Wiem, ze powinnam odejśc ale tak bardzo boję się samotności. Jesteśmy przecież z sobą 10 lat, on mnie tak bardzo kocha, za miesiąc wprowadzamy się do naszego nowego domu. a ja .... już nie pamiętam kiedy to się stało, ale już go nie kocham. zastanawiam sie czy kiedykolwiek kochałam. co mam robić? tak bardzo pragnę miłości...........
nie chcę z nim mieszkać ale nie chcę go krzywdzić, on tak bardzo mnie kocha. czasem mysle ze skoro udawałam tyle lat , to mogę do końca życia...
Nie potrafię wziąć swojego losu w swoje ręce, jestem na to za słaba.
już sobie nie radzę, nawet nie wiem po co to piszę. przecież nikt mi nie pomoże, jeśli nie pomogę sobie sama.
czy wiecie jak trudno udawać miłość.już nie mogę... wszystko we mnie krzyczy, juz nie daję rady, ale tez nie potrafię inaczej.
Podobne tematy
A po co w ogóle wychodziłaś za niego za mąż??
...on nie dostrzegł ze udajesz?
piszesz ,że jesteście z e soba 10 lat ale czy jesteście małżenstwem?
skoro nie -to powinnaś szczerze sie zastanowić nad rozstaniem.uważam ,że okłamywanie siebie i jego to najgorsza droga jaka sobie wyzanczyłas.sama wypalilas sie w srodku a jego wodzisz za nos i udajesz tak dlugo.kazdy dzień jedynie pogłebiia ten wewnetrzny kryzzys.
nie powiem ci ,że mi cie szkoda-zachowaujesz sie niedorzałe -malolata.jak mozna było wogole dopuscic do takiej sytuacji?
teraz myslisz o jego uczuciach ,a wczesniej coś siedziało ci na glowie ,czy popadłaś w dziesiecoletnia amnezję i nie wiedziałaś co robisz?
weż sie za siebie i nie zwodz tego czlowieka.jesli udajesz swoje uczucia,to krzywdzisz go bardziej niz mozesz sobie wyobrazic.nie zwrócisz mu 10 lat ale teraz chociaz sie postaraj!teraz dopiero zniszczysz mu świat;dlaczego on teraz bedzie musiał znosić brzemie twojego zachowania,szkoda cz,lowieka.nie wiem sama jak można byłoby to załatwić -aby nie poglebić problemu-ale sie nie da!