smutna7 napisał/a:Kominek,a jak żyje Ci się teraz? Jesteś szczęśliwa?
Witaj smutna,
żyje mi się na pewno spokojniej, nie przeżywam nerwów, stresów, lęków i strachu co będzie kiedyś, co będzie za parę lat z nami. Nie dręczą mnie pytania jak będzie wyglądało nasze wspólne życie i przebywanie razem w mieszkaniu, jak będzie wyglądało wspólne spędzanie wolnego czasu, jacy będziemy dla siebie i wobec siebie z wiekiem, kiedy już teraz jest beznadziejnie...
Na razie nie mogę powiedzieć "jestem szczęśliwa" i kropka. Na pewno jestem szczęśliwa, że to przerwałam, że dojrzałam do tego, aby podjąć taką decyzję i nie pozwalać sobie dalej marnować swojego życia i swojej przyszłości. Jednak mam też uczucie, że poniosłam największą porażkę życia. Nie potrafię się pogodzić z tym, że mi się nie udało. Że nie udało mi się tego uratować, że tego już nie ma, że nie mogłam zrobić więcej, bo już i tak za wiele zrobiłam...
Przecież nie brałam tego pod uwagę. Tego, że tak może się nasze życie potoczyć.
Nie potrafię opisać szczęścia jakie czułam będąc razem z nim, a potem wychodząc za niego za mąż. Ja go po prostu pokochałam i kochałam bezgranicznie, każdego dnia bardziej i mocniej. Dlatego też dzisiaj widzę jaka byłam spokojna o naszą przyszłość, nawet ślub mnie nie stresował, ani wesele, ani te wszystkie przygotowania, cieszyłam się tym wszystkim. Tak na marginesie, to ja do dziś nie rozumiem, że to może stresować : ) Przysięgę wypowiedziałam patrząc wprost w jego oczy, bo niczego więcej nie chciałam niż to, co w niej powiedziałam.
To była moja miłość, taka jedyna, ta na zawsze. Był dla mnie całym światem, oddychałam nim. Zdeptał wszystko, całą oddaną mnie i moją miłość i tylko dzięki temu, temu, że tego nie uszanował, przyjmuję to wszystko zdroworozsądkowo. Jest mi też niełatwo z jednej przyczyny - mamy dziecko, które zawsze będzie nas łączyć. Jemu przede wszystkim chcę dać normalny, spokojny i stabilny dom.
Pozdrawiam Cię. Daj znać co u Ciebie.