Ja potrafię grać!!! Na nerwach albo na fujarce ![]()
1 041 2012-02-13 23:31:11
Podobne tematy
1 042 2012-02-14 10:12:56
Ja potrafię grać!!! Na nerwach albo na fujarce
Ach nie musicie grać na instrumentach
najważniejsza jest dusza zatracona ![]()
1 043 2012-02-15 10:10:54
Zatracić, to ja się moge jedynie w jakiejś fajnej dziewczynie
. Muzyka na mnie nie działa.
Coś tutaj cicho, chyba wszyscy w zaspy wpadli
.
1 044 2012-02-16 12:38:39
ja dzisiaj się przedzierałam przez zaspy...ale się przedarłam...w sumie dobre ćwiczenie na nogi
i miałam trudność w zlokalizowaniu przysypanego samochodu...mam problem z zapamiętaniem, gdzie zaparkowałam
najczęściej idę w przeciwnym kierunku..
1 045 2012-02-16 14:26:23
miałam trudność w zlokalizowaniu przysypanego samochodu...mam problem z zapamiętaniem, gdzie zaparkowałam
najczęściej idę w przeciwnym kierunku..
Padłem
. Tylko kobiety tak potrafią
. Szkoda, że tego nie widziałem
.
Żeby tylko nie sypało już, bo jutro do pracy, a wtedy będzie sporo wezwań.
1 046 2012-02-16 21:45:54
semiramida napisał/a:miałam trudność w zlokalizowaniu przysypanego samochodu...mam problem z zapamiętaniem, gdzie zaparkowałam
najczęściej idę w przeciwnym kierunku..
Padłem
. Tylko kobiety tak potrafią
. Szkoda, że tego nie widziałem
.
Żeby tylko nie sypało już, bo jutro do pracy, a wtedy będzie sporo wezwań.
lekko zakręcona pod tym względem jestem
już zdarzało mi się przez to kilka razy otwierać nie swój samochód
a najgorsze było parkowanie przy centrach handlowych
od przyszłego tygodnia mają być plusowe temperatury i ma już nie sypać...podobno
dla mnie mogłoby się sprawdzić, bo za zimą nie przepadam..żeby ją polubić, zaczęłam nawet uprawiać sporty zimowe, ale jakoś niewiele pomogło..
1 047 2012-02-17 18:24:57
Witam!
Przeglądając forum chciałem stworzyć nowy temat w tym dziale, ale zauważyłem ten, więc "podepnę się" pod niego.
Mianowicie - jestem samotnym facetem. Wszystkie moje myśli zawarł autor tego topicu w pierwszym poście. Dlatego, by nie powtarzać tych samych myśli ubranych tylko w inne słowa przytoczę tą wypowiedź:
Cześć wam, jestem tu nowy, to mój pierwszy temat (nie licząc przywitania w dziale poznajmy się). Na samym początku napiszę, że trochę głupio się czuję pisząc tu o swoim problemie, ale myślę że mogę tutaj dostać parę dobrych rad. Głupio mi jako chłopakowi pisać temat na forum dla kobiet, ale mam nadzieję, że nie jest to jakieś nadzwyczaj dziwne i nic głupiego o mnie nie pomyślicie.
Na czym polega mój problem? No właśnie sam nie wiem skąd się on bierze. Po prostu mam już 20 lat, a nigdy przez nikogo nie byłem obdarzony żadnym uczuciem (poza rodziną oczywiście). Nigdy nie miałem dziewczyny, nie trzymałem żadnej za rękę, nie całowałem się. To nie jest tak, że dziewczyny mnie jakoś nie lubią, nie chcą ze mną gadać. Nie, mam koleżanki, potrafię z nimi trzymać dobre stosunki, miło rozmawiać itp, ale nie potrafię przenieść tych relacji na "wyższy poziom". Nie wiem jak to działa - inni potrafią przy takich samych relacjach jak moje w pewnym momencie zdobyć którąś dziewczynę, tak jakby nigdy nic.
Czuję się z tym głupio i słabo. Nie raz czuję presję otoczenia. Np kumple pytający się raz na jakiś czas czemu se nie znajdę laski, lub sytuacje rodzinne. Kiedyś wpadł dziadek z babcią i było to jakoś po mojej studniówce, pytali mnie jak moja dziewczyna spisała się na parkiecie, na co musiałem odpowiedzieć, że nie mam dziewczyny. I wtedy temat rozmowy całej rodziny skupił się na mnie i na tym, że nigdy nikogo nie miałem. Czułem się okropnie kiedy cała rodzina o tym przy mnie rozmawiała, do tego jeszcze pytając mnie dlaczego tak jest. Nawet nie wiedziałem co miałem odpowiedzieć. Podobnych sytuacji jest wiele. Czuję ogromną presję otoczenia - widzę na każdym kroku jakieś pary, ludzie rozmawiają o swoich związkach, wśród znajomych mnóstwo osób w związkach już od kilku lat z tą samą osobą, a ja...? ja od 20 lat nigdy nikogo nie miałem i czuję się, jakbym już nigdy nie miał mieć.
Czasem też przez to wszystko czuję się jakiś gorszy od innych. Inni mieli nie raz, a ja ani razu. Tak jakbym był w czymś od nich gorszy. I do tego jednej rzeczy nie rozumiem - ok, nie jestem piękny, może to odstraszać. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego wszystkie dziewczyny zawsze mówią, że wygląd nie ma znaczenia, a jakoś nigdy tymi "mniej urokliwymi" się nie zainteresują?
W ogóle tego wszystkiego nie rozumiem, czasem mam wrażenie, że jestem skazany na wieczną samotność. I do tego czuję się jakbym właśnie samego siebie poniżał, żaląc się anonimowo w internecie ze swojej słabości. Ale po prostu tak jest łatwiej. Przyjaciele nie są w stanie mi pomóc, gdy z nimi o tym rozmawiam, to nigdy nie potrafią zrozumieć mojego punktu widzenia, nigdy nie myślą w taki sposób jak ja, bo oni nigdy nie byli w sytuacji, żeby w wieku 20 lat być ciągle samotnym i nic by nie wskazywało, że ma się to zmienić.
Często słyszę rady typu - idź na jakąś imprezę do klubu, poznawaj ludzi, kogoś poznasz, może coś z tego wyjdzie. Ale mimo stosowania się do tych porad jakoś nic a nic się nie zmienia. Nie mam pojęcia jak to zmienić. Jedni mówią "działaj, musisz coś robić bo nic z tego nie będzie:, a drudzy "wyluzuj, nic na siłę, miłość przyjdzie sama, w najmniej oczekiwanym momencie". I stosowanie się najpierw do pierwszej, a potem do drugiej "metody" nigdy mi na dobre nie wyszło.
Na chwilę obecną nie wiem co jeszcze napisać, może dodam pewne informacje później, gdy przyjdą mi do głowy. Mam nadzieję, że nie zrobiłem z siebie głupka zakładając ten wątek.
pozdrawiam
Jednak by nie ograniczać się do prostego kopiuj - wklej napiszę coś od siebie. Dziewczynami zacząłem interesować się późno bo dopiero w wieku licealnym. Z tym samym wiekiem przyszły też nowe potrzeby, które coraz silniej są odczuwalne. Chodzi mi tu o bliskość, czułość i poczucie tego, że obok jest ktoś na kogo mogę liczyć (poza rodziną rzecz jasna), z kim mogę pogadać na każdy temat, komu będę mógł poświęcić trochę czasu i uwagi, kogo mógłbym potrzymać za rękę, pospacerować, pocałować, przytulić. Jednak pomimo, iż już studiuję - dziewczyny brak i na nic innego się nie zanosi... Faktem jest, że być może jestem nieco zamknięty w sobie i ciężko mi nawiązać kontakt z innymi... A jeszcze trudniej zagadać mi do dziewczyny. Po prostu boję się, że mnie odrzuci/ wyśmieje/ spławi etc. Ale gdy już nawiąże kontakt (co prawda na studiach mam kilkoro znajomych koleżanek i kolegów) ta bariera znika, rozmawiam, śmieję się... Mimo to - podobno jak autor tematu nie potrafię przejść na "wyższy poziom". Dodam, że rzadko chodzę na imprezy czy spotkania. Może to tu jest pies pogrzebany? Może zacznę chodzić na imprezy, balować? Czuję się okropnie, kiedy widzę inne pary - odzywa się wtedy we mnie samotność i smutek, że przy mnie nikogo nie ma, że jestem sam.
Mam jeszcze jedno pytanie: Dlaczego ludzie (niektórzy) będący w związku nie doceniają tego co mają, nie dbają o drugą stronę?
Dziękuję za odpowiedzi. ![]()
1 048 2012-02-17 20:02:42
Może zacznę pić i palić, bo tak robi wielu chłopaków i laski na nich lecą? ![]()
Mam odpowiedź - daj się odrzucić, upokorzyć, poniżyć. Wyciągnij z tego wnioski, a staniesz się silniejszy. Spróbuj i nie bój się kontaktów z kobietami. Bez ryzyka nie zmieni się nic. Pozwoli Ci to mieć własne zdanie, ukształtuje Twój charakter, staniesz się wreszcie mężczyzną nie bojącym się tak prostej (z pozoru) rzeczy jak rozmawianie z dziewczynami. Nauczysz się szanować siebie i nie wpadać w kompleksy. Poza tym - nauczysz się przyjmować porażki na klatę, bez ciągłego rozmawiania o nich, rozdrapywania ran, analizowania "co by było, gdybym był taki czy inny?" Nauczysz się rozmawiać z nimi swobodnie, bez zawstydzenia i bez wizji, że "może to jest ta moja i jak tu jej się przypodobać?"
W zależności od Twojego charakteru ten proces zajmie od kilku miesięcy do kilku lat. ![]()
1 049 2012-02-17 21:38:55
Witam!
Przeglądając forum chciałem stworzyć nowy temat w tym dziale, ale zauważyłem ten, więc "podepnę się" pod niego.
Mianowicie - jestem samotnym facetem. Wszystkie moje myśli zawarł autor tego topicu w pierwszym poście. Dlatego, by nie powtarzać tych samych myśli ubranych tylko w inne słowa przytoczę tą wypowiedź:
maciekanonim napisał/a:Cześć wam, jestem tu nowy, to mój pierwszy temat (nie licząc przywitania w dziale poznajmy się). Na samym początku napiszę, że trochę głupio się czuję pisząc tu o swoim problemie, ale myślę że mogę tutaj dostać parę dobrych rad. Głupio mi jako chłopakowi pisać temat na forum dla kobiet, ale mam nadzieję, że nie jest to jakieś nadzwyczaj dziwne i nic głupiego o mnie nie pomyślicie.
Na czym polega mój problem? No właśnie sam nie wiem skąd się on bierze. Po prostu mam już 20 lat, a nigdy przez nikogo nie byłem obdarzony żadnym uczuciem (poza rodziną oczywiście). Nigdy nie miałem dziewczyny, nie trzymałem żadnej za rękę, nie całowałem się. To nie jest tak, że dziewczyny mnie jakoś nie lubią, nie chcą ze mną gadać. Nie, mam koleżanki, potrafię z nimi trzymać dobre stosunki, miło rozmawiać itp, ale nie potrafię przenieść tych relacji na "wyższy poziom". Nie wiem jak to działa - inni potrafią przy takich samych relacjach jak moje w pewnym momencie zdobyć którąś dziewczynę, tak jakby nigdy nic.
Czuję się z tym głupio i słabo. Nie raz czuję presję otoczenia. Np kumple pytający się raz na jakiś czas czemu se nie znajdę laski, lub sytuacje rodzinne. Kiedyś wpadł dziadek z babcią i było to jakoś po mojej studniówce, pytali mnie jak moja dziewczyna spisała się na parkiecie, na co musiałem odpowiedzieć, że nie mam dziewczyny. I wtedy temat rozmowy całej rodziny skupił się na mnie i na tym, że nigdy nikogo nie miałem. Czułem się okropnie kiedy cała rodzina o tym przy mnie rozmawiała, do tego jeszcze pytając mnie dlaczego tak jest. Nawet nie wiedziałem co miałem odpowiedzieć. Podobnych sytuacji jest wiele. Czuję ogromną presję otoczenia - widzę na każdym kroku jakieś pary, ludzie rozmawiają o swoich związkach, wśród znajomych mnóstwo osób w związkach już od kilku lat z tą samą osobą, a ja...? ja od 20 lat nigdy nikogo nie miałem i czuję się, jakbym już nigdy nie miał mieć.
Czasem też przez to wszystko czuję się jakiś gorszy od innych. Inni mieli nie raz, a ja ani razu. Tak jakbym był w czymś od nich gorszy. I do tego jednej rzeczy nie rozumiem - ok, nie jestem piękny, może to odstraszać. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego wszystkie dziewczyny zawsze mówią, że wygląd nie ma znaczenia, a jakoś nigdy tymi "mniej urokliwymi" się nie zainteresują?
W ogóle tego wszystkiego nie rozumiem, czasem mam wrażenie, że jestem skazany na wieczną samotność. I do tego czuję się jakbym właśnie samego siebie poniżał, żaląc się anonimowo w internecie ze swojej słabości. Ale po prostu tak jest łatwiej. Przyjaciele nie są w stanie mi pomóc, gdy z nimi o tym rozmawiam, to nigdy nie potrafią zrozumieć mojego punktu widzenia, nigdy nie myślą w taki sposób jak ja, bo oni nigdy nie byli w sytuacji, żeby w wieku 20 lat być ciągle samotnym i nic by nie wskazywało, że ma się to zmienić.
Często słyszę rady typu - idź na jakąś imprezę do klubu, poznawaj ludzi, kogoś poznasz, może coś z tego wyjdzie. Ale mimo stosowania się do tych porad jakoś nic a nic się nie zmienia. Nie mam pojęcia jak to zmienić. Jedni mówią "działaj, musisz coś robić bo nic z tego nie będzie:, a drudzy "wyluzuj, nic na siłę, miłość przyjdzie sama, w najmniej oczekiwanym momencie". I stosowanie się najpierw do pierwszej, a potem do drugiej "metody" nigdy mi na dobre nie wyszło.
Na chwilę obecną nie wiem co jeszcze napisać, może dodam pewne informacje później, gdy przyjdą mi do głowy. Mam nadzieję, że nie zrobiłem z siebie głupka zakładając ten wątek.
pozdrawiam
Jednak by nie ograniczać się do prostego kopiuj - wklej napiszę coś od siebie. Dziewczynami zacząłem interesować się późno bo dopiero w wieku licealnym. Z tym samym wiekiem przyszły też nowe potrzeby, które coraz silniej są odczuwalne. Chodzi mi tu o bliskość, czułość i poczucie tego, że obok jest ktoś na kogo mogę liczyć (poza rodziną rzecz jasna), z kim mogę pogadać na każdy temat, komu będę mógł poświęcić trochę czasu i uwagi, kogo mógłbym potrzymać za rękę, pospacerować, pocałować, przytulić. Jednak pomimo, iż już studiuję - dziewczyny brak i na nic innego się nie zanosi... Faktem jest, że być może jestem nieco zamknięty w sobie i ciężko mi nawiązać kontakt z innymi... A jeszcze trudniej zagadać mi do dziewczyny. Po prostu boję się, że mnie odrzuci/ wyśmieje/ spławi etc. Ale gdy już nawiąże kontakt (co prawda na studiach mam kilkoro znajomych koleżanek i kolegów) ta bariera znika, rozmawiam, śmieję się... Mimo to - podobno jak autor tematu nie potrafię przejść na "wyższy poziom". Dodam, że rzadko chodzę na imprezy czy spotkania. Może to tu jest pies pogrzebany? Może zacznę chodzić na imprezy, balować? Czuję się okropnie, kiedy widzę inne pary - odzywa się wtedy we mnie samotność i smutek, że przy mnie nikogo nie ma, że jestem sam.
Mam jeszcze jedno pytanie: Dlaczego ludzie (niektórzy) będący w związku nie doceniają tego co mają, nie dbają o drugą stronę?
![]()
Dziękuję za odpowiedzi.
Witaj
wiesz co myślę, że nie powinieneś tak myśleć, że już nikogo nie znajdziesz itp. masz dopiero 20 lat. Naprawdę całe życie przed Tobą. Rozumiem też, że może być Ci ciężko - wychodząc gdzieś widzisz spacerujące pary trzymające się za rękę i zastanawiasz się "Kiedy mnie to spotka". Rozumiem też, że chciałbyś mieć osobę którą mógłbyś przytulić, z którą mógłbyś porozmawiać czy najzwyczajniej w świecie spędzać z nią po prostu czas. Czuć, że jesteś kochany i kochać.... Doskonale Cię rozumiem.
Ale, nic na siłę. Im bardziej będziesz się starał, im bardziej będziesz tego pragnął tym dłużej będziesz na to czekać. W dużej części prawdą jest, że miłość przychodzi niespodziewanie. Powinieneś się bardziej otworzyć, chodzić na imprezy, balować - rozerwij się i spróbuj na chwilę zapomnieć o tym, że jesteś sam.
Niestety choć chciałabym Ci powiedzieć kiedy to się zmieni, kiedy kogoś poznasz - nie mogę
Ale wierzę i wiem, że taką osobę na pewno znajdziesz. Nie załamuj się i pod żadnym pozorem nie dopuszczaj do siebie takich myśli w stylu "jestem chyba skazany na samotność " itp.....
Głowa do góry.
1 050 2012-02-18 17:17:32
Rebeca1982 i Austerlitz dziękuję za rady. Z pewnością bym się do nich zastosował gdyby nie to, że od miejsca w którym studiuję dzieli mnie blisko 75km. Mało tego - nie wynajmuję żadnych stancji i nie mieszkam w akademiku. Powód? Myślę, że za dużo by mnie to kosztowało (jestem bardzo oszczędnym facetem, co nie znaczy, że jestem skąpcem czy dusigroszem). Z tego też względu - prawie codziennie dojeżdżam. Nawet jeżeli jakaś impreza jest organizowana - nie idę, gdyż spieszę się by zdążyć na autobus. I tak w kółko... Jak napisałem wcześniej - mam kilka koleżanek z którymi na pożegnanie, tudzież powitanie się przytulam, ale - to nie to. Bo co innego przytulić się do koleżanki a co innego do lepszej połówki. Nadmienię, że to przytulanie z koleżankami wynikło z mojej inicjatywy, co chyba nie było dobrym pomysłem. Nie mogę się bowiem oprzeć wrażeniu, że takim zachowaniem z mojej strony wkraczam w przestrzeń osobistą koleżanek... A one robią to tylko dlatego, żeby mi nie sprawić przykrości... Z drugiej strony - nie mają nic przeciwko, nie protestują... Jednocześnie nie spotkałem się z tym, żeby to któraś z nich sama do mnie się przytuliła... Ale może tylko fizycznie nie protestują a wewnątrz a i owszem? Zresztą - to tylko przytulanie koleżanki... A koleżanka nie da tego co dziewczyna... Tych wszystkich wymienionych w poprzednim moim poście gestów.
Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedzi ![]()
1 051 2012-02-18 22:33:56
Dawno mnie tu nie było
, postanowiłem odwiedzić "stare śmieci"
ale widzę JEDEN WIELKI OFF TOPIC LOL . Tyle stron co doszło aż wypadałoby aby ktoś życzliwy mi streścił w dwóch zdaniach xD (serio serio
bardzo ładnie poproszę xD i wybaczcie Panowie ale wolę Kobiety ;P he hee) i dodał jakąś myśl przewodnią czy coś w tym stylu
.
I jedno co mi się rzuciło w oczy i co potwierdzę to : GÓRNY ŚLĄSK RZĄDZI !! xD haha ![]()
1 052 2012-02-21 20:06:42
ja też tu daaaawno nie wpadałem. co tu się porobiło ![]()
1 053 2012-02-21 21:11:36
No trochę ten temat zboczył z kursu
Żadna osoba nie udzieli mi odpowiedzi na mój drugi post? ![]()
1 054 2012-02-21 22:00:21
ja też tu daaaawno nie wpadałem. co tu się porobiło
oo przyszedł autor postu
hip hip huraa
jak tam u ciebie? pewnie znalazłeś szczęście skoro nie pisałeś
1 055 2012-02-21 23:00:11
Żadna osoba nie udzieli mi odpowiedzi na mój drugi post?
Jak to co napisałem wcześniej, ma się do tego: "Z pewnością bym się do nich zastosował gdyby nie to, że od miejsca w którym studiuję dzieli mnie blisko 75km." - nie widzę związku z moimi poradami. ![]()
Proszę bardzo - po co chcesz mieć dziewczynę, skoro jesteś podporządkowany autobusom i uczelni? Ile miałbyś dla niej czasu, jak często mógłbyś zostawać dłużej w mieście, żeby z nią być? Jak często mógłbyś bez problemu ją odwiedzić? Ona raczej z Tobą tak szybko nie zamieszka, ani nie przeprowadzi się bliżej Twojego miejsca zamieszkania.
Przemyśl wszystko jeszcze raz. Po co się spieszysz? Skup się na studiach. Wyznacz sobie cel w życiu, do którego kobieta nie jest wymagana. Potrzebujesz przytulanki, czy dziewczyny, której byłbyś w stanie poświęcić wystarczająco dużo czasu? Tak wiem, że teraz internet, skype itd., że można się trochę poznać na żywo, a większość związku spędzić na odległość. Z doświadczenia - większość takich związków utrzymuje się na siłę, a później i tak szlag wszystko trafia (nie mówmy o wyjątkach, zawsze się jakieś znajdą) - nie polecam.
Wiem, że boli, gdy poczujesz potrzebę bycia kochanym, a mimo to jesteś ciągle sam. Odzywa się teraz w Tobie romantyczna część duszy faceta, której jeżeli nie opanujesz, to nie pozwoli Ci z czasem żyć.
Przyjdzie i czas na miłość. Nie musisz mieć wielu związków, dziesiątek zakochań i nieskończonych ilości prób już w tym wieku. Ani w każdym innym.
1 056 2012-02-22 22:46:48
Hej Austerlitz!
Chodzi o to, że nie jestem "na miejscu" i codziennie dojeżdżam. Nie wiem - może lepszym wyborem byłoby zamieszkanie w tej miejscowości gdzie studiuję? Wtedy miałbym więcej czasu na tego typu rzeczy.
Na pytania związane z czasem nie odpowiem, bo po prostu raz jest więcej czasu, raz go w ogóle nie ma... A raz jest jego aż nadto.
I tak - masz rację, że odzywa się we mnie "ta romantyczna część duszy", co przyćmiewa mi trochę obraz rzeczywistości. Jednak to jest po prostu silniejsze niż racjonalne myślenie, które podpowiada mi, że "najpierw się wyucz a dopiero potem amory". W międzyczasie jednak można przecież wyjść gdzieś ze znajomymi i się wyszaleć.
Pozdrawiam,
Mateusz ![]()
1 057 2012-02-22 23:49:09
To nie odcinaj się od ludzi. ![]()
Przeprowadzka blisko uczelni pozwoli Ci uniezależnić się. Pieniądze? Nie są po to, żeby je gromadzić, ale robić z nich pożytek. Wykorzystaj je optymalnie. ![]()
1 058 2012-02-23 01:18:08
maciekanonim napisał/a:ja też tu daaaawno nie wpadałem. co tu się porobiło
oo przyszedł autor postu
hip hip huraa
jak tam u ciebie? pewnie znalazłeś szczęście skoro nie pisałeś
jakby to powiedzieć... wróciłem właśnie dlatego że nie znalazłem. myślałem że coś się dzieje, że może się uda, wydawało mi się że jest coraz lepiej, po czym okazało się, że po prostu tylko mi się zdawało. szkoda tego nawet opowiadać. po prostu się pomyliłem, a że mam bujną wyobraźnię, to zacząłem sobie to coraz bardziej wkręcać i naprawdę wierzyłem w to co sobie wmawiałem. ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo przynajmniej w końcu zauważyłem swoją pomyłkę i mam nauczkę ![]()
1 059 2012-02-23 11:42:14
maciekanonim to widzę podobnie jak u mnie
. Też myślałem, że coś się dzieje, że będzie lepiej i w ogóle ( na szczęście wyobraźnia się nie wtrącała
) ale jednak ten ktoś okazał się kimś o kim nawet nie warto rozmawiać
bo segregował ludzi co mi nie odpowiadało i uważał siebie za księżniczkę hahahaha. Przynajmniej trochę śmiechu ze smutkiem połączone.
1 060 2012-02-23 15:03:07
niewazne napisał/a:maciekanonim napisał/a:ja też tu daaaawno nie wpadałem. co tu się porobiło
oo przyszedł autor postu
hip hip huraa
jak tam u ciebie? pewnie znalazłeś szczęście skoro nie pisałeś
jakby to powiedzieć... wróciłem właśnie dlatego że nie znalazłem. myślałem że coś się dzieje, że może się uda, wydawało mi się że jest coraz lepiej, po czym okazało się, że po prostu tylko mi się zdawało. szkoda tego nawet opowiadać. po prostu się pomyliłem, a że mam bujną wyobraźnię, to zacząłem sobie to coraz bardziej wkręcać i naprawdę wierzyłem w to co sobie wmawiałem. ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo przynajmniej w końcu zauważyłem swoją pomyłkę i mam nauczkę
oo to coś długo trwało te uświadomienie sobie tego
a myślała że chociaz jedna osoba znalazła stąd szczęście
wiecie teraz wszędzie pełno księżniczek co na kase leci ale wiecie czemu jest ich tyle? bo faceci teraz bez uczuć i myślą tylko o jednym to sobie biedna typiara musi radzić to robi to w taki sposób. Mnie ostatnio olśniło w tej sprawie eh
1 061 2012-02-23 15:24:25
Mnie ostatnio olśniło, że kobiety nawet jak mają do wyboru facetów, którym na nich zależy i tych, którzy maję je w d**ie i nie liczą się ich uczuciami to . . . kobiety i tak wybiorą tych drugich a potem jest płacz i lament "dlaczego to on mnie zostawił?" I bardzo często tak jest, że kobiety tych dobrych nie doceniają.
1 062 2012-02-23 17:02:55 Ostatnio edytowany przez niewazne (2012-02-23 17:04:15)
A mi sie wydaje że mają w dupie tylko z jednego prostego powodu: kiedyś ktoś je skrzywdził i sie czepiają teraz tych co nie powinni a tych "dobrych" mają za oszustów co nie chcą dla nich dobrze. Właśnie temu albo polecą na kase albo na wygląd by zabłysnąć w towarzystwie. Uczucia? Coraz częściej zauważam że świat prawie cały jest z tego wypłukany i nie liczy sie nic a nic. Ludzie teraz to egoiści i samoluby jak już to podepczą kogos tylko po to by samemu nie być niżej. A co powiecie na to: ktoś mówi że zależy a jednocześnie ma w dupie? A właśnie teraz tak świat działa a ja tego non stop doświadczam w taki czy inny sposob ![]()
1 063 2012-02-23 23:42:40
nieważne podpisuje sie pod tym, co napisałaś rękami i nogami.. najczęściej jest tak, że jeżeli ktoś jest po prostu dobry, to ocenia innych własną miarą i mysli, że inni też tacy są.. I niestety właśnie wtedy spotykają ludzi największe rozczarowania. A jak ktoś się na kimś zawiedzie (szczególnie na kimś bliskim) to już ciężko mu zaufać komukolwiek, właśnie przed obawą, że znów zostanie zraniony. A im więcej takich sytuacji tym ludzie bardziej się w sobie zamykają i w głowach pojawia się myśl "skoro inni krzywdzą mnie to dlaczego ja mam być inna/inny? Dlaczego ja mam szanować innych, liczyć się z ich uczuciami, skoro z moimi nikt się nie liczył.. " i później jest tak jak piszecie...
1 064 2012-02-23 23:49:27
Nie każda kobieta to wredna suka i nie każdy facet to skończony dupek, ale każda kobieta może stać się wredną suką przez jakiegoś skończonego dupka i każdy facet może stać się skończonym dupkiem przez jakąś wredną sukę...
1 065 2012-02-24 00:48:55
W takim razie . . . ja jestem skończonym dupkiem ![]()
1 066 2012-02-24 11:38:14 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-02-24 11:42:31)
Kiedyś gdzieś przeczytałem coś (moim zdaniem) bardzo mądrego - nieudane związki, zakochania bez wzajemności, krzywdy - to wszystko powoduje, że dobrzy ludzie tracą ciepło, blokują swoje uczucia, nie potrafią ich wyrażać, nie chcą się otworzyć, nie potrafią poradzić sobie z przeszłością, ciągle liczą, że ona/on się zmieni, że wróci, że muszę jeszcze poczekać.
Mijają dni, miesiące, lata, w międzyczasie poznaje się fantastycznych ludzi, nawiązuje się z nimi kontakt, ale przychodzą znowu wspomnienia, blokady, że ona/on to nie to samo co tamta/tamten, że nie ma sensu, że ja nie potrafię. I człowiek robi się taki zimny, nieczuły, zrywa się kontakty. Kobiety robią się negatywnie nastawione do kogoś, unikają, zamykają się, wrażliwi faceci przeginają w drugą stronę i stają się aroganckimi palantami i dupkami (bo przecież jak byłem dobry to mi to zabrano, podeptano, po co się starać).
A kompletna masakra to trafić na kogoś takiego, kto nie pokonał swojej przeszłości, swoich nieudanych związków, swoich byłych - zanim się dowiesz, że nic z tego nie będzie to już dawno popłynąłeś i zderzyłeś się na końcu z betonem. ![]()
Trzeba się po prostu kopnąć w cztery litery, zostawić przeszłość za sobą i budować wszystko od nowa - ucząc się na błędach.
1 067 2012-02-24 13:13:08
A kompletna masakra to trafić na kogoś takiego, kto nie pokonał swojej przeszłości, swoich nieudanych związków, swoich byłych - zanim się dowiesz, że nic z tego nie będzie to już dawno popłynąłeś i zderzyłeś się na końcu z betonem.
Nie istnieje cos takiego, jak pokonywanie przeszlosci. Z przeszloscia mozna sie co najwyzej pogodzic, ale pewne jej elementy zawsze beda obecne w naszym zyciu, poniewaz zostaly juz wdrukowane w podswiadomosc. Nie ma czegos takiego, jak "rozpoczecie od nowa". Stad wchodzenie w zwiazek z taka osoba to duza odpowiedzialnosc, a zwazywszy na to, ze w zastraszajacym tempie rosnie ilosc kobiet krzywdzonych przez swoich partnerow, mozna uznac, ze jest wieksze prawdopodobienstwo, ze spotka sie wlasnie taka kobiete, niz te, ktora nie miala bolesnej przeszlosci.
1 068 2012-02-24 14:02:44
Kiedyś gdzieś przeczytałem coś (moim zdaniem) bardzo mądrego - nieudane związki, zakochania bez wzajemności, krzywdy - to wszystko powoduje, że dobrzy ludzie tracą ciepło, blokują swoje uczucia, nie potrafią ich wyrażać, nie chcą się otworzyć, nie potrafią poradzić sobie z przeszłością, ciągle liczą, że ona/on się zmieni, że wróci, że muszę jeszcze poczekać.
Mijają dni, miesiące, lata, w międzyczasie poznaje się fantastycznych ludzi, nawiązuje się z nimi kontakt, ale przychodzą znowu wspomnienia, blokady, że ona/on to nie to samo co tamta/tamten, że nie ma sensu, że ja nie potrafię. I człowiek robi się taki zimny, nieczuły, zrywa się kontakty. Kobiety robią się negatywnie nastawione do kogoś, unikają, zamykają się, wrażliwi faceci przeginają w drugą stronę i stają się aroganckimi palantami i dupkami (bo przecież jak byłem dobry to mi to zabrano, podeptano, po co się starać).
Nie wiem gdzie to przeczytałeś (czy może sam wymyśliłeś) ale wg mnie to cholernie mądre i w 100% prawdziwe. Trudno z tym się nie zgodzić.
1 069 2012-02-24 14:33:47
Tak nie można zapomnieć o przeszłości to było będzie i jest i nieraz po prostu to ryje psychike ludzi że nie dają sobie rady i lądują w psychiatryku. Teraz to tak jest że trzeba dominować. Ten kto jest bardziej wygadany jest na szczycie a ten co nie to moze jedynie być tylko dywanem po którym se będzie tamten chodził. Niby trzeba być silnym nie dawać się takim sytuacjom, stawiać na swoim itp ale jak? Problem leży w psychice własnie. Wyobraźcie sobie takie coś ktoś jest miły jest super fajnie pięknie ma jakiś pesymistyczny pogląd na wszystko ale sobie z tym radzi. Nagle pach i sie robi mega cham i nie tylko siebie niszczy tylko tez innych. I co wtedy? Ja mam taki strasznie miekki charakter bo jak w kimś odrobine dobroci znajdę to sie przywiązuję a tu bum się okazuje że to tylko takie granie przez kogoś bo coś tam chce. I teraz jestem w kropce bo ani w jedną stronę ani w drugą. Ja sie nie dziwię ze teraz jest wiele znieczulic takich co powiedzą co "kocha" a na serio to nie prawda bo facet chce tylko seksu a baba kasy. Czemu tak jest? bo ludzie to egoiści wolą pomiatać i mieć coś z tego niż żeby było dobrze dla obydwu stron oczywiście z uczuciem.
1 070 2012-02-24 15:28:14
maciekanonim napisał/a:niewazne napisał/a:oo przyszedł autor postu
hip hip huraa
jak tam u ciebie? pewnie znalazłeś szczęście skoro nie pisałeś
jakby to powiedzieć... wróciłem właśnie dlatego że nie znalazłem. myślałem że coś się dzieje, że może się uda, wydawało mi się że jest coraz lepiej, po czym okazało się, że po prostu tylko mi się zdawało. szkoda tego nawet opowiadać. po prostu się pomyliłem, a że mam bujną wyobraźnię, to zacząłem sobie to coraz bardziej wkręcać i naprawdę wierzyłem w to co sobie wmawiałem. ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo przynajmniej w końcu zauważyłem swoją pomyłkę i mam nauczkę
oo to coś długo trwało te uświadomienie sobie tego
a myślała że chociaz jedna osoba znalazła stąd szczęście
uświadamianie nie trwało długo ;p długo trwał stan w którym coś się działo i coraz bardziej byłem pewien że się uda. a ta zmiana nastąpiła praktycznie z dnia na dzień. tak jakby wszystko nagle prysło, minęło, skończyło się. nie potrafię powiedzieć dlaczego.
1 071 2012-02-24 15:51:07
No ja też zadaję ciągle sobie to pytanie DLACZEGO? ale odpowiedzi nadal nie umiem znaleźć i już chyba nigdy jej nie odnajdę.
1 072 2012-02-24 17:20:07
jak sądzicie trzeba być obojętnym na wszystkich i mieć gdzieś innych by samemu czuc sie dobrze? moim zdaniem teraz świat tak działa? maciekanonim to opowiedz co sie działo a nie nas dręczysz tą tajemniczością ![]()
1 073 2012-02-24 18:23:37
jak sądzicie trzeba być obojętnym na wszystkich i mieć gdzieś innych by samemu czuc sie dobrze? moim zdaniem teraz świat tak działa? maciekanonim to opowiedz co sie działo a nie nas dręczysz tą tajemniczością
nie... nie można izolować się od ludzi z obawy, przed kolejnym rozczarowaniem, ale zanim się komuś zaufa trzeba go poznać. A to niestety wymaga czasu... i tylko czas pokazuje jaki ktoś jest naprawdę. Jak zachowuje się w codziennych sytuacjach, jak odnosi się do innych ludzi. Bo pięknie mówić potrafi każdy, ale to czyny świadczą o człowieku a nie słowa. Sama bardzo wiele razy się przekonałam, że nie warto w pełni ufać komuś, kogo się nie zna długo, bo nawet jeżeli ktoś wydaje nam się ideałem, to z czasem to zauroczenia mija, pojawiają się pierwsze rysy, później następne a na końcu jest płacz i lament.. Oczywiście nie należy tego tak bezwzględnie generalizować, bo przecież nie każdy jest zły i o tym też należy pamiętać, że czasami jednak warto dać szansę drugiemu człowiekowi:) a najlepiej to zaufać intuicji xD
1 074 2012-02-24 18:27:09
Nie nie nie.
Popadanie ze skrajności w skrajność to zły pomysł.
Przeszłość będziemy pamiętali, ale trzeba przestać nią żyć, rozgrzebywać, szukać odpowiedzi, po co, dlaczego i tak dalej. Może jest trudno, musi minąć dla każdego odpowiednio dużo czasu.
Pierwsze nieudane związki i próby są po to, żeby nauczyć się nie popełniać błędów. A te błędy to w 90% (zarówno u kobiet jak i facetów) zbyt wczesne ślepe zaufanie i oddanie się drugiej osobie, zbyt wczesne otworzenie się dla kogoś, nie wymaganie szacunku, uleganie wbrew naszym zasadom i przekonaniom, robienie wszystkiego dla tej drugiej osoby, płakanie i użalanie się. I przede wszystkim strach przed powiedzeniem tej osobie "nie", lub powiedzeniem prawdy o niej samej, brak własnego zdania, brak wymagań, strach przed porzuceniem. Niektórzy jeszcze stosują szantaż emocjonalny, gdy wszystko im się wali.
Można być dalej tą samą ciepłą, miłą, dobrą, wrażliwą i uczuciową osobą, ale jednocześnie mającą silny charakter, mającą wymagania i szacunek dla siebie, mającą silną wolę, nie robiącą niczego wbrew własnym zasadom.
Taki przykład - ktoś prosi o pożyczenie 5zł. Ty pożyczasz, jak zawsze dodając - "oddasz, gdy będziesz mógł", bo nie jesteś bankierem, nie naliczasz odsetek, nie będziesz dawał terminów spłaty i tak dalej. Pierwszy błąd. Następnie po jakimś czasie ta osoba znowu prosi o pożyczenie 5zł, a Ty mając dobre serce znowu pożyczasz. Drugi błąd. Ta osoba ma już Ciebie w garści.
Za pierwszym razem należało przed pożyczeniem zapytać: "powiedz mi najpierw, kiedy oddasz?" i nie ma w tym nic aroganckiego i niegrzecznego. Dzięki temu ta osoba czuje się zobowiązana i odpowiedzialna, mówi "oddam za tydzień". I gdy odda za tydzień, możesz jej zacząć ufać. Ale gdyby nie oddała za tydzień, a przyszła za dwa tygodnie z kolejną prośbą o pożyczenie - nie pożyczasz. "Obiecałeś oddać po tygodniu, mijają dwa tygodnie, nie wypominałem Ci w tym czasie o Twoim długu, nie odezwałeś się, że potrzebujesz więcej czasu, a teraz przychodzisz i prosisz o więcej? Nie pożyczę, nie mogę Ci zaufać".
I nadal jesteśmy osobą o dobrym sercu (pożyczyłeś), mającą swój honor (nie przypominałeś o zwrocie pożyczki), ale tym razem druga strona czuje, że nie może nas wykorzystywać, że jesteśmy uczciwi, ale mamy zasady, mamy granice, nie można nami pomiatać i trzeba zasłużyć na nasze zaufanie.
1 075 2012-02-24 20:40:12
heehehe fajne te opowiadanie z tym 5 zł ale sie nie zgodzę
Jak pożyczysz na jakis zasadach albo powiesz "kiedy oddasz?" to ta osoba za plecami "jaka ona sknera, bosz ale żałuje, pazerna jakaś i chamska, co ona se w ogóle myśli itp" mozesz komuś dać to na pięknej tacy porytej złotej podane a i tak znajdzie w tym jakieś "ale". Nie ma tak pięknie nawet jak komuś pomożesz to będzie ta osoba chciała "wiecej i więcej". Np. pomozesz komuś w lekcjach ale nie dasz spisać tylko tłumaczysz co i jak mimo że ta osoba ma to gdzieś bo jej celem było tylko spisanie zadania. I co wtedy? I ta osoba co pomaga jest be bo zamiast dać normalnie zadanie to wydziwia z tłumaczeniem o co tam chodziło.
1 076 2012-02-24 21:04:18
Co do tej sytuacji to nie musisz pytać kiedy odda. Gdy przyjdzie następny raz to przypomnij o tamtej sytuacji i Twoim braku zaufania wobec tejże osoby. Co do sytuacji z lekcjami to ludzie oczekują gotowego zadania, przecież nie będą się wysilać i głowić nad tym prawda ? ![]()
1 077 2012-02-24 21:43:46
Jak pożyczysz na jakis zasadach albo powiesz "kiedy oddasz?" to ta osoba za plecami "jaka ona sknera, bosz ale żałuje, pazerna jakaś i chamska, co ona se w ogóle myśli itp" mozesz komuś dać to na pięknej tacy porytej złotej podane a i tak znajdzie w tym jakieś "ale".
Dzięki temu wokół Ciebie zostaną osoby, które będą rozumiały co to jest uczciwość, odpowiedzialność, zaufanie, oraz nie będą obsmarowywały Cię za plecami za tzw. pazerność.
Wszystko jeszcze zależy od mojego podejścia do tej osoby - to na wylot widać, czy jest się sknerą, czy po prostu ostrożnym. ![]()
1 078 2012-02-24 22:49:42
a zadam takie pytanie: co ma sens?jest w ogole takie coś?
1 079 2012-02-24 22:59:02
Bardzo ogólne pytanie. Co ma sens w naszym życiu? Czy jaki sens ma nasze życie w ogóle? ![]()
1 080 2012-02-24 23:14:23
czy sens ma życie? czy sens ma miłość? czy w ogóle jakiś sens mają marzenia? w każdym z tych słów jest zawsze jakieś "ale"
1 081 2012-02-24 23:32:22 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-02-24 23:35:42)
Mogę napisać, jak ja to "widzę".
"czy sens ma życie?"
Mam w nim cel, może nawet kilka - ma dla mnie sens.
"czy sens ma miłość?"
Tak, wiem jak smakuje.
"czy w ogóle jakiś sens mają marzenia?"
Mi jest zawsze przyjemnie tak pomarzyć i mieć te marzenia. Dopóki je mam, mam też nadzieję. Ale nie zasłaniają mi one rzeczywistości.
To tyle tych filozofii. ![]()
1 082 2012-02-24 23:51:14
jak sądzicie trzeba być obojętnym na wszystkich i mieć gdzieś innych by samemu czuc sie dobrze? moim zdaniem teraz świat tak działa? maciekanonim to opowiedz co sie działo a nie nas dręczysz tą tajemniczością
nie za bardzo mam ochotę to opowiadać, więc powiem w dużym skrócie. koleżanka, która wcześniej (tak mi się zdawało) mnie zwyczajnie nie lubiła, nagle stała się dla mnie nadzwyczaj miła, sympatyczna, często ze mną gadała itp. wręcz miałem wrażenie, że polubiła mnie bardziej niż resztę naszych znajomych. taka nagła zmiana po prostu mnie zaskoczyła, a potem jeszcze pewien znajomy mówił mi, że na jednej imprezie podczas gdy z nią rozmawiałem, reszta znajomych mówiła że wyraźnie po niej widać że się mną interesuje. i tak z czasem odnosiłem wrażenie że to idzie coraz dalej, że jest coraz lepiej, że się uda i w ogóle. po jakichś mniej więcej 2 miesiącach nagle jakby to wszystko zupełnie ustało, przestała się prawie całkowicie odzywać, zaczęła mnie znów traktować jako zwykłego dalszego znajomego. przestała się nawet ze mną witać. doszedłem do wniosku że po prostu albo jej się odwidziało, znudziło, zmieniła zdanie czy coś, albo nigdy nic takiego nie było i to wszystko tylko moja wyobraźnia. no może nie było to w stu procentach urojeniem, ale jednak wydaje mi się że żadnego zainteresowania wcale nie wykazywała.
1 083 2012-02-25 11:03:13
maciekanonim - to tak teraz jest że narobi ktoś nadziei a potem sie wycofują albo w ogóle nie wiadomo o co biega eh. Najgorsze co może być robią.
Austerlitz - wiesz chodzi mi o to że ok miałeś miłość ale jaki sens ma ta nieodwzajemniona, ta przez którą sie cierpi? co to w ogóle za życie jak ciągle ta sama monotonia i nie ma się z czego cieszyć bo jest szare i ponure? a marzenia po co one jak ich nie spełniamy tylko se robimy nadzieje w sumie ?
1 084 2012-02-25 11:40:57 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-02-25 11:41:18)
Dlatego marzenia nazywamy marzeniami, ponieważ ich nie spełniamy.
Gdy można je spełnić, to już nie są marzeniami tylko planami, celami tak dalej. ![]()
A miłość - nigdy jej nie miałem. Zawsze była blisko i za każdym razem się wymykała. I wiem, że się cierpi. Jednak ostatecznie wolę cierpieć pozwalając odejść, niż trzymać na siłę i unieszczęśliwiać.
1 085 2012-02-25 12:20:37
jaki sens ma ta nieodwzajemniona, ta przez którą sie cierpi?
zawsze uważałam, że miłość prawdziwa, ta jedyna jest odwzajemniona...tylko te miłości, które spotyka się na drodze do tej właściwej bywają bez wzajemności....a że mogą ranić? owszem mogą, ale tylko od Ciebie zależy, czy dasz się temu uczuciu wyniszczyć czy wzmocnić...mnie zawsze wzmacniało..
1 086 2012-02-25 12:21:51
A miłość - nigdy jej nie miałem. Zawsze była blisko i za każdym razem się wymykała. I wiem, że się cierpi. Jednak ostatecznie wolę cierpieć pozwalając odejść, niż trzymać na siłę i unieszczęśliwiać.
ktoś kiedyś powiedział: Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci - jest Twoje, jeśli nie - nigdy Twoje nie było....sporo w tym racji..
1 087 2012-02-25 13:21:49
Nah, tak jakoś zasmuciło się w temacie.
Wiosna idzie!
Czuję ją w powietrzu. U mnie większość lodu i śniegu zniknęła. Fakt, jest pochmurno, błoto i ciapa, ale coraz cieplej. Wreszcie przyjemnie będzie pospacerować. Kto wie, może niedługo z kimś obok? ![]()
1 088 2012-02-25 14:14:36
Właśnie, idzie wiosna a z nią dłuższe dni i co najważniejsze cieplejsze
. Ciągle ten sam temat wałkujecie, zajmijcie się czymś pożytecznym ![]()
1 089 2012-02-25 15:44:33
nie można być zajętym 24 godz na dobe a myśli i tak są. No to wy coś optymistycznego powiedzcie
1 090 2012-02-25 16:02:52
u mnie śniegu brak, temperatura sięga 9 stopni, tylko tak wieje że szczupli i lekcy ludzie nie powinni wychodzić z domu ;p
1 091 2012-02-25 20:38:46
znacie może jakieś filmy podnoszące na duchy? takie jakieś psychologiczne czy dramat morałem i w ogóle
1 092 2012-02-25 23:11:00 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-02-25 23:11:48)
Szkoła uczuć (A Walk To Remember) - dramatyczny, ale piękny.
Skazani na Shawshank
Nie opuszczaj mnie (Never Let Me Go)
Sam (I am Sam)
Znaki
Piękny umysł
Rain Man
Iluzjonista
Prestiż
Człowiek w ogniu
Najlepiej o każdym poczytaj zanim obejrzysz. Nie każdy podnosi na duchu, raczej są to smutne opowieści, ale pouczające.
1 093 2012-02-26 00:41:59
Zielona mila
August Rush
Requiem dla snu
Wyspa tajemnic
Stowarzyszenie Umarłych Poetów
Więzień nienawiści
Miasto boga
1 094 2012-02-26 10:15:17
Dzięki za propozycje filmów. Sama polecam "uprowadzona" "plan lotu" "bez mojej zgody"
A teraz coś takiego:
-lekceważenie zobowiązań społecznych,
-nie liczenie się z innymi ludźmi i z powszechnie przyjętymi normami, zasadami etycznymi
i moralnymi.
-Niska tolerancja na frustrację (czyli niezaspokojenie jakiejś potrzeby, nieosiągnięcie jakiegoś celu) łączy się z łatwością uruchamiania zachowań agresywnych, często mających charakter czynów gwałtownych.
-tendencja do pogardzania innymi ludźmi i uznawania ich za winnych konfliktów, które sami spowodowali.
-W przeżywaniu nie pojawia się poczucie winy i wstydu.
-niezdolność do tworzenia silnych i trwałych związków uczuciowych z innymi ludźmi,
-dążenie do natychmiastowego zaspokojenia popędów i potrzeb,
-zmienność i nietrwałość dążeń, nieobliczalność, skłonność do dominacji,
-nieumiejętność planowania odległych celów, koncentracja na teraźniejszości,
-niezdolność przewidywania skutków własnego postępowania i wysuwania wniosków z doświadczeń,
-swoisty brak wglądu (?otępienie semantyczne?), brak zdolności oceny samego siebie,
-nierozróżnianie granicy między rzeczywistością a fikcją, prawdą a kłamstwem,
-brak lęku,
-nietypowa lub niezwykła reakcja na alkohol,
-częste szantażowanie otoczenia samobójstwem,
-tendencja do samouszkodzeń,
-konflikty z prawem.
-outsider. Wrażliwość i łatwo urazić.
-Łatwo wybuchanie gniewem, nie kontrolowanie swoich reakcji.
Czy jako osoby samotne pomoglibyście takiej osobie czy byście uznali że te wady za duże by takie coś zrobić? Znam taką osobe, dużo się zastanawiałam nad tym i idealnie to do niej pasuje w 99% co tam jest wymienione (oprócz to z samobójstwem i konfliktów z prawem). Powiem że jest to osobowość dyssocjalna, która jak widać do niczego nie zachęcia
Jeszcze bym tam dopisała mega pesymizmy i brak wiary w siebie.
1 095 2012-02-26 12:09:35
Wygląda na to, że jedynie pomoc specjalisty/specjalistów może pomóc. W takich przypadkach sami niewiele możemy zrobić. Możemy być blisko, ale lepiej nie uzależniać się od kogoś i tego kogoś też nie uzależnić od nas.
1 096 2012-02-26 17:17:59
To co olać taką osobe?:/
1 097 2012-02-26 18:01:31
Dlaczego od razu olać? Nie o to mi chodziło.
Jeżeli czujesz, że zależy Ci na tej osobie, to nie oddalaj się od niej. Ale nie bierz na siebie odpowiedzialności za zmianę postępowania tego człowieka, bo się wykończysz. Nie jesteśmy "zbawicielami", możemy komuś doradzić, pokazać inne rozwiązania, pocieszyć. Jednak zarówno uzdrowić jak i zmienić kogoś nie jesteśmy w stanie. Jeżeli będziesz siłowała się z tym, że chcesz tej osobie pomóc, ale ona ciągle nie będzie miała chęci, swojej woli do poprawy, to zaczniesz dołować się swoją niemocą.
1 098 2012-02-26 19:52:55
Cześć wszystkim, wciągnęłam się w czytanie tego wątku ...
Postanowiłam się też poudzielać, ale najpierw doczytam wszystko do końca ![]()
Pozdrawiam
1 099 2012-02-26 20:06:12
To co olać taką osobe?:/
Nie olać tylko jak pisze Austerlitz doradzić tej osobie, ale bez przesady... Masz swoje życie i żyj nim bo kto Ci zrekompensuje ten stracony czas ?
sweil witaj ![]()
1 100 2012-02-26 23:47:45 Ostatnio edytowany przez Kiedyś_Misiak (2012-02-26 23:47:01)
A ja powiem, napiszę coś w temacie znów. Zbliża się marzec, na dworze coraz ładniej i cieplej, ptaszki ćwierkają a ja wpadam w jakaś melancholię
jakiś dół/pech, jak zwał tak zwał znów przypałętał się do mnie. W ciągu paru dni, maksymalnie straciłem ochotę na cokolwiek, łącznie z wychodzeniem z domu. Najlepiej jakbym mógł w ogóle bym nie opuszczał 4 ścian. Kompletnie tego nie rozumiem, bo wydawało mi się, że już jest OK, że jest coraz lepiej a tu męczę się znów od jakiegoś czasu, bez nadziei, wiary w lepsze jutro. Czuje się nierozumiany przez innych, jak jakiś wyrzutek z którym nikt nie chce utrzymywać kontaktu, chociaż o moich "problemach" i przygnębieniu wie tylko 1 może 2 osoby z którymi mam kontakt akurat a wobec innych starałem się nie pokazywać. Nie pokazywałem z prostego powodu - nie chciałem współczucia od kogoś kto jest zadowolony i szczęśliwy, na co mu moje problemy skoro nie jest moim przyjacielem/przyjaciółką a zwykłym lepszym znajomym/koleżanką.
Nie wiem co z sobą począć. Mam jedynie nadzieję, że jak przyszło tak szybciej jeszcze pójdzie ale echo ...
Musiałem się wygadać, co by znów przez jakiś czas innym nie pokazywać tej smutnej mojej strony.
1 101 2012-02-27 00:42:30
A ja powiem, napiszę coś w temacie znów. Zbliża się marzec, na dworze coraz ładniej i cieplej, ptaszki ćwierkają a ja wpadam w jakaś melancholię
jakiś dół/pech, jak zwał tak zwał znów przypałętał się do mnie. W ciągu paru dni, maksymalnie straciłem ochotę na cokolwiek, łącznie z wychodzeniem z domu. Najlepiej jakbym mógł w ogóle bym nie opuszczał 4 ścian. Kompletnie tego nie rozumiem, bo wydawało mi się, że już jest OK, że jest coraz lepiej a tu męczę się znów od jakiegoś czasu, bez nadziei, wiary w lepsze jutro. Czuje się nierozumiany przez innych, jak jakiś wyrzutek z którym nikt nie chce utrzymywać kontaktu, chociaż o moich "problemach" i przygnębieniu wie tylko 1 może 2 osoby z którymi mam kontakt akurat a wobec innych starałem się nie pokazywać. Nie pokazywałem z prostego powodu - nie chciałem współczucia od kogoś kto jest zadowolony i szczęśliwy, na co mu moje problemy skoro nie jest moim przyjacielem/przyjaciółką a zwykłym lepszym znajomym/koleżanką.
Nie wiem co z sobą począć. Mam jedynie nadzieję, że jak przyszło tak szybciej jeszcze pójdzie ale echo ...Musiałem się wygadać, co by znów przez jakiś czas innym nie pokazywać tej smutnej mojej strony.
Chyba coś jest w powietrzu - tak kolokwialnie mówiąc. Ja od paru dni też do niczego się nie nadaję, i łapie doła ... ale mam nadzieję, że jest to przejściowe, czekam na konkretną wiosnę - wtedy może przyjdzie lepsze samopoczucie ![]()
Musisz zrobić coś dla siebie, ja od jakiegoś czasu chodzę na siłownię, saunę, basen - robię to dla relaksu i odprężenia naprawdę pomaga - dobra terapia, przy okazji można poznać fajnych ludzi. Trzeba kiedyś wyjść z tego domu, nie można się zatracać.
1 102 2012-02-27 11:37:26
Witam. Niejednemu doskwiera samotność,ale czasami sami jesteśmy temu winni.Nie możemy sie zamykać,jak ślimak w skorupie.Trzeba wychodzić do ludzi,bawić się,bo kiedy to zrobimy jak nie teraz kiedy jesteśmy młodzi?.W domu siedząc nie znajdziemy bliskiej sercu osoby. Należy życie brać pełnymi garściami,bo nie wiadomo ile nam jeszcze zostało.Musimy robić coś i nie żałować,niż żałować,że się tego nie zrobiło.Życie jest zbyt krótkie,żeby się zamartwiać i żyć w ciągłym stresie.Ale nikt nam nie pomoże,jeśli sami sobie nie pomożemy.Pozdrawiam i powodzenia.Do usłyszenia.Pa.
1 103 2012-02-27 14:32:00
Sęk w tym, że nadmierną ilością czasu aktualnie nie grzeszę na jakieś dodatkowe przyjemności. Druga kwestia taka, że próbowałem (puby, kluby, disco etc.) niestety ale chyba nie leży to w mojej naturze, wychodzę styrany najczęściej z bólem głowy - gorzej niż jakbym przepracował 2 dni non stop z małą ilością snu. Co do siłowni - mam za przysłowiowym rogiem ale nie wartą pójścia toteż staram się w domku wieczorami rozruszać swoje kości i mięśnie odpowiednim treningiem (dzięki Bogu i ludziom za nowoczesną technologię, aplikacje i przypomnienia
) .
Ogólnie to czuję się jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł w dosłownym tego słowa znaczeniu. Staram się nie ograniczać jednakże tu gdzie mieszkam ciężko z jakimiś normalnymi rozrywkami po za kinem czy teatrem. Dodatkowo, żeby było jeszcze z kim pójść bo to kolejna sprawa - większość woli iść do kluby czy na dyskotekę albo do pubu, przesiedzieć 5+ godzin i w stanie wskazującym wrócić. Kolejny aspekt nie przepadam za alkoholem, nie mówię, że się nie napiję jednakże sytuacje takie zdarzają się rzadziej niż raz na ruski rok
i siedzenie 2h w jakimś pubie jest dla mnie lekko męczące.
Mam taką naturę, że nic i nikt mnie nie zmusi do czegoś, czego nie lubię i co mi nie odpowiada. Nawet jakby się okazało, że czeka tam na mnie najmądrzejsza i najpiękniejsza w mojej ocenie kobieta przepuściłbym okazję bo nie robię niczego wbrew sobie. Mam swoje zasady których się trzymam i staram się ich nie naginać w sposób przez który cierpiałbym potem.
Czekam na tą wiosnę i powiew świeżości chociaż osobiście nie widzę powodów dla których miałaby ona zmienić diametralnie moje samopoczucie bo raczej nie jestem meteopatą.
1 104 2012-02-27 15:04:22
Z jednej strony dobrze, że masz swoje zasady i nie dasz sobie niczego narzucać, jednak wydaje mi się, po tym co piszesz, że jesteś typem domatora i po prostu w domu jest Ci najlepiej
- ale póki nie ruszysz się z niego do ludzi na pewno nie poznasz tej swojej najpiękniejszej i najmądrzejszej, ani nie poczujesz wiosny. Może czasami warto nagiąć nawet najbardziej żelazne zasady i korzystać z życia.
Ja nie powiem, że jestem jakoś super rozrywkowa, nie lubię dużych klubów, dyskotek, ale staram się od czasu do czasu gdzieś wyskoczyć, bo inaczej bym zdziczała ![]()
Tak na marginesie u mnie dzisiaj pięknie słonko świeci, chociaż jest mroźny wiatr - a ja niestety siedzę chora w domu i nie mogę się cieszyć pierwszymi powiewami wiosny - trafia mnie coś!!! ![]()
1 105 2012-02-27 18:09:10
Zgadza się, w domu czuję się najlepiej jednakże nie ograniczam się
i wychodzę z niego dosyć często. Korzystać z życia mogę na inne sposoby aniżeli chodzenie do klubów, dyskotek etc.
Do zdziczenia mi daleko
bo jak wspomniałem w domu 24h/7 nie siedzę ![]()
sweil zdrowiej ![]()