Cześć wam, jestem tu nowy, to mój pierwszy temat (nie licząc przywitania w dziale poznajmy się). Na samym początku napiszę, że trochę głupio się czuję pisząc tu o swoim problemie, ale myślę że mogę tutaj dostać parę dobrych rad. Głupio mi jako chłopakowi pisać temat na forum dla kobiet, ale mam nadzieję, że nie jest to jakieś nadzwyczaj dziwne i nic głupiego o mnie nie pomyślicie.
Hej, Maciek!
Na czym polega mój problem? No właśnie sam nie wiem skąd się on bierze. Po prostu mam już 20 lat, a nigdy przez nikogo nie byłem obdarzony żadnym uczuciem (poza rodziną oczywiście). Nigdy nie miałem dziewczyny, nie trzymałem żadnej za rękę, nie całowałem się. To nie jest tak, że dziewczyny mnie jakoś nie lubią, nie chcą ze mną gadać. Nie, mam koleżanki, potrafię z nimi trzymać dobre stosunki, miło rozmawiać itp, ale nie potrafię przenieść tych relacji na "wyższy poziom". Nie wiem jak to działa - inni potrafią przy takich samych relacjach jak moje w pewnym momencie zdobyć którąś dziewczynę, tak jakby nigdy nic.
Ech... wyglądasz mi na typowy przykład faceta, który nie umie uciec ze strefy przyjaźni. Nie martw się, każdy z nas kiedyś tam był. Ale po to popełniamy błędy, by ich nie powtarzać. Wszystko jest kwestią twojego zachowania. Tego, co robisz, a nie powinieneś.
Czuję się z tym głupio i słabo. Nie raz czuję presję otoczenia. Np kumple pytający się raz na jakiś czas czemu se nie znajdę laski, lub sytuacje rodzinne. Kiedyś wpadł dziadek z babcią i było to jakoś po mojej studniówce, pytali mnie jak moja dziewczyna spisała się na parkiecie, na co musiałem odpowiedzieć, że nie mam dziewczyny. I wtedy temat rozmowy całej rodziny skupił się na mnie i na tym, że nigdy nikogo nie miałem. Czułem się okropnie kiedy cała rodzina o tym przy mnie rozmawiała, do tego jeszcze pytając mnie dlaczego tak jest.
Presją się akurat nie przejmuj. Ludzie, którzy taką presję wywierają są najzwyczajniej głupi. Ziomków powinieneś zupełnie zignorować. Wiem, że takie uwagi od rodziny bolą/irytują bardziej, jednak też nie musisz czuć się winny ani czuć potrzeby usprawiedliwiania się przed rodziną. Moja rodzina akurat nigdy się nie czepia o to, że nie jestem w związku. Dziadek tylko czasem, zanim zmarło się biedakowi, pytał mnie o dziewczyny, z którymi mnie widywał. Odpowiadałem wtedy "Nie, Dziadek, nie będzie prawnuków!" - i temat się kończył.
Nawet nie wiedziałem co miałem odpowiedzieć. Podobnych sytuacji jest wiele. Czuję ogromną presję otoczenia - widzę na każdym kroku jakieś pary, ludzie rozmawiają o swoich związkach, wśród znajomych mnóstwo osób w związkach już od kilku lat z tą samą osobą, a ja...? ja od 20 lat nigdy nikogo nie miałem i czuję się, jakbym już nigdy nie miał mieć.
Nie wiem, czemu tak to odbierasz. Ja osobiście walczę i neguję z tą całą presją otoczenia. Każdy żyje tym światem związków, to spoko, niech sobie żyje, ale mnie w to niech nie miesza. Owszem związki mają swoje zalety, ale niosą ze sobą również tony problemów, których nie doświadczyłeś bo nie miałeś kiedy,ale tym niemniej istnieją. Wystarczy poczytać dział o toksycznych związkach na tym forum.
Czasem też przez to wszystko czuję się jakiś gorszy od innych. Inni mieli nie raz, a ja ani razu. Tak jakbym był w czymś od nich gorszy. I do tego jednej rzeczy nie rozumiem - ok, nie jestem piękny, może to odstraszać. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego wszystkie dziewczyny zawsze mówią, że wygląd nie ma znaczenia, a jakoś nigdy tymi "mniej urokliwymi" się nie zainteresują?
Wygląd owszem nie ma dla kobiet tak dużego znaczenia jak ich wygląd dla nas. Kobiety nie interesują się mężczyznami przeciętnej/mniejszej urody głównie dlatego, że ci nie są pewni siebie i toną w kompleksach. Kobieta wyczuwa takie coś na kilometr, np po mowie ciała. Spójrz na hiphopowców i dresów. Czy są jacyś piękni? Powiedziałbym, że większość z nich wcale nie, a przygarniają najlepsze dziunie. To dlatego, że są odważni, stanowczy, pewni siebie, dowcipni, lekko chamscy gdy trzeba i nieprzewidywalni. To bardzo pociąga laski. Podam ci mały przykład:
Laska: Ale jestem gruba...
Ty (prawdopodobnie): Nie no, co ty, nie jesteś!
Laska: Jestem!
Ty: Nie jesteś!
Laska: Awww, ale jesteś miły i słodki!
Ale i tak na kumplostwie się kończy. Taki hip hopowiec by jej odpowiedział "No jesteś, nic ci nie chciałem mówić!" - na co taka laska się zaczerwieni i być może ziomek dostanie cios w ramię, ale prawdopodobnie w "niewyjaśnionych okolicznościach" laska będzie tego wieczora jego.
W ogóle tego wszystkiego nie rozumiem, czasem mam wrażenie, że jestem skazany na wieczną samotność. I do tego czuję się jakbym właśnie samego siebie poniżał, żaląc się anonimowo w internecie ze swojej słabości. Ale po prostu tak jest łatwiej. Przyjaciele nie są w stanie mi pomóc, gdy z nimi o tym rozmawiam, to nigdy nie potrafią zrozumieć mojego punktu widzenia, nigdy nie myślą w taki sposób jak ja, bo oni nigdy nie byli w sytuacji, żeby w wieku 20 lat być ciągle samotnym i nic by nie wskazywało, że ma się to zmienić.
U mnie też nic nie wskazuje, aby miało to się zmienić. To, że to z mojej woli to inna nieco sprawa... ale nikt Cię nie wini za to, że wyżalasz się publicznie. Frustracja narasta i kumuluje się. Masz prawo.
Często słyszę rady typu - idź na jakąś imprezę do klubu, poznawaj ludzi, kogoś poznasz, może coś z tego wyjdzie. Ale mimo stosowania się do tych porad jakoś nic a nic się nie zmienia. Nie mam pojęcia jak to zmienić. Jedni mówią "działaj, musisz coś robić bo nic z tego nie będzie:, a drudzy "wyluzuj, nic na siłę, miłość przyjdzie sama, w najmniej oczekiwanym momencie". I stosowanie się najpierw do pierwszej, a potem do drugiej "metody" nigdy mi na dobre nie wyszło.
Miłość bądź seks owszem mogą przyjść same, ale trzeba im w tym trochę pomóc. Sądzę, że po prostu Twoje zachowanie wobec dziewczyn jest tu największym problemem. Moje rady, to:
1) Nie bądź słaby i uległy. Nie dawaj laskom zmusić się do usługiwania im. Bądź uprzejmy, ale na Twoich własnych warunkach, a nie bo one Ci każą. Otwieraj przed nimi drzwi i wieszaj płaszcze, ale wyśmiewaj, gdy każą ci np
2) Nie bądź "potrzebowalski" - e.g. nie zasypuj lasek smsami, telefonami. Daj do zrozumienia, że jesteś zajęty, że muszą poczekać, zanim będziesz miał dla nich chwilę czasu. Daj za sobą zatęsknić. Po otrzymaniu numeru od jakiejś poczekaj ze trzy dni zanim zadzwonisz. I tak dalej. Po prostu nie bądź pipą.
3) Nie rozmawiaj z laskami o ich związkach. Zawsze zmieniaj temat na szkołę albo co innego, tylko nie to jaki to ich "facet jest okropny i w ogóle". To skazuje Cię na friend zone.
4) Nigdy nie płać za nowo poznane laski. Nie stawiaj im drinków, nie płać za obiady. Szczególnie, jeśli jeszcze bezczelnie Ci mówią, że to tylko "przyjacielski wypad". Nic w ten sposób nie osiągniesz, a nawet zostanie to odebrane jako próbę "przekupienia" panny - (nie możesz jej zaimponować inteligencją ani charakterem, musisz uciekać się do podarków)
5) Bądź inny, niż te wszystkie legiony lamusów. Podczas, gdy wszyscy ją tępo adorują - Ty z niej drwij. Podczas, gdy wszyscy ślinią się na jej widok - Ty daj do zrozumienia, że jej uroki na ciebie nie działają. Nie traktuj ładnych dziewczyn ulgowo, tylko dlatego, że są ładne.
6) Nigdy nie dawaj po sobie poznać, że zranił cię jakiś docinek dziewczyny. Zawsze staraj się dotkliwie (acz kulturalnie) zripostować.
7) Nigdy nie udzielaj kobiecie jednoznacznej odpowiedzi na pytania "tej" natury. Wyjątkiem jest oczywiście "Nie"
Okej, myślę, że to wystarczy. Zdaję sobie doskonale sprawę, że to wszystko powyżej to generalizacja. I w dodatku może wydawać się absurdalną generalizacją. Ale uwierz mi, w rzeczywistości to dość skuteczna generalizacja
Żeby lepiej zaczęło Ci iść z dziewczynami nie musisz myśleć o tym, co powinieneś zacząć robić, tylko o tym, co powinieneś PRZESTAĆ robić. Mam nadzieję, że moje rady okażą się pomocne. Powodzenia!