chyba pora nieco odświeżyć temat - w końcu już prawie wakacje i teraz zacznie się prawdziwe motocyklowe szaleństwo
mój facet ma Kawasaki Z800, według mnie to bestia nie motocykl, ale widzę ile frajdy sprawiają mu nie tylko przejażdżki, ale także dbanie o niego, pogłębianie swojej motocyklowej wiedzy, nie mowię, że się nie denerwuję, bo tyle słyszy się o wypadkach z udziałem motocyklisów, ale staram się oddychać głęboko i wierzę w jego rozwagę, w pełni akceptuję jego pasję i cieszę się, że zamiast szaleć gdzieś z kolegami spędza czas w garażu, czy gdzieś w trasie, wydaję mi się, że powinnyśmy być bardziej wyrozumiałe dla naszych motocyklistów
A ja wcale nie mam zamiaru być wyrozumiała. Mam 2 małych dzieci a za kilka dni na świecie pojawi się 3 maluch, a mój mąż znalazł sobie idealny czas na kupno motoru.
Jeszcze nie miał prawka więc ostatnie miesiące to był czas poświęcony na kursy, dodatkowe jazdy i próby zdania egzaminu.
Czas który powinien poświęcić teraz na rodzinę bo jako że jestem na końcówce ciąży trochę mi ciężko samej z 2 dzieci wszystko w domu ogarnąć.
I teraz znów, wczoraj późno wrócił bo miał jazdy, dziś późno wróci bo miał rano egzamin (który w końcu niestety zdał), ja w niedzielę idę do szpitala, a w domu trzeba wszystko ogarnąć, zrobić zakupy, zająć się dziećmi i wszystko na końcówce ciąży spada na mnie. Jestem tak zarobiona że nawet jeszcze nie jestem do szpitala spakowana a powinnam to już zrobić ze 2 tygodnie temu.
Ogólnie szanuję że to było jego marzenie i z jednej strony cieszę się że jest szczęśliwy, choć naprawdę wybrał najmniej odpowiedni moment na jego kupno.
Z drugiej strony martwię się o niego, choć obiecał że nie będzie szalał.
Poza tym jestem świadoma że teraz pewnie każdą wolną chwilę będzie poświęcał na jazdę na motorze, żeby się nacieszyć zdanym w końcu egzaminem, a ja znów zostanę sama w domu z dziećmi, bez pasji i bez niczego bo dzieci samych w domu nie zostawię.
A jak 2 dni temu usłyszałam że motor to jego życie to mi się wszystkiego odechciało.
Czym w takim razie jestem dla niego ja i dzieci?