istotny
parę lat minęło od ostatniego wpisu, medycyna cały czas idzie do przodu, poród nie jest już tematem tabu, można na wiele sposobów radzić sobie w trakcie żeby było mniej boleśnie i przyjemniej. Zaznaczę, ze to nie temat na opowiadanie horrorów porodowych
Pomóżmy sobie Dziewczyny - co Wam przyniosło ulgę w trakcie porodu, co polecacie naszym ciężarnym?